Gorzka miłość

Gorzka miłość

Autorzy: Monika Warneńska

Wydawnictwo: Poradnia K

Kategorie: Obyczajowe

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

Ilość stron: 240

cena od: 23.41 zł

Akcja powieści "Gorzka miłość" toczy się na początku burzliwych lat osiemdziesiątych w Polsce. Choć bohaterowie, dwudziestokilkuletni Andrzej i Agata, nie są w ogóle zaangażowani w sprawy polityczne, na ich życiu i planach na przyszłość mrocznym cieniem kładą się rodzinne tajemnice z przeszłości.

Poznajemy historię rodziny Andrzeja - wnuka skazanego na śmierć w stalinowskim procesie pułkownika AK Kamila Kotwicza: od przedwojennego spotkania dziadka Kamila i babci Zuzanny, poprzez narodziny córek, wojenną poniewierkę, koszmar aresztowania i procesu aż do współczesności. Andrzej, dobrze zapowiadający się inzynier, poznaje we Wrocławiu dziewczynę, dla której szybko traci głowę. Agata, narzeczona Andrzeja, mądra i uzdolniona absolwentka wrocławskiej ASP, odwzajemnia jego uczucie. Ta artystka, która nigdy nie interesowała się polityką, jest ukochaną córką rodziców i oczkiem w głowie taty. Wszystko wydaje się sprzyjać tej parze, dopóki na jaw nie zaczną wychodzić mroczne rodzinne sekrety.Wątek romansowy wzbogaca ciekawa relacja o życiu w powojennej Polsce i prześladowaniach, dotykających rodziny byłych żołnierzy AK. To powieść mądra i pożyteczna, dostarczająca rozrywki, ale też wzbogacająca naszą wiedzę o historii najnowszej. Napisana piękną, potoczystą polszczyzną wciąga od pierwszej do ostatniej strony.

 

O Autorce:

Monika Warneńska - miłośniczka Azji, archeologii i pięknego słowa. Wydała ponad 60 książek - powieści, reportaży podróżniczych i opowieści o pisarzach. Debiutowała jako poetka. Napisała dziesiątki tekstów publicystycznych. W czasie drugiej wojny indochińskiej w latach 1964-1975 była korespondentką wojenną prasy polskiej i zagranicznej w Wietnamie. Nadsyłała reportaże z bombardowanego kraju. Była pierwszą kobietą i pierwszym białym człowiekiem, który przeszedł szlak partyzantów w dżungli. Jako naoczny świadek dokumentowała okropności wojny w Wietnamie i Kambodży. Po ludzku przejmowała się strasznym losem ludzi uwikłanych w wojnę. Jej wietnamskie przyjaźnie przetrwały wiele lat.

Z miłości do literatury zrodziły się jej książki o pisarzach. Była niestrudzoną tropicielką śladów ich życia. Tak powstała "Romantyczna podróż pana Honoriusza" o Balzaku, dwa tomy "Śladami pisarzy", książki o Mickiewiczu, Słowackim, Żeromskim, Reymoncie.

Umiała dobrze słuchać ludzi. Świetna pamięć wspomagana nieodłącznym notesem sprawiała, że była skarbnicą egzotycznych historii - o swoich przygodach mogła opowiadać zawsze i wszędzie, bez końca. Z czasem coraz bardziej zaczęło ją pochłaniać powieściopisarstwo - wydała m.in. "Wąż ma groźne oczy" (1980), "Pałac Dioklecjana" (1990), "Drzewo sprawiedliwości (1991), "Pożegnanie z boginią" (1999), "Wąwóz ośmiornicy" (2003), "Oczy smoka" (2006). Jak rzeźbiarz dłutem wydobywa kształt z drewna czy marmuru, tak samo ona rzeźbiła w słowie. Pisała piękną, bogatą polszczyzną.

Miała dar przyciągania rozmówców. Ciekawa świata - zaprzyjaźniała się z ciągle nowymi osobami. Poświęcała im czas i uwagę. Szczodrze dzieliła się z nimi swoją wiedzą i wspomnieniami.

Zmarła 9 kwietnia 2010 r., w wieku 88 lat.

Monika Warneńska

GORZKA MIŁOŚĆ

Warszawa 2010

Spis treści

Karta redakcyjna

O Autorce

I

Redakcja: WANDA JELONKIEWICZ

Korekta: ELWIRA WYSZYŃSKA

Projekt okładki: ARTUR GOSIEWSKI

Zdjęcie autorki: KRZYSZTOF KALIŃSKI

Projekt graficzny i łamanie: LogoScript Sp. z o.o. www.logoscript.pl

Copyright © Poradnia K,

Warszawa 2010

Wydanie II

(wyd. I pod tytułem Kochankowie nad przepaścią)

Warszawa 2012

ISBN 978-83-933420-3-7

Wydawnictwo Poradnia K

ul. Okopowa 16/169, 01-063 Warszawa

e-mail: poradniak@poradniak.pl

www.poradniak.pl

Konwersja: eLitera s.c.

O Autorce

Monika Warneńska (1922-2010)

Pisarka, reportażystka i podróżniczka, wydała ponad 60 książek. Korespondentka wojenna prasy polskiej i zagranicznej w Wietnamie. Świetna pamięć wspomagana nieodłącznym notesem sprawiała, że była skarbnicą egzotycznych historii – o swoich przygodach mogła opowiadać zawsze i wszędzie, bez końca.

Najbardziej znane jej książki to „Wąż ma groźne oczy”, „Pałac Dioklecjana”, seria o przygodach Karolinki.

I

Dzwonek u drzwi zabrzmiał tak cicho, że początkowo nie zwróciłam nań uwagi. Dopiero kiedy odezwał się powtórnie, nadstawiłam ucha. Był stan wojenny; od jego ogłoszenia upłynęło zaledwie kilka tygodni. W całym kraju panował nastrój przygnębienia i niepewności. Trwała zima – w tym roku ostra i surowa.

Śnieg pokrył grubą warstwą chodniki. Rtęć w termometrach trzymała się na kilkunastu stopniach poniżej zera. Telefony wciąż milczały – i to była jedna z bardzo dokuczliwych bolączek życia codziennego. Na kopertach listów figurowały pieczęcie cenzury wojskowej. Prasa uległa zawieszeniu; ukazywał się jeden tylko dziennik – „Trybuna Ludu”. Programy radia i telewizji były miałkie i zakłamane; słuchaliśmy ich jednak, z braku innych źródeł wiadomości, co dzieje się w kraju. W wielu domach przygnębienie graniczyło z rozpaczą: dotyczyło to zwłaszcza rodzin, w których kogoś bliskiego internowano. Bez telefonów, przy ograniczeniach, jakie narzuciła godzina milicyjna, rwały się więzi kontaktów międzyludzkich. Któż więc przyszedł do mnie w to wczesne, pochmurne, zimne popołudnie?

Przez wizjer nie mogłam nic dostrzec. – Kto tam? – spytałam, nie otwierając na razie drzwi. Głos, który się odezwał, był chyba znajomy, lecz nie potrafiłam sobie przypomnieć, gdzie i kiedy go słyszałam.

Odryglowałam zamek, nie spuszczając jednak łańcucha. Za drzwiami stała kobieta w długim kożuchu i futrzanej czapce.

– Jesteś! – odetchnęła z ulgą na mój widok. – Jak to dobrze! Bałam się, że cię nie ma.

– Jola! – poznałam ją dopiero teraz. – Chodźże do środka! Ściągnęłam z niej ośnieżony kożuch. Weszłyśmy do kuchni, gdzie było najcieplej.

Siadaj, kochanie! Czego się napijesz? Kawy, herbaty? A może jesteś głodna? Nie wiedziałam, że już wróciliście! Telefony wciąż głuche...

– Wróciliśmy niedawno. Parę dni temu – Jola tajała powoli nad szklanką gorącej herbaty głos jej odzyskał normalne brzmienie. – Oczywiście nie ma samolotów z Tunisu do Warszawy. Lecieliśmy najpierw do Budapesztu. Tam prawie półtorej doby czekania na lotnisku. Do miasta nie wolno nam było jechać – aż wreszcie złapaliśmy połączenie do Warszawy.

–Co słychać w domu? Powinnam była zajrzeć do twojej mamy...

W niedawnych dniach systematycznie odwiedzałam znajomych należących do starszego i najstarszego pokolenia – przede wszystkim tych, którzy nie mieli na miejscu rodziny i po ogłoszeniu stanu wojennego pozostali samotni, nieraz chorzy, zazwyczaj bezradni. Zuzanna Kotwiczowa, matka Joli, jedna z najmilszych starszych pań, jakie kiedykolwiek spotkałam, nie była pozbawiona opieki. Przyjeżdżała do niej młodsza córka Irena, na domowy użytek – Isia, oraz jej mąż, a także dorosły wnuk Andrzej, który pozostał w mieszkaniu rodziców – Krzysztofa i Joli.

Radzimirskich poznałam u wspólnych przyjaciół. Po kilku latach zetknęłam się z nimi ponownie w... Tunezji. I dopiero wtedy okazało się, że w Warszawie mieszkamy względnie blisko. Można latami mijać się na ulicy, niewiele wiedząc o sobie, a zaprzyjaźnić się z dala od kraju.

– Jolu?! – nastawałam, zaniepokojona jej milczeniem. Odsunęła szklankę i wybuchnęła gwałtownym, rozdzierającym płaczem. Miotałam się bezradnie po kuchni. Woda mineralna? Krople walerianowe? Elenium? Jolanta nie wyciągała ręki po nic. Co mogło się stać? Osaczyły mnie jak najgorsze przypuszczenia.

– Jola, powiedzże, na miłość boską, co, kto?! Mama? – Pokręciła przecząco głową. Nic się nie stało z jej matką, a więc?

Irena, młodsza siostra Joli, sympatyzowała z „Solidarnością”, nie angażując się jednak zbytnio w działalność związkową. Pochłaniała ją bowiem praca w ogrodnictwie, ponadto dom, zwłaszcza dwoje dzieci w wieku szkolnym. Andrzej?! Syn Joli raczej stronił od polityki. Pasjonowała go architektura. Skończył w ubiegłym roku studia, zrobił dyplom i pracował w jakimś biurze projektowym. Miał podobno dziewczynę. – Tym razem chyba na poważnie – jak powiedziała mi przez telefon pani Zuzanna. Prawda, spotkałam go z tą właśnie dziewczyną w Śródmieściu. Utkwił mi w pamięci wyraz oczu, z jakim patrzyła na Andrzeja. Była niewątpliwie bardzo w nim zakochana. Andrzej napomknął wówczas o ślubie.

Kiedy to było? Wiosną lub z początkiem lata? Tak dawno, choć zaledwie parę miesięcy temu!

– Jolanta, błagam, opanuj się! O co chodzi?

– Andrzej... – wykrztusiła wreszcie poprzez łkanie.

– Internowany? Aresztowany?

– Nie...

– No, więc? Co się z nim stało?

– Wyjechał... – te słowa wydostały się z kolejnej fali szlochu.

– Nie ma go w kraju... Wyjechał... chyba na zawsze! Odetchnęłam lżej. Czy to powód do takiej rozpaczy? Mnóstwo młodych ludzi opuszczało Polskę od wiosny do jesieni roku 1981. Jedni czynili to w celach zarobkowych. Innych przytłaczała i przerażała sytuacja w kraju; nie widzieli bowiem dla siebie żadnych perspektyw na przyszłość. Andrzej wyjechał – to niewątpliwie rzecz dla najbliższych bolesna – ale czy nastręczająca powód do wybuchu aż takiej rozpaczy?

– Wyjechał... Z nią...

Jola uspokoiła się wreszcie. Słowa, wyrzucane przez nią początkowo chaotycznie, zaczynały układać się w zdania tworzące logiczny ciąg. Zaczynałam rozumieć, co zaszło. Z głębokim współczuciem słuchałam prawdy o dramacie, który sprzęgnął kilkoro ludzi, poza ową dziewczyną Andrzeja dobrze mi znanych i bliskich.

– Jolu – spróbowałam perswazji – najważniejsze, że jest zdrów i żyje.

– Ale gdzie?! Na krańcu świata? – omal nie rozpłakała się znowu. – Nie wiadomo, czy kiedykolwiek go zobaczymy!

– Nie przesadzaj! W ostatnich latach łatwiej wyjeżdżać i przyjeżdżać.

– Co ty opowiadasz? Teraz?!

– No, nie teraz – przypomniałam sobie o rzeczywistości stanu wojennego. – Ale obecna sytuacja nie będzie trwała wiecznie.

– Wierzysz w to?

– Jestem przekonana, że te rygory się rozluźnią, zanim zostaną całkiem zniesione. To przecież musi nastąpić! I świat się znowu otworzy, choć oczywiście z podróżami mogą być różne kłopoty. Ale – powtarzam – wasz Andrzej żyje, jest zdrów – i to najważniejsze. A co mówi pani Zuzanna?

– Nie znasz mamy?! Powiedziała prawie to samo, co ty!

– No, widzisz!

– Ale to przecież nie wszystko...

Nie próbowałam dłużej przekonywać Joli. Była zbyt rozżalona i zdenerwowana, aby mogły do niej trafić jakiekolwiek rozsądne słowa. Zaproponowałam, aby u mnie przenocowała. Zgodziła się tym chętniej, że – jak mi powiedziała – mąż jej wyjechał służbowo do Wrocławia, a ona bardzo źle się czuje w opuszczonym mieszkaniu, gdzie ze wszystkich kątów wyzierają wspomnienia. Rozmawiałyśmy jeszcze długo przed zaśnięciem.

W kilka dni później odwiedziłam panią Zuzannę. Była znacznie spokojniejsza niż jej córka, choć niedawne przeżycia musiały ją dotknąć bardzo boleśnie. Powtórzyła raz jeszcze to, co i ja myślałam:

– Najważniejsze, że Andrzej jest. Mam nadzieję, że tu przyjedzie lub wróci. Pewnie, że to wszystko okazało się bardzo dotkliwe, ale przed nim całe życie. Przed nimi obojgiem – dodała po krótkiej pauzie.

Ta sprawa nie dawała mi spokoju przez dłuższy czas.

Przyszła wreszcie chwila, w której postanowiłam ją opisać. Zmieniam tylko imiona i nazwiska moich przyjaciół i innych osób, wprzęgniętych w dramatyczne węzły dawnych wydarzeń. To nieprawda, że przeszłość odchodzi bezpowrotnie. Pozostawia ona niezatarte ślady. Ślady, które choć niewidzialne, trwają długo – przez kilka dziesięcioleci, aż do naszych dni.

* * *

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

* * *

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Wąż ma groźne oczy Gorzka miłość Drzewo Sprawiedliwości Zaginione królestwo 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Sól morza Jak być kochanym Królestwo Magnes Nikt nie idzie Obsesyjna miłość