Współczesne konflikty zbrojne

Współczesne konflikty zbrojne

Autorzy: Jacek Reginia-Zacharski Robert Łoś

Wydawnictwo: DW PWN

Kategorie: Publicystyka

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 456

cena od: 31.96 zł

Książka jest próbą odpowiedzi na pytania o związki, współzależności i przyczyny konfliktów zbrojnych. Autorzy postrzegają je jako integralny element stosunków międzynarodowych w wymiarze globalnym. Analizują dynamikę zmian oraz uwarunkowania geograficzne konfliktów zbrojnych w ostatnim dwudziestoleciu. Przedstawiają również międzynarodowe instrumenty przeciwdziałania wojnie i konfliktom. Część I pracy obejmuje najważniejsze zagadnienia teoretyczne oraz prawne dotyczące konfliktów zbrojnych i wojen we współczesnym świecie (19922009). Część II zawiera syntetyczne analizy kilkunastu konfliktów z całego świata. Są to: wojna domowa w Somalii, ludobójstwo w Rwandzie, diamentowa wojna w Sierra Leone, konflikt w Sudanie, wojna z Czadem, Etiopia (Erytrea - wojna o pogranicze), druga wojna w Zatoce Perskiej, wojna w Afganistanie, wojna w Bośni i Hercegowinie, Kosowo jako przykład interwencji humanitarnej i jej konsekwencji, konflikt na Bliskim Wschodzie, druga wojna w Libanie, konflikt o Górski Karabach, konflikt w Gruzji oraz wojna domowa w Kolumbii. Książka ilustrowana mapami oraz materiałami Uppsala Conflict Data Project (UCDP) Wydziału Badań nad Pokojem i Konfliktami uniwersytetu w Uppsali (Szwecja). Praca zawiera również pełny tekst Karty Narodów Zjednoczonych. Ostatnie dziesięciolecie XX wieku i początku XXI stulecia przyniosły nowy przynajmniej jeśli chodzi o skalę zjawiska rodzaj konfliktów zbrojnych. W ujęciu klasycznym wojna jest rozumiana z reguły jako użycie siły militarnej w stosunkach międzynarodowych przeciwko integralności terytorialnej i niezawisłości politycznej innych państw. Jak wykazują badania, większość współczesnych wojen stanowią konflikty, których istotą nie jest pojedynek między pełnoprawnymi uczestnikami stosunków międzynarodowych. Tym samym zjawisko klasycznej wojny zanika, podobnie jak jej uznanie za element integralny polityki państw, co stanowi przejaw wzrostu współzależności międzynarodowej. Współczesne wojny i konflikty zbrojne nie mają jednorodnego podłoża, ściśle określonego celu oraz lokalizacji. Niezależnie gdzie się toczą, jednak dotykają (choć w różnym zakresie) całej społeczności międzynarodowej. Wynika to z pogłębiających się powiązań gospodarczych, nasilenia migracji, szerszego dostępu do nowoczesnej techniki militarnej. Ponadto nowoczesne techniki medialne powodują, że informacje na temat wojen nabrały cech natychmiastowości i globalności. (Fragment tekstu)

Projekt okładki i stron tytułowych

Maryna Wiśniewska

Ilustracja na okładce

Shutterstock/robert paul van beets

Redaktor inicjujący

Ewelina Szyszkowska

Recenzent

Prof. dr hab. Andrzej Skrzypek

Skład wersji elektronicznej na zlecenie Wydawnictwa Naukowego PWN

Marcin Kapusta / konwersja.virtualo.pl

Sponsor książki

Copyright © by Wydawnictwo Naukowe PWN SA

Warszawa 2010

eBook został przygotowany na podstawie wydania papierowego z 2010 r., (wyd. I)

Warszawa 2018

ISBN 978-83-01-20405-1

Wydawnictwo Naukowe PWN SA

02-460 Warszawa, ul. Gottlieba Daimlera 2

tel. 22 69 54 321, faks 22 69 54 288

infolinia 801 33 33 88

e-mail: pwn@pwn.com.pl; reklama@pwn.pl

www.pwn.pl

Spis treści

Wprowadzenie

Część I. Współczesne wojny i konflikty zbrojne – aspekty teoretycznoprawne

1. Wojna i konflikt zbrojny w teoriach stosunków międzynarodowych

2. Problematyka definiowania istoty wojny i jej miejsca w stosunkach międzynarodowych

3. Definicje wojny – wielość ujęć

4. Charakterystyka wojen i konfliktów zbrojnych po roku 1991

5. Wojna, konflikt zbrojny i użycie siły we współczesnym systemie międzynarodowym

6. Problem autoryzacji użycia siły (wojny legalnej) w Organizacji Narodów Zjednoczonych po roku 1991

Część II. Współczesne konflikty zbrojne – studia przypadków

1. Wojna domowa w Somalii

2. Ludobójstwo w Rwandzie (1994)

3. „Diamentowa wojna” w Sierra Leone

4. Konflikt w Sudanie i wojna z Czadem

5. Etiopia–Erytrea: wojna o pogranicze

6. Druga wojna w Zatoce Perskiej

7. Wojna w Afganistanie

8. Wojna w Bośni i Hercegowinie (1992–1995)

9. Kosowo jako przykład interwencji humanitarnej i jej konsekwencji

10. Konflikt na Bliskim Wschodzie. Druga wojna w Libanie

11. Konflikt o Górski Karabach

12. Konflikt w Gruzji: Adżaria, Abchazja i Osetia Południowa

13. Kolumbia – sześćdziesiąt lat wojny domowej

Aneks. Karta Narodów Zjednoczonych

Bibliografia

Wykaz skrótów

Przypisy

Wprowadzenie

Ostatnie dziesięciolecie XX w. i pocz. XXI stulecia przyniosły nowy – przynajmniej jeśli chodzi o skalę zjawiska – rodzaj konfliktów zbrojnych. W ujęciu klasycznym wojna jest rozumiana z reguły jako użycie siły militarnej w stosunkach międzynarodowych przeciwko integralności terytorialnej i niezawisłości politycznej innych państw. Jak wykazują badania, większość współczesnych wojen stanowią konflikty, których istotą nie jest „pojedynek” między pełnoprawnymi uczestnikami stosunków międzynarodowych. Tym samym zjawisko klasycznej wojny zanika, podobnie jak jej uznanie za element integralny polityki państw, co stanowi przejaw wzrostu współzależności międzynarodowej.

Okres poprzedzający, bezpośrednio po II wojnie światowej, to czas rywalizacji mocarstw – Stanów Zjednoczonych i Związku Radzieckiego – które jeżeli już toczyły walkę ze sobą, to w sposób pośredni. Po upadku ZSRR świat się zmienił – przewartościowaniom również uległ charakter konfliktów zbrojnych. Stały się one bardziej lokalne, z odcieniem etnicznym, religijnym oraz kulturowym, i są prowadzone często wbrew państwu i przeciw niemu. Konflikty takie często przekraczają granice jednego kraju i przeradzają się w zjawiska międzynarodowe bądź umiędzynarodowione. Wnikają jednocześnie bardzo głęboko w życie społeczne, szybko stając się częścią rzeczywistości. Zarazem wojny, z powodu różnie rozumianej i określanej społeczności międzynarodowej, w znaczący sposób wpłynęły na koncepcję dotyczącą zarządzania kryzysowego w systemie globalnym.

Współczesne wojny i konflikty zbrojne nie mają jednorodnego podłoża, ściśle określonego celu oraz lokalizacji. Niezależnie gdzie się toczą, jednak dotykają (choć w różnym zakresie) całej społeczności międzynarodowej. Wynika to z pogłębiających się powiązań gospodarczych, nasilenia migracji, szerszego dostępu do nowoczesnej techniki militarnej. Ponadto nowoczesne techniki medialne powodują, że informacje na temat wojen nabrały cech natychmiastowości i globalności.

Źródłem wielu napięć we współczesnym świecie jest rywalizacja między nowymi potęgami, które są w stanie narzucić władzę innym krajom bądź podejmują starania na rzecz takich rozwiązań. Obecna potęga państwa jest wartością o coraz bardziej złożonej naturze. Pewne elementy tego zjawiska trudno zdefiniować i zmierzyć (przede wszystkim w zakresie warunkowania subiektywnego). Podobne problemy pojawiają się przy próbach określenia, jaki system polityczny jest korzystniejszy dla stania się potęgą. Wiele czynników zmienia swój charakter w przestrzeni i czasie – co jest jednym z praw geopolityki. Zmniejsza się także znaczenie elementów tradycyjnie związanych z hard power na rzecz soft power.

Lata 90. XX w. – według powszechnego przekonania – to okres dominacji amerykańskiej i swoistej hegemonii Stanów Zjednoczonych. Później, szczególnie po ataku z 11 września 2001 r., ta wizja została zakwestionowana, zwłaszcza wobec rosnącej potęgi Chin, odbudowywania wpływów przez Rosję i kształtowania się nowych regionalnych potęg. Obecnie rywalizacja między potęgami powoduje ścieranie się wpływów w krajach postsowieckich (angażują się tam m.in.: USA, Chiny, Rosja), na Bliskim Wschodzie (USA, Chiny, Rosja, Iran) czy Afryce (USA, Chiny, Europa).

W wielu regionach świata zaostrzeniu uległy konflikty o charakterze etnicznym i religijnym oraz nasiliły się masowe migracje i związane z nimi klęski humanitarne. Uczestnikami współczesnych konfliktów są często organizacje paramilitarne, grupy bojowników, terroryści, grupy lokalnych przywódców, zorganizowane grupy przestępcze, oddziały najemników, czasem zdemoralizowane jednostki wojskowe. Regularne operacje wojskowe są zastępowane przez działania partyzanckie czy terrorystyczne, a trwały pokój przez stan bez walk. Współczesne konflikty zbrojne najczęściej mają charakter wewnętrzny. O ile wojny międzypaństwowe charakteryzuje zwykle ograniczenie eskalacji do osiągnięcia zamierzonego celu, o tyle wojny wewnętrzne bywają bardzo gwałtowne, pełne przemocy i ludobójstwa. Kodeks wojny i prawa wojny nie są wówczas przestrzegane. Konflikty, często postrzegane jako lokalne, powinny być analizowane jako zjawiska szersze, wpływające zazwyczaj na zagadnienia globalne, wywołując niepokój w państwach sąsiednich. We współczesnym świecie pojawiły się też konflikty asymetryczne, przy czym asymetria wynika nie z różnicy potencjałów, ale z odmienności przeciwnika. Wojny asymetryczne są wojnami bez linii frontu, pól bitwy – gdy przeciwnik państwa nie jest podmiotem prawa międzynarodowego, nie krępują go żadne ograniczenia, a państwo nie ma symetrycznych możliwości przeciwstawienia się zagrożeniu, gdy stronę konfliktu stanowią niepaństwowe siły zbrojne. Ten rodzaj uczestników konfliktów jest szczególnie niebezpieczny i destabilizujący, gdyż nie przestrzegają oni żadnych zasad i norm. Zagrożenia asymetryczne są przy tym zjawiskiem bardzo szerokim, a co za tym idzie trudnym do zdefiniowania, dotykają one zarówno sfery militarnej, jak i pozamilitarnej.

Wiele współczesnych konfliktów ma podłoże historyczne. Granice wyznaczone w Afryce jeszcze w XIX w. nie pokrywają się z granicami plemiennymi czy rodowymi i często powoduje to przechodzenie konfliktu wewnętrznego w międzynarodowy. Podobnie wyglądała sytuacja na obszarze postradzieckim, kiedy to teren ekspansji carskiej, a później panowanie reżimu komunistycznego zamroziły konflikty, które odżyły ponownie po rozpadzie ZSRR. Sytuacja taka wystąpiła także po rozpadzie Jugosławii, gdzie do głosu doszły zadawnione krzywdy historyczne.

Konflikty etniczne – jedna z częściej wskazywanych przyczyn współczesnych starć – pojawiają się tam, gdzie grupy etniczne lub mniejszości narodowe są dyskryminowane lub gdzie choćby istnieje subiektywne odczuwanie podrzędności. Podobny charakter mogą mieć konflikty o podłożu religijnym, gdy dochodzi do sporu między różnymi religiami. Często zresztą elementy napięć są ze sobą ściśle powiązane. Zarówno w jednym, jak i drugim typie sprzeczności zagrożenie może dotyczyć języka, kultury, tradycji, obyczajów. Jako rezultat dyskryminacji powstaje ruch separatystyczny, odwołujący się do własnej, odrębnej tożsamości, domagający się autonomii lub wręcz własnego państwa. Zbrojny separatyzm to obecnie jeden z najbardziej rozpowszechnionych rodzajów konfliktu. Przeciwnikami ruchów separatystycznych są często w dzisiejszych czasach inni aktorzy lub państwa, dążące do stłumienia rebelii.

Duży wpływ na przebieg konfliktów ma występowanie na spornych terenach surowców mineralnych czy wody. Gdy okazuje się, że obszar jest bogaty w pożądane surowce, nawet jeżeli wcześniej występujące spory etniczne były wygaszone, wybuchały one teraz z nową siłą. Sprawa sprawowania kontroli nad wydobyciem ropy naftowej towarzyszy m.in. konfliktowi w Sudanie. Dostęp do złóż naftowych był przyczyną wojen w Zatoce Perskiej, rywalizacji USA–Chiny w Zatoce Gwinejskiej oraz zabiegów różnych państw o wpływy na obszarze postradzieckim.

We współczesnym świecie nadal występują konflikty o sporne terytoria graniczne (Etiopia–Erytrea). Poważna liczba konfliktów jest wywołana działalnością terrorystów lub ich zwalczaniem (Afganistan 2001), ale też deklaratywnym powodem agresji na Irak (2003). Walka z somalijskimi talibami była przyczyną interwencji Etiopii w Somalii, a zagrożenia atakami nieklasycznymi spowodowało interwencję Izraela w Libanie. Jednocześnie widać, że argumenty walki z terroryzmem są wykorzystywane przez mocarstwa do zwalczania przeciwników. Podatne na występowanie konfliktów wewnętrznych są tzw. państwa upadłe (failed states) oraz państwa upadające (falling states). Takie organizmy stanowią często arenę konfliktów, mogą udzielać schronienia i wsparcia grupom terrorystycznym, napędzają fale emigracji i napadają na sąsiadów. Rozprzestrzenia się w nich i poza nimi zjawisko zorganizowanej przestępczości, stając się zmorą współczesnych stosunków międzynarodowych.

Afryka to jeden z najbardziej niestabilnych kontynentów. Konflikty międzynarodowe dotyczą tam głównie problemów sporów granicznych (Erytrea–Etiopia), ale nie ma ich zbyt wiele. Analiza przypadków przekonuje, iż w Afryce dominują konflikty wewnętrzne, chociaż przy istniejącym charakterze stosunków międzynarodowych szybko ulegają one umiędzynarodowieniu. Wśród nich częstym motywem pierwotnym jest walka o władzę (np. wojna w Liberii, Sierra Leone, Rwandzie). Drugi rodzaj konfliktów ma charakter secesjonistyczny, w którym strona rebeliancka stawia sobie za cel stworzenie własnego państwa z części terytorium państwa już istniejącego (Sudan, Erytrea). Oczywiście jest to uproszczony podział. Można też znaleźć kraje, gdzie jednocześnie występowały dwa rodzaje omawianych konfliktów (Sudan, Somalia). Podłoże konfliktów w Afryce jest skomplikowane, tym bardziej że istnieje na tym kontynencie olbrzymie zróżnicowanie etniczne, które powodowało powstanie rywalizacji międzyetnicznej w momencie, kiedy formowały się państwa i spory dotyczyły tego, jaka grupa etniczna ma mieć w nim decydujący głos. Idea państwa ponadetnicznego nie mieściła się w kategoriach afrykańskich społeczności. Tym można w dużej mierze tłumaczyć genezę wojny w Sudanie czy Rwandzie. Z pewnością to zjawisko wystąpiło również w konfliktach w Liberii, Sierra Leone, ale też Somalii (różnice klanowe). Silne poczucie wspólnoty etnicznej może doprowadzić do stworzenia aspiracji do powstania własnego państwa zgodnie z prawem do samostanowienia.

Do rozczłonkowania jednolitych grup etnicznych doprowadził również kolonializm, w wyniku którego powstało na kontynencie afrykańskim wiele sztucznych granic. W dużych wspólnotach plemiennych o rozbudzonym poczuciu tożsamości prowadziło to do prób negowania narzuconych podziałów. Plemiona często zamieszkiwały obszary należące do różnych państw kolonialnych. W okresie wyzwalania się spod wpływów metropolii powstały nowe państwa, które nie uwzględniały podziałów etnicznych i rodowych (Somalia). Konflikty terytorialne w Afryce pojawiają się także ze względu na odmienną interpretację zapisów umów granicznych (Etiopia–Erytrea).

Nie bez znaczenia jest również czynnik gospodarczy, gdyż dostęp od określonych źródeł surowców i kontrola nad nimi mogą warunkować konflikt. Stąd kwestia kontroli nad surowcami w Sudanie czy w Liberii poważnie wpłynęła na generowanie konfliktu. Subiektywne poczucie bycia lepiej rozwiniętą prowincją – nadmiernie eksploatowaną przez centrum – także sprzyja rodzeniu się konfliktu (Erytrea). Istotny jest też fakt, że konflikty w Afryce to specyfika krajów biednych. Biedne społeczeństwo przy małym dochodzie sprzyja walce o władzę polityczną, która dzieli wytwarzane dobra. Stąd tak istotne i pożądane jest osiągnięcie w dystrybucji dóbr centralnego położenia.

Pojawieniu się konfliktu lub jego eskalacji szczególnie sprzyja słabość struktur państwowych (erozja suwerena). W takiej sytuacji zasoby, z których władza państwowa może korzystać, okazują się bardzo słabe – elity są ograniczone, infrastruktura niewielka, administracja źle przygotowana do spełnienia swoich funkcji. Brak jest odpowiedniej kultury politycznej, występują nadal znaczne różnice kulturowo-cywilizacyjne między różnymi grupami społecznymi. Idea funkcjonowania państwa demokratycznego ma w praktyce ograniczony charakter, co powoduje, że alternacja władzy jest ograniczona, a często niepożądana dla rządzących. Dlatego tylko w działaniach gwałtownych upatruje się metodę zmiany władzy. Przemoc staje się naturalnym środkiem uprawiania polityki.

Obecna Ameryka Południowa jest obszarem o niskim poziomie zagrożenia konfliktami. Podstawowy problem stanowi tam terroryzm i to on ogranicza, ale i determinuje konflikty. W związku z tym zagrożeniem pozostaje przestępczość zorganizowana i handel narkotykami.

Konflikty azjatyckie są częściowo warunkowane kolonialną przeszłością; nakładają się one na konflikty etniczne i dążenia separatystyczne poszczególnych narodów. Z tego typu konfliktem można się spotkać w Kaszmirze (Indie–Pakistan). Wiele z konfliktów wiąże się z różnicami religijnymi, które towarzyszą konfliktom etnicznym, i z terroryzmem. Współczesne azjatyckie konflikty są ściśle powiązane z aspiracjami państw do uzyskania hegemonii w regionie, a także pozycji światowej. Nowymi wschodzącymi mocarstwami stają się obecnie Chiny i Indie. Aktywne w walce o hegemonię są Japonia, Stany Zjednoczone i Rosja. Sytuację komplikuje fakt istnienia państw, które dysponują bronią nuklearną lub mogą taką dysponować.

Bliski Wschód to jeden z najbardziej zapalnych regionów świata. Składają się na to zarówno wewnętrzna niestabilność państw (wojny domowe, zbrojna rywalizacja między szyitami a sunnitami), jak i wojny między nimi (wojna Irak–Kuwejt). Ważne jest także rozszerzanie się ruchów terrorystycznych z poważnym zapleczem islamskiego fundamentalizmu.

Konflikty europejskie ześrodkowały się głównie na Bałkanach i obszarze Wspólnoty Niepodległych Państw, co w dużej mierze zostało spowodowane rozpadem Jugosławii i ZSRR. W mniejszym stopniu napięcia wiążą się z napływem imigrantów. Wspólną cechą konfliktów na terenie Europy są silnie umotywowane historycznie aspiracje niepodległościowe.

Jedną z głównych przesłanek kryzysów na obszarze poradzieckim stanowi specyfika powstawania nowych państw w miejsce dotychczasowych republik związkowych. Na obszarach tych nie respektowano wcześniej różnic narodowych, religijnych i kulturowych mieszkających tam ludzi. Dopóki istniał sprawny, opierający się na terrorze system rządów (carskiej Rosji i komunistyczny) ruchy narodowowyzwoleńcze czy odmienności były tłumione. W chwili zaniku władzy, która określała ramy swobody, pojawiły się dążenia najczęściej sprowadzające się do powstania samodzielnego państwa. Były obszar ZSRR jest zresztą traktowany jako rosyjska strefa wpływów, stąd też Moskwa, chcąc osiągnąć zamierzony cel, często kreuje konflikt przez wspieranie lokalnych separatyzmów czy wywierając presję ekonomiczną. Nawet jeżeli wpływy Rosji w regionie słabły, to nie oznacza, że zmniejszyły się jej aspiracje do hegemonii w rejonie państw postradzieckich.

W dość powszechnym ujęciu przyjmuje się, że konflikt zbrojny odzwierciedla sprzeczności występujące między minimum dwoma stronami. Te sprzeczności występują zarówno w samych państwach, jak i między nimi. W pierwszym wypadku mamy do czynienia z konfliktami wewnętrznymi, a w drugim z konfliktem międzynarodowym. Bardzo często używa się zastępczo pojęć wojna lub konflikt zbrojny. Wojnę należy oczywiście odróżnić od innych form zmagań. Z pewnością w wojnie biorą udział dwie lub więcej zorganizowane siły zbrojne, z których przynajmniej jedna to regularne oddziały wojskowe czy oddziały paramilitarne reprezentujące władze centralne. Obie strony muszą być zorganizowane według jakiegoś określonego schematu, a ponadto musi istnieć planowana i zorganizowana struktura działań zbrojnych. W wypadku konfliktów zbrojnych muszą występować przynajmniej dwa podmioty wojujące, wykorzystujące siły zbrojne w określony sposób (w związku z metodami i środkami walki zbrojnej). Najczęściej stosowanym sposobem klasyfikowania współczesnych konfliktów zbrojnych są: sprawiedliwość, wzgląd na podmiot wojujący, cele działania, stopień zorganizowania lub prowadzenia walki, aspekty prawne i moralne. Przy określaniu sprawiedliwości czy jej braku w odniesieniu do prowadzonej walki z pewnością można mówić o wielu aspektach subiektywnych. Stosowane kryteria do dnia dzisiejszego są przedmiotem burzliwej debaty. Jeśli chodzi o kryterium podmiotu wojującego, to wyróżnia się konflikty międzypaństwowe, określane też jako międzynarodowe, i konflikty niepaństwowe. W pierwszym uczestniczą głównie państwa lub zorganizowane siły, a w drugim ugrupowania polityczne o charakterze wewnątrzpaństwowym, które z czasem mogą korzystać z pomocy zewnętrznej.

Według kryterium prowadzenia wojny, można wyróżnić działania lądowe, morskie lub powietrzne bądź też z użyciem broni atomowej, chemicznej, biologicznej itd. W kryterium prawnym należy wiedzieć, czy konflikt jest legalny, czy nielegalny. Mogą też być konflikty zaborcze, kolonialne, imperialistyczne, narodowowyzwoleńcze, skierowane przeciwko przemocy. W konfliktach zbrojnych występują również podmioty pozapaństwowe, a działania wojenne nie są często wypowiedziane.

W latach 90. XX w. doszło do poważnych zmian jakościowych w konfliktach zbrojnych. Wyraźna jest dominacja konfliktów i wojen o charakterze wewnętrznym, które stopniowo się umiędzynaradawiają i mogą stanowić zagrożenie dla struktur państwa oraz jego sąsiadów, regionu, i w konsekwencji – globu. Co ważne, cechą wspólną konfliktów jest wzrost zniszczeń wojennych i strat wśród ludności cywilnej. Elementem rzeczywistości stały się czystki etniczne, wielomilionowe rzesze uchodźców i osób pozbawionych dachu nad głową. Tym samym na mapie świata coraz częściej pojawiają się rozległe obszary niewyobrażalnej biedy. Społeczność międzynarodowa w takich sytuacjach najczęściej udziela niezbędnej pomocy humanitarnej ludności cywilnej i stara się osiągnąć przywrócenie pokoju, aby umożliwić powrót uchodźcom. Jednakże, jak uzmysławia badanie poszczególnych konfliktów, niejednokrotnie humanitarne inicjatywy międzynarodowe w sposób absolutnie niezamierzony przyczyniają się do przedłużania przemocy i stanowią źródła zasilania wojny. Stąd wzrastające trudności z pokojowym rozwiązaniem konfliktu.

Wiedza na temat współczesnych konfliktów zbrojnych ma pełne prawo wejść do teoretycznych aspektów dotyczących stosunków międzynarodowych. Znajomość zagadnień dotyczących konfliktów ma znaczenie praktycznie, pozwala lepiej zrozumieć procesy i wydarzenia na scenie politycznej. Umożliwia też lepsze zrozumienie polityki zagranicznej państwa. Analiza podłoża konfliktów pozwala wyjaśnić i zrozumieć takie zjawiska, jak procesy powstania i zakończenia współczesnych wojen (wojna na Bałkanach w latach 90. XX w., atak terrorystyczny z 11 IX 2001 czy wojny w Zatoce Perskiej 1990–1991, 2003).

Praca ta ma charakter politologiczny i z tej perspektywy aspiruje do odpowiedzi na pytania o związki, współzależności i przyczyny konfliktów zbrojnych. Polska nauka dotycząca aspektów wojny i pokoju ma bogatą literaturę przedmiotu, jednak dynamika zjawiska współczesnych konfliktów zbrojnych sprawia, że refleksja w tej dziedzinie pozostaje aktualna. Autorzy tej książki nie mają aspiracji, by w sposób całkowicie nowatorski spojrzeć na zagadnienia dotyczące współczesnych wojen, choć starali się przedstawić w niej własne, oryginalne przemyślenia. Jednym z głównych zadań stało się uporządkowanie, usystematyzowanie i w dużej mierze aktualizacja stanu wiedzy na temat konfliktów zbrojnych.

Pierwsza część pracy ma za zadanie przybliżenie czysto teoretycznych aspektów konfliktu. Ciekawy i ważny jest zakres konfliktu/wojny występujący w różnych teoriach stosunków międzynarodowych od czasów najdawniejszych do początku lat 90. XX w. Rozważania w tej partii pracy dotyczą problemu definiowania wojny i jej miejsca w stosunkach międzynarodowych. Różnorodność definicji wojny, skupionych na najnowszym spojrzeniu na jej zmieniający się charakter, oddaje złożoność i skomplikowanie badanej materii. Ważny aspekt obejmuje zakres mówiący o współczesnym charakterze wojny, miejscu konfliktu oraz użyciu siły w obecnym systemie międzynarodowym. Autorzy kończą tę część refleksją nad zakresem i problemem użycia siły – czyli prowadzenia „wojny legalnej” – przed którym staje Organizacja Narodów Zjednoczonych (ONZ) po 1991 r.

Druga część pracy odwołuje się do konkretnych konfliktów, które dadzą się skategoryzować w kilku przestrzeniach geograficznych: Afryka, Ameryka Południowa, Europa, obszar postradziecki, Bliski Wschód i Azja. Wybór konfliktów w tym znaczeniu nie był przypadkowy. Afryka to obszar niezwykle konfliktogenny, stąd też liczba opisanych tu konfliktów oddaje stan zagrożenia kontynentu. Podobnie jest na każdym badanym obszarze. Autorzy zdają sobie sprawę, że nie przedstawili wszystkich konfliktów zbrojnych. Celowo dokonano wyboru, z konieczności prezentując jedne konflikty, a pomijając te, które mają pewne cechy wspólne z opisanymi, koncentrując się na okresie po 1991 r. Każdy rodzaj (typ) konfliktu, bez względu na jego geograficzne ulokowanie, został przedstawiony przez podanie i określenie jego warstwy przyczynowej, przebiegu i działań, które miały ograniczyć trwanie walk, i ostatecznie szczęśliwe zakończenie. Tak też zostały zaprezentowane, w zrozumiały sposób często nadreprezentowane, konflikty w Afryce (w Somalii, Rwandzie, Etiopii–Erytrei, Sudanie i Sierra Leone). Zestawienie z uwarunkowaniami powstania konfliktu pozwala bliżej określić podłoże konfliktu zbrojnego i możliwości jego likwidacji lub ewentualnej eskalacji w badanym okresie.

Kolejny ważny region to obszar europejski z konfliktami wyrastającymi z byłej Jugosławii (Bośnia i Hercegowina oraz Kosowo). Bliski Wschód to długotrwały konflikt arabsko-izraelski, który trwale absorbuje uczestników stosunków międzynarodowych. Na ten temat napisano już wiele i krótki opis jest właściwie zasygnalizowaniem tego problemu. Obszar nieodległy od Palestyny to Środkowy Wschód i dwa konflikty – w Afganistanie i Iraku. W tym wypadku ograniczenia czasowe i konieczność wybiórczego potraktowania badanego materiału zdecydowanie zawęziło prezentacje tych wojen. Obszar postradziecki to głównie konflikty na Kaukazie Południowym – w Gruzji (Abchazja, Osetia Południowa i Adżaria) czy konflikt o Górski Karabach. Jeden z opisanych konfliktów dotyczy Kolumbii, co jest, zdaniem Autorów, miarodajnym przykładem konfliktów w tej części globu. Prezentowana liczba konfliktów pozwala na uzyskanie aktualnej wiedzy na temat zachowania państwa w stosunkach międzynarodowych.

Autorzy pragną zwrócić uwagę Czytelników na kilka wniosków ogólnych, jakie nasunęły się podczas prac nad tą książką. Jednocześnie należy je potraktować jako zaczyn dyskusji nad problematyką wojen i konfliktów zbrojnych, która – jak to już wykazano – stanowi jeden z najważniejszych obszarów refleksji w dziedzinie politologii i stosunków międzynarodowych w szczególności.

Zacząć trzeba od trywialnego stwierdzenia, które pociąga za sobą daleko idące konsekwencje. Nie jest możliwe wyznaczenie jednego modelu badania współczesnej wojny i konfliktu zbrojnego. Zjawiska te mają tak różne uwarunkowania, tempo i dynamikę, iż każdorazowe próby stworzenia jednolitego algorytmu badawczego prowadzą do efektu spłycania problemu i powodują zbytnie uproszczenia.

Każdy konflikt ma swoją „logikę” wydarzeń. Widoczne jest to nawet w sferze definicyjnej, gdzie kwestia nazwania i dookreślenia wojny i konfliktu zbrojnego powoduje wiele nieporozumień. Zdaniem Autorów, wykluczanie z części definicji wojny i konfliktu zbrojnego ofiar przemocy jednostronnej jest pozbawione racjonalnego uzasadnienia. W sytuacji, gdy międzynarodowe trybunały karne wypowiedziały się za uznaniem zbrodni ludobójstwa i zbrodni przeciw ludzkości za elementy strategii wojennych, dokonywanie podobnych wyłączeń nie znajduje pełnego uzasadnienia i wypacza obraz rzeczywistości.

Nie ulega też wątpliwości (co wykazano w wykładzie), iż ostatnie dziesięciolecie XX w. zaznaczyło się głębokimi i długotrwałymi przewartościowaniami w trendach dotyczących wojny i konfliktu zbrojnego we współczesnych stosunkach międzynarodowych. Uprawnione w związku z tym wydaje się traktowanie zjawisk konfliktowych ostatnich dwudziestu lat jako odrębnej kategorii analitycznej. Założenie to koresponduje z wnioskami, które wynikają z prac współczesnych teoretyków stosunków międzynarodowych. Wojna, która zawsze była istotnym – z jednej strony wyznacznikiem, z drugiej strony konsekwencją – architektury stosunków międzynarodowych, nie mogła pozostać niezmienna przy podkreślanych we wszystkich współczesnych teoriach stosunków międzynarodowych kontekstach i kształcie natury relacji między narodami.

Zmiana kontekstu systemowego dała wynik silnie rzutujący na charakter współczesnej wojny. Jedną z cech właściwych konfliktom zbrojnym jest ich pogłębiająca się kryminalizacja. W sytuacji, w której właściwością środowiska międzynarodowego stała się postępująca anarchizacja i atomizacja systemowa (w uporządkowanej optyce nazywana wielobiegunowością lub multicentrycznością), niezbędne z punktu widzenia podmiotów prowadzących działania zbrojne jest zagwarantowanie alternatywnych dla „tradycyjnych” źródeł zasilania (finansowania) wojny. Ze względu na to, iż zdecydowana większość konfliktów zbrojnych charakteryzuje się pewną dozą systemowości, źródła finansowania w sposób naturalny coraz częściej znajdują się w pozaklasycznych obszarach, co prowadzi do drastycznej kryminalizacji wojny. Przyjęcie słuszności tej diagnozy pociąga za sobą daleko idące konsekwencje dla oceny czasu trwania wojen i możliwości ich trwałego zakończenia. Kryminalizacja stosunków społecznych i budowanie trwałych systemów „wojennej ekonomii”, opartej na przemocy i działaniach poza obszarem prawa międzynarodowego, sprawia, że wojny niejednokrotnie stają się dochodowymi przedsięwzięciami „administrowanymi” przez grupy zainteresowane utrzymywaniem koniunktury wojennej. W wielu rejonach ogarniętych konfliktem zaangażowanie się w wojnę jest jedynym racjonalnym wyborem dla jednostek. Tylko bycie elementem społeczności prowadzącej wojnę gwarantuje dostęp do dóbr umożliwiających przeżycie. Wojna staje się jedyną znaną rzeczywistością, a znalezienie się po jednej lub drugiej stronie jedynym sposobem samoidentyfikacji i określenia się w grupie. W taki sposób wojna przestaje być patologią, a konflikt zbrojny staje się głównym tworzywem konstrukcji społecznej. Już ta przesłanka w znacznym stopniu wyjaśnia zjawisko przewlekłości czy nawet chroniczności współczesnych konfliktów zbrojnych. Analiza liczby wojen, które wybuchają jako zupełnie nowe zjawiska w środowisku międzynarodowym, przekonuje, iż stanowią one dosyć szeroki – lecz jednak margines. Dominującym pod względem ilościowym modelem konfliktu jest wojna ciągnąca się latami, przy różnej intensywności. W obserwowanych konfliktach uderzają okresowe zmiany konfiguracji układu walczących stron. Część uczestników znika z teatru działań, w ich miejsce pojawiają się nowi, strony utrzymujące swoją obecność w konflikcie niejednokrotnie przechodzą głębokie metamorfozy organizacyjne, ideologiczne, społeczne itd. Z jednej strony można postawić tezę, iż to, co jest uznawane za „jedną wojnę”, w istocie stanowi pewien konglomerat autonomicznych zjawisk, analizowanych w układach diadowych (sparowanych). Autorzy przychylają się jednak do opinii, iż ze względu na dostrzegalną ciągłość i ewidentne powiązania między – mimo wszystko – etapami lub fazami tego samego konfliktu, można podjąć próbę ujęcia ich w modelu przechodzenia od wojen transpozycyjnych (rozumianych jako starcia, których celem jest zmiana władztwa nad obszarem lub zmiana/przejęcie całego systemu władzy), przez wojny skryminalizowane (gang wars), do etapu „wojny wszystkich ze wszystkimi”.

Długotrwałość i labilna intensywność współczesnych konfliktów zbrojnych uzasadnia podanie w wątpliwość aktualności klasycznego twierdzenia, iż nie istnieje nic poza wojną i pokojem. To przekonanie, właściwe podejściom prawnym, wydaje się tracić na zasadności w rzeczywistości, w której traktaty pokojowe z reguły są zastępowane zawieszeniami broni czy po prostu stanem, w którym walki ulegają czasowemu wygaszeniu, na przykład, ze względu na zmęczenie wojujących stron. Być może właściwe byłoby uznanie Münklerowskich „nowych wojen” za zjawisko konstytuujące trzeci stan stosunków międzynarodowych, możliwy do usytuowania gdzieś między wojną a pokojem i będący zjawiskiem charakteryzującym się stale obecnym i nieusuwalnym napięciem między stronami sporu, czasowo wchodzącym w fazę erupcji. Jeżeli przyjmiemy, że współczesne konflikty zbrojne nie mieszczą się (a wiele o tym świadczy) w klasycznym aparacie pojęciowym stosunków międzynarodowych (operującym w ramach wyłączności dychotomii pokój–wojna), to pod znakiem zapytania staną takie ich filary jak ius in bello. Skoro bowiem wojna nie jest wojną, czy można mówić o prawie wojennym? Jak definiować w takiej rzeczywistości „przywracanie” i „budowanie” pokoju? Czy wobec niekontrolowanego rozrostu liczby pozapaństwowych uczestników konfliktów zbrojnych suwerenność państw oznacza dziś to samo co w czasach, gdy kształtowały się podstawowe zasady funkcjonowania systemu międzynarodowego? Wydaje się, że obserwowanie rozwoju debaty nad doktryną „interwencji humanitarnej” może być pewnym przyczynkiem do próby odpowiedzi na przynajmniej część z tych pytań.

Dosyć często stosowanym zabiegiem jest kategoryzowanie konfliktów zbrojnych ze względu na przyczynę jako etnicznych, narodowościowych, religijnych. Jakkolwiek intencją Autorów nie jest podważanie zasadności takich działań, niech będzie wolno im podzielić się wątpliwością, iż wskazywanie na jedną dominantę przyczynową w odniesieniu do większości badanych konfliktów jest przedsięwzięciem ryzykownym. Poza sugerowaną wcześniej złożonością problematyki współczesnych wojen, uderza to, że kategorie przy takich klasyfikacjach odwołują się do czynników pozaracjonalnych. Pojawia się tu metodologiczna wątpliwość odnośnie do możliwości poznawczych i analitycznych zjawiska konfliktów zbrojnych. Nie idąc aż tak daleko w ocenach, Autorzy podzielają widoczny wśród wielu badaczy pesymizm co do osiągnięcia rzeczywistości bez wojen.

Robert Łoś, Jacek Reginia-Zacharski

CZĘŚĆ I

Współczesne wojny i konflikty zbrojne – aspekty teoretycznoprawne

1. Wojna i konflikt zbrojny w teoriach stosunków międzynarodowych

Robert Łoś

Teorie stosunków międzynarodowych, w których znajdują się odniesienia do konfliktów zbrojnych, mają swoich historycznych prekursorów. Realiści najczęściej odwoływali się do Hobbesa i Machiavellego, zwolennicy liberalizmu do Grocjusza i Locke’a, a globaliści do Kanta i Marksa. Istnienie konfliktów i wojen już w starożytności przyciągało uwagę filozofów, ludzi zajmujących się poznawaniem mądrości. Zjawiska, które starali się zgłębić, dotyczyły spraw ważnych, wyjaśniały istotę życia, a przynajmniej jego części. Jeżeli zatem konflikt czy wojna zajmowały część ówczesnej rzeczywistości, to nie mogli tego pominąć w swoich rozważaniach filozofowie uznawani również za prekursorów późniejszych nurtów w teorii stosunków międzynarodowych. Wśród nich grecki filozof Platon (V/IV w. p.n.e.) wyróżnił dwa rodzaje wojen: prowadzonych z wrogami zewnętrznymi i te wewnętrzne – najgorsze, które nazywał stasis. Termin ten początkowo określał skutki rywalizacji ugrupowań arystokratycznych w państwie. Z czasem określenie to zaczęto odnosić do rywalizacji prowadzącej do wojny domowej i sięgania po obcą interwencję.

Platon dopatrywał się przyczyn wojen w konieczności ustanowienia dobrego ustroju polis z jak najlepszym systemem władzy, ale i w nieograniczonym dążeniu do bogactwa, która rodzi w polis stan zawiści. Wiele miejsca w swych rozważaniach poświęcił on istnieniu nierówności jako przyczyny powstania sytuacji konfliktowych, które jednak nie powinny być rozwiązywane przez wojnę. Jeżeli polis ma nie ulec wojnie domowej, to nie powinno w niej być nadmiernego bogactwa ani ubóstwa. To te różnice mogli wykorzystać przywódcy, aby pozbawić majątku ludzi bogatych[1], wykorzystując zwykłą zawiść i chęć likwidacji różnic majątkowych. Walczących Hellenów Platon uważał za występujących wbrew naturze, stąd stasis zaprzeczała stanowi natury. Tylko wojna świata greckiego z ich naturalnymi wrogami mogła być uznana za zjawisko naturalne i została przez niego uznana za wojnę. Grecy musieli się bronić, ale i atakować, czyniąc z gorszych (czyli z barbaros) sobie niewolników[2].

Inny filozof Hezjod (VIII–VII w. p.n.e.) zakładał w istnieniu świata podział na dwie epoki: epokę pokoju oraz siły i gwałtu. W pierwszej epoce ludzie muszą walczyć jedynie, aby przetrwać. W drugiej epoce widział przyczynę konfliktów w ludzkich ułomnościach: żądzy i chęci gromadzenia bogactwa. W rezultacie dochodzi do wojen, przynoszących śmierć i zniszczenie, pogłębiających budowanie złego charakteru, powodujących marnotrawstwo siły i bogactwa, rodzących jedynie odwet. Najskuteczniejszym lekarstwem przeciwdziałającym takim sytuacjom była według Hezjoda praca na roli, która neutralizuje takie zachowania ludzi i usposabia człowieka pokojowo, ponieważ konieczność rytmicznego dbania o ziemię jest związana z łagodnością postępowania wobec przyrody[3]. Cecha ta, konieczna wobec upraw i hodowli, przekłada się na kontakty między ludźmi.

Kolejny filozof grecki – Heraklit z Efezu (VI/V w p.n.e.), wychodził z założenia, że w świecie istnieją przeciwieństwa i bez nich rzeczywistość nie jest możliwa. Wojna i pokój muszą współistnieć na zasadzie przeciwieństw, ponieważ taka jest istota wszechrzeczy. W jego opinii, wojny, podobnie jak i inne nielogiczne, nieracjonalne zjawiska, są potrzebne. Jeżeli istnieje wojna czy innego rodzaju spór, to daje on początek dalszej harmonii[4].

Poglądy filozofów greckich świadczą, że istotne znaczenie dla formowania się poglądów na pokój i wojnę miało określenie zasad funkcjonowania greckiej polis, gdzie mimo różnic w poglądach na temat podstaw gospodarowania w uprawie ziemi czy handlu, również wojna odgrywała ważną rolę. Trudno jednoznacznie określić związek z tworzeniem polis i ewolucją znaczenia wojny w świecie greckim. Przez całe lata wiele miast-państw doświadczało stanu pokoju, w którym pokolenia żyły w nieświadomości wojny między poszczególnymi miastami. Stąd specyficzny charakter prowadzonych wtedy wojen. Były one prowadzone w sezonie letnim, kilkudniowe, najczęściej tuż przez żniwami, aby zniszczyć plony przeciwnika i zdecydowanie osłabić jego możliwości działania na przyszłość. Pewien wpływ na powstanie konfliktów przyniosły różnice w funkcjonowaniu poszczególnych polis, szczególnie Aten i Sparty. Mimo że stosunki między tymi państwami były w miarę stabilne, okres wojen perskich rozbił równowagę sił. Pierwsze najazdy perskie, do których doszło w latach 490–479 p.n.e., doprowadziły do ukształtowania się nowego układu w Grecji również w postrzeganiu wojny i siły. Pojawienie się zagrożenia perskiego stworzyło podstawy pod nową potęgę – Ateny, które wykorzystały flotę i dominację na morzu jako czynnik przesądzający o panowaniu. Realizacja wielkiego programu rozbudowy floty przeprowadzona przez Temistoklesa ożywiła zatrudnienie, zwiększając dochody ludzi biednych. W ten sposób zwiększył się udział biedoty w systemie podejmowania decyzji politycznych. Sukcesy greckie w walce z Persami to widoczna zasługa Aten, których wpływy przez Związek Morski zaczęły rosnąć nawet wtedy, gdy zagrożenie perskie zostało odsunięte.

W okresie tym powstało bardzo ważne dzieło Tukidydesa – Wojna peloponeska. Opisywało ono wojny toczące się między Spartą i jej sprzymierzeńcami a Atenami w latach 431–404 p.n.e. Tukidydes rozumiał historię jako zakorzenioną w naturze człowieka walkę polityczną. Natura ludzka, według ojca historiografii, jest niezmienna i nawet jeżeli z doświadczeń przeszłości ludzie wyciągają jakieś wnioski, to jednak często powtarzają te same błędy[5]. Tukidydes dostrzegał, że największy wpływ na politykę państw ma struktura systemu międzynarodowego, która wymusza zachowanie przewagi lub jej zdobywanie nad innymi. Uważał, że wzrost potęgi Aten prowadził do zwiększenia różnicy potencjałów między różnymi państwami. Przyczyną wojny był zatem wzrost potęgi Aten, obawy Sparty i dążenie do zachowania równowagi sił. Podstawowe znaczenie miały tu różnice kulturowe i ustrojowe obu państw. Ateny były demokratyczne, tworzyły społeczeństwo otwarte również dla idei z zewnątrz, a ich gospodarka opierała się na handlu morskim. Sparta odwrotnie, miała ustrój oligarchiczny, zamknięty, a rolnictwo było podstawą gospodarki. Te różnice przyczyniły się do powstania sporów i w rezultacie wojny.

Wśród rzymskich filozofów na temat wojny wypowiadał się Cyceron (106–43 p.n.e.). Uważał on, że wojen należy unikać, ale nie jest możliwe, aby zniknęły zupełnie, ponieważ zapewniają one obywatelom spokój w okresie pokoju. Powinnością państwa jest przestrzeganie praw wojennych – po odniesieniu zwycięstwa należy oszczędzić tych, którzy w trakcie wojny okazali się rycerscy i nie byli okrutni. Należy również prowadzić wojny w taki sposób, aby było widać konkretne korzyści płynące z dokonanego dla Rzymu podboju. Innym słowy, Cyceron uzasadniał w pełni politykę podboju. Społeczeństwo musi zatem popierać obyczaje wojenne, które różnią się zdecydowanie od wymagań sprawiedliwości. Prowadzący wojnę są zainteresowani zwycięstwem i nie należy od nich oczekiwać postępowania sprawiedliwego wobec wrogów. W społeczeństwie cywilnym funkcjonował pogląd, że człowiekiem sprawiedliwym jest ktoś, kto kocha swoich współobywateli, a nienawidzi swych wrogów. Jest to oczywiście wewnętrznie sprzeczne, ponieważ inne zasady należało stosować w okresie pokoju, a inne w okresie wojny. Miasta-państwa nie radziły sobie z tą sprzecznością, dlatego tak ważne okazywało się dążenie do stworzenia państwa światowego.

Cesarz Marek Aureliusz (121–180 n.e.) był zdecydowanym przeciwnikiem wojny bardziej jako człowiek niż cesarz. Tkwiło to w jego przekonaniach religijnych i postrzeganiu określonej koncepcji dziejów. W działaniu natury widział on naturalny proces powtarzających się narodzin i rozkładu. Podobnie jak dzieje ludzi biegną od narodzin do śmierci, kończąc się nieuchronnie, tak w stosunkach międzynarodowych widział on powtarzające się zmiany, które dotykają mocarstwa: pokój, ich rozkwit, toczące się wojny i upadek[6]. W rzymskiej koncepcji funkcjonowania wojny już w okresie królestwa odwoływano się do czynników religijnych, kreśląc wolę bogów z wróżb, a tym samym uznając przyczyny wojny za sprawiedliwe, ponieważ taka była wola boska. Wróżono zatem, czy wojna będzie konieczna i jest zgodzona z wolą bogów, czy pokonanie wrogów będzie słuszne, aby oddalić krzywdy Rzymu. Później funkcje decydowania o wojnie przejął senat i lud rzymski, który określał, czy wojna będzie sprawiedliwa. Rodzące się wówczas pojęcie wojny sprawiedliwej odnosiło się oczywiście do powodów jej podjęcia słusznych z punktu widzenia Rzymu: (1) pogwałcenia granic Rzymu, (2) gwałtu na obywatelach rzymskich, (3) pogwałcenia traktatu zawartego z Rzymem, (4) poparcia udzielonego wrogowi Rzymu przez lud, który wcześniej był sprzymierzeńcem Rzymu.

Filozofem, piszącym na pograniczu starożytności i średniowiecza, był św. Augustyn (354–430). Uważał on, że ludzie dążący do osiągnięcia własnych korzyści i zaspokojenia pragnień mogą przyczynić się do powstawania konfliktów, w tym zbrojnych. Wojna sprowadza klęski, lęki, podsyca żądze i budzi chciwość, przyczyniając się jedynie do pomnażania ciężarów w wyniku podbojów. Według Augustyna, wojna może być prowadzona, jeżeli jej skutkiem jest pokój. Wojny prowadzone z pobudek niszczycielskich, z zemsty lub w celu zdobycia władzy są z natury wojnami niesprawiedliwymi. Wojna nie jest grzechem, jeżeli jest prowadzona ze sprawiedliwej przyczyny i w słusznej sprawie. Wojna sprawiedliwa może być prowadzona dla pomniejszenia doznanych krzywd, ale nie z zemsty za ukaranie narodu za zły czyn. Rezultat wojny nie zależy od jej słuszności, która może być pozorna. Nawet jeśli toczymy sprawiedliwą wojnę, to możemy ją przegrać, ponieważ zwycięstwo zależy od wyroku boskiego.

Tomasz z Akwinu (1224–1274) zaadaptował sformułowanie trzech warunków wojny sprawiedliwej. Podstawą koncepcji wojny sprawiedliwej według Tomasza jest cnota i wspólne dobro. Wojna to przeciwieństwo pokoju, ale nie zawsze stanowi zło, ponieważ pokój nie zawsze jest porządkiem wartym zachowania[7]. Wojna może być środkiem do osiągnięcia sprawiedliwego pokoju. Dla Tomasza, aby wojna mogła być uznana za sprawiedliwą, musi mieć legitymację suwerena, czyli władcy. Troska o państwo została powierzona jemu i jego obowiązkiem jest bronić go przed wrogiem zewnętrznym. Suweren może prowadzić wojnę, ale osoba prywatna może odwołać się do przemocy jedynie w przypadku obrony przed atakiem na siebie. Za przyczynę wojny sprawiedliwej Tomasz uznał, kierując się wskazówkami Augustyna, naprawę wyrządzonego zła, ukaranie narodu, odzyskanie tego, co zostało niesprawiedliwie zawłaszczone, obronę wspólnego dobra, zabezpieczenie sprawiedliwego porządku. Ponadto wojna powinna być prowadzona w słusznej intencji, a więc musi mieć na celu przyczynienie się do wprowadzania dobra i zmniejszenia zła. Jako przyczynę wojny Tomasz odrzuca nieproporcjonalność zemsty, rebelię i żądzę dominacji. W wymiarze pozytywnym słuszną intencją jest ustanowienie lub przywrócenie pokoju[8].

Za sprawą Tomasza z Akwinu do doktryny chrześcijańskiej w średniowieczu została wprowadzona idea wojny sprawiedliwej. Oczywiście rozważania Tomasza były powiązane z istniejącym porządkiem – częste w średniowieczu prowadzenie wojen prywatnych należało ograniczyć dla dobra państwa. Słabość państw, wynikająca z rozdrobnienia feudalnego, sprzyjała wojnom prywatnym i rozbojom na drogach, z czym próbował walczyć Kościół, stosując zakaz starć zbrojnych w postaci ogłaszania pokoju Bożego. W średniowiecznej doktrynie wojnę sprawiedliwą mogli prowadzić również niechrześcijańscy władcy, ale bez świadomości jej ostatecznego celu. Chrześcijanie i niechrześcijanie, walcząc w tej samej wojnie, są motywowani różnymi celami, aczkolwiek nie całkowicie odmiennymi. Według Tomasza, odwaga wojska chrześcijańskiego wynikała z celów ponadziemskich, a niechrześcijan z celów ziemskich.

Jeden z filozofów nowożytnych, Niccolò Machiavelli (1469–1527), dostrzegał trzy różne metody prowadzenia przez państwa ekspansji zewnętrznej[9]. Pierwsza metoda polegała na tworzeniu sojuszy wielu republik na zasadzie całkowitej równości, druga – na zawieraniu sojuszy z podbitymi krajami przy zachowaniu dla państwa podbijającego kierowniczej roli, a trzecia – na traktowaniu państw podbitych i jej ludności jak poddanych. Ta ostatnia metoda została uznana przez Machiavellego za najmniej wskazaną. Uważał on, że podbić ziemie należy jak najmniejszym kosztem i dlatego wojna powinna być krótka i intensywna. Według niego, sukces w wojnie gwarantowało przede wszytkim dobre wojsko, którego stworzenie nie sprowadzało się tylko do kwestii posiadania dużych zasobów finansowych. W Księciu podkreślił, że władca, dysponujący niewielkim państwem, powinien dążyć do wzrostu siły, ale aby uniknąć agresji, musi przekonać sąsiadów, że posiada wystarczające środki do obrony, sam też nie powinien prowadzić polityki ekspansji. Wojna, nawet wygrana, prowadzi do wzrostu oczekiwań, gdyż obywatele mogą chcieć zysków, jeżeli partycypują w zbrojeniach. Sytuacja taka rodzi przyczyny kolejnych zachowań wojennych[10], ponieważ nowa wojna musi zgromadzić środki na realizację zobowiązań z poprzedniej.

Machiavelli, dokonując podziału wojen, wyróżnił wojny nastawione na ekspansję, będące wynikiem ambicji władców i prowadzone w celu rozszerzenia terytoriów, oraz wojny najbardziej krwawe, prowadzone przez narody zmuszone do walk z powodów głodu, powodowane koniecznością poszukiwania nowych siedzib i pociągające za sobą wyparcie dotychczasowych mieszkańców z zajmowanego terenu.

Machiavelli uważał, że władca powinien dowodzić wojskiem bezpośrednio, co ściśle wiązało się z tym, że w tym czasie we Włoszech wojny prowadzono przy pomocy najemników. Bycie żołnierzem było zawodem, a dowódca za pieniądze zainteresowanego władcy organizował wojsko i sprzedawał swoje usługi. To mogło jednocześnie zagrażać państwu, ponieważ zły dowódca mógł doprowadzić kraj do ruiny, a dobry mógł ze swoimi ambicjami usunąć dotychczasowego władcę. Machiavelli był przekonany, że każde dobrze zorganizowane państwo powinno wykluczyć prowadzenie wojen prywatnych[11]. Powinno się też ograniczyć liczbę osób chcących uprawiać zawód wojskowego, aby w ten sposób zmniejszyć liczbę osób zainteresowanych przedłużaniem i prowadzeniem wojen. Machiavelli opowiadał się za armią obywatelską, ponieważ jej członkowie po spełnieniu swego obowiązku pragnęli jak najszybciej wrócić do życia cywilnego, nie traktując wojny jako codziennego zajęcia i oczekując w jej przebiegu co najwyżej trudu i sławy[12].

Część badaczy podkreśla, iż znaczne obszary oświeceniowej refleksji nad wojną zostały wygenerowane w wyniku dyskusji z poglądami Thomasa Hobbesa (1588–1679)[13]. Wydaje się, że jednym z podstawowych elementów Hobbsowskiej koncepcji stosunków międzynarodowych jest wyraźne rozróżnienie sfer „prawa natury” i „prawa państwowego”. O ile pierwszy obszar jest definiowany przez chaos i anarchię, o tyle drugi stanowi biegun uporządkowania. Ścieranie się tych dwóch światów i wynik (wyniki) tego starcia są miarą postępu[14]. Hobbes dostrzegał trudności w rozwoju świata, który nie jest jednak niemożliwy do osiągnięcia. Ale taka wizja świata jest przesiąknięta wojną. Wynika ona bezpośrednio ze stanu anarchii i braku współzależności między państwami. Stąd w koncepcji stworzonej przez Hobbesa[15] punkt centralny zajmuje superwładza – wielki Lewiatan, czyli państwo. Sposobem na wyrwanie się ze stanu natury, w którym każdy mógł zabić każdego, jest zrzeczenie się przez wszystkie jednostki swej wolności na rzecz Lewiatana[16], czyli władzy zwierzchniej w celu uzyskania od niej ochrony. Według Hobbesa, przyczynę braku zgody na powołanie rządu światowego stanowi fakt, iż na płaszczyźnie międzynarodowej poziom bezpieczeństwa nie jest tak niski jak na poziomie jednostek. Rządy gwarantują do pewnego stopnia ochronę przed brutalnością silniejszych jednostek w społeczeństwie. Natomiast w stosunkach międzynarodowych równowagę sił między państwami zapewnia w pewnej mierze porządek. Nawet jeżeli państwa przyjmują wobec siebie postawy wrogie, grożące wybuchem wojny, to jednak utrzymują stan małej stabilizacji. Stan natury w stosunkach międzynarodowych nie oznacza, tak jak w wypadku relacji na poziomie jednostek, narodzin konfliktu. Istnienie państw i równowaga sił między nimi łagodzi skutki anarchii międzynarodowej oraz pozwala na zaprowadzenie w niej pewnego stopnia porządku[17].

Współczesny Hobbesowi Hugo Grocjusz (1583–1645) uważał, że wojna jest stanem, w którym znajdują się osoby toczące spór przy użyciu siły[18]. Koncentrował się on w swojej analizie na sposobach uniknięcia przekształcenia sporów w wojnę. Za pierwszy z nich uznał rokowania, za drugi – osąd. Niestety, silniejsi często nie chcą odwołać się do tego typu metod. Te metody mogą zapobiec wybuchowi wojny[19]. Według Hobbesa, wojna nie jest niezgodna z prawem natury, ponieważ stanowi środek służący do ochrony życia lub zdrowia, co jest zgodne z prawami natury. Prawa te jednak zabraniają tylko takiej przemocy, która narusza prawa innych. Przemoc, która nie gwałci praw innej osoby, nie jest niesprawiedliwa, ale podobnie jak u Grocjusza, wyklucza wojnę, która nie może być sprawiedliwa dla obu stron konfliktu. Może się jednak zdażyć, że żadna ze stron wojujących nie działa sprawiedliwe. Według Grocjusza, niesprawiedliwie działa tylko ten, który podejmuje takie działania świadomie, dlatego, aby wojna była sprawiedliwa, musi istnieć sprawiedliwa i słuszna przyczyna[20]. Za takie uznał on prawo do obrony, nawet jeśli bezprawie nie zostało jeszcze dokonane, ale jest ono realne i natychmiastowe. Ważne w uznaniu sprawiedliwości wojny było uzyskanie odszkodowania za szkody wyrządzone mieniu i chęć zadośćuczynienia. Trzecia przyczyna wiązała się z wymierzaniem kary.

Państwa prowadzące wojnę przeciwko zaangażowanemu w niesprawiedliwy konflikt ma prawo nałożyć kontrybucję lub żądać innej formy zadośćuczynienia. Zwycięzca nie powinien jednak od pokonanych żądać wyrzeczenia się wolności. Podobnie niesprawiedliwe dla Grocjusza były roszczenia do budowania imperium. W tym aspekcie w pośredni sposób uznał za niesprawiedliwe podboje w Nowym Świecie. Niesprawiedliwe było dla niego wysuwanie roszczeń z tytułu odkrycia rzeczy, które są własnością innej osoby, nawet jeśli uznamy, że ma fałszywe wyobrażenie o Bogu lub ma mniejszą wiedzę. To twierdzenie wiązało się ściśle z rozgrywającą się w XVI w. próbą dostarczenia argumentów za tworzeniem imperium hiszpańskiego. Linia rywalizacji w tej sprawie wyraźnie przebiegała między Francją a Habsburgami, ale rywalizacja ta stopniowo przenosiła się poza obszar europejski. Dlatego Hiszpanie szukali argumentów, które uzasadniałyby ich podboje i prawa do ziem w Ameryce. Najczęściej powoływano się na konieczność panowania lepszych nad gorszymi, podkreślając, że nie była to tylko kwestia siły, ale głównie etyki. W związku z tym Grocjusz polemizował wyraźnie z wcześniejszymi dziełami, które uzasadniały podbój Nowego Świata, w tym z pracą Francisca de Vitorii (1492–1546) O Indianach. Ten ostatni uzasadniał prawo Hiszpanów do walki o nowe terytoria[21] i do władania nimi. Vitoria uzasadnił prawo do budowania imperium kilkoma czynnikami: przyczynami wynikającymi z naturalnych stosunków panujących wśród ludzi, koniecznością krzewienia religii chrześcijańskich w Nowym Świecie, odrzuceniem przez Indian wiary chrześcijańskiej – Indianie przyjmując chrześcijaństwo i tak musieliby przyjąć narzuconego przez papieża władcę – tyranią samych władców indiańskich, ludożerstwem i składaniem ofiar z ludzi, dobrowolnym wyborem Indian, którzy przyjęliby władzę Hiszpanów, gdyby potrafili zrozumieć ich mądry i sprawiedliwy system rządów[22].

O tym, że interesowano się w tym okresie kwestią uznania wojny za sprawiedliwą, świadczy tocząca się dyskusja. Cesarz Karol V (1500–1558) poddał nawet ten problem pod rozwagę teologów. W 1517 r. dominikanin Reginald Montesinos, teolog z Salamanki, podważył tezę, że Indianie są niezdolni do przyjęcia wiary, a istota sporu dotyczyła zasad postępowania wobec Indian. Szczególnie ważny był tu wpływ dominikanina Bartolomé de las Casasa (1474–1566), który brał udział w wyprawach konkwistadorów i prześladowaniach Indian. Po powrocie do Europy, pod wpływem przemiany, zaczął krytykować prześladowanie Indian. Jego działania doprowadziły do ponownego oddania tych kwestii przez Karola V pod rozwagę teologom, którzy poparli doktrynę o powszechnej ewangelizacji. Potwierdził to papież w 1537 r., uznając Indian za ludzi powołanych do udziału w życiu Bożym.

W praktyce XVII w. znaczenie militaryzacji podkreślał Samuel Pufendorf (1632–1694), będąc z pewnością pod wrażeniem zmiany w układzie sił w okresie wojny trzydziestoletniej. Najbardziej zgodny z prawem natury był dla niego stan pokoju między ludźmi. Państwo mogło odwołać się do użycia siły, przy złej woli innych państw, kiedy okazywało się niezdolne do zachowania swojego stanu posiadania. Jednakże nawet wtedy rozwaga i humanitarne wartości powinny ludzi powstrzymywać od użycia siły, jeżeli jej skutkiem miała być większa szkoda. Niesprawiedliwe przyczyny wojny Pufendorf podzielił na dwie kategorie. Do pierwszej zaliczył: żądzę bogactwa, która znajduje wyraz w dążeniu do posiadania, i ambicję wyrażającą się w dążeniu do panowania. Do drugiej grupy przyczyn zaliczył powody pozorne, stanowiące pretekst: strach powodowany bogactwem i siłą sąsiada, dążenie do osiągnięcia korzyści bez praw do nich, pragnienie zdobycia lepszego terytorium i pozbawienie innego państwa uprawnienia nabytego zgodnie z prawem. Do podstawowych metod, jakimi należy posługiwać się w wojnie, włączył siłę i terror, oszukiwanie nieprzyjaciela przez nieprawdziwe deklaracje lub fikcyjne raporty. Jeżeli wojna jest skutkiem działań podejmowanych przez jedną stronę, to strona zaatakowana ma w formie wyboru siły wolną rękę bez żadnych ograniczeń.

Obok podziału wojny na sprawiedliwe i niesprawiedliwe oraz defensywne i ofensywne, Pufendorf wprowadza podział wojny na formalne i nieformalne. Wojna formalna musi spełnić dwa warunki: być prowadzona przez najwyższą władzę oraz zostać wypowiedziana. Wojna nieformalna to taka, która nie została wypowiedziana lub jest prowadzona przeciwko obywatelom. Decyzję o prowadzeniu wojny przez państwo może podjąć wyłącznie suwerenna władza. Pufendorf dopuszcza również prowadzenie wojny w czyjejś sprawie, ale taka wojna musi jednak mieć sprawiedliwą przyczynę. Udzielający pomocy musi mieć uzasadniony powód do obrony jednej ze stron. Takim powodem mogą być poddani państwa, prośba sojuszników do interwencji lub przyjaciół oraz wsparcie narodów o wspólnym pochodzeniu.

Współczesny Pufendorfowi John Locke (1632–1704) był również związany z koncepcją stanu natury, wywodząc z niej zakaz agresji. Według Locke’a, stosowanie bez uprawnienia siły tworzy stan wojny, ale równocześnie użycie siły jest uprawnione w sytuacji samoobrony i ukarania za agresję. Odchodził on jednak od chrześcijańskiej tradycji prawa naturalnego, które uzasadniałoby użycie siły także w przypadku praktyk niezgodnych z naturalnym rozumem (kanibalizm, bałwochwalstwo). We wcześniejszej tradycji prawa naturalnego roszczeniu suwerenności i politycznej niezależności przysługiwał mniej normatywny status niż moralnemu imperatywowi ukarania źle czyniących i ochrony niewinnych. W przeciwieństwie do chrześcijańskiej tradycji prawa naturalnego Locke definiuje wojnę sprawiedliwą wyłącznie w kategoriach prawa do samoobrony i karania za agresję, podkreślając tym samym niezależność politycznych wspólnot jako integralnej cechy stosunków międzynarodowych.

Stan wojny jest dla Locke’a stanem wrogości i bezprawia. Ten, kto usiłuje poddać innego człowieka swej władzy, wstępuje z nim w stan wojny. Jest to dla niego równoznaczne z ogłoszeniem zamiaru pozbawienia go życia. Stan wojny występuje wtedy, gdy użycie siły lub jej zamiar są jednoczesne i gdy nie ma wspólnego zwierzchnika, do którego można by się odwołać[23]. Możliwość odwołania daje człowiekowi szansę na uniknięcie stanu wojny, co jest najważniejszą przyczyną, dla której ludzie łączą się w społeczeństwa i opuszczają stan natury. Tam gdzie mamy do czynienia z dysponującym władzą na ziemi autorytetem, do którego można się odwołać, nie może istnieć stan natury, a spór jest rozstrzygany w jego imieniu.

Prowadzenie wojny i zawieranie pokoju stanowiło dla Locke’a oznakę stanu suwerenności, który dotyczy tylko społeczeństw politycznych. W takich społeczeństwach o stanie wojny i pokoju decyduje najwyższa władza w państwie. Podstawą dla Locke’a definiowania wojny jest jednak stosowanie przemocy. Powodu występowania stanu wojny nie stanowi liczba zwolenników, lecz wrogość między stronami w sytuacji, gdy nie ma zwierzchnika, do którego można by się odwołać. Zatem, w dobrowolnie utworzonej wspólnocie, nawet tylko na pewien czas, ten, kto posiada władzę na podstawie zgody pozostałych, może prowadzić wojnę i zawierać pokój. Locke, podkreślając możliwość prowadzenia wojny nie tylko przez króla, miał na celu uzasadnienie tezy, która była przeciwna wyłączności władzy królewskiej. Ten, który prowadzi wojnę, łamie podstawowe prawa natury i może zostać zniszczony z tych samych powodów, dla którego zabija się agresywne zwierzęta.

Według Locke’a, agresor traci wszystkie swoje prawa, gdy wszczyna wojnę niesprawiedliwą. Agresja przeciwko umysłowi, życiu i własności człowieka jest równoznaczna ze stanem wojny i stanowi w jego teorii uzasadnienie iustum bellum. Napastnik, wstępując w stan wojny z innymi i niesłusznie naruszając ich uprawnienia, prowadzi wojnę niesprawiedliwą. Locke uważa, że w wyniku takiej wojny nie można nabyć żadnych uprawnień wobec zwyciężonych. Również w wojnie sprawiedliwej zdobywca nie zyskuje żadnej władzy nad tymi, którzy dokonali z nim podboju. Zdobywca uzyskuje jedynie władzę nad tymi, którzy współdziałali w bezprawnym użyciu siły przeciwko niemu. Władza, jaką zdobywca uzyskuje nad pokonanymi w sprawiedliwej wojnie, jest władzą absolutną. Zdobywca ma władzę nad życiem osób zwyciężonych, ale nie ma żadnych uprawnień do ich majątku. W każdej wojnie występuje splot użycia siły i wyrządzania krzywd, a to prowadzi zawsze do stanu wojny. Użycie przez napastnika siły daje jego przeciwnikowi uprawnienie do pozbawienia go życia lub zniszczenia go. Jednakże uprawnienia do dóbr innego człowieka daje tylko poniesienie szkody. Uprawnienia wynikające z podboju ograniczają się wyłącznie do życia tych, którzy brali udział w wojnie i zwrotu kosztów poniesionych w czasie wojny. Ponieważ państwa w stosunkach międzynarodowych znajdują się wobec siebie w stanie natury, jeśli jedno z nich wyrządzi drugiemu krzywdę i odmówi zadośćuczynienia jej, to oznacza to przystąpienie do wojny, w której użycie siły przez państwa krzywdzące czyni je agresorem. Ostatecznie zdobywca nie uzyskuje żadnego uprawnienia do panowania na mocy swego podboju, jaki wynika ze sprawiedliwej wojny.

Narzucony rząd też nie ma władzy na podbitym terytorium – obywatele państwa podbitego nie są zobowiązani do posłuszeństwa względem niego. Locke nie myśli o braku prawowitego charakteru takiej władzy, chociaż w rzeczywistości może ona rządzić pokonanymi jak niewolnikami. Żadna włada narzucona siłą nie jest prawowita, jeżeli nie pochodzi z wolnych wyborów. Locke zdaje sobie sprawę, że wojna często prowadzi do zawieszenia zasad moralnych, ale nie akceptuje takiego postępowania. Nie zgadzał się tym samym z tym, że władca ma nieograniczone prawo do czynienia wszystkiego, co uzna za stosowne. Locke doszedł do wniosku, że każda jednostka była w stanie natury wolna. Ale ludzie dobrowolnie opuścili stan natury i zorganizowali się w postaci społeczeństwa. Państwa, które są w stanie natury, są wolne i racjonalne. Stanem natury jest pokój, a nie wojna, która łamie takie potrzeby człowieka, jak prawo do życia i wolności. Legalna jest tylko wojna sprawiedliwa prowadzona przeciwko tym, którzy dopuszczają się aktów agresji. Locke wyjaśnia więc podobnie jak realiści, że anarchia w stosunkach międzynarodowych istnieje, ponieważ nie ma rządu światowego, ale jak liberałowie uznaje, że państwa przestrzegają mimo wszystko prawa międzynarodowego.

Wojna, według Emmera de Vattela (1714–1767), jest stanem[24], w którym musi zostać użyta siła. Podstawowy jej typ stanowi wojna publiczna toczona między narodami i prowadzona przez władzę publiczną i na jej rozkaz. Obok niej może też istnieć wojna prywatna przebiegająca między jednostkami i należąca do dziedziny prawa naturalnego. Prawo do prowadzenia wojny wynika z prawa do bezpieczeństwa, ponieważ natura dała ludziom możliwość do obrony i użycia siły, jeżeli jest to konieczne dla zachowana swych praw. Niemniej, mimo usprawiedliwiania wojny, jest ona klęską i tylko sprawiedliwość w połączeniu z koniecznością może do niej upoważnić.

Vattel wyróżnia dwa rodzaje wojny: wojnę obronną i wojnę zaczepną. Celem wojny obronnej jest obrona państwa lub samego siebie. Celem wojny zaczepnej może być również bezpieczeństwo, ale też dochodzenie pewnych praw. Cele wojny mogą być prawnie uzasadnione albo stanowić niesłuszne pozory, które zawsze mogą być przedstawiane jako zgodne z prawem. Jeśli cel wojny zaczepnej stanowi podbój lub zagarnięcie cudzej własności, to wojna taka nie jest wojną formalną, ale zwykłym rozbojem. Celem wojny zgodnie z prawem może być odzyskanie własności, zapewnienie sobie bezpieczeństwa przez ukaranie napastnika lub sprawcy bezprawia, obrona lub zabezpieczenie się przeciwko bezprawiu. Za słuszne i godne uznania odwołania się do wojny uznał Vattel motywy mające na celu powszechne dobro państwa, bezpieczeństwa i wspólny pożytek obywateli. Motywy te powinny być równocześnie motywami sprawiedliwymi, ponieważ działanie niesprawiedliwe nigdy nie jest działaniem dla dobra państwa. Prowadzenie przez państwo nieprawej wojny i odniesienie w jej wyniku korzyści może prowadzić w przyszłości do jego klęski. Nieprawe pobudki prowadzenia wojny najczęściej nie wpływają na dobro państwa. Odniesienie wówczas zwycięstwa nie jest rozwiązaniem rozstrzygającym spory między państwami. Ponieważ narody są równe i suwerenne i żaden nie może być sędzią drugiego, wojna po obu stronach powinna być uznana za uprawnioną. Jeżeli celem wojny zaczepnej jest ukaranie innego państwa, to wojna taka, jak każda inna, powinna być oparta na prawie i konieczności. Vattel inaczej niż Locke uznał, że jeżeli działający w imieniu państwa wypowiada wojnę innemu państwu, to oznacza to, że cały naród wypowiada wojnę innemu narodowi. Władza działająca w imieniu narodu powoduje, że stajemy się nieprzyjaciółmi innego narodu.

Wyjątkowe były tu postawy Immanuela Kanta i Jeana Jacques’a Rousseau, których krytyka wojny opierała się na poglądach republikańskich. Szczególnie ten ostatni wskazywał, że międzynarodowy system, w którym głównymi aktorami są suwerenne państwa, stanowił środowisko silnie zanarchizowane.

Jean Jacques Rousseau (1712–1778) starał się pokazać mechanizmy decydujące o charakterze związków między narodami i jednostkami, które prowadzą do stanu wiecznej wojny. Według Rousseau, państwa zachowują się wobec siebie tak, jak zachowywali się ludzie, zanim zostali związani umową społeczną, czyli panuje między nimi anarchia zachowań. Wojna między ludźmi została zlikwidowana, ale powróciła w postaci wojny między narodami. Podczas gdy prawo cywilne stało się obowiązujące i określało reguły między jednostkami, w stosunkach międzynarodowych zachowało się prawo natury. Ponadto dążenie państw do maksymalizacji swojej suwerenności okazało się istotną przyczyną wojen. Dla Rousseau ustanowienie pokoju europejskiego było niemożliwe, ponieważ wojna stanowi zjawisko konstytutywne narodzin społeczeństw i jej istnienie jest niezależne od woli ludzi, władców czy narodów. Wojna w tej sytuacji to jedna z najbardziej zgubnych konsekwencji utraty stanu natury. Można wojnę wyeliminować, ale tylko tworząc pewnego rodzaju federacje państw-narodów w sposób, w jaki doszło do ich połączenia – pod władzą prawa. Ponieważ suwerenność państw jest tym samym co własność dla członków poszczególnych państw, niezbędne są takie same rozwiązania, jakie uregulowały problemy własności wewnątrz państw. Należało zatem zastosować te same rozwiązania dla poziomu międzynarodowego – przez działanie umowy społecznej. Rousseau jest jednak sceptyczny, ponieważ, według niego, federacyjna Europa nie powstanie, dopóki ludzie nie zrozumieją różnic między ich rzeczywistymi a pozornymi interesami. Nie powstanie również na mocy spontanicznej zgody między rządzącymi. Idea ta może zostać zrealizowana tylko siłą. Jedyną drogą do stworzenia i zjednoczenia kontynentu w federacje może być podbój i pozbawienie rządzących ich suwerenności.

Rousseau odrzucił jednak myśl, że wojna istniała w stanie natury. W stanie natury ludzie żyjący w pierwotnej niezawisłości nie mają ze sobą stosunków dość stałych, które mogłyby stanowić stan pokoju czy wojny, nie są z natury wrogami. Człowiek w stanie natury zachowuje się pokojowo, a opuszczenie stanu natury przekształca człowieka w istotę wojowniczą. Stan wojny nie może zrodzić się z prostych międzyludzkich stosunków ani ze stosunków rzeczowych – nie może dojść do wojny prywatnej ani w stanie natury, w którym nie ma stałej własności, ani w stanie społecznym, w którym wszystko podlega władzy prawa. Wojna nie jest więc stosunkiem człowieka do człowieka, lecz stosunkiem państwa do państwa, w którym ludzie są nieprzyjaciółmi jedynie przypadkowo, jako żołnierze[25]. Tym samym każde państwo może mieć za nieprzyjaciół tylko inne państwo. Przyczyną wojen nie jest tylko przejście do stanu społecznego, co oznacza dla człowieka bardzo korzystną zmianę, gdyż wprowadza sprawiedliwość, moralność, zmusza go do posługiwania się rozumem. Nadużycia stanu społecznego powodują, że człowiek upada poniżej stanu natury. Sytuacja człowieka jest ostatecznie konsekwencją sprzeczności, która rodzi wojnę. Z jednej strony, aby żyć w społeczeństwie, człowiek przyjmuje na siebie, pod groźbą kary, obowiązek przestrzegania praw. Z drugiej strony, to zobowiązanie dotyczy jedynie terytorium zajmowanego przez określone państwo. Bez możliwości objęcia wielu narodów tymi samymi prawami oraz bez dysponowania sankcją, którą można było stosować równo wobec wszystkich, projekty dotyczące utrzymania pokoju są bez wartości. Powołanie federacyjnego superpaństwa, dysponującego własnymi siłami militarnymi, pozwoliłoby położyć kres rywalizacji międzynarodowej, ale nie gwarantowałoby zlikwidowania przemocy[26].

Immanuel Kant (1724–1804) w 1795 r. w rozprawie O wiecznym pokoju przedstawił ideę osiągnięcia przez ludzkość wiecznego, ostatecznego pokoju. Określił w niej warunki, jakie należało spełnić, aby wyeliminować wojnę. Wypowiedział się przeciwko nabywaniu i niszczeniu istniejących państw oraz przeciwko istnieniu wojska zawodowego, ponieważ to ostatnie stanowi istotną przyczynę wojen. Dla Kanta bycie zawodowym żołnierzem, czyli zawsze związanym z zabijaniem, nie da się pogodzić z istotą człowieczeństwa[27]. Wojsku regularnemu przeciwstawiał wojska pochodzące z obywatelskiej powinności. Dlatego akceptował okresowe ćwiczenia obywateli w posługiwaniu się bronią. Aby ograniczyć prowadzenie działań wojennych, Kant zalecał wprowadzenie zakazu finansowania wojska i wojny przez zaciąganie długów przez państwo. Za niedopuszczalną uważał również interwencję w sprawy innego państwa – szczególnie, gdy zachodziły różnice ustrojowe. Wyłączył jednak z zakazu sytuację, gdy państwo rozpadło się na dwa i każde z nich rościło sobie prawo do władzy nad całością. Wtedy interwencja mogła być uzasadniona ze względu na możliwość wystąpienia anarchii. W momencie powstania stanu wojny państwa walczące nie powinny postępować w sposób, który mógłby uniemożliwić wzajemne zaufanie w przyszłym pokoju, chodzi, na przykład, o łamanie warunków kapitulacji, skrytobójstwo, nakłanianie do zdrady. Państwa nie mogą prowadzić wojen karnych, ponieważ nie zachodzi między nimi stosunek podwładny–przełożony[28]. Koncepcja wiecznego pokoju Kanta wymaga spełnienia pewnych warunków wstępnych. Na poziomie natury ludzkiej ważny jest element szczerości, który dotyczy zawieranych przez rządzących tajnych umów[29]. Można to osiągnąć, gdy państwo będzie miało charakter republikańsko-demokratyczny, który gwarantuje wolność i równość wobec prawa wszystkim ludziom. Warunek drugi dotyczy poziomu systemu międzynarodowego. Wolne republiki powinny stworzyć pokojową federację wolnych państw, do której będą mogły przystępować, po wprowadzeniu systemu demokratycznego, kolejne państwa. Postulowana federalizacja ma być nie pojedynczym aktem, ale formą organizacji narodów o zasięgu szerszym. Według Kanta, który oczywiście brał pod uwagę sytuację w ówczesnej Europie, pierwsze rozwiązanie, czyli regulacje za pomocą traktatu, jest niewystarczające, natomiast drugie – stworzenie rządu światowego – niemożliwe do realizacji i ograniczające wolność. Najlepiej stworzyć prawne regulacje międzynarodowe, które byłby lepsze. Ponadto prawo wewnątrzpaństwowe powinno być uzupełnione o prawo kosmopolityczne, które obowiązywałoby zarówno państwa, jak i jednostki ludzkie, tak jakby były one obywatelami jednego państwa. Prawo to powinno gwarantować gościnność obywatelom innych państw, aby w ten sposób przyczynić się do rozwoju handlu i wzajemnych kontaktów mimo istniejących granic. Prawo to nie znosi różnicy między obywatelami a nieobywatelami.

Georg Hegel (1770–1831) w swych pismach, w których poruszał m.in. zagadnienie wojny, najczęściej robił to przez analizę sytuacji, w jakiej znajdowały się ówczesne Niemcy. Dokonywał krytyki stanu Niemiec – ich rozbicia na wiele drobnych państw. Twierdził, że państwu nie służy spoczynek i stagnacja, ale przeciwnie, ciągły ruch, czas wojny. W okresie pokoju jednostka działa na własną rękę, natomiast w okresie wojny objawia się siła związku wszystkich z całością, wtedy okazuje się, ile można od obywateli oczekiwać i co warte jest ich poświęcenie. Wykorzystując doświadczenie i zdobytą wiedzę, Hegel doszedł do wniosku, że przyczyny sporów między narodami tkwią w różnicach, często bardzo indywidualnych w stosunkach wzajemnych. Aby rozwiązać te różnice, państwa niejednokrotnie sięgają po przemoc. Konflikty między państwami pojawiają się w pewnych sytuacjach, kiedy państwa nie dochodzą do porozumienia, w sporach, które mogą być jedynie rozstrzygnięte, według nich, przez wojnę. Niejasne pozostaje jednak określenie tego, co może zostać uznane za złamanie traktatu czy też naruszenie suwerenności. Według Hegla, zależy to od woli poszczególnych państw. Każde z państw może wskazać dowolny powód jako naruszenie suwerenności lub warunków traktatu. Co więcej, problem ten nie dotyczy tylko rzeczywistego naruszenia praw jako przyczyny konfliktu, ale także wydumanego naruszenia interpretowanego jako grożące ze strony innego państwa niebezpieczeństwa. Ponieważ wola państwa jest w swej treści interpretowana zgodnie z jego dobrem, Hegel używa również terminu „określony interes”, zatem interes ten staje się najwyższym prawem we wzajemnych stosunkach państw.

Hegel wskazał na przemijający charakter wojny wynikający z tego, że mimo jej trwania, państwa uznają się nawzajem. Wojna, która jest stanem bezprawia, przemocy i przypadkowości, nie wyklucza związku między państwami w okresie wojny. Tym samym wojna zawiera w sobie pewne elementy prawa międzynarodowego, w tym zachowania możliwości zawarcia pokoju. Dlatego uznaje się nietykalność posłów, nie prowadzi wojny przeciwko wewnętrznym instytucjom państwa, życiu rodzinnemu i osobom prywatnym. W związku z tym, według Hegla, państwo w polityce zagranicznej kieruje się indywidualnym rachunkiem. Jego stosunek do innych państw zależy do zakresu władzy panującego, któremu przysługuje bezpośrednie i wyłączne prawo wydawania rozkazów siłom zbrojnym, utrzymywania stosunków z innymi państwami, wypowiadania wojny bądź zawierania pokoju. Władca nie ma jednak lub nie powinien mieć możliwości tak wielkich do wprowadzenia kraju w stan wojny. Dla Hegla ważna jest pozycja parlamentu, ale nie jest ona dostateczną gwarancją uniknięcia wojny. Parlament, będąc reprezentantem narodu, jest bowiem bardziej skłonny do entuzjazmu i bardziej podatny na emocje niż rządzący. Dopiero po spadku emocji przychodzi czas na refleksje i uznanie, że wojna jest bezcelowa[30], a co gorsza, przynosi konsekwencje w postaci uchylenia praw politycznych[31].

Karol Marks (1818–1883) wprowadził do zagadnienia wojny kilka ważnych kategorii z punktu widzenia socjologii i stosunków międzynarodowych. Ostatecznie wszystkie dziejowe konflikty pochodzą, według niego, ze sprzeczności między siłami wytwórczymi a formą stosunków między ludźmi. Przyczyna tej kolizji nie musi mieć charakteru wewnętrznego. Przez konkurencję, która jest skutkiem rozszerzenia stosunków międzynarodowych, bardziej rozwinięte pod względem przemysłowym kraje mogą w krajach mniej rozwiniętych doprowadzić do podobnych sprzeczności. W konsekwencji, analizując konflikty międzynarodowe[32], Marks postrzega koncentrację kapitału jako konieczną przesłankę jego istnienia.

Realizm polityczny jest uważany za najbardziej wpływową orientację teoretyczną. Realistyczny paradygmat rozwija się na podstawie roli suwerenności państwa oraz jej konsekwencji, jaką jest międzynarodowa anarchia. Przedmiotem analizy realistów nie jest to, czy wojna albo konflikt jest, ale analiza państwa, które albo stale przygotowuje się do wojny, albo w niej uczestniczy, albo likwiduje skutki wojny[33]. Według realistów, wojna i konflikty są częścią systemu i należy jedynie to przyjąć za punkt wyjścia. Przy tym, decydując się na podjęcie rozwiązań siłowych w realizacji swojej polityki zagranicznej, państwa zachowują się racjonalnie, tzn. wybierają dla siebie określone, najkorzystniejsze zachowanie. Państwa dążą do zapewnienia sobie bezpieczeństwa, kalkulują siłę własną w stosunku do siły innych państw. W centrum zainteresowania państwa leży interes narodowy, potęga, suwerenność, strategia militarna. Celem państwa jest dążenie do osiągnięcia potęgi, od której zależy jego miejsce w systemie. Realiści abstrahują od istnienia dobrych i złych państw i nie traktują tych rozważań w takich kategoriach, ponieważ nie odgrywają tu znaczenia aspekty moralnej oceny. Pole rywalizacji państw jest wyznaczane przez zasadę równowagi sił, dlatego żadne z państw nie będzie godziło się na osiągnięcie przewagi nad przeciwnikiem. Naczelnym celem państwa jest osiągnięcie największej siły, która stanowi warunek wstępny dla realizacji innych celów oraz punkt odniesienia do podejmowania działań i decyzji.

Zgodnie z chronologią, początek nurtowi realizmu w stosunkach międzynarodowych dała książka Edwarda Carra (1892–1982) The Twenty Years’ Crisis. Jej autor uważał, że obiektywne przyczyny, które rządzą polityką, mają swoje korzenie w naturze ludzkiej. Światem rządzą silniejsi, natomiast słabsi powinni zaakceptować te zasady, w przeciwnym razie możni tego świata zmuszą ich do tego. Według Carra, istnieje podwójna moralność, jedna decyduje o zachowaniu ludzi w ich życiu prywatnym, a druga, gdy muszą podejmować decyzje jako przywódcy państw. W tym wypadku moralność powinna być w pełni podporządkowana polityce zgodnie z zasadą, że dobre jest to, co jest skuteczne. Celem działania państw staje się właściwe zastosowanie siły, której kumulacja jest naturalnym procesem. W związku z tym za główną przyczynę wojen, podobnie jak Max Weber, Carr uznał ambicje przywódców[34], stąd wojna jest stanem naturalnym, a pokój jedynie przerwą w okresie trwania konfliktu zbrojnego, który stanowi kulminację wiecznej rywalizacji. Kolejny reprezentant tego nurtu, Reinhold Niebuhr (1892–1971), uważał, że człowiek żyje w stałym poczuciu braku bezpieczeństwa, a rozwój gatunku ludzkiego odbywa się na zasadzie ciągłej walki między „dziećmi światła” i „dziećmi ciemności”. Ci pierwsi działają tak, że podporządkowują swój interes dobru wspólnemu. Natomiast „dzieci ciemności” zabiegają tylko o korzyści dla siebie i ich własne dobro jest wyznacznikiem tego, jak mają postępować inni – ich dziełem są wszelkiego rodzaju reżimy totalitarne. Klasyk kierunku, Hans Morgenthau (1904–1980), uporządkował poglądy i określił szkołę opierającą się na sześciu podstawowych zasadach: (1) Polityką rządzą obiektywne prawa, które mają swoją podstawę w naturze człowieka. Prawa te są niezmienne i towarzyszą człowiekowi od starożytności, i nie można ich zmienić. (2) Motywy i ideologiczne wybory nie są kryteriami oceny działania w sferze polityki. Polityka jest autonomiczną dziedziną nauki, dla której punktem odniesienia są interesy definiowane, w tym również w kategoriach siły. (3) Interes państwa ulega ciągłej zmianie w zależności od kontekstu politycznego i kulturowego. Dlatego powinien być stale monitorowany i badany. W podobny sposób zmieniają się źródła siły, którą tworzą nie tylko przemoc fizyczna, ale również relacje między sprawującymi władzę. Siły i jej emanacji nie da się w sposób prosty sklasyfikować. Decydują takie czynniki wymierne, jak siła militarna, ludność czy siła ekonomiczna, ale i subiektywne, jak pozycja lidera czy charakter narodowy. (4) W funkcjonowaniu państwa występują napięcia między zasadami moralnymi a wymogami sukcesu akcji politycznej. Uniwersalne zasady moralne powinny być odczytywane w konkretnych okolicznościach, a nie stosowane bezpośrednio. Etyka polityki rządzi się innymi prawami. Jednostka ma prawo do poświecenia się w imię wyższych zasad, ale przywódca polityczny musi kierować się interesem państwa. (5) Państwa przedstawiają swoje aspiracje, cele i działania w taki sposób, aby wykazać związek z uniwersalnymi zasadami moralnymi, nawet jeżeli nie są one tożsame. (6) Realizm polityczny wobec przyjęcia autonomicznej sfery polityki i odrębności praw różni się od innych szkół stosunków międzynarodowych, głównie w kwestii wpływów polityki na siłę państwa[35].

W konsekwencji tych założeń powstało określone wyobrażenie o wojnie: państwo jest gotowe, jeżeli tylko może i musi użyć siły, dla realizacji własnej wizji bezpieczeństwa. Trudno określić według tej szkoły znaczenie aktorów niepaństwowych. W ujęciu realistycznym w wojnie mogą uczestniczyć tylko aktorzy państwowi, przez co realizm klasyczny ma trudności z wyjaśnieniem, na przykład, wojny z terroryzmem. Zdaniem realistów, na politykę zagraniczną państwa wpływa wielkość posiadanej siły, mierzonej stosunkiem do siły innych państw oraz miejsca zajmowanego w strukturze systemu międzynarodowego. W momencie rozpoczęcia działań wojennych państwa poszukują koalicjantów, aby dokonać międzynarodowej legitymizacji swojego działania. Dzieje się tak zwłaszcza, gdy zagrożeniem są działania terrorystyczne i rozpowszechnianie broni jądrowej[36].

Dla rozwoju teorii stosunków międzynarodowych ważne znaczenie miał behawioryzm, który powstał w latach 50. w Stanach Zjednoczonych. W nurcie tym podkreślono, że decydenci są poddani oddziaływaniom różnych bodźców, które wpływają na ich zachowanie. Behawioryści dążyli do odkrycia praw w stosunkach międzynarodowych przez poszukiwanie regularności i przyczynowych zależności.

Behawioryści budowali za pomocą matematyki i techniki komputerowej formalne modele deterministyczne, które odzwierciedlały system międzynarodowy. Najbardziej znany jest model wyścigu zbrojeń Lewisa Richardsona z 1919 r., spopularyzowany przez Anatola Rapoporta. Model ten zakładał, że wydatki na zbrojenia są ściśle powiązane z wydatkami sąsiada. W pewnych sytuacjach wydatki te mogą się zwiększyć lub zmniejszyć i dochodzi wówczas do wyścigu zbrojeń lub rozbrojenia. Autorzy stosujący podejście behawiorystyczne uznawali, że konflikt jest rzeczą naturalną, dlatego nie należy mu zapobiegać, lecz dążyć jedynie do stanu, aby konflikt nie przerodził się w formę destrukcyjną[37]. Za warunki konieczne do rozpoczęcia wojny uznawano agresywne działania ludzi zmierzające do zdobycia władzy i terytorium, dostępność środków transportu, scentralizowanie decyzji oraz wiarygodne uzasadnienie. Wyróżniono jednocześnie cztery podstawowe wskaźniki określające istnienie stanu wojny: surowość (mierzona liczbą zabitych żołnierzy), częstotliwość (mierzona zabiciem 1000 żołnierzy), rozmiary (mierzone w miesiącach trwania walk) oraz intensywność (mierzona liczbą poległych żołnierzy w miesiącu). Zauważono, że położenie geograficzne i siła państwa, w tym wydatki wojskowe, są istotne dla częstotliwości występowania wojen. Czynniki etniczne jako przyczyna występowania konfliktów nie mają żadnego znaczenia. Podkreślano, że w państwach, które są w sojuszu, występuje większa tendencja do prowokowania wojen, podobnie jak i większe jest prawdopodobieństwo wojny, kiedy inicjatorem sporu staje się słabsze państwo. Co zaskakujące w wynikach badań, prawdopodobieństwo wybuchu wojny między partnerami handlowymi jest większe niż między państwami, które nie utrzymują kontaktów handlowych. Podobna liczba ludności państw zmniejsza prawdopodobieństwo wybuchu wojny, natomiast tego samego nie można stwierdzić, jeśli chodzi o czynnik obszaru; podobna wielkość terytorium zwiększa prawdopodobieństwo wybuchu konfliktu[38].

W nurcie realizmu geopolitycznego utrzymuje się praca Bruce’a Bueno de Mesquity, który badał wojny z punktu widzenia oczekiwanej korzyści. Zauważył, że w 65 na 76 przypadków w latach 1816–1980 istniała zależność względem oczekiwanych zysków. Gdy oczekiwane straty jednego państwa przewyższają potencjalne zyski innego państwa, istnieje duże prawdopodobieństwo przeprowadzenia negocjacji. Według Bueno de Mesquita, mocarstwa mogą uczestniczyć w wojnach o mniejszym znaczeniu – ważne są przewidywania odnośnie do zachowania państw trzecich oraz to, że wojny między sojusznikami są częstsze niż między wrogami[39].

Wydarzenia lat 70. i 80. XX w. wydawały się potwierdzać słuszność tez realistów. Państwa samodzielnie decydowały o swej polityce, trwał wyścig zbrojeń, a w polityce światowej była stosowana siła. Nurt określany jako neorealistyczny zaczął święcić sukcesy. Najpełniej przestawił to Kenneth Waltz w teorii realizmu strukturalnego. Według realistów strukturalnych, system jest czymś więcej niż sumą części. Składa się on z dwóch oddziałujących na siebie czynników: na jednym poziomie jest struktura, a na drugim jej elementy, czyli państwa. Struktura systemu międzynarodowego jest wynikiem współistnienia państw, a nie ich świadomego działania. Sprawia to zarazem, że państwa nie są jedynie luźnym zbiorem elementów. Znając strukturę systemu międzynarodowego, możemy przewidzieć zachowanie poszczególnych aktorów. Państwa, które są funkcjonalnie do siebie podobne, różnią się miejscem zajmowanym w hierarchii utworzonej według kryterium posiadanej siły. Podział państw na duże, średnie i małe decyduje, że jedne państwa są hegemonami, a inne dążą do zachowania równowagi sił, a jeszcze inne przyłączają się do silniejszego. To struktura systemu zmusza państwa podobnie jak ludzi do walki o przetrwanie.

Waltz zauważył, że przemoc nie jest cechą stosunków międzynarodowych, a walka o władzę wewnątrz państw bywa bardziej krwawa niż walka między państwami. Różnica między stosunkami wewnętrznymi i międzynarodowymi nie dotyczy więc użycia siły, lecz sposobów przeciwdziałania jej[40]. Klasyczni realiści uważali, że z punktu widzenia stabilizacji systemu i zapewnienia pokoju wielobiegunowość jest korzystniejsza niż dwubiegunowość. Realiści strukturalni natomiast uznali pokój po II wojnie światowej za wynik dwubiegunowego podziału świata oraz równomiernego rozkładu sił między poszczególnymi blokami w systemie dwubiegunowym, co sprawia, że są one trudniejsze do podbicia. W systemie wielobiegunowym ten sam obszar jest podzielony na mniejsze części, które są łatwiejsze do podbicia wojskowego. Podobne znaczenie ma rozpowszechnienie broni nuklearnej. Wiarygodność nuklearnego odstraszania zależy od wielkości obszaru, na którym została rozmieszczona broń w systemie wielobiegunowym. Liczba kombinacji potencjalnych par konfliktu jest większa, przez co większa staje się możliwość wybuchu sporu, który może dać początek wojnie. W systemie dwubiegunowym główna oś konfliktu przebiega między liderami poszczególnych bloków. Ponadto w systemie dwubiegunowym podtrzymywanie równowagi sił odbywa się przez środki wewnętrzne, czyli zwiększanie potencjału sił zbrojnych. W systemie wielobiegunowym istnieje natomiast równoważenie zewnętrzne polegające na tworzeniu sojuszy wojskowych. Również pomyłka, czyli przypadkowe wmanewrowanie w konflikt, jest bardziej prawdopodobne w świecie wielobiegunowym niż dwubiegunowym, ponieważ skomplikowany system może tworzyć tak wiele kombinacji, że jest w nim miejsce na błąd. Wreszcie w systemie wielobiegunowym nie można być pewnym, kto jest sojusznikiem, a kto przeciwnikiem, trudno określić, skąd może pochodzić zagrożenie. W systemie dwubiegunowym natomiast zdajemy sobie sprawę z potencjałów i możliwych koalicji. W okresie zimnej wojny występował system dwubiegunowy, co oznaczało, że potencjał był skupiony w dwóch państwach-liderach: ZSRR i USA. Z chwilą rozpadu Związku Radzieckiego nastąpił kres świata dwubiegunowego na rzecz jednobiegunowości. Oznacza to, że siła jednego państwa jest tak duża, że nie może być zrównoważona przez siły innych państw. Zarazem nie jest ona jednak tak duża, aby państwo to mogło stworzyć globalne imperium. Gdyby równoważenie było możliwe, system jednobiegunowy przekształciłby się wkrótce w system wielobiegunowy[41].

Równie ciekawa jest koncepcja wojny i funkcjonowania potęgi w neorealizmie Johna Mearsheimera[42]. Według niego, strukturę systemu międzynarodowego określają dwa czynniki: liczba biegunów i rozkład siły między nimi. Jeżeli wystąpi różnica potencjałów między dwoma najsilniejszymi państwami w systemie, to może się wyłonić hegemon. System, w którym wyłania się hegemon, nie jest systemem niezrównoważonym. W konsekwencji możemy z punktu widzenia liczby biegunów i potencjału siły wyróżnić cztery formy systemu: niezrównoważony system dwubiegunowy, zrównoważony system dwubiegunowy, niezrównoważony system wielobiegunowy i zrównoważony system wielobiegunowy. Pierwszy z nich jest systemem teoretycznym i nie będzie istniał zbyt długo. W takim systemie państwo słabsze nie jest zrównoważone pod względem siły i szybko powinno zostać podbite. Najstabilniejszy jest system drugi – zrównoważony system dwubiegunowy, kiedy istnieją dwa bieguny – ponieważ mamy do czynienia z dużymi możliwościami kombinacji konfliktu między mocarstwami. Także ocena – ryzyko pomyłki w ocenie potencjału przeciwnika – jest mniejsze, a od tego również zależy wybuch konfliktu. Zrównoważony system wielobiegunowy jest najstabilniejszy, gdy różnice między dwoma najsilniejszymi państwami w systemie nie są zbyt duże.

Mearsheimer utrzymuje, że możliwość wystąpienia konfliktu w systemie wielobiegunowym jest duża. Państwo najsilniejsze może chcieć pokonać przeciwnika, dokonując błędnej oceny jego sił. Może również pojawić się potencjalny hegemon, który będzie chciał narzucić innym państwom swoją władzę. Wojna jest jednak możliwa, ponieważ nadal stanowi użyteczny środek do poprawy pozycji państwa w stosunkach międzynarodowych.

Według realistów ofensywnych i defensywnych, istnieją pewne różnice w postrzeganiu konfliktu i możliwości zachowania pokoju. Realiści ofensywni uważają, że siła jest konieczna do zachowania państw, natomiast realiści defensywni widzą w konieczności równowagi sił sposób na zachowanie miejsca w systemie. Realizm defensywny zakłada, że system międzynarodowy stwarza zachętę do zachowania umiarkowanego, przewidywalnego sobie bezpieczeństwa i że państwa będą dążyć do utrzymania równowagi sił, ale nie do osiągnięcia jak największej potęgi.

Realizm defensywny przyjmuje, że zasadniczym celem państw jest przetrwanie, a nie dążenie do potęgi, a państwa dążą do zachowania bezpieczeństwa za pomocą równowagi sił. Realizm ofensywny uznaje z kolei, że dążąc do zapewnienia sobie bezpieczeństwa, państwa działają na rzecz maksymalizacji siły relatywnej.

Cele i preferencje państw nie muszą być konfliktowe, nie należy zatem przyjmować w stosunku do innych państw scenariusza najgorszego odnośnie do ich działania. Koszty wojen przekraczają zazwyczaj korzyści i, zdaniem realistów defensywnych, państwa kierują się raczej obawą niż wizją potencjalnych zysków. Zarówno brak siły, jak i jej nadmiar jest niekorzystny. Konflikt stanowi wynik procesu interaktywnego, a nie oceny różnicy celów. Dla realistów defensywnych możliwość współpracy zależy od konkretnych sytuacji.

Neorealiści utrzymują, iż istnienie broni nuklearnej ma decydujące znaczenie dla zachowania stabilności. Broń ta ma specyficzne cechy, które zasadniczo zmieniły charakter stosunków międzynarodowych, i sprawiła, że zwycięstwo w wojnie jest niemożliwe. Koszty wojny stały się w rzeczywistości podwyższone, natomiast zyski z militarnych podbojów w sposób zasadniczy zredukowane. Koszty, o których mowa, oczywiście nie są kosztami jako takimi, lecz wynikają z potencjalnych szkód, jakie ta broń może wyrządzić. Możliwość posłużenia się bronią jądrową jest większa w odniesieniu do państwa, które pada ofiarą agresji, niż w odniesieniu do agresora. Broń jądrowa zmienia stosunek między możliwościami ekonomicznymi państwa a jego siłą militarną. Zachowanie zdolności do nuklearnej odpowiedzi zwiększa wiarygodność obrony bez zaangażowania proporcjonalnie wysokich nakładów finansowych, przez co relacje między możliwościami ekonomicznymi a militarnymi państwa nie są ściśle wprost proporcjonalne. Poszerzona zostaje przestrzeń dla ekonomicznej konkurencji, a państwa opowiadające się za status quo mogą się skoncentrować na ekonomii zamiast na rozwoju sił zbrojnych[43]. Osiągnięcie tych samych zdolności obronnych za pomocą broni nuklearnej jest znacznie tańsze niż za pomocą broni konwencjonalnej, co oznacza, że jest ona efektywna w kategoriach kosztów finansowych. Broń nuklearna zmniejsza ryzyko nieporozumień w ocenie możliwości militarnych innych państw nuklearnych, ponieważ jest siłą jakościowo różną od broni konwencjonalnej. Neorealiści jednak są w większości przeciwni rozpowszechnieniu bomby jądrowej, ponieważ systemy mogą zawieść. Jako że odstraszanie nieraz zawodzi, potrzebna jest cywilna kontrola nad armią, a w niektórych państwach posiadających lub dążących do posiadania broni nuklearnych taka kontrola jest iluzoryczna.

Wiele podobieństw, szczególnie z realizmem neoklasycznym, znajdujemy u Roberta Gilpina[44]. Postrzegał on system międzynarodowy nie w kategoriach anarchii, lecz jako system hegemonicznie zarządzany. Gilpin utrzymuje, że hegemon odgrywa zasadniczą rolę w utrzymaniu pokoju. Może on być tolerancyjny, kiedy dostarcza dobra wspólnego i pozwala na korzystanie z niego wszystkim. Może też być represyjny, kiedy używa siły do egzekwowania od innych państw rekompensaty za ponoszone koszty. Dominacja jednego państwa pozwala ustanowić w miarę stabilny system międzynarodowy, jednak państwo mniejsze może na tym skorzystać relatywnie więcej niż państwo, które go ustanowiło, ponieważ to pierwsze nie ponosi kosztów jego utrzymania. W ten sposób państwa mniejsze mogą eksploatować duże. Gilpin, mówiąc o strukturze systemu międzynarodowego, wyróżnia jego trzy rodzaje: hegemonistyczny, dwubiegunowy – gdzie potęgi regulują swoje wpływy między sobą, oraz równowagi sił. Zmiana systemu rozpoczyna się od wystąpienia nierównowagi w potencjałach. Za punkt wyjścia bierze się analizy korzyści i kosztów prowadzenia polityki alternatywnej w systemie. Początkowo system jest stabilny i znajduje się w stanie równowagi. Następnie na skutek wzrostu zróżnicowania poszczególnych państw dochodzi do redystrybucji sił w systemie. W wyniku nowego układu sił powstaje stan nierównowagi i rozwiązanie kryzysu może nastąpić przez terytorialną, polityczną bądź ekonomiczną ekspansję, do której dochodzi, kiedy korzyści ze zmiany przekroczą koszty jej przeprowadzenia. W rezultacie tworzy się nowa równowaga, która odzwierciedla nowy układ sił, i system wraca do punktu wyjścia.

Teoria hegemonicznej stabilności została wprowadzona przez Roberta Keohane’a jako alternatywa dla poglądów wyrażonych przez Gilpina. Państwa hegemoniczne dążą do umocnienia porządku międzynarodowego do czasu, gdy państwo niezadowolone osiągnie zdolności, które pozwolą mu zakwestionować hegemonię i zmienić status quo. Do konfliktu dochodzi wówczas, gdy hegemon uważa, że jest w stanie utrzymać swą pozycję, a pretendent, że jest w stanie ją odrzucić[45].

Kolejny zasadniczy nurt w stosunkach międzynarodowych to liberalizm. Zwolennicy tego nurtu dostrzegali istnienie międzynarodowej anarchii, która jednak nie musiała nieuchronnie prowadzić do wojen i konfliktów. Liberałowie zdawali sobie sprawę, że sprawiedliwego świata nie da się wprowadzić natychmiast, ale byli przekonani, że można wprowadzić harmonię.

Po I wojnie światowej liberałowie wyciągnęli wniosek, że przyczyną wojen jest niedemokratyczny charakter polityki międzynarodowej, zwłaszcza polityki zagranicznej. Byli przekonani, że pokój nie jest stanem naturalnym i może zostać zapewniony w wyniku świadomego działania człowieka przez otwarte na opinię publiczną rządy i organizację międzynarodową, która będzie regulować stosunki między państwami i nadzorować przestrzeganie prawa międzynarodowego. Główny przedstawiciel liberalizmu, określanego tu jako idealizm, prezydent USA Woodrow Wilson wierzył w misję Stanów Zjednoczonych zbudowania doskonałego świata. Jego zdaniem, stosunki międzynarodowe stałyby się bardziej pokojowe, gdyby upodobniły się do stosunków wewnątrzpaństwowych. W swych 14 punktach określających wizję ładu powojennego odwołał się on do wizji Kanta, który podkreślał, iż koniecznym elementem porządku światowego jest utworzenie organizacji, która zagwarantuje ład, ale jednocześnie nie naruszy niezależności politycznej wszystkich państw.

Koncepcja idealistów mimo zawieruchy II wojny światowej nie straciła na znaczeniu, czego przykładem byli federaliści. Federacyjna koncepcja integracji europejskiej legła u podstaw Unii Europejskiej. Jean Monnet (1888–1979), Altiero Spinelli (1907–1986), Paul-Henri Spaak (1899–1972) oraz Walter Hallstein (1901–1982), wyciągając naukę z wojny, uznali, że państwa narodowe przyczyniły się do jej wybuchu. Federacja Europejska powinna zatem być wspólnotą polityczną, która sprawuje efektywne rządy nad środkami przemocy, decyduje o zasobach i jest przedmiotem identyfikacji dla większości mieszkańców kontynentu.

Dla liberałów ostatecznym celem państw jest dobrobyt i pomyślność społeczeństwa, w związku z tym decydujące znaczenie ma gospodarka i kwestie społeczne. Inaczej niż realiści, u których zainteresowanie wojną i pokojem było najważniejsze, to liberałowie uznali wojnę za nieekonomiczną, gdyż generuje długi i straty w przemyśle, ogranicza handel i przyczynia się do zmniejszenia liczby ludności[46]. Teorie demokratycznego liberalizmu, zakładając, że demokracje nie prowadzą ze sobą wojen, tym samym różnią się od realizmu, który uznaje, że państwa w relacjach między sobą kierują się własnym interesem i ich wewnętrzny ustrój nie ma znaczenia. W związku z tym wojny prowadzone przez państwa demokratyczne i niedemokratyczne są podobne w swej formie. W nurcie tym wysuwa się dwa rodzaje argumentów przeciwko wojnie między demokracjami: instytucjonalny i normatywny.

Argument instytucjonalny wynika z pierwszego warunku trwałego pokoju Kanta, według którego ustrój w każdym państwie powinien być republikański, tzn. zapewniający wolność. W ustroju takim obywatel, nie chcąc narażać życia i ponosić kosztów, zajmuje stanowisko niechętne wojnie. Instytucje demokratyczne, system kontroli i równowagi między władzą wykonawczą, ustawodawczą i sądowniczą, polityczny pluralizm oraz istnienie opinii publicznej, z którą władza musi się liczyć, wpływają ograniczająco na wojownicze działania rządów[47].

Argument normatywny wynika z drugiego warunku trwałego pokoju Kanta, jakim jest stworzenie państw demokratycznych, które mają tendencję do zachowań pokojowych, pozytywnie postrzegają inne demokracje, a w sytuacjach kryzysowych opowiadają się za utrzymaniem pokoju i negocjacjami[48]. Sytuacja wewnętrzna może jednak skłonić władze i elity polityczne do zainicjowania wojny, na przykład, w celu zwiększenia spoistości społeczeństwa lub wzmocnienia własnej pozycji. Przywódcy mogą lekceważyć koszty wojny, ponieważ różne uprzedzenia prowadzą do takiej kalkulacji. Mogą też czerpać osobiste korzyści z wojny. Ponadto przywódcy mogą opowiedzieć się za wojną wskutek kalkulacji ryzyka i kosztów wojny. Takie argumenty również dominowały w teorii demokratycznego pokoju, jak określano amerykańską politykę zagraniczną. Jednym z jej filarów jest promocja demokracji na świecie, widziana jako instrument służący zapewnieniu pokoju.

Liberałowie zajmujący się problemami wojny uważają, że negatywny wpływ anarchii międzynarodowej i wynikający z niej system równowagi sił może zostać ograniczony przez system bezpieczeństwa zbiorowego. Istotne różnice między liberalną ideą bezpieczeństwa zbiorowego a realistyczną koncepcją zbiorowej obrony dotyczą pochodzenia zagrożenia, zasięgu systemu, instytucjonalizacji oraz pełnionych funkcji. W systemie zbiorowej obrony zagrożenie pochodzi z zewnątrz systemu, podczas gdy w systemie bezpieczeństwa zbiorowego zagrożenie pochodzi z wewnątrz systemu, ze strony państw należących do systemu[49]. W systemie bezpieczeństwa zbiorowego trudno zatem określić sojuszników czy wrogów. Przyjmuje się, że system bezpieczeństwa zbiorowego powinien obejmować wszystkie istotne państwa na poziomie globalnym i regionalnym (inkluzywność). W systemie zbiorowej obrony członkostwo jest z założenia ograniczone (ekskluzywne).

Ważny nurt w teorii stosunków międzynarodowych, w którym można znaleźć koncepcje wyraźnie określające zasady wojny i konfliktów, tworzą globaliści. Wśród tych koncepcji do znanych należą te, które uzasadniają potrzebę rozładowania napiętej sytuacji wewnętrznej państw europejskich i skierowania jej w kierunku zewnętrznym. John Hobson (1858–1940) uważał, że nadmiernie zgromadzony kapitał zmusza państwa do wykorzystania ich potencjału w postaci inwestycji i ekspansji w Trzecim Świecie w celu poszukiwaniu rynku zbytu dla wyrobów własnego przemysłu. Imperializm prowadzi w ten sposób do wojny, ponieważ elity wymuszają na państwach wzrost wydatków wojskowych w celu ochrony zagranicznych inwestycji. Państwo, realizując idee klas posiadających, przeznacza nadwyżki uzyskane z podatków na cele wojskowe, co uderza w warstwy nieposiadające. Hobson uważa, że gdyby państwo inaczej dokonywało redystrybucji dóbr, zniknęłyby nadwyżki kapitału i nie byłyby one kierowane na cele imperialne, ale wykorzystane na cele społeczne. W ten sposób zniknęłaby potrzeba rywalizowania o rynki zagraniczne, a tym samym przyczyny imperializmu i samych wojen[50]. Hobson w wymiarze ekonomicznym zaliczał się do liberałów, ponieważ wierzył w możliwość kapitalizmu do reformowania, uważając, że ingerencja samego państwa zmusi grupę kapitalistów do ograniczenia tendencji imperialistycznych.

Wśród autorów marksistowskich najpełniejszą analizę systemu imperialnego przeprowadził Włodzimierz I. Uljanow – Lenin (1870–1924), który rozwinął myśl Hobsona na temat imperializmu w kierunku walki klas. Według niego, koncentracja kapitału prowadzi w konsekwencji w wymiarze wewnętrznym do wyzysku i podporządkowania mniejszych przedsiębiorstw, natomiast w wymiarze zewnętrznym wymusza walkę o rynki z grupami finansowymi innych państw. Walka ta przeradza się bardzo często w walkę zbrojną. Imperializm stanowi najwyższą formę kapitalizmu, którego cechą jest zastąpienie kapitalizmu wolnorynkowego kapitalizmem monopolistycznym, w którym wielkie przedsiębiorstwa podzieliły się wpływami na świecie[51].

Do nurtu globalizmu można również zakwalifikować Josepha Schumpetera (1883–1950), który uznał kapitalizm za formację niemającą wpływu na podejmowanie ekspansji zbrojnej. Klasa zawodowych żołnierzy, która występuje w każdym państwie, zinstytucjonalizowała działania imperialne w wewnętrznym procesie politycznym. W konsekwencji państwa mają wrodzoną skłonność do prowadzenia wojny. Schumpeter nie zgadzał się z twierdzeniem marksistów, że przyczyną imperializmu, czyli ekspansji łączonej z wojną, jest kapitalizm. Przeciwnie, kapitalizm i demokrację uznał za przeciwieństwo, które sprawia, że wojna, nawet gdy może przynieść korzyści finansowe, jest mało prawdopodobna. Nacjonalizm i militaryzm są pozostałościami po autorytaryzmie, zostały do kapitalizmu wszczepione i trwają w nim dopóki państwo funkcjonuje na dawnych zasadach. Kapitalizm angażuje całą energię ludzką na produkcji i zmianie społecznych struktur państwa. Dlatego im bardziej kapitalizm i demokracja będą się rozwijać, to tym mniej będzie imperializmu. Gdy istnieje wolny handel, a ludzie i towary mogą bez przeszkód przekraczać granice, zbrojna ekspansja zewnętrzna nie ma sensu. W rozwijających się w ten sposób państwach rośnie opozycja wobec wojny[52].

W kategoriach szkoły globalistycznej mieści się również teoria zależności Johana Galtunga. Według niego, w epoce kolonialnej państwa centrum podzieliły się peryferiami i uzależniły je od siebie. Nastąpił podział państw na te funkcjonujące w centrum i na peryferiach. Relacje między państwami w centrum a państwami na peryferiach są konfliktowe, gdyż występuje między nimi niezgodność interesów. Relacje w ramach tych państw również są konfliktowe, ale większa niezgodność interesów występuje w państwach peryferii, gdzie istnieje znaczne rozwarstwienie społeczne, a klasa rządząca ułatwia centrum eksploatację i bogaci się kosztem biednych. W państwach centrum różnice poziomu życia nie są aż tak wielkie oraz występuje zgodność interesów między elitą w państwach centrum a elitą w państwach peryferyjnych. W rezultacie centrum w państwach peryferyjnych współpracuje z własnym centrum, ale także peryferiami w państwach centrum. Występuje także znaczna niezgodność interesów między peryferiami w państwach centrum i w państwach peryferii[53]. Konflikty w takim wypadku mogą występować w dziedzinach przewagi centrum nad peryferiami, ale największe rozmiary przybierają one w chwili walki między państwami peryferiów.

Z punktu widzenia istnienia konfliktów ciekawa jest koncepcja Samuela Huntingtona (1927–2008), określana jako „zderzenie cywilizacji”[54]. Definiuje on cywilizację jako wspólnotę ukształtowaną przez historię, tradycję, język oraz samoidentyfikację. W przyszłości główna linia podziału przebiegać będzie między cywilizacjami, a wyznacza ją przynależność religijna, która jest mniej elastyczna od różnic politycznych czy ekonomicznych. Huntington wyodrębnia kilka cywilizacji, które zamieszkują kulę ziemską: zachodnią, muzułmańska, konfucjańską, japońską, hinduistyczną, ortodoksyjną, łacińsko-amerykańską i afrykańską. Do konfrontacji dochodzi przede wszystkim między cywilizacją zachodnią a muzułmańską, muzułmańską a hinduistyczną i hinduistyczną a konfucjańską. Jak wskazuje Huntington, po zakończeniu zimnej wojny można się było spodziewać nasilenia konfliktów zarówno międzynarodowych, jak i tych wewnętrznych. Miały one wybuchać, według niego, na styku cywilizacji, np. na Kaukazie czy na Bałkanach. To może jednocześnie dotyczyć również państw wielonarodowych czy wielokulturowych.

Do liberalnych koncepcji wysuwanych pod koniec zimnej wojny należy koncepcja końca Francisa Fukuyamy. Dla tego badacza koniec zimnej wojny oznaczał zakończenie ideologicznej ewolucji ludzkości oraz triumf liberalnej demokracji jako końcowej formy organizacji społeczeństwa. Zdaniem Fukuyamy, działania podejmowane w imię wielkich ideologii będą zastąpione przez chłodne kalkulacje ekonomiczne i troskę o środowisko naturalne. Świat ulegnie podziałowi na demokratyczną cześć posthistoryczną i niedemokratyczną część odwołującą się często do historii. Państwa demokratyczne będą rozwiązywały swoje konflikty na drodze pokojowych negocjacji, a liczba konfliktów zbrojnych ulegnie zmniejszeniu, ale nie eliminacji, ponieważ będzie do nich nadal dochodzić w świecie niedemokratycznym. Wojny mogą w tym znaczeniu mieć podłoże etniczne, narodowe i religijne, ale ich skala w porównaniu do wojen z przeszłości będzie zdecydowanie mniejsza od znanych wojen między mocarstwami[55]. Przesłanie Fukuyamy jest mocno perspektywiczne – spory znikną dopiero wtedy, gdy powstanie jedno państwo światowe.

Przypisy

[1] J. Szacki, Historia myśli socjologicznej, Warszawa 2007, s. 28.

[2] J. Borgosz, Problemy wojny i pokoju w filozofii starożytnej i średniowiecznej, w: Wychowanie dla pokoju, Wrocław 1983, s. 188.

[3] Ibid., s. 177.

[4] W. Tatarkiewicz, Historia filozofii. Filozofia starożytna i średniowieczna, t. 1, Warszawa 1981, s. 32.

[5] P. Kennedy, Mocarstwa świata. Narodziny. Rozkwit. Upadek. Przemiany gospodarcze i konflikty zbrojne w latach 1500–2000, Warszawa 1994, s. 15.

[6] K. Leśniak, Marek Aureliusz i jego „Rozmyślania” (posłowie), w: Marek Aureliusz, Rozmyślania, Warszawa 1984.

[7] M. Bloch, Społeczeństwo feudalne, Warszawa 2002, s. 412.

[8] E. Gilson, Duch filozofii średniowiecznej, Warszawa 1958, s. 358 i n.

[9] N. Machiavelli, Książę, Wrocław 1969, s. 69.

[10] G. Russel, Machiavelli’s Science of Statecraft: The Diplomacy and Politics of Disorder, „Diplomacy and Statecraft” 2005, t. 16, s. 85.

[11] T.J. Lukes, Martialing Machiavelli: Reassessing the Military Reflections, „Journal of Politics” listopad 2004, t. 66, nr 4, s. 1095.

[12] F.G. Whelan, Hume and Machiavelli. Political Realism and Liberal Thought, Lanham 2004, s. 199–200.

[13] Por. A. Gałganek, Historia teorii stosunków międzynarodowych, Warszawa 2009, s. 220 i n.

[14] T. Hobbes, Lewiatan, Warszawa 2009, s. 231 i n.

[15] R. Mordarski, Klasyczny racjonalizm polityczny w ujęciu Leo Straussa, Bydgoszcz 2007, s. 145.

[16] T. Hoobes, Lewiatan, Wrocław 2005.

[17] J.S. Nye jr., Konflikty międzynarodowe. Wprowadzenie do teorii i historii, Warszawa 2009, s. 234 i n.

[18] H. Grotius, O prawie wojny i pokoju. Trzy księgi, Warszawa 1957.

[19] Ibid., s. 97 i n.

[20] A. Gałganek, op.cit., s. 307.

[21] Ibid., s. 316.

[22] Ibid., s. 340.

[23] L. Ward, Locke on the Moral basis of International Relations, „American Journal of Political Science” 2006, t. 50, nr 3, s. 694.

[24] A. Gałganek, op.cit., s. 400.

[25] J. Starobinski, Jean-Jacques Rousseau. Przejrzystość i przeszkoda oraz siedem esejów o Rousseau, Warszawa 2000, s. 31–32.

[26] L. Strauss, Prawo naturalne w świetle historii, Warszawa 1969, s. 235.

[27] A. Gałganek, op.cit., s. 410.

[28] O. Höffe, Immanuel Kant, Warszawa 1995.

[29] I. Kant, Do wiecznego pokoju. Projekt filozoficzny, M. Żelazny (oprac.), Toruń 1995.

[30] M.J. Siemek, Hegel i filozofia, Warszawa 1998, s. 108 i n.

[31] A.W. Nowak, Czy możliwa jest globalna etyczność? Kultura, prawa człowieka a nowoczesny system światowy, w: Filozofia polityczna Hegla, A. Przyłebski (red.), Poznań 2007, s.124.

[32] J. Szacki, Historia myśli socjologicznej, s. 212 i n.

[33] H. Morgenthau, Politics Among Nations. The Struggle for Power and Peace, New York 1967, s. 36.

[34] M. Weber, Polityka jako zawód i powołanie, Warszawa 1987, s. 2.

[35] H. Morgenthau, op.cit., s. 4.

[36] R. Kagan, Potęga i Raj. Ameryka i Europa w nowym porządku świata, Warszawa 2003.

[37] W.C. Wohlforth, The Stability of a Unipolar World, „International security” 1999, t. 24, nr 1, s. 11–13.

[38] M.D. Wallace, The Role of Arms Races In the Escalation of Disputes into War. Some New Evidence, „Journal of Conflict Resolution” 1979, t. 23, nr 1; J.D. Singer, M. Small, Alliance Aggregation and the Onset of War 1915–1945, w: Quantitative International Politics. Insights and Evidence, J.D. Singer (red.), New York 1968; D. Garnham, Dyadic International War, 1816–1965. The role of Power Parity and Geographical Proximity, „Western Political Quarterly” 1976, t. 29, nr 2.

[39] B. Bueno de Mesquita, The War Trap, New Haven 1981.

[40] K. Waltz, Theory of International Politics, Reading 1979, s. 102.

[41] W.C. Wohlforth, The Stability of a Unipolar World, „International Security”, t. 24, 1999, nr 1, s. 29.

[42] J. Mearsheimer, The Tragedy of Great Power Politics, New York–London 2001, s. 334–337.

[43] K. Waltz, The Emerging Structure of International Politics, New York 1991, s. 52–54.

[44] R. Gilpin, War and Change In World Politics, Cambridge–New York 1981.

[45] R.O. Keohane, The Theory of Hegemonic Stability and Changes In International Economic Regimes, w: Change in International System, O.R. Holsti, R. Silverson, A. George (red.), Boulder 1980.

[46] J.S. Levy, The Causes of War. A Review of Theories and Evidence w: Behavior, Society and Nuclear War, P.E. Tetlock (red.), t. 1, New York 1969, s. 261.

[47] C. Layne, Kant or Cant. The Myth of Democratic Peace, „International Security” 1994, t. 19, nr 2, s. 9.

[48] J. Owen, How Liberalism Produces Democratic Peace, „International Security” 1994, t. 19, nr 2, s. 144.

[49] I.L. Claude, Power and International Relations, New York 1962.

[50] J.M. Hobson, The State in International Relations, Cambridge–New York 2000, s. 74–79.

[51] W.I. Lenin, Imperializm jako najwyższe stadium kapitalizmu. Szkic popularny, Warszawa 1980.

[52] M. Doyle, Empires, Ithaca 1986, s. 244.

[53] J. Staniszkis, Władza globalizacji, Warszawa 2003, s. 167 i n.

[54] S. Huntington, Zderzenie cywilizacji i nowy kształt ładu światowego, Warszawa 1997.

[55] F. Fukyama, Koniec historii, Poznań 1992.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Współczesne konflikty zbrojne Rwanda. Wojna i ludobójstwo Wojna w świecie współczesnym. Uczestnicy ‒ cele ‒ modele ‒ teorie 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Strach. Trump w Białym Domu Pokochawszy: O miłości w języku Wybieraj wystarczająco dobrze Listy niezapomniane W rodzinie ojca mego