Noc na zamku w Monte Cleure

Noc na zamku w Monte Cleure

Autorzy: Michelle Smart

Wydawnictwo: HarperCollins

Kategorie: Romans / Erotyka

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 7.19 zł

Księżniczka Catalina de Monte Cleure przez całe życie robiła dokładnie to, czego od niej oczekiwano – przestrzegała etykiety i dbała o reputację. Aż do dnia, kiedy na przyjęciu poznała znanego architekta Nataniela Giraud. To miała być jedna noc, o której nikt się nigdy nie dowie, ponieważ księżniczka wkrótce poślubi szwedzkiego księcia. Natanielowi było to na rękę, bowiem w jego życiu nie było miejsca na związek. A jednak ta noc pokrzyżowała ich plany...

 

Michelle Smart

Noc na zamku w Monte Cleure

Tłumaczenie: Maria Nowak

ROZDZIAŁ PIERWSZY

To wszystko nie miało prawa się wydarzyć.

Ona była arystokratką ze znakomitego rodu, córką najprawdziwszego króla, władcy niewielkiego europejskiego państewka, które wydawało się istnieć poza czasem, ukryte pomiędzy niebosiężnymi pasmami Pirenejów. On natomiast był najzwyczajniejszym plebejuszem, człowiekiem bez ojczyzny i rodziny, wiecznie w podróży, wiecznie w pracy. Jednym z tych parweniuszy goniących za sukcesem i pieniędzmi, którzy zaludniają nowoczesne biura i luksusowe apartamenty wielkich, hałaśliwych miast dwudziestego pierwszego wieku.

A jednak – spotkali się. Ona i on.

Królowie, książęta i inni arystokraci nadspodziewanie często korzystali z usług architektów, a Nataniel Giraud był naprawdę niezły w swoim fachu. Renoma, choć nie mogła zastąpić tytułu i herbu, pozwalała na wstęp do zamków, pałaców i rezydencji, gdy ich szlachetnie urodzeni właściciele mieli życzenie, by nadać wiekowym murom nowoczesny szlif. Pracował już dla wielkiego księcia Luksemburga i jego krewniaka z Monako, zaprojektował zgrabny dom letni dla Małgorzaty Duńskiej oraz prywatną przystań rekreacyjną dla państwa Atridesów, Greków, którzy wywodzili swój ród od samego Agamemnona. Był błyskotliwy, rzetelny, i – co najważniejsze – dyskretny, więc inwestorzy z wyższych sfer polecali sobie wzajemnie jego usługi. Przyjmował ich zlecenia, odwiedzał siedziby i, sam nie wiedząc jak i kiedy, zaczął należeć do „towarzystwa”. Zapraszano go na bale charytatywne, rauty i przyjęcia okolicznościowe. Bywał, bo zdawał sobie sprawę, że to znakomity sposób na pozyskanie nowych, zamożnych klientów. A fakt, że przy okazji mógł widywać ją, był bardzo przyjemnym bonusem.

Wpadła mu w oko już dawno, podczas pierwszej wizyty w Monte Cleure, tym kuriozalnym państewku leżącym gdzieś między Francją a Hiszpanią, które wielkością przypominało chustkę do nosa, ale ambicje miało na miarę monarchii absolutnej. Smukła, o alabastrowej cerze i twarzy idealnie owalnej, otoczonej ciężką chmurą czarnych, lśniących włosów. Zawsze spokojna, zawsze zamyślona i jakby lekko nieobecna. Mógłby uznać, że księżniczka jest piękną, ale niespecjalnie błyskotliwą ozdobą tronu Monte Cleure, gdyby nie usłyszał kilku rzuconych przez nią mimochodem uwag. To wystarczyło, by zrozumiał, że intelektem bije na głowę swojego ojca i brata razem wziętych, a także, zapewne, wszystkich zabawnie poprzebieranych szambelanów, podczaszych, koniuszych i lokajów, którzy zaludniali pamiętającą epokę wczesnego średniowiecza królewską siedzibę.

Tego dnia dopisało mu szczęście. Ślub i wesele księcia Heliosa były doniosłym wydarzeniem w światku europejskiej arystokracji, więc – dokładnie tak, jak się spodziewał – ona nie pozwoliła sobie na to, by odrzucić zaproszenie. Pojawiła się, ubrana z wyszukaną prostotą, olimpijsko spokojna i nienagannie uprzejma jak zawsze, choć przecież nie tak dawno temu sama była zaręczona z Heliosem, a na zamku szykowano jej wyprawę ślubną. Została porzucona z dnia na dzień i równie prędko zastąpiona nową kandydatką na księżną, a jednak, gdy dziś składała życzenia młodej parze, jej fascynująca twarz wyrażała jedynie życzliwość. Każdego, kto się spodziewał, że odrzucona księżniczka urządzi scenę albo choć wykrzywi usta i uroni łezkę żalu, spotkał srogi zawód. Jej uśmiech był spokojny i szczery, a gdy, miejscowym zwyczajem, ucałowała powietrze kilka milimetrów od policzków panny młodej, w jej geście nie sposób się było dopatrzeć niczego poza ciepłą uprzejmością.

On jednak nie dał się nabrać na tę grę pozorów, choć musiał przyznać, że była bezbłędna. Nonszalancko oparty o bar, gdzie serwowano mocniejsze drinki, leniwie sącząc whisky z lodem, nie spuszczał wzroku z księżniczki. I choć znakomicie kryła uczucia pod maską uprzejmego zainteresowania ceremonią – a w ukrywaniu prawdy o sobie była mistrzynią – bez trudu domyślał się jej stanu ducha. Zwłaszcza że co jakiś czas posyłała w jego stronę ukradkowe spojrzenia. Z niemałą satysfakcją odnotował, że pomimo doskonałego opanowania, tego odruchu nie była w stanie całkowicie kontrolować. Kiedy więc orkiestra zagrała do tańca, odstawił ledwie napoczętego drinka, wyprostował się i, błyskawicznie oceniwszy sytuację, ruszył na łowy.

Taka okazja mogła się już nie powtórzyć.

Księżniczka Catalina de Monte Cleure nigdy, ani na chwilę, nie była zostawiana bez nadzoru. Co z tego, że pełnoletnia była od lat ośmiu? Dopóki pozostawała panną, strzeżono jej jak klejnotu w koronie. Tak chciała etykieta. Gdy wybierała się do miasta, zawsze towarzyszyła jej co najmniej jedna dama, pełniąca rolę przyzwoitki. Podczas przyjęć i rautów brat kręcił się przy niej bezustannie jak pies stróżujący, a królewski tatuś co chwila kontrolował sprawowanie obojga. Zawsze, ale nie tego wieczora. Bo władca Monte Cleure, uważając widocznie, że ma większe prawo niż córka, by manifestować oburzenie niestałością księcia Heliosa, nie pojawił się ani na ślubie, ani na weselu. Jego syn, książę Dominik de Monte Cleure, zachowywał się w związku z tym jak pies spuszczony z łańcucha. Siostrze nie poświęcił nawet sekundy, tylko od razu wmieszał się w tłum, węsząc za zdobyczą. Preferował panny o wdziękach wyrazistych, wyrzeźbionych skalpelem chirurga plastycznego. Takie, które za operacje zapłaciły naprawdę dużo i nie miały zamiaru marnować efektów, zbyt długo kryjąc je pod ubraniem. Nie minęło dziesięć minut, a wymknął się z sali balowej w towarzystwie trzech rozchichotanych, imponująco biuściastych blondynek. Daleka kuzynka księżniczki, której powierzono rolę przyzwoitki, opuściła posterunek niewiele później, ukradkiem wciskając do torebki zwędzoną z baru butlę koniaku.

Catalina została sama. Siedziała, prościutka jak świeca, na białym krześle z finezyjnie wygiętym oparciem, i bezwiednie bawiła się nóżką kryształowego kieliszka, który stał przed nią na okrągłym blacie stolika. Patrzyła w dal, a jej twarz wyrażała delikatne rozbawienie i pogodny spokój.

Szedł ku niej nieśpiesznie, krokiem człowieka, który przechadza się bez celu. Nie chciał wzbudzić podejrzeń, a nade wszystko nie zamierzał jej spłoszyć. Kolejna szansa, by porozmawiać w cztery oczy z księżniczką de Monte Cleure, mogła się nie trafić.

Kiedy, nie pytając o pozwolenie, usiadł naprzeciwko niej, nie odezwała się ani nie poruszyła. Jeśli ktokolwiek ich obserwował, musiał odnieść wrażenie, że w ogóle go nie zauważyła lub że jego obecność jest jej doskonale obojętna. On jednak widział wyraźnie, jak jej usta rozchylają się lekko, w bezgłośnym westchnieniu, a powieki trzepocą niczym skrzydła motyla, ukrywając w cieniu rzęs oczy o poważnym, nieodgadnionym spojrzeniu.

– Proszę przyjąć moje serdeczne gratulacje. – Roztargnionym, jakby bezwiednym ruchem przysunął się z krzesłem do jej krzesła. Oczywiście tylko odrobinę. A potem jeszcze trochę.

– Słucham? – Jej głos, niewiele donośniejszy od szeptu, był całkowicie opanowany. Ale jej brwi – dwa cudownie regularne, szerokie łuki pod nieskazitelnie gładkim, alabastrowym czołem – uniosły się do góry w wyrazie kompletnego zaskoczenia. – Z jakiego powodu?

– Z powodu zerwania zaręczyn. – Nataniel rozsiadł się wygodniej, sięgnął po butelkę czerwonego wina, nalał jej, a potem sobie. – Wypijmy za wolność. W małżeństwie z Heliosem nie byłaby pani szczęśliwa.

– Skąd ta pewność? – W jej głosie pobrzmiewało umiarkowane zainteresowanie. Powiodła spojrzeniem w stronę parkietu, gdzie państwo młodzi wirowali w walcu wiedeńskim, wykonanym perfekcyjnie, według najlepszych zasad sztuki.

Nie odpowiedział od razu. Wpatrywał się w jej profil, walcząc, jak zawsze, z dręczącym poczuciem, że nigdy nie pojmie zjawiska, jakim jest ta kobieta. Jej rysy łączyły w sobie niewinnie zmysłową, dziewczęcą delikatność, ponadczasową szlachetność i zadziwiającą hardość. Catalina de Monte Cleure była bezsprzecznie piękną kobietą. Ale pięknych kobiet widywał wiele, a ona… była inna niż wszystkie. Za każdym razem, kiedy na nią patrzył, miał wrażenie, że jedna z tych eterycznych, ponadczasowych postaci, jakie malowali prerafaelici, ożyła i wyszła poza ramy płótna. Była urocza jak dziki kwiat na łące i zarazem wyniosła jak niebosiężne szczyty Pirenejów. Fascynowała go. I, co ważniejsze, mógł iść o zakład, że ta fascynacja jest odwzajemniona.

– Widziałem panią z Heliosem przy niejednej oficjalnej okazji. – Upił łyk wina. – Zupełnie między państwem nie iskrzyło. Zero chemii, jak to się mówi. Nie to, co między nami dwojgiem – dodał rzeczowo.

Och, teraz dopiero skupiła na nim uwagę! W oczach o barwie czekolady zamigotała szczera panika, a pięknie wysklepione policzki zapłonęły nagłym, zdradzieckim rumieńcem. Spazmatycznie zaczerpnęła tchu, a jej okrąglutkie, drobne piersi, ukryte pod materiałem sukienki, poruszyły się gwałtownie, posyłając ku niemu wonną falę ciepłego powietrza. Pachniała słońcem i miodem, jak górska łąka w samo południe. Ten zapach obudził w nim potężną, niemal bolesną tęsknotę. Pragnął tej kobiety. „Towarzystwo” uważało ją za zapiętą pod szyję cnotkę. Cóż, mogli sobie myśleć, co im się żywnie podobało, mogli nawet się z niej podśmiewać. On miał to w nosie. Przeczuwał, że Catalina de Monte Cleure pod maską idealnego opanowania skrywa bardzo gorący temperament. Chciał to sprawdzić. Chciał… zedrzeć z niej tę skromniutką jedwabną sukienkę w chłodnym kolorze mgły, ozdobioną motywem konwalii. Uwolnić te wspaniałe, czarne jak heban włosy, które nosiła misternie splecione w kok, o wiele, jak na jego gust, za sztywny. Chciał wreszcie zobaczyć ją nagą, jak tyle razy widywał ją w snach. Wysmukłą i świetlistą niczym biały płomień, z burzą włosów, które – był tego pewien – rozpuszczone, sięgałyby poniżej talii, muskały gładką skórę jędrnych, krągłych pośladków. Napatrzyłby się na nią… a potem dotknąłby jej. Zamknął w ramionach. Zatraciłby się w niej. Ona zaś przyjęłaby go i chłonęła z rozkoszą, tak jak rozpalona słońcem górska łąka chłonie ulewny deszcz.

– To niemożliwe. – Po rumieńcach nie było śladu, fascynująca twarz księżniczki pobielała niemal chorobliwie. – To zupełnie niemożliwe, słyszy pan?! Nie powinniśmy nawet… o tym rozmawiać.

Nataniel poczuł, jak po plecach przebiega mu dreszcz. Owszem, miał nieuczesane myśli. Ale był zupełnie pewien, że żadnej z nich nie wypowiedział na głos. Wyglądało na to, że rozumieli się bez słów. To było… interesujące.

– Dlaczego niemożliwe? – nie zadał sobie trudu, by cokolwiek precyzować. Był pewien, że oboje wiedzą, o czym mówi. – Jesteśmy dorośli i szczepieni, a co więcej, o ile się nie mylę, oboje tego chcemy.

– Być może. – Spojrzała mu prosto w oczy. Z niejakim podziwem pomyślał, że jest zbyt honorowa, by unikać odpowiedzi, uciekać się do niewinnych kłamstewek albo udawać, że nie ma pojęcia, o co mu chodzi. – Proszę jednak zrozumieć jedno. W moim przypadku żadne… przygody… nie wchodzą w grę. Moim obowiązkiem jest zachowanie dziewictwa. Do dnia ślubu.

Nie spuściła wzroku. Musiał się zmobilizować, żeby wytrzymać jej spojrzenie – poważne, szczere i nieporuszone. Zawsze uważał się za człowieka raczej pozbawionego skrupułów, ale nigdy jeszcze nie miał do czynienia z kobietą, która otwarcie i ze spokojem mówiła o swoim dziewictwie nieznajomemu mężczyźnie, przy pierwszej rozmowie.

– Rozumiem – powiedział wreszcie, choć, jeśli miał być szczery, nie do końca rozumiał. – Zero seksu przed ślubem. Proszę mi wybaczyć pytanie, ale czy planuje pani stanąć niebawem na ślubnym kobiercu? Bo czas ucieka, życie mija…

– Ja…? – Zanim zdołała się opanować, jej wzrok sam podążył ku biesiadnikowi, który, kilka stolików dalej, w skupieniu pochłaniał słuszną porcję sufletu z homara. Jej dumne, pięknie wykrojone usta skrzywiły się – tylko na moment – w wyrazie niechęci. – Nie sądzę, by miał pan prawo o to pytać – dokończyła, sięgnęła po kieliszek i upiła łyk wina.

– Ach, więc owszem – uśmiechnął się niewesoło, pokiwał głową. – Pojawił się nowy kandydat. Wittenberg, szwedzki hrabia?

Potwierdziła lekkim, niemal niedostrzegalnym skinieniem głowy.

– Moje najserdeczniejsze gratulacje – wycedził, nawet się nie siląc na spokojny ton. – To naprawdę barwna postać. Znakomicie urodzony, do cna zepsuty. Zapewne marzy pani o romantycznej nocy poślubnej? Cóż, proszę się rozpytać wśród tych nastolatków, którzy zostali zatrudnieni jako kelnerzy. Istnieje spora szansa, że któryś z nich zdążył już wpaść w oko pani epuzerowi i otrzymał niemoralną propozycję dotyczącą najbliższej nocy. Rano będzie pani mogła dowiedzieć się w szczegółach, co też lubi mości hrabia, gdy chodzi o sprawy łóżkowe.

– Nie…! – wyrzuciła z siebie Catalina. Jej oczy, pociemniałe ze zgrozy, wydawały się ogromne w twarzy, z której odpłynęła cała krew.

– Niestety, tak – zacisnął zęby, robiąc wszystko, żeby opanować nagły, dławiący atak dzikiej furii.

A więc w ten sposób postąpiła z Cataliną jej własna rodzina! Wszystko było jasne i proste. Księżniczka została porzucona przed ślubem. Oczywiście rzecznik rodziny królewskiej z Monte Cleure wspiął się na szczyty dyplomacji, wydając oświadczenie, z którego wynikało, że ślub został odwołany „na podstawie wspólnej i zgodnej decyzji narzeczonych, podjętej odpowiedzialnie i z rozwagą”, ale wszyscy i tak wiedzieli, że książę Helios odszedł, bo zakochał się w innej kobiecie. Catalina nie zdołała utrzymać przy sobie narzeczonego! Cały arystokratyczny światek aż huczał od plotek na ten temat. Trzeba było jak najprędzej sprawę wyciszyć – a czy istniał lepszy sposób niż znalezienie kolejnego pretendenta do ręki księżniczki? W dodatku pretendenta odpowiednio utytułowanego i nawet bogatszego niż poprzedni? Hrabia Wittenberg spadł im wprost z nieba. Zamożny jak nabab, pochodzący z prastarego, rycerskiego rodu… może nie był już najmłodszy, zaś jego figura zdradzała zbytnią skłonność do folgowania rozkoszom podniebienia, ale jakie to miało znaczenie? Małżeństwo było aranżowane, a to znaczyło, że Catalina niewiele miała do powiedzenia. Nikt nie oczekiwał romantycznej miłości między narzeczonymi. Mało tego, nikt nie uznał za stosowne poinformować ją, że przyszły mąż, gdy idzie o sprawy alkowy, przejawia dość niezdrowe skłonności, i dorosłe kobiety raczej niespecjalnie go interesują. Owszem, hrabia zachowywał daleko idącą ostrożność, nigdy nie został o nic oficjalnie oskarżony ani, tym bardziej, skazany. Ale w małym światku europejskiej arystokracji niewiele można było ukryć. Skoro nawet on, parweniusz i człowiek z zewnątrz, wiedział o preferencjach Wittenberga, z pewnością wiedział o nich także król Monte Cleure. I książę Dominik. Mimo to zamierzali sprzedać mu Catalinę, po promocyjnej cenie, jak chorą jałówkę. Och, bez wątpienia, pan hrabia musiał zacierać ręce z radości! Żeby utrzymać nienaganny wizerunek, potrzebował żony. Czy mógł sobie wymarzyć lepszą kandydatkę niż księżniczka de Monte Cleure? Na pewno nie. Była dla niego idealna. Piękna, znakomicie wykształcona i obyta towarzysko. A co ważniejsze – dobrze ułożona. Wittenberg mógł się spodziewać, że Catalina będzie się uśmiechać, potakiwać i stosować się do poleceń. Nie będzie natomiast zadawać pytań. Gdy hrabia zechce wydać przyjęcie na kilkaset osób, ona weźmie na siebie całą organizację i zrobi to bezbłędnie. Kiedy zapragnie udać się do swojej dyskretnej, wiejskiej rezydencji w towarzystwie kilku bardzo młodych mężczyzn parających się najstarszym zawodem świata, ona bez mrugnięcia zapewni mu alibi. A jeśli zażyczy sobie potomka, ona urodzi mu dziecko – takie przecież jest zadanie małżonki.

– Nie – powtórzyła Catalina raz jeszcze, z uporem kręcąc głową. – Nie, nie, nie. Proszę… odejść – dodała, posyłając Natanielowi spojrzenie pełne desperacji. – Muszę… chcę zostać sama.

Ostatnie nuty romantycznego wiedeńskiego walca utonęły w burzy oklasków, kiedy pan młody porwał swoją świeżo poślubioną żonę w ramiona, uniósł i złożył na jej ustach triumfalny pocałunek. Orkiestra, nie robiąc niemal przerwy, płynnie przeszła do walca angielskiego i panowie zaczęli podnosić się z miejsc, by poprosić do tańca damy.

– Proszę, niech pan zostawi mnie samą – powtórzyła Catalina.

– Woli pani towarzystwo hrabiego Wittenberga?

Kątem oka widział, jak Szwed wstaje, obciąga smoking i, ozdabiając twarz sztucznym uśmiechem, rusza w kierunku Cataliny.

– Czy zechce pani uczynić mi ten honor i zatańczy ze mną walca? – Nataniel skłonił się dwornie i wyciągnął rękę do księżniczki.

– Ale ja… nie mogę – powiedziała odruchowo, przyciskając do piersi splecione dłonie. – Nie wolno mi.

Hrabia był już w połowie drogi.

– Nalegam. – Nataniel trwał zgięty w ukłonie. – Jeszcze piętnaście sekund i pani adorator dotrze do naszego stolika. Rozumiem, że ze mną nie może pani zatańczyć, a jemu, z kolei, nie będzie pani mogła odmówić?

Nie odpowiedziała. Przygryzła wargę, w popłochu zerknęła w stronę, skąd nadchodził hrabia.

Dziesięć sekund.

– Nie powinnam… – zaczęła.

– Cóż, w takim razie żegnam. Życzę pani miłej reszty życia, podczas której będzie pani zawsze robić to, co powinna, a nigdy to, na co ma pani ochotę.

Trzy sekundy.

Nataniel stracił wszelką nadzieję i w tej właśnie chwili księżniczka wyciągnęła przed siebie rękę zdecydowanym gestem, tyleż władczym, co pełnym gracji.

– Z przyjemnością zatańczę z panem walca.

Tytuł oryginału: Claiming His Christmas Consequence

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2017

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

© 2016 by Michelle Smart

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2018

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie Ekstra są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A. Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B lokal 24-25

www.harpercollins.pl

ISBN 9788327640604

Konwersja do formatu EPUB:

Legimi S.A.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Noc na zamku w Monte Cleure Małżeństwo po grecku Wschód słońca we Włoszech Długo oczekiwane zaręczyny Wyspa słońca Koncert dla króla 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Mroczny las Sztuka kochania Kocham Rzym Czas pokaże Nie tacy oni straszni After 4. Bez siebie nie przetrwamy