Jürgen Klopp

Jürgen Klopp

Autorzy: Honigstein Raphael

Wydawnictwo: Znak

Kategorie: Biografie Sport

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 35.99 zł

Listopad, 2013 rok. Podczas konferencji prasowej przed meczem Ligi Mistrzów z Arsenalem jeden z dziennikarzy zapytał Kloppa, jaka jest różnica między Borussią a prowadzonym przez Arsene’a Wengera Arsenalem. Trener odpowiedział: „Jego zespół lubi być w posiadaniu piłki, ciągle ją rozgrywać. Przypomina orkiestrę symfoniczną. Ja natomiast wolę heavy metal, gdy jest głośniej, a wszystkiego więcej!”.

 

Taki właśnie jest Jürgen Klopp – charyzmatyczny wojownik, wulkan energii przy linii bocznej, żywioł oddany swojej pasji, czyli piłce nożnej. Prowadzone przez niego drużyny zawsze dostarczają kibicom piłkarskim emocji i wzruszeń.

To jemu zawdzięczamy rozkwit kariery Roberta Lewandowskiego i stworzenie polskiego trio w Borussi. To on odpowiada za charakterystyczny styl określany jako „gegenpressing”.

 

W tej książce poznacie jego historię. Od początków kariery w FSV Mainz, przez pasmo sukcesów w Borussi Dortmund, aż do objęcia posady w Liverpool F.C.

Dla Mamy i Taty

Nieważne, skąd pochodzisz, ważne, gdzie jesteś.

Eric B. & Rakim

1

Niespodzianka

Glatten, rok 1967

CZARNY LAS1 NIE JEST CZARNY. To nawet nie jest las. A przynajmniej już nim nie jest. Osiemnaście wieków temu germańskie plemiona Alemanów wdarły się w tę ponurą gęstwinę, która napawała strachem nawet Rzymian, by wybudować wioski i wypasać bydło. Celtyccy misjonarze ze Szkocji i Irlandii, uzbrojeni w topory i wiarę, walczyli z naturą na tym terenie, by w końcu ją ujarzmić. Dziś po mrocznym Czarnym Lesie pozostały tylko dziecięce koszmary i zegary z kukułką2, oraz doskonała destynacja turystyczna.

Zarówno Niemcy, jak i turyści z zagranicy tłumnie odwiedzają łańcuch niskich gór południowo-zachodniej części kraju, by oczyścić swoje płuca i serca z miejskiego brudu. Po wojnie Czarny Las stał się ulubionym miejscem filmowców poszukujących sielankowej scenerii, której elementem są uzdrowiska – czy to te prawdziwe, czy wymyślone. W takich miejscach rzeczywistość przeplata się z fantazją, dając uroczy efekt.

Cynicy, uważajcie na tę impresję, bo jest prawdziwa. Spójrzmy na malownicze miasteczko Glatten. Schludne białe domy z dachami koloru piernika i drewnianymi balkonami są bezpretensjonalnie wciśnięte we wzgórza, u stóp których ciągną się połacie zieleni.

„Niektórzy, by się pokazać, budują się na szczycie wzgórza. Jednak mieszkańcy Szwabii stawiają domy otoczone pagórkami, aby ukryć to, jak wielkie są naprawdę” – tak wyjaśnia skromny sposób myślenia lokalnej społeczności i swoich krewnych Rezzo Schlauch – były polityk partii Zielonych. „Oni chowają swoje mercedesy w garażach, a na podjazdach stawiają volkswageny”.

Rzeka Glatt (w języku staro-wysoko-niemieckim to słowo oznacza „jasny” lub „gładki”), od której pochodzi nazwa miejscowości Glatten, wpływa do tej mieściny od północy. Nad jej brzegiem stoi pokryta stalą fabryka odkurzaczy J. Schmalz GmbH. Rzeka jest dyskretną towarzyszką głównej ulicy w miasteczku, przy której znajdują się salon samochodowy, bank, piekarnia, rzeźnia, kwiaciarnia i budka z kebabem. Wody Glatt wpływają do naturalnego akwenu znajdującego się zaraz obok obiektów sportowych Böffingen – wioski, która została wchłonięta przez Glatten.

Pomimo sporych opadów deszczu w regionie miejsce to jest istnym rajem na ziemi – rajem, co ważne, zdobytym dzięki pracy, a nie podarowanym za darmo. Rośnie tu dużo trawy, mieszkańcy sieją kukurydzę, hodują prosięta, a sami w sobie są zdeterminowani do działania i oszczędni. To taki wyjątkowy, nieustępliwy typ wręcz harujących Niemców. „Schaffe, schaffe, Häusle baue”, czyli „pracuj, pracuj, a później wybuduj dom”, jak mówi słynne lokalne powiedzenie.

„Szwabowie harują dniem i nocą. To leży w ich naturze” – mówi Schlauch. „Ta cecha wywodzi się z ich historii, podobnie jak sławna już innowacyjność. W innych regionach najstarszy potomek dziedziczył gospodarstwo rolne swoich rodziców, jednak w Szwabii ziemia była dzielona po równo między wszystkie dzieci. Pola dawały coraz mniejsze plony, aż stały się nierentowne, więc potomkowie byli zmuszeni do podjęcia innych prac. Wielu z nich zostało wynalazcami i Tüftlerami – osobami poszukującymi nowych rozwiązań starych problemów”.

Lokalna tradycja wymaga, by wszystko robić starannie i na serio. Łącznie z zabawą. Jedno z czternastu aktywnych kół zainteresowań działających w Glatten zajmuje się organizacją karnawału3. Inny związek zrzesza przyjaciół owczarków niemieckich.

Stodoły stoją w szeregu przy małej uliczce, na której przejeżdżające traktory zostawiają ślady błota. Za polem znajduje się „Haarstüble” – niewielki salon fryzjerski należący do Isolde Reich, dyskretne miejsce spotkań, w którym można też kupić skarpetki robione na drutach przez jedną z przyjaciółek Reich. Cały dochód pochodzący z ich sprzedaży właścicielka przekazuje na cel charytatywny – kupowanie butów dla bezdomnych.

Isolde urodziła się w Glatten w 1962 roku jako młodsza z dwóch sióstr. Jej ojciec Norbert, w młodości utalentowany bramkarz, był fanatykiem sportu. Ale tata Norberta, człowiek z natury poważny, pokrzyżował mu plany, naciskając, by syn zdobył porządny zawód, a nie skupiał się na próbach zrobienia kariery profesjonalnego piłkarza. Reich wspomina, że kariera piłkarska jej ojca skończyła się, zanim tak naprawdę się zaczęła. Jego sportowe ambicje jednak nie osłabły. Grał amatorsko w piłkę nożną, piłkę ręczną, tenisa i próbował przekazać sportową pasję rodzinie. Kiedy jego żona Elisabeth oraz najstarsza córka Stefanie nie wykazały żadnego zainteresowania sportem, Norbert zaczął pokładać nadzieję w Isolde. Zarówno przed jej narodzinami (Norbert napisał w albumie ze zdjęciami swoich dzieci: „Isolde, właściwie miałaś być chłopcem”), jak i już po nich. Isolde była pierwszą dziewczynką w Glatten, która uczęszczała na treningi piłkarskie.

Norbert mianował się jej trenerem, i to wymagającym i rygorystycznym. Zabierał pięcioletnią Isolde na usytuowane nad rzeką boisko piłkarskie Riedwiesen, gdzie ćwiczyła główkowanie. Na zielonej metalowej poprzeczce bramki wisiała stara ciężka piłka. Kiedy Isolde przyjmowała złą postawę lub zbyt wysoko unosiła ręce, Norbert kazał jej robić karne okrążenie dookoła boiska.

„Był nieustępliwy. Człowiek z zasadami, pełen pasji” – wspomina Reich.

Latem 1967 roku jej matka Elisabeth wyjechała na miesiąc. Była w zaawansowanej ciąży, a ryzyko komplikacji spowodowało, że musiała się zameldować w klinice w Stuttgarcie, 80 minut drogi na północny zachód. Lokalny szpital przy Freudenstadt, znajdujący się tylko osiem i pół kilometra od domu, nie był przystosowany do przeprowadzania zabiegu cesarskiego cięcia. Tak długa rozłąka z matką była dla Stefanie i Isolde trudna do zniesienia.

„Obiecano nam, że jak mama wróci, to przyniesie nam coś niesamowitego”.

Jednak kiedy Norbert i Elisabeth wrócili do domu, przywieźli ze sobą tylko małe, głośne dziecko. Minęła ledwo godzina, a siostry zaczęły się zastanawiać, czy można je oddać i wymienić na coś innego. Malutki wrzeszczący brat – co za kiepska niespodzianka! Jednak Isolde wkrótce pojęła, że tego dnia dostała o wiele więcej niż wkurzające głośne rodzeństwo.

„Cała sportowa ambicja mojego taty została natychmiast przerzucona na chłopca. Zostałam uwolniona od trenowania główek na wahadle, a zamiast tego mogłam chodzić na balet i gimnastykę. Narodziny Jürgena były moim szczęśliwym losem na loterii. On mnie uwolnił”.

* * *

1 Chodzi o Szwarcwald, czyli dosłownie „czarny las”. W Anglii nie stosuje się nazwy Szwarcwald, a właśnie Black Forest. Szwarcwald to masyw górski w południowo-zachodnich Niemczech (przyp. red.).

2 Szwarcwald słynął w przeszłości z produkcji zegarów z kukułką, a legendy związane z tym miejscem bywają źródłem dziecięcych koszmarów sennych (wszystkie przypisy nieoznaczone inaczej pochodzą od tłumacza).

3 Karnawał (der Karneval) w Szwabii i Alemanii, zwany również Fasnet, wywodzi się ze średniowiecza, kiedy to mieszkańcy musieli zjadać psującą się żywność przed rozpoczęciem postu (przyp. red.).

2

Różany Poniedziałek4: godzina zero

Mainz, rok 2001

CHRISTIAN HEIDEL tak bardzo uwielbia tę historię, że czasem wątpi w jej prawdziwość. „Jako kibic Mainz, mógłbym powiedzieć: wymyślmy ją. Jednak to stało się naprawdę” – uparcie twierdzi Heidel, przygotowując się do dużego mentalnego skoku: z nieciekawej, korporacyjnej atmosfery swojego obecnego biura w Schalke 04 do małomiasteczkowych zachowań, śpiewania i tańczenia w deszczu konfetti oraz do małej, beznadziejnej drugoligowej drużyny, której siedziba jest oddalona od miasta o 40 minut jazdy samochodem.

Dzień wcześniej, 25 lutego 2001 roku, na Playmobil-Stadion, FSV Mainz 05 grało mecz z SpVgg Greuther Fürth, postrachem ligi Die Nullfünfer5. Klub przegrał 1:3. „Lekko kontuzjowany Klopp był najgorszym zawodnikiem na boisku. Musiał zejść na 20 minut przed końcem meczu” – wspomina Heidel. Ta porażka spowodowała, że klub z Moguncji6 znalazł się w strefie spadkowej. „Byliśmy w czarnej dupie” – stwierdza z uśmiechem były dyrektor sportowy FSV. Drużyna znalazła się na dole tabeli i nie było widać nawet światełka w tunelu. „Na nasze mecze przychodziło średnio 3 tys. kibiców i w tamtym czasie nikt się nami nie przejmował. Każdy był pewien, że spadniemy z ligi”.

Koledzy Heidela z zarządu Mainz świętowali właśnie w centrum miasta Różany Poniedziałek, z którego słynie stolica Nadrenii-Palatynatu. Pół miliona ludzi przebiera się wtedy w śmieszne kostiumy, upija się i wdaje w amory. Telewizje ARD i ZDF serwują w tym czasie widzom czterogodzinną transmisję z miejskich klubów w okolicy Pałacu Elektorskiego – mieszankę podlewanych piwem żartów i politycznej satyry.

Eckhart Krautzun, trener obieżyświat, który prowadził już wiele drużyn z różnych państw (stąd jego przydomek „Weltenbummler”), uważał, że karnawał to zbyt duża pokusa dla drużyny mającej rozegrać bardzo ważny mecz w Duisburgu zaplanowany na Środę Popielcową. „Po porażce z Fürth w Mainz coś się spieprzyło. Wiedzieliśmy, że albo zwolnią trenera, albo podłożą nam ogień. Nie wypuszczali nas z hotelu w Bad Kreuznach przez trzy dni, nikt też nie mógł się z nami zobaczyć” – wyjaśnia pomocnik FSV Jürgen Kramny, wtedy współlokator Jürgena Kloppa.

Christian Heidel przebywał wtedy w swoim domu w Moguncji. Nie był w nastroju do imprezowania – drużyna miała zbyt poważne kłopoty, by zachowywać się beztrosko. Stało się oczywiste, że trener musi odejść. Krautzun był bez wątpienia bardzo miłym człowiekiem, doświadczonym szkoleniowcem, który raz prowadził nawet Diego Maradonę w meczu drużyny Al-Ahli Dżudda w Arabii Saudyjskiej. Był też selekcjonerem drużyn narodowych Kenii i Kanady, a także trenerem wielu klubów zagranicznych. Jednak odkąd przejął FSV Mainz 05 w listopadzie, drużyna zdobyła jedynie sześć punktów w dziewięciu meczach – to wystarczyło, by go pogrążyć. Heidel czuł, że Krautzun w jakiś sposób wykiwał go, by otrzymać posadę trenera.

Jego poprzednik, niegdyś reprezentant Belgii René Vandereycken, był opryskliwy i mrukliwy, nie potrafił rozmawiać ani z zawodnikami, ani z członkami zarządu, co niestety idealnie współgrało z jego niechęcią do stosowania spójnego systemu gry. Belg został zwolniony po 12 meczach, w których Mainz zdobyło ledwo 12 punktów w sezonie 2000/2001, co spowodowało, że drużyna ponownie znalazła się w strefie spadkowej. Heidel, wybierając następnego trenera, chciał kogoś, kto mógłby ponownie wprowadzić w grę zespołu odnoszącą sukcesy czwórkę obrońców i krycie strefowe, które stosował Wolfgang Frank sześć lat wcześniej trenujący klub z Moguncji. To była tak nowoczesna i zaawansowana taktyka, nawet jak na standardy Bundesligi, że w tamtym czasie nikt nie wiedział, jak działa.

Heidel: „Powiedziałem wszystkim, że chcę trenera, który rozumie działanie defensywnej czwórki. Kogoś, kto potrafi nauczyć tego piłkarzy na treningach. Nagle zadzwonił Krautzun. Jeśli mam być szczery, to w ogóle o nim nie myślałem. Był wcześniej w Kaiserslautern i mu tam nie poszło. Przeczuwałem, że to nie ma sensu, jednak on nalegał, aż w końcu przekonał mnie do spotkania. Pojechałem zobaczyć się z nim w Wiesbaden. Zaczął mi wyjaśniać, bardzo szczegółowo, na czym polega defensywna czwórka, i pomyślałem sobie: «ja pierdolę, on naprawdę wie, o czym mówi!» Widziałem wiele treningów prowadzonych przez Franka i wiedziałem dokładnie, jak wyglądały poszczególne ćwiczenia w tej taktyce. Zdecydowałem się zatrudnić Krautzuna na stanowisku trenera. Jakieś dwa tygodnie później Klopp przyszedł do mnie i powiedział, że Krautzun zadzwonił do niego miesiąc wcześniej. «Chciał wiedzieć, jak działa defensywna czwórka – rozmawialiśmy o tym przez trzy godziny», powiedział mi Klopp. I tak to później wyglądało na boisku. Wygraliśmy jeden mecz na początku, a później wszystko się zjebało”.

Pozbycie się Krautzuna było rozsądną i łatwą decyzją. Znalezienie odpowiedniego następcy okazało się o wiele trudniejsze. Heidel pochłonął stosy roczników magazynu „Kicker” w nadziei na znalezienie odpowiedniego kandydata.

„Wtedy nie istniała sieć internetowa. Nie wiedziałeś na przykład, kto jest trenerem w Brugii. Tak czy inaczej, tego typu drużyny były kilka razy silniejsze od nas. Inne czasy. W Bundeslidze prawie nie było zagranicznych trenerów. Przez cały czas łowiło się w tym samym stawie”.

Niedługo potem Heidel odłożył na bok prasę fachową i ogłosił porażkę: „Uznałem, że jedyne, co nam zostało, to wrócić do tego, co graliśmy za czasów Wolfganga Franka. Jednak nadal nie mogłem nikogo takiego znaleźć. Nie miałem pojęcia, kto mógłby się podjąć tego zadania”.

Być może Heidel znalazł inspirację wśród błaznów paradujących na ulicach Moguncji w dniach karnawału, kiedy życie wyglądało inaczej niż na co dzień. Nie znał żadnych rozsądnych rozwiązań. Jednak w totalnym absurdzie zdołał dostrzec logikę. Skoro na horyzoncie nie pojawił się żaden sensowny trener, to może należało prowadzić drużynę… bez niego?

„Pomyślałem: «Zróbmy coś spektakularnego. Trenujmy się sami». W drużynie była wystarczająca liczba dobrych chłopaków i inteligentnych piłkarzy, by ten szalony pomysł się powiódł” − wspomina Heidel. Starsi gracze mogli uczyć tych, którzy pojawili się w klubie po odejściu Franka z Bruchwegstadion7. Jednak piłka nożna rządzi się swoimi prawami, ktoś musi stać za sterami. Heidel rozważał nawet, by samemu podjąć to wyzwanie. „Obserwowałem wiele treningów Wolfganga, mogłem więc wyjaśnić piłkarzom, jak ten system działa, jednak nie grałem żadnego meczu w Bundeslidze, a nawet Oberlidze [czwarty poziom rozgrywkowy w Niemczech]. Wyglądałoby to głupio. Dlatego właśnie zadzwoniłem do Kloppa, który przebywał w hotelu w Bad Kreuznach. Nie miał zielonego pojęcia, co się święci”.

Heidel poinformował Jürgena, doświadczonego prawego obrońcę, że nie mogą dalej współpracować z Krautzunem i potrzebują zmiany. „Powiedziałem mu: «Uważam, że nie da się drużyny takiej, jak wasza, trenować. Nikt nie rozumie w Niemczech piłki, którą gramy albo którą chcemy grać, aby osiągnąć sukces. Ty i twoja drużyna akurat to łapiecie, jednak inni szkoleniowcy nie». Klopp dalej nie wiedział, do czego zmierzam. Wtedy powiedziałem: «Może sami będziecie się trenować? Ktoś musi jednak prowadzić drużynę i powinieneś to być ty». Po drugiej stronie linii zapanowała cisza na trzy, cztery sekundy. Wtedy Klopp odpowiedział: «Świetny pomysł. Zróbmy tak»”.

Heidel zadzwonił do kapitana zespołu, bramkarza Dimo Wachego. „Kloppo był prawdziwym kapitanem, jednak formalnie to Dimo nosił opaskę” – wyjaśnia Heidel. „Dietmar Constantini [poprzednik trenera Krautzuna] zabrał ją Kloppowi, ponieważ ten ciągle miał obiekcje co do taktyki. A miał do niej zmysł jak żaden inny piłkarz, często o niej rozmyślał. Constantini czasami odsuwał Jürgena od gry na pewien okres. Ale pomysł, by Kloppo siedział na ławce, był kompletnie poroniony. To śmieszne, kiedy Klopp narzeka dziś na piłkarzy mających jakieś pretensje, bo gdybyście go widzieli wtedy… W każdym razie powiedział: «Świetny pomysł. Zróbmy to»”.

Harald Strutz, prezydent FSV Mainz, wypełniał swoje obowiązki w okresie karnawałowym, pełniąc funkcję lidera organizacji Ranzengarde, przygotowującej marsz gwardii sięgającej korzeniami XIX wieku, której członkowie, przebrani za żołnierzy, kpią z tradycji pruskiego militaryzmu.

„Heidel zadzwonił do mnie i powiedział: «Musimy natychmiast zwolnić trenera»” – wspomina Strutz, siedząc w swoim schludnym biurze w siedzibie klubu FSV Mainz znajdującej się w biurowcu za miastem. W holu umieszczono szklaną gablotę z gadżetami klubowymi FSV – m.in. specjalną wersją gry Monopol z Kloppem i Heidelem na okładce. „Krautzun zachował się poprawnie. Chciał zostać na swoim stanowisku, jednak powiedzieliśmy mu, że to koniec. Zdjąłem swój mundur gwardzisty Ranzengarde i pojechałem do Bad Kreuznach. Był Różany Poniedziałek i wszyscy w Moguncji bawili się na festiwalu, co nie znaczy jednak, że każdy był pijany. Cóż, ja nie byłem, inaczej bym tam nie pojechał. Zapytaliśmy Kloppa: «Myślisz, że nadajesz się do tego zadania?» Nie wahał się ani trochę: «Tak, absolutnie. Oczywiście»”.

Strutz milknie na moment, by wrócić pamięcią do najważniejszej decyzji, z jaką się zmierzył podczas swojej prezydentury w FSV Mainz. To lokalny polityk z ramienia Liberalnych Demokratów, a zawodowo – prawnik. Na jego biurku leży kopia „Bürgerliches Gesetzbuch”, niemieckiego kodeksu cywilnego. W sumie więc Strutz to całkiem poważny człowiek. Nie jest typem szefa, który dałby się ponieść wariackim pomysłom (schnapsidee) swojego głównego menadżera. „To szczególna historia” – kontynuuje po chwili. „To był dopiero początek. Dlaczego mamy coś zmieniać? Jeżeli tylko wiedzielibyście, jak to wtedy tu wyglądało… Utrzymanie w ryzach całej drużyny okazało się wyjątkowym osiągnięciem. To był nietuzinkowy start trenerskiej kariery. Gdy tylko pomyślę o tej decyzji, wtedy ponownie przeżywam tę samą ekscytację, co wtedy.

Dziesięciu lokalnych dziennikarzy, którzy przybyli na konferencję prasową FSV w Bad Kreuznach następnego dnia, nie czuło już takiej euforii. „Oni już wiedzieli, że Krautzun został zwolniony” – mówi Heidel. „Potwierdziliśmy to. Wtedy ten dziennikarz, Reinhard Rehberg, który pracuje do dziś, zapytał: «Co tu robi Klopp?». Oni sądzili, że powierzymy tymczasowo rolę trenera asystentowi, ale wydaje mi się, że nie mieliśmy wtedy kogoś takiego. Odparłem więc: «Kloppo będzie naszym trenerem». Wszyscy przy stoliku wybuchli śmiechem. Nie wytrzymali. Nazajutrz zaczęli naśmiewać się z nas w gazetach. Ludzie wierzą, że wszyscy wspierali Jürgena od samego początku, jednak on wtedy nie miał takiej pozycji jak teraz. Był piłkarzem, nie posiadał profesjonalnych licencji trenerskich, studiował nauki o sporcie”.

Klopp wiedział, że reporterzy wątpili, czy posiada on odpowiednie kwalifikacje, które mogłyby ocalić Mainz przed spadkiem. Zaczął żartować ze swojego braku doświadczenia, udając, że nie znał scenariusza. „Musicie mi powiedzieć, co mam tu mówić” − zakomunikował dziennikarzom z szerokim uśmiechem na twarzy.

„Nie zapomnę tego, co zrobił potem” – mówi Heidel. „Dziennikarze opuścili salę, a Klopp oświadczył, że teraz jedziemy na trening. Wsiedliśmy do kilku busów i pojechaliśmy na Friedrich-Moebus-Stadion. Gdy tam dotarliśmy, doszedłem do wniosku, że nadal coś się tu dzieje. A to dlatego, że na boisku wszędzie były poustawiane pachołki, zespół trenował poruszanie się w formacjach. Wtedy już wiedziałem, że wróciliśmy do czasów Wolfganga Franka.

Drużyna, podobnie jak dziennikarze, była zaskoczona faktem, że Klopp został nowym bossem. „Nagle w pokoju spotkań pojawia się Kloppo i przemawia do nas jako trener” – wspomina Sandro Schwarz, były pomocnik FSV. „On tak naprawdę wciąż był jednym z nas, nie musieliśmy zwracać się do niego w sposób formalny czy utrzymywać wobec niego dystansu. Jurgen nie musiał budować swojego autorytetu, bo po prostu miał go już wcześniej. Mimo to wciąż panowały między nami bliskie relacje, a on dotrzymywał swoich obietnic. Drużyna nie miała nic przeciwko, ponieważ walczyliśmy wtedy o utrzymanie w lidze. Nikt w nas już nie wierzył. Chłopcy z dłuższym stażem w drużynie chcieli znów grać systemem 4–4–2, w którym byliśmy kiedyś mocni. Kloop ze swoim pozytywnym nastawieniem musiał przypomnieć nam jeszcze raz stare wzory zachowań”.

Pierwsze spotkanie Kloppa z drużyną w jego nowej roli wywarło trwałe wrażenie na Heidelu. „Ciągle pamiętam, jak wyglądała ta sala. Ten facet nigdy nie przemawiał do drużyny. Nigdy. Ja byłem wtedy szczuplejszy, sprawniejszy. Po przemowie Kloppa, gdyby ktoś dał mi wtedy parę korków piłkarskich, to sprintem pobiegłbym grać przeciwko Duisburgowi. Przeżyłem już dziesięciu, jedenastu trenerów, jednak nigdy nie doświadczyłem czegoś takiego. Chciałeś wyjść i natychmiast grać. Po opuszczeniu pokoju spotkałem wiele pełnych wątpliwości osób, które mówiły: «On jest tylko piłkarzem…». Powiedziałem Strutzowi i moim kolegom z zarządu, że wygramy na sto procent. Jeżeli drużyna ma taką pewność, jak ja, to musimy wygrać, a co więcej – wygramy. Nie mogę przytoczyć, co Klopp dokładnie powiedział, ale mówił o taktyce i motywacji, wygłosił coś w rodzaju wykładu. Mogliśmy od razu grać. Mówił aż do momentu, w którym drużyna uwierzyła, że jest naprawdę dobra”.

„Przyjęcie tej pracy porównałbym do misji kamikadze” – przyznał Klopp dziesięć lat później w wywiadzie dla spox.com. „Miałem w głowie tylko jedno pytanie: «Co zrobić, żebyśmy przestali przegrywać?» Nie myślałem w ogóle o wygrywaniu meczy. W czasie pierwszego treningu skupiłem się na bieganiu taktycznym po boisku. Rozłożyłem pachołki i zastanawiałem się, czy są w odpowiednich odległościach, jak za czasów Wolfganga Franka. Większość graczy pamiętała schematy poprawnego poruszania się po boisku z wyczerpujących treningów prowadzonych przez Franka. Chcieliśmy grać sposobem niezależnym od przeciwnika”. Również motywujące nas słowa Kloppa przypominały swoim wydźwiękiem mowy wygłaszane przez Franka: chodziło o – jak powtarzał Klopp – zainwestowanie ostatnich pięciu procent sił, które zrobią różnicę.

Jak mówi Kramny, Klopp podejmował „proste decyzje”: „Przesunąłem się z prawej pomocy do środka. W składzie nastąpiły jedna, dwie zmiany więcej. Heidel powiedział nam, że teraz, po tych ciężkich przeprawach, jakie poprzedni trenerzy mieli z nami, musimy ze sobą współpracować. Wszyscy czuliśmy dużą odpowiedzialność. Nie było zbyt wiele czasu, więc mieliśmy się jednocześnie bawić i pracować nad naszą kondycją i stałymi fragmentami gry. Wtedy powiedzieliśmy: «OK, zróbmy to. Biegajmy, biegajmy, biegajmy». A w dniu meczu niesamowicie padało”.

„Na stadionie było 4,5 tys. kibiców” – wspomina Heidel. „Rozgrywanie meczu w Moguncji w Środę Popielcową to wyjątkowe wydarzenie. Duisburg był o wiele lepszą drużyną, typowano ich do awansu. Muszę jednak szczerze przyznać, że zdominowaliśmy ich w tym meczu. Wygraliśmy 1:0, ale oni nawet nie zbliżyli się do naszej bramki. Nie mogli sobie poradzić z naszym systemem gry. Ludzie na stadionie oszaleli”.

Kibicie na głównej trybunie musieli mieć największy ubaw. Widzieli trenera Mainz, który – jak to ujął Heidel – „zachowywał się jak dwunasty zawodnik, efektownie grając mecz przy linii bocznej”. „Trybuna mogła pomieścić wtedy tysiąc kibiców. Wszyscy zwijali się ze śmiechu, patrząc na tego faceta na dole. Nawet nie wiem, gdzie on pobiegł, kiedy strzeliliśmy gola. Może nawet sędzia pokazał mu czerwoną kartkę?8 To było bardzo wyjątkowe wydarzenie. Ale trzeba przyznać: wtedy właśnie się narodził i wyruszył w drogę”.

* * *

4 Różany Poniedziałek – kulminacja karnawału w Niemczech. Zabawa ma miejsce w ostatni poniedziałek przed Środą Popielcową.

5 Die Nullfünfer – przydomek Mainz. W dosłownym tłumaczeniu Zero-Piątki.

6 Niem. Mainz.

7 Bruchwegstadion – znajdujący się w Moguncji stadion drużyny FSV Mainz 05, który może pomieścić około 20 tys. widzów.

8 W tym przypadku Klopp nie został wyrzucony z boiska.

3

Rewolucja 09

Dortmund, rok 2008

STYCZEŃ 2017 ROKU. W Marbelli jest ostry, zimowy wieczór, a lobby hotelu Gran Meliá Don Pepe wygląda niczym wyjęte ze snu projektanta scenografii do „Dynastii”: biały marmur, pokryte złotem filary, doniczkowe palmy. Jest i mężczyzna grający na saksofonie.

Ubrani w spodenki członkowie sztabu Borussii Dortmund pchają przez pusty hotelowy bar kontenery pełne brudnej odzieży z wieczornej sesji treningowej. Hans-Joachim Watzke, siedząc na kremowej sofie, obserwuje tę scenę, z zadowoleniem kiwając głową. Pięćdziesięcioośmioletni dyrektor generalny Borussii Dortmund jest przedsiębiorcą, który osiągnął sukces. Roczny obrót jego firmy Watex, produkującej ciuchy robocze, wynosi co roku 250 mln euro. To człowiek, który ocalił klub przed bankructwem w 2005 roku; człowiek, który sprawił – zatrudniając Jürgena Kloppa w 2008 roku – że na Westfalenstadion9 wróciły dobry futbol, radość i trofea. Jednak – jak każdemu prawdziwemu kibicowi – Watzkemu przynosi najwięcej szczęścia i przysparza mu największej dumy po prostu towarzyszenie zespołowi na dziesięciodniowym obozie treningowym w Andaluzji podczas zimowej przerwy w rozgrywkach. Ma na sobie treningowy dres ze swoimi inicjałami na klatce piersiowej.

„Dlaczego Klopp? Odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta” – mówi Watzke, odkładając filiżankę espresso. „W 2007 roku stało się jasne, że przetrwamy jako klub, ale wiedzieliśmy również, że nie mamy pieniędzy, które moglibyśmy wydać na wzmocnienia”.

Ballspielverein Borussia 09 e.V. Dortmund, drużyna mistrzów Bundesligi w latach 1995 i 1996, zwycięzców Ligi Mistrzów w 1997 roku oraz ponownych mistrzów Niemiec z sezonu 2001/02, „zrobiła Leeds”10. Otrzymała zastrzyk finansowy w wysokości 130 mln euro ze sprzedaży aktywów klubu na frankfurckiej giełdzie papierów wartościowych w 2000 roku. Z tych pieniędzy zakupiono drogich piłkarzy, by w nierównym wyścigu dotrzymać kroku Bayernowi Monachium. W 2005 roku Borussia nie zakwalifikowała się do Ligi Mistrzów po raz drugi z rzędu, a zadłużenie na kwotę 240 mln euro doprowadziło niemal do jej bankructwa.

„Byliśmy w siedzibie klubu i nie wiedzieliśmy, czy następnego dnia będziemy tu dalej pracować. To były okropne czasy” – wspomina klubowy spiker i były napastnik BVB, Norbert „Nobby” Dickel.

„Dortmund jest miastem, które żyje z tym klubem i istnieje dla tego klubu” – mówi Sebastian Kehl. Były kapitan wspomina, jak całe miasto martwiło się, że Borussia może upaść. „Taksówkarze, piekarze, pracownicy hoteli – wszyscy obawiali się o swoje utrzymanie. Nam, zawodnikom, było bardzo trudno pogodzić się z tym, że nie ma żadnego znaczenia, czy wygramy, czy przegramy”.

To Watzke, były skarbnik BVB (klubu, a nie całej spółki) ocalił Borussię. Przejął kontrolę nad finansami po zdyskredytowanym duecie: Michaelu Meierze, dyrektorze sportowym, oraz prezydencie Gerdzie Niebaumie. Watzke wynegocjował pożyczkę od Morgan Stanley, kapitał spółki wzrósł, co pozwoliło Borussii odkupić jej stadion, a tym samym zakończyć rujnującą finanse klubu umowę na wynajem obiektu. Jednak ze względu na radykalne cięcia finansowe zabrakło już funduszy na zakup czołowych graczy.

Watzke: „Michael Zorc [dyrektor sportowy] i ja uzgodniliśmy, że chcemy zbudować młodą drużynę. Mieliśmy już lewego obrońcę, Marcela Schmelzera oraz [pomocnika Kevina] Großkreutza. Ponadto chcieliśmy grać zupełnie innym stylem. Za czasów Berta van Marwijka i Thomasa Dolla piłka była podawana od obrony do ataku i z powrotem dziesięć razy z rzędu. Mieliśmy 57 procent posiadania piłki, jednak nie kreowaliśmy akcji. Nie można tak grać w Dortmundzie. Chcieliśmy dać ludziom drużynę, która gryzie trawę na boisku. To było właśnie to, co zobaczyliśmy w Moguncji, kiedy graliśmy tam w ostatnich dwóch sezonach. Wydawało się, że FSV nie było dobrym zespołem, jednak jakimś cudem zawsze sprawiało nam duże trudności, a czasem nawet z nami wygrywało. To dlatego, że gracze z Moguncji mieli mentalność morderców i byli dobrze ustawieni taktycznie. Miał w tym swoje zasługi ich trener. Obecnie, gdy jest tak wielka presja na osiągnięcie dobrego wyniku, sprowadzenie do Borussii trenera z drugiej ligi byłoby trudną decyzją. Jednak wtedy było to możliwe.

Christian Heidel wspomina, że włodarze Borussii Dortmund mieli wątpliwości, czy Klopp potrafi się przeobrazić ze świętego, za jakiego uchodził w FSV Mainz 05, w człowieka, który odrodzi giganta Bundesligi. Watzke spotkał się po raz pierwszy z głównym menadżerem Mainz w październiku 2007 roku przed corocznym spotkaniem w Niemieckim Związku Piłki Nożnej. „Watzke zadzwonił do mnie i zapytał, czy możemy pójść na kawę” − wspomina Heidel. „Nie znałem go wtedy. Usiedliśmy i nasza rozmowa szybko skierowała się na temat Jürgena Kloppa. Jego kontrakt wygasał z końcem sezonu. Watzke zapytał: «Jak dobry jest Klopp?» Odpowiedziałem: «Gdybym teraz powiedział, że jest dobry, to od razu byście go zgarnęli. Mógłbym również kłamać i powiedzieć, że jest bezużyteczny. Ale wtedy powiedziałbyś o tym Kloppo, a ten by się na mnie obraził». Tak więc stwierdziłem: «Ten facet jest trenerem na miarę Bundesligi»”. Watzke sondował dalej, nie wspominając przy tym o Dortmundzie. Czy Klopp byłby w stanie trenować duży klub w Bundeslidze? „Odpowiedziałem mu, że Kloppo mógłby trenować każdą drużynę na świecie” – mówi Heidel. „Uważam tak dlatego, że Jürgen ma jedną przewagę nad swoimi rówieśnikami: jest naprawdę inteligentny. Odnajdzie się w dużym klubie. Jeżeli potrzebujesz kogoś w garniturze i pod krawatem, nie bierz Jürgena Kloppa. Jeśli jednak chcesz trenera wysokiej klasy, on się nadaje. To nie była pilna sprawa, ale wiedziałem, że Dortmund od tego dnia zaczął baczniej przyglądać się Kloppowi. Jednak dalej nie byli do końca przekonani. Watzke wciąż do mnie wydzwaniał, niezliczoną ilość razy. Zawsze mówiłem: «Decyduj się, bierz go. Nigdy nie będziesz żałował decyzji, że zatrudniłeś Jürgena Kloppa»”.

Przy Strobelallee, gdzie znajduje się stadion Borussii, wciąż ubolewano, że zwerbowano Thomasa Dolla. Były niemiecki pomocnik, który w klubie pełnił funkcję trenera od marca 2007 roku, grał bardzo monotonny futbol i nie potrafił porwać nim ani piłkarzy, ani kibiców. Dortmund oddalał się od szczytu tabeli i zakończył sezon na 13. miejscu. Był to najgorszy wynik od dwudziestu lat. Dobry występ w Pucharze Niemiec, w którym w kwietniowym finale dortmundczycy, po dogrywce, ulegli 1:2 nie byle komu, bo samemu Bayernowi Monachium, nie przysłonił mankamentów zespołu. „Prawdopodobnie była to najbardziej przydatna porażka w klubowej historii” – napisali Sasha Fligge i Frank Fligge w kronice „Echte Liebe”, w której można przeczytać o odrodzeniu się Borussii w ostatniej dekadzie. „W przypadku pucharowego triumfu władzom klubu trudno by było podjąć decyzję o zwolnieniu trenera Thomasa Dolla, w którego kwalifikacje przestały wierzyć. Jürgen Klopp mógłby nigdy nie trafić do Dortmundu. Historia potoczyłaby się zupełnie innym torem”. „Porażka [w Berlinie] była częścią większego planu, aby przetrzeć szlaki Jürgenowi Kloppowi” – żartował później Watzke. Klopp przy okazji tego meczu, który oglądał w Berlinie jako ekspert telewizji ZDF i w rozmowie z redaktorem Janem Doehlingem powiedział, że chciałby stanąć „pewnego dnia tam, przy linii”. Kiedy wrócił do hotelu, fani Borussii śpiewali mu: „Jürgen Klopp, jesteś najlepszy”. Chcieli, żeby to on przejął drużynę.

Watzke twierdzi, że od zawsze czuł, iż Klopp, ze swoją silną osobowością, świetnie nadaje się do tej herkulesowej pracy: „Po obejrzeniu jego występów w telewizji poczuliśmy, że potrafi podjąć duże wyzwanie. Nie rozważaliśmy innej kandydatury na trenera. Chcieliśmy Kloppa”. Kiedy 19 maja Doll zrezygnował ze swojego stanowiska, odbyliśmy potajemne spotkanie w biurze jednego z przyjaciół Watzkego, w pobliżu Moguncji, podczas którego nabraliśmy pewności. „Spotkaliśmy się, kiedy już wszyscy pracownicy wyszli” – mówi Watzke. „To była niesamowita rozmowa. Przedstawiliśmy Kloppowi naszą koncepcję klubu, która odpowiadała jego wizji. Dzień wcześniej Michael Zorc pojechał spotkać się z Kloppem sam na sam. Chcieliśmy wyrobić sobie opinie niezależnie od siebie. Często się zgadzamy, a w tym przypadku nie mieliśmy żadnych wątpliwości. Silna chemia pojawiła się od razu”.

Ta chemia udzieliła się też Kloppowi. Bayer 04 Leverkusen, którego właścicielem jest koncern farmaceutyczny, również chciał zatrudnić Jürgena. Klub ten nie cieszył się prestiżem „Czarno-Żółci”11, ale nie miał problemów finansowych, a zbalansowany skład drużyny był w stanie walczyć o kwalifikację do Ligi Mistrzów. „Na początku Kloppo nie chciał przejąć Dortmundu. Wolał posadę w Leverkusen” – mówi Heidel. „Powiedziałem mu, że musi skorzystać z oferty Borussi z powodu panujących w tym klubie emocji i całej otoczki z nimi związanej. Klopp rozmawiał z Wolfgangiem Holzhäuserem, dyrektorem Leverkusen. Nie mogli się zdecydować… Wtedy to Dortmund wyczuł swoją szansę i wykazał większe zainteresowanie usługami trenera FSV Mainz. Początkowo jednak Klopp nie był pewien”.

Heidel dodaje, lekko chichocząc, że wynagrodzenie Kloppa stanowiło kolejną przeszkodę. „Zabawna historia. Pierwsza oferta z Dortmundu była niższa niż jego ówczesne zarobki w drugiej Bundeslidze w Mainz. Borussii nie powodziło się wtedy finansowo. Kloppo powiedział: «Słuchaj, zaoferowali mi mniej, niż zarabiam w Mainz». Powiedziałem mu, żeby się nie martwił i że mu pomogę. Ludzie z Dortmundu nie potrafili pojąć, że już wtedy zarabiał tak dużo. Watzke zadzwonił ponownie: «Ile on u was zarabia»? Powiedziałem, że dostaje tu dobre pieniądze, bo jest najważniejszą osobą w drużynie, i że wolałbym raczej oszczędzić na zawodnikach niż na trenerze. Watzke odparł, że w to nie wierzy, ale skorygowali swoją ofertę”. Klopp podpisał dwuletni kontrakt w hotelu Lennhof w Dortmundzie w piątkowy ranek 23 maja i o godzinie 11 został przedstawiony wszystkim na stadionie.

Prawdę mówiąc, Borussia miała więcej do zaoferowania niż dobre wynagrodzenie. Na przykład na stanowisko rzecznika prasowego zatrudnili Josefa Schnecka, którego Klopp bardzo lubił. „Spotkaliśmy się po raz pierwszy w kwietniu 2004 roku na gali w Kolonii” – wspomina Schneck, wesoły pan po sześćdziesiątce. Tego wieczoru Klopp otrzymywał nagrodę Fair Play Stowarzyszenia Niemieckich Dziennikarzy Sportowych za to, jak poradził sobie z chwytającymi za serce końcówkami poprzednich dwóch sezonów drugiej Bundesligi. Matthias Sammer, wtedy trener Borussii Dortmund, został zaproszony, aby wygłosić mowę pochwalną. „Pojechaliśmy tam z Matthiasem i jego żoną Karin” – wspomina Schneck. „Siedzieliśmy z Kloppem przy jednym stoliku. To był bardzo miły wieczór”. Wzruszająca anegdota, biorąc pod uwagę, że Sammer i Klopp kilka lat później wezmą udział w ostrej krótkiej wymianie zdań podczas rywalizacji Bayernu z Dortmundem.

„Pamiętam Jürgena z konferencji prasowych w latach 2004–2007, kiedy Mainz grało w Bundeslidze” – kontynuuje Schneck. „Raz zremisowali z nami w Dortmundzie 1:1, a ja pogratulowałem mu zdobycia jednego punktu. Remis z Dortmundem to sukces dla Mainz, prawda? On jednak spojrzał na mnie i powiedział: «Również ci gratuluję». To był klasyczny Klopp. Potem, gdy pojawił się w naszym klubie, przez kilka pierwszych tygodni żartował z Michaelem Zorcem: «Nie mogłem się zdecydować, czy powinienem podpisać kontrakt z Borussią. Ale wiedziałem, że macie porządnego rzecznika, więc nie powinno być tak źle»”.

Co więcej, tylko kilka klubów mogło równać się z Borussią, jeśli chodzi o doping kibiców. Słynna „Żółta Ściana” na Signal Iduna Park to największa w Europie trybuna z 25 tysiącami miejsc stojących, która, jak to ujął Klopp podczas swojej prezentacji, odzwierciedla „piłkarską pasję, która w nim płonie”. „Ktokolwiek odwiedził stadion, ten wie, że [Żółta Ściana] jest czymś wyjątkowym, niewiele innych rzeczy robi takie wrażenie w piłce nożnej. To dla mnie zaszczyt, że mogę być trenerem BVB i skierować klub na właściwe tory. To niesamowite. Jestem niezwykle podekscytowany, że mogę tu pracować” – stwierdził Klopp.

Ktoś spytał, czy dla Jürgena zmiana „karnawałowego” klubu z Moguncji na jednego z graczy wagi ciężkiej to zmiana na lepsze. „W Mainz nie żyliśmy od jednej imprezy do drugiej” – wyjaśnił Klopp, uśmiechając się pod nosem. „Byliśmy bardzo zdyscyplinowani. Czuję się bardzo dobrze przygotowany”.

Po mieście krążyły plotki, że kilku sponsorów i kilka firm, które pomogły Borussii wykaraskać się z długów, spodziewało się bardziej wytwornego trenera, jakiegoś wielkiego nazwiska z międzynarodową renomą i możliwością przyciągnięcia topowych zawod-

ników.

Klopp, prawdopodobnie świadomy tych obaw, podczas prezentacji miał na sobie marynarkę, jednak nie założył krawata. Gazeta „Frankfurter Allgemeine Sonntags-Zeitung” odnotowała, że Jürgen „przez ostatnie kilka miesięcy po cichu i w tajemnicy pracował nad odświeżeniem swojej garderoby”. W swoim ognistym wystąpieniu podczas prezentacji były szkoleniowiec Mainz oddał hołd klasie robotnicznej Dortmundu, w której głęboko zakorzeniona jest miłość do piłki jako szalonej rozrywki, źródła tożsamości i niemal religijnego doświadczenia.

„Chodzi o to, żeby uszczęśliwiać kibiców, aby grać w rozpoznawalnym stylu” – wyznawał Klopp. „Nudne mecze tracą rację bytu. Moje drużyny nigdy nie grały w szachy na boisku. Mam nadzieję, że będziemy świadkami gry w piłkę na pełnym gazie. Oczywiście, słońce nad Dortmundem nie będzie świecić codziennie, jednak mamy szansę sprawić, by świeciło jak najczęściej”.

Freddie Röckenhaus, korespondent piszący dla dziennika „Süddeutsche Zeitung”, był pod wrażeniem słonecznej, pełnej optymizmu metafory użytej przez trenera. W swoim artykule napisał: „Jeżeli Klopp tak samo dobrze trenuje drużynę, jak puentuje, to Borussia wkrótce będzie gotowa na Ligę Mistrzów. Swoją zaraźliwą błyskotliwością i elokwencją w czterdzieści pięć minut kupił sobie kibiców BVB. Jeżeli mentalność jakiegokolwiek trenera idealnie pasuje do zwariowanego na punkcie piłki Zagłębia Ruhry, to jest to mentalność Kloppa”.

Ekscytacja nowym trenerem nie ograniczała się tylko do kibiców Borussii. Na osobistej stronie internetowej Kloppa pojawił się komentarz od jednego z użytkowników: „Świetnie, że idziesz do BVB. To nie jest mój zespół, ale posiadam udziały w spółce, która jest właścicielem firmy. Pokładam w tobie wielkie zaufanie i mam świadomość twoich zalet, dlatego wiem, że ta inwestycja zaprocentuje”. Nadzieje anonimowego inwestora się spełniły. Cena akcji BVB wzrosła o 132 procent – z 1,59 euro 23 maja 2008 roku do 3,70 euro w dniu odejścia Kloppa dokładnie siedem lat później.

* * *

9 Stadion Borussii Dortmund, zbudowany w latach 1971–1974, obecnie ma ponad 81 tys. miejsc i jest największym stadionem w Niemczech. W 2005 Borussia w wyniku kłopotów finansowych została zmuszona do sprzedaży nazwy stadionu firmie Signal Iduna, od tej pory obiekt ten nosi nazwę Signal Iduna Park.

10 Leeds United w latach 2001–2007 zaliczyło ogromny upadek przez problemy finansowe oraz długi, które zmusiły klub do sprzedaży kluczowych piłkarzy, stadionu oraz obiektów treningowych, a sama drużyna, wcześniej grająca regularnie w Lidze Mistrzów, w 2007 roku została ukarana degradacją do League One, trzeciego poziomu rozgrywkowego w Anglii, oraz karnym odjęciem 10 punktów w lidze na starcie nowego sezonu.

11 Przydomek Borussii Dortmund odnoszący się do klubowych barw.

4

Droga na Anfield

Dostępne w wersji pełnej

5

Ojcowskie obowiązki

Dostępne w wersji pełnej

6

Wolfgang Frank: Mistrz

Dostępne w wersji pełnej

7

Schönen guten Tag. Hier ist Jürgen Klopp

Dostępne w wersji pełnej

8

Dajmy czadu

Dostępne w wersji pełnej

9

Początki i przystanki

Dostępne w wersji pełnej

10

Ogień na Renie

Dostępne w wersji pełnej

11

Raz, dwa i prawie trzy

Dostępne w wersji pełnej

12

Chaos i teoria

Dostępne w wersji pełnej

13

Triumfy na małym ekranie

Dostępne w wersji pełnej

14

Sześćdziesiąt tysięcy łez

Dostępne w wersji pełnej

15

W dobie blednącego światła

Dostępne w wersji pełnej

16

LFC i co dalej?

Dostępne w wersji pełnej

Podziękowania od autora

Dostępne w wersji pełnej

Indeks nazwisk

Dostępne w wersji pełnej

Indeks miejsc

Dostępne w wersji pełnej

Jürgen Norbert Klopp

Dostępne w wersji pełnej

Tytuł oryginału

Klopp. Bring the Noise

Copyright © 2017 RAPHAEL HONIGSTEIN

Projekt okładki

Mariusz Banachowicz

Fotografia na okładce

Getty Images

Opieka redakcyjna

Robert Medina

Krzysztof Chaba

Justyna Kukian

Adiustacja

Maciej Waligóra

Korekta

Piotr Tomilicz

Indeks

Agnieszka Dominiak

ISBN 978-83-240-5713-9

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl

Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, ul. Kościuszki 37, 30-105 Kraków

Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Anna Jakubowska

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Jürgen Klopp 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Pierwszy człowiek. Historia Neila Armstronga Komeda Jan Karski. Jedno życie. Tom 2. Inferno. Inferno (1939–1945) Lem. Życie nie z tej ziemi Małżeństwo doskonałe. Czy ty wiesz,że ja cię kocham... Zabić Reagana