Mów własnym głosem

Mów własnym głosem

Autorzy: Regina Brett

Wydawnictwo: Insignis

Kategorie: Poradniki

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 21.90 zł

Odkryj swoją prawdę, wytrwale za nią podążaj i nie wahaj się nią dzielić – oto przesłanie nowej książki Reginy Brett.

Mów własnym głosem to 50 porywających lekcji o tym, jaką siłę mają słowa – nie milczenie; o tym, że nawet jeśli trudno zmierzyć się z prawdą, to tylko w ten sposób staniemy się wolni. Jak ćwiczyć się w odwadze? Jak stawiać czoła codzienności wbrew naszym obawom i lękom? I wreszcie – jak przekazywać swoją historię, by była inspiracją i nadzieją? Przeczytaj.

Ciesz się życiem, szczęściem, obfitością, zdrowiem i wolnością tak mocno, jak tylko potrafisz. To od ciebie zależy, jak bardzo otworzysz się na radość. Źródło wszelkiego dobra jest niewyczerpane, ale żeby z niego nabrać, musisz uwolnić się od swojej starej historii. I zacząć opowiadać nową. – Regina Brett

Tytuł oryginału

Use Your Words. 50 Lessons for Speaking Your Truth

Copyright © 2018 Regina Brett. All rights reserved.

Przekład

Olga Siara

Redakcja

Dominika Rychel, Maria Brzozowska

Korekta

Julia Diduch, Elżbieta Krok

Projekt okładki i skład

Tomasz Brzozowski

Konwersja do wersji elektronicznej

Aleksandra Pieńkosz

Dymek na okładce

VectorZilla/Shutterstock.com

Zdjęcie Reginy Brett © PhotShot.com

Copyright © for this edition

Insignis Media, Kraków 2018. Wszelkie prawa zastrzeżone.

ISBN pełnej wersji 978-83-66071-56-8

Podziękowania za możliwość przedruku tekstów:

Przedruk felietonów, które pierwotnie ukazały się w dzienniku „Plain Dealer” za zgodą Plain Dealer Publishing Co. „Plain Dealer” jest posiadaczem praw autorskich do felietonów Reginy Brett z lat 2000–2012. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Przedruk felietonów, które pierwotnie ukazały się w dzienniku „Beacon Journal” za zgodą Beacon Journal Publishing Co. Inc. „Beacon Journal” jest posiadaczem praw autorskich do felietonów Reginy Brett z lat 1994–2000. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Dane niektórych osób opisanych w książce zostały zmienione w celu ochrony ich prywatności.

Insignis Media

ul. Lubicz 17D/21–22, 31-503 Kraków

tel. +48 (12) 636 01 90

biuro@insignis.pl, www.insignis.pl

facebook.com/Wydawnictwo.Insignis

twitter.com/insignis_media (@insignis_media)

instagram.com/insignis_media (@insignis_media)

Snapchat: insignis_media

Dla Polek i Polaków.

Sprawiacie, że czuję się

w waszym kraju

jak w domu

Mów własnym głosem

Wstęp

Polska to wspaniała nauczycielka.

Nasz zraniony świat może się od tego kraju wiele nauczyć o potędze milczenia i potędze solidarności. Na tej uświęconej ziemi rozegrały się wydarzenia ukazujące najpiękniejsze i najokrutniejsze oblicze ludzkości.

Podczas szalonej trasy promującej moją poprzednią książkę odwiedziłam osiem polskich miast, a setki czytelników witały mnie wszędzie z otwartymi ramionami.

Każde spotkanie było dla mnie święte. Pewna kobieta jechała dwie godziny pociągiem, żeby się ze mną zobaczyć. Studenci prosili wykładowców o zwolnienie z zajęć, żeby zdobyć mój autograf. Ludzie w każdym wieku dzielili się ze mną swoimi sukcesami i tragediami przez kilka krótkich chwil rozmowy twarzą w twarz, serce w serce.

Odpoczywałam w dniu, gdy cały kraj miał wolne – 11 listopada, czyli w Święto Niepodległości. Planowałam zwiedzić Muzeum Emigracji w Gdyni z przyjaciółką i współpracowniczką z polskiego wydawnictwa Marią Brzozowską. W pobliżu Stoczni Gdańskiej taksówkarz zapytał, czy chcę zobaczyć, gdzie Lech Wałęsa i Polska zmienili świat. Po plecach przebiegł mi dreszcz. To była ta stocznia; to miejsce, które widziałam kilkadziesiąt lat temu w telewizji, zakład pracy, gdzie zwykli ludzie zbuntowali się i powiedzieli: „Dość”. To tu rozpoczął się upadek komunizmu. Zanim na Murze Berlińskim pojawiły się pierwsze rysy, młot wolności opadł na Stocznię Gdańską.

Z tego miejsca biła ogromna moc. Hymn Stanów Zjednoczonych kończy się słowami: „A gwiaździsty sztandar tryumfalnie powiewa ponad krajem wolnych, ojczyzną dzielnych ludzi”.

„Ojczyzna dzielnych ludzi”. To określenie pasuje również do Polski i Polaków.

Ludzi dość dzielnych, żeby stanąć w swojej obronie, wyrazić sprzeciw, walczyć o wolność.

Kiedy odjeżdżaliśmy spod stoczni, taksówkarz pokazał mi Europejskie Centrum Solidarności po drugiej stronie ulicy. Całe muzeum poświęcone solidarności? Musiałam je zwiedzić. Wiedziałam, że moja następna książka – ta, którą trzymasz w rękach – będzie o upominaniu się o siebie, więc chciałam poczuć siłę celebrowanej w tym budynku solidarności, żeby mieć odwagę pisać.

Wnętrze wygląda jak zardzewiały kadłub statku o pochyłych ścianach. Na ścianie oblepionej białymi kartkami krwistą czerwienią odcina się słowo „Solidarność”. W szklanej gablocie wisi skórzana kurtka jednego z bojowników o wolność. Kula pozostawiła w niej ziejącą dziurę.

Mapa świata ukazuje wszystkie państwa komunistyczne, podświetlone na czerwono. Stopniowo, państwo po państwie, światło staje się białe, co symbolizuje upadek komunizmu. Widząc to, po raz pierwszy uświadomiłam sobie, że to w Polsce rozpoczął się ten proces.

Nigdy nie zapomnę, jak stałam pod morzem kasków przyczepionych do sufitu. Podobny nosił mój tata, blacharz. Zwykli ludzie, stoczniowcy, którzy pracowali w tych kaskach, zdobyli się na to, żeby powiedzieć: „Nie” – i zmienić świat.

Przez wiele lat zastanawiałam się, dlaczego Bóg wybrał Polskę na moją bratnią duszę. Dlaczego spośród kilkuset krajów świata właśnie tu moje książki cieszą się największą popularnością? Stojąc pod kaskami stoczniowców, nagle uświadomiłam sobie, jak brzmi odpowiedź. W tym świętym, zranionym miejscu, gdzie naziści dopuścili się najpotworniejszych zbrodni przy milczącej zgodzie świata, zapisano również najpiękniejsze karty historii.

Kiedy zwykli ludzie milczą, niesprawiedliwość i okrucieństwo mogą trwać na całym świecie. Kiedy zwykli ludzie protestują, reżimy upadają, instytucje przechodzą reformy, a seksualni oprawcy zostają strąceni z piedestału w kościołach i przedsiębiorstwach, w świecie sportu i w Hollywood.

Wykorzystywanie seksualne dzieci, gwałt i molestowanie kończą się, kiedy przestajemy milczeć na ten temat. Pora, żebyśmy wszyscy głośno mówili o swoich trudnych doświadczeniach.

Wielu z nas zostało skrzywdzonych w dzieciństwie i w młodości. Niektórzy wciąż doznają cierpienia z rąk ludzi nadużywających władzy – polityków, szefa czy członka rodziny.

To dla was napisałam tę książkę.

Możecie podzielić się swoją prawdą. Możecie opisać swoją prawdę. Możecie stanąć w swojej prawdzie.

W ten sposób odzyskacie utraconą siłę.

Ta książka to oficjalne pozwolenie na to, żebyście ujęli się za sobą – i już zawsze stali po swojej stronie.

Ujmij się za sobą

Lekcja 1

Pisz, żeby ratować życie – na początek swoje własne

Pisanie uratuje ci życie.

A potem uratuje życie komuś innemu.

Taką moc ma wyrażanie swojej prawdy.

Ja straciłam tę umiejętność we wczesnym dzieciństwie. Jednym z moich pierwszych wspomnień jest wrzask taty, spuszczającego mi lanie. Byłam jeszcze małą dziewczynką i próbowałam mu wytłumaczyć cichym, smutnym głosem: „Nie musisz na mnie krzyczeć. Jestem tylko dzieckiem”.

Miałam ledwie cztery albo pięć lat, więc nie mogłam wygrać z nim ani z jego pasem. Po pewnym czasie przestałam mówić cokolwiek na swoją obronę. Później jednak zaczęłam pisać. I to uratowało mi życie.

W szkole podstawowej zaczęłam prowadzić pamiętnik, a pisanie stało się moją terapią i moim najlepszym przyjacielem.

Było moją bratnią duszą, kiedy czułam się samotna. Moim jedynym słuchaczem, kiedy nie miałam komu zwierzyć się ze swojego cierpienia. Moim oparciem, bezpieczną przystanią i zbawieniem, zanim znalazłam Boga, który dał mi to wszystko i wiele więcej.

Kiedyś tylko pisanie pozwalało mi uwolnić się od lęku. Nadal miewam takie dni.

Wciąż jest mi oparciem – jak kula inwalidzka, która pomaga stanąć na nogi komuś zbyt słabemu, żeby mógł utrzymać się na nich samodzielnie.

Kiedy nie potrafiłam zebrać się na odwagę i powiedzieć rodzicom, że jestem w ciąży, sięgnęłam po długopis. W najtrudniejszym liście, jaki kiedykolwiek napisałam, musiałam przyznać się mamie i tacie, że zamierzam urodzić i wychować nieślubne dziecko, chociaż mam dopiero dwadzieścia jeden lat. Wsunęłam kartkę pod magnes na lodówce. Bałam się nawet wręczyć im ten list. Komunikacja ustna była dla mnie za trudna – musiałam postawić na pisemną.

Myślałam, że jeśli powiem im o wszystkim twarzą w twarz, mój tata podniesie głos i obrzuci mnie wyzwiskami, a mama rozpłacze się, pokręci głową z zażenowaniem, a potem ze złości przestanie się do mnie odzywać. Tymczasem rodzice bardzo pomogli mi w wychowaniu córki, która stała się ich ukochaną pierwszą wnuczką.

Wiele lat później, gdy poszłam na terapię, żeby uwolnić się od traum z dzieciństwa, napisałam do rodziców i rodzeństwa listy o tym, co przeżyłam w naszym rodzinnym domu. Chciałam przełamać panującą wśród bliskich zmowę milczenia, żeby oni również odważyli się sięgnąć po pomoc w ukojeniu swoich ran. Tylko w ten sposób mogliśmy przerwać łańcuch przemocy i ustrzec przed nią kolejne pokolenie.

Kiedy zachorowałam na raka piersi, pisanie ocaliło mnie przed rozpaczą. Zamiast zadręczać rodzinę i przyjaciół swoim smutkiem i strachem, pisałam dziennik. Przekułam to bolesne doświadczenie na felietony prasowe, które pomogły innym kobietom zmagającym się z rakiem piersi. Pisanie poprawiało mi nastrój, kiedy straciłam włosy, kiedy pożegnałam się ze swoimi piersiami, kiedy nie byłam pewna, czy mam przed sobą jeszcze jakąś przyszłość.

Gdy dowiedziałam się, że jestem nosicielką mutacji w genie BRCA1 i istnieje pięćdziesiąt procent prawdopodobieństwa, że inni członkowie mojej rodziny również są bardziej narażeni na raka piersi, napisałam listy do rodzeństwa i kuzynów. Wysłałam im swoje wyniki i namawiałam, żeby się przebadali i walczyli o własne życie.

Pisaniem możesz uratować innych. Ale najpierw uratujesz nim siebie samego.

Nie tylko ty czujesz się tak samotny, zdesperowany czy smutny. Nie tylko ty borykasz się z autyzmem, chorobą afektywną dwubiegunową czy obezwładniającą depresją. Nie tylko ty tęsknisz za dzieckiem, które wybrało narkotyki, trafiło do więzienia albo popełniło samobójstwo. Nie tylko ty masz za sobą poronienie, koszmarny rozwód czy diagnozę, która nie pozostawia żadnej nadziei.

Niezwykle cenną pamiątką jest dla mnie przywieziona z Irlandii pocztówka z cytatem Patricka Kavanagha:

W swojej samotności nie jesteśmy sami

Inni zdążyli już poznać przed nami

to cierpienie, które uważamy za jedynie swoje:

nierozwiązane problemy, niedoszłe podboje,

niespełnione przyjemności…

Pewnego roku szłam plażą pogrążona w rozpaczy, zastanawiając się, czego potrzebuję, żeby poczuć się lepiej. Zadałam to pytanie Atlantykowi, a odpowiedź przyszła natychmiast – tak wyraźna, jakby przemówił do mnie ocean. „Musisz pisać”.

I wtedy zrozumiałam. To był dla mnie jedyny ratunek.

Po co pisać?

Na to pytanie istnieje wiele odpowiedzi, a każdy z nas musi odnaleźć własną. Kiedy już na nią trafisz, zapisz ją na kartce i połóż ją przy klawiaturze, nalep na komputerze albo na okładce dziennika.

Kiedyś zakochałam się w robotniku budowlanym, który powiedział, że jego matka zajmuje się pisaniem. „A co pisze?” – zapytałam, sądząc, że chodzi o poezję, powieści albo opowiadania. „Pisze do chorych w szpitalach – wyjaśnił mój ukochany. – Codziennie wysyła jeden list albo kartkę, najczęściej do nieznajomych”.

Po co pisać?

Dobre powody podaje Henry David Thoreau w książce Walden, którą odkryłam w dziesiątej klasie na lekcji języka angielskiego: żeby „żyć świadomie […] zapędzić życie w kozi róg […] stawać w życiu wyłącznie przed najbardziej ważkimi kwestiami, […] przyswoić sobie to, czego może mnie życie nauczyć, abym w godzinie śmierci nie odkrył, że nie żyłem”*.

Ja piszę też z innych powodów. Oto moja lista – może odnajdziesz w niej coś dla siebie:

Żeby sławić Boga i karmić słowem Jego owce.

Żeby pozwolić mojej duszy uwielbiać Pana.

Żeby bronić radości.

Żeby mówić za tych, którym odebrano głos.

Żeby pokazać światu kogoś niepozornego, kogo mógł przeoczyć.

Żeby rozśmieszać czytelników i poprawiać im humor.

Żeby pocieszać niepocieszonych i niepokoić zbyt spokojnych.

Żeby uświadomić ludziom, że nie są sami.

Żeby uciszyć krytyków w swojej głowie.

Żeby ukoić swoje serce.

Żeby inspirować.

Żeby kwestionować.

Żeby ocierać łzy.

Żeby doprowadzać do łez.

Żeby wyrzucić z siebie to, o czym wstyd każe mi milczeć.

Żeby uleczyć swoje rany.

Żeby wiedzieć.

Żeby zapomnieć o tym, co wiem.

Żeby podzielić się wszystkim, czego doświadczyłam w życiu.

Żeby moja prawda nie umarła z zaniedbania.

Żeby nawiązywać kontakty.

Żeby żyć dwa razy.

Żeby zabierać ludzi w miejsca, w które wcale nie chcą iść – i których nigdy nie zapomną.

Żeby dać głos całemu pięknu i całej brzydocie świata.

Żeby przypomnieć innym, że bez względu na wszystko życie jest darem.

Żeby zmieniać świat.

Żeby dawać świadectwo.

Żeby ująć się za biednymi, słabymi, cichymi, chorymi, niepozornymi, samotnymi.

Żeby żyć wiecznie.

Jeśli pragniesz nieśmiertelności – pisz. Nawet kiedy ciebie już nie będzie, twoje słowa pozostaną z czytelnikami na zawsze. Annie Dillard radziła, żeby pisać jak umierający twórca do czytelników w stanie terminalnym. Wszyscy przecież umieramy, tylko niektórzy szybciej niż inni.

Zachowałam e-mail od matki, która napisała do mnie po śmierci syna w wypadku samochodowym: „Często się zastanawiam, czy reporterzy rozumieją wartość swoich słów. Słowa pokazują nasze wnętrze, a Pani wnętrze, pani Brett, musi być naprawdę piękne. Potrafiła Pani zrozumieć tę straszliwą sytuację, przynieść w niej choć odrobinę ulgi i okazać niezwykłe współczucie, co bardzo doceniam… Współczucie jest nam niezwykle potrzebne. Dziękuję za nie”.

Czytelnicy są dla mnie trenerami i cheerleaderkami. Towarzyszą mi w tej mistycznej podróży. Dzwonią, żeby powiedzieć: „Głowa do góry!”. Piszą, żeby mnie pochwalić: „Pani książka jest dla mnie jak ciepły uścisk”. Wysyłają e-maile z podziękowaniami za to, że daję nadzieję „tym, którym wydaje się, że się nie liczą”. Zostawiają odciski palców na moim sercu – jak kobieta, która znalazła czterdzieści pięć moich lekcji w kieszeni swojego męża. Zmarł czterdzieści pięć dni po tym, jak zdiagnozowano u niego raka.

Mój przyjaciel Bill Tammeus powiedział kiedyś: „Czytelnik jest twoim najważniejszym pracodawcą”. Możesz pisać dla siebie, ale piszesz też dla innych. Bezdomni będą cię czytać w bibliotece. Sekretarki będą cię czytać na stołówce w czasie przerwy na lunch. Pacjenci będą cię czytać w szpitalnych łóżkach.

Zapamiętałam słowa Randy’ego Shiltsa, które napisał po ukończeniu książki And the Band Played On (A orkiestra grała dalej) o epidemii AIDS, choroby, na którą później zmarł. Dziękował chorym na AIDS, którzy „poświęcili swoje ostatnie godziny na wywiady, czasem leżąc na łożu śmierci i walcząc o każdy oddech. Kiedy pytałem, dlaczego to robią, mówili, że chcą uchronić innych przed tym cierpieniem. Nie wyobrażam sobie większego bohaterstwa”.

W świecie pisarzy znajdzie się miejsce również dla ciebie. Może nie trafisz na listę bestsellerów ani przed Norweski Komitet Noblowski, ale gdzieś na świecie jest ktoś, do kogo dotrą twoje słowa – a dzięki nim miłość Boga. Powierz długopis służbie Bogu i tej osobie. Wystarczy, że okażesz swoją gotowość. Sukces zawsze będzie zasługą Boga.

Już dawno temu zawarłam z Nim umowę, której nadal dotrzymuję: ja piszę, a On dostarcza moje słowa ludziom na całym świecie, którzy ich potrzebują albo pragną.

Moje zadanie polega tylko na tym, żeby kochać to, co piszę, i ludzi, którzy to czytają.

Jeśli nie zaangażuję się na sto procent, ktoś inny zrobi to za mnie.

Albo, co gorsza, nie zrobi tego nikt.

* Henry David Thoreau, Walden, przeł. Halina Cieplińska, Poznań 2018.

Lekcja 2

Twoja prawda cię wyzwoli

Ileż treści zawiera się w tym zwrocie:

Me too.

Ja też.

Te dwa krótkie słowa przełamały milczenie, wstyd i samotność niezliczonych kobiet na całym świecie, które doznały molestowania albo napaści seksualnej.

Kiedy znalazłam ten apel na Facebooku, skopiowałam go i potwierdziłam, że mnie też to spotkało: „Gdyby wszystkie kobiety, które doświadczyły napastowania albo przemocy seksualnej, napisały w mediach społecznościowych: »Me too«, ludzie uświadomiliby sobie skalę problemu, dotykającego ponad 50% populacji. A kiedy piszę: »Me too«, mam na myśli również siebie”.

#MeToo.

A potem z bólem serca patrzyłam, jak dziesiątki znajomych kobiet udostępniają ten status i przyznają:

#MeToo.

Ja też. Moje przyjaciółki. Współpracowniczki. Siostrzenice i bratanice. Siostry. Kuzynki. Nawet moja córka.

Jak to możliwe, że dotyczyło to tak wielu bliskich mi kobiet? Dlaczego nie miałam o tym pojęcia?

Ruch #MeToo coraz bardziej się rozprzestrzeniał. Jak podał kanał informacyjny CBS News: „Według danych serwisu Twitter w ciągu czterdziestu ośmiu godzin hasztag został udostępniony niemal milion razy. Na Facebooku przed upływem doby pojawiło się ponad 12 milionów postów, komentarzy i reakcji na ten temat autorstwa 4,7 miliona osób z całego świata. W Stanach Zjednoczonych czterdzieści pięć procent użytkowników Facebooka miało wśród znajomych kogoś, kto użył hasła »MeToo«”.

A to nie obejmuje osób, które nie odważyły się podzielić swoim cierpieniem.

Początkiem ruchu #MeToo była prośba aktorki Alyssy Milano na Twitterze, żeby kobiety zamieściły ten hasztag, jeśli padły ofiarą molestowania albo gwałtu. Dziesięć lat wcześniej czarnoskóra aktywistka Tarana Burke promowała za jego pomocą ideę „upodmiotowienia dzięki empatii”.

Wiadomość o serii napaści seksualnych hollywoodzkiego producenta Harveya Weinsteina uruchomiła reakcję łańcuchową – kolejne aktorki mówiły głośno o tym, jak je potraktował, a wśród nich znalazły się: Ashley Judd, Angelina Jolie, Gwyneth Paltrow, Lupita Nyong’o i Rosanna Arquette.

Z czasem potężni mężczyźni zaczęli tracić wysokie pozycje: Matt Lauer, Charlie Rose, Kevin Spacey, Garrison Keillor, komik Louis C.K. Ich oskarżycielki i oskarżyciele dali nam odwagę, żeby powiedzieć: „Ja też”, chociaż większość kobiet nie wdawała się w szczegóły. Dlaczego? Bo te sytuacje były zbyt intymne. Zbyt bolesne. Zbyt trudne.

Albo dlatego, że zdarza się to zbyt często. Wybierzcie dowolny przykład:

Może ten, gdy jako nastolatka poszłam sama do parku w moim małym miasteczku, a jakiś nieznajomy złapał mnie za rękę i próbował ściągnąć z huśtawki, ale na szczęście udało mi się wyrwać i uciec.

Albo ten, gdy wybrałam się pierwszy raz na plażę i stałam wpatrzona w gwiazdy, a obcy mężczyzna chwycił moją dłoń i nie chciał mnie puścić, aż w końcu dał mi spokój, bo zaczęłam krzyczeć i ktoś przybiegł na pomoc.

Albo ten, gdy jako świeżo upieczona reporterka przeprowadzałam wywiad z pewnym politykiem, który powitał mnie mokrym całusem w policzek.

Albo ten, gdy dentysta, do którego już nigdy więcej nie wróciłam, rozłożył narzędzia na mojej klatce piersiowej – nie, na moich piersiach – a ja czułam się dziwnie i niekomfortowo, ale nie śmiałam zwrócić uwagi człowiekowi z wiertłem w mojej szczęce.

Albo te wszystkie sytuacje, kiedy jeden z redaktorów rozmawiał ze mną, gapiąc się na moją klatkę piersiową – nie, na moje piersi – zamiast patrzeć mi w oczy.

Albo moment, kiedy siedziałam w moim małym pomarańczowym fordzie fiesta niedaleko kampusu uniwersyteckiego, a trzech rosłych członków bractwa studenckiego dla żartu podniosło mój samochód – ze mną w środku.

Albo ten, gdy stałam w kolejce po napój na stadionie drużyny Cleveland Browns, a jakiś nieznajomy wsunął mi rękę między nogi i złapał mnie za krocze.

Albo ten, gdy futbolista amerykański z mojego liceum zmusił mnie do seksu, chociaż błagałam go, żeby przestał.

Albo ten, gdy koszykarz z drużyny uniwersyteckiej zmusił mnie do seksu, chociaż błagałam go, żeby przestał.

Dlaczego o tym nie mówimy?

Czasem przerywamy milczenie, ale otoczenie nam nie wierzy. Czasem spotykamy się z groźbami. A często po prostu nie potrafimy o tym mówić.

Kobiety mogą nabrać przekonania, że muszą się zwyczajnie pogodzić z podobnym traktowaniem – zwłaszcza gdy molestowanie seksualne staje się normą dla takich mężczyzn jak Bill Cosby, Bill Clinton, Bill O’Reilly czy Donald Trump, który został prezydentem Stanów Zjednoczonych, chociaż kiedyś powiedział: „Po prostu je całuj. Od razu. Kiedy jesteś gwiazdą, one na to pozwalają. Możesz zrobić wszystko. Złap je za c…ę”.

Wszystko zaczyna się już w dzieciństwie, kiedy uczymy małych chłopców, że kobiety to słaba płeć, a mężczyźni muszą być silni. Kiedy akceptujemy, że trenerzy i sportowcy obrażają się nawzajem słowami: „Grasz jak baba”.

Kiedy pozwalamy chłopcom ciągnąć dziewczynki za włosy i tłumaczymy ich: „To pewnie dlatego, że ją lubi”. Albo godzimy się, żeby strzelali dziewczynkom z ramiączek staników, i kwitujemy to ze śmiechem: „Tacy już są chłopcy”. A może warto wychować ich na lepszych chłopców i nauczyć szacunku dla dziewcząt?

Nikt nie chce uwierzyć, że jego syn, brat albo mąż dopuściłby się gwałtu albo żartował na ten temat – a jednak są synowie, bracia i mężowie, którzy tak się zachowują.

Każdy z nas powinien się zastanowić: czy zrobiłbym wszystko, żeby nie dopuścić do gwałtu?

W Ohio dwóch członków drużyny futbolu amerykańskiego ze Steubenville zgwałciło nieprzytomną pijaną szesnastolatkę. Ta historia obiegła cały internet. Udostępniano sobie zdjęcia dziewczyny zrobione telefonem komórkowym i publikowano ordynarne komentarze. Pojawił się też filmik, na którym jakiś student śmieje się z całej tej sytuacji.

Tyrone White, asystent trenera futbolu amerykańskiego w męskim liceum im. Świętego Ignacego w Cleveland, chce zmienić sposób, w jaki sportowcy traktują kobiety. Kiedyś stanął przed tłumem podopiecznych i zapytał: „Kto w tym pokoju zna osobę, która doświadczyła molestowania seksualnego albo została sfotografowana bez swojej wiedzy?”.

Przynajmniej jedna trzecia uczniów podniosła ręce.

Następne pytanie brzmiało: „I co z tym zrobiliście?”.

Nikt się nie odezwał.

„Czy ktoś stanął w jej obronie?”

Nie podniosła się ani jedna ręka.

„Widzicie, właśnie na tym polega problem” – skomentował trener.

Nadal prześladuje go własne milczenie w podobnej sytuacji. Trzydzieści lat temu, kiedy sam był studentem, kolega z drużyny wszedł do sali telewizyjnej w akademiku, oznajmiając, że właśnie uprawiał seks z pijaną dziewczyną, po czym zapytał, czy ktoś jeszcze chce ją przelecieć. Dziesięciu studentów poszło skorzystać z okazji. Pozostali nie powiedzieli ani nie zrobili nic, żeby ich powstrzymać.

„Jestem pewny, że ona do dziś cierpi z tego powodu – powiedział mi trener Ty. – A ja siedziałem przerażony przed telewizorem, zastanawiając się: czy powinienem jakoś zaprotestować?”

Nie zrobił tego.

Bał się, że jeśli stanie w obronie dziewczyny, straci zaufanie kumpli. Nie chciał robić problemów ich trenerowi, więc nikomu nie zgłosił tego zajścia.

„Zamiast pomyśleć o tym, co jej grozi, ja martwiłem się o siebie – przyznał. – Możesz nie uczestniczyć w takiej sytuacji, ale i tak ponosisz za nią odpowiedzialność, jeśli nie próbujesz jej zapobiec. Musimy razem przeciwstawić się złu”.

Trzeba nauczyć chłopców okazywania szacunku kobietom i dziewczynkom również wtedy, gdy nikt na nich nie patrzy. Na osobności zbyt wiele zachowań zbywamy jako żarty, chociaż tak naprawdę są karygodne, a często niezgodne z prawem.

Nie wystarczy wyjaśnić, skąd się biorą dzieci. Trzeba dodać, skąd się biorą gwałty. Musimy nauczyć naszych synów i nasze córki, że pijana dziewczyna nie prosi się o gwałt bez względu na to, jak jest ubrana czy ile wypiła.

Musimy wpoić naszym synom, że „nie” zawsze znaczy „nie”, a kobieta, która jest zbyt pijana, żeby to powiedzieć, wcale nie mówi „tak”.

Wszyscy powinniśmy zebrać się na odwagę i spróbować powstrzymać molestowanie albo gwałt, kiedy jesteśmy świadkami takiej sytuacji.

Nadzieję daje mi następne pokolenie. Jedna z moich bratanic, która obecnie robi doktorat, zaraz po statusie „MeToo” zamieściła na Facebooku poniższy wpis:

„Trudno będzie znaleźć kobietę bez takich doświadczeń. Ale oto inne, równie częste zjawisko, na którym łapię też samą siebie: brak reakcji, kiedy nasz współpracownik/kolega ze szkoły/przyjaciel lub ktokolwiek inny mówi albo robi coś, co umożliwia albo sankcjonuje przemoc seksualną w naszej kulturze”.

Łatwo jest milczeć z zażenowaniem, bagatelizować sprawę albo skwitować: „Tak już jest” – ale wcale nie musi tak być. Przemoc seksualna jest niedopuszczalna w żadnej formie – trzeba głośno o tym mówić. I właśnie to zamierzam robić. Nie wystarczą jedynie głosy ofiar, bo one często są ignorowane. Jeśli do nich nie należysz, tym lepiej. Ale wszyscy musimy robić więcej. Tak, odważę się to powiedzieć: z wielką mocą wiąże się wielka odpowiedzialność.

A kto ma tę moc?

My wszyscy.

Tak, panowie – #WyTeż.

Lekcja 3

Twój głos jest twoją supermocą – korzystaj z niej

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Lekcja 4

Zgody trzeba udzielić – inaczej jej nie ma

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Lekcja 5

„Nie” znaczy „nie”. I kropka

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Lekcja 6

Gdy walczysz o siebie, to mowa jest złotem

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Lekcja 7

Odwagę trzeba ćwiczyć

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Lekcja 8

Kiedy odnajdziesz swój głos, poczujesz to

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Odnajdź swój głos

Lekcja 9

Kiedy nikt inny cię nie rozumie, sięgnij po pamiętnik

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Lekcja 10

Znajdź muzykę swojego życia

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Lekcja 11

Poszerz swoje słownictwo

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Lekcja 12

Wielka literatura ratuje nas wszystkich

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Lekcja 13

Wyrażaj się poprzez twórczość

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Lekcja 14

Każdy z nas jest uświęconą tajemnicą

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Lekcja 15

Za sukcesem każdego pisarza stoi inspirujący nauczyciel

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Lekcja 16

Twój głos może być muzyką dla czyichś uszu

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Lekcja 17

Słowa z głębi serca trafiają w głąb serc

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Słowa leczą

Lekcja 18

Każde imię jest warte zapamiętania

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Lekcja 19

Szczere przeprosiny mogą naprawić relację

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Lekcja 20

Najlepsza komunikacja staje się komunią

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Lekcja 21

Twoja historia nie ma jeszcze zakończenia

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Lekcja 22

Słowa uczynią cię nieśmiertelnym

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Lekcja 23

Jeśli chcesz należeć do gangu, załóż dyskusyjny klub książki

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Lekcja 24

Biblioteka to koło ratunkowe

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Lekcja 25

Jeśli chcesz dobrze pisać, czytaj

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Lekcja 26

Życie jest darem. Podaj go dalej

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Ujmij się za innymi

Lekcja 27

Milczenie zabija

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Lekcja 28

Słowa są życiem

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Lekcja 29

Ratując jedno życie, ratujesz wszechświat

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Lekcja 30

Nigdy nie znasz ciężaru brzemienia drugiego człowieka

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Lekcja 31

Nie bądź biernym obserwatorem

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Lekcja 32

Nienawiść rani nas wszystkich

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Lekcja 33

Wszystkie dzieci są nasze

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Lekcja 34

Kwestionuj autorytety

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Pisz tu i teraz

Lekcja 35

Inspirację znajdziesz wszędzie

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Lekcja 36

Tylko ty możesz stanąć sobie na drodze

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Lekcja 37

Szczegóły robią różnicę

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Lekcja 38

Nadaj swoim słowom efekt wow

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Lekcja 39

Ludzie wciąż uwielbiają opowieści

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Lekcja 40

Redakcja to twój prezent dla czytelników

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Lekcja 41

Pisarz pisze

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Opowiedz

swoją historię

Lekcja 42

Żyj na miarę swojej wymarzonej mowy pogrzebowej

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Lekcja 43

Życie nie powinno przypominać pracy domowej

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Lekcja 44

Mówiąc „dziękuję”, rozsiewasz wokół magię

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Lekcja 45

Podaruj dar słów

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Lekcja 46

Nie potrzebujesz wielu słów, żeby wyrazić siebie

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Lekcja 47

Świat powinien poznać twoją historię

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Lekcja 48

Odmawiaj przyjęcia odmowy do wiadomości

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Lekcja 49

Jeśli jakaś książka trawi twoją duszę ogniem, musisz ją napisać

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Lekcja 50

Opowiedz swoją historię. Podaruj sobie szczęśliwe zakończenie

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

O autorce

Regina Brett jest autorką książki Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu, która trafiła na listę bestsellerów dziennika „New York Times” i została przetłumaczona na ponad dwadzieścia języków.

Jej kontynuacje to Jesteś cudem. 50 lekcji jak uczynić niemożliwe możliwym i Bóg zawsze znajdzie Ci pracę. 50 lekcji jak szukać spełnienia. Dwie z jej książek ukazały się jedynie w Polsce: Twój dziennik. 12 nowych lekcji i myśli na każdy dzień oraz Kochaj. 50 lekcji, jak pokochać siebie, swoje życie i ludzi wokół.

Regina wygrała walkę z rakiem piersi. Jest matką, macochą, żoną, babcią – i trenerką łucznictwa.

W 1986 roku została dziennikarką, a osiem lat później zaczęła pisać felietony. Jest dwukrotną finalistką Nagrody Pulitzera w dziedzinie reportażu.

Poza pisaniem książek daje mowy motywacyjne i współpracuje regularnie z tygodnikiem „Cleveland Jewish News”.

Wykładała dziennikarstwo na Uniwersytecie w Akron i wygłosiła mowy na temat pisarstwa na Uniwersytecie Case Western Reserve, Uniwersytecie im. Johna Carrolla, Uniwersytecie Stanowym w Kent, Uniwersytecie Stanowym w Cleveland oraz w college’u sióstr urszulanek.

Regina uzyskała tytuł licencjata dziennikarstwa i magistra religioznawstwa. Mieszka w Cleveland w stanie Ohio.

Jej adres e-mail to regibrett@gmail.com. Prowadzi też stronę internetową www.reginabrett.com.

Podziękowania

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Mów własnym głosem Kochaj Bóg zawsze znajdzie ci pracę Jesteś cudem Bóg nigdy nie mruga 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Wielka czwórka Sztuka kochania Wybieraj wystarczająco dobrze Porąb i spal Pieniądze. W świetle Ewangelii. Nowa opowieść o biedzie i zarabianiu