Podróżuj z dzieckiem

Podróżuj z dzieckiem

Autorzy: Krzysztof Kobus Anna Kobus

Wydawnictwo: National Geographic

Kategorie: Lifestyle

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

Ilość stron: 392

Cena książki papierowej: 49.90 zł

cena od: 35.00 zł

Osiem lat doświadczeń, kilkadziesiąt tysięcy kilometrów i dwójka dzieci. Niezliczona ilość sytuacji zaskakujących, zabawnych, a czasem frustrujących. Dziennikarze i fotografowie Anna i Krzysztof Kobusowie od lat przemierzają Polskę i świat wraz ze swymi synkami, pokazując, że rodzinne podróże są są wspaniałą przygodą.. Dziś dzielą się swą wiedzą w niezwykłym poradniku. Znajdziecie tu nie tylko dziesiątki praktycznych porad dotyczących przygotowania wyjazdu, pakowania się, zdrowia i żywienia w podróży, ale także przydatne informacje jak fotografować dziecko, jak tłumaczyć mu różnice kultur oraz jakie pamiątki przywieźć z podróży.

W życiu każdego podróżnika jest kilka kluczowych momentów kiedy dalsze wyruszanie na wyprawę staje pod znakiem zapytania. Są to: pierwsza praca, pierwszy stały związek i pierwsze dziecko. Jeśli właśnie jesteś na etapie "dziecko", a wszyscy wokół mówią ci, że twoje podróżowanie się skończyło - koniecznie przeczytaj tę książkę! A jeśli zmęczyły cię wyjazdy w zorganizowanych grupach tym bardziej ją przeczytaj i przekonaj się, że samodzielne odkrywanie świata wcale nie jest takie trudne!

Spis treści

Karta redakcyjna

Nota wydawcy

Kilka słów na początek

Po co podróżować z dzieckiem?

Zamorskie kolonie a sprawa polska

Kiedy w pierwszą podróż?

Podróżowanie z niepełnosprawnym dzieckiem

Minusy i plusy rodzinnej podróży

Redakcja: IWONA KARWACKA

Redaktor prowadzący: AGNIESZKA RADZIKOWSKA

Korekty: Redaktornia.com

Projekt okładki: ANNA ANGERMAN

Projekt graficzny: manukastudio.pl

Zdjęcia rodzin pochodzą ze zbiorów prywatnych

Konsultacja rozdziałów poświęconych zdrowiu: dr n. med. AGNIESZKA WROCZYŃSKA, Krajowy Ośrodek Medycyny Tropikalnej

Redakcja techniczna: MARIUSZ TELER

National Geographic i żółta ramka są zarejestrowanymi znakami towarowymi National Geographic Society.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych – również częściowe – tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.

© Copyright for the edition branded National Geographic Society

© 2013 National Geographic. All rights reserved

© 2013 Copyright for the text and photos Anna Olej-Kobus, Krzysztof Kobus

ISBN 978-83-7596-556-8

Gruner + Jahr Polska Sp. z o.o. & Co. Spółka Komandytowa

Licencjobiorca National Geographic Society

ul. Marynarska 15, 02-674 Warszawa

Dział handlowy: tel. 22 360 38 41–42, faks 22 360 38 49

Sprzedaż wysyłkowa:

Dział Obsługi Klienta, tel. 22 360 37 77

www.gjksiazki.pl

Konwersja: eLitera s.c.

Nota od wydawcy

Wydawca i autorzy dołożyli wszelkich starań, by informacje i porady zawarte w niniejszej książce były rzetelne i aktualne. Jednakże świat i przepisy się zmieniają, dlatego sprawdź przed wyjazdem, jak wygląda obecna sytuacja w miejscu, do którego się wybierasz. Jednocześnie pamiętaj, że wskazówki dotyczące zdrowia zawarte w niniejszej książce nie zastąpią profesjonalnej konsultacji medycznej.

W podróży zawsze bądź gotów na zmianę planów i miej świadomość, że wszystkiego przewidzieć się nie da! Pustynia Namib, Namibia.

Kilka słów na początek

Wstęp

Kiedy kocha się podróżowanie, trudno pozostać w domu tylko dlatego, że w rodzinie pojawiło się dziecko. A może wcale nie trzeba rezygnować z marzeń? Może po prostu nadal wyruszać na szlak, wzbogacając historię rodziny o wspólne przeżycia i doświadczenia? Mając wreszcie czas dla siebie nawzajem. Po ośmiu latach podróży bliższych i dalszych oraz przejechaniu kilkudziesięciu tysięcy kilometrów z dwójką dzieci jesteśmy przekonani, że warto wyruszać razem (choć czasem naprawdę nie jest łatwo!).

Podróżowanie z niemowlakiem, mimo że budzi najwięcej obaw, w gruncie rzeczy jest najprostsze. Malutki człowiek przyjmuje świat z zachwycającą otwartością, z godnością znosi zwiedzanie kolejnego muzeum, a do tego jest najszczęśliwszy, gdy ktoś się nim zajmuje (z czym nie ma problemów w podróży). Tak naprawdę każdy wiek jest dobry: dwulatek potrafi bawić się z rówieśnikami bez względu na różnice kulturowe i językowe, przedszkolak nieraz wprawi cię w zdumienie własnym widzeniem świata, dziesięciolatek zaś zaskoczy cię pytaniami i dociekliwością. Jeśli zatem zastanawiasz się, kiedy wyruszyć z rodziną w świat, być może warto to zrobić właśnie teraz, bo czas idealny po prostu nie istnieje. Jedni wyruszają szybciej, drudzy muszą dopiero odnaleźć się w sytuacji bycia rodzicami. Jednak wszyscy rodzice, których znamy, zgodnie twierdzą, że trudne chwile w czasie wyprawy zahartowały ich jako rodzinę. Że dzieci dorosły i stały się bardziej odpowiedzialne (na miarę swych lat!). Po części to zasługa podróży, po części też niewątpliwie czasu, który rodzice mogli poświęcić dzieciom podczas wyprawy. Jedna z mam po powrocie z półrocznym synkiem z Filipin wręcz stwierdziła, że wyjazd z dzieckiem powinien być obowiązkowym elementem urlopu macierzyńskiego, bo dopiero z dala od wszechobecnych „dobrych rad” poczuła się naprawdę mamą.

Niniejszy poradnik właściwie powinien się nazywać nie-poradnikiem, bo najlepiej wychowuje się cudze dzieci i zapewne też najprościej jest doradzać innym. Dzieląc się naszym doświadczeniem, mamy świadomość, że każde dziecko i każdy wyjazd są niepowtarzalne, dlatego potraktuj tę publikację jako inspirację do przygotowania własnych wyjazdów. Kto pyta, nie błądzi (a przynajmniej znacznie rzadziej), więc jeśli będziesz mieć pytania, zajrzyj na forum „Podróżowanie z dziećmi” na stronie www.travelbit.pl, gdzie polscy podróżnicy dzielą się doświadczeniami. A potem... wyrusz na własną wymarzoną wyprawę. Do zobaczenia na szlaku przygody!

Ahoj, przygodo! Dzieci cieszy każdy wyjazd, bo każde z odwiedzanych miejsc kryje w sobie obietnicę doskonałej zabawy. Wielki Szott, Tunezja.

Od autorów

Mieliśmy przestać podróżować. Bo dziecko plus podróże to równanie z tak wieloma niewiadomymi, że najlepiej jest zostać w domu. Tyle że zamiast kalkulacji zawsze woleliśmy intuicję, zatem po prostu żyliśmy dalej, robiąc to, co kochamy. Mieliśmy przestać podróżować, bo przecież niemowlaka ciągać po świecie nie należy. Wiadomo: konieczny jest stały rytm, przewidywalność i spokój. Tyle że gdy urodził się Michaś, kończyliśmy zdjęcia do kolejnych albumów o Polsce. Zostać w domu z dzieckiem? A może lepiej zabrać je w podróż? Okazało się, że wspólne jeżdżenie nie tylko jest możliwe, ale też niezwykle wzbogacające. A nawet podwójnie wzbogacające, gdy półtora roku później na świecie pojawił się Staś. Czy było warto? Po ośmiu latach nie mamy wątpliwości: dzięki temu, że podróżujemy razem, jesteśmy po prostu szczęśliwi. Bez naszych synków każdy wyjazd byłby uboższy o ich nieobecność. Dzięki nim stawał się niepowtarzalną przygodą. Czyż nie tego właśnie w życiu szukamy?

Podziękowania

Choć trudno w to uwierzyć, ale kiedy w 2007 roku szykowaliśmy się do pierwszej egzotycznej wyprawy z synkami, polski Internet poświęcony rodzinnemu podróżowaniu był pustynią. Z pomocą przyszli nam wtedy Małgorzata Szumilas (autorka Z dzieckiem po świecie), Patryk Wężowski (z żoną i niespełna rocznymi bliźniakami odbył podróż dookoła świata) oraz Łucja i Ernest Mikołajczukowie (których początkowo uważałam za nieodpowiedzialnych rodziców, ciągających dziecko po świecie). Dziś w Internecie znajdziesz dziesiątki stron poświęconych rodzinnemu wypoczynkowi i mnóstwo blogów rodziców opisujących swe wyjazdy – podanie wszystkich adresów nie było możliwe w tej publikacji, ale bardzo dziękujemy wszystkim, którzy przez lata dzielili się z nami swym doświadczeniem i pasją, a szczególnie rodzicom, których relacje zamieściliśmy w tej książce. Agnieszka Wroczyńska wielokrotnie spędzała długie godziny na wyjaśnianiu nam zawiłości medycyny podróży, dzięki czemu wiemy, czego jeszcze nie wiemy i gdzie szukać odpowiedzi. Jesteśmy też ogromnie wdzięczni Natalii Baranowskiej za twórczy wkład w opracowanie graficzne naszych książek: cześć pracy!

Po co podróżować z dzieckiem?

Egoizm czy wyraz miłości?

Wspólna podróż to prawdziwe wyzwanie!

W opowieściach o rodzinnych podróżach stale przewija się jeden motyw. To brak czasu nasz powszechny. Jednak podczas wyjazdu dzieje się coś dziwnego. Czas spowalnia, a my go nie gonimy. Wreszcie możemy na spokojnie poczytać, pogadać, pobawić się. Prawdę mówiąc, by ten stan osiągnąć, nie trzeba jechać na drugi koniec świata. Czasem wystarczy wyrwać się choćby kilka kilometrów od domu, na rowerową wycieczkę lub na spacer po lesie.

Stereotyp jest taki: gdy pojawi się dziecko, to koniec z wyjazdami, koniec z wolnością. Będziecie ciągle niewyspani, zarobieni praniem, sprzątaniem, przewijaniem i odechce się wam wszystkiego. A już na pewno wyjazdu. Mam wrażenie, że część osób, która to mówi, racjonalizuje w ten sposób swoje „poświęcenie dla dziecka”. Tymczasem dziecko poświęceń nie potrzebuje, bo przyjmuje świat taki, jaki mu damy, na wyjazdach zaś bywa... prościej. To prawda, że jadąc w podróż, będziemy niewyspani (ale tak samo jest w domu), nie wypoczniemy (jeśli wypoczynkiem jest dla nas leżenie na plaży), a maluszek może się rozchorować (choć by dostać zapalenia ucha lub biegunki, nie trzeba nigdzie wyjeżdżać). Za to na wyjeździe wiele domowych problemów po prostu odpada, dzięki czemu często łatwiej o dystans do siebie i cierpliwość do dziecka. To prawda, że z małym człowieczkiem nie wyruszymy na backpackerski tramping, trzeba zapomnieć o ambitnych programach (Indie w 3 tygodnie) i najtańszych hotelikach (za 2 dolary). Lecz w zamian dostajemy niepowtarzalną szansę bycia rodzicami. Możliwość pokazania naszemu dziecku, jak piękny i różnorodny jest świat, a od niego nauczenia się radości przeżywania każdej chwili.

Teraz Polska! Nim wyruszysz dalej, warto nauczyć się wspólnego podróżowania, a krótkie wypady w Polskę są do tego idealne.

Dla nas sprawa jest prosta: jeździmy razem, bo jesteśmy Rodziną. Dzieci są jej nieodłączną częścią. Oczywiście czasem chce się od nich odpocząć, czasem nawet trzeba się urwać tylko we dwoje, by przypomnieć sobie, dlaczego właściwie staliśmy się parą. Ale wyjazdy bez dzieci to często ogromna tęsknota. Telefony z końca świata i poczucie pustki. Dlatego warto podróżować razem. By historia naszej rodziny wzbogacała się o kolejne wspólne przeżycia. By mieć czas dla siebie – bo w podróży łatwiej jest nam być z dziećmi. Nie rozpraszać się domowymi obowiązkami, nie zadowalać zdawkowym kontaktem, tylko naprawdę być razem, a nie obok siebie. Obserwować nowe osiągnięcia naszego szkraba. Tłumaczyć mu, dlaczego Budda mieszka w Azji i po co słoniom trąby. Być w pełni rodzicami.

Tak zresztą traktują nas miejscowi: przestajemy być tylko maszynkami do wydawania pieniędzy, a stajemy się ludźmi. Do dziś wspominam rozmowy z azjatyckimi mamami, jak sobie radzą bez pieluszek i jak wychowują dzieci. Niektóre nasze problemy były im zupełnie obce (smoczek, nocnik, problemy z kładzeniem spać), ale z drugiej strony mogłam docenić, o ile prostsze (czasami!) mam życie. Poza tym nigdzie w Europie nasze pociechy nie dostaną takiej dawki miłości i życzliwości jak w dalekich krajach. Przy czym „daleki” jest pojęciem umownym, bo wystarczy wyjechać do Tunezji czy Maroka, by nasz maluch stał się obiektem adoracji! Czyż to nie wspaniałe, gdy wszyscy do naszego dziecka się uśmiechają, a ono dorasta w przekonaniu, że świat je kocha?

Oczywiście są też trudne chwile. Gdy maluch płacze, marudzi, jest nieznośny i co krok wyprowadza nas z równowagi swym zachowaniem. Gdy nie możemy się dogadać z partnerem, co w tej sytuacji robić, i zamiast rozmawiać, warczymy na siebie. Gdy mamy wszystkiego dosyć, marzymy o tym, by się wyspać, odpocząć, a tu mały człowieczek domaga się uwagi. Tyle że to wszystko trwa krótko, najczęściej następnego dnia nie pamiętamy już, co nas tak zdenerwowało. W domu wszak takie sytuacje też się zdarzają, za to na wyjeździe jako bonus mamy piękne krajobrazy i życzliwych ludzi. Pamiętam, jak po koszmarnej nocy w Birmie (chłopcy nie mogli się zdecydować, który z nich jest bardziej nieszczęśliwy) przepraszałam mieszkającego po sąsiedzku Francuza, że przez ich płacz nie mógł spać. Na co on powiedział, że nie ma sprawy, za to bardzo się martwi o chłopaków i jeśli tylko potrzebujemy jakichś leków, to wprawdzie on nie ma dla dzieci, ale może mógłby pomóc? Stanowczo nawet te trudne dni (i noce!) na wyprawie są łatwiejsze do przetrwania!

Bardzo często słyszy się: po co ciągnąć takie małe dziecko ze sobą, umęczysz się, a przecież ono nic z tego nie zapamięta! Problem takiego myślenia tkwi w naszym postrzeganiu świata, które nijak się ma do punktu widzenia dziecka. Przede wszystkim – czy żyjemy po to, by pamiętać? Zróbmy sobie rachunek sumienia. Co pamiętamy z poprzednich wakacji, sprzed dwóch lat, z wypraw, kiedy byliśmy nastolatkami? Niewiele. Mamy protezy w postaci zdjęć, filmów, notatek, ale nasza pamięć przechowuje pojedyncze obrazy czy historie, bardziej wrażenia, że było pięknie i byliśmy szczęśliwi, niż cały opis tego, co się zdarzyło. A jednak te zdarzenia, to, co przeżyliśmy podczas podróży, spotkania z ludźmi – to wszystko wpłynęło na nas, budując część naszej osobowości. I być może to samo podróże dają naszym dzieciom.

Dla malucha jeden dzień to jak dla nas tydzień. Tyle się przecież dzieje: i kałuże do zbadania, i gąsienica na drodze, i patyczek do rzucenia. Mam wrażenie, że dziecko wypuszczone na dwór nie potrafi się nudzić. Żyje w każdej minucie pełnią życia (no, może z wyjątkiem chwil, gdy bardzo chce mu się spać i nijak zasnąć nie umie albo za wcześnie się obudzi). Podczas gdy my usiłujemy uwiecznić każdą chwilę na zdjęciach czy filmach, ono istnieje tu i teraz. Ono właśnie teraz chce, byśmy mu poświęcili czas, byśmy razem z nim odkrywali świat. Myślę zatem, że dla dziecka nie ma większego znaczenia, że nie będzie pamiętać wyprawy w naszym rozumieniu. Będzie szczęśliwe, mając rodziców na własność, chlapiąc się w wodzie i budując zamki z piasku. Głaszcząc wielbłąda i bawiąc się z rówieśnikami o innym kolorze skóry. Odkrywając, że świat jest znacznie większy (i ciekawszy!) niż pokój z zabawkami.

Bardzo dobrze perspektywę widzenia świata przez dzieci oddaje opowieść Majki i Patryka Wężowskich, gdy wrócili do domu z dwumiesięcznej wyprawy samochodem do Timbuktu (Mali). Ich dwuletnie bliźniaki weszły do pokoju i wśród wielu wspaniałych zabawek edukacyjnych było im po prostu nudno! Za to gdy kilka dni później poszli na spacer do parku (chłopcy z samochodzikami, które towarzyszyły im w wyprawie), na widok piaskownicy pognali do niej pędem, zasypali koła aut piaskiem i radośnie wołając: „Brum, brum”, udawali, że jadą przez pustynię. Michałek (ponad 2 latka) z naszej azjatyckiej podróży przywiózł spory zapas słów. Pewnego razu usłyszałam, jak mówił do Stasia (9 miesięcy): „Siasu, miś Pompeń!”, Pompeń to Phnom Penh. Zapytałam go, co to jest Phnom Penh. Popatrzył na mnie, jakby to było oczywiste, i odpowiedział: „Bankok”. „ A co to Bankok?” – drążyłam dalej. „Pompeń” – odparł bez namysłu, nieco zdumiony, że mama niby taka mądra, a tak prostej rzeczy nie wie. W jego słowniku oznaczało to coś wspaniałego, super, świetnego. Zatem i miś, i kolejka, i pyszny deser – to wszystko było Pompeń. W sumie całkowicie się z nim zgadzamy: podróże naprawdę są super! Zwłaszcza gdy przeżywa się je razem!

Zdaniem rodziców

Malwina i Artur Flaczyńscy z Piotrem, Agnieszką i Alą

Malwina jest pedagogiem, Artur geografem i choć nie pracują w wyuczonych zawodach, to wykorzystują je jako inspirację. Znają się na ciekawych miejscach na świecie i na dzieciach, a rodzinne wędrówki to idealne połączenie ich pasji.

www.flaczynscy.art.pl

Po co wyjeżdżać z dziećmi? Powodów jest pewnie tyle, ile podróżujących rodzin, ale dla nas naprawdę istotne są trzy: Tego, co nasze dzieci przeżyją w podróży, nie da się zobaczyć nawet na największym ekranie telewizora. Rzeczywistości nie da się poznać, oglądając ją nawet w najlepszym programie podróżniczym czy przyrodniczym. Trzeba jej posmakować, doświadczyć, poczuć ją na własnej skórze. Czy będzie to rzeczywistość jesiennego spaceru po parku w deszczu, czy rzeczywistość obcego kraju.

Chcemy, aby nasze dzieci poznawały świat, a nie stereotypy na jego temat. Żeby od małego uczyły się otwartości i szacunku dla odmiennych kultur oraz tolerancji dla cudzych wartości i postaw. Tego nie osiągniemy, czytając im wierszyk o Murzynku Bambo. Dziecko, które poznaje innych ludzi (mówiących innym językiem, o innym kolorze skóry czy pochodzących z innego kręgu kulturowego), nie nabywa powszechnych, niestety, w naszym kraju ksenofobicznych przekonań typu „Cyganie to złodzieje”, a „Arabowie to brudasy”. Podróże uczą je innego spojrzenia na świat oraz autentycznego przeświadczenia, że wszyscy ludzie są równi, choć niektórzy tak bardzo różnią się od nas.

Wspólne podróże tworzą „wspólną przestrzeń” pamięci, doświadczeń i emocji dla całej rodziny. To coś, do czego można później odwołać się w sytuacjach kryzysowych, trudnych, a nawet traumatycznych. Budują i umacniają więź między członkami rodziny, która dla każdego człowieka jest podstawową i pierwszą relacją pomiędzy nim a światem zewnętrznym. Wspólna pasja podróżowania uczy nas otwartości wobec siebie i reszty świata, szacunku i wytrwałości – a te wartości, jakkolwiek patetycznie to zabrzmi, zawsze będą ważne.

Malwina Flaczyńska

Zamorskie kolonie a sprawa polska

Dlaczego w naszym kraju tak niechętnie podchodzi się do podróży z dzieckiem? Być może dlatego, że Polska nigdy nie posiadała kolonii. W Anglii czy we Francji było na porządku dziennym, że żona pakowała kufry, zabierała pociechy i przez kilka tygodni żeglowała do męża pracującego w indyjskiej czy kenijskiej faktorii. Po czym przez kilka miesięcy (lub lat) mieszkała w obcym kraju, wychowując dzieci i zajmując się prowadzeniem domu. W tym samym czasie jej polska rówieśniczka, nucąc patriotyczne pieśni, wyszywała na sztandarach „Bóg, Honor, Ojczyzna”, drżała o losy męża walczącego w kolejnym powstaniu i uczyła dzieci, że „Ojczyznę kochać trzeba i szanować”. Nie w głowie jej były fanaberie w postaci odkrywania obcych krajów, tam zresztą tak niebezpiecznie...

Dla tych birmańskich dzieci oglądanie ceremonii nowicjatu to wielka atrakcja. Ty masz dodatkowe zadanie nie zgubić dziecka w tłumie.

Za to po wojnie marzenie o dalekich podróżach można było urzeczywistniać na wczasach w Bułgarii lub w Jugosławii. Gdzie zatem mieliśmy się nauczyć rodzinnego podróżowania? Na szczęście dziś mamy mnóstwo możliwości, by wspólnie wyjeżdżać, z czego korzysta coraz więcej osób. Z drugiej strony rośnie nam pokolenie dzieci, które żeglują i jeżdżą na nartach, ale nigdy nie były na Mazurach ani w Tatrach. Fakt, ciepłe wody i doskonale przygotowane stoki z pewnością są atrakcyjniejsze od krajowej oferty, jednak warto pamiętać, że do odkrywania Polski wystarczy wolny weekend. Dzięki temu nie musimy rodzinnego podróżowania ograniczać do urlopu raz w roku. Natomiast prawdziwym wyzwaniem podczas wyjazdów jest zachowanie w dzieciach ich ciekawości świata. By nie stały się zbyt szybko zblazowane (co tam ryby w Akwarium Gdyńskim, widziałem lepsze w Morzu Czerwonym!) i potrafiły zrozumieć, że prawdziwy sens podróży nie sprowadza się do przemierzania kilometrów.

Zdaniem rodziców

Renata i Mariusz Jajeśniakowie z Martą (alias Diabełek Tasmański)

Po rocznej podróży dookoła świata z dwulatką niewiele rzeczy może ich zaskoczyć. Motto ich blogu „W pogoni za szczęściem” brzmi bardzo inspirująco: „Zadbaj za młodu o wspomnienia na starość”.

www.wpzs.pl

Czy wasze dziecko też bardzo „lubi” słowo „zaraz”? Wracamy z pracy w kiepskim nastroju, kran cieknie, ktoś zarysował nam samochód, żona obrażona, a córka od progu woła: „Tato! pobaw się ze mną! Mogę bajkę? Poczytaj mi książeczkę!”. No i odruchowo odpowiadamy ulubionym słowem na zet.

To właśnie Czas był najważniejszym powodem naszego wyjazdu. Poznanie, przygoda – wszytko to mieliśmy z tyłu głowy i budowało to całą naszą podróż – ale to o Czas chodziło przede wszystkim. Czas spędzony razem, Czas chwilami trudny (nigdy tego nie ukrywaliśmy), Czas poświęcony głównie tej Najważniejszej osobie, jaką z reguły jest nasz dzieciak. Z zakazem używania słów „zaraz” i „za chwilkę”, i to przez ROK. I nie jest to bycie weekendowe, nie jest to wykradanie godziny przed snem – kiedy wracamy z pracy, a maluch jeszcze jest na chodzie. Spędzając z dzieciakiem 24 godziny na dobę, mamy niesamowitą sposobność uczestniczenia w niemal każdej chwili rozwoju naszej pociechy, okazję do uczenia jej świata w najlepszy znany nam sposób. Bycie razem to poważna sprawa, którą należy sobie dobrze przemyśleć przed wyjazdem, po fakcie reklamacji się nie przyjmuje. I mimo że takie cudowne w trakcie podróży, to po powrocie ciężko wytłumaczyć – dlaczego tata musi iść do pracy. Nasz ulubiony tekst Marty: „Skolo potsebujemy pieniądze, to idź, tato, do bankomatu”...

Mariusz Jajeśniak

Kiedy w pierwszą podróż?

Kiedy poczujesz się pewniej w roli rodzica, a chęć wyprawy stanie się większa niż wątpliwości. Już z dwumiesięcznym malcem można zaplanować wspólną eskapadę w Polskę, z trzymiesięcznym malcem świat staje przed wami otworem. Wbrew pozorom niemowlaki to idealni towarzysze podróży. Madagaskar, Malta czy Mazury? Jest im wszystko jedno, byleby rodzice byli obok i brzuszek pełen (co przy karmieniu piersią jest dziecinnie proste). Dwulatek ma już swoje zdanie i przygotowując program wyjazdu, trzeba uwzględnić, że zwiedzanie muzeum czy kościoła jest dla niego znacznie mniej atrakcyjne niż rzucanie kamykami do potoku. Im starsze dziecko, tym więcej ciekawych rzeczy możecie razem robić.

Wyprawa do Legolandu czy Disneylandu to dla całej rodziny możliwość świetnej zabawy. Za to w Polsce czekają parki miniatur i dzikich zwierząt, rejsy statkiem po trawie i tajemnicze podziemia, inscenizacje bitew i dinozaury jak żywe. Dla dziecka każdy wyjazd to Wielka Wyprawa po Przygodę. Korzystaj z tego. Za kilka lat wybierze wyjazd z rówieśnikami pod namiot zamiast najwspanialszych (w naszym mniemaniu) wspólnych wakacji.

Podróżowanie z niepełnosprawnym dzieckiem

Czasem diagnoza jak wyrok, czasem nagły wypadek – każdy z nas może znaleźć się w sytuacji, gdy jego dziecko będzie wymagało szczególnej opieki i pomocy. Zwykle wtedy marzenia o podróżach przegrywają z rzeczywistością, bo trudno się wyrwać z codziennego trójkąta bermudzkiego: diagnozy – leczenia – rehabilitacji. Mimo to są rodziny podróżujące z niepełnosprawnymi dziećmi. Nie tylko po to, by obejrzeć kolejne ładne krajobrazy, lecz wzbudzić w dziecku wiarę w siebie i dodać jemu (i sobie) siły do walki z chorobą oraz przeżyć wspólną przygodę. W podejmowaniu decyzji niezwykle pomocny jest Internet, gdzie można spotkać innych rodziców niepełnosprawnych dzieci i uzyskać poradę w konkretnych problemach związanych z organizacją wyjazdu.

Zdaniem rodziców

Marta i Marek Piankowie z Ignasiem

Marta i Marek Piankowie wraz z dwuletnim Ignasiem wyruszyli w podróż samochodami terenowymi po Rumunii. Żartobliwie nazywają synka Kardiokosmitą, bo ilość energii potrzebnej do pokonania przeciwności losu musiała pochodzić z gwiazd!

www.ignacowo.pl

W sierpniu 2012 roku w składzie 9 zespołów: 18 „sztuk” dorosłych oraz 14 „sztuk” dzieciowych wyruszyliśmy do Rumunii samochodami terenowymi na wyprawę „Małolaty zdobywają Karpaty”. Celem wyjazdu (poza chęcią przeżycia przygody!) było pokonanie łuku Karpat Rumuńskich, udowodnienie, że podróżowanie z dziećmi – w tym z dzieckiem ze sprzężoną niepełnosprawnością – jest możliwe, a także pomoc w zebraniu pieniędzy na rehabilitację naszego synka. Ignacy urodził się w sierpniu 2010 roku z poważną wadą serca, niedosłuchem, obniżonym napięciem mięśniowym oraz zespołem wad wrodzonych. Podczas wyprawy tylko utwierdził nas w przekonaniu, że rokuje na globtrotera.

Wschód słońca nad Aleją Baobabów na Madagaskarze. Piękne widoki to tylko jeden z powodów, dla których porzuca się wygodę i wyrusza na szlak.

Okazało się, że spanie w namiocie, kąpiel w potokach górskich, testowanie wytrzymałości kaloszy w kałużach i we wciągającym błocie, schodzenie do jaskiń i podróże w nosidle to gwarancja pełni szczęścia na twarzy naszego dziecka. No i jeszcze te beczące stada owiec, muczące krowy uparcie licytujące się z nami o pierwszeństwo na drodze, pasterskie psy szczekające w niekoniecznie przyjaznym tonie – to dla Ignaca terapia logopedyczna marzenie! Ten wyjazd korzystnie wpłynął na rozwój naszego Kardiokosmity i naładował nas pozytywną energią.

Marta Pianko

Jak spojrzeć w oczy żyrafie? Z rocznym żyrafim maluchem nie ma problemu! Chętnie possie kciuk (to jakby włożyć palec do mokrego odkurzacza!). Farma w Namibii.

Samo życie

Z kilkumiesięcznego wyjazdu do Nigerii nie pamiętam zbyt wiele, choć miałam wtedy już 7 lat. Jakieś pojedyncze obrazy: ściana deszczu zbliżająca się do naszego domu, zapach oceanu. Przed wyruszeniem bardzo się martwiłam, czy będę rozumiała inne dzieci. Bo przecież one nawet śmiać się będą „po zagranicznemu”, czy więc zrozumiem, jak będą się śmiały? Za to na miejscu przeżyłam zaskoczenie: że dla mnie normą było zawstydzenie w kontaktach z obcymi. Spytać kogoś obcego na ulicy, która godzina? Może nie wypada... A tu widziałam, jak inne dzieci z rodzin przebywających na placówkach brały świat pełnymi garściami. Dla nich podejście do obcego człowieka i spytanie o coś nie było żadnym problemem. Zatem być może, jeżdżąc z dziećmi po świecie, jednocześnie przekazujemy im też tę otwartość na innych ludzi oraz uczymy je samodzielności w praktyce.

Minusy i plusy rodzinnej podróży

Krótka ściągawka, czego możesz się spodziewać po rodzinnym wyjeździe (i gotowych odpowiedzi na zastrzeżenia rodziny). Lojalnie uprzedzamy, że argumenty dobraliśmy nieco tendencyjnie, ale celem nie jest przekonywanie tych, którzy przekonać się nie chcą, a jedynie pokazanie różnych punktów widzenia. Aby odkryć te wszystkie plusy, wystarczy wyruszyć. Niekoniecznie na drugi koniec świata!

Minusy

Plusy

Maluch zapewne nic nie będzie pamiętać (na tyle, by o tym opowiedzieć).

To nieważne, że dziecko nie zapamięta. Wrażenia są dla niego znacznie cenniejsze niż obejrzenie zabytków, a zrelaksowani rodzice są wspaniałymi towarzyszami.

Ups – znowu jak w domu: prawie nie masz czasu dla siebie!

Za to macie czas na bycie razem (a nie obok) i bez codziennej rutyny nareszcie możecie w pełni być z dzieckiem. Poznać się w różnych sytuacjach i zaprzyjaźnić się.

Nie da się nocować w najtańszych hotelach, czasem trzeba też zrezygnować z lokalnego transportu na rzecz taksówek, co zwiększa koszty wyjazdu.

W wielu miejscach jesteście traktowani nie jak turyści, lecz jak rodzice, co pomaga przełamać bariery kulturowe.

Wreszcie możesz spojrzeć na świat oczami dziecka i zachwycić się drobiazgami: wspólne śledzenie wędrówki ślimaka po liściu jest okazją do inspirujących rozmów (i niezłej zabawy!).

Zapomnij o leniuchowaniu z książką na plaży! Twoja pociecha na pewno będzie chciała cię w coś zaangażować!

Podróż samolotem z ponaddwuletnim dzieckiem oznacza konieczność kupienia dla niego biletu (zniżkowego, ale często i tak drogiego), co może zrujnować rodzinny budżet.

Historia waszej rodziny wzbogaca się o wiele wspaniałych przeżyć, wspólne zaś rozwiązywanie trudnych sytuacji jest sprawdzianem dla związku i pomaga go cementować. A do wielu miejsc dotrzecie bez samolotu!

Gdy dziecko zachoruje, nie masz dostępu do swego lekarza i jesteście zdani na miejscową służbę medyczną.

Zwłaszcza w krajach pozaeuropejskich możesz liczyć na uśmiechy i życzliwość miejscowych ludzi, dzięki czemu twoja pociecha rośnie w poczuciu, że cały świat ją kocha! A na wypadek choroby wykup ubezpieczenie.

Trzeba zrezygnować z ambitnych tras zwiedzania (długie przejazdy, dużo miejsc do odwiedzenia) i odpuścić większość muzeów, co oznacza, że nie zobaczycie tyle, ile byście mogli (gdybyście byli sami).

Wprawdzie patrząc w przewodnik, chciałoby się wszystko zobaczyć, ale czasem lepiej posiedzieć w jednym miejscu, chłonąc jego atmosferę, niż pędzić w wakacyjnym maratonie. Jadąc z dzieckiem, masz znacznie więcej okazji, by po prostu żyć chwilą.

Gorszy dzień malucha i jego marudzenie jest dla was dodatkowym stresem, że jego płacze i krzyki przeszkadzają innym w urlopie.

Nawet jeśli twój maluszek jeszcze nie mówi, już chłonie inne języki, jeśli zaś uczy się obcego języka, może odkryć, że służy on do porozumiewania się i zabawy z rówieśnikami (a nie tylko do nauki!).

Malkontenci na pewno wydłużyliby tę listę, ale po co? Z całą pewnością łatwiej jest być z dzieckiem, mając w perspektywie kolejny ciekawy dzień niż rutynę!

Możesz pokazać dziecku różnorodność, bogactwo i piękno świata, a każdy wyjazd to dla twojej pociechy nowe bodźce, które wzbogacają jej wyobraźnię i wrażliwość!

Wolnooość! Dla dzieci podróż to przygoda: karmienie kur jest równie ekscytujące jak podglądanie słoni, a każda plaża i pustynia to obietnica doskonałej zabawy.

* * *

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

* * *

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Holandia. Mali podróżnicy w wielkim świecie Polska pełna przygód! Rodzinny przewodnik po niezwykłych miejscach Bali Podróżuj z dzieckiem Egipt Turcja