Wojna domowa

Wojna domowa

Autorzy: Böhler Jochen

Wydawnictwo: Znak

Kategorie: Historia

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 39.99 zł

Pierwsza wojna światowa nie zakończyła się w listopadzie 1918 roku. Polska nie odzyskała niepodległości z dnia na dzień, a 11 listopada niewiele różnił się od poprzednich dni. Nikt nie zdawał sobie sprawy, że ta data stanie się symbolem odrodzenia Polski. Nikt wówczas nie wiedział, gdzie dokładnie jest Polska ani kogo można nazwać Polakami.

 

Listopad 1918 roku umożliwił powstanie II Rzeczpospolitej, ale był też preludium nowej wojny. Wojny na wielu frontach. Wojny wyniszczającej. Wojny bohaterskiej. Wojny zwycięskiej. Ale też WOJNY DOMOWEJ.

 

Autor udowadnia, że boje, które toczyła Polska w latach 1918-1921, nie były odosobnionymi incydentami w walce o granice. Wykazuje, że wszystkie były elementami jednej wielkiej wojny domowej, która stworzyła Polskę i Polaków.

Marcie Natalii, Antoniemu Kazimierzowi,

Feliksowi Aleksandrowi i Gustawowi Marianowi dedykuję

Autor

Skończył się rok osiemnasty,

prawie kwartał dziewiętnasty,

Polska o Lwów toczy boje,

Mars znów rzuca wojny zwoje.

I z Czechami pod Skoczowem[1],

choć mi przykro, lecz wam powiem:

poległo dużo kolegów.

Słowianie nie kładźcie progów

wzajemnie sobie pod stopy,

przecież z nas nie głupie chłopy,

jedną stanowim rodzinę,

więc wyznaczmy dzień, godzinę

i załatwmy sporne sprawy,

a nie róbmy w świecie wrzawy[2].

Plutonowy Ludwik Bałos (na urlopie zdrowotnym w Grzechyni, 25 maja 1919 roku).

Polska z Polakami nie daje sobie rady, a po co inne narody zabierać?[3]

Rozmowa dwóch polskich żołnierzy (podczas bitwy warszawskiej, druga połowa sierpnia 1920 roku).

Wstęp do wydania polskiego

Gdy rozpocząłem pisanie książki o odrodzeniu państwa polskiego w 1918 roku, tematem nie miały być zbrodnie, przemoc ze strony wojska i oddziałów paramilitarnych czy konflikty wewnętrzne. Zamierzałem opowiedzieć Czytelnikom na Zachodzie o osiągnięciach Józefa Piłsudskiego, Romana Dmowskiego, Ignacego Paderewskiego i całego narodu polskiego po pierwszej wojnie światowej. Lecz gdy przyjrzałem się bliżej temu, co wydarzyło się w centrum i na pograniczach Polski w latach 1918–1921, uświadomiłem sobie, że w oficjalnej historii kryje się inna – taka, którą sami Polacy chyba niezbyt dobrze znają.

Najbardziej zaskakujące było dla mnie to, że ludzie żyjący na zróżnicowanych etnicznie pograniczach Polski – we wschodniej Galicji, na Kresach Wschodnich, Wileńszczyźnie, w Wielkopolsce, na Górnym Śląsku i Śląsku Cieszyńskim – postrzegali siebie nie jako beneficjentów, lecz jako ofiary tworzenia państw narodowych przez Polaków, Ukraińców, Litwinów, Niemców i Czechosłowaków. Ostatecznie postanowiłem więc opowiedzieć ich historię – nie jako Niemiec, ale jako historyk.

Jochen Böhler

Warszawa–Jena, 14 września 2018

Wstęp

Czyż jest więc ktoś, kto nie wie, że pierwszym prawem pisania historii jest, by nie poważyć się powiedzieć coś zmyślonego, drugim zaś, by mieć odwagę mówić to, co jest prawdą, by nie zrodziło się podejrzenie, że w pisaniu kieruje się sympatią bądź wrogością?[4]

Marek Tulliusz Cyceron, O mówcy, 55 r. p.n.e.

Zapomnienie, powiem nawet więcej: błąd historyczny, to fundamentalny czynnik powstawania narodu i dlatego postępy w zakresie badań historycznych stanowią często zagrożenie dla poczucia narodowości. Istotnie, dochodzenie historyczne wydobywa na światło dzienne akty przemocy, które miały miejsce u zarania wszelkich formacji politycznych, także tych bogatych w dobroczynne skutki. Jedność zawsze osiąga się brutalnie[5].

Ernest Renan, francuski filozof i historyk, wykład „Co to jest naród?” wygłoszony na Sorbonie 11 marca 1882 roku.

Słynny z mordów i grabieży

Dziewiętnasty pułk młodzieży.

Lance do boju, szable w dłoń,

bolszewika goń, goń, goń!

Dziewiętnasty tym się chwali:

na postojach wioski pali.

Gwałci panny, gwałci wdowy,

Dziewiętnasty pułk morowy.

Same łotry i wisielce,

to są Jaworskiego strzelce.

Bić, mordować – nic nowego

dla ułanów Jaworskiego.

Wroga gnębić, wódkę pić,

Jaworczykiem trzeba być.[6]

Popularna przyśpiewka o żołnierzach służących pod dowództwem Feliksa Jaworskiego w czasie konfliktu polsko-ukraińskiego w latach 1918–1919 oraz wojny polsko-bolszewickiej w latach 1919–1920.

W 1919 roku, a więc rok po ogłoszeniu przez Polskę niepodległości, pisarka Maria Dąbrowska zadała swoim czytelnikom emocjonalne pytanie: „Gdzie jest Polska?”. W tamtym czasie było to już właściwie pytanie retoryczne, do dziś jednak stanowi zagadkę dla kolejnych pokoleń badaczy dziejów Europy Środkowo-Wschodniej. Niedawno Włodzimierz Borodziej poszerzył tę zagadkę o dodatkowe pytanie: „Co to jest Polska?”[7]. Oba pytania, wskazujące na okres, gdy geograficzny i polityczny kształt kraju wciąż pozostawał nieokreślony, wydają się jak najbardziej na miejscu. Polska – państwo, które zostało wymazane z mapy Europy na ponad 100 lat – pojawiła się ponownie dopiero pod koniec pierwszej wojny światowej, a swój kształt geograficzny i polityczny skonsolidowała w wyniku powojennych bitew w latach 1918–1921.

Nasze badania dotyczą procesu odtwarzania i formowania narodu i państwa polskiego w ogniu wojny i wojny domowej. W tym kontekście nasuwa się trzecie pytanie: „Kto jest Polakiem?”. Pytanie to będzie przewijało się przez całą książkę. Aby zbudować państwo, konieczne jest nie tylko zdefiniowanie jego kształtu i zrębów ustrojowych, ale także jego mieszkańców. Na przełomie XVIII i XIX wieku bycie Polakiem znaczyło coś zupełnie innego niż na przełomie wieków XIX i XX. Jak dobitnie pokazują to spisy ludności przeprowadzone około roku 1900 w Europie Środkowej, mieszkańcy każdej z trzech części dawnej niepodległej Polski, teraz okupowanych przez obce mocarstwa, mieli takie same problemy ze zdefiniowaniem swojej „narodowości” jak ich władze zwierzchnie. Czy Polakiem była osoba mówiąca po polsku, w odróżnieniu od osoby mówiącej po ukraińsku, łotewsku, niemiecku, czesku albo w jidysz? Czy Polakiem był rzymski katolik w odróżnieniu od grekokatolika, protestanta, prawosławnego albo żyda? Czy Polakiem był ktoś należący do określonej klasy społecznej, na przykład zamożny ziemianin ze wschodniej części dawnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów w odróżnieniu od „ukraińskiego” chłopa pracującego dla niego? Czy bycie Polakiem oznaczało polityczne samookreślenie, a więc wykluczało bycie jednocześnie bolszewikiem? A może Polakiem był ktoś urodzony w polskiej kulturze, utożsamiający się z dążeniami do odtworzenia polskiego państwa narodowego niezależnie od języka, wyznania, zawodu, statusu społecznego i poglądów politycznych? Nie mogąc znaleźć bardziej trafnego określenia, będziemy posługiwać się terminem „etniczny”, choć świadomi jesteśmy jego niedoskonałości, gdyż stanowi on raczej ilustrację, a nie rozwiązanie problemu. Stosowany (czasem niezbyt konsekwentnie, aby zachować czytelność tekstu) wobec „Polaków”, „Żydów”, „Ukraińców”, „Litwinów” itd., oznaczać będzie ludzi, którzy za tychże się uważali lub byli uważani przez swoich współczesnych, charakteryzując się określonym połączeniem kulturowych, językowych i religijnych cech i tradycji, wymykających się precyzyjnym uściśleniom. Taka definicja obejmuje pochodzenie jako element konstytutywny „etniczności”, odrzuca jednak darwinistyczną kategorię determinizmu biologicznego.

Wyidealizowany mit

Powyższe refleksje mają kluczowe znaczenie dla tej książki, opowiadającej o odtworzeniu niepodległego narodu polskiego po ponadstuletniej nieobecności na mapach Europy. Wydawać by się mogło, że ten istotny moment w dziejach naszego kontynentu został już opisany niezliczoną ilość razy. Ale gdy przyjrzymy się bliżej najważniejszym publikacjom, nie można nie czuć pewnego rozczarowania. Zbyt wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi, a jeśli nawet odpowiedź padła, nie została wpleciona w szerszy obraz odzyskiwania przez Polskę niepodległości, do dziś dominujący w dyskursie publicznym.

Sto lat po tym, gdy w listopadzie 1918 roku Józef Piłsudski przybył koleją na dworzec w Warszawie, żeby przejąć kierowanie sprawami państwa, wciąż brzmi to wszystko raczej jak mit niż historyczna relacja, która wytrzymałaby krytyczną analizę: gdy trzy mocarstwa – Prusy, Rosja i Austria – podzieliły między siebie Rzeczpospolitą Obojga Narodów pod koniec XVIII wieku, naród polski, zjednoczony duchem i nieujarzmiony, przeciwstawił się brutalnym rządom caratu w zaborze rosyjskim, organizując kilka nieudanych i okrutnie stłumionych powstań. W drugiej połowie XIX wieku pojawiły się na scenie dwie historyczne postacie stawiające sobie za cel pracę na rzecz powstania polskiego państwa narodowego: Roman Dmowski, który fundamentami ideologicznymi tkwił po prawej stronie spektrum politycznego, i wspomniany już Józef Piłsudski, zwolennik zrywu zbrojnego, przedstawiciel lewicy. Gdy wybuchła pierwsza wojna światowa, Piłsudski poprowadził do walki słynne Legiony, tworząc w ten sposób zalążek przyszłego Wojska Polskiego, a ich odwaga na polu bitwy sprawiła, że Polska zyskała głos w kwestii kształtowania na nowo mapy powojennej Europy. W tym czasie Dmowski wyemigrował do Francji i zagwarantował Polsce miejsce przy stole rokowań. Jednak od pierwszych dni swojego istnienia niepodległa II Rzeczpospolita musiała stawić czoło wrogim sąsiadom: Ukraińcom, Litwinom, Niemcom, Czechom oraz Rosjanom, którzy właśnie zamienili reżim carski na sowiecki, co nie zmieniło jednak dążeń do podboju Polski. Naród polski, wreszcie zjednoczony, stanął zmobilizowany do walki z wrogiem na wszystkich granicach i w końcu – choć czasem wydawało się to niemożliwością – wyszedł zwycięsko ze wszystkich starć.

Nie ma wątpliwości, że w tym ujęciu jest ziarnko prawdy, ale to tylko część historii, pełna zresztą sprzeczności i przekłamań. Wiele z nich wskazali wcześniej wybitni historycy[8]. Dzięki temu czarno-biały obraz imperialnego ucisku i heroicznej walki narodowo-wyzwoleńczej w trzech zaborach zyskał sporo odcieni. Choć bez wątpienia polskojęzyczna część ludności była traktowana jako obywatele drugiej kategorii i poddawana wynaradawianiu, relacje między rządzącą elitą a rządzonymi masami można opisać jako proces negocjacji oraz równoważenia aspiracji imperialnych i narodowych – z godnym uwagi wyjątkiem w postaci kilku okresów powstań zbrojnych i brutalnej reakcji ze strony caratu[9]. Nie ograniczając już roli ludności polskiej w zaborach wyłącznie do narodu bohaterów tragicznych i męczenników, dzieła te uwzględniają pewną sprawczość i pole manewru pod władzą zaborców, co było przez długi czas powszechnie pomijane w historiografii.

Jeśli chodzi o uczestników walki o wyzwolenie narodu polskiego, to nie potrafili oni działać zgodnie. Czasem byli ze sobą bardziej skonfliktowani niż z reżimem zaborców, który odrzucali. W następstwie rewolucji 1905 roku w rosyjskiej strefie wpływów zwalczały się uzbrojone bojówki polskich socjalistów i endeków, co w efekcie przyczyniło się do śmierci setek ludzi w starciach ulicznych. Fundamentalną przyczyną sporu było to, że lewica dążyła do zbrojnego obalenia starego porządku, podczas gdy prawica uważała te działania za grę ryzykowną i wolała, używając ówczesnej nomenklatury, politykę „zmiany organicznej”[10].

A zatem to Piłsudskiemu, a nie Dmowskiemu, udało się w przededniu pierwszej wojny światowej powołać w Galicji Wschodniej (w zaborze austriackim) liczącą się „armię cieni”, złożoną z członków oddziałów bojowych. Problem w tym, że słynne Legiony nie zdołały zmobilizować polskojęzycznych mas. Przez całą wojnę pozostały siłą liczebnie mało istotną, która choć wsławiła się męstwem na wojnie, nie miała żadnego wpływu na jej rozstrzygnięcia. Ponadto Legiony walczyły po stronie Trójprzymierza, a więc Niemiec i Austro-Węgier, które w wyniku zajęcia Królestwa Kongresowego i wybrzeża Bałtyku w 1915 roku stawały się coraz bardziej znienawidzone przez miejscową ludność[11]. Inne oddziały legionistów, podobne do Legionów Piłsudskiego, choć mniej popularne i rzadko opisywane, zatem dziś prawie zapomniane, zostały wcielone do armii rosyjskiej już na początku wojny[12]. W rzeczywistości większość polskojęzycznych żołnierzy, którzy walczyli w pierwszej wojnie światowej, była mięsem armatnim w wojskach trzech zaborców, nie zaś oddziałami mającymi ambicje narodowowyzwoleńcze[13].

Gdy w 1918 roku z tej zbieraniny powstawało polskie wojsko, brakowało nie tylko broni, amunicji, mundurów i wspólnego języka komendy, ale także dyscypliny i poczucia braterstwa broni. W istocie jeszcze kilka miesięcy wcześniej wielu z tych żołnierzy stało po przeciwnych stronach i strzelało do siebie. Podziały polityczne między przywódcami wojskowymi – Józefem Piłsudskim z pierwszego lewicowego rządu w Warszawie a Józefem Hallerem i Józefem Dowbor-Muśnickim ze strony opozycji endeckiej w Paryżu i polsko-niemieckiego pogranicza – jedynie zaostrzały te animozje.

Są również powody, aby do pewnego stopnia kwestionować rolę Piłsudskiego jako nieskazitelnego twórcy polskiej niepodległości, którą bezsprzecznie cieszy się do dzisiaj. W młodości był terrorystą i dokonał napadu na pociąg. Partię socjalistyczną wykorzystał jako środek do sięgnięcia po władzę i porzucił ją, gdy już mógł się bez niej obejść dzięki zwycięstwom militarnym i charyzmie. W działalności przed rokiem 1918 i później na pierwszym miejscu bez wątpienia stawiał niepodległość państwa polskiego, nie uważał jednak, że ma być to koniecznie państwo demokratyczne. Choć podpisywał się pod dość otwartą formułą „narodu polskiego”, a więc obejmującą duże mniejszości, to bezstronność przypisywana jego idei federalistycznej, zakładającej unię polityczną z Litwinami, Białorusinami i Ukraińcami, nie wytrzymuje krytyki naukowej. W istocie, podobnie jak wielu innych ówczesnych polskich polityków, Piłsudski uznawał za oczywistość przyszłą hegemonię Polski w Europie Środkowej, a wszelkie oferty współpracy z innymi narodami były do przyjęcia o tyle, o ile nie stały w sprzeczności z mocarstwowymi ambicjami Polski[14]. W 1919 roku napisał do przyjaciela: „Nie chcę być ani imperjalistą, ani federalistą, dopóki nie mam możności mówienia w tych sprawach z jaką taką powagą – no i rewolwerem w kieszeni”[15]. W 1926 roku, zmęczony waśniami demokracji parlamentarnej, dokonał zamachu stanu i do śmierci – przez niemal dziesięć lat – autorytarnie kierował państwem. A jednak mit Piłsudskiego, tworzony już w 1918 roku, do dzisiaj cieszy się taką popularnością, że polskiej historiografii zabrakło odwagi, żeby go zakwestionować[16].

Roman Dmowski z kolei nie bez racji jest uznawany powszechnie za antysemitę – takiej opinii chyba sam by przyklasnął[17]. Nie powinno nam to jednak przesłonić wpływu, jaki wywarł na polityczny los młodej polskiej republiki, wykraczającego poza trudne relacje z mniejszością żydowską. Dmowski pozostawał w cieniu Piłsudskiego i był zredukowany do roli szefa Komitetu Narodowego Polskiego w Paryżu od 1917 roku, a przecież jego rolę w polskiej polityce jako przywódcy prawicowej przeciwwagi dla obozu belwederskiego trudno przecenić[18]. Historycznym faktem jest, że jego zapiekła walka i rywalizacja z Piłsudskim omal nie doprowadziła do wojny domowej pod koniec 1918 roku, o czym niekiedy przelotnie się wspomina, jednak w dużej mierze jest to pomijane w historiografii[19]. Gdy powstawała II Rzeczpospolita, jedności brakowało nie tylko w politycznym przywództwie Polski. W kręgach naukowych – w przeciwieństwie do ogólnie obowiązujących wyobrażeń – obowiązuje konsensus w odniesieniu do tego, że przed odzyskaniem niepodległości właściwie nie istniał wyraźnie, jednoznacznie zdefiniowany naród polski. Nawet po 1918 roku masy wiejskie II Rzeczypospolitej nie zostały pozyskane przez orędowników jedności narodowej. Szacuje się, że 80 proc. polskojęzycznej ludności nie utożsamiało się z projektem polskiego państwa narodowego w pierwszych latach jego kruchego istnienia[20]. Drugiej Rzeczypospolitej brakowało wsparcia dużej części ludności, co spowodowało, że stanęła ona w obliczu dojmującego braku rekrutów, gdy latem 1920 roku w wyniku wojny polsko-bolszewickiej kraj znalazł się o krok od katastrofy[21].

W ciągu pierwszych trzech lat niepodległości brak jedności był również widoczny w relacjach z sąsiadami – po zawarciu rozejmu w pierwszej wojnie światowej Polacy ścierali się na polach bitew z innymi „spadkobiercami” niedawnych mocarstw. Starcia te trwały prawie tak długo, jak sama konwencjonalna wojna. Dlaczego więc tak niewiele o tym wiemy? To wręcz szokujące, że po upływie blisko 100 lat od tych wydarzeń na próżno szukać dogłębnych opracowań na temat dziejów skonfliktowanych ze sobą środkowoeuropejskich państw narodowych w latach 1918–1921. Owszem, mamy sporo opracowań i artykułów napisanych w językach wschodnich (i garstkę w językach zachodnich) na temat skomplikowanej historii II Rzeczypospolitej i państw ościennych w tym okresie, ale o dziwo żaden z tych tekstów nie ukazuje pełnego obrazu. Prac, które obejmowałyby cały obszar geograficzny i chronologię, jest niewiele[22]. W międzywojniu przeważały badania nad polskimi formacjami wojskowymi, organizacjami i rozlokowaniem oddziałów, prowadzone przede wszystkim pod auspicjami Wojskowego Biura Historycznego, a ich autorami byli często weterani walk, wzbogacający prace o własne wspomnienia, więc siłą rzeczy prezentujący wąską perspektywę. Takie opowieści, choć czasem kwestionowane, położyły podwaliny pod mit wykreowany w dużej mierze przez dawnych legionistów Piłsudskiego. Po roku 1945 w Polsce Ludowej prace na temat wojny między Polską a Rosją bolszewicką były oczywiście motywowane ideologicznie. To samo dotyczy starć z innymi sąsiadami[23].

W 1989 roku, po zmianie ustroju w dawniej skonfliktowanych państwach, nastąpił w Polsce wysyp prac na temat boju o granice w latach 1918–1921. Nic dziwnego, że mniej więcej 50 lat po utracie z takim trudem odzyskanej niepodległości i okresie radzieckiej dominacji niektórzy autorzy mieli skłonność do gloryfikowania walk o niepodległość toczonych po pierwszej wojnie światowej. Z perspektywy czasu bitwy te były często dość bezrefleksyjnie postrzegane jako chwile narodowej chwały i bohaterskiego obalania imperialnego ucisku[24]. Należy zauważyć, że ostatnio pojawia się coraz więcej solidnych analiz konfliktu polsko-bolszewickiego, polsko-ukraińskiego i polsko-litewskiego[25]. Inni autorzy skupili się na misjach konkretnych oddziałów wojskowych, ich składzie, uzbrojeniu i umundurowaniu[26]. Biorąc pod uwagę obfitość piśmiennictwa wtórnego, zadziwiające jest, że wciąż nie doczekaliśmy się szerszej analizy naukowej procesu odtworzenia narodu i państwa polskiego w ogniu konfliktów nadgranicznych i walk wewnętrznych.

Nieopowiedziana historia

Jeśli nawet uwzględnimy wszystkie książki poświęcone odrodzeniu niepodległej Polski, pozostaje ogromna luka, którą historycy wciąż wahają się zapełnić. Jak konsekwentnie pokazuje młodsze pokolenie badaczy, pod koniec 1918 roku na kontynencie europejskim nie było spokoju, stanął on bowiem wobec zagrożenia ze strony oddziałów paramilitarnych[27]. Nowe powikłane relacje między mocarstwami i polityka zrodziły nowych sprawców przemocy i ich ofiary, dając wiele okazji do nadużywania siły. „Niektórzy weterani – dowodzi Peter Gatrell – uważali, że ich obowiązkiem jest «przekuć świat na nowo», nawet jeśli oznaczało to krzywdzenie cywilów. Dlatego właśnie, a także z powodu wysokiej stawki w zajadłej walce ideologicznej rewolucyjnego socjalizmu i nacjonalizmu konflikty często przybierały brutalną formę, a wśród ofiar nierzadko znajdowali się cywile”[28]. Starcia po osiągnięciu rozejmu oznaczały, że ich echa docierały do tak odległych „zachodnich” krajów, jak Wielka Brytania, i na tak dalekie południowo-wschodnie rubieże kontynentu, jak Grecja czy Turcja[29].

Polska wciąż jest pod tym względem białą plamą. Poza godnym uwagi wyjątkiem w postaci opisania ekscesów antyżydowskich, których dopuścili się polscy żołnierze (powrócimy wkrótce do tej kwestii), sama istota wojny domowej i przemocy ze strony oddziałów paramilitarnych w okresie tworzenia państwa w latach 1919–1921 jak dotąd nie stała się przedmiotem badań naukowych. A przecież te doświadczenia są kluczowe, jeśli mamy zrozumieć dynamikę i powiązania między wewnętrznymi a zewnętrznymi konfliktami, z którymi musiała się uporać II Rzeczpospolita w pierwszych latach swego niepewnego istnienia. Dotychczas walki graniczne Polski były, po pierwsze, opisywane jako odrębne zdarzenia, po drugie, jako raczej konwencjonalne wojny toczone z innymi państwami narodowymi, a więc Ukraińcami, Litwinami, Niemcami, Czechosłowakami oraz z nowym głównym graczem na wschodzie, Rosją sowiecką. Ale – jak opisujemy to bardziej szczegółowo w rozdziale trzecim – stanowiły one powszechne doświadczenie, które zrozumiemy o wiele lepiej, gdy ujrzymy je jako jedną ogólną „wojnę narodów”, przez nas nazwaną środkowoeuropejską wojną domową. Oczywiście nie można zaprzeczyć, że odradzająca się Rzeczpospolita Polska musiała stawić czoło formacjom zbrojnym innych republik – w przypadku Rosji była to Armia Czerwona. Rzecz w tym, że żadne formacje zbrojne uczestniczące w tych konfliktach, a więc także formacje polskie, nie przypominały regularnego karnego wojska. Budowano je w zasadzie od zera, borykając się z ogromnymi problemami w postaci zaopatrzenia, dyscypliny i dezercji. Ponadto oprócz tych armii in statu nascendi pojawiły się oddziały paramilitarne, watażkowie i zwykłe bandy, walczące o kontrolę nad obszarami swojego działania, nękające ludność cywilną. Należy to sobie uświadomić, ponieważ właśnie dlatego walki toczone na pograniczach II Rzeczypospolitej były formą przemocy o wiele bardziej typową dla wojny wewnętrznej, a nie wojny między państwami. Bogaty skład etniczny ludności na terenach objętych działaniami zbrojnymi dodatkowo komplikował i tak powikłaną już sytuację, co powodowało, że czasem trudno było odróżnić sojusznika od wroga i wytyczyć wyraźną granicę między walczącymi a ludnością cywilną.

Jak wskazano, dostępne piśmiennictwo historyczne, jeśli w ogóle podejmuje kwestię dynamiki i doświadczenia przemocy ze strony regularnego wojska i oddziałów bojowych, to tylko jako skutek uboczny walki narodowowyzwoleńczej. Jak bardzo opis „czystej” walki narodu o niepodległość rozmija się z doświadczeniami żołnierzy w terenie, pokazują wyraźnie pamiętniki w rodzaju Zawadiaki Jerzego Konrada Maciejewskiego, który bez ogródek opisuje przestępstwa popełnione przez polskie i inne formacje stacjonujące na wschodnich rubieżach II Rzeczypospolitej. Dwudziestego ósmego grudnia 1918 roku zanotował (jego oddział wdarł się w nocy do domów żydowskich w ukraińskiej wiosce, bo oddano tam dwa strzały): „Cóż to była za rewizja? To był raczej formalny pogrom i rabunek. Czy tak należało rewidować dom, w którym chciano znaleźć tego, który strzelał? Taką rewizję trzeba by przeprowadzić spokojnie, systematycznie, w dzień, pod bacznym dozorem oficerów! Pamiętam to wrywanie się do poszczególnych pokojów, zjadanie wszystkiego, co było jadalne. […] W mieszkaniu jakiegoś adwokata czy doktora zgwałcili jego córkę czy siostrę, podobno za jej zgodą i ku jej wielkiemu zadowoleniu, podobno mówiła w ekstazie, że to jest «romantyczne» być zniewoloną w takich okolicznościach”[30].

Tylko pogromy w środkowej i wschodniej Polsce w latach 1918–1919 – a więc napady polskich oddziałów na ludność cywilną, w następstwie których śmierć poniosło kilkaset osób – doczekały się nieproporcjonalnie szerokiego omówienia w postaci licznych artykułów dotyczących tej ciemnej karty w dziejach Polski. Ale jeśli zmierzyć to wagą tematu, większość z nich charakteryzuje się zastanawiającym brakiem głębszej analizy. Ograniczają się do przedstawienia, często błędnego, z pozoru dobrze znanych faktów po to, aby napiętnować albo wybielić żołnierzy, którzy dopuścili się tych czynów[31]. Niedawno powstały dwie bardziej wyczerpujące prace poświęcone temu drażliwemu tematowi, istotnie pogłębiające nasze rozumienie dynamiki podobnych pogromów oraz leżących u ich podłoża aspektów społecznych, kulturowych i etnicznych[32].

Większość prac poświęconych przemocy wobec mniejszości żydowskiej – jak również istotne teksty wspomniane powyżej – pomija prosty fakt, że polscy żołnierze często nie szanowali życia, nienaruszalności fizycznej ani własności również cywilów innej narodowości, a niekiedy nawet swoich towarzyszy broni. Takie przypadki nie były wyjątkiem, lecz stanowiły zjawisko powszechne, na które wciąż użalali się wyżsi rangą dowódcy i władze cywilne. Mimo to książki, w których wspomina się o aktach przemocy, dezercji, niesubordynacji, gwałtach i terrorze ze strony polskich żołnierzy i bojowników, wciąż można policzyć na palcach jednej ręki[33]. Mamy przynajmniej dwie obszerne prace badawcze na temat przemocy i terroru, których dopuściły się oddziały paramilitarne (obu stron) na Górnym Śląsku i Śląsku Cieszyńskim[34]. Niezwykle wnikliwa jest także szczegółowa praca badawcza na temat polskiej jurysdykcji wojskowej we Lwowie w trakcie walk ulicznych między siłami polskimi a ukraińskimi w listopadzie 1918 roku[35]. Teksty te dobitnie dowodzą, że przemoc ze strony oddziałów paramilitarnych w latach 1918–1921 nie była zjawiskiem rzadkim, lecz codziennym. Wskazują też, że polskie dowództwo wyższego szczebla wiedziało o tych czynach, czasem nawet do nich podżegało, w wielu innych przypadkach potępiało je i ścigało. Dysponujemy obfitym materiałem archiwalnym pozwalającym na głębszy wgląd w zakres oraz realia bandytyzmu i przemocy ze strony oddziałów bojowych na pograniczach frontowej Polski. Sama Warszawa może się poszczycić trzema obszernymi zbiorami[36].

A jednak w pierwszych trzech częściach naszej książki, nakreślających przyczyny i tryb powojennych konfliktów, Czytelnik na próżno będzie szukał źródeł zawierających nowe przełomowe świadectwa. Niemal wszystkie dane opierają się na źródłach wtórnych. To oczywiście może budzić zdziwienie, biorąc pod uwagę, że nasza praca kwestionuje stereotypowe wyobrażenia o odrodzeniu Polski w latach 1918–1921. Wyjaśnienie jest szokująco proste: nie ma potrzeby prezentowania nowych świadectw, gdyż stosowne fakty zostały już przedstawione w książkach historycznych i publikacjach źródeł. Problem polega na tym, że te rozmaite świadectwa są rozproszone na dziesiątkach tysięcy stron niczym fragmenty gigantycznej układanki upuszczonej przez dziecko na podłogę i jak dotąd nikt nie podjął wysiłku złożenia ich w spójną całość. Można odnieść wrażenie, że historycy wiedzący o ciemnych kartach polskiej walki o niepodległość obawiają się skonfrontowania Czytelników z faktami, więc wspominają o nich tylko mimochodem. Każdy, kto wątpi w dokładność i sumienność naszego opracowania, może sprawdzić opisane przypadki w zbiorach bibliotecznych.

Akty dezercji, niesubordynacji, bandytyzmu i przemocy wśród polskich żołnierzy wymierzone w towarzyszy broni i cywilów nie są nieznane środowisku historyków (przytoczono już nieliczne książki i artykuły na ten temat). Niektóre zostały – jako przykłady – opisane, przeanalizowane i poparte materiałami archiwalnymi w rozdziale czwartym. Spora część kartotek polskiego dowództwa wojskowego, sądów i policji zawierająca najważniejsze świadectwa jest przechowywana w Centralnym Archiwum Wojskowym w podwarszawskim Rembertowie, a w rejestrze użytkowników znajdują się podpisy moich kolegów po fachu – korzystali więc oni ze źródeł, ale najwyraźniej postanowili nie pisać o popełnionych przestępstwach.

Tematem naszego opracowania jest kwestia polska, siłą rzeczy skupiamy się więc na zjawisku przemocy związanym z tworzeniem II Rzeczypospolitej. Nie powinno nam to przesłaniać faktu, że przemoc ze strony formacji wojskowych i bojowych była zjawiskiem powszechnym w całej powojennej Europie, zatem wydarzenia w Polsce nie stanowią wyjątku, lecz są przejawem ogólnego zjawiska[37]. Nie wolno nam też przeoczyć tego, że odbudowa narodu polskiego, jako pokłosie wyniszczającej wojny światowej i wojny domowej, była ogromnym osiągnięciem na przekór najrozmaitszym przeciwnościom. Aby miliony mogły się cieszyć wolnością, samostanowieniem i pokojem, wielu musiało podjąć wysiłek, wielu złożyć daninę życia. Latem 1920 roku Armia Czerwona była prawdopodobnie zbyt słaba, aby dokonać inwazji na Europę Zachodnią, ale czy którykolwiek berlińczyk lub paryżanin chciał się o tym przekonać na własnej skórze? A jednak tylko polski żołnierz – bez wsparcia Zachodu – powstrzymał natarcie na przedmieściach Warszawy. W polskiej historiografii i pamięci ten konstruktywny aspekt budowania państwa narodowego odgrywał czołową rolę do roku 1945 oraz odgrywa ponownie od roku 1989, ale w książkach pisanych na Zachodzie został prawie kompletnie pominięty. Ponadto i jedna, i druga perspektywa pomijają aspekty destruktywne. Celem tej książki jest skorygowanie obydwu ujęć.

Wskazówki dla Czytelnika

W badaniach regionów wielonarodowych, wieloetnicznych i wielojęzykowych zawsze borykamy się z problemem nazewnictwa. Podczas walki o kontrolę nad obszarami będącymi przedmiotem sporu język staje się orężem, a wybór takiej, a nie innej pisowni wydaje się opowiedzeniem po którejś ze stron. Nie ma przekonującego, konsekwentnego, bezstronnego sposobu uporania się z tym problemem. W polskim wydaniu nazwy geograficzne i nazwiska są podane zgodnie z pisownią polską.

Niniejsza praca zawdzięcza wiele wydanym wcześniej dziełom, zwłaszcza przywoływanym już kilkakrotnie: dwutomowej publikacji na temat polskich doświadczeń wojennych autorstwa Włodzimierza Borodzieja i Macieja Górnego oraz nowym pracom Piotra Wróbla poświęconym przemocy po 1917 roku, a także książce ś.p. Alexandra Prusina na temat pogranicza i Roberta Gerwartha o przemocy ze strony oddziałów bojowych w powojennej Europie. Pisząc Wojnę domową, sięgnąłem także po artykuły swojego autorstwa. Składam podziękowania wydawcom za możliwość ich wykorzystania. Oto one:

Jochen Böhler, Generals and Warlords, Revolutionaries and Nation State Builders: The First World War and its Aftermath in Central and Eastern Europe, w: Legacies of Violence. Eastern Europe’s First World War, ed. idem, Włodzimierz Borodziej, Joachim von Puttkamer, Munich 2014, s. 51–66.

– , Europas „Wilder Osten”: Gewalterfahrungen in Ostmitteleuropa 1917–1923, „Osteuropa” 2014, Jg. 64, H. 2–4, s. 141–156.

– , Enduring Violence: The Post-War Struggles in East-Central Europe 1917–1921, „Journal of Contemporary History” 2015, Vol. 50, No. 1, s. 58–77.

– , Post-war Military Action and Violence (East Central Europe), w: 1914–1918-online. International Encyclopedia of the First World War, 2014–2018, ed. by Ute Daniel, Peter Gatrell, Oliver Janz i in., https://encyclopedia.1914–1918-online.net/article/post-war_military_action_and_violence_east_central_europe.

Rozdział pierwszy

Narody, państwa i wojna domowa w powojennej Europie Środkowej

Logika zbiorowa warunkuje moralność i życie społeczne, logika mistyczna rodzi bogów i wierzenia, a logika intelektualna jest zaczynem odkryć, które przeobrażają ludzką egzystencję[38].

Gustave Le Bon, Enseignements psychologiques de la guerre européenne. Les causes économiques, affectives et mystiques de la guerre, 1915.

Przyszły inne czasy. Wieś się obudziła, bo już wszystko drżało naokoło. Powiadają nam Polska będzie i już się dźwiga, tylko jeszcze słaba jest, ale się wzmocni pomału. Nie chcą wierzyć chłopcy, bo długo nam powiadali, że tu jest Rosja i bydzie Rosja, a tu od razu szas pras Polska[39].

Z pamiętnika anonimowego chłopa na temat niepodległości Polski w 1918 roku.

Na początku XX wieku Europa Środkowo-Wschodnia była zlepkiem narodowości. Gdy próbujemy je scharakteryzować w następstwie pierwszej wojny światowej, napotykamy problemy związane nierozerwalnie z „zagadką tożsamości”, którą uczeni starają się rozwikłać. Przyglądając się różnym ówczesnym projektom narodowym z perspektywy zainteresowanych obywateli, być może stwierdzimy ze zdziwieniem, że wcale nie odnajdowali się oni tak naturalnie w kategoriach narzuconych im przez orędowników sprawy narodowej. Aby właściwie zrozumieć rywalizujące ze sobą siły i dynamikę w czasach powstawania środkowoeuropejskich państw narodowych, nie powinniśmy narodowości uważać za oczywistość. Wszystkie granice II Rzeczypospolitej przebiegały przez obszary zróżnicowane pod względem etnicznym, językowym, religijnym i kulturowym. Przynależność narodowa niekoniecznie była pierwszą cechą, którą mieszkańcy mieli na względzie, gdy opadł kurz bitewny pierwszej wojny światowej. Na tych przeważnie wiejskich rubieżach tożsamość regionalna była o wiele głębsza niż identyfikowanie się z konstruktami politycznymi elity intelektualnej z ośrodków miejskich. Jednocześnie te dwa zjawiska niekoniecznie się wykluczały. Tożsamość nigdy nie jest monolitem, w każdej jednostce znajdujemy wyjątkowe połączenie wielu różnych cech, zdeterminowanych przez wychowanie, dziedzictwo kulturowe, język, przekonania, żeby wymienić tylko kilka najważniejszych[40]. Po roku 1918 oczekiwano, że środkowoeuropejscy chłopi zrzucą swoją „imperialną” wielokulturową tożsamość. Musieli się odnieść – afirmacyjnie, obojętnie, niechętnie lub wrogo – do wąsko pojętych konstruktów narodowościowych, które narzucono im w wyniku wytyczenia nowych granic.

Kontekst historyczny

Pytania o świadomość i przynależność narodową mają niebagatelne znaczenie dla naszego studium, ponieważ wywarły decydujący wpływ na tworzenie narodów[41] w XIX wieku w granicach upadających imperiów, jak również na będące tego konsekwencją wstrząsy polityczne i konflikty zbrojne na początku XX stulecia. „Stare” mocarstwa funkcjonowały według dwóch zasad. Władca reprezentował państwo: L’État, c’est moi (państwo to ja) brzmiało dumne motto monarchii absolutnej przypisywane królowi siedemnastowiecznej Francji[42]. Ponadto lud był poddany królowi niezależnie od odmienności językowych i kulturowych, co i tak częstokroć oznaczało nierówne traktowanie i napięcia wewnętrzne, zwłaszcza gdy chodziło o zróżnicowanie religijne, typowe dla tych czasów. Dwie naczelne zasady powstającego państwa narodowego sformułowano odmiennie: to lud był państwem i miał prawo do wolności i samostanowienia. Idee te wkroczyły do myśli europejskiej dzięki Oświeceniu oraz rewolucjom we Francji i Ameryce, a stanowiły przeciwieństwo monarchicznego despotyzmu, centralizmu i ograniczenia intelektualnego, jednocześnie głosząc pochwałę wolności, równości i braterstwa. W swojej płomiennej przemowie do Filipa II, katolickiego króla Hiszpanii, który w XVI wieku rządził twardą ręką protestantami w hiszpańskich Niderlandach, markiz Poza w Don Carlosie Friedricha Schillera (1787) stwierdza: „Ja w świecie tym żyję, który kiedyś nadejdzie. […] Daj wolność myślenia!”[43].

Fundamentalna zmiana w wyobrażeniach o reprezentacji państwa i pojawiająca się dążność narodów do samostanowienia spowodowały olbrzymie napięcia polityczne po zrekonstruowaniu Europy w wyniku wojen napoleońskich właśnie dlatego, że narody te często żyły na pograniczu państw. Na kongresie wiedeńskim w latach 1814–1815 mówiono o wytyczeniu nowych granic, z biegiem stulecia jednak coraz częściej rozprawiano o ludności zamieszkałej po obu stronach wytyczonych granic i jej prawach[44]. Ponadto w XIX wieku lojalność obywatelska przeobrażała się powoli w etniczny nacjonalizm. Aby narody otrzymały należne im prawa, trzeba było od nowa narysować mapę Europy – raczej według kryteriów etnicznych, a nie politycznych[45]. Po pierwszej wojnie światowej Europa Środkowo-Wschodnia i Południowa – od wieków podzielona między wielonarodowe mocarstwa i zdominowana przez arystokrację stanowiącą jedynie ułamek populacji – została rozparcelowana na kilkanaście nowych państw narodowych, w każdym przypadku zdominowanych przez jedną grupę etniczną, stojącą nad licznymi mniejszościami. Takim państwem była II Rzeczpospolita.

Wyemancypowanie się narodów środkowoeuropejskich w XIX wieku nie było oczywiście pomysłem władców ani ich otoczenia, bo kwestionowało ich prawo do władzy. Ale jak na ironię wszelkie działania podejmowane w celu stłumienia rodzącego się nacjonalizmu w czasach postoświeceniowych jedynie go wzmacniały: prześladując grupy etniczne – prawdziwe lub wyimaginowane – w granicach swoich imperiów, odmawiając im równych praw, kwestionując ich lojalność, oddzielając je od innych grup poddanych i w ten sposób nieuchronnie tworząc męczenników, symbole oraz miejsca pamięci, władcy przyczynili się do krzewienia sprawy narodowej sposobami, o jakich marzyłby każdy demagog. Kolejnym fortelem monarchii, który spalił na panewce, było działanie według starej zasady divide et impera: podsycanie rywalizacji między różnymi grupami narodowościowymi powodowało odciągnięcie ich chwilowo od działalności antypaństwowej, ale na dłuższą metę zachęcało do procesów odseparowywania się i tworzenia jeszcze bardziej wyrazistych cech narodowych. Działacze narodowościowi w Europie Środkowej świetnie zdawali sobie sprawę z tego wymiaru represji ze strony władz i czasem wykorzystywali go do swoich celów. Wreszcie, wzmacniając ruch narodowościowy reprezentujący etniczną większość danej populacji – Rosjan i (w mniejszym stopniu) Ukraińców w Rosji, Niemców w Prusach i (w mniejszym stopniu) w Austrii[46] – trzy monarchie środkowoeuropejskie przyśpieszyły wzrost nacjonalizmu i własny upadek[47].

W tym miejscu należy poczynić dwa zastrzeżenia. Pierwsze: szeroki pas ziemi rozciągający się od wybrzeża bałtyckiego do Bałkanów, do pierwszej wojny światowej podzielony między mocarstwa środkowoeuropejskie – Rosję, Austrię (po 1867 roku dualistyczną monarchię Austro-Węgier) i Niemcy (Prusy oraz, po roku 1871, Rzeszę Niemiecką) – historycy nazwali „pograniczem”, „rubieżami”, „terenami spornymi”, „kresami”, „strefą nadgraniczną”, „tyglem konfliktów”, podkreślając w ten sposób konfliktogenny charakter tych obszarów w wymiarze kulturowym, politycznym i etnicznym[48]. Można by więc sądzić, że te uwarunkowania geopolityczne oznaczały nieuchronne problemy, a jednak w „długim” wieku XIX Europy Środkowo-Wschodniej wcale nie charakteryzowały nieustanne antagonizmy spowodowane uciskiem imperialnym i aspiracjami narodowościowymi, co mogłoby sugerować znane określenie Austro-Węgier jako „więzienia narodów”.

Świeżo ukute pojęcia „unaradawianie imperiów” i „imperialny nacjonalizm” odzwierciedlają tę właściwość, kierując naszą uwagę raczej na współzależność i powiązania między aspiracjami imperialnymi a narodowościowymi. W związku z tym można zasadnie domniemywać, że mocarstwo i państwo narodowe „nie wykluczały się, lecz uzupełniały”[49]. W „długim” wieku XIX mocarstwa rozpoczęły dzieło unaradawiania, a ruchy narodowościowe rozwijały się w ramach struktury imperiów. Najlepszym przykładem jest Rzesza Niemiecka, która została założona w 1871 roku jako niemieckie państwo narodowe, ale bezsprzecznie miała także ambicje mocarstwowe. Nie była to jeszcze, zdaniem Jürgena Osterhammela, epoka państw narodowych, lecz narodów i mocarstw[50]. Interpretacja głosząca, że mocarstwa nie są „złe” per se, a państwa narodowe „dobre”, znajduje potwierdzenie w tym, że od momentu swego powstania, w następstwie pierwszej wojny światowej, środkowoeuropejskie „samozwańcze państwa narodowe” funkcjonowały „po prostu jako małe mocarstwa”[51]. Z perspektywy czasu wydaje się, że najbardziej uderzającą różnicą między nimi a imperiami, z których się wyłoniły, jest to, że były demokracjami bez władców, choć wszystkie zdradzały wyraźne tendencje do rządów autorytarnych w latach dwudziestych, dostosowując się do ogólnoeuropejskiego trendu.

Warto pamiętać, że między kongresem wiedeńskim a wybuchem pierwszej wojny światowej Europa Środkowo-Wschodnia cieszyła się dłuższymi okresami większego spokoju wewnętrznego i zewnętrznego niż we wcześniejszych stuleciach. Wizerunek Europy Środkowo-Wschodniej sprzed roku 1914 jako regionu wstrząsanego najprzeróżniejszymi konfliktami zbrojnymi nie odpowiada prawdzie. Przemoc fizyczna nie była doświadczeniem nieustannie kształtującym lub zakłócającym życie mieszkańców w pasie między Dunajem, Odrą i Dnieprem. Ówcześni ludzie, choć świadomi zmian zachodzących w świecie, żyli we względnym spokoju, wolni od brutalnych interwencji państwa i napaści ze strony sąsiadów wyznających inną wiarę, mówiących innym językiem, mających inne poglądy polityczne lub tożsamość narodową. Dwa mocarstwa, których terytoria zajmowały większość tego regionu, przegrały wojny toczone na obcej ziemi – Austria wojnę prusko-austriacką w 1866 roku, Rosja wojnę krymską w latach 1853–1856 i wojnę rosyjsko-japońską w latach 1904–1905 – co spowodowało, że pogranicza stały się jeszcze istotniejszą strefą buforową. Zwłaszcza po stronie austriackiej doprowadziło to do reform wewnętrznych w celu uspokojenia społeczeństwa – zmianę daje się zauważyć nawet w złagodzeniu stosunku do politycznej opozycji. Polityka Rosji była z całą pewnością bardziej represyjna, a jednak również tam starano się nie naruszać kruchej równowagi między działaniami władzy zewnętrznej a współpracą wewnętrzną na zachodnich rubieżach[52].

Kolejne zastrzeżenie: należy odróżniać dwa powiązane ze sobą główne elementy stopniowej zmiany, będące oznaką przejścia od czasu mocarstw do nowoczesności w Europie Środkowo-Wschodniej, to jest walkę o samostanowienie narodu z jednej strony i walkę o sprawiedliwość społeczną z drugiej. Przedstawiciele administracji państwowej i właściciele latyfundiów stanęli w obliczu żądań ze strony większych grup społecznych dążących do poszerzonej politycznej partycypacji oraz bardziej sprawiedliwego podziału ziemi i bogactw. Mocarstwa wielonarodowe z władcą jako centrum ustąpiły innym wartościom, z którymi się utożsamiano i o które walczono, takim jak budowa państwa homogenicznego narodowo czy zniesienie różnic społecznych. W połączeniu te dwie nowe orientacje wytyczały potencjalne osie sporu, niekoniecznie identyczne z klasycznym podziałem na rządzących i rządzonych, ale raczej dzielące ludność na frakcje polityczne i etniczne, które albo ze sobą współpracowały, albo rywalizowały, rzadko jednak odnosiły się do siebie z obojętnością. Historycznie uwarunkowana etniczna, językowa, społeczna i religijna różnorodność Europy Środkowo-Wschodniej istniała przed wybuchem pierwszej wojny światowej, dlatego groźba niestabilności i głębokich konfliktów była tutaj o wiele poważniejsza niż w innych częściach kontynentu. Dramatyczne przeobrażenia na przednowoczesnych, przeważnie wiejskich terenach pod wpływem oświaty, urbanizacji i uprzemysłowienia wywołały dodatkowe wstrząsy w strukturze społecznej[53]. Sytuacja znacznie się skomplikowała wskutek nierozerwalnego splotu walki etnicznej i społeczno-politycznej w Europie Środkowo-Wschodniej na przełomie wieków.

W dłuższej perspektywie to właśnie rosnące napięcie między autorytarną władzą ośrodków imperialnych a budzeniem się w wielu grupach na rubieżach mocarstw kulturowej i etniczno-narodowej tożsamości oraz świadomości klasowej nieustannie zaogniało sytuację. Od czasu do czasu mocno iskrzyło, o czym świadczą powstania w rozbiorowej Polsce, pogromy antyżydowskie w zachodniej Rosji, zrywy chłopskie i robotnicze oraz rewolucja 1905 roku i jej reperkusje na Zachodzie. Jednak do pierwszej wojny światowej, „pomimo głębokich podziałów społeczno-gospodarczych i animozji etnicznych […] pogranicza w dużej mierze pozostawały wolne od przemocy”[54]. Dopiero w czasie wojny, gdy poluźnił się żelazny uścisk mocarstw, a przez region przetoczyła się fala masowej przemocy, przegrzany akumulator eksplodował. Efektem było całkowite przetasowanie geopolityczne Europy Środkowo-Wschodniej, rewolucja październikowa przeobraziła dużą część Wschodu w Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich, a triumf prawa narodów do samostanowienia spowodował w latach 1918–1921 wysyp demokratycznych państw narodowych. Odrodzone państwo polskie znajdowało się dokładnie u zbiegu dwóch głównych nurtów historycznych. Nic zatem dziwnego, że – biorąc pod uwagę splot konkurencyjnych projektów społecznych i politycznych na pograniczach mocarstw – idea państwa narodowego jako politycznego ucieleśnienia „ludu polskiego” nie objawiła się automatycznie. Musiała być najpierw rozwinięta, a potem zrealizowana – na przekór wszystkiemu.

Odtworzenie narodu i państwa polskiego

Gdy wybuchła pierwsza wojna światowa, Polska nie istniała jako państwo. U schyłku XVIII wieku osłabiona Rzeczypospolita Obojga Narodów – połączone unią Polska i Litwa, „największy kraj nowożytnej Europy”[55] – została zagarnięta przez potężnych sąsiadów, Rosję, Austrię i Prusy, w rezultacie jednego z największych zaborów w dziejach nowożytnych[56]. Rozbiory były ostatnim rozdziałem stuletniej nieprzyjaznej polityki prowadzonej przez Imperium Rosyjskie w celu osłabienia sąsiadującej z nim arystokratycznej Rzeczypospolitej, postrzeganej jako „odwieczny wróg”[57]. Każde z trzech mocarstw zaanektowało część terenów dawnej Polski, poddając ludność (z wyjątkiem oczywiście rosyjsko- i niemieckojęzycznej mniejszości zamieszkałych w „swoich” zaborach) obcej władzy. Największy łup, mniej więcej 60 proc. dawnej Polski (ok. 464 tys. kilometrów kwadratowych od Bałtyku niemal do Morza Czarnego), przypadł Imperium Rosyjskiemu jako jego ziemie zachodnie (Zapadnyj Kraj), przez Polaków bez ogródek nazywane „ziemiami zabranymi”[58].

W okresie wojen napoleońskich ustanowiono kruche Księstwo Warszawskie (1807–1815) i wprowadzono Code civil, który obowiązywał do 1915 roku. Decyzją kongresu wiedeńskiego, który po upadku Napoleona wytyczył nowe granice w Europie Środkowo-Wschodniej, pojawiły się trzy nowe byty terytorialne niebędące oficjalnie częściami państwa pruskiego, rosyjskiego ani austriackiego, mające przez pewien okres formę polskiej państwowości[59]. Przynajmniej w części autonomiczne Królestwo Polskie bardzo szybko przeistoczyło się w państewko marionetkowe, z łaski cara poddane rosyjskiej władzy. Po roku 1863, kiedy zdławiono ostatnie z nieudanych polskich powstań, administracja rosyjska usunęła wszelkie ślady polskości z oficjalnego nazewnictwa, odtąd określając ten twór Krajem Nadwiślańskim (Priwislinskij kraj)[60]. Kraków, w 1815 roku mianowany Wolnym Miastem, został już w 1846 roku przyłączony do Austrii, a mniej więcej w tym samym czasie powstało, po czym zostało zlikwidowane przez Prusaków, Wielkie Księstwo Poznańskie. Tak oto w połowie stulecia wymazano wszelkie pozory istnienia niezależnych polskich bytów politycznych. Rosja przejęła ponad 80 proc. dawnych ziem Rzeczypospolitej Obojga Narodów (w tym Kraj Nadwiślański), Austria trochę ponad 10 proc., a Prusy nieco mniej niż 10 proc. dawnych terytoriów (zob. mapa 1)[61].

Podobnie jak nazwanie Austrii „więzieniem narodów” wydaje się przesadne, tak samo wypada uczciwie powiedzieć, że rządy Rosjan w Kraju Nadwiślańskim były surowe, ale nie do końca despotyczne. Choć etniczni Polacy – stanowiący około trzech czwartych populacji wynoszącej blisko 9,5 mln mieszkańców – nie służyli w wyższej administracji, to wysłannicy cara, nie mając większego wyboru, musieli starać się tak czy inaczej współpracować z miejscowymi elitami. Głównymi instrumentami tłumienia narodowego ducha Polaków i krzewienia ducha rosyjskiego były cenzura i proprawosławna polityka religijna, jednak nie wykorzystywano ich w celu jawnego realizowania strategii twardej rusyfikacji. W 1913 roku etniczni Rosjanie stanowili zaledwie ponad 1 proc. populacji[62].

Dalej na wschodzie Sankt Petersburg wybrał inną drogę. Rosyjskie ziemie zachodnie były olbrzymim tyglem różnych narodowości. Na tym obszarze etniczni Polacy stanowili tylko około 6 proc. ludności, co można porównać z takimi grupami jak Białorusini (prawie jedna trzecia populacji, choć bez spójnego poczucia tożsamości narodowej), Litwini (prawie jedna czwarta), Łotysze (15 proc.), Ukraińcy (4 proc.), Rosjanie (nieco ponad 3 proc.) i Niemcy (niespełna 3 proc.). Etniczni Żydzi – którym pozwolono mieszkać wyłącznie na obszarze zwanym „strefą osiedlenia”, obejmującym z grubsza byłe tereny polskie – stanowili 5 proc. populacji, ale często tworzyli spore skupiska w większych miastach (podobnie jak Polacy w północnych guberniach Wilna i Kowna, podczas gdy elity wiejskie zdominowane były przez polskie ziemiaństwo, władające rzeszą niepolskich chłopów)[63]. Po roku 1863 „zachodnie pogranicze było postrzegane przez carską biurokrację jako obszar najbardziej zażartej walki między rosyjskością a polskością”[64]. W natychmiastowej reakcji na polskie powstanie – oraz po to, aby zneutralizować wpływy polskiej (katolickiej) szlachty, zwłaszcza na południowo-zachodnich rubieżach – władze rosyjskie usiłowały wzmocnić ideę trójjedynego, wszechrosyjskiego (prawosławnego) narodu, złożonego z Białorusinów, Ukraińców i Rosjan, dziesięciokrotnie pomnażając udział „Rosjan” w populacji[65]. W sumie jednak rosyjska polityka narodowościowa na zachodnich rubieżach imperium od połowy XIX wieku aż do wybuchu pierwszej wojny światowej była lawirowaniem między maksymalnymi zyskami w postaci strzeżenia rosyjskich interesów narodowych a minimalnymi stratami w postaci koniecznych ustępstw na rzecz innych narodów w granicach imperium, zwłaszcza Polaków. Nie była więc ani tolerancyjna, ani tyrańska, lecz raczej pragmatyczna i w porównaniu z pruską polityką narodowościową dość umiarkowana[66].

Tymczasem w zaborze pruskim – na odwiecznym obszarze kontaktów polsko-niemieckich – od początku doświadczano germanizacji, która nasiliła się wraz z powstaniem Cesarstwa Niemieckiego w 1871 roku. Polityka państwowa dążyła do wyizolowania lub asymilacji etnicznych Polaków, z których jeden przypadał na trzech mieszkańców miast, a trzech na pięciu mieszkańców wsi w populacji wynoszącej ogółem prawie 4 mln ludzi, niemającej – z wyjątkiem 1 proc. Żydów – właściwie żadnej innej mniejszości etnicznej. Działania dyskryminacyjne przynosiły efekt odwrotny od zamierzonego, wzmacniając polską tożsamość narodową do tego stopnia, że stała się najsilniejsza ze wszystkich trzech zaborów. Niemniej jednak porównywalnie wyższy standard życia i instytucjonalne organizowanie się w kluby, oficyny wydawnicze i związki pracownicze według modelu niemieckiego wyróżniały Polaków mieszkających w granicach Prus pod względem materialnym i zarazem dystansowały mentalnie od rodaków w zaborze austriackim i rosyjskim[67].

Wieloetniczna prowincja Galicji, a więc część łupu, która przypadła Austriakom, otrzymała autonomię w 1868 roku i odtąd była rządzona przez polską arystokrację lojalną wobec cesarza, z polskim jako językiem urzędowym. Taktownie nie dostrzegano aspiracji innej, równie licznej mniejszości, a więc Ukraińców, oraz dziesięcioprocentowej mniejszości żydowskiej w populacji wynoszącej łącznie ponad 7 mln mieszkańców. W ten sposób Galicja stała się wylęgarnią polskich ruchów narodowościowych i zarazem obszarem konfliktów polsko-ukraińskich, świadomie podsycanych przez Wiedeń, stosujący politykę divide et impera[68]. Bastion polskiego nacjonalizmu u granic imperium irytował carskich dowódców wojskowych do tego stopnia, że otwarcie rozmyślali o przyłączeniu Rusi Zakarpackiej – części Galicji zamieszkanej głównie przez etnicznych Ukraińców – do Rosji. „Byłe państwo polskie upadło w wyniku trzech rozbiorów – zauważył oficer sztabu generalnego Nikołaj Obruczew w 1885 roku – ale naród polski nie umarł […]. Nie udało nam się jeszcze złamać ducha polskiego ani w Wilnie, ani w Kijowie […]. Galicja jest dziś pomniejszonym obrazem dawnej Polski z jej panami i Żydami rozporządzającymi się rosyjskim [ukraińskim] narodem jak bydłem”[69]. Jednak w wyniku ostatnich badań ten czarny obraz stał się bardziej zniuansowany. W 1914 roku Polacy i Ukraińcy zawarli swoisty kompromis w postaci nowego prawa wyborczego. Jeszcze ważniejsze jest to, że stosowane rozróżnienia etniczne były raczej skutkiem ubocznym tej inicjatywy, której cel stanowiło przede wszystkim „zachowanie i rozszerzenie zarówno narodowego, jak i społecznego status quo”. Dowodziło to, że Galicja nie była zapomnianym przez Boga zakątkiem z dala od nowoczesności[70] – przynajmniej do chwili, gdy przetoczyła się tamtędy wyniszczająca pierwsza wojna światowa[71].

Państwo polskie, odrodzone w formie II Rzeczypospolitej w listopadzie 1918 roku, postrzegane było z perspektywy czasu – nie tylko przez zagorzałych nacjonalistów – jako owoc niezłomnego ducha polskości, który przetrwał najciemniejszy okres zaborów i zniewolenia. W rzeczywistości jednak wizjonerzy niezawisłego państwa polskiego na przełomie XIX i XX wieku stanęli w obliczu dużych problemów. Od 14 do 15 mln ludzi, którzy mówili po polsku i uważali się lub byli uważani za Polaków, żyło pod panowaniem jednego z trzech niepolskich władców[72]. Trudno stwierdzić, ilu z nich pozostawało wiernymi poddanymi tych monarchów, zwłaszcza że za swojego życia nie zaznali żadnej formy polskiej niezawisłości zasługującej na to miano. Zabory były podzielone nie tylko geograficznie, wchodząc w skład państw oddzielonych granicami, ale także kulturowo w wyniku ponadstuletniej odrębności, co powodowało ogromne dysproporcje. Różniły się poziomem modernizacji, analfabetyzmu i wolności słowa[73]. Ponadto w tamtym czasie przytłaczającą większość Polaków – około 80 proc. – stanowiło chłopstwo. Niewiele wiemy o zapatrywaniach polskiego chłopa na sprawę niepodległości na przełomie stuleci[74]. Ponieważ piśmienność szła często w parze z pewnym politycznym zaangażowaniem, nie należy się dziwić, że pamiętniki chłopskie z czasów polskich powstań przeciwko caratowi odzwierciedlają oddanie sprawie narodowej[75]. Jednocześnie gdy mamy do czynienia z narodem w przeważającej mierze niepiśmiennym, badacze napotykają bezlik wiążących się z tym problemów. Jak przyznaje Stefan Kieniewicz, „nasze oceny świadomości narodowej chłopa przed zniesieniem pańszczyzny zawsze będą się opierać na domysłach”[76]. W przeszłości historycy na ogół twierdzili zgodnie, że polski chłop był w pewnej mierze oddany sprawie narodowej, ale różnili się w ocenach poziomu i skali tego zjawiska[77]. Według najnowszych ustaleń Keely Stauter-Halsted i Kaiego Struve polski chłop w Galicji Zachodniej był uświadomiony politycznie, jego zaś odpowiednik w Galicji Wschodniej odnosił się do tych spraw obojętnie[78]. Można więc chyba domniemywać, że podobne różnice istniały w innych zaborach i między zaborami. Chłopi, nagrodzona literacką Nagrodą Nobla powieść Władysława Reymonta, wydana w latach 1904–1909, przedstawia życie wiejskiej społeczności pod zaborem rosyjskim w zgodzie z rytmem natury. Cztery księgi noszą tytuły czterech pór roku. Życie toczy się w tradycyjnym świecie, zdominowanym przez obrzędy religijne i niemal całkowicie pozbawionym odniesień do historii, polityki i zmian społecznych. Bohaterowie posługują się gwarą, którą stosuje również narrator w snuciu opowieści o polskiej wsi[79].

Wyobrażenie narodu jako jednolitej grupy połączonej mową, poglądami, wartościami i celami politycznymi to błędna interpretacja, myląca dążenia z rzeczywistością. Oczywiście humanistyka wyodrębniła i podjęła ten podstawowy problem. Politolog Benedict Anderson przekonująco nazwał to zjawisko „wspólnotami wyobrażonymi”. Gdy tylko idea „narodu” przekracza ograniczenia przestrzeni, w której każdy zna każdego, musi być wyobrażona. W praktyce historycznej prowadzi to do układu, w którym jedność wielu wyobrażona jest przez niewielu. Dyskurs narodowy zawsze był tworzony przez małe intelektualne grupy społeczne, które najpierw usiłowały zdefiniować masy ludowe, a potem przekonać je, że są właśnie tym, czym były w ich wizji. Masy wiejskie w Europie Środkowej XIX wieku żyły w dużej mierze w zgodzie ze światem, który oglądały naocznie, znały i rozumiały. Na nowoczesne projekty narodowościowe nakreślone przeważnie przez miejskie elity intelektualne nierzadko reagowały obojętnością lub wręcz jawną niechęcią[80]. Założenie, że naród w zdefiniowanej z góry postaci istnieje a priori i jakby automatycznie podąża gromadnie za przywódcami, na ogół nie jest niczym więcej jak tych właśnie przywódców romantyczną wizją i myśleniem życzeniowym. Nie oznacza to jednak, że narody są tylko ułudą. Oznacza – jak uczy nas Timothy Snyder w świetnej pracy o Litwie, Białorusi, Ukrainie i Polsce od czasów wczesnonowożytnych do dziś – że nie istnieją jako naturalne byty, lecz muszą zostać skonstruowane[81].

Marzenie o wolnej Polsce przetrwało głównie w kręgach arystokracji. W XIX wieku ta warstwa społeczna z powodzeniem przeobraziła się w „inteligencję, która zachowała jednolity system wartości, styl i sieć powiązań pomimo granic rozbiorowych, co okazało się niezwykle istotne”[82]. W drugiej połowie tego stulecia krzepnąca inteligencja otworzyła się na wykształconych synów elit miejskich i wiejskich nieszlacheckiego pochodzenia[83]. Stare konserwatywne elity były skompromitowane, bo w nadziei na ustępstwa ze strony zaborców zaoferowały im swoją służbę. Natomiast w środowiskach młodszych Polaków narodziły się dwa odmienne typy nacjonalizmu: jeden był inkluzywny i czerpał z historii, drugi wykluczający i wybiegał w przyszłość. Pierwszy odwoływał się do wielonarodowej przedrozbiorowej Rzeczypospolitej, „ze szlachtą złożoną [przeważnie] z Polaków oraz spolonizowanych Litwinów, Białorusinów, Ukraińców, Niemców, a nawet Tatarów, Ormian i przechrzczonych Żydów”, dla których tradycyjnym i urzędowym językiem była łacina[84].

Naród był tożsamy ze szlachtą, a o wiele mniej z chłopstwem i mieszczaństwem, dlatego należało gruntownie zweryfikować to przestarzałe pojęcie. Aby uzyskać wiarygodność w czasach masowego uczestnictwa w polityce i wojnie, trzeba było zdemokratyzować, a jeszcze lepiej: uspołecznić, pojęcie narodu. W konsekwencji Polska Partia Socjalistyczna (PPS) pod wodzą rewolucyjnego autodydakty i żołnierza Józefa Piłsudskiego dążyła do ustanowienia republiki socjalistycznej zdominowanej przez Polaków, ale otwartej na partycypację innych grup etnicznych, takich jak Litwini, Białorusini, Ukraińcy, Żydzi i Niemcy. Bardziej wyłączająca forma polskiego nacjonalizmu, szerzona przez Narodową Demokrację pod kierunkiem prawicowego intelektualisty i polityka Romana Dmowskiego, czerpała z idei darwinizmu społecznego, modnego w całej Europie Zachodniej i Stanach Zjednoczonych. Endecja uważała, że to wieloetniczność doprowadziła do upadku dawnej Rzeczypospolitej, dlatego kreśliła wizję nowożytnego narodu złożonego – tak brzmiało hasło endeckie – z „Polaków najczystszej krwi”. Inne grupy etniczne nie miałyby nic do powiedzenia w sprawach przyszłej Polski, a socjalistów postrzegano jako „Żydów[,] obcych i wyrzutków społecznych”[85].

Gdy wybuchła wojna, natychmiast znów pojawiła się kwestia polskiej państwowości – już nie tylko jako koncepcja teoretyczna, lecz jako rozmaite opcje polityczne. W latach 1915–1918 rządy Rosji w Europie Środkowej zastąpiła władza państw centralnych. Wybrzeże Bałtyku i obszary zachodnich rubieży znalazły się pod bezpośrednią władzą najwyższego dowództwa wojsk niemieckich na wschodzie (Ober Ost). W obrębie Kraju Nadwiślańskiego w Warszawie i Lublinie ustanowiono odpowiednio niemieckie i austriackie generalne gubernatorstwo, dające Polakom pewien stopień samorządności[86]. Piątego listopada 1916 roku obaj cesarze ogłosili nawet, że ich politycznym celem jest odtworzenie polskiej monarchii. Ponieważ na tym samym wydechu wezwali swych polskich poddanych do broni, proklamacja ogłoszona w ich imieniu na rzecz utworzenia „Królestwa Polskiego” okazała się tanią zagrywką i nie zmobilizowała mas[87]. Mimo to w 1917 roku okupanci powołali do życia Radę Regencyjną, która miała prowadzić sprawy państwa do momentu wyboru polskiego króla. We wcześniejszym przesłaniu noworocznym car Rosji – który do tej pory stracił wszystkie swoje przedwojenne zdobycze w Polsce – skontrował propagandę państw centralnych obietnicą zjednoczenia trzech dotychczasowych zaborów. W tym samym miesiącu prezydent Stanów Zjednoczonych Woodrow Wilson włączył postulat utworzenia niezawisłej Polski jako 13 punkt do swojego czternastopunktowego planu. I choć ententa i państwa centralne prześcigały się, żeby pokazać, jak bardzo zależy im na budowie niezależnego państwa polskiego, to dopiero powstanie własnego wojska – słynnych Legionów i innych oddziałów zbrojnych – podsyciło nadzieje Polaków na wybicie się na niepodległość, własnym wysiłkiem, a nie z czyjejś łaski.

I rzeczywiście po załamaniu się frontu zachodniego i nagłym zakończeniu niemieckich i austriackich rządów w Europie Środkowej pod koniec 1918 roku wybuchły zbrojne walki o nowy kształt mapy Europy. Wreszcie nadarzyła się okazja, żeby Piłsudski i Dmowski mogli przynajmniej częściowo zrealizować swoje utopijne plany odbudowania polskiej państwowości. Problem w tym, że mieli odmienne koncepcje narodowości, a więc nie byli współpracownikami, ale rywalami. Obaj mężowie stanu wywodzili się z drobnej szlachty. Piłsudski związany był korzeniami z ziemiami w okolicach Wilna, w dawnej litewskiej części Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Dmowski z kolei urodził się w środkowej Polsce, na przedmieściach Warszawy. Piłsudski – człowiek o legendarnej przeszłości bojowej i wojskowej – jako naczelny dowódca polskich sił zbrojnych usiłował zabezpieczyć terytorium na rzecz przyszłego polskiego państwa federalnego, odpowiadającego obszarem dawnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Dmowski – działacz polityczny świetnie władający wieloma językami – jako szef Komitetu Narodowego Polskiego[88] działał w kuluarach i gabinetach paryskiej konferencji pokojowej na rzecz międzynarodowego uznania państwa polskiego z głównie polską populacją. Warto zauważyć, że Dmowski i jego współpracownicy „etniczność” rozumieli jako określenie obejmujące to samo wyznanie, obyczaj i język. Choć uchylili drzwi dla innych grup etnicznych chcących się asymilować, to praktycznie wokół swojej definicji polskiej narodowości wznieśli wysoki mur – nie do przebycia, na przykład, dla Żydów[89]. Politolodzy widzą dziś odmienne ujęcie narodowości przez obu mężów stanu, definiując je jako konflikt między nacjonalizmem „obywatelskim” a „etnicznym”[90].

A jednak różnice pomiędzy stanowiskiem Piłsudskiego a Dmowskiego nie były aż tak skrajne, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka: „Obaj byli antykomunistami, obaj wzywali do solidarności narodowej, obaj niezbyt chętnie wspierali demokrację liberalną, obaj pragnęli silnego państwa narodowego, opartego na tradycji katolickiej i rządzonego przez autorytarnego przywódcę”[91]. Dzięki niedawnym badaniom uzyskaliśmy dodatkowe świadectwa potwierdzające, że antagonizmy między dwoma mężami stanu nie były aż tak głębokie, jak uznawała dawniej historiografia, zwłaszcza gdy chodzi o rolę Piłsudskiego: wypracowana w obozie belwederskim w latach 1918–1920 koncepcja federacji środkowoeuropejskiej była niepoprawnie płytka; Komendant miał wyraźnie mocarstwowe ambicje i nigdy nie przewidywał równego traktowania członków tej federacji[92]. To oznacza, że wyższość Polaków w przyszłym państwie narodowym była dla obu polityków sprawą oczywistą. Niemniej jednak Piłsudski i Dmowski nigdy nie znaleźli wspólnego języka, aby osiągnąć ten cel, i na nieszczęście dla Polski osobiste waśnie uniemożliwiały dwóm głównym obozom politycznym wspólne działanie nawet w czasach największych problemów i niebezpieczeństw: „Gdybyż można było ich rozsunąć w czasie! – ubolewał Stanisław Mackiewicz w 1941 roku, w późniejszych latach premier Rzeczypospolitej Polskiej na uchodźstwie. – Współżycie tych ludzi w jednej epoce było elementem osłabiającym Polskę”[93].

Druga Rzeczpospolita, wyłoniona z bitew o nowy kształt ziem w granicach dawnych mocarstw, była skrzyżowaniem wizji Piłsudskiego i Dmowskiego. Terytorialnie rozciągała się poza obszary z przewagą etnicznych Polaków, ale konfederacja z sąsiadami z północy i wschodu nigdy nie doszła do skutku, a stosunki dyplomatyczne z Litwą i Ukrainą pozostały

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

Rozdział drugi

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

Rozdział trzeci

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

Część pierwsza: wschodni teatr działań

Dostępne w wersji pełnej.

Część druga: zachodni teatr działań

Dostępne w wersji pełnej.

Część trzecia: problemy u bram i w domu

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

Rozdział czwarty

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

Epilog

Dostępne w wersji pełnej.

Posłowie

Dostępne w wersji pełnej.

Przypisy

Dostępne w wersji pełnej.

Archiwa

Dostępne w wersji pełnej.

Bibliografia

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

Tytuł oryginału

Civil War in Central Europe 1918–1921. The reconstruction of Poland

was originally published in English in 2019. This translation is published by arrangement with Oxford University Press. SIW Znak is responsible for this translation from the original work and Oxford University Press shall have no liability for any errors, omissions or inaccuracies or ambiguities in such translation or for any losses caused by reliance thereon.

Copyright © Jochen Böhler, 2019

< class="separate"p>Ilustracja na okładce pochodzi ze zbiorów Muzeum Wojska Polskiego

Ilustracje tytułowe rozdziałów

Muzeum Wojska Polskiego

domena publiczna

Projekt okładki

Anna Slotorsz / artnovo.pl

Opieka redakcyjna

Natalia Gawron-Hońca

Adiustacja

Bogusława Wójcikowska

Korekta

Joanna Kłos

Indeks

Rafał Kuzak

Jochen Böhler

Konsultacja merytoryczna

Rafał Kuzak

© Copyright for this edition by SIW Znak Sp. z o.o., 2018

© Copyright for the translation by Robert Sudół

ISBN 978-83-240-5479-4

Znak Horyzont

www.znakhoryzont.pl

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl

Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, ul. Kościuszki 37, 30-105 Kraków

Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Katarzyna Rek

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Wojna domowa 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Piękna i odważna. Ulubiona agentka Churchilla Serce wszystkiego, co istnieje. Nieznana historia Czerwonej Chmury, wodza Siuksów Był sobie król… Do piekła i z powrotem: Europa 1914–1949 Wołyń '43 Romanowowie