Alfabet duszy i ciała

Alfabet duszy i ciała

Autorzy: Józef Tischner

Wydawnictwo: Znak

Kategorie: Filozofia

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 20.79 zł

Ciało, dialog, miłość, nadzieja, solidarność, życie i śmierć to tylko niektóre z pojęć, które znalazły się w "Alfabecie" ks. Józefa Tischnera, a które dotyczą nas wszystkich. Uniwersalne myśli i mądrości człowieka gór, pokazują jak żyć autentycznie i w pełni. Ksiądz Tischner staje się naszym przewodnikiem. Wyrywa nas z letargu. Pokazuje, co jest źródłem wolności.

 

Człowiek jest artystą swego życia i rzeźbi je według własnych wyobrażeń o swym szczęściu.

ks. Józef Tischner

 

Nowe wydanie, zawierające nieznane teksty.

OD AUTORA WYBORU

Zapraszając do spotkania z myślą ks. Józefa Tischnera, raz jeszcze sięgam po przystępną formę alfabetu. Po raz pierwszy Alfabet Tischnera ukazał się w roku 2012. Szybko trafił na listę bestsellerów. Mówiono: „Tischner przyszedł we właściwym czasie”. Obecne wydanie jest nową, zmienioną wersją tamtej edycji. Czy także utrafi w swój czas?

Alfabety mają rozmaity charakter. Ten jest przede wszystkim przewodnikiem po pojęciach. Istnieje pewien zestaw pojęć, wokół których krążyła nieustannie myśl Tischnera. Zazwyczaj są to pojęcia ogólne. Pozwalają one zakreślić obszar zainteresowań autora Etyki solidarności – jako filozofa, myśliciela religijnego, duszpasterza, publicysty. W ten sposób dowiadujemy się, co i jak Tischner pisał i mówił na przykład o wolności, miłości, solidarności i nadziei, o etyce, Polsce, Kościele i Bogu. Do pojęć ogólnych dochodzą te nieco bardziej szczegółowe, wskazujące zjawiska, którym należało się, według autora, przyjrzeć uważniej. Kilka z nich – jak „homo sovieticus”, „kryjówka” czy „wzajemność” – stało się znakami rozpoznawczymi tischnerowskiego języka.

Jednocześnie Alfabet nie jest słownikiem filozoficznym. Brak w nim całego szeregu pojęć, które w filozofii Tischnera odgrywają niepoślednią rolę, jak choćby pojęcie „ja” aksjologicznego czy agatologii. Trzeba było narzucić sobie pewne ograniczenia, inaczej książka stałaby się zbyt trudna dla czytelników mniej w filozofii zorientowanych. Spuchłaby też do rozmiarów, które czyniłyby ją niepraktyczną. Z tego powodu z nowego wydania zniknęły m.in. hasła osobowe; w przygotowaniu jest nowe, poszerzone wydanie biografii Tischnera, niektóre informacje więc niepotrzebnie by się dublowały. Zachowane hasła przeredagowałem, niektóre połączyłem, inne uzupełniłem o nowe cytaty. Pojawiły się też hasła nowe: „Demokracja”, „Patriotyzm”, „Słowo”.

Przygotowując Alfabet, sięgnąłem zarówno po książki, jak i mniej znane artykuły Tischnera, wciąż jeszcze w książkach nie opublikowane. Do tego doszły wywiady i audycje radiowe i telewizyjne, homilie i okazjonalne wystąpienia. Tam, gdzie cytuję książki, obok tytułów pojawiają się numery stron (wydania, do których odsyłają, znajdują się na końcu w wykazie źródeł). W pozostałych przypadkach podaję same tytuły lub opisy. Owe informacje to zachęta, by rozpocząć poszukiwania na własną rękę: samodzielnie sprawdzić, jakie pojęcia – i jak – żyją w myśli Tischnera. Jednocześnie zachęcam, by odświeżony Alfabet czytać łącznie z wydanym niedawno Krótkim przewodnikiem po życiu, który ma również układ hasłowy.

Lista haseł w Alfabecie Tischnera mogłaby być dwukrotnie i trzykrotnie dłuższa; chodzi jednak o to, żeby z tego, co ciekawe, wybrać to, co przydatne, co – by nawiązać do jednej z metafor pojawiających się u Tischnera – możemy dziś z pożytkiem „strawić”. Nie jest to zatem cały Tischner, nie jest to Tischner w pigułce. Są to raczej wydobyte z Tischnera „pigułki” na różne dolegliwości naszego czasu. Czy okażą się skuteczne, to już inna rzecz.

Wojciech Bonowicz

Są w życiu ludzkim (…) dwa rodzaje spotkań z Bogiem. Jedno takie, kiedy człowiek wyciąga rękę i mówi: Boże, daj; Boże, poradź, uzdrów; Boże, zrób jakiś cud. Jesteś bogactwem, jesteś potęgą, wszystko możesz. To są spotkania najczęstsze. Ludzie przychodzą do Boga jako do wielkiego bogactwa – z wyciągniętą ręką. Ale są inne spotkania z Bogiem, takie trochę podobne do betlejemskich, gdzie ludzie przychodzą nie po to, ażeby Bóg dał, ale po to, ażeby oni coś Bogu ze siebie dali. Przy tych drugich spotkaniach dzieje się coś przedziwnego. Ludzie ubodzy nagle odkrywają, że są bogaci. Ci, którzy nie mają nic, są przekonani, że mogą jeszcze bardzo dużo ze siebie Bogu dać. Ci, którzy cierpią biedę, nagle czują się lepsi od samych siebie. To jest bardzo ważne. Są takie spotkania z Bogiem, w których człowiek nagle, spotykając Boga, czuje się lepszy od samego siebie. Czuje, że może więcej, niż mu się dotąd wydawało. (Wiara ze słuchania, 286)

W świecie istnieją ślady Boga – Boga jako Stwórcy. Ale Bóg żywy, żywy Zbawiciel, jest między nami o tyle, o ile został wybrany. Można Boga wybrać i można Boga nie wybrać. Jeśli Boga nie wybierzemy, nie będzie Go wśród nas. Jest w tym odkrycie i wielkie dowartościowanie naszej wolności. Bóg jest wśród nas na miarę naszego wyboru. Bóg pomaga nam łaską w dokonaniu tego wyboru. Ale łaska nie zmusza nikogo do tego, aby wybór został dokonany. Człowiek wybiera: wybierają ludzie, wybierają rodziny, wybierają narody. Jeśli nie wybiorą, Boga nie będzie wśród ludzi. (…) Bóg przychodzi poprzez ludzką wolność. (Wiara ze słuchania, 78)

Są takie spotkania z Bogiem, w których człowiek nagle, spotykając Boga, czuje się lepszy od samego siebie. Czuje, że może więcej, niż mu się dotąd wydawało.

Na co dzień Bóg jest dla mnie przede wszystkim Chrystusem. My, chrześcijanie, jesteśmy w uprzywilejowanej sytuacji, bo zamiast mówić o abstraktach i żyć abstraktami, możemy na przykładzie Chrystusa mówić o konkretach. Odpowiedzią na pytanie, kim On jest, w moim wypadku mogłoby być przywołanie tych fragmentów Ewangelii, do których najchętniej powracam. Są to teksty eucharystyczne: zapowiedź Eucharystii, następujące potem sceny odejścia ludzi, ustanowienie Eucharystii i związana z tym symbolika, czyli – Bóg między nami. (Przekonać Pana Boga, 5)

Co nas uderza przede wszystkim w życiu Jezusa Chrystusa? Uderza nas jakaś głęboka logika Jego czynów. Jego życie składało się z miliona odrębnych czynów, ale bez żadnej przesady możemy to życie nazwać jednym wielkim czynem, bo te wszystkie drobne czyny układały się w jeden logiczny, zwarty rząd. Wszystko w tym wielkim czynie Jezusa Chrystusa było razem ze sobą splecione. Najbardziej paradoksalne rzeczy były przeniknięte jedną integrującą ideą. (…)

O co właściwie Chrystusowi chodziło? (…) Oto świat w swoim rozwoju stanął nad przepaścią śmierci. Ludzie stanęli nad przepaścią śmierci. I trzeba temu światu wszczepić nowe życie. Kto to życie wszczepi światu? Jedynie Bóg. Ale człowiek, świat jest z Bogiem skłócony. I oto syn cieśli z Nazaretu podejmuje wielką decyzję: że On przez swój życiowy czyn te dwie skłócone rzeczywistości ze sobą pogodzi. I przez Niego tej umierającej ludzkości jakieś życie zostaje zaszczepione. Jakie życie? Powiedzmy: tajemnicze życie. (…) Filozofowie przed Jezusem Chrystusem i po Jezusie Chrystusie jedynie objaśniali świat. Objaśniali świat i objaśniali śmierć. Jedynie Chrystus przyszedł i chciał nie tyle objaśnić śmierć, ile przezwyciężyć śmierć. I to jest coś wielkiego! (Nadzieja czeka na słowo, 15–18)

Są takie momenty, kiedy się widzi, że ma się na swojej drodze kogoś drugiego. I to kogoś takiego, kto ten odcinek drogi przeszedł pierwszy. Jest o parę kroków do przodu. Na tym polega chrystianizm jako więź z Chrystusem. To jest bardzo swoiste przeżycie, niesłusznie zwane przeżyciem mistycznym. Moim zdaniem jest to po prostu szalenie ludzkie przeżycie. Mamy je wobec ojca, wobec matki, wobec najbliższych towarzyszy naszego dramatu. I nagle pojawia się towarzysz wszystkich towarzyszy, który kiedyś gdzieś powiedział: „nie bójcie się”. Wtedy człowiek przestaje się bać… (Między Panem a Plebanem, 365)

Świat nie jest najlepiej urządzony. Wielu ludzi o tym wiedziało i my też o tym wiemy. I wielu bardzo mądrych ludzi usiłowało rehabilitować Boga za świat, który stworzył. Od czasów Platona do czasów Gottfrieda Leibniza najtęższe umysły ludzkie wysilały się w tym celu, aby zrehabilitować Boga za zło i niedoskonałości, jakie na Jego świecie istnieją. A wszystkie wysiłki zmierzały do tego, aby za wszystko zło, jakie na świecie jest, odpowiedzialnym uczynić ludzką wolność. To człowiek miał być winny złu i grzechowi na świecie istniejącemu. I Chrystus, zdaje się, w swoisty sposób także dotknął tego wielkiego nieśmiertelnego zagadnienia: kto jest winny temu, że na świecie jest zło, że świat jest taki jaki jest?

Bóg stworzył świat z miłości.

Chrystus mówi, że miłość leżała u podstaw wcielenia. „Bóg tak umiłował świat, że Syna swego umiłowanego dał…” Miłość! Ale wydaje się, że nie tylko ta miłość Ojca do ludzi była u podstaw wcielenia. Wydaje się, że istniała tam także inna miłość: miłość Syna do Ojca. Syn zdecydował się na wcielenie dlatego, aby przez swój akt wcielenia „zrehabilitować” Ojca za świat, który stworzył. Od tego czasu wszystkie pięści, które z ziemi do nieba się podnoszą, aby Bogu grozić za zło na świecie istniejące, zatrzymują się na Jego krzyżu. Wielka idea, wielka koncepcja: nie teorią, nie słowem, ale czynem „rehabilitować” Boga za świat, który stworzył. (…) Bóg jest miłością. Bóg, stwarzając świat, nie popełnił grzechu. Bóg stworzył świat z miłości. Od początku do końca Chrystus będzie to ludziom powtarzał: akt stworzenia nie jest aktem upadku Boga, lecz aktem ukochania przez Boga ludzi i istnienia. (Nadzieja czeka na słowo, 37–38)

Błogosławieństwa są pieśnią, którą śpiewa Bóg, chwaląc swoje stworzenie. W modlitwie to człowiek wyśpiewuje pieśń chwały Bogu, a tu jest odwrotnie. To Bóg mówi: błogosławieni… Błogosławieni, czyli godni zachwytu, naprawdę wielcy i wspaniali. (…) Bóg jak gdyby formułuje przykazania w stosunku do samego siebie, a nie do ludzi. Nie nakazuje: bądź ubogi…, tylko opowiada, czym się zachwycił. Skoro się zachwycił, nie może potępić i – tym samym – w pewien sposób zobowiązuje siebie. (Przekonać Pana Boga, 206)

To nie poszukiwanie wiary jest źródłem wiary, ale wiara jest źródłem poszukiwania.

Zazwyczaj mówi się tak: człowiek poszukuje pełnego szczęścia, ale na tej ziemi znaleźć go nie może, więc „otwiera się” na Boga. Wynika z tego, że wiara jest ściśle powiązana z pragnieniem szczęścia – jest owocem tego pragnienia. (…) Spotykając te i tym podobne propozycje, czuję narastający we mnie protest. Myślę sobie: kto tak szuka, nigdy nie znajdzie. „Otworzy się” na szczęście i… rozminie z łaską. Przydarzy mu się to, co przydarzyło się Oblubienicy z Pieśni nad pieśniami: otwarła na oścież drzwi swego domostwa i Oblubieniec odszedł. Dlaczego? Z prostego powodu: kto się otwiera, wyznacza miarę Oblubieńcowi. Kto chce widzieć, chce zamknąć Boga w obszarze własnych źrenic; kto chce słyszeć, nagina Jego głos do głosów tego świata. Cóż z tego, że usłyszy i zobaczy, skoro ten, kogo zobaczy i usłyszy, nie będzie już Bogiem? Złudzenie Boga weźmie za Boga. Dlatego temu, kto mi mówi, że szuka Boga i nie znajduje Boga, mam ochotę powiedzieć: może lepiej przestań.

Stosunek między wiarą a szukaniem jest odwrotny, niż się zazwyczaj wydaje. To nie poszukiwanie wiary jest źródłem wiary, ale wiara jest źródłem poszukiwania. Nikt nie szuka, nie wierząc, że znajdzie. Szuka ten, kto wierzy. Z pewnością nie szuka wtedy swego nieszczęścia. Ale musi być gotowy nawet na nieszczęście. Bóg przychodzi nie tylko jako szczęście nieszczęśliwych, ale również jako nieszczęście szczęśliwych. Miary ludzkiego szczęścia nie są miarami Boga. (Zrozumieć własną wiarę, 15–16)

Święty Jan od Krzyża pisze bardzo surowo o tym, że dusza, która chce spotkać Boga, musi wykreślić, wyrzucić z siebie wszystko to, co było dotąd. Musi przekreślić swoją pamięć. Musi przekreślić pamięć dlatego, że Pan Bóg przychodzi do człowieka zawsze inaczej, niż przychodził dotychczas. Żadne słowo nie może zamknąć Boga i Jego bogactwa. Żadne duchowe przeżycie, żaden zachwyt duchowy nie może Boga ogarnąć. I dlatego człowiek, który przywiązał się do jakiegoś jednego słowa, do jakiegoś jednego zachwytu, zostałby, jak ten wędrowiec na drodze, przywiązany do jednego widoku. (Wiara ze słuchania, 59)

Chrystus odszedł. Wydarzenie Odkupienia na krzyżu dokonało się (…) Co pozostało? Pozostał głos Nieobecnego. My wiemy, że głosy nieobecnych są czasami o wiele mocniejsze od głosów obecnych. Groby mają dziwną moc przemawiania. Pozostał więc po Chrystusie głos. Głos, który starał się mówić: „Jeżeli chcesz, możesz…” (…) Nie ma przymusu. Im większa wartość, tym większa wolność. Im bardziej boski jest Bóg, tym większą wolność ma Piotr. „Jeżeli chcesz, możesz, ale nie musisz”. Odkupienie przynosi ze sobą doświadczenie wolności. Najgłębsze z możliwych doświadczenie wolności. (Nadzieja czeka na słowo, 130)

Czym jest ciało? Jest wartością dramatyczną: dzięki niej człowiek uczestniczy wraz z innymi w dramacie życia. Nie jest to, oczywiście, łatwe, ponieważ człowiek nie posiada jednolitej i oczywistej koncepcji życia. Mimo to jedno wydaje się pewne: istotną wiedzę o własnym ciele osiąga człowiek przez najgłębiej pojęty dialog – dialog wzajemności – z drugim człowiekiem. Rozpoznaje własne ciało przez innego, a inny rozpoznaje własne ciało przeze mnie. Istotna wiedza o własnym ciele nie jest ani owocem badań obiektywnych, ani owocem doświadczeń subiektywnych, lecz wyłania się z dramatu życia, w którym kluczowe znaczenie posiadają spotkania z innymi. (Myślenie w żywiole piękna, 32)

Ciała ludzkie mają swoje dzieje. Dzieje ciał opisują słowa wzięte z życia: mąż, żona, syn, córka, matka, ojciec, brat, siostra i tak dalej. Opisywane przez te słowa związki wymagają odwagi. Gdzieś u korzeni owej odwagi spoczywa wiara, że ciało nie jest pułapką człowieka, lecz obietnicą łaski, samą łaską. Ponieważ jednak wiara ta nigdy nie staje się pewnością, nie usuwa ona trwogi, lecz splata się z nią jak przeciwnik z przeciwnikiem. (Myślenie w żywiole piękna, 38–39)

W świecie judeochrześcijańskim ciało nie jest ani więzieniem człowieka, ani siedliskiem fatum, ani maszyną, lecz miejscem obietnicy, jaką Abraham otrzymuje od Boga. Cielesność jest integralną częścią zbawczej nadziei człowieka. Zbawienie przychodzi poprzez ciało. Cały dramat człowieka jako istoty ucieleśnionej kończy się ofiarą, w której cielesność jest żertwą ofiarną. Ofiara jest ofiarą za kogoś i dla kogoś. „Ciało, które się za was wydaje…” „Krew, która się za was przelewa…” Biblia ukazuje głęboko zakorzeniony w ciele jego wymiar dialogiczny. Cielesność jest istotnym elementem dialogu z drugim człowiekiem i z Bogiem. (Intencja humanistyczna w medycynie)

Cielesność jest integralną częścią zbawczej nadziei człowieka.

Tym (…), co rozstrzygające dla dialogicznej wizji cielesności ludzkiej, jest idea zbawiciela. Idea ta przynosi ze sobą szczególną koncepcję śmierci. Umieranie jest nieodłączne od ciała. Napisze św. Paweł: „A mądrością ciała jest śmierć”. Słowa te nie są żadnym szyderstwem z ciała. Nie chodzi o poniżenie ciała, o powiedzenie: „O, spójrz, jak głupie jest ciało, stroi się i walczy, a potem i tak umiera”. Śmierć jest rzeczywiście szczytowym osiągnięciem cielesności, nawet wyższym niż płodność. Ale nie każda śmierć. Jaka śmierć? Śmierć mesjańska, pojęta jako śmierć za innych: „ciało, które się za was wydaje; krew, która za was przelana będzie”. Słówka „za was” wyrażają istotę nowej sytuacji. (Myślenie w żywiole piękna, 41)

Kościół odnosi się do ciała bardzo ufnie, natomiast współczesna cywilizacja – raczej nie. Co to znaczy ufać ciału? To znaczy ufać jego logice od narodzin po śmierć. Ufać, że kiedy człowiek potrzebuje zabawy, to jest w porządku, kiedy potrzebuje gry, to też jest w porządku. Ale kiedy kończy się gra i kapelusz traci piórko, bo [wśród górali] tylko kawaler ma prawo do noszenia piórka przy kapeluszu, i trzeba poważnie powiedzieć: „i że cię nie opuszczę aż do śmierci”, to Kościół bardzo na serio bierze tę logikę ciała. Potem ciało chce macierzyństwa, chce ojcostwa i Kościół też traktuje to bardzo poważnie. Polemizuje z pesymizmem, z manicheizmem współczesnego świata.

Wydaje mi się, że główny spór między Kościołem a światem współczesnym w sprawie cielesności polega na tym, że Kościół jest bardziej i głębiej cielesny niż świat. (O wcieleniu)

Bez wątpienia nasza cywilizacja skłania się do przyznawania ciału charakteru wartości absolutnej. Nasza ekonomia, nasza socjologia, medycyna i inne nauki pokrewne kręcą się wokół potrzeb ciała. Nasza technika troszczy się głównie o ciało – o jego wygląd i wygodę. Główne ideologie naszych czasów są w swym rdzeniu również ideologiami cielesności. Czy oznacza to jednak, że ciało ma być naszym ocaleniem, świątynią obietnicy i łaski? Wręcz przeciwnie. Pielęgnując powierzchnię ciała, przysłaniamy jedynie jego głęboką, metafizyczną chorobę (…): przeżywamy nasz czas jako czas ciała, które chyli się ku swej śmierci. (…) Wyrazem zewnętrznym naszych wewnętrznych nieporozumień z ciałem są konflikty z innymi. Gdy wrogiem człowieka staje się drugi człowiek, zawsze można przypuszczać, że wcześniej jego wrogiem stało się w jakimś stopniu jego własne ciało, szczególnie zaś upominający się o swe prawa wymiar dialogicznej wzajemności obecny w ciele.

Na ogół konflikt, o którym mowa, interpretuje się jako konflikt między duchem i ciałem – duchem rzekomo z natury altruistycznym i ciałem rzekomo z natury egoistycznym. Ale taka interpretacja dowodzi jedynie niezrozumienia istoty sytuacji. Zapomina, że cielesność może być równie dialogiczna jak duch, a duch równie egoistyczny jak ciało. Jedynie formy egoizmu i altruizmu są tu różne.

Jeśli tak, to trzeba uznać, że człowiek wzięty w całości razem ze swą cielesnością staje dziś wobec kluczowego wyboru – wyboru męstwa w miejsce zatrwożenia, (…) łaski przed fatum. Możliwość takiego wyboru oznacza wolność. Zwykle twierdzi się, że wolność jest przywilejem ducha. Tutaj widzimy, że nie tylko. Oto natrafiliśmy na wolność cielesną i wcielającą się – na ciało, które posiadło przywilej wyboru swej własnej nadziei. (Myślenie w żywiole piękna, 43–44)

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Projekt okładki

Michał Pawłowski

www.kreskaikropka.pl

Opracowanie i wybór tekstów

Wojciech Bonowicz

Opieka redakcyjna

Kinga Janas

Wybór zdjęć

Pola Starczyńska

Korekta

Jadwiga Grellowa

Magdalena Tobik

Copyright © by the Estate of Józef Tischner

Copyright © for the selection by Wojciech Bonowicz

© Copyright for this edition by SIW Znak sp. z o.o., 2018

ISBN 978-83-240-5848-8

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl

Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, ul. Kościuszki 37, 30-105 Kraków

Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Anna Jakubowska

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Alfabet duszy i ciała Etyka solidarności oraz Homo sovieticus Historia filozofii po góralsku Krótki przewodnik po życiu Wędrówki w krainę filozofów Tischner: Mistrzowskie rekolekcje z Eckhartem 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Małpa w każdym z nas. Dlaczego seks, przemoc i życzliwość są częścią natury człowieka?