Pan Babington i jego niezwykła klasa

Pan Babington i jego niezwykła klasa

Autorzy: Tim Harris

Wydawnictwo: Wilga

Kategorie: Dla dzieci

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

cena od: 13.81 zł

Uwaga, Pan Babington nadjeżdża! A wraz z nim mnóstwo śmiechu, zabawy, historii z dreszczykiem i niczym nieograniczonej wyobraźni!

„Pan Babington jest nadzwyczajnym nauczycielem, a to jest nadzwyczajna książka”. Sunday Telegraph

Pan Babington na pewno nie jest zwykłym nauczycielem. Gdy trafia do klasy 12B zmienia się wszystko – lekcje przestają być nudne, dzieci odkrywają lub rozwijają swoje talenty, zaczynają dziać się cuda… A najbardziej niezwykłe w nim jest to, że zupełnie nie chce być postrzegany jako niezwykły…

Tim Harris

Pan Babington i jego niezwykła klasa

Przełożył Filip Makowiecki

Ilustracje James Hart

Spis treści

Dedykacja

Uczniowie z sali 12 B

Pierwsze wrażenie

Pralka z piekła rodem. Opowieść Evie Nightingale

Zupa i odwaga

Rozmowa z Barową Carol

Czekolada i burza mózgów

Znikający nauczyciel

Nowi starzy. Opowieść Harolda McHagila

Koniec pierwszego dnia

Brawa i brawura

Szpiegofon

Nowy projekt

Droga drona do domu. Opowieść Carrota Grigsona

Na ścieżkach miłości

Ostatni dzwonek

Wszystkie rozdziały dostępne w pełnej wersji książki.

Tytuł oryginału: Mr Bambuckle’s Remarkables

Tłumaczenie: Filip Makowiecki

Redakcja: Milena Schefs

Korekta: Justyna Kot

Opracowanie okładki: Agnieszka Matz

Skład i przygotowanie do druku: Plus 2 Witold Kuśmierczyk

Copyright © for the Text Tim Harris, 2017

Copyright © for the Illustration James Hart, 2017

First published by Penguin Random House Autralia Pty Ltd.

This edition published by arrangement with Penguin Random

House Australia Pty Ltd.

Copyright © for Polish edition by Grupa Wydawnicza Foksal sp. z o.o.

Grupa Wydawnicza Foksal sp. z o.o.

ul. Domaniewska 48, 02-672 Warszawa

tel. 22 826 08 82, 22 828 98 08

e-mail: biuro@gwfoksal.pl

www.gwfoksal.pl

ISBN: 978-83-280-6398-3

Skład wersji elektronicznej: Michał Olewnik / Grupa Wydawnicza Foksal Sp. z o.o.

i Michał Latusek / Virtualo Sp. z o.o.

Dla Heidi-Jane, najbardziej niezwykłej osobie, jaką znam

Uczniowie z sali 12 B

Pierwsze wrażenie

Pierwszy dzień pana Babingtona w szkole w Blue Valley był w rzeczy samej nadzwyczajny. Po dzwonku piętnaścioro uczniów z ociąganiem weszło do sali 12 B i zastało tam nowego wychowawcę, łapiącego równowagę na jednokołowym rowerku. I to na blacie biurka. Na cały głos śpiewał o „wspaniałych dniach” i „magicznych ścieżkach”, a gdy wszyscy zasiedli już w ławkach, wyjaśnił im, że była to mało znana mongolska pieśń powitalna.

Uczniowie patrzyli na niego z zachwytem i z odrobiną lęku. Wydawał się znacznie bardziej interesujący niż ich wcześniejsza wychowawczyni, pani Schlump, która straciła głowę dla pilota śmigłowca i wyprowadziła się do Szwajcarii. Już wkrótce mieli się przekonać, że pan Babington to typ nauczyciela, o którym dotąd mogli tylko marzyć – młody, dowcipny, sprytny, przystojny, pełen niespodzianek i pod każdym względem tajemniczy.

Pan Babington miał na sobie połyskliwy niebieski garnitur, który lśnił równie mocno jak jego psotne zielone oczy. Strój uzupełniał misternie udrapowany wełniany szal, z wyglądu tak miękki, że uczniowie mieli ogromną ochotę go dotknąć. Wychowawca był ciemnowłosy, a karmelowa opalenizna podpowiadała, że wiele czasu spędza na świeżym powietrzu. O ile oczywiście nie pochodził z jakiegoś dalekiego kraju, co trudno stwierdzić na poczekaniu. Uczniowie od razu go polubili.

– Proszę pana, jak się pan nazywa? – zapytał Vex Vron, któremu nie brakowało odwagi, choć trochę brakowało manier. Vex miał utrwaloną reputację łobuza, więc mimo że nowy nauczyciel wydawał mu się w porządku, nie zamierzał jej sobie zepsuć.

Pan Babington zeskoczył z biurka i postawił rowerek w kącie klasy. Strzepnął nadgarstkami, a w jego dłoniach jakby znikąd pojawiły się jajko i dwa plastry bekonu. Od razu wrzucił to na patelnię, która najwyraźniej sama się podgrzewała. Klasę wypełniło skwierczenie.

– Nazywa się pan jakoś? – zapytał Vex.

– Dzień dobry, Veksie Vronie. Miło mi cię poznać – odpowiedział nauczyciel. Miał śpiewny głos, który jakby falował w rytm ulubionej piosenki.

Vex zmarszczył brwi, a jego oczy zrobiły się tak ciemne jak jego włosy.

– Co? Skąd pan zna moje imię?

– Zadajesz doskonałe pytania, Vex. Jestem przekonany, że świetnie się dogadamy.

– Założę się, że nie wie pan, jak mam na drugie imię.

Wszyscy wyprostowali się na krzesłach, zaciekawieni. Chcieli sprawdzić, co jeszcze wie ich nowy nauczyciel.

Pan Babington przewrócił bekon na patelni.

– Drogi Veksie, jestem przekonany, że na drugie imię masz… Wilberforce.

Vex aż się otrząsnął, zawstydzony, że jego najgłębiej skrywany sekret wyszedł na jaw.

– Ojej, a więc jednak pan wie.

– Ja wiem wszystko – odpowiedział pan Babington.

Vex zacisnął zęby. Nie mógł pozwolić, żeby ten nowy intrygujący nauczyciel wygrał z nim, zanim gra na dobre się rozpoczęła.

– Ale jak pan się nazywa?

Pan Babington podszedł do dziewczynki siedzącej obok Veksa i uścisnął jej dłoń.

– Jestem zachwycony, że mogę cię poznać, droga Scarlett Geeves. Nazywam się Babington.

Scarlett się uśmiechnęła.

W taki sposób pan Babington odpowiedział na pytanie Veksa, wcale na nie nie odpowiadając.

– Zgaduję, że chcielibyście dowiedzieć się nieco więcej o swoim nowym wychowawcy – stwierdził. – Odpowiem na każde pytanie. Tylko nie proście mnie, żebym wam pokazał mojego indyjskiego chrząszcza iskromiota.

Ręce piętnaściorga uczniów wystrzeliły w powietrze.

– Za dużo pytań, żeby opłacało się być grzecznym – powiedział pan Babington. – Po prostu pytajcie.

– Skąd ma pan ten rowerek?

– Z Litwy.

– Gdzie się pan nauczył tak śpiewać?

– Mój kuzyn jest gwiazdą islandzkiego rocka.

– Dlaczego nosi pan niebieski garnitur?

– Oszałamiający, czyż nie?

– Czy mogę poprosić o trochę bekonu?

– Smacznego.

– Czy mogę zobaczyć pańskiego chrząszcza iskromiota?

– Oj, nie, to zbyt niebezpieczne.

– Jak można się w ogóle nazywać Babington?

– Jak można się nazywać Vex Wilberforce Vron?

Uczniowie byli prawdziwie zachwyceni. Pan Babington był z całą pewnością, bez żadnego cienia wątpliwości, na sto procent najbardziej interesującym wychowawcą, jakiego kiedykolwiek mieli.

Gwałtowne pukanie do drzwi zakłóciło radosną atmosferę. Pan Sternblast, dyrektor szkoły, wpadł do środka. Rozejrzał się groźnie – uczniowie aż nazbyt często widywali go z taką miną.

– Babington! Jak widzę, znalazłeś swoją klasę.

Pan Babington obrócił się z wdziękiem i uś-miechnął do pana Sternblasta.

– Bardzo dziękuję za troskę, drogi panie dyrektorze! Owszem, znalazłem. Aczkolwiek nie spodziewałem się, że między salą 12 i 14 będzie sala 12 B.

Pan Sternblast zaczerwienił się i odkaszlnął.

– Hmm. Cóż, po prostu nie chcemy, żeby ktoś pomyślał, że ta sala jest pechowa. Te wszystkie przykre przypadki to po prostu… zwykłe wypadki.

– Oczywiście. W każdym razie uważam, że „12 B” brzmi uroczo.

Pan Sternblast podrapał się po rzadkich włosach. Na widok jednokołowego roweru w kącie sali jeszcze groźniej zmarszczył brwi.

– Dobra, Babington, po zajęciach przyjdź do mnie, to porozmawiamy o pracy na jutro.

Podkręcił wąs i opuścił klasę.

– Kiedyś był dużo milszy – wyjaśnił Albert Smithers, drobny blondyn w okularach, znacznie mądrzejszy niż większość dzieci w jego wieku.

– Miał też znacznie więcej włosów – dodał Vex. – Zaczęły mu wypadać, kiedy nie dostał pracy w większej szkole w mieście.

– Zawsze jest bardzo nerwowy, a już szczególnie wtedy, kiedy znowu omija go awans – uzupełniła Scarlett. – Mój tata mówi, że pan Sternblast od lat próbuje wyjechać z Blue Valley. Chyba liczy na to, że w mieście będzie więcej zarabiać.

– Mimo wszystko jest tutaj dyrektorem – odparł pan Babington. – I choćby z tego powodu powinniście okazać mu należny szacunek.

– Znaleźny szacunek? Ale niby gdzie mamy go znaleźć? – zapytał Harold McHagil, nieśmiały chłopiec siedzący z tyłu sali.

– Należny szacunek – poprawił go Vex.

– Aha! – odpowiedział Harold.

Pan Babington mrugnął do Harolda i otworzył górną szufladę swojego biurka. Wyciągnął z niej pudełko i potrząsnął. Coś zagrzechotało w środku.

– To pudełko pani Schlump – powiedziała Scarlett, poprawiając czerwoną wstążkę na swoich długich ciemnych włosach.

– Tak właśnie myślałem – odpowiedział nauczyciel, otwierając pudełko. – Naklejki i pieczątki. W takich pudełkach zawsze są naklejki i pieczątki.

Wyrzucił zawartość pudełka na blat biurka. Wziął arkusz naklejek i przeczytał napisy na kilku z nich.

– Ble! – Udał, że biorą go mdłości. – Te hasła są beznadziejne.

– Jak to? – zapytała Victoria Goldenhorn, blondynka, która zebrała najwięcej naklejek w całej szkole w Blue Valley.

Pan Babington oderwał jedną naklejkę i podszedł z nią do ławki Victorii. Otworzył zeszyt ćwiczeń i nakleił obrazek na wolnej stronie.

– Co tutaj jest?

– Napis „Tak trzymaj” – odpowiedziała Victoria – i obrazek z małpką.

– To właśnie jest beznadziejne – wyjaśnił pan Babington. – To, że wszyscy nauczyciele używają tych samych przestarzałych metod pozytywnej informacji zwrotnej. Małpka mówiąca „Tak trzymaj” to wspaniały sposób, żeby nic nie powiedzieć.

– Racja! – zachichotał Vex Vron. – Naklejki i pieczątki to kompletna strata czasu.

– Nie do końca – odpowiedział pan Babington. – Może są po prostu źle wykorzystywane. Pokażcie mi, proszę, jakie naklejki dostaliście.

Piętnaścioro uczniów otworzyło swoje ćwiczenia i pokazało nowemu nauczycielowi hasła z obrazkami, które przyznała im pani Schlump. Wyglądały tak:

– Czy te naklejki kiedykolwiek zachęciły was, żeby bardziej się starać? – zapytał.

– Nie bardzo – przyznała Victoria – chociaż całkiem miło było je dostawać. Nieważne, czy twoja praca była dobra czy zła, pani Schlump i tak dawała je uczniom. Chyba musiała naprawdę bardzo lubić moje prace, bo mam ich miliony.

– Szczerość to twoja siła – powiedział pan Babington. – Ale jeśli naklejki mają być czymś więcej niż tylko nagrodą za wykonanie pracy, napisy na nich muszą być szczere, bardziej bezpośrednie… mniej kwieciste.

– Więc co powinno na nich być? – zapytał Vex.

– To wy mi powiedzcie. Macie dwadzieścia minut, żeby zaprojektować nowe. Wymyślcie napisy i stwórzcie obrazki. Ja w tym czasie zjem moje pyszne śniadanie i sprawdzę w internecie, gdzie możemy je wydrukować.

Oto, co wymyślili uczniowie:

– Będziemy się razem doskonale bawić – ocenił pan Babington. – Podczas przerwy śniadaniowej zamówię dla was te czarujące naklejki.

I tak właśnie zrobił.

***

Po przerwie śniadaniowej pan Babington poprosił wszystkich, żeby usiedli w kółku.

– Będziemy odtąd ze sobą naprawdę szczerzy.

– Szczerość jest do bani – rzucił Vex.

– Nie bardziej niż ten komentarz – odpowiedział pan Babington.

Wszyscy się zaśmiali.

Vex wyglądał na zaskoczonego. Nie przywykł to tego, żeby nauczyciel tak łatwo odbijał piłeczkę. Babington był naprawdę niezły i Vex musiał go mocniej docisnąć.

– O czym będziemy rozmawiać? – zapytała Evie Nightingale, drobna dziewczynka, która lubiła obgryzać paznokcie.

– Pytanie brzmi raczej… o czym nie będziemy rozmawiać.

Cała piętnastka spojrzała bez słowa na swojego wychowawcę.

– Mam na myśli to, że zbyt często w szkole rozmawiamy o zwyczajnych sprawach. Uznałem więc, że takich tematów nie będziemy poruszać. Odtąd będą nas interesować tylko rzeczy nadzwyczajne.

– Wspaniały pomysł – powiedziała Victoria Goldenhorn.

Evie Nightingale przestała obgryzać paznokcie i zaczęła bawić się szwem swojej szarej spódniczki.

Pan Babington sięgnął do kieszeni połyskliwej niebieskiej marynarki i wyciągnął kauczukową piłeczkę.

– Po co nam ona? – zapytała Miffy Armstrong, wysportowana dziewczynka, świetna we wszystkich grach, w których używa się piłki.

Pan Babington rzucił kauczukiem w wyłącznik światła. Lampy zgasły, a automatyczne rolety natychmiast zasłoniły okna i pogrążyły salę 12 B w ciemnościach.

– Nawet nie wiedziałem, że mamy tutaj rolety – zdziwił się Albert Smithers, który wiedział z książek wszystko o roletach.

– Człowiek nigdy nie przestaje się uczyć – odpowiedział nauczyciel. – Kiedy naprawdę otwieramy oczy, możemy wiele odkryć.

Kauczukowa piłeczka, która w ciemnościach świeciła na pomarańczowo, odbiła się i poszybowała w kierunku nauczyciela, a on rozchylił poły marynarki tak, że wpadła mu prosto do kieszeni.

– Ale ciemno – wyszeptała Victoria.

– Nic nie widzę – dodała Scarlett.

– Vex – powiedział pan Babington. – Odłóż, proszę, te nożyczki.

Gdzieś w ciemnościach zabrzęczał metal.

– Ale… skąd pan wiedział, że…

– Ja wiem wszystko.

– Boję się – zabrzmiał cichy głos, należący do Evie Nightingale.

– Wiem, że się boisz, Evie – odpowiedział pan Babington.

Jego głos był ciepły i delikatny.

– Ta lekcja jest specjalnie dla ciebie.

– Co będziemy teraz robić? – zapytała Evie drżącym głosem.

– Nie my, Evie. Ty.

Przez chwilę panowała zupełna cisza.

– Evie – poprosił łagodnie nauczyciel. – Opowiedz nam swoją historię.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Pan Babington i jego niezwykła klasa 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Amelia i Kuba/ Kuba i Amelia