Wściekły sztorm

Wściekły sztorm

Autorzy: Richard Castle

Wydawnictwo: 12 Posterunek

Kategorie: Kryminał / sensacja

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

cena od: 14.90 zł

 

Kilka dni po tym, jak Derrick Storm powrócił z wcześniejszej emerytury, aby przeprowadzić śledztwo w sprawie porwania, ma na głowie martwego amerykańskiego senatora, musi wyśledzić jego zabójcę i odkryć miejsce przechowywania prawie sześćdziesięciu miliardów dolarów w sztabkach złota, które Partia Komunistyczna ukryła gdzieś na terenie byłego Związku Radzieckiego. Ponownie jednocząc siły z agentką FBI April Showers, Storm nawiązuje kontakt z Iwanem Pietrowem, tajemniczym miliarderem powiązanym z zabójstwem, który zna współrzędne miejsca, gdzie ukryte jest złoto, lecz ma we własnych szeregach szpiega, przekazującego informacje rządowi rosyjskiemu. Misja CIA staje się coraz gorętsza, ale to nic w porównaniu z rosnącym napięciem seksualnym między Stormem a Showers?

 

RICHARD CASTLE

WŚCIEKŁY SZTORM

Thriller o Derricku Stormie

Tłumaczenie:

Katarzyna Godycka

Wydawnictwo 12 Posterunek

Spis treści

Karta redakcyjna

Rozdział pierwszy

Tytuł oryginału: A RAGING STORM

Redakcja: JUSTYNA ŻEBROWSKA

Korekta: JUSTYNA ŻEBROWSKA, JOANNA MYŚLIWIEC

Skład i łamanie: JOANNA MYŚLIWIEC

Castle © ABC Studios. All rights reserved.

Copyright for this edition by 12 Posterunek, 2013

Originally published in the United States and Canada in 2012 as A RAGING STORM by Richard Castle. This translated edition published by arrangement with Hyperion.

ISBN 978-83-6373-703-0

Wydawnictwo 12 Posterunek

e-mail: kontakt@12posterunek.pl

Strona internetowa: www.12posterunek.pl

Konwersja: eLitera s.c.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Tego samego dnia, godzina 19.15, Waszyngton

Trzymał w ramionach ciało martwego senatora Stanów Zjednoczonych.

Derrick Storm dopadł do niego pierwszy i jako jedyny słyszał słowa umierającego: „Midas – Jedidiah wie”. Kilka sekund wcześniej senator Thurston Windslow był jeszcze żywy i wściekły. Wyskoczył ze swojego fotela i miał właśnie zamiar wyjawić, kto porwał i zamordował jego pasierba, kiedy powalił go pocisk. Kucając na podłodze, Storm dostrzegł otwór po kuli w dużym oknie usytuowanym bezpośrednio za biurkiem starszego męża stanu.

Na zewnątrz zapadał zmrok. Okno zamieniło się w lustro, uniemożliwiając Stormowi dostrzeżenie zabójcy. Był teraz łatwym celem, tak samo jak trzy kobiety znajdujące się wraz z nim w biurze budynku Senatu Dirksena.

– Padnij! – krzyknął do Glorii Windslow. Żona senatora, która właśnie została wdową, tkwiła na środku pokoju całkowicie zszokowana.

Storm musiał działać, zanim snajper znowu wystrzeli. Zerwał się na równe nogi i płynnym ruchem okrążył biurko. Skoczył na Glorię jak atakujący lew, otoczył jej talię prawym ramieniem i ściągnął ją w dół na gruby dywan, z dala od linii strzału.

Agentka FBI April Showers i Samantha Toppers leżały już na podłodze twarzami do ziemi. Showers w jednej ręce ściskała kurczowo swojego półautomatycznego glocka kalibru 40. Drugą zacisnęła wokół kajdanek ze stali nierdzewnej, w które zakuła Toppers przed strzelaniną.

Biuro senatora, podobnie jak wszystkie inne budynki Kapitolu, zostało ostatnio wyposażone w okna ze szkła kuloodpornego, które miały chronić przed tego rodzaju zabójstwami, jakiego właśnie byli świadkami. Producent gwarantował, że wykonane z pięciu grubych kawałków nietłukącego się szkła okna są w stanie zatrzymać kule wystrzelone z broni tak potężnej, jak rewolwer magnum kalibru 44 – nawet jeśli strzały padłyby z bliskiej odległości. Ale okno nie dawało praktycznie żadnej ochrony przed profesjonalnym zabójcą używającym specjalistycznej broni snajperskiej. Warstwy szkła pancernego przypuszczalnie trochę zmieniły trajektorię lotu pocisku, ponieważ uderzył on w lewe ramię senatora, a nie w jego serce, w które z pewnością celował snajper. To przesunięcie zapobiegło natychmiastowej śmierci senatora i dało mu kilka sekund na wyszeptanie ostatnich słów.

Sformułowanie „Jedidiah wie” odnosiło się w oczywisty sposób do Jedidiaha Jonesa, nawiedzonego dyrektora wydziału CIA o nazwie National Clandestine Service, człowieka odpowiedzialnego za wciągnięcie Storma w ten cały bajzel. Mniej jasne było znaczenie słowa „Midas”, ale ponieważ Jones był w to zamieszany, Storm podejrzewał, że to kryptonim tajnej misji CIA.

– Zasłony! – krzyknęła agentka April Showers.

Storm podążył za jej wzrokiem i dostrzegł czerwony przycisk na ścianie tuż obok okna. Rozluźniając uchwyt wokół talii Glorii Windslow, skoczył naprzód i uderzył przycisk otwartą dłonią, padając na dywan w momencie, gdy następna kula przebiła szkło. Ta była wycelowana w jego głowę. Pocisk prześlizgnął się obok lewego ucha Storma i uderzył w biurko senatora, sprawiając, że drzazgi polerowanego mahoniu rozprysnęły się w powietrzu.

Było blisko.

Ile razy człowiek może oszukać śmierć?

– Jesteś cały? – zawołała zaniepokojona agentka Showers.

– Drobnostka – odpowiedział. – Ale dzięki za troskę.

– Jeśli ktoś miałby cię zabić, to raczej ja, za to, że ładujesz się z kopytami w moje śledztwo – rzuciła z uśmiechem.

– Ale mamy przy tym niezłą zabawę, nie? – odkrzyknął.

Ciężkie zasłony zakrywały teraz okno, więc agentka Showers podniosła się, ciągnąc za sobą Toppers.

– Nie ruszaj się! – poleciła dwudziestoparoletniej studentce, która cała się trzęsła.

Storm ruszył w kierunku drzwi wejściowych dokładnie w momencie, kiedy wpadł przez nie umundurowany oficer policji Kongresu, a zaraz za nim następny. Obaj trzymali w rękach broń i instynktownie podzielili się celami. Jeden wymierzył w Showers, drugi w Storma.

– Stać! – krzyknął pierwszy glina.

– Jestem z FBI! – zawołała Showers. – Agentka specjalna April Showers. Strzał padł z zewnątrz, nie tutaj. Senator nie żyje.

Policjanci byli zdezorientowani. Jeden z oficerów wciąż trzymał Showers na muszce, a drugi podbiegł, aby zbadać ciało Windslowa.

– Nie żyje! – potwierdził oficer.

– Właśnie to powiedziała – rzucił Storm.

– Proszę pokazać legitymację! – rozkazał policjant, który mierzył z broni w agentkę Showers.

– Spokojnie – odpowiedziała Showers, bez pośpiechu wkładając broń do kabury i wyciągając odznakę FBI.

– A pan? – zapytał Storma drugi funkcjonariusz.

– Proszę się mną nie przejmować. Ja jestem nikim. Niech pan ją zapyta.

– On jest ze mną – potwierdziła Showers. – To prywatny detektyw Steve Mason, wynajęty do pomocy senatorowi.

Jedidiah Jones nadał Stormowi pseudonim Steve Mason, gdy ściągnął go do Waszyngtonu, aby ten pomógł mu rozwiązać tajemniczą sprawę.

– Czy to temu senatorowi miał pan pomagać? – zapytał policjant, patrząc na martwe ciało Windslowa, a potem spoglądając na Storma.

Storm krzywo się uśmiechnął i odparł:

– Właściwie sprawy szły w dobrym kierunku, dopóki nie trafiła go kula.

– Ta kobieta jest aresztowana – powiedziała Showers, wskazując głową na przerażoną Toppers. – Proszę jej pilnować, zabezpieczyć miejsce zbrodni i zadzwonić pod ten numer telefonu. – Energicznym ruchem wcisnęła oficerowi wizytówkę FBI. – Proszę powiedzieć osobie, która odbierze telefon, że senator został zamordowany.

– Jakie budynki znajdują się naprzeciwko tego okna? – zapytał Storm.

– Tam jest tylko jeden budynek – odpowiedział stojący w drzwiach oficer. – Gmach policji Kongresu, nasza siedziba.

– To stamtąd musiał paść strzał – rzekł Storm, kierując się w stronę wyjścia.

– Proszę zadzwonić do dyspozytora – poleciła Showers, idąc za nim. – Niech wyda polecenie zamknięcia całej kwatery głównej policji. Niech zatrzymają każdego, kto schodziłby z dachu.

Po twarzy oficera przemknęło zdumienie.

– Już! – krzyknęła Showers. – I wezwijcie lekarza do pani Windslow. Jest w szoku.

– Proszę zaczekać – powiedział policjant, gdy go mijała. – Wy dwoje nie powinniście opuszczać tego miejsca. Jesteście świadkami.

Ale ona i Storm byli już w połowie korytarza. Zabójstwo nosiło wszelkie znamiona roboty zawodowca. Każda upływająca sekunda działała na korzyść zabójcy. Storm pierwszy wyszedł na Ulicę C, Showers podążała zaraz za nim. Ośmiopiętrowy budynek kwatery głównej policji znajdował się przed nimi w odległości jakichś czterystu metrów. Stał w samym centrum rozległego parkingu i był jedyną na tyle wysoką budowlą, żeby snajper mógł oddać z niej strzał.

Zabójca musiał mieć na sobie przebranie. Jak inaczej dostałby się na dach kwatery policji niezauważony?

Gdy Storm i Showers doszli do wejścia do kwatery, przez podwójne szklane drzwi wypadła ekipa CERT, odpowiednik policyjnej jednostki SWAT, kierująca się w stronę budynku Dirksena.

– Snajper strzelał z waszego dachu! – krzyknęła Showers, pokazując odznakę.

Dowódca wydał polecenia przez mikrofon połączony ze słuchawkami umieszczonymi na głowie:

– Wysłać drugą grupę na dach. Uzbrojony podejrzany wciąż może tam być. Nikt nie ma prawa wejść do naszego budynku ani z niego wyjść. Zamknąć obiekt. Natychmiast! – Po czym zwrócił się do Showers i powiedział: – My tu rządzimy. Proszę się odsunąć.

Zanim zdołała odpowiedzieć, jego ekipa już biegła przez parking.

W tym samym czasie Storm przeczesywał wzrokiem okolicę przekonany, że strzelec zdążył już uciec z budynku. Po ich lewej stronie znajdował się park miejski, który oddzielał wzgórze Kapitolu od Union Station, głównego węzła kolejowego w Waszyngtonie. Dworzec obsługiwał zarówno pociągi Amtrak, jak i linie metra, i był zawsze wypełniony podróżnymi. Właśnie tam udałby się Storm, gdyby chciał wtopić się w tłum i zniknąć.

– Tam! – krzyknął, wskazując palcem na północ, w kierunku ronda Columbus, rozjazdu znajdującego się bezpośrednio przed dworcem kolejowym. Showers zauważyła samotną postać, gdy ta przechodziła pod latarnią uliczną. Z tej odległości nie mogli dostrzec twarzy, ale widzieli, że ma na sobie niebieską koszulę i czarne spodnie – mundur policji Kongresu. Wszyscy inni oficerowie albo byli zamknięci w siedzibie policji, albo biegli najszybciej jak mogli w kierunku budynku Senatu. Ale ten oficer spokojnie odchodził z miejsca akcji.

– To musi być on – powiedział Storm i puścił się biegiem w pościg.

Showers waliła pięściami w zamknięte drzwi kwatery głównej i przyciskała do szyby swoją odznakę FBI.

– Snajper ucieka! Dzwońcie do jednostki policji z Union Station! Jest ubrany jak jeden z waszych oficerów!

Funkcjonariusze trzymający wartę patrzyli na nią przez szybę wzrokiem bez wyrazu. Poirytowana, sama zadzwoniła z komórki do wydziału stołecznej policji.

Gdy był w najlepszej formie, Storm mógł bez trudu przebiec kilometr w czasie poniżej trzech i pół minuty, nawet w wyjściowych butach. Ale mimo to podejrzany dotarł na Union Station, zanim Storm zdołał do niego dobiec. Gdy tylko wpadł do przestronnego holu dworca, zlustrował znajdujący się tam tłum. Ani śladu żadnego mundurowego z Kapitolu.

Mam do czynienia z profesjonalistą, pomyślał.

Obok wejścia do strefy biletowej linii Amtrak kręcił się stołeczny policjant. Storm pospieszył w jego kierunku.

– Na Kapitolu była strzelanina – powiedział. – Sprawca nosi mundur policji Kongresu i właśnie tutaj wszedł. Czy widział go pan?

– A pan to kto? Ma pan odznakę? – zapytał glina, patrząc na niego sceptycznie.

– Jestem prywatnym detektywem.

– Proszę mi pokazać legitymację.

Dyskusja z tym tępakiem była stratą czasu. Męska toaleta – tam na pewno poszedł snajper, aby się przebrać. Chciał wyjść jako ktoś inny. Ktoś, kto się nie wyróżniał: turysta, biznesmen, dozorca albo pracownik budowlany. Każdy, tylko nie oficer policji Kongresu.

Po lewej stronie widniał duży znak „TOALETY”. Storm przebiegł obok niego i wpadł do środka. Zaskoczeni mężczyźni stojący w długim rzędzie przy pisuarach odwrócili głowy w jego stronę. Kiedy Storm wyciągnął broń, rzucili się w panice do wyjścia. Niektórzy z nich nie zadali sobie nawet trudu, aby zapiąć spodnie. Naprzeciwko pisuarów było siedem kabin. Storm widział pod drzwiami, że tylko trzy z nich były zajęte. Walnął pięścią w drzwi pierwszej kabiny, a kiedy usłyszał w odpowiedzi przekleństwo, cofnął się i otworzył drzwi kopniakiem.

– Co, do… – wykrzyknął zaskoczony mężczyzna siedzący na sedesie, ale urwał, widząc glocka w ręku Storma.

– Przepraszam – powiedział Storm. – Wracaj do swoich spraw.

Przesunął się do następnej kabiny, ale kiedy zastukał w drzwi, te się otworzyły i stanął w nich nastoletni chłopiec, który natychmiast podniósł ręce. Ostatnią kabinę zajmował starszy mężczyzna. Żaden z nich nie zdejmował z siebie munduru policji Kongresu. Żaden z nich nie wyglądał podejrzanie.

– Rzuć to! – krzyknął głos za Stormem. Był to stołeczny policjant z holu.

Unosząc glocka nad głowę, Storm odwrócił się powoli w jego stronę.

– Człowieku, czyś ty oszalał? – zapytał glina. – Co ty, do diabła, wyprawiasz? Wpadasz tutaj i wymachujesz bronią? Masz szczęście, że nie wpakowałem ci kulki.

– Szukam snajpera – odpowiedział Storm. – Jak już mówiłem, jest ubrany w mundur policji Kongresu. Musimy zamknąć wszystkie wyjścia, zanim ucieknie.

– W takim razie naprawdę pan oszalał – odparł policjant. – Nawet gdybym chciał, nie ma żadnego sposobu, aby zamknąć w porę cały budynek. Mamy tu wyjścia na ulicę, zejścia w dół na perony metra, a z tyłu na perony pociągów dalekobieżnych.

Do środka wbiegł drugi funkcjonariusz stołecznej policji z odbezpieczoną bronią w ręku.

– Co się dzieje? – zapytał partnera.

– On mówi, że jest prywatnym detektywem i szuka zabójcy.

– Naćpał się pan? – zapytał Storma nowo przybyły oficer.

– Zabierz mu broń – polecił jego kolega.

Chowając broń do kabury, funkcjonariusz podszedł do Storma, zabrał mu glocka i polecił mu, aby „zajął pozycję”.

Storm oparł obie ręce płasko o ścianę i rozstawił nogi.

– Nie łaskocz – powiedział zrezygnowanym głosem.

Do toalety wbiegła agentka Showers.

– FBI! – powiedziała, wymachując odznaką. – Macie nie tego człowieka. On jest ze mną.

– W takim razie niech go pani zabiera – odparł oficer, opuszczając pistolet.

Drugi policjant przestał obszukiwać Storma, który odwrócił się od ściany i powiedział:

– Poproszę moją broń.

Policjant oddał mu glocka.

Storm podszedł do najbliższego pojemnika na śmieci i podniósł jego pokrywę. Ale w środku nie było nic oprócz zmiętych ręczników papierowych i śmieci. Sprawdził drugi. Tam też nie było munduru policji.

– Sprawdzimy w holu – oznajmił pierwszy funkcjonariusz.

– Świetnie – odpowiedział Storm, doskonale zdając sobie sprawę, że zabójca przypuszczalnie dawno uciekł.

– Czego dokładnie szukamy? – zapytał drugi policjant.

– W tym momencie? – odparł Storm. – Ducha.

Storm i Showers wyszli razem z męskiej toalety. Trzeci pojemnik na śmieci znajdował się kilka kroków dalej, między wejściami do męskiej i damskiej toalety. Storm zajrzał do środka. Wewnątrz leżała zgnieciona niebieska koszula, będąca częścią munduru policjanta Kongresu, a tuż przy niej odznaka i czarne spodnie.

Wyciągając koszulę, Storm powiedział:

– Jest mała. Szukamy mężczyzny o wzroście około metra osiemdziesięciu, ważącego jakieś siedemdziesiąt kilogramów.

Wspólnie przeczesali wzrokiem falujący tłum ludzi spiesznie przechodzących obok nich w ogromnym holu dworca. Dziesiątki mężczyzn pasowały do tego opisu. Strzelec mógł być kimkolwiek i znajdować się gdziekolwiek.

– Skąd wiedziałaś, że jestem w męskiej toalecie? – zapytał Storm.

– Sądzisz, że tylko ty potrafisz myśleć jak uciekający przestępca? – odpowiedziała.

– Mogłoby to być dla ciebie cokolwiek zawstydzające, gdyby mnie tam nie było. – Storm się uśmiechnął.

– Nie przypuszczam – odparowała Showers.

– Och, czyżbyś była w wielu męskich toaletach?

Showers uśmiechnęła się tylko i powiedziała:

– Chodźmy. Musimy schwytać zabójcę.

* * *

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

* * *

Ciąg dalszy w trzeciej i ostatniej części trylogii

Krwawy sztorm

* * *

Zapraszamy do zakupu innych książek Richarda Castle:

Nadchodzący sztorm (pierwsza część trylogii) oraz Fala upału

* * *

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Ostateczny Sztorm Gorączka zmysłów Nagi żar Krwawy sztorm Wściekły sztorm Nadchodzący sztorm 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Ukryta sieć. Cokolwiek wybierzesz. Tom 1 Nie otwieraj oczu Czapkins Siostry Alienista Zamęt