Król Artur i Rycerze Okrągłego Stołu

Król Artur i Rycerze Okrągłego Stołu

Autorzy: Roger Lancelyn Green

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Kategorie: Fantastyka / SF

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

cena od: 22.90 zł

Pełna magii i niesamowitości legenda o szlachetnych rycerzach, walce dobra ze złem i miłości

Legenda o królu Arturze jest jedną z najbardziej znanych legend w kulturze europejskiej. Od magicznego momentu, w którym Artur uwalnia miecz z kamienia, po ostatnią bitwę, Roger Lancelyn Green ożywia oszałamiający świat króla Artura i Rycerzy Okrągłego Stołu.

Oto historie o mieczu w kamieniu, o Zielonym Rycerzu, o miłości Lancelota i Ginewry, o poszukiwaniu Świętego Graala i o odejściu do Doliny Avalonu.

Roger Lancelyn Green

Król Artur i Rycerze Okrągłego Stołu

Tytuł oryginału

King Arthur and His Knights of the Round Table

ISBN

Text copyright © Roger Lancelyn Green, 1953

Original English language edition first published

by Penguin Books Ltd, London

The author has asserted his moral rights

All rights reserved

Endnotes copyright © Penguin Books, 2008

Copyright © for the Polish translation by Zysk i S-ka Wydawnictwo s.j., Poznań 2018

Redakcja

Paulina Wierzbicka

Ilustracja na okładce

Jędrzej Chełmiński

Opracowanie graficzne okładki

Tobiasz Zysk

Opracowanie graficzne i techniczne

Barbara i Przemysław Kida

Wydanie 1

Zysk i S-ka Wydawnictwo

ul. Wielka 10, 61-774 Poznań

tel. 61 853 27 51, 61 853 27 67

faks 61 852 63 26

dział handlowy, tel./faks 61 855 06 90

sklep@zysk.com.pl

www.zysk.com.pl

Wszelkie prawa zastrzeżone. Niniejszy plik jest objęty ochroną prawa autorskiego i zabezpieczony znakiem wodnym (watermark).

Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku. Rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci bez zgody właściciela praw jest zabronione.

Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w Zysk i S-ka Wydawnictwo.

Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Dedykacja

OD AUTORA

KSIĘGA PIERWSZA ARTUR KRÓLEM Dwa miecze

Balyn i Balan

Pierwsza misja Okrągłego Stołu

Magia Nimue i Morgana le Fay

KSIĘGA DRUGA RYCERZE OKRĄGŁEGO STOŁU SIR Gawain i Zielony Rycerz

Pierwsza misja sir Lancelota

SIR Gareth, czyli Rycerz Kuchcik

SIR Tristan oraz Izolda Pięknolica

Geraint i Enid

SIR Gawain i LADY Ragnell

SIR Percewal z Walii

Historia Lancelota i Elaine

KSIĘGA TRZECIA POSZUKIWANIE ŚWIĘTEGO GRAALA W jaki sposób Święty Graal pojawił się w Camelocie

Pierwsze przygody sir Galahada

Przygody sir Percewala

Przygody sir Borsa de Gannis

Przygody sir Lancelota

Jak Lancelot i Gawain dotarli do zamku Carbonek

Koniec misji

KSIĘGA CZWARTA ARTUR ODCHODZI Lancelot i Ginewra

Knowania sir Mordreda

Ostatnia bitwa

EPILOG

KTO JEST KIM W CAMELOCIE

Wszystkie rozdziały dostępne są w pełnej wersji książki

Dedykuję

Byng Husband

OD AUTORA

Opowieść o królu Arturze i przygodach jego rycerzy przedstawiana była tak wiele razy, iż niełatwo wyjaśnić, dlaczego robi się to raz jeszcze.

Jeśli na bok odłożyć poetyckie walory kolejnych wersji legendy — zaprezentowanych przez tak znakomitych autorów jak Dryden, Morris, Tennyson, Swinburne czy Charles Williams — trzeba powiedzieć, że wszyscy anglojęzyczni twórcy powtarzają opowieść sir Thomasa Malory’ego, przykrawając ją nieco i dostosowując do gustów odbiorców, zawsze jednak mniej czy bardziej wiernie trzymając się jej wątku.

Tymczasem ostatnio pokazano dowodnie, że Malory przygotował swą historię króla Artura nie jako zwartą opowieść, lecz jako zbiór oddzielnych wariacji starych romansów francuskich. Zachowana jest między nimi pewna ciągłość, ale nie ma organizującego wszystko planu.

W tej sytuacji postanowiłem, że każdy element mojej narracji będzie stanowił element spójnego wzorca: królestwo Artura, zwane Logresem; model rycerskości i praworządności, które usiłują poskromić pleniące się wokół barbarzyństwo i zło, by na koniec im ulec. To jednak tylko osnowa, na której spróbowałem zapleść wątki najsłynniejszych znanych przygód, dokonań i misji słynnych rycerzy Okrągłego Stołu, dołączając też kilka mniej znanych historii.

Podążałem, ogólnie rzecz biorąc, za Malorym, dodając jednak kilka nieuwzględnionych przez niego przygód. Zarazem pozwalałem sobie na niejaką swobodę, bo przecież i on nie naśladował niewolniczo swych francuskich wzorców, bez skrupułów przetwarzając je i splatając.

Wyszedłem od historycznego Artura, wodza czy też Dux Bellorum, którego pozycję w V wieku w Brytanii, gdy rzymska cywilizacja po raz ostatni stawiła opór Sasom, opisuje R. G. Collingwood w książce Roman Britain. Sięgnąłem jednak także po niezbyt troszczącą się o wierność wobec faktów historię Geoffreya z Monmouth, a także po wierszowaną kronikę Layamona*. Stamtąd zaczerpnąłem kilka pomysłów do księgi I, która jednak zasadniczo jest wierna Malory’emu, jeśli nie liczyć historii Balyna w Kaplicy Świętego Graala (tu inspiracją był francuski Merlin) oraz pochowania Merlina za życia przez Nimue — co z kolei wzorowałem na spisanym w języku średnioangielskim poemacie prozą Merlin.

W księdze II rozdział Sir Gawain i Zielony Rycerz wzorowany jest na noszącym ten sam tytuł słynnym poemacie średnioangielskim. Pierwsza misja Lancelota ma za źródło Malory’ego, lecz przybycie młodzieńca do zamku Camelot (o czym Malory nie wspomina ani słowem) inspirowane było francuskim romansem prozą Le Livre de Lancelot del Lac. Opowieść o sir Garecie jest, jak się wydaje, własnym tworem Malory’ego, którą ja odrobinę tylko skróciłem i wygładziłem w zakończeniu. Opowiadając o Tristanie, odłożyłem na bok Malory’ego, sięgnąłem natomiast po wcześniejszą, a chyba nieznaną mu wersję Godfreya ze Strasburga. Nieobecna u Malory’ego historia Gerainta i Enid jest adaptacją walijskiego dzieła Mabinogion, aczkolwiek parę szczegółów zaczerpnąłem z Érec et Énide Chrétiena de Troyes. Także nieobecna u Malory’ego opowieść Sir Gawain i lady Ragnell oparta jest na średnioangielskim poemacie i balladzie, chociaż, jak się wydaje, to ja powtórzyłem ją pierwszy. Podobnie było z pierwszymi przygodami Percewala, przy których wykorzystałem inne poematy średnioangielskie, a także francuski utwór Conte de Graal. Lancelot i Elaine powtórzyłem za Malorym, podobnie jak księgę III pt. Poszukiwanie Świętego Graala — w której jedynie przygody sir Gawaina w Zamku Świętego Graala pochodzą z niemieckiej opowieści Diu Crône Heinricha von dem Türlin. Ostatnie zaś czyny Percewala oparłem na niemieckim Parzivalu Wolframa von Eschenbach. (Informacje o tych poematach zawdzięczam książce Alfreda Nutta pt. Studies on the Legend of the Holy Grail).

Księga IV wiernie podąża za Malorym, a powtórzona niemal słowo w słowo Ostatnia bitwa to jedna z najznakomitszych tragedii angielskich. Także za Malorym przytaczam opis śmierci Lancelota i pożegnanie sir Hectora, natomiast informacja o grobach znalezionych w Glastonbury pochodzi z łacińskiej kroniki. Jednak historia pasterza i jaskini wzorowana jest na ludowej opowieści, zapisanej przez Edmunda Chambersa w jego Arthur of Britain. Jestem wdzięcznym dłużnikiem zarówno tej książki, jak i znakomitego dzieła J. D. Bruce’a pt. The Evolution of Arthurian Romance.

Oto moje źródła, z których korzystałem — tak jak Malory ze swoich. On miał przed sobą francuski „cykl opowieści arturiańskich”, ja — jego nieśmiertelne dzieło; podobnie jak on, nie wahałem się sięgać po zachowane romanse. Obszerniej jednak niż on zarzuciłem sieć w poszukiwaniu różnych elementów i wersji jednej z największych światowych legend. Nikt jako narrator nie może się równać z Morte D’Arthur Malory’ego; stworzył to arcydzieło przed pięciuset laty, ale wielkie legendy — tak jak wszystkie znakomite baśnie — każda epoka musi powtarzać na nowo, zawsze bowiem można w nich dojrzeć coś innego. Każda zaś nowa prezentacja sprawia, iż ze świeżością i wigorem odżywają w oczach kolejnej generacji. Na tym właśnie polega nieśmiertelność tych opowieści.

ROGER LANCELYN GREEN

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

* * *

* Geoffrey z Monmouth — mnich walijski (ok. 1100–1154 r.), autor Historia Regum Britanniae, ale także Prophetiae Merlini. Layamon to żyjący w drugiej połowie XII wieku autor poematu Brutus, który przedstawia dzieje Brytanii od wylądowania Brutusa Trojańskiego aż do panowania króla Artura — przyp. tłum.

KSIĘGA PIERWSZA

ARTUR KRÓLEM

Rozdział 1

Dwa miecze

Od czasu, gdy niecny król Vortingern po raz pierwszy zaprosił Sasów, aby się osiedlili w Brytanii i pomogli mu walczyć z Brytami oraz Szkotami, w kraju nigdy już pokój nie utrzymywał się zbyt długo. Chociaż znaczną jego połać porastały gęste lasy, dużą część stanowiły też piękne otwarte tereny — z wioskami i miasteczkami, samotnymi gospodarstwami i domostwami, które przed laty pozostawili tu Rzymianie. Sasom wystarczyło je ujrzeć, by obrzydły im prymitywne, biedne siedziby w Niemczech i Danii. Rok po roku przepływali więc w swych długich łodziach Morze Północne, aby mordować, a przynajmniej zmuszać Brytów do ucieczki i brać w posiadanie ich domy.

Vortingern nie żył, nie żył też Aureliusz Ambrozjusz, ostatni z Rzymian, kiedy na czele Brytów stanął Uther Pendragon, uważany przez niektórych za brata Ambrozjusza. W wielu bitwach pokonał Sasów i zapewnił spokój w południowych rejonach, gdzie królował: w Londynie i Winchesterze, zwanym podówczas Camelotem, a także w Kornwalii, gdzie księciem był jego wierny sojusznik Gorlois. Uther zakochał się jednak w żonie tego ostatniego, przepięknej Igrajnie. Jej prawowity mąż zginął podczas walki z rąk rywala, Uther zaś poślubił wdowę po nim.

Pierwszą wizytę złożył jej w nawiedzonym, mrocznym zamku Tintagel, wzniesionym na urwisku nad brzegiem morza. Na straży ich miłości stał czarodziej Merlin. Uther i Igrajna mieli jedno dziecko, synka. Co z nim się stało — to mógłby powiedzieć tylko mądry Merlin, który głuchą nocą zniósł go sekretną drogą w dół klifu, a potem nawet słowem nie wspomniał o jego dalszym losie.

Poza tym jednym synem Uther nie miał już dzieci, natomiast Igrajna z Gorloisem mieli wcześniej trzy córki. Gdy Igrajna została królową, dwie z nich były już dorosłe. Morgawse poślubiła Lota, króla Orkney, Elejna zaś — Nantresa, króla Garlot; gdy nadejdzie pora, ich synowie będą należeli do najmężniejszych rycerzy Okrągłego Stołu. Natomiast trzecią córkę, Morganę le Fay, wówczas ledwie dziewczynkę, wysłano do szkoły klasztornej. Mimo to księżniczka w jakiś osobliwy sposób posiadła wiedzę magiczną, którą wykorzystywała w nikczemnych celach.

Król Uther Pendragon zaznał tylko krótkiej chwili szczęścia u boku pięknej Igrajny, gdyż niebawem Sasi znowu podjęli z nim wojnę. Pośród służby umieścili zdrajcę, który otruł króla i wielu jego stronników.

Wówczas nastały w kraju dni pełne większego zła i większej podłości niż kiedykolwiek wcześniej. Rycerze króla Uthera zaczęli walczyć między sobą, spierając się, który z nich powinien panować. Sasi zaś — widząc, iż zabrakło silnego męża, który poprowadziłby Brytów przeciw nim — podbijali coraz większe obszary ich krainy.

Całymi latami pleniły się waśnie i niedole, aż wreszcie nadszedł czas wyznaczony. Dobry czarodziej Merlin wychynął z głębokich, tajemnych dolin Walii Północnej, zwanej wówczas Gwynedd, i przez Powys, czyli Walię Południową, ruszył w kierunku Londynu. Tak wielka otaczała go sława, że ani Sasi, ani Brytowie nie śmieli mu się przeciwstawić.

Przybywszy do Londynu, Merlin odbył rozmowę z arcybiskupem. Wkrótce w dzień Bożego Narodzenia zwołano zgromadzenie rycerzy tak wielkie, że nie wszyscy mogli się pomieścić w kościele, dlatego niektórzy stanęli na przykościelnym cmentarzu.

W trakcie nabożeństwa przez kościół przetoczył się pomruk, ponieważ na zewnątrz działo się coś przedziwnego. Choć nikt nie wiedział, jak się to stało, na cmentarzu stał teraz wielki kwadratowy blok marmuru. Na nim zaś znajdowało się żelazne kowadło, w którym tkwił — głęboko wbity ostrzem — wielki, świetlisty stalowy miecz.

— Zachowajcie spokój, dopóki trwa msza — polecił arcybiskup, kiedy powiadomiono go o cudownym zdarzeniu. — Ale tym usilniej módlmy się do Boga, abyśmy znaleźli lekarstwo na jątrzące się rany naszego kraju.

Gdy nabożeństwo dobiegło końca, arcybiskup w otoczeniu lordów i rycerzy wyszedł z kaplicy, aby obejrzeć cudowny miecz. Na kamieniu zobaczyli napis wyryty złotymi literami: KTO WYCIĄGNIE MIECZ Z TEGO KAMIENIA I KOWADŁA, TEN JEST PRAWOWITYM KRÓLEM CAŁEJ BRYTANII.

Próbie tej usiłowała sprostać wielka rzesza mężczyzn, którzy natężali się, aby wyrwać miecz — ale ów nie drgnął nawet o włos.

— A więc nie ma go teraz pośród nas — oznajmił arcybiskup. — Nie ulega jednak żadnej wątpliwości, że Bóg ześle nam króla. Niechże umyślni rozjadą się po kraju, rozgłaszając wszędzie, co powiada napis. Na Nowy Rok zwołamy wielki turniej i zobaczymy, czy pośród tych, którzy przybędą rywalizować, znajdzie się nasz król. Do tego czasu polecam rozpiąć nad kamieniem mocny namiot, kamienia zaś niech strzeże nieustannie dziesięciu rycerzy.

I tak się stało. Choć na Nowy Rok ściągnął wielki rój wojowników, żaden z nich nie zdołał wyciągnąć miecza z kamienia. Potem wszyscy oddalili się na stronę, rozstawili namioty i urządzili turniej. Rywalizowali o to, który z nich lepiej ciska włócznią z ciężkim drzewcem lub walczy na bojowe miecze.

Trzeba trafu, że pośród współzawodników znaleźli się rycerz sir Ektor, jego syn Kaj, który ledwie kilka miesięcy wcześniej został pasowany, razem z nimi zaś przybył Artur, młodszy brat sir Kaja, liczący ledwie szesnaście wiosen.

W drodze na plac turniejowy sir Kaj znienacka stwierdził, że zostawił swój miecz w domowych pieleszach, poprosił więc Artura, aby pojechał z powrotem i przywiózł go.

Artur, który zawsze bardzo chętnie pomagał innym, odpowiedział: „Oczywiście!” i zawrócił do miasta. Tymczasem matka sir Kaja, która także chciała obejrzeć turniej, wyszła, zamykając drzwi, tak że Artur w żaden sposób nie mógł się dostać do środka.

Artur bardzo się tym przejął. „Mój brat Kaj musi mieć miecz” — myślał, wolno jadąc z powrotem. „Jakiż wstyd czeka takiego młodego rycerza, jeśli zjawi się na turnieju bez miecza. Przedmiotem jakichże nieprzystojnych kpin się stanie! Tylko gdzie ja mu znajdę oręż...? Już wiem! Na cmentarzu widziałem miecz sterczący z kowadła. Wezmę go, przecież i tak tkwi tam bezużytecznie!”

Spiął więc Artur konia ostrogami i w mig znalazł się na cmentarzu. Przywiązał konia do słupka i wbiegł do namiotu, który rozpięto nad kamieniem, tam zaś okazało się, że wszystkich dziesięciu strażników pospieszyło oglądać turniej. Nie tracąc czasu na odczytywanie napisu na kamieniu, Artur bez trudu wyciągnął miecz, pognał do swego konia i kilka minut później wręczał już oręż sir Kajowi.

Młodzieniec nic nie wiedział o zagadce miecza, natomiast Kajowi, który wcześniej próbował wyciągnąć go z kowadła, wystarczyło jedno spojrzenie, aby się zorientować, że to ta sama broń. Niezwłocznie udał się więc do swego ojca, sir Ektora, i powiedział:

— Sir! Spójrz tylko, panie ojcze: oto miecz wyciągnięty z kamienia! Sam więc widzisz, że to ja muszę być prawowitym królem całej Brytanii!

Ale sir Ektor nie był tak łatwowierny, kazał więc sir Kajowi, aby razem z nim pojechał do kościoła i tam, trzymając dłonie na Biblii, szczerze opowiedział o tym, jak wszedł w posiadanie miecza.

— Dał mi go mój brat Artur — przyznał z westchnieniem Kaj.

— A skąd ty wziąłeś miecz? — spytał sir Ektor młodszego z braci.

— Zaraz już mówię! — skwapliwie rzekł Artur, który bał się, że zrobił coś złego. — Kaj poprosił, żebym mu przyniósł miecz, ale w żaden sposób nie mogłem się do niego dostać. Wtedy przypomniałem sobie, że na cmentarzu widziałem oręż sterczący bez użytku z kowadła. Pomyślałem, że znacznie lepiej mu będzie w ręku mego brata, więc go przywiozłem.

— A nie pilnowali go rycerze? — spytał sir Ektor.

— Nie było ani jednego — zapewnił Artur.

— No więc dobrze, wbij miecz z powrotem w kowadło i zobaczymy, czy go wyciągniesz — polecił sir Ektor.

— Żaden kłopot — odrzekł Artur zdumiony całym tym zamieszaniem wokół miecza i bez najmniejszego trudu wraził go w kowadło.

Teraz sir Kaj chwycił za rękojeść i pociągnął ze wszystkich sił, mógł się jednak mocować, ile chciał, a klinga nie drgnęła nawet o włos. Spróbował także sir Ektor, ale z równie mizernym efektem.

— No to proszę, teraz ty wyciągnij — zwrócił się do Artura. Ten zaś, bardziej jeszcze zdumiony niż przedtem, chwycił za rękojeść i wyciągnął miecz z taką łatwością, jakby tkwił w dobrze naoliwionej pochwie.

Widząc to, sir Ektor padł przed Arturem na kolana i z szacunkiem pochylił głowę.

— Teraz wiem już, że to ty jesteś prawowitym królem tego kraju i nikt inny nie może rościć sobie do tego pretensji.

— Co?! Co takiego?! Czemu klękasz przede mną, ojcze? — zawołał Artur.

— Bóg tak postanowił, że ten, kto wydobędzie miecz z kamienia i kowadła, jest prawowitym królem Brytanii — wyjaśnił sir Ektor. — Poza tym muszę wyznać, że chociaż wielce cię kocham, to jednak nie jesteś mym synem. Byłeś malutkim dzieciątkiem, gdy Merlin przyniósł cię do mnie, prosząc, abym wychował cię jak własne dziecko!

— Skoro jestem królem — rzekł Artur i skłonił głowę na rękojeść miecza w kształcie krzyża — to przysięgam, że służyć będę Bogu i swojemu ludowi, naprawię wszystkie krzywdy, precz wygnam zło, a krajowi zapewnię pokój i dostatek... Was zaś, panie, który jak daleko sięgnę pamięcią, zawsze byłeś dla mnie jak ojciec, proszę, abyś dalej nie skąpił mi ojcowskiej miłości, pomocy i porady... Ty zaś, Kaju, mój przyrodni bracie, bądź seneszalem we wszystkich podległych mi krainach, pierwszym rycerzem na moim dworze.

Następnie udali się do arcybiskupa i opowiedzieli mu o wszystkim, ale rycerze i baronowie, pełni wściekłości i zazdrości, nie chcieli uwierzyć, iż Artur jest prawowitym królem. Rozstrzygnięcie odłożono więc do Wielkanocy, gdy zaś ta nadeszła, odroczono decyzję na dzień Zesłania Ducha Świętego — czy Pięćdziesiątnicę, jak to się czasami nazywa. Choć jednak wielu królów i rycerzy próbowało swoich sił, tylko Artur potrafił wyciągnąć miecz z kowadła.

Wtedy cały lud zakrzyknął: „Artur! Chcemy Artura! To on z Bożej woli jest naszym królem! Boże, chroń króla Artura!”. I wszyscy — bez różnicy: potężni i pospolici, bogaci i biedni — padli przed nim na kolana, błagając, aby wybaczył im, że tak długo zwlekali z decyzją. Artur im wybaczył i upadłszy na kolana, wręczył cudowny miecz arcybiskupowi. Ten zaś udzielił mu szlachetnego i świętego tytułu Rycerza. A gdy już się to dokonało, zbliżyli się wszyscy hrabiowie i baronowie, rycerze i giermkowie, po czym złożyli Arturowi hołd, przysięgając, że będą mu służyć, a posłuszeństwo wobec niego stanie się ich obowiązkiem.

Teraz Artur zwołał wszystkich wojów Brytanii i spośród starszych wybrawszy tych, którzy służyli jego ojcu, a spośród młodszych tych, którzy pragnęli przede wszystkim wykazać się odwagą i lojalnością, obwieścił, że wyda wojnę Sasom. Obiecał też ukarać wszystkich tych złodziejów i rabusiów, którzy przez wiele lat pustoszyli kraj, dopuszczając się czynów okrutnych i haniebnych.

Po niedługim czasie w całej południowej Brytanii zaprowadził pokój i bezpieczeństwo, a stolicą swoją uczynił Camelot. Inni jednak władcy, którzy rządzili wówczas w Brytanii i jej okolicach — królowie Orkney, Lothian, Gwynedd, Powys, Gorre i Garloth — z zawiścią myśleli o tym nieznanym nikomu młodziku, który tytułował siebie królem całej Brytanii. Posłali więc do niego wieść, iż odwiedzą go z darami. Miały to być jednak ostre miecze, które wrażone w szyję oddzielą głowę od reszty ciała.

Wtedy znienacka pojawił się przed Arturem Merlin i poprowadził go do miejscowości Caerleon w Walii Południowej. Słynęła ona z potężnej wieży, która potrafiła odeprzeć najsilniejsze oblężenie. Wrodzy królowie także podążyli do Caerleonu, ale chociaż otoczyli wieżę ze wszystkich stron, nie mogli się do niej wedrzeć, aby zamordować Artura i jego sprzymierzeńców.

Po piętnastu dniach Merlin ukazał się w bramie wieży i spytał wszystkich tych gniewnych królów i rycerzy, dlaczego zbrojnie wystąpili przeciw królowi Arturowi.

— A czemuś uczynił tego chłopczynę, jakiegoś Artura, naszym królem? — zawołali w odpowiedzi.

— Uciszcie się wszyscy i słuchajcie uważnie! — rozkazał Merlin, a wtedy grobowa cisza zapadła pośród zebranych, którzy z bojaźnią i zdumieniem słuchali przemowy dobrego czarodzieja. — Słuchajcie, albowiem wyjawię wam rzeczy tajemne i niezwykłe. Zaiste Artur jest waszym królem, jest prawomocnym królem całej tej krainy, jej, a także Walii, Irlandii, Szkocji, Orkney oraz zamorskiej Armoryki, a będzie też władał innymi krainami. Jest Artur prawdziwym i jedynym synem dobrego króla Uthera Pendragona! Za sprawą mych świętych sztuk wiem, jak się urodził i co się stanie pod jego rządami. Uther przybył do Tintagelu w postaci Gorloisa trzy godziny po śmierci tamtego. Ukoił ból i żal lady Igrajny, która zgodziła się zostać jego żoną. Wiadome mi jednak było, że ich syn, ten oto Artur, narodził się do rzeczy wielkich i cudownych. Niedługo potem, gdy lady Igrajna powiła go w mrocznym Tintagelu, Uther, który pilnie baczył na wszystkie moje słowa, oddał mi syna pod opiekę, ja zaś poniosłem go do Avalonu, Krainy Dziwów. Mieszkańcy Avalonu — wy ich nie znacie, a tylko nazywacie wróżkami i elfami — rzucili na dziecko szlachetny i potężny czar, obdarzając je magiczną mocą. Trzy dary otrzymał od nich Artur: po pierwsze, że będzie najlepszym ze wszystkich rycerzy, po drugie, że będzie najpotężniejszym królem, jakiego kiedykolwiek znał ten kraj. A po trzecie, że będzie długowieczny, że będzie żył dłużej, niż sięga ludzka wyobraźnia. Takie to cnoty dobrego i szlachetnego księcia nadali Arturowi zamieszkańcy Avalonu. I to w Avalonie elfowie wykuli Excalibura — miecz, który zawiśnie u jego boku. Świetlista klinga wznosić się będzie tylko w słusznej sprawie, blaskiem swym rozświetlając ziemię aż do chwili, gdy Avalonianie wezwą oręż z powrotem do siebie... Zaiste Artur jest waszym królem! Pod jego rządami rok po roku rozrastać się będzie podległe mu królestwo: nie Brytania, nie wyspy na morzu, nawet nie Armoryka i Gaul, lecz Logres. Ziemia Obiecana, Królestwo Boże na Ziemi, które na chwilę ukaże wam Artur, zanim znowu nastanie mrok.

Kiedy Merlin skończył mówić, zaległa głucha cisza, albowiem wszyscy, którzy go słuchali, czuli, że stanęli u progu niezwykłego czasu. Zrozumieli, że Artur nie jest królem, który panuje tylko dlatego, iż królem był jego ojciec, albo dlatego, iż jest najsilniejszy spośród rycerzy.

I nagle wszyscy padli na kolana przed Arturem, który stał na schodach wieży za Merlinem, i jednym głosem przyrzekli, że aż po kres swoich dni będą jego prawdziwymi i wiernymi poddanymi.

Wtedy też arcybiskup nasadził koronę na głowę Artura, a ludzie ponownie wznieśli okrzyki na jego cześć. Taki był prawdziwy początek jego rządów.

— Od jutra zaczniemy gromadzić swoje siły — oznajmił król Artur. — Kiedy zaś zbiorą się wszystkie, pomaszerujemy na północ i na wschód, aby stoczyć bitwę z Sasami i wyprzeć ich z Brytanii. Potem zaś wzdłuż wybrzeża wzniesiemy zamki i ustawimy strażnice, aby już nigdy więcej nas nie napadli; odbudujemy zniszczone przez nich kościoły i wzniesiemy nowe na chwałę Bożą. Wszyscy też moi rycerze rozjadą się po kraju, by wymierzyć karę tym, którzy łamią pokój i krzywdzą innych. Ilekroć mąż czy niewiasta, nieważne: potężni czy prości, znajdą się w potrzebie lub będą chcieli się poskarżyć na kogokolwiek, niechaj przychodzą do mnie, bo nigdy też ich żale nie zostaną bez ukojenia, a krzywdy — bez naprawy.

W dzień ten król Artur biesiadował w wielkim zamku Caerleonu, zanim jednak uczta dobiegła końca, nastąpiło pierwsze z osobliwych zdarzeń, które miały za jego rządów nawiedzać czarowną krainę Logresu.

Nieoczekiwanie, bez żadnego ostrzeżenia, na dziedziniec wjechał młody giermek, prowadząc za sobą drugiego konia, przez którego siodło przerzucone było ciało uśmierconego niedawno rycerza.

— Wołam o pomstę, królu panie! — zakrzyknął giermek, gdy Artur wyszedł z sali wielkiej, aby sprawdzić, co też się stało.

— Błagam o pomstę! Oto sir Miles, który martwo zwiesza się ze swego wierzchowca, a który był dobry i dzielny, jak przystało na rycerza tej krainy. W lesie o kilka mil stąd król Pellinor rozbił się namiotami przy gościńcu w miejscu, w którym znajduje się studnia z czystą wodą, i morduje każdego rycerza, który się tam przydarzy. Ja zaś przybywam tu, by prosić, aby mój pan został godnie pochowany, a także, by któryś z rycerzy pojechał i powetował śmierć sir Milesa.

Był zaś na dworze Artura nie starszy od niego samego giermek imieniem Gryflet, który padł teraz na kolana przed królem, błagając, aby za całą swoją dotychczasową służbę został pasowany na rycerza, wtedy bowiem będzie mógł stanąć do walki z Pellinorem.

— Za młodyś jeszcze na taką walkę — odrzekł król Artur. — Nie starczy ci też do niej siły.

— Niemniej błagam, panie, uczyń mnie rycerzem! — prosił żarliwie Gryflet.

— Panie mój — rzekł półgłosem do Artura Merlin — wielka byłaby to szkoda, gdybyśmy stracili Gryfleta, albowiem wyrośnie na znakomitego człowieka, który będzie twoim wiernym rycerzem przez całe swe życie... Pellinor zaś to najsilniejszy obecnie człowiek z tych, którzy przywdziewają zbroję, jeśli więc skrzyżują miecze, Gryflet z pewnością polegnie.

Król Artur pokiwał głową i zwrócił się do młodego giermka:

— Gryflecie — rzekł. — Uklęknij, a tak jak pragniesz, uczynię cię rycerzem. — Kiedy się to dokonało, powiedział: — A teraz, sir Gryflecie, skoroś stał się mym rycerzem, jesteś mi też coś winien.

— Panie mój, otrzymasz ode mnie wszystko, czego zażądasz — odparł z zapałem Gryflet.

— Przyrzeknij mi zatem na swój rycerski honor — zażądał Artur — że kiedy przy leśnej studni staniesz naprzeciw króla Pellinora, w walce z nim, konno czy też pieszo, użyjesz tylko włóczni, a nie żadnej innej broni.

— To ci, panie, przyrzekam na mój rycerski honor — odrzekł Gryflet, a potem nader spiesznie dosiadł konia, chwycił podaną mu włócznię, na lewe ramię nałożył tarczę i w wielkim tumanie kurzu pomknął do studni w lesie.

Dojrzał tam okazały namiot, przy którym stał osiodłany do jazdy koń w ogłowiu; na pobliskim drzewie wisiała wielka tarcza pomalowana w jaskrawe kolory, a opierała się o nie ogromna włócznia.

Sir Gryflet tępym końcem drzewca wyrżnął w tarczę tak mocno, że ta z łomotem zwaliła się na ziemię, a wtedy z namiotu wyszedł król Pellinor — mąż rosły, mocarny i dziki jak lew.

— Rycerzu! — wrzasnął. — Czemu zrzuciłeś na ziemię moją tarczę?

— Bo wyzywam cię do walki, panie! — odparł Gryflet.

— Lepiej tego nie rób — rzekł król Pellinor. — Widzę, że jesteś świeżo pasowanym, młodym rycerzem, który nie dorównuje mi siłą!

— Mimo to, panie, wyzywam cię do walki! — powtórzył Gryflet.

— No cóż, nie ja tego chciałem — rzekł król Pellinor, dopinając zbroję. — Niech więc się dzieje, co się stać musi. Czyimś jest rycerzem?

— Należę do dworu króla Artura! — odkrzyknął Gryflet.

Rozjechali się więc w przeciwne strony drogi, potem zawrócili wierzchowce, nastawili włócznie i ruszyli na siebie z całą mocą. Sir Gryflet trafił w sam środek tarczy króla Pellinora; broń jego rozpadła się na kawałki, ale królewska włócznia przebiła tarczę sir Gryfleta, ugodziła go głęboko w bok, a jej koniec się odłamał. Sir Gryflet zwalił się na ziemię razem ze swym koniem.

Król Pellinor podszedł, nachylił się i uniósł zasłonę przyłbicy sir Gryfleta, który spoczywał nieruchomo w miejscu, w którym legł.

— Dzielny to młodzian — powiedział Pellinor — a jeśli przeżyje, znakomity będzie z niego rycerz.

To powiedziawszy, przełożył Gryfleta przez siodło, a niekierowany przez nikogo koń pomknął do Caerleonu.

Widząc, jak poważnie ranny został sir Gryflet, Artur zawrzał gniewem, natychmiast przywdział zbroję, opuścił zasłonę przyłbicy, aby nikt nie mógł rozpoznać jego twarzy, i dzierżąc w ręku włócznię, pomknął do lasu, aby dokonać zemsty na królu Pellinorze.

W drodze jednak natknął się na trzech bandytów, którzy zaatakowali Merlina i gotowi byli zatłuc go na śmierć wielkimi pałkami.

— Precz, łajdaki! — krzyknął Artur, atakując ich z furią, oni zaś, widząc nacierającego na nich rycerza, czmychnęli jak niepyszni. — Ach, Merlinie — westchnął Artur — przy całej twojej mądrości i magii w kilka chwil zostałbyś zamordowany, gdybym nie przybył ci na ratunek!

— Rzeczy inaczej się miały — odparł Merlin, uśmiechając się swym tajemniczym uśmiechem. — Łatwo mógłbym się sam wyratować, gdybym tylko chciał. To ty znalazłeś się na skraju śmierci, albowiem zadufany w sobie dostałbyś się w jej objęcia, gdyby nie wspomógł cię Bóg.

Atoli mądrość Merlina nie stała się przestrogą dla Artura, który wskoczył na konia i gnając ze wszystkich sił, dotarł do okazałego namiotu przy studni. Tam zaś czekał na niego król Pellinor, który dosiadł już swego ogromnego konia bojowego.

— Rycerzu! — zakrzyknął Artur. — Czemu stanąłeś tutaj, wyzywając do walki i powalając każdego rycerza, który się przydarzy?

— Takie są moje obyczaje — odrzekł surowo Pellinor. — A gdyby ktoś chciał je odmienić, niechaj spróbuje — na swoją własną zgubę!

— Ja chcę je odmienić! — zawołał Artur.

— Ja zaś będę ich bronił — odparł spokojnie Pellinor.

Rozjechali się, a zawróciwszy, ruszyli na siebie galopem, po czym zderzyli się z taką mocą, iż obie włócznie — każda trafiwszy w środek tarczy przeciwnika — rozleciały się w drzazgi. Wtedy Artur dobył miecza, ale Pellinor rzekł:

— Nie, raz jeszcze natrzyjmy na siebie włóczniami.

— I ja bym tak uczynił — odparł Artur — gdybym tylko miał jeszcze jakąś!

— Ja mam ich mnóstwo — odparł Pellinor i krzyknął na giermka, aby z namiotu przyniósł dwie następne włócznie.

Raz więc jeszcze starli się dwaj królowie i raz jeszcze ich włócznie rozpadły się w drzazgi, chociaż żaden nie spadł z konia. Gdy zaś spróbowali trzeci raz, znowu połamała się włócznia Artura, król Pellinor jednak tak ugodził w środek tarczy przeciwnika, że i jego, i konia obalił na ziemię.

Artur szybko się zerwał na równe nogi, dobył miecza i zaczął wyzywać Pellinora, który słysząc to, zeskoczył z konia i wyciągnął z pochwy swój miecz. Walczyli zażarcie, wymienili wiele ciosów, cięli od góry, od dołu i na odlew, odłupywali kawałki swoich tarczy i zbroi, a doznali przy tym tylu ran, iż zdeptana trawa przed namiotem poczerwieniała od krwi. Odpoczęli chwilę, a potem raz jeszcze na siebie natarli, tym razem jednak miecze zderzyły się z taką mocą, iż broń Artura pękła na dwoje, zostawiając mu w dłoni tylko bezużyteczną rękojeść.

— Ha, ha, ha! — zaśmiał się król Pellinor. — Mam cię teraz w swojej mocy i tylko od mojej woli zależy, czy cię oszczędzę, czy zabiję! I uśmiercę cię tutaj bez wahania, chyba że padniesz na kolana i poddasz mi się, przyznając, iż marnym jesteś rycerzem.

Czując wstyd i furię, Artur odkrzyknął:

— Owszem, są dwie drogi, ale dla mnie nie ma tu wyboru! Śmierć trzeba powitać, gdy nadejdzie jej pora, ale poddawać się...? Nie, przenigdy!

To powiedziawszy, dał nura pod mieczem Pellinora, chwycił go wpół i potoczył się z nim na ziemię. Przez jakiś czas się zmagali, niemniej Pellinor był o wiele silniejszy, aż wreszcie zerwał Arturowi hełm i uniósł miecz, aby pozbawić go także głowy.

Wtedy znienacka pojawił się Merlin i chwycił Pellinora za bark.

— Królu — powiedział — wstrzymaj swą rękę, niechaj ten cios nie padnie. Jeśli bowiem uczynisz inaczej, zginą wszelkie nadzieje Logresu, ty zaś skażesz krainę Brytanii na taką ruinę i takie spustoszenie, jakich jeszcze nigdy nie zaznała.

— A któż to taki? — spytał Pellinor.

— Oto jest król Artur! — oznajmił Merlin.

Przez chwilę Pellinor czuł pokusę, aby zadać cios, gdyż lękał się, że jeśli Artur pozostanie przy życiu, nigdy nie wybaczy mu tego, co uczynił. Merlin jednak uśmiechnął się łagodnie i położył rękę na głowie Pellinora. Natychmiast uleciały gniew i trwoga, sam zaś król spoczął pod drzewem obok studni z żywą wodą i zapadł w głęboki sen.

Król Artur był poważnie ranny, Merlin pomógł mu więc dosiąść konia i poprowadził w głąb lasu.

— Biada, i cóż takiego uczyniłeś, Merlinie?! — spytał Artur, w mig bowiem opuściły go pycha i upór, które omal nie przywiodły go do śmierci. — Dzięki swej magii zabiłeś tego dzielnego rycerza, a ja wolałbym już stracić me królestwo, niż pozwolić, aby życie postradał ktoś równie mężny i mocarny.

— Nie trap się — odrzekł Merlin — gdyż wszystko to dzieje się z woli Bożej i na chwałę Logresu. Dalej mu do śmierci niż tobie, jako że ty odniosłeś srogą ranę, a on tylko głęboko śpi... Powiedziałem ci przecież, jaki mocarny to wojownik. To król Pellinor, który, gdy nadejdzie chwila, odda ci wielką przysługę, a jego synowie, sir Tor i sir Lamorak, będą należeć do najdzielniejszych twoich rycerzy.

I poprowadził Merlin Artura do pustelni, gdzie żył dobrotliwy starzec. Był on zręcznym guślarzem, potrafiącym leczyć rany. Trzech dni starczyło, by Artur, całkowicie niemal wyzdrowiawszy, mógł się podnieść i walczyć równie mężnie jak dotąd.

— Biada mi! — rzekł Artur, gdy jechali przez las. — Nie mam teraz miecza.

— Nie trap się — odparł Merlin. — Miecz, który utraciłeś, nie miał żadnej cnoty; wypełnił już wyznaczony mu cel. Nieopodal jednak czeka na ciebie prawdziwie twój miecz. Powstał w Avalonie za sprawą magicznej mocy i uczyniony został tylko dla ciebie, a ty będziesz musiał zwrócić go tutaj, zanim sam udasz się do Avalonu. Nazywa się Excalibur i nikt nie jest w stanie oprzeć się jego ciosom; to dzięki niemu zapewnisz Logresowi wolność i pokój. Nastaje oto godzina, gdy Excalibur ma spocząć w twojej dłoni; odtąd będziesz chwytać za jego rękojeść z pokorą, aby go wyciągać tylko w słusznej sprawie.

Coraz głębiej zanurzali się w las, niedługo też potrwało, a po obu stronach wyrosły wzgórza, aż wreszcie jechali wąską doliną, wijącą się pośród mrocznych szczytów. Na koniec dotarli do ciasnego przesmyku w skałach, a za nim zobaczył Artur osobliwe jezioro, zalegające w górskiej misie. Wokół niego wznosiły się szczyty mroczne i samotne, ale woda była z najczystszego, najbardziej przejrzystego lazuru, brzegi zaś gęsto porastały zielona trawa i kwiaty. Po drugiej stronie widniała grań niewielkiego wzniesienia, za którym góry ustępowały miejsca ogromnej równinie; ta sięgała aż do wielkiej wody, na wpół skrytej w mgłach i obsypanej licznymi wyspami.

— Oto i Jezioro Czarownego Pałacu — oznajmił Merlin — poza którym wznosi się grań oddzielająca równinę Camlann, gdzie stoczona będzie ostatnia bitwa, ty zaś padniesz pod ciosem Rycerza Zła. Dalej zaś jeszcze znajduje się Avalon, skryty w mgłach i tajemnych wodach... Zejdź teraz i rozmów się z Panią Jeziora, podczas gdy ja poczekam tu na ciebie.

Pozostawiwszy wierzchowca z Merlinem, Artur zszedł po stromym stoku na brzeg magicznego jeziora. Zatrzymawszy się na jego skraju, spojrzał ponad spokojną lazurową wodą. Wtem pośrodku jeziora dostrzegł ramię odziane w lśniący srebrogłów, a dłoń, która wznosiła się nad powierzchnię, dzierżyła cudowny miecz ze złotą, wysadzaną klejnotami rękojeścią i tak samo zdobionymi pochwą oraz pasem. Przepiękna niewiasta odziana w błękitny jedwab, z włosami zwieńczonymi złotym wieńcem, stąpała po wodzie. Podeszła tak blisko, aż stanęła tuż przed nim.

— Jestem Panią Jeziora — rzekła. — Przyszłam, aby powiedzieć, że twój miecz, Excalibur, oczekuje tam na ciebie. Czy chcesz go wziąć i nosić u swego pasa?

— Pani — odrzekł Artur — to zaiste moje najgorętsze pragnienie.

— Przez cały ten czas pełniłam przy nim straż — oznajmiła Pani Jeziora. — Jeśli w odpowiedniej chwili dasz mi dar, o który poproszę, miecz już teraz będzie twój.

— Z głębi serca przyrzekam — odparł Artur — dać ci wszystko, czegokolwiek zażądasz.

— Wejdź zatem do tej łodzi — poleciła Pani Jeziora.

Artur zobaczył przed sobą kołyszącą się na wodzie łódkę i wstąpił do niej. Pani Jeziora została na brzegu, a łódka sunęła po powierzchni, jakby ciągnęły ją za dziób niewidzialne ręce, aż wreszcie Artur dotarł do ramienia odzianego w srebrogłów. Nachylił się, ujął miecz i pochwę, ale ramię i dłoń, która trzymała oręż, natychmiast bezgłośnie zniknęły pod błękitną powierzchnią wody.

Łódka wróciła do brzegu, gdzie stała Pani Jeziora, która teraz nagle znikła. Artur przycumował łódkę do sterczącego z wody korzenia drzewa i radośnie zaczął wspinać się po stoku, jednocześnie przypinając do boku Excalibura.

Merlin oczekiwał go z końmi i razem ruszyli przez las, jadąc krętymi ścieżkami, aż dotarli do rzeki, która leżała między nimi a Caerleonem. Przed sobą zobaczyli prostą, utwardzoną drogę, która prowadziła do miasta.

— Za chwilę nadjedzie ku nam król Pellinor — zapowiedział Merlin. — Zaprzestał walki z podróżującymi przez las, albowiem zoczył Umykającą Bestię, za którą będzie musiał teraz podążać przez wiele lat.

— Skoro tak, to raz jeszcze się z nim zetrę! — krzyknął Artur. — Teraz, gdy mam tak znakomity miecz, być może go pokonam i zabiję!

Merlin jednak pokręcił głową.

— Pozwól mu przejechać, gdyż tak ci radzę. To dzielny i mocarny rycerz. Niebawem odda ci wielką przysługę, on zaś sam i jego synowie będą należeć do najdzielniejszych na twoim dworze.

— Postąpię tak, jak mi radzisz — odrzekł Artur, ale zerknąwszy na miecz, westchnął.

— A co ci się bardziej podoba: miecz czy pochwa? — spytał Merlin.

— Miecz! — zawołał Artur.

— To bardzoś nieroztropny — zauważył poważnie Merlin. — Pochwa warta jest dziesięciu takich mieczów, dopóki bowiem masz przy sobie tę magiczną pochwę, nawet przy najpoważniejszych ranach stracisz bardzo niewiele krwi. Szanuj ją i dbaj o nią, gdy nie będzie mnie już przy tobie, jako że pewna nikczemna dama, która jest blisko z tobą spokrewniona, będzie się starała ukraść zarówno miecz, jak i pochwę.

I tak jechali przed siebie, a już za moment spotkali króla Pellinora, który ich minął, jakby zupełnie nie zauważając.

— Nie dziwne to — rzekł Artur — że nawet do nas nie przemówił?

— Nie widział cię — odparł Merlin — gdyż był pod wpływem mojej magii. Gdybyś jednak wiedziony pychą chciał na niego napaść, zobaczyłby cię aż za dobrze.

Niedługo potrwało, a dotarli do Caerleonu, którego rycerze radośnie powitali Artura. Kiedy zaś usłyszeli o jego przygodach, byli zdumieni, iż mógł samotnie wystawić się na takie niebezpieczeństwo. Wszyscy jednak — także najszlachetniejsi spośród nich — radowali się, iż mają króla, który w potrzebie gotów był zaryzykować życie jak zwykły rycerz.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Król Artur i Rycerze Okrągłego Stołu 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Ślepowidzenie Zabójcze maszyny Szklany tron. Tom 5.5. Wieża świtu Zwrotnik Węży Księga cmentarna Zimowy monarcha