Czy wszyscy jesteśmy ekspertami?

Czy wszyscy jesteśmy ekspertami?

Autorzy: Harry Collins

Wydawnictwo: DW PWN

Kategorie: Popularnonaukowe

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 164

cena od: 23.25 zł

Dla przeciętnego człowieka nauka zwykła wydawać się nieomylna. Naukowcy byli bohaterami, bezinteresownie dążącymi do zdobywania wiedzy dla wspólnego dobra. Jednak niedawno seria naukowych skandali, oszustw i porażek skłoniła nas do kwestionowania prymatu nauki. Awantury takie jak Climategate lub debaty na temat bezpieczeństwa szczepionki MMR podkopały nasze zaufanie do nauki. W tej prowokacyjnej książce Harry Collins dąży do odkupienia wartości naukowej ekspertyzy i przypomina o szczególnym statusie nauki. Pomimo pewnego chaosu obecnego w codziennej działalności nauki, podkreśla on jej moralną i epistemologiczną wyższość nad rzekomymi alternatywami, odrzucając wątpliwą "domyślną" wiedzę eksponowaną przez wielu spoza środowiska naukowego. Jak twierdzi, to nauka powinna służyć zwykłym obywatelom za przykład, jak należy myśleć i działać ­ a nie na odwrót.

Dane oryginału

Harry Collins, Are We All Scientifi c Experts Now?

Cambridge, Malden, MA: Polity Press, 2014

Copyright © Harry Collins 2014

This edition is published by arrangement with Polity Press Ltd., Cambridge

Projekt okładki i stron tytułowych

Barbara Niewiadomska

Wydawca

Aleksandra Żdan

Redaktor prowadzący

Barbara Surówka

Redaktor

Joanna Bednarek

Produkcja

Mariola Iwona Keppel

Skład wersji elektronicznej na zlecenie Wydawnictwa Naukowego PWN

Katarzyna Rek / Woblink

Opracowanie przekładu zostało przygotowane w ramach realizacji projektów badawczych nr 2014/13/D/HS1/00890 oraz 2016/21/B/HS1/00829 realizowanych przez Narodowe Centrum Nauki.

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Naukowe PWN SA

Warszawa 2018

ISBN 978-83-01-20355-9

eBook został przygotowany na podstawie wydania papierowego z 2018 r., (wyd. I)

Warszawa 2018

Wydawnictwo Naukowe PWN SA

02-460 Warszawa, ul. Gottlieba Daimlera 2

tel. 22 69 54 321, faks 22 69 54 288

infolinia 801 33 33 88

e-mail: pwn@pwn.com.pl; reklama@pwn.pl

www.pwn.pl

Spis treści

Wprowadzenie. Narastający kryzys wiedzy eksperckiej Climategate

Rozdział pierwszy

Rozdział pierwszy Pobieżne podsumowanie

Rozdział drugi

Eksperci Modele wiedzy eksperckiej

Powszechna wiedza ekspercka

Nobelgrad

Specjalistyczna wiedza ekspercka i metaekspertyza

Tabela typów wiedzy eksperckiej

Powszechna wiedza ekspercka

Specjalistyczna wiedza ekspercka

Metaekspertyzy

Rozdział trzeci

Obywatele sceptycy Nauka jako przedsięwzięcie zbiorowe i wiedza milcząca

Rozdział czwarty

Obywatele-demaskatorzy Przeciwnicy szczepień

Zakończenie

Czy wszyscy jesteśmy dziś ekspertami? Powszechna wiedza ekspercka

Specjalistyczna wiedza ekspercka

Metaekspertyza

Ułomna wiedza ekspercka

Podsumowanie

Bibliografia

Przypisy

Wprowadzenie

Narastający kryzys wiedzy eksperckiej

W 1951 roku rodzice zabrali mnie na Festiwal Brytanii. Stanąłem pod Skylonem – pionowym, mierzącym trzysta stóp, szpiczastym aluminiowym cygarem, zawieszonym pięćdziesiąt stóp nad ziemią na stalowych kablach. Skylon zdawał się unosić w powietrzu. Dla dziecka było czymś niesamowitym stać bezpośrednio pod nim, myśląc, że tylko dzięki zdolnościom naukowców i inżynierów ów masywny przedmiot nie przeszywa go na wylot.

Zorganizowany sto lat po Wielkiej Wystawie Festiwal Brytanii miał dowieść Brytyjczykom, że są w stanie podnieść się po wojennej zawierusze dzięki ludzkiej przedsiębiorczości oraz odważnemu, nowemu światu nauki i inżynierii. Zaledwie kilka lat później, w 1956 roku, do sieci elektrycznej kraju podłączona została Calder Hall, pierwsza na świecie komercyjna elektrownia jądrowa. Rok później powstał ZETA, pierwszy reaktor termojądrowy. Stacje radiowe, gazety i kroniki filmowe (rodziny Collinsów nie stać było na telewizor) przepełniały relacje z takich właśnie zdarzeń. Nawet dzisiaj intonacja pobrzmiewająca w starych nagraniach wzbudza poczucie istnienia świetlanej przyszłości. Calder Hall poskromiło przerażającą moc bomby atomowej, by doprowadzić elektryczność do domów. ZETA miał poskromić jeszcze bardziej bezgraniczną moc bomby wodorowej – moc Słońca. Lewis Strauss, przewodniczący amerykańskiej Komisji Energii Atomowej, w swej mowie z 1954 roku, zapowiadającej rozszczepienie atomu i wykorzystanie energii termojądrowej, powiedział Krajowemu Stowarzyszeniu Autorów Naukowych: „nasze dzieci będą korzystały z energii elektrycznej zbyt taniej, by ją mierzyć”. Oprócz Skylonu mieliśmy jeszcze nylon – koszulki i bluzy dużo łatwiejsze do prania – odrzutowce, penicylinę, szczepionkę na polio i nowe teorie ekonomiczne przekonujące o rychłym końcu bezrobocia. Wszystkie te cudowne rzeczy powstały dzięki ekspertom naukowym, odległym, potężnym i nielicznym.

Ale wszystko poszło nie tak, jak powinno. Nylonowe podkoszulki łatwo przepacały się i żółkły na kołnierzyku, odrzutowce Comet ulegały katastrofom, nowe teorie ekonomiczne nie zapobiegły stagnacji rynku, nawet w czasach inflacji. Co zaś do rozszczepiania, to im więcej się o nim dowiadywaliśmy, tym bardziej stawało się jasne, że pozostawi ono przyszłym pokoleniom toksyczne dziedzictwo, rujnując je finansowo – z zagospodarowaniem odpadów radioaktywnych wiązały się bowiem olbrzymie koszty i ryzyko. Dla osoby z mojego pokolenia dzisiejszy pogląd, że energia atomowa zbawi ludzkość, jako że wytwarza energię, nie ocieplając planety, to chory żart. A co z energią termojądrową? ZETA okazała się kompletną klapą, ze wstydem zamkniętą w 1961 roku. W drugim dziesięcioleciu XX wieku atom wodoru jako źródło „nieograniczonej energii” to ciągle odległa abstrakcja – jeśli kiedykolwiek spełni on tę funkcję, również pozostawi swój własny, radioaktywny ślad.

Ryc. 1 Skylon

Wydaje się, że od czasów mojego dzieciństwa jedna naukowa czy technologiczna porażka goni kolejną, a wszystko to dzieje się na oczach obywateli. Przyszłość zapowiadana przez Festiwal Brytanii szybko straciła swój blask. Cygarowaty Skylon został niebawem sprzedany na złom. Eksperci – jacy eksperci? Przyjrzyjmy się niedawnym zdarzeniom, dla których los Skylonu może okazać się wręcz ikoniczny.

W Wielkiej Brytanii lat 90. XX wieku choroba wściekłych krów czy też inaczej gąbczasta encefalopatia bydła (BSE) atakująca mózg, kręgosłup i tkankę nerwową zwierząt, opanowała także wyobraźnię publiczną. W końcu okazało się, że przyczyną choroby było karmienie żywego inwentarza martwym. Możliwe też, że w rzeźniach znajdowały się resztki martwych owiec cierpiących na chorobę nazywaną trzęsawką, które następnie dostały się do karmy mięsnej oraz kostnej. Już samo wymuszanie kanibalizmu u roślinożerców jest wystarczająco przerażające i złowieszcze, jeśli dokonuje się go w imię podniesienia technicznej wydajności hodowli. Zarżnięto setki tysięcy sztuk bydła, a mimo to naukowcy twierdzili, że spożywanie mięsa zarażonych zwierząt nie prowadzi do zachorowań u ludzi, na dowód czego brytyjski minister na oczach telewidzów nakarmił hamburgerem własną córkę. Wskutek tych pomyłek ponad stu pięćdziesięciu Brytyjczyków umarło powolną śmiercią na złowieszczy wariant choroby Creutzfeldta-Jakoba. Nauka i technika wpierw doprowadziły do wybuchu epidemii bydła, a później w oczywisty sposób nie poradziły sobie ze zrozumieniem jej natury i niebezpieczeństwa, jakie stwarzała dla ludzi. Natomiast treść publicznych oświadczeń naukowców ministerialnych w oczywisty sposób kształtowana była przez interesy handlowe. Czy przeciętny obywatel ma jakiekolwiek wątpliwości co do tego, że karmienie żywego bydła martwym nigdy nie jest właściwym sposobem produkcji żywności dla ludzi? Czy takie zdarzenie mogłoby nie wzbudzić w nim nieufności, a nawet zachęcić do czynnego zakwestionowania rzekomych korzyści nauki?

Nieco później, w 2002 roku, staliśmy się świadkami przerażającego widowiska: wskutek epidemii choroby pyska i racic tysiąc sztuk bydła spłonęło na stosach w całej Wielkiej Brytanii. Tydzień po tygodniu naukowcy spierali się, czy postąpiono właściwie, czy może wystarczyło bydło zaszczepić. Opinia publiczna odczuła niekompetencję rządu, któremu doradzali spierający się naukowcy, trwoniący hodowlane dziedzictwo kraju i nieumiejący poradzić sobie z kolejnym zagrożeniem dla łańcucha żywnościowego.

Na całym świecie, nie tylko w Stanach Zjednoczonych i w krajach zachodnich, ludzie ciągle umierają! Medycyna bezustannie ponosi porażki w swych próbach utrzymania nas przy życiu, znalezienia leku na raka czy tysiąc innych schorzeń, na które umieramy. Niedawno, w przeciągu kilku dni, odszedł znajomy naszej rodziny po tym, jak niewielkie skaleczenie przerodziło się w martwicze zapalenie powięzi. Nie istnieje żadna metoda leczenia tej choroby poza odcinaniem przenoszącej się błyskawicznie zakażonej tkanki, aż do śmierci chorego. A kiedy już dochodzimy do siebie po chorobie lub zabiegu chirurgicznym, dzieje się to głównie za sprawą naszego własnego organizmu, który radzi sobie raz lepiej, raz gorzej, przy czym olbrzymią rolę odgrywa tu tajemniczy wpływ umysłu na ciało. Dopóki nie wyeliminujemy efektu placebo, stosując podwójnie ślepą próbę, nie wiemy nawet, czy którykolwiek nowy sposób leczenia rzeczywiście działa – przy czym ludzki umysł znów odgrywa tu ogromną, tajemniczą rolę. Gazety bezustannie rozpisują się o zagrożeniach i korzyściach dla zdrowia związanych niemal ze wszystkim, co da się włożyć do ust lub innych otworów w ciele, lecz relacje te nie układają się w żaden wzór, nie są też spójne. Gdy byłem dzieckiem, większości dzieci rutynowo usuwano migdałki – dziś już tak nie robimy. A może jednak? Spójrzmy na internetowe wydanie „Washington Post” z 25 kwietnia 2012 roku, w którym zamieszczono sprawozdanie z konferencji lekarskiej:

Okazuje się, że znajdujemy się w epicentrum... epidemii usuwania migdałków [...]. W samym tylko 2006 roku usunięto migdałki ponad pół milionowi dzieci w Stanach Zjednoczonych. Jedyny problem w tym, że nie ma żadnych dowodów, iż zabieg ten przynosi jakiekolwiek pożądane rezultaty dla zdrowia większości małych pacjentów.

Mody lekarskie cały czas się zmieniają – pomyślcie o obrzezaniu. Czy to nauka, czy raczej moda ukształtowana w ten czy inny sposób przez religię lub przesądy religijne? Przesąd niekiedy zaleca, a niekiedy zakazuje obrzezania. Czy mamy jakieś inne wyjście niż samodzielnie zdecydować o zabiegu?

Albo spójrzmy na ekonomię. Modelowanie ekonometryczne jest jedną z najbardziej niezawodnie zawodnych metod prognozowania ze wszystkich nam dostępnych. Na początku lat 90. XX wieku rząd brytyjski powołał zespół „siedmiu mędrców” (ekonometryków), by doradzał mu w kwestiach ekonomicznych. Oto fragment „Independent” z 7 marca 1993 roku:

„Siedmiu mędrców” mianowanych przez Ministerstwo Skarbu, by doradzali Normanowi Lamontowi w kwestiach ekonomii toczy publiczny spór zaledwie dwa tygodnie po publikacji ich pierwszego raportu [...]. Profesor Tim Congdon dokonał druzgocącej krytyki [...] kompetencji pozostałych członków zespołu. Jeden z obiektów jego ataku [...] opisał ów atak jako „szalony i zapewne oszczerczy”.

Kto ze wspomnianej siódemki miał rację? Nikt! Wszyscy oni, powołani i opłacani po to, by stworzyć najbardziej wyszukane modele komputerowe do przewidywania poziomu inflacji i stopy bezrobocia, doszli do zupełnie odmiennych wniosków. Ktoś powie, że z pewnością dowiedzieliśmy się czegoś od tej grupy jako całości! Grupa ekonomistów musi być przecież mądrzejsza od jednostek, które ją tworzą? Nie! Rzeczywista wartość prognozowanych wskaźników zdecydowanie przekroczyła najśmielsze przewidywania[1]. Obecnie, w chwili, gdy powstaje ta książka (wiosną 2013 roku), wciąż borykamy się z konsekwencjami kryzysu finansowego, który pomimo wszelkich porad ekonomistów zatrudnionych przez rządy i ich agencje, zaskoczył wszystkich, włączając w to samych ekonomistów.

Brytyjczycy w średnim wieku zapewne pamiętają słynne stwierdzenie uwielbianego prezentera prognozy pogody z BBC, Michaela Fisha, który 15 października 1983 roku o godzinie 21:30 w trakcie prognozy pogody powiedział:

Dziś rano do BBC zadzwoniła kobieta i powiedziała, że usłyszała o zbliżającym się huraganie. Cóż, jeśli nas oglądasz, nie przejmuj się, nic nam nie grozi[2].

Kilka godzin później osiemnaście osób zginęło, a piętnaście milionów drzew zostało wyrwanych z korzeniami wskutek huraganu o prędkości 120 mil na godzinę, takiego, który w Wielkiej Brytanii zdarza się raz na około sto lat. Sprawa stała się głośna, bo w grę wchodziła krótkoterminowa prognoza pogody, a na ogół taka prognoza jest dość precyzyjna. Zwykle to prognozę długoterminową uznaje się za przedsięwzięcie beznadziejne. Po prostu nic takiego, jak nauka dotycząca długoterminowej prognozy pogody nie jest możliwe, choć wciąż podejmuje się próby jej stworzenia.

Rozpatrywaliśmy nauki o żywieniu, weterynaryjne, medycynę, ekonomię i prognozowanie pogody. Niektóre z nich są beznadziejne całkowicie, a inne tylko częściowo. A przecież są to nauki, które dotyczą naszego codziennego życia. Z tej perspektywy można się zastanawiać, jak to w ogóle możliwe, że nauka osiągnęła status, którym niegdyś się cieszyła?

Przypisy

[1] Na temat analiz modeli ekonometrycznych zob. Evans 1999.

[2] Co zaskakujące, podobno Fish zarzeka się obecnie, że mówił wówczas o Florydzie, a nie Wielkiej Brytanii – co jest dość dziwne, ponieważ podając prognozę pogody, stał przed mapą Wielkiej Brytanii; zob. http://www.youtube.com/watch?v=uqs1YXfdtGE, dostęp: 21 lutego 2013.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Czy wszyscy jesteśmy ekspertami? 

POLECANE W TEJ KATEGORII

#SEXEDPL. Rozmowy Anji Rubik o dojrzewaniu, miłości i seksie Jak czytać wodę Przewodnik wędrowca Duchowe życie zwierząt Medyczna Marihuana. Historia hipokryzji Małe wielkie odkrycia