Messi. Historia chłopca, który stał się legendą

Messi. Historia chłopca, który stał się legendą

Autorzy: Luca Caioli

Wydawnictwo: Sine Qua Non

Kategorie: Biografie Sport

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

Ilość stron: 340

Cena książki papierowej: 39.90 zł

cena od: 24.68 zł

W historii futbolu zaledwie czterech piłkarzy ma miejsce na najwyższym stopniu podium: Pelé, Di Stéfano, Cruyff i Maradona.

Od kilku lat Argentyńczyk Lionel Messi uparcie dobija się do drzwi tego elitarnego klubu, a jego cotygodniowe występy potwierdzają, że jest panem i władcą piłki. Sportowiec takiej wielkości, gwiazda Barcelony, zdobywca trzech Złotych Piłek i nagrody Piłkarza Roku według FIFA zasługuje na coś więcej niż zwykłą hagiografię.

Leonardo Faccio stworzył fascynujący portret najsłynniejszego piłkarza na świecie, który w wieku zaledwie 24 lat pobił wszelkie możliwe rekordy. Wszystkie szczegóły - od rodziny i przyjaciół po walkę z naturą, co niemalże kosztowało go piłkarską karierę - łączą się w tej książce, tworząc najbardziej kompletną biografię argentyńskiej gwiazdy. Nieśmiały, niski, o wątłej posturze chłopiec, który stał się najcenniejszym klejnotem największego spektaklu świata.

MESSI

Historia chłopca, który stał się legendą

Luca Caioli

Tłumaczenie

Barbara Bardadyn

* * *

Wydawnictwo Sine Qua Non

FENOMENU MESSIEGO NIE DA SIĘ WYJAŚNIĆ

Dostępne w wersji pełnej

OSTATECZNA GRANICA

Dostępne w wersji pełnej

1. ROSARIO

«Kupuję rumsztyk albo kawałek udźca. Takie porcje mięsa widziałam także w Barcelonie, ale nie wiem, jak się nazywają. Każdy stek posypuję odrobiną soli, zanurzam w ubitym jajku i obtaczam w bułce tartej. Smażę do momentu, aż będą dobrze złociste. Kroję cebulę w słupki. Kiedy zmięknie, dodaję przecier pomidorowy, trochę wody, sól, oregano i szczyptę cukru. I zostawiam na ogniu przez jakieś 20 minut. Kiedy sos jest już gotowy, nakładam go na każdy ze steków, dokładnie je pokrywając. Wyjmuję z lodówki twaróg albo żółty ser i umieszczam na wierzchu łyżeczką albo kładę cienkie plasterki. Zostawiam w piekarniku aż ser się przyrumieni. Trzeba jeszcze tylko usmażyć ziemniaki, które należy położyć obok i milanesa a la napolitana jest gotowa do podania».

Celia opisuje z pasją i doświadczeniem wybornej kucharki ulubione danie swego syna, Lionela Messiego.

«Kiedy jestem w Barcelonie, muszę mu je przygotowywać dwa lub trzy razy w tygodniu. Takich średniej wielkości steków zjada przynajmniej trzy. Ja sobie żartuję, mówiąc: „to moja milanesa a la napolitana i moja mate sprawiają, że strzelasz tyle goli”. To prawda: kiedy wbił trzy Realowi Madryt, byłam u niego, przygotowując mu jedzenie, które najbardziej lubi i mate parzoną w nocy». Lionel ma bardzo proste gusta kulinarne: milanesa, ale ani bez gotowanej szynki, ani bez jajek sadzonych na wierzchu, kurczak z sosem z papryki i cebuli oraz ziemniaki z oregano. Nie przepada za wykwintnymi daniami, jak te, które przyrządza jego brat Rodrigo, ale wiadomo, Rodrigo jest kucharzem i jego marzeniem jest otworzenie, wcześniej czy później, własnej restauracji. To normalne, że eksperymentuje i próbuje coraz to nowych przepisów, chociaż jego młodszy brat nie zawsze to docenia. Łakomczuch? «Tak, Leo uwielbia czekoladę i alfajory (ciastka z karmelowym nadzieniem – przyp. tłum.). Kiedy wybieramy się do Hiszpanii, musimy zabierać ze sobą całe pudła, żeby zawsze miał coś w zapasie». Legenda głosi, że kiedy był mały i trener obiecał mu jeden alfajor za każdego strzelonego gola, udało mu się skonsumować osiem w jednym tylko meczu. Mały obżartuch.

Przy kawie z mlekiem w barze La Tienda przy alei San Martín w Rosario matka barcelońskiej „10” bardzo chętnie opowiada o swoim znanym na całym świecie synu. Czarne włosy, lekki uśmiech i rysy twarzy, które przypominają Leo (chociaż ona się śmieje i mówi, że podobny jest do swego ojca). Celia María Cuccittini Oliveira de Messi ma łagodny, delikatny głos. Kiedy mówi, często szuka wzrokiem Marceli, swojej siostry, która siedzi dokładnie naprzeciwko niej. Najmłodsza z rodziny Cuccittini również jest matką futbolistów: Maximiliano gra w Paragwaju, w klubie Olimpia, Emanuel w Hiszpanii, w Gironie, a Bruno dorasta w szkole Renato Cesarini, skąd wyszli tacy piłkarze, jak Fernando Redondo i Santiago Solari. Marcela Cuccittini de Biancucchi jest matką chrzestną Leo i jego ulubioną ciotką. To w jej domu przesiaduje, kiedy wraca do Rosario. «Musimy iść do niego albo dzwonić, żeby wiedzieć, co słychać, ale oczywiście moja siostra dobrze się o niego troszczy», mówi Celia. «I jest też Emanuel, są nieodłączni.» Gdy byli mali, stale grali w piłkę. «Było ich pięciu: trzech moich: Matías, Rodrigo i Leo, i dwóch mojej siostry: Maximiliano i Emanuel. W niedzielę, kiedy udawaliśmy się do domu mojej matki, przed obiadem wszyscy wychodzili na ulicę, żeby grać», wspomina Celia. To były zażarte mecze, w futbol albo futbol-tenis, i Leo często wracał do domu z płaczem, bo przegrywał albo starsi go oszukiwali.

«Dokładnie, jakiś czas temu Maxi przypominał mi tamte gry – dodaje Marcela – mówiąc, że kiedy wszyscy spotykają się tutaj w Rosario, ma ochotę, by znów rozegrać mecz Messi kontra Biancucchi, aby przypomnieć sobie stare czasy».

Wspomnienia prowadzą nas do babci Celii: jej przepysznych past i deserów, niedzielnych rodzinnych spotkań i piłkarskiej pasji. «To ona odprowadzała chłopców na treningi. To ona nalegała, żeby pozwolili grać mojemu Lionelowi, mimo że nie był jeszcze w odpowiednim wieku, mimo że był najmniejszy i bardzo drobny. Bo – mówi Celia – zawsze był malutki. Obawiano się, że go zadepczą, że wyrządzi sobie krzywdę, ale ona nic sobie z tego robiła, nalegała: „Podajcie do Lionela, podajcie do małego, on potrafi strzelać gole”. To ona przekonała nas, byśmy kupili mu piłkarskie buty. Szkoda, że dziś nie może patrzeć, jak gra. Zmarła, kiedy Leo miał 10 lat, ale kto wie, czy tam z góry albo gdziekolwiek jest, widzi, kim został i jest szczęśliwa z powodu swego wnuka, którego tak bardzo kochała».

No dobrze, ale jak Leo zaczął grać w piłkę, od kogo się nauczył, skąd ma taką zwinność, czy to kwestia genów? «Nie wiem, od swego ojca, braci, kuzynów. W naszej rodzinie zawsze lubiliśmy futbol. Ja też jestem pasjonatką. Mój idol? Maradona. Jego kariera, jego gole, wszystko to przeżywałam z wielkimi emocjami. To, co on wyczyniał na boisku, było fenomenalne. Kiedy go poznałam, powiedziałam mu: „Mam nadzieję, że pewnego dnia mój syn będzie dobrym piłkarzem i że ty będziesz mógł go trenować”. I proszę, dokąd zaszedł».

Pauza w rozmowie. Leżący na stole telefon zaczyna dzwonić. Celia przeprasza, odchodzi na bok i odbiera. W tym czasie Marcela wraca do opowieści o małym Leo:

«Był niesamowity. Nie skończył jeszcze pięciu lat, a już kopał piłkę jak nikt inny. Lubił to, nie przestawał. Tak mocno odbijał futbolówkę od bramy, że sąsiedzi często prosili go, by robił to trochę lżej».

Celia wyłączyła telefon, siada i ze zrozumieniem kiwa głową. «Największą karą, jaka groziła Leo, było: dziś nie idziesz trenować. „Nie, mamusiu, proszę, wszystko zrobię dobrze, nie martw się, przysięgam… pozwól mi iść grać”. Błagał i nalegał, aż dawałam się przekonać. Leo nie był kapryśnym, ani niegrzecznym dzieckiem. Zawsze był dobrym chłopcem, cichym i nieśmiałym, takim, jakim jest do dziś».

Naprawdę? «Tak, naprawdę. On nawet nie zdaje sobie sprawy z popularności. Kiedy wraca do Rosario, chce spacerować tutaj, po alei San Martín, ze swym kuzynem Emanuelem. Gdy mówimy mu, że to niemożliwe, że ludzie z osiedla, jak tylko go zobaczą, z radości nie pozwolą zrobić mu nawet dwóch kroków, wówczas wpada w zły nastrój. Nie rozumie tego, obraża się. W Barcelonie chodzi do El Corte Inglés (sieć centrów handlowych – przyp. tłum.) ubrany na sportowo. Ronaldinho wiele razy sobie z niego żartował i pytał, czy przypadkiem nie jest szalony, by tak sobie spacerować. On nie był nawet świadomy tego, kim jest. Dlatego sława, rozdawanie autografów czy zdjęcia z fanami w ogóle mu nie ciążą. Czasem nocami, kiedy po długiej nieobecności wraca do domu albo kiedy ja go odwiedzam, kładę się obok niego w łóżku. Rozmawiamy, głaszczę go po włosach, opowiadam różne rzeczy i mówię pół żartem, pół serio: „Ile dałoby wiele dziewczyn, by znaleźć się tutaj, obok ciebie”. On robi dziwną minę i odpowiada: „Mamo, nie opowiadaj głupstw”».

Na ścianach baru widzą koszulki argentyńskich piłkarzy. Oprawiona za szkłem jest także koszulka Leo z Barcelony z numerem 30. «Nie wiedzą, że jestem jego matką, mimo że mieszkamy tu, w tej samej dzielnicy», mówi Celia, kobieta, która ucieka od sławy, w pełni świadoma ryzyka, jakie niesie za sobą świat cele­brytów i która ma jasno wyznaczone priorytety w swoim życiu i w życiu swoich dzieci. No dobrze, ale jak się czuje będąc matką genialnego piłkarza? «Dumna, bardzo dumna. Otworzyć gazetę i zobaczyć, zarówno tutaj, jak i w Hiszpanii, tekst o nim, zobaczyć gdzieś koszulkę z jego nazwiskiem albo dzieci, które ją noszą… napawa mnie dumą. Tak samo jak boli mnie słuchanie nieprawdziwych rzeczy o jego życiu albo gdy ktoś krytykuje jego grę. To dotyka do żywego i bardzo boli, kiedy ktoś dzwoni i mówi: „Widziałaś to, widziałaś tamto?”. Leo? Bardzo rzadko czyta to, co się o nim pisze. Jeśli już, nie przywiązuje do tego wagi. Ale nie znaczy to, że nie przechodził przez bardzo trudne momenty. Źle znosił czas, kiedy był kontuzjowany, przez długie miesiące przebywał z dala od boiska czy kiedy nic nie wychodziło mu tak, jak tego chciał. Ja w takich momentach nie zastanawiam się dwa razy, biorę walizki i lecę do Barcelony, żeby zobaczyć jak się czuje, być przy nim, dbać o niego. Leo zawsze był chłopcem, który problemy skrywa głęboko w sobie, ale jednocześnie zawsze był nadzwyczaj dojrzały jak na swój wiek. Pamiętam, że kiedy rozważaliśmy możliwość powrotu do Argentyny, powiedział: „Mamo, nie martw się, ja zostaję, ale wy jedźcie, Bóg nam pomoże”. Ma ogromną siłę woli».

Znów opowiada o sukcesie, o ludziach, którzy szaleją na punkcie Pchły po obu stronach oceanu. «To, co najbardziej mi się podoba, to fakt, że go kochają – mówi Celia. – Kochają go, tak sądzę, ponieważ jest prostym, skromnym, dobrym człowiekiem. Zawsze myśli o innych i zależy mu, by wszyscy jego bliscy byli zadowoleni: rodzice, bracia, siostrzeńcy, kuzyni. Rodzina zawsze jest najważniejsza. To prawda, jestem matką, a matka, kiedy opowiada o swoich dzieciach, świetle jej oczu, może mówić tylko same dobre rzeczy, ale Leo ma naprawdę ogromne serce».

Jak matka postrzega przyszłość swego syna? «Pod względem piłkarskim życzę mu, by stworzył historię jak Pelé, jak Maradona, żeby zaszedł daleko, bardzo daleko. Ale przede wszystkim, jako matka, proszę Boga o to, żeby był szczęśliwy, żeby założył rodzinę, żeby czerpał z życia, bo jeszcze nie było mu to dane. Futbolowi poświęca serce i duszę. Nie wychodzi, nie robi wielu rzeczy, które normalnie robią młodzi w jego wieku. Dlatego życzę mu, by miał cudowne życie. Zasłużył na to».

Przez ogromne okno widać, że niebo zrobiło się ciemne. Ruch drogowy stał się bardziej chaotyczny: autobusy, furgonetki, samochody, zostawiające za sobą chmurę dymu, ciągnięty przez konia wóz pełen złomu oraz mnóstwo ludzi, kierujących się w stronę sklepów i przystanków transportu publicznego. Celia musi wracać, w domu czeka na nią María Sol. Marcela powinna pójść po Bruno do szkoły piłkarskiej. Pada deszcz, więc Celia nalega, żeby odwieźć swoich gości do centrum. Idzie po samochód. W drzwiach zamienia jeszcze ostatnie słowa z Marcelą na temat matczynego strachu: kontuzji i pieniędzy, które mogą uderzyć do głowy.

«Na razie moi synowie, również Leo, nie stracili poczucia rzeczywistości. Ja, moja rodzina oraz rodzina mojej siostry mieszkamy na tym samym osiedlu, na którym się urodziliśmy, w tym samym domu. Nie zmieniliśmy dzielnicy, nie chcieliśmy porzucić naszych korzeni, a chłopcy cały czas są tacy sami. Mam nadzieję, że nigdy się nie zmienią. Że nie przytrafi im się to, co innym piłkarzom, którzy zagubili się wraz ze sławą».

Szary Volkswagen zatrzymuje się tuż przy chodniku. Celia jedzie szybko ulicami w południowej części Rosario. Mija szkołę, do której chodził Leo i wspomina: «Nie był dobrym uczniem. Trochę leniwym».

Skręca w prawo przed budynkiem Tiro Suizo, klubu sportowego założonego w 1889 roku przez imigrantów z kantonu Ticino. Dwóch małych chłopców nie zwraca uwagi na samochód. Są zbyt zajęci, mając przy nodze piłkę i dryblując.

«Taki był Lionel», mówi Celia.

2. SZPITAL GARIBALDI

24 czerwca 1987

Konstrukcja koloru kremowego, w stylu XIX-wiecznych budynków, zajmuje sporą powierzchnię przy ulicy Visasoro pod numerem 1.249. To włoski szpital zadedykowany Giuseppe Garibaldiemu, który w Rosario posiada także pomnik na Plaza de Italia. To popularna postać, Bohater Dwóch Światów, który w czasie swego południowoamerykańskiego wygnania walczył nad rzeką Paraná i na tej ziemi «czerwone koszule» pozostawiły po nim ślady. Na przykład w nazwach szpitali, które, zarówno w Rosario, jak i w Buenos Aires, ufundowali wygnani politycy: mazziniści (zwolennicy Giuseppe Mazziniego, który razem z Garibaldim walczył o wolność – przyp. tłum.) i garibaldiniści, a także w nazwach charytatywnych stowarzyszeń.

Kompleks szpitalny w Rosario został zainaugurowany 2 października 1892 roku, aby zapewnić opiekę włoskiej społeczności, która wtedy reprezentowała ponad 70 procent przybyłych zza oceanu imigrantów. Dziś posiada jeden z najlepszych oddziałów położniczych w mieście. To właśnie tutaj rozpoczyna się, pewnego zimowego ranka o godzinie 6 rano, historia Lionela Messiego, trzeciego syna rodziny Messi-Cuccittini.

Jorge, ojciec, ma 29 lat i jest szefem działu w fabryce metalurgicznej Acindar w Villa Constitución, 50 kilometrów od Rosario. 27-letnia Celia pracuje w zakładzie produkującym magnetyczne szpule. Poznali się, będąc jeszcze dziećmi, w dzielnicy Las Heras, wcześniej znanej jako Estado de Israel, a dziś San Martín, w południowej części miasta, zamieszkałej przez ludzi skromnych i pracowitych.

Antonio, ojciec Celii, jest mechanikiem: naprawia wentylatory, lodówki i inne urządzenia gospodarstwa domowego. Celia, matka, przez wiele lat pracowała jako sprzątaczka. Eusebio, ojciec Jorge, zarabia na życie na budowie; matka, Rosa María, jest asystentką. Ich domy dzieli niewiele ponad sto metrów. Ich rodziny mają włoskich i hiszpańskich przodków, jak wiele innych na tej ziemi.

Nazwisko Messi wywodzi się z Włoch – z miejscowości Recanati, prowincji Macerata, z regionu Marche, gdzie urodził się poeta Giacomo Leopardi i tenor Beniamino Gigli. Stamtąd, pod koniec XIX wieku, na jednym z wielu statków kierujących się do Ameryki, wypłynął Angelo Messi. Podobnie jak miliony emigrantów najniższej klasy, w poszukiwaniu lepszego życia w Nowym Świecie. Familia Cuccittini również ma włoskie korzenie ze strony ojca. Obie rodziny z wilgotnej pampy ostatecznie przeprowadziły się do miasta.

Rosario, 305 kilometrów od stolicy, liczące ledwie milion mieszkańców, jest miastem o największej populacji w prowincji Santa Fe, która rozciąga się do brzegów Parany. Wybrzeże biegnie wzdłuż rzeki aż do mostu Matki Boskiej Różańcowej, który od kilku lat łączy Rosario z Victorią. Rzeka Paraná od zawsze była ważną arterią transportu wodnego. Stąd w stronę całego Mercosur wypływa mnóstwo produktów rolnych, m.in. soja, która w ostatnim czasie znacznie wzbogaciła ten region i przekształciła miasto. Nowe budynki, drapacze chmur i niesamowite wille zaczęły powstawać w pobliżu plaż pełnych drobniutkiego piasku przyniesionego przez rzekę.

I oczywiście Rosario nadal jest, w pełnym znaczeniu tego słowa, miastem flagi. Grupy szkolnych dzieci ubranych w białe fartuchy robią sobie zdjęcia u stóp Narodowego Pomnika Flagi (Monumento a la Bandera), zbudowanego w stylu radzieckim i zainaugurowanego w 1957 roku, aby oddać pamięć miejscu, w którym 27 lutego 1812 roku generał Manuel Belgrano rozkazał po raz pierwszy zawiesić narodową flagę.

Rosario jest miastem wnuków imigrantów, miastem dzielnic baraków i dzielnic willowych. Ale zostawmy już historie o emigracji, mieszaniu kultur, językach i tradycjach, których Argentyna jest pełna, i wróćmy do Jorge i Celii, którzy – będąc jeszcze bardzo młodymi ludźmi – zakochali się w sobie i zaręczyli.

17 czerwca 1978 roku biorą ślub w kościele Najświętszej Marii. Cały kraj pochłonięty jest mistrzostwami świata. Do tego wręcz stopnia, że następnego dnia nowożeńcy, będący w podróży poślubnej w Bariloche, nie mogą przegapić meczu Argentyna – Brazylia, który dodatkowo rozgrywany jest w Rosario. Skończyło się bezbramkowym remisem. Osiem dni później na należącym do River Plate Estadio Monumental w Buenos Aires, drużyna Albiceleste, prowadzona przez Cesara Luisa Menottiego, zdobywa Puchar Świata, pokonując 3:1 Holandię. Zaczyna się zbiorowe szaleństwo. Fillol, Olguín, Galván, Passarella, Tarantini, Ardiles, Gallego, Ortiz, Bertoni, Luque i Kempes zachowują się, jakby zapomnieli o Procesie Narodowej Reorganizacji, o zmarłych opozycjonistach (było ich ponad 30 tysięcy), o zaginionych, o torturach i horrorach okrutnej i krwawej dyktatury wojskowej generała Jorge Rafaela Videli, wprowadzonej 24 marca 1976 roku wraz z obaleniem Isabelity Perón.

Dziś na ulicach Buenos Aires można przeczytać napis «Inmundomundial», umieszczony pod rysunkiem przedstawiającym boisko piłkarskie z inskrypcją «1978».

Dwa lata później kraj nadal pogrążony jest w strachu, ale życie toczy się dalej. Celia i Jorge są już rodzicami: 9 lutego 1980 roku na świat przychodzi Rodrigo Martín. A podczas jednego z najczarniejszych momentów w historii ojczyzny, rodzi się drugi syn, Matías Horacio. Jest 25 czerwca 1982 roku. Jedenaście dni temu zakończyła się wojna o Falklandy. Pokonana Argentyna liczy poległych (649) i rannych (ponad tysiąc), do których trzeba dodać tych, którzy przenigdy nie zapomną dwóch i pół miesiącach «w blasku ognia». Niedoświadczeni i nieodpowiednio wyposażeni młodzi ludzie, ochotnicy przekonani przez demagogiczny patriotyzm do przyłączenia się do walki o podbój archipelagu Falklandów, zajętego przez Brytyjczyków w 1833 roku. Operacja Rosario – to kluczowa nazwa w tej argentyńskiej inwazji dowodzonej przez generała Leopoldo Galtieriego 2 kwietnia 1982 roku. Był to już kolejny manewr rozpraszający, zorganizowany przez władzę wojskową, mający na celu odwrócenie uwagi od niepowodzenia planu gospodarczego, wprowadzonego w życie w 1980 roku. Działania, które doprowadziły do wzrostu inflacji do 90 procent, recesji gospodarczej na każdym polu, wzrostu zadłużenia zagranicznego rządu i firm, dewaluacji płac i postępującego ubożenia klasy średniej, jedna z historycznych cech kraju w porównaniu z innymi narodami latynoamerykańskimi. Wojna miała sprawiać, że obywatele zapomną o dramatycznej sytuacji, w jakiej znalazło się państwo i zanurzą się w fali patriotyzmu, jednak Galtieri nie wziął pod uwagę Margaret Thatcher – «Żelaznej Damy», ani wojska Jej Królewskiej Mości Elżbiety II. W ciągu kilku tygodni specjalne siły brytyjskie rozbiły wojsko argentyńskie. To katastrofa, która po roku doprowadzi do upadku władzy wojskowej i rozpocznie święto demokracji.

Odzyskanie Falklandów przez Argentynę nadal jest kwestią otwartą: w Rosario, w Parku Flagi, zbudowano pomnik ku czci «bohaterów, którzy żyją na Malwinach», a w konstytucji z 1994 roku można przeczytać, że odzyskanie zwierzchnictwa jest celem, z którego nie można zrezygnować. W 1983 roku wybory wygrywa Raúl Alfonsín, jeden z niewielu polityków, który trzymał się z dala od wojskowych, twierdząc, że jedyne, co chciano osiągnąć dzięki wojnie, to wzmocnienie dyktatury.

Cztery lata później, kiedy Celia jest w ciąży ze swoim trzecim dzieckiem, sytuacja nadal jest dramatyczna. W czasie Wielkiego Tygodnia 1987 roku Argentyna znajduje się na skraju wojny domowej. «Carapintadas» (pomalowane twarze), młodzi oficerowie należący do wojska dowodzonego przez porucznika Aldo Rico, zbuntowali sie przeciwko rządowi: żądają zakończenia procesów za łamanie praw człowieka popełnionych w czasie dyktatury. Dowództwo wojska nie słucha prezydenta. Ludzie wychodzą na ulice w obronie demokracji. Powszechna Konfederacja Pracy (CGT) ogłasza strajk generalny. 30 kwietnia Raúl Alfonsín zwraca się do tłumu zebranego na Plaza de Mayo i mówi: «Wszystko jest w porządku, wesołych Świąt Wielkanocnych». Zdanie, które przejdzie do historii, ponieważ nie ma nic bardziej oddalonego od rzeczywistości. Prezydent, nie mający żadnej władzy nad wojskiem, zmuszony został do negocjacji z «carapintadas», gwarantując im koniec procesów sądowych nad wojskowymi. Jest to prawo Należnego Posłuszeństwa: zwalnia z odpowiedzialności za okrutne represje oficerów i podoficerów, uznając ich jedynie za odpowiedzialnych posłuszeństwa wobec rozkazów swych przełożonych. Prawo wchodzi w życie 23 czerwca 1987 roku, tego samego dnia, kiedy Celia trafia na oddział położniczy w szpitalu Garibaldi.

Dwaj synowie, 7-letni Rodrigo i 5-letni Matías, zostają w domu babci. Celii towarzyszy Jorge. Po dwóch chłopcach chciałby córkę, lecz chromosomy wskazują na to, że na świat przyjdzie kolejny chłopak. Ciąża przebiegała dobrze, ale w ostatnich jej godzinach coś się komplikuje. Norberto Odetto, ginekolog, zauważa ostre niedotlenienie płodu i decyduje się przyspieszyć poród, by nie narażać zdrowia dziecka. Jorge do dziś pamięta strach i panikę, jaką czuł, kiedy lekarz powiedział mu, że użyje kleszczy. Pamięta swoją prośbę, aby zrobiono wszystko, co możliwe, by uniknąć stosowania tych okropnych szczypców, które, jak u wielu innych ojców, przywoływały zasłyszane historie o zdeformowaniach i krzywdach wyrządzonych dziecku. Ostatecznie użycie kleszczy nie będzie konieczne. Kilka minut przed 6 rano rodzi się Lionel Andrés Messi. Waży 3 kilogramy i mierzy 47 centymetrów. Czerwony jak pomidor i z uchem całkowicie zwiniętym w pół z powodu wysiłku włożonego w przyjście na świat. Anomalie, które, podobnie jak u wielu noworodków, znikają w ciągu kilku godzin. Po strachu przychodzi szczęście. Dziecko jest kolorowe, ale zdrowe. Za bramami szpitala sytuacja nie jest już tak spokojna. Jedna bomba wybuchła w mieście, a druga w Villa Constitución, gdzie pracuje Jorge. W całej Argentynie liczba ładunków wybuchowych wzrasta do piętnastu. Nie ma ofiar, jedynie straty materialne. To reakcje na prawo Należnego Posłuszeństwa. Obrazują podzielony kraj, podporządkowany władzy wojskowej i pogrążony w ciężkim kryzysie gospodarczym.

Sekretarz Handlu Wewnętrznego ogłosił właśnie wejście w życie nowych cen produktów spożywczych: mleko i jajka drożeją o 9 procent, cukier i kukurydza o 12 procent, chleb i wino o 10 procent, yerba mate o 21 procent. Drożeje także światło, o 10 procent, i gaz, o 8 procent. Podwyżki trudne do zaakceptowania dla każdej pracującej rodziny, jak ta Messi-Cuccittini, która może liczyć na dwie pensje oraz własny dom.

Zbudował go Jorge z pomocą swego ojca Eusebio podczas weekendów. Położony jest na terenie liczącym 300 metrów kwadratowych, będącym własnością rodziny. Dwa piętra z cegły i tylne patio, gdzie mogą bawić się dzieci, oczywiście w dzielnicy Las Heras. To właśnie tutaj po wypisaniu ze szpitala, 26 czerwca, przybywa Lionel. Sześć miesięcy później widzimy go w rodzinnym albumie, pyzaty i uśmiechnięty, w łóżku rodziców, w niebieskich spodenkach i białej koszulce. Kiedy ma dziesięć miesięcy zaczyna biegać za swoimi starszymi braćmi. I przytrafia mu się pierwszy wypadek. Wychodzi z domu, kto wie, może po to, by pograć z innymi dziećmi na ulicy, która nie jest jeszcze wyasfaltowana i po której z rzadka przejeżdżają samochody. Nadjeżdża rower, który go potrąca. Płacze, domownicy szybko wybiegają na ulicę. Wydaje się, że nic się nie stało, że skończyło się tylko na strachu. Ale w nocy nie przestaje narzekać. Ma spuchnięte lewe ramię. Zabierają go do szpitalu. Złamanie kości. Gips. Po kilku tygodniach nie ma już śladu. Zbliżają się jego pierwsze urodziny. Wujkowie chcą go przekonać, podarowując mu koszulkę, by wybrał swoją przyszłą drużynę: Newell’s Old Boys. Ale jeszcze jest zbyt wcześnie. Mając trzy lata, Leo woli mniejsze piłeczki: grę w marmurki. Ogrywał niemal wszystkich swoich kolegów, a jego torebka zawsze była pełna. W przedszkolu zawsze był czas, żeby pograć w coś okrągłego. Na czwarte urodziny rodzice dają mu białą piłkę z czerwonymi rombami. To być może w tym momencie zaczyna się nieuchronna fascynacja. Aż pewnego dnia zaskakuje wszystkich. Jego ojciec i bracia grają na ulicy i Leo, po raz pierwszy, decyduje się do nich przyłączyć. Wcześniej wolałby nadal grać w marmurki, ale tym razem było inaczej. «Staliśmy jak wmurowani w ziemię, patrząc na to, co potrafił robić – mówi Jorge. – Nigdy wcześniej nie grał.»

3. NAJMNIEJSZY ZE WSZYSTKICH

Dostępne w wersji pełnej

4. TAKI JAK ZAWSZE

Dostępne w wersji pełnej

5. CZERWONO-CZARNY

Dostępne w wersji pełnej

6. TO BYŁ GARDEL

Dostępne w wersji pełnej

7. NISKI WZROST

Dostępne w wersji pełnej

8. ŚWIATOWIEC W MIASTECZKU

Dostępne w wersji pełnej

9. PO DRUGIEJ STRONIE OCEANU

Dostępne w wersji pełnej

10. SMAGNIĘCIE BICZEM

Dostępne w wersji pełnej

11. PROWIZORYCZNA LICENCJA

Dostępne w wersji pełnej

12. MASKA PUYOLA

Dostępne w wersji pełnej

13. DEBIUT

Dostępne w wersji pełnej

14. JEDEN Z NAS

Dostępne w wersji pełnej

15. KASETA WIDEO

Dostępne w wersji pełnej

16. PIŁKA JEST JEGO ZABAWKĄ

Dostępne w wersji pełnej

17. PRZYJACIEL

Dostępne w wersji pełnej

18. SERIAL

Dostępne w wersji pełnej

19. ŚWIEŻE POWIETRZE

Dostępne w wersji pełnej

20. DZIECKO MECZU

Dostępne w wersji pełnej

21. SUPERSONICZNY

Dostępne w wersji pełnej

22. TRUDNO, BARDZO TRUDNO

Dostępne w wersji pełnej

23. ANI MINUTY

Dostępne w wersji pełnej

24. POZYTYWNE UPRZEDZENIE

Dostępne w wersji pełnej

25. DIABEŁ

Dostępne w wersji pełnej

26. Z OTWARTYMI USTAMI

Dostępne w wersji pełnej

27. LEO I DIEGO

Dostępne w wersji pełnej

28. DROGA DO PRZEBYCIA

Dostępne w wersji pełnej

29. TRZEBA TO POKAZAĆ

Dostępne w wersji pełnej

30. ROZCZAROWANIE

Dostępne w wersji pełnej

31. ELEKTRYCZNY CHŁOPIEC

Dostępne w wersji pełnej

32. BRĄZ I SREBRO

Dostępne w wersji pełnej

33. CIELESNE MYŚLENIE

Dostępne w wersji pełnej

34. DŁUGI MARSZ PO ZŁOTO

Dostępne w wersji pełnej

35. NAJSZCZĘŚLIWSZY ROK

Dostępne w wersji pełnej

36. DO TRZECH RAZY SZTUKA

Dostępne w wersji pełnej

37. MORZE ŁEZ

Dostępne w wersji pełnej

38. ZASKOCZENIE

Dostępne w wersji pełnej

39. SIMPLY THE BEST

Dostępne w wersji pełnej

40. BARCELONA

Dostępne w wersji pełnej

KARIERA W LICZBACH

Dostępne w wersji pełnej

BIBLIOGRAFIA

Dostępne w wersji pełnej

PODZIĘKOWANIA

Dostępne w wersji pełnej

Tytuł oryginału: Messi. La historia del chico que se convirtió en leyenda

Copyright © Luca Caioli, 2008, 2010, 2011

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Sine Qua Non 2011

Copyright © for the translation by Barbara Bardadyn 2011

Luca Caioli cover photo credit: Elvira Giménez

Polska wersja okładki by Jarek Bereta

Redakcja: Tomasz Lasota, Michał Rędziak, Przemek Romański

Korekta: Kamil Misiek

Książka została wydana we współpracy ze stowarzyszeniem

Fan Club Barça Polska

www.FCBP.pl

Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.

ISBN 978-83-63248-13-0

www.wsqn.pl

Plik opracował i przygotował Woblink

www.woblink.com

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Ronaldinho. Uśmiech futbolu Luis Suárez Pistolet Ronaldo. Obsesja doskonałości Neymar. Nadzieja Brazylii, przyszłość Barcelony Carles Puyol. Kapitan o sercu w kolorze blaugrana Zinédine Zidane. Sto dziesięć minut, całe życie 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Jan Karski. Jedno życie. Tom 2. Inferno. Inferno (1939–1945) Lem. Życie nie z tej ziemi Małżeństwo doskonałe. Czy ty wiesz,że ja cię kocham... Zabić Reagana Dziennik 2000-2002 George Lucas. Gwiezdne wojny i reszta życia