Wielkie złudzenie? Esej o Europie

Wielkie złudzenie? Esej o Europie

Autorzy: Tony Judt

Wydawnictwo: Rebis

Kategorie: Publicystyka

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

Ilość stron: 168

Cena książki papierowej: 29.90 zł

cena od: 22.41 zł

Wielkie złudzenie? to prorocza, sceptyczna refleksja nad kondycją naszego kontynentu nakreślona tuż po powstaniu Unii Europejskiej i przystąpieniu do niej państw byłego bloku wschodniego. Tony Judt stawia w niej pytania, na które wciąż musi sobie odpowiedzieć europejska wspólnota narodów: Jakie są perspektywy tego młodego organizmu? Które kraje powinny należeć do Unii Europejskiej i wedle jakich kryteriów? Czy jej rozrastanie się nie doprowadzi do upadku? Jak duża byłaby zbyt duża? I wreszcie - cóż to w ogóle jest Europa? Co łączy państwa i narody tworzące tę współczesną wieżę Babel?

 

Tony Judt, autor monumentalnego Powojnia. Historii Europy od roku 1945 (REBIS, 2008), gigant wśród badaczy dziejów najnowszych naszego kontynentu, pochodził z żydowskiej rodziny o korzeniach rosyjskich i belgijskich. Urodził się w Londynie w 1948 r. W latach 60. był marksistowskim syjonistą - pracował w kibucach, służył w armii Izraela, do którego, jak i do marksizmu, niebawem się zraził. Studiował historię i nauki polityczne w King?s College w Cambridge oraz paryskiej École normale supérieure. Wykładał na University of California, w St. Anne?s College w Oksfordzie i na New York University, gdzie kierował zajmującym się dziejami Europy Remarque Institute.

Publikował w "The New York Review of Books", "The New Republican" - skąd go wyrzucono po oskarżeniach o? antysemityzm - a także w "Gazecie Wyborczej".

Członek Akademii Brytyjskiej oraz Amerykańskiej Akademii Sztuk i Nauk. Zmarł w 2010 r.

PRZEDMOWA

Książka ta opiera się na wykładach, które prowadziłem – pod patronatem „The New York Review of Books” i wydawnictwa Hill and Wang – w maju 1995 roku w Johns Hopkins Center w Bolonii. Chciałbym podziękować dyrektorowi tego ośrodka, profesorowi Robertowi Evansowi, za gościnność, a profesorowi Pietro Corsiemu, redaktorowi naczelnemu „La Rivista dei Libri”, za pomoc w zorganizowaniu i sfinansowaniu tego cyklu. Bardzo pomogły mi dyskusje po wykładach i mam nadzieję, że moje dalsze wywody wyraźnie pokażą, jak wiele się z nich nauczyłem. Pierwotny pomysł tej książki wziął się z rozmów z Robertem Silversem i Elisabeth Sifton, którym jestem szczególnie wdzięczny za sugestie i zachętę.

Będąc czymś więcej niż okolicznościowym dziełkiem, zarazem jednak nie roszcząc sobie pretensji do tego, by traktować ją jako rozprawę historyczną, jest ona w istocie próbą znalezienia odpowiedzi na trzy współczesne pytania: Jaką przyszłość ma Unia Europejska? Jeśli nie wygląda ona zbyt różowo, to dlaczego? I jak duże znaczenie ma to, czy zjednoczona Europa będzie istnieć, czy nie? Forma tych pytań i odpowiedzi, które zaproponuję, może sugerować, że należę do eurosceptyków, tym bardziej że – z racji przynależności narodowej, choć nie ze względu na miejsce zamieszkania – jestem Brytyjczykiem. Uprzedzając ten zarzut, chciałbym oświadczyć, że jestem niewinny. Jestem entuzjastycznie proeuropejski; nikt, kto zna historię, nie mógłby poważnie życzyć sobie powrotu do tego trapionego przez wojny, zantagonizowanego kręgu podejrzliwych wobec obcych, zamkniętych w sobie państw, którym w dość nieodległej przeszłości był kontynent europejski. Wszystko, co odsuwa nas od tamtej Europy, jest dobre, a im dalej, tym lepiej.

Co innego jednak myśleć o pożądanym celu, a co innego przypuszczać, że można go osiągnąć. I twierdzę w tym eseju, że prawdziwe zjednoczenie Europy jest tak nieprawdopodobne, że upieranie się przy tym musi być daremne i niemądre. A zatem jestem, jak sądzę, europesymistą. W odróżnieniu od Jeana Monneta, założyciela Wspólnoty Europejskiej, nie uważam, że „egzorcyzmowanie historii”, w każdym razie nieumiarkowane, jest roztropne czy w ogóle możliwe, stąd też kończę ten esej apelem o częściowe przywrócenie i ponowne uznanie państw narodowych. Z tych samych powodów staram się dowieść, że bez względu na to, czy przyszłość byłych państw komunistycznych Europy Wschodniej powinna się rozstrzygać w zintegrowanej w pełni Europie, czy nie, faktem jest, że może do tego nie dojść, a zatem być może mądrość nakazywałaby przestać czynić im takie obietnice.

Na argumentację w tej książce i na jej ton wpłynęło w znacznej mierze to, że pisałem ją w Austrii. Przyszłość Europy i czekające ją trudności wyglądają nieco inaczej w środku kontynentu niż na jego zachodnich obrzeżach, gdzie można znaleźć większość instytucji Unii Europejskiej. Cesarskie dziedzictwo i współczesna prowincjonalność Europy Środkowej, przytłaczające sąsiedztwo Niemiec, bliskość „byłej Jugosławii” i łatwość, z jaką można przekraczać odwieczną przepaść między Wschodem i Zachodem, wszystko to składa się na bardziej pochmurne perspektywy dla unii niż te, które kuszą dalej na północ czy na zachód. Jestem zatem szczególnie wdzięczny New York University za udzielenie mi urlopu naukowego oraz Institut für die Wissenschaften vom Menschen i jego dyrektorowi, profesorowi Krzysztofowi Michalskiemu, za wspaniałomyślne zaproszenie, bym spędził go jako gość IWM w Wiedniu.

Wiedeń, styczeń 1996

1. WIELKIE ZŁUDZENIE

W roku 1951 narodziła się Europejska Wspólnota Węgla i Stali. Ojcem tego pomysłu, który zgłosił w maju 1950 roku minister spraw zagranicznych Francji, Robert Schuman, był Jean Monnet. W 1958 roku przekształciła się ona w Europejską Wspólnotę Gospodarczą, powszechnie zwaną „europejską szóstką” (należały do niej Francja, Niemcy Zachodnie, Włochy i kraje Beneluksu). Ta świetnie prosperująca „dalekozachodnia” Europa objęła następnie również Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej i stała się „europejską dziewiątką”, po czym rozszerzała się dalej i po przyjęciu w latach osiemdziesiątych dwudziestego wieku Grecji, Hiszpanii i Portugalii była już „europejską dwunastką”. Najnowsi członkowie – Austria, Szwecja i Finlandia – zwiększyli liczbę tworzących ją państw do piętnastu. Kiedy obecnie wspomina się o możliwych przyszłych kandydatach, mówi się wprost i bez zażenowania, że jakiś kraj – Słowenia, Polska – „przyłączy się do Europy”.

To osobliwe wyrażenie pokazuje, jak bardzo Europa jest obecnie nie tyle miejscem, ile pewną ideą, pokojową, kwitnącą, międzynarodową wspólnotą interesów i współpracujących ze sobą części; „Europą rozumu”, praw człowieka, swobodnego przepływu dóbr, idei i osób, coraz ściślejszej współpracy i jedności. Powstania tej nadrealnej Europy, bardziej europejskiej niż noszący tę nazwę kontynent, skierowanej do wewnątrz, odnoszącej się do przyszłości projekcji wszystkich wyższych wartości starożytnej cywilizacji, pozbawionej jednakże jej bardziej ponurych aspektów, nie można przypisywać jedynie temu, że druga, wschodnia, część Europy znalazła się pod jarzmem komunizmu. W końcu poza tą nową „Europą” pozostały nie tylko kraje demokracji ludowej, ale także Szwajcaria, Norwegia oraz (do niedawna) Austria i Szwecja, wzory krzewienia wielu cnót społecznych i obywatelskich, które „Europejczycy” starają się urzeczywistnić w swoich nowych instytucjach. Jeśli mamy zrozumieć źródła – i, jak będę dowodził, ograniczenia, a być może również zagrożenia – tej nowej „Europy”, przedstawianej nam obecnie jako kierunek i obietnica, musimy się cofnąć do okresu z nieodległej przeszłości, w którym widoki na jakąkolwiek Europę były szczególnie marne.

Przypuszczenie z perspektywy czasu, że powojenną Europę Zachodnią odbudowali idealiści marzący o zjednoczonym kontynencie, jest zrozumiałym błędem. Takie osoby niewątpliwie istniały i należały do organizacji w rodzaju powstałego w 1947 roku Międzynarodowego Komitetu Ruchów Jedności Europejskiej. Nie miały one jednak żadnego rzeczywistego wpływu na bieg wydarzeń. O dziwo, to przywódcy brytyjscy, którzy w przyszłych latach nie odegrali aktywnej roli w tworzeniu europejskiej jedności, mieli najwięcej do powiedzenia na temat zjednoczonego kontynentu. W październiku 1942 roku premier Winston Churchill zauważył w rozmowie z Anthonym Edenem, brytyjskim ministrem spraw zagranicznych, że „byłoby niezmierną katastrofą, gdyby rosyjski bolszewizm zdusił kulturę i niepodległość starożytnych państw Europy. Wprawdzie w obecnej sytuacji trudno przesądzić, co się stanie, ale wierzę, że europejska rodzina może zgodnie działać jako jedność, kierowana przez Radę Europy”1. Idealistyczne nastroje z pewnością panowały w 1945 roku na wyzwolonych ziemiach Europy kontynentalnej, ale cele większości rzeczników tych nastrojów ograniczały się do spraw krajowych, zmian i reform w ojczyźnie, wprowadzanych zgodnie z ustaleniami różnych koalicji powstałych podczas okupacji niemieckiej w celu stworzenia ruchu oporu. Jeszcze w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku trudno było znaleźć w Europie intelektualistów czy polityków zainteresowanych głównie przyszłością zjednoczonego kontynentu, a nie polityką własnego kraju.

W tym okresie Europejczycy nie kierowali się idealizmem ani wyraźną koniecznością historyczną. W latach powojennych było bardzo niewiele oznak zapowiadających naturalne czy nieuniknione zbliżenie się ocalałych po rozpętanej przez Hitlera wojnie. W 1944 roku amerykańska dziennikarka Janet Flanner przewidywała w jednej z regularnie wysyłanych do „The New Yorkera” depesz coś zgoła przeciwnego: erę wewnątrzeuropejskiej rywalizacji zdesperowanych narodów o skąpe zasoby.

Rzecz jasna było oczywiste, że państwa Europy Zachodniej będą musiały jakoś współpracować, ale samo wyczerpanie wojną i ogólne ubóstwo nie implikowały zakresu i formy tej współpracy. A w wielu możliwych jej postaciach, zwłaszcza gospodarczej, nie było nic z idealizmu i nie zapowiadały one przyszłego zjednoczenia.

W gruncie rzeczy idea łączenia interesów gospodarczych w celu pokonania wspólnych problemów nie była niczym nowym. Już w połowie dziewiętnastego wieku zdarzały się propozycje utworzenia „Stanów Zjednoczonych” Europy (pomysł ten przedstawił „Le Moniteur”, francuska gazeta z czasów II Republiki, w lutym 1848 roku). Przedstawiano też różne modele gospodarczej federacji Europy, wzorowane na szwajcarskim systemie kantonalnym. Innym popularnym tematem dziewiętnastowiecznych dyskusji były Zollvereiny – unie celne; padały propozycje rozszerzenia zawiązanego w 1834 roku Niemieckiego Związku Celnego na Holandię, Belgię i Danię, a nawet na ziemie Habsburgów, ale do niczego one nie doprowadziły.

Ciąg dalszy w wersji pełnej.

1 Churchill również po wojnie wygłaszał mowy o zjednoczonej Europie – we wrześniu 1946 roku w Zurychu i w maju 1947 w londyńskim Albert Hall. Jak większość brytyjskich polityków wyobrażał sobie jednak, że będzie ona – i chciał, aby była – czymś o randze niewiele większej od miejsca spotkań i jałowych dyskusji, czym ostatecznie stała się i wciąż jest „Rada Europy”.

Tytuł oryginału: A Grand Illusion

Copyright © 2011, The Estate of Tony Judt

All rights reserved

Copyright © for the Polish e-book edition by REBIS Publishing House Ltd., Poznań 2012

Informacja o zabezpieczeniach

W celu ochrony autorskich praw majątkowych przed prawnie niedozwolonym utrwalaniem, zwielokrotnianiem i rozpowszechnianiem każdy egzemplarz książki został cyfrowo zabezpieczony. Usuwanie lub zmiana zabezpieczeń stanowi naruszenie prawa.

Redaktor: Grzegorz Dziamski

Opracowanie graficzne i projekt okładki: Zbigniew Mielnik

Fotografia na okładce: © Firefly Production/Corbis/FotoChannels

Wydanie I e-book

(opracowane na podstawie wydania książkowego:

Wielkie złudzenie, wyd. I w tym tłumaczeniu, Poznań 2012)

ISBN 978-83-7818-103-3

Dom Wydawniczy REBIS Sp. z o.o.

ul. Żmigrodzka 41/49, 60-171 Poznań

tel. 61-867-47-08, 61-867-81-40; fax 61-867-37-74

e-mail: rebis@rebis.com.pl

www.rebis.com.pl

Wykonanie e-booka oraz konwersja do epub

zapis@data.pl

www.zapis.gda.pl

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Zapomniany wiek XX. Retrospekcje Brzemię odpowiedzialności: Blum, Camus, Aron, i francuski wiek dwudziesty Rozważania o wieku XX Wielkie złudzenie? Esej o Europie 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Strach. Trump w Białym Domu Pokochawszy: O miłości w języku Wybieraj wystarczająco dobrze Listy niezapomniane W rodzinie ojca mego