David Beckham. Piłkarz. Celebryta. Legenda

David Beckham. Piłkarz. Celebryta. Legenda

Autorzy: Gwen Russell

Wydawnictwo: Sine Qua Non

Kategorie: Sport

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

Ilość stron: 320

Cena książki papierowej: 39.90 zł

cena od: 24.68 zł

David Beckham to bez wątpienia jeden z najwybitniejszych i najbardziej lubianych piłkarzy. Jest legendą zarówno na boisku, jak i poza nim. Od radosnych pisków młodych dziewcząt do chóralnych śpiewów kibiców – David jest na ustach wszystkich. W 2003 roku, za swoje zasługi dla futbolu, został mianowany kawalerem Orderu Imperium Brytyjskiego.

Ta niezwykła biografia przybliża jego największe osiągnięcia. Swój pierwszy występ w seniorskiej drużynie Manchesteru United zaliczył już w wieku 17 lat, a niedługo potem cały świat zapoznał się z jego nazwiskiem za sprawą fenomenalnej bramki w meczu z Wimbledonem. Obecnie, ponad dekadę później, może pochwalić się drugim wynikiem, jeśli chodzi o liczbę występów w reprezentacji Anglii, pozostając jedynym brytyjskim piłkarzem, który zdobywał gole na trzech różnych mistrzostwach świata.

David zawdzięcza swój wizerunek nie tylko osiągnięciom na boisku. Prywatnie związany ze słynną Posh Spice, gwiazdą girlsbandu Spice Girls, zaprezentował światu inne oblicze: kochającego męża i ojca oraz eksperta w dziedzinie mody. Wraz z Victorią tworzą rozpoznawalną na całym świecie markę, dla wielu pozostając niedoścignionym wzorem.

David Beckham. Piłkarz. Celebryta. Legenda to inspirująca opowieść o niezwykle utalentowanym zawodniku i wspaniałym człowieku. To rzetelny i kompletny portret złotego chłopca angielskiej piłki nożnej, któremu szturmem udało się podbić serca kibiców na całym świecie.

O autorze:

Gwen Russell – wysoko ceniony dziennikarz i autor książek, pisze głównie o życiu celebrytów.

Przedmowa

Dawid Wójcik, DevilPage.pl

Futbolowy fenomen Beckhama porównać można tylko z tym, który towarzyszył George’owi Bestowi – obaj panowie, jako jedyni w Wielkiej Brytanii, zdefiniowali na nowo spojrzenie społeczeństwa na gwiazdy piłki nożnej.

Nikt tak jak Becks nie potrafił wykorzystać potęgi, jaką dają media, doskonale wiedząc, co w danym momencie powiedzieć i jaki garnitur założyć na uroczysty obiad u królowej Elżbiety. Zawsze był o krok przed swoimi rówieśnikami, o lata świetlne wyprzedzając swoich następców.

W przeciwieństwie do Besta „złoty chłopiec angielskiej piłki nożnej” opanował surfowanie po świecie celebrytów, nie pozwalając się zdominować i zniszczyć. Niezależnie od tego, czy chodziło o sarong lub mały plaster, zdobiący jego brew po tym, jak został trafiony butem w szatni przez sir Alexa Fergusona, czy też o zielono-złoty szalik, podniesiony i zarzucony na szyję podczas jego ostatniej wizyty na Old Trafford – David zawsze potrafił banalną sytuację przekuć w przysparzające mu fanów medialne wydarzenie.

Co jednak najważniejsze, do wszystkiego dochodził sam. Dzięki katorżniczej pracy stworzył mechanizm, tak precyzyjny i dokładny jak jego dośrodkowania. Nic nie było w stanie zepsuć jego wizerunku: ani teatrzyk Diega Simeone na mistrzostwach świata we Francji (choć trzeba przyznać, że Becks długo dochodził do siebie, a jeszcze dłużej pracował nad odzyskaniem zaufania), ani Rebecce Loos, jednej z jego domniemanych kochanek, która starała się uszczknąć nieco sławy dzięki intymnym wyznaniom dotyczącym rzekomej relacji z piłkarzem. Na straconej pozycji był każdy, gdyż nawet w tak beznadziejnej sytuacji, jaką była konieczność opuszczenia Manchesteru United po konflikcie z sir Alexem, David potrafił znaleźć rozwiązanie. Warto dodać: satysfakcjonujące rozwiązanie, gdyż takim bez wątpienia były przenosiny do Realu Madryt, a następnie do Los Angeles Galaxy, AC Milanu czy też ostatecznie do Paris Saint-Germain.

Słynna klasa ‘92 wypuściła w piłkarski świat wiele gwiazd, takich jak Ryan Giggs czy Paul Scholes, i to o nich po dziś dzień słychać chóralne śpiewy na Old Trafford. Jednak w Polsce, a założę się, że i w wielu innych krajach na świecie, niemal każdy chłopiec na początku XXI wieku biegał w koszulce z magiczną siódemką na plecach. Jestem także pewien, że każdy, w tym również i ja, chciał podkręcać piłkę właśnie tak jak Beckham. David nie należał również do grona piłkarzy wybitnych, jak jego poprzednicy na Old Trafford. Nie potrafił grać z takim wdziękiem jak Duncan Edwards, nie miał takiej charyzmy i talentu jak Bobby Charlton, nie został obdarzony geniuszem George’a Besta czy nawet intuicją Erica Cantony, jednak dołączył do grona wielkich dzięki wytrwałości, godzinom spędzonym na treningach i pragnieniu spełnienia marzeń.

Trenował wszędzie – najpierw w parku z ojcem i jego kolegami, później samotnie na bocznym boisku United. Nikt tak długo nie zostawał po sesji treningowej jak on. Doskonale wiedział, że talent to jedno, ale bez ciężkiej pracy będzie tylko jednym z wielu. A nie chciał taki być. Chciał być tym jedynym, najlepszym. Takiej żądzy przywdziania czerwonej koszulki jak u tego niskiego blondyna z Essex, dawno nie widziano u młodego piłkarza. Swój cel osiągnął, a pomógł mu w tym szósty zmysł, swoisty GPS w prawej stopie. Becks potrafił bowiem zlokalizować dowolnego członka swojej drużyny z dosłownie każdego miejsca na murawie, a następnie posłać dalekie podanie z idealną precyzją. Oczywiście podczas swojej przygody z piłką imał się tak wielu różnych rzeczy, że wiele osób zapomniało, jak świetnym jest graczem, ale on sam, napędzany przez obsesję, jaka charakteryzuje najlepszych zawodników, udowadniał to raz za razem.

Mój pierwszy kontakt z Davidem miał miejsce w tej samej chwili, kiedy angielski komentator wykrzykiwał Beckham... into Sheringham... and Solskjær has won it!, podczas pamiętnego finału Ligi Mistrzów na Camp Nou. Niewiele pamiętam z tego meczu, większość fragmentów w mojej głowie pochodzi już z późniejszych odtworzeń w sieci, ale wtedy tak naprawdę wszystko się zaczęło. Zainteresowanie powoli przeradzało się w fascynację, która z roku na rok ogarniała mnie coraz bardziej. Na horyzoncie pojawił się rok 2002 i kolejny kamień milowy w karierze Becksa – mecz eliminacji do EURO, w którym Anglia mierzyła się z Grecją. Ach, cóż to był za moment! Ogolona głowa „Syna Albionu”, piłka ustawiona w idealnej odległości od bramki, oczy zwężone, spojrzenie skupione na celu – było jasne, że futbolówka może trafić tylko w jedno miejsce. Wówczas David był najważniejszym piłkarzem w całej Wielkiej Brytanii.

Późniejsze wydarzenia – przenosiny do Madrytu, brak uznania w oczach Fabio Capello, zmarnowane szanse na kolejnych mistrzostwach, odejście z kadry – nie zraziły Becksa, który wkrótce zamknął usta krytykom, prowadząc Real do mistrzostwa Hiszpanii. Zła passa sprawiła, że w oczach wielu Davidowi daleko było do miana świetnego piłkarza. Na nic zdawały się kolejne wyborne dośrodkowania, kolejne wspaniałe bramki zdobywane z rzutów wolnych czy też podania, posyłane przez pół boiska, po których futbolówka opadała wprost pod nogi napastnika. Choć jedni mówili, że to majstersztyk, drudzy kiwali głowami, pomrukując coś o niewykorzystanym potencjale.

Później był podbój Ameryki i chwilowe ucieczki do Milanu, gdzie Becks przypominał sobie, czym tak naprawdę jest wielki futbol. Wielu mówiło, że to już tylko odcinanie kuponów od piłkarskiej sławy, którą wyrobił sobie jeszcze w Anglii. Tak naprawdę jednak już dawno przestał być tylko gwiazdą futbolu. Stał się marką, znaną i podziwianą na całym świecie. Pokazał, że piłkarz nie musi być mrukliwym osiłkiem, dla którego jedyną rozrywką jest piwo po meczu z kolegami – wyniósł futbol na zupełnie nowy poziom. Jest celebrytą, gwiazdą światowego formatu, której twarz spogląda na nas z przeróżnych billboardów, jednak ten wytatuowany mężczyzna, kiedy tylko wchodzi na boisko, za każdym razem staje się tym samym chłopakiem z Essex. Dokładnie tym samym, którego pokochali fani United, kibice reprezentacji Anglii oraz sympatycy futbolu na całym świecie. Oddaje tej grze całe swoje serce, za każdym razem powtarzając, że jedyne, co chce i potrafi robić, to kopać piłkę.

„Beckham to geniusz, którego futbol być może już nigdy nie spotkać”, skomentował odejście Becksa na piłkarską emeryturę mój redakcyjny kolega Paweł Zagórski. Ja zamiast „być może” powiedziałbym „na pewno”, gdyż „David Beckham jest tylko jeden”.

Rozdział I

Dla Teda i Sandry: upragniony syn

Ted i Sandra Beckhamowie byli wniebowzięci – właśnie urodziło im się drugie dziecko, upragniony syn. Był pierwszy dzień maja roku 1975, kiedy Sandra została przyjęta do szpitala Whipps Cross w Leytonston, we wschodnim Londynie, a już następnego dnia powiła Davida Roberta Josepha Beckhama. Chłopiec był drugim z trójki jej dzieci: Lynne, najstarsza z potomstwa, przyszła na świat kilka lat wcześniej, natomiast narodziny Joanny miały dopiero nastąpić. Najbardziej zachwycony był Ted. Pojawienie się syna oznaczało, że wreszcie będzie miał kogoś, z kim będzie mógł dzielić swoją największą i najdłużej pielęgnowaną pasję – futbol.

Przez całe życie pan Beckham kibicował Manchesterowi United, jednemu z najbardziej znanych klubów piłkarskich na świecie. Gdy mały David się urodził, Ted oczekiwał, że syn będzie podzielał jego zamiłowania. Oczywiście początkowo nikt nie miał pojęcia, w jakim stopniu David spełni marzenia swojego taty, tym bardziej że państwo Beckhamowie należeli do klasy robotniczej i żyli raczej skromnie. Sandra była fryzjerką, natomiast Ted zajmował się montażem kuchni. Z pewnością żadne z nich nie przypuszczało, że pewnego dnia ich syn będzie jednym z najpopularniejszych ludzi na świecie. Najpierw jednak mieli się dowiedzieć, że mały Becks stanie się takim samym fanatykiem sportu jak jego ojciec.

Ted zabierał małego Davida do pobliskiego parku, gdzie wspólnie kopali piłkę. Chłopiec polubił hobby ojca do tego stopnia, że sam zaczął przeznaczać wiele godzin na ćwiczenia. Najwięcej czasu Becks poświęcał na uderzenia stojącej w miejscu futbolówki – dziś to jego znak rozpoznawczy na całym świecie. W jednym z niedawnych wywiadów wyznał, że wielu ludzi sądziło, iż jego słynne rzuty wolne są dziełem szczęścia i przypadku, ale nie mieli racji. To rezultat niekończących się sesji treningowych, których początek datuje się właśnie na lata wczesnego dzieciństwa.

Tuż po narodzinach Davida rodzina przeniosła się do domu dziadków w Chingford, w hrabstwie Essen, gdzie przyszły piłkarz spędził resztę dzieciństwa. Wyróżniający się z tłumu chłopak o atrakcyjnym wyglądzie wydawał się mieć tylko jedną cechę, która mogła stanąć na przeszkodzie jego karierze piłkarskiej – wzrost. Młody David był rzeczywiście dość niski i dopiero w późnym okresie dorastania nagle wystrzelił w górę. Urósł aż na ponad sto osiemdziesiąt centymetrów, którymi zachwyca do dziś. Nawet, jeśli David przejmował się niskim wzrostem, to zupełnie tego nie okazywał. Futbol tak szybko stał się jego pasją, że wkrótce zdominował całe codzienne życie. Grał, gdzie tylko mógł – nie tylko w przydomowym ogródku, ale także na boisku przy szkole Ainsley Wood.

Z dala od murawy był bardzo nieśmiały i jest to cecha, która pozostała mu do dziś – jak wspominają jego przyjaciele, kiedy spotkał Victorię Adams, to właśnie ona rozpoczęła rozmowę.

Pierwszą szkołą Davida była podstawówka w Chase Lane. Koledzy ze szkolnej ławki doskonale pamiętają, że już wtedy futbol był jego największą pasją. „W szkole wszyscy zachowywaliśmy się bardzo cicho, zwłaszcza David – wspomina Matthew Treglohan, który stał się jednym z jego najbliższych przyjaciół. – Siedziałem razem z nim na geografii i zajęciach plastycznych. Był naprawdę dobry z tego drugiego przedmiotu, lecz interesowała go wyłącznie piłka nożna. Nie zwracał wówczas uwagi nawet na dziewczyny. Było kilku chłopców, którzy potrafili zabłysnąć na boisku, ale to David bez wątpienia był spośród nich najlepszy”.

Nie uprzedzajmy jednak faktów. David był młody i zdolny. Do tego stopnia, że jego potencjał został dostrzeżony chwilę przed tym, jak wszedł w wiek dorastania. Gdy uczęszczał do szkoły w Chingford, zdecydował się na postawienie pierwszych kroków w swojej karierze piłkarskiej. W lokalnej gazecie znalazł reklamę: „Poszukiwani: piłkarskie gwiazdy przyszłości”. Co ciekawe, to jedno z wielu podobieństw w życiu Davida i Victorii, gdyż przyszła pani Beckham również zaczęła karierę dzięki ogłoszeniu w gazecie. Poszukiwano tancerzy i wokalistów, ale w jej przypadku miało to miejsce w późniejszym etapie życia.

David wkrótce otrzymał szansę i rozpoczął przygodę z Ridge-

way Rovers w Enfield Sunday League. Była to lokalna drużyna, wywodząca się z okolic, gdzie mieszkał młody Becks. Mecze rozgrywano na obiekcie położonym przy Wadham Road, w Highams Park, obecnie nazywanym boiskiem im. Petera Maya. W ciągu trzech lat chłopak zdobył ponad sto bramek, tym samym wypracowując sobie renomę. Przy okazji reprezentował również barwy innej drużyny – Chingford High, grającej w Waltham Forest District and Essex (lidze dla zespołów składających się z zawodników poniżej piętnastego roku życia).

Jeden z jego szkolnych kolegów, Nana Boachie, wspomina pewien epizod: „Obaj znaleźliśmy się w wyjściowych składach swoich drużyn w szkolnym turnieju, a David bardzo chciał rozpocząć rywalizację od zdobycia bramki. Jako golkiper drugiego zespołu chciałem oczywiście zachować czyste konto, a wtedy podszedł do mnie i powiedział tym swoim cichutkim głosem: »Zobaczymy, jak będzie«. Tuż przed przerwą mieli rzut wolny w okolicy pola karnego. David tak zakręcił piłkę, że ta znalazła się w okienku mojej bramki. Nie miałem żadnych szans na obronę tego strzału. Wciąż mi to wypomina”.

Dzięki podobnym sukcesom młodego Davida dostrzegły czołowe angielskie kluby. Chociaż miał dopiero jedenaście lat, dwa zespoły z Londynu – Tottenham Hotspur i Arsenal – już rozpoczęły dochodzenie, kim jest ten niezwykle utalentowany młody człowiek. Jednak David, choć mieszkał na obrzeżach stolicy, nie był zainteresowany londyńskimi klubami i zamieszaniem wokół siebie. Doskonale wiedział, dla którego klubu chce grać i nie była to drużyna z Londynu – był to Manchester United. Ted Beckham pozostawał niezłomnym fanem United, a swoją miłość przekazał synowi. Z tego też powodu koledzy ze szkoły i podwórka nieustannie dokuczali Becksowi, bowiem jako jedyny w okolicy był fanem Czerwonych Diabłów1.

„Miałem wiele utarczek z kolegami w szkole – wspomina David. – Kilku moich kumpli było fanami West Ham Uni-ted, paru też kibicowało Tottenhamowi lub Arsenalowi. Jednak pamiętam jedną sytuację, kiedy pokonaliśmy Arsenal 6:2, a Sharpey [Lee Sharpe] zdobył hat-tricka. W drodze do szkoły na swój mundurek ubierałem koszulkę United, przez co wiele razy mi się obrywało, lecz nigdy nie pozostawałem dłużny”.

Nawiasem mówiąc, już wtedy David ubierał się w to, na co miał akurat ochotę, bez względu na opinie innych. Rzeczywiście, młody Beckham zaczął się interesować modą bardzo wcześnie. Aby sfinansować swoje zachcianki, a także wiele innych wydatków, musiał znaleźć pracę i wkrótce został kelnerem na Walthamstow Dog Stadium. Zarabiał ogromną jak na owe czasy kwotę dziesięciu funtów za noc. To właśnie wtedy poznał przedsmak tego, co czeka go w przyszłości. W 1986 roku wziął udział w finale rozgrywek piłkarskich talentów im. Bobby’ego Charl-

tona. Oczywiście wygrał je, zostając najmłodszym zwycięzcą w historii zawodów. Co ciekawe, finał odbył się na Old Trafford, stadionie Manchesteru United. Jak więc łatwo policzyć, David po raz pierwszy kopnął piłkę na tym obiekcie, mając jedenaście lat. Także nagroda za wygraną była zapowiedzią przyszłych wyróżnień: był to dwutygodniowy wyjazd do Hiszpanii na treningi z Barceloną. Na dodatek szkoleniowcem katalońskiej drużyny był znakomity piłkarz, Terry Venables, mający do dyspozycji takich zawodników jak Mark Hughes, Steve Archibald oraz Gary Lineker.

Był to jednak niewielki przedsmak tego, co miało wydarzyć się w życiu Davida w ciągu najbliższych kilkunastu lat. Turniej na Old Trafford rozgrywany był tego samego dnia co mecz z Tottenhamem Hotspur, więc na trybunach obecnych było wielu fanów Kogutów2. Podczas turnieju kibice nie szczędzili okrzyków wyrażających opinie o gospodarzach, czyli ukochanym klubie Davida. „Obecni byli chyba wszyscy fani Kogutów. Kiedy dryblowałem pomiędzy pachołkami, zdali sobie sprawę, że ten chłopak to David Beckham z Essex – wspomina Becks. – Kibice Tottenhamu zaczęli mnie dopingować swoim śpiewem i okrzykami. Całą atmosferę zepsuł spiker, ogłaszając, że jestem wielkim fanem Manchesteru United. Wtedy się zaczęło, zewsząd dobiegało buczenie i gwizdy, przez co potrąciłem kilka pachołków”.

Całe szczęście, że Davidowi tak dobrze szło na murawie, gdyż jego osiągnięcia w szkole pozostawiały wiele do życzenia. Nie był zbyt wybitnym uczniem o oszałamiających talentach, które mogłyby się przydać na zajęciach, więc większość lekcji spędzał, marząc, aby te już się skończyły i żeby mógł wreszcie wydostać się z klasy. Najlepiej sytuację obrazują uwagi, jakie pojawiły się w szkolnym dzienniku i towarzyszyły chłopcu przez większą część 1987 roku. „David zachowuje się jak ktoś zupełnie nierozumny. Jeśli chłopak chce się rozwijać, to tak dalej być nie może – pisał jego nauczyciel francuskiego. – Niestety to, czego wymagam, to bardziej dojrzałe podejście do przedmiotu”.

Nauczyciel francuskiego nie pozostawał sam w swojej opinii, żaden z pedagogów nie oceniał umiejętności Davida zbyt wysoko, często zostawiając w dzienniku takie wpisy: „David Beckham zachowuje się nad wyraz głupio – grzmiał nauczyciel ekonomii. – Ten chłopak marnuje swój potencjał”.

„David ma możliwości, jednak nie potrafi się skoncentrować – pisał z kolei pan od nauk humanistycznych. – Musi się natychmiast poprawić, jeśli chce w życiu coś osiągnąć”.

Rzeczywiście, wydaje się, że jedynym miejscem, w którym radził sobie wzorowo, było boisko, lecz nawet tutaj nie obyło się bez krytyki: „David ma predyspozycje do osiągnięcia sukcesów w większości dziedzin sportowych – twierdził jego nauczyciel wychowania fizycznego w słowach, które już wkrótce miały się sprawdzić. – Jednak powinien być bardzo ostrożny i uważać na wszystkie czynniki, mogące mu w tym przeszkodzić”.

Jak okres szkolny wspomina sam David? „Lekcje podobałyby mi się bardziej, gdybyśmy więcej rozmawiali o piłce nożnej. Byłem podobno całkiem dobry z plastyki i być może rozwijałbym się w tym kierunku, gdybym nie poświęcał całego swojego czasu na futbol”. Tak naprawdę nikt nigdy nawet nie pomyślał o tym, aby wysłać chłopaka do szkoły plastycznej. Nic w tym dziwnego, skoro najwięcej przyjemności po wejściu do klasy sprawiało mu wygłupianie się, a uczenie do egzaminów było na dalekim planie. Niemniej wszyscy jego znajomi mieli wówczas podobne priorytety.

„Prawdę mówiąc, nauczycielom z trudem przychodziło zapanowanie nad Davidem i resztą klasy – wspomina pani pedagog, która pojawiała się na zastępstwie w szkole. – On oraz jego sześciu czy siedmiu najlepszych przyjaciół byli w tej samej klasie, sprawiali mnóstwo problemów. Dziewczyny były bystre, niezwykle pracowite, ale chłopcy… Nie zwracali na nic uwagi, nie słuchali, co się do nich mówi. Rzucali papierkami lub dokuczali sobie nawzajem. David nie był najgorszy z nich wszystkich. Czasami miałam wrażenie, że męska część klasy jest wyrwana z jakiegoś komiksu, zupełnie nie pasowała do reszty”.

Poza szkołą starsi koledzy zupełnie inaczej postrzegali młodego Beckhama. Wygranie zawodów na Old Trafford oraz pobyt w Barcelonie sprawiły, że stał się jeszcze lepszym piłkarzem – co natychmiast zaowocowało ponownym zainteresowaniem ze strony klubów. Tottenham Hotspur w dalszym ciągu zabiegał o to, aby David pojawił się w ich szkółce piłkarskiej, podobnie jak Leyton Orient, zaoferowano mu nawet okres próbny w drużynie. Był to również moment, kiedy na horyzoncie pojawił się wielki Manchester United – klubowy skaut3 Malcolm Fidgeon usłyszał o niezwykle utalentowanym młodym graczu z Essex i postanowił pojawić się na meczu Waltham Forest U-12 z Red-

bridge. O obecności skauta United na trybunach pierwsza dowiedziała się pani Beckham i poinformowała syna o tej niezwykle wielkiej szansie.

„Podskoczyłem z radości, a następnie zacząłem płakać – wspomina Becks. – To było spełnienie moich marzeń. Zagrałem wówczas jedno ze swoich najlepszych spotkań w młodzieżowej lidze. Pochodziłem z Londynu, byłem południowcem, więc nie sądziłem, że kiedykolwiek będzie obserwował mnie skaut Manchesteru United. Najwidoczniej jednak miałem ogromne szczęście, gdyż tak się stało, a ja akurat rozegrałem bardzo dobre zawody. Doskonale pamiętam tamten dzień. Poszedłem się przebrać po spotkaniu, kiedy zadzwoniła mama. Dało się poznać po jej głosie, że jest bardzo podekscytowana: „Cieszę się, że zagrałeś dobry mecz, ponieważ był tam skaut z United, który chce porozmawiać z tatą o zabraniu cię do klubu na okres testowy”.

Było to spełnienie marzeń nie tylko Davida, ale również jego ojca. Ted Beckham od zawsze kibicował United – nigdy nie wątpił w swój ukochany klub, a fakt, że jego syn miał szansę zagrać w tej drużynie, był najbardziej emocjonującym wydarzeniem w jego dotychczasowym życiu. Co oczywiste, także Becks był podekscytowany całą sytuacją – w wieku zaledwie czternastu lat dołączył do społeczności Manchesteru United. Wówczas jeszcze nikt w klubie nie zdawał sobie sprawy, jak wielki skarb trafił w ich ręce, choć oczekiwania wobec chłopca od samego początku były ogromne.

„David Beckham to utalentowany chłopak – przyznał przedstawiciel klubu. – Jesteśmy bardzo zadowoleni, że do nas dołączył”. Był to jeden z tych rzadkich momentów, kiedy wszyscy zainteresowani dostali od życia to, czego skrycie pragnęli.

Najważniejszą osobą w piłkarskiej przygodzie Davida do tej pory był ojciec, ale teraz czekało go spotkanie z człowiekiem, który miał przemienić go z amatora w profesjonalistę – Erikiem Harrisonem, trenerem młodzieży w United. Eric miał przez najbliższe lata dbać o rozwój Davida i rzeczywiście, ze swojego zadania wywiązał się znakomicie. Jego wpływ na karierę młodego Beckhama nie powinien być lekceważony, podobnie jak wpływ sir Alexa Fergusona. Obaj uczynili z Davida piłkarza, jakiego wszyscy obecnie znają i podziwiają.

Sam Harrison mówił o sobie bardzo skromnie: „Dobry trener jest jak nauczyciel w szkole, musi zdawać sobie sprawę, że najważniejsza jest młodzież. Robimy to wszystko dla nich, a nie dla własnych ambicji. Czerpię ogromną radość z obserwowania, jak moi podopieczni stają się dobrymi ludźmi i piłkarzami. David Beckham może nosić śmieszne fryzury i wieść życie zupełnie inne niż nasze, lecz w dalszym ciągu pozostaje dobrym chłopakiem. Szacunek to słowo, które nieustannie powtarzałem Beckhamowi, Giggsowi oraz reszcie graczy w United. Jako dorośli trenerzy szanujemy młodych ludzi, więc i oni powinni odwdzięczyć się tym samym, szanując nie tylko nas, ale i siebie nawzajem. Być może jestem surowy i wymagający, ale nigdy nie pozwolę młodzieży w klubie na robienie głupot czy też aroganckie zachowania. Oczywiście piłkarze powinni być pewni siebie, lecz nigdy nie wolno im myśleć, że wiedzą wszystko najlepiej na świecie”.

David wziął sobie te słowa bardzo głęboko do serca. Jest to kolejna rzecz, którą oboje z Victorią postrzegali tak samo – od początku wiedzieli, co chcą osiągnąć, i tylko na tym się koncentrowali.

Młody Becks bardzo się różnił od swoich rówieśników. Kiedy reszta wychodziła na imprezy, do miasta, on zostawał w domu, gdzie w spokoju mógł trenować. „Gdy byłem młodszy, rezygnowałem z wielu rzeczy – tłumaczy David. – Nie wychodziłem ze znajomymi, nie chodziłem też na dyskoteki i imprezy. Nie miałem nawet czasu, aby odwiedzić rodziców. Nie było to łatwe, ale wiedziałem, że tego właśnie chcę. Wiązałem z tym całe swoje życie. Mówiłem o tym wszystkim, ale ludzie reagowali śmiechem, stwierdzając: »Tak, a co poza tym chcesz robić?«. Odpowiadałem grzecznie: »Nic więcej, chcę tylko grać w piłkę nożną. Manchester United był moim marzeniem od samego początku!«”.

Jednak futbol nie był jedynym sportem, w którym Becks odnosił sukcesy. Przez cztery lata z rzędu triumfował w lokalnych zawodach w Essex w biegu na tysiąc pięćset metrów, zadziwiając wszystkich swoją determinacją i kondycją.

Wiele klubów starało się odciągnąć go od ukochanego United, lecz David nie zwracał na to uwagi. Do grona chętnych należał Wimbledon, którego trener Joe Kinnear robił wszystko, co w jego mocy, aby ściągnąć Beckhama na Selhurst Park. „David miał wówczas jakieś piętnaście lat – wspomina Kinnear. – To był bardzo spokojny chłopak, który ożywał dopiero na boisku. Nie widział świata poza futbolem. Oczywiście, że starałem się go pozyskać, lecz za każdym razem słyszałem, że jego serce szykuje się do zamieszkania na Old Trafford”.

Niedługo później, w 1991 roku, będąc niespełna szesnastoletnim chłopcem, David rozpoczął realizację tego marzenia. Być może jest to trudny wiek do opuszczenia domu, zwłaszcza dla kogoś tak nieśmiałego jak Beckham, ale miał on przecież jasno określony plan – karierę w Manchesterze United. Wtedy jeszcze nikt nie przypuszczał, jak bardzo udana będzie to przygoda z klubem z Old Trafford. Oczywiście wiele było sygnałów świadczących o tym, że gwiazda Davida może wkrótce jasno rozbłysnąć. Tak twierdzi Annie Kay, która wraz ze swoim mężem Tommym wspierała młodego Beckhama podczas jego pierwszych dni w Manchesterze. Państwo Kayowie mają obecnie ponad siedemdziesiąt lat, jednak ich miłość do United ani na chwilę nie osłabła, o czym doskonale mówi fakt, że już od przeszło trzydziestu lat zapewniają kwatery młodym graczom Czerwonych Diabłów.

„Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam Davida, nie myślałam, że stoi przede mną przyszły kapitan reprezentacji Anglii – wspomina Annie. – Oczywiście był to bardzo miły i kulturalny chłopak. W dodatku elegancko ubrany. Kiedy przyjechał do nas, miał ze sobą siedem walizek z ubraniami, podczas gdy zazwyczaj młodzi gracze zabierali po dwie małe torby. Powiedziałam wówczas: »Widzę, że przywiozłeś ze sobą trochę ciuchów«. W odpowiedzi usłyszałam radosne: »W domu mam jeszcze więcej!«. Tak, David zawsze bardzo dbał o wygląd, nawet gdy wychodził tylko na spacer. Dziewczyny go uwielbiały, lecz on nie traktował ich poważnie. Oczywiście zawsze był przyjacielski i nigdy nie odmówił rozmowy, ale cały jego dzień wypełniony był futbolem, przez co nie miał zbyt wiele czasu na sympatie”.

W powszechnej opinii to za sprawą Victorii David stał się męską ikoną mody, jednak zdaniem Annie już wcześniej potrafił dobrze o siebie zadbać. „Oczywiście Victoria miała na niego wpływ i nieco go zmieniła pod tym względem, ale jeszcze przed jej poznaniem zwracał uwagę na swój wygląd. Już mieszkając u nas, interesował się modą. Zawsze o siebie dbał, ale był przy tym bardzo wybredny. Wręcz pedantyczny. Sam sprzątał w swoim pokoju, stale powtarzając: »Daj mi tylko czystą pościel, sam ją zmienię«. Nie było rzeczy w jego pokoju, która nie miałaby swojego miejsca. Wyglądało to zupełnie inaczej niż u większości chłopców mieszkających u nas. Pamiętam, jak kiedyś dałam Markowi Hughesowi koszulki, a on rzucił je na podłogę. Kiedy chciałam je podnieść, powiedział, abym tego nie robiła: »Jeśli wszystkie moje rzeczy znajdują się na ziemi, to zawsze potrafię znaleźć to, czego potrzebuję«”.

Dom państwa Kayów znajdował się niedaleko The Cliff w Salford, gdzie wtedy znajdował się ośrodek treningowy Manchesteru United. Jak się okazało po latach, David przed trafieniem do Annie i Tommy’ego mieszkał jeszcze w dwóch innych domach, które musiał przedwcześnie opuścić. Pierwszy z powodu kolegi, który zachowywał się nagannie i młody Becks został wyrzucony wraz z nim. Drugie lokum sam zdecydował się zmienić, ponieważ nie smakowało mu jedzenie przygotowywane przez panią domu – dopiero u Kayów poczuł się jak u siebie.

Beckham doskonale zdawał sobie sprawę, jak wielkie miał szczęście, trafiając do Annie i Tommy’ego. „Mój trzeci dom w Manchesterze jest tym, z którego mam najlepsze wspomnienia i zawsze ciepło o nim myślę – pisał w swojej pierwszej autobiografii David Beckham: Mój świat. – Zatrzymałem się w Lower Broughton, u Annie i Tommy’ego Kayów. W tym samym domu, co więcej, w tym samym pokoju, który należał do mnie, wcześniej przez wiele lat mieszkał mój wielki idol, Mark Hughes”.

Rzeczywiście, powiązanie z Hughesem było tym, co przekonało Davida do przeprowadzki. „Bardzo chciał u nas zamieszkać, bowiem wiedział, że wcześniej przebywał tutaj Mark Hughes. A był dla niego prawdziwym bohaterem – dodaje pani Kay. – Coś niesamowitego. Nie przypuszczałam wówczas, że ten chłopak jest tak utalentowany, ale było widać, że jest w nim coś wyjątkowego. Żył i oddychał tylko futbolem, no i nigdy nie narzekał. Nie pamiętam nawet, żeby choć raz na coś się skarżył”.

Było to doskonałe miejsce dla tak młodego chłopaka – mógł tam spokojnie dorastać i powoli wkraczać w dorosłe życie. „Czułem się tam jak część rodziny, a co najważniejsze, zwłaszcza dla kogoś w młodym wieku, miałem dużo swobody i przestrzeni”, relacjonował David.

Wydawać by się mogło, że Beckham potrzebował swobody, aby się wyszaleć, jednak nic podobnego. Zdawał sobie sprawę, jak daleko już zaszedł, trenował więc ciężko jak nigdy wcześ-niej, odrzucając wszelkie przyjemności. Jedynymi szaleństwami, na jakie sobie pozwalał, było gromadzenie ciuchów i gadżetów. Do dyspozycji miał wtedy dwadzieścia dziewięć i pół funta tygodniowo, które otrzymywał od klubu, i natychmiast wydawał je na swoje zachcianki. Bardzo szybko upodobania Becksa podłapali koledzy z drużyny.

„Zawsze był przebojowym cockneyem4 – wspomina Ryan Giggs, jeden z przyjaciół Davida z United. – Nawet gdy mieliśmy po siedemnaście lat i wszyscy jeździliśmy hondą preludes, to jego samochód posiadał skórzaną tapicerkę i indywidualną tablicę rejestracyjną”.

Również Gary Neville, drugi z klubowych kolegów, z uśmiechem wspomina tamte czasy. „Przyglądałem mu się już na samym początku jego przygody z drużyną, w zespołach młodzieżowych. Zarówno ja, jak i Nicky Butt czy Paul Scholes pochodziliśmy z Manchesteru i zachodziliśmy w głowę, kim jest ten przebojowy cockney. Zawsze miał najnowszą koszulkę United, a wszyscy w klubie wyraźnie go sobie cenili”.

David nie był jednak jedynym talentem w młodzieżowej drużynie Manchesteru. On i jego koledzy z zespołu często byli określani mianem Piskląt Fergusona lub też Klasą Rocznika 1992 – za sprawą ogromnej liczby utalentowanych młodych graczy, którzy w tym okresie występowali w United. W swoich szeregach Czerwone Diabły oprócz Becksa miały także braci Neville’ów, Ryana Giggsa (bohatera jednego z plakatów Victorii z jej początków w Spice Girls) oraz Paula Scholesa.

Był to okres, po którym wszystko miało się zmienić – potencjał drużyny Alexa Fergusona właśnie eksplodował. Sam trener był niezwykle zadowolony z umiejętności piłkarzy, których wprowadził do drużyny, co dokładnie opisał w wywiadzie udzielonym po wspaniałej bramce Keitha Gillespiego w meczu z Bury i sukcesie Manchesteru United w młodzieżowym Pucharze Anglii.

„Jest znacznie więcej graczy w naszej drużynie tak samo uzdolnionych jak Keith i każdemu z nich bacznie się przyglądamy. Nie chcemy przesadzić z liczbą młodych piłkarzy w składzie, jednak obecny stan jest bardzo obiecujący. Ze swoimi zdolnościami oraz determinacją powinni zajść w świecie futbolu bardzo wysoko. Zdobycie młodzieżowego Pucharu Anglii może być dla nich momentem przełomowym. Po raz ostatni United zdobyło Puchar w 1964 roku, następstwem tego był najlepszy okres w dziejach klubu po tragedii w Monachium5. Obecnie szkolimy osiemnastu młodych graczy i każdy z nich, gdy będzie miał osiemnaście lat, otrzyma od nas profesjonalny kontrakt. Nie mamy żadnych wątpliwości, że bardzo się nam przydadzą. Bardzo rzadko zdarza się, aby tak liczna grupa trzymała się razem przez tak długi czas i przechodziła wspólnie przez wszystkie szczeble rozwoju. Teraz pozostała już tylko kwestia dopasowania ich do pierwszego składu, gdy tylko nadarzy się taka okazja”.

Jednak nawet tak utalentowanemu chłopakowi jak David zajęło sporo czasu, nim mógł pokazać swoje umiejętności na boisku. Wcześniej czekało go wiele innych zajęć – podczas pierwszego roku, w czasie wolnym od treningów, wraz ze swoimi kolegami z młodzieżowej drużyny był zobowiązany do wykonywania różnych prac na terenie klubu, między innymi czyszczenia butów graczy pierwszego składu.

Minęło dwanaście miesięcy od przybycia Becksa na Old Trafford, nim wreszcie mógł zaprezentować się na murawie, wchodząc z ławki rezerwowych i zmieniając Andrieja Kanczelskisa w meczu Pucharu Ligi z Brighton. Spotkanie zakończyło się wynikiem 1:1, a cztery miesiące później David wykonał kolejny krok w realizacji swojego największego marzenia – podpisał profesjonalny kontrakt z Czerwonymi Diabłami.

Alex Ferguson nie był jedynym człowiekiem świadomym tego, jak utalentowana młodzież trafiła się United. Bobby Charlton, którego spokojnie można nazwać Davidem Beckhamem swoich czasów, pełnił wtedy funkcję dyrektora klubu i nie mógł wyjść z podziwu dla graczy mających stanowić o przyszłości drużyny. „Ludzie powiadają, że Alex powinien zostać dożywotnim szkoleniowcem na Old Trafford, jeśli uda mu się w tym sezonie zdobyć nasze pierwsze od dwudziestu sześciu lat mistrzostwo kraju. Jednak on już zapewnił sobie pracę tutaj na tak długo, jak tylko będzie chciał. Zasłużył na to, ciężko pracując w klubie przez ostatnie sześć lat, i nie mam na myśli tylko pracy z pierwszym zespołem”.

„Obecnie tym, co naprawdę zachwyca mnie w Manchesterze United pod wodzą Alexa, wcale nie jest styl gry pierwszej drużyny. To młode fundamenty zespołu, które dają ogrom nadziei i napełniają mnie zaufaniem. Oczywiście, że w tym sezonie mamy szansę na wygranie ligi. Walka rozstrzygnie się pomiędzy nami, Aston Villą i Blackburn Rovers. Oceniam nasze możliwości bardzo wysoko, wydaje mi się, że jesteśmy tak silni jak w młodzieżowym Pucharze Anglii, który wygraliśmy w minionym sezonie. Obecnie gramy już w czwartej rundzie, czeka nas potyczka z Wimbledonem i jestem pewien, że awansujemy dalej. Naprawdę bardzo sobie cenię chłopców wprowadzonych do drużyny przez Alexa”.

„Nigdy nie widziałem, zarówno u nas, jak i u żadnej innej drużyny w Anglii, tylu utalentowanych młodych piłkarzy. Jest ich tak wielu, że będziemy chyba musieli pozwolić kilku odejść lub wypożyczyć ich do innych zespołów. Kiedy widzę ich w akcji, jestem naprawdę podekscytowany. Mają w sobie niesamowitą radość, chcą po prostu grać w futbol. Pięciu lub sześciu z nich sporo namiesza w Premier League w kilku następnych sezonach. Oni już są wystarczająco przygotowani, a wszystko to zasługa Alexa Fergusona”.

Wobec tak licznej i zdolnej konkurencji nic dziwnego, że David wciąż nie miał okazji do zabłyśnięcia. Jego postępy nie były już tak znaczne, a przynajmniej nie aż tak widoczne jak u jego kolegów. Było to jednym z powodów, dla których w 1995 roku sir Alex zdecydował się na miesięczne wypożyczenie chłopaka do Preston. Oczywiście był to kolejny krok na drodze rozwoju młodego Beckhama, lecz on wtedy tak o tym nie myślał.

„Nie miałem wówczas ochoty na wypożyczenie, choć nie było to nic osobistego czy związanego z Preston. Po prostu czułem się fatalnie, gdyż sądziłem, że moja kariera w Manchesterze United dobiegła końca. Na szczęście trener zapewnił mnie, że tak nie jest, i wypożyczenie okazało się najlepszą rzeczą, jaką mogłem zrobić dla swojej kariery. W debiucie zdobyłem bramkę bezpośrednio z rzutu rożnego, natomiast w kolejnym spotkaniu udało mi się strzelić gola ze stałego fragmentu gry, więc nie miałem powodu do narzekania”.

Tak naprawdę młodzieniec z Essex potrzebował zahartowania w walce, a pobyt na wypożyczeniu z pewnością mu to dał. Gary Neville, który szybko stał się najlepszym przyjacielem Beck-

hama, tak opisuje tę sytuację: „David był pewien, że to jego koniec w United. Wszyscy doskonale wiedzieliśmy, jak bardzo jest utalentowany, ale wiele osób twierdziło, że jest zbyt słaby. Nie radził sobie ze wślizgami przeciwników i walką o górne piłki. Krótki pobyt w Third Division, wśród prawdziwych zabijaków, uczynił z niego twardego piłkarza, z pewnością hartując go na całą karierę”.

Gra dla innej drużyny nie tylko pomogła mu pod względem fizycznym, pokazała również szereg zalet, jakie stwarza granie dla Manchesteru United.

„Kiedy przychodzisz do United, to w szatni wszystko jest już przygotowane, strój leży równo poskładany tuż obok świeżutkiego, czystego ręcznika – relacjonował później Becks. – Wszystko jest czyste, łącznie z twoimi skarpetkami. Gdy trafiłem do Preston, przeżyłem szok. Tam nie było nic! Strój dla mnie został skompletowany z rzeczy pozostałych piłkarzy”. Jednak najgorsze dotarło do niego po chwili – chłopak miał sam odpowiadać za pranie swoich ciuchów sportowych.

Pobyt w Preston trwał dosłownie chwilę, lecz to właśnie tam zaczął pokazywać się światu David Beckham, jakiego znamy obecnie. Na wypożyczeniu spędził zaledwie miesiąc, ale zdążył zdobyć dwie bramki i to właśnie wtedy kibice po raz pierwszy ujrzeli jeden z jego słynnych rzutów wolnych. W barwach Preston wystąpił w lidze pięć razy.

Ferguson zdał sobie wtedy sprawę, że zarówno Beckham, jak i pozostali młodzi gracze są gotowi, aby pokazać światu, na co ich stać. Zdecydował się na rozpoczęcie procesu włączania ich do pierwszego składu United. Jedynym problemem był fakt, że w drużynie nie było miejsca dla nowych zawodników, ale Szkot szybko go rozwiązał, sprzedając swoje największe gwiazdy – Kanczelskisa, Paula Ince’a oraz Marka Hughesa.

Nowa rzeczywistość zaczęła nieco przytłaczać Davida: „Kiedy przechodziłem przez kolejne szczeble Akademii, nie widziałem dla siebie żadnego światełka na końcu tunelu, a dodatkowo w zespole był Andriej. On zawsze miał znakomitą kondycję. Nagle w jednej chwili wszystko się zmieniło. Trener zdecydował się sprzedać kilku graczy, tworząc tym samym miejsce dla nas, młodych”.

Późniejsze wydarzenia pokazały, że Ferguson postąpił słusznie, lecz w tamtym momencie jego decyzja była krytykowana przez wielu komentatorów. Jednym z nich był Alan Hansen, były piłkarz, a obecnie ekspert w stacji BBC. Podczas „Match of the Day”6 skomentował decyzję Szkota jednym zdaniem: „Nigdy nie wygra się niczego z dzieciakami”. Sir Alex oraz sir Bobby na szczęście uważali inaczej.

Rozpoczął się bardzo udany dla Davida okres. W kwietniu 1995 roku opuścił Preston i wkrótce zadebiutował w Premier League, rozgrywając mecz przeciwko Leeds United. Jego forma systematycznie rosła, a następnie, ku wielkiej uciesze wszystkich, udało mu się zdobyć zwycięską bramkę w półfinale Pucharu Anglii przeciwko Chelsea – Ted był równie szczęśliwy jak syn. Dla obu było to spełnienie wielkich marzeń.

Fakt, że w ówczesnym składzie Manchesteru United było tylu utalentowanych młodych graczy, pomagał chłopcom w rozwoju. Każdy z nich chciał być najlepszy, co jeszcze bardziej zwiększało i tak już ostrą rywalizację. David trenował ciężko, dając z siebie wszystko w każdym spotkaniu, stale szlifując umiejętności. W końcu przyszedł sierpień 1996 roku i gol, który spowodował wzrost zainteresowania osobą Davida. Co ciekawe, rzecz miała miejsce na Selhurst Park, stadionie Wimbledonu – klubu starającego się za wszelką cenę pozyskać Beckhama, zanim ten trafił do United. Tak, to rzeczywiście był fenomenalny gol. David dostrzegł, iż bramkarz rywali, Neil Sullivan, wyszedł przed swoje pole karne, więc nie zastanawiając się ani chwili, swoim charakterystycznym kopnięciem posłał piłkę w stronę bramki. Co z tego, że znajdował się na własnej połowie – futbolówka niczym zaczarowana poszybowała ponad głowami piłkarzy, aby z siłą pocisku wpaść do bramki tuż obok bezradnego golkipera.

„To odmieniło moje życie – wyznaje David. – Piłka zdawała się lecieć przez długie godziny, a na całym stadionie zapanowała cisza. Kiedy wpadła do siatki, publiczność oszalała. Byłem w siódmym niebie. Chciałem uścisnąć dłoń każdemu, straciłem poczucie czasu”.

Za sprawą tego gola zmieniło się wiele rzeczy. Z pewnością umocniła się więź między sir Alexem a jego podopiecznym. Wówczas Ferguson był dla Davida drugim ojcem – Szkot był bardzo dumny z chłopaka, doceniając jego talent i poświęcenie, robił wszystko, aby zachęcić go do wzniesienia się na wyżyny swoich umiejętności. Gol na Selhurst Park przyczynił się do jeszcze jednej rzeczy – przykuł uwagę osoby, która także odegrała w karierze Beckhama ważną rolę. Człowiekiem tym był Glen Hoddle, selekcjoner reprezentacji Anglii, niemogący uwierzyć w to, co zobaczył tego dnia na stadionie Wimbledonu. Jak wielkie wrażenie pomocnik United zrobił na trenerze kadry, wszyscy zobaczyli miesiąc później, kiedy w meczu z Mołdawią David zadebiutował w barwach drużyny narodowej.

Naprawdę trudno opisać, jak dobrze radził sobie w tamtym momencie młody Beckham. Pod koniec sezonu 1996/97 miał na swoim koncie rozegrany komplet spotkań w kwalifikacjach do mistrzostw świata, został wybrany Młodym Graczem Roku w głosowaniu Stowarzyszenia Piłkarzy, a także dotarł do półfinału mistrzostw Europy. Ze swoim ukochanym Manchesterem United w 1996 roku triumfował w Premier League i Pucharze Anglii – co najważniejsze, był jednym z głównych autorów tych sukcesów.

Jednak nawet tak spore sukcesy nie sprawiły, że o Davidzie słyszał ktoś spoza piłkarskiego środowiska. Oczywiście był wyróżniającą się postacią, o czym wspominał między innymi Ryan Giggs i Gary Neville, lecz było to błahostką wobec tego, co miało wkrótce nadejść. Ciała Beckhama nie zdobiła wtedy żadna biżuteria za wyjątkiem dziwnego zegarka, nie było też śladu zarostu czy tatuaży. David wciąż był prostym chłopakiem z sąsiedztwa, którego kariera nabierała rozpędu i co ważne, między nim a sir Alexem nie było cienia konfliktu. Obaj oczekiwali, że Becks będzie najlepszy, i chłopak robił wszystko, co w jego mocy, aby tak się stało. Jednak wkrótce miało zmienić się wszystko, a David był bliski spotkania mającego odmienić jego losy. Tak naprawdę, patrząc na teatr, jakim obecnie jest jego życie, śmiało można stwierdzić, iż pewna gwiazda muzyki pop tylko czekała na odsłonięcie kurtyny.

[1] Przydomek Manchesteru United (wszystkie przypisy pochodzą od tłumacza).

[2] Przydomek drużyny Tottenham Hotspur.

[3] W świecie sportu mianem skauta określa się łowcę talentów.

[4] Osoba pochodząca ze wschodniego Londynu, najczęściej wywodząca się z klasy robotniczej, posługująca się specyficznym dialektem.

[5] 5 lutego 1958 roku Manchester United zagrał z FK Crveną Zvezdą rewanż, który zakwalifikował drużynę Czerwonych Diabłów do półfinału Pucharu Europy. Następnego dnia zawodnicy wracali do domów, z Belgradu przez Monachium, gdzie samolot musiał wylądować, by zatankować paliwo. Mimo śnieżycy podjęto decyzję o kontynuowaniu podróży, ale samolot, nie osiągnąwszy prędkości pozwalającej na oderwanie się od ziemi, uderzył w budynek. Zginęły dwadzieścia trzy osoby, w tym ośmiu zawodników Manchesteru United.

[6] Program o tematyce piłkarskiej, podczas którego omawiane są spotkania ligi angielskiej.

Tytuł oryginału:

ARISE SIR DAVID BECKHAM

FOOTBALLER, CELEBRITY, LEGEND – THE BIOGRAPHY

OF BRITAIN’S BEST LOVED SPORTING ICON

Copyright © Gwen Russell 2008–2011

Afterword copyright © Marcin Harasimowicz 2013

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo SQN 2013

Copyright © for the translation by Dawid Wójcik 2013

Redakcja i korekta

Ludmiła Sojka, Joanna Mika-Orządała, Kamil Misiek/Editor.net.pl

Opracowanie typograficzne i skład

Joanna Pelc

Projekt okładki

Paweł Szczepanik – BookOne.pl

Cover photograph and all photographs inside the book:

Getty Images / Flash Press Media

All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.

ISBN EPUB: 978-83-7924-015-9

ISBN EPUB: 978-83-7924-016-6

www.wsqn.pl

www.facebook.com/WydawnictwoSQN

Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Przedmowa

Rozdział I Dla Teda i Sandry: upragniony syn

Strona redakcyjna

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

David Beckham. Piłkarz. Celebryta. Legenda 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Wayne Gretzky. Opowieści z tafli NHL Nienasycony – Robert Lewandowski Arkadiusz Onyszko. Fucking Polak. Nowe życie Thomas Morgenstern. Moja walka o każdy metr Wszystko za Everest Jeszcze jedna mila