Mario Balotelli: sekretny dziennik

Mario Balotelli: sekretny dziennik

Autorzy: Bruno Vincent

Wydawnictwo: Rebis

Kategorie: Sport

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

Ilość stron: 200

Cena książki papierowej: 24.90 zł

cena od: 22.41 zł

To nie jest prawdziwy dziennik Maria Balotellego

"On jest prawdziwym rockandrollowcem. Coś z Maria jest w każdym z nas - no, może nie w Garym Neville?u, ale we wszystkich pozostałych na pewno".

Noel Gallagher

Mario Balotelli jest znakomitym piłkarzem, który zyskał wielki rozgłos także dzięki swojemu ekscentrycznemu i ekstrawaganckiemu zachowaniu. Od odpalenia fajerwerków w łazience do sławnego problemu z włożeniem koszulki, ciągle jest o nim głośno w mediach.

Jego sekretny dziennik* dowodzi jednak, że serwisy informacyjne bynajmniej nie przekazują całej prawdy. Mario umieszcza wielki nadmuchiwany tyłek na dachu swojej posiadłości, prowadzi korespondencję z takimi sławami jak Jean-Claude Van Damme i Chuck Norris, ukrywa w piwnicy zbiegłego z Włoch Silvia Berlusconiego, patroluje ulice Manchesteru w stroju komiksowego superbohatera, próbuje zostać pierwszym piłkarzem na Księżycu... Krótko mówiąc, robi to, co robilibyśmy wszyscy, gdybyśmy mieli mnóstwo pieniędzy.

* Ale nie jest to prawdziwy dziennik Maria Balotellego

Polecamy również

Polecamy również

Patrick Barclay

MOURINHO. ANATOMIA ZWYCIĘZCY

Alex Fynn, Kevin Whitcher

ASRÈNAL.

JAK POWSTAŁ NOWOCZESNY SUPERKLUB

Paul Merson

JAK NIE BYĆ PROFESJONALNYM PIŁKARZEM

David Miller

HISTORIA IGRZYSK OLIMPIJSKICH I MKOL.

OD ATEN DO LONDYNU 1894-2012

Nota tłumacza z języka włoskiego

Niniejsza książka jest jakoby sekretnym dziennikiem powszechnie znanego piłkarza Premiership. Znalazł go jakiś obywatel (na ziemi obok najwyraźniej porzuconego maserati) i przekazał wydawcy, który się ze mną skontaktował i zaproponował przetłumaczenie zapisków. Czy to jest rzeczywiście prawdziwy dziennik sławnego Maria Balotellego czy też fałszywka – cóż, nie mnie to oceniać. Powiedzmy tylko tyle: mamy nadzieję, że was rozbawi. Mogę jedynie przeprosić signora Balotellego za to, że – ponieważ nie jestem zawodowym tłumaczem i właściwie po raz pierwszy wykonuję tego typu pracę – jego własne słowa wyraziłem w angielszczyźnie trochę staromodnej, właściwej przedstawicielom klasy średniej, typowej dla programów Radia 4. Dla ludzi, którzy znają go osobiście, może się to okazać niezbyt przekonujące. Jeśli chodzi o mnie, nigdy Balotellego nie spotkałem, ale po przeczytaniu tego wszystkiego, co za chwilę przeczytacie i wy, wiem, że naprawdę chciałbym go poznać.

BV

MARIO BALOTELLI PRÓBUJE SIĘ UBRAĆ

„Sun”, 18 marca 2011

MARIO BALOTELLI ZAMIESZANY W PRZYPADEK RZUCANIA STRZAŁKAMI

BBC News, 28 marca 2011

MARIO BALOTELLI POMAGA NĘKANEMU W SZKOLE FANOWI MANCHESTERU CITY

„Sun”, 10 maja 2011

W DOMU MARIA BALOTELLEGO WYBUCHŁ POŻAR, KIEDY PIŁKARZ ODPALAŁ FAJERWERKI PRZEZ OKNO

„Observer”, 22 października 2011

MARIO BALOTELLI BUDUJE W OGRODZIE TOR WYŚCIGOWY

„Daily Mail”, 31 października 2011

SZALONY MARIO BAWI SIĘ W ŚWIĘTEGO MIKOŁAJA

Eurosport, 19 grudnia 2011

31 sierpnia

To było kilka trudnych tygodni. Gazety komentowały wszystko, co robiłem, no i ogólnie miałem mnóstwo kłopotów. Mino, mój agent piłkarski, powiedział mi, że potrzebuję na krótki czas „menedżera kryzysowego” i pijarowca, przynajmniej dopóki nie zapanuje spokój. Przedstawił mnie niejakiemu Gerry’emu, który miał się zająć całą moją pozasportową działalnością w Anglii – telewizją, reklamami i podobnymi propozycjami. Nagle okazało się, że jest ich mnóstwo, prawdopodobnie dlatego, że tak często pojawiałem się w gazetach.

Gerry zatelefonował do mnie z samego rana; właściwie jeszcze na dobre się nie obudziłem i tylko łaziłem bez celu po kuchni. Jego głos brzmiał całkiem przyjaźnie, ale było w nim coś dziwnego, tak jakby Gerry był... zestresowany.

– Mario! – zawołał. – Jak się masz?

– Doskonale – odparłem. – A ty?

– Ja, hm, wspaniale. Posłuchaj, Mario, dostałem cynk od pewnego kumpla z gazety. Wygląda na to, że będziemy musieli się zmierzyć z kolejną głupią historią. Przykro mi, że muszę ci o tym mówić.

Westchnąłem.

– O co chodzi tym razem?

– Och, to jest chyba jeszcze bardziej szalone niż zwykle! Chyba któryś z twoich kumpli z zespołu powiedział, że wczoraj wieczorem była u ciebie wielka impreza i razem zamocowaliście na dachu – jak to się nazywa? – nadmuchiwany pałac. Wiesz, taki, jakie widuje się na imprezach u dzieci.

– O mój Boże! – zawołałem i roześmiałem się.

Nie mogłem uwierzyć, że angielskim gazetom wolno publikować takie bzdury. Otworzyłem drzwi kuchenne i wyszedłem na dwór.

– No właśnie. – Teraz westchnął Gerry. – I posłuchaj tylko. Facet twierdzi, że to taki „specjalny” nadmuchiwany zamek, na imprezy dla dorosłych. Ma kształt wielkich pośladków. Głupie, co? Wygląda jednak na to, że właśnie zmierzają do ciebie paparazzi, żeby zrobić zdjęcia. Któryś mógł nawet wynająć helikopter. Chcę cię ostrzec, że zaraz u ciebie będą. Oczywiście kiedy dotrą na miejsce, zobaczą, że to wszystko nieprawda, i odjadą. Strata czasu, co? – Gerry roześmiał się, ale był to dziwny, nerwowy i piskliwy chichot.

– Tak – powiedziałem spokojnie i popatrzyłem na dach. – Rzeczywiście cała ta historia jest bardzo zabawna. Dziękuję ci, Gerry, za ostrzeżenie. Do zoba...

– Bo widzisz, Mario, takiego właśnie zachowania musimy obecnie unikać.

– Tak, tak – odparłem ze zniecierpliwieniem. – Muszę już kończyć. Eee... mleczarz dzwoni do drzwi.

– Nic nie sły...

– Do widzenia – powiedziałem i rozłączyłem się. – RAFFAELLA!

Podeszła z zapuchniętymi oczami do okna sypialni.

– O co chodzi? Czemu krzyczysz?

– Słyszysz może warkot helikoptera?

– Tak głośno wrzeszczysz, że nie słyszę niczego innego!

– Zejdź szybko na dół – powiedziałem. – Mamy robotę!

Szybko wróciłem do kuchni po nóż do mięsa, a potem pobiegłem do garażu po drabinę. Na dach mogłem się dostać jedynie z frontowej ściany domu, więc ustawiłem drabinę na werandzie. Przez cały czas zerkałem na ulicę za żywopłotem, oczekując pojawienia się paparazzich. Za każdym razem kiedy się odwracałem, drabina niebezpiecznie się chybotała. Raffaella bynajmniej nie pomagała, zarzucając mnie z dołu bezustannymi pytaniami.

– Nie wiem! – powtarzałem, starając się nie stracić równowagi. – Nie pamiętam! Przestań mnie wypytywać! Głowa mnie boli!

Kiedy odciąłem sznury mocujące obiekt na dachu, pałac zsunął się na dół i ze zgrzytem upadł na żwirowany podjazd. Złażenie z powrotem po drabinie wydało mi się stratą czasu, więc skoczyłem pomiędzy miękkie fałdy różowego PCW. Na nieszczęście Raffaella, która tymczasem poszła do kuchni po drugi nóż, w tym samym momencie wyszła z domu i zobaczyła, jak z nogami uniesionymi do góry miotam się wśród chrzęszczącego plastiku, bezskutecznie próbując się wydostać. Pomogła mi się uwolnić i popatrzyła na mnie z rozpaczą.

– To nie czas na głupie zabawy – powiedziała.

– Przecież tylko zeskoczyłem z drabiny! – odparłem.

Przewróciła oczyma.

– Pewnie.

Przystąpiliśmy do pracy. Wycinaliśmy dziury w pałacu w kształcie tyłka i siekaliśmy go na drobne wstęgi. Następnie zaczęliśmy po nim skakać, żeby wyleciały z niego resztki powietrza. W trakcie tego wszystkiego Raffaella znieruchomiała i zapytała:

– Czy wiesz, że każdy psychoanalityk powiedziałby, że wykonujemy czynności, które mogą nas zakwalifikować do grona zboczeńców?

– Później – odparłem. – Później o tym pogadamy. Posłuchaj! Samochody!

Zaciągnęliśmy zwiotczały pałac za dom w tym samym momencie, w którym na ulicy pojawiły się samochody. Pośladki nie miały już powietrza, ale wciąż były wielką kupą plastiku, ciężką i trudną do przenoszenia z miejsca na miejsce. Znowu zadzwonił mój telefon. Gerry.

– Doszedłem do wniosku, że twój głos brzmiał trochę dziwnie – powiedział. – Chciałem tylko sprawdzić, czy dobrze się czujesz. Może potrzebujesz ode mnie jakiejś pomocy?

– Nie! Czuję się znakomicie!

– A jednak sprawiasz wrażenie zdenerwowanego, Mario.

– Tak, bo jestem zdenerwowany – odparłem, naprędce coś wymyślając. W czymś takim jestem bardzo dobry. – Właśnie jem omlet.

– Jesteś zdenerwowany, bo jesz omlet?

– Tak! Z szesnastu jajek!

( – Nie wierzę, że właśnie wbijam nóż prosto w dupę – powiedziała Raffaella tuż obok mnie.)

– Ktoś coś powiedział o dupie?

– Ona mówiła po włosku! Rozumiesz włoski język? – Jeśli tak, na przyszłość będę ostrożniejszy.

– Ona mówiła po angielsku, Mario.

– To sprawa bardzo osobista, Gerry. Właściwie o co mnie podejrzewasz? – Tak naprawdę byłem lekko oburzony, że nie uwierzył w moją opowieść o omlecie.

– Dbanie o ciebie to mój obowiązek, a szczerze mówiąc, masz taki głos jak uczeń, który coś przeskrobał. Ale chyba taki jesteś zawsze, co? Niemniej muszę wiedzieć, czy nie zbliża się znowu jakaś katastrofa.

– Nie ma mowy o żadnej katastrofie, Gerry. Jestem bystrym facetem, rozumiesz? Nadmuchiwany pałac w kształcie pośladków został już podarty na strzępy, zaraz go schowamy, więc o nic nie musisz się martwić.

– Słodki Jezu w kołysce – powiedział Gerry i rozłączył się.

Teraz już docierały do mnie wyraźne hałasy sprzed domu. Zaciągnęliśmy z Raffaellą kolorowy plastik na skraj basenu i wrzuciliśmy go do środka. Unosił się na wodzie jaskrawy jak promień słońca. Widoczny byłby na pewno nawet z przestrzeni kosmicznej, a co dopiero z nisko latającego helikoptera. Nagle doznałem kolejnego olśnienia. Złapałem jakieś ubrania, które suszyły się na sznurkach (Raffaella nie lubi wywieszać prania na dworze, ale mama z kolei nie uznaje suszenia w środku, a ona nigdy się nie myli w tego typu sprawach), i rzuciłem je na oklapły pałac.

– Wspaniale – powiedziała Raffaella. – Teraz wygląda to tak, jakby po naszym basenie pływał wielki tort Pawłowej w kształcie dupy. A to już nie jest dziwaczne.

Wyciągnęliśmy więc trochę ciężkich przedmiotów z szopy: nożyce ogrodowe, donice, siekierę i pudła z zapasowymi dachówkami. Rzuciliśmy je na plastik, ale tylko go trochę powgniatały i opadły na dno, gdy tymczasem jaskrawe pośladki wciąż majestatycznie pływały na wodzie. Wreszcie, wyczerpany, wymyśliłem kolejny plan. Pociągnąłem czterokołową benzynową kosiarkę do trawy na skraj deski do skakania i wepchnąłem ją do wody; przy tej okazji o mały włos sam do niej nie wpadłem. Kosiarka tonęła powoli, wypychając do góry bąbelki powietrza, na co patrzyłem z deski, z której zazwyczaj skakałem do wody.

Wróciłem do domu, przysięgając sobie, że teraz zjem obfite śniadanie. Mój kucharz Arturo z radością zabrał się do pracy.

– To śmieci – powiedział, wyglądając przez okno na dziennikarzy i fotografów.

Uważał, że powinien zaprezentować mi swoją opinię na każdy temat.

– Zwierzęta – dodał i splunął.

– Nie pluj, Arturo – zareagowałem. – I dodaj do omleta jeszcze trzy jajka.

Zadzwonił mój telefon.

– Sympatyczna robota – usłyszałem Gerry’ego. – Włącz telewizor – dodał i rozłączył się.

Włączyliśmy telewizor i nastawiliśmy całodobowy kanał nadający wiadomości. Po chwili przełączyliśmy na następny. I jeszcze jeden. Na każdym pokazywano dom. Mój dom. Na jego dachu widoczne były dwa słowa namazane literami o wysokości dwudziestu stóp: MIŁOŚNIK DOSIADANIA.

– Co to znaczy? – zapytał nas Arturo.

Raffaella i ja popatrzeliśmy po sobie i wzruszyliśmy ramionami.

5 września

Pogoda w Anglii zupełnie nie ma sensu: przez całe lato padał deszcz (a ja właśnie wtedy starałem się jak najczęściej przebywać poza domem), po czym, kiedy powinna się zacząć jesień, zaatakowała nas niewiarygodna fala gorąca. Przy takich temperaturach trudno jest spać i tego popołudnia próbowałem się relaksować, oglądając w telewizji Morderstwa w Midsomer, kiedy zadzwonił dzwonek przy drzwiach.

Otworzyłem je i zobaczyłam jakiegoś Anglika, którego nie rozpoznałem.

– Mario! – zawołał. – Zdecydowaliśmy się skorzystać z twojej propozycji.

Nie chciałem być niegrzeczny, musiałem jednak dokładniej się mu przyjrzeć, żeby sobie przypomnieć, o czym mówi. Za ramię trzymała go mała dziewczynka. Miała około sześciu lat i ubrana była w kostium kąpielowy. Z kolei dziewczynkę trzymał za rękę jeszcze mniejszy chłopiec, a chłopca – następna dziewczynka, najmłodsza z trójki dzieci. Wszystkie były w kostiumach kąpielowych.

– Jestem David, twój sąsiad – powiedział mężczyzna. Jego twarz natychmiast pokrył grymas zniecierpliwienia. – Latem powiedziałeś mi, że moje dzieci mogłyby się pobawić w twoim basenie...

– Ach, oczywiście...

– To było wtedy, kiedy oddałem ci granat, który wrzuciłeś do mojego ogrodu.

– To była tylko replika...

– I zaraz po tym, jak znalazłem cię śpiącego na moim trawniku. Pamiętasz, przejechałeś kosiarką przez Ostatnią wieczerzę da Vinci, którą ukształtowałem z roślinności ogrodowej?

– Tak.

– A pracowałem nad tym przez siedem lat.

– Tak.

– Dzień przed przybyciem ekipy telewizyjnej z Salzburga, która przygotowywała godzinny film dokumentalny o tobie.

– Jak mógłbym zapomnieć?

– Właśnie wtedy powiedziałeś, że moje dzieci mogą o każdej porze korzystać z twojego basenu.

– Tak, ale widzisz, właśnie zamierzam wyjść z domu – odparłem.

David popatrzył na mnie z niedowierzaniem. Podążyłem za jego wzrokiem i zdałem sobie sprawę, że ubrany jestem w szlafrok z monogramem, spodnie od pidżamy, puszyste kapcie z wizerunkiem Kermita, a w ręce trzymam pilot od telewizora.

– To znaczy, właściwie powinieneś zatelefonować i sprawdzić, czy ta pora akurat mi odpowiada – dodałem.

– Zatelefonowałem i rozmawiałem z Raffaellą. Powiedziała, że możemy przyjść.

– Cóż, chyba tego nie przemyślała – powiedziałem przez zaciśnięte zęby, bardziej do siebie samego niż do Davida.

Widziałem, że mój sąsiad jest coraz bardziej rozgniewany, a jego dzieci zaczynają już pochlipywać.

David patrzył na mnie jeszcze przez chwilę, po czym ruszył w bok, żeby obejść mój dom.

– Nie powinieneś tam chodzić! – krzyknąłem i pobiegłem za nim.

– Nic mnie to nie obchodzi – odparł, nawet się za mną nie oglądając. – Obiecałem dzieciom, że popływają w basenie. Ty także im to obiecałeś, a więc moje dzieci teraz będą pływać.

– Chciałem tylko powiedzieć, że basen jest nieczynny!

– Nie wierzę ci – warknął, nie zwalniając.

Ponieważ go nie prowadziłem, nie potrafił znaleźć drogi na basen pomiędzy licznymi przybudówkami, szopami i garażami, więc do reszty stracił cierpliwość.

– Po co ci tyle samochodów? – zawołał, a jego twarz przybrała zabawny purpurowy odcień.

Wzruszyłem ramionami.

– Do zabawy. Rozumiecie to, dzieci?

Pokiwały głowami w zupełnym milczeniu. Chyba trochę się bały rozzłoszczonego taty. W kącikach jego ust zaczęły się gromadzić kropelki śliny.

– Czy to jest naprawdę twój traktor? – zapytała mnie najmniejsza dziewczynka.

– Tak – odparłem. – A jeśli chcesz, możesz się nim przejechać.

– Moje dzieci nie będą jeździć traktorami – wtrącił się ich ojciec. – Nie są do tego odpowiednio ubrane. Są ubrane do kąpieli...

W końcu znalazł właściwą ścieżkę i skierował się do ogrodu. Zaskoczył Raffaellę, która właśnie wystawiała na dwór krzesła ogrodowe.

– O, jesteś już! – powiedziała z uśmiechem. – Przyszedłeś wcześniej, niż się spodziewałam!

Popatrzyła na basen. To samo zrobił David.

– Co to jest, tatusiu? – zapytała starsza dziewczynka.

– No właśnie, tato, co to jest? – spytał chłopiec.

David przez chwilę wpatrywał się w basen, a potem głośno odchrząknął. Spodziewając się jego pytań, zamierzałem mu powiedzieć, że to, na co się gapi, jest wielką nadmuchiwaną dupą, która została przebita i zatopiona w basenie razem z nożycami ogrodowymi, siekierą i kosiarką do trawy – tą mechaniczną, którą David ostatnio widział na własnym wypielęgnowanym trawniku.

– Nie patrz na to, kochanie – powiedział do najstarszej córki.

Zakrył dłonią jej oczy, a pozostałą dwójkę dzieci przygarnął do siebie ramieniem.

– No, ale co to jest? – dociekała dziewczynka.

– Facet, rzeczywiście ludzie gadają o tobie prawdę – odezwał się David. – Jeden Bóg wie, co jeszcze tutaj wymyślisz.

Najwyraźniej to było wszystko, co w tej chwili potrafił powiedzieć. Odprowadzając dzieci, drżał z wściekłości. Kiedy razem z nimi znikał za rogiem mojego domu, podeszła do mnie Raffaella. Jeszcze przez chwilę wspólnie oglądaliśmy ich plecy.

– Zapomniałam – powiedziała. – Przepraszam.

– Nie wiem, co on sobie teraz myśli – odparłem. – W każdym razie zapewne wygląda to nieco dziwnie.

Oboje popatrzeliśmy na basen.

– Obiecałem dzieciom, że przejadą się traktorem – powiedziałem.

– Dobry pomysł – zgodziła się Raffaella. – Tylko na miłość boską, nie wjeżdżaj do ich ogrodu bez zapowiedzi. Zadzwonię do jego żony, powiem, że zaszło nieporozumienie i jakoś im to wynagrodzimy.

Pocałowałem ją, po czym zająłem się poszukiwaniem kogoś, kto opanuje sytuację w basenie. Uznałem, że Gerry na pewno zna kogoś, kto sobie z tym poradzi cicho i skutecznie. Nigdy nie zdołam się nadziwić, jak szybko proste sytuacje zamieniają się w katastrofy. Gdyby wszyscy mieli tyle pieniędzy, ile mam ja, przydarzałoby się to wszystkim, bez przerwy.

15 września

Drogi Mario,

spodobał mi się twój list, uwielbiam twoje pomysły, kocham cię. Pod wieloma względami. Chcę z tobą pracować. Chcę, żebyśmy pracowali razem! Żeby tak się stało, porozmawiam z moim producentem, zobaczę, czy to można załatwić, dobrze? Ale jeśli chodzi o mnie, aktualnie nie chcą, żebym robił więcej filmów. Może razem to zmienimy.

Oto, co mi się podoba: twój pomysł polega na tym, że jestem instruktorem narciarstwa, który wpadł w kłopoty. Przystojnym instruktorem narciarstwa, który wzbudza zainteresowanie kobiet. Potem ważny szpieg umiera na stoku (może język przywiera mu do zamarzniętego słupa, kiedy trenuje pocałunki – to często się zdarza!) i pozostawia w moich rękach ważną wiadomość. Potem odkrywam, że muszę się udać na biegun północny, żeby skopać ci tyłek. Czy raczej tyłek odtwarzanej przez ciebie postaci.

Nie jestem do końca pewien, dlaczego międzynarodowy łajdak (grany przez ciebie) ma identycznego brata bliźniaka, który robi międzynarodową karierę w piłce nożnej. Nie rozumiem też, dlaczego postać, którą gram, ma zostać pobita i przez Maria Balotellego piłkarza, i przez Maria Balotellego złego milionera, który mieszka na biegunie północnym. Doświadczenie podpowiada mi raczej, że te postaci (mimo że są bliźniakami, identycznymi bliźniakami, identycznymi złymi bliźniakami) powinny mieć różne imiona. A także, że ich nazwiska nie powinny brzmieć tak, jak twoje prawdziwe nazwisko. W rzeczy samej może to postać, którą ja gram, powinna pobić ich obu w imię pokoju na świecie?!???

Daj mi znać, co o tym myślisz.

Jean-Claude Van Damme

Limoges (Zazwyczaj Bruksela, ale jestem na wakacjach – tutaj mi przekazano list. Jeśli będziesz chciał odpowiedzieć, pisz do Brukseli. Nie do Limoges.)

20 września

Tego popołudnia znowu zadzwonił Gerry.

– Mario! – zawołał wesoło. – Jak się masz?

– Jestem trochę zajęty – odparłem. – Przygotowuję wielkie fajerwerki.

Wybuchnął śmiechem.

– Oczywiście, oczywiście. Przeogromne, jak mniemam.

Zdawszy sobie sprawę, że nie da mi spokoju, strzepnąłem z rąk proch strzelniczy i usiadłem.

– O co chodzi? – zapytałem.

– O Nintendo. Chcą, żebyś nakręcił reklamę telewizyjną ich nowej wersji Mario Kart. Ha!

– Ha – powtórzyłem, nie bardzo wiedząc, co Gerry widzi w tym śmiesznego. – A co mam zrobić?

– Widzisz, nie jestem pewien, czy w ogóle powinieneś się do tego zabierać. W końcu, Mario, jesteś...

– Kim?

– Cóż, jesteś...

– O co ci chodzi? Uwielbiam Mario Kart.

– Tak, wiem...

– I mam pseudonim Super Mario.

– Tak, Mario, synu, ale (najsłodszy Jezu Chryste, czy ta rozmowa musi być taka skomplikowana?) myślałem, że z twoją przeszłością za kółkiem nie będziesz dla całego świata najlepszym przykładem doskonałego kierowcy.

– Gerry! Obraziłeś mnie.

– Och, daj spokój, Mario. Gdzie stoi obecnie twój samochód?

– Który?

– Ten, z którego ostatnio wysiadłeś.

Podszedłem do okna i wyjrzałem na zewnątrz. Nie wiedziałem, co odpowiedzieć Gerry’emu.

– Na pewno widzisz swój samochód?

– Oczywiście, że go widzę – odpowiedziałem chłodno.

– Dobrze. Daję pięćdziesiąt funciaków, że albo przebiłeś nim jeden z twoich eleganckich żywopłotów, albo przeorałeś nowy klomb.

Żeby być zupełnie szczerym – nie mogłem dostrzec przez okno, czy wielką bruzdę na środku trawnika wyżłobiły koła mojego samochodu, który unieruchomiłem, zaciągając kiepski hamulec ręczny, i czy przypadkowo zaparkowałem auto na nowym klombie w kształcie rzęsy, stworzonym przez pretensjonalnego architekta krajobrazu, którego niedawno wynajęła Raffaella. Postanowiłem więc zmienić temat rozmowy.

– Ile forsy chcą mi dać?

– Pięćdziesiąt tysięcy za dwa dni zdjęciowe.

– Doskonale – powiedziałem, zauważywszy powierzchowne zadrapania na karoserii maserati. – O ile dostanę specjalny Mario Kart, żeby sobie nim pojeździć po mieście. Będzie dobra zabawa.

– Jasne, ale będziesz ich potrzebował pewnie z pół tuzina, jeżeli ten rodzaj reklamy na mieście miałby trwać dłużej niż dobę. Jesteś pewien, że tego chcesz?

– Absolutnie.

– Cóż, twój problem. – Gerry westchnął i kiedy już miałem odłożyć słuchawkę, dodał po cichu: – I pewnie jeszcze kilku innych ludzi...

Ciąg dalszy w wersji pełnej

22 września

Dostępne w wersji pełnej

27 września

Dostępne w wersji pełnej

5 października

Dostępne w wersji pełnej

9 października

Dostępne w wersji pełnej

11 października

Dostępne w wersji pełnej

13 października

Dostępne w wersji pełnej

14 października

Dostępne w wersji pełnej

15 października

Dostępne w wersji pełnej

16 października

Dostępne w wersji pełnej

17 października

Dostępne w wersji pełnej

20 października

Dostępne w wersji pełnej

22 października

Dostępne w wersji pełnej

25 października

Dostępne w wersji pełnej

26 października

Dostępne w wersji pełnej

27 października

Dostępne w wersji pełnej

28 października

Dostępne w wersji pełnej

29 października

Dostępne w wersji pełnej

1 listopada

Dostępne w wersji pełnej

2 listopada

Dostępne w wersji pełnej

3 listopada

Dostępne w wersji pełnej

4 listopada

Dostępne w wersji pełnej

5 listopada

Dostępne w wersji pełnej

7 listopada

Dostępne w wersji pełnej

8 listopada

Dostępne w wersji pełnej

9 listopada

Dostępne w wersji pełnej

11 listopada

Dostępne w wersji pełnej

15 listopada

Dostępne w wersji pełnej

18 listopada

Dostępne w wersji pełnej

19 listopada

Dostępne w wersji pełnej

20 listopada

Dostępne w wersji pełnej

24 listopada

Dostępne w wersji pełnej

29 listopada

Dostępne w wersji pełnej

10 grudnia

Dostępne w wersji pełnej

14 grudnia

Dostępne w wersji pełnej

18 grudnia

Dostępne w wersji pełnej

2 lutego

Dostępne w wersji pełnej

9 stycznia

Dostępne w wersji pełnej

12 stycznia

Dostępne w wersji pełnej

15 stycznia

Dostępne w wersji pełnej

17 stycznia

Dostępne w wersji pełnej

18 stycznia

Dostępne w wersji pełnej

24 stycznia

Dostępne w wersji pełnej

28 stycznia

Dostępne w wersji pełnej

2 lutego

Dostępne w wersji pełnej

5 lutego

Dostępne w wersji pełnej

8 lutego

Dostępne w wersji pełnej

12 lutego

Dostępne w wersji pełnej

15 lutego

Dostępne w wersji pełnej

20 lutego

Dostępne w wersji pełnej

25 lutego

Dostępne w wersji pełnej

1 marca

Dostępne w wersji pełnej

4 marca

Dostępne w wersji pełnej

7 marca

Dostępne w wersji pełnej

11 marca

Dostępne w wersji pełnej

17 marca

Dostępne w wersji pełnej

21 marca

Dostępne w wersji pełnej

28 marca

Dostępne w wersji pełnej

2 kwietnia

Dostępne w wersji pełnej

5 kwietnia

Dostępne w wersji pełnej

9 kwietnia

Dostępne w wersji pełnej

13 kwietnia

Dostępne w wersji pełnej

16 kwietnia

Dostępne w wersji pełnej

30 kwietnia

Dostępne w wersji pełnej

1 maja

Dostępne w wersji pełnej

9 maja

Dostępne w wersji pełnej

10 maja

Dostępne w wersji pełnej

12 maja

Dostępne w wersji pełnej

Część I. Przyśpiewka kibiców

Dostępne w wersji pełnej

W sprzedaży

Dostępne w wersji pełnej

Mario Balotelli: Sekretny dziennik

Spis treści

Okładka

Karta tytułowa

Polecamy również

Nota tłumacza z języka włoskiego

Dedykacja

31 sierpnia

5 września

15 września

20 września

22 września

27 września

5 października

9 października

11 października

13 października

14 października

15 października

16 października

17 października

20 października

22 października

25 października

26 października

27 października

28 października

29 października

1 listopada

2 listopada

3 listopada

4 listopada

5 listopada

7 listopada

8 listopada

9 listopada

11 listopada

15 listopada

18 listopada

19 listopada

20 listopada

24 listopada

29 listopada

10 grudnia

14 grudnia

18 grudnia

2 lutego

9 stycznia

12 stycznia

15 stycznia

17 stycznia

18 stycznia

24 stycznia

28 stycznia

2 lutego

5 lutego

8 lutego

12 lutego

15 lutego

20 lutego

25 lutego

1 marca

4 marca

7 marca

11 marca

17 marca

21 marca

28 marca

2 kwietnia

5 kwietnia

9 kwietnia

13 kwietnia

16 kwietnia

30 kwietnia

1 maja

9 maja

10 maja

12 maja

I. Przyśpiewka kibiców

W sprzedaży

Karta redakcyjna

Tytuł oryginału

The Secret Diary of Mario Balotelli

Copyright © Bruno Vincent 2012

All rights reserved

Copyright © for the Polish e-book edition by REBIS Publishing House Ltd., Poznań 2013

Informacja o zabezpieczeniach

W celu ochrony autorskich praw majątkowych przed prawnie niedozwolonym utrwalaniem, zwielokrotnianiem i rozpowszechnianiem każdy egzemplarz książki został cyfrowo zabezpieczony. Usuwanie lub zmiana zabezpieczeń stanowi naruszenie prawa.

Redaktor: Krzysztof Tropiło

Projekt i opracowanie graficzne okładki: Zbigniew Mielnik

Fotografia na okładce

© Getty Images/Flash Press Media

Wydanie I e-book

(opracowane na podstawie wydania książkowego:

Mario Balotelli: sekretny dziennik, wyd. I, Poznań 2013)

ISBN 978-83-7818-149-1

Dom Wydawniczy REBIS Sp. z o.o.

ul. Żmigrodzka 41/49, 60-171 Poznań

tel. 61-867-47-08, 61-867-81-40; fax 61-867-37-74

e-mail: rebis@rebis.com.pl

www.rebis.com.pl

Plik ePub przygotowała firma eLib.pl

al. Szucha 8, 00-582 Warszawa

e-mail: kontakt@elib.pl

www.eLib.pl

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Mario Balotelli: sekretny dziennik 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Wayne Gretzky. Opowieści z tafli NHL Nienasycony – Robert Lewandowski Arkadiusz Onyszko. Fucking Polak. Nowe życie Thomas Morgenstern. Moja walka o każdy metr Wszystko za Everest Jeszcze jedna mila