Korea Południowa. Republika żywiołów

Korea Południowa. Republika żywiołów

Autorzy: Marcin Jacoby

Wydawnictwo: Muza

Kategorie: Podróżnicze

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 400

cena od: 20.74 zł

Książka Marcina Jacoby, sinologa, autora bestsellerowych Chin bez makijażu, przybliża współczesny obraz Korei Południowej w szerszej perspektywie: historycznej, kulturalnej i lifestylowej. Autor, z pewnością eksperta i pasją wielbiciela, wprowadza nas w świat koreańskich relacji społecznych i rodzinnych oraz tradycji duchowości i religii. Przedstawia tajniki historii i historii politycznej Republiki Korei w XX oraz na początku XXI wieku, bazując na dopiero niedawno udostępnionych wynikach badań historyków tematu i obalając wiele mitów. Zadaje pytania dotyczące między innymi fenomenu niezwykłego rozwoju Korei, która jeszcze stosunkowo niedawno była postrzegana jako kraj Trzeciego Świata, a obecnie jest centrum nowych technologii. W książce nie zabrakło też tak aktualnego tematu jak koreański konsumpcjonizm wraz z kulturą seriali, K-popu i modą na koreańskie kosmetyki.

Korea Południowa, oficjalnie Republika Korei to prawie dokładnie połowa górzystego, wąskiego półwyspu otoczonego morzem, zamieszkanego przez ponad pięćdziesiąt milionów ludzi, którzy nie boją się niczego, a już najmniej ciężkiej pracy. Gdy wszyscy idą w prawo, oni idą w lewo, gdy ktoś mówi, że coś jest niemożliwe, oni przekornie dowodzą, że wszystko da się zrobić. Są w stanie, tak jak w swoich tradycyjnych daniach, połączyć i wymieszać wszystko ze wszystkim: stare z nowym, twarde z miękkim, wyszukane z pospolitym. Wybuchowi, wylewni i serdeczni. Przywiązani do etykiety, oficjalni i eleganccy. Niewolni od kompleksów wyrosłych z trudnej historii, mimo to uparcie pokazujący światu, że ich kraj jest inny. Inny od wszystkich. Że kroczy swoją własną drogą. Całą naprzód, a najlepiej jeszcze pod prąd. Szybko, bo nie ma czasu. Byle do przodu!

„Korea Południowa. Republika żywiołów” to obowiązkowa lektura dla tych, którzy chcą zdobyć wiedzę na temat tego fascynującego kraju i dzięki temu pozbyć się stereotypowego myślenia o Korei i jej mieszkańcach.

Projekt okładki: Paweł Panczakiewicz/PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN

Konsultacja koreanistyczna: dr Anna Paradowska

Redaktor serii: Halina Hałajkiewicz

Redaktor prowadzący: Barbara Czechowska

Redakcja techniczna: Anna Sawicka-Banaszkiewicz

Skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski

Korekta: Barbara Milanowska (Lingventa), Maria Talar

Mapy: Anna Szymańska

Zdjęcia: Marcin Jacoby oraz Kim Sunghee i Kim Sumin

Zdjęcie wykorzystane na okładce

© Alamy/BE&W

© for the text by Marcin Jacoby

© for this edition by MUZA SA, Warszawa 2018

ISBN 978-83-287-1067-2

Sport i Turystyka – MUZA SA

Wydanie I

Warszawa 2018

FRAGMENT

Pragnę, żeby nasz kraj był najpiękniejszy na świecie. Nie najbogatszy i nie najpotężniejszy. Cierpieliśmy pod obcą okupacją i nie chcę, żebyśmy i my atakowali innych. (…) Pragnę, by nasz kraj stał się źródłem, standardem i wzorem nowej, wyrafinowanej kultury. Pragnę, by w ten sposób ideał prawdziwego pokoju mógł być w naszym kraju ucieleśniony i rozprzestrzeniony na całym świecie.

Kim Gu (1876–1949)

Spis treści

Wstęp

I Geografia, obyczaje, religia, społeczeństwo

Odcięty półwysep

Od szamanizmu do chrześcijaństwa

Konfucjańska podstawa

II Historia i polityka

Nie ma takich krewetek

Amerykańskie rozdanie

Ta tragedia odmieniła kraj

III Droga do nowoczesności

Potęga biznesu

Kraina konsumpcji

Moda na Koreę

Zakończenie

Powojenni prezydenci Republiki Korei

Najważniejsze daty w historii koreańskich ruchów demokratycznych XX–XXI wieku

O źródłach

Zdjęcia

Wstęp

Gdy w 1988 roku w Seulu odbywały się XXIV Letnie Igrzyska Olimpijskie, Republika Korei była jeszcze krajem Trzeciego Świata. Niewiele o niej wiedzieliśmy i niewielu z nas interesowała, tym bardziej że sami byliśmy jeszcze biedniejsi i wciąż zamknięci za żelazną kurtyną. Niedawno zakończyły się kolejne igrzyska olimpijskie, tym razem zimowe w Pyeongchangu (Pjongczangu), w Republice Korei, tej samej, ale już nie takiej samej. Wyrosła niemal z niczego koreańska potęga gospodarcza rywalizuje już z najsilniejszymi graczami na światowych rynkach, a koreańska technologia weszła do naszych domów i wpływa na nasze codzienne życie. Smartfony Samsunga w kieszeniach, porozumiewające się ze sobą telewizory, lodówki i pralki LG w mieszkaniach czy samochody Hyundai i Kia na ulicach sprawiły, że znalazła się nagle dużo bliżej, niż się wielu z nas wydaje. Zawojowała nasze życie, zanim zdążyliśmy się zastanowić, skąd pochodzi. Siłę koreańskiej marki pierwsi odkryli młodzi ludzie, którzy szaleją na punkcie k-popu, oglądają w internecie koreańskie seriale telewizyjne, ubierają się zgodnie z koreańską modą, chodzą do restauracji koreańskich i oszczędzają na wakacje w Seulu.

Republika Korei świetnie radzi sobie na arenie międzynarodowej. Południowych Koreańczyków, poza najbardziej znanymi osobistościami, takimi jak Ban Ki-moon (sekretarz generalny ONZ w latach 2007–2016) i dr Lee Jong-wook (dyrektor generalny Światowej Organizacji Zdrowia od 2003 do śmierci w 2006), najbardziej widać w sporcie. Dominują w żeńskim golfie (Shin Ji-yai), łyżwiarstwie szybkim i figurowym (Kim Yu-na) czy w swoich tradycyjnych dyscyplinach: łucznictwie i oczywiście taekwondo. Słychać o nich w kulturze: w filmie (reżyserzy Kim Ki-duk, Park Chan-wook), muzyce klasycznej (śpiewacy operowi, skrzypaczka Lim Ji-young, pianista Cho Seong-Jin, zwycięzca XVII Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. F. Chopina w 2015), nie mówiąc już o setkach sławnych koreańskich aktorów, piosenkarzy i tancerzy.

Stosunkowo niewielki kraj, gdzieś daleko na Wschodzie, w ciągu zaledwie trzydziestu lat stał się tak potężny, innowacyjny i nowoczesny, że udało mu się przekonać świat nie tylko do swoich produktów i usług, ale też do muzyki, tańca, designu czy filmów. I co jeszcze dziwniejsze, dokonał tego wbrew tykającej geopolitycznej bombie, z totalitarnym reżimem północnokoreańskim i nieprzychylną Japonią w bezpośrednim sąsiedztwie oraz największymi potęgami światowymi: USA, Chinami i Rosją, traktującymi Półwysep Koreański jak boisko do meczu o supremację w regionie.

Oto Korea Południowa, oficjalnie Republika Korei: prawie połowa górzystego, wąskiego półwyspu otoczonego morzem, zamieszkanego przez ponad pięćdziesiąt milionów ludzi, którzy nie boją się niczego, a już najmniej ciężkiej pracy. Gdy wszyscy idą w prawo, oni idą w lewo, gdy ktoś mówi, że coś jest niemożliwe, oni przekornie dowodzą, że wszystko da się zrobić. Są w stanie, tak jak w swoich tradycyjnych daniach, połączyć i wymieszać wszystko ze wszystkim: stare z nowym, twarde z miękkim, wyszukane z pospolitym. Wybuchowi, wylewni i serdeczni. Przywiązani do etykiety, oficjalni i eleganccy. Niewolni od kompleksów wyrosłych z trudnej historii, mimo to uparcie pokazujący światu, że ich kraj jest inny. Inny od wszystkich. Że kroczy swoją własną drogą. Całą naprzód, a najlepiej jeszcze pod prąd. Szybko, bo nie ma czasu. Byle do przodu!

*

Dlaczego ja i dlaczego akurat ta książka? Być może niektórzy pamiętają Chiny bez makijażu, z tej samej serii wydawnictwa MUZA. Wymądrzałem się tam, pisząc o Państwie Środka, z pozycji sinologa, który całe swoje zawodowe życie zajmuje się badaniem kultury chińskiej i ma na ten temat, jak mu się wydaje, coś do powiedzenia. Ale skąd w kręgu moich zainteresowań Korea Południowa? Po prostu z pobudek czysto osobistych, ponieważ związałem się z nią raz na zawsze, gdy po raz pierwszy wyjechałem na Tajwan, aby uczyć się języka chińskiego. A tam w szkole, czy też dokładniej rzecz biorąc, w szkolnej ławce, poznałem pewną Koreankę, która dwa lata później została moją żoną… Julia – to imię będzie się wielokrotnie powtarzać w tej książce – stała się moim oknem i moimi drzwiami do kultury koreańskiej. Dzięki niej i mojej kochanej koreańskiej rodzinie przez ostatnie osiemnaście lat poznaję kraj od środka, z perspektywy uczestnika rodzinnych spotkań, świąt, ślubów, narodzin dzieci, codziennych sukcesów, porażek, tragedii, smutków i radości. Nie mieszkam w Korei Południowej, ale mam ją na co dzień: poprzez rozmowy z żoną, internet, telefon. Język koreański, choć nie znam go płynnie, słychać w naszym domu częściej chyba niż polski, programy koreańskie królują w telewizorze, kuchnia zdominowała moją dietę, częściej trzymam w dłoniach koreańskie metalowe pałeczki niż nóż i widelec. Od 2000 odwiedziłem ten kraj dwadzieścia jeden razy, z czego aż pięć wizyt odbyłem w ciągu dwunastu miesięcy. W większości były to prywatne wyjazdy z żoną, część stanowiły delegacje służbowe, gdyż do Seulu zaprowadziły mnie też moje zawodowe ścieżki.

W 2008 rozpocząłem pracę w Instytucie Adama Mickiewicza, który szukał kogoś znającego Chiny i język chiński do pomocy w realizowaniu programu polskich wydarzeń kulturalnych na odbywające się dwa lata później Expo w Szanghaju. Już w drugim roku mojej pracy w instytucie stwierdziłem, że dobrze byłoby budować polską obecność kulturalną nie tylko w Chinach, ale w ogóle w regionie Azji Wschodniej. Republika Korei była jednym z tych miejsc, w których chciałem spróbować swoich sił. Znając jakoś ten kraj, dostrzegałem we współpracy z nim ogromny potencjał, mimo że w owym czasie w Polsce jeszcze mało kto tak myślał. Na próżno szukałem sprzymierzeńców – ten kraj nikogo specjalnie nie interesował. Gdy po raz pierwszy powiedziałem o moim pomyśle ówczesnemu dyrektorowi instytutu, Pawłowi Potoroczynowi, ten spojrzał na mnie uważnie i powiedział tylko: „Udowodnij mi, że warto”. Przygotowałem więc solidną analizę, przedstawiłem argumenty i… dostałem szansę. Przez następne dwa lata wspólnie ze skromnym zespołem Projektu Azja przygotowywałem serię polskich wydarzeń kulturalnych zaplanowanych na październik 2012 roku. „Polski październik w Korei”, pierwsza tak duża prezentacja naszej kultury na półwyspie, okazał się sporym sukcesem i od tego czasu Instytut Adama Mickiewicza już Korei Południowej nie opuścił. Przez kolejne cztery lata naszemu zespołowi udało się tam zrealizować wiele wspaniałych projektów, niektóre imponujące, tak jak Wycinka w reżyserii Krystiana Lupy otwierająca festiwal teatralny SPAF, przekrojowa wystawa polskiej sztuki dawnej w Muzeum Narodowym Korei czy trasa koncertowa Sinfonii Varsovii pod batutą Krzysztofa Pendereckiego. Nawiązałem mnóstwo znajomości i przyjaźni, lepiej poznałem dawną i współczesną kulturę, środowisko pracy czy w ogóle społeczeństwo od nieco innej strony niż prywatna i rodzinna. Przez zespół Projektu Azja przewinęły się trzy zdolne koreanistki: Justyna Najbar, Anna Diniejko-Wąs i Ewa Paszkowicz (dziś Chwilczyńska). Nie tylko wspierały mnie w pracy, ale dużo nauczyły o Korei, za co im bardzo serdecznie dziękuję.

Książka, którą oddaję w Państwa ręce, to wypadkowa trzech ścieżek moich doświadczeń życiowych. Przede wszystkim osobistych relacji rodzinnych na przestrzeni ostatnich osiemnastu lat, ale i doświadczeń zawodowych wyniesionych z organizacji wydarzeń w Republice Korei oraz kontaktów z pracownikami koreańskich instytucji i organizacji kulturalnych. No i jednak mojego wykształcenia sinologicznego, gdyż daje mi ono pewną swobodę poruszania się w historii Azji Wschodniej, kultury konfucjańskiej czy pisma znakowego i pozwala zupełnie inaczej patrzeć z tej perspektywy na Półwysep Koreański. Cywilizacja chińska przez wieki wywierała głęboki wpływ na cały region: od Korei i Japonii po Wietnam, dlatego wiedza sinologiczna niewątpliwie pomaga w zrozumieniu głębszych warstw kultury, religii, obyczajów i relacji społecznych w tych wszystkich krajach.

Nie byłbym w stanie napisać tej książki bez przekopania się przez całą stertę mądrych książek i niezliczone artykuły prasowe, analizy oraz statystyki dostępne w internecie. Ponieważ nie jestem koreanistą, musiałem próbować wszelkimi sposobami uzupełniać braki w mojej edukacji, szczególnie w takich obszarach, jak historia starożytnej Korei. Zdaję sobie sprawę, że nie mogło się to w pełni udać, dlatego koreanistów proszę o wybaczenie. Dziękuję pani dr Annie Paradowskiej, kierownikowi Zakładu Koreanistyki Wydziału Orientalistycznego Uniwersytetu Warszawskiego, za wnikliwą konsultację merytoryczną mojej książki, za wszystkie niezwykle cenne uwagi i poprawki, jakie do niej wniosła, oraz zespołowi wydawnictwa MUZA za owocną współpracę. Pod koniec książki zamieszczam zwięzły opis głównych źródeł, na których się oparłem lub z których korzystałem. Nie jest to publikacja naukowa, nie miałem więc możliwości zaznaczania w tekście, komu albo jakiemu źródłu zawdzięczam daną informację. Dlatego wszystkich dociekliwych czytelników proszę o zrozumienie. Starałem się sprawdzać przytaczane przeze mnie fakty w co najmniej dwóch źródłach o charakterze naukowym, choć wiele informacji aktualnych czerpałem bezpośrednio z prasy. W takich wypadkach sięgałem po gazety i magazyny o ustalonej międzynarodowej reputacji. Większość z nich to źródła angielskojęzyczne.

Na koniec muszę wspomnieć o ogromnej roli, jaką w pisaniu tej książki odegrała moja żona. Była moim pełnoetatowym wyszukiwaczem informacji, konsultantem, krytykiem i recenzentem. Całymi godzinami szperała w koreańskim internecie, sporządzając setki stron notatek i referując mi, co na dany temat piszą koreańscy historycy, dziennikarze, badacze, blogerzy czy zwykli użytkownicy. Zarzucałem ją setkami pytań i próśb o weryfikację tego, co ja z kolei przeczytałem w językach europejskich lub po chińsku. Ona zaś nie wahała się mnie krytykować, gdy pisałem coś, co jej zdaniem było błędne lub niewłaściwe. Pytała rodzinę i znajomych o ich opinie i odczucia, by zapobiec ukazywaniu wszystkiego wyłącznie z własnego punktu widzenia. Wykonała mnóstwo ciężkiej i wspaniałej roboty. Jej imię powinno widnieć na okładce jako współautorki książki. Dlaczego go tam w takim razie nie ma? W naturze Julii leży chęć pozostawania w cieniu. Dobrze się czuje w roli osoby wspierającej i nie zgodziła się na nic więcej. A zatem szanując ten wybór, dziękuję jej z głębi serca za pracę, pomoc, wsparcie, a przede wszystkim za motywowanie mnie do pisania o Korei Południowej. Julia kocha swoją ojczyznę i chce, by w Polsce można było Koreę lepiej poznać, zwalczać stereotypy, korygować błędne lub niedokładne informacje i opinie w środkach masowego przekazu. Nie wiem, czy udało mi się spełnić którykolwiek z tych celów, ale szczerze próbowałem.

Nie mogę w tym miejscu pominąć mojej koreańskiej rodziny. Przede wszystkim dziękuję im za to, że są i że przyjęli mnie jak swego niemal już pierwszego dnia, bez żadnych warunków wstępnych, bez uprzedzeń, bez rezerwy. Mieli serce na dłoni, wspierali mnie we wszystkich moich poczynaniach. Pokazywali mi swój kraj, obsypywali mnie prezentami, żywili, dbali o mnie, otaczali miłością. Nigdy nie będę w stanie spłacić tego długu ani odwdzięczyć się im nawet w niewielkiej części. Ucieszyli się, że piszę o Korei, pozwolili mi na wspominanie o nich w różnych anegdotach, a podczas naszego ostatniego pobytu ofiarnie wozili nas oboje po przeróżnych miejscach, bym mógł zrobić zdjęcia, które znajdą państwo w tej książce. Rozbijaliśmy się po wioskach i opłotkach, by uchwycić ryż rosnący na polu czy papryczki chilli w czyimś ogródku, jeszcze raz zaliczaliśmy główne atrakcje turystyczne, by je pokazać na zdjęciach polskim czytelnikom. Gdy mówiłem, że potrzebuję jeszcze jakiegoś tematu, stawali na głowie, by mi pomóc.

Niewątpliwie więc nie jest to chłodna i w pełni obiektywna relacja. Zaważyło na niej zbyt wiele osobistych doświadczeń i zbyt bliskie są moje koreańskie powiązania rodzinne, by mogła być taka. Ale może to i lepiej?

Do jej napisania przygotowywałem się, gdy rządziła tam jeszcze prezydent Park Geun-hye (Park Geun Hie). Kiedy nieoczekiwanie straciła grunt pod nogami, a przez kraj zaczęły się przetaczać demonstracje setek tysięcy ludzi, zastanawiałem się, czy powinienem pisać o państwie, które ewidentnie przechodzi właśnie gigantyczne, historyczne przemiany. Zacząłem nieśmiało, gdy po usunięciu prezydent Park i nowych wyborach władzę objął obecny prezydent Moon Jae-in. Ale na tym zmiany się nie skończyły. Zatarg z Chinami z powodu systemu rakietowego THAAD, próby jądrowe w Korei Północnej, nałożenie na reżim największego w historii embarga, eskalacja napięcia pomiędzy Koreą Północną a USA, która doprowadziła niemal do wybuchu wojny, rozjemcze działania Moona podczas igrzysk w Pyeongchangu i jego mistrzowskie strategie dyplomatyczne, poruszające spotkanie głów dwóch koreańskich państw w Panmunjom (Panmundżom) i drugie spotkanie ad hoc w obliczu niebezpieczeństwa zerwania rozmów przez USA, wreszcie historyczny szczyt Trump–Kim w Singapurze dwunastego czerwca 2018 roku – to wszystko działo się, gdy ja pociłem się nad książką. Zastanawiałem się, czy zaraz nie będę musiał pisać jej od nowa. Czy może poczekać, aż wszystko się już „zadzieje”? Ale skąd będę wiedział, że już? Czy zdążę książkę wydać, zanim wszystko się zmieni? Sytuacja na Półwyspie Koreańskim przynosi fascynujące zwroty akcji, ale publikacja nie mogła dłużej czekać. Przyjąłem, że dobrą cezurą będzie właśnie ów dwunasty czerwca i w zasadzie do tej daty książkę doprowadzam.

Podobnie jak Chiny bez makijażu oraz inne publikacje w serii Spectrum Poleca wydawnictwa MUZA także ta książka ma pokazać współczesny kraj i jego społeczeństwo w szerszej perspektywie historycznej i kulturalnej. To oznacza, że skupiłem się przede wszystkim na próbach opisania tego, co typowe dla Korei Południowej, oraz tego, co może się nam z polskiej perspektywy wydawać inne, egzotyczne czy mało zrozumiałe. Celowo nie piszę niemal nic o Korei Północnej, czyli Koreańskiej Republice Ludowo-Demokratycznej (KRLD). Traktuję ją nie tylko jako osobny (i bardzo specyficzny) kraj, ale jako zupełnie inny temat. Zresztą opracowań o KRLD jest całe mnóstwo, a ja ani się tym krajem i reżimem nigdy nie interesowałem, ani na Północy nigdy nie byłem i na razie być nie zamierzam. Chociaż zmiany zachodzą tak szybko, że być może już niedługo wszystkie nasze opinie i informacje o Korei Północnej trzeba będzie zrewidować, a kolejni autorzy będą już mogli pisać o całym Półwyspie Koreańskim, czego im i Koreańczykom szczerze życzę.

Książkę podzieliłem na trzy części. W pierwszej opisuję nieco sam kraj, ale koncentruję się na zagadnieniach społecznych. Znajdą tu Państwo sporo informacji o relacjach społecznych, rodzinie, tradycyjnej duchowości i religii. Druga część przynosi solidną dawkę historii i historii politycznej Republiki Korei w XX oraz na początku XXI wieku. Stawiam w niej wiele tez opartych na publikacjach i wynikach badań historyków dostępnych dopiero od niedawna, w wyniku przemian politycznych zachodzących w tym kraju od 2017 roku. Tym bardziej czyni ją to ryzykowną. Czytelników obeznanych z tematyką koreańską, o ugruntowanej wiedzy pochodzącej z wcześniejszych źródeł może zdziwić zwłaszcza mocno krytyczny portret dyktatorów rządzących w latach 1948–1987 oraz roli Stanów Zjednoczonych czy masowość ruchów demokratycznych w XX wieku. Wiele z tego, o czym piszę, można odnieść bezpośrednio do sytuacji w naszym kraju. Podobieństwo, jeśli chodzi o wydarzenia polityczne czy uwarunkowania społeczne, pomiędzy Republiką Korei a Polską było dla mnie wręcz uderzające, tyle że tam wiele procesów dokonało się o kilka lat wcześniej niż u nas. Ostatnia część poświęcona jest zagadnieniom gospodarczym, technologii i konsumpcji. Na koniec piszę nieco o fascynującym zjawisku mody na Koreę, która objęła niemal cały świat i dotarła też do Polski. Może już są wśród Państwa jej zagorzali fani? Mam ogromną nadzieję, że ta książka pomoże ich pozyskać jeszcze więcej!

I jeszcze słowo o transkrypcji z języka koreańskiego. Imiona, nazwy własne i słowa koreańskie oddawane są w językach europejskich w rozmaity sposób. Na przykład Joseon, nazwa państwa dynastii Yi panującej od XIV do początku XX wieku, zapisywana bywa jako Choson, Chosun, a w Polsce dodatkowo jako Dżoson czy nawet Czoson. Do końca XX wieku najszerzej stosowany był system McCune’a-Reischauera z lat trzydziestych, z późniejszymi modyfikacjami. W 2000 koreańskie Ministerstwo Kultury, Sportu i Turystyki wprowadziło nową transkrypcję, opracowaną przez rodzimych językoznawców, zwaną milenijną, udoskonaloną w 2007 roku. Większość słów i nazw koreańskich w tej książce podaję zgodnie z zasadami tej oficjalnej transkrypcji koreańskiej. Opiera się ona na wymowie według zasad języka angielskiego, stąd ’jeon’ wymawia się jak ’dżon’, a ’dae’ jak ’de’.

Niestety obowiązujący w Polsce standard zapisu nazw geograficznych nadal utrzymuje stare transkrypcje polskie, do czego dochodzą jeszcze nazwy szeroko zadomowione, jak ’Seul’ zamiast ’Seoul’. Nasza prasa stosuje swoje własne pomysły, stąd prezydent Moon Jae-in zapisywany jest w formie ’Mun Dze In’, a miasto Pyeongchang, gdzie odbyły się ostatnie zimowe igrzyska olimpijskie, występuje jako ’Pjongczang’, na wzór niedawno spolszczonej nazwy stolicy Korei Północnej ’Pjongjang’ zamiast ’Pyongyang’ (i tak jest dużo bliżej niż fatalny dawny ’Fenian’). Pewnie łatwiej jest stosować wersje spolszczone, ale tylko do czasu, gdy zechcemy z naszą wiedzą wyjść poza Polskę albo sprawdzić coś w źródle obcojęzycznym. Wtedy okaże się, że trudno nam dopasować zapisy, do jakich przywykliśmy, do wersji, które obowiązują wszędzie indziej. Dlatego jestem za tym, żeby jednak trzymać się standardu międzynarodowego i do tego w tej książce zachęcam. Dla opornych lub niechętnych w nawiasach podaję najbardziej rozpowszechnione w Polsce wersje alternatywne.

Nie stosuję jednak żelaznej konsekwencji, szczególnie gdy chodzi o nazwiska. Najbardziej popularne – Kim, właściwie powinno zapisywać się ’Gim’, ’Lee’ to w rzeczywistości ’Yi’, a ’Choi’ zapisuje się ’Choe’, a wymawia ’Człe’. Do tego różne osoby (szczególnie politycy) stosują różne zapisy swoich nazwisk. Zostaję przy utartych wersjach i tych używanych przez samych zainteresowanych. Dlatego właśnie dyktator Yi Seungman pojawia się jako Syngman Rhee, morderczy generał Jeon Duhwan jako Chun Doo-hwan, a prezydent No Muhyeon jako Roh Moo-hyun.

*

koniec darmowego fragmentu

zapraszamy do zakupu pełnej wersji

Sport i Turystyka – MUZA SA

ul. Sienna 73

00-833 Warszawa

tel. +4822 6211775

e-mail: info@muza.com.pl

Dział zamówień: +4822 6286360

Księgarnia internetowa: www.muza.com.pl

Wersja elektroniczna: MAGRAF s.c., Bydgoszcz

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Korea Południowa. Republika żywiołów Chiny bez makijażu Sztuka perswazji w starożytnych Chinach 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Wspinaczka