W imieniu Rzeczypospolitej. Wymiar sprawiedliwości w Polsce w czasie II wojny światowej

W imieniu Rzeczypospolitej. Wymiar sprawiedliwości w Polsce w czasie II wojny światowej

Autorzy: Leszek Gondek

Wydawnictwo: DW PWN

Kategorie: Historia

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 300

cena od: 28.80 zł

Autor, znany badacz historii pierwszej połowy XX wieku, przedstawia działaność podziemnych sądów podległych ZWZ-AK (sądy wojskowe) oraz Delegaturze Rządu na Kraj (sądy cywilne). Przytacza również relacje z procesów prowadzonych przez sądy polowe oraz opisuje dzieje legendarnego, jawnego wymiaru sprawiedliwości istniejącego na ziemiach polskich w latach II wojny światowej. Autor wykorzystał w swej pracy wiele materiałów, niedostępnych do tej pory historykom zajmującym się tą tematyką. Książkę wzbogacają aneksy: Kodeks sądów kapturowych z maja 1940 roku oraz noty biograficzne osób związanych z podziemnym wymiarem sprawiedliwości.

Projekt okładki i stron tytułowych

Agata Muszalska

Ilustracja na okładce

Narodowe Archiwum Cyfrowe

Redaktor

Robert Gucman

Skład wersji elektronicznej na zlecenie Wydawnictwa Naukowego PWN

Marcin Kapusta / konwersja.virtualo.pl

Copyright © by Wydawnictwo Naukowe PWN SA

Warszawa 2011

eBook został przygotowany na podstawie wydania papierowego z 2011 r., (wyd. II)

Warszawa 2018

ISBN 978-83-01-20404-4

Wydawnictwo Naukowe PWN SA

02-460 Warszawa, ul. Gottlieba Daimlera 2

tel. 22 69 54 321, faks 22 69 54 288

infolinia 801 33 33 88

e-mail: pwn@pwn.com.pl; reklama@pwn.pl

www.pwn.pl

Spis treści

Wstęp

Zarys genezy, podstaw funkcjonowania oraz struktury wojskowego i cywilnego sądownictwa podziemnego

1. Wojskowe sądownictwo podziemne (ZWZ–AK)

2. Cywilne sądownictwo podziemne (Delegatura Rządu RP na Kraj)

3. Sądownictwo w innych organizacjach podziemnych

Materialne i proceduralne aspekty sądzenia i wyrokowania przez sądy podziemne

O podsądnych i wyrokach podziemnej Temidy

Komisje Sądzące (Walki Cywilnej, później Walki Podziemnej)

Zakończenie

Aneks I

Aneks II

Bibliografia

Przypisy

Wstęp

W latach osiemdziesiątych zaczęły się ukazywać na krajowym rynku czytelniczym książki, których brak w dotychczasowej historiografii najnowszych dziejów Polski był powszechnie zauważalny i odczuwalny. Nowa sytuacja to wynik zarówno zapoczątkowanych w Sierpniu 1980 r. głębokich zmian w życiu społecznym kraju, jak i dojścia do głosu nowej generacji historyków, podejmujących zmagania z mitami i stereotypami w społecznym odbiorze i interpretacji zdarzeń okupacyjnych.

Monografie „Parasola”, „Wachlarza”, Biura Informacji i Propagandy, Cichociemnych, Kedywu Okręgu Warszawa AK, prace o akcjach zbrojnych podziemnej Warszawy i losach generała Stefana Roweckiego „Grota”, książki o działalności Armii Krajowej na Śląsku, o operacji wileńskiej AK i o walkach 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK, a ostatnio sześciotomowa Polska Walcząca Jerzego Śląskiego, stanowią powszechny dowód akceptacji zasady, że jeśli historia ma wypełnić swoją misję edukacyjną wobec kolejnych pokoleń, musi być zapisem zdarzeń, jakimi one były, nie zaś jakimi chciałoby się je widzieć i propagować.

Uwłaczanie w minionych latach m.in. tej zasadzie doprowadziło do sytuacji, w której z różnych stron świata, w tym niestety także z krajów tradycyjnie nam przyjaznych, otrzymujemy dowody tendencyjnego pomijania bądź też pomniejszania polskich dokonań w latach drugiej wojny światowej.

Warto przytoczyć w tym momencie kilka charakterystycznych wypowiedzi historyków. Profesor Andrzej Grabski w referacie dotyczącym aktualnego stanu nauk historycznych zauważył m.in.: „nasza nauka historyczna jest coraz bardziej partykularna i anachroniczna. Zawężenie horyzontów badawczych, brak szerszych ujęć porównawczych, często w dążeniu do wąskiego praktycyzmu – niedorozwój badań nad historią powszechną – sprawiły, że coraz częściej jesteśmy nieobecni w świecie, w światowych dyskusjach i światowych publikacjach, które przecież dotyczą także i naszej historii. Niekiedy jesteśmy po prostu bezradni wobec obcych historiografii, które lansują poglądy na dotyczące nas sprawy, nie usiłując nawet uwzględniać naszego na nie punktu widzenia. Mam tu na myśli np. coraz częstsze próby rehabilitowania dziejowej roli Prus albo przemilczania przez literaturę historyczną, nawet w krajach nam życzliwych, naszego wkładu w drugą wojnę światową”[1].

Wśród licznych w ostatnim okresie opinii dotyczących polskiej historiografii należy zwrócić uwagę na dwie symptomatyczne wypowiedzi na łamach „Polityki”. Prof. Zbigniew Landau zauważył: „Inaczej brzmieć będzie odpowiedź na to pytanie w odniesieniu do okresu międzywojennego i okresu okupacji, a inaczej w odniesieniu do okresu Polski Ludowej. Wspólnych sądów sformułować się nie da. Istnieje możliwość prowadzenia rzetelnych badań nad okresem Drugiej Rzeczypospolitej i nad okresem wojny, choć istnieją tu nadal pewne tematy nie do podjęcia. Historia PRL generalnie jest trudno dostępna, tylko niektóre tematy można już badać. Istnieją problemy z dostępem do źródeł i do zagranicznej literatury. Istnieją inne ograniczenia”[2]. Profesor Władysław A. Serczyk skonstatował zaś: „Mamy obecnie trzy akademickie podręczniki historii Polski. Wydano bardzo przyzwoity atlas historyczny dla IV klasy. Natomiast nie mamy wyboru tekstów źródłowych do lat 1863–1945, opracowanego bardzo rzetelnie, gdzie byłby i Sławoj Składkowski i KPP, i teksty konkordatu i przedwojennych konstytucji, i przedwojenna ustawa ograniczająca autonomię uczelni i Bereza, wszechstronnie ilustrujących najnowsze dzieje Polski, nie pomijając problemów drażliwych. […] Sam opracowałem taki wybór dokumentów, przyszły jednak ingerencje zewnętrzne, z którymi nie mogłem się pogodzić i zrezygnowałem z edycji”[3].

Olgierd Terlecki natomiast na łamach „Życia Literackiego” zaprezentował – mające związek z powyższymi uwagami – przykłady osobliwego stosunku historiografii obcych do sytuacji i udziału Polski w zdarzeniach lat 1939–1945: „Przeczytałem właśnie, w numerze 2122 «Przekroju», omówienie Jerzego Roberta Nowaka, poświęcone wydanemu na Węgrzech popularnemu zarysowi historii drugiej wojny światowej, przeznaczonemu głównie dla młodszych czytelników. O kampanii polskiej roku 1939 wspomniano tu podpisem pod dwoma zdjęciami oraz jednym zdaniem tekstu, powtarzającym niemieckie kłamstwa o szarżach polskiej kawalerii z lancami i szablami na czołgi.

«Równocześnie – czytamy dalej w omówieniu – szeroko pisze się o walkach ruchów oporu w innych krajach i to nie tylko tak silnych, jak radziecki czy jugosłowiański. Całą stronę i zdjęcie poświęca się walkom partyzantów norweskich, ponad stronę francuskiemu ruchowi oporu, około strony walce Greków. Prawie dwie strony zajmują opisy zmagań czeskiego ruchu oporu, o zamachu na Heydricha wspomina się w trzech różnych miejscach. Około strony poświęca się niemieckiemu antyhitlerowskiemu ruchowi oporu, szeroką, ponadstronicową informację opisowi spisku niemieckich generałów przeciwko Hitlerowi. Polskiego ruchu oporu na kartach tej książki nie ma w ogóle. Pisze się o trwającym kilka dni powstaniu paryskim, nigdzie nie wspomina się o trwającym 63 dni powstaniu warszawskim. Jest o zniszczeniu Lidic, lecz ani słowem nie wspomina się o zniszczeniu Warszawy w latach 1944–45. Nigdy nie wymienia się Polaków, gdy mówi się o zbrodniach hitlerowskich przeciwko innym narodom. Również w zamieszczonej na końcu książki kilkustronicowej chronologii wydarzeń w ogóle nie wspomina się o jakimkolwiek przejawie walki Polaków przeciwko Niemcom po wrześniu 1939. […] Jedyną informacją chronologiczną w sprawach polskich od października 1939 po maj 1945 jest data wyzwolenia Warszawy, 17 stycznia 1945 (bez informacji kto brał udział w jej wyzwoleniu)».

Tak to nas załatwili autorzy książki. Zresztą nie sądzę, by tak totalne wymazanie Polski z dziejów drugiej wojny światowej było sprawą przypadkowego przeoczenia. Autorka, p. Klara D. Major, kierować się musiała jakimiś intencjami czy emocjami własnymi. Toteż nie zdaje się, by sprawę podobnie przykrą mogły zakończyć uwagi polskich recenzentów.

Rumuni natomiast ustalili, że w swym miesięcznym wojowaniu po stronie alianckiej armia rumuńska przeszła 1700 km od Morza Czarnego po Bremę, wyzwoliła 3800 miejscowości, w tym 53 miasta, liczyła przez cały ten okres 540 000 ludzi, a wszystko to sprawiło, że zajęła czwarte miejsce w szeregu krajów walczących z hitlerowskimi Niemcami, po Związku Radzieckim, Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii”[4].

Wspomniane na początku osiągnięcia edytorskie, będące faktem budującym, stworzą niewątpliwie już w bliskiej przyszłości wystarczająco obszerny i przekonujący zasób informacji o polskich losach i dokonaniach w latach 1939–1945. Będzie to zbiór argumentów, stanowiących przeciwwagę wobec ujawnionych wewnętrznych i zewnętrznych aberracji historiograficznych.

Funkcjonowanie każdej struktury polskiego państwa podziemnego było w swojej istocie przejawem czynnej walki z wrogiem, nie zaś jedynie organizowaniem doraźnych form egzystencji społeczeństwa w celu biernego przetrwania lat wojny i okupacji[5]. Elementami walki czynnej podejmowanej przez polską konspirację były: istnienie podziemnego wymiaru sprawiedliwości, jednocześnie skuteczny nadzór nad pozostającym pod zarządem okupanta polskim sądownictwem jawnym, jak również imponująco przebiegające w trudnych warunkach okupacyjnych prace legislacyjne, uwzględniające zarówno potrzeby wojenne, jak i wymogi przyszłego okresu pokojowego.

Publiczna prezentacja tych zjawisk – chociażby z przyczyn zasygnalizowanych powyżej – jest nakazem chwili. Postanowiliśmy więc w miarę możliwości wypełnić jedną z powszechnie dostrzeganych luk w obrazie polskich dziejów najnowszych, podejmując próbę opracowania zarysu historii podziemnej Temidy – polskiego podziemnego wymiaru sprawiedliwości w latach ostatniej wojny i okupacji.

W roku 1939 w wyniku zbrojnej napaści Niemiec hitlerowskich i dokonanego następnie podziału zaanektowanych ziem Polska utraciła suwerenny byt państwowy. Nie nastąpiło jednakże całkowite unicestwienie systemu polskiej państwowości, ta bowiem istniała nadal i funkcjonowała zarówno na emigracji w formie legalnych prac i czynności Rządu RP powszechnie uznawanego przez aliantów, jak i w kraju w postaci jego emanacji – państwa podziemnego z wszelkimi atrybutami władzy.

Polskie państwo podziemne wyłoniło się jako twór unikatowy w podziemnej Europie, a powstało w wyniku konieczności realizacji trzech ówcześnie zasadniczych zadań narodu: odtworzenia sił zbrojnych, powrotu do funkcjonowania mechanizmów politycznych i reaktywowania własnej administracji, słowem – z potrzeby ujęcia całokształtu życia społeczeństwa w określone ramy strukturalne, na podstawie polskich formuł prawnych.

W Polsce, odmiennie niż w innych okupowanych krajach europejskich, gdzie zachowano w różnym stopniu dawne struktury państwowe, najeźdźca w ramach totalnych działań eksterminacyjnych zniszczył wszelkie przesłanki organizacji suwerennego bytu narodu. Wyłoniła się więc potrzeba odtworzenia struktur państwowych, która w bardzo krótkim okresie zmaterializowała się w realnym państwie podziemnym, faktycznie organizującym całokształt życia w Polsce. Powszechność i masowość oporu, aktywność polityczna i wojskowa ujęta w odpowiednie ramy strukturalne, podziemny parlament, administracja i wymiar sprawiedliwości, tajna, ale i powszechna edukacja na różnych szczeblach, rozbudowana poligrafia, zorganizowane życie kulturalne – wszystko to wypełniało realną treścią europejski fenomen określony jako polskie państwo podziemne. Twór ten – zrealizowana w warunkach okupacyjnego terroru oryginalnie polska formuła państwowa – stanowi niezaprzeczalny, historyczny sukces polskiego społeczeństwa[6].

Organizowało ono w warunkach konspiracyjnych i kontrolowało życie narodu, z upływem lat coraz pełniej i skuteczniej. Nie było więc w najnowszych dziejach Polski, począwszy od odzyskania niepodległości w 1918 r., zarówno formalnoprawnej, jak i faktycznej przerwy w funkcjonowaniu struktur państwowych. Zmieniały się jedynie nurty polityczne i formuły ideologiczne wpływające na formę i zakres działania polskiego aparatu państwowego, który trwał w swej ciągłości niezmiennie przez lat kilkadziesiąt. Jawnie i z pełną mocą kompetencyjną lub w warunkach konspiracyjnych z ograniczonym zakresem prerogatyw formalnych i możliwości wykonawczych, polski aparat państwowy funkcjonował i organizował życie narodu.

Podkreślamy ten fakt szczególnie mocno, piśmiennictwo krajowe bowiem nie zaprezentowało dotąd w należyty sposób europejskiego fenomenu ustrojowego, jakim było w latach 1939–1944 polskie państwo podziemne, z całą złożonością jego struktury i dużą skutecznością działania.

Żaden naród mający instynkt przetrwania nie może w systemie powszechnej edukacji pokoleń pomijać generalnych zasad organizacji życia społecznego w warunkach okupacji, a szczególnie problemów powszechnej walki konspiracyjnej we wszelkich formach, łącznie z fizyczną eliminacją rodzimych elementów społecznych zaprzedanych okupantowi, jak też jednostek zbrodniczych pośród aparatu okupacyjnego. Słowem – kwestii, które w kontekście ponadtysiącletnich doświadczeń polskiej państwowości nigdy, niestety, nie traciły na znaczeniu.

Problemy te stanowią i zawsze stanowić będą niezbędny element poznawania polskich dziejów ojczystych. Założenie takie legło u podstaw zadania, które sobie postawił autor, przystępując do prezentacji funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości jako jednego z podstawowych atrybutów władzy polskiego państwa podziemnego w warunkach obcej okupacji.

Zagadnienie wymiaru sprawiedliwości w podziemiu było kwestią niezwykle istotną dla realizacji zasadniczego celu władz podziemnych – utrzymania morale i substancji fizycznej narodu. W okresie okupacji ziem polskich w latach 1939–1945 (podobnie jak na każdym terytorium podbitym, zniewolonym i podlegającym rządom obcej administracji), wobec stosowania politycznej indoktrynacji i obowiązywania norm porządkowych określanych przez doraźnie zwycięskiego okupanta, u osób o słabym bądź też wypaczonym charakterze ujawniały się niejednokrotnie cechy negatywne i groźne społecznie, szczególnie jaskrawo występujące wraz z pogarszaniem się warunków bytowania, wzmaganiem się terroru okupanta, realnego widma głodu, możliwości fizycznej eliminacji jednostek bądź grup ludzkich.

Tych naturalnych dla wszystkich nacji symptomów słabości ludzkiej i rozpaczy okupujący Polskę Niemcy celowo nie dostrzegali, pozostawiając je własnemu losowi i licząc niewątpliwie na wygodną dla siebie permanentną i skuteczną samodestrukcję w łonie polskiego społeczeństwa. Całą uwagę, energię i postępujące z latami doświadczenie kierowali natomiast okupanci na zwalczanie polskiego podziemia, posługując się w tym dziele również Polakami, przeważnie (jednakże nie wyłącznie) ludźmi z marginesu społecznego i ze środowisk przestępczych.

Miał rację emigracyjny historyk Włodzimierz Otocki, zauważając w swoich rozważaniach o sądownictwie podziemnym, że każda okupacja, a szczególnie taka, jaka miała miejsce na ziemiach polskich, stwarzała wyjątkowe możliwości konfidencjonalnej współpracy z najeźdźcą również osobom spoza marginesu społecznego, kierującym się pobudkami oportunistycznymi, żądzą zysku, chęcią porachunków osobistych, szansą wygrania „życiowej karty”, czy też dążeniem do zaspokojenia ukrytych dotąd skłonności patologicznych (ludzkie bestialstwo czy sadyzm)[7].

Wobec wykorzystywania przez Niemców takich właśnie zjawisk rozkładu polskiego społeczeństwa i w konsekwencji wobec możliwości szybkiego samounicestwienia, naród poczuł się zagrożony od wewnątrz w skali nie mniejszej niż ta, którą osiągała eksterminacja prowadzona przez jawnie działający aparat represyjny okupanta. Wróg wewnętrzny, nawet nieliczny, w warunkach każdej okupacji jest szczególnie groźny ze względu na podstępne metody, skalę penetracji i trudność rozpoznania[8]. Kierownictwo Polski podziemnej zdawało sobie z tego sprawę i chociaż na początku okupacji słusznie przewidywano, że wróg wewnętrzny (rodzimi delatorzy) nie będzie zbyt liczny, to jednak doceniano wagę tego trudnego w swej istocie problemu. W konsekwencji przemożny ciężar troski o ochronę ludności polskiej, realizowanej wszelkimi ówcześnie dostępnymi środkami, spadł na konspiracyjny polski wymiar sprawiedliwości wraz z egzekutywą i kontrwywiadem jako elementami wspomagającymi.

Działający w warunkach okupacji polski podziemny wymiar sprawiedliwości był legalną, konspiracyjną kontynuacją systemu praworządności II Rzeczypospolitej, przez jej władze bowiem został ustanowiony i pod ich auspicjami funkcjonował. Stanowił bezpośrednią kontynuację działalności polskiego sądownictwa zarówno z okresu pokoju, jak i kampanii wrześniowej 1939 r. Właściwie zorganizowane i zazwyczaj skuteczne sądownictwo podziemne realizowało zadania państwowego wymiaru sprawiedliwości aż do drugiej połowy 1944 r., tj. do momentu, w którym kompetencję sądowniczą na stopniowo wyzwalanych obszarach polskich przejmowała nowa władza, kierująca się odmienną od podziemnej formułą ideologiczną i polityczną. Nie było więc żadnej luki w czasowym i przedmiotowym sprawowaniu gestii sądowniczej przez władze polskie od zarania niepodległości w 1918 r. aż do zakończenia II wojny światowej.

Prezentacja tego interesującego i ważnego problemu okazywała się jak dotychczas dla polskich badaczy dość skomplikowana, co było logicznym następstwem jego historycznej (a zatem i historiograficznej) wyjątkowości i merytorycznej złożoności. Można zauważyć, że w podejmowanych dotąd badaniach tej istotnej kwestii samo powstanie polskiego podziemnego wymiaru sprawiedliwości stanowiło niezbędny element tematu całokształtu polskiej konspiracji, której podziemne sądownictwo było ważną, ale przecież niejedyną funkcją działania.

Oblicze strukturalno-kadrowe podziemnej służby sprawiedliwości, a także innych agend konspiracji z nią sprzęgniętych, stanowi następny wątek omawianych tutaj kwestii.

Kolejne istotne wątki dotyczą materialno-prawnych aspektów sądzenia i wyrokowania. Szczególne miejsce zajmują kwestie proceduralne, sprawa rodzajów i skuteczności nakładanych kar, a także (równie interesujący, jak kontrowersyjny) problem wykonywania wyroków. Omówienie form ich obwieszczania i społecznych skutków przedsiębranej przez podziemie akcji publikacyjnej dopełnia niezbędnych rozważań historiograficznych.

Powaga tematu skłania nas do zasygnalizowania tutaj kwestii, która w ciągu minionego półwiecza niejednokrotnie wywoływana była w prywatnych bądź publicznych dyskusjach. Problemem tym jest wielce osobliwa teza obronna rodzimych delatorów i ich rzeczników (wywodzących się nie tylko spośród osób bliskich – co zrozumiałe, ale niestety również spośród prawników – jak to miało miejsce np. w tzw. okresie błędów i wypaczeń), że wyroki podziemnej Temidy jako przez PRL niezweryfikowane (?!) są nieważne, a więc delatorów, którzy wojnę przeżyli – nieobciążające.

Wychodząc z tego założenia, sięgali oni raźno po środki odwetu wobec osób demaskujących, co niestety niejednokrotnie okazywało się wielce kłopotliwe, a nawet krzywdzące dla napastowanego relanta. Źródłem takiego stanu rzeczy – oprócz podstaw tkwiących w jednostkowej bądź grupowej patologii – była błędna ocena zjawisk polityczno-prawnych, określających przejście tej samej nacji do nowego okresu egzystencji, w nowych granicach i pod rządami nowej ideologii.

Otóż na całym obszarze byłej II Rzeczypospolitej – bez względu na jego ówczesną podrzędność wojskową – co najmniej do dnia 21 lipca 1944 r. obowiązywały prawa i porządki określone przed wrześniem 1939 r. bądź później przez władze emigracyjne i władze państwa podziemnego. Tego faktu nowa władza nie kwestionowała, wprowadzając swoją kompetencję wykonawczą na wyzwolonych ziemiach polskich, począwszy od 22 lipca 1944 r. (PKWN). Poza tą datą pozostają zaś prawie wyłącznie wyroki z okresu powstania warszawskiego, ale przecież teren Warszawy nie był ówcześnie w gestii nowych władz, lecz struktur podległych temu rządowi, któremu uznanie cofnięto dopiero w lipcu 1945 r. Dla delatorów zatem – i tak źle, i tak niedobrze!

Po wtóre, nowa władza przez pewien okres po wojnie sama nawiązywała w doktrynie bądź praktyce do wyroków sądów podziemnych, a deprecjonowanie ich rozpoczęło się wraz z początkiem walki politycznej, jaką wydano minionej epoce i jej żyjącym jeszcze reprezentantom.

Po trzecie, gdyby z przyczyn politycznych, prawnych bądź innych zaistniała możliwość zdezawuowania całości wojennych osądów podziemnej Temidy, to – jak dowodzą ówczesne praktyki stosowane wobec uprzedniego gestora władzy – z pewnością by to uczyniono. Przez samo ewidentne zaniechanie działania w tym kierunku uznano de facto podziemne orzecznictwo sądowe z lat wojny i okupacji.

Podejmowanie niekiedy przez nową władzę spraw karnych wobec osób już uprzednio przez podziemie zasądzonych nie było wyrazem ani środkiem jakiejkolwiek weryfikacji poprzednich orzeczeń, lecz jedynie przejawem należnej kompetencji sądowniczej w nowych warunkach socjo-politycznych, mającej na celu zamanifestowanie jednoznacznego negatywnego stosunku nowego gestora władzy do wszelkich przejawów kolaboracji w latach wojny. To nastawienie i związana z nim praktyka sądownicza obowiązywały do końca lat czterdziestych, kiedy to ingerencje sądowe uznano za istotny element rozgrywek politycznych.

Takie oto generalne wnioski wynikają z analizy formuł prawa państwowego i międzynarodowego. Nie są one dla delatorów pomyślne, podobnie jak i dla ich świadomych bądź mimowolnych obrońców. Dla wszystkich tych, którzy operując niekiedy tak zadziwiającymi jak wyżej zasygnalizowane argumentami, jęli wnosić do sądów i urzędów sprawy o… zniesławienie, licząc na nieświadomość bądź niekompetencję czynników rozsądzających, a przede wszystkim wierząc w magię własnego tupetu.

Książka nasza, traktująca o genezie, podstawach i skutkach działania podziemnej Temidy, ma także w założeniu wyedukować i pozbawić argumentów tych, którzy liczą na krótką pamięć narodu i bagatelizowanie nauk płynących z historii.

Podkreślamy, że żaden z wyroków sądów Polski podziemnej nie został skutecznie sądownie podważony, nawet w sprzyjającym takim zjawiskom klimacie politycznym pierwszej dekady lat powojennych[9]. Trudno o lepszy dowód rzetelności prowadzonych w konspiracji postępowań dowodowych, kompetencji zawodowych podziemnych sądowników, a nade wszystko ich obiektywizmu.

Opierając się przeto na tych faktach, a także mając na względzie zgłaszane od lat postulaty społeczne o niezasłanianie kurtyną inicjałów i enigmatycznych omówień jednostkowych wypadków zdrady (skrajnego przypadku społecznej patologii, szczególnie w warunkach moralnego i biologicznego zagrożenia narodu), za celowe uznałem przyjęcie zasady podawania – jeśli to jest możliwe – pełnych imion i nazwisk osób osądzonych i prawomocnie skazanych przez polskie sądy podziemne. Metoda ta ma już zresztą precedensy, zarówno w krajowej, jak i obczyźnianej polskiej historiografii lat wojny i okupacji. Kontrowersyjna dotychczas prezentacja osądzonych delatorów w proponowanej przez nas konwencji statystyczno-socjologicznej ma pełną motywację zarówno historyczno-prawną, jak i edukacyjną.

Konieczna ocena specyfiki i skuteczności działania podziemnego wymiaru sprawiedliwości wiąże się integralnie ze znaczeniem jego istnienia, funkcjonowania i dokonań w perspektywie historycznej. Dla jasności kwestii dodajmy jeszcze, że akcje likwidacyjne funkcjonariuszy okupanta, przeprowadzane zwłaszcza przez Kierownictwo Dywersji (Kedyw) Armii Krajowej, nie podlegały jurysdykcji sądownictwa podziemnego i nie wpływały do Wojskowych Sądów Specjalnych w celu zaakceptowania. Polecenia likwidacji, wydawane w takich wypadkach tylko w formie rozkazów, były w swej istocie nie tyle aktem sprawiedliwości podziemnej, co w pełni usprawiedliwionym moralnie i prawnie odwetem w ramach walki prowadzonej z najeźdźcą hitlerowskim i stosowanymi przezeń metodami terroru.

Ponieważ temat ten przez dziesiątki lat był zaledwie sygnalizowany przez polską historiografię, przeto utrwaliły się wokół niego – i to w sposób dość trwały – pewne mity, stereotypy, ekstremalne oceny. Do odejścia od takiej optyki nie przyczyniło się – spotykane niestety do chwili obecnej – tworzenie przez niektórych historyków swoistego instytucyjnego monopolu na badanie problemu i uzewnętrznianie jego wyników.

Jedna z występujących wśród historyków kontrowersji dotyczy zakresu sfery kompetencyjnej podziemnego wymiaru sprawiedliwości, przy czym należy zastrzec, że mówimy tutaj o sądownictwie powszechnym, nie zaś wewnątrzorganizacyjnym czy partyjnym, które miało zgoła inny charakter. Znający najlepiej omawianą kwestię Władysław Sieroszewski pisał, że „w czasie okupacji pojawiały się niejednokrotnie organizacje, nieraz efemeryczne, które czuły się uprawnione do ferowania wyroków «w imieniu Rzeczypospolitej». W miarę krzepnięcia organizacji podziemnej, wojskowej i cywilnej, próby te spotykały się z coraz ostrzejszą reakcją ze strony Kierownictwa Walki Podziemnej. Wreszcie w dniu 4 listopada 1943 r. ukazało się ogłoszenie treści następującej: «KWP komunikuje, że rozsyłane ostatnio do różnych osób narodowości polskiej pisma pod firmą rozmaitych rzekomych organizacyj podziemnych, jak: „Polska Organizacja Walki Zbrojnej” – „T.Z.O.P.” – „Tajny Związek Obrony Polski” – „Z.W.C. 3” – „Kierownik Walki Podziemnej” – „Egzekutywa Narodowych Sił Zbrojnych” – „Komenda Konspiracyjna” – „Komenda Palcówki Czardasz rtm.” itp. – zawiadamiające adresatów o wyrokach, wzywające do składania ofiar pieniężnych, nakładające kontrybucje, ostrzegające przed przechowywaniem ukrywających się przed władzami niemieckimi itp. – są akcją samowolną i bezprawną»[10].

Ostrzeżenie widocznie podziałało, gdyż w roku 1944 tego rodzaju akcje niemal zupełnie ustały. Można się już było spotkać tylko ze sporadycznymi wystąpieniami jednostek anarchizujących lub dążących do własnych korzyści materialnych.

Inaczej przedstawiała się sprawa z organizacjami masowymi, niepodporządkowanymi Komendzie Sił Zbrojnych w Kraju[11], jak Armia Ludowa z jednej strony, a Narodowe Siły Zbrojne z drugiej.

Dowództwo AL ogłaszało od czasu do czasu komunikaty o likwidacji na podstawie wyroku konfidentów, zdrajców i ludzi współpracujących z okupantem. Brak jest jednak danych dla stwierdzenia, aby przy dowództwie tej Armii istniała zorganizowana struktura sądów wojskowych, opierająca się na kodeksowych przepisach. Można przypuszczać, że jeżeli sądy takie były powoływane, to następowało to raczej ad hoc dla poszczególnego konkretnego wypadku.

Inaczej przedstawiała się sprawa z NSZ. Organizacja ta, aczkolwiek w zasadzie uznawała rząd emigracyjny w Londynie i była nawet po cichu popierana przez niektórych członków tego Rządu, uzurpowała sobie prawo do równorzędności z Armią Krajową, a nawet do organizowania Sądów orzekających w «imieniu Rzeczypospolitej». Natężenie działalności sądowej NSZ przypada na wiosnę 1944 r.”[12].

Oprócz wspomnianych tu organizacji wydawały również wyroki Bataliony Chłopskie czy np. Konfederacja Tatrzańska, związane z obozem rządowym, a także inne podziemne organizacje polskie, niezwiązane z Komendą Sił Zbrojnych w Kraju.

Drugą kwestią kontrowersyjną jest przecenianie przez niektórych badaczy znaczenia źródeł pośrednich. Wszelkie bowiem relacje, wspomnienia itp. mają oczywistą wartość dla poznawania tego specyficznego tematu, ale jedynie w konfrontacji z źródłami zasadniczymi, a nie jako ich w pełni wartościowy substytut. Praca sądowników podziemnych zawierała w sobie wiele elementów formalnych i administracyjno-technicznych, które są nam niezbędne do wyrobienia sobie poglądu na całość kwestii, a równocześnie nie mogły zbyt głęboko zapaść w pamięć osób podejmujących ówcześnie te zadania.

Przykładem uczciwej relacji historycznej jednego z podziemnych sadowników, udostępnionej ostatnio szerokiej publiczności w postaci książki o Armii Krajowej na Śląsku, jest wspomniane uprzednio opracowanie Juliusza Niekrasza. Autor, prezentując ciągle dobrą pamięć, mimo tego waloru nie podaje zbyt wielu nazwisk osób sądzonych w regionie śląskim. Niekrasz zauważa, że poza kilkoma przypadkami nie dysponuje danymi odnośnie do spraw rozpatrywanych przez siebie i współkolegów ze śląskich zespołów sądzących.

Podany tutaj przykład potwierdził pierwotne przypuszczenia piszącego, że zwłaszcza w tej szczególnej kwestii, nie można po upływie kilku powojennych dziesięcioleci liczyć na rozwinięte i wiarygodne relacje osobiste. Wyjątkiem w tym względzie – potwierdzającym zresztą regułę – są dokumentarne relacje Władysława Sieroszewskiego, który badania nad podziemną Temidą prowadził w zasadzie nieprzerwanie, a swą wybitną pamięć konfrontował z innymi źródłami, które analizował i korygował na podstawie bogatych w tej materii wiedzy i doświadczenia. Tak więc w pracy o tym charakterze należy niewątpliwie przyznać priorytet źródłom bezpośrednim, które mimo skomplikowanych zrządzeń losu zachowały się w liczbie wystarczającej do oceny zjawiska i poczynienia uogólnień.

Zdecydowana większość podziemnych sądowników już nie żyje. Nieliczni tylko spośród znających problem z autopsji pozostawili pisemne ślady swojej okupacyjnej działalności (wspomniani Władysław Sieroszewski i Juliusz Niekrasz). Nie odnalazłem natomiast jakiejkolwiek możliwej do wykorzystania relacji pisemnej sporządzonej przez któregoś z innych żyjących po wojnie sądowników podziemnych.

Trzecią, społecznie dość niebezpieczną, kwestią jest spotykane niekiedy pomniejszanie zagrożenia od wewnątrz, a więc minimalizowanie roli i skutków działania rodzimych delatorów i odwrotnie – szczególne eksponowanie osobowych i operacyjnych możliwości przedstawicieli okupacyjnego aparatu przemocy w Polsce. Jednym słowem – wynikająca z lekceważenia faktów i z nieznajomości realiów życiowych historiograficzna dezinformacja. Otóż, jak świat światem, służby specjalne korzystały, i to w dużym stopniu, z usług tajnych współpracowników, w celach nie tylko informacyjnych, ale także dezinformacyjnych, inspirujących, legalizujących. W tym przedmiocie do dnia dzisiejszego, mimo ogromnego postępu techniki (podsłuchy, podglądy itp.), nic się nie zmieniło. W latach wojny podstawowym zagrożeniem dla jednostki nieakceptującej okupacyjnego gestora władzy byli: sąsiad, kolega z pracy, znajomy, jednym słowem – ludzie dogłębnie kogoś znający, a pozostający na usługach aparatu przemocy. Sama technika, bez pomocy, i to wszechstronnej, człowieka, dałaby bardzo małe efekty. Przykładowo, likwidację wielu pracowników wywiadu KG AK zawdzięczało Gestapo przede wszystkim rodzimym delatorom, nie zaś geniuszowi własnych pracowników.

Kontrowersji związanych z prezentowanym tematem jest znacznie więcej, aniżeli tutaj zasygnalizowano. Punkty widzenia zależą zresztą od wielu wyznaczników, niekiedy znacznie odbiegających od przyjętych za typowe dla polskich współczesnych metod warsztatowych i badawczych konstrukcji logicznych.

Przy zgłębianiu problematyki polskiego sądownictwa podziemnego bardzo istotnym elementem jest dysponowanie przez badających odpowiednim zasobem własnych doświadczeń życiowych w dziedzinie praktyki prawniczej bądź funkcjonowania służb specjalnych. Osoba, której doświadczenia sprowadzają się jedynie do mechanizmów współżycia społeczności uczelnianej lub instytutowej, siłą rzeczy nie ogarnie wszystkich złożoności prezentowanej kwestii. Dużym atutem jest także okupacyjna autopsja. Odmienne też będzie z natury rzeczy spojrzenie (np. na formy likwidacji agentury) osoby żyjącej w latach okupacji i obecnie np. w poznańskich kręgach kulturowych aniżeli spojrzenie na tę kwestię badaczy warszawskich, krakowskich czy też wrocławskich, przybyłych tam z obszaru lwowskiego.

Jak już powiedzieliśmy, od wielu lat powszechnie dostrzegamy lukę historiograficzną związaną z prezentowanym tematem. Polskie piśmiennictwo historyczne na obczyźnie zajęło się tą kwestią najpełniej w publikacjach byłego zwierzchnika Kierownictwa Walki Cywilnej (KWC), adwokata Stefana Korbońskiego. Na uwagę zasługują tutaj zwłaszcza jego wspomnienia oraz przewodnik po polskim państwie podziemnym[13]. Autorem znaczącego artykułu był wspomniany Włodzimierz Otocki, który na łamach londyńskiej „Bellony” podjął próbę syntetycznego ujęcia omawianej kwestii, jednakże na podstawie bardzo niekompletnych materiałów źródłowych, co zresztą sam podkreślał.

Znacznie mniej uwagi poświęcili podziemnemu sądownictwu autorzy wielotomowej edycji Polskie Siły Zbrojne, co nie było spowodowane niedostatkiem kompetencji merytorycznej autorów lub przyczynami natury finansowo-technicznej, lecz tylko (podobnie jak u W. Otockiego) brakiem upoważniającej do czynienia analiz i uogólnień podstawy źródłowej[14], którą stopniowo w miarę upływu lat ujawniano dopiero z racji różnych zdarzeń politycznych w kraju. W dość szerokim ujęciu i z uwzględnieniem znacznej perspektywy lat zaprezentował problem historyk i publicysta Tadeusz Bielecki[15].

Liczne świadectwa konspiracyjnych wydarzeń i trudu organizacyjnego polskiego państwa podziemnego, a w tym i problemów dotyczących konspiracyjnego wymiaru sprawiedliwości, zawierają książki i artykuły autorstwa Józefa Garlińskiego, gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego, działacza PPS Zygmunta Zaremby, organizatora podziemia gen. Michała Karaszewicza-Tokarzewskiego, publicysty Romana Buczka, historyka Władysława Pobóg-Malinowskiego i innych[16].

Zbiory londyńskiego Studium Polski Podziemnej zawierają wiele materiałów związanych z funkcjonowaniem polskiego sądownictwa podziemnego. Najprawdopodobniej znajdują się tam wyciągi z poważniejszych spraw sądowych prowadzonych w kraju i korespondencja, związana z określaniem formalnoprawnych i organizacyjnych zasad funkcjonowania podziemnego sądownictwa w Polsce. Trudno przypuszczać, aby cenne wydawnictwo źródłowe Armia Krajowa w dokumentach zawierało wszystkie odniesienia w tym względzie, wszak jest ono tylko wyborem, a nie pełną edycją źródeł[17]. Nie można więc nie doceniać zasobów placówki londyńskiej, z drugiej zaś strony trudno przyjąć, iżby w jej zasobach mogły się znaleźć materiały o podstawowym znaczeniu dla podnoszonych przez nas kwestii, które nie miałyby substytucji w zbiorach krajowych[18].

Tezę naszą potwierdzają w pewnym sensie uwagi W. Otockiego, związanego ściśle właśnie z londyńskim Studium Polski Podziemnej. Otocki konstatował w roku 1952 m.in.: „tom III wydawnictwa «Polskie Siły Zbrojne» nie uwzględnił opracowania, które by omówiło działalność Służby Sprawiedliwości Armii Krajowej. Stanął temu na przeszkodzie, należy sądzić, brak niezbędnych materiałów. Kiedy bowiem spróbowałem uzupełnić tę lukę i przejrzałem dostępne archiwa, natknąłem się na tak poważne trudności, że musiałem poniechać pierwotnego zamiaru. Wystarczy powiedzieć, że nie znalazłem wszystkich oficjalnych publikacji ferowanych wyroków z lat 1940–1945. Brakuje przede wszystkim kompletnego zbioru «Biuletynu Informacyjnego», którego wydano w czasie wojny ponad 300 numerów, a jest dostępnych w archiwach [londyńskich – dopisek L.G.] około 80-ciu.

W tych warunkach trudno jest pokusić się o odtworzenie szczegółowe i dokładne funkcjonowania sądów w konspiracji. Jedynie marginesowe wzmianki rozsiane w dokumentach traktujących o innych sprawach, wskazują, że był to aparat o wielkiej precyzji, szerokiej rozbudowie i posiadający powszechny autorytet. Każda wzmianka na temat sądów, czy to w piśmiennictwie konspiracyjnym, czy w dokumencie, pulsuje życiem świadczącym, że wymiar sprawiedliwości był sprawą blisko obchodzącą zarówno dowództwo i żołnierzy AK, jak i szeroki ogół społeczeństwa […]. Kończąc na tym krótki szkic o sądownictwie konspiracyjnym – pobieżny i nie wyczerpujący tematu, wierzę, że na ten temat ukaże się kiedyś praca godna poruszonego zagadnienia”[19].

Uwagi poczynione przez W. Otockiego w latach pięćdziesiątych pozostały w pełni aktualne do chwili obecnej. Stało się tak dlatego, że przy opracowywaniu tego tematu niezbędne jest wykorzystanie zarówno źródeł krajowych, jak i emigracyjnych. U podstaw zaś takiego stanu rzeczy leży szczególna specyfika funkcjonowania tej dziedziny życia konspiracyjnego. Tutaj – jak nigdzie indziej – względy konspiracji i wymogi szczególnej ostrożności przeważały nad powinnością służb i ludzi dawania świadectwa historii. W chwili niebezpieczeństwa niszczono więc dokumenty, inne zaś ukrywano tak pieczołowicie, że po latach trudno je było odnaleźć. A przecież obraz urbanistyczny i demograficzny naszych ziem w latach okupacji zmieniał się gwałtownie. Ginęły miasta, ginęli i emigrowali świadkowie ukrywania dokumentów. Osobliwe praktyki pierwszego powojennego dziesięciolecia w kraju nie sprzyjały ujawnianiu źródeł lub właściwemu spożytkowywaniu przez naukę materiałów już ujawnionych[20].

Skoro zaś wstąpiliśmy na grunt krajowy, czas na kilka uwag o potencjale źródłowym zgromadzonym nad Wisłą. Generalnie można ocenić, że w odniesieniu do prezentowanego tematu jest on znacznie zasobniejszy od znajdującego się na obczyźnie. Dotyczy to zarówno oficjalnych publikacji Polski podziemnej, jak i źródeł bezpośrednich, wytworzonych przez poszczególne ogniwa konspiracyjnego wymiaru sprawiedliwości. Wbrew powszechnemu mniemaniu, w archiwach krajowych (zwłaszcza w zbiorach Centralnego Archiwum KC PZPR oraz Wojskowego Instytutu Historycznego) znajduje się pokaźna liczba źródeł, będących dobrym świadectwem całokształtu funkcjonowania podziemnej Temidy w okupowanej Polsce. Szczególnie bogate w materiały o tej tematyce jest CA KC PZPR, gdzie w zespołach KG AK i Komendy Obszaru Warszawskiego AK znajduje się wiele interesujących materiałów podstawowych i analitycznych. Zgromadzone tam teczki archiwalne zawierają nieraz po kilkaset stron, na których zachowały się sporządzane prawie przed półwieczem akty oskarżenia, motywacje, oceny, wyroki.

Można powiedzieć, że łącznie ze źródłami pośrednimi wspomniane akta zasadnicze stanowią około 70% masy dokumentarnej, jaką „pod biczem swastyki” wytworzyły agendy polskiego sądownictwa podziemnego. Zważywszy na szczególny charakter materii i związane z tym formy funkcjonowania struktur i ludzi oraz na zasady sporządzania i przechowywania wytworzonej dokumentacji, wskaźnik ilości zachowanych podstaw źródłowych można uznać za dość wysoki i niewątpliwie wystarczający do kompleksowej oceny zjawiska.

Zanim materiał ten ujęty został w obecne formy archiwalnej dostępności, przeszedł koleje losu, mogące stać się kanwą dla wielu literackich i filmowych utworów sensacyjnych. I tak np. akta WSS Obszaru Warszawskiego AK, po zakończeniu sprawy przechowywane w skrytce mieszczącej się w gmachu Prokuratury Sądu Apelacyjnego w Warszawie, po stwierdzeniu nieprzydatności do kolejnych spraw były butelkowane i zakopywane w jednym z ogrodów na Żoliborzu. Dokładne miejsce ukrycia tych dokumentów znały tylko dwie osoby – prokurator WSS Juliusz Prachtel-Morawiański („Justyn”, „Cezary”) i jego łącznika „Izabela”. J. Morawiański zmarł na emigracji w 1970 r., miejsca pobytu łączniczki, podobnie jak miejsca zakopania butelek z aktami spraw, dotąd nie ujawniono[21].

Przypisy

[1] R. Karyś, Forum realistów, „Życie Literackie” 1986, nr 12.

[2] „Polityka” 1986, nr 10.

[3] Tamże, nr 12.

[4] O. Terlecki, Bilans, „Życie Literackie” 1986, nr 12.

[5] Odmienne i kontrowersyjne stanowisko w tej kwestii prezentuje W. Borodziej w książce Terror i polityka (Warszawa 1985, s. 8), nazbyt łatwo chyba ulegając sugestywnym wywodom i konkluzjom J.T. Grossa, omawiającego strukturę i mechanizmy funkcjonowania Generalnego Gubernatorstwa w pracy Polish Society under German Occupation. The Generalgouvernement 1939–1944, Princeton 1979.

[6] Istniejące w latach 1939–1944 na terenie zaanektowanych i okupowanych ziem II Rzeczypospolitej autentyczne państwo podziemne spełniało wszelkie wymogi potrzebne do uznania go za realne zjawisko historyczne:

1) Istniała wielomilionowa społeczność polska na swoim rdzennym terytorium i pod władzą własnego ośrodka rządzącego, zarówno cywilnego, jak i wojskowego.

2) Na legalność i realność kontynuacji bytu państwowego nie mogły mieć wpływu nieważne od samego początku akty „prawne” okupantów, dysponujące Polską bez jej udziału i zgody, tym bardziej że nie były to wielostronne postanowienia traktatowe, lecz jedynie bilateralne uzgodnienia rozbiorcze.

3) Istnienie instytucji Delegata Rządu RP na Kraj odbierało zasadność i celowość wszelkim dywagacjom na temat możności wykonywania przez struktury konspiracyjne w kraju władztwa Rządu RP na emigracji.

4) Poza nielicznymi strukturami politycznymi stopień akceptacji państwa podziemnego przez społeczeństwo polskie był powszechny (dotyczyło to samego tworu państwowego, bowiem odnośnie do gestii władczej w tymże państwie zdania były podzielone).

[7] W. Otocki, O sądownictwie podziemnym, „Bellona” (Londyn) 1952, nr 2, s. 45–52.

[8] Ibidem, s. 45.

[9] Swoistej rehabilitacji usiłował dokonać na fali rozrachunku z przeszłością (na łamach „Nowej Kultury” 1957, nr 46) adwokat Cezary Ketling-Szemley. Uznając, że najlepszą formą obrony jest atak, zwrócił ostrze swojej polemiki przeciwko wywiadowi obronnemu KG AK (a osobliwie jego szefowi, Bernardowi Zakrzewskiemu „Oskarowi”) oraz sądom Polski podziemnej. Akcja obronna Szemleya zakończyła się fiaskiem. Trudno było zresztą o inny obrót sprawy choćby w świetle uzasadnienia wyroku wydanego nań przez Wojskowy Sąd Specjalny (WSS) KG AK w dniu 4 lutego 1943 r. Zob. CA KC PZPR: 203/IX-ll.

[10] Mowa o Ogłoszeniu Kierownictwa Walki Podziemnej (KWP), datowanym: 20 października 1943 r., i opublikowanym na łamach „Biuletynu Informacyjnego” z 4 XI 1943, nr 44. Zgodnie z oryginałem poprawiliśmy kilka drobnych błędów, popełnionych przez W. Sieroszewskiego.

[11] Stosowana zamiennie nazwa KG AK.

[12] W. Sieroszewski, Przyczynek do historii Wojskowych Sądów Specjalnych, Warszawa 1974, maszynopis, AWIH, III/50/66 (dalej cytowane jako: Przyczynek), s. 131–132.

[13] S. Korboński, W imieniu Rzeczypospolitej…, Paryż 1954, wyd. 2 uzupełnione, Londyn 1964, Polskie Państwo Podziemne. Przewodnik po Podziemiu z lat 1939–1945, Paryż 1975.

[14] Polskie Siły Zbrojne w drugiej wojnie światowej, t. III Armia Krajowa, Londyn 1950.

[15] T. Bielecki, Podziemna walka o Polskę Niepodległą, Filadelfia 1978.

[16] J. Garliński, Polskie Państwo Podziemne (1939–1945), „Zeszyty Historyczne”, z. 29, Paryż 1974, s. 3–41, T. Bór-Komorowski, Armia Podziemna, Londyn 1951, wyd. 4, Londyn 1979, wyd. krajowe, Warszawa 1981, 1986, Z. Zaremba, Wojna i konspiracja, Londyn 1957, M. Karaszewicz-Tokarzewski, Jak powstała Armia Krajowa, „Zeszyty Historyczne”, z. 6, Paryż 1964, s. 17–44, z. 56, Paryż 1981, s. 124–157, R. Buczek, Polskie Państwo Podziemne w latach 1939–1943 (w:) Kongres współczesnej nauki i kultury polskiej na obczyźnie, Londyn 9–12 września 1970, t. I, s. 197–208, W. Pobóg-Malinowski, Najnowsza historia polityczna Polski 1864–1945, t. III 1939–1945, Londyn 1960, wyd. 3, Londyn 1983, S. Dołęga-Modrzewski [Ś. Kauzik], Polskie Państwo Podziemne, Londyn 1959, K. Iranek-Osmecki, Zarys rozwoju Armii Krajowej, „Niepodległość”, t. I, Londyn 1948, s. 249–263, J. Karasiówna, Pierwsze półrocze armii podziemnej (SZP–ZWZ), tamże, s. 265–277, K. Iranek-Osmecki, Służba informacyjno-wywiadowcza Armii Krajowej, „Bellona” (Londyn) 1949, nr 2, s. 11–22.

[17] Armia Krajowa w dokumentach 1939–1945, Londyn 1970–1981, t. I–V (dalej cytowane jako: Armia Krajowa).

[18] Studium Polski Podziemnej (The Polish Underground Movement 1939–45 Study Trust) powstało w Londynie w 1947 r. z zadaniem gromadzenia, opracowywania i propagowania dokumentacji wytworzonej przez polski ruch podziemny oraz materiałów obcych z tym ruchem związanych. Po zakupieniu dla Studium budynku przy londyńskiej Leopold Road w pierwszej kolejności zgromadzono tam zbiory Oddziału VI Sztabu Naczelnego Wodza (utrzymujące ponad 60 tysięcy dokumentów). Oprócz tej masy źródłowej przekazano Studium wszystkie relacje i inne materiały historyczne zgromadzone przez Podkomisję Historyczną AK, a także zbiór Ministerstwa Spraw Wewnętrznych RP, obejmujący 16 tysięcy pozycji. Zbiór druków i broszur podziemnych liczył w latach siedemdziesiątych 1291 pozycji i był największym zbiorem poza granicami kraju. W tym samym okresie liczba relacji przekroczyła 3 tysiące. Mimo tak ogromnej masy dokumentów zgromadzonych przez Studium, w jego zespołach archiwalnych występują istotne luki spowodowane różnymi przyczynami. Na przykład w 1944 r. pożar strawił znaczną liczbę ważnych dokumentów Oddziału VI Sztabu Naczelnego Wodza w lokalu włoskiej ekspozytury tej jednostki. Część dokumentów zaginęła w ogólnym chaosie ewakuacyjnym na terenie Francji w 1940 r. Z tego właśnie okresu brak jest sześciu bardzo istotnych meldunków gen. Stefana Roweckiego. Niektóre materiały w ogóle do Londynu nie dotarły, inne wywieziono stamtąd po zakończeniu II wojny światowej, m.in. także do Polski. Wyboru źródeł do pomnikowego dzieła Studium Armia Krajowa w dokumentach 1939–1945 dokonywano spośród 80 tysięcy jednostek archiwalnych, związanych z najtrudniejszym okresem najnowszych dziejów Polski. Zob. J. Garliński, Dokumentacja Armii Krajowej. Organizacja prac historycznych (w:) Kongres współczesnej nauki, op.cit., s. 241–246.

[19] W. Otocki, op.cit., s. 45–52. Należy też wspomnieć, że oprócz „Biuletynu Informacyjnego” istotnym forum prezentacji wyrokowania polskiego sądownictwa podziemnego były łamy „Kroniki Walki Cywilnej” wydawanej od połowy 1943 r.

[20] W. Sieroszewski, Przyczynek, s. 1–5. Zauważmy na marginesie, że ten znany prawnik, prokurator Sądu Najwyższego, wciągnięty został przed wojną przez kierownictwo Ministerstwa Sprawiedliwości do nadzorowania śledztwa w sprawie „przestępczej działalności Sikorskiego”. Motywem zasadniczym udziału W. Sieroszewskiego w aferze śledczej przeciwko gen. Sikorskiemu był (oprócz przekonań propiłsudczykowskich) fakt, że jego ojciec, prezes Akademii Literatury, miał z Sikorskim w okresie legionowym sprawę honorową na tle zarzutów, z jakimi wystąpił wobec działalności Departamentu Wojskowego NKN. Wszystko to nie przeszkodziło Sieroszewskiemu – juniorowi w latach wojny aktywnie i skutecznie wykonywać swe patriotyczne powinności w sądownictwie ZWZ–AK… pod naczelnym zwierzchnictwem gen. Sikorskiego. Por. K. Popiel, Generał Sikorski w mojej pamięci, Londyn 1978, s. 82.

[21] W. Sieroszewski, Przyczynek, s. 3–4.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

W imieniu Rzeczypospolitej. Wymiar sprawiedliwości w Polsce w czasie II wojny światowej 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Piękna i odważna. Ulubiona agentka Churchilla Serce wszystkiego, co istnieje. Nieznana historia Czerwonej Chmury, wodza Siuksów Do piekła i z powrotem: Europa 1914–1949 Wołyń '43 Romanowowie Wielka Księga Armii Krajowej