Plemię mentorów

Plemię mentorów

Autorzy: Timothy Ferriss

Wydawnictwo: Mt Biznes

Kategorie: Biznes

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 628

cena od: 25.00 zł

Wszyscy potrzebujemy mentorów. Oto ponad stu spośród najlepszych na świecie.

Do kogo zwracasz się z prośbą o radę, kiedy musisz znaleźć odpowiedź na życiowe pytania? Potrzebujemy mentorów, zwłaszcza kiedy wszystko wydaje się sprzysięgać przeciwko nam. Chcąc znaleźć najlepszych mentorów dla siebie, autor czterech bestsellerów, Tim Ferriss, przepytał ponad stu ekspertów z różnych dziedzin, którzy mogliby pomóc jemu oraz tobie w poszukiwaniu właściwego kursu w życiu. Zapisując doświadczenia tych osób w postaci krótkich, ale treściwych profili, Tim dzieli się z czytelnikami ich przepisami na sukces, szczęście, sens życia i inne ważne rzeczy. Bez względu na to, przed jakim wyzwaniem albo szansą stoisz, w tej książce znajdziesz coś, co ci pomoże, na przykład:

•Tytuły trzech książek, które legendarny inwestor Ray Dalio najczęściej poleca innym.

• Wskazówki i porady elitarnych sportowców, takich jak Maria Szarapowa, Kelly Slater, Dara Torres, Tony Hawk, Dan Gable i inni.

• Odpowiedź na pytanie o to, jak i dlaczego współzałożyciel Facebooka Dustin Moskowitz odrzuca większość adresowanych do niego próśb.

Modele myślowe fenomenalnych pokerzystów: Daniela Negreanu, Annie Duke, Fedora Holza i Liv Boeree.

• Wskazówki dotyczące medytacji i praktykowania uważności pochodzące od Davida Lyncha, Jimmy’ego Fallona, Sharon Salzberg, Ricka Rubina, Richy Chadhy, Sary Elizabeth Lewis i innych osób.

Historię porażki doznanej w szkole średniej, która zmotywowała aktora Terry’ego Crewsa na całe życie. Dowiesz się też, jak samemu wykorzystać tę lekcję.

• Odpowiedź na pytanie dlaczego organizator konferencji TED Chris Anderson uważa, że „podążaj za swoją pasją” to bardzo zła rada.

• Powód, dla którego znana graficzka Debbie Millman wierzy w skuteczność terapii, ale nie uznaje równowagi między życiem zawodowym a prywatnym.

• Historię o tym, jak książka Yuvala Noaha Harariego Sapiens stała się światowym hitem po wielu odmowach wydawców.

• Nowe przekonania, zachowania i zwyczaje, które w ciągu ostatnich pięciu lat zmieniły na lepsze życie ikon rynku kryptowalut (twórców Ethereum, Zcash itp.).

• Odpowiedź na pytanie, dlaczego Arianna Huffington zaleca regularne mieszanie aplikacji na ekranie telefonu.

• Zestaw ćwiczeń ze sztangą, dzięki któremu muzyk country Tim McGraw zachowuje młodość.

• Wyjaśnienie, dlaczego autor bestsellerów Steven Pressfield uważa, że każdy student powinien przez jakiś czas być kierowcą ciężarówki albo kowbojem.

• Rozważania komika Pattona Oswalta o tym, dlaczego życzy każdemu, kto zajmuje się pracą twórczą przynajmniej jednej katastrofalnej porażki w życiu.

• Wyjątkowe podejście astrofizyczki Janny Levin do przeszkód, dzięki któremu widzi w nich możliwości.

• Odpowiedź na pytanie o to, dlaczego Ben Stiller lubi zanurzać głowę w lodowatej wodzie o poranku.

• Wyjaśnienie, dlaczego współzałożyciel Dropboksa Drew Houston w życiowej ściągawce dla siebie sprzed lat umieściłby piłkę tenisową, okrąg i liczbę 30 000.

Wśród mentorów Tima znaleźli się także: Neil Gaiman, Ashton Kutcher, Dita Von Teese, Marc Benioff, Darren Aronofsky, Steve Aoki, Joseph Gordon-Levitt, Craig Newmark, Mr. Money Mustache (Pete Adeney), Linda Rottenberg, Jesse Williams i wiele innych osób.

Najbardziej spełnieni i skuteczni ludzie — twórcy o światowej sławie, miliarderzy, intelektualiści i inni — swoją życiową podróż uważają w 25 procentach za poszukiwanie siebie, a w 75 procentach za stwarzanie siebie. Ta książka nie służy do biernej lektury. Ma być wezwaniem do działania! Uśmiechnij się i chwyć długopis. Będzie się działo…

***

Tim Ferriss to według dziennika „New York Times” „skrzyżowanie Jacka Welcha z buddyjskim mnichem”. Magazyn „Fast Company” uznał go za jednego z „najbardziej innowacyjnych biznesmenów”. Był wczesnym inwestorem i doradcą w znanych firmach (takich jak Uber, Facebook, Twitter, Alibaba i innych). Ze względu na ogromną popularność jego podcastu Tim Ferriss Show (ponad 200 milionów pobrań) magazyn „Observer” i inne redakcje uznały go za odpowiednik Oprah Winfrey w segmencie audio.

Napisał książki: 4-godzinny tydzień pracy, 4-godzinne ciało, 4 godziny, by zostać mistrzem i Narzędzia tytanów.

Tytuł oryginału: TRIBE OF MENTORS: Short Life Advice from the Best in the World

Przekład: Michał Lipa

Redakcja: Anna Żółcińska

Korekta: Maria Żółcińska

Projekt okładki: Studio KARANDASZ

Skład: Camélia Dizajn

Opracowanie wersji elektronicznej:

Copyright © 2017 by Timothy Ferriss

All rights reserved

TRIBE OF MENTORS, TOOLS OF TITANS, TIM FERRISS, TIMOTHY FERRISS, THE 4-HOUR, THE 4-HOUR WORKWEEK, THE 4-HOUR BODY, THE 4-HOUR CHEF, SLOW-CARB DIET, OTK, and 5-BULLET FRIDAY are trademarks or registered trademarks, and are used under license.

All rights reserved

Chart on page 321 courtesy of Steve Jurvetson/Draper Fisher Jurvetson.

Copyright © 2018 for the Polish edition by MT Biznes Ltd.

Published by special arrangement with Houghton Mifflin Harcourt Publishing Company.

All rights reserved

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentów niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci zabronione. Wykonywanie kopii metodą elektroniczną, fotograficzną, a także kopiowanie książki na nośniku filmowym, magnetycznym, optycznym lub innym powoduje naruszenie praw autorskich niniejszej publikacji. Niniejsza publikacja została elektronicznie zabezpieczona przed nieautoryzowanym kopiowaniem, dystrybucją i użytkowaniem. Usuwanie, omijanie lub zmiana zabezpieczeń stanowi naruszenie prawa.

Warszawa 2018

MT Biznes Sp. z o.o.

www.mtbiznes.pl

handlowy@mtbiznes.pl

ISBN 978-83-8087-409-1 (e-book w formacie epub)

ISBN 978-83-8087-410-7 (e-book w formacie mobi)

NOTA PRAWNA WYDAWCY

W niniejszej książce zaprezentowano szerokie spektrum opinii na różne tematy związane ze zdrowiem i poczuciem dobrostanu, w tym dotyczące konkretnych pomysłów, kuracji i procedur, które mogą się okazać niebezpieczne lub nielegalne, jeśli będą stosowane bez odpowiedniego nadzoru medycznego. Opinie te odzwierciedlają wyniki badań i dociekań autora oraz osób, których poglądy autor prezentuje, ale nie mogą zastąpić usług wykwalifikowanego personelu medycznego. Skonsultuj się z lekarzem przed zastosowaniem opisanej w książce diety, substancji lub procedury treningowej. Autor i wydawca nie biorą odpowiedzialności za szkodliwe skutki praktycznego wykorzystania informacji zawartych w książce.

NOTA PRAWNA TIMA

Proszę, nie zrób niczego głupiego i nie zabij się. Obaj bylibyśmy z tego powodu bardzo nieszczęśliwi. Przed zrobieniem czegokolwiek opisanego w tej książce skonsultuj się z lekarzem, prawnikiem albo po prostu kimś myślącym.

Dla wszystkich moich „towarzyszy drogi”: bądźcie siłami dobra na tym świecie i dostrzegajcie je w samych sobie.

Pamiętajcie też, że…

„To, czego szukasz, szuka ciebie”.

Rumi

Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Spis treści

Nota

Motto

Wprowadzenie SAMIN NOSRAT

STEVEN PRESSFIELD

SUSAN CAIN

KYLE MAYNARD

TERRY CREWS

DEBBIE MILLMAN

NAVAL RAVIKANT

MATT RIDLEY

BOZOMA SAINT JOHN

TIM URBAN

JANNA LEVIN

AYAAN HIRSI ALI

GRAHAM DUNCAN

MIKE MAPLES JR.

SOMAN CHAINANI

DITA VON TEESE

JESSE WILLIAMS

DUSTIN MOSKOVITZ

RICHA CHADHA

MAX LEVCHIN

NEIL STRAUSS

VERONICA BELMONT

PATTON OSWALT

LEWIS CANTLEY

JERZY GREGOREK

ANIELA GREGOREK

AMELIA BOONE

SIR JOEL EDWARD McHALE, LORD WINTERFELL

BEN STILLER

ANNA HOLMES

ANDREW ROSS SORKIN

JOSEPH GORDON-LEVITT

Sztuka mówienia NIE: WENDY MacNAUGHTON VITALIK BUTERIN

RABBI LORD JONATHAN SACKS

JULIA GALEF

TURIA PITT

ANNIE DUKE

JIMMY FALLON

ESTHER PEREL

MARIA SZARAPOWA

ADAM ROBINSON

JOSH WAITZKIN

ANN MIURA-KO

JASON FRIED

ARIANNA HUFFINGTON

GARY VAYNERCHUK

TIM O’REILLY

TOM PETERS

BEAR GRYLLS

BRENÉ BROWN

LEO BABAUTA

MIKE D

ESTHER DYSON

KEVIN KELLY

ASHTON KUTCHER

BRANDON STANTON

JÉRÔME JARRE

FEDOR HOLZ

ERIC RIPERT

SHARON SALZBERG

FRANKLIN LEONARD

PETER GUBER

GREG NORMAN

DANIEL EK

STRAUSS ZELNICK

STEVE JURVETSON

TONY HAWK

LIV BOEREE

ANNÍE MIST ÞÓRISDÓTTIR

MARK BELL

ED COAN

RAY DALIO

JACQUELINE NOVOGRATZ

BRIAN KOPPELMAN

STEWART BRAND

SARAH ELIZABETH LEWIS

GABOR MATÉ

STEVE CASE

LINDA ROTTENBERG

TOMMY VIETOR

LARRY KING

MUNA ABUSULAYMAN

SAM HARRIS

MAURICE ASHLEY

Sztuka mówienia NIE: DANNY MEYER JOHN ARNOLD

MR. MONEY MUSTACHE

DAVID LYNCH

NICK SZABO

JON CALL

DARA TORRES

DAN GABLE

CAROLINE PAUL

DARREN ARONOFSKY

EVAN WILLIAMS

BRAM COHEN

CHRIS ANDERSON

NEIL GAIMAN

MICHAEL GERVAIS

TEMPLE GRANDIN

KELLY SLATER

KATRÍN TANJA DAVÍÐSDÓTTIR

MATHEW FRASER

ADAM FISHER

AISHA TYLER

LAURA R. WALKER

TERRY LAUGHLIN

MARC BENIOFF

MARIE FORLEO

DREW HOUSTON

SCOTT BELSKY

TIM McGRAW

MUNEEB ALI

Sztuka mówienia NIE: NEAL STEPHENSON CRAIG NEWMARK

STEVEN PINKER

GRETCHEN RUBIN

WHITNEY CUMMINGS

RICK RUBIN

RYAN SHEA

BEN SILBERMANN

VLAD ZAMFIR

ZOOKO WILCOX

STEPHANIE McMAHON

PETER ATTIA

STEVE AOKI

JIM LOEHR

DANIEL NEGREANU

JOCKO WILLINK

ROBERT RODRIGUEZ

KRISTEN ULMER

YUVAL NOAH HARARI

Garść myśli na zakończenie

Polecane źródła

25 najlepszych odcinków The Tim Ferriss Show

Poszerzone wywiady

Stwórz własny indeks

Podziękowania

Wprowadzenie

„Jedyną prawdziwą podróżą nie jest przemierzanie setki lądów i oglądanie ich jedną parą oczu, lecz obserwowanie tego samego lądu setkami różnych par oczu”.

Marcel Proust

„Albert chrząknął.

– Wiesz, co się dzieje z takimi, co to zadają za dużo pytań?

Mort myślał przez chwilę.

– Nie – powiedział w końcu. – Co?

Zapadła cisza.

Po chwili Albert wyprostował się i powiedział:

– Niech mnie szlag, jeśli wiem. Pewnie dostają odpowiedzi i robią z nich dobry użytek”.

Terry Pratchett, Mort

Chcąc wyjaśnić, dlaczego napisałem tę książkę, muszę zacząć od tego, kiedy to zrobiłem.

Rok 2017 był dla mnie dość niezwykły. W pierwszym półroczu nic wielkiego się nie działo, ale potem w ciągu kilku tygodni ukończyłem 40. rok życia, obchodziłem dziesięciolecie wydania mojej pierwszej książki (4-godzinnego tygodnia pracy), przeżyłem śmierć kilku bliskich znajomych i stanąłem w świetle jupiterów, opowiadając o tym, jak otarłem się o samobójstwo na studiach[1].

Prawdę mówiąc, nigdy nie sądziłem, że uda mi się dociągnąć do czterdziestki. Wydawcy odrzucili moją pierwszą książkę 27 razy. Wszystko to, co mi się udało, miało się nie udać, więc w dniu moich urodzin zdałem sobie sprawę, że nie mam planu na dalszą część życia.

Jak to się często zdarza ludziom stojącym na rozstajach dróg – w momencie ukończenia studiów, kryzysu pierwszej ćwierci życia, kryzysu wieku średniego, opuszczenia domu przez dzieci czy przejścia na emeryturę – w mojej głowie zaczęły się pojawiać pytania.

Czy cele, które zrealizowałem, były moimi celami? Czy dążyłem do tego, czego naprawdę pragnąłem?

Jak dużą część życia zmarnotrawiłem z powodu niedostatecznego lub zbyt drobiazgowego planowania?

Jak mógłbym być dla siebie łaskawszy?

Jak mógłbym skuteczniej odrzucać szum i wybierać przygody, których tak bardzo pragnąłem?

Jak mógłbym dokonać skutecznej oceny własnego życia, moich priorytetów, światopoglądu, miejsca w świecie i wybranej drogi?

Tyle spraw do przemyślenia! Tak wiele wątpliwości!

Pewnego ranka spisałem wszystkie nurtujące mnie pytania, mając nadzieję na uzyskanie większej jasności myślenia. Zamiast tego ogarnęła mnie fala lęku. Lista była przytłaczająca. Kiedy się zorientowałem, że wstrzymuję oddech, podniosłem wzrok znad kartki. Następnie zrobiłem to, co często czynię podczas rozmyślania o decyzji biznesowej, osobistej relacji albo innej ważnej sprawie: zadałem sobie jedno pytanie, które pomaga w znalezieniu odpowiedzi na wiele innych…

Jak by to wyglądało, gdyby to było łatwe?

„To” w powyższym pytaniu może oznaczać cokolwiek. Tamtego ranka oznaczało konieczność znalezienia odpowiedzi na wielkie zagadnienia zapisane na mojej kartce.

Jak by to wyglądało, gdyby to było łatwe? to uroczo zwodnicze, ale niezwykle użyteczne pytanie. Łatwo przekonać siebie, że życie musi być ciężkie; że jeśli nie jedziesz po bandzie, to znaczy, że nie dość się starasz. To prowadzi do poszukiwania linii największego oporu, często za pomocą stwarzania sobie niepotrzebnych trudności.

Co się jednak dzieje, kiedy zaczynamy postrzegać rzeczy przez pryzmat elegancji zamiast obciążenia? Czasem dochodzimy do niesamowitych wyników z łatwością, bez napięcia. Czasem „rozwiązujemy” problem, formułując go w zupełnie inny sposób.

Tamtego ranka, zapisując odręcznie w dzienniku powyższe pytanie – Jak by to wyglądało, gdyby to było łatwe? – wpadłem na trop pomysłu. Prawie wszystko, co napisałem na tamtej stronie, było bezwartościowe, ale dostrzegłem na niej maleńkie ziarnko możliwości…

Co by było, gdybym zwołał plemię mentorów, którzy mogliby mi pomóc?

Mówiąc dokładniej, co by się stało, gdybym zadał ponad stu błyskotliwym osobom te pytania, na które sam chciałem znaleźć odpowiedź? Albo w inny sposób skłonił tych ludzi do poprowadzenia mnie w odpowiednim kierunku?

Czy to mogłoby się udać? Nie miałem pojęcia, ale wiedziałem jedno. Gdyby łatwe podejście się nie sprawdziło, nadal miałbym do wyboru ciężką harówkę jak w kopalni soli. Ból i cierpienie zawsze są w ofercie, kiedy postanawiamy po nie sięgnąć.

Dlaczego więc nie miałbym poświęcić tygodnia na poszukiwanie linii najmniejszego oporu?

I tak to się zaczęło. Najpierw sporządziłem naprędce listę wymarzonych osób, którym chciałbym zadać moje pytania. Początkowo zajmowała jedną stronę, ale szybko wydłużyła się do dziesięciu. Przy jej tworzeniu nie narzucałem sobie żadnych ograniczeń: nikt nie był zbyt wielki, zbyt nieprzystępny ani zbyt nieuchwytny, żeby się na niej znaleźć. Czy mogłem dotrzeć do Dalajlamy? Niesamowitej Temple Grandin? Pisarza Neila Gaimana, który dla mnie jest zjawiskiem tak rzadkim jak biały wieloryb? A może do Ayaan Hirsi Ali? Stworzyłem najbardziej ambitną, eklektyczną i niezwykłą listę, jaką byłem w stanie ułożyć. Następnie musiałem wymyślić jakąś zachętę, za pomocą której mógłbym skłonić moich adresatów do odpowiedzi, więc zacząłem pracować nad umową wydawniczą. „Będziesz w mojej książce” to zwykle dość skuteczny wabik. Na samym początku powiedziałem mojemu wydawcy, że całe przedsięwzięcie mimo wszystko może się nie powieść i zobowiązałem się do zwrócenia zaliczki w takiej sytuacji.

W końcu z duszą na ramieniu zacząłem wysyłać e-maile.

Wysłałem identyczne zestawy 11 pytań do bardzo zróżnicowanej grupy odnoszących największe sukcesy, najbardziej znanych ludzi na świecie. Moja prośba brzmiała: „Odpowiedz proszę na 3–5 pytań, które uznasz za najciekawsze, albo na więcej, jeżeli poczujesz inspirację”.

Kliknąwszy dziesiątki razy przycisk „Wyślij”, w podnieceniu przycisnąłem ręce do mej pisarskiej piersi, wstrzymując oddech. Wszechświat odpowiedział… milczeniem. Słychać było tylko cykanie świerszczy za oknem.

Przez cały dzień i przez całą dobę nic się nie działo. Kompletny bezruch; nawet mysz nie skrobała w kącie. Potem coś drgnęło w eterze. Dobiegł mnie delikatny szept ciekawości i w mojej skrzynce pojawiło się kilka próśb o doprecyzowanie pewnych kwestii. Przyszło parę uprzejmych odmów, a w ślad za nimi ruszyła lawina korespondencji.

Niemal wszyscy ludzie, do których się zwróciłem, są zapracowani ponad wszelkie wyobrażenie i spodziewałem się, że w najlepszym razie dostanę krótkie, pospiesznie napisane listy od najwyżej kilku z nich. Zamiast tego otrzymałem jedne z najbardziej wnikliwych odpowiedzi, jakich kiedykolwiek mi udzielono – czy to na piśmie, czy podczas osobistej rozmowy, czy w jakiejkolwiek innej formie. Ostatecznie okazało się, że na moją prośbę zareagowało ponad sto osób.

Oczywiście „łatwa” ścieżka oznaczała tysiące kursujących tam i z powrotem e-maili i wiadomości na Twitterze, setki rozmów telefonicznych, wiele maratonów odbytych na bieżni ustawionej przy biurku oraz znacznie więcej niż kilka butelek wina wypitych podczas późnonocnych sesji pisarskich, a jednak… udało się. Czy we wszystkich przypadkach? Nie. Nie udało mi się (tym razem) skontaktować z Dalajlamą, a co najmniej połowa osób z mojej listy nie zareagowała na mojego e-maila albo odrzuciła zaproszenie do rozmowy. Udało się jednak na tyle dobrze, że wyniki miały odpowiednią wagę i o to mi właśnie chodziło.

W tych przypadkach, w których udało mi się nawiązać kontakt, odpowiedzi miały duży ciężar gatunkowy.

Osiem spośród jedenastu pytań stanowiły nieco podrasowane „szybkie pytania” z mojego podcastu The Tim Ferriss Show – pierwszego w historii cyklu wywiadów na temat biznesu, który przekroczył barierę 200 milionów pobrań. Ulepszałem te pytania podczas ponad 300 wywiadów z takimi ludźmi jak muzyk i aktor Jamie Foxx, generał Stanley McChrystal i pisarka Maria Popova. Wiedziałem, że budzą one duży oddźwięk, że moi rozmówcy na ogół je lubią i że mogą mi pomóc w odnalezieniu odpowiedniego kierunku w życiu.

Pozostałe trzy pytania były nowe i obliczone na znalezienie przez mnie rozwiązania moich najbardziej chronicznych problemów. Zanim wypuściłem je w świat, długo je testowałem, sprawdzałem i redagowałem, zadając je bliskim przyjaciołom, będącym mistrzami świata w swoich dziedzinach.

Im jestem starszy, tym więcej czasu – jako odsetek każdego dnia – spędzam na formułowaniu coraz lepszych pytań. Z mojego doświadczenia wynika, że stopniowe przechodzenie od jednokrotnego do dziesięciokrotnego, następnie od dziesięciokrotnego do stukrotnego, a potem od stukrotnego do (tu Lady Fortuna uśmiecha się już bardzo szeroko) tysiąckrotnego „zwrotu z inwestycji” w różnych dziedzinach jest efektem zadawania coraz trafniejszych pytań. W pełni się zgadzam ze stwierdzeniem Johna Deweya, że „dobre sformułowanie problemu jest połową rozwiązania”.

Życie karze za mgliste pragnienia i nagradza za konkretne oczekiwania. W końcu świadome myślenie w dużym stopniu polega na zadawaniu sobie pytań i znajdowaniu odpowiedzi na nie. Jeżeli chcesz mieć zamęt w głowie i ból serca, formułuj niejednoznaczne pytania. Jeśli jednak zależy ci na niezwykłej przejrzystości myśli i dobrych wynikach, zadawaj sobie niezwykle jasne pytania.

Na szczęście jest to umiejętność, którą można rozwijać. W żadnej książce nie znajdziesz wszystkich odpowiedzi, ale z tej nauczysz się formułować trafniejsze pytania. Milan Kundera, autor Nieznośnej lekkości bytu, powiedział: „Ludzka głupota bierze się z posiadania odpowiedzi na wszystko. Mądrość powieści wynika zaś ze stawiania pytań o wszystko”. Wystarczy w miejsce „powieści” wstawić „kogoś, kto potrafi się uczyć”, żeby poznać moją życiową filozofię. Często od tego, czego pragniemy, oddziela nas tylko lepszy zestaw pytań.

Poniżej znajduje się lista 11 pytań, które wybrałem do tej książki. Ważne, aby przeczytać każde z nich oraz towarzyszące im wyjaśnienia, ponieważ w dalszej części tekstu występują w skróconej postaci. Za niezwykle przydatne opinie dziękuję przede wszystkim Brianowi Koppelmanowi, Amelii Boone, Chase’owi Jarvisowi, Navalowi Ravikantowi i innym.

Przyjrzyjmy się najpierw samym pytaniom. Niektóre z nich w pierwszej chwili mogą sprawiać wrażenie trywialnych albo bezużytecznych. Uważaj jednak! Rzeczy nie zawsze są takimi, jakimi się wydają.

Jaką książkę (albo jakie książki) najczęściej dajesz w prezencie innym ludziom i dlaczego? Ewentualnie wskaż do trzech książek, które wywarły największy wpływ na twoje życie.

Jaki zakup o wartości nie większej niż 100 dolarów miał najbardziej pozytywny wpływ na twoje życie w ostatnim czasie (na przykład w ciągu ostatnich sześciu miesięcy)? Moi czytelnicy uwielbiają takie szczegóły jak marka i model, miejsce zakupu itd.

W jaki sposób porażka (choćby pozorna) ułatwiła ci późniejsze odniesienie sukcesu? Czy masz jakąś swoją „ulubioną wpadkę”?

Gdybyś miał do dyspozycji gigantyczny billboard ustawiony w dowolnym miejscu – przez co rozumiem po prostu możliwość dotarcia z przekazem do milionów albo miliardów osób – co byłoby na nim napisane i dlaczego? To może być kilka słów albo cały akapit. (Jeżeli tak będzie łatwiej, mogą to być słowa kogoś innego. Czy są jakieś cytaty, o których często myślisz albo którymi kierujesz się w życiu?)

Jaka była jedna z najlepszych albo najbardziej wartościowych inwestycji w twoim życiu? (Może to być inwestycja pieniędzy, czasu, energii itd.)

Jaki masz niezwykły albo absurdalny nawyk?

Jakie nowe przekonanie, zachowanie albo zwyczaj najlepiej wpłynęły na twoje życie w ciągu ostatnich pięciu lat?

Jakiej rady dotyczącej wchodzenia w „realny świat” udzieliłbyś inteligentnemu, pełnemu zapału studentowi? Jakie rady powinien ignorować?

Z jakimi złymi zaleceniami spotykasz się w swoim zawodzie albo obszarze kompetencji?

Co nauczyłeś się skuteczniej odrzucać (czynniki rozpraszające, zaproszenia itd.) w ciągu ostatnich pięciu lat? Jakie nowe spostrzeżenia albo metody ci w tym pomogły? Możesz sformułować jakieś wskazówki?

Co robisz, kiedy czujesz się przytłoczony albo brakuje ci koncentracji? (Jeśli tak będzie łatwiej, jakie pytania sobie wtedy zadajesz?)

Przyjrzyjmy się teraz uważnie każdemu z tych pytań, a ja wyjaśnię, dlaczego one wydają się użyteczne. Możesz powiedzieć: „A co mnie to obchodzi? Nie przeprowadzam wywiadów z ludźmi”. Według mnie odpowiedź jest prosta: jeżeli chcesz stworzyć światowej klasy sieć kontaktów, musisz oferować ludziom wartościowe interakcje. Wszystkie poniższe punkty mogą się okazać przydatne.

Na przykład poświęciłem kilka tygodni na testowanie kolejności pytań w celu określenia takiej, która doprowadzi do uzyskania optymalnej reakcji moich korespondentów. Według mnie ta kolejność jest sekretnym składnikiem sukcesu, bez względu na to, czy próbujesz się nauczyć nowego języka w ciągu 8–12 tygodni[2], przezwyciężyć odczuwany przez całe życie strach przed pływaniem[3], czy wypytać przy kawie potencjalnego mentora. Dobre pytania zadane w nieodpowiedniej kolejności prowadzą do uzyskania złych odpowiedzi. Z drugiej strony możesz powalczyć w wyższej kategorii wagowej niż twoja, zwracając uwagę na staranne dobieranie kolejności pytań, o czym większość ludzi nawet by nie pomyślała.

Przykład: pytanie o billboard należy do ulubionych przez moich słuchaczy i gości, ale jest dość trudne. Obezwładnia lub przeraża wiele osób. Nie chciałem odstraszać zapracowanych ludzi, którzy mogliby w pierwszym odruchu odmówić, pisząc: „Przepraszam Tim, nie mam teraz siły na takie przemyślenia”. Co mogłem zrobić? Odpowiedź jest prosta. Należało dać im możliwość rozgrzewki przy łatwiejszych, mniej abstrakcyjnych pytaniach (np. o najczęściej darowane książki albo zakup o wartości mniejszej niż 100 dolarów).

Moje wyjaśnienia odnośnie do kolejnych pytań stają się coraz krótsze, ponieważ wiele z nich dotyczy wszystkich punktów.

1. Jaką książkę (albo jakie książki) najczęściej dajesz w prezencie innym ludziom i dlaczego? Ewentualnie wskaż do trzech książek, które wywarły największy wpływ na twoje życie.

„Jakie są twoje ulubione książki?” wydaje się dobrym pytaniem. Jest niewinne i proste. W praktyce jednak jest okropne. Osoby, z którymi przeprowadzam wywiady, przeczytały w życiu setki albo tysiące książek, więc sformułowanie odpowiedzi wymaga od nich ciężkiej pracy umysłowej, a poza tym mają słuszne wątpliwości co do wyboru „ulubionego” tytułu, o którym informacja zaraz pojawi się w artykułach, na Wikipedii i w podobnych źródłach. Pytanie o „najczęściej darowaną” książkę jest mniej ryzykowne, a zagadniętej osobie łatwiej znaleźć odpowiedni tytuł w pamięci. Status „najczęściej darowanej” oznacza też, że korzyści z lektury wyciągnęło więcej osób, co w przypadku bardzo indywidualnego wyboru „ulubionej książki” nie jest takie oczywiste.

Najbardziej ciekawskim i niecierpliwym czytelnikom mogę od razu podsunąć kilka (spośród wielu) pozycji, które często wymieniali moi respondenci:

Człowiek w poszukiwaniu sensu Viktora E. Frankla,

The Rational Optimist Matta Ridleya,

Zmierzch przemocy. Lepsza strona naszej natury Stevena Pinkera,

Sapiens. Od zwierząt do bogów Yuvala Noaha Harariego,

Poor Charlie’s Almanack Charlesa Mungera.

Jeżeli chcesz poznać wszystkie rekomendacje czytelnicze zgromadzone w jednym miejscu, w tym 20 książek najczęściej polecanych w niniejszym tomie i w Narzędziach tytanów, znajdziesz je na stronie tim.blog/booklist.

2. Jaki zakup o wartości nie większej niż 100 dolarów miał najbardziej pozytywny wpływ na twoje życie w ostatnim czasie (na przykład w ciągu ostatnich sześciu miesięcy)? Moi czytelnicy uwielbiają takie szczegóły jak marka i model, miejsce zakupu itd.

To może wyglądać jak pytanie rzucone od niechcenia, ale nim nie jest. Umożliwia łatwe nawiązanie rozmowy z bardzo zajętym człowiekiem, jednocześnie z miejsca podsuwając czytelnikowi jakąś użyteczną, praktyczną informację. Głębsze pytania pobudzają do udzielania bardziej wnikliwych odpowiedzi, ale wnikliwość jest odpowiednikiem błonnika w dziedzinie wiedzy: wymaga intensywnego trawienia. Tymczasem żeby wytrwać w marszu, ludzie (nie wyłączając niżej podpisanego) potrzebują chwilowych przyjemności. W tej książce ich źródłem są pytania, na które padają konkretne, łatwe i często zabawne odpowiedzi – smakowite kąski dla twojej spracowanej duszy. Zapewniają one chwilę wytchnienia od intensywniejszego wysiłku umysłowego.

3. W jaki sposób porażka (choćby pozorna) ułatwiła ci późniejsze odniesienie sukcesu? Czy masz jakąś swoją „ulubioną wpadkę”?

To pytanie jest dla mnie szczególnie ważne. Jak napisałem w Narzędziach tytanów:

Twoi superbohaterowie (idole, ikony, tytani, miliarderzy itd.) niemal bez wyjątku składają się z samych wad, ale rozwinęli do perfekcji jedną lub dwie mocne strony. Ludzie są z natury niedoskonali. Sukces odnosimy nie dlatego, że nie mamy żadnych wad, ale dzięki odnalezieniu w sobie wyjątkowych atutów i budowaniu na ich podstawie odpowiednich nawyków. […] Każdy zmaga [i zmagał] się z demonami, o których nic nie wiesz. Bohaterowie tej książki nie są inni. Wszyscy muszą z czymś walczyć.

4. Gdybyś miał do dyspozycji gigantyczny billboard ustawiony w dowolnym miejscu – przez co rozumiem po prostu możliwość dotarcia z przekazem do milionów albo miliardów osób – co byłoby na nim napisane i dlaczego? To może być kilka słów albo cały akapit. (Jeżeli tak będzie łatwiej, mogą to być słowa kogoś innego. Czy są jakieś cytaty, o których często myślisz albo którymi kierujesz się w życiu?)

To pytanie nie wymaga dodatkowego wyjaśnienia. Potencjalnym autorom wywiadów podpowiem jednak, że część w nawiasie („Jeżeli tak będzie łatwiej…”) często ma zasadnicze znaczenie dla uzyskania dobrej odpowiedzi.

5. Jaka była jedna z najlepszych albo najbardziej wartościowych inwestycji w twoim życiu? (Może to być inwestycja pieniędzy, czasu, energii itd.)

To również jest oczywiste, a przynajmniej takie się wydaje. W przypadku takich pytań jak to i następne dobrze jest przytoczyć przy okazji jakąś autentyczną odpowiedź. Podczas wywiadu na żywo twój rozmówca zyskuje czas na zastanowienie się, a jeśli wywiad jest przeznaczony do druku, przykładowa odpowiedź stanowi wzór do naśladowania. Na przykład zadając to pytanie, dołączyłem do niego następujący ustęp:

PRZYKŁADOWA ODPOWIEDŹ Amelii Boone, jednej z najlepszych na świecie zawodniczek wytrzymałościowych sponsorowanych przez znane marki, czterokrotnej zwyciężczyni ekstremalnych biegów przełajowych:

„W 2011 roku wysupłałam 450 dolarów na opłatę startową w pierwszej edycji zawodów World’s Toughest Mudder, zupełnie nowego, 24-godzinnego biegu przełajowego. Był to dla mnie duży wydatek, ponieważ spłacałam kredyt studencki, a nie miałam żadnych podstaw, żeby oczekiwać choćby ukończenia biegu, nie mówiąc już o podjęciu faktycznej rywalizacji. Okazało się jednak, że dobiegłam na metę jako jedna z 11 osób (spośród tysiąca), które nie odpadły po drodze, i to całkowicie odmieniło moje życie, zapoczątkowując karierę w dyscyplinie ekstremalnych biegów przełajowych. Od tego czasu wywalczyłam kilka tytułów mistrzowskich. Gdybym wtedy nie zaryzykowała tych pieniędzy, to wszystko by mnie ominęło”.

6. Jaki masz niezwykły albo absurdalny nawyk?

Pierwszy raz usłyszałem to pytanie podczas wywiadu przeprowadzanego ze mną przez mojego przyjaciela Chrisa Younga – naukowca, współautora książki Modernist Cuisine oraz dyrektora generalnego firmy ChefSteps (wyszukaj w internecie „Joule sous vide”). Rozmowa toczyła się na scenie w sali konferencyjnej ratusza w Seattle. Powiedziałem: „Uuu…, to dobre pytanie, chyba je od ciebie pożyczę”. Tak też zrobiłem. Pytanie to ma głębsze implikacje, niż się wydaje. Z odpowiedzi można wyciągnąć kilka ciekawych wniosków. Po pierwsze, każdy jest trochę zwariowany, więc nie jesteś wyjątkiem. Po drugie, jeżeli jesteś kolekcjonerem zachowań obsesyjno-kompulsywnych, moi rozmówcy chętnie podsuną ci kilka pomysłów. Po trzecie, co się wiąże z pierwszym, „normalni” ludzie to zwykli wariaci, których za słabo poznałeś. Jeżeli myślisz, że jesteś wyjątkowo neurotycznym osobnikiem, z żalem muszę cię rozczarować: każdy z nas jest w jakiejś dziedzinie życia wierną kopią Woody’ego Allena. Oto przykładowa odpowiedź na to pytanie, zaczerpnięta z wywiadu na żywo i trochę zredagowana na potrzeby książki:

PRZYKŁADOWA ODPOWIEDŹ Cheryl Strayed, autorki bestsellera Dzika droga (na podstawie którego nakręcono film fabularny z Reese Witherspoon): „Mam swoją ogólną teorię kanapki […] każdy kęs powinien być jak najbardziej podobny do poprzedniego. Nadążasz? [Jeżeli] tu jest kawał pomidora, a tam bryła humusu, muszę wszystko jak najbardziej ujednolicić. Kiedy więc dostaję kanapkę, zawsze ją rozkładam i natychmiast zmieniam ułożenie wszystkich składników w środku”.

7. Jakie nowe przekonanie, zachowanie albo zwyczaj najlepiej wpłynęły na twoje życie w ciągu ostatnich pięciu lat?

To krótkie, efektywne i nieprzesadnie zniuansowane pytanie. Ma dla mnie szczególne znaczenie jako element mojej samooceny dokonywanej na półmetku życia. Dziwię się, że tego typu pytania nie są zadawane częściej.

8. Jakiej rady dotyczącej wchodzenia w „realny świat” udzieliłbyś inteligentnemu, pełnemu zapału studentowi? Jakie rady powinien ignorować?

Bardzo ważne jest pytanie uzupełniające dotyczące rad do zignorowania. Chętnie pytamy o to, co powinniśmy robić, ale jesteśmy mniej skłonni zastanawiać się nad tym, czego powinniśmy unikać. Ponieważ jednak to, czego nie robimy, ma wpływ na to, co możemy robić, lubię pytać o rzeczy, których nie powinniśmy się podejmować.

9. Z jakimi złymi zaleceniami spotykasz się w swoim zawodzie albo obszarze kompetencji?

To pytanie jest blisko związane z poprzednim. Wiele problemów związanych z koncentracją na odpowiednich rzeczach można rozwiązać, podejmując decyzje o tym, co powinniśmy ignorować.

10. Co nauczyłeś się skuteczniej odrzucać (czynniki rozpraszające, zaproszenia itd.) w ciągu ostatnich pięciu lat? Jakie nowe spostrzeżenia albo metody ci w tym pomogły? Możesz sformułować jakieś wskazówki?

Mówienie „tak” jest łatwe, odmawianie jest o wiele trudniejsze. Chciałem, aby ktoś mi pomógł nauczyć się odmawiać i niektóre z otrzymanych odpowiedzi okazały się naprawdę przydatne.

11. Co robisz, kiedy czujesz się przytłoczony albo brakuje ci koncentracji? (Jeśli tak będzie łatwiej, jakie pytania sobie wtedy zadajesz?)

Kiedy twój umysł zaczyna przypominać wirującą piłkę plażową (fani komputerów Apple wiedzą, że chodzi mi o zawieszenie się), rozwiązanie tego problemu staje się najpilniejszym zadaniem. Jak zwykle pytanie uzupełniające („Jeśli tak będzie łatwiej…”) okazuje się w wielu przypadkach najważniejsze.

Ponieważ wszystko, co wybitne w tej książce, jest dziełem innych ludzi, mogę bez poczucia samouwielbienia powiedzieć, że bez względu na to, na jakim etapie życia się znajdujesz, na pewno coś cię w niej zachwyci. Jednocześnie nawet jeśli będę rozpaczał i się dąsał, niektóre fragmenty tej książki wydadzą ci się nudne, bezużyteczne albo wprost głupie. Spodziewam się, że spośród 140 przedstawionych profili spodoba ci się 70, z tego 35 cię zachwyci, a 17 odmieni twoje życie. Zabawne, że 70 sylwetek, które ci się nie spodoba, okaże się najbardziej wartościowe dla innego czytelnika.

Życie byłoby nudne, gdybyśmy wszyscy przestrzegali dokładnie takich samych zasad, zatem na pewno zechcesz sam wybrać z tej książki to, co ci odpowiada.

Bardziej zaskakujące okaże się jednak to, że… Plemię mentorów będzie się zmieniało razem z tobą. W miarę upływu czasu i twojego życia te rzeczy, które początkowo odrzuciłeś jako zawracanie głowy, objawią swoją prawdziwą głębię i staną się dla ciebie niewyobrażalnie istotne.

Banał, który potraktowałeś z lekceważeniem jak wróżbę z chińskiego ciasteczka, może nagle nabrać sensu i sprawić, że zaczniesz przenosić góry. Z drugiej strony myśli, które uważałeś na początku za przebłyski oświecenia, mogą się zużyć i stracić wpływ na ciebie, niczym wspaniały trener licealnej drużyny, który w pewnym momencie musi przekazać swoich wychowanków trenerowi uniwersyteckiemu, aby mogli wejść na wyższy poziom umiejętności sportowych.

Rady zawarte w tej książce są ważne bezterminowo, a jej treść nie jest jednorodna. Na następnych stronach znajdziesz wskazówki formułowane zarówno przez 30-letnie cudowne dzieci, jak i doświadczonych weteranów dobiegających siedemdziesiątki. Mam nadzieję, że za każdym razem, gdy będziesz sięgał po tę książkę – mniej więcej tak jak w przypadku ksiąg I Ching albo Tao Te Ching – coś nowego przykuje twoją uwagę, zmieni twój sposób postrzegania rzeczywistości, obnaży błędy w twoim myśleniu, potwierdzi twoje przeczucia albo przyczyni się do skorygowania przez ciebie kursu choćby o jeden, ale bardzo ważny stopień.

W niniejszym tomie można odnaleźć nieprzebrane bogactwo ludzkich emocji i doświadczeń: od przezabawnych po ściskające za serce, od opowieści o dotkliwych porażkach po historie niebywałych sukcesów, od gawęd o życiu po relacje dotyczące śmierci. Życzę ci, abyś przyjął wszystkie ze zrozumieniem.

Na moim stoliku kawowym leży kawałek drewna wyrzuconego przez morze. Jest na nim zapisany cytat z Anaïs Nin, na który spoglądam każdego dnia:

„Życie kurczy się lub rozszerza proporcjonalnie do naszej odwagi”.

Przypomina mi krótko o tym, że miarą sukcesu zwykle może być liczba niekomfortowych rozmów, które jesteśmy gotowi przeprowadzić, oraz liczba niekomfortowych działań, które jesteśmy skłonni podjąć.

Najbardziej spełnieni i skuteczni ludzie, jakich znam – twórcy o światowej sławie, miliarderzy, intelektualiści i inni – swoją życiową podróż uważają w 25 procentach za poszukiwanie siebie, a w 75 procentach za stwarzanie siebie.

Ta książka nie służy do biernej lektury. Ma być wezwaniem do działania.

Jesteś autorem własnego życia i nigdy nie jest za późno, żeby zastąpić historie, które opowiadasz sobie i światu, lepszą narracją. Nigdy nie jest za późno na rozpoczęcie nowego rozdziału, dodanie zaskakującego zwrotu akcji albo całkowitą zmianę gatunku.

Jak by to wyglądało, gdyby to było łatwe?

Uśmiechnij się i chwyć długopis. Będzie się działo…

Pura vida,

Tim Ferriss

Austin, Texas

Sierpień 2017

Kilka uwag porządkowych

✔ W całej książce rozsiane są „Cytaty, nad którymi rozmyślam”. To sentencje, które zmieniły mój sposób myślenia i zachowania w ciągu mniej więcej dwóch ostatnich lat. Czas, który upłynął od chwili opublikowania Narzędzi tytanów, był najbardziej produktywnym rokiem w moim życiu, a duży wpływ na to miał odpowiedni dobór lektur. „Cytaty, nad którymi rozmyślam”, pochodzące najczęściej z przeczytanych w tym okresie książek, umieszczałem co tydzień w wysyłanym do subskrybentów bezpłatnym biuletynie internetowym 5-Bullet Friday (tim.blog/friday), w którym regularnie opisuję pięć najfajniejszych albo najbardziej użytecznych rzeczy (książek, artykułów, gadżetów, artykułów spożywczych, suplementów diety, aplikacji, cytatów itd.) odkrytych w ciągu poprzedniego tygodnia. Mam nadzieję, że podobnie jak ja uznasz je za bardzo inspirujące.

✔ Pamiętasz o listach odmownych, które dostałem podczas przygotowywania tej książki? Niektóre spośród uprzejmych odmów były tak fascynujące, że postanowiłem je opublikować. W niniejszym tomie znajdziesz trzy interludia zatytułowane „Sztuka odmawiania”, zawierające rzeczywistą treść otrzymanych przeze mnie listów.

✔ Skróciłem prawie wszystkie profile i subiektywnie wybrałem „najlepsze” odpowiedzi. Czasem oznaczało to usunięcie powtórzeń albo wybranie odpowiedzi wystarczająco szczegółowych, by były jednocześnie praktyczne i nieoczywiste.

✔ Niemal w każdym profilu wskazuję, w jaki sposób najlepiej kontaktować się z moim gościem w mediach społecznościowych: TW = Twitter, FB = Facebook, IG = Instagram, LI = LinkedIn, SC = Snapchat, YT = YouTube.

✔ Nawiązując kontakt z tymi osobami, zawsze zadawałem te same pytania w takim samym porządku, ale na stronach książki w wielu profilach zmieniłem kolejność pytań w celu zwiększenia płynności lektury i wpływu prezentowanych przemyśleń na czytelnika.

✔ Uwzględniłem niektóre „nieodpowiedzi” (np. „Zupełnie nie umiem odmawiać!”), żeby ułatwić ci zaakceptowanie tych samych trudności u siebie. Nikt nie jest doskonały i wszyscy cały czas nad sobą pracujemy.

„Likwidacja przedsięwzięcia nie musi być porażką, zwłaszcza kiedy postanawiasz zakończyć jakiś projekt albo zamknąć firmę. […] Nawet najlepszy występ nie może trwać wiecznie. Zresztą nie powinien”.

SAMIN NOSRAT

IG: @ciaosamin

FB: /samin.nosrat

saltfatacidheat.com

Samin Nosrat jest pisarką, nauczycielką i szefową kuchni. „The New York Times” nazwał ją „osobą, do której najlepiej się zwrócić o radę dotyczącą łączenia właściwych technik z najlepszymi składnikami”. Z kolei w programie radia NPR zatytułowanym All Things Considered uznano Samin za nowe wcielenie Julii Child. Gotuje zawodowo od 2000 roku, w którym pierwszy raz znalazła się w kuchni restauracji Chez Panisse. Należy do grona pięciu autorów felietonów kulinarnych zamieszczanych w dzienniku „The New York Times”. Żyje, gotuje, surfuje i uprawia ogród w Berkeley, w Kalifornii. Jest autorką bestsellera z listy „New York Timesa” zatytułowanego Salt, Fat, Acid, Heat: Mastering the Elements of Good Cooking.

Jaki zakup o wartości nie większej niż 100 dolarów miał najbardziej pozytywny wpływ na twoje życie w ostatnim czasie (na przykład w ciągu ostatnich sześciu miesięcy)?

Opracowany przez Paula Stametsa preparat grzybowy Host Defense MyCommunity to najbardziej niezwykły suplement diety zwiększający odporność organizmu, jaki kiedykolwiek przyjmowałam (a zażywałam wiele!). Bez względu na to, ile podróżuję, ile uścisków dłoni wymieniam z obcymi ludźmi i jak bardzo jestem wyczerpana, nie łapię żadnych infekcji, dopóki sumiennie zażywam te kapsułki.

W jaki sposób porażka (choćby pozorna) ułatwiła ci późniejsze odniesienie sukcesu? Czy masz jakąś swoją „ulubioną wpadkę”?

Poniosłam w życiu mnóstwo spektakularnych porażek, ale patrząc wstecz, widzę, że każda z nich przybliżała mnie trochę do tego, co naprawdę chciałam robić. Wiele lat przed tym, jak poczułam się gotowa do napisania własnej książki, zmarnowałam dwie możliwości współtworzenia książek kucharskich z innymi ludźmi. Wciąż rozpamiętywałam te błędy i byłam pewna, że już nigdy nie chwycę za pióro. Czekałam jednak, byłam wytrwała i po 17 latach napisałam wreszcie książkę, o której zawsze marzyłam.

W 2002 roku byłam finalistką zmagań o stypendium Fulbrighta, ale ostatecznie go nie dostałam i stwierdziłam, że chyba nigdy nie pojadę do Włoch zgłębiać tajników tradycyjnej kuchni. W końcu odnalazłam jednak swoją drogę do Italii, gdzie gotowałam i pracowałam przez ponad półtora roku. Teraz, po 15 latach, pracuję nad filmem dokumentalnym, w którym będę poznawała na miejscu sekrety tradycyjnej włoskiej kuchni!

Pracowałam w pewnej restauracji (a pod koniec byłam nawet jej właścicielką), która przynosiła straty przez cały pięcioletni okres swojego istnienia. To było wyczerpujące doświadczenie, zwłaszcza że od początku przejmowałam się losem lokalu tak bardzo, jakby był mój. Po trzech latach wiedziałam, że mamy małe szanse na odniesienie sukcesu i byłam gotowa odejść, ale właściciel, który był jednocześnie moim mentorem, nie chciał się poddać. Ciągnęliśmy to jeszcze przez dwa lata z ogromnymi trudnościami. Czasem nie mogliśmy już wytrzymać. Kiedy wreszcie zrezygnowaliśmy, byłam wycieńczona, przybita i bardzo nieszczęśliwa. Wszyscy byliśmy. A mogło być inaczej.

To doświadczenie nauczyło mnie brania odpowiedzialności za swoje sprawy zawodowe oraz tego, że likwidacja przedsięwzięcia nie musi być porażką, zwłaszcza kiedy postanawiasz zakończyć jakiś projekt albo zamknąć firmę. Niedługo po zamknięciu restauracji otworzyłam sklep spożywczy. Było to niewielkie przedsięwzięcie, które realizowałam „na boku”, ale odniosło niebywały sukces. Zainteresowanie mediów i klientów było większe, niż mogłam przypuszczać. Zgłaszali się do mnie inwestorzy zainteresowani dalszym rozwijaniem tego biznesu, ale ja chciałam tylko pisać. Nie chciałam prowadzić sklepu spożywczego, ale ponieważ działał on pod moim nazwiskiem, nie chciałam też sprzedawać go nikomu innemu. Postanowiłam więc go zamknąć na własnych warunkach i zadbałam o to, żeby wszyscy poznali motywy mojego działania. W porównaniu z cierpieniem towarzyszącym zamykaniu restauracji było to bardzo pozytywne doświadczenie. Nauczyłam się wyobrażać sobie idealne zakończenie każdego przedsięwzięcia jeszcze przed jego rozpoczęciem. Nawet najlepszy występ nie może trwać wiecznie. Zresztą nie powinien.

W mniejszej skali zepsułam podczas gotowania więcej dań, niż jestem w stanie spamiętać. W kucharzeniu najpiękniejsze jest jednak to, że cały proces jest dość szybki i nie ma zbyt dużo czasu na przywiązywanie się do wyników. Zatem bez względu na to, czy danie brzydko pachnie, czy też wychodzi wspaniale, następnego dnia i tak trzeba zacząć wszystko od nowa. Nie ma okazji, żeby usiąść i rozkoszować się własnym kunsztem (albo się przechwalać). Ważne jest, żeby uczyć się na własnych błędach i ich nie powtarzać.

Jaka była jedna z najlepszych albo najbardziej wartościowych inwestycji w twoim życiu?

Dziesięć lat temu, kiedy prowadziłam restaurację, znalazłam czas, żeby jako wolny słuchacz uczęszczać na prowadzone przez Michaela Pollana zajęcia z dziennikarstwa na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley. Wtedy wydawało mi się to wariactwem, żeby raz w tygodniu opuszczać restaurację na trzy godziny i iść do szkoły, a po 15-godzinnym dniu pracy studiować książki i artykuły z listy lektur. Jakiś wewnętrzny głos przekonywał mnie jednak, że muszę to robić, i dzisiaj się cieszę, że nie odpuściłam. Te zajęcia odmieniły moje życie, wprowadzając mnie do niesamowitej społeczności pisarzy, dziennikarzy i dokumentalistów, którzy inspirowali mnie i wspierali w tej szaleńczej podróży. Poznałam Michaela, który zachęcił mnie do pisania. Zatrudnił mnie także jako nauczycielkę gotowania i podczas naszych lekcji przekonał mnie, że powinnam przyoblec moją wyjątkową filozofię gotowania w formę programu nauczania, wyjść z nią do ludzi, przekazywać im i napisać o niej książkę. Tak zaczęłam pisać Salt, Fat, Acid, Heat, obecnie bestseller „New York Timesa”. Być może powstanie na jego podstawie serial dokumentalny. Zupełne szaleństwo.

Jaki masz niezwykły albo absurdalny nawyk?

Uwielbiam amerykański ser. Nie jadam go zbyt często, ale kiedy topi się na burgerze, wygląda tak kusząco, że trudno mu się oprzeć.

Jakie nowe przekonanie, zachowanie albo zwyczaj najlepiej wpłynęły na twoje życie w ciągu ostatnich pięciu lat?

Moja praca wymaga jasnego myślenia i sensownego pisania. Z drugiej strony dużo jeżdżę po świecie i uczę gotowania oraz opowiadam o nim. Oba wymiary mojej aktywności zawodowej wymagają ogromnej energii. Muszę być na chodzie przez większość czasu.

W ciągu ostatnich pięciu lat zaczęłam dostrzegać potrzebę dbania o siebie na różne sposoby. Najważniejszym jest sen. Potrzebuję 8–9 godzin snu na dobę, żeby prawidłowo funkcjonować, więc zaczęłam bezlitośnie strzec swojego wypoczynku nocnego. Spędzam coraz więcej spokojnych wieczorów w domu, a kiedy umawiam się z kimś na kolację, nalegam na zarezerwowanie stolika na wczesną godzinę albo staram się nie siedzieć zbyt długo. Wśród moich znajomych słynę z tego, że potrafię się położyć do łóżka, kiedy moi goście jeszcze się bawią. Oni są zadowoleni, ja jestem zadowolona, wszystko jest w porządku. Ta obsesja na punkcie snu miała niesłychanie pozytywny wpływ na moje życie.

Jakiej rady dotyczącej wchodzenia w „realny świat” udzieliłabyś inteligentnemu, pełnemu zapału studentowi?

W razie wątpliwości kieruj się życzliwością i współczuciem. I nie bój się porażek.

Co nauczyłaś się skuteczniej odrzucać w ciągu ostatnich pięciu lat?

Prawdę mówiąc, nadal rozwijam umiejętność odmawiania, ale powiem tak: im lepiej wiem, jakie są moje cele, tym łatwiej mi odmawiać. Mam notatnik, w którym od mniej więcej dziesięciu lat zapisuję wszelkiego rodzaju cele, zarówno wielkie, jak i całkiem drobne. Jeżeli zadałam sobie trud, żeby wyartykułować to, co chcę osiągnąć, mogę łatwo odwołać się do tej listy celów podczas podejmowania decyzji o tym, czy wykorzystanie nadarzającej się okazji przybliży mnie do określonego celu, czy mnie od niego oddali. Kiedy nie mam pewności co do kierunku własnych dążeń, zbyt łatwo zgadzam się na rzeczy, które nie powinny być dla mnie ważne. Tyle razy sparzyłam się na decyzjach podejmowanych pod wpływem strachu przed utratą jakiejś możliwości albo na skutek podszeptów ego, że wiem, jak smakuje żal spowodowany podjęciem jakiegoś działania z nieodpowiedniego powodu.

Co robisz, kiedy czujesz się przytłoczona albo brakuje ci koncentracji?

Próbuję oderwać się od spraw umysłu i zwrócić uwagę na własne ciało. W dniu poświęconym na pisanie to oznacza wstanie od biurka i pójście na spacer po centrum Oakland. Czasem po prostu się poddaję i idę popływać. Kiedy indziej idę na targ i oglądam różne produkty rolne, dotykam ich, wącham i kosztuję. Zmysły pomagają mi podjąć decyzję o tym, co ugotować na obiad.

Kiedy gotuję albo wykonuję inną pracę fizyczną, poczucie przytłoczenia wynika z zaniedbania własnych potrzeb, więc po prostu robię przerwę. Przygotowuję sobie przekąskę albo filiżankę herbaty. Czasem wystarczy, że wypiję szklankę wody i usiądę na chwilę na świeżym powietrzu. To mnie zwykle uspokaja i rozjaśnia umysł.

W każdej sytuacji odblokowuje mnie kąpiel w oceanie. Było tak zawsze, od czasów dzieciństwa. Przez całe życie uwielbiałam ocean i teraz także, kiedy tylko mogę, idę na plażę, żeby popływać, posurfować albo po prostu unosić się na wodzie. Nic mnie tak nie odświeża jak kąpiel w oceanie.

„Główną bolączką naszych czasów jest powierzchowność. Jesteśmy jak rzeka Platte, szeroka na milę, głęboka na cal”.

STEVEN PRESSFIELD

TW: @spressfield

stevenpressfield.com

Steven Pressfield poświęcił życie zawodowe pisarstwu w pięciu różnych odmianach: reklamie, scenopisarstwu, tworzeniu fikcji literackiej, dokumentalistyce i literaturze poradnikowej. Jest autorem poczytnych książek: The Legend of Bagger Vance, Ogniste wrota, Kampania afgańska i The Lion’s Gate, a także kultowych pozycji na temat rozwoju kreatywności: The War of Art, Turning Pro i Do roboty! Jego felietony publikowane co środę na stronie stevenpressfield.com należą do najpopularniejszych w internecie tekstów na temat pisarstwa.

Jaki masz niezwykły albo absurdalny nawyk?

To może dziwnie zabrzmieć, ale mam takie miejsca, do których się czasem udaję, zwykle samotnie, aby wrócić do wcześniejszych okresów mojego życia. Czas jest czymś przedziwnym. Zdarza się, że dzisiaj bardziej doceniamy jakąś chwilę z przeszłości niż wtedy, kiedy ją przeżywaliśmy. Miejsca, o których mówię, wciąż się zmieniają i zwykle są dość przyziemne. Stacja benzynowa. Ławka uliczna. Zdarza mi się polecieć na drugi koniec kraju, żeby się tam znaleźć. Czasem odwiedzam je podczas wakacji albo podróży w interesach, z rodziną lub innymi ludźmi. Nawet im o tym nie mówię, choć czasem mi się zdarza. Niekiedy biorę kogoś ze sobą, ale wtedy to nie działa (jakżeby mogło?).

Jakiej rady dotyczącej wchodzenia w „realny świat” udzieliłbyś inteligentnemu, pełnemu zapału studentowi? Jakie rady powinien ignorować?

Moja rada będzie chyba beznadziejnie anachroniczna, ale zalecałbym zdobycie jakiegoś realnego doświadczenia życiowego. Zostań kowbojem. Zatrudnij się jako kierowca ciężarówki. Zaciągnij się do piechoty morskiej. Zerwij na jakiś czas z myśleniem w kategoriach hiperkonkurencji i szukania dróg na skróty. Mam 74 lata. Uwierz mi, że masz mnóstwo czasu. Przed tobą długie życie. Nie bój się, że koledzy cię wyprzedzą i osiągną coś szybciej niż ty. Ubrudź się trochę i upadnij parę razy. Dlaczego to mówię? Bo celem tego wszystkiego jest nawiązanie kontaktu z samym sobą, z własną duszą. Stawienie czoła przeciwnościom. Wszyscy przez całe życie staramy się ich unikać. To dotyczy również mnie. Jednak najlepsze rzeczy, które mnie spotkały, przyszły wtedy, kiedy było naprawdę źle i nie mogłem liczyć na niczyją pomoc. Kim naprawdę jesteś? Czego naprawdę pragniesz? Idź w świat, potknij się i dowiedz się tego.

Jaką książkę (albo jakie książki) najczęściej dajesz w prezencie innym ludziom i dlaczego? Ewentualnie wskaż do trzech książek, które wywarły największy wpływ na twoje życie.

Książką, która wywarła na mnie największy wpływ, jest chyba ostatnie dzieło, jakie ktokolwiek zechciałby przeczytać z własnej woli: Wojna peloponeska Tukidydesa. To bardzo skondensowany tekst, trudny, długi i pełen krwawych okropieństw. Tukidydes oświadcza na początku, że nie napisał tej książki po to, żeby przyjemnie się ją czytało. Jest jednak naszpikowana niepodważalnymi, ponadczasowymi prawdami, a przedstawiona w niej historia powinna być znana każdemu obywatelowi demokratycznego państwa.

Tukidydes był ateńskim dowódcą wojskowym, który został pokonany i upokorzony w bitwie na początku trwającego 27 lat brutalnego konfliktu, nazwanego przez historyków wojną peloponeską. Postanowił zrezygnować ze służby i oddał się opisywaniu tej rzezi ze wszystkimi szczegółami, jakie sam był w stanie znieść, ponieważ czuł, że będzie to największa i najważniejsza z ówczesnych wojen. Jak postanowił, tak zrobił.

Słyszałeś o mowie pogrzebowej Peryklesa? Tukidydes jej wysłuchał i spisał ją dla potomnych.

Był świadkiem debaty zgromadzenia ateńskiego w sprawie postępowania z wyspą Melos, opisanej w słynnym dialogu melijskim. Jeżeli nie widział czegoś na własne oczy – na przykład porażki ateńskiej floty pod Syrakuzami albo zdrady Alcybiadesa – opierał się na relacjach znanych mu osób, które obserwowały te wydarzenia, i przytaczał je z dużą pieczołowitością. Tukidydes, podobnie jak wszyscy współcześni mu Grecy, nie był skrępowany teologią chrześcijańską, marksistowskimi dogmatami, freudowską psychologią ani żadnymi innymi izmami, które usiłują nas przekonać, że człowiek jest w gruncie rzeczy dobry, a przynajmniej można go doskonalić. Według mnie widział rzeczywistość taką, jaką ona jest. To mroczna wizja, ale ze względu na swoją autentyczność ogromnie otrzeźwiająca i dodająca siły. Na wyspie Korkyra[4], która była wówczas wielką potęgą morską, pewna frakcja obywateli uwięziła w świątyni swoich sąsiadów, równych im pod względem prawa. Następnie prześladowcy wymordowali dzieci więźniów na ich oczach, a kiedy ci zgodzili się zrezygnować z oporu pod wpływem obietnicy łaski popartej uroczystą przysięgą na bogów, zmasakrowali ich także. Nie był to konflikt między narodami, lecz bratobójcza walka toczona w najbardziej cywilizowanych miastach na świecie. Czytając Tukidydesa możemy zobaczyć nasz świat w mikroskali. Jego książka jest studium rozpadu demokracji wskutek podziału społeczeństwa na zwalczające się frakcje, kiedy nieliczni stają przeciw wielu. Hoi polloi znaczy po grecku „wielu”[5]. Oligoi to „nieliczni”.

Nie mogę polecić Tukidydesa jako przyjemnej lektury do poduszki, ale jeżeli chcesz się zetknąć z wybitnym intelektem opisującym najdonioślejsze zagadnienia, spróbuj sięgnąć po jego książkę.

Jaki zakup o wartości nie większej niż 100 dolarów miał najbardziej pozytywny wpływ na twoje życie w ostatnim czasie (na przykład w ciągu ostatnich sześciu miesięcy)?

To kosztowało znacznie więcej niż sto dolarów, ale kupiłem elektryczny samochód Kia Soul, a także ogniwa fotowoltaiczne na dach domu. Uwierz mi, jazda samochodem napędzanym energią słoneczną to wielka frajda.

W jaki sposób porażka (choćby pozorna) ułatwiła ci późniejsze odniesienie sukcesu? Czy masz jakąś swoją „ulubioną wpadkę”?

Dopiero co napisałem książkę zatytułowaną The Knowledge, poświęconą mojej ulubionej porażce. I wiesz co? Zrobiła klapę. Powiem szczerze, że kiedy moja trzecia powieść (która, podobnie jak pierwsza i druga, nigdy nie ukazała się drukiem) poniosła żałosną klęskę, byłem taksówkarzem w Nowym Jorku. W tamtym momencie miałem za sobą 15 lat zabiegania o wydanie książki. Postanowiłem się poddać i wyjechałem do Hollywood, żeby zobaczyć, czy nie mógłbym pisać scenariuszy filmowych. Nie pytaj, które filmy są moim dziełem; nigdy ci nie powiem. Jeżeli dowiesz się tego z innych źródeł, ostrzegam: nie oglądaj ich! Jednak praca w branży zrobiła ze mnie profesjonalistę i utorowała mi drogę do sukcesu, który wreszcie stał się moim udziałem.

Gdybyś miał do dyspozycji gigantyczny billboard ustawiony w dowolnym miejscu, co byłoby na nim napisane i dlaczego?

Nie miałbym billboardu i osobiście zlikwidowałbym wszystkie ustawione przez innych ludzi.

Jaka była jedna z najlepszych albo najbardziej wartościowych inwestycji w twoim życiu?

Nigdy nie zainwestowałem w akcje ani nie podejmowałem żadnego ryzyka innego niż związane z moją osobistą działalnością twórczą. Dawno temu postanowiłem, że będę stawiał tylko na siebie. Zaryzykuję i poświęcę dwa lata na pisanie książki, która prawdopodobnie nie znajdzie wydawcy. Trudno. Spróbowałem, nie udało się. Wierzę w inwestowanie we własne wnętrze. Ograniczam się do tego, naprawdę. Jestem sługą muzy. Stawiam na nią każde pieniądze.

Jakie nowe przekonanie, zachowanie albo zwyczaj najlepiej wpłynęły na twoje życie w ciągu ostatnich pięciu lat?

Zawsze lubiłem wcześnie wstawać i chodzić na siłownię. Kilka lat temu dostałem jednak zaproszenie od T.R. Goodmana do wspólnego trenowania w miejscu, które nazywa się Pro Camp. Trzeba przyznać, że jest to pewien „system”, ale w gruncie rzeczy to, co robimy (a zdecydowanie wymaga to treningu w grupie), jest po prostu ciężką pracą. Nie cierpię tego, ale z drugiej strony działa wspaniale. Kiedy rozstajemy się po treningu, T.R. mówi: „Nic z tego, czemu będziecie musieli stawić dzisiaj czoło, nie będzie trudniejsze niż to, co właśnie zrobiliście”.

Co nauczyłeś się skuteczniej odrzucać w ciągu ostatnich pięciu lat? Jakie nowe spostrzeżenia albo metody ci w tym pomogły?

Kilka lat temu miałem okazję odwiedzić firmę zajmującą się dbaniem o bezpieczeństwo gwiazd i chronieniem ich prywatności – inaczej mówiąc, zajmującą się przede wszystkim odmawianiem. Oprowadzająca mnie osoba powiedziała mi, że pracownicy firmy czytają wszystkie napływające do klientów listy, oferty, e-maile itd., po czym decydują o tym, które trafią do adresata. Zapytałem więc, ile przechodzi przez to sito. Okazało się, że praktycznie cała korespondencja jest zatrzymywana. Postanowiłem, że będę traktował nadchodzącą pocztę tak samo, jak pracownicy tej firmy. Które listy wyrzuciłbym do kosza bez czytania, gdybym był strażnikiem chroniącym mnie samego przed zalewem bzdurnych, bezsensownych listów od wszelkiej maści socjopatów? To mi bardzo pomogło.

Co robisz, kiedy czujesz się przytłoczony albo brakuje ci koncentracji?

Mam na siłowni kolegę, który znał Jacka LaLanne’a (wyszukaj jego nazwisko w Google, jeśli nie wiesz, o kogo chodzi). Jack mawiał, że nie ma nic złego w rezygnacji z ćwiczeń na jeden dzień. Tyle tylko, że w tym dniu nie wolno ci jeść. W ten zwięzły sposób dawał do zrozumienia, że nie wolno tracić koncentracji. Jasne, zrób sobie wolne. Zbierz się do kupy. Pamiętaj jednak, że twoją jedyną racją bytu na tej planecie jest podążanie za własną gwiazdą i robienie tego, co podpowiada ci muza. Dzień wypełniony owocną pracą zdumiewająco dobrze wpływa na samopoczucie.

Z jakimi złymi zaleceniami spotykasz się w swoim zawodzie albo obszarze kompetencji?

Cóż za wspaniałe pytanie! Dzisiejsi kandydaci na pisarzy chcą odnieść sukces natychmiast, bez bólu i bez wysiłku. Uwielbiają też pisać książki o tym, jak pisać książki, zamiast wziąć na warsztat jakiś naprawdę ważny temat. Złych rad nie brakuje. Zbierz grono wiernych czytelników. Stwórz platformę. Naucz się oszukiwać system. Inaczej mówiąc, zajmuj się powierzchownymi sprawami, unikając realnej pracy potrzebnej do stworzenia czegoś prawdziwie wartościowego. Główną bolączką naszych czasów jest powierzchowność. Jesteśmy jak rzeka Platte, szeroka na milę, głęboka na cal. Zawsze mówię, że jeśli ktoś chce zostać miliarderem, powinien wynaleźć coś, co pozwoli ludziom oddać się we władanie wewnętrznych sił oporu. Właściwie już to ktoś wynalazł. Nazywa się to internet. Media społecznościowe. To kraina czarów, w której możemy płynnie przechodzić od jednego płytkiego, bezproduktywnego bodźca do kolejnego, przez cały czas pozostając na powierzchni i ani na chwilę nie zagłębiając się w żadne zagadnienie. Źródłem prawdziwej pracy i prawdziwej satysfakcji jest przeciwieństwo tego, co oferuje internet. Ich początkiem jest wniknięcie głęboko w to, czym się zajmujesz – książkę, album, film – i pozostanie tam przez długi, długi czas.

„To wszystko wydarzyło się tak nagle i w tak filmowym stylu, że trudno w to uwierzyć. Przypomniałam sobie, że tak naprawdę zawsze chciałam być pisarką. Dlatego jeszcze tego samego wieczora zaczęłam pisać”.

SUSAN CAIN

TW: @susancain

FB: /authorsusancain

quietrev.com

Susan Cain jest współzałożycielką firmy Quiet Revolution i autorką książek Cicha siła introwertyków. Jak dorastać w świecie, który nie przestaje gadać oraz Ciszej proszę… Siła introwersji w świecie, który nie może przestać gadać, które przetłumaczono na 40 języków. Utrzymywały się one na liście bestsellerów dziennika „The New York Times” przez ponad cztery lata, a druga z nich została uznana za książkę roku przez magazyn „Fast Company”, który umieścił też Susan na liście najbardziej kreatywnych ludzi biznesu. Susan jest również współzałożycielką Quiet Schools Network oraz Quiet Leadership Institute, a jej teksty ukazują się w dziennikach „The New York Times” i „The Wall Street Journal”, magazynie „The Atlantic” i innych czasopismach. Jej przemówienie na konferencji TED wyświetlono w internecie ponad 17 milionów razy, a Bill Gates uznał je za najlepsze, jakiego w życiu wysłuchał.

W jaki sposób porażka (choćby pozorna) ułatwiła ci późniejsze odniesienie sukcesu? Czy masz jakąś swoją „ulubioną wpadkę”?

Wiele, wiele księżyców temu byłam prawniczką w korporacji. Miałam ambiwalentny stosunek do swojej pracy i każdy by ci wtedy powiedział, że wybrałam nieodpowiedni dla siebie zawód. Mimo wszystko jednak zainwestowałam w to mnóstwo czasu (dokładniej: trzy lata studiów prawniczych, rok stażu w biurze sędziego federalnego oraz sześć i pół roku pracy w firmie z Wall Street) i nawiązałam wiele bliskich, wartościowych relacji z kolegami i koleżankami z pracy. Kiedy byłam już na dobrej drodze do uzyskania statusu wspólnika w firmie, nadszedł taki dzień, w którym w moim biurze zjawił się starszy wspólnik i powiedział, że nie dostanę awansu. Do dzisiaj nie wiem, czy chodziło mu o to, że nigdy go nie dostanę, czy tylko zamierzał wstrzymać go na nieokreślony czas. Pamiętam tylko, że w żenujący sposób zalałam się łzami w jego obecności, po czym poprosiłam o urlop. Rzuciłam pracę jeszcze tego samego popołudnia i do wieczora jeździłam na rowerze po Central Parku, nie mając pojęcia, co dalej robić. Myślałam, że może powinnam podróżować albo po prostu przez jakiś czas gapić się bezczynnie w ściany.

Zamiast tego – a wszystko wydarzyło się tak nagle i w tak filmowym stylu, że trudno w to uwierzyć – przypomniałam sobie, że tak naprawdę zawsze chciałam być pisarką. Dlatego jeszcze tego samego wieczora zaczęłam pisać. Następnego dnia zarezerwowałam miejsce na organizowanym przez Uniwersytet Nowojorski kursie kreatywnego pisania literatury faktu. Tydzień później poszłam na pierwsze zajęcia i już wiedziałam, że odnalazłam własne miejsce. Nie oczekiwałam wtedy, że zdołam się utrzymać z pisania, ale miałam absolutną pewność, że od tej chwili będzie ono osią mojego życia i będę musiała poszukać sobie jakiejś pracy, którą mogłabym wykonywać na własny rachunek i mieć wystarczająco dużo czasu na pisanie.

Gdybym „odniosła sukces” i zgodnie z planem została wspólniczką w firmie prawniczej, pewnie do dzisiaj wiodłabym żałosny żywot, negocjując transakcje korporacyjne przez 16 godzin dziennie. Nie chodzi mi o to, że nigdy nie pomyślałabym o tym, co innego mogłabym robić, ale dopóki nie miałam czasu i przestrzeni na spokojne zastanowienie się nad życiem poza hermetyczną kulturą kancelarii, nie miałam szans na dojście do tego, co naprawdę chciałabym robić.

Jaka była jedna z najlepszych albo najbardziej wartościowych inwestycji w twoim życiu?

Siedem lat poświęconych na pisanie książki Ciszej proszę… Nie przejmowałam się tym, jak długo to będzie trwało i chociaż oczywiście chciałam, żeby książka odniosła sukces, satysfakcję dawała mi sama inwestycja czasu bez względu na wynik, ponieważ miałam całkowitą pewność, że pisanie w ogóle, a pisanie tej książki w szczególności, jest właściwe.

Pierwszą wersję złożyłam w wydawnictwie po dwóch latach pracy, ale moja redaktorka słusznie stwierdziła, że jest całkiem do dupy. Wyraziła się tylko troszeczkę delikatniej. Powiedziała, że mam zarezerwować sobie tyle czasu, ile potrzebuję, zacząć od początku i napisać to dobrze. Wyszłam z jej biura uszczęśliwiona, ponieważ w gruncie rzeczy się z nią zgadzałam. Wiedziałam, że potrzebuję kilku lat na wywiązanie się z tego zadania (w końcu przed Ciszej proszę… niczego nie wydałam, więc uczyłam się pisania książek od podstaw), i cieszyłam się, że dostałam tyle czasu. Większość wydawnictw w pośpiechu wypuszcza książki na rynek, zanim zostaną dopracowane. Gdyby mnie to spotkało, nigdy nie doszłoby do cichej rewolucji.

Jaki masz niezwykły albo absurdalny nawyk?

Uwielbiam muzykę utrzymaną w smutnym nastroju, w tonacji molowej. Według mnie jest upajająca i transcendentna. W ogóle nie wydaje mi się smutna. Myślę, że taka muzyka mówi w gruncie rzeczy o kruchości, a zatem i drogocenności życia i miłości.

Moim świętym patronem jest Leonard Cohen. Posłuchaj piosenek „Dance Me to the End of Love”, „Famous Blue Raincoat” albo innych jego utworów, w tym oczywiście słynnego „Hallelujah”, będącego tylko wierzchołkiem góry lodowej w twórczości Cohena[6]. Warto też sięgnąć po „Hinach Yafah (You Are Beautiful)” Idana Raichela. To cudowna piosenka o tęsknocie za ukochana osobą, ale też o tęsknocie w ogóle.

Moim ulubionym słowem spośród istniejących we wszystkich językach świata jest portugalskie saudade, będące sercem kultury brazylijskiej i portugalskiej. Oznacza ono mniej więcej słodką tęsknotę za ukochaną osobą lub rzeczą, która prawdopodobnie nigdy już nie wróci. Posłuchaj muzyki zespołu Madredeus albo Cesárii Évory. Moja następna książka będzie w pewnym sensie poświęcona temu zagadnieniu.

Jakiej rady dotyczącej wchodzenia w „realny świat” udzieliłabyś inteligentnemu, pełnemu zapału studentowi? Jakie rady powinien ignorować?

Można usłyszeć mnóstwo historii o ludziach, którzy postawili wszystko na jedną kartę, żeby osiągnąć taki czy inny cel, zwłaszcza w twórczości. Nie wierzę jednak w to, że najbardziej kreatywni jesteśmy wtedy, gdy jesteśmy głęboko zestresowani albo żyjemy na krawędzi ubóstwa czy innej wielkiej katastrofy życiowej. Wręcz przeciwnie. Trzeba tak ułożyć sobie życie, żeby było jak najbardziej komfortowe i udane – i żeby było w nim miejsce na twórczą pracę.

Często się zastanawiam, czy wszystkie te lata spędzone na Wall Street nie były stratą czasu, skoro moim przeznaczeniem zawsze było zgłębianie ludzkiej psychiki i mówienie (a raczej pisanie) prawdy o życiu. Dochodzę do wniosku, że nie. To nie była strata czasu, i to z wielu powodów. Po pierwsze dlatego, że dowiedziałam się tam wiele o tak zwanym „realnym świecie”, który inaczej byłby dla mnie wielką zagadką, a po drugie dlatego, że udział w negocjacjach na Wall Street jest równie dobrym miejscem do obserwowania okazjonalnej śmieszności ludzkich zachowań jak każde inne. Przede wszystkim jednak praca w kancelarii dała mi zabezpieczenie finansowe pozwalające zakosztować twórczego życia. Nie było to beztroskie życie w dostatku, bo aż tyle nie zaoszczędziłam, ale miałam pewną swobodę. Już po rozpoczęciu pisania poświęcałam dużo czasu na rozkręcenie małej firmy zajmującej się wpajaniem ludziom umiejętności negocjacyjnych, żeby móc się utrzymać przez dłuższy czas. Powiedziałam sobie, że moim pisarskim celem jest opublikowanie czegoś zanim skończę 75 lat. Chciałam, żeby pisanie było dla mnie niewyczerpanym źródłem przyjemności i nie wiązało się z presją finansową, czy też, mówiąc ogólniej, presją na osiągnięcie sukcesu.

Oczywiście nie twierdzę, że inteligentny, pełen zapału student z twojego pytania powinien przez dziesięć lat zajmować się finansami, zanim zacznie tworzyć. Powinien jednak na wstępie zastanowić się nad tym, z czego będzie żył. Dzięki temu czas, który będzie poświęcał na realizację swoich twórczych przedsięwzięć – czy to 30 minut, czy 10 godzin dziennie – będzie czasem koncentracji, przepływu i okazjonalnych przebłysków radości.

Co robisz, kiedy czujesz się przytłoczona albo brakuje ci koncentracji?

Uwielbiam kawę i najchętniej popijałabym ją przez cały dzień. Pozwalam sobie jednak tylko na jedną latte w ciągu dnia i to w czasie, w którym pracuję twórczo – częściowo dlatego, że niemal magicznie pobudza mój umysł do pracy, a częściowo dlatego, że wykształcił mi się pawłowowski odruch kojarzenia pisania z przyjemnością picia kawy.

„Myślenie o tym, co mnie zadowala, nie daje mi takiej jasności umysłu jak myślenie o tym, co mnie uszczęśliwia”.

KYLE MAYNARD

IG: @kylemaynard

FB: /kylemaynard.fanpage

kyle-maynard.com

Kyle Maynard jest autorem bestsellerów, przedsiębiorcą i uhonorowanym nagrodą ESPY zawodnikiem mieszanych sztuk walki, znanym z tego, że jako pierwszy człowiek bez czterech kończyn zdobył szczyty Kilimandżaro i Aconcagua bez użycia protez. Oprah Winfrey nazwała go „jednym z najbardziej inspirujących młodych mężczyzn, o których kiedykolwiek usłyszymy”. Arnold Schwarzenegger powiedział o nim, że jest „mistrzem ludzkości”, a Wayne Gretzky rozwodził się nad jego wielkością. Kyle cierpi na rzadką chorobę wrodzoną polegającą na tym, że jego ręce kończą się w okolicy łokci, a nogi w okolicy kolan. Pomimo to z pomocą rodziny już w dzieciństwie nauczył się żyć samodzielnie bez użycia protez. Został wybitnym zapaśnikiem (wprowadzonym do National Wrestling Hall of Fame), certyfikowanym instruktorem crossfitu, właścicielem siłowni No Excuses, rekordzistą świata w podnoszeniu ciężarów i utalentowanym wspinaczem.

Jaką książkę (albo jakie książki) najczęściej dajesz w prezencie innym ludziom i dlaczego? Ewentualnie wskaż do trzech książek, które wywarły największy wpływ na twoje życie.

Diuna Franka Herberta,

Obcy Alberta Camusa,

Bohater o tysiącu twarzy Josepha Campbella.

W jaki sposób porażka (choćby pozorna) ułatwiła ci późniejsze odniesienie sukcesu? Czy masz jakąś swoją „ulubioną wpadkę”?

Trudniej mi przywołać na myśl sytuację, w której pozorna porażka nie skierowała mnie na drogę późniejszego sukcesu. Każdy mój większy sukces ma nierozerwalny związek z jakąś porażką.

Moją ulubioną jest jedna z najwcześniejszych. Moja babcia Betty miała ciemnozielony słój na cukier i często mnie prosiła, żebym nabrał trochę ze środka, ale haczyk polegał na tym, że nie mając dłoni musiałem chwytać wszystko dwiema rękami, a do słoja mieściła się tylko jedna. Siedziałem całymi godzinami, usiłując utrzymać szczyptę cukru na jednej ręce. Dochodziłem do krawędzi słoja, po czym wszystko spadało z powrotem do środka. Po kolejnych 50 próbach prawie mi się udawało, ale w ostatniej chwili znowu gubiłem ładunek. W końcu mi się udawało, czasem ku mojemu własnemu zdumieniu. To ćwiczenie nie tylko pomogło mi rozwinąć sprawność i koncentrację, ale też przyczyniło się do zwiększenia siły woli. Najlepszym określeniem tego uczucia jest fińskie słowo sisu, oznaczające siłę psychiczną umożliwiającą kontynuowanie prób nawet po dojściu do przekonania, że osiągnąłeś granicę swoich możliwości. Nie uważam, że porażka tylko czasem jest częścią dążenia do sukcesu – jest nią zawsze. Kiedy czujesz, że więcej już nie dasz rady, wiedz, że jesteś dopiero na początku drogi.

Gdybyś miał do dyspozycji gigantyczny billboard ustawiony w dowolnym miejscu, co byłoby na nim napisane i dlaczego? Czy są jakieś cytaty, o których często myślisz albo którymi kierujesz się w życiu?

Cytat, który umieściłbym na tym billboardzie, byłby autorstwa mojego przyjaciela, byłego komandosa Navy SEAL Richarda Machowicza: „Dopóki nie jesteś martwy, nie możesz zrezygnować”. Według niektórych ludzi to, że rodzice nie pozwolili mi rzucić zapasów po pierwszych 35 przegranych walkach, zakrawało na maltretowanie dziecka. Niecałą dekadę później [ci sami ludzie] mówili, że mam nieuczciwą przewagę nad rywalami. Moje siostry płakały, kiedy czytały komentarze o tym, jak to po zaledwie 20 sekundach walki stanę się pierwszym zawodnikiem MMA, który poniesie śmierć przed kamerami. Uwaga, spoiler: nie poniosłem. Niektórzy twierdzili, że zginę razem z całym moim zespołem podczas próby zdobycia Kilimandżaro, a później Aconcaguy. Jestem gotów się założyć, że większość krytyków nigdy nie postawiła stopy na tych szczytach, w przeciwieństwie do mnie i moich kolegów. Dlatego właśnie tak uwielbiam ten cytat. Jest moją mantrą w najtrudniejszych chwilach. Richard przegrał w tym roku walkę z rakiem, ale zgromadził w życiu więcej doświadczeń niż dziesięciu mężczyzn razem wziętych i do ostatniego tchu żył zgodnie z filozofią zawartą w tym cytacie.

Jaki masz niezwykły albo absurdalny nawyk?

Najbardziej absurdalną rzeczą, jaką uwielbiam, jest chyba cierpienie. To najlepszy nauczyciel, jakiego miałem. Poczucie odmienności spowodowane przyjściem na świat bez rąk i nóg, brutalność większych dzieciaków podczas gry w futbol, złamania nosa podczas stanowych i krajowych zawodów zapaśniczych, dotkliwe zimno i załamanie psychiczne na stromym zboczu góry, strach i niepewność, czy zdołam wyżyć z prowadzenia własnej siłowni – kiedy to przeżywałem, nie było różowo, ale z perspektywy czasu te doświadczenia są moimi ulubionymi. Uwielbiam też ludzi, którzy lubią cierpieć. Mój najlepszy przyjaciel Jeff Gum dopiero za trzecim razem przeszedł mordercze szkolenie komandosów BUD/S, przy czym w trakcie „piekielnego tygodnia” cierpiał na wirusowy nieżyt żołądka i jelit oraz rabdomiolizę. Kiedy ukończył 10. rok służby w Navy SEAL, zapytałem go o najlepszy moment w jego karierze komandosa, a on powiedział, że przeżył go wtedy, kiedy wszystko szło źle, a on widział, że instruktorzy nie cofają się przed niczym, żeby zmusić go do rezygnacji.

Jakiej rady dotyczącej wchodzenia w „realny świat” udzieliłbyś inteligentnemu, pełnemu zapału studentowi? Jakie rady powinien ignorować?

Odkąd trafiłem na wezwanie Josepha Campbella, by podążać za tym, co nas uszczęśliwia, stało się ono moim najważniejszym drogowskazem życiowym. Pomaga mi, kiedy godzinami wpatruję się w przestrzeń, siedząc pod prysznicem, jakby ktoś mnie zahipnotyzował. Myślenie o tym, co mnie zadowala, nie daje mi takiej jasności umysłu jak myślenie o tym, co mnie uszczęśliwia. A uszczęśliwia mnie poczucie wolności, kiedy stoję na szczycie góry, albo bryza owiewająca moje ciało na pokładzie katamarana w połowie rejsu dookoła świata. Szczęście to najwyższy wymiar radości życia. Jeżeli zadowolenie jest o jeden stopień wyżej niż status quo, szczęście odczuwasz wtedy, kiedy wiesz, że żyjesz pełnią życia. Wiedz, że podążanie za tym, co cię uszczęśliwia, wymaga odwagi i czasem nie jest przyjemne. Wiedz, że czasem trzeba podejmować duże ryzyko. Wiedz, że inni ludzie nie zawsze będą rozumieli motywy twojego postępowania. Wiedz też, że to, co uszczęśliwia cię dzisiaj, może jutro ustąpić miejsca czemuś innemu. Wtedy będziesz musiał podjąć nowe dążenie.

Z jakimi złymi zaleceniami spotykasz się w swoim zawodzie albo obszarze kompetencji?

Najgorsza rada, jaką kiedykolwiek usłyszałem, dotyczyła rezygnacji z podwyższania stawki za wygłaszane przeze mnie przemówienia. Powiedziano mi, że sam wykluczę się z rynku zbyt wysoką ceną, że nie cieszę się wystarczająco dużym zainteresowaniem mediów, by rywalizować z bardziej znanymi mówcami, bla, bla, bla… Postanowiłem mimo wszystko podnieść stawkę, najpierw stopniowo, a potem nagle dwukrotnie. Teraz otrzymuję dwa razy więcej propozycji niż kiedyś, a ludzie się nawet mniej targują. Żałuję, że nie podniosłem stawki wcześniej. Zyskałem dzięki temu większą swobodę. Pisząc te słowa, wypoczywam na jachcie w Chorwacji, a resztę lata przeznaczę na podróżowanie po Europie. Czas jest jedyną rzeczą, której nie da się odzyskać. Mam nadzieję, że kiedy będziesz to czytał, będę na dobrej drodze do ponownego podwojenia stawki.

Co nauczyłeś się skuteczniej odrzucać w ciągu ostatnich pięciu lat?

Największa zmiana nastąpiła, kiedy wysłuchałem przemówienia pewnego słynnego dyrektora generalnego na temat jego filozofii zatrudniania ludzi. Kiedy jego firma rosła, a on nie miał już czasu na osobiste przesłuchiwanie kandydatów, poprosił swoich podwładnych o ocenianie wszystkich aplikantów w skali od 1 do 10. Było tylko jedno zastrzeżenie: nikomu nie wolno było wystawić oceny 7. Natychmiast pojąłem, jak wiele zaproszeń, które otrzymuję – próśb o wygłoszenie przemówienia, zaproszeń na wesela, na kawę, a nawet na randkę – zasługuje na taką właśnie ocenę. Kiedy uważałem, że coś zasługuje na ocenę 7, zwykle czułem się zobligowany do zrobienia tego. Kiedy musisz wybrać między 6 a 8, łatwiej i szybciej możesz podjąć decyzję, czy skorzystać z danej okazji.

Cytaty, nad którymi rozmyślam

(Tim Ferriss, 18 września – 2 października 2015 r.)

„Ludzie myślą, że koncentracja oznacza wybór tego, nad czym należy się skupić. Tymczasem chodzi o coś zupełnie innego. Oznacza odrzucenie setki innych dobrych pomysłów, które się nasuwają. Trzeba starannie je selekcjonować. W gruncie rzeczy jestem tak samo dumny z tego, czego nie zrobiłem, jak z tego, czego się podjąłem. Innowacyjność polega na odrzuceniu tysiąca rzeczy”.

Steve Jobs

współzałożyciel i były dyrektor generalny firmy Apple

„To, czego szukasz, szuka ciebie”.

Rumi

XIII-wieczny poeta perski i mistrz suficki

„Każdy, kto wiedzie życie wedle swoich możliwości finansowych, jest pozbawiony wyobraźni”.

Oscar Wilde

pisarz irlandzki, autor Portretu Doriana Graya

„Żeby »mieć«, musisz »robić«, a żeby »robić«, musisz »być«”.

TERRY CREWS

TW/IG: @terrycrews

FB: /realterrycrews

terrycrews.com

Terry Crews jest aktorem i byłym zawodnikiem NFL (grał w drużynach Los Angeles Rams, San Diego Chargers, Washington Redskins i Philadelphia Eagles). Występował w oryginalnych, cieszących się wirusową popularnością reklamach wody kolońskiej Old Spice, takich serialach telewizyjnych jak Newsroom, Bogaci bankruci i Wszyscy nienawidzą Chrisa oraz filmach: Agenci bardzo specjalni, Niezniszczalni, Druhny i Wykiwać klawisza, żeby wymienić tylko kilka. Obecnie jest gwiazdą nagrodzonego Złotym Globem serialu telewizji Fox Brooklyn 9–9. W 2014 roku wydał autobiografię zatytułowaną Manhood: How to Be a Better Man – or Just Live with One.

Jaką książkę (albo jakie książki) najczęściej dajesz w prezencie innym ludziom i dlaczego? Ewentualnie wskaż do trzech książek, które wywarły największy wpływ na twoje życie.

Metoda Klucza Mistrzów Charlesa C. Haanela. Czytałem setki książek o rozwoju osobistym, ale to właśnie ta pokazała mi jednoznacznie, jak powinienem wizualizować i kontemplować to, czego naprawdę pragnę i jak się nad tym koncentrować. Dzięki niej odkryłem, że dostajemy tylko to, czego najbardziej pragniemy, i nauczyłem się koncentrować z laserową precyzją na celu, zadaniu lub projekcie. Dowiedziałem się, że aby „mieć”, musisz „robić”, a żeby „robić”, musisz „być”, i ten proces dotyczy nas bezpośrednio. Choć trzeba czasu, żeby nasze pragnienia się urzeczywistniły w naszym materialnym świecie, musisz postrzegać to, czego chcesz, jak coś gotowego, skończonego, istniejącego realnie w czasie teraźniejszym. Im lepiej potrafisz to robić, tym więcej możesz osiągnąć. Kupiłem kilka egzemplarzy tej książki i rozdałem je rodzinie i przyjaciołom. Czytam ją co najmniej raz w miesiącu, żeby nie stracić z oczu tego, co ważne.

Ponadto polecam niesamowitą książkę Viktora E. Frankla Człowiek w poszukiwaniu sensu oraz Ruletkę nawyków. Jak przechytrzyć swój mózg? Davida McRaneya. Obie w bardzo dużym stopniu pomagają mi zachować odpowiednią perspektywę w zmieniającym się świecie.

W jaki sposób porażka (choćby pozorna) ułatwiła ci późniejsze odniesienie sukcesu? Czy masz jakąś swoją „ulubioną wpadkę”?

To był 1986 rok. Byłem w ostatniej klasie szkoły średniej Flint Academy w mieście Flint, w Michigan. Grałem jako środkowy w szkolnej drużynie koszykówki. W tamtym roku mieliśmy świetny zespół i spodziewano się, że zajdziemy bardzo daleko, może nawet do finału, w rozgrywkach stanowych. W rozstrzygającym spotkaniu na szczeblu okręgowym spotkaliśmy się z drużyną Burton Atherton i byliśmy typowani na zwycięzców, ale nasi przeciwnicy zrobili coś, czego wcześniej nie widzieliśmy. Nie grali. Wycofywali się na swoją połowę i po prostu podawali sobie piłkę. Nie liczono czasu na przeprowadzenie akcji ofensywnej, więc mogli to robić w nieskończoność. Udawało nam się zdobywać punkty tylko wtedy, gdy wykradliśmy im piłkę. Nasz trener z jakiegoś powodu stwierdził, że mamy im na to pozwolić. Pamiętam, jak stałem z podniesionymi rękami w strefie obrony i patrzyłem na przeciwników przetrzymujących piłkę bez zamiaru zaatakowania. Byłem sfrustrowany, a każda moja próba wyłamania się z szyku obronnego spotykała się z protestem naszego trenera. Ta metoda okazała się skuteczna dla naszych przeciwników, ponieważ na pięć sekund przed końcem meczu prowadzili 47:45.

Jeden z ich zawodników popełnił błąd, wykonując długie podanie poprzeczne, a ja dopadłem piłki i pognałem przez całe boisko pod ich kosz… Czas uciekał… 5, 4, 3, 2, 1… Miałem jedną szansę na zmianę wyniku. Spudłowałem. Ich publiczność oszalała z radości, a ja padłem na parkiet załamany, myśląc, że już po mnie. Po tym wszystkim trener powiedział pozostałym zawodnikom, że niepotrzebnie się wyrwałem do tego rzutu i powinienem był podać do naszego najlepszego gracza. Następnego dnia w gazecie napisano, że zepsułem akcję, a w szkole wyśmiewali mnie nie tylko uczniowie, ale też nauczyciele. Byłem zdruzgotany. Mierząc się z tą porażką, miałem wrażenie, że gdziekolwiek się pojawiam, otacza mnie czarna chmura.

Kilka dni później, kiedy dym porażki zaczął się rozwiewać, siedziałem sam w swoim pokoju, co nie zdarzało się zbyt często (zwykle był ze mną mój brat). Kiedy w ciszy snułem sobie rozważania, przez welon smutku przebiła się myśl, że przecież podjąłem wyzwanie. Była krzepiąca, a nawet ekscytująca. Kiedy los meczu był w moich rękach, nie oddałem inicjatywy innym, tylko podjąłem stojące przede mną wyzwanie. Od razu poczułem się wolny i pomyślałem, że mogę kontrolować sytuację. Wiedziałem, że stać mnie na odwagę, by ponosić porażki na własnych warunkach. W tamtej chwili podjąłem decyzję, że sukces lub porażka będą zależały tylko ode mnie. To odmieniło mnie na zawsze.

Gdybyś miał do dyspozycji gigantyczny billboard ustawiony w dowolnym miejscu, co byłoby na nim napisane i dlaczego?

„Bóg nie pozwoli, aby jego dzieła objawiali światu tchórze”. – Ralph Waldo Emerson

Uwielbiam ten cytat, ponieważ chodzi w nim o pokonywanie strachu. Każde wielkie, niezwykłe osiągnięcie na tym świecie było dziełem odwagi. Do diabła, nawet byś się nie urodził, gdyby twoja matka nie zebrała się na odwagę, by powołać cię do życia. Powtarzam sobie tę sentencję, kiedy odczuwam lęk albo czymś się denerwuję. Zadaję sobie pytanie o to, co najgorszego może mi się przydarzyć. Odpowiedź zwykle brzmi: „mogę umrzeć”. Dochodzę wtedy do wniosku, że wolę umrzeć, robiąc coś niesamowitego i zdumiewającego, niż prowadzić bezpieczne i wygodne życie, które szybko bym znienawidził. Dużo mówię do siebie, a ten cytat pomaga mi w przezwyciężaniu obaw i radzeniu sobie z nimi. Im bardziej próbujesz od nich uciec, tym stają się większe, ale kiedy odważnie stawiasz im czoło, tym szybciej rozwiewają się jak fatamorgana.

Jakiej rady dotyczącej wchodzenia w „realny świat” udzieliłbyś inteligentnemu, pełnemu zapału studentowi? Jakie rady powinien ignorować?

Jest duża różnica między inteligencją a mądrością. Wielu osobom wmówiono, że to jedno i to samo, ale to nieprawda. Widziałem inteligentnych seryjnych morderców, ale nigdy nie widziałem takiego, który byłby mądry. Osoby inteligentne cieszą się nie do końca zasłużoną, wysoką pozycją w społeczeństwie w wyniku przekonania, że należy ich słuchać z powodu samej inteligencji. Uważam, że to niezwykle niebezpieczne. Należałem kiedyś razem z innymi bardzo inteligentnymi ludźmi do pewnej chrześcijańskiej sekty. Z dzisiejszej perspektywy widzę, że gdybym był mądrzejszy, zorientowałbym się, jak niewłaściwą drogą podążamy. Inteligencja przypomina trzymanie się wytycznych nawigacji GPS do momentu wjechania do jeziora i utonięcia. Mądrość też słucha wytycznych, ale kiedy droga prowadzi do wody, szuka nowej, lepszej trasy. Mądrość panuje niepodzielnie.

Warto ignorować rady, których autorzy straszą, że coś cię ominie. Wszystkie błędy popełnione przeze mnie w biznesie, małżeństwie i życiu osobistym wynikały z przekonania, że jeśli nie zrobię czegoś natychmiast, nie będę miał drugiej szansy. Podobną sztuczkę stosują kluby w Los Angeles. Chodzi o to, żeby przed drzwiami stała długa kolejka gości, nawet jeśli klub jest pusty. Aura ekskluzywności oznacza tak naprawdę złą atmosferę. Masz wszystko, czego potrzebujesz, aby robić to, czego pragniesz.

Z jakimi złymi zaleceniami spotykasz się w swoim zawodzie albo obszarze kompetencji?

„Pracuj ciężko, żeby pokonać konkurencję”. Prawda jest taka, że konkurencja jest przeciwieństwem kreatywności. Jeżeli ciężko pracuję, żeby pokonać rywali, tak naprawdę przeszkadza mi to w twórczym obmyślaniu możliwości unieważnienia konkurencji. Kiedy byłem futbolistą, mówiono mi, że mam pracować jak najciężej potrafię, aby stawić czoło innym drużynom, wyobrażonym przyszłym zagrożeniom (takim jak nowi zawodnicy, wiek albo kontuzje), a nawet aktualni koledzy z ekipy. Od aktora wymaga się określonego wyglądu albo robienia rzeczy, które ci się nie podobają, właśnie w ramach rywalizacji. To nastawienie na konkurencję niszczy ludzi. To taktyka spalonej ziemi, która nie przynosi nikomu korzyści.

Prawda jest taka, że jeśli chcesz osiągnąć sukces, musi on być także udziałem innych ludzi w twojej dziedzinie działalności. Kreatywność działa inaczej, niż się wydaje. Ciężko pracujesz, ponieważ odczuwasz inspirację, a nie dlatego, że musisz. Praca staje się przyjemnością i masz energię na wiele dni. Takie życie nie jest „tylko dla młodych” – to życie napędzane natchnieniem. Klucz do sukcesu trafia w ręce każdej osoby odczuwającej inspirację, przy czym wiek, płeć ani pochodzenie nie dają monopolu na nią. Kiedy jesteś twórczy, możesz odesłać konkurencję do lamusa, ponieważ nie ma na świecie drugiej takiej osoby jak ty i nikt nie potrafi robić tego, co ty, w dokładnie taki sam sposób. W ogóle nie przejmuj się konkurencją. W gruncie rzeczy kreatywność pozwala dopingować innych z przekonaniem, że ich sukces będzie także twoim sukcesem.

Co nauczyłeś się skuteczniej odrzucać w ciągu ostatnich pięciu lat? Jakie nowe spostrzeżenia albo metody ci w tym pomogły?

Zdałem sobie sprawę, że muszę pozwolić ludziom odchodzić z mojego życia i nigdy nie wracać. Wszystkie relacje w moim życiu – zaczynając od rodzinnych, przez towarzyskie, kończąc na biznesowych – muszą mieć dobrowolny charakter. Moja żona może odejść ode mnie, kiedy zechce. Krewni nie muszą do mnie dzwonić, jeśli nie mają na to ochoty. Wspólnicy mogą w dowolnej chwili pójść swoją drogą. Nie będę miał do nikogo pretensji. Jednocześnie chcę mieć takie samo prawo. Jeżeli uznam, że jestem gotów zrobić kolejny krok, a ktoś nie będzie mógł się z tym pogodzić, będziemy mieli problem. Zakończyłem kiedyś znajomość z bardzo bliskim przyjacielem, ponieważ zaczął przejawiać zachowania, które mi nie odpowiadały. Niedługo potem dostałem od niego list polecony z groźbą pozwu sądowego opiewającego na ponad milion dolarów z powodu wygaśnięcia naszej przyjaźni. To było tak absurdalne – zresztą do dzisiaj jest – że oprawiłem ten list w ramki, aby mi przypominał o konieczności dawania ludziom swobody podążania własną drogą. Jednym z moich sposobów jest wyobrażanie sobie moich potencjalnych wnuków. Ciągle z nimi gadam. Pytam je o różne decyzje i o to, czy ciągnąć niektóre relacje. Zwykle mówią jasno i wyraźnie: „Dziadku, nie powinieneś tego robić, powinieneś rozstać się z tymi ludźmi, bo dalsza znajomość z nimi źle na nas wpłynie albo w ogóle nie pojawimy się na świecie”. W takich chwilach widzę wyraźnie, że nie chodzi tylko o mnie. Zdaję sobie sprawę, że jest pragnienie przyjemności, pragnienie władzy, ale też – jak pisał Viktor Frankl – pragnienie znaczenia. Nie zechcesz przyjąć ciosu dla przyjemności ani dla władzy, ale nie uchylisz się przed nim, jeśli będzie to miało wyższy sens. Czasem więc trzeba użyć czegoś, co nazywam „rozcieńczalnikiem tłumu”. Jedna nieodpowiednia osoba w twoim kręgu może zniszczyć twoją przyszłość. Trzeba koniecznie o tym pamiętać.

„Bycie zajętym jest kwestią wyboru”.

DEBBIE MILLMAN

TW/IG: @debbiemillman

debbiemillman.com

Debbie Millman została uznana przez organizację Graphic Design USA za „jedną z najbardziej wpływowych współczesnych projektantek graficznych”. Jest twórczynią programu Design Matters, pierwszego i najdłużej istniejącego podcastu o dizajnie, w ramach którego przeprowadziła wywiady z ponad 300 luminarzami tej dziedziny i komentatorami kulturalnymi. Wśród jej gości znaleźli się między innymi Massimo Vignelli i Milton Glaser. Jej prace są wystawiane na całym świecie. Projektuje wszystko, od papieru do pakowania prezentów po ręczniki plażowe, od kartek z życzeniami po karty do gry, od notesów po T-shirty, od zabawek z Gwiezdnych wojen po znaki towarowe Burger Kinga. Debbie jest zasłużoną prezeską (piastuje tytuł President Emeritus) stowarzyszenia American Institute of Graphic Arts (w stuletniej historii tej organizacji tylko pięć kobiet dostąpiło tego zaszczytu), dyrektorem wydawniczym i kreatywnym magazynu „Print” oraz autorką sześciu książek. W 2009 roku stworzyła wraz ze Stevenem Hellerem pierwszy na świecie kierunek studiów magisterskich z brandingu w nowojorskiej School of Visual Arts. Inicjatywa ta spotkała się ze światowym uznaniem.

Jaką książkę (albo jakie książki) najczęściej dajesz w prezencie innym ludziom i dlaczego? Ewentualnie wskaż do trzech książek, które wywarły największy wpływ na twoje życie.

Bardzo duży wpływ na moje życie wywarła antologia amerykańskiej poezji The Voice That Is Great Within Us: American Poetry of the 20th Century, do której ciągle wracam. Wspaniale, starannie, z głębokim namysłem zestawiona przez Haydena Carrutha, była lekturą obowiązkową w letnim college’u, do którego uczęszczałam na początku lat 80. W tej zabawnie wyglądającej książce znalazłam najcenniejszy dla mnie, najgłębiej do mnie przemawiający wiersz Charlesa Olsona Maximus to Himself, który od tamtej chwili stał się dla mnie życiowym drogowskazem, a także poezję Denise Levertov, Adrienne Rich, Ezry Pounda, Wallace’a Stevensa i wielu innych. Wciąż mam mój pierwszy egzemplarz i choć okładka odpadła, a grzbiet jest cały popękany, nigdy nie wymienię go na nowy.

Jaki zakup o wartości nie większej niż 100 dolarów miał najbardziej pozytywny wpływ na twoje życie w ostatnim czasie (na przykład w ciągu ostatnich sześciu miesięcy)?

Największy wpływ na moje życie w ciągu ostatniego półrocza miał zakup rysika Apple Pencil. Bardzo dużo rysuję ręcznie, a to urządzenie działa i daje przy pracy takie odczucia jak prawdziwy ołówek podpięty do urządzenia elektronicznego. Bardzo wpłynął na to, jak pracuję.

W jaki sposób porażka (choćby pozorna) ułatwiła ci późniejsze odniesienie sukcesu? Czy masz jakąś swoją „ulubioną wpadkę”?

Na początku 2003 roku bliski przyjaciel przysłał mi e-mail z nagłówkiem „Urżnij się, zanim to przeczytasz”. Zawierał link do bloga pod tytułem Speak Up, pierwszego w historii forum poświęconego projektowaniu graficznemu i brandingowi. Nagle przed moimi oczami pojawił się artykuł, który dyskredytował całą moją karierę. Ten incydent w połączeniu z dawniejszymi komplikacjami i przypadkami odrzucenia moich prac doprowadził mnie do głębokiej depresji i poważnie myślałam o rezygnacji z zawodu projektanta graficznego. Jednak w ciągu 14 lat, które minęły od tamtego momentu – od zmieszania z błotem wszystkiego, co wcześniej zrobiłam (i co w efekcie przez długi czas uważałam za całkowitą porażkę) – wydarzenie to zmieniło fundamenty mojej pracy. Wszystko, co teraz robię, zawiera jakiś pierwiastek tamtego doświadczenia. Okazało się, że moje najgorsze doświadczenie zawodowe stało się najważniejszym, najbardziej definiującym doświadczeniem mojego życia.

Gdybyś miała do dyspozycji gigantyczny billboard ustawiony w dowolnym miejscu, co byłoby na nim napisane i dlaczego?

Na moim billboardzie byłoby napisane: „Bycie zajętym jest kwestią wyboru”. Dlaczego? Spośród bardzo wielu wymówek, za pomocą których ludzie tłumaczą sobie, że nie mogą czegoś zrobić, „jestem zbyt zajęty” jest nie tylko najmniej szczera, ale też świadczy o ogromnym lenistwie. Nie wierzę w bycie „zbyt zajętym”. Jak powiedziałam, to kwestia wyboru. Robimy to, co chcemy robić, koniec, kropka. Kiedy mówimy, że jesteśmy zbyt zajęci, używamy skrótu myślowego, który oznacza, że coś nie jest dla nas wystarczająco ważne. Wolimy robić coś innego, co wydaje nam się ważniejsze. Może to być sen, seks albo oglądanie Gry o tron. Kiedy mówimy, że jesteśmy zbyt zajęci, by coś zrobić, tak naprawdę mówimy, że to nie znajduje się na naszej liście priorytetów.

Mówiąc najprościej: nie znajdujemy czasu na to, aby coś zrobić, tylko go tworzymy.

Żyjemy w społeczeństwie, które uważa bycie zajętym za powód do dumy. Przejawem naszej kultury stało się używanie wymówki „jestem zbyt zajęty” jako uzasadnienia rezygnacji z czegoś, czego nie chcemy w danej chwili robić. Problem polega na tym, że jeśli sobie odpuścisz i nie zrobisz czegoś z jakiegokolwiek powodu, już nigdy do tego nie wrócisz. Jeżeli chcesz coś zrobić, bycie zajętym nie może ci stanąć na drodze, nawet jeśli rzeczywiście masz mnóstwo spraw na głowie. Stwórz sobie czas na robienie tego, co chcesz robić, i rób to.

Jaka była jedna z najlepszych albo najbardziej wartościowych inwestycji w twoim życiu?

Najlepsza w moim życiu była inwestycja w psychoterapię. Zaczynałam tuż po trzydziestce i z trudem mogłam sobie pozwolić na pokrycie jej kosztów. Wiedziałam jednak, że muszę dogłębnie zrozumieć wszystkie swoje destrukcyjne zachowania, żeby wieść wartościowe życie, a tego pragnęłam bardziej niż czegokolwiek. Po latach nadal czasem odczuwam boleśnie ciężar rachunków za terapię, ale nigdy nie wątpiłam, że ta inwestycja mnie ukształtowała i uczyniła tym, kim jestem. Chociaż wciąż myślę, że mam jeszcze dużo do zrobienia, terapia odmieniła moje życie pod wieloma względami i uratowała je.

Biorę udział w psychoterapii psychoanalitycznej (czyli psychoanalizie z naciskiem na psychologię self). Mnie osobiście najbardziej pociągająca zawsze wydawała się terapia polegająca na rozmowie. Takie rzeczy jak EMDR albo modyfikacja zachowań wydają mi się zbyt tajemnicze.

Oto kilka rzeczy, które według mnie warto uwzględnić, zwłaszcza w świetle moich doświadczeń:

Uczęszczanie na terapię raz w tygodniu nie daje wystarczająco dobrych efektów. Co najmniej dwie sesje tygodniowo dają poczucie ciągłości i możliwość rozwoju, czego nie przynosi cotygodniowe spotkanie z terapeutą. Jedno spotkanie w tygodniu wystarcza na niewiele więcej niż nadrobienie zaległości.

Terapia wymaga czasu, a także poświęcenia, wytrwałości, odporności, uporu i odwagi. To nie jest łatwe rozwiązanie, ale uratowało mi życie.

Mów terapeucie wszystko. Jeżeli będziesz grał, udawał kogoś, kim nie jesteś, albo przedstawiał się w takim świetle, w jakim chcesz, aby cię widziano, cały proces potrwa znacznie dłużej. Po prostu bądź sobą. Jeżeli się obawiasz, że terapeuta będzie cię osądzał, powiedz mu o tym. O tym wszystkim trzeba z nim porozmawiać.

Nie ma nic złego w odczuwaniu wstydu. Wszyscy go doświadczamy, a terapia pomoże ci go zrozumieć. Nic tak nie pomaga w zdrowym i autentycznym zintegrowaniu tego uczucia z własną psychiką jak dogłębne zrozumienie swoich motywacji i przyczyn niepewności.

Nie polecałabym chodzenia do tego samego terapeuty, z którego pomocy korzysta któryś z twoich przyjaciół. (Większość dobrych terapeutów przestrzega dziś tej zasady). Sytuacja robi się niewyraźna i zacierają się granice.

Tak, to będzie drogo kosztowało. Czy może jednak być coś cenniejszego niż zrozumienie, kim jesteś, pokonanie złych nawyków, zapanowanie nad swoim życiem (albo przynajmniej zrozumienie, dlaczego robisz to, co robisz) i prowadzenie szczęśliwszego, pełniejszego, spokojniejszego życia?

Szukając terapeuty zwracaj uwagę na to, aby był odpowiednio wyszkolony (powinien mieć doktorat, może nawet z medycyny, a także ukończone dodatkowe kursy).

Jaki masz niezwykły albo absurdalny nawyk?

Powiedziano mi, że próbuję zmienić swoje życie w hollywoodzki musical, ponieważ lubię wymyślać zabawne piosenki i śpiewam je w różnego rodzaju absurdalnych sytuacjach. Nie mogę zaprzeczyć.

Jakie nowe przekonanie, zachowanie albo zwyczaj najlepiej wpłynęły na twoje życie w ciągu ostatnich pięciu lat?

Po przeprowadzonym w Design Matters wywiadzie ze wspaniałą pisarką Dani Shapiro zaczęłyśmy rozmawiać o roli pewności siebie w sukcesie. W pewnym momencie stwierdziła, że według niej znaczenie pewności siebie jest bardzo przeceniane. Od razu mnie to zaintrygowało. Wyjaśniła mi, że w jej odczuciu zbyt pewni siebie ludzie są bardzo irytujący. A najbardziej pewni siebie są zwykle aroganccy. Według niej uporczywe roztaczanie wokół siebie aury pewności świadczy niechybnie o tym, że dana osoba próbuje sobie kompensować jakiś wewnętrzny deficyt psychiczny.

Dani zasugerowała, że ważniejsza od pewności siebie jest odwaga. Kiedy źródłem twoich działań jest odwaga, mówisz sobie, że bez względu na to, jakie masz odczucia odnośnie do własnej osoby, posiadanych możliwości albo spodziewanego wyniku, podejmiesz ryzyko i zrobisz krok w stronę tego, czego pragniesz. Nie będziesz czekał na tajemniczy przypływ pewności siebie. Teraz wierzę, że pewność siebie osiągamy, odnosząc kolejne sukcesy w podejmowanych przedsięwzięciach. Im częściej coś robisz, tym lepszy się w tym stajesz, a twoja pewność siebie rośnie z czasem.

Jakiej rady dotyczącej wchodzenia w „realny świat” udzieliłabyś inteligentnemu, pełnemu zapału studentowi? Jakie rady powinien ignorować?

Ponieważ nauczam, dociera do mnie mnóstwo opinii na temat tego, jakich rad należy udzielać studentom college’ów. Myślę, że jedna z najważniejszych dotyczy polowania na pracę. Podobnie jak wszystko w życiu, poszukiwanie pracy wymaga wprawy. Nie da się po prostu znaleźć i dostać świetnej pracy. Trzeba ją znaleźć i zdobyć w zmaganiach z nastawionymi na rywalizację konkurentami, którzy mogą jej pragnąć równie mocno jak ty, albo nawet mocniej. Poszukiwanie i zdobywanie dobrej pracy to konkurencja wymagająca równie dobrej kondycji zawodowej i uporu, jak staranie się o udział w igrzyskach olimpijskich. Musisz być w szczytowej formie, żeby wygrać.

W gruncie rzeczy szczęście ma bardzo małe znaczenie. Świetną pracę można zdobyć dzięki dużemu wysiłkowi, wytrwałości, zdecydowaniu, pomysłowości i wyczuciu czasu. To, co bierzemy za szczęście, jest po prostu wynikiem ciężkiej pracy. Proponuję moim studentom, żeby przed wyruszeniem na poszukiwania własnej drogi w realnym świecie odpowiedzieli sobie na kilka pytań:

Czy poświęcam wystarczająco dużo czasu na poszukiwanie świetnej pracy i zabieganie o nią?

Czy doskonalę i rozwijam posiadane umiejętności? W czym mogę być lepszy i trudniejszy do pokonania?

Czy wierzę, że pracuję ciężej niż inni? Jeżeli nie, co jeszcze mogę robić?

Co takiego robią rywalizujący ze mną ludzie, czego ja nie robię?

Czy codziennie robię wszystko, co mogę, żeby nie stracić kondycji zawodowej? Jeżeli nie, co jeszcze powinienem robić?

Jedna z rad, którą należy ignorować, dotyczy bycia towarzyskim i kontaktowym człowiekiem. Nikogo nie obchodzi, czy jesteś towarzyski i kontaktowy. Musisz mieć własne poglądy i mówić o nich konkretnie, mądrze i z przekonaniem.

Z jakimi złymi zaleceniami spotykasz się w swoim zawodzie albo obszarze kompetencji?

Nie wierzę w istnienie równowagi między życiem prywatnym a zawodowym. Wierzę za to, że jeśli twoja praca jest powołaniem, to cieszy cię ona, a nie nuży. Powołanie sprawia, że nie przytłacza cię ogrom pracy i nie odliczasz minut do weekendu. Jest źródłem pozytywnego zaangażowania, które wprowadza harmonię w twoim życiu i dostarcza duchowej strawy. Jak na ironię, trzeba ciężko pracować, żeby osiągnąć ten stan.

Kiedy masz 20–30 lat i chcesz rozwijać niezwykłą, satysfakcjonującą karierę, musisz ciężko pracować. Jeżeli nie będziesz pracował ciężej niż wszyscy inni, nie znajdziesz się w czołówce. Poza tym jeżeli w tym wieku szukasz równowagi między życiem zawodowym a prywatnym, prawdopodobnie wybrałeś nieodpowiedni zawód. Kiedy robisz to, co kochasz, nie zależy ci na tej równowadze.

Co robisz, kiedy czujesz się przytłoczona albo brakuje ci koncentracji?

Jako pyskata nowojorczanka często żałowałam swoich impulsywnych reakcji spowodowanych złością lub frustracją. Dlatego teraz kiedy czuję znajomą chęć zareagowania w defensywny sposób, powiedzenia czegoś, co nie powinno zostać powiedziane, albo szybkiego sklecenia raniącego e-maila czy SMS-a, czekam. Zmuszam się do kilku głębokich wdechów, spojrzenia na sytuację z dalszej perspektywy i nie spieszę się z odpowiedzią. Godzina czy dwie namysłu, albo nawet cała noc, zupełnie zmieniają mój pogląd na daną sytuację. A kiedy inne metody zawodzą, staram się postępować zgodnie z napomnieniem znalezionym w chińskim ciasteczku z wróżbą (przykleiłam tę karteczkę do mojego laptopa): „Unikaj kompulsywnego pogarszania sytuacji”.

„Poczucie własnej wartości to po prostu szacunek, jaki masz do siebie. Zawsze będziesz wiedział, co zrobiłeś”.

NAVAL RAVIKANT

TW: @naval

startupboy.com

Naval Ravikant jest dyrektorem generalnym i współzałożycielem serwisu internetowego AngelList. Wcześniej współtworzył Vast.com i Epinions.com, które weszły na giełdę jako część serwisu Shopping.com. Jest aktywnym inwestorem („aniołem biznesu”) i brał udział w finansowaniu ponad 100 firm, w tym wielu tak zwanych „jednorożców”, które odniosły gigantyczny sukces. Należą do nich między innymi Twitter, Uber, Yammer, Postmates, Wish, Thumbtack i OpenDNS. W ostatnich latach to do niego najczęściej dzwoniłem z prośbą o radę w sprawie inwestowania w start-upy.

Jaką książkę (albo jakie książki) najczęściej dajesz w prezencie innym ludziom i dlaczego? Ewentualnie wskaż do trzech książek, które wywarły największy wpływ na twoje życie.

Wolność absolutna Jiddu Krishnamurtiego. To przewodnik racjonalisty po niebezpieczeństwach stwarzanych przez ludzki umysł. „Duchowa” książka, do której ciągle wracam.

Sapiens. Od zwierząt do bogów Yuvala Noaha Harariego (strona 588). Historia gatunku ludzkiego zawierająca spostrzeżenia, wywody i struktury myślowe, które sprawią, że inaczej spojrzysz na historię i na innych ludzi.

Wszystko Matta Ridleya (strona 59). Mat jest naukowcem, optymistą i dalekowzrocznym myślicielem. Genom, Czerwona królowa, O pochodzeniu cnoty, The Rational Optimist – wszystkie są świetne.

W jaki sposób porażka (choćby pozorna) ułatwiła ci późniejsze odniesienie sukcesu? Czy masz jakąś swoją „ulubioną wpadkę”?

Cierpienie to chwila prawdy, w której nie można już dłużej zaprzeczać rzeczywistości i trzeba wreszcie zgodzić się na niewygodną zmianę. Mam to szczęście, że nie dostawałem w życiu wszystkiego, czego chciałem, bo inaczej byłbym zadowolony z mojej pierwszej dobrej pracy, pierwszej dziewczyny z czasów college’u, miasta, w którym studiowałem. Dzięki biedzie odczuwanej we wczesnej młodości doszedłem w późniejszym wieku do zamożności. Utrata wiary w szefów i w ludzi starszych wiekiem uczyniła mnie niezależnym i pozwoliła mi dorosnąć. Dzięki temu, że niemal nie wpakowałem się w nieudane małżeństwo, łatwiej mi było znaleźć i poślubić właściwą kobietę. Choroba skłoniła mnie do zwracania większej uwagi na stan mojego zdrowia. Można by wymieniać w nieskończoność. Wewnętrzne cierpienie jest zalążkiem zmiany.

Gdybyś miał do dyspozycji gigantyczny billboard ustawiony w dowolnym miejscu, co byłoby na nim napisane i dlaczego?

„Pragnienie to umowa zawierana z samym sobą, na mocy której czujesz się nieszczęśliwy, dopóki nie zdobędziesz tego, czego pragniesz”.

Pragnienie jest siłą napędową, czynnikiem motywującym. W gruncie rzeczy szczere, bezwarunkowe pragnienie, stawiane ponad wszystko inne, niemal zawsze znajduje spełnienie. Niemniej każdy osąd, każda preferencja, każda komplikacja rodzi kolejne pragnienie i szybko zaczynamy w nich tonąć. Każde z nich jest problemem do rozwiązania, a my cierpimy, dopóki ich wszystkich nie zaspokoimy.

Szczęście, a przynajmniej wewnętrzny spokój, wynika z poczucia, że w danym momencie niczego nam nie brakuje. Nie dręczą nas rozbuchane pragnienia. Dobrze jest czegoś pożądać. Warto jednak wybrać starannie jedno wielkie pragnienie i odrzucić wszystkie pomniejsze.

Jaka była jedna z najlepszych albo najbardziej wartościowych inwestycji w twoim życiu?

Taką inwestycją jest każda książka, której nie czytam z obowiązku i w konkretnym celu.

Szczere uwielbienie czytania, starannie pielęgnowane, jest niezwykłym darem. Żyjemy w erze powszechnej dostępności wiedzy, w której wszystkie książki, wszystkie źródła wiadomości, jakie kiedykolwiek powstały, są na wyciągnięcie ręki. Możliwości uczenia się są nieograniczone, panuje jednak deficyt chęci zdobywania wiedzy. Warto podsycać w sobie tę chęć, czytając wszystko, na co mamy ochotę, a nie tylko to, co „powinniśmy” przeczytać.

Jakie nowe przekonanie, zachowanie albo zwyczaj najlepiej wpłynęły na twoje życie w ciągu ostatnich pięciu lat?

Szczęście jest kwestią wyboru i umiejętnością, którą można rozwijać.

Umysł jest równie plastyczny jak ciało. Poświęcamy mnóstwo czasu i wysiłku na zmienianie świata zewnętrznego, innych ludzi i własnych ciał, jednocześnie bezkrytycznie akceptując program wprowadzony do naszych głów w latach młodości. Słuchamy bez zastrzeżeń naszego wewnętrznego głosu jako źródła wszelkiej prawdy. A przecież to wszystko jest plastyczne, każdy dzień przynosi coś nowego, a pamięć i tożsamość to obciążenia z przeszłości, które uniemożliwiają nam osiągnięcie wolności w czasie obecnym.

Jakiej rady dotyczącej wchodzenia w „realny świat” udzieliłbyś inteligentnemu, pełnemu zapału studentowi? Jakie rady powinien ignorować?

Rada: Przedkładaj ciekawość intelektualną nad aktualne mody. Jeżeli doprowadzi cię ona kiedyś do miejsca, w którym pragnie się znaleźć całe społeczeństwo, zostaniesz niezwykle hojnie wynagrodzony.

Rób wszystko, co dotąd zamierzałeś, ale z mniejszą obawą, mniejszym cierpieniem, mniejszymi emocjami. Wszystko wymaga czasu.

Ignoruj: Bieżące wiadomości. Malkontentów, ludzi pełnych gniewu, konfliktowych. Każdego, kto próbuje cię straszyć niebezpieczeństwami, które nie są konkretne i widoczne.

Nie rób rzeczy moralnie nagannych. Nie dlatego, że ktoś patrzy, ale dlatego, że ty sam to widzisz. Poczucie własnej wartości to po prostu szacunek, jaki masz do siebie. Zawsze będziesz wiedział, co zrobiłeś.

Nie narzekaj na niesprawiedliwość, bo sprawiedliwość nie istnieje. Graj jak najlepiej kartami, które dostałeś. Ludzie na ogół postępują konsekwentnie, więc w końcu dostaniesz to, na co zasługujesz; oni zresztą też. W ostatecznym rozrachunku wszystkich czeka to samo: śmierć.

Z jakimi złymi zaleceniami spotykasz się w swoim zawodzie albo obszarze kompetencji?

„Jesteś za młody”. Historię tworzą na ogół ludzie młodzi, tyle że uznanie ich zasług przychodzi, kiedy są starsi. Jedynym sposobem, żeby się czegoś nauczyć, jest robienie tego. Oczywiście trzeba słuchać rad bardziej doświadczonych ludzi. Ale nie ma na co czekać.

Co nauczyłeś się skuteczniej odrzucać (czynniki rozpraszające, zaproszenia itd.) w ciągu ostatnich pięciu lat?

Odrzucam niemal wszystko. Podejmuję znacznie mniej krótkoterminowych zobowiązań niż kiedyś. Mam ambicję pracować tylko z tymi ludźmi, z którymi mógłbym pracować wiecznie, przeznaczać czas na działania będące same w sobie przyjemnością i skupiać się na bardzo długookresowych przedsięwzięciach.

Nie mam więc czasu na sprawy chwilowe: obiady z osobami, których nigdy więcej nie zobaczę, nużące ceremonie organizowane dla zadowolenia uciążliwych ludzi, jeżdżenie w miejsca, których nie chciałbym odwiedzić w czasie wolnym.

Co robisz, kiedy czujesz się przytłoczony albo brakuje ci koncentracji?

Memento mori – „pamiętaj o śmierci”. Cała nasza krzątanina obróci się w nicość. Pamiętasz czas przed swoimi narodzinami? No właśnie, po śmierci będzie podobnie.

„Samowystarczalność jest innym określeniem niedostatku”.

MATT RIDLEY

TW: @mattwridley

mattridley.co.uk

Matt Ridley jest wybitnym pisarzem, którego książki rozeszły się w ponad milionie egzemplarzy, zostały przetłumaczone na 31 języków i zdobyły kilka nagród. Warto wymienić takie tytuły, jak: Czerwona królowa, O pochodzeniu cnoty, Genom, Nature via Nurture, Francis Crick, The Rational Optimist (to jedna z pozycji najczęściej polecanych przez moich gości w niniejszej książce) oraz The Evolution of Everything. Jego prelekcja na konferencji TED, zatytułowana „When Ideas Have Sex”, została odtworzona ponad dwa miliony razy. Jest autorem cotygodniowych felietonów publikowanych w londyńskim dzienniku „The Times” i pisuje regularnie do „The Wall Street Journal”. Jako wicehrabia Ridley został wybrany w lutym 2013 roku do Izby Lordów brytyjskiego parlamentu.

Jaką książkę (albo jakie książki) najczęściej dajesz w prezencie innym ludziom i dlaczego? Ewentualnie wskaż do trzech książek, które wywarły największy wpływ na twoje życie.

Dwiema książkami, które wywarły ogromny wpływ na moje życie są Podwójna helisa Jamesa D. Watsona i Samolubny gen Richarda Dawkinsa. Fascynuje mnie w nich to, w jaki sposób zrewolucjonizowały opowiadanie o nauce, jednocześnie przecierając nowe szlaki w wyjaśnianiu tajemnicy życia. Przeczytaj je, a poznasz bardzo dobrą odpowiedź na pytanie, które nurtowało ludzkość przez miliony lat: „Czym jest życie?”. „Powieść niebeletrystyczna” Watsona była zdumiewającym osiągnięciem literackim i opowiadała o największym odkryciu naukowym XX wieku. Książka Dawkinsa, bardziej niesamowita niż najwymyślniejsza fikcja, napisana jak frapująca powieść detektywistyczna, postawiła na głowie całą biologię ewolucyjną.

Jaki zakup o wartości nie większej niż 100 dolarów miał najbardziej pozytywny wpływ na twoje życie w ostatnim czasie (na przykład w ciągu ostatnich sześciu miesięcy)?

SleepPhones. To opaska na głowę zakrywająca oczy i uszy, wyposażona w ukryte w środku bardzo płaskie słuchawki. Dzięki niej można słuchać audiobooków podczas zasypiania.

Jakie nowe przekonanie, zachowanie albo zwyczaj najlepiej wpłynęły na twoje życie w ciągu ostatnich pięciu lat?

Zwyczaj słuchania książek podczas zasypiania. Dzięki niemu wyleczyłem się z przybierającej nieraz poważną postać bezsenności bez zażywania leków psychoaktywnych ani korzystania z drogiej, a zupełnie daremnej psychoterapii. Mogę też pochłaniać jeszcze więcej książek. Odpowiednio ustawiając czas odtwarzania i cofając się trochę następnego dnia, nie tracę prawie nic z treści.

Jakiej rady dotyczącej wchodzenia w „realny świat” udzieliłbyś inteligentnemu, pełnemu zapału studentowi?

Nie daj się onieśmielić. Ludzie odnoszący sukcesy w większości zawodów nie są wcale bystrzejsi od ciebie. Świat dorosłych nie jest zaludniony bogami, lecz ludźmi, którzy zdobyli najbardziej im odpowiadające umiejętności i nawyki. Warto się też specjalizować – wielkim osiągnięciem ludzkości jest umiejętność specjalizowania się w produkcji określonych dóbr i usług, za czym idzie zróżnicowanie konsumentów. Samowystarczalność jest innym określeniem niedostatku.

[1] tim.blog/ted

[2] Zob. 4 godziny, by zostać mistrzem nie tylko w kuchni.

[3] tim.blog/swimming

[4] Dziś Korfu – przyp. tłum.

[5] W języku angielskim hoi polloi oznacza „plebs, pospólstwo” – przyp. tłum.

[6] Polskie wersje wymienionych utworów, w znakomitym tłumaczeniu i wykonaniu Macieja Zembatego, noszą tytuły: „Tańcz mnie po miłości kres”, „Słynny niebieski prochowiec” i „Alleluja” – przyp. tłum.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Plemię mentorów Narzędzia Tytanów 4-godzinne ciało 4-godzinny tydzień pracy 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Wielka czwórka Obywatel Coke Droga Steve'a Jobsa Niebezpieczne związki. Pieniądze i władza w świecie nowożytnym 1700-2000 Kapitał w XXI wieku