Carles Puyol. Kapitan o sercu w kolorze blaugrana

Carles Puyol. Kapitan o sercu w kolorze blaugrana

Autorzy: Luca Caioli Graham Hunter Ziemowit Ochapski

Wydawnictwo: Sine Qua Non

Kategorie: Sport

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

Ilość stron: 416

Cena książki papierowej: 39.90 zł

cena od: 26.18 zł

Prosty chłopak z La Pobla de Segur i charyzmatyczny lider. Miłośnik imprez i dobrej zabawy, a zarazem domator. Wielbiciel kultury Tybetu, kuchni japońskiej ihellip; tatuaży. Jaki naprawdę jest Carles Puyol?

Od katalońskiej prowincji, przez boiska La Mas?i, po największe stadiony świata. Od chłopięcych marzeń, przez katorżniczą pracę, po sławę i uwielbienie setek tysięcy kibicoacute;w. Carles Puyol ndash; Kapitan o sercu w kolorze blaugrana to pierwsza wydana w Polsce biografia najwybitniejszego kapitana w historii FC Barcelony. Opowiada o życiu i karierze legendarnego Tarzana, stanowi roacute;wnież drobiazgowy zapis sukcesoacute;w, porażek oraz, często zupełnie nieznanych, faktoacute;w i ciekawostek na temat Barccedil;y ndash; klubu, o ktoacute;rym moacute;wi się, że jego sercem i płucami jest właśnie Puyi.


Ziemowit Ochapski ndash; polski dziennikarz piszący dla portalu SportoweFakty.pl. Sympatyk FC Barcelony od dzieciństwa. Jego pierwsze wspomnienie związane z klubem ze stolicy Katalonii to finał Ligi Mistrzoacute;w w Atenach w 1994 roku. Karierę Carlesa Puyola śledzi od początku jego przygody z zespołem. Uwielbia podziwiać grę Barccedil;y z trybun Camp Nou.

Graham Hunter i Luca Caioli to znani roacute;wnież w Polsce dziennikarze, specjaliści od ligi hiszpańskiej, autorzy licznych publikacji, m.in. biografii Leo Messiego i doskonałej książki o FC Barcelonie: Barccedil;a. Za kulisami najlepszej drużyny świata.

Joannie, na dowód tego,

że warto wierzyć w siebie

i walczyć o swoje marzenia

W Hiszpanii panuje przekonanie, że kiedy dobijasz do trzydziestki, nie możesz już grać tak dobrze jak wcześniej, że to kres twoich możliwości. Dla mnie to dodatkowa motywacja, by udowodnić, że jest inaczej. Mnie to nie dotyczy. Zawsze będę sobą, zawsze będę dawał z siebie sto procent i każdego dnia ciężko trenował. Wszystko jednak ma swój koniec i wiem, że pewnego dnia po prostu zawieszę buty na kołku.

Carles Puyol

Od autora

Gdy zamykam oczy i myślę o FC Barcelonie, wyobraźnia nie podsuwa mi obrazów z Leo Messim, Xavim czy Andrésem Iniestą w roli głównej. Każdy z nich oczywiście gdzieś tam jest, ale nie na pierwszym planie. Romário, Ronaldo, Rivaldo i Ronaldinho to również wspaniali zawodnicy, jedni z największych w historii futbolu, lecz dla mnie synonimem Barçy jest ktoś inny. Piłkarz o wielkim sercu do gry, niepowtarzalnych zdolnościach przywódczych i ambicji, która nie pozwala mu się poddawać nawet przy najbardziej niekorzystnym wyniku. Carles Puyol.

Występy Johana Cruyffa czy Diego Maradony na Camp Nou to dla mnie czasy zbyt odległe, żebym mógł zaliczać tych zawodników w poczet swoich idoli, toteż świadomie nie wspomniałem o nich w poprzednim akapicie. Piłką nożną interesuję się od dziecka, a pierwszy mecz Barçy, do którego sięgam pamięcią, to feralny finał Ligi Mistrzów z 1994 roku, kiedy Blaugrana przegrała w Atenach z AC Milanem aż 0:4. Wtedy jednak nie mogłem jeszcze mówić o sobie per culé, a stylem gry o wiele bardziej w me dziecięce gusta trafiał Ajax Amsterdam. Magia klubu z Camp Nou dopadła mnie dopiero w sezonie 1996/97, gdy w bordowo-granatowej koszulce fenomenalny sezon rozgrywał Ronaldo, a Carles Puyol czynił postępy jako zawodnik drużyn młodzieżowych. Po debiucie Xaviego w 1998 roku miałem pewność, że z biegiem czasu stanie się on piłkarzem wybitnym, ale to pierwszy ligowy występ Tarzana, jak ochrzczono go w środowisku ze względu na atletyczną budowę ciała i charakterystyczną fryzurę, sprawił, że miałem „swojego” zawodnika. Chciałem dryblować i strzelać jak Rivaldo, mieć technikę Luisa Enrique i opanowanie Pepa Guardioli, ale gdy w telewizji leciał mecz Barçy, to jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego mimowolnie wypatrywałem na ekranie burzy loków.

Carles Puyol dla wielu młodych piłkarzy może być wzorem do naśladowania i nadzieją na zaistnienie w futbolowym światku. W końcu przebijając się do pierwszej drużyny, nie był łowcą bramek i nie porywał publiczności swoimi rajdami, a mimo wszystko bardzo szybko stał się idolem culés. Status wychowanka Dumy Katalonii na pewno trochę mu w tym pomógł, ale najważniejsza okazała się ciężka praca, dążenie do podnoszenia swoich umiejętności oraz nieustępliwość. Dzięki temu po odejściu na sportową emeryturę takich przywódców jak Guardiola i Luis Enrique to właśnie jemu powierzono kapitańską opaskę – dowód uznania całego barcelonismo.

O wielu napastnikach i pomocnikach mówi się, że ich obecność robi różnicę na boisku, zaś na temat nawet najlepszych obrońców zazwyczaj nikt nie ma zbyt wiele do powiedzenia. Carles Puyol jest jednak defensorem, który nie wpisuje się w żaden schemat i ma gigantyczny wpływ na to, co się dzieje na murawie. Puyi nie ma szybkości i precyzji Leo Messiego, techniki Andrésa Iniesty czy wzrostu Gerarda Piqué. Gdy jednak trzeba, to właśnie on znajduje się pod bramką przeciwnika jako pierwszy, a gra w powietrzu, pomimo zaledwie 178 centymetrów wzrostu, jest jego atutem. To Tarzan jako jeden z nielicznych nigdy nie schodzi poniżej przyzwoitego poziomu i w niemal wszystkich meczach o najwyższą stawkę zbiera najlepsze noty. Dla Carlesa Puyola nie ma straconych piłek. Bez niego Barça potrafi wygrywać, ale nie jest zespołem kompletnym.

Ziemowit Ochapski

Gracias, Puyi!

Graham Hunter

Sądzę, że Ziemowit Ochapski to mądry facet.

Carles Puyol jest osobą, o której trzeba napisać – i to właśnie teraz. Dlaczego? Cóż, po pierwsze Puyol reprezentuje cechy ważne i istniejące na długo przed obecną erą nadzwyczajnych umiejętności i sukcesu. Cechy, które są niezbędne dla przyszłości FC Barcelony. Puyol jest kwintesencją nastawienia, głodu, pracy i rozwoju. W czasie lat spędzonych w katalońskim klubie i reprezentacji Hiszpanii grał ramię w ramię z naprawdę wieloma bardziej uzdolnionymi piłkarzami. Mimo to przez ten okres nie spotkałem nikogo, być może nawet wliczając w to Guardiolę, kto wycisnąłby tyle ze swych podstawowych zdolności.

Xavi, Iniesta, Messi, Ronaldinho to moim zdaniem pewnego rodzaju „geniusze” futbolu. Oni jednak urodzili się z talentem i ich podróż na szczyt, choć niewątpliwie interesująca, nie była tak długa i żmudna jak w przypadku Puyola. W dzieciństwie Carles był bramkarzem, za czasów Cruyffa zakontraktowano go jako prawego skrzydłowego, później został prawym obrońcą i wreszcie mistrzem świata z klubem i reprezentacją jako środkowy obrońca. Przez cały ten czas Puyol obserwował euforię i rozpacz na Camp Nou.

W swojej książce Barça. Za kulisami najlepszej drużyny świata opisałem zdarzenie z meczu przeciwko Lokomotiwowi Moskwa rozegranego w 2002 roku, kiedy Puyol stanął samotnie na linii ognia przeciwko Jamesowi Obiorahowi. Schował ręce za plecami i zanurkował do przodu, by piersią odbić strzał. Wtedy w Barcelonie działo się źle. Słaba jako klub i słaba jako drużyna znalazła się w błędnym kole. Nie chodzi o to, że młody Puyol grał wspaniale. Tym, czego nigdy nie zapomnę, było jego podejście – „nie poddam się”. W każdym meczu grał tak, jakby od tego zależało być albo nie być FC Barcelony, jakby chodziło o jej uratowanie, a nie o zdobycie trzech punktów. Powiedziałem mu, że go za to podziwiam. Ale jeszcze bardziej podziwiam w nim osobowość wojownika, strażaka, futbolowego supermana w pelerynie nadlatującego na pomoc w ostatniej chwili… a jednocześnie kogoś, kto potrafi się zmienić stosunkowo późno w ciągu swojej kariery.

Początkowo Puyol myślał przede wszystkim o ruchu i sprawności fizycznej, lecz gdy nagle otoczyli go lepsi trenerzy i gracze (najpierw podczas ery Rijkaarda, a później za czasów Guardioli), dostosował się. Pomyślcie o swoim życiu. Jak trudno jest zmienić nawyki? Jak trudno jest przyznać, że istnieją w innych ludziach rzeczy, które lubicie, podziwiacie, które nie przychodzą wam naturalnie, ale na których zależy wam tak bardzo, że zrobicie wszystko, by się przystosować? To oczywiście możliwe, ale niełatwe. I często nieprzyjemne.

W epoce zdominowanej przez umiejętności, technikę, inteligencję i kontrolę nad piłką Puyol nie został pominięty. Nie, on wyewoluował. Pamiętam, że w okolicach mundialu w 2010 roku opowiadał mi, że początkowo liczyła się dla niego tylko piłka. Gdzie ona jest? Jak dotrzeć tam, gdzie się znajduje? Jak ją przejąć? Potem zaczął myśleć o zajmowaniu na boisku właściwej pozycji. Starał się zminimalizować liczbę interwencji. Zrozumiał, że wyczekiwanie przeciwników i zaganianie ich niczym owczarek owce w te rejony boiska, w których nie chcieli się znaleźć, to element taktyki bardziej pasujący do koncepcji Guardioli i stylu gry reszty wielkiego zespołu. O sukcesie tej przemiany niech świadczy fakt, że najgorsze czasy Barcelony w ciągu ostatnich pięciu lat nadeszły właśnie wtedy, gdy Puyol był kontuzjowany. Bez względu na to, jak wiele dla klubu i jego pozycji zrobili inni niesamowici zawodnicy, wciąż trudno im radzić sobie bez szybkości Puyola, jego siły, woli zwycięstwa, sportowej agresjii oraz żywiołowości przerażającej przeciwników i inspirującej kolegów.

Puyol to także chłopak ze wsi. Pochodzi z rolniczej rodziny, co sprawia, że wie, czym jest ciężka praca. Dorastał nie w błyszczącej, zatłoczonej przez turystów, modnej, nadmorskiej Barcelonie, lecz w sercu Katalonii. Jest silny, zdeterminowany, uczciwy. Przez całą jego piłkarską, a swoją pisarską karierę uwielbiałem oglądać jego wyczyny na boisku. Uwielbiałem z nim rozmawiać i przeprowadzać wywiady. Moim zdaniem to niezwykle otwarty, sympatyczny człowiek i sądzę, że dla was również będzie pewnego rodzaju inspiracją.

Właśnie dlatego uważam, że Ziemowit to mądry facet.

Nieważne, czy zmęczone ciało Puyola pozwoli mu grać jeszcze jeden sezon czy może trzy. Faktem jest, że wkrótce stracimy wspaniałego zawodnika. Pewna cząstka piłki nożnej umiera za każdym razem, gdy przychodzi nam żegnać takiego gracza jak Carles Puyol. Dzięki Bogu, piłka nożna wie, jak się regenerować i zmartwychwstawać. Nadejdą nowi, być może podobni, ale ja osobiście wątpię, że znajdzie się drugi taki jak Puyi.

Ziemowicie, oto właściwy czas, by o nim napisać! Oto właściwy czas, by powiedzieć: „Gracias, Puyi!”.

To była niesamowita podróż.

Graham Hunter

Brytyjski dziennikarz sportowy mieszkający w Barcelonie,

autor książki Barça. Za kulisami najlepszej drużyny świata

Kapitan

Piłka nożna ukochała sobie graczy ofensywnych – efektownych strzelców bramek i finezyjnych dryblerów. To im poświęcone są najczęściej najważniejsze nagrody, najwyższe miejsca rankingów popularności i uwielbienie fanów. Jest jednak jeszcze jeden rodzaj piłkarzy, stojących ponad wszelkimi schematami. Uznanie zdobywają poświęceniem i grą fair. To najczęściej liderzy swoich drużyn, obdarzeni charyzmą, niebojący się fuknąć na wydawałoby się nietykalne gwiazdy zespołu.

Szukając w pamięci gracza tak oddanego FC Barcelonie, nie znajduję nikogo ponad Puyolem. To nie przypadek, że właśnie on, człowiek o lwim sercu, stał się symbolem Dumy Katalonii. Jest prawdziwym szefem, surowym i niewybaczającym błędów, ale sprawiedliwym i doceniającym wysiłek kolegów z drużyny. Jednym słowem el capità.

To Messi strzela bramki i czaruje futbolówkę, by wyczyniała rzeczy sprzeczne z prawami fizyki. To Xavi zawiaduje piłką i niczym generał na placu boju rozstawia zawodników jak swoje oddziały. Z tyłu jednak gwarantem sukcesu od wielu lat pozostaje Puyol. Serce drużyny, które pompuje krew do wszystkich części ciała, narkotyzując zespół swoim entuzjazmem i chęcią do gry.

Jak ważny jest Puyi, pokazał sezon 2012/13. Bez Tarzana w składzie defensywa popełniała kuriozalne błędy, jakby rozprężona pod nieobecność szefa. Brakowało jego bujnej fryzury migającej w polu karnym przy dośrodkowaniach rywali, walczącej do upadłego nawet gdy się wydaje, że już za późno na interwencję. Puyi jednak zawsze znajdzie sposobość, zażegnania niebezpieczeństwa w ostatniej chwili. Daje hasło do walki w najtrudniejszych momentach – jak pamiętnego 2 maja 2009 roku, gdy głową strzelił gola Realowi Madryt. To była bramka na 2:1, zdobyta w najważniejszej chwili. A potem cały świat zobaczył, jak kapitan Barçy całuje senyerę. To Real pierwszy wyszedł w tym meczu na prowadzenie, Barcelona musiała gonić wynik. Wszystko zmienił strzał Puyola, a bordowo-granatowi wygrali to spotkanie 6:2.

Nie sposób zaprzeczyć, że Puyi to twardy i niezmordowany boiskowy wojownik, który niejednokrotnie przelewał pot i krew za swój klub. Trudno jednak znaleźć drugiego tak szanowanego przez rywali piłkarza. Nic w jego zachowaniu nie jest złośliwe czy wyrachowane, a że zaliczy czasem twarde wejście… coż, taka jest piłka. Wszystko polega na podejściu fair play. To, co zdarzyło się na murawie, pozostaje na murawie. Nie ma potrzeby przenoszenia konfliktów do mediów czy, tym bardziej, na grunt reprezentacji. Zdjęcie Puyola i Raúla idących ramię w ramię po jednym z klasyków to symbol tamtych czasów – wzajemnego szacunku oraz walki do upadłego, ale sprawiedliwej i czystej.

Powoli zbliżamy się niestety do momentu, w którym będziemy musieli pożegnać Puyola i radzić sobie dalej bez niego. To, co od kilkunastu lat wydawało się odległym problemem, obecnie zaczyna stanowić prawdziwy i namacalny kłopot. Po poważnej kontuzji w sezonie 2012/13 nagle wszyscy zdali sobie sprawę, że Puyol nie jest niezniszczalny. Jego ciało coraz częściej odmawia posłuszeństwa i domaga się odpoczynku.

Nie ma jednak mowy o odstawieniu Carlesa na boczny tor. Nowy trener FC Barcelony, Gerardo „Tata” Martino, za najważniejsze wzmocnienie zespołu uznał właśnie powrót Tarzana do zdrowia – co oznacza również powrót do szatni. Nie należy zapominać, jaki wpływ na drużynę wywiera Puyi. Przy nim lepiej gra Piqué i Dani Alves. A jeśli popełniają błędy, to najczęściej nie skutkują one poważniejszymi konsekwencjami, bo Puyol, niczym wytrawny krawiec, łata je, nie pozostawiając śladu. Z biegiem lat nauczył się czuć przeciwnika i sam mówi, że teraz więcej gra głową niż nogami.

Co przyniesie przyszłość? Czy w szkółce Barcelony znajdzie się ktoś, kto zniesie presję towarzyszącą grze na pozycji środkowego obrońcy? Czy w rolę „nowego Tarzana” wcieli się Gerard Piqué? Czy może Barcelona zaklei dziurę w składzie transferem? Jak dotąd na szczęście dziurę po Puyim wypełnia on sam. Wreszcie wraca do składu i wszyscy w klubie czekają na niego jak na zbawiciela.

Jeśli są gracze niezastąpieni, bez wątpienia należy do nich właśnie Puyol. Przyznał kiedyś, że gdyby zdrowie mu pozwoliło, chciałby grać do czterdziestki, jak jego wielki idol, Paolo Maldini. I miejmy nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z tym planem. Bo wraz z zakończeniem przez Katalończyka kariery straci coś nie tylko Barcelona, nie tylko reprezentacja Hiszpanii, ale cały piłkarski świat.

Tomasz Lasota

Prezes Polskiej Penyi FC Barcelony Fan Club Barça Polska

CZĘŚĆ I

Początki

Chłopiec z La Pobla

To, co osiągnąłem w życiu, w znacznej mierze zawdzięczam wartościom wyniesionym z domu. Jestem dumny, że odziedziczyłem upór i determinację swojego taty oraz szlachetność swojej mamy.

Carles Puyol

Wiosnę 1978 roku można uznać za szczególną nie tylko ze względu na to, że ostatnie spotkania w barwach FC Barcelony rozgrywał wtedy legendarny Johan Cruyff. 13 kwietnia, kiedy culés nie otrząsnęli się jeszcze po przegranej w półfinałowym dwumeczu Pucharu UEFA z PSV Eindhoven, w oddalonym o niecałe trzysta kilometrów na północny zachód od Camp Nou szpitalu w malutkim miasteczku Vielha na świat przyszedł Carles Puyol Saforcada. Trzydzieści jeden lat później stanie się najwybitniejszym kapitanem w historii Dumy Katalonii.

Puyi, jak nazywają długowłosego obrońcę Barçy koledzy z szatni, jest drugim dzieckiem Josepa Puyola i Rosy Saforcady. W chwili narodzin ważył aż cztery kilogramy. Jego rodzice pobrali się w kościele Santa Maria de Balaguer w miejscowości Lleida, gdy mieli po dwadzieścia pięć lat, a po ślubie zamieszkali w Vielha, skąd pochodziła mama Carlesa i gdzie wówczas pracował jego ojciec. Półtora roku później Josep przejął po swoich rodzicach Mas de Gras – duże gospodarstwo rolne w Vail d’Adons, dwadzieścia kilometrów od miasteczka Pobla de Segur. Znajdowało się na zupełnym odludziu, więc ze względu na trzymiesięcznego wówczas pierworodnego syna, Josepa Xaviera, Josep i Rosa zdecydowali się osiedlić w centrum La Pobla.

Większość źródeł jako miejsce urodzenia Tarzana błędnie podaje właśnie Pobla de Segur, co wiąże się z pewną historią. W lecie 1977 roku Rosa po raz drugi zaszła w ciążę. Termin porodu miała wyznaczony na trzeci tydzień kwietnia roku 1978, więc na początku miesiąca wróciła na jakiś czas w rodzinne strony, żeby zobaczyć się z bliskimi i w razie potrzeby móc odwiedzić doktora Serrano, który opiekował się nią podczas pierwszej ciąży. Puyi, który zgodnie z planem miał przyjść na świat w La Pobla, postanowił pojawić się wcześniej i tak Rosa urodziła w Vielha. Po trzech dniach od porodu odzyskała siły i wraz z synkiem wróciła do męża. Carles spędził w Pobla de Segur swe najwcześniejsze lata, a rodzinne miasto opuścił dopiero po pomyślnym przejściu testów w Barcelonie. Niezależnie jednak od metryki sam zainteresowany tak wypowiada się na temat mieściny swego dzieciństwa: „Gdy ktoś mnie pyta, skąd pochodzę, niezmiennie odpowiadam, że z Pobla de Segur. Tak, urodziłem się w Vielha, ale to były wyjątkowe okoliczności. Jestem z La Pobla i podkreślam to na każdym kroku”.

Rodzina Tarzana szybko doszła do wniosku, że malutki Carles z wyglądu bardzo przypomina dziadka, a z zachowania ojca. W wieku czterech lat, podczas wakacji, wywinął rodzicom numer ze znikaniem – typowy dla ciekawych świata maluchów. Josep i Rosa wraz z przyjaciółmi wynajęli mieszkanie w Roses i codziennie rano razem z dziećmi chodzili na plażę. Pewnego razu ich młodszy syn po prostu zniknął. Bawił się z innymi szkrabami w piasku, rodzice na chwilę spuścili go z oczu i już go nie było. Przez godzinę szukali go po całej plaży, bez skutku. Po jakimś czasie dostrzegli dwóch policjantów, jeden z nich niósł na rękach chłopczyka. Stróże prawa powiedzieli, że przyprowadziła go do nich grupka cudzoziemek, które spostrzegły pozbawionego opieki malca, gdy ten udał się na nadmorski bulwar zrobić siusiu. Puyi był cały w skowronkach i powtarzał, że gdy dorośnie, zostanie policjantem. W tamtej chwili radość rodziców z planów syna była jednak dość umiarkowana. Mama Carlesa tak się przejęła tą przygodą na plaży, że już nigdy więcej nie chciała spędzać wakacji w Roses.

Pasją małego Puyola było zbieractwo. Kolekcjonował głównie przedmioty codziennego użytku – nożyczki, długopisy, widelce czy pęsety – a swoje skarby gromadził w worku na ziemniaki. Kiedy ktoś nie mógł czegoś znaleźć w domu, podejrzenia od razu padały na niego. Rodzice nie przejmowali się tym zbytnio, dopóki nie zwinął z ich sypialni rachunków oraz monet. Spytany, nie przyznał się do „zbrodni”, ale ojciec wziął go na stronę i poinstruował, że gdy następnym razem będzie chciał coś zabrać, najpierw powinien zapytać o pozwolenie. Za nieodpowiednie zachowanie Carlesa spotkała kara – musiał stać spokojnie twarzą do wielkiej rośliny doniczkowej. Dla chłopca nie było większej nudy od bezczynności, więc po pewnym czasie zaczął obrywać liście. Czujna mama dostrzegła jednak nową zabawę syna i ponownie go ukarała.

Początki posiadłości Mas de Gras sięgają XI stulecia. Nieopodal znajduje się kościół, którego budowę datuje się na koniec XVI wieku. W rodzinnych stronach Puyolów Carles wraz z bratem spędził lwią część dzieciństwa. Było to również miejsce, w którym Josep pozwalał swoim synom kierować traktorem i uczył ich pracy w gospodarstwie. W wieku trzynastu lat Tarzan po raz pierwszy wsiadł za kółko pomarańczowego Fiata 600 DT3, pierwszego sprzętu nabytego przez Josepa. Ten model przypadł chłopcu do gustu, ponieważ był najmniejszy ze wszystkich, więc idealnie pasował do jego warunków fizycznych. Po latach tak wspominał tamten okres w Mas de Gras: „Ja ścinałem trawę, a ojciec umieszczał ją w silosie. Wraz z Josepem Xavierem szybko się uczyliśmy, więc z biegiem czasu mieliśmy coraz więcej obowiązków i w końcu już sami mogliśmy wykonywać całą tę operację z trawą”.

Ojciec pozwalał Carlesowi i Josepowi Xavierowi na bardzo wiele. Pewnego dnia Puyi w asyście taty i brata prowadził ciągnik krętą drogą w dół. Nagle zauważył jadący z naprzeciwka samochód i wcisnął sprzęgło, żeby zwolnić, ale pojazd niespodziewanie zaczął gwałtownie przyspieszać. Do poważnego wypadku brakowało niewiele, ale Carles na szczęście szybko zareagował i tylko sobie znanym sposobem zatrzymał traktor, który o mały włos nie zjechał wprost w przepaść. Kierowca oraz jego ojciec byli bladzi ze strachu, a brat w międzyczasie zdążył zeskoczyć z przyczepy.

Carles Puyol wspomina, że w czasach jego dzieciństwa jedyną osobą mieszkającą w Mas de Gras była jego babcia Ramona. Mimo usilnych próśb swego syna nie chciała przenieść się do miasta, gdyż uważała, że nigdzie nie będzie jej lepiej niż na odludziu, pośród przyrody. Jego brat tak opowiada o związanym z tym zdarzeniu:

„Pewnego dnia ojciec nie mógł już znieść myśli, że babcia siedzi w zimnym domu w Mas de Gras, i postanowił siłą zabrać ją do La Pobla. Gdy ja spakowałem walizki do bagażnika i uruchomiłem silnik, żeby ogrzać wnętrze, tata z babcią wrócili do chaty po ostatnie drobiazgi. Gdy tata, niosąc torby, zbliżał się już do auta, babcia nagle zawróciła, przewracając przy tym ojca, i zamknęła się w domu na klucz. »Jedź sam, jeśli chcesz«, krzyknęła. Tata nie chciał dać za wygraną, ale po długiej walce poddał się i wróciliśmy do La Pobla bez babci”.

Sam kapitan FC Barcelony niezwykle ciepło wspomina Mas de Gras – miejsce beztroskiego dzieciństwa, które uszczęśliwiało nie tylko jego i Josepa Xaviera, ale także ich ojca. Dzieci były wniebowzięte, mogąc pojeździć traktorem, pobawić się z psem i pograć w piłkę, a Josep cieszył się, że synowie chętnie pomagają mu w gospodarskich zajęciach. „Wydaje mi się, że dobrze się dzieje, jeśli dzieci dorastają w otoczeniu przyrody i wśród zwierząt – powie dorosły już Puyi. – To kształtuje ich wrażliwość i procentuje w całym dorosłym życiu”.

Sport nigdy nie pasjonował Josepa Puyola, który był tak pochłonięty pracą, że ominęły go debiuty Carlesa w Barçy B i pierwszej drużynie Blaugrany. Po raz pierwszy zobaczył syna w akcji dopiero podczas finału Ligi Mistrzów w Paryżu. Tarzan nie ma jednak tego za złe zmarłemu tragicznie w 2006 roku tacie i zawsze mówi o nim z ogromnym szacunkiem oraz miłością. „Ojca najbardziej cenię za pracowitość. Był pracowity przez całe swoje życie. Nie zawsze było mu łatwo, ale nigdy się nie poddawał. To dało mi do myślenia i nauczyło mnie, że jeśli o coś walczysz, to prędzej czy później osiągniesz swój cel”.

Żywe srebro

W Pobla de Segur każdy jest culé. Barça to więcej niż klub i wszystkie dzieciaki w Katalonii marzą, by kiedyś zagrać w jej barwach. Kiedy od najmłodszego oglądasz w telewizji mecze Blaugrany, nie możesz wobec tej drużyny pozostać obojętny.

Carles Puyol

Carles Puyol nie należał do dzieci, które grzecznie spędzały czas wolny na placu zabaw. Wraz ze swoim przyjacielem Javim Pérezem wyczyniał na rowerze akrobacje, które jego mamę niejednokrotnie przyprawiały o ból głowy. Chłopcy chodzili po całym Pobla de Segur w poszukiwaniu miejsc, w których bez przeszkód mogli wprowadzać w życie swoje szalone pomysły. Ich odwaga graniczyła z brawurą, więc czasami wyprawiali naprawdę ekstremalne rzeczy. W jednej z zabaw chodziło o to, żeby się rozpędzić i po wybiciu z rampy przeskoczyć nad głazem. Z biegiem czasu odległość rampy od głazu była coraz większa, aż w końcu pokonanie go stało się niemożliwe. Dziś Puyi przyznaje: „To było bardzo nieodpowiedzialne z naszej strony i między innymi dlatego w końcu zrezygnowaliśmy z tej zabawy. Zbyt wiele razy lekarz musiał opatrywać nam rany”.

Pierwszym rowerem Tarzana był czerwony meteor, którego wcześniej przez trzy lata używał jego brat Josep Xavier. Carles cieszył się nim zaledwie dwa miesiące. Pewnego deszczowego dnia nie wyhamował na zakręcie i wylądował na ścianie. Wkrótce po tym incydencie rodzice kupili mu „górala”. Rosa, będąc świadkiem kolejnej kontuzji, nie kryła przerażenia, natomiast Josep zdawał się w ogóle tym nie przejmować. Mamie nie podobało się to, co Carles wyprawiał na swoich dwóch kółkach i przed każdym jego wyjściem z domu prosiła, żeby na siebie uważał. Jej obawy niestety nie były nieuzasadnione, bo chyba nie było tygodnia, w którym jej syn czegoś sobie nie uszkodził. Zaraz po zamknięciu za sobą drzwi zapominał o obietnicach i robił swoje, a każdą kontuzję usprawiedliwiał pechem.

W końcu i drugi rower Carlesa nadawał się już tylko na złom. Josep obiecał, że kupi mu kolejny, ale tylko pod warunkiem, że chłopak zaliczy w szkole wszystkie przedmioty. Puyi nigdy nie miał większych problemów z nauką, więc nie uważał tego zadania za niewykonalne. Gdy miał przed sobą ostatni egzamin, z ulubionej matematyki, był przekonany, że za chwilę dostanie od taty wymarzony sprzęt. Udał się do sklepu i powiedział sprzedawcy, żeby trzymał dla niego wybrany model, bo za kilka dni przyjdzie go kupić. Kiedy nauczyciel powiedział Carlesowi, że oblał, chłopiec był w szoku. „Podpowiadałem koledze i on zaliczył, a ja nie! To była dla mnie smutna chwila, bo wiedziałem, że czeka mnie nauka przez całe lato. Po powrocie do domu opowiedziałem o wszystkim tacie, ale na temat roweru nie wspomniałem słowem, bo wiedziałem, że trzeba przestrzegać ustanowionych zasad”.

Tarzan od dziecka uwielbiał rywalizację, dlatego chętnie uczestniczył w corocznych regionalnych igrzyskach sportowych dla dzieci. Po raz pierwszy wziął w nich udział w wieku sześciu lat i przed zawodami był tak pewny zwycięstwa, że mama musiała studzić jego bezgraniczny entuzjazm. „Wyszedł z domu absolutnie przekonany, że wygra. Jego pewność siebie była tak ogromna, że postanowiłam go ostrzec i powiedziałam: »Tak myślisz? Nie tylko ty bierzesz udział w zawodach«”. Sceptyczne nastawienie Rosy chyba podziałało mobilizująco na małego Tarzana, bo Puyi wrócił do domu z pucharem zwycięzcy. Carles zgłaszał się do wszystkich konkurencji – skoku wzwyż, sprintu, biegu na tysiąc metrów oraz sztafet, w których wraz z Jordim Segu, Pepe Franchem i Javim Pérezem tworzył znakomity team. Każde igrzyska kończył z kilkoma medalami na szyi, a w swojej kolekcji ma ich łącznie około dwudziestu.

W dzieciństwie Carlesowi Puyolowi wielką frajdę sprawiała nie tylko jazda na rowerze i sportowa rywalizacja, ale również… strzelanie. Ojciec Tarzana posiadał strzelbę, której pozwalał używać dzieciom jedynie w Mas de Gras, gdzie nikomu nie groziło związane z tym niebezpieczeństwo. Oczywiście zabawy Carlesa i Josepa Xaviera nie miały nic wspólnego z przemocą, bo chłopcy celowali tylko w puszki po napojach lub drewniane belki. Strzelanie tak im się podobało, że od czasu do czasu urządzali sobie małe zawody.

Jak łatwo się domyślić, lwią część wolnego czasu młodego Carlesa pochłaniał również futbol. Trudno, żeby było inaczej, skoro dom Tarzana znajdował się naprzeciwko boiska. Dzięki temu Rosa cały czas miała syna na oku. Chłopcy katowali piłkę, dopóki nie robiło się całkiem ciemno. Carles na boisko chodził zawsze z Javim Pérezem i resztą przyjaciół. Czasami spotykał brata i jego paczkę. Oni również grali w piłkę, jednak zazwyczaj nie chcieli, żeby Puyi, jako „ten młodszy”, do nich dołączył.

Gdy Tarzan miał trzynaście lat, w jego szkole powstał zespół, który zakwalifikował się do mistrzostw regionu. Dzieciaki trenowały i grały w sali gimnastycznej. Wyższość Carlesa i spółki nad rywalami była niezaprzeczalna, a jedno spotkanie zakończyło się zwycięstwem jego drużyny aż 26:0! Chłopcy grali naprawdę znakomicie i zdobyli mistrzostwo, ale triumf nie przyszedł im łatwo. W pierwszym spotkaniu turnieju finałowego ich rywalem była Juenda, z którą zaledwie zremisowali. Przyzwyczajonych do zwycięstw członków drużyny Carlesa zaraz po końcowym gwizdku ogarnęła rozpacz – remis oznaczał, że jeśli marzył im się puchar, to w kolejnym pojedynku trzeba było pokonać Maristas de Lleida różnicą aż pięciu goli. Skończyło się na 9:3 i Carles mógł świętować z kolegami pierwszy tytuł. Swoją drogą wszechstronność Puyiego była imponująca: w jednej połowie spotkania potrafił stać między słupkami, by po przerwie jak gdyby nigdy nic przejść do przedniej formacji i ustrzelić hat-tricka.

W następnym sezonie zespół Carlesa kwalifikował się już do udziału w turnieju o mistrzostwo Katalonii w swojej kategorii wiekowej. Puyi był niezwykle podekscytowany, ponieważ wcześniej w tych rozgrywkach występował ze swoją drużyną jego brat. Odbywały się one wtedy w Barcelonie, a zawodnicy przez tydzień mieszkali w hotelu, co dla dzieciaków w tym wieku było prawdziwym luksusem.

Drużyna Carlesa niestety miała mniej szczęścia, bo tym razem zmagania miały miejsce w Tremp, czyli rzut kamieniem od La Pobla. Oczywiście udział w tym turnieju był dla chłopców cennym doświadczeniem, a możliwość bronienia barw rodzinnego miasteczka prawdziwym zaszczytem. Marzenie Carlesa o wyjeździe do Barcelony spełniło się rok później, kiedy turniej finałowy mistrzostw Katalonii ponownie odbywał się w tym mieście. Tarzan nie mógł jednak w pełni cieszyć się wyjazdem. „Przez cały tydzień mieszkaliśmy w hotelu, ale ja w drugim meczu doznałem pęknięcia kości dużego palca u nogi i nie mogłem grać. To był prawdziwy pech. Zajęliśmy trzecie miejsce”, wspominał.

W kolejnych rozgrywkach podczas turnieju odbywającego się w Salo Tarzan w wyniku starcia z przeciwnikiem uszkodził sobie rękę. Nie przyznał się trenerowi, że odczuwał potworny ból, poprzestał na opatrzeniu kończyny i dopiero po powrocie do domu udał się do lekarza. Prześwietlenie wykazało dwie pęknięte kości. Założono mu gips, którego z powodu pragnienia rychłego powrotu na boisko Puyi pozbył się z pomocą kolegów dużo wcześniej, niż zalecał doktor.

Młody zawodnik często skarżył się na silne bóle pleców. Mama ponownie zaprowadziła go więc do lekarza, który orzekł, że stan zdrowia Carlesa jest pokłosiem jego wyczynów na murawie. Tarzan, gdy akurat wkładał bramkarskie rękawice, potrafił zachowywać się naprawdę brawurowo, co niezbyt korzystnie wpłynęło na stan jego kręgosłupa. Lekarz poinformował Rosę, że jeśli chłopak w dalszym ciągu będzie wcielał się w golkipera, to jego dolegliwości mogą się nasilać. Puyi musiał więc dać za wygraną i od tej pory występował tylko w polu, choć starał się grać na różnych pozycjach.

Tarzan już jako nastolatek wiedział, że chce zostać zawodowym piłkarzem. Jego ulubionym klubem była oczywiście FC Barcelona, której kibicowało całe miasteczko. Carles wraz z bratem oglądał w telewizji wszystkie mecze Blaugrany, niezwykle się przy tym emocjonując, i głośno komentował każde udane i nieudane zagranie swoich idoli. To, co zobaczył na szklanym ekranie, starał się później naśladować na przydomowym boisku. Jego zapał i oddanie piłce nożnej miało wkrótce zmienić jego życie.

Carles Puyol

Kapitan o sercu w kolorze blaugrana

Copyright © by Ziemowit Ochapski 2013

Foreword copyright © by Graham Hunter 2013

Epilogue copyright © by Luca Caioli 2013

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo SQN 2013

Tłumaczenie z języka angielskiego – Joanna Krystyna Radosz

Tłumaczenie z języka hiszpańskiego – Barbara Bardadyn

Redakcja i korekta – Joanna Mika-Orządała, Kamil Misiek / Editor.net.pl

Opracowanie typograficzne i skład – Joanna Pelc

Okładka – Paweł Szczepanik / BookOne.pl

Cover photograph and all photographs inside the book:

Getty Images / Flash Press Media

All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Książka ani żadna jej cześć nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.

ISBN EPUB: 978-83-7924-100-2

ISBN MOBI: 978-83-7924-101-9

Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Od autora

Gracias, Puyi!

Kapitan

Część I – Początki Chłopiec z La Pobla

Żywe srebro

Do lepszego świata

Witaj, Barcelono!

La Masía – szkoła życia

Barça B

Debiut

Ludzie Carlesa: Louis van Gaal

Numer 32

Sydney 2000

Pierwsze wygrane El Clásico

Ludzie Carlesa: Figo

Pierwszy gol

Pierwszy mundial

Ludzie Carlesa: Przyjaciele z Madrytu

Kryzys

Część II – Era Franka Rijkaarda Nowa jakość

Ludzie Carlesa: Lucho

Na portugalskiej ziemi

Pierwszy tytuł

Ach, ten Mourinho

Za ciosem

Nokaut na Bernabéu

La Liga raz jeszcze

Droga do Paryża

Ludzie Carlesa: Chłopcy Sacchiego

Pierwszy naprawdę wielki finał

Weltmeisterschaft

Kolejny Superpuchar

Przerwany sen

Osobista tragedia

Harakiri

Ludzie Carlesa: Francesc Arnau

Dwumecz mistrzów

Remontada pod Madrytem

Klasyki o wszystko

Kodeks

Demony przeszłości

Glory, glory, Man United!

Punkt zwrotny

Przedsionek szczęścia

Ludzie Carlesa: Ronaldinho

Déjà vu

Mecz o złoto

Część III – Era Pepa Guardioli Odrodzenie

Brakujący element

Klątwa Stamford Bridge

Po drugi Puchar Europy

Ludzie Carlesa: Pep

Przedsmak mundialu

Poker!

Przez piekło do raju

Niemożliwe staje się możliwe

Powstrzymani

Ofsajd i ręka, której nie było

Na otarcie łez

Ludzie Carlesa: Trio „moc, moc”

Pobudka

Mecze o wszystko

Pot i łzy

Złoty gol

Wielki finał

Wyścig z czasem

Remontada i manita

Ludzie Carlesa: Dziewczyny, zabawa i przyjaciele

Maraton Gran Derbi

Wembley

Spacerkiem przez Jokohamę

Przeklęta liga

Ludzie Carlesa: Putxi, Javi i… Messi

Koniec epoki

Puchar dla Pepa i… nie tylko

Epilog

Posłowie

Dodatek

Podziękowania

Bibliografia

Zdjęcia

Strona redakcyjna

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Ronaldinho. Uśmiech futbolu Luis Suárez Pistolet Ronaldo. Obsesja doskonałości Neymar. Nadzieja Brazylii, przyszłość Barcelony Carles Puyol. Kapitan o sercu w kolorze blaugrana Zinédine Zidane. Sto dziesięć minut, całe życie 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Wayne Gretzky. Opowieści z tafli NHL Nienasycony – Robert Lewandowski Arkadiusz Onyszko. Fucking Polak. Nowe życie Thomas Morgenstern. Moja walka o każdy metr Wszystko za Everest Jeszcze jedna mila