Dziennik Mistrza i Małgorzaty

Dziennik Mistrza i Małgorzaty

Autorzy: Michaił Bułhakow Jelena Bułhakow

Wydawnictwo: Muza

Kategorie: Obyczajowe

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

Ilość stron: 688

Cena książki papierowej: 59.99 zł

cena od: 47.99 zł

- dziennik Michaiła Bułhakowa i jego żony Jeleny Siergiejewny
- świadectwo tragicznego losu artysty w państwie totalitarnym
- bogata dokumentacja życia geniusza literatury XX wieku, uzupełniona listami pisarza do władz państwowych ZSRR oraz do przyjaciół i rodziny
- także historia życia zwyczajnych ludzi i obraz świata, który dziś jest już nie do odtworzenia
- dodatkowym walorem są fotografie oraz komentarze Wiktora Łosiewa, znawcy twórczości Bułhakowa (tu również znajdują się przejmujące fragmenty "dziennika choroby" prowadzonego przez Jelenę do ostatnich chwil życia męża)
Książka jest podzielona na dwie części.
Pierwsza z nich to prowadzony od 1921 roku dziennik Bułhakowa, w którym opisuje swoją aklimatyzację w wielkomiejskiej i drogiej Moskwie. Nie jest to jednak tylko zapis dokumentalny jego życia. Pisarz jest świadomy, że jego notatki mogą być czytane przez pokolenia, dba więc o szczegóły. Rejestruje pozornie niemające znaczenia detale - ceny produktów, zmiany tras tramwajów czy kursy walut.
Drugą część tej książki stanowią zapiski żony, Jeleny Bułhakowej, która od 1933 roku aż do śmierci pisarza na jego prośbę i często pod dyktando skrupulatnie prowadziła wspólny dziennik małżonków. Zapiski Jeleny to gromadzone z miłością i szacunkiem słowa, myśli i wspomnienia czynów człowieka, któremu poświęciła życie.

Michaił Bułhakow

i Jelena Sergiejewna Bułhakow

Dziennik Mistrza

i Małgorzaty

FRAGMENT

***

zebrał, wstępem i komentarzami opatrzył

Wiktor Łosiew

przełożyła Margarita Bartosik

Tytuł oryginału: Дневник Мастерa и Маргариты

Projekt okładki: Tadeusz Kazubek

Redakcja: Redaktornia.com

Redakcja techniczna: Zbigniew Katafiasz

Konwersja do formatu EPUB: Robert Fritzkowski

Korekta: Elżbieta Górnaś

Wydawnictwo MUZA SA dziękuje Rosyjskiej Państwowej Bibliotece Sztuk za udostępnienie materiału fotograficznego.

Zdjęcie na okładce © Collection Laski/East News

© Наследники M.A. i E.C. Булгаковых, 2001

© В. Лосев, Составление, предисловие, комментарии 2001

© for the Polish edition by MUZA SA, Warszawa 2013

© for the Polish translation by Margarita Bartosik

ISBN 978-83-7758-351-7

Warszawskie Wydawnictwo Literackie

MUZA SA

Warszawa 2013

Wydanie I

NIEŚMIERTELNOŚCI CICHY,

JASNY BRZEG…

* * *

W dzienniku Jeleny Siergiejewny Bułhakowej jest notatka, która szczególnie przyciąga uwagę: prosta, a zarazem wiele mówiąca.

Wieczorem znów przyszedł Dmitrijew – zapisała żona Bułhakowa 2 lipca 1937 roku – siedział do trzeciej nad ranem. Mówił, że dużo rozmawiali z Asafjewem (W.W. Dmitrijew – wybitny scenograf teatralny, B.W. Asafjew – znany kompozytor – W.Ł.) o M.A. i doszli do wniosku, że M.A. moralnie stoi bardzo wysoko, że – jak zabawnie ujął to Dmitrijew – nie znają drugiego tak porządnego człowieka.

Bycie porządnym człowiekiem w ogóle nie jest łatwe, ale w tamtych czasach „bycie porządnym” oznaczało ryzyko ściągnięcia na siebie nagonki, a nawet utraty życia. Bułhakow nie wybrał, jak wielu pisarzy, popularnej w środowisku literatów drogi prymitywnego, służalczego realizmu, nie sprzeniewierzył się swoim poglądom na temat sytuacji w kraju. Tę postawę pisarza szanowali nawet jego bliscy władzy oponenci, choćby A.A. Fadiejew, który w liście do J.S. Bułhakowej z 15 marca 1940 roku pisał:

…od razu zrozumiałem, że stoi przede mną człowiek wyjątkowo utalentowany, uczciwy, z zasadami i bardzo mądry… I politycy, i literaci wiedzą, że był wolny od fałszu – zarówno w twórczości, jak i w życiu politycznym, że jego drogę życiową cechowały szczerość i harmonia…

To prawda, w krytycznych okresach historii Rosji Bułhakow dobrowolnie wybierał najtrudniejszą i najniebezpieczniejszą drogę. W latach studenckich chciał walczyć w marynarce wojennej. Podczas wojny domowej zgłosił się do wojska jako lekarz. Ochotniczo bronił Kijowa przed petlurowcami i brał udział w walkach przeciwko bolszewikom w szeregach Armii Wyzwoleńczej. Później, w 1921 roku, po bolesnych rozterkach, mimo wszystko nie wyjechał z ojczyzny, tylko został w zniewolonej Rosji, dobrze zdając sobie sprawę z kłopotów, które go czekały. Gdy postanowił zostać pisarzem, miał na uwadze nie tylko możliwość robienia tego, co lubi, umie i do czego ma talent, ale i – znowuż – pragnął służyć ojczyźnie. Bułhakow rzadko wypowiadał się na takie tematy w życiu codziennym, jednak cała jego twórczość naznaczona jest miłością do umęczonej ojczyzny i współczuciem dla niej. Umierając, powtarzał słabnącym głosem: „Służyć narodowi… Za co mnie gnębili…? Chciałem tylko służyć narodowi…”.

Bułhakow miał jeszcze i taką zadziwiającą cechę – dostrzegał istotę wydarzeń i przewidywał najbliższą przyszłość. Bardzo rzadko mylił się też co do ludzi. Tylko że te niezwykłe cechy nie były dlań źródłem radości, lecz smutku i cierpienia.

Osiemnastego marca 1917 roku W.G. Korolenko pisał zachwycony do siostry:

W ciągu kilku ostatnich dni sytuacja polityczna Rosji zmieniła się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, prawie bez przelewu krwi… Na ziemi rosyjskiej zajaśniała wreszcie burzliwa i mglista, ale miejmy nadzieję, niegasnąca jutrzenka wolności…

Prawie cała inteligencja uznała tę rewolucję za swoją. Cała Rosja świętowała…

Ale Bułhakowowi, wówczas młodemu lekarzowi, wystarczyła wizyta w Saratowie w marcu 1917 roku oraz kilka wyjazdów do Moskwy w następnych miesiącach, by nie podzielić tej nadziei. Później, w artykule Bliskie perspektywy, nazwie ten okres „szaleństwem marcowych dni” i „szaleństwem dni październikowych”. Był absolutnie przekonany, że za ten ciąg „szaleństw” narodowi rosyjskiemu przyjdzie zapłacić wysoką cenę:

Szaleństwo dwóch ostatnich lat popchnęło nas na straszną drogę… Wychyliliśmy już za karę kielich goryczy i będziemy musieli wypić go do dna.

Właśnie w beznadziejnych sytuacjach Bułhakow potrafił się wykazać zadziwiającą odwagą i twardością. Nie był „przykładowym śmiałkiem”, lecz nie potrafił postąpić wbrew własnym przekonaniom i wbrew swojemu kodeksowi honorowemu. Dlatego, mimo niewyobrażalnej nagonki, której doświadczył prawie na samym początku kariery literackiej, twardo bronił własnego stanowiska. „Jako pisarz starałem się wypełniać jak należy swoje zadanie w niezmiernie trudnych warunkach” – pisał do brata Nikołaja 21 lutego 1930 roku. A trochę później w Liście do Rządu ZSRR otwarcie deklarował: „Nie próbowałem nawet pisać komunistycznej sztuki, wiedząc z góry, że taka sztuka mi nie wyjdzie”. Michaił Bułhakow świetnie zdawał sobie sprawę z tego, że ryzykuje życie, ale nie potrafił przekroczyć granicy, za którą czekały na niego hańba i znieważenie.

I w tym miejscu nie da się pominąć tematu „Bułhakow i Stalin”.

Między Bułhakowem i Stalinem toczyła się wieloletnia i ciężka wojna psychologiczna. Każda ze stron świetnie zdawała sobie sprawę, że ma niełatwego przeciwnika. Była to nierówna walka: Stalin miał władzę absolutną. Za to pisarz miał przewagę moralną.

Wiele się niedawno mówiło o „szczególnym traktowaniu” Bułhakowa przez Stalina. Zastanawiając się nad tym, musimy zwrócić uwagę na trzy ważne kwestie.

Po pierwsze, Stalin, żądny krwi tyran, nie pozbawił pisarza życia. Brzmi to może trochę absurdalnie, ale w warunkach nieograniczonej dyktatury i całkowitego bezprawia utrzymanie przy życiu jawnego wroga, twórczo aktywnego i nieugiętego, jest faktem wyjątkowym.

Po drugie, Stalin doceniał talent Bułhakowa. I nie chodzi tu tylko o to, że miał słabość do sztuki Dni Turbinów, chociaż to też odegrało niemałą rolę. Dyktator zrozumiał, wyczuł wielki potencjał pisarza, jego wyjątkowy dar.

Po trzecie, Stalin chciał wykorzystać talent Bułhakowa do swoich celów, żeby później w pełni spożytkować go dla dobra socjalizmu.

Badacze ustalili, że Politbiuro KC WKP(b) podejmowało decyzję w sprawie utworów Bułhakowa siedem (!) razy. Jest to przypadek wyjątkowy, świadczy o tym, jak bardzo pisarz zaprzątał uwagę Stalina i jego aparatu partyjnego. Ale nie tylko ich, bo również politycznych organów ścigania (dane na ten temat udało się znaleźć w odtajnionych archiwach z materiałami OGPU).

„Relacje” Bułhakowa ze Stalinem (raczej: Stalina z Bułhakowem) nawiązały się bardzo wcześnie, dzięki sztuce Dni Turbinów. Zgoda Stalina na wystawienie Dni Turbinów w Moskiewskim Teatrze Artystycznym (oczywiście przedstawiona formalnie jako decyzja Politbiura) była dla wszystkich ogromnym zaskoczeniem.

Badacze twórczości Bułhakowa do tej pory nie umieją przekonująco wytłumaczyć tej zdumiewającej decyzji, aczkolwiek przyczyna takiego zachowania Stalina, jeśli wziąć pod uwagę aspekt polityczno-historyczny, jest dość prosta.

W warunkach bezwzględnej walki między dwoma politycznymi ugrupowaniami (z jednej strony Stalin, Rykow, Woroszyłow i inni, a z drugiej Trocki, Zinowjew, Kamieniew i reszta) Stalin pragnął być postrzegany jako przywódca wielkomocarstwowego skrzydła w Partii, który walczy z antynarodową frakcją, co potem zresztą uczynił. Dlatego Dni Turbinów były mu na rękę: mógł w stosownej chwili zademonstrować swoją siłę. Poza tym wódz nic nie ryzykował: sztuka dostała zezwolenie na inscenizację wyłącznie w Moskiewskim Teatrze Artystycznym. Mimo tego ograniczenia jej polityczny wydźwięk był ogromny.

Bułhakow pod wrażeniem wielkiego sukcesu Dni Turbinów, a także samego faktu wystawienia sztuki na jakiś czas „wpadł w błogostan”. Nie przejmował się zamieszczanymi w prasie paszkwilami – zresztą później nawiązał do tego w Mistrzu i Małgorzacie. W następnych latach, kiedy nagonka w prasie przybrała na sile i było mu już nie do śmiechu, również wiązał ze Stalinem pewne nadzieje. Widać to w pierwszych redakcjach Powieści o diable (początkowy tytuł Mistrza i Małgorzaty), którą zaczął pisać w 1928 roku właśnie w odpowiedzi na okrutną nagonkę.

Jesienią 1929 roku, który był dla Bułhakowa rokiem „wielkiego przełomu”, pisarz trochę inaczej oceniał swoją sytuację. Już znikąd nie oczekiwał pomocy… Chociaż chyba nie do końca, przecież była już wtedy „Małgorzata”. I „Mistrz” zwrócił się do niej znamiennymi słowami: „Byłem sam przeciwko całemu światu. Teraz jest nas dwoje, i nie mam się już czego bać!”. „Małgorzata” zaś, opowiadając w latach sześćdziesiątych o przyjaciołach z Prieczistienki, też wypowiedziała ważną myśl, być może nie zdając sobie z tego sprawy: „Oni chcieli zrobić z niego ukrzyżowanego Chrystusa”.

Do Bułhakowa zewsząd docierały niepokojące wiadomości. Ogromne wrażenie zrobiła na nim nagła śmierć najbliższego współpracownika Stalina, Ordżonikidzego, widocznie pisarz dostrzegł w tym wydarzeniu zły znak. Z Paryża nadeszły smutne wieści o śmierci Jewgienija Zamiatina, jednego z najbliższych Bułhakowowi ludzi, który zdołał na jakiś czas wyrwać się z kleszczy stalinowskiej dyktatury, lecz zbyt krótko cieszył się wolnością. Niedługo po tym zmarł na gruźlicę Ilja Ilf, bardzo serdecznie traktujący Bułhakowa. Jelena Siergiejewna zapisała w dzienniku słowa męża: „Jesteśmy zupełnie osamotnieni. Nasza sytuacja jest koszmarna”.

Wkrótce zaczęły się prześladowania pisarzy, dramaturgów i krytyków, którzy kiedyś bezwzględnie atakowali Bułhakowa. Pisarz doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że rozpoczęte represje są przeprowadzane nie w celu przywrócenia sprawiedliwości, lecz z innych powodów. Sprawdziła się jego prognoza, że wzmocnieni z czasem „szarikowcy” zniszczą swoich nauczycieli – „szwonderów”1.

Potwór pożerał jednak nie tylko „szwonderów”, ale wszystkich, których podejrzewano o jakąkolwiek nieprawomyślność. W dzienniku Jeleny Siergiejewny co krok pojawiają się informacje o aresztowaniach.

Bułhakow był w tych miesiącach wyjątkowo przygnębiony, choć nie dlatego, że w każdej chwili spodziewał się aresztowania. Powód był inny: nie grano jego sztuk (z wyjątkiem Dni Turbinów), nie mógł nic publikować. Niemożliwe okazało się także spotkanie z mieszkającymi w Paryżu braćmi, Nikołajem i Iwanem.

Do Stalina docierały prawdopodobnie informacje o ciężkim psychicznym i fizycznym stanie Bułhakowa. Świadczą o tym rozmowy prowadzone czasami z pisarzem w gabinetach wysoko postawionych osób. Na przykład 9 maja odbyło się jego spotkanie z przewodniczącym Gławiskusstwa L.M. Kierżencewem. Jelena Siergiejewna zapisała treść rozmowy, którą przytoczył jej mąż.

Wynika z niej wyraźnie, że Stalin chciał pisarza „oswoić”: Bułhakow miał zapomnieć o swoich poprzednich utworach i zacząć pisać nowe, oczywiście takie, które przypadną do gustu wodzowi. Była to dość prymitywna strategia, która nie dała spodziewanych rezultatów. Dlatego postanowiono zabrać się do Bułhakowa inaczej: urabiać go w sposób konsekwentny, przemyślany, zintensyfikowany. Pisarzem „opiekował się” pracownik KC M.A. Dobranicki, bardzo inteligentny i sympatyczny człowiek, niekryjący swoich zamiarów. Było wyraźnie widać, że kierownictwo Partii chce nie tylko przeciągnąć niepokornego twórcę na swoją stronę, ale i zrobić z niego aktywnego bojownika o świetlaną przyszłość.

Ostatecznie Dobranicki też się naraził. W listopadzie Bułhakow dowiedział się o jego aresztowaniu…

Warto zaznaczyć, że nie ograniczano się wyłącznie do łagodnej presji. Wobec Bułhakowa używano również innych metod, także szantażu. Mieszkanie Bułhakowów znajdowało się pod stałą „opieką” seksotów (tajnych pracowników bezpieki), rekrutowanych między innymi spośród dziennikarzy lub aktorów. Bułhakow rozpoznawał takich od razu, ale musiał prowadzić z nimi delikatną grę. Charakterystyczny jest zapis Jeleny Siergiejewny z 25 czerwca:

…spotkaliśmy Emmanuiła Żuchowickiego. Ucieszył się, mówił, że czuje się bardzo przez nas skrzywdzony, że go wykluczyliśmy ze swego grona, pytał, kiedy znów może przyjść. Umówiliśmy się na dzisiejszy wieczór, na godzinę dziesiątą…

Żuchowicki zjawił się nie wiadomo czemu o jedenastej i nie wiadomo czemu zły i przygnębiony (M.A. wyjaśnił mi później – wiadomo, musiał zdrowo oberwać w swoim urzędzie).

Zaczął od tego, co mu kazano powiedzieć – od pogróżek, że zakażą Turbinów, jeśli M.A. nie napisze sztuki agitacyjnej.

M.A.:

– No to sprzedam wtedy żyrandol.

Bułhakow oczywiście zdawał sobie sprawę, że nie można długo żyć w oblężeniu. Tym bardziej że nawet najbliżsi przyjaciele go nie rozumieli i radzili, żeby się poddał. Pisarz często wpadał w rozpacz. W takich chwilach w dzienniku żony pojawiały się niespokojne zapisy.

Męczące poszukiwania rozwiązania: pisać list do tych na górze? Rzucić teatr? Poprawić powieść i im przedstawić? Nic nie można zrobić. Sytuacja bez wyjścia. (23 września)

Trzeba napisać list do najwyższych władz. Ale to jest niebezpieczne. (5 października)

Drugiego października 1937 roku Bułhakow, będąc na skraju załamania, napisał list do przyjaciela B.W. Asafjewa:

Siedzę właśnie i szukam wyjścia, ale chyba na próżno. W ciągu siedmiu ostatnich lat napisałem szesnaście utworów różnych gatunków i wszystkie przepadły. Ta sytuacja jest nie do zniesienia, dlatego w naszym domu panują przygnębienie i beznadzieja.

Choć w niełasce, odizolowany od czytelników i widzów, Bułhakow był bardzo szanowany w kręgach literackich i teatralnych. Najwybitniejsi przedstawiciele rosyjskiej kultury poczytywali sobie za zaszczyt wizytę u Bułhakowów, a zwłaszcza rozmowę z Michaiłem Afanasjewiczem. Wszyscy zachwycali się jego przenikliwością i szlachetną postawą. Czasami mówiono mu o tym osobiście, żeby podtrzymać go na duchu. Ale był to stosunkowo niewielki krąg ludzi.

W porównaniu z pisarzami zapełniającymi gazety, czasopisma i księgarnie swymi utworami Bułhakow wydawał się twórcą prawie zapomnianym.

Koniec smutnego w historii Rosji 1937 roku był dla Bułhakowa bardzo niespokojny. Jelena Siergiejewna tak pisała 31 grudnia: „Kończy się rok 1937. Czuję jego gorzki smak”. Bułhakow zaś podsumował go o wiele wcześniej – jeszcze wiosną; 24 marca napisał do przyjaciela P.S. Popowa:

Wielu mi mówiło, że 1936 rok jest dla mnie zły, bo jest rokiem przestępnym – taki przesąd. Zapewniam Cię, że to bzdura. Już widzę, jeśli chodzi o mnie, że 37 nie będzie lepszy… Niektórzy życzliwi mi ludzie wybrali dość dziwny sposób, żeby mnie pocieszać. Nieraz słyszałem już podejrzanie pochlebne głosy: „To nic, po pańskiej śmierci wszystko zostanie wydane!”. Jestem im oczywiście bardzo wdzięczny!

Nie sposób nie wspomnieć w kilku słowach o ostatniej sztuce Michaiła Bułhakowa Batum2, której bohaterem jest Stalin.

Wśród różnych opinii na jej temat przeważają dwie. Według pierwszej Bułhakow tak „pokochał” Stalina, że postanowił sławić go w swojej świetnej sztuce Batum. Według drugiej pisarz się poddał i napisał panegiryk na cześć Stalina. Obie te opinie, o dziwo, są sobie bliskie, ponieważ w obu przypadkach Stalin triumfuje – zwycięża nad niepokornym pisarzem.

Tymczasem jest inaczej. Przez piętnaście lat Bułhakow słyszał ze wszystkich stron, że powinien napisać utwór na cześć władzy radzieckiej. Przez piętnaście lat bronił się przed tym, ale w tajemnicy przygotowywał sztukę o najważniejszym przedstawicielu tej władzy. Z jakim skutkiem? Sztuka została zakazana przez jej bohatera!

Dlaczego tak się stało? Poprawna odpowiedź na to pytanie brzmi: sztuka nie jest panegirykiem na cześć Stalina. Najtrafniej wyraził to kiedyś Konstantin Simonow.

Przeczytałem Batum. Sztuka dobra, jak wszystko, co napisał Bułhakow. Jeśli chodzi o Stalina, jest on tu oczywiście pokazany jako wielka osobowość i sztuka traktuje o kształtowaniu się tej osobowości. Jednocześnie nie ma w niej nic, co sugeruje, że pisarz stworzył ją „na kolanach”. Sztuka, według mnie, sprawiedliwa. To bardzo ważne.

Zakazując jej, Stalin zdawał sobie sprawę z tego, że po raz kolejny przegrał bitwę z pisarzem.

Swoje dzienniki Michaił Afanasjewicz i Jelena Siergiejewna Bułhakowowie pisali w bardzo ciężkich czasach, kiedy ostrożni ludzie starali się nie dokumentować bieżących wydarzeń, a tym bardziej swego życia osobistego. Teraz jest już oczywiste, że te codzienne zapiski, listy i inne materiały składają się na wybitne świadectwo tamtej epoki.

Historia samych dzienników Bułhakowa jest dość tajemnicza, choć wiele się wyjaśniło w ostatnim czasie, po odtajnieniu archiwów OGPU-NKWD. Dowiedzieliśmy się, że w maju 1926 roku, w czasie rewizji mieszkania Bułhakowów przeprowadzonej przez funkcjonariuszy OGPU, skonfiskowano dzienniki pisarza (trzy zeszyty) oraz rękopis Psiego serca. W protokole rewizji odnotowano lata, w których prowadzony był dziennik (1921–1923 oraz 1925).

Bułhakow wiele razy zwracał się do OGPU i innych urzędów o zwrot dzienników i nigdy nie dostał odpowiedzi. Z opublikowanych dokumentów OGPU wynika, że ostatni raz pisarz zwracał się w tej sprawie do A.I. Rykowa w 1930 roku (prawdopodobnie na samym początku; list do tej pory nie został odnaleziony). Po czym ponoć dzienniki, rękopisy Psiego serca i inne dokumenty zostały mu zwrócone. Obecnie mamy jeden „materialny” dowód tego faktu: na zachowanym w archiwach rękopisie Psiego serca widnieje własnoręczna adnotacja Bułhakowa: „Egzemplarz zabrany przez GPU i zwrócony” – wprawdzie bez daty zwrotu rękopisu, ale są dowody, że jesienią 1929 roku materiały nie zostały jeszcze pisarzowi zwrócone. Rozpatrujący podanie Bułhakowa do władz z 30 lipca 1929 roku A.P. Smirnow (jeden z kierowników Partii) odnotował w swoim wniosku adresowanym do Politbiura KC: „Nie stwierdzono nieprawidłowości w działaniach OGPU w sprawie odebrania Bułhakowowi jego dzienników. Należy zaproponować OGPU ich zwrócenie”. Jednak zaplanowane na 5 września posiedzenie Politbiura nie odbyło się z powodu nieobecności Stalina (był na urlopie). Tak czy owak, rękopisy zostały zwrócone nie później niż w marcu 1930 roku (28 marca Bułhakow napisał swój słynny List do Rządu ZSRR, w którym nie wspomina już o skonfiskowaniu dzienników i rękopisów).

Rękopisy Psiego serca znajdują się w archiwach pisarza (dwa egzemplarze), brak tam natomiast dzienników. Na szczęście, zachowały się cztery niewielkie fragmenty dziennika (autografy!) ze stycznia i lutego 1922 roku, wycięte przez pisarza z zeszytu nieodebranego przez OGPU!

Moim zdaniem Bułhakow wyciął je specjalnie – na dowód istnienia dziennika. Jeśli zaś chodzi o trzy zeszyty dziennika skonfiskowane u pisarza przez OGPU, ani on sam, ani Jelena Siergiejewna, ani L.J. Biełoziorska nie zostawili o nich żadnej wzmianki. Istnieje wprawdzie wersja, że warunkiem zwrotu dzienników pisarzowi było ich zniszczenie, ale trudno w to uwierzyć (dlaczego w takim razie nie zażądano zniszczenia Psiego serca?). Nie można jednocześnie pominąć faktu, że Bułhakow spalił swoje dzienniki razem z rękopisami w marcu 1930 roku („Osobiście, własnymi rękami, rzuciłem do pieca brudnopis powieści o diable, brudnopis komedii i początek powieści Teatr” – pisał w liście do Rządu ZSRR z 28 marca 1930 roku).

Przez długie lata o dziennikach Bułhakowa nic nie było wiadomo. Zakładano jednak, że w zbiorach służb bezpieczeństwa pozostał po nich ślad. Dopiero w 1989 roku dokonano „sensacyjnego odkrycia” („odkrycia” posypały się z archiwów KGB) – do RGALI3 została przekazana kopia maszynopisu dziennika pisarza. Był to najpewniej jeden z egzemplarzy maszynopisu przedłożonego w swoim czasie Stalinowi lub Mołotowowi. Po opublikowaniu tego tekstu („Tieatr”, 1990, nr 2) wielu badaczy (jak również czytelników) zakwestionowało jego rzetelność. Niestety były ku temu powody. Po pierwsze, jak się później okazało, tekst został skrócony. Po drugie, w maszynopisie roiło się od błędów, popełnionych w swoim czasie przez „tłumaczy” z OGPU. Jednocześnie każdy, kto choć trochę czuł język i styl Bułhakowa, nie wątpił w autentyczność Bułhakowowskiego tekstu, mimo że mocno zniekształconego.

Wkrótce pojawiły się informacje o tym, że w archiwach KGB zachowała się fotokopia dziennika. Na jej podstawie przygotowano nową publikację („Niezawisimaja Gazieta”, 1993, 24 listopada; 8, 9, 15, 22 grudnia), w której została poprawiona znaczna część błędów i obecnych wcześniej zniekształceń tekstu. Autor tej przedmowy miał okazję pracować z fotokopią dziennika Bułhakowa w archiwum służb bezpieczeństwa i dokonał ponad stu uściśleń w tekście, chociaż w trzech lub czterech miejscach nie udało się go odczytać (chodzi oczywiście o pojedyncze słowa).

Dzienniki mają wyraźnie polityczny charakter. Pisarza interesowały wszystkie najważniejsze wydarzenia, które jego zdaniem mogły wpłynąć na procesy polityczne w Rosji. Jego opinie są precyzyjne, solidnie uargumentowane, a w niektórych przypadkach niemal prorocze. Bułhakow zauważa i odnotowuje wszystko co najbardziej wyraziste, istotne, znamienne, niezależnie od zabarwienia politycznego. W dzienniku pojawiają się takie postacie, jak Mussolini, Hitler, Stresemann, Lloyd George, Poincaré, Lenin, Trocki, Zinowjew, Kamieniew, Rakowski, Dimitrow, Kołarow, Wrangel, Milukow i wiele innych.

O przenikliwości Bułhakowa świadczy również jego ocena (błyskotliwa, treściwa, głęboka, i co najważniejsze, zapowiadająca przyszłe wydarzenia) ruchu smienowiechowskiego4, „nikitińskich subbotników”5 i własnych utworów.

„Jesteśmy dzikim, ciemnym, nieszczęsnym narodem”. Te gorzkie słowa mogą posłużyć za motto całej jego twórczości.

Dziennik Jeleny Siergiejewny Bułhakowej jest dokumentem zupełnie innego rodzaju. To z miłością i troską zapisane słowa, myśli i czyny człowieka, dla którego się poświęciła – jak prawdziwa Małgorzata dla swego Mistrza.

Również ten dziennik ma swoją historię. Pierwszy wpis pochodzi z 1 września 1933 roku. Nawiązuje bezpośrednio do dziennika Michaiła Bułhakowa:

Dziś mija pierwsza rocznica naszego spotkania z M.A. po rozłące.

Misza upiera się, bym prowadziła ten dziennik. Sam zaś, po tym jak w 1926 roku odebrano mu w czasie przeszukania jego dzienniki, obiecał sobie, że nigdy więcej nie będzie ich prowadził. Prześladuje go potworna myśl, że w każdej chwili mogą mu odebrać jego pisarski dziennik.

A zatem Bułhakow nalegał na prowadzenie zapisków! Potrzebował ich jako nieodłącznej części codziennego życia, dlatego traktował dziennik Jeleny Siergiejewny jak swój własny. Rzeczywiście większa część notatek Jeleny Siergiejewny jest w jakiś sposób związana z Bułhakowem, czasami to zacytowane wprost jego wypowiedzi, rozmyślania, rozmowy. W osobie Jeleny Siergiejewny Bułhakow miał prawdziwego La Grange’a, tylko bardziej oddanego, wrażliwego i przewidującego. Oto zapis z pierwszej redakcji jej dziennika: „Nie wiem, kto i kiedy będzie czytał moje zapiski. Ale niech tego kogoś nie dziwi, że piszę wyłącznie o tym, co się dzieje. Ten ktoś nie wie, w jakich strasznych warunkach pracował Michaił Bułhakow, mój mąż”.

Jelena Siergiejewna prowadziła dziennik przez siedem lat (1933–1940), do ostatnich dni życia Michaiła Afanasjewicza. Składa się na niego siedem grubych zeszytów, nie licząc zeszytów specjalnych, „tematycznych” (na przykład tych z notatkami z czasu choroby pisarza). Sześć z nich się zachowało, jeden zaś zniknął w tajemniczych okolicznościach. Można snuć na ten temat różne przypuszczenia, ale faktem jest, że w czasie przyjmowania do działu rękopisów biblioteki im. Lenina trzeciej części archiwum M.A. Bułhakowa (we wrześniu 1970 roku, od razu po śmierci Jeleny Bułhakowej) nie zrobiono szczegółowej inwentaryzacji tych materiałów (dwie pierwsze części archiwum pisarza składała sama Jelena Siergiejewna, zgodnie z bardzo szczegółowymi opisami, które sporządziła osobiście), więc teraz nie wiadomo, gdzie znajduje się pierwszy zeszyt.

Na szczęście Jelena Siergiejewna przepisała wcześniej ów zaginiony zeszyt.

Na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych postanowiła przygotować swój dziennik do wydania. Zaczęła redagować tekst, a potem przepisywać go do nowych zeszytów. Trzeba podkreślić, że zmiany i uściślenia wnosiła tylko tam, gdzie pojawiły się niejasności lub niefortunne sformułowania, natomiast sam sens (z paroma wyjątkami) pozostawał niezmieniony.

Jelena Siergiejewna skrupulatnie zredagowała i przepisała pięć pierwszych zeszytów, co stanowiło cztery nowe zeszyty tekstu. Kolejne dwa tylko zredagowała (ołówkiem na pierwotnym tekście piórem atramentowym) bez ich przepisywania. W wyniku tej pracy powstały dwie redakcje dzienników: pierwotna redakcja (siedem zeszytów) i druga redakcja, licząca cztery nowe przepisane zeszyty i dwa zeszyty pierwszej redakcji (zredagowane).

Listy Bułhakowa, przedstawione w tym wydaniu, nie tylko uzupełniają braki notatek w pewnych okresach, ale są również świetnym dopełnieniem zapisów z dziennika. Dzienniki i listy, razem wzięte i ułożone chronologicznie, umożliwiają pełniejszą rekonstrukcję wydarzeń związanych z życiem i twórczością pisarza.

Podczas lektury dzienników Jeleny Siergiejewny uderza to, że w tym zapisie ich wspólnego życia nie ma wzmianki o jakiejkolwiek kłótni. Życie Bułhakowa (i jako jego odbicie, życie Jeleny Siergiejewny) było czasami nie tylko ciężkie, ale wręcz nie do wytrzymania, więc wydaje się praktycznie niemożliwe, żeby nigdy się nie kłócili.

Wystarczająco dużo powiedziano już o zasługach Jeleny Siergiejewny w związku z zachowaniem archiwum pisarza. Nie zwracano jednak uwagi na rzecz najważniejszą: wiele rękopisów Bułhakowa zachowało się w archiwum tylko w jednym egzemplarzu i ich utrata oznaczała utratę na zawsze spuścizny po genialnym pisarzu! Dlatego żona Bułhakowa dążyła do tego, by jego utwory zostały przepisane na maszynie. Zrobiła to sama.

Zachowało się niewiele autografów pisarza z lat dwudziestych. Ale to nie wina Jeleny Siergiejewny: wszystko, co trafiło do jej rąk, zostało przez nią zachowane.

Mało uwagi poświęcono też jej próbom przebicia się przez biurokratyczne mury, gdy starała się o publikację spuścizny po Bułhakowie, niewiele też powiedziano o ogromnej pracy włożonej przez żonę pisarza w przygotowanie tekstów i ich wydanie, gdy pojawiła się taka możliwość. Sam fakt, że skończyła pracę nad rękopisem Mistrza i Małgorzaty i opublikowała powieść w latach sześćdziesiątych (przyjaciel i biograf pisarza P.S. Popow przepowiadał w 1940 roku, że powieść zostanie opublikowana nie wcześniej niż za sto lat!), świadczy o jej wyjątkowych zdolnościach i ogromnym uporze w realizacji postawionego sobie celu.

Jelena Siergiejewna Bułhakowa doprowadziła do wydania drukiem przeważającej części spuścizny po pisarzu. Zrobiłaby więcej, gdyby potrafiła pokonać przeszkody Gławlitu… W liście do Nikołaja Afanasjewicza Bułhakowa z 7 września 1962 roku pisze:

Zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby nie przepadł ani jeden napisany przez niego wers, żeby nie zapomniano o jego wyjątkowej osobowości… To jest cel, cel mojego życia. Dużo mu obiecałam przed śmiercią i wszystko spełnię…

O niezwykłej miłości do „Małgorzaty” „Mistrz” opowiedział w swojej ostatniej powieści. W życiu codziennym nie lubił mówić o rzeczach najskrytszych. Ale w niektórych listach Bułhakowa widać jego gorące uczucie do Jeleny Siergiejewny.

Ona natomiast nigdy nie ukrywała swoich uczuć, choć najwspanialsze słowa o tej niezwykłej miłości wypowiedziała znacznie później, w latach pięćdziesiątych.

Mimo wszystko, mimo że zdarzały się chwile czarne, koszmarnie ciężkie, chwile nie smutku, ale przerażenia na myśl o nieudanym życiu literackim, to gdybyście powiedzieli, że mieliśmy, że ja miałam tragiczne życie, odpowiedziałabym – nie! Ani sekundy. Było to najwspanialsze życie, jakie tylko można sobie wymarzyć, najszczęśliwsze. Byłam wtedy najszczęśliwszą kobietą na świecie…

Gdy pisarz umierał, a bliscy Bułhakowów byli świadkami tej niewyobrażalnie tragicznej walki o życie ukochanego człowieka, pragnęli utrwalić w pamięci owe chwile. Siostra Jeleny Siergiejewny Olga Bokszanska pisała wtedy do matki: „…Lusia strasznie się zmieniła… w oczach ma takie przerażenie, taki smutek… cały czas gorąco pragnie walczyć o jego życie. «Nie oddam go – mówi do mnie – wyrwę go śmierci». Kocha go tak mocno, że nie mieści się to w zwykłym pojmowaniu miłości…”.

Dziennik Mistrza i Małgorzaty to książka o życiu i twórczości jednego z najbardziej niezwykłych pisarzy rosyjskich XX wieku. To opowieść samego Bułhakowa i jego przyjaciółki, muzy i anioła stróża, Jeleny Siergiejewny Bułhakowej. Są to dzienniki i listy, przedstawione chronologicznie w formie jednolitego tekstu, dające jedyną w swoim rodzaju możliwość przeżycia – dzień po dniu – jego najcięższych i najbardziej płodnych twórczo lat; możliwość dotknięcia tego, co prawie zawsze pozostaje głęboką tajemnicą – wewnętrznego świata twórcy.

Wiktor Łosiew

POD BUTEM

* * *

Dziennik i listy

Michaiła Bułhakowa

1921

Na Bolszej Sadowej

Stoi dom piętrowy

Mieszka w domu nasz brat

Zjednoczony proletariat

A ja zgubiłem się w nim

Niczym, za przeproszeniem,

Jakiś atom…

17 listopada

DO W.M. WOSKRIESIENSKIEJ6 ►

Droga Mamo,

Jak się Mama miewa, jak zdrowie? […]

Szkoda, że w krótkim liście nie dam rady opisać ze szczegółami, jak wygląda teraz Moskwa. Mogę tylko powiedzieć w skrócie, że trwa bezwzględna walka o przetrwanie i dostosowanie się do nowych warunków życia. Przyjechałem do Moskwy bez niczego półtora miesiąca temu i osiągnąłem, jak mi się wydaje, maksimum tego, ile można osiągnąć w tak krótkim czasie. Mam posadę ►. Choć nie jest to wcale rzecz najważniejsza. Trzeba jeszcze umieć dostawać wypłatę. I to, aż sam się dziwię, mnie się udało. Tyle że, jak na razie, są to marne pieniądze. Niemniej jednak w tym miesiącu mamy już z Taśką co jeść ►, zrobiliśmy zapasy ziemniaków, Taśka oddała pantofle do naprawy, stać nas na kupno drewna na opał i tak dalej.

Trzeba nie tyle pracować, ile zaharowywać się na śmierć. Od rana do nocy, i tak każdego dnia bez ustanku.

Trwa powszechna likwidacja radzieckich urzędów i etatów. Mój urząd też to dotknęło i wydaje się, że są to jego ostatnie dni. Wszystko wskazuje na to, że wkrótce zostanę bez pracy. Ale to nic. Już podjąłem działania, by, gdy przyjdzie pora, zdążyć na czas ze znalezieniem posady w sektorze prywatnym. Mama chyba już wie, że tylko dzięki niemu oraz pracy w handlu da się w Moskwie przetrwać. […]

Afanasij Iwanowicz i Warwara Michajłowna Bułhakowowie – ojciec i matka pisarza

Próbuję zdobyć pracę w korporacji lnianej ►. Oprócz tego zaproponowano mi posadę w nowo powstającej gazecie przemysłowej – nie wiadomo jeszcze na jakich warunkach. Jest to opłacalny interes i jestem na okresie próbnym. Wczoraj i dziś miałem coś w rodzaju egzaminu. Jutro powinni mi wypłacić pół miliona zaliczki. Jeśli tak się stanie, będzie to oznaczało, że przeszedłem i być może zostanę kierownikiem działu kroniki. No więc len, gazeta przemysłowa i praca dorywcza – taki mam plan. Kierunek poszukiwania pracy i zawodu, wybrany przeze mnie jeszcze w Kijowie, okazał się absolutnie słuszny. Inny zawód nie wchodzi w grę. Oznaczałoby to, w najlepszym wypadku, głodowanie. […]

Znajomości mam mnóstwo – i dziennikarskich, i teatralnych, i zwykłych praktycznych. Ma to duże znaczenie w dzisiejszej Moskwie, która wkracza w nową, nieznaną tu przedtem rzeczywistość bezwzględnej konkurencji, zaradności, wykazywania inicjatywy itd. Inaczej żyć się nie da, bo zginiesz. A ja nie mam zamiaru znaleźć się wśród przegranych.

[…] Biedna Taśka stara się, jak może, kombinuje, jak ugotować obiad z byle czego. Ale dzielnie sobie radzi! Krótko mówiąc, kręcimy się w kółko. Najważniejsze to mieć dach nad głową. Ratuje nas ►pokój Andrieja. Po powrocie ►Nadii sytuacja oczywiście niebezpiecznie się skomplikuje. Ale o tym na razie nie myślę, staram się nie myśleć, i bez tego mam mnóstwo poważnych problemów.

W Moskwie przeliczają wszystko wyłącznie na setki tysięcy i miliony. Czarny chleb – 4600 rubli za funt, biały – 14 tysięcy. I cena wciąż rośnie! W sklepach pełno towarów, tylko nie ma za co kupować! Teatry wypełnione, miałem wczoraj sprawę do załatwienia i przechodziłem obok Teatru Wielkiego (już nie wyobrażam sobie, że można chodzić sobie tak po prostu, nie załatwiając żadnych spraw!), spekulanci sprzedawali bilety po 75, 100, 150 tysięcy rubli! W Moskwie jest wszystko: obuwie, tkaniny, mięso, kawior, konserwy, delikatesy – wszystko! Jak grzyby po deszczu wyrastają kawiarnie. I wszędzie są potrzebne setki, setki, setki!!! Fala spekulacji zalewa wszystko.

Rodzina Bułhakowów na daczy w Buczy (pod Kijowem). Od lewej: w górnym rzędzie – Michaił Bułhakow, W. Bogdanow, I.L. Bułhakowa; w środkowym rzędzie – M.M. Pokrowski, Wiera i Warwara Michajłowna Bułhakowa, N.M. Pokrowski, Waria Bułhakowa, I.P. Woskriesienski; w dolnym rzędzie – Nadia Bułhakowa, T.N. Łappa, Jelena Bułhakowa, M. Lisianska, lato 1914

Marzę o jednym: przetrwać jakoś zimę, przeżyć grudzień, który będzie chyba najcięższym miesiącem. Pomoc Taśki jest dla mnie nieoceniona, biorąc pod uwagę ogromne odległości, które muszę codziennie pokonywać, biegając (dosłownie) po Moskwie. Dzięki niej oszczędzam mnóstwo energii i sił, bo karmi mnie i zostawia do zrobienia tylko to, z czym sama sobie nie radzi: rąbanie wieczorem drewna na opał i przynoszenie rano ziemniaków.

Oboje biegamy po Moskwie w lichych paltocikach. Dlatego chodzę, wystawiwszy do przodu jeden bok (przewiewa mi, nie wiem czemu, lewą stronę). Marzę, by zdobyć dla Tatiany ciepłe buty. Ona nie ma nic prócz pantofli.

Może się poszczęści! Byleby mieć lokum i zdrowie!

[…] Piszę to wszystko również w tym celu, by pokazać, w jakich warunkach przychodzi mi urzeczywistniać swoją idée fixe. Chodzi o to, żeby w ciągu trzech lat się odbić i mieć mieszkanie, ubrania, jedzenie i książki. Czy się uda – zobaczymy.

Nie będę pisał, bo Mama i tak mi nie uwierzy, jacy z Taśką zrobiliśmy się zaradni. Trzęsiemy się nad każdym polanem drewna.

Życie daje nam w kość.

Nocami piszę we fragmentach Zapiski ziemskiego lekarza. Może wyjdzie z tego coś porządnego. Poprawiam Chorobę. Ale brakuje mi czasu! I to mnie boli! […]

PS Najprzyjemniejszym moim wspomnieniem ostatnio jest – niech Mama zgadnie co?

Jak spałem u Mamy na kanapie i piłem herbatę, zagryzając francuskimi bułkami. Dużo bym dał za to, żeby choć na dwa dni móc się tak położyć po wypiciu herbaty i o niczym nie myśleć. Jestem taki zmęczony. […]

T.N. Łappa – pierwsza żona M.A. Bułhakowa

1 grudnia

DO N.A. ZIEMSKIEJ

…Kieruję działem kronikarskim „Torg. Prom. Wiestn.”7 i jeśli zwariuję, to właśnie przez niego. Nawet sobie nie wyobrażasz, co to znaczy uruchomić wydanie prywatnej gazety! W numerze drugim ma się ukazać ►artykuł Borysa o lotnictwie w przemyśle, o kubaturze, sztaplach itp., itp. Zupełnie wytrąciło mnie to z równowagi. Co z papierem? A co, jeśli nie będziemy mieli ogłoszeń? A kronika!!! A cenzus!!! Przez cały dzień prawdziwy kocioł.

Napisałem felieton Eugeniusz Oniegin do „Ekranu” (czasopisma teatralnego). Nie wzięli. Powód – nie nadaje się do czasopisma teatralnego, tylko do literackiego. Napisałem felieton literacki poświęcony Niekrasowowi Muza zemsty. Wzięli do Biura Felietonów Literackich przy GPP8. Zapłacili stówę. Dali to do „Wiestnika Iskusstw”9, który powinien się ukazać przy Teo GPP. Już z góry wiem, że albo czasopismo się nie ukaże, albo ktoś uzna w ostatniej chwili, że Muza nie pasuje… i tak dalej. Chaos.

Nie dziw się, że list jest tak niechlujnie napisany. Nie robię tego specjalnie, po prostu jestem potwornie zmęczony. Odpuściłem sobie. O żadnym pisaniu nie myślę. Jestem szczęśliwy, tylko gdy Taśka daje mi gorącej herbaty. Odżywiamy się teraz o wiele lepiej niż na początku. Chciałem napisać do Ciebie długi list z opisem Moskwy, ale wyszło, jak wyszło…

1922

13 stycznia

DO N.A. ZIEMSKIEJ

…Wysyłam z tym listem felieton Renesans handlu. Mam nadzieję, że zechcesz (w zamian postaram się pomóc Ci w Moskwie) udać się do którejś z kijowskich gazet według Twojego wyboru (najchętniej do dużej codziennej) i zaproponować go w trybie pilnym.

Wyniki tego mogą być następujące:

1) nie wezmą go, 2) wezmą, 3) wezmą i się zainteresują.

O pierwszym przypadku nie ma co mówić. W przypadku drugim odbierz honorarium według ich stawek i wyślij mi pocztą, odliczając sobie z tego kwotę niezbędną na opłaty pocztowe i inne wydatki poniesione przy korespondencji i sprawach z tym związanych (ile będziesz uważała).

Nadieżda Bułhakowa (po mężu Ziemska), 1912 (po lewej)

Rękopis felietonu Renesans handlu (po prawej)

Jeśli zaś uda się to trzecie, zaproponuj mnie w charakterze stołecznego korespondenta do jakich będą chcieli spraw lub do pisania felietonów literackich o Moskwie do dolnego odcinka. Niech przyślą zaproszenie i zaliczkę. Powiedz im, że kieruję działem kroniki w „Wiestniku”, że jestem zawodowym dziennikarzem. Jeśli wydrukują Renesans, przyślij pocztą dwa numery. Mam nadzieję, że wybaczysz mi, że Cię niepokoję. […] Wiem, że zrozumiesz, co dziś czuję, upadając razem z „Wiestnikiem”.

Jednym słowem, jestem zdruzgotany. […]

15 lutego (dziennik)

…Ponoć „Jar” otworzyli!

Siarczysty mróz. Ogrzewanie działa, ale słabo. I w nocy zimno.

25 stycznia

(Dzień Tatiany)10

►Zarzuciłem dziennik. A szkoda, bo działo się dużo ciekawego.

Do tej pory nie znalazłem pracy. Odżywiamy się z żoną byle jak. Dlatego i pisać się nie chce.

Czarny chleb kosztuje 20 tysięcy za funt, biały […] tysięcy.

►Wujkowi Koli dokwaterowali na siłę parkę, gdy go nie było w […] Moskwie, wbrew wszelkim rozporządzeniom. […]

26 stycznia

Dołączyłem do trupy aktorów wędrownych; będę grał na peryferiach miasta. Bilet na spektakl kosztuje 125 rubli. Zabójczo tanio. Oczywiście przez te spektakle nie będę miał czasu na pisanie, zaklęte koło.

Prawie z żoną głodujemy.

Nie zanotowałem, że o śmierci Korolenki było głośno w gazetach. ►Czułości.

►Piłem dziś u N.G. wódkę.

9 lutego

Trwa najczarniejszy okres mojego życia. Głodujemy z żoną. Musieliśmy pożyczyć od wujka trochę mąki, oleju i ziemniaków. ►Od Borysa – milion. Obiegłem całą Moskwę – nie znalazłem pracy.

Walonki się rozpadły.

[…] Być może pałacyk Z. zarekwirują, żeby urządzić w nim dom dla głodujących dzieci.

Naukowiec prof. C. chętnie wyrzuca z listy otrzymujących racje akademickie wszystkich aktorów, cudowne dzieci (syn Meyerholda dostał rację akademicką!) i „naukowców” w typie wykładowców Uniwersytetu Swierdłowskiego. Na akademickiej […].

14 lutego

Wieczorem na dawnych kursach kobiecych (obecnie drugim uniwersytecie) na Polu Diewiczym wyznaczono ►sąd nad Zapiskami lekarza. Wpół do siódmej zebrał się już czarny tłum studentów przy wszystkich wejściach i próbowano się przez nie wedrzeć. Przyszło kilka tysięcy. W audytorium […].

Wieriesajew jest wyjątkowo brzydki, podobny do starego Żyda (świetnie się trzyma jak na swój wiek). Ma wąziutkie oczy, nabrzmiałe ciężkie powieki, łysinę. Niski głos. Bardzo mi się spodobał. Sprawiał zupełnie inne wrażenie niż wtedy na odczycie. Może dlatego, że tak się różnił od profesorów. Tamci poruszają nudne, trudne tematy, Wieriesajew zaś jest bliżej studentów, którzy chcą szczerych odpowiedzi na nurtujące ich pytania. Mówi niewiele. Ale gdy mówi, to jakoś tak mądrze i inteligentnie mu to wychodzi.

Były z nim dwie damy, chyba żona i córka. ►Żona bardzo sympatyczna […].

15 lutego

Pogoda się zepsuła. Dziś jest mroźnie. Chodzę w resztkach obuwia. Walonki już się nie nadają. Głodujemy. Jestem zadłużony u wszystkich naokoło.

Moja „posada” w radzie wojskowo-redakcyjnej skończy się […].

[…] sytuacja republiki, jeśli chodzi o stan pożarowy, jest katastrofalna. Ale gdzie sytuacja nie jest katastrofalna? Jeśli konferencja w Genui się nie odbędzie, pytam się, co zrobimy?

16 lutego

I jak tu nie wierzyć w przesądy?! Napotkałem kondukt pogrzebowy i […] 1) jest chyba w gazecie „Raboczij”. […]

N.M. Pokrowski z siostrzeńcami – Wierą, Nikołajem, Warwarą i Nadieżdą Bułhakowami, Jessentuki, 1912

24 marca

DO N.A. ZIEMSKIEJ

…Nie będę opisywał życia w obecnej Moskwie. Jest to coś tak nieprawdopodobnego, że trzeba by poświęcić temu z osiem stron. W przeciwnym razie nie da się go zrozumieć. […] Przywołam tylko na wszelki wypadek parę detali wziętych na chybił trafił.

Co najbardziej rzuca mi się w oczy: 1) jeśli człowiek jest źle ubrany – koniec, 2) zwiększa się liczba tramwajów i ponoć upadają sklepy, teatry (prócz „groteski”) oraz prywatne wydawnictwa literackie. Cen nie podejmuję się podać, ponieważ pieniądz traci na wartości w oszałamiającym tempie i jego wartość w ciągu dnia i wieczorem nieraz się różni. […]

Reszty nie da się opisać. Ciekawie wygląda sprawa z mieszkaniami. Na szczęście dla mnie ten koszmar na czwartym piętrze, gdzie przez pół roku walczyłem o przeżycie, nie kosztuje dużo (za marzec około 700 tysięcy). […]

Jestem dosłownie zawalony pracą. Nie mam czasu na pisanie ani na porządną naukę języka francuskiego. Kompletuję sobie bibliotekę (u bukinistów – bezczelnej i ograniczonej swołoczy – książki są droższe niż w sklepach). […]

Jest druga w nocy. Jestem tak zmęczony, że nie wiem nawet, co właściwie napisałem! Jakieś bzdury, a o najważniejszym chyba zapomniałem…

►DO W.A. BUŁHAKOWEJ

…Mam mnóstwo pracy; jestem zatrudniony w dużej gazecie „Raboczij” i kieruję wydawnictwem w Komit(ecie) Nauk(owo)-Techn(icznym). U Borysa Michajłowicza Ziemskiego. Od niedawna. Najbardziej palący problem w Moskwie to lokum. Mieszkam od wyjazdu Andrieja Ziemskiego w jego pokoju. Na Bolszej Sadowej 10 m. 50. Pokój parszywy, sąsiedztwo również, nie czuję się tu dobrze, wprowadzenie się tutaj kosztowało dużo zachodu. O moskiewskich cenach nie będę pisał, są kosmiczne. Moje miesięczne zarobki to około 45 milionów (według kursu marcowego). Nie starcza. Trzeba się nagimnastykować, żeby dodatkowo zarobić. Mam w Moskwie bardzo wielu znajomych (świat dziennikarzy i aktorów), ale rzadko kogo widuję, ponieważ spalam się w pracy i biegam po Moskwie wyłącznie w sprawach gazety. […]

1923

23 stycznia

DO W.A. BUŁHAKOWEJ

Droga Wiero,

Dziękuję Wam wszystkim za telegram. Bardzo się ucieszyłem, że jesteś w Kijowie. Niestety nie dowiedziałem się z telegramu, czy wróciłaś na stałe, czy tylko chwilowo? Marzę o tym, by wszyscy nasi osiedlili się wreszcie na dobre w Moskwie i Kijowie.

A.N. Tołstoj i N.W. Krandijewska

Sądzę, że ty i Lela ►, razem i w zgodzie, mogłybyście urządzić się w miejscu, gdzie mieszkała mama. Może się mylę, ale wydaje mi się, że lepiej by było również dla Iwana Pawłowicza, gdyby został przy nim ktoś z rodziny, blisko z nim związanej i wiele mu zawdzięczającej. Ze smutkiem ►myślę za każdym razem o Koli i Wani, że żadne z nas w niczym nie może im teraz pomóc. Z ogromnym smutkiem myślę o śmierci matki i o tym, że w Kijowie nie ma nikogo z Iwanem Pawłowiczem. Moim jedynym pragnieniem jest, by Twój przyjazd przysłużył się nie niezgodzie między naszymi, tylko na odwrót, by zjednoczył kijowian. Dlatego tak się ucieszyłem, przeczytawszy o „zgodnej rodzinie”. To jest dla nas wszystkich najważniejsze. Uwierz mi, odrobina dobrej woli i świetnie byście razem mogli mieszkać. Widzę po sobie: po wszystkich tych ciężkich przeżyciach najbardziej cenię spokój! Tak bardzo bym chciał być wśród swoich. Ale nic na to nie poradzę. Tu, w Moskwie, w warunkach nieporównanie trudniejszych niż u Was, zamierzam jednak normalnie się urządzić. […]

Mam do Ciebie wielką prośbę: żyjcie w zgodzie – z szacunku do mamy.

Bardzo dużo pracuję i jestem potwornie zmęczony. Może uda mi się na wiosnę wyrwać do Kijowa, mam nadzieję, że zobaczę się z Tobą i Iwanem Pawłowiczem. Jeśli urządzisz się w Kijowie, poradź się Iwana Pawłowicza ►i Warwary, co można zrobić, by zatrzymać działkę mamy w Buczy. Będzie mi potwornie przykro, jeśli przepadnie. […]

Twój brat Michaił

Autoportret A.N. Tołstoja z żartobliwym podpisem oraz autografy Bułhakowa, S. Kalmensa, M. Lewidowa, 1923

24 maja

Zarzuciłem dziennik na dłuższy czas, 21 kwietnia wyjechałem z Moskwy do Kijowa i zostałem tam do 10 maja. W Kijowie poddałem się operacji (guz za lewym uchem). ►Wybierałem się na Kaukaz, ale nie pojechałem. 12 maja wróciłem do Moskwy. I tu zaczęły się dziać poważne rzeczy. ►W Lozannie został zabity przez Conradiego radziecki dyplomata Wacław Wacłowicz Worowski. ►12 maja w Moskwie zorganizowano potężną demonstrację. ►Zabójstwo Worowskiego zbiegło się z ultimatum Curzona postawionym Rosji: ►wycofać zuchwałe noty Weinsteina, wręczone angielskiemu attaché handlowemu w Moskwie, zapłacić za zatrzymanie angielskich statków rybackich na Morzu Białym, zrezygnować z propagandy na Wschodzie itd.

Zapachniało zerwaniem stosunków, a nawet wojną. Chociaż wszyscy uważają, że jej nie będzie. Co jest zrozumiałe, no bo jak mamy wojować z Anglią? Ale blokada jest bardzo możliwa. Źle się stało, że uaktywniły się i Polska, i Rumunia ( ►Foch był z wizytą w Polsce). Generalnie jesteśmy w przededniu wydarzeń. Dziś w gazetach pogłoski o wysłaniu angielskich okrętów na Morze Białe i Czarne oraz informacja o tym, że Curzon nie chce nawet słyszeć o jakimkolwiek kompromisie i ►żąda od Krasina (który po ultimatum natychmiast pomknął samolotem do Londynu) dokładnego spełnienia warunków ultimatum.

Moskwa wiedzie burzliwe życie, zwłaszcza w porównaniu z Kijowem. Wyróżnia je to, że moskwianie wypijają morze piwa. Ja też dużo piję. I w ogóle w ostatnim czasie się rozpuściłem. Przyjechał z Berlina hrabia Aleksiej Tołstoj. Zachowuje się rozwiąźle i ordynarnie. Dużo pije.

Wypadłem z rytmu pracy – nic nie pisałem od półtora miesiąca.

Patriarcha Tichon, 1920

11 lipca

środa

Najdłuższa przerwa w moim dzienniku. A przez ten czas wydarzyło się wiele ważnych rzeczy.

Głośny konflikt z Anglią zakończył się cicho, pokojowo i kompromitująco. Rząd poszedł na najbardziej upokarzające ustępstwa, zgodził się nawet na zapłacenie rekompensaty za rozstrzelanie dwóch angielskich poddanych, których radzieckie gazety uparcie nazywają szpiegami.

Ostatnio zdarzyła się głośniejsza od tego sprawa: ►patriarcha Tichon napisał nagle oświadczenie, w którym wyrzeka się swej błędnej opinii o władzy radzieckiej i oznajmia, iż nie jest już jej wrogiem itd.

Został zwolniony z aresztu. W Moskwie krążą liczne pogłoski, a w białych gazetach za granicą rozpętała się burza. Nie wierzyli… komentowali itd.

Na płotach i murach pojawiła się przedwczoraj odezwa patriarchy zaczynająca się od słów: „My, z łaski Bożej patriarcha moskiewski i całej Rusi…”.

Sens: jest przyjacielem władzy radzieckiej, białogwardzistów potępia, jak również Żywą Cerkiew11. Żadnych reform w Cerkwi nie chce, z wyjątkiem nowej ortografii i stylu.

Wybuchła straszna kłótnia w Cerkwi. Żywa Cerkiew szaleje. Chcieli całkiem odsunąć patriarchę Tichona, a teraz on przemówił, usługuje etc.

Lato jest paskudne, zimne i deszczowe.

Biały chleb – 14 milionów za funt. Czerwońce (banknoty) coraz droższe i dziś są po 832 miliony12.

25 lipca

Lato 1923 r. jest w Moskwie wyjątkowe. Nie ma dnia, żeby nie lał deszcz, czasami po kilka razy. W czerwcu były dwie potężne ulewy, na Nieglinnym zapadł się chodnik i zostały zalane wszystkie ulice. Dziś było coś podobnego – ulewa z dużym gradobiciem.

Życie jest tak samo chaotyczne, szybkie i koszmarne. Niestety dużo wydaję na alkohol. ►Pracownicy „Gudoka” dużo piją. Dziś znów było piwo. Grałem na Nieglinnym w bilard. „Gudok” dwa dni temu przeprowadził się do Pałacu Pracy i teraz w ciągu dnia ►mam problemy z dotarciem do „Nakanunie”.

Sprawy literackie wyglądają kiepsko. Książka w Berlinie do tej pory się nie ukazała, ►ratuję się felietonami w „Nakanunie”. Przez „Gudok”, który zabiera mi większą część dnia, ►powieść prawie nie posuwa się do przodu.

Życie w Moskwie kipi. Ruchu coraz więcej.

Banknot (czerwoniec) kosztował dziś 975 milionów, a złoty rubel – 100. Według kursu Gosbanku13.

Nieźle, co?

W.L. Katajew

22 sierpnia

Już od miesięcy nie otwieram dziennika i opuszczam ważne wydarzenia.

27 sierpnia

noc

Właśnie ►wróciłem z wykładu smienowiechowców: prof. Klucznikowa, Aleksieja Tołstoja, Bobriszczewa-Puszkina i Wasilewskiego-Nie-Bukwy.

Teatr Zimina był wypełniony po brzegi. Na scenie mnóstwo ludzi, dziennikarzy, znajomych i innych. Siedziałem obok Katajewa. Tołstoj, mówiąc o literaturze, wymienił wśród współczesnych pisarzy mnie i Katajewa.

Książki Notatki na mankietach do tej pory nie ma.

„Gudok” pochłania mnie całkowicie, nie da się pisać.

2 września

niedziela

Dziś banknoty, chwalić Boga, po 2 miliardy 50 milionów rubli i jestem zadłużony po uszy. Pieniędzy mało, przyszłość wygląda niepewnie.

Wczoraj ►przyjechała do nas Sofoczka z matką, mężem i dzieckiem. Przejazdem do Saratowa. Jutro muszą jechać pośpiesznym tam, gdzie życie rodzinne było niegdyś piękne, a teraz czekają tylko poniewierka, nędza i trudy.

Dziś pojechałem z Katajewem na daczę do Aleksieja Tołstoja (do Iwańkowa). Tym razem był bardzo miły. Jedyny minus to źle skrywana ►maniera, jego i żony, traktowania młodych pisarzy jak bohemy.

Wyszliśmy razem z Katajewem i odprowadził nas do tamy. Na niebie widniał półksiężyc, wieczór był gwiaździsty, cisza, Tołstoj mówił o tym, że trzeba stworzyć szkołę neorealistyczną. Trochę nawet się rozczulił:

– Przysięgnijmy, patrząc na księżyc…

Jest odważny, ale szuka wsparcia u mnie i Katajewa. Jego myśli o literaturze są zwykle dobre i celne, czasami wspaniałe.

Pomimo mojej chandry i tęsknoty za przeszłością czasami, tak jak teraz, w tych absurdalnych warunkach przejściowej ciasnoty, w obskurnym pokoju paskudnego domu, mam chwilowe wybuchy pewności siebie i siły. Czuję, jak szybuje moja myśl, i wierzę, że jestem o wiele silniejszy jako pisarz niż wszyscy, których znam. Ale w takich warunkach, jakie panują obecnie, mogę się zmarnować.

3 września

poniedziałek

Po koszmarnym lecie zapanowała piękna pogoda. Od kilku dni świeci słońce, ciepło.

Chodzę codziennie do pracy do swego „Gudoka” i zabijam tam czas w absolutnej beznadziei.

Tak się składa, że pieniędzy brakuje, żyję, jak zwykle, przy swoich skromnych dochodach, ponad stan. Pije się i je dużo i dobrze, ale na kupno rzeczy już nie starcza.

Nie ma dnia bez cholernego napitku – piwa. Dziś też byłem w piwiarni na placu Strastnym z Aleksiejem Tołstojem, Kalmensem, oczywiście, kulawym „Kapitanem”, który stał obok hrabiego jak cień.

Dziś krewni odjechali do Saratowa.

Ukazała się depesza Rosta: w Japonii straszne trzęsienie ziemi. Jokohama zburzona, Tokio płonie, morze zalało brzeg, setki tysięcy ofiar śmiertelnych, pałac cesarski zniszczony, nic nie wiadomo o losie cesarza.

Również dzisiaj, nie znam szczegółów, widziałem w przelocie depeszę, że Włochy napadły na Grecję.

Co się dzieje na tym świecie?

Tołstoj opowiadał o tym, jak zaczynał pisać. Najpierw wiersze. Potem naśladował. Później wziął i wyeksploatował temat życia ziemianina. Początek jego twórczości dała wojna.

9 września

niedziela

Dziś znów byłem u Tołstoja na daczy i przeczytałem mu swoje opowiadanie Diaboliada. Pochwalił, bierze do Petersburga i chce załatwić, żeby opublikowało je czasopismo „Zwiezda”, z jego przedmową. Ale mnie jakoś to opowiadanie nie satysfakcjonuje.

Jest już zimno. Jesień. Siedzę właśnie bez pieniędzy. Wczoraj zezłościłem się na ►wieczne skąpstwo Kalmensa, odmówiłem wzięcia od niego 500 rubli, które mi zaproponował, i znalazłem się przez to w beznadziejnym położeniu. Musiałem pożyczyć miliard od Tołstoja (zaproponowała jego żona).

18 września

wtorek

Notuję wydarzenia w swoim dzienniku fragmentarycznie i ani razu nie wspomniałem, co się dzieje w Niemczech.

A dzieje się tam rzecz następująca: marka niemiecka katastrofalnie traci na wartości. Dziś na przykład pojawiła się wiadomość w radzieckich gazetach, że dolar kosztuje 125 milionów marek! Na czele rządu stoi niejaki Stresemann, którego radzieckie gazety nazywają niemieckim Kiereńskim. Partia Komunistyczna wyłazi ze skóry, żeby wzniecić w Niemczech rewolucję i wywołać zamieszanie. Radek na wielkich partyjnych wiecach kategorycznie oznajmił, że rewolucja w Niemczech już się zaczęła.

Rzeczywiście, w Berlinie nie ma już nic do żarcia, w wielu miastach trwają zamieszki. Możliwe jest zwycięstwo komunistów – i wtedy albo będzie wojna między nami a Polską i Francją, albo zwycięstwo faszystów – (cesarz w Niemczech etc.), a wtedy osłabi się pozycja radzieckiej Rosji. W każdym razie stoimy u progu wielkich wydarzeń.

Źle się dziś czuję. Brakuje pieniędzy. ►Dostałem parę dni temu wiadomość od Koli (list); jest chory (anemia), przygnębiony, smutny. Napisałem do berlińskiego „Nakanunie”, żeby wysłali mu pięćdziesiąt franków. Mam nadzieję, że ta swołocz to zrobi.

►Był dziś u mnie A. Erlich, czytał mi swoje opowiadanie, oraz Komorski i Dewi. Piliśmy wino, gadaliśmy. Póki nie mam mieszkania – nie jestem człowiekiem, zaledwie półczłowiekiem.

25 września

wtorek, rano

Wczoraj się dowiedziałem, że w Moskwie wykryto spisek. Zostali zatrzymani między innymi Bogdanow (przewodniczący WSNCh14!) i Krasnoszczokow (przewodniczący Prombanku15!) oraz komuniści. Spiskiem kierował niejaki Miasnikow, usunięty z partii i przebywający w Hamburgu. W spisku brali udział jacyś fabzawkomowie16 (z branży metalurgicznej). Czego chce cała ta brać – nie wiadomo, ale jak poinformowała mnie pewna komunistka, to jest spisek „lewicowców”(!) – przeciwko NEP-owi17!

W „Prawdzie” i innych organach zaczyna się pobrzękiwanie szabelką z powodu Niemiec (choć nie ma tam, jak widać, nadziei na rewolucję, ponieważ rząd Stresemanna chce się porozumieć z francuskim). Wydaje się, że przez takie artykuły czerwoniec na czarnym rynku spadł poniżej kursu Gosbanku.

Qui vivra – verra18!

30 września

Ponieważ jestem przesiąknięty konserwatywnymi poglądami do… chciałem powiedzieć „szpiku kości”, co brzmi zbyt szablonowo, jestem jednym słowem konserwatystą, w stare święta zawsze ciągnie mnie do dziennika. Jaka szkoda, że nie pamiętam, którego dokładnie września przyjechałem dwa lata temu do Moskwy. Dwa lata! Czy wiele się zmieniło przez ten czas? Oczywiście, że wiele. Mimo to w drugą rocznicę wciąż jestem w tym samym pokoju i taki sam w środku. I jakby tego było mało, choruję.

Po pierwsze, o polityce: wciąż o tej samej nikczemnej i nienormalnej polityce. W Niemczech dalej trwa zamieszanie. Marka jednak zaczęła się umacniać w związku z tym, że Niemcy zaniechali biernego oporu w Ruhrze. Natomiast w Bułgarii trwają waśnie. Toczy się walka z… komunistami! Wojsko Wrangla bierze w tym udział po stronie rządu.

Nie mam żadnych wątpliwości, że te drugorzędne słowiańskie państwa, tak samo dzikie jak Rosja, są podatnym gruntem dla komunizmu.

Nasze gazety na wszelkie sposoby rozdmuchują wydarzenia, chociaż kto wie, być może świat rzeczywiście rozpada się na dwa kawałki – komunistyczny i faszystowski. Co nas czeka – nikt nie wie.

Moskwa to wciąż jakaś dziwaczna kloaka. Szalona drożyzna, i to już nie za „dienznaki”19, tylko za złoto. Czerwoniec był dziś po 4000 rubli, w „dienznakach” z 1923 r. (4 miliardy).

Tak samo, a nawet jeszcze bardziej niż przedtem, nie da się za to nic kupić do ubrania.

Pomijając moje wyimaginowane i realne fobie, muszę przyznać, że mam teraz tylko jeden poważny problem – brak mieszkania.

W literaturze powoli, ale jednak idę do przodu. Jestem o tym przekonany. Szkoda tylko, że nigdy nie mam pewności, czy to, co napisałem, rzeczywiście jest dobre. Jakbym dostawał paraliżu mózgu i ręki, gdy muszę opisać to, co tak głęboko i prawdziwie czuję i myślę.

5 października

piątek

Po pierwsze, wydarzenia polityczne.

Komuniści w Bułgarii zostali doszczętnie rozbici. Powstańcy częściowo zlikwidowani, a część uciekła do sąsiedniej Jugosławii. Wśród uciekinierów są prowodyrzy, Kołarow i Dimitrow. Bułgarski rząd (Cankow) żąda ich wydania. Według sprawdzonych informacji bolszewików (o ile oczywiście jest to prawda, że powstańcy byli bolszewikami) pokonał Wrangel i jego wojska.

W Niemczech zamiast oczekiwanej rewolucji komunistycznej wyszedł wyraźny i powszechny faszyzm. Gabinet Stresemanna podał się do dymisji, formowany jest gabinet fachowców. Ruchem faszystowskim kierują Kahr, grający rolę dyktatora, oraz Hitler, formujący jakiś „Sojusz”. Wszystko to w Bawarii, z której prawdopodobnie może wyłonić się pewnego dnia kajzer. Marka jednak dalej traci na wartości. Dziś w „Izwiestiach” oficjalny kurs dolara wynosi 440 milionów marek, a nieoficjalny – 500.

Również w „Izwiestiach” na pierwszej stronie artykuł Wilenskiego-Sibiriakowa o tym, że wszędzie niespokojnie i że białogwardziści znów myślą o interwencji. Odezwa Trockiego do oddziałów artylerii w okręgu Syberii Zachodniej jest jeszcze ciekawsza. Trocki pisze wprost, że w razie czego „liczy na czerwonoarmistów, dowódców i pracowników politycznych”…

W Japonii kolejne wstrząsy. Na wyspie Formoza trzęsienie ziemi. Co się dzieje na tym świecie!

18 października

czwartek, noc

Biorę się dziś za dziennik z poczuciem tego, że jest ważny i potrzebny.

Nie ma już żadnych wątpliwości, że jesteśmy w przededniu wielkich i prawdopodobnie nieszczęśliwych wydarzeń. Słowo „wojna” wisi w powietrzu. Od wczoraj w Moskwie wiszą obwieszczenia o poborze do wojska młodszych roczników (ostatni – z 1898 roku). Chodzi o tak zwany „pobór terytorialny”. Ćwiczenia okresowe, niemniej jednak wywołuje to całkiem zrozumiałe pogłoski, obawy i trwogę…

►Dziś z Petersburga przyjechał Konstantin. O żadnym wyjeździe do Japonii oczywiście nie ma mowy i wraca do Kijowa. Opowiadał, że ponoć w petersburskim okręgu wojskowym został powołany cały skład osobowy rocznika 1890! W Twerze i Klinie wywieszono powołania na ćwiczenia okresowe. Powiedział mi dzisiaj… że są poważne oznaki nadchodzącej wojny. Ponoć całe czasopismo „Krokodyl” wybiera się na front. Sprawy zaś przedstawiają się następująco. Niespokojnie jest już nie tylko w Niemczech, ale również w Polsce. W Niemczech Bawaria jest centrum faszyzmu, Saksonia – komunizmu. Oczywiście nie ma mowy, żeby był to taki komunizm jak u nas, niemniej jednak w saksońskim rządzie jest trzech komunistycznych ministrów – Heckert, Brandler i Boetcher. Nagłówki w „Izwiestiach”: Krwawe zamieszki w Berlinie, Niepokoje żywnościowe itd. Marka niesamowicie straciła na wartości. Kilka dni temu dolar kosztował już kilka milionów marek! Dziś nie ma depesz o marce – widocznie trochę się umocniła.

Jak informują „Izwiestia”, w Polsce strajk górników w Zagłębiu Dąbrowskim, który rozprzestrzenia się na cały (?) kraj. Terror wobec organizacji robotniczych itd.

Być może świat faktycznie znajduje się w przededniu decydującej konfrontacji komunizmu z faszyzmem.

Jeśli wydarzenia potoczą się tym torem, pierwsze, co nas czeka, to wojna bolszewików z Polską. Teraz już będę prowadził notatki starannie.

W Moskwie kilka dni temu zapalił się proch w sklepie myśliwskim na Nieglinnym. Straszny wypadek. Zniszczony budynek, wiele ofiar śmiertelnych.

Byłem dziś u lekarza z powodu bólu w nodze. Bardzo mnie zmartwił wiadomością o moim opłakanym stanie zdrowia. Trzeba będzie poważnie się sobą zająć. Najgorsze jest to, że boję się rozchorować, ponieważ w sympatycznej instytucji, w której pracuję, kopią pode mną dołki i mogą mnie wyrzucić bez żadnych skrupułów.

Cholera by ich wzięła.

Czerwoniec, dzięki Bogu, wart jest dziś 5500 mln rubli (5 1/2 miliarda). Bułka francuska kosztuje 17 milionów, funt białego chleba – 65 milionów. Jajka, dziesięć sztuk, kosztowały wczoraj 200 mln rubli. Moskwa jest hałaśliwa. Znów kursuje tramwaj nr 24 (Ostrożenka).

O Notatkach na mankietach nic nie słychać. Widocznie to koniec.

19 października

piątek, noc

Na politycznym horyzoncie też nie widać żadnych gwałtownych zmian.

Miałem dziś paskudny dzień. Zdaje się, że moja choroba uniemożliwi mi pracę w przyszłym tygodniu. Zastanawiam się nad tym, co mam zrobić, żeby podczas nieobecności nie wyrzucili mnie z „Gudoka”. Drugi problem: jak z lekkiego palta żony zrobić futro?

Dzień minął bezładnie, w bieganinie. Część tej bieganiny zawdzięczam (w ciągu dnia i wieczorem) „Trudowej Kopiejce”. Zgubili tam dwa moje felietony. Być może wyrzucił je Kolcow (redaktor „Kopiejki”). Nie mogłem znaleźć oryginałów ani dowiedzieć się od redakcji czegokolwiek na ten temat. W końcu machnąłem ręką.

Jutro Gross (szef redakcji finansowej „Kopiejki”) odpowie mi, co z felietonem o pożyczkach, i możliwe, że wypłaci trzy czerwońce.

Liczę na nie.

„Nakanunie” płaci mi ostatnio mało (drukują tam mój felieton w czterech numerach o wystawie). Czekam na odpowiedź z Niedr na temat Diaboliady.

W zasadzie starcza na jedzenie i drobiazgi, ale ubrać się nie ma za co. Chociaż gdyby nie choroba, nie martwiłbym się o przyszłość.

Liczmy więc na pomoc Bożą i żyjmy. To jedyny i najlepszy sposób.

►Późnym wieczorem byłem u wujków. Lepiej mnie zaczęli tam traktować. Wujek Misza czytał niedawno moje ostatnie opowiadanie Psalm (dałem mu) i dziś wypytywał mnie, co chciałem w nim powiedzieć itd. Bardziej już się interesują i mają więcej zrozumienia, że zajmuję się literaturą.

Zaczyna się deszczowy, słotny jesienny okres.

Lew Trocki

22 października

poniedziałek, noc

►Dziś w „Izwiestiach” opublikowali mowę Trockiego, którą wygłosił ostatnio na gubernialnym zjeździe metalowców.

Oto cytaty z niej:

„Niemiecka partia komunistyczna rośnie w siłę z miesiąca na miesiąc”. „W Niemczech zarysowały się dwa przyczółki przyszłych szwalczających się stron: faszystowska Bawaria i proletariackie Saksonia i Turyngia”.

„Generalnie niepokoje rozlewają się na wszystkie strony z godziny na godzinę”.

„Czas na otwartą konfrontację”.

„Już teraz niektórzy niecierpliwi towarzysze twierdzą, że wojna z Polską jest nieunikniona. Ja tak nie uważam, wręcz przeciwnie, wiele przemawia za tym, że wojny z Polską nie będzie”.

„My wojny nie chcemy”.

„Wojna to wielka niewiadoma”.

„Niemcy nie potrzebują fizycznej pomocy”.

Czyli, jak widać, przyszłość jest mglista.

Dziś w pracy, w „Gudoku”, wydarzyła się bardzo wymowna i przykra rzecz. „Grupa Inicjatywna Bezpartyjnych” zaproponowała zebranie w kwestii pomocy niemieckiemu proletariatowi. Gdy N… otworzył zebranie, zjawił się komunista R. i zdenerwowany zaczął grozić, że to niesłychane, żeby bezpartyjni zwoływali swoje zebrania! Że żąda zamknięcia zebrania i zwołania walnego posiedzenia. N… zbladł i powołał się na to, że to za zgodą komórki.

Dalej poszło jak po maśle. Bezpartyjni jak jeden mąż głosowali, żeby partyjniacy zaprosili partyjnych, i mówili pochlebne słówka. Partyjni zjawili się i postanowili w odwecie, że dają na ten cel dwa razy więcej od bezpartyjnych (bezpartyjni – zarobek jednego dnia, partyjni – dwóch), plując tym samym bezpartyjnym osłom prosto w twarz.

Gdy głosowali, kogo wybrać do komisji redakcyjnej, jednogłośnie zaproponowano mnie. I. Koczetkow wstał i natychmiast zaproponował inny skład. Dlaczego się na mnie uwziął – nie mam pojęcia.

„Ćwiczenia okresowe” wyglądają raczej na zwykłą mobilizację. W każdym razie krawcowa Tonia, przynosząc mi do przymierzenia bluzę, powiedziała, że rocznik 1903 wzięli do koszar na półtora roku.

Zapytałem ją, z kim będziemy wojować.

– Z… Niemcami. Z Niemcami będziemy znów wojować (!!!) – odpowiedziała.

Czerwoniec po 6200.

Po 6350!

Plucha. Lekka mgła.

26 października

piątek, wieczór

Źle się czuję i ta niedyspozycja mi się nie podoba, ponieważ zmusi mnie do pozostania w łóżku. A to w chwili obecnej może mi zaszkodzić w „Gudoku”. Dlatego też jestem w dość podłym nastroju.

Dziś wróciłem z „Gudoka” wcześniej. W ciągu dnia leżałem. W drodze z „Gudoka” wpadłem do Niedr do P.N. Zajcewa. Moje opowiadanie Diaboliada przyjęli, ale nie płacą więcej niż pięćdziesiąt rubli. Za arkusz. I pieniądze nie będą wcześniej niż w przyszłym tygodniu. Opowiadanie głupie, do niczego. Ale Wieriesajewowi (jest jednym z redaktorów w Niedrach) bardzo się spodobało.

W chwilach choroby i samotności oddaję się smutnym i zawistnym rozważaniom. Gorzko żałuję, że rzuciłem medycynę i skazałem się na niepewną egzystencję. Ale Bóg mi świadkiem, że kierowała mną wyłącznie miłość do literatury.

Literatura to teraz ciężka sprawa. Mnie, z moimi poglądami, mimowolnie odbijającymi się w utworach, ciężko jest wydawać i żyć. A moja choroba w tych okolicznościach jest bardzo nie w porę.

Ale nie załamujmy się. Właśnie przejrzałem Ostatniego Mohikanina, którego kupiłem niedawno do swojej biblioteczki. Ile czaru jest w tym starym sentymentalnym Cooperze! Dawid, który cały czas śpiewa psalmy, skierował moje myśli ku Bogu.

Może nie jest On potrzebny odważnym i silnym, ale takim jak ja łatwiej żyć z myślą o Nim. Choroba moja jest długotrwała, z powikłaniami. Czuję się rozbity. To może mi przeszkodzić w pracy, dlatego boję się choroby, dlatego pokładam nadzieję w Bogu.

Dziś po powrocie do domu czekałem na Tasię (ona ma klucze) u sąsiada, piekarza. Zaczął rozmowę na tematy polityczne. Postępowanie władz uważa za oszustwo (obligacje etc.). Opowiadał, że powołani do wojska pobili dwóch Żydów, komisarzy w radzie krasnopriesnieńskiej, za arogancję i straszenie rewolwerem. Nie wiem, czy to prawda. Piekarz mówił, że nastroje mobilizowanych są skrajnie negatywne. Sam zaś skarżył się, że na wsi kwitnie chuligaństwo wśród młodzieży. Chłop ma w głowie to samo co reszta – swoje wie, świetnie rozumie, że bolszewicy to oszuści, nie chce iść na wojnę, o sytuacji międzynarodowej nie ma zielonego pojęcia.

Jesteśmy dzikim, ciemnym, nieszczęsnym narodem.

Czerwoniec – po 6500 rubli. Na pocieszenie za dolara płacono 69 miliardów marek. W Hamburgu doszło do starć robotników z policją. Pobili robotników. ►W Niemczech nigdy nie stanie się nic podobnego jak u nas. To ogólna opinia. ►Lidin po powrocie z Berlina, jak twierdzi Sokołow-Mikitow, którego spotkałem dziś w „Nakanunie”, uważa, że w „Izwiestiach” i „Prawdzie” ►kłamią na temat Niemiec.

To bez wątpienia prawda.

Ciekawe: Sokołow-Mikitow potwierdził moje przepuszczenie, ►że A. Drozdow jest draniem. Pewnego razu dla żartu zadzwonił do Drozdowa i powiedział, ►że jest Markowem Drugim, że ma środki na gazetę, i spytał, czy ten w to wchodzi. Drozdow radośnie dziękował, gotów natychmiast przyjąć propozycję. Było to przed dołączeniem Drozdowa do „Nakanunie”.

Moje przeczucia w stosunku do ludzi nigdy nie zawodzą. Nigdy. ►Wokół „Nakanunie” skupia się wyjątkowa swołocz. Mogę sobie pogratulować, że jestem w tym środowisku. I ciężko mi będzie później zeskrobywać cały brud ze swego nazwiska. Ale jedno mogę przyznać z czystym sumieniem. Byłem zmuszony tam drukować, bo znalazłem się w beznadziejnej sytuacji. Bez „Nakanunie” ani Notatki na mankietach, ani wiele innych utworów, w których mogłem wykazać się jako pisarz, nigdy by się nie ukazało. Trzeba być naprawdę bohaterem, żeby dać radę milczeć przez cztery lata, milczeć bez jakiejkolwiek nadziei, że w przyszłości dostanie się głos. Nie jestem niestety bohaterem.

Jestem teraz o wiele bardziej pewny siebie niż w 21 roku. I gdyby nie choroba, pewniej bym patrzył w mglistą czarną przyszłość.

Kola do mnie nie pisze. Zupełnie zaniedbałem korespondencję z Kijowem.

27 października

sobota, wieczór

Wieczorem rozgorzała łuna. Byłem wtedy w zaułku Starokoniuszennym. Ludzie wyskakiwali na ulicę, patrzyli. Jak się okazało, paliła się wystawa. Ze Starokoniuszennego, od doktora, poszedłem na Prieczistienkę. Rozmowy jak zwykle, ale więcej w nich oburzenia i nadziei.

W sercu zamęt. Byłem podenerwowany tym, że jak mi się zdawało, doktor potraktował mnie oschle. To, że stwierdził polepszenie mojego stanu, też mnie zdenerwowało. Pomóż mi, Panie Boże.

Oglądałem przed chwilą u Siomy komplet mebli do buduaru po bardzo niskiej cenie – 6 czerwońców. Postanowiliśmy z Tasią kupić, jeśli zgodzą się na zapłatę w przyszłym tygodniu. Jutro będziemy wiedzieć. Zaryzykuję – w przyszłym tygodniu wydawnictwo Niedra powinno zapłacić za Diaboliadę.

29 października

poniedziałek, noc

Dziś zaczęli grzać. Cały wieczór straciłem na ocieplanie okien. Inauguracja sezonu grzewczego charakteryzuje się tym, że ►niezrównana Annuszka zostawiła na noc okno otwarte na oścież. Zupełnie nie wiem, co robić ze swołoczą ulokowaną w tym mieszkaniu.

►Mam w związku z chorobą ciężki rozstrój nerwowy i takie rzeczy wyprowadzają mnie z równowagi.

Od wczoraj mam w pokoju nowe meble. Żeby zapłacić w terminie, ►pożyczyłem od Mozalewskiego 5 czerwońców.

Dziś wieczorem ►byli Mitia Stonow i Gajdowski, zaprosili mnie do współpracy w czasopiśmie „Miasto i Wieś”. ►Potem wpadł Andriej. Czytał moją Diaboliadę. Mówił, że to nowy gatunek i ma rzadko spotykaną wartką akcję.

Na wystawie palił się tylko pawilon Mosselpromu20 i pożar został szybko ugaszony. Moim zdaniem to ewidentne podpalenie.

6 listopada

wtorek, wieczór

Właśnie wyszedł ode mnie Kola Gładyriewski, który mnie leczy. Po jego wyjściu ►przeczytałem źle napisaną, marną książkę Michaiła Czechowa o jego wielkim bracie. I czytam świetną książkę Gorkiego Moje uniwersytety.

Głęboko się zastanowiłem i zrozumiałem, że muszę skończyć z wyśmiewaniem. Poza tym literatura to całe moje życie. Do żadnej medycyny już nie wrócę. Nie lubię Gorkiego jako człowieka, ale jaki to wielki, silny pisarz i jakie straszne i ważne rzeczy mówi o pisarzu.

►Dziś koło piątej byłem u Leżniowa i usłyszałem od niego dwie ważne rzeczy: po pierwsze, że moje opowiadanie Psalm (w „Nakanunie”) jest świetne „jako miniatura” („wydrukowałbym je”), po drugie, że „Nakanunie” jest pogardzane i znienawidzone przez wszystkich. Nie martwi mnie to. Martwi mnie, że mam już trzydzieści dwa lata, a tyle czasu straciłem na medycynę, w dodatku jestem chory. Mam za uchem idiotyczny guz […] już dwa razy operowany. Pisali z Kijowa, bym zaczął radioterapię. Teraz się boję, że zrobi się złośliwy. Boję się, że przez szaloną, przykrą, ślepą chorobę będę musiał przerwać pracę i nie stworzę nic lepszego niż Psalm, mimo że potrafię.

Teraz będę się uczył. To niemożliwe, by niespokojny głos przemawiający do mnie nie był proroczy. To niemożliwe. Nie mogę być nikim innym niż pisarzem.

Więc zobaczymy i będziemy się uczyć, będziemy milczeć.

*** koniec darmowego fragmentu ***

zapraszamy do zakupu pełnej wersji

KOMENTARZE

* * *

Warwara Michajłowna Woskriesienska (1869–1922) – matka M.A. Bułhakowa – wyszła za mąż po raz drugi za Iwana Pawłowicza Woskriesienskiego, lekarza i przyjaciela rodziny Bułhakowów. ►

Mam posadę – chodzi o LITO. ►

…mamy już z Taśką… – pierwsza żona M.A. Bułhakowa Tatiana Nikołajewna Łappa (1892–1982). ►

…w korporacji lnianej – próby Bułhakowa zatrudnienia się w Lnotrieście174 się nie powiodły. ►

…pokój Andrieja – chodzi o pokój Andrieja Michajłowicza Ziemskiego (1892–1946), męża siostry Bułhakowa Nadieżdy Afanasjewny, gdzie mieszkali Bułhakowowie. ►

Po powrocie Nadii… – siostra M.A. Bułhakowa Nadieżda Afanasjewna Ziemska (1893–1971). ►

…artykuł Borysa… – chodzi o Borysa Michajłowicza Ziemskiego (1891–1941), brata A.M. Ziemskiego. ►

Zarzuciłem dziennik – ta notatka wskazuje na to, że Bułhakow prowadził dziennik również w 1921 roku, a być może i wcześniej. W każdym razie takie jego utwory, jak Notatki na mankietach, Bohema, Niezwykłe przygody doktora, noszą wyraźne oznaki zapisów z dziennika. ►

Wujkowi Koli dokwaterowali na siłę parkę… – chodzi o Nikołaja Michajłowicza Pokrowskiego, brata matki pisarza. ►

Czułości – rzeczywiście, w „Prawdzie”, „Izwiestiach” i innych gazetach drukowano mnóstwo artykułów i wzmianek związanych z życiem i twórczością W.G. Korolenki. Często w tych materiałach określano pisarza m.in. jako „sumienie rosyjskiego społeczeństwa”, „humanistę naszych czasów” itd. Tymczasem krążyły już listy Korolenki do A.W. Łunaczarskiego, w których pisarz absolutnie jednoznacznie wyrażał swój negatywny stosunek do „czerwonego terroru”. Bułhakow bardzo dobrze wiedział o pozycji Korolenki, rozumiał cały fałsz oficjalnych „czułości” w stosunku do Korolenki, zdając sobie sprawę, że taka wymuszona hipokryzja związana jest z ogromnym autorytetem rosyjskiego pisarza na świecie. ►

Piłem dziś u N.G. wódkę – chodzi o Nikołaja Leonidowicza Gładyriewskiego (1896–1973), przyjaciela rodziny Bułhakowów. ►

Od Borysa – milion – Bułhakow ma na myśli B.M. Ziemskiego. ►

…sąd nad Zapiskami lekarza – chodzi o książkę W.W. Wieriesajewa. ►

Żona bardzo sympatyczna – Maria Giermogienowna Smidowicz (1875–1963). ►

Wiera Afanasjewna Bułhakowa (1892–1973) – siostra pisarza. ►

…Lela… – Jelena Afanasjewna Bułhakowa (1902–1954) – siostra pisarza. ►

…myślę… o Koli i Wani… – Bułhakow ma na myśli swoich braci – Nikołaja Afanasjewicza (1898–1966) i Iwana Afanasjewicza (1900–1968) Bułhakowów. Obaj wyemigrowali. ►

…i Warwary… – Warwara Afanasjewna (1895–1956) – siostra pisarza. ►

Wybierałem się na Kaukaz, ale nie pojechałem – prawdopodobnie pisarz planował odwiedzić pamiętne dla niego miejsca, gdzie całkiem niedawno brał udział w walkach i zaczynał karierę literacką, i spróbować wyemigrować… Są to znane miejsca: Władykaukaz, Tyflis, Batumi. Bułhakow chciał tam pojechać być może również dlatego, że w tamtym czasie nosił się z zamiarem napisania trylogii o wojnie domowej.

Nie pojechał na Kaukaz najpewniej z tego powodu, że sytuacja tam bardzo się skomplikowała. W lutym szalało powstanie nad Terekiem, a w Gruzji uaktywnili się mienszewicy. ►

W Lozannie został zabity przez Conradiego radziecki dyplomata Wacław Wacłowicz Worowski – W.W. Worowski (1871–1923) został oddelegowany jako połpried175 do Włoch w 1921 r. ►

12 maja w Moskwie zorganizowano potężną demonstrację – moskiewska rada związków zawodowych guberni wezwała wszystkich robotników do wyjścia na ulicę i zaprotestowania przeciwko „próbom narzucenia radzieckiemu rządowi swojego zdania przez angielską burżuazję”.

W felietonie Benefis lorda Curzona („Nakanunie”, 1923, 19 maja) Bułhakow świetnie pokazał zdolności bolszewików do organizacji masowych politycznych „show”. ►

Zabójstwo Worowskiego zbiegło się z ultimatum Curzona postawionym Rosji – George Nathaniel Curzon (1859–1925) – minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii w latach 1919–1924. ►

…wycofać zuchwałe noty Weinsteina… – Aron Isaakowicz Weinstein (1877–1938) – członek Bundu, dołączył do bolszewików. Od 1923 r. członek kolegium Narkomfinu ZSRR, kierownik głównego wydziału finansowego goskontrolu176. ►

…Foch był z wizytą w Polsce – Ferdinand Foch (1851–1929) – marszałek, wybitny dowódca francuski. Od kwietnia 1918 r. głównodowodzący sojuszniczymi wojskami Ententy, jeden z organizatorów interwencji w Rosji Radzieckiej. ►

…żąda od Krasina… – Leonid Borysowicz Krasin (1870–1926) – działacz państwowy i partyjny. Od 1920 r. – narkom handlu zagranicznego, jednocześnie połpried i torgpried177 w Anglii, a od końca 1924 r. – we Francji. ►

…patriarcha Tichon napisał nagle oświadczenie… – w wyniku inspirowanego przez GPU przewrotu w Cerkwi, dokonanego przez grupę duchownych pod przywództwem A.I. Wwiedienskiego, patriarcha Tichon (w życiu świeckim Wasilij Iwanowicz Bieławin, 1865–1925) został odsunięty 12 maja 1922 r. od kierowania Cerkwią i uwięziony w Monastyrze Dońskim. Spiskowcy niekanonicznie zagarnęli władzę i doprowadzili do głębokiego rozłamu w Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej. Ruch odrodzeniowy (Żywa Cerkiew) uznawał władzę bolszewicką, walczył z kontrrewolucyjną „tichonowszczyzną”, miał zamiar przeprowadzić reformy w Cerkwi, w wyniku których prawosławie zostałoby faktycznie zniszczone. Zwolenników Tichona wyrzucano i prześladowano, świątynie siłą przejmowała Żywa Cerkiew wspomagana przez GPU.

W maju 1923 r. patriarcha Tichon został przeniesiony z Monastyru Dońskiego do więzienia na Łubiance.

Żeby ratować Cerkiew, patriarcha Tichon był zmuszony pójść na ustępstwa. „Niech zginie imię moje w historii, byleby był z tego pożytek dla Cerkwi”. Szesnastego czerwca 1923 r. podpisał oświadczenie, w którym przyznawał się, „że rzeczywiście był wrogo usposobiony do władzy radzieckiej”, i oznajmiał, że „od dziś nie jest już wrogiem władzy radzieckiej”. W odezwie do wiernych patriarcha ogłosił, że Rosyjska Cerkiew Prawosławna nie chce być ani „biała”, ani „czerwona”. Po czym został zwolniony z aresztu i otrzymał możliwość skupienia się na demaskowaniu i niszczeniu pseudocerkwi. ►

Pracownicy „Gudoka”… – w „Gudoku” Bułhakow pracował od 1923 do 1926 r., opublikował w nim dziesiątki felietonów. ►

…problemy z dotarciem do „Nakanunie” – moskiewski oddział „Nakanunie” mieścił się w „domu Nirnzee” (zaułek Bolszoj Gniezdnikowski 10). ►

…ratuję się felietonami w „Nakanunie” – w Autobiografii (1924) Bułhakow opowiadał: „W berlińskiej gazecie «Nakanunie» w ciągu dwóch lat pisałem długie felietony satyryczne i humorystyczne… Napisałem książkę Notatki na mankietach. Kupiło ją ode mnie berlińskie wydawnictwo Nakanunie, obiecując wydać w maju 1923 roku. I nigdy nie wydało”. ►

…powieść prawie nie posuwa się do przodu – mowa o powieści Biała gwardia. ►

…wróciłem z wykładu smienowiechowców: prof. Klucznikowa, Aleksieja Tołstoja, Bobriszczewa-Puszkina i Wasilewskiego-Nie-Bukwy – Jurij Wieniaminowicz Klucznikow (1886–1938) – prawnik, specjalizujący się w sprawach międzynarodowych, pracownik gazety „Russkoje Słowo”, minister spraw zagranicznych w rządzie Kołczaka. Aleksandr Władimirowicz Bobriszczew-Puszkin (1875–1937) – pisarz, publicysta. Ilja Markowicz Wasilewski (Nie-Bukwa) (1882–1938) – pisarz, publicysta, wydawca, były mąż L.J. Biełoziorskiej. ►

…przyjechała do nas Sofoczka z matką, mężem i dzieckiem – mowa o krewnych pierwszej żony Bułhakowa – Dawidowiczach, którzy mieszkali w Saratowie. ►

…maniera, jego i żony… – żona Aleksieja Tołstoja – Natalia Wasiljewna Krandijewska (1889–1963). ►

…wieczne skąpstwo Kalmensa… – Siemion Nikołajewicz Kalmens – dyrektor finansowy moskiewskiego oddziału gazety „Nakanunie”.

Pisarz E. Mindlin wspomina w swoich memuarach o pewnym zabawnym zdarzeniu związanym z napisaniem przez Bułhakowa znakomitego reportażu o wystawie rolniczej, gdy ten przedstawił rachunek w dniu wypłaty: „Co to był za rachunek! Wydatki na zapoznanie się z daniami narodowymi i napojami z różnych republik…! Największe wrażenie robiło to, że cały ten homeryczny rachunek za szaszłyki, szurpy178, lula-kebaby, owoce i wina był dla dwóch osób. – Czemu ten rachunek jest dla dwóch osób? – zapytał oszczędny… Kalmens. Bułhakow odparł niewzruszenie: – Po pierwsze, nie chodzę do restauracji bez damy. Po drugie, mam w felietonie wzmiankę, które dania damie smakowały. Może to się panu nie podobać, ale poniesione przeze mnie w pracy wydatki proszę łaskawie pokryć” (E. Mindlin, Nieobyknowiennyje sobiesiedniki, Moskwa 1979, s. 162). ►

Dostałem parę dni temu wiadomość od Koli (list); jest chory… – Wspomniany list niestety się nie zachował. Ale z innych (późniejszych) listów Nikołaja Afanasjewicza wynika, że starszy brat pomagał finansowo jemu i młodszemu bratu Iwanowi. ►

Był dziś u mnie A. Erlich… Komorski i Dewi – Aron Isajewicz Erlich (1896–1963) – dziennikarz, autor wspomnień o Bułhakowie (patrz: A.I. Erlich, Nas ucziła żyzń: Litieraturnyje wospominanija, Moskwa 1960). Władimir Jewgienjewicz Komorski – adwokat, przyjaźnił się na początku lat dwudziestych z Bułhakowem. W mieszkaniu Komorskich często zbierali się literaci i miłośnicy literatury. Dewi – Dawid Aleksandrowicz Kisielgof – prawnik, często spotykał się z Bułhakowem w latach 1922–1923. Później ożenił się z Tatianą Nikołajewną Łappą. ►

Dziś z Petersburga przyjechał Konstantin – Konstantin Pietrowicz Bułhakow, kuzyn pisarza, był razem z nim na Północnym Kaukazie na przełomie 1919 i 1920 r. ►

Późnym wieczorem byłem u wujków – mowa o Nikołaju Michajłowiczu i Michaile Michajłowiczu Pokrowskich. ►

Dziś w „Izwiestiach” opublikowali mowę Trockiego… – 21 października na pierwszej stronie „Izwiestii” została opublikowana mowa Trockiego pod tytułem Towarzysz Trocki o sytuacji międzynarodowej (Wystąpienie na gubernialnym zjeździe metalowców). Wypisy z mowy Trockiego świadczą o wyjątkowym zainteresowaniu pisarza sytuacją polityczną Niemiec. ►

W Niemczech nigdy nie stanie się nic podobnego jak u nas – tę swoją opinię Bułhakow podkreślał niejednokrotnie. Świadczy ona nie tylko o jego chęci przedstawienia rozwoju zdarzeń w Niemczech w innym świetle, niż przepowiadali to bolszewiccy liderzy w Rosji, ale również o jego zdolności racjonalnej oceny powstałej sytuacji. Bułhakowa oczywiście głęboko niepokoił kierunek rozwoju wydarzeń w Europie, ponieważ bardzo się obawiał rozszerzenia strefy rewolucji socjalistycznych na świecie oraz umocnienia się na dłuższy czas porządku rewolucyjnego w Rosji. ►

Lidin, po powrocie z Berlina, jak twierdzi Sokołow-Mikitow… – Władimir Giermanowicz Lidin (1894–1979) i Iwan Siergiejewicz Sokołow-Mikitow (1892–1975) – pisarze. ►

…kłamią na temat Niemiec – Bułhakow zapewne miał na myśli obszerne dzieła G. Zinowjewa („Problemy niemieckiej rewolucji”), K. Radka i innych bolszewików blisko związanych z III Międzynarodówką. ►

…że A. Drozdow jest draniem – Aleksandr Michajłowicz Drozdow (1885–1963) – pisarz, współpracował z białogwardyjskimi gazetami, w 1923 r. wrócił do ZSRR. ►

…że jest Markowem Drugim… – Nikołaj Jewgienjewicz Markow (1866–1945) – jeden z liderów Związku Narodu Rosyjskiego. Na emigracji był jednym z kierowników Najwyższej Rady Monarchistycznej. ►

Wokół „Nakanunie” skupia się wyjątkowa swołocz – do smienowiechowców negatywny stosunek miała prawie cała rosyjska emigracja, która uważała, że ich działalność jest finansowana przez Moskwę. Tymczasem sami smienowiechowcy tłumaczyli swoją „zmianę” wyłącznie szlachetnymi celami: dążeniem sojuszu najlepszych sił Rosji do zbudowania nowego społeczeństwa. Jeden z liderów smienowiechowców N. Ustriałow tak uściślał stanowisko nowego ruchu politycznego: „Znajdujemy się już w tej fazie rewolucji, gdy wściekła i prostolinijna dyktatura nieodległej przeszłości traci na sile… Konieczne jest, by każdego miesiąca coraz szersze kręgi rosyjskiej inteligencji aktywnie włączały się w pracę rekonstrukcji kraju…”. Nie oznacza to, podkreślał Ustriałow, że zostanie przeprowadzona „bolszewizacja” rosyjskiej inteligencji. W grę wchodzi wyłącznie rzeczowa współpraca z rządem, odrzucenie „wszelkich prób jego obalenia”. Ale minął rok i coraz częściej smienowiechowców nazywano „bezwiechowcami”. Nastąpił rozłam w kierownictwie ruchu politycznego i gdy Ustriałow zajmował poprzednie, dość zasadnicze stanowisko, to grupa berlińska, jak donosiły gazety, „spadła do roli służalczej”. Właśnie „służalcza rola” gazety „Nakanunie” najbardziej przygnębiała Bułhakowa. ►

…niezrównana Annuszka… – sąsiadka Bułhakowów w „przeklętym” mieszkaniu numer 50, będąca prototypem wielu postaci z utworów Bułhakowa, zwłaszcza pamiętana z powieści Mistrz i Małgorzata. ►

Mam w związku z chorobą… – lekarze zdiagnozowali u Bułhakowa reumatyzm. ►

…pożyczyłem od Mozalewskiego… – Wiktor Iwanowicz Mozalewski (1889–1970) – pisarz. ►

…byli Mitia Stonow i Gajdowski… – Dmitrij Mironowicz Stonow (1892–1963) i Gieorgij Nikołajewicz Gajdowski (1902–1962) – pisarze. ►

Potem wpadł Andriej – Andriej Michajłowicz Ziemski. ►

…przeczytałem… marną książkę Michaiła Czechowa… – zapewne mowa o książce M.P. Czechowa Anton Czechow i jego siużety (Moskwa 1923). ►

…byłem u Leżniowa… – Isaj Grigorjewicz Leżniow (1891–1955) – redaktor, dziennikarz, publicysta. ►

[Wszystkie przypisy, o ile nie zaznaczono inaczej, pochodzą od Wiktora Łosiewa]

1 Szarikow, Szwonder – bohaterowie opowiadania Bułhakowa Psie serce (przyp. tłum.).

2 Batum – stara nazwa miasta Batumi, używana przez Bułhakowa (przyp. tłum.).

3 RGALI (Rossijskij gosudarstwiennyj archiw litieratury i iskusstwa) – Rosyjskie Państwowe Archiwum Literatury i Sztuki (przyp. tłum.).

4 W 1921 roku grupa rosyjskich emigrantów opublikowała w Pradze zbiór tekstów Smiena wiech (Zmiana drogowskazów). Od tytułu tej publikacji określa się tę grupę jako smienowiechowcy. Jej czołowy przedstawiciel Nikołaj Ustriałow uważał, iż ustrój ZSRR jest jak rzodkiewka: na zewnątrz czerwony, a w środku biały (przyp. tłum.).

5 Nikitińskie subbotniki – stowarzyszenie pisarzy i wydawnictwo spółdzielcze działające w latach 1920–1930 (przyp. tłum.).

6 Symbol graficzny ► wskazuje miejsca objaśnione w komentarzach.

7 „Torg. Prom. Wiestn.” – („Torgowo-Promyszlennyj Wiestnik”) – Informator Handlowo-Przemysłowy (przyp. tłum.).

8 GPP (Gruppa proletarskich pisatielej) – Grupa Pisarzy Proletariackich (przyp. tłum.).

9 „Wiestnik Iskusstw” – „Informator Sztuki” (przyp. tłum.).

10 Dzień Tatiany – święto kościelne, jak również studentów, świętujących dzień założenia Uniwersytetu Moskiewskiego (przyp. tłum.).

11 Żywa Cerkiew – ruch powstały po rewolucji październikowej, wiernopoddańczy w stosunku do władzy radzieckiej, skierowany przeciwko zwierzchnictwu patriarchy Tichona (przyp. tłum.).

12 W Rosji Radzieckiej w latach dwudziestych w obiegu były dwa rodzaje pieniądza – czerwońce, mające pokrycie w złocie i w związku z tym będące stabilną walutą, oraz ruble, niemające takiego pokrycia. Ze względu na bardzo wysoką inflację Bank Centralny każdego dnia ustalał kurs rubla w stosunku do czerwońca (przyp. tłum.).

13 Gosbank – Bank Państwowy (przyp. tłum.).

14 WSNCh (Wysszyj sowiet narodnogo choziajstwa) – Najwyższa Rada Gospodarcza ZSRR (przyp. tłum.).

15 Prombank (Promyszlennyj bank) – Bank Przemysłowy (przyp. tłum.).

16 Fabzawkom (fabricznyj zawiedujuszczij komitieta) – zakładowy kierownik komitetu partyjnego (przyp. tłum.).

17 NEP (Nowaja ekonomiczeskaja politika) – Nowa Polityka Gospodarcza, która dopuszczała prywatną inicjatywę (przyp. tłum.).

18 Qui vivra – verra (fr.) – Pożyjemy – zobaczymy.

19 Dienznaki – banknoty (przyp. tłum.).

20 Mosselprom (Moskowskaja sielskaja promyszlennost′) – Moskiewski Przemysł Rolniczy (przyp. tłum.).

174 Lnotriest – koncern lniany (przyp. tłum.).

175 Połpried (połnomocznyj priedstawitiel) – przedstawiciel pełnomocny, dyplomata w randze ambasadora (przyp. tłum.).

176 Goskontrol (gosudarstwiennyj kontrol) – kontrola państwowa (przyp. tłum.).

177 Torgpried (torgowyj priedstawitiel) – przedstawiciel handlowy (przyp. tłum.).

178 Szurpa (uzb.) – rosół z baraniny (przyp. tłum.).

MUZA SA

00-590 Warszawa

ul. Marszałkowska 8

tel. 22 6211775

e-mail: info@muza.com.pl

Dział zamówień: 22 6286360

Księgarnia internetowa: www.muza.com.pl

Konwersja do formatu EPUB: MAGRAF s.c., Bydgoszcz

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Mistrz i Małgorzata Fatalne jaja. Diaboliada Mistrz i Małgorzata Mistrz i Małgorzata Dziennik Mistrza i Małgorzaty Mistrz i Małgorzata 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Sól morza Jak być kochanym Królestwo Magnes Nikt nie idzie Obsesyjna miłość