Poczwarka

Poczwarka

Autorzy: Dorota Terakowska

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Kategorie: Lektury szkolne

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

Ilość stron: 328

Cena książki papierowej: 34.90 zł

cena od: 23.50 zł

Adam i Ewa to młode, zamożne, wykształcone małżeństwo. Spełnieniem ich ambicji i planów na przyszłość ma stać się dziecko. Jednak jego narodziny okazują się ruiną, nie realizacją marzeń: dziewczynka ma zespół Downa w wyjątkowo ciężkiej postaci. Ewa - poprzez instynktowne poświęcenie - uczy się akceptować córkę, choć nie jest w stanie dotrzeć do jej świata. Adam, którego zawiedzione nadzieje zamieniły się w odrzucenie, coraz bardziej oddala się od rodziny. Nie ma pojęcia, że Marysia-Myszka - niezdolna do wypowiedzenia poprawnego zdania i wykonania sensownej w ludzkich oczach czynności - zrywa jabłka z rajskiego drzewa i rozmawia z Bogiem. Czy zdarzy się coś, co otworzy zatrzaśnięte między nimi drzwi? Być może klucz znajduje się w przeszłości... Książka Terakowskiej to poruszająca do głębi opowieść o tym, jak wiele - zbyt wiele - czasu trzeba często, by zrozumieć, że prawdziwa miłość nie stawia warunków, i o tym, jak trudno zburzyć mur obcości, który wyrósł niepostrzeżenie między człowiekiem a jego własnym dzieciństwem.

Wydawnictwo Literackie

Kraków 2013

Spis treści

Karta redakcyjna

Motto

W przeddzień

Opieka redakcja: MARIA ROLA

Korekta: HENRYKA SALAWA

Projekt okładki i stron tytułowych: WITOLD SIEMASZKIEWICZ

Zdjęcie na okładce: © Rainer Berg/Westend61/Corbis/Fotochannels

Redakcja techniczna: BOŻENA KORBUT

© Copyright by Katarzyna Nowak and Małgorzata Szumowska

© Copyright by Wydawnictwo Literackie, Kraków 2001

ISBN 978-83-08-05100-9

Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o.

ul. Długa 1, 31-147 Kraków

tel. (+48 12) 619 27 70

fax. (+48 12) 430 00 96

bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40

e-mail: ksiegarnia@wydawnictwoliterackie.pl

Księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl

Konwersja: eLitera s.c.

Mojej córce, Małgosi Szumowskiej,

dzięki której powstała ta książka

W PRZEDDZIEŃ

...wokół była ciemność. I wody. Gęste, ciepłe, śluzowate. Dziecko tańczyło wśród nich spokojne i bezpieczne, lekkie i zwinne. Chciało tak wiecznie tańczyć. Na zewnątrz czyhały liczne niebezpieczeństwa: potężna grawitacja, wielookie i obce spojrzenia, obojętność lub nadmiar współczucia. Dziecko wiedziało o tym, zanim wypłynęło na suchy, bezlitosny świat. Lecz było Darem Pana i nie mogło zostać tam, gdzie chciało. Pan rozdaje swoje dary, nawet te nie chciane. Nic nie zostawia dla siebie.

*

Gdy Adam zobaczył w szpitalu skośnie opadające fałdki nad oczami nowo narodzonej córeczki, skrzywił się zabawnie i spytał:

– Urodziłaś Azjatę? Moda na egzotykę?

– Nie żartuj. To niedobry żart – odparła Ewa.

– Co w nim złego? – zdziwił się, nie odrywając oczu od niemowlęcia. – Mógłbym też powiedzieć „mała Chinka”, „Mongołka” lub „Japonka”...

– Wszystko, byle nie mongołka – odparła Ewa i zagryzła usta. „Byle się nie rozpłakać. Jeszcze nie. Mogę się przecież mylić”, pomyślała z nadzieją.

– Czemu nie? – zdziwił się Adam. – Ma w sobie coś azjatyckiego. Gdybym ci nie ufał, tobym podejrzewał, że mnie zdradziłaś – zaśmiał się.

„Te jego żarty... Jak ja ich czasem nie cierpię”, myślała Ewa, zmuszając się do uśmiechu.

– Nie, tylko nie mały mongoł – powtórzyła błagalnie.

„Czy on naprawdę nigdy nie słyszał o mongolizmie? Czy naprawdę wie tylko, co to hossa, bessa, parkiet, lobbing, e-biznes? Czy słowo «down» kojarzy mu się wyłącznie ze spadkiem notowań na giełdzie? «Down» i «up» lub «Dow Jones»?”

– Odrobina azjatyckości jest nawet sexy u dziewczynki – zażartował tymczasem jej mąż.

– Boże... – westchnęła słabo Ewa. – Zaczekaj z tym komplementem, aż będzie miała piętnaście lat.

– Lolita miała dwanaście – zaśmiał się Adam, a jego śmiech odbił się echem od wykafelkowanych, lśniących ścian izolatki. Ewa się wzdrygnęła.

Rodziła w najdroższej prywatnej klinice, jaka była w mieście. Dziecko Adama musiało mieć wszystko, co najlepsze. Wprawdzie z założenia miało być synem. (Kiedyś będzie supergwiazdą informatyki i giełdy, cieszył się, zanim ujrzeli ten cudaczny obraz USG, w którym on dopatrzył się wyłącznie zdumiewającego chaosu, ona ujrzała jedynie malutkie bijące serce, ale doktor bezspornie określił płeć embriona). Ku zdumieniu Ewy Adam łatwo pogodził się z faktem, że to córka.

– Prestiżowa uczelnia, dobry mąż – nakreślił w czterech słowach przyszłość małej istotki, zanim jeszcze przyszła na świat. A teraz leżała tu, obok matki, i nad jej zamkniętymi oczkami wypiętrzały się dwie grube, skośne fałdki. Zbyt grube. Zbyt skośne.

– Wszystko, tylko nie mongolizm – wyszeptała Ewa do siebie, gdy Adam już opuścił izolatkę, pozostawiając po sobie mocny zapach markowej wody toaletowej, zmieszany z mdłymi, perfumowanymi wyziewami wielkiego bukietu róż.

Nie wiedziała prawie nic o mongolizmie, o odmianach i stopniach tej choroby, o możliwościach leczenia, znała tylko jej zewnętrzne objawy. I tym bardziej się bała.

*

Darami Pana są ziemia, niebo, dzień i noc, kwiaty i nasiona, drzewa, ptaki, myszy, węże, słonie, wichry, pioruny, tornada, wulkany – i ludzie. Darami Pana są też dzieci, gdy trzeba usprawiedliwić ich pojawienie się na ziemi.

...bo na początku Pan stworzył niebo i ziemię. Ziemia była niekształtna i oblana wodami. A w wodach tańczyło Dziecko. Nie ono jedno. I było tam ciemno, bezpiecznie, zacisznie. Tak powinno zostać. Ale Pan śpieszył się, czekało na niego mnóstwo fascynujących rzeczy do stwarzania, nieskończony trud i zaskakujące niespodzianki, więc powiedział szybko:

– Niech się stanie światłość...

I poprzez wody przeniknęła oślepiająca jasność, zmieniając je z ciemnych w przejrzyste.

– TO JEST DOBRE – powiedział Pan, z malutkim cieniem wątpliwości. Wątpliwości towarzyszyły mu zawsze. Pomyłki też. Doskonałość trafiała się rzadko.

– To jest straszne – pomyślało Dziecko, tracąc poczucie bezpieczeństwa. Pomimo że rozpaczliwie się broniło, musiało wypłynąć z zacisznych wód Matki w suchą, groźną i ociężałą światłość ziemi.

I był to przeddzień dnia pierwszego, a trwał ów przeddzień wiele długich lat.

*

– Czy siostra włoży je do flakonu? – spytała Ewa, wskazując na gigantyczny bukiet róż, lecz pielęgniarka pokręciła niechętnie głową:

– Za dużo tych kwiatów. Zbyt ostry zapach. Dziecko nabawi się alergii.

– To zostawmy trzy róże, a resztę dajmy biednym kobietom – zaproponowała.

– W tym szpitalu nie ma biednych kobiet. I po co biednym kobietom kwiaty? – odparła obojętnie pielęgniarka. – Wystawię je na korytarz.

Gdy ruszyła ku drzwiom z tym ogromnym bukietem róż („jak to pasuje do Adama”, myślała Ewa), zatrzymał ją cichy głos pacjentki:

– Siostro, proszę spojrzeć na moją córeczkę...

– Ładna, ładna, wiem. Najpiękniejsza. Wszystkie matki rodzą ósmy cud świata – uśmiechnęła się pobłażliwie pielęgniarka. W tej luksusowej klinice płacono jej także za komplementy wobec pacjentek i ich narodzonych dzieci.

– Nie. To nie tak... – szepnęła Ewa. – Proszę przyjrzeć się jej oczom.

– Mamy piękne oczka, co? – zaśmiała się kobieta, podchodząc ze znużeniem do niemowlęcia. Pod koniec całodobowego dyżuru nogi już jej nie niosły, a kaprysy pacjentek denerwowały.

– Mamy piękne oczka – wymamrotała rutynowo, ale wpatrując się uważnie w twarz maleńkiej istotki, powtórzyła wolniej: – Oczka... tak.

Ewa natychmiast usłyszała wahanie w głosie kobiety.

– Czy to... Czy siostra nie myśli... Ta fałdka... Czy siostra nie mogłaby... – bełkotała, pragnąc jednak nie zadać tego pytania i nigdy nie otrzymać odpowiedzi. Miała przeczucie, że ją zna, że nikogo nie musi pytać, bo to słowo i tak padnie. I już nie w beztroskich żartach, i nie w jej głowie. Padnie głośno, wyraźnie i – nieodwracalnie.

– Mamy dobrego pediatrę. Jutro do pani zajrzy – odparła wymijająco pielęgniarka. – Ale położnik ocenia, że dziecko ma siedem w skali Apgar. Niezły wynik! – dorzuciła ze sztucznym ożywieniem.

– Niezły – przyznała Ewa – lecz ta skala nie dotyczy psychiki – dodała szeptem, sama do siebie, gdyż pielęgniarka była już za drzwiami.

*

Sucho. Światłość w ciemności. Donośne, zgrzytliwe dźwięki. Zmiany barw. Niezliczone odcienie czerni. Zdumiewająca, przejrzysta, prawie kryształowa biel, rozdzierająca się spazmatycznie na siedem odcieni tęczy. Zaskakujące melodie słów i melodie ciszy. Huczący Głos, który przetacza się nad Stwarzanym jak odległy grzmot. Pytanie, skierowane nie wiadomo do kogo, na które nie oczekiwał odpowiedzi, choć tyle w nim było niepewności.

– TO JEST DOBRE...

Dziecko poczuło, że TO nie jest dobre. I że nie chce być dla nikogo Darem. Zapragnęło wrócić, ale powrotu nie było. To była podróż w jedną stronę. Długa podróż, gdyż długie było stwarzanie.

* * *

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

* * *

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Poczwarka Samotność Bogów Tam gdzie spadają Anioły W Krainie Kota Władca Lewawu Ono