Wiedeń 1683

Wiedeń 1683

Autorzy: Johannes Sachslehner

Wydawnictwo: Znak

Kategorie: Historia

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 35.99 zł

W styczniu 1683 roku Imperium Osmańskie rozpoczyna triumfalny pochód w głąb Europy. Wielki wezyr Kara Mustafa prowadzi do walki ze światem chrześcijańskim najpotężniejszą armię, jaką kiedykolwiek wystawiła Wielka Porta. Oczy wszystkich skierowane są na Wiedeń. To tu będą decydować się losy całego kontynentu. Zachodni sojusznicy są skłóceni, a chwila gdy nad jedną z europejskich stolic powiewać będzie sztandar proroka, wydaje się coraz bardziej realna. Dla słabnącego Cesarstwa jedyną realną nadzieją staje się polska odsiecz.

 

 

Po błyskawicznym marszu, 12 września, król Jan III Sobieski prowadzący polskie wojska dociera pod miasto, gdzie rozpoczyna się bitwa, która przejdzie do historii…

 

Po odniesionym triumfie wiele faktów zostało zapomnianych. Nie wspominano o rażących błędach dowódców wojsk, tchórzostwie austriackiej szlachty ani o tych, którzy przyczynili się do zwycięstwa. Johannes Sachslehner opowiada fascynującą historię 365 dni, przedstawia losy najeźdźców i obrońców, przeplatając wielką politykę z życiem codziennym nowożytnej Europy.

 

Historia Wiktorii Wiedeńskiej po raz pierwszy zostaje w Polsce przedstawiona przez Austriaka, który oddaje Polakom należne im w tej historii miejsce.

 

Poznaj losy oblężonego Wiednia dzień po dniu i dowiedz się, dlaczego jedynym ratunkiem dla zagrożonej islamem Europy stała się polska odsiecz.

Dla Kasi, Niny i Laury

Pożyteczna książeczka dla zwykłego człowieka: Kalendarz Johanna Georga Sambacha von Lindelbacha. Teksty poprzedzające kolejne miesiące pochodzą z tego dziełka.

WPROWADZENIE

Czas jest jak wieczność, wieczność jak czas, u jednych bram.

Gdy czujesz tu różnicę, to iż ją czynisz sam.

Angelus Silesius, Pątnik anielski

Pamiętny rok 1683, rok wojny, śmierci i zniszczenia, stanowi swoiste zwierciadło, w którym odbijają się całe dzieje wczesnonowożytnej Europy. Z jednej strony wprowadza nas on w osobliwie dwoisty czas przełomu, oscylujący między magią, zabobonem i fanatyczną pobożnością a niemal współczesnym w swym kształcie myśleniem naukowo-technicznym, z drugiej zaś ukazuje nam ów ostry konflikt polityczny i kulturowy, który przez stulecia kształtował politykę europejską i dzieje habsburskiego imperium. Jednak opowieść o wydarzeniach owego roku to przede wszystkim poruszająca opowieść o losach tych, którzy w tym konflikcie uczestniczyli – czy to jako żołnierze, czy jako ofiary cywilne. Rok 1683, który wedle historiografii habsburskiej był dla wiedeńczyków i wszystkich mieszkańców cesarstwa „rokiem bohaterskim”, przyniósł też śmierć setkom tysięcy ludzi, którzy żyjąc w pokoju i oddając się swoim codziennym zajęciom, pokładali ufność w potędze cesarskiego oręża, a nagle uświadomili sobie, że władca pozostawił ich własnemu losowi. Pod Wiedniem walczyli żołnierze ze wszystkich stron świata – kierowani idealizmem ochotnicy i beznamiętnie wykonujący swe rzemiosło zawodowi żołnierze, żądni przygód awanturnicy i chciwi żołdacy. Wszyscy oni zgromadzili się tutaj, by stoczyć krwawą bitwę, w której nie było miejsca na sentymenty i w której obie strony zabijały bez cienia litości.

Losy mężczyzn, kobiet i dzieci, którzy trafili na to bitewne pole, stanowią przykład bohaterstwa i ofiarności, niewyobrażalnego cierpienia i nędzy, a jednocześnie świadczą o uprzedzeniach, nienawiści, niezrozumieniu i przerażającej ignorancji, które obu walczącym stronom kazały demonizować przeciwników i nazywać ich poganami bądź giaurami, bestiami lub świniami, i które nie pozostawiając miejsca na choćby odrobinę współczucia, pozwalały zabijać, torturować oraz niewolić.

Johannes Sachslehner

DZIAŁO SIĘ

W ROKU PAŃSKIM 16831

to jest lat

7191

od stworzenia świata,

3889

od potopu,

2432

od założenia Rzymu,

410

od początku habsburskiego panowania w Austrii,

25

od wstąpienia na tron cesarza Leopolda,

28

od jego koronacji na króla Węgier,

101

od wprowadzenia kalendarza gregoriańskiego,

1061

od ucieczki proroka Mahometa do Medyny

1 Datacja zgodna ze świadomością ludzi z epoki – przyp. tłum. (wszystkie przypisy nieoznaczone inaczej pochodzą od tłumacza).

PRZEPOWIEDNIE

O WOJNIE I INNYCH NIEPOKOJACH NA ŚWIECIE

Gdy oto dla opisania tych spraw wpatruję się w układ ciał na niebie i biegi niebieskie, zrazu staje mi przed oczami zapoczątkowane w roku ubiegłym zgromadzenie planet w domu Lwa, z których najpierwszym jest koniunkcja dwóch planet najwyższych: Saturna oraz Jowisza. Jako że ta nad wyraz osobliwa koniunkcja zbiegła się zeszłej jesieni roku Pańskiego 1682 z Marsem, sądzę, że wkrótce już się dowiemy i oczom się naszym niejasno ukaże, jakież to jeszcze i niespokojne, i groźne zdarzenia w świecie zapowiadało i zapoczątkowało owo zgromadzenie i ów sojuszniczy alians wysokich potęg.

W roku obecnym też same najwyższe planety znów się spotykają, wskazując tym sposobem, że to nie koniec owych niepokojów na świecie.

Tegoż przeto i niczego innego wypada nam się spodziewać. I takich się też zdarzeń lękam w tych naszych czasach, tym mocniej i tym okrutniejszych, tym gwałtowniejszych, tym wstrętniejszych i tym rozleglejszych, im okrutniejsze, gwałtowniejsze, wstrętniejsze, bardziej niepojęte i rozległe są ludzkie grzechy.

Johann Heinrich Voigt, Prognosticon Auff das Jahr Christi 1683

(Prognostykon na rok Chrystusowy 1683)

STRASZLIWA KOMETA

Cudowną postać miała owa kometa i pozostawała na niebie przez jakie czterdzieści dni, jaśniejąc od zmierzchu do ranka. Głowa gwiazdy dotykała północno-wschodnich, ogon zaś sięgał południowo-zachodnich krańców sklepienia niebieskiego. Była to przeto gwiazda tak ogromna, że ludzie poczęli między sobą mówić, iż pojawia się ona raz na tysiąc lat, a ilekroć powraca, wielka wojna wybucha i dochodzi do strasznej rzezi, jest przeto zwiastunem zła. Prorok (niech Allah Najwyższy go błogosławi i obdarzy pokojem!) powiedział: Języki ludzkie są piórami prawdy i niechaj Allah Najwyższy sprawi, by rzeczywistość potwierdziła te słowa.

A ponieważ spełniło się wypowiedziane przez Semun-i Safę proroctwo W roku Zulla nie lękajcie się Sulejmana i sułtan Sulejman, nie wskórawszy niczego, dokładnież w zapowiedzianym czasie z woli Allaha zaiste wycofać się musiał, spodziewać się takoż należy, że i w roku Ganim, i w roku Gunam, jeśli takaż będzie wola Allaha, Osmanie twierdzę ową oblegną. I oby Allah dał im zwycięstwo!

Stara przepowiednia muzułmańska

Od 1642 roku nieodłączny towarzysz poddanych cesarza: Kalendarz krakowski.

Gwiazdy i planety, jak głosi Kalendarz krakowski z 1682 roku, spoglądają z góry na ludzi, a ich konstelacje decydują o przyjaźni i miłości, zdrowiu i szczęściu…

STYCZEŃ

PIERWSZY MIESIĄC BYŁ ONGI PRZEDSTAWIANY W POSTACI BOŻKA DWUGŁOWEGO MAJĄCEGO NA DŁONIACH WYPISANĄ LICZBĘ TRZYSTU SZEŚĆDZIESIĘCIU PIĘCIU DNI, W KTÓRYCH ZAMYKA SIĘ ROK CAŁY: I TAK OTO NA DŁONI PRAWEJ WYPISANE MA CCC NA ZNAK TRZYSTU, NA LEWEJ ZAŚ LXV NA ZNAK SZEŚĆDZIESIĘCIU PIĘCIU. NAŚLADUJĄC TEN OBRAZ, PODOBNIEŻ NIEKTÓRZY GRECY MALOWALI CZŁOWIEKA, NA KTÓREGOŻ PRAWICY LITERA T NA ZNAK TRZYSTU, NA LEWICY LITERY Z I E, PRZYPISANE DO SZEŚĆDZIESIĘCIU I PIĘCIU, SIĘ ZNAJDOWAŁY. MY JEDNAK SŁUSZNIE POCZĄTKIEM ROKU NASZEGO CZYNIMY NASZEGO EMANUELA JEZUSA CHRYSTUSA, KTÓRY JEST NASZYM ZBAWIENIEM I MIARĄ DNI ŻYWOTA NASZEGO.

Johann Georg Sambach von Lindelbach, Kleiner Haus-Gesundheit-Feld- und Kirchen-Calender 1683 (Mały kalendarz domowy, zdrowotny, polny i kościelny na rok Pański 1683)

PIĄTEK, 1 STYCZNIA 1683 R.: Nebula vel nix, mgła albo śnieg. Taką pogodę prognozują kalendarze na pierwszy dzień roku. Równie trafnie, co nieprecyzyjnie przepowiadają temperaturę: Temperatum varitum & inconstans, czyli „zróżnicowana i zmienna”, ale z pewnością frigus, czyli „zimno”.

Wiedeń2 świętuje Nowy Rok. W kuchniach na głodnych czekają świńskie łby i golonka – powiadają, że kto w Nowy Rok je wieprzowinę, przez rok cały nie zazna głodu. W kościołach trwają modły o pokój, rodzina cesarska uczestniczy w nabożeństwie w kościele augustianów, ludzie składają sobie życzenia. W imię Boże rozpoczynam ten rok, niech Bóg mi dopomoże, bym go przeżył zgodnie z jego ojcowską wolą, notuje w swoim dzienniku hesko-darmsztadzki poseł Justus Eberhard Passer. Passer, który przebywa w Wiedniu od września 1681 roku, jest wielce uczonym prawnikiem i reprezentuje przy Nadwornej Radzie Rzeszy interesy landgrafa Hesji-Darmstadt, a przy okazji utrzymuje zażyłe stosunki z wieloma wpływowymi dworzanami. Elegancki kawaler o nienagannych manierach jest powszechnie ceniony i mile widziany na przyjęciach organizowanych przez arystokrację.

Przyjemny nastrój panujący w stolicy Świętego Cesarstwa Rzymskiego zostaje wszelako zakłócony przez pierwszy w nowym roku skandal: w domu przy uliczce Bauernmarkt cesarscy gwardziści aresztują Samuela Oppenheimera, a wraz z nim jego syna oraz kilku pracowników. Nadworny Żyd i naczelny dostawca cesarskiej armii, który ma też udział w finansowaniu cesarskich wojen, oskarżany jest o to, że przy okazji poprzednich dostaw dla wojska dopuścił się oszustw na szkodę państwa – ponoć brakuje jakichś kwitów. Oppenheimer, urodzony w Heidelbergu, a od 1680 roku osiadły w stolicy cesarstwa, ma dość przenikliwości, by się zorientować, że padł ofiarą perfidnej gry prowadzonej przez wiedeński dwór i biskupa hrabiego Leopolda Kollonitscha, zdeklarowanego antysemitę: dworzanie postanowili uwięzić żydowskiego kupca i trzymając go jako zakładnika, wymusić na nim dostarczenie zakontraktowanych już materiałów wojennych i prowiantu – oczywiście bez konieczności płacenia za nie. Kasa wojenna jest jak zwykle pusta, a Wysoka Porta – o czym donoszą płynące znad Bosforu raporty – szykuje się do wojny, toteż Wiedeń, jeśli chce się solidnie przygotować do obrony, musi się spieszyć.

Nie mając wyboru, Oppenheimer okazuje dobrą wolę i po półgodzinnej naradzie ze swoim radcą prawnym zaczyna z więzienia kierować swymi interesami po myśli dworu. Władze przekazują kupcowi jego księgi handlowe i korespondencję oraz oddają do dyspozycji sekretarza i już wkrótce więzień przygotowuje listy do swoich wspólników oraz kontrahentów w całej Europie. Oczywiście przed wysłaniem każde pismo jest skrupulatnie kontrolowane przez cesarskich urzędników, protokoły narad Oppenheimera z jego doradcami trafiają do Nadwornej Izby Skarbowej, a majątek kupca zostaje zajęty.

Tymczasem wiedeńska arystokracja nie traktuje zagrożenia wojną poważnie. Kiedy z seraju w Edirne, dawnej stolicy imperium osmańskiego, Turcy wynoszą już buńczuki i gotują się do nowej wyprawy, w Wiedniu jakby nigdy nic odbywają się wesołe zabawy karnawałowe, oszałamiające bale i pełne rozmachu kuligi. 11 stycznia tańce w pałacu przewodniczącego Nadwornej Rady Wojennej, margrabi Hermanna von Badena, trwają do trzeciej nad ranem. Panie z dumą prezentują swoje nowe toalety i diamenty, flirtują z przebranymi kawalerami. Gospodarz, zasłużony weteran wojen z Francją z lat 1672–1678 i zaufany cesarza, jest również patronem i opiekunem Samuela Oppenheimera, dlatego w końcu udziela za niego poręczenia na kwotę czterdziestu pięciu i pół tysiąca guldenów, zapewniając, że od dawna zna tego Żyda i uważa go za człowieka uczciwego.

W maju, kiedy tureckie zagrożenie staje się jasne nawet dla najbardziej lekkomyślnych i najmniej rozgarniętych dworzan, Oppenheimer wychodzi na wolność. Leopold I – ponieważ inaczej być nie mogło – zgadza się na zwolnienie kupca z więzienia. Dla cesarza – artysty, marzyciela i mistyka, który uważał Żydów za wrogów chrystusowych i w 1669 roku nakazał wypędzić ich z Wiednia oraz „ziem austriackich poniżej Enns” – z pewnością nie była to łatwa decyzja.

Gotując się do nowej wojny, Europa szuka pieniędzy za morzem. Fryderyk Wilhelm, wielki książę elektor brandenburski, postanawia wziąć przykład z angielskich, holenderskich czy francuskich kompanii handlowych i czerpać ogromne zyski z handlu niewolnikami, złotem oraz kością słoniową – zakłada zatem Kompanię Afrykańską i organizuje pierwszą ekspedycję, na której czele z woli księcia elektora staje major Otto Friedrich von der Groeben. W pierwszym dniu nowego roku 1683 dwa statki Groebena, „Moriaen” i „Churprinz von Brandenburg”, docierają do wybrzeży Gwinei – przylądka nazwanego przez portugalskich odkrywców Cabo des tres Puntas, leżącego w pobliżu dzisiejszej stolicy Ghany, czyli Akry. Na górze, którą rezolutny major na cześć elektora brandenburskiego nazywa Wielką Górą Fryderyka (Gross Friedrichsberg), zostaje wyznaczony zarys nowego fortu, który z kolei otrzymuje nazwę Wielkiej Warowni Fryderyka (Gross Friedrichsburg). Natychmiast rozpoczyna się budowa prowizorycznej twierdzy. Aby zapewnić sobie i swoim ludziom bezpieczeństwo ze strony tubylców, major zawiera z czternastoma miejscowymi wodzami pakt, na którego mocy ci zobowiązują się strzec fortu, wykonywać zlecone przez komendanta prace, a przede wszystkim handlować wyłącznie z wysłannikami brandenburskiego władcy. Groeben nie toleruje żadnego sprzeciwu: kiedy Holendrom mimo wszystko udaje się zaopatrzyć jedno z sąsiednich plemion w muszkiety i namówić do szturmu na fort Brandenburczyków, major bez wahania rozkazuje ostrzelać szturmujących tubylców z sześciofuntowego działa…

Wkrótce „Moriaen” wraca na Bałtyk, podczas gdy „Churprinz von Brandenburg”, wyładowany niewolnikami, wyrusza do Indii Zachodnich. Zdaje się, że z początku interesy brandenburskich „przedsiębiorców” kwitną, jako że w ciągu kolejnych siedemnastu lat, czyli do końca stulecia, udaje im się wysłać do Ameryki Środkowej i Południowej siedemnaście tysięcy afrykańskich niewolników. Mimo to Kompania Afrykańska zaczyna przynosić straty i w 1711 roku ogłasza bankructwo, a sześć lat później król Fryderyk III sprzedaje bazy na gwinejskim wybrzeżu Holenderskiej Kompanii Zachodnioindyjskiej…

2 STYCZNIA: Dzień, który ze względu na korzystną konstelację Jowisza i Wenus należy spożytkować dla własnego zdrowia i samopoczucia – najlepiej skorzystać z kąpieli. Tak przynajmniej uważa Mikołaj Żórawski, doktor filozofii i medycyny oraz profesor matematyki Akademii Krakowskiej. W popularnym Kalendarzu krakowskim, opartym na wieloletnim doświadczeniu, autor zapowiada łagodną zimową aurę.

Już teraz, na początku nowego roku, zagrożenie wojenne sprawia, że Wiedeń znajduje się w samym centrum życia politycznego. Dyplomaci i szpiedzy z całej Europy skwapliwie zapisują każdą wiadomość wychodzącą z dworu cesarskiego i natychmiast przesyłają ją do swych krajów. Zaczyna się skomplikowana gra, której uczestnicy bez przerwy snują coraz to nowe intrygi.

Na początku roku raport na temat sytuacji w stolicy cesarstwa wysyła do swego mocodawcy również Domenego Contarini, poseł weneckiego doży. W podsumowaniu Contarini pisze, że na dworze w dalszym ciągu najwięcej znaczy słowo Hermanna von Badena, który twierdzi, iż przywódca węgierskich rebeliantów Imre Thököly, pełniący funkcję pośrednika między cesarzem a sułtanem, zdoła wynegocjować przedłużenie obowiązującego rozejmu. Poseł wenecki, a wraz z nim inni obserwatorzy, dostrzegają, że prezydent Nadwornej Rady Wojennej w tej kwestii niebezpiecznie się łudzi, jednakże Hermann von Baden może liczyć na poparcie grona wpływowych osób, które podobnie jak on dążą raczej do wojny na zachodzie – przeciwko Francji. Do grona tego należy między innymi kapucyn Emerich Sinelli, biskup Wiednia, a od 1682 także tajny radca w randze pierwszego ministra, który zyskał sobie zaufanie Leopolda I jako kaznodzieja i konsekwentny kontrreformator. Inni przedstawiciele tej kamaryli to przewodniczący Nadwornej Izby Skarbowej baron Christoph Abele oraz wicekanclerz Rzeszy hrabia Wilhelm von Königsegg. Ważnym sprzymierzeńcem von Badena jest również markiz Borgomanero, poseł Korony Hiszpańskiej w Wiedniu, którego głównym celem jest zawarcie sojuszu z cesarzem oraz innymi państwami Europy Zachodniej przeciwko Francji i który z tego powodu niechętnie spogląda na plany rozczłonkowania wojsk cesarskich i rozlokowania części oddziałów na wschodzie. Wobec zagrożenia tureckiego zwolennicy „opcji zachodniej” mają bardzo prostą taktykę: negocjować, póki się da.

„Rekatolicyzacja” Węgier: kaznodzieje luterańscy zakuci w łańcuchy i dyby.

Wszelako niezrozumienie prawdziwych motywów Thökölya prowadzi von Badena, jego otoczenie i samego cesarza na manowce. Wszyscy oni bowiem łudzą się, że zdołają kupić pokój od człowieka, którego najgłębszym sentymentem była nienawiść do Habsburgów…

WÓDZ KURUCÓW

Imre Thököly, którego rodzina pochodziła ze słowackiego Kieżmarku i który w wieku czternastu lat stracił ojca, uczestnika magnackiego spisku z lat 1670–1671, dorósł na emigracji w Siedmiogrodzie i w 1678 roku stanął na czele kuruców. Lata 1671–1681, kiedy to Habsburgowie próbowali siłą doprowadzić do rekatolicyzacji swego państwa, zapisały się w dziejach Węgier jako smutne dziesięciolecie – w tej epoce oszalałego terroru w imieniu Kościoła i cesarza dokonano na Węgrzech najstraszliwszych zbrodni, o których po dziś dzień próżno szukać informacji w austriackich podręcznikach historii – zupełnie jakby mit habsburskiego cesarstwa wciąż zniekształcał spojrzenie Austriaków na ten okres, sprawiając, że do tej pory postrzegają oni kuruców jako „bandy” i „zbójeckie hordy”, którym chodziło wyłącznie o rabunek.

Za ten katolicko-cesarski terror na terenie Węgier odpowiadały dwie osoby: wywodzący się ze szlachty chorwackiej hrabia Leopold Kollonitsch, biskup Wiener Neustadt i od 1672 roku przewodniczący węgierskiej Nadwornej Izby Skarbowej, oraz arcybiskup György (Georg) Szelepcsényi, prymas Węgier. Aby osiągnąć swój cel i doprowadzić do rekatolicyzacji Węgier, obaj arcypasterze stosowali wszelkie możliwe metody: z pomocą wojsk cesarskich odbierali protestantom zbory i szkoły, a duchownych wtrącali do więzień, zastraszali i szantażowali, zmuszając do podpisywania rewersów, w których ci zobowiązywali się, iż na zawsze opuszczą dane miasto. Najbardziej perfidną metodą stosowaną przez kontrreformatorów były tak zwane sądy specjalne, które wydawały zaoczne wyroki śmierci, by w ten sposób przemówić opornym „heretykom” do rozsądku. Wielu przedstawicieli węgierskiej szlachty zostało oskarżonych o zdradę stanu, a w marcu 1675 roku Kollonitsch wyznaczył czterdziestu dwóch szczególnie „zatwardziałych kacerzy”, których nie złamały ani więzienne tortury, ani ciężka, przymusowa praca, i kazał ich przeprowadzić przez Styrię oraz Triest do Neapolu. Tam węgierscy więźniowie zostali jak niewolnicy sprzedani na galery, co wzbudziło oburzenie i gwałtowne protesty wśród europejskich protestantów. W końcu Hamel-Bruyninx, niderlandzki poseł w Wiedniu, wykupił zniewolonych „braci w wierze” – Wiedeń zażądał w sumie dwóch tysięcy sześciuset talarów, czyli stu talarów za jednego więźnia, jako że do tej pory z czterdziestu dwóch skazańców przy życiu zostało zaledwie dwudziestu sześciu (drugi „transport”, zorganizowany w lipcu 1675 roku, przeżyje zaledwie pięciu spośród dwudziestu więźniów, którzy z Sárváru i Kapuváru mają trafić do chorwackiego Bakaru i dalej na weneckie galery; ci nieszczęśnicy zostaną uwolnieni dopiero w maju 1676 roku, dzięki wstawiennictwu księcia elektora saskiego).

Wielu ewangelików uległo fali terroru i nawracało się na katolicyzm, lecz równie wielu zbiegło przed prześladowaniem za granicę lub na tereny wschodnich komitatów. Terror dotknął wszystkich warstw społecznych – chłopi i mieszczanie uciekali na równi ze szlachtą, a ukrywający się w leśnych ostępach duchowni odprawiali ewangelickie nabożeństwa. W Siedmiogrodzie zaczęły się tworzyć oddziały partyzantów, którzy sami siebie nazwali kurucami. Ich szeregi stale zasilali coraz to nowi ochotnicy, o co mimowolnie dbali Kollonitsch i Szelepcsényi, z zabójczą konsekwencją prowadzący Węgry ku wojnie domowej. Cesarskich hierarchów wspierali jezuici, którzy pchani fanatycznym misjonarskim zapałem niezmordowanie głosili konieczność „wytępienia” wszystkich „kacerzy”. Chełpiąc się masowym „podbojem dusz”, kontrreformatorzy bynajmniej się z tym nie kryli, a wydatnie pomagało im w tym wojsko.

Wiedeński dwór zrazu popierał brutalną politykę wobec protestantów. Doradcy cesarza byli dość naiwni, by wierzyć, że w ten sposób uda się złamać opór węgierskich stanów i w końcu znieść wszystkie przywileje Madziarów, przysparzających utrapień cesarzowi i jego urzędnikom. Zwolennicy rządów twardej ręki często argumentowali, że Węgrzy sami sobie zgotowali ten los, zawiązując w 1671 roku magnacki spisek. Stanowisko to prezentował przede wszystkim ojciec Müller, wpływowy jezuita i spowiednik cesarza. Do złagodzenia antywęgierskiego kursu doszło dopiero 20 kwietnia 1681 roku, w trakcie posiedzenia Tajnej Rady, podczas którego biskup Sinelli zaproponował, by w celu konsolidacji państwa zawrzeć z Węgrami pewne kompromisy. Jego stanowisko, przynajmniej w teorii zapewniające protestantom wolność religijną, zyskawszy przychylność rady i cesarza, w tym samym roku zostało zaprezentowane węgierskim stanom podczas sejmu w Sopronie i zatwierdzone stosownymi uchwałami. W tym czasie oddziały kuruców stacjonowały już na ziemiach cesarskich i położenie Leopolda było coraz bardziej dramatyczne, dlatego cesarz, świadom zagrożenia ze strony Turków i ich protestanckich sojuszników, musiał negocjować z „rebeliantami”.

W takich oto okolicznościach na czele kuruców stanął Imre Thököly. Charyzmatyczny i zdolny młodzieniec od początku zwodził i zręcznie rozgrywał przeciwko sobie cesarza i sułtana, nie zdradzając swoich prawdziwych intencji. Odniósł też ogromne sukcesy jako wódz „rebeliantów”: w lecie 1682 roku kurucowie z pomocą oddziałów tureckich zdobywają Koszyce, a niedługo potem, wraz ze sprzymierzonymi wojskami księcia siedmiogrodzkiego Michała Apafyego, oblegają silnie ufortyfikowane i bohatersko bronione przez Istvána Koháryego Fil’akovo, położone na terenach południowo-wschodniej Słowacji.

ISTVÁN KOHÁRY, LEW Z FIL’AKOVA

István Koháry, wierny sługa cesarza i zaprzysięgły wróg Turków, nie uląkł się przytłaczającej przewagi sprzymierzonych wojsk nieprzyjaciela i już na początku oblężenia rozkazał, by na znak waleczności i wierności załoga znakomicie ufortyfikowanej twierdzy pokryła bastiony krwawą czerwienią, a kiedy Thököly przez swego herolda wezwał go do poddania miasta, ponoć z pogardą pokazał posłańcowi swój blady zadek. Koháry nie wahał się także sięgać po nieludzkie metody i drastyczne prowokacje – kazał na przykład pojmanych Turków przypiekać żywcem, nabijać na pal i umieszczać na murach miasta, na co tureckie oddziały oblężnicze natychmiast reagowały szaleńczym szturmem. W końcu gwałtowny ogień artylerii sprawił, że miasto stanęło w ogniu, a 3 września 1682 roku rozpoczął się ostateczny atak, na którego czele ruszyli pałający żądzą zemsty janczarzy Ibrahima Paszy. Ludzie Koháryego trzy razy odrzucili atakujących od murów i dopiero pod wieczór Turkom udało się zdobyć całkowicie zniszczone miasto. Jednakże zamku wciąż broniły trzy tysiące żołnierzy. Koháry ani myślał się poddać, lecz obecni w warowni przedstawiciele szlachty dążyli do kapitulacji, wskazując, że wysłano już na dwór cesarski dziewięciu posłańców z prośbą o pomoc, więc na odsiecz nie ma co liczyć. W końcu, uzyskawszy od Tökölya zapewnienie, że obrońcy twierdzy nie zostaną wydani Turkom, 9 września István Koháry skapitulował. I faktycznie – jego ludzi puszczono wolno, aczkolwiek on sam został przekazany oddziałom tureckim. Turcy zakuli dzielnego żołnierza w kajdany i wrzucili do lochu, lecz nie zdołali złamać jego ducha i kiedy wierny cesarzowi dowódca stanął oko w oko z wodzem kuruców, bez wahania nazwał go „zdrajcą ojczyzny”…

István Koháry, który w tureckiej niewoli został poetą, w końcu odzyskał wolność i w 1690 roku wrócił do Fil’akova, które z jego inicjatywy zostało odbudowane.

Po zdobyciu Fil’akova Imre Thököly został ogłoszony królem przez Ibrahima Paszę i podczas ceremonii koronacyjnej otrzymał od sułtana Mehmeda IV drogocenną turecką szatę, szablę, berło i – zamiast korony – złotą czapkę. Miał też od tej pory prawo nazywać się „z łaski Bożej księciem (princeps) i panem Górnych Węgier”. Tymczasem jego wojownicy kontynuowali zwycięski pochód po terenach Górnych Węgier i do końca października w ich ręce wpadły niemal wszystkie miejscowości położone na wschód od rzeki Wag. Jesienią 1682 roku słabym oddziałom cesarskim pod dowództwem generałów Strassolda i Eneasza Caprary oraz jednostkom Paula Esterházyego z trudem udało się utrzymać linię Wagu, a kiedy oddziały tureckie opuściły kuruców, by w spokoju świętować ramadan, Thököly wreszcie zgodził się zawrzeć rozejm. W listopadzie obie strony wysłały swe oddziały na zimowe kwatery, a do Wiednia przybyli posłowie „rebeliantów” – István Szirmay i Szigmunt Janóky. Leopold traktował madziarskich wysłanników wyjątkowo życzliwie, pozwalając, by ci stawiali się na cesarskiej audiencji z szablami u boku. W trakcie rokowań strony przystały na sześciomiesięczny rozejm, nadto Thököly miał otrzymywać trzy tysiące guldenów miesięcznie, a w zamian za to zobowiązał się opuścić słowackie miasta i podjąć się mediacji w rokowaniach pokojowych z sułtanem.

Po powrocie do obozu Thökölya delegaci buntowników, którzy bez skrupułów nadużywali gościnności wiedeńskiego dworu, z dumą pokazali efekty swej działalności szpiegowskiej. Niejaki Ahmed Bej, niegdyś kapucyn, a obecnie turecki inżynier i członek orszaku towarzyszącego Szirmayowi i Janókyemu, skorzystał z okazji i sporządził dokładne plany dwóch wiedeńskich bastionów – Burg i Löwel – oraz rawelinu zamkowego, a więc tych elementów fortyfikacji miasta, które miały być zaatakowane przez Turków! Tymczasem Thököly, szczodrze wspierany finansowo przez Ludwika XIV, zaczął tworzyć na zajętych przez kuruców terenach własne państwo. Ze srebrnych sztabek, które jego oddziały zdobyły w cesarskich kopalniach, kazał bić monety, zorganizował dwór, mianował ministrów i pozwolił wygnanej luterańskiej szlachcie wrócić do skonfiskowanych przez władze cesarskie majątków. Zaczęła się też śmiertelnie niebezpieczna rozgrywka z Kara Mustafą; Thököly liczy, że wielki wezyr może zwrócić narodowi węgierskiemu wolność, lecz turecki dostojnik jest dość sprytny, by nie odkrywać wszystkich kart…

3 STYCZNIA: Antonio Colletti, mieszkający w Wiedniu dyplomata i szpieg w służbie polskiego króla Jana III Sobieskiego, pisze w liście do kardynała Carla Barberiniego, watykańskiego protektora Polski, że dwór cesarski wciąż ma nadzieję na uniknięcie wojny z imperium osmańskim. Colletti, który wraz z żoną Marią, synem, siedemdziesięcioletnią matką i upośledzoną umysłowo siostrą od września 1681 roku mieszka na przedmieściach Wiednia, chętnie dzieli się swą wiedzą ze wszystkimi, którzy są skłonni odpowiednio zapłacić: polskim królem, wpływowymi polskimi magnatami oraz wyższym duchowieństwem Kościoła katolickiego.

5 STYCZNIA: Wspomnienie Świętego Szymona Słupnika. Opady śniegu – zapowiada autor Kalendarza krakowskiego i znowu ma rację.

6 STYCZNIA: Uroczystość Trzech Króli. W dalekim Paryżu śmiertelny wróg cesarza Leopolda I, Ludwik XIV, zwany Królem Słońce, oddaje się rozkoszom płynącym ze sztuki. W Sali Komediowej (Salle de Comédie) pałacu królewskiego w Wersalu odbywa się premiera opery Faeton Jeana-Baptiste’a Lully’ego. Jest to zamknięte przedstawienie dla Ludwika XIV i jego dworu. Lully, Sur-Intendant de la Musique de Sa Majesté, i jego librecista Philippe Quinault prezentują najwspanialszy owoc swojej współpracy. Imponujące, niespotykane dotąd efekty specjalne, jak choćby metamorfoza wyłaniającego się z morza Neptuna w lwa, przemiana Proteusza czy przejażdżka Faetona po niebie w słonecznym rydwanie, wprawiają publiczność w zdumienie i zachwyt. Pierwsze przedstawienie publiczne odbędzie się 27 kwietnia 1683 roku w Palais-Royale.

7 STYCZNIA: Co prawda oficjalnie panuje rozejm, lecz kurucowie nie dbają zbytnio o dotrzymywanie paktów. Komendant komitatu Szatmár, pułkownik hrabia Serényi, skarży się w liście do przewodniczącego Nadwornej Rady Wojennej, że oddziały Thökölya co rusz napadają na ziemie cesarskie.

Jednak dwór wiedeński wciąż pokłada nadzieję w „Królu Górnych Węgier”: w swoim memorandum margrabia Hermann von Baden proponuje, by zawrzeć z Thökölym formalny sojusz. Pośrednikiem w rokowaniach ma być specjalny cesarski wysłannik, Obristlieutenant Saponara. Zdaniem margrabi wojna na dwa fronty byłaby ponad siły cesarstwa: Na jednym z frontów trzeba wynegocjować pokój. Lepiej i pewniej byłoby zawrzeć trwały pokój na zachodzie, jednakże pokój taki z królem Francji jest niemożliwością. Dlatego należy dążyć raczej do pokoju z Turkami, nawet gdyby wymagało to spełnienia warunków stawianych przez rebeliantów. I dlatego nie należy też mieć szczególnych obiekcji względem instrukcji, z jakimi Thököly, stosownie do tego, co przekazał Saponarze, chce po sejmie w Koszycach wysłać swoich posłów do Porty.

8 STYCZNIA: Zaznawszy podniosłych rozkoszy płynących ze sztuki, Król Słońce z nową energią poświęca się sprawom polityki zagranicznej. Ludwik XIV z większą niż gros jemu współczesnych jasnością dostrzega, że zawarcie polsko-cesarskiego sojuszu pokrzyżuje jego plany osłabienia cesarza, toteż w liście do swego ambasadora w Warszawie Franciszka de Vitry’ego z naciskiem omawia tę kwestię: Jak Wam zapewne wiadomo, wbija król do głowy de Vitry’emu, zamierzenia tego wodza (Jana III Sobieskiego) nie odpowiadają ani naszym interesom, ani stanowi, w jakim znajdują się obecnie nasze relacje z Rzeszą. Dlatego też, jak zaznacza w swojej instrukcji Ludwik XIV, za wszelką cenę należy udaremnić próbę zawarcia polsko-austriackiego sojuszu – jeśli to będzie konieczne, nawet poprzez zerwanie sejmu za pomocą niesławnego liberum veto.

Aby zrealizować królewskie polecenie, markiz de Vitry sięga do zasobnej „kasy wojennej” i zaczyna kupować polskich posłów, nakłaniając ich do opowiedzenia się po stronie Francji. Jeśli chodzi o samego króla, to próbował go przekupić już w grudniu 1682 roku, gdy podczas audiencji zaproponował Janowi III Sobieskiemu sto tysięcy liwrów, o ile ten zrezygnuje z sojuszu z cesarzem, lecz polski władca bez wahania odrzucił propozycję posła, mówiąc, że pieniądze nie są w stanie skłonić go do działania, którego nie potrafiłby pogodzić z własnym poczuciem obowiązku.

W Wiedniu wzburzenie wywołuje spór o piwo, które zyskuje wśród wiedeńczyków coraz większą popularność: rządowy dekret stwierdza, że browar hrabiego Königsegga w Gumpendorfie będzie zwolniony z daniny, która w przypadku pozostałych browarów – z wyjątkiem szpitala miejskiego – ma wynosić 15 krajcarów za beczkę. Podatek został wprowadzony w 1680 roku, by chronić Szpital Miejski, który ma w mieście monopol na warzenie i serwowanie piwa. Ponieważ jednak konsumpcja tego napitku rośnie, na rynek wchodzą nowe browary, których właściciele również domagają się zwolnienia z państwowej daniny, ale jedynym, któremu ku rozpaczy konkurentów udaje się to uzyskać, jest hrabia Königsegg, pozostający w zażyłych stosunkach z wpływowymi osobistościami na dworze.

Tymczasem wiedeńscy winiarze, krzywym okiem patrzący na ekspansję piwowarów, walczą z rosnącym importem win węgierskich. Zbiory co prawda są dobre, lecz właściciele winnic skarżą się na rozmaite cła i daniny, które tak bardzo podnoszą ceny ich produktów, że trudno je sprzedać. W mieście od 1667 roku serwowanie wina, piwa, miodu i gorzałki wymaga specjalnego zezwolenia; kto łamie prawo, musi się liczyć z tym, że jego zapasy zostaną skonfiskowane i przekazane szpitalowi. Nad przestrzeganiem przepisów czuwa komendant straży porządkowej, aczkolwiek z niewielkim powodzeniem. W piwnicach i klasztorach, w oficynach i zajazdach na całego sprzedaje się alkohole, nie zważając na konieczność płacenia specjalnego podatku.

9 STYCZNIA: Chociaż dwór cesarski nie traci nadziei, że uda się uniknąć wojny, armia się zbroi. W datowanym na ten dzień dokumencie Leopold I nakazuje księciu Jerzemu Fryderykowi Karolowi Wirtemberskiemu sformowanie nowego regimentu piechoty złożonego z dziesięciu kompanii. Docelowo nowy pułk ma liczyć dwa tysiące czterdziestu żołnierzy, przy czym książę ma ich rekrutować w Rzeszy, a nie na dziedzicznych ziemiach Habsburgów. Za każdego zdatnego do walki żołnierza kasa cesarska wypłaca czternaście talarów, a dodatkowo pokrywa zakup muszkietów i dodatkowej broni. Na sformowanie regimentu książę ma pięć miesięcy – jednostka ma być wówczas bezwzględnie kompletna oraz gotowa do przeglądu i złożenia przysięgi, a nade wszystko bez wymówek i szemrania chętna do służby w szeregach cesarskiej armii. Jeśli chodzi o werbunek oficerów, to Leopold obiecuje, że w razie potrzeby wyda elektorom, książętom i stanom Rzeszy odpowiednie patenty i apele.

Oprócz pułkownika, czyli szefa pułku, w skład sztabu nowo formowanej jednostki ma wchodzić jeszcze dziesięciu oficerów: podpułkownik, major, kwatermistrz, sołtys pułkowy, kapelan, sekretarz pułkowy, adiutant, oficer taborowy, oficer aprowizacyjny oraz pułkowy sędzia. Każdą kompanią dowodzić ma kapitan, który będzie odpowiedzialny za wszelkie jej potrzeby, w tym umundurowanie, uzbrojenie i wyposażenie żołnierzy, ale też mający prawo wymierzać kary. Pomagać mu mają porucznik, chorąży, sierżant i cała grupa podoficerów. Za zaopatrzenie medyczne żołnierzy odpowiada kompanijny felczer, którego zadaniem jest nadto golenie całej kompanii – dwa razy w tygodniu. Ponieważ żołnierze – często zupełnie słusznie – powątpiewają w lekarskie umiejętności felczerów, dobrze zarządzane regimenty werbują lepiej wyedukowanych medyków na stanowisko felczera pułkowego.

Siłę bojową cesarskich jednostek najbardziej osłabia to, że nierzadko stanowiska oficerskie są zwyczajnie sprzedawane, w związku z czym rozkazy wydają ludzie niemający odpowiednich kwalifikacji.

Wielkie ambicje i szara rzeczywistość: Leopold I. Miedzioryt ze strony tytułowej dzieła Euchariusa G. Rincka Leopolds des Großen Röm. Kaysers wunderwürdiges Leben und Thaten (Leopolda Wielkiego cesarza Rzymskiego godne podziwu życie i czyny, Lipsk 1708–1709).

Jeśli chodzi o uzbrojenie, to piechota cesarska dysponuje muszkietami, a częściowo również pikami – długimi na cztery, a nawet pięć metrów drzewcami zakończonymi stalowym grotem. Każdy muszkieter ma przy sobie kule i proch w postaci papierowych nabojów oraz drewniany stempel, tak zwaną igłę, którą usuwa z zapału wypalony proch, buteleczkę oliwy, a do prac ziemnych – kilof z trzonkiem.

Żołnierski fach nie oznacza konieczności rezygnacji z życia rodzinnego, gdyż żony i dzieci dzielnych wojaków często ciągną za nimi w pułkowym taborze z jednego pola bitwy na drugie. Niektóre z tych rodzin tak bardzo przywykły do wojennej tułaczki, że nie potrafiłyby już wrócić do „zwyczajnego” życia.

11 STYCZNIA: W celu zapewnienia i organizacji obrony Węgier oraz lepszego utrzymania oddziałów cesarskich zostaje powołana specjalna komisja, na której czele staje hrabia Zdenko Caspar Kapliř, wiceprzewodniczący Nadwornej Rady Wojennej. W skład tego gremium wchodzą nadto generałowie: hrabia Eneasz Caprara, hrabia Ernst Rüdiger von Starhemberg, hrabia Rudolf Rabatta, margrabia Ludwig Wilhelm von Bayern, sekretarz Nadwornej Rady Wojennej Pozzo oraz generał-komisarz wojenny hrabia Breuner i nadkomisarze Schipler i Vorster.

Tymczasem przewodniczący Rady Wojennej Hermann von Baden dokonuje inspekcji miast i twierdz na obszarze Górnych i Dolnych Węgier. Na jego trasie znajdują się między innymi Bratysława, Komárno i Győr. Wynik objazdu nie napawa optymizmem: praktycznie żadna z nadgranicznych twierdz nie jest przygotowana do obrony. Brakuje amunicji i pieniędzy na konieczne prace fortyfikacyjne, dlatego poszczególne komitaty zostają zobowiązane do dostarczenia potrzebnej siły roboczej. Trwają też gorączkowe poszukiwania inżynierów zdolnych do kierowania koniecznymi naprawami uszkodzonych umocnień. W Győrze i Komárnie takiego człowieka już znaleziono: naprawą i budową umocnień w najważniejszych twierdzach Górnych Węgier zajmuje się doświadczony budowniczy fortyfikacji podpułkownik Georg Rimpler.

W Wiedniu komendant miasta, hrabia von Starhemberg, który energicznie i z determinacją wykonuje swoje obowiązki, żąda od generała hrabiego Hofkirchena dokładnego zestawienia zgromadzonej w miejscowym arsenale broni i amunicji oraz listy miejscowych rzemieślników i specjalistów, którzy mogą odegrać ważną rolę w trakcie działań wojennych: minerów, ogniomistrzów, rusznikarzy, płatnerzy, ślusarzy, krawców, stolarzy, kołodziejów i cieśli.

Zirytowany Hofkirchen uważa, że stawiając tego rodzaju żądania, Starhemberg miesza się w jego kompetencje, dlatego komendant uzyskuje wgląd w dokumenty dopiero wtedy, gdy generał otrzymuje nominację na dowódcę twierdzy Komárno i wyjeżdża na Węgry. Ponieważ do prac fortyfikacyjnych chronicznie brakuje rzemieślników, Starhemberg rozkazuje wielu z nich wcielić do regimentów, ci zaś, by nie wpaść w ręce werbowników, masowo uciekają z miasta. Zapłata oferowana w wojsku nie jest warta zachodu – cesarz płaci ledwie cztery grosze dziennie, czyli tyle, ile otrzymują zwykli, niewykwalifikowani robotnicy.

CZŁOWIEK, KTÓRY BUDOWAŁ TWIERDZE

Georg Rimpler, jeden z najbardziej rozchwytywanych specjalistów swojej epoki, był bez wątpienia najwybitniejszym teoretykiem w zakresie budowy fortyfikacji. Urodzony w 1636 roku w saksońskim Leisnig jako syn rzeźnika, wyuczywszy się fachu garbarskiego, w wieku 20 lat zaciągnął się jako prosty żołnierz do armii szwedzkiej, a następnie w latach 1662–1669 z przerwami studiował w Norymberdze u malarza i matematyka Georga Christiana Gorcka – oprócz matematyki i historii uczył się sztuki budowy fortyfikacji, która w przyszłości miała mu przynieść wielką sławę. W 1669 roku wraz ze szwedzkim generałem Königsmarckiem Rimpler udał się na Kretę, do twierdzy Kandia, w owym czasie już od 21 lat obleganej przez Turków i stojącej na krawędzi upadku. Tutaj Rimpler, w owym czasie porucznik oddziałów brunszwicko-luneburskich, wziął udział w krwawych zmaganiach minerów, gromadząc szczególne doświadczenia, które wkrótce uczyniły go sławnym na całą Europę budowniczym twierdz i umocnień. W 1673 roku Rimpler opublikował swoje pierwsze dzieło poświęcone budowie fortyfikacji (Ein dreifacher Tractat von den Festungen; Potrójny traktat o twierdzach), a rok później rozwinął swoje myśli w rozprawie Beständiges Fundament zu Fortificiren und Defendiren: Mit gantz neuen Maximen gefasset, nach welchen hinkünfftige Festungen in solche Defension zu setzen seyn… (Trwały fundament sztuki fortyfikacyjnej i obronnej: w nowe maksymy ujęty, wedle których przyszłe twierdze budować należy…), w której przedstawił śmiałą i na wskroś nowoczesną ideę zastąpienia murów oddzielnymi, silnie umocnionymi fortami. W następnych latach Georg Rimpler był wszędzie tam, gdzie toczyła się wojna. Po kapitulacji twierdzy Kandia uczestniczył po stronie francuskiej w oblężeniu Duisburga, Nijmegen, Crèvecoeur i Bomel, a następnie, prawdopodobnie zwerbowany przez Hermanna von Badena, zmienił front i zaczął zarabiać cesarskie talary, walcząc pod Philippsburgiem (1676) i Szczecinem (1677). Jego umiejętności stały się wprost legendarne. Daj Rimplerowi dwie rozbite cegły, a zbuduje z nich niezdobytą twierdzę! – mówili o nim z zachwytem współcześni. Nic przeto dziwnego, że władze Wiednia, ufne w jego umiejętności, już w 1682 roku zleciły mu opracowanie planu budowy nowych fortyfikacji, przy czym na życzenie hrabiego Ernsta Rüdigera von Starhemberga najważniejszym zadaniem słynnego inżyniera było zbudowanie umocnionego obozu w Leopoldstadt, który miał zapewniać osłonę najsłabiej bronionemu odcinkowi miejskich umocnień wzdłuż Dunaju. Leopold I poparł w tej kwestii komendanta miasta i 1 października 1682 roku rozkazał, by w celu obrony naszej cesarskiej stolicy przed nieprzyjacielskim zagrożeniem w pierwszej kolejności najszybciej, jak to możliwe, doprowadzić szaniec naprzeciw mostów na Dunaju do stanu zgodnego z tym, co narysował inżynier Rimpler. Takim oto sposobem kluczowa rola w ostatniej fazie gorączkowych przygotowań do obrony habsburskiej stolicy przypadła w udziale synowi saskiego rzeźnika…

12 STYCZNIA: W Koszycach rozpoczyna obrady zwołany przez Thökölya sejm, na który zaproszono również Węgrów wiernych cesarzowi. Leopold łaskawie pozwala im wziąć udział w zgromadzeniu, wciąż licząc, że dzięki ustępstwom na rzecz „rebeliantów” uda mu się uniknąć wojny z Turcją. Jako swego przedstawiciela wysyła do Koszyc adiutanta generalnego podpułkownika Johanna Georga Hofmanna.

13 STYCZNIA: Thököly przedstawia na koszyckim sejmie swoje propozycje. Przywódca „niezadowolonych” udowadnia, że jest utalentowanym taktykiem: z jednej strony sygnalizuje gotowość do kompromisu, chętnie przyjmując proponowaną mu przez cesarza funkcję mediatora w rokowaniach z Turcją, a proponując wysłanie do Stambułu poselstwa pokojowego, utwierdza dwór cesarski w błędnym przekonaniu, że wojny można jeszcze uniknąć. Z drugiej strony węgierski przywódca konsekwentnie stawia żądania zgodne z oczekiwaniami swych zwolenników, realizujące kurs narodowy i antyhabsburski. Domaga się zatem, by zwrócono majątki protestanckiej szlachcie, gdyż w przeciwnym wypadku nie zawaha się odebrać ich siłą.

14 STYCZNIA: Rozpoczyna się gromadzenie zapasów dla cesarskich oddziałów. Pełnomocnik cesarza do spraw aprowizacji, baron von Kriechbaum, prosi o przekazanie do jego dyspozycji dunajskich barek, którymi zamierza przetransportować prowiant. Ponieważ armia nie ma wystarczającej liczby statków i odpowiednich załóg, w drugiej połowie stycznia baron rekwiruje w naddunajskich miejscowościach dwieście pięćdziesiąt barek, wywołując gwałtowny opór miejscowej ludności.

15 STYCZNIA: Na pierwszym posiedzeniu zbiera się komisja mająca radzić nad rozlicznymi sposobami poprawy [zdolności obronnych] miasta, a w szczególności jego zewnętrznych fortyfikacji oraz innych potrzeb obronnych. Oprócz Starhemberga w skład tego gremium wchodzą dowódca gwardii miejskiej markiz von Obizzi i kilku inżynierów, wśród nich podpułkownik Georg Rimpler.

17 STYCZNIA: Niedziela, wspomnienie Świętego Antoniego. Aby ustrzec bydło przed chorobami, mieszkańcy karmią zwierzęta „chlebkiem Świętego Antoniego” – wypiekiem wielkości jabłka, o którym powiadają, że nie pleśnieje. Ulubionym zwierzęciem patrona są jednak świnie, ostatnia reminiscencja świętych knurów epoki celtyckiej, toteż w wielu miejscach składane są szczodre ofiary: na ołtarzach lądują szynki, boczki, kiełbasy i świńskie golonki. Wierni przynoszą Świętemu Antoniemu nawet żywe prosięta, a najbardziej pobożni smarują tłuszczem jego brodę w nadziei, że tym sposobem uchronią się przed zarazą i demonami.

18 STYCZNIA: Rozpoczynają się długotrwałe zmagania o sposób sfinansowania prawdopodobnej wojny z Turcją. Początek daje im rząd, który przedstawia dolnoaustriackiemu sejmowi długą listę żądań, obejmującą między innymi: pokrycie kosztów związanych z utrzymaniem załóg w twierdzach nad Rabą, dostarczenie do magazynów dwóch tysięcy mutów zboża (1 mut to 30 mec, czyli ok. 1830 litrów), przekazanie od pięciu do sześciu tysięcy guldenów na zapewnienie zaopatrzenia Tulln i Nussdorfu w wodę oraz trzystu tysięcy guldenów do swobodnej dyspozycji cesarza. Nadto rząd domaga się pięciuset siedemdziesięciu jeden tysięcy sześciuset dwudziestu pięciu guldenów na utrzymanie armii cesarskiej, drewna na budowę palisad w Wiedniu oraz odpowiedniej liczby robotników do prac fortyfikacyjnych w Leopoldstadt. W obliczu zagrażającego krajowi niebezpieczeństwa cesarz oczekuje od stanów zrozumienia, te jednak wskazują na obciążania, jakie do tej pory ponosiły w związku z obroną węgierskiej granicy, oraz trudną sytuację gospodarczą, zwłaszcza w branży winiarskiej, na którą wpłynął przede wszystkim spadek eksportu. Dlatego też przedstawiciele dolnoaustriackich stanów udzielą cesarzowi odpowiedzi dopiero 31 marca, po długiej i bolesnej debacie…

19 STYCZNIA: Koniec beztroski. Leopold I, znany z tego, że nade wszystko ceni zabawę, każe ogłosić, że od tej pory zakazane jest organizowanie kuligów i publicznych maskarad, sam zaś daje poddanym dobry przykład. Kończą się karnawałowe pochody, maskarady i ulubione przez szlachtę przebieranki – takie jak ta, która w poprzednim roku wywołała w mieście istne szaleństwo, gdy piętnaście pięknych dwórek przebrało się za mieszczanki i rozstawiwszy kramy z rozmaitymi towarami, pośród głośnych okrzyków próbowało je sprzedawać rozbawionym widzom.

Tymczasem trwa pokerowa rozgrywka z kurucami: wysłannik Leopolda, podpułkownik Hofmann, dociera do Koszyc. Na sejmie, obradującym pod przewodnictwem Andreasa Sebestyéniego, biskupa Siedmiogrodu i prepozyta spiskiej kapituły, panują antyhabsburskie nastroje. W końcu hrabia Paul Esterházy, palatyn Węgier i wierny stronnik cesarza, decyduje się na radykalny krok: z góry oprotestowuje wszystkie decyzje, które zapadną na sejmie.

20 STYCZNIA: Wspomnienie Świętych Sebastiana i Fabiana. Najbardziej znaną w Wiedniu formą uczczenia największego patrona zadżumionych jest Bractwo Świętego Sebastiana, którego siedzibą jest „kościół szkocki”. Bractwo chełpi się tym, iż posiada jedną ze strzał, którymi mauretańscy łucznicy ongiś daremnie próbowali zabić męczennika. Na pamiątkę tego cudownego zdarzenia w dniu wspomnienia świętego wiernym rozdaje się w kościele „srebrne strzały”, którymi dotknięto tej prawdziwej. Wykonane z cyny i ołowiu są cenionym amuletem chroniącym przed gorączką i dżumą.

Tymczasem papież Innocenty XI na wszelkie sposoby stara się przygotować grunt pod wielki sojusz państw europejskich, który mógłby stawić czoło osmańskiej potędze. W brewe do Ludwika XIV głowa Kościoła katolickiego przypomina Królowi Słońce, że ten, jako władca Francji, nosi również zaszczytny tytuł „króla arcychrześcijańskiego” (rex christianissimus), a następnie żąda, by Ludwik zamiast wysyłać swe wojska przeciwko Leopoldowi stanął u boku cesarza w obronie chrześcijan przed najazdem wspólnego i straszliwego wroga imienia Chrystusowego. Ludwik XIV z życzliwością przyjmuje słowa najwyższego pasterza do wiadomości, lecz potajemnie poleca swym dyplomatom torpedować wszelkie rozmowy Leopolda z potencjalnymi sojusznikami. Niechęć francuskiego króla do panującego za miedzą Habsburga jest większa niż poczucie chrześcijańskiej solidarności wobec najazdu Osmanów…

Oddział jazdy tureckiej z buńczukiem, znakiem imperialnej potęgi.

21 STYCZNIA: Cesarski ambasador w Stambule, Georg Christoph Kunitz, donosi do Wiednia, że sułtan Mehmed IV zgodnie z tradycją nakazał ceremonialnie i pośród modlitw sprowadzić z seraju w Edirne buńczuki i ustawić je przed bramą swego pałacu, co symbolicznie oznacza początek wojny. Pod murami miasta zaczynają się gromadzić przyboczne pułki osmańskich dostojników i jednostki zaciężne z poszczególnych prowincji, a wraz z nimi wozy z amunicją, prowiantem i wszelakim sprzętem wojennym.

23 STYCZNIA: Starhemberg żąda od Nadwornej Izby Skarbowej oczyszczenia kanału prowadzącego wewnątrz bastionów od zbrojowni do płynącej pod miastem odnogi Dunaju (dzisiaj Kanał Dunajski), dzięki czemu można będzie bez przeszkód transportować uzbrojenie i amunicję barkami z arsenału w dół rzeki. 31 stycznia Nadworna Izba Skarbowa odpowiada Starhembergowi, że dowódca straży miejskiej, markiz Obizzi, otrzymał już na ten cel pięćset guldenów, cała zaś kwota przeznaczona na te prace wynosi trzy tysiące guldenów.

24 STYCZNIA: Hrabia Albert von Caprara, poseł nadzwyczajny i pełnomocnik Jego Rzymsko-Cesarskiej Mości, donosi znad Bosforu: Zdaniem osób obeznanych w sztuce wojennej jeszcze nigdy nie czyniono tutaj tak gruntownych przygotowań do wojny. Z drugiej strony ci sami znawcy twierdzą zgodnie, że oddziały tutejsze są zbyt słabe i brak im wojennego doświadczenia. Fakt ten da się wyjaśnić o tyle łatwo, że nawet janczarzy sami muszą się parać rzemiosłem i handlem.

25 STYCZNIA: Święto nawrócenia Świętego Pawła Apostoła, sądny dzień dla rolników. Wedle tradycji minęła już połowa zimy, co daje asumpt do sprawdzenia zapasów – w razie potrzeby trzeba będzie zacisnąć pasa. Kalendarz uczonego Mikołaja Żórawskiego przewiduje na ten dzień siarczysty mróz, co odpowiada doświadczeniom z poprzednich lat.

Węgierska Izba Skarbowa w Bratysławie lęka się o swe akta i pyta, dokąd je wysłać. Skarży się też na spadek wpływów z podatków.

26 STYCZNIA: Zima pokazuje swoje najsurowsze oblicze: siarczysty mróz trzyma w szponach Wiedeń i dziedziczne ziemie Habsburgów. Na Dunaju w okolicy Klosterneuburga powstaje zator lodowy.

Za pośrednictwem hrabiego Dominika von Kaunitza, swego posła w Monachium, Leopold I zawiera sojusz obronny z księciem elektorem bawarskim Maksymilianem Emanuelem. W razie najazdu na dziedziczne ziemie Habsburgów książę zobowiązuje się wysłać cesarzowi na pomoc osiem tysięcy żołnierzy, w tym trzy tysiące jazdy i pięć tysięcy piechoty. W zamian Maksymilian Emanuel otrzymuje roczną pensję w wysokości czterystu tysięcy guldenów. Sojusz nie ogranicza się jednak wyłącznie do zagrożenia tureckiego, lecz w równym stopniu obowiązuje na wypadek ataku wojsk francuskich. Ludwik XIV zagroził już bowiem najazdem na Bawarię, jeśli jego młodszy i bardziej ambitny szwagier Maksymilian Emanuel ośmieli się stanąć po stronie Habsburga. W wypadku ataku Francuzów cesarz zobowiązuje się wesprzeć bawarskiego sojusznika korpusem posiłkowym w sile piętnastu tysięcy żołnierzy.

27 STYCZNIA: W Warszawie zbiera się sejm. Najważniejszym punktem obrad jest zagrożenie ze strony Turcji. Król Jan III Sobieski w swoim inauguracyjnym przemówieniu trzeźwo ocenia sytuację militarną i stanowczo opowiada się za sojuszem z cesarzem. W dramatycznych słowach mówi o tym, że kurucowie atakują już polskie ziemie, a zwasalizowane wobec Turcji państewko Thökölya może stanowić dla Polski trwałe zagrożenie.

Król sytuuje się w opozycji do profrancuskich magnatów, którymi potajemnie dyryguje ambasador Króla Słońce w Warszawie markiz Franciszek de Vitry. Wyposażony przez Ludwika XIV w potężne fundusze dyplomata robi wszystko, by przeciągnąć skorumpowanych polskich dostojników na swoją stronę. Najważniejszą figurą w tej rozgrywce jest poeta i podskarbi wielki koronny Jan Andrzej Morsztyn, który pośredniczy między markizem a polską szlachtą, agitując wśród niej i kupując coraz to nowych sojuszników. Jan III Sobieski zdaje sobie sprawę z działań Morsztyna i każe swoim agentom gromadzić dowody przeciwko podskarbiemu. Przy okazji szpiedzy polskiego króla uzyskują dostęp do tajemnic francuskiej ambasady w Warszawie – obaj sekretarze de Vitry’ego, Deuil i Pellissier, za plecami markiza nawiązują współpracę z agentami Jana III Sobieskiego, za co po powrocie do Francji zostaną przez Ludwika XIV wtrąceni do niesławnej Bastylii…

28 STYCZNIA: Hrabia von Windischgrätz, który dopiero co przyjął wiarę katolicką, w uroczystej kawalkadzie świętuje swój ślub z hrabiną von Sarau. Dwudziestu czterech kawalerów przemierza ulice miasta na pięknych, przystrojonych wstążkami koniach – szlak wiedzie od Sternbergisches Haus przez Strohgässel (dzisiaj Strauchgasse) i Platz Am Hof aż do Kohlmarktu i zamku. Wśród gości jest sam cesarz Leopold I, jako że panna młoda przez długi czas była damą jego dworu.

Tymczasem wciąż trwają narady w sprawie zbliżającej się wojny z Turcją. Przed Nadworną Izbą Skarbową stoi trudne zadanie: szacuje się, że aby stawić czoła Osmanom, trzeba zgromadzić osiemdziesiąt tysięcy wojska w polu i dwadzieścia osiem tysięcy w nadgranicznych twierdzach. Niestety w kasie nie ma pieniędzy potrzebnych do zwerbowania i utrzymania tak wielkiej armii. Na wspólnym posiedzeniu Nadwornej Izby Skarbowej i Nadwornej Rady Wojennej dyskutuje się przeto o wszelkich możliwych oszczędnościach. I tak generał-komisarz proponuje, by generałowie posiadający jedynie jeden regiment w przyszłości otrzymywali niższe gaże, nadto żołnierze mieliby nie dostawać przydziałów chleba. Poza tym komisarz stwierdza, że Rada Wojenna oferuje zbyt wysoki żołd nowo werbowanym żołnierzom. Doświadczeni członkowie Rady stanowczo odrzucają te propozycje, wskazując, że żołnierze, od których wymaga się dyscypliny i waleczności, muszą mieć zapewnione odpowiednie zaopatrzenie, generałowie zaś mają rozmaite obowiązki reprezentacyjne, które już teraz muszą po części finansować z prywatnych środków. Zmniejszenie ich gaży oznaczałoby, że awans generalski stawałby się rodzajem finansowej kary. Z kolei jeśli chodzi o żołd oferowany przez werbowników, to w porównaniu z innymi armiami europejskimi bynajmniej nie jest on zawyżony.

Ostateczne wnioski z narady nie są zbyt optymistyczne: nieodzowna jest pomoc z zewnątrz; należy koniecznie zawierać odpowiednie alianse polityczno-wojskowe i gromadzić potrzebne fundusze.

30 STYCZNIA: Pogoda jest mroźna, toteż mimo wydanego przez cesarza zakazu dworzanie organizują wspaniały kulig – z trąbkami i wojskowymi werblami. Wszyscy bawią się znakomicie, nic więc dziwnego, że uczestnikom dopisują apetyty.

Jest to także dzień nadziei dla wszystkich, którzy cierpią na ból zębów. Rzesze wiernych pielgrzymują do kościoła Świętego Michała Archanioła, by ucałować cudowną relikwię – ząb Świętej Apolonii; dotknięcie relikwii i wstawiennictwo świętej pomagają ponoć w tej dolegliwości.

W Stambule odbywa się narada pod osobistym przewodnictwem sułtana. Kara Mustafa i jego ludzie zdają relację z przygotowań do wojny. Werbunek oddziałów ze wszystkich prowincji imperium przebiega zgodnie z planem – dotarły nawet jednostki syryjskie i egipskie, a chan Murad Gerej prowadzi ze stepów swoich tatarskich wojowników. Mehmed IV w dowód uznania wręcza swym wodzom ceremonialne szaty.

WIELKI WEZYR

Kara Mustafa, syn spahisa o imieniu Uruj Bej z Merzifonu, bez skrupułów wykorzystywał każdą nadarzającą się sposobność, by piąć się po szczeblach kariery. Po śmierci ojca poślubił siostrę wielkiego wezyra Ahmeda Fazila Köprülü, czyniąc tym samym milowy krok w swej drodze ku władzy. Następnie przez wiele lat był admirałem osmańskiej floty (kapudan pasza). W 1670 roku wszedł w skład Dywanu jako trzeci wezyr, aż wreszcie po śmierci szwagra spełnił swoje marzenie i został wielkim wezyrem.

Gniew Kara Mustafy wzbudzał grozę, a okrucieństwo było niewyobrażalne: w 1679 roku po zdobyciu Humania kazał chrześcijańskich jeńców żywcem obedrzeć ze skóry.

Gotów do wojny z giaurami: wielki wezyr Kara Mustafa Pasza. Sztych z epoki.

Słabe wykształcenie wezyr kompensował sprytem i talentem do intryg. Był przekonany o swojej wyjątkowości, a Laz Mustafa, jeden z jego zaufanych i reis ül-küttab, czyli naczelny pisarz Dywanu, utwierdził go w tym mniemaniu, przepowiadając mu wielkie zwycięstwo nad giaurami: Nie zważaj, mój panie, na to, co mówią inni. Możesz wszak działać wedle własnej swej woli. Tyś jest światło, które Bóg posłał i które coraz bardziej jaśnieje. Takiego wojska nie miał jeszcze żaden z królów, nawet Aleksander nie wspiął się na takie wyżyny chwały. Ty zaś nie tylko dotrzesz do Złotego Jabłka, lecz także przemierzysz cały Frangistan i nie znajdziesz nikogo, kto by się odważył stanąć na twojej drodze.

2 Nazwy miejscowości podawane są w brzmieniu polskim (o ile polska nazwa istnieje) lub w brzmieniu używanym w kraju, na którego terytorium dana miejscowość się obecnie znajduje.

LUTY

DRUGI MIESIĄC ROKU BYŁ PRZEZ STAROŻYTNYCH PRZEDSTAWIANY W POSTACI STARCA O BUJNEJ BRODZIE, WŁOSACH DŁUGICH I KĘDZIERZAWYCH I W FUTRZE DO ZIEMI: STOI ON Z NAGIMI DŁOŃMI I BOSY PRZY OGNIU I CĘGAMI PRZYSUWA KU SOBIE WĘGLE ROZŻARZONE, ABY SIĘ OGRZAĆ. OBRAZEM TYM CHCIELI ONI POKAZAĆ, ŻE MIESIĄC ÓW JEST BARDZO ZIMNY I SZKODLIWY DLA ZDROWIA I ŻE LUDZIE, WZGLĄD MAJĄC NA OTWARCIE PORÓW SKÓRNYCH, STOJĄCYM WYSOKO SŁOŃCEM I ODMIENNOŚCIĄ POWIETRZA SPOWODOWANE, WINNI WYSTRZEGAĆ SIĘ ZIMNA. STĄD TEŻ ZWANY JEST MIESIĄC TEN LUTYM, CZYLI SUROWYM, A PRZEZ NIEMCÓW TAKOŻ ROSOCHĄ, OD ZMIENIANEGO WTENCZAS POROŻA.

1 LUTEGO: Poniedziałek, wspomnienie Świętej Brygidy. Cesarz poleca śląskiej Izbie Skarbowej, by tamtejszy urząd lenny wypłacił Johannowi Christophowi Zierowskiemu, cesarskiemu ambasadorowi na dworze króla polskiego, adjutum w wysokości siedmiuset pięćdziesięciu guldenów. Zierowski, wyjaśnia Leopold I, jako poseł cesarski weźmie udział w polskim sejmie, w związku z czym będzie mieć szereg wydatków.

Z Monachium przybywa kurier księcia elektora bawarskiego. Sojusz Leopolda I z Maksymilianem Emanuelem zostaje ostatecznie przypieczętowany wymianą not ratyfikacyjnych.

2 LUTEGO: Święto Matki Boskiej Gromnicznej. Kościół wspomina oczyszczenie Maryi: zgodnie z Prawem Mojżeszowym czterdzieści dni po urodzeniu dziecka żydowska kobieta ma się z nim udać do Świątyni Jerozolimskiej. Od tej pory jest uznawana za „czystą”. Dla upamiętnienia tego wydarzenia Kościół sprawuje specjalną, rozbudowaną liturgię: święci gromnice i odbywa procesję błagalną. Jest to też szczególna data dla sług i służących – tego dnia mogą wymówić służbę lub objąć nową posadę; tradycyjnie jest to także dzień, w którym otrzymują zapłatę.

3 LUTEGO: Wspomnienie Świętego Błażeja. W kościołach cesarskiej stolicy udziela się specjalnego „błogosławieństwa Świętego Błażeja”. Ulubionym miejscem spotkań wiedeńskich chrześcijan pozostaje tego dnia kościół Świętego Michała Archanioła. Wedle dawnej tradycji błogosławieństwo udzielane tego dnia ma chronić szczególnie przed chorobami gardła. Przez cały dzień wierni tłoczą się w świątyni, by ucałować relikwię świętego. Dotykając nią szyi wiernego, duchowny wypowiada formułę błogosławieństwa: Deus et sanctus Blasius liberet te a malo si credis. Amen!

Prymas Węgier wspiera przygotowania do wojny: arcybiskup Szelepcsényi przekazuje dodatkowy podatek turecki w wysokości pięciu tysięcy guldenów w zbożu.

4 LUTEGO: Cesarz nie może dłużej czekać na pieniądze z nadzwyczajnych podatków: wszyscy wiedeńscy mieszczanie, którzy nie zapłacili ogłoszonego w grudniu 1682 roku podatku majątkowego, zostają wezwani przed oblicze komisji, która grozi im podwojeniem należnej kwoty, jeśli ci w ciągu ośmiu dni nie spłacą zaległości. Dotyczy to dwustu trzydziestu ośmiu opieszałych wiedeńskich podatników. Podobne groźby kierowane są pod adresem dłużników w innych miastach, na przykład w Tulln.

5 LUTEGO: Nadworna Izba Skarbowa zapytuje przebywającego w areszcie naczelnego dostawcę cesarskiej armii Samuela Oppenheimera, w jakiej mierze ten będzie w stanie zrealizować dostawy dla wojska. W odpowiedzi Oppenheimer prosi o wydanie mu zarekwirowanych w Pradze dwudziestu tysięcy guldenów oraz uwolnienie jego syna albo przynajmniej sekretarza. Tłumaczy, że ceny zboża gwałtownie wzrosną, więc władze muszą mu dać wolną rękę, gdyż w przeciwnym wypadku nie będzie mógł zagwarantować realizacji zakontraktowanych dostaw.

Izba okazuje zrozumienie dla argumentów kupca i 1 marca poleca, by praski Naczelny Urząd Podatkowy wypłacił Oppenheimerowi dwadzieścia tysięcy guldenów – tyle że aż do lipca nadworny Żyd nie zobaczy z tej sumy nawet krajcara.

Równocześnie oblicza się koszty zwerbowania w Polsce dwóch pułków: regimentu dragonów i czterystukonnego pułku jazdy pancernej. Wedle szacunków kwota potrzebna na zwerbowanie oddziałów wyniesie w sumie sto pięćdziesiąt jeden i pół tysiąca guldenów, a ich utrzymanie przez okres sześciu tygodni pochłonie pięćdziesiąt tysięcy sześćset dwadzieścia pięć guldenów.

Popularna ilustracja z kalendarza: pojedynek z odwiecznym wrogiem

6 LUTEGO: Podczas gdy na polskim sejmie wrogie partie gotują się do decydującej wymiany ciosów, szpiegom Jana III Sobieskiego udaje się w gęstych lasach Mazowsza upolować grubego zwierza: w okolicy wsi Pokrzywnica przebrani za zbójców agenci polskiego króla napadają na trzech kurierów księcia elektora brandenburskiego i zdobywają listy francuskiego ambasadora. Do drugiego, równie udanego napadu, dochodzi 9 lutego. Ponieważ markiz de Vitry i podskarbi Morsztyn słusznie nie ufają zwykłym kurierom, przekazują paczki brandenburskiemu rezydentowi w Warszawie, który ma je przesłać przez Berlin do Paryża. Jednak te dodatkowe środki ostrożności nie stanowią przeszkody dla gotowych na wszystko szpiegów polskiego króla – w ich ręce wpada między innymi zaszyfrowane pismo podskarbiego do François de Callières’a, sekretarza gabinetu Ludwika XIV. Inne listy francuskiego ambasadora i podskarbiego Morsztyna, wysyłane przez Gdańsk, są tam otwierane przez pozostającego na służbie Jana III Sobieskiego generalnego poczmistrza Pawła Grattę, który je kopiuje, a oryginały wysyła dalej do właściwego adresata. Również poczmistrze w Warszawie, Krakowie i miastach nadgranicznych otrzymują polecenie zatrzymywania wszystkich podejrzanych paczek i przekazywania ich polskim szpiegom. Agentami króla dowodzi pochodzący z Bydgoszczy opat Michał Antoni Hacki, budzący grozę specjalista od szyfrów. Hacki, chociaż jest osobą duchowną, nie ma skrupułów: każdy, kto stawia opór jego ludziom lub może zagrażać im jako świadek, płaci życiem.

W ten sposób Sobieski uzyskuje obciążające materiały, które pozwalają mu rozprawić się z Morsztynem i jego zwolennikami.

9 LUTEGO: W cesarskiej zbrojowni trwają badania nad nowymi rodzajami broni: miejski zbrojmistrz Daniel Kolmann prosi o dwieście guldenów, by sfinansować prace nad nowym rodzajem granatu, o większej niż dotąd sile rażenia.

W kraju szerzy się zabobon. Sędzia i rajcy styryjskiego miasta Leoben każą aresztować dwóch podejrzanych włóczęgów: niejakich Petera Melchardta i Michaela Kerna, żebraka znanego w okolicy pod przezwiskiem „Cyganek”. Aresztowanym oprócz kradzieży i rozlicznych oszustw zarzuca się również czary, jako że sprzedawali chłopom „wisielczyki”, czyli korzeń mandragory (radix mandragorae). Wedle ludowych wierzeń ów tajemniczy korzeń, kształtem niebywale przypominający ludzką postać, wyrasta pod szubienicą ze spermy powieszonego złoczyńcy i chroni swego właściciela przed więzieniem oraz wszelkimi ranami, a ponadto zapewnia mu bogactwo i szczęście w miłości. W rzeczywistości aresztowani mężczyźni padli ofiarą własnej chciwości, jako że wciskali łatwowiernym chłopom korzenie, które nie mają nic wspólnego ze słynną mandragorą…

10 LUTEGO: Specjalny wysłannik cesarza, hrabia Karl Ferdinand von Waldstein, dociera do Warszawy. Ma za zadanie doprowadzić do zawarcia sojuszu obronnego z Polską.

11 LUTEGO: Wasale Porty otrzymują polecenie dołączenia do wyprawy przeciwko cesarzowi. Jeden z fermanów adresowany jest do Michała Apafyego: książę Siedmiogrodu ma wraz ze swymi wojskami przyłączyć się do armii wielkiego wezyra. Jednak Apafy, podobnie jak Thököly, nie spieszy się z wykonaniem rozkazu sułtana – tym, co „studzi zapał” transylwańskiego księcia, jest ponoć cesarskie złoto. Książę siedmiogrodzki i jego oddziały Seklerów zjawią się w obozie Kara Mustafy dopiero 22 sierpnia.

12 LUTEGO: Oto prawdziwy majstersztyk politycznej manipulacji: w odpowiedzi na papieskie brewe z 20 stycznia Ludwik XIV zrzuca całą winę za zaistniałą sytuację na Leopolda I. To cesarz jakoby odpowiada za to, że ustalenia zawarte w traktatach pokojowych z Nijmegen (1679) wciąż nie są realizowane. On, Ludwik, robi wprawdzie wszystko, co w jego mocy, by unikać konfliktów i napięć z katolickimi książętami, wszelako Leopold odrzuca każdą propozycję kompromisu, a nawet jest gotów zawrzeć haniebny pokój z Wysoką Portą, by mieć wolną rękę na zachodzie i wszcząć wojnę z Francją. W ten sposób – konkluduje bezczelnie Ludwik – Leopold szkodzi, ma się rozumieć, Kościołowi. Zdaniem Króla Słońce to wiedeński cesarz i jego habsburscy krewni na dworze w Madrycie są największym, a może wręcz jedynym nieszczęściem chrześcijańskiego świata.

13 LUTEGO: Opizio Pallavicini, nuncjusz papieski w Polsce, szuka sojuszników w walce z Turkami wszędzie – nawet pośród Kozaków. Kozacy są jak niespokojne, rozkołysane morze, które przechyla się to w jedną, to w drugą stronę… a jednak zawsze potrafią się znakomicie przysłużyć chrześcijańskiemu światu, pisze nuncjusz w liście do Innocentego XI.

14 LUTEGO: Wspomnienie Świętego Walentego. Kalendarz krakowski obiecuje, że tego dnia piękna zimowa aura pierwszy raz w nowym roku pozwoli myśliwym zaznać przyjemności polowania.

W odręcznym liście do hrabiego Christopha Leopolda Schaffgotscha, przewodniczącego śląskiej Izby Skarbowej, cesarz informuje, iż postanowił zwerbować w Polsce kilka regimentów i oddać je pod komendę księcia Hieronima Lubomirskiego. Potrzebne na ten cel pieniądze Schaffgotsch ma potajemnie przygotować i przechować we Wrocławiu. Dla zachowania dyskrecji zaciąg ma się odbywać pod pretekstem werbowania jednostek dla wojsk Rzeczypospolitej.

15 LUTEGO: Kolejny piękny zimowy dzień, jak zapisał autor Kalendarza krakowskiego – wprost idealny, by zrobić coś dla swego zdrowia: upuścić krew lub zażyć kąpieli.

17 LUTEGO: Przedstawiciele stanów Austrii poniżej rzeki Enns wydają tymczasowy patent wprowadzający nowy podatek od domów. Jako że środki pieniężne, których Leopold zażądał 18 stycznia od stanów na uzbrojenie cesarskiej armii, nie zostały zebrane, w potrzebie zaciągnięto pożyczkę na osiem procent od majętnych członków dolnoaustriackich stanów (jak widać, niektórzy arystokraci – i nie tylko – zrobili na wojnie z Turkami niezły interes). Nowy podatek, który stanowi próbę odzyskania tych pieniędzy od obywateli, ma być wpłacany do Naczelnego Urzędu Podatkowego na koniec każdego kwartału przez każdy uczciwy dom w wysokości dziewięćdziesięciu krajcarów kwartalnie. Ponieważ dyscyplina podatkowa dotkniętych rozmaitymi plagami ojców domów pozostawia wiele do życzenia, pieniądze spływają bardzo powoli.

18 LUTEGO: W Gundelhofie przy Bauernmarkt 2, w domu należącym do Daniela Lazara Springera, umiera kanclerz Johann Paul Hocher. W wystawionym przez miasto Wiedeń akcie zgonu jako przyczynę śmierci podano suchoty. Justus Eberhard Passer wie nieco więcej na temat ostatnich dni wpływowego dostojnika: ponieważ Hocher jest już bardzo słaby i nie wstaje z łóżka, żywe jeszcze ciało już toczą robaki i balwierz musi je za pomocą specjalnego instrumentu usuwać z powykrzywianych dłoni.

Pomoc zbrojna w zamian za czterysta tysięcy guldenów. Książę elektor bawarski Maksymilian Emanuel. Portret pędzla Josepha Viviena.

WIERNY PRAWNIK CESARZA

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

MARZEC

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

KWIECIEŃ

Dostępne w wersji pełnej.

1 KWIETNIA: Prima aprilis to zdaniem dyplomatów nie jest najlepsza data na podpisanie tak ważnej umowy, jak traktat sojuszniczy między Rzecząpospolitą a cesarzem – mimo to sojusz zostaje zawarty, aczkolwiek na wszelki wypadek zabobonni urzędnicy datują dokument na 31 marca. Przymierze obronne przewiduje, że cesarscy generałowie staną na czele wojska w sile sześćdziesięciu tysięcy żołnierzy, a Rzeczpospolita Obojga Narodów wyśle czterdziestotysięczną armię. W razie oblężenia przez Turków Wiednia lub Krakowa sojusznicy zobowiązują się do udzielenia sobie nawzajem wszelkiej możliwej pomocy, poza tym zaś obie strony mają prawo prowadzić własne wojny – cesarz na Węgrzech, Polacy na Podolu i Ukrainie. Aby ułatwić werbunek polskich wojsk, Leopold gwarantuje wpłatę miliona dwustu tysięcy złotych polskich; obie strony mają prawo włączać w sojusz innych sprzymierzeńców. Niestety podejmowane przez Jana III Sobieskiego starania w Rosji oraz na dworze władcy Persji pozostają bezowocne. Gwarantem sojuszu jest papież Innocenty XI, który zobowiązuje się do dalszego finansowego wspierania stron sprzymierzonych; również od niego Rzeczpospolita ma otrzymać milion dwieście tysięcy złotych.

2 KWIETNIA: Przewodniczący komisji do spraw wojny z Turcją, hrabia Zdenko Caspar Kapliř von Sullowitz, składa cesarzowi specjalną relację, w której informuje o wynikach narady w Izbie Skarbowej, która odbyła się 28 marca. Leopold zgadza się z zaproponowanymi działaniami, podpisuje wszystkie dokumenty i prosi Kapliřa o zaplanowanie kolejnych kroków: ustalenie terminu wystawienia nowych regimentów oraz sposobów ich finansowania i uzbrojenia.

3 KWIETNIA: W Innsbrucku dyliżans jadący w kierunku Wiednia czeka na znamienitego gościa: Karol V Leopold, książę Lotaryngii i Baru, namiestnik Tyrolu i głównodowodzący cesarskiej armii polowej żegna się z żoną Eleonorą i dziećmi i wyrusza na wschód – na wojnę. Książę wie już, że jego sojusznikiem w walce z wielkim wezyrem będzie polski król Jan III Sobieski – ten sam, z którym wiosną 1674 roku przegrał wolną elekcję…

Cesarz Leopold I, ubrany cały na czarno i z czarnym piórem przy kapeluszu, pielgrzymuje ufundowaną przez swego ojca Ferdynanda III drogą krzyżową na Kalwarię w Hernals. Wieczorem pisze list do swego najbliższego zaufanego, cudotwórcy Marka z Aviano, w którym skarży się na swe rzekomo trudne położenie: Niebezpieczeństwo staje się coraz większe, jako że wojna jest więcej niż pewna i Turczyn nadciąga ze swą potęgą i wojskiem tak licznym, że od stu lat takiego nie widziano. Ja zaś jestem sam. Nie mam żadnego wsparcia ani w ludziach, ani w pieniądzach, a przecież sprawa ta winna obchodzić wszystkich chrześcijan! Mimo to nie tracę nadziei, jako że si hi in curribus et in equis, nos in nomine Domini4. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, i zgromadzę wojsko w sile czterdziestu tysięcy żołnierzy. List ten został najwyraźniej napisany w tym celu, by mógł posłużyć obrotnemu włoskiemu kapucynowi jako argument za zwiększeniem wsparcia dla cesarza: Leopold milczy na temat zawartego już naonczas sojuszu z Bawarią i Rzecząpospolitą, a pisząc o wojnie Turcji z całym chrześcijaństwem, odwraca uwagę od tego, że konflikt ten eskalował z powodu jego poważnych błędów.

4 KWIETNIA: Judica, piąta niedziela Wielkiego Postu. Armia padyszacha obozuje w wiosce Charmanli, sześć i pół godziny drogi od Mustafa Paşa Köprüsü, miejsca ostatniego odpoczynku. Małe kopczyki usypywane po obu stronach drogi przemarszu wyznaczają trasę, którą mają kroczyć oddziały osmańskie.

Karol V Leopold Lotaryński przybywa do Wiednia i natychmiast zostaje przyjęty na audiencji przez cesarza, po czym zwołuje wielką naradę wojenną. Zgromadzeni dyskutują na temat ewentualnych zamiarów Wielkiej Porty i Thökölya. Udaje im się też ustalić termin wielkiego przeglądu oddziałów armii cesarskiej: spektakl ma się odbyć 6 maja pod Kittsee.

5 KWIETNIA: Kolejna wielka narada, tym razem u hrabiego Kapliřa, w siedzibie Nadwornej Rady Wojennej, na temat sformowania milicji: węgierskiej i chorwackiej. Obecni są między innymi ban Chorwacji hrabia Erdődy, wicekanclerz Bucellini oraz hrabiowie Rosenberg, Esterházy, Herberstein i Kollonitsch. Wynik obrad jest tyleż jednoznaczny, ile ponury: z braku pieniędzy nie ma możliwości wystawienia i utrzymania oddziałów w takiej sile, jak by sobie tego życzono. Dodatkowym problemem jest brak czasu na werbunek.

6 KWIETNIA: Ulewne deszcze uniemożliwiają marsz wojownikom Proroka, którzy rozbijają obóz w okolicy miejscowości Kayali. Wioski mijane przez wojska sułtana są obowiązane dostarczać do obozowiska słomę, siano i jęczmień oraz tyczki do budowy namiotów. Mieszkańcy nie mogą uciec, gdyż wioski są obstawione przez straże, które nikogo nie wypuszczają, dopóki sułtan nie pomaszeruje dalej. Kiedy padyszach rusza w dalszą drogę, mieszkańcom pozwala się łaskawie uciec, co jest o tyle wskazane, że maszerujące jako ariergarda azjatyckie oddziały słyną z brutalnych grabieży i gwałtów.

Przed armią pędzone jest wielkie stado baranów; pilnujący ich pasterze każdego wieczora po sygnale dawanym przez róg mają za zadanie zarżnąć określoną liczbę zwierząt, a następnego ranka świeże mięso jest rozdzielane żołnierzom. Przez cały dzień żołnierzom towarzyszy myśl o wspólnej wieczerzy, jako że na czele każdej jednostki ciągnie obwieszony dzwonkami i dzwoneczkami tabor niosący oddziałowe kociołki oraz warząchwie.

W długiej drodze nie brakuje też zabaw i rozrywek: podczas przemarszu przez wioskę grajkowie z kompanii janczarów zaczynają demonstrować swój muzyczny kunszt, kantorzy intonują sprośne przyśpiewki i rubaszne piosenki, a po chwili ile sił w gardłach przyłącza się do nich cały oddział.

Gdy któryś z janczarów odstaje w marszu, po dotarciu do obozu kompanijni grajkowie odprowadzają go pośród szyderczych komentarzy do jego namiotu, gdzie maruder odbiera solidne lanie. Jako doborowe wojsko sułtana janczarzy są dumni z porządku i dyscypliny, które panują w ich szeregach nawet pośród największych trudów, toteż nie toleruje się tutaj słabości, a ci, którzy im ulegają, są odpowiednio karani.

Gmina targowa Purgstall nad rzeką Erlauf, bogaty ośrodek handlowy na Żelaznym Szlaku, otrzymuje polecenie wysłania trzech ludzi do prac fortyfikacyjnych w Wiedniu. Potencjalnym robotnikom oferuje się dniówkę w wysokości sześciu krajcarów, co nie wywołuje wielkiego entuzjazmu, w związku z czym nikt się nie zgłasza. Wówczas dniówka zostaje podniesiona do dziewięciu krajcarów, jednak bez rezultatu: za takie pieniądze nikt nie ma ochoty harować z dala od domu. Ale ponieważ rozkaz musi być wykonany za wszelką cenę, ostatecznie trzej mężczyźni zostają wyłonieni drogą losowania.

Mieszkańcom Purgstall bardziej niż obrona Wiednia leży na sercu bezpieczeństwo rodzinnej miejscowości. Energią i determinacją wykazuje się przede wszystkim miejscowy dziedzic Carl hrabia Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego i pan Auersperg, baron Purgstall, pan na włościach Altschloss, Reinsperg i Wang, marszałek i szambelan Jego Cesarsko-Rzymskiej Wysokości w Krainie i Słowenii etc. Już 7 października 1682 roku na rozkaz hrabiego odczytano na gminnym zebraniu dekret, w którym każdy mieszkaniec Purgstall pod groźbą grzywny w wysokości sześciu talarów został obowiązany do zaopatrzenia się w muszkiet, trzy funty prochu i cztery funty ołowiu. Aby pokojowo usposobieni mieszkańcy nauczyli się obchodzić ze swoją nową bronią, rozpoczęto regularne ćwiczenia. 20 października 1682 roku na placu targowym odbyły się ćwiczenia nowo utworzonej „straży obywatelskiej”; dowódcą oddziału został miejscowy sędzia, któremu mieli pomagać „oficerowie”: porucznik, chorąży, sierżant i czterech kaprali. Hrabia Auersperg, który wraz z małżonką obserwuje „ćwiczenia” z okna domu pod numerem 30 i jest wielce zadowolony z ich przebiegu, zapewnia mieszkańców Purgstall, że w żadnym wypadku nie zostawi ich na pastwę Turków.

7 KWIETNIA: Nadworna Rada Wojenna i Nadworna Izba Skarbowa wspólnie radzą nad kosztami planowanej kampanii. Z wyliczeń generalnego komisarza wojennego, hrabiego Ferdinanda Breunera, wynika, że kasa wojenna potrzebuje trzech milionów stu pięćdziesięciu tysięcy guldenów. Przedstawiony przez komisarza kosztorys wywołuje gwałtowną dyskusję, lecz w końcu członkowie obu gremiów dochodzą do porozumienia: wystarczyć musi dwa i pół miliona guldenów, czyli suma, której Izba Skarbowa i tak w żadnej mierze nie jest w stanie zapewnić. Nieodzowne wydaje się zaciągnięcie kredytów, na przykład z kasy Wiednia.

Armia padyszacha rozbija obóz w okolicy wioski Papazköyü. Deszcz i błoto w dalszym ciągu utrudniają marsz oddziałów.

8 KWIETNIA: Książę Lotaryński otrzymuje od Hermanna von Badena najnowsze dyspozycje Rady Wojennej: samodzielny korpus pod dowództwem generała hrabiego Johanna von Schultza, złożony z pięciu tysięcy sześciuset piechurów i dwóch tysięcy czterystu jezdnych, ewentualnie wzmocniony oddziałami polskiego magnata Lubomirskiego, ma bronić linii Wagu na północ od twierdzy Leopoldov (Leopoldstadt). Linia dolnego Wagu, od Leopoldova na południe, ma być broniona przez pięć tysięcy członków węgierskiej milicji palatyna hrabiego Paula Esterházyego. Za zabezpieczenie linii Raby od twierdzy Győr do miasta Körmend odpowiadać ma generał hrabia Kristóf Batthyány i jego sześciotysięczna węgierska milicja, a obrona granicy chorwackiej od rzeki Mur przez Sisak aż po Adriatyk spocznie na barkach sześciu tysięcy Chorwatów z garnizonów Varaždin i Karlovac oraz innych twierdz. W centrum znajdzie się trzon armii cesarskiej: dziewięćdziesiąt dwie kompanie piechoty, dziewięć i pół regimentu kawalerii, cztery regimenty dragonów i regiment Chorwatów – w sumie dwadzieścia osiem tysięcy piechoty i czternaście tysięcy jazdy, które mają bronić obszaru między Bratysławą a Jeziorem Nezyderskim.

Książę Lotaryński zostaje poinformowany, że nie istnieje jeszcze dokładny plan operacyjny. Ma on zostać ustalony dopiero podczas wielkiej narady wojennej wespół z generałami. Następnie von Baden przedstawia księciu najnowsze meldunki na temat sił nieprzyjaciela: nie ma wątpliwości, że Kara Mustafa prowadzi przeciwko cesarzowi najpotężniejszą armię w dziejach osmańskiego imperium. Jego wojska liczą ponoć dwieście tysięcy ludzi i maszerują na twierdzę Győr, a może nawet na sam Wiedeń – na tę ostatnią możliwość wskazują raporty, w których wymienione są nawet szczegółowo te części wiedeńskich umocnień, które Turcy zamierzają szturmować. Z kolei na lewym brzegu Dunaju – informuje von Baden – należy się nadto liczyć z atakiem armii kuruców Imre Thökölya.

Karol V Leopold jako doświadczony wódz szybko dostrzega, że zaplanowane środki obronne nie wystarczą w konfrontacji z Turkami, i żąda dodatkowych oddziałów, zwłaszcza kawalerii; według niego trzeba ściągnąć część regimentów stacjonujących na zachodzie. Nadto należy uzbroić ludność wiejską i skierować ją do obrony granicy. Nade wszystko jednak trzeba prosić Sobieskiego, by zamiast podejmować działania na ukraińskich stepach jak najszybciej przybył na Węgry.

Armia sułtana dociera do Płowdiw (Philippopel) i rozbija obóz na brzegu Maricy. Ponieważ most jest zbyt wąski, przekraczając rzekę, oddziały tłoczą się tak bardzo, że czterech żołnierzy zostaje stratowanych.

9 KWIETNIA: Hrabia Johann Esterházy, „wicegenerał” twierdzy Győr, otrzymuje od Nadwornej Rady Wojennej zgodę na to, by w razie potrzeby zaangażować do obrony przed Turkami podległą mu szlachtę, mieszczan i wolontariuszy. Nadto otrzymuje prawo karania „opornych”.

10 KWIETNIA: Opizio Pallavicini, papieski nuncjusz w Warszawie, jest w znakomitym nastroju: z satysfakcją donosi Innocentemu XI o powodzeniu zaplanowanej przez Sobieskiego akcji przeciwko Morsztynowi i de Vitry’emu.

11 KWIETNIA: Niedziela Palmowa. Mimo zagrożenia wojną wiedeńczycy nie rezygnują z dawnego i bardzo popularnego zwyczaju, który przy okazji przynosi parafiom drobny dochód: jak każdego roku w katedrze Świętego Stefana czeka na dzieci osiołek, na którym za opłatą można zrobić rundkę wokół świątyni. Również wiele innych parafii wyciąga z pakamer swoje osiołki i oczyściwszy je i przystroiwszy, liczy na chętnych do wydania grosza wiernych. Zwierzęta nie są żywe, lecz wystrugane z drewna bądź odlane ze spiżu i ustawione na wózku ciągniętym przez ministrantów, braci zakonnych lub zakonnice. Mimo to rodzice wmawiają sobie, że dzieci, które przejadą się na osiołku, będą się znakomicie rozwijać. Sami zaś towarzyszą pociechom, dzierżąc w dłoni gałązkę oliwną.

12 KWIETNIA: Wojsko sułtana dociera do miasta Tatar Pazardżik, sześć godzin marszu od Płowdiw, i ponownie rozbija obóz na brzegu Maricy. Również tym razem są problemy z przeprawą przez rzekę: wozy blokują most, powstaje korek i ścisk.

13 KWIETNIA: Oddziały Wielkiej Porty obozują na brzegu Maricy w okolicy wioski Sarhanbegli, cztery godziny drogi od Tatar Pazardżik. I tym razem nie obywa się bez ścisku na moście.

14 KWIETNIA: Turecka armia przechodzi przez kilka wąwozów, w tym Dziewczęcy Jar, i rozbija obóz w okolicy Sipahi Köprüsü, sześć godzin drogi od Sarhanbegli. Mehmed IV żąda szybkiego marszu, toteż orszak dostojników musi się poruszać w trudnym terenie również nocą.

15 KWIETNIA: Wielki Czwartek, zwany też „dniem pojednania”. Na wiedeńskim dworze cesarz i cesarzowa jak co roku dokonują obrzędu obmycia nóg. Tym razem do udziału w obrzędzie łaskawie wybrano dwunastu ubogich mężczyzn i dwanaście ubogich kobiet. Najstarsza z kobiet, którym cesarzowa Eleonora Magdalena obmywa stopy, ma dziewięćdziesiąt jeden lat, najmłodsza – sześćdziesiąt osiem, a wszystkie w sumie liczą dziewięćset trzydzieści pięć lat. Obmywając stopy starszym mężczyznom i kobietom, cesarz i cesarzowa naśladują Jezusa Chrystusa, który po Ostatniej Wieczerzy wykonał tę pokorną posługę miłości wobec apostołów.

16 KWIETNIA: Wielki Piątek. Dzwony kościelne odlatują do Rzymu – zgodnie ze starożytnym zwyczajem tego dnia milkną i zostają zastąpione przez kołatki; grupy dzieci z kołatkami o piątej rano wyrywają wszystkich ze snu.

17 KWIETNIA: Wielka Sobota. Margrabia Ludwig Wilhelm von Baden, bratanek przewodniczącego Rady Wojennej, przybywa z częścią swoich oddziałów do Wiednia – do miasta wkracza równo dziewięciuset ludzi.

Armia Wysokiej Porty dociera w okolice Sofii. Jej oddziały – janczarzy, spahisowie, czebeczi i artyleria – stają w dwuszeregu, tworząc imponujący szpaler aż do namiotu padyszacha. Mehmed IV, wzruszony tym wspaniałym przyjęciem, okazuje wszystkim wojownikom łaskawość i szczodrość, a następnie zdrożony udaje się na odpoczynek.

Wieczorem polski sejm zbiera się na ostatnim posiedzeniu – dla przeciwników przymierza z cesarzem to jedyna szansa, by udaremnić zawarcie sojuszu.

Również wieczorem rodzina cesarska oraz damy i kawalerowie dworu uczestniczą w nabożeństwie w kościele Augustianów. Dla uczczenia uroczystej chwili żołnierze wypalają z muszkietów, dmą w trąbki i biją w werble; Najświętszy Sakrament znów zostaje umieszczony w tabernakulum.

Protokół spisany starannie dla potomności: nazwiska dwunastu kobiet, którym cesarzowa obmywa stopy.

Wojsko sułtana dociera do Sofii i obozuje na rozległym polu pod miastem. W końcu oddziały znów mają dobrą wodę i pod dostatkiem jedzenia. Aby dać wytchnienie zwierzętom pociągowym, dowództwo zarządza dwa dni odpoczynku.

18 KWIETNIA: Niedziela Wielkanocna. Wczesnym rankiem polski sejm ostatecznie zatwierdza sojusz z cesarzem: nikt nie zgłasza veta, posłowie rozjeżdżają się do domów.

Leopold I uczestniczy w mszy wielkanocnej w katedrze świętego Stefana; monarcha ma na sobie wyszywane złotem szaty i kapelusz z czerwonymi piórami; jego wierzchowiec, wspaniały siwosz, zachwyca kunsztownym ogłowiem i drogocennym siodłem.

Po nabożeństwie cesarz wraz z małżonką bierze udział w publicznym posiłku.

19 KWIETNIA: Poniedziałek Wielkanocny. Ulicami miasta znów ciągną oddziały – tym razem pięciuset żołnierzy generała wachmistrza barona Johanna von Diepenthala. Poza tym do Wiednia dociera artyleria: dziewięćset koni i sto sześćdziesiąt dziewięć wozów.

20 KWIETNIA: Trzeci dzień oktawy Wielkiejnocy. Do Wiednia zostaje dostarczona amunicja z Eisenwurzen: w pobliżu bramy Rotenturmtor przybijają do brzegu trzy statki ze Steyru wiozące dwa tysiące armatnich kul żelaznych i kilka tysięcy kul łańcuchowych. Przez miasto maszeruje pół regimentu Scherffenberga: tysiąc dwudziestu ludzi niosących osiem sztandarów.

Również na wschodnich równinach błyska broń i dudnią kopyta kawaleryjskich koni: w rejonie Bratysławy i Kittsee, gdzie ma nastąpić koncentracja wojsk, gromadzą się cesarskie oddziały pod dowództwem generała lejtnanta hrabiego Rudolfa Rabatty – sztab, chorągwie oraz tabory. Rabatta zgodnie z planem przygotowuje miejsce pod budowę wielkiego obozowiska.

Różne formy namiotów używanych przez wojsko osmańskie. Źródło: Luigi F. Marsigli, Stato Militare dell’Imperio Ottomano, Amsterdam 1732.

21 KWIETNIA: Wielka narada wojenna u księcia Karola V Leopolda. Zapada decyzja, iż oddziały feldmarschall-leutnanta Schultza zostaną zrazu rozlokowane pod Żyliną i Nowym Miastem nad Wagiem; w dolnym biegu Wagu uzupełnią je trzy chorwackie regimenty: Lodrona, Kéryego i Ricchiardiego, również podległe hrabiemu Schultzowi. Jeśli chodzi o miasta górnicze oraz Trenczyn, Leopoldov, Nitrę i inne miejscowości w tej okolicy, to organizacja ich obrony i dyslokacja oddziałów pozostaje w gestii głównodowodzącego i będzie uzależniona od rozwoju sytuacji. Główne siły armii cesarskiej po przeglądzie wojsk pod Kittsee mają zająć pozycje pod Komárnem, skąd najłatwiej będzie reagować na ewentualne ruchy nieprzyjaciela. Dopóki jednak siły nieprzyjaciela przeważają, należy za wszelką cenę unikać bitwy.

Hrabia Johann Esterházy otrzymuje rozkaz sformowania milicji i ściągnięcia ich w okolice twierdzy Győr. Dowództwo nad tymi oddziałami obejmie palatyn Węgier.

Aby zwiększyć tempo budowy szańców, regimenty Grany i Souches’a zostają odkomenderowane do Győru, dokąd przybywa też inżynier podpułkownik Georg Rimpler, mający pokierować pracami fortyfikacyjnymi.

Na dziedzińcu swego wiedeńskiego pałacu Leopold I dokonuje przeglądu artylerii gotowej do wymarszu na wschód; jej dowódcą mianuje komendanta miasta Starhemberga; dowódcą artylerii na bastionach zostaje Christoph von Börner. Oddziały wytoczyły ze zbrojowni sześćdziesiąt cztery działa; w tej chwili to wszystkie armaty w mieście.

22 KWIETNIA: Ludwik XIV kładzie kres nieudanej polityce francuskiej w Polsce: w liście rozkazuje de Vitry’emu złożyć na polskim dworze pożegnalną wizytę. Przy tej okazji ambasador musi w obecności licznego audytorium raz jeszcze odrzucić wszystkie oskarżenia.

Papież Innocenty XI nie jest ukontentowany zmyślną odpowiedzią z 12 lutego, w której Ludwik XIV zwyczajnie zignorował kwestię swego zbrojnego wsparcia w wojnie przeciwko Turcji. Papież w nowym brewe stanowczo przypomina francuskiemu monarsze o jego obowiązkach jako rex christianissimus i obiecuje mu gloire immortelle – czyli nieśmiertelną chwałę – jeśli tylko pomoże zwyciężyć Turków. Ludwik pozostaje jednakże niewzruszony – podtrzymuje żądanie, by Leopold uznał tak zwane reuniony, dlatego nie może wesprzeć cesarza.

Obóz cesarski zbroi się na wojnę, bez przerwy jednak borykając się z rozmaitymi niedoborami: markiz Obizzi donosi, że brakuje tak zwanych czajek, szalenie istotnych podczas wojny nad Dunajem, która co rusz wymaga przeprawiania się na drugi brzeg rzeki; ostatecznie nowe czajki ma dostarczyć urząd solny w Gmunden.

23 KWIETNIA: Rzesze gapiów wyruszają już pod Kittsee obejrzeć cesarskie wojska. Oddziały niemal bez przerwy maszerują przez miasto; tego dnia są to nowo sformowany regiment księcia Wirtembergii i regiment hrabiego de Souches’a.

24 KWIETNIA: Wspomnienie Świętego Jerzego, żołnierza Chrystusowego i jednego z wielkich patronów i obrońców Wiednia. Książę Christian zu Merseburg przyjeżdża do Wiednia i gości na obiedzie u Justusa Eberharda Passera.

Tymczasem wojska padyszacha obozują na łąkach pod Niszem. Ponieważ całodzienna ulewa zamieniła drogi w rzeki błota, Turcy zostają tu aż do 26 kwietnia. Chmara wojska z mozołem brnie naprzód; wiele zwierząt pociągowych, niemiłosiernie okładanych przez poganiaczy, pada w drodze.

25 KWIETNIA: Quasimodogeniti, pierwsza niedziela po Wielkiejnocy. Tłumy ciekawskich wciąż przyjeżdżają obejrzeć armię pod Kittsee; gapie nie zważają na zakaz wjazdu na pola, po których mają defilować oddziały.

26 KWIETNIA: Książę Karol V Leopold Lotaryński organizuje swoją kwaterę główną w Kittsee. W skład jego orszaku jak zwykle wchodzi opat François Le Bègue, dyplomata i bliski zaufany księcia, który od 30 kwietnia będzie sumiennie i szczegółowo notował w dzienniku wydarzenia kampanii 1683 roku. Le Bègue, wywodzący się ze starej normandzkiej szlachty posiadacz tytułu Grand Vicaire du Primat et Premier Ministre de la Lorraine, jest całkowicie oddany Jego Wysokości, a po śmierci księcia w 1690 roku obejmie na wiedeńskim dworze stanowisko wychowawcy cesarskich dzieci.

27 KWIETNIA: Rankiem wojsko Kara Mustafy opuszcza Aleksinac; tureccy żołnierze wciąż muszą się borykać z błotnistymi drogami i niedoborem żywności, przede wszystkim chleba. Cena jęczmienia, jak czytamy w dzienniku tłumacza Wysokiej Porty, wzrosła już do 20 akcze za porcję paszy. Na żołnierzy często napadają zbójnicy.

Celem, do którego wojsko ma dotrzeć tego dnia, jest majątek Kinalioglu w pobliżu dzisiejszego miasta Ćićevac.

28 KWIETNIA: Oddziały padyszacha obozują na polach pod miastem Jagodina w dolinie Morawy.

We Wrocławiu umiera naczelny syndyk i radca cesarski Daniel Casper von Lohenstein, jeden z najwybitniejszych poetów epoki. W swoim dramacie Ibrahim Sultan, napisanym w 1673 roku z okazji ślubu Leopolda I z drugą żoną Claudią Felicitas, Lohenstein przedstawił obalonego i zamordowanego w 1648 roku sułtana jako krwawego tyrana i lubieżnika, który dopuszcza się brutalnych gwałtów; w przeciwieństwie do tego antychrysta Leopold i Claudia Felicitas zostali przedstawieni jako dwa ziemskie anioły, w których królestwie lew i jagnię polegują zgodnie.

Niemal do samej śmierci Lohenstein pracował nad wielką powieścią Arminiusz, która ostatecznie zostanie dokończona przez lipskiego kaznodzieję Christiana Wagnera i w latach 1689–1690 ukaże się drukiem. Również w tej barwnej opowieści o władzy, miłości i bohaterstwie, która może być czytana jako współczesny komentarz do wydarzeń politycznych, pojawia się cesarz – tym razem przedstawiony jest jako drugi Hermann, wódz Cherusków i dzielny obrońca niemieckiej wolności.

Wrocławski pisarz i dyplomata, który w 1675 roku, przebywając z misją na wiedeńskim dworze, miał okazję poznać cesarza, nie był bynajmniej odosobniony w swoich peanach na cześć Leopolda: również śląski kolega Lohensteina po piórze, Johann Christian Hallmann, bez zażenowania sławił heroiczną wielkość habsburskiego monarchy:

LEOPOLD NIEZWYCIĘŻONY

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

MAJ

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

CZERWIEC

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

LIPIEC

Dostępne w wersji pełnej.

1 LIPCA: Czwartek. Nad równinami zachodnich Węgier świeci jasne słońce, zapowiada się upalny letni dzień. Jednak w szeregach armii cesarskiej, która od wczesnych godzin porannych czeka na prawym brzegu Raby w gotowości bojowej, nikt nie myśli o pogodzie ani nie napawa się pięknem krajobrazu. Żołnierze w napięciu śledzą spektakl, który rozgrywa się na ich oczach po drugiej stronie rzeki: w theatrum belli12 podnosi się właśnie kurtyna. Wyczekiwane z trwogą i nadzieją nieprzyjacielskie wojsko wreszcie przybyło: otoczone potężnym kłębem kurzu maszeruje po drugiej stronie rzeki w porządku bitewnym. Na prawym skrzydle, na styku z twierdzą Győr, budzący grozę doborowy oddział janczarów, w centrum Kara Mustafa z artylerią i wielkim taborem, na lewym skrzydle uzbrojone w kopie szwadrony spahisów. Idący ponad dwumilowym frontem wojownicy padyszacha stanowią imponujący obraz imperialnej potęgi.

Książę lotaryński każe salwą artylerii przepędzić zwiadowców, który zbliżają się do rzeki, by zbadać głębokość wody i znaleźć dla reszty oddziałów odpowiednie brody, lecz ogień dział nie robi na nieprzyjacielu wielkiego wrażenia. Podczas gdy turecka artyleria zaczyna w pobliżu rzeki wznosić swoje stanowiska ogniowe, oddział Tatarów chana Murada Gereja, prowadzony przez znających okolicę węgierskich „rebeliantów”, idzie w górę Raby, na południe i w wielu miejscach przekracza rzekę. Nadgraniczne oddziały hrabiego Batthyányego na widok Tatarów bez walki opuszczają swoje pozycje. Dużo mniej licznej kawalerii cesarskiej grozi odcięcie od głównych sił, toteż musi się wycofać, zostawiając osady na południowej wyspie Raby na pastwę wojsk wielkiego wezyra. Wioski i gminy targowe nad rzeką Répce stają w ogniu – Tatarzy plądrują je oraz mordują i uprowadzają w niewolę mieszkańców. Linia obrony na Rabie załamuje się, zanim jeszcze dochodzi do pierwszej bitwy.

Wieczorem książę lotaryński, wciąż mając w pamięci napomnienia cesarza i nie znając prawdziwych zamiarów Kara Mustafy, zarządza odwrót. Wysyła jedynie trzynaście kompanii piechoty do wzmocnienia załogi twierdzy Győr, a reszta oddziałów pieszych i artyleria pod dowództwem feldzeugmeistra hrabiego Lesliego zostają wycofane na Małą Wyspę Żytnią. Jeśli Kara Mustafa mimo wszystko uderzy na Győr, oddziały z wyspy będą mogły przyjść obrońcom twierdzy z odsieczą. Sam książę Lotaryngii rusza z kawalerią w rejon Mosonmagyaróváru; kolejne zagony Tatarów mają być powstrzymywane na linii Litawy.

Imponujący spektakl: wojska Kara Mustafy dochodzące do Raby. Źródło: Luigi F. Marsigli, Stato Militare dell’Imperio Ottomano, Amsterdam 1732.

Wiedeńscy dworzanie nie mają pojęcia o tym, co się dzieje: koniuszy cesarza, hrabia Ferdinand Bonaventura von Harrach, zapisuje w swoim dzienniku, że lasy i przełęcze są zatarasowane i obsadzone przez oddziały hrabiego Batthyányego, które wraz z jednostkami hrabiego Draskovicha uniemożliwią Turkom przerwanie obrony.

2 LIPCA: Piątek, święto Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny. W kościołach jak zwykle celebruje się Festum Visitationis Mariae, a chłopi tradycyjnie dla obrony przed piorunami wieszają przy oknach leszczynowe witki, lecz myśli wszystkich krążą wokół Turków. Do Wiednia przybywa generał adiutant księcia lotaryńskiego z wiadomością, że dwadzieścia tysięcy Tatarów przekroczyło już Rabę i zaczęło palić wioski po tej stronie rzeki, krwawo mordując mieszkańców; nie wiadomo tylko, czy los ten stanie się też udziałem Styrii lub Austrii. Na dworze nikt jeszcze nie chce dać temu wiary; panuje spokój i tutejsi kawalerowie są weseli, ufność pokładając w dzielnych wojakach, pisze zjadliwie Justus Eberhard Passer.

W samą porę dociera do Wiednia transport zorganizowany przez Samuela Oppenheimera – na dunajskich barkach znajduje się dwadzieścia sześć tysięcy granatów. Trwają gorączkowe prace przy budowie fortyfikacji.

Wieczorem książę lotaryński wkracza z kawalerią do obozu pod Mosonmagyaróvárem. W trakcie odwrotu za strażą tylną, sprawnie dowodzoną przez hrabiego Rabattę, cały czas podążali Tatarzy, którzy wszelako nie odważyli się zaatakować cesarskiej jazdy.

GEHENNA CLAUDIUSA ANGELUSA DE MARTELLEGO

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

Na poprzedniej stronie: Nie do odcyfrowania dla Turków: zaszyfrowane listy giaurów.

23 sierpnia, w wigilię dnia Świętego Bartłomieja, transport z rotmistrzem Martellim dotarł do Székesfehérváru, dawnego miejsca koronacji węgierskich królów, które od 1543 roku znajdowało się w rękach Osmanów. Jako „schronienie” dla wyczerpanych jeńców, których unieruchomione w dybach dłonie spuchły, poobcierały się albo wręcz stały siedliskiem robactwa i zaczęły już gnić, miał służyć Demnitz, czyli okryty złą sławą miejski loch. Cuchnące podziemia, do których więźniowie musieli schodzić po drabinie, pełne były wszelkiego robactwa i wilgoci, która sączyła się przez mury z okolicznych bagien. Martellemu przypadło w udziale miejsce w najgorszym zakątku, tuż obok wielkich kubłów, do których osadzeni załatwiali swoje potrzeby i które dzień i noc roztaczały potworny fetor. I właśnie te wiecznie przepełnione ekskrementami kubły stały się przedmiotem kłótni więźniów węgierskich z niemieckimi: Węgrzy zażądali, by to właśnie siedzący najbliżej wiader Martelli wynosił nieczystości, co wywołało zdecydowany przeciw Niemców; koniec końców tego mało chwalebnego zadania podjęło się kilku silniejszych jeńców narodowości niemieckiej.

Brudna, zatęchła woda, brak chleba oraz wilgoć i robactwo sprawiły, że z dziewięćdziesięciu czterech więźniów w krótkim czasie przy życiu zostało ledwie dwudziestu dziewięciu; Martelli, który sam był bardzo słaby i dlatego regularnie miał puszczaną krew, każdego ranka znajdował wokół siebie martwe ciała na spleśniałych szmatach, które służyły im za posłanie. On sam, kompletnie nagi, pokryty brudem i robactwem, spędzał dnie, niespokojnie drzemiąc. Paradoksalnie lepiej wiodło się tym, którzy przebywali w lochu od dłuższego czasu: ci więźniowie codziennie wychodzili do niewolniczej pracy, podczas której byli co prawda szykanowani i bici, ale też mogli zaczerpnąć świeżego powietrza; owi „szczęśliwcy” nie zapominali jednakże o swych towarzyszach niedoli i zawsze przynosili im – w tym Martellemu – coś do jedzenia: kawałek sera, jabłko, cebulę, śliwki czy winogrona.

W tym, zdałoby się, beznadziejnym położeniu wieść o klęsce Kara Mustafy pod Wiedniem, którą tureccy strażnicy przyjęli wielkim „biada”, tchnęła w rotmistrza nową nadzieję i siły. Korzystając z pośrednictwa dwóch węgierskich chłopów, którzy przekazali jego listy, Martelli postanowił nawiązać kontakt z cesarskimi oficerami w Komárnie. Plan się powiódł i wkrótce wieśniacy przynieśli odpowiedź oraz pieniądze; niestety z otrzymanych od oficerów dziesięciu guldenów trzy i pół guldena chłopi zdążyli już wydać, ale pieniądze te i tak uratowały Martellemu życie, gdyż w najgorszym okresie pozwoliły mu kupować jedzenie…

Przez pewien czas nadzorcy lochu tolerowali kontakty rotmistrza ze światem zewnętrznym, licząc, że ubiją dobry interes z twardym giaurem, którego teraz, chcąc wyciągnąć zeń okup, zaczęli traktować nieco lepiej, lecz niestety wkrótce militarne sukcesy wojsk sprzymierzonych obróciły się przeciwko jeńcom. Poniesiona 7 października klęska pod Parkanami wywołała w turecko-węgierskich miastach prawdziwą panikę. Turecka załoga Székesfehérváru postanowiła odesłać najważniejszych jeńców, w tym Martellego, do Budy i 16 października podstawiono wozy drabiniaste. Jak się później dowiedział rotmistrz, tego samego dnia Leonhard Härtl, cesarski urzędnik odpowiedzialny w Komárnie za dostawy prowiantu, wysłał list, w którym zaproponował wymianę Martellego za ważnego tureckiego jeńca o imieniu Mustafa. Niestety list dotarł do Székesfehérváru za późno i rotmistrza czekała dalsza gehenna: skuty z innymi jeńcami musiał wsiąść na wóz, który bocznymi drogami ruszył w kierunku Budy…

(Ciąg dalszy dziejów rotmistrza Martellego znajduje się pod wpisem z 17 października.)

3 LIPCA: Wieści z ogarniętego pożogą wschodu w zasadzie nie pozostawiają wątpliwości: linia obrony na Rabie została przerwana. Mimo to cesarz pozostaje dziwnie spokojny – najwyraźniej wciąż ufa w wojenny kunszt swego ukochanego szwagra, który kontynuuje planowy odwrót i tego dnia dociera do osady Deutsch Jahrndorf. Co prawda żołnierze w drodze widzą płonące po lewo i po prawo wioski, lecz książę lotaryński, który wciąż obawia się bitwy z przeważającym liczebnie wrogiem, zabrania wypadów przeciwko mordującym okoliczną ludność Tatarom – nawet za cenę niewypełnienia najważniejszego rozkazu Leopolda, to jest obrony dziedzicznych ziem habsburskich i ich mieszkańców. Ta trzeźwa militarna kalkulacja sprawia, że dziesiątki tysięcy poddanych cesarza pozostaje na łasce Tatarów.

W trakcie odwrotu armia cesarska mija niemal całkowicie już zniszczone Sommerein, którego mieszkańcy zostali zmasakrowani lub wzięci w niewolę – lecz nawet ten potworny widok nie zmienia decyzji księcia. Mimo to od czasu do czasu niektóre miejscowości otrzymują pomoc: regiment dragonów Castell zostaje wysłany do Wiener Neustadt, podpułkownik Heissler z ośmiusetosobowym oddziałem – do Neusiedl am See, pięćdziesięciu jezdnych ma wzmocnić Bruck nad Litawą, a trzystu ludzi zostaje odkomenderowanych z powrotem do obrony Mosonmagyaróváru.

4 LIPCA: Rankiem cesarz uczestniczy w mszy w kościele Świętego Michała Archanioła – słucha kazania i oddaje się modlitwie. Jeśli chodzi o armię, to wiadomo jedynie, że wróciła pod Kittsee – o dziwo nie ma żadnego stałego połączenia kurierskiego między kwaterą główną księcia lotaryńskiego a dworem. Zagrożenie ze strony Tatarów wciąż nie jest traktowane z należytą powagą. Kilka wiosek wokół Jeziora Nezyderskiego zostało ponoć podpalonych, lecz zdaniem Leopolda to nie jest powód do szczególnego niepokoju, toteż plany cesarza na następne dni nie ulegają zmianie – aktualny jest między innymi wypad na polowanie do Giesshübl, zaplanowany na 6 lipca. Podczas posiedzenia Rady Tajnej cesarz upiera się jednak, by w czwartek, 8 lipca, następca tronu arcyksiążę Józef wyjechał z miasta; nadto ustalone zostają konkretne działania: budowa szańców w Lesie Wiedeńskim i usunięcie obcych z miasta; to oznacza, że Rada nie wyklucza możliwości oblężenia Wiednia.

Koniuszy cesarza, hrabia von Harrach, nie zamierza czekać i jeszcze tego samego dnia wyprawia swoją rodzinę ze stolicy.

Wciąż trwają intensywne prace nad ufortyfikowaniem miasta: stawia się palisady i sypie szańce.

Podczas gdy cesarska piechota pod dowództwem hrabiego Leslie’ego znajduje się jeszcze na Wyspie Żytniej i wycofuje się w kierunku Bratysławy, książę lotaryński stoi z kawalerią pod Rohrau, czekając na ruchy nieprzyjaciela.

Dyrektor Nadwornej Izby Skarbowej hrabia Sigmund von Trauttmansdorff zarządza budowę zasieków w Lesie Wiedeńskim – przez długie miesiące zwlekano z tą decyzją, a teraz jest już za późno, by przygotować linię obronną z prawdziwego zdarzenia.

Mimo to pracownicy Urzędu Leśnego pod kierownictwem Johanna Eggera robią wszystko, co w ich mocy, by w ciągu tych kilku dni, które im pozostały, zabezpieczyć jakoś swoje rodziny i domy.

W nocy z 4 na 5 lipca pod oknami Emericha Sinellego, biskupa Wiednia, gromadzi się wzburzony tłum; nagle zaczynają fruwać kamienie, słychać brzęk tłuczonych szyb. Wiedeńczycy wiedzą, że Sinelli jako nadworny kaznodzieja i doradca cesarza jest współodpowiedzialny za prześladowanie protestantów na Węgrzech. Po tym incydencie biskup postanawia opuścić Wiedeń i udaje się do Linzu; wielu księży, zakonników i sióstr zakonnych idzie w jego ślady – co bardziej ostrożni podróżują w przebraniu, gdyż w Dolnej Austrii chłopi urządzają polowania na duchownych, zwłaszcza jezuitów.

5 LIPCA: Czterej rajcy z Sopronu uzyskują audiencję u cesarza i w wymownych słowach malują cesarzowi obraz nadciągającego zagrożenia; mówią też o ofercie złożonej miastu przez Thökölya. Leopold łaskawie przyjmuje relację rajców do wiadomości, ale nadal pozostaje dość spokojny. Wśród wydanych tego dnia cesarskich dyspozycji znajduje się nominacja księcia von Croya na nowego komendanta twierdzy Győr. Z Bratysławy przybywają hrabia Pálffy i dwustu kirasjerów z koroną króla Węgier.

6 LIPCA: Mimo ostrzeżeń Leopold I zgodnie z planem udaje się na polowanie do jednego ze swoich ulubionych rewirów pod Giesshübl – cesarz nie rozumie, dlaczego miałby rezygnować z tej rozrywki. Obiad spożywa pośród fontann i przy dźwiękach muzyki w Perchtoldsdorfie, w domu niejakiego Pergera; nastrój zakłócają pierwsi uchodźcy, których rozpaczliwe skargi i przerażające relacje świadczą o tym, że sytuacja jest naprawdę poważna. Leopold nie chce jednak przyjąć do wiadomości, że on sam i jego rezydencja są w śmiertelnym niebezpieczeństwie.

Dwupiętrowy szpital przy dzisiejszym Lobkowitzplatz, jedyny w obrębie murów miasta, jest już przepełniony chorymi zbiegami; ci, którzy nie zdobyli szpitalnego łóżka i nie mają pieniędzy, by kupić miejsce w królestwie potężnego zarządcy szpitala, muszą koczować pod gołym niebem. Dopiero po pewnym czasie przybyszom zostaną przydzielone kwatery w mieszkaniach opuszczonych przez duchowieństwo i szlachtę.

7 LIPCA: O dziewiątej rano książę Lotaryngii otrzymuje wiadomość, że siły nieprzyjaciela przekroczyły już Litawę, co umacnia go w przekonaniu, że celem Kara Mustafy musi być Wiedeń. Książę rozkazuje natychmiastowy odwrót w kierunku cesarskiej stolicy i śle umyślnego na Wyspę Żytnią – również piechota hrabiego Lesliego ma najszybciej, jak to możliwe, ruszyć w kierunku Wiednia.

Kiedy kolumna zaopatrzeniowa ciągnącej w stronę miasteczka Fischamend cesarskiej kawalerii zostaje nagle zaatakowana pod Regelsbrunnem przez silny oddział wietrzących łupy Tatarów, jednostki niemieckie wpadają w panikę – regiment Montecuccolego i pododdziały regimentów Taaffego, Dupigny’ego, Styruma i Sabaudzki rzucają się do ucieczki. Dopiero osobista interwencja księcia Lotaryngii uspokaja sytuację i jezdni nieprzyjaciela wycofują się pod naporem kontratakujących wojsk cesarskich. Straty wojsk sprzymierzonych są jednak przerażające: około trzystu zabitych, w tym książę Tomasz von Arenberg, któremu tatarska szabla rozpłatała głowę. Wśród ciężko rannych jest również przedstawiciel europejskiej arystokracji: pułkownik książę Ludwik Juliusz Sabaudzki, którego koń upadł tak nieszczęśliwie, że siodło przygniotło mu klatkę piersiową. Ranny zostaje prowizorycznie opatrzony, ułożony na wozie i odtransportowany do Wiednia. Wieść o niefortunnej potyczce szerzy się błyskawicznie i już około drugiej po południu wywołuje w cesarskiej stolicy istną histerię; hrabiowie Caprara i Zdenko Caspar Kapliř publicznie stwierdzają, że jeśli cesarz nie chce zostać uwięziony przez Turków, nie powinien zwlekać ani kwadransa dłużej. Również sam Leopold zdaje sobie w końcu sprawę z niebezpieczeństwa: o szóstej wieczorem wzywa do siebie wszystkich obecnych w Wiedniu tajnych radców i pyta, czy powinien opuścić miasto. Dostojnicy są jednomyślni: cesarz winien bezzwłocznie, jeszcze tego wieczora wyjechać – najbezpieczniej będzie mostem do Korneuburga i dalej w górę Dunaju do Krems.

Rozkaz wyjazdu wywołuje w Hofburgu niebywałą konfuzję, lecz koniuszy cesarski, hrabia von Harrach, jakimś sposobem staje na wysokości zadania i przygotowuje potrzebne powozy i furmanki; ma nawet czas przebrać się w strój podróżny. Leopold wydaje ostatnie instrukcje w kwestii obrony miasta, Starhemberg i Kapliř cieszą się pełnym zaufaniem cesarza…

UCIECZKA CESARZA LEOPOLDA I Z WIEDNIA

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

SIERPIEŃ

Dostępne w wersji pełnej.

1 SIERPNIA: Ósma niedziela po Zielonych Świątkach, uroczystość Świętego Piotra w Okowach, która upamiętnia uwięzienie apostoła przez Rzymian. Wedle tradycji tego dnia Bóg strącił Szatana do piekieł; jest to zatem prawdziwie feralny dzień, w którym przyda się skuteczny amulet.

Tureckie armaty milczą, lecz na pozycjach obrońców trwa zacięta walka: na odcinku przed bramą Burgtor wojownicy Kara Mehmeda Paszy próbują obalić i zasypać ziemią palisadę na przeciwskarpie. Żołnierze cesarscy stawiają jednak zacięty opór i obie strony ponoszą znaczne straty. W mieście rozpoczyna się walka z drożyzną. Rada miasta wzywa żołnierzy, by tanio sprzedawali rzeźnikom zdobyczne woły; napomina również markietanki, by się wstrzymały od windowania cen. Trzeba znaleźć nowe miejsce pochówku dla rzeszy poległych; zadanie to przypada w udziale miejskiemu rajcy odpowiedzialnemu za budownictwo, pożarnictwo i sprawy techniczne (Unterkämmerer). Walające się po mieście truchła zwierząt zostają wrzucone do dołu na terenie gospodarstwa należącego do Klasztoru Szkockiego. Nadto Tajne Kolegium Deputatów zarządza, by chorzy i ranni żołnierze otrzymywali lepsze jedzenie: jako dodatek do mięsa mają dostawać groch, soczewicę, kaszę jęczmienną lub ryż. Aby oszacować zapasy, przeprowadza się inspekcję w magazynach największych kupców, ale również u kramarzy handlujących przyprawami bądź śledziami oraz serowarów i handlarzy nabiałem – wszyscy oni muszą sporządzić dokładny wykaz posiadanych wiktuałów.

Starhemberg, jak przystało na doświadczonego wodza, organizuje produkcję broni: rzemieślnicy mają dostarczyć dwa tysiące sztuk broni obuchowej, każda po czterdzieści krajcarów. Usprawnienia wymaga również zaopatrzenie medyczne oddziałów: Wydział Lekarski Uniwersytetu Wiedeńskiego otrzymuje polecenie, by do dwóch lekarzy już opiekujących się chorymi i kontuzjowanymi żołnierzami dołączył trzeci.

W obozie tureckim Kara Mustafa odznacza ochotników z oddziału silihdarów: mają oni wystąpić przed szereg, po czym kolejno zostają odczytane ich imiona, w sumie około tysiąca. Wojska osmańskie podejmują nowe operacje: Alp Gerej, syn chana Tatarów, wyrusza z dziesięcioma tysiącami ludzi na Bratysławę, by wesprzeć oddziały Thökölya. Ahmed Pasza, syn szejka, otrzymuje rozkaz zdobycia Götzendorfu.

W epicentrum walk: bastiony Löwel i Burg z rawelinem (po lewej).

2 SIERPNIA: Obrońcy doznają ciężkiej straty: w nocy wskutek ran odniesionych podczas wypadu z 25 lipca umiera podpułkownik inżynier Georg Rimpler, naczelny fortyfikator Wiednia, jak określił go książę lotaryński w liście do Jana III Sobieskiego. Śląski prawnik Christian Wilhelm Huhn, który przybył do Wiednia w związku z długim procesem toczącym się w czeskiej kancelarii nadwornej i którego zaskoczyły w stolicy tureckie wojska oblężnicze, pisze w swojej opublikowanej wiele lat później relacji: Dane mi było ujrzeć jego popielatą twarz na łożu śmierci; zabrał mnie tam hrabia Kollonitsch, który dobrze znał Rimplera, ja jednak nie widziałem go za życia – ani w Kandii, ani tutaj. Stojąc przeto przy biednych zwłokach – zgruchotane, obrzmiałe i ponoć całkiem czarne ramię okryto prześcieradłem – spoglądaliśmy z czcią na wspaniałego towarzysza i rozmawialiśmy szeptem o toczonych na Krecie walkach.

Drogocenna tkanina, kunsztowne dzieło sztuki krawieckiej: szata tureckiej damy.

Huhn wspomina przy okazji interesujący szczegół – odchodząc od łoża zmarłego, biskup Kollonitsch napomyka prawnikowi o pewnej osobliwej sprawie, od której wierzącym w duchy włos się jeży na głowie, lecz która nie jest bajką, tylko najszczerszą i potwierdzoną prawdą: oto robotnicy Rimplera kilka dni przed tym, jak został ranny, przygotowując przed bramą Burgtor podkop pod kontrminę, natrafili na zawalony fragment bardzo starego muru, a zaraz przy nim na cynową trumnę, w której oprócz biżuterii ze złota i srebra oraz granatów i innych klejnotów znajdowała się również ołowiana kapsuła; gdy Rimpler ją rozbił, jego oczom ukazała się karta, a na niej słowa: „Jeśli to znajdziesz, uradujesz się, ujrzysz to i zamilkniesz; będziesz się modlił i wzniesiesz budowlę, nie dzisiaj, nie jutro, lecz…”. Reszta tekstu była nieczytelna, a łaciński podpis szalenie zagadkowy, lecz Rimplerowi i Kollonitschowi wszystko to wydało się jakby prastarym proroctwem, niewiarygodnie pasującym do zdolnego inżyniera, który oto tego wieczora ma zostać złożony w grobie; niech spoczywa w pokoju.

Następcą Rimplera na stanowisku naczelnego inżyniera zostaje Johann van Hohen.

Na ten sam dzień wyznaczono egzekucję cieśli Matthiasa Paubeschla, który ma zostać powieszony, ponieważ ośmielił się uchybić pułkownikowi artylerii Johannowi Martinowi Gschwindowi von Pöcksteinowi. Gschwind von Pöckstein prosi jednak o łaskę dla dzielnego żołnierza, w związku z czym kara śmierci zostaje zamieniona na pięćdziesiąt uderzeń kijem.

Mistrz ceremonii Wysokiej Porty notuje w swoim dzienniku, że Kara Mustafa, który właśnie dokonał szczegółowej inspekcji okopów, nie jest zadowolony z postępów prac ziemnych; wielki wezyr beszta bejlerbeja Rumelii oraz dowódców prawego i lewego skrzydła, zarzucając im opieszałość. Kara Mehmed Pasza, który odniósł ranę, otrzymuje rozkaz udania się do namiotu i zadbania o swoje zdrowie; dowódcą odcinka naprzeciwko bastionu Burg zostaje mianowany bejlerbej Damaszku Abaza Sary Husejn Pasza. Dostojnik, który już pod Klosterneuburgiem ledwie uszedł z życiem, również tutaj, i to pierwszego dnia po objęciu dowództwa, cudem unika śmierci: późnym wieczorem tuż obok niego wybucha pocisk moździerzowy, powodując zniszczenie przedpiersia okopu; obsypuje się również wał ziemny, grzebiąc pod sobą Husejna Paszę, który dopiero po pewnym czasie zostaje wydobyty przez swoich ludzi. Pogrzebany żywcem dowódca wskutek szoku na krótko traci mowę, lecz szybko wraca do siebie.

Dociera też pomyślna wieść od Ahmeda Paszy: palanka Götzendorf została zdobyta i wszyscy giaurowie, aż do ostatniego, gryzą ziemię.

3 SIERPNIA: Radca Nadwornej Izby Skarbowej Belchamps, czyli człowiek zarządzający cesarską kasą, zapisuje w wykazie wydatków, że pokrył koszty pogrzebu naczelnego inżyniera Georga Rimplera. Beznamiętny wpis urzędnika stanowi smutne podsumowanie życia poświęconego wojaczce: na pogrzeb naczelnego inżyniera Rimplera zaliczka na poczet jego wynagrodzenia w wysokości 100 fl.

W Edirne umiera Chadidża, matka sułtana. Ciało zostaje przeniesione do Stambułu i złożone we wspaniałym mauzoleum wzniesionym jeszcze za życia zmarłej.

Podczas ataku na turecki oddział obozujący na przełęczy Geiseben między Eschenau a Kirchbergiem, nad rzeką Pielach ochotnicy z Lilienfeldu i Eschenau ponoszą ciężkie straty. O zmroku dzielni wojownicy z Lilienfeldu z trudem wycofują się do opactwa.

4 SIERPNIA: Do akcji wkracza również drugi sojusznik Leopolda: na błoniach pod Dreznem książę elektor saski Jan Jerzy III Wettyn, wystraszony przekazanymi przez hrabiego Lamberga niepokojącymi wieściami z Wiednia, zbiera wojska, by ruszyć z odsieczą mieszkańcom oblężonej cesarskiej stolicy. Następnego dnia na zarządzonym przez księcia elektora przeglądzie stawia się: sześć regimentów piechoty i sześć jazdy, kompania grenadierów, gwardia książęca i solidna, złożona z szesnastu dział bateria artylerii polowej; w sumie dziesięć tysięcy czterystu ludzi. 11 sierpnia odziały ruszają w kierunku Dunaju, 14 sierpnia przekraczają granicę saksońsko-czeską i 29 sierpnia docierają do granicy dolnoaustriackiej, do miejscowości Chaloupky.

Na stół wielkiego wezyra trafiają najrozmaitsze smakołyki: mieszkańcy Sopronu dostarczają kurczęta i jaja oraz winogrona i inne owoce.

5 SIERPNIA: Czwartek, Matki Bożej Śnieżnej. Odsiecz jeszcze nie nadeszła, lecz przewodniczący Nadwornej Rady Wojennej Hermann von Baden już snuje dalekosiężne plany: przedkłada rezydującemu w Pasawie cesarzowi projekt listu uwierzytelniającego dla specjalnego wysłannika na dwór szacha Persji. Misjonarz dominikański Sebastian Knab, arcybiskup Nachiczewanu w Armenii, ma nakłonić szacha do wojny z Wysoką Portą. Propozycja von Badena jest odpowiedzią na list armeńskiego arcybiskupa, który 29 stycznia tegoż roku wysłał pismo do cesarza, w którym zaoferował swoje usługi. Na pokrycie kosztów podróży dominikanin otrzymuje tysiąc talarów; odpis listu trafia do Johanna Christopha Zierowskiego, ablegata cesarskiego w Polsce, który pertraktuje z Janem III Sobieskim w sprawie sojuszu z Persją. W swoim piśmie do szacha Leopold wskazuje na kultywowane od dawien dawna przyjazne stosunki cesarstwa i Persji oraz zapewnia, że wielki wezyr, który wdarł się na ziemie cesarstwa, łamiąc obowiązujący traktat, dozna pod Wiedniem dotkliwej klęski…

Tymczasem w oblężonym mieście szerzy się epidemia czerwonki. W związku z tym do dziekana Wydziału Medycznego zostaje skierowany dekret z żądaniem, by ten jako director sanitatis omówił z burmistrzem Liebenbergiem odpowiednie środki zaradcze.

6 SIERPNIA: Piątek, uroczystość Przemienienia Pańskiego. Tajne Kolegium Deputatów zatwierdza proponowaną przez Radę Miasta urzędową regulację cen najważniejszych artykułów spożywczych i nakazuje opublikowanie wynegocjowanej poprzedniego dnia taryfy ograniczającej spekulację. Funt wołowiny ma kosztować sześć krajcarów, funt cielęciny dziewięć krajcarów, funt wieprzowiny osiem krajcarów, a funt boczku od dwunastu do czternastu krajcarów. Za starą kurę trzeba zapłacić dwadzieścia cztery krajcary, za kaczkę trzydzieści krajcarów, kapłon zaś kosztuje guldena. Trzyfuntowy bochenek chleba można kupić, zależnie od jakości, za cztery lub sześć krajcarów. Ceny produktów zbożowych również zależą od jakości; na liście figuruje Mund-Mehl, czyli najlepsza mąka pszeniczna po dwadzieścia cztery krajcary za achtel, Semel-Mehl, czyli mąka pszenna na bułki po osiemnaście krajcarów za achtel; zwykła mąka razowa kosztuje siedemnaście krajcarów, a achtel grysiku – dwadzieścia cztery krajcary.

Za funt świeżego masła trzeba zapłacić piętnaście krajcarów, za funt smalcu szesnaście krajcarów, za funt sera parmeńskiego trzydzieści sześć krajcarów, a za funt holenderskiego – osiemnaście krajcarów; dużo tańszy jest ser zwyczajny, który kosztuje od czterech do ośmiu krajcarów. Funt sztokfisza zmieni właściciela za jedenaście krajcarów. Stosunkowo drogie są warzywa i przyprawy: za achtel groszku płaci się szesnaście krajcarów, a za achtel soczewicy – piętnaście. Jest akurat sezon na śliwki, więc są one względnie tanie: cztery krajcary za funt. Ci, którzy nie są w stanie zrezygnować z muszkatu, muszą zapłacić piętnaście krajcarów za łut łupin, ale już tylko dziewięć za łut gałki; goździki można kupić po dwanaście krajcarów za łut, imbir kosztuje dwadzieścia jeden krajcarów za funt. Najlepszymi migdałami można się delektować za trzydzieści sześć krajcarów za funt, a łut szafranu jest do nabycia za niebagatelne czterdzieści osiem krajcarów.

Regulacji podlegają również ceny paszy: wiecheć siana kosztuje sześć krajcarów, a cztery krajcary za snop słomy to też niezbyt tanio.

Członkowie niższych warstw społecznych na wiele towarów nie mogą sobie pozwolić: czeladnik murarski lub ciesielski zarabia zaledwie osiemnaście krajcarów za dzień, a najmita jeszcze mniej, bo dwanaście krajcarów, co z trudem wystarcza na chleb, boczek, ser, trochę taniego wina czy piwa. Zwykła służąca musi się zadowolić rocznym wynagrodzeniem w wysokości pięciu guldenów, a posługacze w szpitalu miejskim otrzymują za swoją pracę dziewięć guldenów rocznie. W porównaniu z nimi wielu wiedeńskich duchownych może się pochwalić sporymi dochodami: wikariusze otrzymują co najmniej sto cztery guldeny rocznie, a proboszczowie dwieście sześćdziesiąt. Powodów do narzekania nie mają też członkowie magistratu: stanowisko w Radzie Miasta wiąże się z roczną pensją w wysokości trzystu guldenów, rajca zawiadujący miejską izbą obrachunkową (Oberkammeramt) otrzymuje czterysta guldenów, a najwięcej zarabia burmistrz – pięćset guldenów; te sowite wynagrodzenia w wielu wypadkach stanowią jedynie dodatkowy dochód miejskich notabli.

7 SIERPNIA: Późnym wieczorem, w porze modlitwy nocnej, ochotnicy z lewego skrzydła wdzierają się do fosy i umacniają się na pozycjach; następnie w ich ślady próbują iść ochotnicy z prawego skrzydła, i im również udaje się dotrzeć aż do bastionu. Wielki wezyr niczym źrenica w oku księżyca niecierpliwie wypatruje posłańca z radosną wieścią o zdobyciu miasta. Oby Allah Najwyższy zmiażdżył giaurów i dał zwycięstwo wspólnocie wyznawców Proroka. Amen!

8 SIERPNIA: Raize Michael Gregorowitz, serbski porucznik regimentu Heistera, opuszcza miasto z trzema listami do księcia lotaryńskiego. Starhemberg i Kapliř obiecują porucznikowi, że w nagrodę za wykonanie tej karkołomnej misji otrzyma pierwsze wakujące stanowisko dowódcy kompanii w swoim regimencie. Gregorowitz, który już kiedyś trafił do osmańskiej niewoli, wkłada tureckie szaty, niepostrzeżenie przekrada się przez pierścień wojsk padyszacha i bezpiecznie dociera do Lasu Wiedeńskiego. Następnie dołącza do dwóch pastuchów bydła, w ich towarzystwie przez Neulengbach dociera 12 sierpnia do Herzogenburga. Tutejsi mieszkańcy, przede wszystkim Gregor Nast, nie do końca ufają dziwnemu przybyszowi w kolorowych tureckich szatach, który na domiar złego mówi łamaną niemczyzną, lecz ostatecznie pozwalają mu iść dalej, do Mautern. 16 sierpnia Gregorowitz i jego towarzysze szczęśliwie docierają do przyczółka cesarskiej armii, oddają naczelnemu wodzowi listy i po kilku dniach ruszają z powrotem do Wiednia. Pod Murstetten napotykają na swej drodze turecki podjazd, któremu z trudem uciekają, a następnie postanawiają iść do pobliskiego i względnie bezpiecznego Herzogenburga.

Tymczasem „hrabia de Soissons” dociera do celu swej podróży, czyli Pasawy, gdzie zostaje serdecznie przyjęty przez przyjaciół swego kuzyna Ludwika Badeńskiego i dzięki związkom z Burbonami szybko uzyskuje cenne poparcie: za wstawiennictwem hiszpańskiego posła Borgomanera, który gotów jest zrobić wszystko, by zaszkodzić Francji, przybysz zostaje wkrótce przyjęty przez samego cesarza. Wcześniej otrzymuje zgodę na złożenie pisemnej prośby, w której wyjawia swoje motywy, a przede wszystkim odnosi się do haniebnych plotek, jakoby jego matka uwikłana była w rozmaite skandale, a nawet zabójstwo: Wyznaję otwarcie, że nim tę decyzję podjąłem, wzorem swych antenatów ze wszystkich sił starałem się służyć krajowi swemu i domowi Burbonów i wielokroć próbowałem wejść na służbę francuskiej korony. Los matki mojej uniemożliwił mi wszakże karierę w armii francuskiej, jakkolwiek ani matce mojej, ani mnie samemu nigdy niczego nie udowodniono. Zapewniam Waszą najłaskawszą Cesarską Mość o mojej niezłomnej wierności oraz o tym, że całą duszą, a gdyby zaszła taka potrzeba, do krwi ostatniej poświęcę się służbie Waszej Wysokości oraz dobru i pomyślności Waszego wielkiego domu.

Podczas audiencji smukły francuski szlachcic, którego słowa tak miło brzmią w cesarskich uszach, wywiera dobre wrażenie na początkowo nieufnym Leopoldzie i ciekawskich dworzanach; obecni z uwagą słuchają pasjonującej relacji przybysza, wedle której Ludwik XIV chciał uniemożliwić ochotnikowi wstąpienie do armii cesarskiej, lecz ten zdołał uprzedzić aresztowanie, salwując się karkołomną ucieczką. Decyzja zapada błyskawicznie: hrabia de Soissons zostaje mianowany pułkownikiem jazdy w oddziałach Ludwika Badeńskiego – na stanowisku tym nie sposób popełnić wielkich błędów, za to otwiera ono przed ambitnym oficerem ścieżkę błyskotliwej kariery. Eugeniusz bez wahania i z radością przyjmuje nominację i wyrusza do kwatery głównej wojsk cesarskich. W tym momencie jeszcze nikt nie przeczuwa, że ów niepozorny zbieg ścigany przez francuskiego Króla Słońce wkrótce stanie się najwybitniejszym wodzem Europy i najpotężniejszym człowiekiem w Rzeszy…

9 SIERPNIA: Student, który służy jako ochotnik na przeciwskarpie, jest dumny ze swego trofeum: najpierw udaje mu się strzałem w głowę położyć szturmującego Turka, gdy zaś spostrzega, że ten leży niedaleko linii obronnej, wpada na pomysł, by halabardą przyciągnąć zwłoki do palisady. Potem, wiedząc, że tureccy wojownicy z jakichś niepojętych powodów czasem połykają pieniądze, bez ceregieli rozcina zabitemu brzuch i znajduje w jego żołądku sześć dukatów. W końcu, aby całkowicie nacieszyć się triumfem, odcina martwemu Turkowi głowę, umieszcza ją na długiej tyczce i ku radości wiedeńczyków niesie ją dumnie przez miasto.

Wieczorem obrońcy dokonują kolejnego wypadu z rawelinu Burg i za cenę dużych strat własnych zadają poważny cios nieprzyjacielowi.

Aby położyć tamę szerzącej się czerwonce, powołana zostaje specjalna komisja sanitarna do zwalczania zarazy. W dekrecie stwierdza się, że chorzy mają być niezwłocznie izolowani od zdrowych, nadto używać mają własnych naczyń, a za potrzebą, o ile to możliwe, winni się udawać do oddzielnych wychodków. Środki te są absolutnie uzasadnione: chorzy żołnierze i biedacy leżą na ulicach mijani przez przechodniów. Żołnierze i towarzyszący wojsku handlarze wylewają w zaułkach krew szlachtowanych zwierząt. Szpitale są przepełnione, brakuje sienników, wielu chorych musi leżeć na gołej ziemi.

Starhemberg już 7 sierpnia napisał w liście do księcia lotaryńskiego: Tracimy bardzo wielu ludzi i bardzo wielu oficerów – więcej z powodu czerwonki niż wskutek nieprzyjacielskiego ognia, jako że każdego dnia na chorobę tę umiera sześćdziesiąt osób.

W dalekiej Pasawie Leopold I również nie czuje się tego dnia najlepiej. Ponieważ ranek zaczyna się od biegunki i wymiotów, cesarz odwołuje posiedzenie Tajnej Rady i cały dzień spędza w łóżku. Dopiero pod wieczór powoli dochodzi do siebie. Koniuszy, hrabia Harrach, odwiedza Leopolda i zabawia go rozmaitymi grami.

Siedem wozów wyrusza z opactwa w Lilienfeldzie do zamku Kreisbach po żywność. Karkołomne przedsięwzięcie kończy się sukcesem; zaprawiona w boju eskorta skutecznie odpiera liczne ataki nieprzyjaciela.

10 SIERPNIA: Wtorek, wspomnienie Świętego Wawrzyńca. Przedpołudnie cesarz spędza jeszcze w łóżku, lecz po południu ubiera się, a wieczorem ma nawet ochotę nieco się rozerwać. Hrabia Harrach przyjmuje rano polskiego posła, wytwornego kawalera, z którym znakomicie mu się konwersuje.

Około trzeciej po południu Turcy detonują minę po lewej stronie bastionu Löwel, po czym ludzie Ahmeda Paszy ruszają do szturmu. Obrońcy za pomocą kartaczy odpierają atak, zadając wojownikom Proroka dotkliwe straty. O szóstej wieczorem oddziały cesarskie dokonują wypadu na galerię na odcinku paszy Rumelii, by przeszkodzić nieprzyjacielowi w pracach ziemnych. Bohaterscy ochotnicy i dzielni, zaprawieni w boju rumelijscy janczarzy niczym łowne jastrzębie rzucają się na giaurów i zabijają niewiernych; oddział cesarski traci trzydziestu zabitych i rannych, cztery głowy poległych zostają zaniesione wielkiemu wezyrowi. Turcy zacięcie walczą o każdą piędź ziemi: w nocy wracają do okopów i wytrwale odbudowują zniszczone aprosze.

PIĘTNASTOLETNI SZPIEG

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

Na poprzedniej stronie: Trzeźwy zapis straszliwych wydarzeń: Chronicon Mellicense Anselma Schramba, Wiedeń 1702.

12 SIERPNIA: Wojna minerów osiąga apogeum: niezmordowanym lagymdży udaje się umieścić minę pod prawym skrzydłem rawelinu Burg; cesarscy minerzy co prawda odnajdują ładunek, lecz nie potrafią go rozbroić. O godzinie drugiej po południu Turcy detonują minę; wybuch jest tak potężny, że wierzchołek rawelinu zostaje zniszczony. Hrabia Souches, który dowodzi tym odcinkiem, po gwałtownej, trwającej dwie godziny walce odpiera szturm Turków.

Jego przygody stały się legendarne: kurier Jerzy Franciszek Kulczycki.

13 SIERPNIA: Wieczorem nadciąga potężna burza, w ulewnym deszczu milkną działa po obu stronach frontu. Pogoda nie sprzyja walczącym, za to idealnie się nadaje do przeprowadzenia innej zuchwałej akcji: tuż po dziesiątej wieczorem handlarz kolonialny Jerzy Franciszek Kulczycki i jego sługa Stephan Seradly, obaj w tureckim przebraniu i zaopatrzeni w listy do księcia lotaryńskiego, przechodzą przez furtę w bramie Schattentor służącą do zbrojnych wypadów i wymykają się z miasta. Raize Kulczycki, urodzony w polskim Samborze, prowadził sklep w Leopoldstadt, a obecnie walczy w ochotniczej kompanii oberżystów pod dowództwem kapitana Ambrosiusa Francka. W nocy z 14 na 15 sierpnia posłańcy po rozlicznych przygodach docierają do obozu wojsk cesarskich pod Stammersdorfem. Zgodnie z ustaleniami natychmiast zostaje podpalone ognisko sygnalizacyjne, co obserwatorzy na południowej wieży katedry Świętego Stefana przyjmują z wielką radością i ulgą.

14 SIERPNIA: Kilku grabarzy przybywa do klasztoru augustianów bosych i bez wiedzy wikariusza zaczyna kopać na dziedzińcu ogromny dół – na rozkaz Tajnego Kolegium Deputatów mają w nim być grzebane zwłoki z całego miasta. Wszelki sprzeciw jest bezcelowy; w ciągu kilku najbliższych tygodni na klasztornym dziedzińcu spoczną ciała dwóch tysięcy poległych i zmarłych.

15 SIERPNIA: Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny, a zarazem dziesiąta niedziela po Zesłaniu Ducha Świętego. Oblężenie Wiednia trwa już od miesiąca, lecz Jan III Sobieski dopiero teraz rusza z odsieczą: jak pisze w liście do papieża, właśnie wyrusza na wojnę, by z Bożą pomocą przywrócić Wiedniowi dawną wolność i dopomóc chwiejącemu się w posadach chrześcijaństwu. Król odpowiednio się na tę wyprawę przygotował: na Jasnej Górze odbył spowiedź i przyjął komunię świętą, a w krypcie katedry wawelskiej, przy grobach swych poprzedników, zaczerpnął wiarę w zwycięstwo.

Z błogosławieństwem nuncjusza apostolskiego wojska polskie ruszają z Krakowa w stronę granicy austriackiej. Maszerują w trzech kolumnach: na czele Sieniawski z mniej więcej siedmioma tysiącami ludzi, następnie król ze swoimi doborowymi żołnierzami i trzon armii pod wodzą Jabłonowskiego. Aż do Tarnowskich Gór, to jest do 20 sierpnia, królowi towarzyszy jego żona Maria Kazimiera, która następnie wraca do Krakowa, by pod nieobecność męża wespół z radą senatorów zawiadywać sprawami państwa. Dowództwo nad oddziałami pozostającymi w kraju król powierza Andrzejowi Potockiemu, kasztelanowi krakowskiemu.

16 SIERPNIA: Kara Mustafa wysyła do Budy cztery tysiące wozów z żywnością, prochem i amunicją dla wojsk oblężniczych. Rzesza jeńców jedzie wozami drabiniastymi na wschód – wśród nich cesarski rotmistrz Claudius Angelus de Martelli. Aby wzmocnić siłę ognia swojej artylerii, wielki wezyr zamawia jeszcze sześć ciężkich dział.

Wieczorem obrońcy, wspaniale dowodzeni przez hrabiów Scherffenberga i Serenyiego, atakują Turków kopiących aprosze przed rawelinem Burg i zabijają ponad stu żołnierzy nieprzyjaciela; galerie i okopy wroga zostają ponownie zniszczone.

Turcy natychmiast odpowiadają kontratakiem, ale zostają odparci. O jedenastej w nocy ponawiają atak: przerzucają na pierwszą linię ponad trzysta worków i koszy z piaskiem, lecz mimo osłony nie są w stanie się utrzymać i muszą się wycofać. Pułkownik Beck wykorzystuje ich odwrót i dokonuje zbrojnego wypadu, podczas którego pięćdziesięciu obrońców zabija ponad stu Turków. Mimo to po północy wojownicy Proroka wracają i odbudowują pozycje.

Modlitwa zamieszczona przez Jerzego Franciszka Kulczyckiego na końcu opublikowanej jeszcze w 1683 roku relacji z jego bohaterskich przygód.

17 SIERPNIA: O ósmej rano raize Kulczycki i jego sługa wracają do Wiednia z wiadomościami z kwatery głównej wojsk cesarskich. Książę lotaryński informuje, że oddziały gotują się do odsieczy, a Thököly doznał pod Bratysławą druzgocącej klęski. Za wykonanie trudnej misji – jednej z wielu w czasie oblężenia – Kulczycki otrzymuje obiecane wynagrodzenie w wysokości dwustu dukatów, które znakomicie wykorzysta po pokonaniu Turków.

Oddziały złożone z mieszczan ponoszą pierwszą stratę: Johann Adam Loth, komendant liczącej stu pięćdziesięciu pięciu ludzi kompanii piekarzy, ginie w walce.

18 SIERPNIA: W Pasawie zostaje zawarty nowy kontrakt na dostawy dla cesarskiej armii. Nadworny Żyd Samuel Oppenheimer zobowiązuje się dostarczyć do Linzu osiemdziesiąt tysięcy cetnarów mąki i owsa, przy czym trzecia część mąki musi dotrzeć w ciągu dwóch miesięcy, reszta zaś w ciągu kolejnych ośmiu tygodni. Za cetnar mąki wedle miary wiedeńskiej Nadworna Izba Skarbowa płaci dwa guldeny i piętnaście krajcarów. Ryzyko związane z transportem Oppenheimer musi wziąć na siebie, z tym że gwarancje nie obejmują ataków wroga. Chociaż układać się w takich artykułach z Żydem jest wielce ryzykowne, cesarz chcąc nie chcąc przystaje na proponowane warunki, a nawet zezwala na wypłacenie Oppenheimerowi zaliczki. Dwie trzecie całej kwoty kupiec otrzymuje w gotówce z przekazanego przez genueńczyków „podatku tureckiego”: do końca września osiemdziesiąt dwa tysiące guldenów, a do połowy grudnia następne siedemdziesiąt dziewięć tysięcy. 12 września do Linzu dociera piętnaście tysięcy małdratów owsa; a kolejne dziesięć tysięcy zostaje zamówione, by zapewnić zaopatrzenie dla cesarskiej kawalerii. Oppenheimer dysponuje na Dunaju flotyllą ośmiu statków oraz wieloma tratwami i barkami, które przewożą również towary innych dostawców. Fracht za jeden cetnar mąki z Ulm do Wiednia wynosi około jednego guldena.

19 SIERPNIA: Mniej więcej o siódmej rano obrońcy detonują minę pod wierzchołkiem rawelinu Burg; ponad stu Turków zostaje zasypanych lub wylatuje w powietrze. Mimo to wkrótce potem żołnierze osmańscy ponownie zajmują pozycje i po południu odpalają minę na przeciwskarpie naprzeciwko prawego narożnika bastionu Burg, na szczęście dla obrońców bez większego powodzenia. Gorączkowe prace trwają również w fosie przed bastionem Löwel; równocześnie Turcy próbują podkopać morale obrońców, obrzucając ich bombami i kamieniami. Ci jednak przed południem cieszą się z udanego wypadu i zapowiedzi odmiany w skromnym jadłospisie: w winnicach w pobliżu Favority dwudziestoczteroosobowemu oddziałowi udaje się zdobyć trzydzieści dwa woły i bez żadnych strat własnych zapędzić je do miasta. Ponieważ szeregi obrońców – czy to w wyniku działań wroga, czy wskutek czerwonki – mocno się przerzedziły, Rada Miasta szuka uzupełnień: na wezwanie ojców grodu odpowiada tysiąc trzystu osiemdziesięciu dwóch mieszczan; ośmiuset z nich zostaje natychmiast wysłanych do okopów i na posterunki, trzystu zaś pozostaje w odwodzie.

Ku zdumieniu wiedeńczyków wieczorem ciężkie działa Turków milczą; w nocy Starhemberg wysyła służącego Kulczyckiego z listem do księcia lotaryńskiego.

20 SIERPNIA: Hetman polny koronny Mikołaj Sieniawski, narzuciwszy wraz ze swoimi oddziałami szaleńcze tempo, dociera już do Lipnika; tu zgodnie z poleceniem króla, który opuści Tarnowskie Góry dopiero 22 sierpnia, hetman ma czekać na dalsze rozkazy. Ponieważ jednak książę lotaryński prosi o jak najszybszą pomoc, Sieniawski każe maszerować dalej w kierunku Ołomuńca; decyzja ta niepokoi pozostającego daleko z tyłu Sobieskiego – król obawia się samowoli swego wodza, a przede wszystkim tego, że nie zdąży na czas dotrzeć do Wiednia i ominie go gloria wielkiego zwycięzcy.

Po dniu przerwy turecka artyleria znów otwiera ogień; naprzeciwko bastionu Mölker żołnierze wielkiego wezyra ustawili na pozycjach nową, złożoną z trzech dział baterię, lecz skoncentrowany ogień dział z wałów obronnych szybko ją ucisza. Tymczasem wojna minerów trwa w najlepsze: o ósmej rano Turcy z odcinka zagarci odpalają ładunek pod chlewem giaurów; trzynastu obrońców zostaje zasypanych, dwóch z nich umiera wskutek odniesionych ran; z kolei mina zdetonowana przez obrońców zabija lub rani od czterdziestu do pięćdziesięciu Turków. Kolejny wypad, tym razem wolnych rzemieślników i kupców, kończy się niepowodzeniem. Wieczorem ogniska sygnałowe na Bisambergu płoną na znak, że sługa Kulczyckiego szczęśliwie dotarł do pozycji wojsk cesarskich. Ponieważ wielu chorych na czerwonkę leży na ulicach i w zaułkach, Rada Miasta nakazuje zamienić halę do gry w piłkę przy Himmelpfortgasse w szpital.

Posterunek obserwacyjny na południowej wieży katedry Świętego Stefana jak zwykle uważnie śledzi ruchy w obozie tureckim: dwa tysiące ludzi z siedmioma sztandarami konno lub pieszo, na wielbłądach lub wozach, rusza na południe; równocześnie od strony miasta Schwechat nadciąga trzystukonny oddział jezdnych z czterema wozami.

21 SIERPNIA: Surowe kary mają przywrócić w obozie tureckim porządek i dyscyplinę: trzech ormiańskich piekarzy, którzy potajemnie sprzedawali chleb niewiernym w twierdzy, zostaje aresztowanych i skazanych na trzysta kijów każdy; tak drakońska kara może być równoznaczna z wyrokiem śmierci. Kilku innych podsądnych, którzy dopuścili się zaniedbań przy produkcji prochu strzelniczego, zostaje skazanych na sto pięćdziesiąt kijów.

W oblężonym mieście żołnierze, którzy akurat nie służą na pierwszej linii, znajdują sobie osobliwą zabawę: łapią wałęsające się koty, zabijają je i sprzedają mięso niczego nieświadomym mieszczanom. Kwitną też inne oszustwa związane z mięsem: pisarz miejski Nicolaus Hocke pisze, że zamiast wołowiny potajemnie sieka się i sprzedaje mięso osłów. Problemy są również w piekarniach, które wytwarzają biały chleb i bułki rozmaitej jakości; z tego względu magistrat powołuje dwóch commissarii, pana Puecheneggera i pana Ruckepauma, którzy mają zadbać o to, by piekarze używali mąki w ilości przepisanej przez pana Matthiasa Nauza, miejskiego poborcę myta.

JAŚNIE PAN HRABIA PARZY KAWĘ

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

WRZESIEŃ

Dostępne w wersji pełnej.

1 WRZEŚNIA: Położenie obrońców staje się coraz trudniejsze i zaczyna się dramatyczny wyścig z czasem. W południe Starhemberg rozkazuje dokonać wypadu z bastionu Burg do fosy, by zasypać podkop pod zakładaną tu przez Turków minę. Walczącym pieszo dragonom z regimentu Heistera udaje się w dwóch miejscach podpalić nieprzyjacielskie palisady i przedrzeć się aż do przeciwskarpy, lecz tutaj atakujący napotykają zacięty opór dobrze okopanych ochotników zagarcibaşiego Mustafy Agi i natarcie się zatrzymuje; dragoni doznają dotkliwych strat i muszą się wycofać. Ci, którym nie udaje się uciec z fosy do bastionu, są bezlitośnie zabijani przez gwałtownie kontratakujących Turków. Osmańscy wojownicy, jak zapisuje z zadowoleniem mistrz ceremonii Wysokiej Porty, zdobywają dwadzieścia jeden głów przeklętych giaurów, za co wielki wezyr nagradza dzielnych żołnierzy Proroka prezentami, szczodrze napełniając ich sakiewki pieniędzmi, a serca radością.

O fanatyzmie, z jakim toczono ów bój, najlepiej świadczy epizod zaobserwowany pod bastionem przez podpułkownika Johanna Georga von Hoffmanna, oficera łącznikowego księcia Lotaryngii: oto jeden z robotników wysłanych do niszczenia tureckich podkopów próbuje się w ostatniej chwili salwować ucieczką, lecz jest ścigany przez uzbrojonego w szablę janczara; kiedy uciekinier otrzymuje postrzał w nogę i upada, jego los wydaje się przesądzony, lecz wtedy janczar zostaje trafiony kilkoma kulami i pada na rannego. Mimo to, chociaż sam jest w agonii, Turek wciąż próbuje zabić giaura, ale na szczęście umiera, nie zadawszy śmiertelnego ciosu. Ranny robotnik zostaje w fosie aż do wieczora, kiedy to jego towarzysze zbierają się na odwagę i wydobywają go z opresji.

Mimo gwałtownego ostrzału obrońców Turcy niepowstrzymanie i w zastraszającym tempie kontynuują prace minerskie w fosie i przy bastionie Löwel; na odcinku Ahmeda Paszy żołnierzom osmańskim udaje się wyrwać z muru obronnego kilka kamieni, które natychmiast zostają zaniesione wielkiemu wezyrowi; również ci bohaterowie zostają szczodrze nagrodzeni przez Kara Mustafę. Aby podnieść morale żołnierzy przed zbliżającym się generalnym szturmem, wielki wezyr odwiedza okopy i nakazuje członkom swego orszaku, by okopali się w pobliżu jego stanowiska dowodzenia. Szejk vani effendi musi się dostać aż na początek galerii i wznosząc się na wyżyny swych krasomówczych umiejętności, tchnąć w wojowników otuchę i męstwo.

Również Starhemberg wie, że w tej chwili najważniejsze jest utrzymanie niezłomnego ducha; aby wlać w serca wiedeńczyków pociechę, po południu komendant każe pisarzowi miejskiemu Nikolausowi Hockemu odczytać w ratuszu datowany na 19 sierpnia list cesarza Leopolda, przyniesiony z Pasawy przez Georga Michaelowitza; cesarz podkreśla w nim, że kierowany łagodną ojcowską troską wkrótce wyśle miastu na ratunek odsiecz, a do tej pory jego mieszkańcy winni w swym uniżonym oddaniu Jego Cesarskiej Wysokości ze wszystkich sił bronić twierdzy…

Starhemberg i hrabia Kapliř proszą Michaelowitza, by ten raz jeszcze udał się w niebezpieczną podróż do kwatery głównej księcia lotaryńskiego. Kurier się waha, lecz w końcu, otrzymawszy dwieście dukatów zaliczki, decyduje się spełnić życzenie dowódców – w nocy opuszcza z listami Kapliřa i Starhemberga miasto i przechodzi przez linie nieprzyjaciela. Cesarscy dowódcy zapewniają w swych listach cesarza, że będą walczyć do ostatniej kropli krwi, lecz w związku z postępującym zaminowaniem bastionów Löwel i Burg każdego dnia należy się liczyć z możliwością upadku twierdzy; przed klęską może obrońców uchronić jedynie szybka i zdecydowana odsiecz…

Tymczasem na południu Tatarzy bez przeszkód kontynuują swoje grabieżcze wyprawy – tym razem napadają na Loipersbach i Agendorf, skąd uprowadzają wielu mieszkańców i stada bydła.

Na zachodzie Ludwik XIV korzysta ze sposobności i również rusza na podbój: trzydzieści pięć tysięcy francuskich żołnierzy wkracza bez wypowiedzenia wojny do Niderlandów Hiszpańskich. W liście do papieża król Francji cynicznie uzasadnia ten krok chęcią zapewnienia pokoju między chrześcijanami – atak francuskich wojsk ma wstrząsnąć Hiszpanami, którzy uparcie odmawiają przyjęcia proponowanych przez Francję warunków rozejmu i w ten sposób, jak twierdzi Ludwik, uniemożliwiają zawarcie pokoju między europejskimi mocarstwami…

2 WRZEŚNIA: O piątej rano Georg Michaelowitz wraca do miasta z wiadomością od księcia lotaryńskiego, a o drugiej po południu kurier ponownie opuszcza Wiedeń z listami do naczelnego wodza.

Już rankiem zaczyna lekko mżyć; deszcz uniemożliwia walkę żołnierzom w okopach i na bastionach, ale w żaden sposób nie przeszkadza niezmordowanie ryjącym w ziemi oddziałom minerów. Podziemna wojna wokół wiedeńskiej twierdzy osiąga punkt kulminacyjny: w sztolni pod bastionem Burg minerzy Starhemberga niespodziewanie natykają się na Turków i wystraszeni rzucają się do ucieczki. Komendant miasta próbuje ich nakłonić do dalszej pracy, lecz na próżno; minerzy są śmiertelnie przerażeni i żadna siła na tym świecie nie zmusi ich do powrotu pod ziemię.

Turcy detonują minę u wierzchołka rawelinu Burg, lecz ta ku ich rozczarowaniu niszczy jedynie maleńki fragment niemal całkowicie już zrównanej z ziemią fortyfikacji. Dużo większe zagrożenie dla obrońców wiąże się z tym, że w nocy tureccy minerzy kończą podkop pod fosą przy bastionie Löwel i docierają do murów miasta; na wieść o sukcesie nieprzyjaciela Starhemberg szybko znajduje winowajcę tego stanu rzeczy w osobie oficera, który dowodzi kaponierą na odcinku bastionu Löwel. Oficer ów, który zdaniem komendanta winien był bezwzględnie zameldować o zbliżających się Turkach, ma teraz do wyboru dwie możliwości: stanąć przed sądem polowym lub dokonać zbrojnego wypadu i zniweczyć dokonania nieprzyjacielskich minerów. Dzielny żołnierz, którego nazwisko pozostaje nieznane, wybiera „honorowe rozwiązanie” i na czele trzydziestoosobowego oddziału bohatersko rzuca się na tureckich podkop. Niestety pada pod gradem janczarskich kul, a z jego oddziału z życiem uchodzi zaledwie kilku ludzi. Tureccy ochotnicy z pomocą Allaha odpierają atakujących Niemców, a następnie zanoszą wielkiemu wezyrowi dwie głowy giaurów, za co zostają sowicie wynagrodzeni…

3 WRZEŚNIA: Starhemberg wyciąga konsekwencje z niepowodzeń ostatnich dni i rozkazuje opuścić rawelin Burg, zwany przez Turków chlewem giaurów, a także kaponierę na przeciwskarpie oraz obie kaponiery w fosie. Dalsza obrona tych fortyfikacji oznaczałaby tylko kolejne straty w ludziach.

Tymczasem Turcy drążą już podkopy pod bastionem Löwel; do południa wwiercają się w mur na głębokość trzech, może czterech łokci…

Oddziałowi studentów i kawalerii podczas wypadu udaje się zdobyć dwadzieścia dwa woły – to spory zapas mięsa dla mieszkańców miasta, zwłaszcza chorych i kontuzjowanych żołnierzy; Starhemberg przekazuje uczestnikom wypadu nagrodę w wysokości dziewięciuset guldenów. Tymczasem ceny żywności nadal rosną. Funt wołowiny kosztuje obecnie od dwudziestu czterech do dwudziestu siedmiu krajcarów, za specjały takie jak prosię czy gęś wojowniczy smakosze muszą zapłacić cztery guldeny, a za tłustego włoskiego koguta nawet od ośmiu do dziesięciu guldenów. Konserwowane w wapnie jajko kosztuje co najmniej od siedmiu do dziesięciu krajcarów.

Ahmed Pasza, pan i właściciel hrabiego Marsiglego, doznaje udaru i zostaje pochowany między dwoma wielkimi orzechami włoskimi przy drodze na Hernals.

Między Sopronem a Klingenbachem w ręce Tatarów wpada cenny łup: wojownicy chana zapędzają do obozu pod Deutschkreutzem ponad sto dobrze odżywionych wołów. Niekończące się łupieżcze wyprawy tatarskich oddziałów w końcu zirytowały również Turków: pod Baumgarten dochodzi do zbrojnej potyczki, podczas której jeden ze stepowych jeźdźców zostaje zastrzelony, a jeden z Turków zasieczony przez Tatarów.

TATARZY W HEILIGENKREUZU – HISTORIA PRĘDKIEGO PIOTRA

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

Na poprzedniej stronie: Przejmujący opis wojennej grozy na austriackiej prowincji: diariusz Balthasara Kleinschrotha Flucht und Zuflucht (1686 r.).

W nocy z 7 na 8 lipca wszystko się jednak zmieniło. Panika, która ogarnęła Wiedeń po niefortunnej bitwie pod Petronellem, kilka godzin później dotarła również do spokojnego klasztoru; wzburzenie stałych i tymczasowych mieszkańców opactwa wzbudziła zwłaszcza wieść, iż tego wieczora cesarz opuścił Wiedeń. O ile dotąd w Heiligenkreuzu panowała przesadna beztroska, o tyle teraz jej miejsce zajęły panika i rozpacz, w związku z czym na głównej drodze już w nocy zaczęły się tłoczyć zaprzęgi uciekinierów. Barwny opis tych wydarzeń zawdzięczamy Balthasarowi Kleinschrothowi, prefektowi zakwaterowanych w opactwie chórzystów. Kleinschroth dźwigał na swych barkach brzemię odpowiedzialności za dwunastu chłopców, którzy pośród łez poczęli go błagać, by ich nie zostawiał, i zapewniać, że pójdą za nim wszędzie, dokądkolwiek się uda. Ponieważ było już stanowczo za późno, by powiadomić mieszkające w Wiedniu, Ybbs i Ratyzbonie rodziny chórzystów, prefektowi nie pozostało nic innego jak ulec rozpaczliwym prośbom chłopców i rozpocząć przygotowania do ucieczki. O ósmej rano, gdy grupa była gotowa do opuszczenia klasztoru, Kleinschroth zamknął swą celę, oddał klucz i wraz z chłopcami wyruszył pieszo z opactwa w kierunku Allandu. Prefekt był przekonany, że za kilka dni wróci do klasztoru, i nie miał pojęcia, jakie przygody i trudy czekają tego lata jego podopiecznych i jego samego.

13 lipca Balthasar Kleinschroth i jego chórzyści chcieli przejść przez szaniec pod Hafnerbergiem, lecz zostali zatrzymani przez stojących tu na straży wzburzonych chłopów i zmuszeni do zapłacenia „napiwku” – po pięć guldenów od osoby. Jeden z wieśniaków, kompletnie pijany i potwornie wyrzekający na klechów, zaproponował, by całą grupę zatłuc albo powiesić. W końcu jednak Kleinschroth wytargował ze strażnikami opłatę ryczałtową w wysokości piętnastu guldenów, a gdy został wraz ze trzódką przepuszczony, uznał, że nie musi zachowywać dla siebie hiobowych wieści, i poinformował wieśniaków, że Heiligenkreuz, Mayerling oraz Alland zostały już zajęte przez Tatarów i zniszczone; nowiny te wstrząsnęły do imentu prostymi chłopami, którzy natychmiast zamknęli przejście i nikogo więcej już nie przepuszczali. Ci, którzy nadeszli później, byli zmuszeni z nimi walczyć…

O siódmej wieczorem grupka chórzystów dotarła do Altenmarktu, gdzie pewien ojciec z opactwa Kleinmariazell właśnie odprawiał mszę dla tysięcy uciekinierów; mimo zmęczenia swych podopiecznych Kleinschroth bez chwili przerwy ruszył dalej przez Klostergraben do Kleinmariazell, gdzie, jak sądził, znajdowały się jego muzykalia – jakież zatem było jego rozczarowanie, gdy się dowiedział, że prior zapomniał sprowadzić ich z Altenmarktu. To był cios prosto w serce, napisał później prefekt, wspominając tę chwilę. Jednak rezolutny muzyk ani myślał tak łatwo zrezygnować ze swoich ukochanych zapisków, dlatego udał się konno z powrotem do Altenmarktu; niestety szybko musiał zawrócić, jako że po kwadransie jazdy napotkał na swej drodze rannych i okaleczonych ludzi – ofiary Tatarów, które jeszcze niedawno spokojnie słuchały mszy. Widząc z daleka unoszące się nad Altenmarktem słupy dymu, Kleinschroth zdaje sobie sprawę z tego, że jazda tam byłaby samobójstwem, i wraca do swoich chórzystów.

Myśl o ucieczce była wszechobecna, przy czym głównym schronieniem mieszkańców opactwa Heiligenkreuz stały się okoliczne góry i lasy. Wśród tych, którzy uciekli z klasztoru, było małżeństwo pracujące w gospodarstwie mlecznym i cieszące się wielkim poważaniem: Prędki Piotr i jego żona. Tak naprawdę człowiek ów, uchodzący za narwańca i znany z wyszczekania i lekkomyślności, nazywał się Peter Wechsner i jak wynika z dokumentów, od roku 1671 do 1678 był mleczarzem w klasztornym gospodarstwie; na temat jego ponoć wyjątkowo swarliwej żony kroniki i matrykuły milczą.

14 lipca tatarskie zagony wdarły się do opactwa od zachodu, przez bramę Gruber Tor, i podpaliły gospodarstwo mleczne. Ogień szybko przeniósł się na klasztorną gospodę i trakt cesarski, a stamtąd na inne budynki opactwa.

Prędki Piotr i jego żona na własne oczy widzieli zagładę klasztoru, gdyż niedaleko od niego znaleźli drzewo z odpowiednio grubymi konarami i urządziwszy sobie na nim prowizoryczną kryjówkę, spędzili w niej kilka następnych dni: wysoko wśród gałęzi siedziała żona, a pod nią Prędki Piotr. Z tego napowietrznego refugium mieli dobry widok na to, co się działo w klasztorze: przybycie Tatarów pod opactwo, jego plądrowanie, urządzane codziennie w lasach systematyczne polowania na ludzi: kiedy jedna część stepowych wojowników cichcem zakradała się w knieję i dopiero głęboko w leśnym ostępie nagle zaczynała krzyczeć i hałasować, druga grupa stawała spokojnie na brzegu lasu, czekając, aż wypłoszona hałasem ludzka zwierzyna wpadnie im prosto w ręce.

Dnie Prędki Piotr i jego żona spędzali na drzewie, w nocy zaś zbierali owoce i zaspokajali pragnienie – co ciekawe nie wodą, tylko najwyborniejszym winem, które mleczarz przynosił z klasztornej piwnicy. Ta śmiała akcja była możliwa wyłącznie dzięki temu, że Tatarzy obozowali na przeddziedzińcach opactwa i nie dbali o pilnowanie pozostałych pomieszczeń.

Przyczyną smutnego końca ukrywającej się na drzewie pary była gwałtowna kłótnia o worek dzikich gruszek, które Prędki Piotr zebrał i chciał zdeponować w „gniazdku” swej żony. Ta zdecydowanie odmówiła składowania u siebie twardych i o tej porze roku jeszcze niejadalnych owoców, a gdy mleczarz mimo to upchnął z takim trudem zebrane gruszki w królestwie swej dzielnej małżonki, kobieta, z natury swarliwa i uparta, zaczekała na odpowiedni moment i zrzuciła worek na leżącego poniżej męża. Byłoby lepiej, gdyby darowała sobie ten akt przekory, gdyż Prędki Piotr wspiął się do niej i zaczął solidnie okładać swą lepszą połowę trzonkiem motyki; niestety głośne krzyki kobiety sprawiły, że wkrótce pod drzewem stanęli Tatarzy. Stepowi wojownicy nakazali małżonkom zejść na dół i ci, chcąc nie chcąc, spełnili polecenie i trafili do niewoli. O ile jednak Prędki Piotr został u Tatarów, o tyle jego kłótliwą żonę po kilku dniach sprzedano do głównego obozu tureckiego, gdzie musiała posługiwać jako niewolnica. Wieczorem 12 września w obliczu nadciągającej klęski tureccy żołnierze ciężko pobili kobietę i uznawszy ją za martwą, pozostawili w obozie. Żona mleczarza resztką sił dowlokła się jeszcze do wyzwolonej stolicy i należącego do opactwa Heiligenkreuz gospodarstwa, lecz rany głowy okazały się tak ciężkie, że wkrótce zmarła.

Lepszy los spotkał Prędkiego Piotra. Co prawda uciekający Tatarzy zabrali go ze sobą, ale dotarł z nimi tylko do Hinterbrühlu pod Mödlingiem. Przez całą drogę dzień w dzień upijał się do nieprzytomności ze swoim strażnikami, którzy – co zauważył z niejakim zdziwieniem – nie mieli też nic przeciwko jedzeniu wieprzowiny; w końcu którejś nocy udało mu się zachować przytomność umysłu i korzystając z okazji, uciec: ściągnął dłońmi spodnie w taki sposób, jakby musiał nagle udać się za potrzebą, i zanurzył się w las, a kiedy spostrzegł, że żaden ze strażników go nie pilnuje, pobiegł w ciemnościach dalej i wrócił do Heiligenkreuzu. Po zwycięskiej odsieczy Wiednia Prędki Piotr znalazł nową posadę w stolicy w należącym do opactwa Heiligenkreuz gospodarstwie.

Wśród mieszkańców gminy Heiligenkreuz, którzy szukali ocalenia przed Tatarami na drzewach, był również Gregor Niederberger z małej wioski Füllenberg, właściciel domu pod dzisiejszym numerem 4. Kiedy nadciągnęli Tatarzy, Niederberger schował wszystkie swoje pieniądze do sakiewki i ukrył się w bujnie rozgałęzionej koronie wysokiego drzewa – o dziwo najwyraźniej nie zrobił nic, by ochronić swoją rodzinę: żonę i pięcioro dzieci. Podobnie jak Prędki Piotr Niederberger był zmuszony szukać jedzenia nocami, a za dnia kryć się w koronie drzewa. Wkrótce jednak zrobił się zuchwały i zaczął opuszczać kryjówkę również w ciągu dnia – aż pewnego razu nagle spostrzegł, że okrążyli go Tatarzy i nie ma szansy uciec. Ludzie Murada Gereja jak zwykle zakuli nogi jeńca w kajdany, lecz poza tym traktowali go dobrze i dawali mu dość jedzenia i picia. Również w tym oddziale nie dbano specjalnie o zakaz spożywania wina i wieprzowiny i do woli sobie używano z obfitych zapasów zgromadzonych w leśnej okolicy. Ponieważ Tatarzy, zakuwszy jeńcowi nogi w kajdany, pozwalali mu poruszać się swobodnie, pewnego dnia Gregor Niederberger skorzystał z okazji, wziął długi łańcuch w ręce i kuśtykając, zanurzył się w zarośla. Następnie znowu wyszukał odpowiednie drzewo i z trudem się na nie wdrapał. Kiedy po pewnym czasie chciał się zsunąć na ziemię, zamarł, gdyż spostrzegł, że doświadczeni tatarscy tropiciele już go odnaleźli i pokazują mu, by do nich zszedł. Dzielny zbieg, poczuwszy smak wolności, nie spełnił polecenia, na co Tatarzy odpowiedzieli, strzelając doń z łuków. Ponieważ nie mogli go trafić, w końcu jeden ze stepowych wojowników począł się wdrapywać z szablą między zębami, lecz Gregor Niederberger wiedział, co w tej sytuacji począć: po prostu przeskoczył na sąsiednie drzewo, a gdy i na nie zaczął się wspinać jeden z Tatarów – na trzecie. Ponieważ jednak ciężkie kajdany mocno utrudniały mu ruchy i próba ucieczki wydawała się bezcelowa, zbieg postanowił zakończyć okrutną zabawę i z własnej woli zsunął się z drzewa.

Gdy tylko dotknął ziemi, Tatarzy go pochwycili, posadzili na starym pniaku i gestami wyjaśnili, że za chwilę utną mu głowę i ma się przygotować na śmierć. Jeden z jeźdźców chana pokazał mu, jak złożyć ręce, i Gregor Niederberger odmówił ostatnią, jak sądził, modlitwę. Tymczasem jednak Tatarzy zaczęli między sobą szeptać, aż w końcu jeden z nich spytał: Pinc? Pinc? (pénz to węgiersku „pieniądz”) i jednoznacznym gestem pokazał, o co mu chodzi. Zbieg z Füllenbergu zrozumiał, wyciągnął sakiewkę i oddał ją pytającemu. Na widok pieniędzy Tatarzy znów poczęli się naradzać i w końcu jeden z nich sięgnął po osadzony na długim trzonku węgierski topór wojenny i zabrał się do przecinania łańcucha. Kiedy kajdany wreszcie opadły, stepowy wojownik wziął Gregora Niederbergera pod rękę, pokazał na las i rzekł: Hajda! Hajda! (Marsz! Marsz!). Zaskoczony jeniec nie kazał sobie dwa razy powtarzać i ruszył przed siebie – stracił pieniądze, ale ocalił życie. Gregor Niederberger był jednym z dwóch mieszkańców Füllenbergu, którzy przeżyli tatarski najazd – pozostałych osiemnaścioro, w tym jego żona i piątka dzieci, zostało zabitych lub wziętych do niewoli. W 1689 roku Niederberger ponownie wziął ślub w kościele Świętego Othmara w Mödlingu, a zmarł w 1707 roku w sędziwym wieku osiemdziesięciu jeden lat.

29 września Balthasar Kleinschroth, który przekazał nam również historię Gregora Niederbergera, wrócił do Heiligenkreuzu. Klasztor był niemal doszczętnie spalony, kościół i opactwo z pokojami prałata zostały spustoszone, a gospodarstwo mleczne i gospoda klasztorna uległy całkowitemu zniszczeniu. Również jego pokój na parterze konwentu został spalony, szyby w oknach były osmalone, a gzymsy spękane. Z dymem poszyły też instrumenty chórzystów, a ponieważ Tatarzy odkryli kryjówkę z księgami z klasztornej biblioteki, w opactwie nie zostało żadne z cennych dzieł. Kleinschroth znalazł jedynie swoje spisane na pergaminie nuty – uwalane w błocie, porozrzucane i zniszczone przez deszcz.

4 WRZEŚNIA: O godzinie trzeciej po południu wybucha potężna mina, niszcząc bastion Burg na długości około dziesięciu metrów; zaraz potem Turcy przystępują do szturmu: od trzech do czterech tysięcy ludzi z wielką furią i wrzaskiem atakuje wyłom, lecz po półtoragodzinnej walce obrońcom udaje się wyprzeć napastników do fosy.

Wiedeń oswobodzony: wpis nadwornego bibliotekarza Daniela Nessela w Calendarium Tyrnavense.

Jan III Sobieski nie czuje się najlepiej; dokucza mu przeziębienie, a silne bóle głowy sprawiają, że od wielu dni źle sypia. Osobisty medyk zaleca królowi spanie w ciepłym kaftanie, lecz w niczym mu to nie pomaga.

Potężna burza i ulewa zamieniają drogi w trzęsawisko; polski tabor zapada się po osie w błocie; niektóre zaprzęgi stają z wyczerpania. Najwięcej problemów nastręcza obecnie brak paszy dla tysięcy koni – w spustoszonej przez Tatarów okolicy nie ma ani odrobiny siana czy słomy, a własne zapasy szybko się wyczerpują.

Tatarzy puszczają z dymem Schattendorf w Burgenlandzie.

5 WRZEŚNIA: Starhemberg podejmuje decyzję, że w razie potrzeby walka będzie kontynuowana również na bastionach, w związku z czym poleca zabarykadować uliczki za bastionem Löwel; obrońcy przez cały dzień próbują gwałtownym ogniem artylerii utrudnić prace prowadzone w tureckich okopach – szczególną rolę odgrywają ciężkie działa na kurtynie za klasztorem Augustianów Bosych, ponieważ ich ogień kieruje się bezpośrednio na tureckie galerie w fosie przed bastionem Burg, do którego wojska oblężnicze niebezpiecznie się już zbliżyły.

TAJEMNICZY DOKTOR SCHAHIN, LEKARZ I SZPIEG

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

Na poprzedniej stronie: Człowiek, który zachował jasność myśli: zapiski Balthasara Kleinschrotha.

30 WRZEŚNIA: Balthasar Kleinschroth wraz z chórzystą Casparem Liedtmayrem opuszcza opactwo Heiligenkreuz i udaje się do Altenmarktu, by tam szukać zaginionych muzykaliów. Podczas wędrówki przez zniszczone leśne okolice przyłącza się do nich znany Kleinschrothowi wieśniak z Gaaden, syn klasztornego woźnicy i pokorny poddany opactwa. Kilka tygodni po najeździe Tatarów i Turków serce Lasu Wiedeńskiego wygląda jak upiorne pustkowie. W drodze trzej wędrowcy raz po raz napotykają martwe ciała – widzą je na Pankrazibergu, w Nöstach i Hafnerbergu; trupy mieszkańców zalegają przede wszystkim w pobliżu zaciekle bronionych szańców. Prawdziwą plagę stanowią na wpół zdziczałe psy, które pouciekały z okolicznych zagród i musiały się żywić rozkładającym się ludzkim mięsem, a teraz szukają po lasach świeżego pokarmu. Po kniei rozproszyły się również świnie, kury i inne zwierzęta gospodarskie; pozostałym przy życiu chłopom nie pozostaje nic innego, jak sięgnąć po muszkiet i udać się na polowanie. W okolicach Nöstach Kleinschroth i jego towarzysze napotykają na swej drodze wielu wynędzniałych biedaków, którzy szukają owoców leśnych, a nawet żołędzi. Kiedy wędrowcy nawiązują z niektórymi z nich rozmowę, ci opowiadają, że przyzwyczaili się już do tego nędznego pokarmu, bo przecież musieli jakoś przeżyć, gdy po okolicy kręciły się tatarskie zagony.

W Altenmarkcie Kleinschroth dowiaduje się, że jego muzykalia zostały zniszczone: 14 lipca rękopisy spłonęły w podpalonym przez Tatarów domu zaprzyjaźnionego z zakonnikiem sędziego Breitschopfa.

OPOWIEŚĆ WIEŚNIAKA Z GAADENU…

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

PAŹDZIERNIK

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

Na poprzedniej stronie: Największa hańba armii osmańskiej: sztandar wielkiego wezyra wywieszony jako trofeum przy bazylice Świętego Piotra.

Książę lotaryński ponownie naradza się z dowódcami swoich jednostek; zapada decyzja o kontynuacji marszu na Párkány i Ostrzyhom. Kondycja wojsk jest fatalna: szerzą się ciężkie choroby i każdego dnia umiera znaczna liczba żołnierzy. Wszyscy panowie i wysocy rangą oficerowie leżą pokotem w Bratysławie, gdzie pozostali; wielu z nich jest już w agonii; najdziwniejsze jednak wydaje się to, że choroba ta dotyka również tych, którzy z niej wyszli. Umiera zarówno szlachta, jak i prości żołnierze oraz służba.

5 PAŹDZIERNIKA: Wieczorem armia cesarska staje pod Komárnem. Do obozu docierają sprzeczne informacje na temat miejsca pobytu wielkiego wezyra: jedni twierdzą, że zatrzymał się ze swoją armią pod Ostrzyhomiem, zdaniem innych nadal przebywa w Budzie. Przede wszystkim jednak mnożą się domysły, jakie plany wobec wezyra ma sułtan – plotka głosi, że Mehmed IV wysłał już do Kara Mustafy pięćdziesięciu czauszów, którzy mają wykonać na wodzu wyrok śmierci. Pewne jest tylko, jak zapisuje w swoim dzienniku François Le Bègue, że Kara Mustafa zupełnie stracił autorytet w szeregach własnej armii.

6 PAŹDZIERNIKA: Oddziały sprzymierzone nadal posuwają się w kierunku twierdzy Párkány. Wskazany jest pośpiech, ponieważ zwiadowcy donoszą, że Kara Mehmed Pasza, nowy bejlerbej prowincji węgierskiej, przybył ze swoimi wojskami do Ostrzyhomia i przeprawia się po pontonowym moście w ślad za nimi. Wieczorem w obozie cesarskim odbywa się następna narada wojenna, w której uczestniczy również Jan III Sobieski. Książę lotaryński apeluje, by wstrzymać się z natarciem na Párkány, aż dotrą dowodzone przez Starhemberga oddziały piechoty i artylerii; generałowie popierają naczelnego wodza, a polski król ostatecznie przychyla się do zdania większości.

W liście do Marysieńki napisanym podczas marszu na Párkány Sobieski obszernie opowiada o tym, co zaszło w obozie tureckim pod Wiedniem: wieczorem, po bitwie, polski król pod karą śmierci zakazał swoim żołnierzom plądrować namioty, lecz ci, już w nocy z 12 na 13 września, w blasku znalezionych tureckich świec zaczęli łupić opuszczony przez wroga obóz. Żołnierze zajmowali całe namioty, nikogo do nich nie dopuszczając; nawet z pilnowanego przez straże namiotu wielkiego wezyra wyniesiono najcenniejsze przedmioty – złodzieje zwyczajnie rozcięli tylną ścianę. W przeciwieństwie do Polaków niemieccy żołnierze z Rzeszy musieli się obejść smakiem – nie zdobyli ani jeńców, ani sztandarów, ani innych łupów. Za to następnego ranka nieźle obłowiła się wiedeńska tłuszcza, plądrując owe nieliczne namioty, których nie tknęli ich żołnierze. Sobieski otwarcie wyznaje w liście do żony, że chociaż zostało mu jeszcze kilka buńczuków wielkiego wezyra, żałuje tego, iż jeden z nich oddał cesarzowi. Swój list król jak zwykle kończy namiętnym wyznaniem: o to tylko s[erca]. m[ego]. iedynego proszę, aby mię tak kochać y karesować przytomnego, iako teraz odległego: bo miłość w imaginacyi, lubo iest barzo dobra, ale przecie nie tak solide, iako w rzeczy samey. Do czego że ia teraz przyjść nie mogę, czynię to w imaginacyi, całuiąc milion razy wszystkie śliczności y wdzięczności nayukochańszego ciałeczka.

Pierwszy cel sprzymierzonych po oswobodzeniu Wiednia: twierdza Ostrzyhom. Stan z roku 1664.

Za oceanem po siedemdziesięciopięciodniowym rejsie do portu filadelfijskiego zawija „Concord”, angielski szkuner, na którego pokładzie znajduje się trzynaście menonickich rodzin z Krefeldu. Są to pokojowo usposobieni ludzie kultywujący tradycje długo i krwawo prześladowanych w ich ojczyźnie anabaptystów – dosłownie traktują słowo Pisma i starają się żyć wedle niego. Rodziny te przybyły tutaj, odpowiadając na zaproszenie Williama Penna do udziału w jego „świętym eksperymencie”, i pragną rozpocząć w Pensylwanii nowe życie, wolne od religijnej nietolerancji i strachu przez prześladowaniami. Przybysze zostają powitani przez samego Williama Penna i uczonego prawnika Franza Daniela Pastoriusa, pochodzącego z frankońskiego Sommerhausen trzydziestodwuletniego ziomka, który dotarł do Filadelfii 20 sierpnia na pokładzie statku „America”. Pastorius zna Penna z czasów, gdy ten w latach 1671–1677 odbywał podróże misyjne po niemieckich wspólnotach menonickich. Panowie uzgadniają, że przybysze z Nadrenii otrzymają parcele położone około sześciu mil na północ od Filadelfii; ich osada zrazu zostaje nazwana Germanopolis, a następnie przemianowana na Germantown, aczkolwiek sami pionierzy podczas pierwszej zimy sarkastycznie nazwą swoją ją Armentown, czyli miasteczkiem biedaków, gdyż przed pierwszymi mrozami uda im się jedynie wykopać piwnice pod swe przyszłe domy i zabezpieczyć je prowizorycznym dachem.

Jednak zręczność i pracowitość niemieckich menonitów szybko przynoszą efekty – osadnicy, którzy uprawiają len i winorośle, szybko dają się poznać jako znakomici winiarze i tkacze; wkrótce też przybywają nowe rodziny i w 1691 roku Germantown uzyskuje prawa miejskie (herbem miasta staje się trójlistna koniczynka z podpisem: Vinum, Linum et Textrinum, czyli „Wino, len i warsztat tkacki”), a w 1701 roku odbywa się pierwszy jarmark, zwany The Germantown Fair.

Pierwszym burmistrzem, pisarzem miejskim i nauczycielem zostaje Franz Daniel Pastorius, który dba o to, by mieszkańcy urzeczywistniali menonickie ideały: samorządność, odpowiedzialność społeczną i prawo do edukacji. Pastorius wydaje pierwszy w Ameryce manifest przeciwko niewolnictwu (Protest Against Slavery, 1688), przez cztery lata, od roku 1687 do 1691, reprezentuje miasto w parlamencie kolonii Pensylwania, a w 1700 roku publikuje Umständige Geographische Beschreibung der zu allerletzt erfundenen Provintz Pensylvaniae, in denen End-Gräntzen Americae in der West-Welt gelegen (Obszerny opis geograficzny utworzonej ostatnio Prowincji Pensylwanii, na kresach Ameryki, na zachodzie świata położonej). Poza tym pisze wiersze, wydaje pisma pedagogiczne i angażuje się w sporach religijnych po stronie swoich niemieckich i angielskich braci w wierze.

Nazwisko Franza Daniela Pastoriusa, który umiera w Germantown około 1720 roku, zostało zapisane na kopule waszyngtońskiego Kapitolu pośród nazwisk innych ojców założycieli Stanów Zjednoczonych, a jego pamięć po dziś dzień jest kultywowana przez Towarzystwo Pastoriusa.

7 PAŹDZIERNIKA: Książę lotaryński dowiaduje się ze zdumieniem, że Jan III Sobieski wbrew ustalonej poprzedniego wieczora strategii rozkazał swoim oddziałom zwinąć obóz i zamierza wyruszyć na Párkány. Przez chwilę Leopold chce nawet pozwolić ambitnemu królowi popędzić na spotkanie przeznaczenia, lecz koniec końców posyła za nim oddział kawalerii generała Dünewalda. Ten próbuje powstrzymać Sobieskiego, lecz na próżno – Lew z Lechistanu najwyraźniej jest w swoim żywiole i odpowiada, że stojące naprzeciw niego siły nieprzyjaciela są bardzo słabe, dlatego postanowił na nie uderzyć. Król jest tak beztroski, że nawet nie nakazał swoim zwiadowcom rozpoznać terenu.

Jak się wkrótce okazuje, książę lotaryński miał rację: nie jest to dla Polaków najszczęśliwszy dzień, jak oględnie napisze nazajutrz Sobieski do swej Marysieńki; polscy kawalerzyści ze straży przedniej nieoczekiwanie napotykają na swej drodze jazdę Kara Mehmeda Paszy, która przeprawiła się już przez rzekę i teraz rzuca się w pościg za Polakami. Kiedy król próbuje ustawić swe główne siły w szyku bitewnym naprzeciw atakującym Turkom, nieprzyjacielska jazda roznosi polskie oddziały, które rzucają się do panicznej ucieczki. Sam Sobieski dwa razy znajdzie się w poważnej opresji i uchodzi cało tylko dzięki energicznym działaniom starosty łuckiego Atanazego Miączyńskiego i kilku innych dowódców. Dopiero atak cesarskiej jazdy pod dowództwem Ludwika Badeńskiego powstrzymuje nacierającego nieprzyjaciela i zmusza go do odwrotu. Sobieski, którego dowódcy cesarscy uznali już za martwego, uchodzi za łaską Bożą zdrów, a krwawą klęskę tłumaczy brakiem dyscypliny we własnych oddziałach: uznaje ją za sprawiedliwą karę od P. Boga, za rabunki kościołów, zdzierstwa, cudzołoztwa, za co naymnieyszey żaden nie odniósł kary. Nie przychodzi mu nawet do głowy, że to jego nieudolność sprowadziła śmierć na tysiąc polskich żołnierzy25.

Tureccy zwycięzcy obcinają poległym Polakom głowy, zatykają je na swe dzidy i wystawiają na murach twierdzy Párkány.

8 PAŹDZIERNIKA: Dzień po dotkliwej klęsce w polskim obozie panuje ponury nastrój. Na nic się zdaje wizyta cesarskich oficerów, którzy przybywają z kondolencjami – Polacy są zbyt nieufni wobec ludzi Leopolda i sądzą, że ci w skrytości cieszą się z klęski dumnego sojusznika. Wielu polskich żołnierzy zaczyna się buntować przeciwko Sobieskiemu i opowiadać za przerwaniem kampanii, lecz właśnie w tym trudnym momencie książę lotaryński udowadnia, że potrafi wyczekać na odpowiedni moment do ataku, i zarządza, że następnego dnia wojska sprzymierzone ruszą na Párkány.

9 PAŹDZIERNIKA: Siły sprzymierzone odnoszą zwycięstwo i zajmują Párkány. Tym razem książę lotaryński i Jan III Sobieski dokładnie uzgodnili plan bitwy. Wojska sprzymierzone są ponad dwukrotnie liczniejsze od oddziałów osmańskich i podczas bitwy dochodzi do prawdziwej rzezi; tysiące Turków giną, a ich ciała masowo spływają w dół Dunaju.

10 PAŹDZIERNIKA: O! Jako to dobry P. Bóg, moia iedynie kochana Marysienku! – tymi słowy zaczyna Jan III Sobieski list, w którym chełpi się wiktorią pod Párkánami, większą nawet od tej pod Wiedniem. Król, którego wszyscy niemal pokojowcy polegli, pisze też znamienne zdania: Już się tu z nami śmierci tak zpospolitowały, iż nie patrzymy na nic, ieno na śmierci swoich, albo nieprzyiaciół. Mnie prawie wszyscy chłopcy poginęli: Golański onegdy z choroby umarł. Owego Murzyna Józefa Holendra Turcy iuż w ręku maiąc go, ścięli. Miałem także Węgrzynka, co kilka ięzyków umiał; y ten zginął…

Po śmierci Colberta zawsze wiecznie żądny plotek francuski dwór zadaje sobie jedno pytanie: czy Ludwik XIV poślubił potajemnie swą metresę madame de Maintenon? Tak czy inaczej król utrzymuje zażyłe stosunki ze swą faworytą: każdego dnia bawi do dziesiątej wieczór w jej komnatach, ona zaś opiekuje się nim, gdy leży chory. Ponoć Ludwik szukał rady u swego ministra wojny Louvois’a, ten zaś w pierwszej chwili stanowczo odradził królowi ten krok. Mimo to ślub ponoć doszedł do skutku – odbył się jakoby w środku nocy w gabinecie króla w Wersalu; mszę miał odprawić Harlay de Champvallon, arcybiskup Paryża i spowiednik Ludwika, a świadkami byli podobno intendent pałacu w Wersalu Alexandre Bontemps i pierwszy kamerdyner króla, kawaler de Forbin.

Dunaj zaczerwienił się od krwi zabitych Turków: druga bitwa pod Parkanami

13 PAŹDZIERNIKA: W polskich oddziałach coraz większe rozprężenie: rozboje, grabieże i okrucieństwo są na porządku dziennym. Jan III Sobieski każe dla przykładu publicznie spalić trzech żołnierzy, którzy po pierwszej bitwie pod Párkánami splądrowali kościół, a następnego dnia odbywa się egzekucja kilku innych hultajów.

14 PAŹDZIERNIKA: Thomas Dongan, z urodzenia Irlandczyk, drugi Earl of Limerick i od 1682 roku gubernator Nowego Jorku, zwołuje w Fort James pierwsze zgromadzenie reprezentantów kolonii, na którym uchwalona zostaje A Charter of Liberties, regulująca rozmaite kwestie ustrojowe; wprowadzona zostaje wolność religijna, a władzę ustawodawczą w Nowym Jorku sprawuje od tej pory rzeczone zgromadzenie, które ma też wyłączność na wprowadzanie nowych podatków oraz decydujący głos we wszystkich sprawach wojskowych; ponadto zostaje uchwalone prawo wyborcze, zgodnie z którym decyduje większość głosujących, utworzenie zaś sądów lokalnych i odwoławczych porządkuje kwestie związane z wymiarem sprawiedliwości. Ustalenia te, uroczyście ogłoszone przez Thomasa Dongana 30 października 1683 roku w nowojorskim City Hall, staną się podwaliną amerykańskiego systemu konstytucyjnego oraz podstawą i wzorcem życia politycznego w kolonii w całym XVIII wieku. Po zakończeniu amerykańskiej wojny o niepodległość Anglia przyjmie uchwalone w Nowym Jorku regulacje jako fundament swej administracji w Kanadzie, Australii i Afryce Południowej…

15 PAŹDZIERNIKA: W obozie cesarskim pod Ostrzyhomiem zjawiają się wysłannicy Thökölya, by przed nastaniem zimy uzgodnić warunki rozejmu. Negocjacje kończą się jednak fiaskiem, ponieważ książę lotaryński twardo domaga się od „rebeliantów” złożenia broni.

Tymczasem naprawa zniszczonego mostu na Dunaju szczęśliwie dobiega końca. Oddziały niecierpliwie czekają na możliwość przeprawienia się na drugi brzeg.

Zimna i wilgotna jesień odbija się na zdrowiu ludzi i zwierząt. U nas choroby nie ustaią, pisze Sobieski do swej ukochanej Marysieńki. Konie też poczęły barzo zdychać, osobliwie w tych kilku dniach, przez które deszcze zimne padaią. […] Czas spóźniony: deszcze, głód na ludzie y konie (osobliwie w chlebie dla ludzi, bo mięsa y soli iest siła), choroby, rabunki, palenia wsi, kościołów, kapłanów. Onegdy trzech hultaiów spalono; wczora kilku obieszono. Nieochota sroga y ztęsknienie się do domu, do pieca y do piwa.

16 PAŹDZIERNIKA: Po fiasku negocjacji z księciem lotaryńskim i w obliczu tureckiej klęski pod Párkánami Thököly wycofuje cztery tysiące swoich ludzi do Úpic.

SZPETNY LEOPOLD

Dostępne w wersji pełnej.

LISTOPAD

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

GRUDZIEŃ

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

SŁOWNIK

Dostępne w wersji pełnej.

ZARZĄD WIEDNIA W ROKU 1683

Dostępne w wersji pełnej.

GŁOWY PANUJĄCE ANNO DOMINI 1683

Dostępne w wersji pełnej.

ŹRÓDŁA I BIBLIOGRAFIA

Dostępne w wersji pełnej.

PODZIĘKOWANIA

Dostępne w wersji pełnej.

Wykaz ilustracji

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

Tytuł oryginału

Wien anno 1683: Ein europäisches Schicksalsjahr

Copyright 2015 by Styria Verlag in der Verlagsgruppe Styria GmbH

& Co KG · Wien · Graz · Klagenfurt

Projekt okładki

Mariusz Banachowicz

Obraz na okładce

Mirosław Szeib, www.szeib.pl

Opieka redakcyjna

Natalia Gawron-Hońca

Weryfikacja merytoryczna

Dr Zbigniew Hundert

Adiustacja

Witold Kowalczyk

Korekta

Joanna Kłos

Grażyna Rompel

Łamanie

Edycja

© Copyright for the translation by SIW Znak sp. z o.o., 2018

Copyright © for this edition by SIW Znak sp. z o.o., 2018

ISBN 978-83-240-5473-2

Znak Horyzont

www.znakhoryzont.pl

ISBN 978-83-240-5474-9

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl

Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, ul. Kościuszki 37, 30-105 Kraków

Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Angelika Duchnik

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Wiedeń 1683 Zarządca do spraw śmierci. Odilo Globocnik, eksterminacja i obozy zagłady 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Piękna i odważna. Ulubiona agentka Churchilla Serce wszystkiego, co istnieje. Nieznana historia Czerwonej Chmury, wodza Siuksów Był sobie król… Do piekła i z powrotem: Europa 1914–1949 Wołyń '43 Romanowowie