Ostatnia miłość Marszałka. Eugenia Lewicka

Ostatnia miłość Marszałka. Eugenia Lewicka

Autorzy: Elżbieta Jodko-Kula

Wydawnictwo: Prószyński i s-ka

Kategorie: Biografie

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

cena od: 20.94 zł

Historia nowoczesnej i postępowej kobiety, która oczarowała Józefa Piłsudskiego. Jej tajemnicza śmierć do dziś pozostaje zagadką. Czy było to samobójstwo, nieszczęśliwy wypadek, czy umyślne otrucie?

Poznali się w sanatorium w Druskienikach. Głos niedawnego dyktatora już nie liczył się tak, jak dawniej, w siłę rosły nowe koterie polityczne, co Marszałka męczyło i irytowało. Nieustająco potrzebował wyrazów szacunku i przywiązania, ale też powiewu czegoś nowego, nieznanego, co mogłoby go zafascynować i pobudzić do działania.

Przy zatrudnionej w uzdrowisku Eugenii Lewickiej Piłsudski odzyskiwał siły. Życiowa energia, entuzjazm, wykształcenie i sukcesy tej kobiety wywarły na nim ogromne wrażenie. Teraz już nie trotyl czy ulotki przewożone pod ubraniem stanowiły dla niego o atrakcyjności płci pięknej, lecz wiedza, którą Eugenia przy odrobinie kokieterii potrafiła świetnie wykorzystywać.

Kiedy Lewicka zamieszkała w Warszawie, Marszałek bywał u niej częstym gościem, jego kontakty z młodą lekarką dla nikogo nie były tajemnicą. Mogła tu rozwijać swoje pomysły. Pod jej wpływem powstał dzisiejszy AWF – tam pracowała i tam też pożegnała się z życiem.

Kiedy nieprzytomną kobietę przewieziono do szpitala, gdzie po dwóch dniach zmarła, stwierdzono zatrucie nieznanymi środkami chemicznymi. Niektóre gazety sugerowały, że pomyliła się w ilości przyjętego środka nasennego. Czy jednak nie wydaje się dziwne, że zażyła go przed pójściem do pracy, gdzie ją znaleziono?

Jeden ze świadków, którzy widzieli zwłoki Eugenii w prosektorium, napisał, że miała poparzoną brodę i usta, co świadczyłoby o tym, że połknęła substancję żrącą. Dobrze wykształcona medyczka osobiście zaaplikowała sobie napój żrący, by wydłużyć męki umierania?

Autorka w swoim śledztwie historycznym próbuje dojść prawdy o życiu i śmierci ostatniej miłości Marszałka.

Elżbieta Jodko-Kula, absolwentka Wyższej Szkoły Pedagogiki Specjalnej i studium socjoterapii. Od lat pracuje jako pedagog w jednej z podwarszawskich szkół. Publikowała opowiadania i powieści dla dzieci i młodzieży oraz teksty dramaturgiczne dla teatrów szkolnych. Kilka z nich otrzymało wyróżnienia i nagrody w konkursach ogólnopolskich. Autorka książki "Maria Piłsudska. Zapomniana żona".

Copyright © Elżbieta Jodko-Kula, 2018

Projekt okładki

Sylwia Turlejska

Agencja Interaktywna Studio Kreacji

www.studio-kreacji.pl

Zdjęcia na okładce

© Narodowe Archiuwm Cyfrowe; dbrnjhrj/Fotolia.com

Zdjęcia na wkładce

Elżbieta Jodko-Kula; Biblioteka Jagiellońska; Biblioteka Narodowa; Narodowe Archiuwm Cyfrowe; Archiwum AWF; Archiwum UW; Władysław Szarutski; Centralne Archiwum Wojskowe w Rembertowie; Muzeum Łowiectwa i Jeździectwa w Łazienkach

Redaktor prowadzący

Anna Derengowska

Redakcja

Aneta Kanabrodzka

Korekta

Maciej Korbasiński

ISBN 978-83-8169-536-7

Warszawa 2018

Wydawca

Prószyński Media Sp. z o.o.

ul. Gintrowskiego 28, 02-697 Warszawa

www.proszynski.pl

Wstęp

Władza jest afrodyzjakiem i dlatego w pobliżu silnych mężczyzn zawsze znajduje się wiele kobiet gotowych dzielić z nimi los. W historii nie brak opisów związków nieudanych lub wręcz groteskowych, nie dotyczy to jednak relacji z kobietami, w jakich na różnych etapach życia pozostawał Józef Piłsudski.

W publikacjach przedstawiających prywatne życie Marszałka bliskie mu panie zajmowały na ogół marginalne miejsce. Niesłusznie, bo to właśnie w towarzystwie Leonardy, Marii, Aleksandry i Eugenii Ziuk – jak nazywali Piłsudskiego jego bliscy – nie tylko odpoczywał i odzyskiwał równowagę, lecz także snuł wielkie plany. Z partnerkami dzielił się przemyśleniami, a także – co chyba najlepiej widać w relacjach z Eugenią Lewicką – był ciekaw ich zdania i brał pod uwagę usłyszane od nich sugestie.

Kobiety były dla Józefa Piłsudskiego ważne, ale z upływem czasu jego sympatie zmieniały się tak jak i całe otoczenie Marszałka. Z biegiem lat ewoluowało też usposobienie Komendanta, co zauważały wszystkie bliskie mu osoby.

Jego pierwszą miłością była Leonarda Lewandowska, z którą związał się podczas wygnania na Syberii. Kiedy Olesi, jak się do niej zwracał, skończył się czas zsyłki, Piłsudski wierzył, że miłość tej nieco lękliwej dziewczyny przetrwa rozłąkę. Tak też się stało, próby czasu nie wytrzymało za to uczucie Ziuka. Wkrótce po rozstaniu z Lewandowską znalazł sobie pocieszycielkę, z którą jednakże nie wiązał większych planów.

Kiedy po zesłaniu Józef Piłsudski mógł już powrócić do okupowanej Polski, wcale nie dążył do spotkania z Leonardą. Przeciwnie, z upływem czasu ton jego listów do byłej partnerki zmieniał się i ulegał ochłodzeniu, aż wreszcie stał się już tylko oficjalny. Po krótkim okresie korespondencji pierwsza miłość zgasła i Józef nigdy już nie spotkał się z Lewandowską. Finał pierwszego związku uczuciowego łączącego przyszłego Marszałka z kobietą był dla niej tragiczny, gdyż Leonarda popełniła samobójstwo. Czy stało się tak z powodu zawiedzionej miłości do Ziuka, czy też z innej przyczyny, trudno teraz dociec, gdyż prócz domysłów nie ma na ten temat żadnych informacji.

Syberyjską miłość Ziuka wkrótce zastąpiła jego pierwsza żona, energiczna konspiratorka Maria, a jej miejsce zajęła dużo młodsza Aleksandra. Z panną Szczerbińską Józef Piłsudski początkowo współpracował, by po kilku latach, gdy pozwoliły na to okoliczności, związać się węzłem małżeńskim. Tylko z Aleksandrą Szczerbińską Ziuk doczekał się potomstwa i przypuszczalnie ten fakt, pomimo ostygnięcia małżeńskich uczuć, zatrzymał go przy drugiej żonie.

Aleksandra Piłsudska jako jedyna z partnerek Józefa zdecydowała się na opublikowanie wspomnień z ich wspólnego życia. Wpisują się one w trudny dla niektórych do zaakceptowania chór apologetów Marszałka: żona Piłsudskiego pokazała obraz ładny, ale nie do końca prawdziwy. „Zapomniała” o pierwszej żonie męża, Marii z Koplewskich primo voto Juszkiewiczowej, a także o młodej lekarce, która w czasie trwania małżeństwa z Aleksandrą zajęła ważne miejsce w sercu Piłsudskiego. Trudno jednak wymagać, by wspominając ciężki dla siebie czas, całkiem szczerze opisywała uczucia, jakie targały nią pomiędzy 1924 a 1931 rokiem.

Warto zauważyć, że pomimo goryczy, której zaznały wszystkie partnerki w końcowej fazie związku z Piłsudskim, lojalność każdej z nich była ogromna i żadna z kobiet już po rozstaniu z Józefem nie związała się z innym mężczyzną. Ziuk odchodził do nowej miłości, nowego życia i wyzwań, a kobiety, które opuszczał, niezbyt dobrze radziły sobie z rozczarowaniem. Leonarda popełniła samobójstwo, Maria podupadła na zdrowiu i zmarła w kilka lat po wyjeździe Piłsudskiego z Krakowa, a Aleksandra walczyła o swoje miejsce w życiu Józefa, jak zapewne kiedyś wierzyła – stałe i niezmienne. W tej walce nie była sama, miała bowiem przy sobie kochane przez ojca córki, a także popleczników, którym bynajmniej nie była potrzebna nowa kobieta u boku wielbionego Komendanta. Znalazła też popleczniczki: silne grono nie najmłodszych żon prominentnych współpracowników Marszałka – na pewno nie w smak im był tego rodzaju przykład dawany z góry. Kobiety nie zamierzały tracić z trudem zdobywanej pozycji ani pozwalać na moszczenie się u boku małżonków gotowych na wszystko młodych pań. Pomagały sobie nawzajem. Wobec przejawów męskiej niewierności bywały solidarne i stanowcze, dzięki temu ich działania okazywały się skuteczne.

Ostatecznie małżeństwo Marszałka przetrwało wielki kryzys, a śmierć doktor Lewickiej pozwoliła Aleksandrze mieć nadzieję na odnowę jej związku z mężem.

Wiele lat po śmierci wszystkich zainteresowanych, na podstawie odnalezionych miłosnych listów podpisanych przez J. Piłsudskiego, ukuto teorię, jakoby miejsce Lewickiej w życiu Józefa zajęła kolejna kobieta, Jadwiga Burchardt. Zważywszy jednak na wszystkie okoliczności, łącznie ze stanem zdrowia Marszałka, wydaje się to mało prawdopodobne. Treść listów, szczegóły oraz okoliczności, o których w nich mowa, sugerują, że ich autorem był Jan Piłsudski, młodszy brat Marszałka.

Fascynacja młodą lekarką Eugenią Lewicką pojawiła się na ostatnim etapie życia Marszałka – nie mniej burzliwym niż poprzednie – i prawdopodobnie była ostatnią.

Józef Piłsudski po Wielkiej Wojnie

Polska odzyskała niepodległość po stu dwudziestu trzech latach zaborów, tuż po długotrwałej i wyniszczającej wojnie, w czasie której Polacy walczyli przeciwko sobie wcielani siłą do obcych wielomilionowych armii. Zmęczonych, ale szczęśliwych obywateli czekał teraz kolejny wysiłek: nadszedł czas organizowania państwa i tworzenia struktur politycznych. Ta perspektywa sprawiała, że większość z nich początkowo żyła w euforii. Odzyskana niezależność jawiła się jako największy skarb i spełnienie marzeń. Działania konspiracyjne nastawione na walkę z zaborcami przestały być potrzebne, w nowej rzeczywistości należało od podstaw stworzyć rząd, administrację oraz armię do obrony świeżo odzyskanej niepodległości.

Partie, które rozpoczęły działalność na długo przed 1918 rokiem, próbowały teraz zaistnieć na scenie politycznej i zdobyć dla siebie pozycję dającą możliwość wywierania wpływu na wewnętrzną i zagraniczną politykę państwa oraz na kształt zasad ustrojowych. Ludzie znani z wcześniejszej patriotycznej działalności i zasłużeni dla poszczególnych ugrupowań w sposób naturalny stawali się liderami, ci zaś, którzy ze względu na brak możliwości lub młody wiek nie odgrywali dotąd istotniejszej roli, szykowali się do cichej walki o stanowiska i władzę.

W listopadzie 1918 roku w młodym kraju było niespokojnie. W Rosji, Niemczech i Austro-Węgrzech wybuchały rewolucje, ale i na terenach wymęczonej długotrwałą wojną Polski rewolucyjne hasła głoszone przez lewicowe partie padały na podatny grunt. Podsycały je tłumy zdemobilizowanych żołnierzy – ludzi bez zawodu, pracy i nadziei na lepszą przyszłość.

Tereny Polski zostały szczególnie dotkliwie doświadczone przez kataklizm wojenny. Kilkakrotnie przesuwały się tędy linie frontów, a ludność cierpiała z powodu rekwizycji i rabunków. Wycofujący się na wschód Rosjanie demontowali i wywozili wyposażenie fabryk, po drodze paląc wsie i wypędzając z nich ludność. Taki sam planowy rabunek prowadzili Niemcy, gdy zajmowali polskie ziemie po wyparciu z nich Rosjan.

Większość społeczeństwa darzyła sympatią związane z Kościołem środowiska prawicowe, wśród których największym poparciem cieszyła się Narodowa Demokracja. Obawiano się jednak wybuchu rewolucji, która zagroziłaby niepodległości i dodatkowo zdewastowałaby gospodarczo kraj.

Spontanicznie powstawały rozmaite komitety, które przystępowały do rozbrajania zdemoralizowanych żołnierzy niemiec­kich, marzących jedynie o bezpiecznym powrocie do domu. I tak w Krakowie powstała Polska Komisja Likwidacyjna złożona z przedstawicieli środowisk lewicowych i centrowych, w Lublinie utworzony został Tymczasowy Rząd Ludowy Republiki Polskiej na czele z przywódcą socjalistów Ignacym Daszyńskim. W Warszawie zaś nominalną władzę sprawowała powołana przez Niemców Rada Regencyjna, pozbawiona jednakże realnej siły i autorytetu.

Wobec groźby wybuchu rewolucji w Niemczech i zagrożenia wybuchem rewolucji na wciąż jeszcze okupowanych przez rozpadającą się armię niemiecką ziemiach polskich, a także w celu zapewnienia bezpiecznego powrotu swoich żołnierzy do ojczyzny, rząd niemiecki zwolnił z internowania w Magdeburgu brygadiera Józefa Piłsudskiego i specjalnym pociągiem składającym się z lokomotywy oraz jednego wagonu przetransportował go do Warszawy.

10 listopada 1918 roku, inaczej niż w pamiętnym 1916 roku, na Komendanta nie czekały tłumy warszawiaków, gdyż Niemcy utrzymali jego przyjazd w tajemnicy. Z chwilą opuszczenia Magdeburga Józef Piłsudski definitywnie zakończył pierwszy etap swojego życia: skończyła się konspiracja i walka w ramach podległych Austro-Węgrom Legionów. Teraz Komendant mógł zrealizować wcześniejsze marzenia i sięgnąć po władzę nad wolną Polską. Wracał opromieniony chwałą żołnierza, który najpierw na czele I Brygady Legionów walczył z Rosją, a później został uwięziony przez Niemców.

W listopadzie 1918 roku przed tymczasowym mieszkaniem Komendanta odbywały się spontaniczne demonstracje radykalnie nastrojonej ludności stolicy. Warszawska Rada Regencyjna przekazała mu najpierw władzę wojskową nad batalionem Polskiej Siły Zbrojnej, a następnie całą władzę cywilną, po czym się rozwiązała. Piłsudski został Tymczasowym Naczelnikiem Państwa z pełnią władzy ustawodawczej i wykonawczej, o czym poinformował rządy tych państw, z którymi Warszawa miała łączność telefoniczną. Poinformował je również o powstaniu niepodległej Polski. Faktycznie został dyktatorem. Do tej misji przygotowywał się od początku wojny, a właściwie dużo wcześniej. Przekonanie o swoim posłannictwie hołubił od najmłodszych lat, czerpiąc siłę i wiarę z uwielbienia matki i przepowiedni syberyjskiej Cyganki. Po Wielkiej Wojnie szykował się do podjęcia nowych zadań, tym razem stojąc na czele niepodległego państwa.

Przed 1914 rokiem nie tylko współpracownicy, ale i najbliżsi Komendanta zauważyli zmiany w jego zachowaniu. Po wojnie już tylko dla niewielkiej garstki krewnych i przyjaciół nadal pozostawał Ziukiem. Ograniczył poufałe relacje ze współpracownikami, zastąpił je związkami zależności, jakie łączą zwierzchnika i podwładnych. W jego kontaktach z ludźmi pojawił się dystans, którego nie skracał nawet wobec dawnych znajomych, a nowe relacje przybierały całkiem inny niż w latach konspiracji charakter. Rola towarzysza Wiktora poszła w zapomnienie, a rola Komendanta powoli przechodziła do historii, ustępując miejsca nowym obowiązkom i tytułom.

Piłsudskiego czekało zadanie, o którym marzył i dla którego ciężko pracował przez wszystkie poprzednie lata. Czekały go zaszczyty. Towarzyszyła temu głęboka wiara, że udźwignie kolejną życiową rolę – ojca narodu, należało jednak dobrze rozeznać się w sytuacji politycznej i powstrzymać się od nieostrożnych i nieprzemyślanych działań.

Po 1918 roku Piłsudski miał nadzieję, że dla swoich politycznych koncepcji zdobędzie poparcie większej części społeczeństwa. Łudził się tym jeszcze wtedy, gdy zwołany przez niego Sejm Ustawodawczy powierzył mu w ramach Małej Konstytucji sprawowanie funkcji Naczelnika Państwa, lecz już nie jako dyktatora. Naczelnik Państwa miał uprawnienia najwyższego wykonawcy uchwał Sejmu, ale politycznie był przed nim odpowiedzialny.

Wkrótce po zakończeniu wojny i zwycięstwie bolszewików w Rosji młode państwo nad Wisłą zostało zmuszone do stawienia zbrojnego oporu maszerującej na zachód Europy sowieckiej armii. Z tej próby zarówno Naczelnik, jak i zdeterminowane do obrony niepodległości społeczeństwo wyszli zwycięsko. Spontaniczny zryw Polaków ocalił Europę przed planowanym przez Lenina i Trockiego podbojem poszczególnych państw i przekształceniem ich w republiki radzieckie.

Piłsudski miał nadzieję, że odparcie bolszewików spod Warszawy i powtórne rozbicie nad Niemnem wycofującej się Armii Czerwonej, zakończone traktatem ryskim, umocni jego pozycję w państwie. Spodziewał się uznania i poparcia także ze strony środowisk prawicowych, zwłaszcza prawicy narodowej. Wciąż miał żywo w pamięci mieszkańców Krakowa, którzy w latach 1915 i 1916 nosili go na rękach. Nieśli go wówczas z Wawelu na rynek ci sami ludzie, którzy w 1913 roku śmiali się z jego źle umundurowanych i słabo wyekwipowanych strzelców. Piłsudski pamiętał też doskonale, jak to było, kiedy wrócił do Warszawy po zajęciu Kijowa: młodzież stolicy wyprzęgła konie z wiozącego go powozu i pociągnęła wóz aż do Belwederu, w Sejmie zaś marszałek Wojciech Trąmpczyński z Narodowej Demokracji przyrównywał jego sukces do zwycięstw Bolesława Chrobrego sprzed tysiąca lat. Radosny tłum nie wiedział wtedy jeszcze, że w tym samym czasie wojska polskie były zmuszone opuścić Kijów pod naporem osławionej 1 Konnej Armii Budionnego.

Przebywanie na szczycie bywa niebezpieczne, toteż niewielu śmiałków podejmuje trud wspinaczki, a jeszcze mniejsza ich grupa dociera do celu. Za sukcesem często idzie samotność, a ciągły niepokój o utratę pozycji, która z wielkim trudem została zdobyta, jest wyczerpujący. Po pewnym czasie okoliczności polityczne przestały sprzyjać Piłsudskiemu. Entuzjazm wywołany pomyślnym dla Polaków zakończeniem wojny o wschodnie granice osłabł, a legenda Komendanta podtrzymywana przez bezgranicznie oddane mu środowisko nie wystarczała, by utrzymać społeczne poparcie.

Uwielbienie narodu nie trwało długo, już wynik pierwszych wyborów do Sejmu Ustawodawczego oraz uzupełniających wyborów w 1922 roku uzmysłowił Piłsudskiemu skalę sprzeciwu wobec jego rządów i koncepcji politycznych. Po zakończeniu działań wojennych przestał być Naczelnym Wodzem, a właśnie to stanowisko dawało mu w gruncie rzeczy największą władzę.

W czasie wojny i w latach ją poprzedzających nie tylko on dob­rze się zapisał w pamięci rodaków. Do najwyższych stanowisk dowódczych pretendowali świetnie wykształcony i doświadczony w wieloletniej służbie wojskowej, cieszący się poparciem prawicy generał Józef Dowbor-Muśnicki, a także wspierany przez endecję generał Józef Haller. W Europie i w Stanach Zjednoczonych przywódca obozu narodowego Roman Dmowski i wybitny pianista Ignacy Jan Paderewski również odegrali role nie do przecenienia. Najpierw przyczynili się do umiędzynarodowienia sprawy polskiej, a następnie umocnili pozycję kraju wracającego na mapę Europy. To oni przy stołach negocjacyjnych walczyli o kształt Polski i jej granice.

Był czas, że Marszałek, który doceniał działania i znaczenie Dmowskiego, pragnął, by ich współpraca układała się lepiej i żeby kierowany przez Dmowskiego Komitet Narodowy Polski w Paryżu realizował jego politykę. Oczekiwania te jednak nie spotkały się z entuzjazmem z drugiej strony. Dmowski nie miał ochoty współpracować z Piłsudskim, a jego niechęć miała głębokie, nie tylko polityczne korzenie. Ponadto obaj politycy mieli zbyt silne osobowości, by którykolwiek z nich, choćby w najmniejszym stopniu, zechciał uznać prymat drugiego. Koncepcje polityczne Piłsudskiego i Dmowskiego za bardzo się różniły, by ich współpraca mogła układać się harmonijnie. Pozostała więc dalsza rywalizacja, której konsekwencje dzieliły społeczeństwo i osłabiały państwo.

Z upływem lat rywalizacja sanacji i endecji przybrała postać ostrej walki politycznej. Prowadzona przez narodowców jeszcze przed wojną działalność edukacyjna we wszystkich zaborach przyniosła efekty, jakich Piłsudski się nie spodziewał. Mocna pozycja prawicy, krytyczny stosunek części społeczeństwa do obozu piłsudczykowskiego, odradzające się po rewolucji Niemcy i rozpoczynająca się współpraca rosyjsko-niemiecka były czynnikami, które na początku lat dwudziestych ubiegłego stulecia mobilizowały Józefa Piłsudskiego do dalszego uczestnictwa w bieżącej polityce kraju.

Silnej grupie jego przeciwników przeciwstawiała się równie mocna rzesza zagorzałych zwolenników, gotowych dla swego Komendanta zrobić naprawdę wiele. Polityczne zaplecze Piłsudskiego tworzyli przeważnie wojskowi, którzy przez lata stanowili zwartą grupę połączoną wspólnymi interesami. Ludzie ci byli całkowicie oddani Marszałkowi i gotowi spełniać wszelkie jego oczekiwania. Wielu piłsudczyków weszło do polityki, powstał hermetyczny wpływowy obóz o wojskowych korzeniach. Zwolennicy Naczelnika działali w PPS, PSL Wyzwolenie i wielu innych organizacjach. Siłą, ale i słabością tej grupy było całkowite podporządkowanie się przywódcy, co utrudniało, a czasem wręcz uniemożliwiało negocjacje z innymi ugrupowaniami. Piłsudczykom przyświecało bowiem motto: „Komendant wie, co robi”, wyniesione jeszcze z czasów I Brygady.

Piłsudski wciąż czuł się dyktatorem i nawet jeśli na początku lat dwudziestych nie pełnił już takiej funkcji w państwie, to w swoim obozie na pewno nim pozostał. Z czasem jego polityczne znaczenie malało. Radość i duma z osiągnięć ustąpiły miejsca rozczarowaniu, a początkowa łagodność byłego Komendanta przeobraziła się w stałe rozdrażnienie, które przybierało czasem postać słownej agresji, skierowanej nie tylko w stronę bliskich współpracowników.

W demokratycznym państwie utrzymanie się u władzy wymaga aktywności i budowania społecznego poparcia, a Piłsudskiego nie interesowały demokratyczne procedury i działalność partyjna, która jest podstawą funkcjonowania każdego polityka. Stopniowo tracił rzeczywisty wpływ na szereg dziedzin życia publicznego. Taka sytuacja zupełnie mu nie odpowiadała, bo bynajmniej nie zamierzał usuwać się z polityki. Układ sił po wyborach nie był mu na rękę, a konieczność przekazania władzy naczelnikowskiej w ręce pierwszego prezydenta, który miał się stać reprezentantem całego narodu, była dla niego trudna, mimo to zaakceptował ją i przekazał władzę Gabrielowi Narutowiczowi.

Wybór prezydenta miał być krokiem w stronę stabilizacji sceny politycznej, ale histeria rozpętana przez prawicę wokół Narutowicza, a także jego nagła śmierć z rąk związanego z endecją zamachowca jeszcze bardziej zaogniły sytuację. Polityczne zabójstwo ostatecznie podzieliło społeczeństwo Drugiej Rzeczypospolitej już do końca jej istnienia. Po burzliwych zajściach będących następstwem mordu politycznego konflikt pomiędzy obozem Marszałka a endecją bardzo się zaostrzył i zarówno jedna, jak i druga strona nie przebierały w środkach, by narzucić społeczeństwu własną narrację wydarzeń.

Do 1923 roku Piłsudski tracił kolejne stanowiska i funkcje. Męczyła go ciągła walka z przeciwnikami. Intuicyjnie wyczuwał trudności w powrocie do życia politycznego w ramach demokratycznego państwa, które funkcjonowało zgodnie z postanowieniami konstytucji. Był rozgoryczony, czuł się niedoceniany.

Przyszedł czas refleksji, namysłu i odpoczynku. Józef Piłsudski wycofał się z życia publicznego, ale bynajmniej nie zamierzał godzić się z miejscem, jakie wyznaczyła mu historia. Czuł jeszcze drzemiące w sobie siły, a co najważniejsze – chęci, by w wolnym kraju odgrywać ważną rolę. Wciąż jeszcze było wielu gotowych wypełniać u jego boku powierzone zadania. Z czasem powstał silny obóz dojrzewający do tego, by wszelkimi sposobami eliminować zagrożenia i przeciwności, które uniemożliwiały jego członkom zajmowanie wysokich pozycji i otrzymywanie związanych z nimi apanaży. Grupa ta w przyszłości miała stanowić skuteczną i zwartą, choć nieliczną armię wpływowych i wzajemnie popierających się postaci płci obojga. Część z nich weszła do kręgu niezbyt pochlebnie ocenianej kamaryli belwederskiej, której rola i sposoby działania wydawały się drażnić samego Marszałka. Z biegiem lat kamaryla umacniała swoją pozycję i miała coraz większy wpływ na bieg wydarzeń. To jednak działo się nieco później, po maju 1926 roku.

W pierwszej połowie lat dwudziestych Piłsudski uważnie przyglądał się z Sulejówka sytuacji politycznej, pozostawiwszy pilnowanie spraw własnego obozu ludziom, którym ufał najbardziej. Nie był to łatwy czas dla Marszałka. Trudy wielu lat walki, upór i dobre rozeznanie w sytuacji politycznej zaowocowały wprawdzie otrzymanym wcześniej stanowiskiem Naczelnika Państwa, ale honor ten okazał się tymczasowy, a lukier na torcie tak cienki, że pokruszył się wkrótce po zastygnięciu. W zaciszu domowym, wciąż jeszcze uwielbiany przez część społeczeństwa, Komendant przyjmował bieżące meldunki i decydował o tym, co powinno być zrobione. W pewnym oddaleniu od głównego nurtu wydarzeń Piłsudski postanowił nie tracić wpływu na bieg historii. Odnalezienie się w nowej sytuacji i przygotowanie kolejnej wojny o władzę wymagało jednak czasu i siły psychicznej. W okresie odosobnienia skupił się na walce o organizację naczelnych władz wojskowych, a żeby nie zniknąć ze społecznej świadomości, często udzielał wywiadów. Były komendant I Brygady Legionów Polskich, Naczelnik Państwa, Naczelny Wódz i Pierwszy Marszałek Polski nie planował jeszcze emerytury, a wierna mu grupa oficerów nie zamierzała rezygnować ze swych wpływów.

W kilka lat po odzyskaniu przez Polskę niepodległości sytuacja polityczna, zamiast uspokajać się i stabilizować, stawała się coraz trudniejsza. Wpływ, jaki wywierał na nią Piłsudski, był teraz mniej formalny, ale i znacznie mniejszy, jednak dzięki czujności wiernych emisariuszy Marszałek uważnie obserwował, co działo się w polityce, i kolejne rządy musiały liczyć się z jego zdaniem. Sytuacja w kraju daleka była od normalności, co utrudniało codzienną pracę rządu i ekscytowało opinię publiczną.

Były dyktator jak okaleczony, ale wciąż silny zwierz lizał rany, a jednocześnie zbierał siły do kolejnego ataku. W życiu Józefa Piłsudskiego działo się tak nie po raz pierwszy. W podobny sposób zbierał siły na Syberii, później przechodził dłuższą rekonwalescencję po ucieczce z petersburskiego więzienia, kolejny atak niemocy zmógł go około 1913 roku. W trudnej sytuacji przed wybuchem wojny jego ówczesna żona Maria, a także ich przyjaciele z lękiem i nadzieją popatrywali w stronę Ziuka, oczekując hasła do działania.

Teraz działo się podobnie. Wierni piłsudczycy posłusznie realizowali polecenia Komendanta, uparcie wierząc w jego możliwości i odradzające się siły. Wielu z nich pełniło funkcję łączników pomiędzy planującym dalsze ruchy Marszałkiem a członkami innych partii i frakcji. Piłsudski nie zniknął z polityki, wykonał jedynie manewr, który już kilkakrotnie sprawdził się w życiu: usunął się, ale niezbyt daleko. W zaciszu Sulejówka nie zajmował się ogrodnictwem. Licząc szeregi wiernych żołnierzy gotowych do jeszcze jednej bitwy, obmyślał plan działania i powrotu do wielkiej gry.

Na politycznym zamieszaniu pierwszej połowy lat dwudziestych zyskała rodzina Marszałka, przede wszystkim jego córki, które bardzo kochał. Dziewczynki również kochały i potrzebowały ojca, a okres jego politycznego odpoczynku był cenny i korzystny dla ich wzajemnych relacji. Nie trwało to jednak długo. Sytuacja, w jakiej Piłsudski szykował swój wielki powrót na scenę polityczną, wymagała nowej energii, której spokojne życie rodzinne nigdy mu nie dostarczało.

W kolejnych domach, u boku kolejnych kochających go bezgranicznie kobiet, zazwyczaj odpoczywał i regenerował siły, by w końcu, nie przejmując się zbytnio oczekiwaniami bliskich, wyruszyć na kolejny bój. Stabilizacja na dłuższą metę nie była mu potrzebna. Po odpoczynku oczekiwał nowych impulsów, a do realizacji wyzwań politycznych potrzebował też wyzwań osobistych.

W 1923 roku małżeństwo z Aleksandrą Szczerbińską trwało dopiero dwa lata, jednakże rodziną byli już od 1918 roku, a w związku pozostawali od roku 1907 (w latach 1907–1921 Marszałek był formalnie związany ze swoją pierwszą żoną Marią). Ich małżeństwo okrzepło, córki rosły, a mocno rozczarowany swoją aktualną rolą w polityce Marszałek postanowił raz jeszcze zawalczyć o miejsce, które – jak sądził on sam i cała rzesza jego zwolenników – słusznie mu się należało. Do tego jednak potrzebował nowych bodźców dających siłę do działania. Zanim więc zmieniająca się sytuacja polityczna zagwarantowała mu powrót na scenę, jeszcze raz poddał się sile uczucia, które ze stabilizacją domowego ogniska niewiele miało wspólnego.

Nowe relacje uczuciowe zazwyczaj pomagały Ziukowi. Wierne, zapatrzone w niego kobiety – Leonarda, Maria i Aleksandra – gotowe były stanąć u boku kochanego mężczyzny, by walczyć razem z nim i dla niego. Wtedy jednak Józef był dużo młodszy i jego sytuacja rodzinna nie była podobna do obecnej. Kiedy kończył romans z Leonardą, a potem zostawił Marię dla Aleksandry, nie miał dzieci. Tym razem było inaczej. Ze związku z Aleksandrą Marszałek miał dwie córki i ten fakt całkowicie zmieniał status zarówno jego, jak i jego małżonki. Wspólne dzieci zabezpieczały pozycję i znaczenie aktualnej żony, nie mogło to jednak powstrzymać burzliwej natury mężczyzny, który energię i siły do działania czerpał ze związków z kobietami o niepospolitych charakterach i osobowościach.

Spokój rodzinnego stadła nie był dla Piłsudskiego stanem najbardziej pożądanym. Doceniał wygody domowego ogniska, ale jego temperament okazał się silniejszy niż przywiązanie, które na początku związku deklarował zarówno Aleksandrze, jak i każdej z poprzednich partnerek. Co kilkanaście lat u boku Józefa pojawiała się więc nowa niepospolita kobieta, która z czasem ustępowała miejsca młodszej, równie ciekawej, ale w nowych okolicznościach bardziej fascynującej. W latach walki partnerki Ziuka, dzielące z nim zapatrywania i poglądy, dzieliły też trudny los i niewygody skromnego życia. Czasy jednak się zmieniały i w nowych okolicznościach ani ojczyźnie, ani jej Naczelnikowi nie były już potrzebne konspiratorki i rewolucjonistki.

Trudno stwierdzić, czy w zaciszu dworku w Sulejówku Aleksandra zdawała sobie sprawę z tego, że z upływem lat jej rola u boku Ziuka się zmieniła. Nowe wyzwania, jakim Marszałek zamierzał dać się ponieść, nie były przeznaczone dla żony. Dla Aleksandry Szczerbińskiej spokój rodzinnego gniazda był przypuszczalnie równie ważny jak zadowolenie człowieka, który w 1921 roku, po latach nieformalnego związku, został wreszcie jej mężem. Mimo tego, że na ślub z ojcem swych córek czekała niemal piętnaście lat, sformalizowanie związku nie przyniosło jej wielkiego szczęścia.

Warto jednak zauważyć, że wysoka pozycja, jaką osiągnęła pani Marszałkowa, pomimo doznanych przykrości dała jej możliwość angażowania się w życie publiczne, co w pewnym stopniu rekompensowało gorycz rozczarowania w związku z pojawieniem się w ich życiu Eugenii Lewickiej. W późniejszych latach pozycja żony faktycznie pierwszej osoby w państwie wystawiała jednak Piłsudską na działania rozmaitych „dworaków”, którzy kierując się własnym interesem i używając rozmaitych metod, knuli intrygi i prowadzili rozgrywki w celu osiągnięcia pozamaterialnych korzyści. Na nieporozumieniach między małżonkami, a także zaprzyjaźnionymi z nimi osobami korzystali ci, którym zależało na podtrzymaniu napięcia w Belwederze.

CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ, PŁATNEJ WERSJI

PEŁNY SPIS TREŚCI:

Wstęp

Józef Piłsudski po Wielkiej Wojnie

Czwarta kobieta

Poza granicami Polski

Początek

Studia w Kijowie

Polska lat dwudziestych

Lewiccy – pierwsze lata w Polsce

Polscy lekarze ze Wschodu

Druskieniki

Kurort

Lekarka w uzdrowisku

Najważniejszy pacjent

Uczucia i emocje

Rada Naukowa i powstanie Centralnego Instytutu Wychowania Fizycznego

Przyjaciele

Rodzina

Wilhelm

Zawody hippiczne

Wiktor

Kamaryla belwederska

Co się stało na Maderze?

Co się stało w Druskienikach?

Samobójstwo czy zabójstwo?

Pogrzeb Eugenii

Co się działo po śmierci Eugenii

Doktor Marcin Woyczyński

Ponury koniec przyjaźni

Dzisiejsze Druskieniki

Posłowie

Podziękowania

Bibliografia

Ilustracje

Spis treści

Wstęp

Józef Piłsudski po Wielkiej Wojnie

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Ostatnia miłość Marszałka. Eugenia Lewicka Maria Piłsudska. Zapomniana żona Adam Makary Olka Julka 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Pierwszy człowiek. Historia Neila Armstronga Komeda Jan Karski. Jedno życie. Tom 2. Inferno. Inferno (1939–1945) Lem. Życie nie z tej ziemi Małżeństwo doskonałe. Czy ty wiesz,że ja cię kocham... Zabić Reagana