Pogromca Realu

Pogromca Realu

Autorzy: Robert Lewandowski Wojciech Zawioła

Wydawnictwo: Burda Książki

Kategorie: Biografie Sport

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

Ilość stron: 222

Cena książki papierowej: 49.99 zł

cena od: 28.34 zł

Piłkarski świat przecierał oczy ze zdumienia kiedy polski piłkarz, Robert Lewandowski strzelał cztery gole wielkiemu Realowi Madryt. Statystycy futbolu sięgali pamięcią daleko wstecz, by znaleźć analogiczną sytuację. A potem "Lewy" stał się bohaterem już nie tylko polskich mediów. Pisał o nim cały świat. I nadal pisze, bo przed Robertem jeszcze wiele lat kariery. Owe cztery gole w półfinale Ligi Mistrzów są symbolem dotarcia Lewandowskiego na szczyt. Dlatego zdecydowaliśmy się te drogę opisać. Wydaje się, że nowym piłkarskim bohaterze Polski napisano i powiedziano już wszystko, ale czytając tę książkę przekonają się Państwo, że to nieprawda.

To jedyna i niepowtarzalna, bo autoryzowana przez Roberta Lewandowskiego, biografia.

Dodatkowo pisana przy jego udziale. To najprawdziwsza historia jego dotychczasowego życia. Życia które zaprowadziło go na Wembley, do finału Ligi Mistrzów .

Spis treści

Karta redakcyjna

Dedykacja

Wprowadzenie

1. Lewandowski, Robert Lewandowski

Projekt graficzny i okładka: MACIEJ SZYMANOWICZ

Redakcja: DOROTA MEJER

Korekta: Redaktornia.com

Redaktor prowadzący: AGNIESZKA RADZIKOWSKA

Redakcja techniczna: MARIUSZ TELER

Zdjęcia Roberta Lewandowskiego na okładce: Imago/FORUM

Zdjęcia: z archiwum rodzinnego str.: 16,19, 22–23, 24, 26, 28–29, 30, 31, 32, 34, 37, 38, 42–43, 44, 46, 48, 49, 51, 157, 180–181, 182, 184, 187, 189, 192, 195, 198, 200;

Imago/FORUM str.: 2–3, 80–81, 82, 94–95, 96, 99, 100, 109, 110, 137, 158–159, 160, 163, 167, 176, 177, 178, 190–191, 218, 223; PA/Forum str.: 10–11, 128, 170, 202–203; EFE/Forum str.: 212–213; Lisi Niesner/Reuters/FORUM str.: 12; Dominic Ebenbichler/Reuters/FORUM str.:71; Peter Andrews/Reuters/FORUM str.: 79; Kai Pfaffenbach/Reuters/FORUM str.: 85; Ina Fassbender/Reuters/FORUM str. 89, 90, 103, 168–169, 174; Fabrizio Bensch/Reuters/FORUM str.: 104–105; Leonhard Foeger/Reuters/FORUM str.: 118/119; Pascal Lauener/Reuters/FORUM; str.: 120, 123, 125; Bartosz Jankowski/Reuters/FORUM str.: 131; Petr Josek/Reuters/FORUM str.:132; Federico Gambarini/Pool/Reuters/FORUM str.: 153; Wolfgang Rattay/Reuters/FORUM str.: 206; Kacper Pempel/Reuters/FORUM str.:134–135; Marek Lapis/FORUM str.: 15, 68, 72, 75; Adam Litwiniuk/FORUM str.: 54/55, 56; Szymon Laszewski/FORUM str.: 59, 60, 63; Artur Chmielewski/FORUM str.: 113; Bartłomiej Kudowicz/FORUM str.:126–127; Tomasz Adamowicz/FORUM str.: 138; Michal Tuliński/FORUM str.: 140–141, 150; Krzysztof Jarosz/FORUM str.: 210; Krzysztof Żuczkowski/ FORUM str.: 144; Grażyna Myślińska/FORUM str.: 204; Wojciech Artyniew/FORUM str.:220; Bartosz Jankowski/FOTORZEPA/FORUM str.: 66–67, 76; Carl Recine/Action Images/FORUM str.: 116; Przemek Chodkiewicz/Grandessa str.: 142; Marcin Szymczyk/www.lewandowskirobert.com str.: 209

Copyright for the Polish edition © 2013 G+J Gruner + Jahr Polska Sp. z o.o. & Co. Spółka Komandytowa.

Copyright © 2013 by Robert Lewandowski

Copyright © 2013 by Wojciech Zawioła

Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych – tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.

Wydanie I elektroniczne

Warszawa 2013

ISBN 978-83-7778-446-4

Wydawnictwo G+J RBA Sp. z o.o. & Co. Spółka Komandytowa

Licencjobiorca National Geographic Society

ul. Marynarska 15,

02-674 Warszawa

Dział handlowy: tel. (48 22) 360 38 38, 360 38 42; fax (48 22) 360 38 49

Konwersja: eLitera s.c.

Mojemu Ojcu

Mamie, Ani, Milenie...

Robert

WPROWADZENIE

Jest rok 2013. Za piłkarskimi sukcesami tęsknimy już tak bardzo, że nawet nie pamiętamy za czym. Czy za słynną kadrą Górskiego, czy może zespołem Piechniczka? Za Deyną czy raczej za Bońkiem? A może za udziałem mistrza Polski w Lidze Mistrzów? Ktoś krzyknie, że za olimpijską ekipą Wójcika, która zdobyła srebro w Barcelonie.

Właściwie wszystko jedno. Wszystko to, co wymieniłem, wydarzyło się bardzo dawno temu. Coraz więcej jest kibiców, którzy pamiętają to z opowiadań ojców, może nawet dziadków.

Ci, którzy kochają piłkę, sami już nie wiedzą, czy sukcesem są wygrane eliminacje i udział w mistrzostwach świata, czy może gra polskiego klubu w fazie grupowej Ligi Europejskiej. Bo o Lidze Mistrzów nawet nie ma co wspominać.

Polska piłka kojarzy się źle. Z porażkami, nawet tymi po dobrej grze, kiedy „wstydu nie przynieśliśmy”, z przyśpiewką „Nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało”. Na szczęście sami piłkarze coraz częściej odpowiadają: „Przecież się stało!”.

Krajowy futbol kojarzy się też ze słabą ligą, zawodnikami, którzy zarabiają więcej, niż powinni, z ich gwiazdorstwem niewspółmiernym do osiągnięć.

Polska piłka to także afera korupcyjna, po której na stadiony nie wróciło wielu kibiców – zawiedzionych, rozczarowanych, oszukanych.

Ale w naszym futbolu wbrew pozorom jest kilka pozytywów. I nie mam na myśli obiektów, które rosną jak grzyby po deszczu, ani kibiców, którzy na wielu meczach do końca wypełniają trybuny.

Mam na myśli powolną, ale systematyczną zmianę mentalności piłkarzy. Ludzie, którzy są bardzo blisko futbolu, zauważają rosnącą liczbę piłkarzy profesjonalnie podchodzących do swoich obowiązków, próbujących grać kreatywnie i z polotem. I choć to jeszcze dziecko raczkujące, być może niedługo doczekamy się pokolenia, któremu nikt nie odważy się zaśpiewać: „Nic się nie stało...”.

Przy całej tej kiepskiej atmosferze wokół piłki, a właściwie piłkarzy, a także najważniejszej w kraju drużyny, czyli reprezentacji, widać gołym okiem bardzo jasne światło w tunelu.

Tym światłem jest Robert Lewandowski. Piłkarz, który udowodnił, że wszystko jest możliwe. Pokazał, że nawet piłkarz szkolony w Polsce, w kraju, w którym nie ma dobrego systemu szkolenia młodzieży, może osiągnąć sukces. „Lewy” doszedł do punktu przez wiele ostatnich lat nieosiągalnego dla polskich piłkarzy. Ogromny talent poparł pracowitością, systematycznością i ciągłym dążeniem do doskonalenia swoich umiejętności. Robert wie, że w dzisiejszym świecie futbol to nie tylko wyjście na boisko i kopanie piłki. Właśnie dlatego jest na szczycie. I mam nadzieję, że wskazuje drogę innym.

Ta książka nie jest zapisem jego osiągnięć, wyliczeniem bramek i znakomitych meczów. Nie jest też opisem jego wyczynów piłkarskich. Te akurat wszyscy zdążyli zobaczyć.

Ta książka jest sylwetką człowieka. Takiego, którego być może nie znacie. To Robert Lewandowski widziany także oczami najbliższych.

Czytając tę książkę i zamieszczone w niej rozmowy, dowiecie się, jakie ścieżki zaprowadziły polskiego napastnika do finału na Wembley, a przede wszystkim do momentu, w którym sprawił pogrom Realowi Madryt.

LEWANDOWSKI,

ROBERT LEWANDOWSKI

Kiedy po raz pierwszy usłyszałem o Robercie Lewandowskim, grał on w Zniczu Pruszków, a o wiele bardziej znanym Lewandowskim wśród piłkarzy był wtedy Mariusz, reprezentant Polski, zawodnik Szachtara Donieck, wtedy dobrego klubu, dziś ćwierćfinalisty Ligi Mistrzów. Robert błyszczał wtedy w polskiej I lidze i konia z rzędem temu, kto przewidział taki rozwój jego kariery. Nawet zdobycie tytułu króla strzelców zaplecza ekstraklasy nie uzasadniało takich myśli. W końcu to tylko niższa klasa rozgrywkowa i tak słabego polskiego podwórka.

Zresztą tak wiele razy słyszało się o nowych, a później zaprzepaszczonych talentach, że trudno było uwierzyć, iż akurat Robert jest tym, na którego czekamy od tylu lat.

Od początku swojej seniorskiej kariery był prowadzony niezwykle profesjonalnie, o czym nieraz wspomnimy w tej książce. Stale utwierdzano go w przekonaniu, że posiada umiejętności, dzięki którym może być jednym z najlepszych, o ile nie najlepszym, polskim piłkarzem w historii. Choć oczywiście wielu nie zaliczy go do tego grona, jeśli zabraknie sukcesów w reprezentacji. Na to jednak Robert nie ma zbyt dużego wpływu.

Przez kilka lat Robert Lewandowski poczynił tak olbrzymie postępy, że stał się czołowym napastnikiem Europy, postrachem najlepszych obrońców, piłkarzem, o którego walczą największe potęgi klubowe Starego Kontynentu. Z każdym kolejnym miesiącem i jego kolejnym wyczynem jeszcze trudniej było uwierzyć, że został wyszkolony w Polsce, w skostniałym systemie. On sam jednak zawsze podkreśla, że trafiał na odpowiednich ludzi w odpowiednim czasie, samemu będąc jednoznacznie ukierunkowanym na światową karierę. Komuś takiemu jak Robert Lewandowski po prostu nie należało przeszkadzać, ponieważ zawsze wiedział, jakich wyborów dokonywać.

Nie ulega wątpliwości, że wybierał kluby, które najwięcej mogły pomóc jego karierze. Można teraz spekulować, co by się stało, gdyby nie wybrał Lecha czy na dalszym etapie Borussii Dortmund. Teraz wiemy, że on dawał klubom całego siebie, a kluby umożliwiały mu rozwój i dbały o niego jak o swój skarb.

W każdej drużynie, w której się pojawił, po jakimś czasie grał pierwsze skrzypce, od niego zaczynało się ustalanie składu na mecz, koledzy z drużyny nabierali coraz większego przekonania, że zagranie do Roberta oznacza zdobycie bramki.

Ostatnich siedem lat to systematyczne wspinanie się po szczeblach kariery. Latem 2006 roku Robert trafił do Znicza Pruszków za 5 tysięcy złotych. Tyle nowy klub musiał zapłacić Legii Warszawa, gdzie grał w rezerwach. W 2008 roku był już w Lechu Poznań. Wtedy na konto pruszkowskiego klubu trafiło 1,5 miliona złotych. Wzrosły też zarobki „Lewego”. Ale do wielkiej piłki wszedł w 2010 roku, kiedy podpisał kontrakt z Borussią Dortmund. Kosztował Niemców 4,5 miliona euro. Nawet wtedy nikt nie spodziewał się tego, co stało się później. Zwłaszcza goli strzelanych Realowi Madryt, najpierw w fazie grupowej Ligi Mistrzów, a potem w półfinale, kiedy Lewandowski dokonał rzeczy do tej pory możliwej jedynie w wykonaniu Lionela Messiego – strzelił cztery gole w jednym meczu, i to w stylu ukazującym niezwykły kunszt. Piłkarski świat oszalał...

* * *

Czytasz gazety, przeglądasz internet? Artykuły na swój temat?

ROBERT LEWANDOWSKI: Na swój temat już nie czytam, już mi się nie chce. Czego ja się mogę o sobie dowiedzieć?

A masz poczucie, że jesteś najlepszym polskim piłkarzem? Masz to z tyłu głowy?

Zdaję sobie sprawę z oczekiwań związanych ze mną. Od dawna jednak pracuję nad tym, by nie bać się presji.

No właśnie, czy ona ci nie przeszkadza?

Teraz już nie. Przygotowywałem się do tego od wielu lat. Już w Zniczu Pruszków pojawiały się spekulacje dotyczące mojej przyszłości, presja. Oczywiście na innym poziomie, ale dla mnie to wtedy była wielka sprawa. A kiedy się do tego przyzwyczaiłem, wszystko od nowa ruszyło w Lechu, na wyższym szczeblu. Na początku mojego pobytu w Dortmundzie też pisało się sporo o mojej karierze, potem już trochę mniej. Dla mnie to jednak nie ma większego znaczenia. Staram się nie czytać, co piszą inni, a nawet jeśli coś do mnie dojdzie, to jednym uchem wpuszczam, drugim wypuszczam.

Nie było jeszcze w Polsce piłkarza wartego tak wiele na rynku transferowym.

Ale ja nie patrzę na to przez pryzmat polskiego rynku. Mnie interesuje poziom europejski, a nie polski. Mnie nie zadowalają osiągnięcia na krajowym, własnym podwórku. W Lechu osiągnąłem wszystko. Ale chciałem iść dalej, zrobić następny krok i tak będę chciał robić cały czas. Podjęcie decyzji jest najtrudniejsze, bo obawy często biorą górę. Ale nie boję się tego, idę do przodu, nie spoglądając ani do tyłu, ani na boki.

Obserwuję cię od kilku lat i mam wrażenie, że masz wszystko zaplanowane, ułożone w głowie. Kto ci to wpoił? Nie jesteś typowym polskim piłkarzem...

Szczerze mówiąc, też się kiedyś zastanawiałem, skąd to mam. Już w wieku kilkunastu lat nie miałem typowych dylematów. Jeśli rano wybierałem się na trening, poprzedniego wieczora nie imprezowałem. Pokusy były olbrzymie, ale ja się bardzo pilnowałem. Już wtedy myślałem dojrzale.

Może masz to po rodzicach? Oboje sportowcy...

Tata zmarł w 2005 roku i zostałem jedynym mężczyzną w rodzinie. Musiałem się zaopiekować mamą i siostrą, mimo że byłem młody i czekała mnie matura. Są tacy, którzy w takich sytuacjach ulegają namowom, pokusom, nie mają poczucia obowiązku. A ja dokonywałem dobrych wyborów. Podobnie było z menedżerami. Kręciło się ich wokół mnie bardzo wielu, a zawsze wiedziałem, po kim czego mogę się spodziewać.

Kochasz to, co robisz?

Gdybym nie kochał, nie byłbym w miejscu, w którym jestem.

A kiedy będziesz mógł powiedzieć, że jesteś spełnionym piłkarzem?

Kiedy będę miał trzydzieści kilka lat i stwierdzę, że osiągnąłem to, co chciałem.

Mistrzostwo świata?

Hahaha...

Masz taki klub, który jest dla ciebie szczytem marzeń?

Właśnie nie do końca. Jako dziecko nigdy nie miałem klubu, za którym szalałem. Fascynowali mnie konkretni piłkarze, nie kluby. Zaczęło się od Roberto Baggio, nawet taką kitkę miałem jak on. Później był Del Piero, a potem to już Thierry Henry. To nie byli moi życiowi idole, ale przez jakiś czas lubiłem ich styl gry. Bardzo mi się podobał sposób poruszania się po boisku Henry’ego, to, jak się zachowuje z piłką.

Pamiętam, że kiedy w dziecięcych latach chodziłem na mecze, to nie „na Legię” czy „na Polonię”. Chodziłem oglądać poszczególnych piłkarzy. Wpadałem na stadion na długo przed meczem i patrzyłem, jak zawodnicy się rozgrzewają, jak przygotowują się do meczu. Chodziłem na Polonię, bo grałem w Varsovii i miałem blisko na Konwiktorską. To była ta Polonia, która zdobywała mistrzostwo Polski, z Emmanuelem Olisadebe w składzie. Jego też obserwowałem.

Siebie również oglądasz? Odtwarzasz sobie mecze ze swoim udziałem?

Fragmenty, ale rzadko. Patrzę wtedy, co mogłem w niektórych sytuacjach zrobić lepiej. Ale chodzi o momenty, które dla mnie są ważne, a kibic mógł ich nawet nie zauważyć. Kiedy byłem młodszy, oglądałem częściej. Czasem Czarek (Kucharski, menedżer – red.) mówił mi, że coś mam poprawić. Trenerów też słuchałem. Wtedy oglądałem spore fragmenty. Ale raczej nie siadam na kanapie, by obejrzeć cały swój mecz. Tak naprawdę to już na boisku wiem, że coś zrobiłem nie tak, jak powinienem.

Czego ci brakuje, o ile w ogóle, do Messiego czy Ronaldo?

Messi jest silny, szybki i techniczny. Cristiano ma trudniej, ma inne warunki. Patrząc na nich, widzę, jakie błędy zostały popełnione w moim wyszkoleniu.

Błędy?

Tak, od jakiegoś czasu staram się to nadrabiać. Wiem, że mogło być trochę inaczej... Mogłem być innym zawodnikiem już w wieku 17 lat, a nie trzy lata później.

Ciągle się czegoś uczysz na treningach?

Tak.

Ale naprawdę tak jest czy to taka kokieteria?

Staram się, może nie uczyć, ale ciągle coś dokładać do mojego piłkarskiego CV.

Trudno mi sobie wyobrazić, że na tym poziomie można się jeszcze czegoś uczyć.

To prawda, w pewnym momencie można to już jedynie doskonalić. Wiem też, że powinienem więcej rzeczy wykorzystywać. Nie zawsze jednak pozycja na boisku mi na to pozwala.

A co masz w sobie najlepszego? Jaki jest twój największy atut?

Myślę, że uderzenie na bramkę, umiejętność przewidywania.

Masz też zimną krew pod bramką.

Generalnie mam, ale czasem każdy napastnik potrafi się zagotować. Przy bramce strzelonej Casillasowi musiałem przymierzyć i wykazać się właśnie zimną krwią.

Są jeszcze takie chwile, kiedy myślisz: „O cholera, Casillas w bramce”, „O kurczę, Ronaldo”?

Mam to za sobą. Grając w Borussii, zacząłem się oswajać z myślą, że mam takich przeciwników, i teraz to już coś zwyczajnego. Niezależnie od tego, z kim gramy, przygotowuję się do meczu w ten sam sposób. Nauczyłem się, że muszę działać automatycznie. Muszę być tak samo skoncentrowany w meczu z Realem, jak i drużyną z dołu tabeli Bundesligi. Jeśli nie będzie automatyzmu, prędzej czy później odbije się to na wynikach.

80 tysięcy ludzi na trybunach działa jeszcze na ciebie?

Pamiętam pierwszy mecz i dreszcze, kiedy usłyszałem ten tłum. A gdy skandowano moje nazwisko po pierwszej bramce, to po kręgosłupie przeszedł mi prąd.

Usłyszałem niedawno, że jesteś grzecznym chłopcem. Piłkarze kojarzą się często ze skandalami, imprezami. A ty taki ułożony, grzeczny i spokojny.

Inny jestem w domu, inny na boisku. Rozdzielam to. W domu jestem ostatnią osobą, która chciałaby rozmawiać o meczu i piłce. Zresztą generalnie nie lubię mówić o sobie. O wszystkim innym, tylko nie o sobie. Co za dużo, to niezdrowo.

Załóżmy, że przegrałeś mecz, spartoliłeś dwie sytuacje, masz ochotę odreagować to w domu?

Na pewno takie rzeczy wpływają na mój nastrój. Wracam do domu zły. Osoby z najbliższego otoczenia mogą to odczuć, mimo że staram się nie okazywać frustracji. Najlepszym sposobem na pozbycie się złości jest trening albo następny mecz. I żeby wszystko wróciło do normy.

Macie w kontraktach wpisany obowiązek udzielania wywiadów, pozowania do zdjęć z kibicami, rozdawania autografów?

Zdjęcia i autografy to nasza indywidualna sprawa i decyzja, więc jeśli tylko okoliczności na to pozwalają, to bardzo chętnie poświęcam czas na spotkania z kibicami.

A wywiady? Zdarza ci się odmówić po meczu dziennikarzom, bo jesteś wściekły?

Zdarza się. Są czasem wywiady, których musimy udzielić, bo są płatne, klub na tym korzysta finansowo. Czasami jest też tak, że próśb o udzielenie wywiadu jest bardzo dużo i naprawdę trudno jest spełnić wszystkie oczekiwania. Dziennikarze również często chcą rozmawiać ciągle z tym samym piłkarzem. Klub wtedy stara się chronić zawodnika, by tych wywiadów nie było zbyt wiele. W reprezentacji jest inaczej. Media o piłce nożnej piszą, mówią i uważam, że jest to normalne, że chcą rozmawiać z piłkarzami. Musimy zrozumieć tę drugą stronę. Poza tym media wzbudzają zainteresowanie dyscypliną, meczem, nami. Zwłaszcza w obecnych czasach.

I może też media mają wpływ na to, że twoja wartość rynkowa rośnie?

Wartość piłkarska pewnie nie, bo ona rośnie przede wszystkim na boisku. Marketingowo jednak na pewno ma to jakiś wpływ.

Co robisz w Dortmundzie w czasie wolnym?

Oczywiście spędzam czas z Anią. Bywało, że spotykaliśmy się ze znajomymi i graliśmy w siatkówkę plażową. Z Mariem Götze na przykład. Mats Hummels też z nami chodził. Oczywiście działo się to wtedy, kiedy mieliśmy więcej wolnego czasu, żeby następnego dnia nic nie przeszkadzało w treningu.

19 maja 2011. Mecz towarzyski Lech Poznań – Borussia Dortmund. Robert zagrał przeciwko byłym kolegom z drużyny.

Tata Roberta w towarzystwie Kazimierza Górskiego.Mały Robert biegał wokół i nie kwapił się do pozowania.

W Varsovii. Z trenerem Krzysztofem Sikorskim.

* * *

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

* * *

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Pogromca Realu Deo gratis - taki modlitewnik 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Jan Karski. Jedno życie. Tom 2. Inferno. Inferno (1939–1945) Lem. Życie nie z tej ziemi Małżeństwo doskonałe. Czy ty wiesz,że ja cię kocham... Zabić Reagana Dziennik 2000-2002 George Lucas. Gwiezdne wojny i reszta życia