Co kupować by jeść zdrowo Shopping IQ

Co kupować by jeść zdrowo Shopping IQ

Autorzy: Agnieszka Pająk

Wydawnictwo: Pascal

Kategorie: Biografie

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 33.38 zł

 

Nowa książka autorki bestsellera Metaboliczne IQ - twój kod do zdrowia!

Czy zdrowe odżywianie jest drogie?

Dlaczego czytanie składu na etykietach już nie wystarczy?

Jak odróżnić produkty, które służą naszemu zdrowiu, od tych, które nas trują?

Agnieszka Pająk podpowiada, jak kupować produkty spożywcze, by jeść mądrze i zdrowo!

Codziennie na zakupach podejmujemy decyzje dotyczące odżywiania. Każda z nich ma wpływ na nasze zdrowie. Planując zakupy, warto wziąć pod uwagę nie tylko cenę i jakość produktów, ale też indywidualne potrzeby naszego organizmu.

W książce znajdziesz:

test na poziom tolerancji glutenu gotowe plany posiłków dla każdego z typów metabolicznych przepisy na dania bez glutenu, cukru i nabiału Planuj mądrze, kupuj odpowiedzialnie i odżywiaj się zdrowo!

Re­dak­cja: Klau­dia Ty­li­ba

Ko­rek­ta: Zu­zan­na Wie­rus

Pro­jekt gra­ficz­ny okład­ki: Le­mon Stu­dio

Skład: Ro­bert Ku­pisz

Pro­jekt gra­ficz­ny ma­kie­ty: Stu­dio KA­RAN­DASZ

Opra­co­wa­nie ma­kie­ty: IMK

Zdję­cie na okład­ce: Zuza Sa­dlik

Po­zo­sta­łe zdję­cia:

iStock: Bill Oxford, va­dim­gu­zhva, Jcham­bers, Wil­lia­m_Pot­ter, es­ther­po­on, Pa­me­la­Jo­eMc­Far­la­ne, Raw­pi­xel Ltd, cor­ra­do­ba­rat­ta­pho­tos, Yuri­_Ar­curs, Chalf­fy, Pe­ople­Ima­ges, _Ru­ni­s_, Za­kha­ro­va­_Na­ta­lia, Fo­xy­s_fo­re­st_ma­nu­fac­tu­re, GMVozd, ni­mi­s69, Evge­niia, ni­nit­ta, Kko­lo­sov, gran­dri­ver, Fo­xy­s_fo­re­st_ma­nu­fac­tu­re, Qu­an­them, va­nil­la­echo­es, Mi­zi­na, evge­ny­ata­ma­nen­ko, Va­syl Do­lma­tov, Raw­pi­xel Ltd, bho­fac­k2, Fo­xy­s_fo­re­st_ma­nu­fac­tu­re, Pe­ople­Ima­ges, Ni­co­la­sMc­Com­ber, mphil­lip­s007, Xsan­dra, ha­iith, ta­taks, Lit­tle­witz, YSe­do­va, Fo­xy­s_fo­re­st_ma­nu­fac­tu­re, Mi­zi­na, mar­co­ven­tu­ri­niau­tie­ri, Geo­r­ge­Ru­dy, Kol­du­nov, rcam­sjs, DronG, ec­lip­se­_i­ma­ges, Bog­dan­ho­da, dkid­pix, Rim­ma­_Bon­da­ren­ko, Li­so­vskaya, ge­ren­me, pa­wel.gaul, Ma­go­ne, ser­gey­ry­zhov, Pe­ople­Ima­ges, Ry­an­Kin­g999, ta­taks, Ja­rvna, SSta­jic, Pro­ni­na Ma­ri­na, yul­ka­pop­ko­va, HA­SLOO, Raw­Pi­xel

Shut­ter­stock: be­at­s1, YaiSi­ri­chai, La­zar­ti­van, Hand­Ma­de­Pic­tu­res, TZI­DO SUN, Dmi­tr1ch, Ro­sti­sla­v_Se­dla­cek, igor­sm8, show­ca­ke, Afri­ca Stu­dio, Se­wvCre­am, 279pho­to Stu­dio, Pros­tock-stu­dio

Ja­kub Do­bek

Re­dak­tor pro­wa­dzą­ca: Bar­ba­ra Jon­kisz

Re­dak­tor na­czel­na: Agniesz­ka Het­nał

© Co­py­ri­ght by Agniesz­ka Pa­jąk

© Co­py­ri­ght for this edi­tion by Wy­daw­nic­two Pas­cal

Wszel­kie pra­wa za­strze­żo­ne. Żad­na część tej książ­ki nie może być po­wie­la­na lub prze­ka­zy­wa­na w ja­kiej­kol­wiek for­mie bez pi­sem­nej zgo­dy wy­daw­cy, z wy­jąt­kiem re­cen­zen­tów, któ­rzy mogą przy­to­czyć krót­kie frag­men­ty tek­stu.

Biel­sko-Bia­ła 2018

Wy­daw­nic­two Pas­cal sp. z o.o.

ul. Za­po­ra 25

43-382 Biel­sko-Bia­ła

tel. 338282828, fax 338282829

pas­cal@pas­cal.pl

www.pas­cal.pl

ISBN 978-83-8103-391-6

Przy­go­tow­nie eBo­oka: Ja­ro­sław Ja­błoń­ski

PRO­LOG

Dla­cze­go de­cy­zje, któ­re po­dej­mu­je­my pod­czas za­ku­pów spo­żyw­czych, są waż­ne dla przy­szło­ści pla­ne­ty i czło­wie­ka? Czę­sto wy­da­je nam się, że jako jed­nost­ki nie mamy zna­cze­nia dla świa­ta, że jed­na oso­ba w ogó­le nie li­czy się w ska­li glo­bal­nej. Jed­nak za każ­dym ra­zem, kie­dy idzie­my do skle­pu, wy­bie­ra­my pro­dukt i umiesz­cza­my go w na­szym ko­szy­ku, tak na­praw­dę de­cy­du­je­my o set­kach czyn­ni­ków, któ­re wpły­ną nie tyl­ko na nas i na na­sze naj­bliż­sze oto­cze­nie, ale też do pew­ne­go stop­nia na wszyst­kich lu­dzi na Zie­mi.

Wy­bie­ra­jąc pro­dukt, de­cy­du­je­my o tym, co chce­my ku­po­wać, a więc wpły­wa­my za­rów­no na po­pyt, jak i na po­daż. Pro­du­cent bę­dzie wy­twa­rzał te pro­duk­ty, któ­re się sprze­da­ją, te, któ­re kon­su­ment wy­bie­ra naj­czę­ściej, nie od­wrot­nie. Ku­pu­jąc je­dze­nie, po­nie­kąd de­cy­du­je­my o jego kom­po­nen­tach, przez co po­śred­nio wpły­wa­my na spo­so­by upra­wy czy ho­dow­li, wa­run­ki, w ja­kich prze­by­wa­ją pra­cow­ni­cy, kli­mat, cenę i wie­le in­nych czyn­ni­ków. Spo­ro tego, praw­da?

Każ­da de­cy­zja po­dej­mo­wa­na w skle­po­wej alej­ce prze­kła­da się na losy ca­łej pla­ne­ty. To duża od­po­wie­dzial­ność, z któ­rej czę­sto nie zda­je­my so­bie spra­wy lub o któ­rej nie chce­my my­śleć, bo tak jest ła­twiej, wy­god­niej, przy­jem­niej. Nikt nie chce brać na swo­je bar­ki lo­sów świa­ta. Jed­nak to wła­śnie kon­su­men­ci, za każ­dym ra­zem, kie­dy ro­bią za­ku­py, de­cy­du­ją o tym, co do­stęp­ne bę­dzie w skle­pach. Pro­duk­ty, któ­re nie mają zby­tu, są po pro­stu wy­co­fy­wa­ne z ofer­ty. Je­śli więc wy­bie­ra­my śmie­cio­we je­dze­nie, nic dziw­ne­go, że jest ono wciąż do­stęp­ne. Ni­ska cena ta­kich pro­duk­tów jest je­dy­nie po­zor­na. Za­po­mi­na­my o tym, że czę­sto nie są one po­żyw­ne, w związ­ku z czym, aby za­spo­ko­ić głód, mu­si­my zjeść wię­cej. Poza tym ła­two się psu­ją i szyb­ko lą­du­ją w ko­szu. Do tego trze­ba do­li­czyć jesz­cze kosz­ty wszel­kich środ­ków na nie­straw­ność czy inne pro­ble­my ga­strycz­ne. Póź­niej, kie­dy już na­praw­dę po­trze­bu­je­my po­mo­cy, do­cho­dzą do tego jesz­cze kosz­ty wi­zyt le­kar­skich. A na ko­niec trze­ba wziąć jesz­cze pod uwa­gę nisz­cze­nie śro­do­wi­ska, któ­re ma miej­sce przy ma­so­wej pro­duk­cji. I na­wet je­śli nas to nie ob­cho­dzi, a losy śro­do­wi­ska uwa­ża­my za nie nasz pro­blem, to, chcąc nie chcąc, wszy­scy miesz­ka­my na Zie­mi i jak na ra­zie nie mamy żad­nej al­ter­na­ty­wy w tym wzglę­dzie. A więc na­wet je­śli losy na­tu­ry wy­da­ją nam się ja­kimś wy­ima­gi­no­wa­nym pro­ble­mem, da­le­kim od na­sze­go naj­bliż­sze­go oto­cze­nia, to i tak, prę­dzej czy póź­niej, wszy­scy od­czu­je­my skut­ki de­gra­da­cji śro­do­wi­ska na wła­snej skó­rze i we wła­snym port­fe­lu.

SHOP­PING IQ

IN­TE­LI­GENT­NE ZA­KU­PY

Felieton

SŁO­WEM WSTĘ­PU

ŻYCIE O SMAKU AROMATU I MIĘSNA ZAGŁADA – WY­RÓB IDEN­TYCZ­NY Z NA­TU­RAL­NYM

Ogar­nia­ją mnie smu­tek i złość, kie­dy my­ślę o pro­du­cen­tach żyw­no­ści. Tym te­ma­tem zaj­mu­ję się od daw­na; od co naj­mniej 12 lat ob­ser­wu­ję ryn­ki lo­kal­ny, kra­jo­wy, eu­ro­pej­ski i świa­to­wy – jako kon­su­ment i nie tyl­ko. To, co od­kry­wam krok po kro­ku, jest co­raz bar­dziej prze­ra­ża­ją­ce. Wiem, że ta­nie je­dze­nie nie ma nic wspól­ne­go z ja­ko­ścią, przy­naj­mniej nie w kra­jach wy­so­ko roz­wi­nię­tych i roz­wi­ja­ją­cych się. Wi­dy­wa­ne cza­sem na uli­cach cuch­ną­ce wóz­ki z pa­rów­ka­mi w bia­ło­sza­rej buł­ce od­stra­sza­ją mnie już sa­mym smro­dem. Szcze­rze mó­wiąc, ni­g­dy nie wi­dzia­łam zdro­wo wy­glą­da­ją­ce­go czło­wie­ka, nie­za­leż­nie od wie­ku, któ­ry za­ta­pia zęby w glu­te­no­wym gnio­cie wy­pcha­nym prze­mie­lo­ny­mi wy­mio­na­mi i in­ny­mi zwie­rzę­cy­mi od­pa­da­mi – glo­ba­li­za­cja opa­no­wa­ła rów­nież zbio­ro­wą rzeź, i to na ca­łe­go.

Ale dla­cze­go pro­du­cen­ci wy­ro­bów (teo­re­tycz­nie) wy­so­kiej kla­sy, rów­nież sprze­da­ją świń­stwo, z tym że dro­gie?

Do nie­daw­na bo­czek ku­po­wa­ny u za­ufa­ne­go gó­ra­la po gril­lo­wej ob­rób­ce był pysz­ny i pach­ną­cy – wy­ta­piał się z nie­go tłuszcz i mo­gli­śmy wci­nać smacz­ne mię­sne chip­sy. Dziś ten sam pro­dukt po ścią­gnię­ciu z gril­la wy­glą­da jak cuch­ną­ca ska­mie­li­na pły­wa­ją­ca w po­ma­rań­czo­wej mazi, któ­ra tak na­praw­dę po­win­na mieć kon­sy­sten­cję smal­cu. Jesz­cze nie spraw­dza­łam, ale mam po­waż­ne wąt­pli­wo­ści, czy na te wąt­pli­wej ja­ko­ści ra­ry­ta­sy sku­si­ły­by się cho­ciaż zwie­rzę­ta.

Głod­na chcę prze­gryźć ka­ba­no­sa, ale po przyj­rze­niu się opa­ko­wa­niu stwier­dzam, że nie będę się szpry­co­wać tą cięż­ko­straw­ną che­mią. Ma­lo­wa­ne, aro­ma­ty­zo­wa­ne, dym wę­dzar­ni­czy pra­wie iden­tycz­ny z na­tu­ral­nym. Kosz­mar! Pani w skle­pie tłu­ma­czy, że ka­ba­no­sy ściem­nie­ją, jed­nak od­po­wia­dam, że na pew­no nie te, bo to, czym są po­kry­te, to far­ba, a ta może się je­dy­nie utle­nić, choć sama nie wiem, jak za­cho­wa się na mię­sie po dłuż­szym cza­sie.

Nie tak daw­no te­sto­wa­łam ho­te­lo­we­go ko­tle­ta – wy­trzy­mał w wor­ku sześć ty­go­dni, za­nim za­czął ple­śnieć…

Naj­strasz­niej­sze jest to, że kon­su­ment, ku­pu­jąc szyn­kę czy wę­dli­nę za 40–120 zł, my­śli, że ku­pu­je na­praw­dę zdro­we mię­so dla sie­bie i swo­ich bli­skich, a tym­cza­sem co­raz czę­ściej oka­zu­je się, że pro­dukt jest na­strzy­ki­wa­ny, pe­łen che­mii, aro­ma­tów czy glu­te­nu. Je­dy­ne, co róż­ni te pro­duk­ty od ta­nie­go syfu, to to, że oszu­stwa do­ko­nu­je się w bar­dziej ele­ganc­ki spo­sób, no i są one sprze­da­wa­ne w mi­łych, bu­dzą­cych za­ufa­nie bu­ti­kach spo­żyw­czych (ma­łych skle­pach de­ta­licz­nych spe­cja­li­zu­ją­cych się w sprze­da­wa­niu „mod­nej” żyw­no­ści).

W sa­mej Unii Eu­ro­pej­skiej do pro­duk­cji żyw­no­ści zu­ży­wa się 170 ty­się­cy ton aro­ma­tów rocz­nie! Każ­da go­spo­dy­ni do­mo­wa wie, że kie­dy do cia­sta wle­je o kro­plę aro­ma­tu za dużo, bę­dzie ono już nie­ja­dal­ne – a co do­pie­ro przy ta­kich ilo­ściach. Aro­ma­ty są wszę­dzie – od chip­sów po pro­duk­ty dla dzie­ci, któ­re czę­sto pro­du­ko­wa­ne są z kon­cen­tra­tów, a obok wa­rzyw i owo­ców sta­ły je­dy­nie w hi­per­dro­gich re­kla­mach te­le­wi­zyj­nych.

A co z lo­da­mi? Se­zon co praw­da mamy w wa­ka­cje, ale praw­dzi­wi wiel­bi­cie­le nie od­pusz­cza­ją przez cały rok. Tyl­ko że w więk­szo­ści przy­pad­ków nie jemy już śmie­ta­ny i owo­ców, a ist­ny kon­glo­me­rat che­micz­ny.

Li­sta wy­bra­nych lo­do­wych „sma­ków”:

al­de­hyd C-17 – lo­dom na­da­je smak wi­śnio­wy, ale w prze­my­śle sto­so­wa­ny jest do pro­duk­cji gumy i barw­ni­ków;

pi­pe­ro­nal – sto­so­wa­ny w prze­my­śle per­fu­me­ryj­nym i jako śro­dek do zwal­cza­nia wszy; lo­dom na­da­je smak wa­ni­lio­wy;

octan ety­lu – w lo­dach ma imi­to­wać smak ana­na­so­wy, ale uży­wa­ny jest rów­nież do czysz­cze­nia skór;

al­de­hyd ma­sło­wy – uży­wa­ny jest do pro­duk­cji kle­jów kau­czu­ko­wych, na­to­miast lo­dom na­da­je smak orze­cho­wy;

octan amy­lu – lo­dom na­da­je smak ba­na­no­wy, ale uży­wa­ny jest rów­nież jako roz­pusz­czal­nik farb olej­nych;

octan ben­zy­lu – uży­wa­ny jako roz­pusz­czal­nik azo­ta­nów; w lo­dach imi­tu­je smak tru­skaw­ko­wy;

al­de­hyd C-18 – uży­wa­ny do pro­duk­cji de­ter­gen­tów; na­da­je lo­dom smak cze­ko­la­do­wy.

Kie­dyś mie­li­śmy wiel­kie po­lo­wa­nie i wiel­kie od­ży­wia­nie. Czło­wiek ło­wił ryby, tro­pił zwie­rzy­nę, szu­kał owo­ców i ro­ślin ja­dal­nych. Dziś mamy wiel­kie żar­cie i wiel­kie pro­ble­my. Homo sa­piens na­dal po­lu­je, z tym że na oka­zje w skle­pach otwar­tych 24 go­dzi­ny na dobę, 365 dni w roku, za­po­mi­na­jąc o tym, że na­sze ko­mór­ki na­dal tra­wią tyl­ko sub­stan­cje od­żyw­cze, a nie na­zwy pro­duk­tów czy mar­ki.

KON­SUMP­CJA ZRÓW­NO­WA­ŻO­NA A KON­SUMP­CJO­NIZM

Współ­cze­sny świat cha­rak­te­ry­zu­je się kon­cen­tra­cją sił i fak­tów spo­łecz­nych, któ­re okre­śla się za­rów­no koń­cem ery prze­my­sło­wej, jak i po­cząt­kiem no­wej ery. Po­dej­mo­wa­ne są pró­by zde­fi­nio­wa­nia ak­tu­al­nej sy­tu­acji glo­bal­nej – naj­po­pu­lar­niej­sze okre­śle­nia to „era zrów­no­wa­żo­ne­go roz­wo­ju” lub „era eko­lo­gicz­ne­go roz­wo­ju”, a tak­że „re­wo­lu­cja prze­trwa­nia” (su­sta­ina­bi­li­ty re­vo­lu­tion), któ­ra po­win­na pro­wa­dzić do prze­strze­ga­nia gra­nic wzro­stu go­spo­dar­cze­go, sfor­mu­ło­wa­nych 30 lat temu w pierw­szym ra­por­cie Klu­bu Rzym­skie­go (była to pro­gno­za ostrze­gaw­cza, wska­zu­ją­ca na wy­czer­py­wa­nie się po­ten­cja­łu roz­wo­jo­we­go go­spo­dar­ki świa­to­wej). W związ­ku ze zmia­na­mi, któ­re już za­szły na świe­cie, pro­po­nu­je się po­szu­ki­wa­nie in­no­wa­cji, a przede wszyst­kim pod­ję­cie świa­do­mej ak­cji pro­mu­ją­cej po­żą­da­ne zmia­ny. Re­wo­lu­cja prze­trwa­nia po­win­na do­pro­wa­dzić do za­sad­ni­czej zmia­ny ro­dza­ju am­bi­cji i aspi­ra­cji roz­wo­jo­wych spo­łe­czeństw ludz­kich.

Re­wo­lu­cja ta nie może być ste­ro­wa­na: po­win­na po­le­gać na mo­bi­li­za­cji wiel­kie­go ru­chu oby­wa­tel­skie­go w wy­mia­rze ogól­no­świa­to­wym. Ruch ten może zmie­nić mo­del aspi­ra­cji spo­łe­czeństw. Ruch oby­wa­tel­ski, któ­ry mógł­by do­ko­nać re­wo­lu­cji prze­trwa­nia, po­wi­nien po­sia­dać pięć cech, któ­re by­ły­by wy­róż­ni­kiem no­we­go spo­łe­czeń­stwa:

wi­zjo­ner­stwo ro­zu­mia­ne jako zdol­ność do my­śle­nia dłu­go­­okre­so­wego;

sie­cio­wość, ozna­cza­ją­ca dą­że­nie do roz­wi­ja­nia sto­sun­ków spo­łecz­nych na pod­sta­wie dy­na­micz­nie roz­wi­ja­ją­cej się glo­bal­nej sie­ci in­for­ma­cyj­nej; ce­cha ta uzna­wa­na jest za wa­ru­nek klu­czo­wy po­ro­zu­mie­nia i or­ga­ni­zo­wa­nia ru­chu oby­wa­tel­skie­go;

ce­cha praw­dy, ro­zu­mia­na jako pod­sta­wa re­ali­zmu oce­ny fak­tów oraz ten­den­cji roz­wo­jo­wych;

po­wszech­na edu­ka­cja, bez któ­rej nie by­ło­by moż­li­we wpro­wa­dze­nie po­zo­sta­łych za­sad;

mi­łość ro­zu­mia­na jako nor­ma mo­ral­na zwią­za­na z przy­ja­znym na­sta­wie­niem do in­nych lu­dzi, z go­to­wo­ścią do wza­jem­ne­go zro­zu­mie­nia i współ­dzia­ła­nia.

Jak­kol­wiek uto­pij­nie brzmia­ły­by po­wyż­sze po­stu­la­ty, kon­struk­cja re­wo­lu­cji prze­trwa­nia (eko­lo­gicz­nej) wy­ma­ga już dziś dą­że­nia do na­sy­ce­nia wi­zji przy­szło­ści war­to­ścia­mi hu­ma­ni­stycz­ny­mi.

Kon­cep­cja zróż­ni­co­wa­nej kon­sump­cji jest fun­da­men­tal­nym ele­men­tem eko­ro­zwo­ju, zwa­ne­go ina­czej roz­wo­jem zrów­no­wa­żo­nym. Od­no­si się on do eko­no­mii po­li­tycz­nej za­kła­da­ją­cej ja­kość ży­cia na po­zio­mie, na jaki po­zwa­la obec­ny roz­wój cy­wi­li­za­cyj­ny. Do­ku­ment ONZ pro­po­nu­je na­stę­pu­ją­cą de­fi­ni­cję: „Zrów­no­wa­żo­ny roz­wój Zie­mi to roz­wój, któ­ry za­spo­ka­ja pod­sta­wo­we po­trze­by wszyst­kich lu­dzi oraz za­cho­wu­je, chro­ni i przy­wra­ca zdro­wie i in­te­gral­ność eko­sys­te­mu Zie­mi, bez za­gro­że­nia moż­li­wo­ści za­spo­ko­je­nia po­trzeb przy­szłych po­ko­leń i bez prze­kra­cza­nia dłu­go­ter­mi­no­wych gra­nic po­jem­no­ści eko­sys­te­mu Zie­mi”.

Za­spo­ko­je­nie po­trze­by kla­sy­fi­ko­wa­ne jest jako kon­sump­cja zrów­no­wa­żo­na, lecz je­śli uzna­my, że cho­dzi o wszyst­kie pod­sta­wo­we po­trze­by, to od­po­wia­da­ją­ca im kon­sump­cja zrów­no­wa­żo­na jest rów­no­waż­na z moż­li­wą do osią­gnię­cia ja­ko­ścią ży­cia.

Ma­jąc na my­śli kon­sump­cję pro­duk­tów i usług ryn­ko­wych, w kra­jach go­spo­dar­czo roz­wi­nię­tych do­ko­na­ły się istot­ne zmia­ny w ludz­kiej psy­chi­ce, za spra­wą cze­go po­wsta­ła nowa eko­no­micz­na ewan­ge­lia kon­sump­cji, nie tyl­ko w pe­jo­ra­tyw­nym sen­sie. W ślad za roz­wo­jem go­spo­dar­czym duże gru­py spo­łecz­ne do­świad­cza­ją tam wzra­sta­ją­cej ja­ko­ści ży­cia, a więc, obok wzro­stu po­zio­mu kon­sump­cji ma­te­rial­nej, tak­że lep­szej ochro­ny ludz­kie­go zdro­wia, ła­twiej­sze­go do­stę­pu do wy­kształ­ce­nia i dóbr kul­tu­ry, bez­pie­czeń­stwa pu­blicz­ne­go, pew­niej­sze­go za­trud­nie­nia, ro­sną­cej ak­tyw­no­ści oby­wa­tel­skiej i spra­wie­dli­wo­ści spo­łecz­nej. Te skła­do­we ja­ko­ści ży­cia z jed­nej stro­ny są pro­duk­ta­mi roz­wo­ju go­spo­dar­cze­go, z dru­giej zaś jego wa­run­kiem. Bez wy­so­kiej ja­ko­ści ży­cia kon­su­men­tów wy­sił­ki pro­mo­cyj­ne firm tra­fia­ły­by w próż­nię. Każ­dy roz­wój go­spo­dar­czy, a więc i eko­ro­zwój, za­sa­dza się na po­pra­wie ja­ko­ści ży­cia, na­wet je­śli okre­śli­my jego cel jako „za­spo­ka­ja­nie po­trzeb wszyst­kich lu­dzi”. Moż­na chy­ba przy­jąć, że zrów­no­wa­żo­ny po­ziom kon­sump­cji to taki, gdy kon­su­mu­je­my do­bra ma­te­rial­ne i usłu­gi w stop­niu wy­star­cza­ją­cym, by za­spo­ka­jać pod­sta­wo­we po­trze­by i osią­gać wyż­szą ja­kość ży­cia, mi­ni­ma­li­zu­jąc zu­ży­cie za­so­bów na­tu­ral­nych i ma­te­ria­łów szko­dli­wych dla śro­do­wi­ska po­wsta­ją­cych na wszyst­kich eta­pach pro­duk­cji, a jed­no­cze­śnie nie ogra­ni­cza­jąc praw na­stęp­nych po­ko­leń do ta­kiej kon­sump­cji1.

* * *

1 Kra­mer J., Kon­sump­cja – ewo­lu­cja ról i zna­czeń [w:] „Kon­sump­cja i roz­wój”, nr 1, In­sty­tut Ba­dań Ryn­ku, Kon­sump­cji i Ko­niunk­tur, War­sza­wa 2011, s. 5–15.

KON­SUMP­CJO­NIZM I JEGO SKUT­KI

Czym jest kon­sump­cjo­nizm? De­fi­niu­je się go jako po­sta­wę cha­rak­te­ry­zu­ją­cą się nad­mier­nym przy­wią­za­niem do zdo­by­wa­nia dóbr ma­te­rial­nych, bez zwa­ża­nia na spo­łecz­ne, eko­lo­gicz­ne i in­dy­wi­du­al­ne kosz­ty. To po­gląd uzna­ją­cy kon­sump­cję za naj­wyż­szą war­tość, głów­ny wy­znacz­nik po­zio­mu ja­ko­ści ży­cia. Idea kon­sump­cjo­ni­zmu za­sa­dza się na he­do­ni­stycz­nej przy­jem­no­ści czer­pa­nej z na­by­wa­nia, gro­ma­dze­nia i zu­ży­wa­nia dóbr, czy­li naj­wyż­szej i je­dy­nej war­to­ści.

Czy na­sza pla­ne­ta wy­trzy­ma nad­mier­ną kon­sump­cję?

Kie­dyś je­dy­ną do­stęp­ną ener­gią była ener­gia sło­necz­na. Dziś w cią­gu roku zu­ży­wa­my rów­no­war­tość ener­gii, któ­rej Słoń­ce do­star­cza­ło­by nam przez 100 lat. Nie­od­łącz­nym ele­men­tem na­sze­go ży­cia sta­ła się ropa. Mo­że­my ją zna­leźć w pły­tach CD, pla­sti­ko­wych re­kla­mów­kach, le­kach, kom­pu­te­rach, ubra­niach, ko­sme­ty­kach, te­le­fo­nach, a po­śred­nio na­wet w je­dze­niu. Każ­da spo­ży­ta przez nas ka­lo­ria to 80 ka­lo­rii ropy prze­two­rzo­nej na na­wo­że­nie upraw, opa­ko­wa­nie pro­duk­tów, ich chło­dze­nie i trans­port. Roz­są­dek na­ka­zy­wał­by szu­kać in­nych roz­wią­zań i ko­rzy­stać z od­na­wial­nych źró­deł ener­gii. Obec­nie spa­la­my 10 mi­lio­nów ba­ry­łek ropy dzien­nie i sza­cu­je się, że za 40 lat jej za­so­by zo­sta­ną wy­czer­pa­ne.

Po­wszech­nie zna­ny kon­cern pe­tro­che­micz­ny dzien­nie wy­do­by­wa w Ni­ge­rii ropę o war­to­ści 13 mi­liar­dów fun­tów, co w prze­li­cze­niu daje 1,5 mi­liar­da fun­tów na go­dzi­nę i 400 fun­tów na se­kun­dę – w kra­ju, w któ­rym więk­szość miesz­kań­ców musi prze­trwać za 1 do­la­ra dzien­nie. W ra­mach dba­nia o lo­kal­ną spo­łecz­ność kon­cern pe­tro­che­micz­ny obie­cał miesz­kań­com ośro­dek zdro­wia, któ­re­go bu­do­wa jed­nak ni­g­dy nie zo­sta­ła ukoń­czo­na, oraz prze­ka­zy­wa­nie 13% do­cho­dów na po­trze­by miej­sco­wej lud­no­ści. W kra­ju nie ma elek­trycz­no­ści, szkół, do­stę­pu do wody. Ryby za­tru­wa ropa z ra­fi­ne­rii i plat­form wiert­ni­czych, a więc, by były one zdat­ne do spo­ży­cia, miesz­kań­cy ob­my­wa­ją je w prosz­ku do pra­nia. Po­nie­waż naj­waż­niej­szy jest zysk, a eks­port był­by zbyt dro­gi, fir­ma wy­pusz­cza gazy do at­mos­fe­ry. Rów­nież bu­do­wa in­fra­struk­tu­ry, któ­ra do­star­cza­ła­by ropę miesz­kań­com Ni­ge­rii, jest nie­opła­cal­na. W efek­cie kon­cern pe­tro­che­micz­ny emi­tu­je do at­mos­fe­ry 70 mi­lio­nów ton dwu­tlen­ku wę­gla rocz­nie, nie­ja­ko gwa­ran­tu­jąc lo­kal­nej lud­no­ści raka, ast­mę i cho­ro­by skó­ry.

Prze­mysł naf­to­wy nami rzą­dzi. Od 50 lat mo­że­my ko­rzy­stać z al­ter­na­tyw­nych źró­deł ener­gii, a jed­nak tego nie ro­bi­my. Woj­ny o za­so­by na­tu­ral­ne to­czy­ły się od za­wsze. Zie­mia peł­na jest ciał tych, któ­rzy po­sia­da­li zwie­rzę­ta, wodę, ka­mie­nie, ży­zną gle­bę, przy­pra­wy. Zwłasz­cza je­den kon­ty­nent – Afry­ka – oka­zał się peł­ny ta­kich obiek­tów po­żą­da­nia, czy­li za­so­bów na­tu­ral­nych: mie­dzi, ba­weł­ny, zło­ta, ko­ści sło­nio­wej, drew­na, dia­men­tów i lu­dzi. Nie­wol­ni­cy byli do­sko­na­łym źró­dłem ta­niej ener­gii, do­pó­ki nie od­kry­to in­ne­go, mniej kło­po­tli­we­go, czy­li wła­śnie ropy.

Licz­ba lud­no­ści Zie­mi cią­gle się zwięk­sza, a żą­dza po­sia­da­nia ro­śnie wraz z nią. Przez ty­siąc­le­cia zo­sta­wia­li­śmy świat lep­szym, niż go za­sta­li­śmy: koło, rzą­dy pra­wa, pe­ni­cy­li­na – to był po­stęp. Obec­nie nie­ogra­ni­czo­ny kon­sump­cjo­nizm wie­dzie do upad­ku cy­wi­li­za­cji. Wy­ma­ga­my od pla­ne­ty co­raz wię­cej i wię­cej. Współ­cze­śni mło­dzi lu­dzie dzię­ki te­le­wi­zji wie­dzą o świe­cie wię­cej niż ich przod­ko­wie, ko­rzy­sta­ją też z więk­szej licz­by urzą­dzeń, ale czy to spra­wia, że są szczę­śliw­si?

Nar­ciar­stwo na pu­sty­ni, oświe­tla­nie pu­stych biu­row­ców, ogrze­wa­nie po­wie­trza – ener­gia jest mar­no­tra­wio­na na każ­dym kro­ku. Chiń­czy­cy co czte­ry dni otwie­ra­ją nową elek­trow­nię. Ener­gii po­trze­bu­ją, żeby za nędz­ne gro­sze pro­du­ko­wać tan­det­ne pla­sti­ko­we za­baw­ki pa­ko­wa­ne w pla­sti­ko­we tor­by. Na­stęp­nie my, kon­su­men­ci, cuch­ną­cy­mi sa­mo­cho­da­mi je­dzie­my po nie do hi­per­mar­ke­tów, gdzie wrzu­ca­my je do pla­sti­ko­wych re­kla­mó­wek. Dwa dni póź­niej za­baw­ka się psu­je i wra­ca na chiń­skie wy­sy­pi­sko śmie­ci, gdzie bę­dzie za­le­gać przez ja­kieś 50 ty­się­cy lat. Zy­ski ze sprze­da­ży bu­tel­ko­wa­nej wody w USA to 42 mi­lio­ny do­la­rów każ­de­go dnia. Jest ona 10 ty­się­cy razy droż­sza niż woda z kra­nu. Ziem­nia­ki jadą z pół­noc­nej Fran­cji do po­łu­dnio­wych Włoch po to, żeby po prze­ro­bie­niu na pu­rée wró­cić z po­wro­tem do Fran­cji. To samo dzie­je się z mle­kiem, któ­re je­dzie z kra­ju A do kra­ju B po to, by po prze­two­rze­niu na jo­gurt wró­cić zno­wu do kra­ju A. Czy te dzia­ła­nia, poza zy­ska­mi kon­cer­nów, mają ja­ki­kol­wiek sens? Czy są ko­niecz­ne?

Wie­le idei pró­bo­wa­ło za­wład­nąć świa­tem: ko­mu­nizm, fa­szyzm, róż­ne re­li­gie, scjen­to­lo­gia, de­mo­kra­cja, ale wy­grał kon­sump­cjo­nizm. Co­dzien­nie je­ste­śmy bom­bar­do­wa­ni ok. 3 ty­sią­ca­mi re­klam. Wma­wia­ją nam, że bę­dzie­my szczę­śliw­si i pięk­niej­si, je­śli ku­pi­my dane pro­duk­ty, usi­łu­ją roz­pa­lić w nas żą­dzę ich po­sia­da­nia. Naj­wcze­śniej pod wpły­wem re­kla­my zna­leź­li się Ame­ry­ka­nie. Prze­cięt­ny Ame­ry­ka­nin zu­ży­wa dziś 2 razy wię­cej ener­gii niż Eu­ro­pej­czyk, 9 razy wię­cej niż Chiń­czyk, 15 razy wię­cej niż miesz­ka­niec In­dii i 50 razy wię­cej niż miesz­ka­niec Afry­ki.

Gdy­by wszy­scy na Zie­mi kon­su­mo­wa­li tyle co Eu­ro­pej­czy­cy i Ja­poń­czy­cy ra­zem wzię­ci, po­trze­bo­wa­li­by­śmy dwóch do­dat­ko­wych pla­net, żeby za­spo­ko­ić za­po­trze­bo­wa­nie na su­row­ce. Gdy­by do­rów­na­li Ame­ry­ka­nom, Au­stra­lij­czy­kom i Ka­na­dyj­czy­kom, po­trzeb­ne by­ły­by czte­ry do­dat­ko­we pla­ne­ty. A je­śli do 2040 roku, kie­dy bę­dzie nas już 9 mi­liar­dów, na­dal bę­dzie­my kon­su­mo­wać w tym tem­pie, po­trzeb­nych bę­dzie aż sześć do­dat­ko­wych pla­net, aby udźwi­gnąć ten cię­żar.

Ce­lem ka­pi­ta­li­zmu jest nie­ustan­ny wzrost, jed­nak nie da się go osią­gnąć na pla­ne­cie o ogra­ni­czo­nych za­so­bach. Obec­ny sys­tem go­spo­dar­czy jest za­bój­czy za­rów­no dla Zie­mi, jak i dla jej miesz­kań­ców. Po czte­rech stu­le­ciach ka­pi­ta­li­zmu 1% ludz­ko­ści za­gar­nął dla sie­bie 40% bo­gactw, naj­uboż­szej po­ło­wie lu­dzi zo­sta­wia­jąc za­le­d­wie 1%. Go­spo­dar­ka się roz­wi­ja – kie­dy biz­nes się krę­ci, lu­dzie mają wię­cej pie­nię­dzy i po­ja­wia się kon­sump­cjo­nizm. Pod osło­ną ci­che­go po­ro­zu­mie­nia igno­ru­je­my zmia­ny kli­ma­tycz­ne. Jed­nak kie­dy je­dy­ną mia­rą war­to­ści sta­je się bo­gac­two ma­te­rial­ne, lo­gicz­ną kon­se­kwen­cją jest nisz­cze­nie pla­ne­ty.

Roz­sąd­nie by­ło­by zna­leźć zło­ty śro­dek po­mię­dzy po­wro­tem do epo­ki ka­mie­nia łu­pa­ne­go a dal­szą eks­pan­sją wszech­obec­nej, nie­ogra­ni­czo­nej kon­sump­cji. Mówi się o tym, że ja­kość na­sze­go ży­cia się pod­no­si, że się ono znacz­nie wy­dłu­ży­ło. Ale czy tak jest na­praw­dę?

Za­miast spo­ży­wać nor­mal­ne po­kar­my więk­szość kon­su­men­tów, nie­świa­do­ma no­wych, wy­so­ko­wy­daj­nych me­tod pro­duk­cji żyw­no­ści, spo­ży­wa chłam na­fa­sze­ro­wa­ny sub­stan­cja­mi che­micz­ny­mi, tok­sycz­ny­mi dla czło­wie­ka i śro­do­wi­ska. Ana­li­zu­jąc in­for­ma­cje o wy­dłu­żo­nej dłu­go­ści na­sze­go ży­cia, mu­si­my wziąć pod uwa­gę epi­de­mie cho­rób cy­wi­li­za­cyj­nych i to, że przy ży­ciu je­ste­śmy pod­trzy­my­wa­ni far­ma­ko­lo­gicz­nie, a na­sze cia­ła są tak peł­ne che­mii, że po śmier­ci na­wet się już nor­mal­nie nie roz­kła­da­ją. Wąt­pli­wym jest to, aby ja­kość na­sze­go ży­cia fak­tycz­nie się po­lep­sza­ła. Roz­wój tech­no­lo­gii i pro­duk­cja ma­so­wa gna­ją na­przód, my jed­nak – w mo­jej opi­nii – jako lu­dzie co­fa­my się. Prze­sta­je­my my­śleć sa­mo­dziel­nie, czy­tać książ­ki, któ­re roz­wi­ja­ją wy­ob­raź­nię. Sta­je­my się nie­wol­ni­ka­mi wir­tu­al­ne­go świa­ta i no­wi­nek tech­no­lo­gicz­nych, bez któ­rych czę­sto nie po­tra­fi­my funk­cjo­no­wać, jak np. GPS – ile osób wciąż po­tra­fi do­trzeć do celu, wy­ko­rzy­stu­jąc je­dy­nie zmysł orien­ta­cji, in­tu­icję i mowę?

„Lu­dzie zna­ją dziś cenę wszyst­kie­go, nie zna­jąc war­to­ści ni­cze­go”.

„Gdy czło­wiek jest szczę­śli­wy, żyje w har­mo­nii z sa­mym sobą i swo­im oto­cze­niem”.

Oscar Wil­de

Spo­łe­czeń­stwo nie mo­gło­by oczy­wi­ście funk­cjo­no­wać bez pew­ne­go po­zio­mu kon­sump­cji. Jed­nak kon­sump­cjo­nizm umiej­sca­wia się w sa­mym cen­trum go­spo­dar­ki, a wszyst­ko przed­sta­wia­ne jest nam tak, aby prze­ko­nać nas, by­śmy kon­su­mo­wa­li jesz­cze wię­cej. Bil­bor­dy, ga­ze­ty, ma­ga­zy­ny, te­le­wi­zja dzień za dniem bom­bar­du­ją nas re­kla­ma­mi. Może nam się wy­da­wać, że każ­da fir­ma sprze­da­je inny pro­dukt, inną mar­kę, inny li­fe­sty­le, ale tak na­praw­dę wszyst­kie one sprze­da­ją nam jed­ną wspól­ną ideę, mó­wią­cą o tym, że im wię­cej kon­su­mu­je­my, tym lep­sze sta­je się na­sze ży­cie. Kon­sump­cjo­nizm nie­po­strze­że­nie stał się pod­sta­wo­wym spo­so­bem spę­dza­nia wol­ne­go cza­su, ide­olo­gią, któ­rej da­je­my się uwieść, ale też ide­olo­gią bar­dzo zwod­ni­czą, taką, przez któ­rą sta­je­my się ge­ne­ra­cją za­ku­po­ho­li­ków. Śred­ni po­ziom kon­sump­cji po­mno­żo­ny przez bli­sko sie­dem mi­liar­dów lu­dzi rów­nać się może ka­ta­stro­fie. Czę­sto nie zda­je­my so­bie spra­wy z tego, jaka jest fak­tycz­na cena pro­duk­tów, któ­re ku­pu­je­my, i choć idio­tycz­ne może się wy­da­wać łą­cze­nie im­por­tu ja­błek z No­wej Ze­lan­dii z de­struk­cją na­szej pla­ne­ty, to jed­nak każ­dy naj­drob­niej­szy akt kon­sump­cji jest bez­po­śred­nio po­wią­za­ny z po­waż­ny­mi kon­se­kwen­cja­mi. Na­sza zwięk­sza­ją­ca się po­pu­la­cja, któ­ra kon­su­mu­je cią­gle wię­cej i wię­cej, jest za­leż­na od eko­sys­te­mu, ten zaś jest bli­ski upad­ku. Po­ziom ga­zów uwal­nia­nych do at­mos­fe­ry jest wyż­szy niż kie­dy­kol­wiek przez ostat­nie 650 ty­się­cy lat, lo­dow­ce top­nie­ją, po­ziom mórz się pod­no­si. I nie ma już sen­su roz­wa­żać tego, czy rze­czy­wi­ście się tak dzie­je. Na­le­ża­ło­by ra­czej za­jąć się tym, jaki wpływ zmia­ny te będą mia­ły na na­sze ży­cie – nikt bo­wiem nie jest w sta­nie unik­nąć kon­se­kwen­cji. Jak zna­leź­li­śmy się w tej pu­łap­ce?

Otóż w do­bie re­wo­lu­cji prze­my­sło­wej pro­du­ko­wa­ne do­bra sta­wa­ły się co­raz tań­sze, a przez to po­wszech­nie do­stęp­ne dla co­raz więk­szej licz­by osób. Lep­sze ży­cie cze­ka­ło tuż za ro­giem. Zre­wo­lu­cjo­ni­zo­wa­ny zo­stał rów­nież pro­ces za­ku­pów. Na­stą­pi­ła trans­for­ma­cja, któ­ra pro­ces ku­po­wa­nia uczy­ni­ła spo­so­bem na spę­dza­nie wol­ne­go cza­su i wy­po­czy­nek. Skle­py ofe­ro­wa­ły swo­im klien­tom świat ma­rzeń pe­łen luk­su­so­wych dóbr ma­te­rial­nych, sta­ły się ko­ścio­ła­mi dla no­wych wy­znaw­ców. Kra­jem, w któ­rym kon­sump­cja sta­ła się spo­so­bem na ży­cie, były Sta­ny Zjed­no­czo­ne. Na po­cząt­ku XX wie­ku USA mia­ły naj­wyż­szy wskaź­nik bo­gac­twa na oso­bę, co otwie­ra­ło nowe ryn­ki zby­tu. Przed­się­bior­cy i biz­nes­me­ni zda­li so­bie spra­wę z tego, że mogą bu­do­wać swo­je for­tu­ny, pro­du­ku­jąc i sprze­da­jąc do­bra luk­su­so­we w ce­nach ak­cep­to­wal­nych dla ame­ry­kań­skiej kla­sy ro­bot­ni­czej. Moż­li­wość i zdol­ność kon­sump­cji sta­ły się nie­od­zow­ny­mi ele­men­ta­mi ame­ry­kań­skie­go snu. Od tej pory kon­sump­cjo­nizm ob­rał zu­peł­nie nowy kie­ru­nek roz­wo­ju. Za­czął sty­mu­lo­wać ludz­kie pra­gnie­nia i nimi ma­ni­pu­lo­wać, na­krę­ca­jąc ma­rze­nia i kreu­jąc za­zdrość. Wte­dy też tak na­praw­dę na­ro­dził się prze­mysł re­kla­mo­wy, a umie­jęt­no­ści ku­sze­nia i uwo­dze­nia sta­ły się tak waż­ne jak do­star­cza­nie in­for­ma­cji.

Wiel­ki biz­nes i agen­cje re­kla­mo­we od­wo­ły­wa­ły się do psy­cho­lo­gii. Edward Ber­nays – zna­ny jako oj­ciec pu­blic re­la­tions – był za­fa­scy­no­wa­ny od­kry­cia­mi Freu­da i in­nych psy­chia­trów. Wie­rzył, że zro­zu­miaw­szy, co mo­ty­wu­je lu­dzi, moż­na wpły­wać na ich za­cho­wa­nia bez ich wie­dzy i spra­wiać, by ku­po­wa­li jesz­cze wię­cej. Uwa­żał, iż na każ­dym eta­pie ży­cia wpły­wa na nas nie­wiel­ka gru­pa lu­dzi. Zro­zu­mie­nie men­tal­nych pro­ce­sów mas jest dro­gą do kon­tro­lo­wa­nia pu­blicz­ne­go umy­słu. Re­kla­ma za­czę­ła pra­co­wać nad tym, jak wpły­wać na na­szą pod­świa­do­mość. Nie­waż­ne sta­ło się to, co pro­dukt rze­czy­wi­ście miał ro­bić, ja­kie miał mieć dzia­ła­nie, lecz to, jaką obiet­ni­cę skła­dał swo­im od­bior­com, ja­kie sa­mo­po­czu­cie miał im za­pew­nić. Od tej pory kon­sump­cjo­nizm umiej­sco­wił się głę­bo­ko w na­szych gło­wach, wy­ko­rzy­stu­jąc na­sze naj­skryt­sze uczu­cia, emo­cje, a na­wet na­sze oso­bo­wo­ści. Zo­sta­li­śmy więc wy­tre­so­wa­ni do po­żą­da­nia.

W la­tach 60. i 70. pro­te­sto­wa­no prze­ciw­ko ka­pi­ta­li­zmo­wi i po­ja­wia­ły się pierw­sze wzmian­ki o nisz­cze­niu śro­do­wi­ska, jed­nak ostrze­że­nia te uzna­no glo­bal­nie za re­la­tyw­ną cenę, któ­rą trze­ba za­pła­cić za kon­sump­cję. W la­tach 80. hip­pi­sów za­stą­pi­li yup­pies, a po­ziom bo­gac­twa był mie­rzo­ny we­dług tego, ile za­ro­bi­li­śmy i ile ku­pi­li­śmy. We­dług dzi­siej­szej eko­no­mii za nor­mal­ne za­cho­wa­nie uwa­ża się by­cie na za­ku­pach.

Na­wet akty ter­ro­ry­zmu do­ko­ny­wa­ne w USA i na ca­łym świe­cie nie były w sta­nie sta­nąć po­mię­dzy ludź­mi a ich prze­ko­na­niem o speł­nia­niu się ame­ry­kań­skie­go snu. Iro­nią jest, że naj­więk­szym za­gro­że­niem dla Sta­nów Zjed­no­czo­nych i resz­ty świa­ta nie jest wca­le ter­ro­ryzm, ale kon­sump­cjo­nizm sam w so­bie.

NOWE TECH­NO­LO­GIE I IDEA ZDRO­WE­GO ŚRO­DO­WI­SKA NA­TU­RAL­NE­GO JAKO CZYN­NI­KI OGRA­NI­CZA­JĄ­CE KON­SUMP­CJO­NIZM

Po­li­ty­cy nie wie­dzą, jak ugryźć pro­blem nad­mier­ne­go kon­sump­cjo­ni­zmu. Ist­nia­ły­by jed­nak prak­tycz­ne roz­wią­za­nia, pod wa­run­kiem że mie­li­by­śmy od­wa­gę wcie­lić je w ży­cie wła­śnie te­raz. Mi­nę­ło pra­wie 250 lat, od­kąd fi­lo­zof Adam Smith po­wie­dział, iż prze­ko­na­nie o bo­gac­twie jest nie tyl­ko do­bre dla jed­nost­ki, ale też dla ca­łe­go spo­łe­czeń­stwa. Wszy­scy je­ste­śmy be­ne­fi­cjen­ta­mi tej ol­brzy­miej trans­for­ma­cji, któ­ra na­stą­pi­ła na glo­bie, i wszy­scy je­ste­śmy roz­dar­ci przez wy­bo­ry do­ty­czą­ce tego, co jeść, co ku­po­wać, jak żyć – oczy­wi­ście pod wa­run­kiem, że nas na nie stać.

Glo­ba­li­za­cja ozna­cza, że ham­bur­ger, któ­re­go ku­pu­je­my w Chi­nach, bę­dzie sma­ko­wał do­kład­nie tak samo jak ten, któ­re­go ku­pi­my w USA. Kon­sump­cjo­nizm stał się świa­to­wym ję­zy­kiem, któ­ry ro­zu­mie każ­dy. Od po­cząt­ku XXI wie­ku 2 mi­liar­dy lu­dzi mogą się cie­szyć żyw­no­ścią dla ma­so­wych kon­su­men­tów. Z któ­rej­kol­wiek stro­ny by na to spoj­rzeć, jest to nie­sa­mo­wi­te osią­gnię­cie – nie moż­na za­prze­czyć, że to ozna­ka po­stę­pu. Nie­ste­ty nie do koń­ca zda­je­my so­bie spra­wę z tego, jaką cenę za owe udo­god­nie­nia przyj­dzie nam za­pła­cić. Góry śmie­ci, któ­rych co­dzien­nie się po­zby­wa­my, nie­ustan­nie ro­sną. Sama tyl­ko Wiel­ka Bry­ta­nia pro­du­ku­je w cią­gu roku 100 mi­lio­nów ton od­pa­dów. Co roku wy­rzu­ca­my 1,5 mi­liar­da kom­pu­te­rów z cze­go 99% jest w peł­ni spraw­nych. Śred­nio co 18 mie­się­cy ku­pu­je­my nowy te­le­fon ko­mór­ko­wy, po­rzu­ca­jąc tym sa­mym 90 mi­lio­nów sta­rych, ale spraw­nych urzą­dzeń na wy­sy­pi­skach śmie­ci. A do tego do­rzu­ca­my jesz­cze 3 mi­lio­ny wy­rzu­ca­nych co roku lo­dó­wek. Z każ­dym ro­kiem ku­pu­je­my wię­cej pro­duk­tów, wię­cej rze­czy, o któ­rych po­trze­bie po­sia­da­nia je­ste­śmy prze­ko­na­ni, zu­ży­wa­jąc tym sa­mym wię­cej ener­gii i pro­du­ku­jąc wię­cej od­pa­dów.

Co­raz wię­cej kra­jów na świe­cie wpa­da w si­dła nad­mier­nej kon­sump­cji. Chiń­ska go­spo­dar­ka przez ostat­nie 15 lat wzra­sta­ła śred­nio o 10% rocz­nie. Re­zul­ta­tem była ist­na eks­plo­zja kon­sump­cji. Obec­nie 250 mi­lio­nów lu­dzi – czy­li do­kład­nie tyle, ile wy­no­si cała po­pu­la­cja USA – cie­szy się w Chi­nach no­wym, „bo­ga­tym” sty­lem ży­cia. W za­chod­nim świe­cie kon­sump­cjo­nizm roz­wi­jał się przez prze­szło dwa stu­le­cia, w Chi­nach – nie­speł­na de­ka­dę! Z jed­nej stro­ny jest to wspa­nia­ła wia­do­mość dla kra­ju, któ­ry przez wie­ki cier­piał z po­wo­du bie­dy, jed­nak od­bi­je się to na in­nych ob­sza­rach ży­cia miesz­kań­ców tego kra­ju. Chi­ny pla­nu­ją bu­do­wa­nie 10 no­wych por­tów lot­ni­czych i 35 elek­trow­ni wę­glo­wych każ­de­go roku przez naj­bliż­sze 5 lat. Co­dzien­nie na chiń­skich uli­cach po­ja­wia się ty­siąc no­wych sa­mo­cho­dów – obec­nie w Chi­nach jest wię­cej po­jaz­dów niż w ca­łych Sta­nach Zjed­no­czo­nych, co ozna­cza zu­ży­cie ropy na po­zio­mie dużo wyż­szym niż jej wy­do­by­cie przez Pań­stwo Środ­ka.

Nie­moż­li­wo­ścią jest prak­tycz­ne prze­nie­sie­nie ame­ry­kań­skie­go snu do każ­de­go za­kąt­ka świa­ta – jest to po pro­stu nie­wy­ko­nal­ne. Trze­ba pa­mię­tać, że przez kon­sump­cjo­nizm cier­pi nie tyl­ko pla­ne­ta, ale rów­nież czło­wiek. Ogrom­ne kon­cer­ny ro­bią wszyst­ko, by za­do­wo­lić klien­ta i co­raz bar­dziej ob­ni­ża­ją ceny. W re­zul­ta­cie cier­pią kra­je, w któ­rych zlo­ka­li­zo­wa­na jest naj­więk­sza część pro­duk­cji. Ba­da­nia wy­ka­zu­ją, że kie­dy osią­gnie­my pe­wien po­ziom do­cho­dów, nasz po­ziom szczę­ścia ma nie­wie­le wspól­ne­go z oszczęd­no­ścia­mi zgro­ma­dzo­ny­mi w ban­ku. Szczę­ście nie jest kwe­stią ab­so­lut­ne­go bo­gac­twa, ale bo­gac­twa re­la­tyw­ne­go – w sto­sun­ku do są­sia­dów, ko­le­gów z pra­cy, osób pu­blicz­nych. Nie moż­na żyć pod cią­głą pre­sją po­sia­da­nia i ku­po­wa­nia co­raz więk­szej licz­by rze­czy, bo stres, któ­ry jest wy­ni­kiem tej pre­sji, do­pro­wa­dza nas do wy­nisz­cze­nia. Więk­szość z nas chce czuć się pew­nie, bez­piecz­nie, przy­na­le­żeć do spo­łecz­no­ści, czuć się do­brze ze swo­im praw­dzi­wym „ja”, a nie tyl­ko ze swo­im ze­wnętrz­nym wi­ze­run­kiem. Jed­nak po­trze­by te nie mogą być za­spo­ko­jo­ne przez kon­sump­cjo­nizm. Lu­dzie kie­ru­ją­cy się w ży­ciu je­dy­nie ta­ki­mi ce­la­mi jak bo­gac­two, pie­nią­dze czy po­sia­da­nie, od­czu­wa­ją szczę­ście w o wie­le mniej­szym stop­niu niż oso­by, któ­re dążą do do­brych re­la­cji z in­ny­mi, za­do­wo­le­nia z pra­cy i praw­dzi­wej ja­ko­ści ży­cia. Po­nie­waż nie mo­że­my zu­peł­nie odejść od obec­ne­go spo­so­bu funk­cjo­no­wa­nia, roz­wią­za­niem jest spra­wie­nie, aby kon­sump­cjo­nizm pra­co­wał dla nas, dla in­nych lu­dzi i dla pla­ne­ty w do­bry spo­sób – moż­na go ukie­run­ko­wać na nowo i wła­śnie to po­win­ni­śmy zro­bić. Mo­że­my spra­wić, aby na­sze ży­cie było bar­dziej zna­czą­ce, kon­su­mo­wać w spo­sób od­po­wie­dzial­ny. Ist­nie­ją już tech­no­lo­gie oraz wie­dza, któ­re po­zwa­la­ją na to, by na­sza kon­sump­cja sta­ła się bar­dziej przy­ja­zna dla śro­do­wi­ska, jed­nak pro­ble­mem po­zo­sta­je prze­ko­na­nie lu­dzi do ko­rzy­sta­nia nich. Po­wsta­ją pro­jek­ty, któ­re mają na celu po­ka­za­nie, że np. eko­lo­gicz­na kon­struk­cja bu­dyn­ków może nie tyl­ko re­pre­zen­to­wać do­brą ja­kość ży­cia, ale też być opła­cal­na. Mu­si­my jed­nak brać pod uwa­gę ca­ło­kształt na­sze­go spo­so­bu funk­cjo­no­wa­nia.

Po­moc przy­cho­dzi z naj­mniej spo­dzie­wa­ne­go źró­dła – mię­dzy­na­ro­do­we or­ga­ni­za­cje za­czy­na­ją in­we­sto­wać część swo­ich środ­ków w re­ani­ma­cję śro­do­wi­ska. Na­le­ży pa­mię­tać, że od­po­wie­dzial­ność po­win­na być po­dzie­lo­na – my, jako kon­su­men­ci da­ne­go pro­duk­tu, rów­nież nie je­ste­śmy bez winy. Po­ten­cjał tkwi w po­waż­nych, prze­ło­mo­wych zmia­nach tech­no­lo­gicz­nych. Dzi­siej­sza eko­no­mia jest wciąż skan­da­licz­nie nie­wy­daj­na, po­nie­waż po­chła­nia ogrom­ne ilo­ści wody, ener­gii i róż­ne­go ro­dza­ju ma­te­ria­łów. Na­to­miast tech­no­lo­gie, któ­rych po­trze­bu­je­my, już ist­nie­ją – przy du­żych na­kła­dach in­we­sty­cyj­nych mogą stać się tań­sze i po­wszech­niej­sze.

Dzi­siaj ce­lem nie­mal każ­de­go rzą­du jest zmak­sy­ma­li­zo­wa­nie wzro­stu go­spo­dar­cze­go da­ne­go kra­ju. Naj­prost­szym spo­so­bem na roz­wój eko­no­mii jest prze­ko­na­nie lu­dzi, by kon­su­mo­wa­li i wy­da­wa­li wię­cej, co z ko­lei bu­dzi w czło­wie­ku ob­se­syj­ną chęć nie­ustan­ne­go kon­su­mo­wa­nia, któ­re ma spra­wić, że na­sze ży­cie sta­nie się lep­sze – i tak pę­tla się za­my­ka. Pa­ra­dok­sal­nie na­sze ży­cie może stać się lep­sze tyl­ko wte­dy, gdy zdo­ła­my ogra­ni­czyć kon­sump­cję do roz­sąd­nych gra­nic. Po­win­ni­śmy prze­su­nąć śro­dek cięż­ko­ści z cią­głe­go wzro­stu go­spo­dar­cze­go na sa­mo­po­czu­cie, ja­kość ży­cia, spo­łecz­ną spój­ność, kon­cen­tru­jąc się na umoc­nie­niu ludz­kie­go po­czu­cia wspól­no­ty, od­po­wie­dzial­no­ści zbio­ro­wej czy na pro­mo­wa­niu zdro­we­go ba­lan­su po­mię­dzy pra­cą za­wo­do­wą a ży­ciem pry­wat­nym. Oso­bi­ste speł­nie­nie i do­bre sa­mo­po­czu­cie po­win­ny za­jąć miej­sce przed pie­niędz­mi i in­te­re­sa­mi. To wi­zja kom­plet­nie in­ne­go świa­ta stwo­rzo­ne­go przez kom­bi­na­cję in­ne­go ro­dza­ju po­li­ty­ki i in­ne­go ro­dza­ju kon­sump­cjo­ni­zmu – świa­ta opar­te­go na za­sa­dzie lep­sze­go ży­cia za spra­wą mniej­szej kon­sump­cji. Tyl­ko w ten spo­sób mo­że­my roz­wią­zać ogól­no­świa­to­wy so­cjal­ny i śro­do­wi­sko­wy kry­zys.

RE­WO­LU­CJA WEL­L­NESS

Chęć by­cia zdro­wym i spraw­nym w wie­ku doj­rza­łym i na sta­rość ma bez­po­śred­ni wpływ na po­dej­mo­wa­ne przez nas każ­de­go dnia de­cy­zje – za­czy­na­jąc od wy­bo­ru szczo­tecz­ki i pa­sty do zę­bów, po­przez wy­bo­ry ży­wie­nio­we, aż po pre­fe­ro­wa­ną ak­tyw­ność fi­zycz­ną, od­po­wied­nie ko­sme­ty­ki, strój, a na­wet łóż­ko, w któ­rym za­zwy­czaj koń­czy­my dzień. Wy­ma­ga­my co­raz wię­cej od pro­duk­tów, któ­re kon­su­mu­je­my, i choć co­raz wię­cej z nas jest świa­do­my­mi kon­su­men­ta­mi za­in­te­re­so­wa­ny­mi skła­dem, po­cho­dze­niem, dzia­ła­niem pro­duk­tów, po któ­re się­ga­my, a tak­że ich wpły­wem na ludz­ki or­ga­nizm i zdro­wie, to świa­do­mość spo­łe­czeństw w tym wzglę­dzie jest wciąż bar­dzo ni­ska – mamy do czy­nie­nie za­le­d­wie z za­ląż­kiem re­wo­lu­cji, któ­ra nad­cho­dzi.

O wie­lu usłu­gach czy pro­duk­tach, któ­re mogą po­pra­wić ja­kość na­sze­go ży­cia i stan zdro­wia, lu­dzie po pro­stu jesz­cze nie sły­sze­li, a na­wet je­śli ta­kie in­for­ma­cje do nich do­tar­ły, nie wie­dzą, jak wy­ko­rzy­stać je dla ko­rzy­ści zdro­wot­nych czy dla po­pra­wie­nia ja­ko­ści ży­cia, co moż­na by osią­gnąć dzię­ki moż­li­wo­ściom, ja­kie daje bran­ża wel­l­ness, za­rów­no w ży­ciu pry­wat­nym, jak i w aspek­cie fi­nan­so­wym (jako źró­dło za­rob­ków). Prze­mysł zdro­wot­ny jest na tyle spe­cy­ficz­ny, że daje ol­brzy­mie moż­li­wo­ści każ­de­mu, kto chce po­pra­wić swo­je ży­cie. Dzię­ki nie­mu mo­że­my nie tyl­ko po­lep­szyć swo­ją sy­tu­ację ma­te­rial­ną, ale przede wszyst­kim za­pew­nić so­bie wie­le po­zy­tyw­nych wra­żeń – w aspek­cie zdro­wia du­cho­we­go i men­tal­ne­go oraz spraw­no­ści fi­zycz­nej.

Kie­dyś zmia­ny, aby fak­tycz­nie za­ist­nieć i się utrwa­lić, po­trze­bo­wa­ły śred­nio stu lat. We współ­cze­snym świe­cie za­cho­dzą one w cią­gu de­ka­dy, cza­sem na­wet w cią­gu za­le­d­wie kil­ku lat. Paul Zane Pil­zer, świa­to­wej sła­wy eko­no­mi­sta, przed­się­bior­ca, mul­ti­mi­lio­ner, pro­fe­sor i au­tor be­st­sel­le­rów, sza­cu­je, że w naj­bliż­szej de­ka­dzie try­lion do­la­rów do­cho­du ame­ry­kań­ska go­spo­dar­ka za­wdzię­czać bę­dzie prze­my­sło­wi wel­l­ness, któ­ry za­pew­ni lu­dziom pro­duk­ty i usłu­gi spra­wia­ją­ce, że ci będą czuć się zdro­wiej i wy­glą­dać le­piej, a tak­że ta­kie, któ­re spo­wol­nią pro­ces sta­rze­nia się lub będą za­po­bie­gać cho­ro­bom. W prze­my­śle zdro­wot­nym sza­cu­je się sprze­daż na po­zio­mie 300 bi­lio­nów do­la­rów i 300% wzro­stu rocz­nie.

Gru­pa spo­łecz­na okre­ślo­na mia­nem baby bo­omers to obec­ni pięć­dzie­się­cio-, sześć­dzie­się­cio­lat­ko­wie osią­ga­ją­cy mak­si­mum swo­ich do­cho­dów, co daje im więk­szą siłę na­byw­czą. Ich prio­ry­te­ty to za­cho­wa­nie wi­tal­no­ści i zdro­wia, po­wstrzy­my­wa­nie sta­rze­nia się, ko­rzy­sta­nie z sze­ro­ko ro­zu­mia­nej bran­ży wel­l­ness. Skłon­ni są wy­dać znacz­ną część swo­ich do­cho­dów, aby po­zo­stać w jak naj­lep­szej kon­dy­cji fi­zycz­nej i psy­chicz­nej.

Klu­czem do suk­ce­su w no­wej bran­ży jest edu­ko­wa­nie kon­su­men­ta na te­mat ofe­ro­wa­nych przez nią pro­duk­tów i usług, a przede wszyst­kim na te­mat jego (no­wych) po­trzeb. Nie mó­wi­my tu­taj jed­nak o kre­owa­niu po­trzeb nie­ist­nie­ją­cych, ale o uświa­da­mia­niu mu, że we współ­cze­snym świe­cie, kie­dy eko­sys­tem jest in­ten­syw­nie nisz­czo­ny, a po­ży­wie­nie co­raz bar­dziej pla­sti­ko­we, bran­ża wel­l­ness daje mu moż­li­wość pro­wa­dze­nia szczę­śli­we­go, zdro­we­go i ak­tyw­ne­go ży­cia mimo utrud­nio­nych wa­run­ków eg­zy­sten­cji.

O tym, że nad­cho­dzi ogól­no­świa­to­wa re­wo­lu­cja wel­l­ness, mó­wią nam sta­ty­sty­ki i współ­cze­sne tren­dy. Zdro­wie i wel­l­ness uwa­ża­ne są za me­ga­tren­dy, a głów­ne ob­sza­ry ich za­in­te­re­so­wa­nia to:

od­ży­wia­nie,

za­rzą­dza­nie wagą,

zdro­we sta­rze­nie się.

Głów­ne przy­czy­ny wzro­stu zna­cze­nia wy­żej wy­mie­nio­nych tren­dów to m.in.:

wy­go­da w aspek­cie od­ży­wia­nia (waż­niej­sza od ja­ko­ści),

chro­nicz­ny brak cza­su,

wy­so­ki po­ziom stre­su,

żyw­ność ubo­ga w skład­ni­ki od­żyw­cze.

Wszyst­kie te czyn­ni­ki ra­zem wzię­te two­rzą pew­ny prze­pis na ka­ta­stro­fę.

Oka­zu­je się, że głów­nym po­wo­dem epi­de­mii oty­ło­ści i cho­rób cy­wi­li­za­cyj­nych na świe­cie (głów­nie w kra­jach wy­so­ko roz­wi­nię­tych i roz­wi­ja­ją­cych się) nie jest wca­le bio­lo­gia, ale eko­no­mia. „Nie­wia­ry­god­nie po­tęż­ne siły eko­no­micz­ne unie­moż­li­wia­ją lu­dziom przej­mo­wa­nie kon­tro­li nad wła­snym zdro­wiem i wręcz za­chę­ca­ją ich do zwięk­sza­nia wagi cia­ła – są to siły tak po­tęż­ne, że nie da się ich po­wstrzy­mać ina­czej jak tyl­ko re­wo­lu­cją”2.

* * *

2 P.Z. Pil­zer, „Ne­twork ma­ga­zyn” 2006, nr 9(3), s. 31.

Klu­czem do prze­ję­cia kon­tro­li nad wła­snym zdro­wiem jest oczy­wi­ście świa­do­mość. W pierw­szej ko­lej­no­ści trze­ba zro­zu­mieć, jak funk­cjo­nu­ją w Sta­nach Zjed­no­czo­nych3 war­ta bi­lion do­la­rów bran­ża spo­żyw­cza i war­ta 1,5 bi­lio­na do­la­rów bran­ża me­dycz­na, któ­re ra­zem sta­no­wią jed­ną czwar­tą ca­łej go­spo­dar­ki tego kra­ju.

* * *

3 W USA zja­wi­ska te są naj­bar­dziej zna­czą­ce, zaś ame­ry­kań­skie tren­dy są za­zwy­czaj na­śla­do­wa­ne przez inne kra­je, stąd Sta­ny Zjed­no­czo­ne trak­to­wa­ne są tu jako pre­kur­sor roz­wo­ju bran­ży spo­żyw­czej.

We współ­cze­snym świe­cie dys­kry­mi­na­cja ra­so­wa i płcio­wa zo­sta­ły ze­pchnię­te na dru­gi plan, a ich miej­sce za­ję­ła dys­kry­mi­na­cja z po­wo­du wy­glą­du, czy­li ze wzglę­du na wagę, kon­dy­cję fi­zycz­ną i stan zdro­wia. Więk­szość osób z nad­wa­gą czy oty­ło­ścią zaj­mu­je dziś, zu­peł­nie od­wrot­nie niż by­wa­ło w prze­szło­ści, naj­niż­sze szcze­ble na dra­bi­nie eko­no­micz­nej. Szczu­płość, nie­gdyś ko­ja­rzo­na z bie­dą, dziś sta­ła się sy­no­ni­mem bo­gac­twa, suk­ce­su, wy­so­kie­go stan­dar­du ży­cia. Szo­ku­ją­ce jest to, że mimo naj­lep­szej ko­niunk­tu­ry go­spo­dar­czej w dzie­jach ludz­ko­ści oraz do­stę­pu do wie­dzy i spe­cja­li­stów wskaź­ni­ki oty­ło­ści i nad­wa­gi w USA wzro­sły aż o 10% w cią­gu za­le­d­wie pię­ciu lat, a licz­ba osób z nad­wa­gą pra­wie się po­dwo­iła od lat 70. Dwie­ście lat temu o moż­li­wo­ściach czło­wie­ka de­cy­do­wa­ły po­cho­dze­nie i na­zwi­sko, dziś o jego szan­sach sta­no­wi wy­gląd.

Oso­by oty­łe mają utrud­nio­ne re­la­cje spo­łecz­ne oraz ogra­ni­czo­ne moż­li­wo­ści za­wo­do­we, nie tyl­ko ze wzglę­du na dys­kry­mi­na­cję, ale po pro­stu ze wzglę­du na li­mi­to­wa­ne moż­li­wo­ści fi­zycz­ne or­ga­ni­zmu. Wbrew po­zo­rom oso­by szczu­płe rów­nież bo­ry­ka­ją się z wie­lo­ma do­le­gli­wo­ścia­mi zdro­wot­ny­mi, choć nie za­wsze są tego świa­do­me. W koń­cu prze­mysł far­ma­ceu­tycz­ny nie­ustan­nie prze­ko­nu­je nas o tym, że ogól­ny ból, chro­nicz­ne zmę­cze­nie, ze­spół me­ta­bo­licz­ny i inne po­zor­nie nie­groź­ne do­le­gli­wo­ści sta­ły się już nie­od­łącz­ny­mi ele­men­ta­mi na­szej eg­zy­sten­cji, któ­rą jed­nak mogą nam uprzy­jem­nić dzie­siąt­ki ta­ble­tek do­stęp­nych bez re­cep­ty.

Praw­da nie leży jed­nak ani po stro­nie prze­my­słu far­ma­ceu­tycz­ne­go, ani za­przy­jaź­nio­ne­go z nim prze­my­słu spo­żyw­cze­go, któ­ry po­wo­li prze­kształ­ca się z pro­du­cen­ta żyw­no­ści w kon­glo­me­rat che­micz­ny. Na­le­ża­ło­by po­wie­dzieć, że za więk­szo­ścią z tych scho­rzeń i do­le­gli­wo­ści cy­wi­li­za­cyj­nych sto­ją przede wszyst­kim za­bój­cza die­ta plus oczy­wi­ście nowy, „lep­szy” tryb ży­cia. Kon­cer­ny spo­żyw­cze wa­run­ku­ją kon­su­men­tów od ich naj­młod­szych lat tak, aby w wie­ku do­ro­słym wie­dzie­li już do­kład­nie, któ­ry pro­dukt czy usłu­gę na­le­ży wy­brać.

„Ty­sią­ce firm z dwóch ol­brzy­mich branż ame­ry­kań­skiej go­spo­dar­ki – spo­żyw­czej i me­dycz­nej – rzą­dzi się uni­wer­sal­ny­mi pra­wa­mi eko­no­mii, któ­re pro­wa­dzą je do współ­dzia­ła­nia tak zgod­ne­go, jak­by uczest­ni­czy­ły w wiel­kim, nie­go­dzi­wym spi­sku”4. W la­tach 1996–2000 pro­por­cjo­nal­nie do ro­sną­cej w za­stra­sza­ją­cym tem­pie licz­by osób oty­łych i z nad­wa­gą ro­sły rów­nież kosz­ty pro­duk­tów i usług me­dycz­nych. W cza­sie, kie­dy licz­ba oty­łych Ame­ry­ka­nów się­gnę­ła 77 mi­lio­nów, a tych z nad­wa­gą 184 mi­lio­nów, kosz­ty w „prze­my­śle cho­ro­by” wzro­sły z 1 do 1,5 mi­liar­da do­la­rów. Wszyst­kie te licz­by są wy­pad­ko­wy­mi bra­ku in­for­ma­cji, za­so­bów oraz chę­ci do ochro­ny wła­sne­go zdro­wia. Jed­nak po­zo­sta­ły od­se­tek Ame­ry­ka­nów, czy­li oso­by miesz­czą­ce się w uzna­wa­nej nor­mie wa­go­wej (39% po­pu­la­cji kra­ju), sta­no­wi za­lą­żek no­wej re­wo­lu­cji w sek­to­rze zdro­wia i w sty­lu ży­cia5.

* * *

4 P.Z. Pil­zer, „Ne­twork ma­ga­zyn” 2006, nr 9(3), s. 44.

5 P.Z. Pil­zer, Zrób for­tu­nę na zdro­wym sty­lu ży­cia, tłum. G. Łucz­kie­wicz, Kon­stan­cin-Je­zior­na 2005, s. 380.

CO­DEX ALI­MEN­TA­RIUS JAKO ZBIÓR NORM ŻY­WIE­NIO­WYCH

Co­dex Ali­men­ta­rius, czy­li Ko­deks żyw­no­ścio­wy, to zbiór mię­dzy­na­ro­do­wych norm, prak­tyk, za­le­ceń i za­sad od­no­szą­cych się do żyw­no­ści. Ten wspól­ny pro­gram zo­stał stwo­rzo­ny w la­tach 60. XX wie­ku przez ta­kie or­ga­ni­za­cje WHO (Świa­to­wa Or­ga­ni­za­cja Zdro­wia) i FAO (Or­ga­ni­za­cja Na­ro­dów Zjed­no­czo­nych do spraw Wy­ży­wie­nia i Rol­nic­twa). Po­wo­ła­no na­wet spe­cjal­ną Ko­mi­sję ds. Ko­dek­su Żyw­no­ścio­we­go, któ­ra ma m.in.:

chro­nić zdro­wie i in­te­re­sy kon­su­men­tów;

za­pew­niać uczci­we dzia­ła­nia w mię­dzy­na­ro­do­wym han­dlu żyw­no­ścią;

pro­mo­wać współ­pra­cę po­mię­dzy wszyst­ki­mi rzą­do­wy­mi i po­za­rzą­do­wy­mi or­ga­ni­za­cja­mi zaj­mu­ją­cy­mi się two­rze­niem norm żyw­no­ścio­wych;

okre­ślać prio­ry­te­ty prac ko­mi­sji, ini­cjo­wać po­wsta­wa­nie pro­jek­tów no­wych norm i kie­ro­wać ich przy­go­to­wa­niem przy po­mo­cy wła­ści­wych or­ga­ni­za­cji;

za­twier­dzać nowo opra­co­wa­ne nor­my i pu­bli­ko­wać je w ko­dek­sie jako obo­wią­zu­ją­ce re­gio­nal­nie lub glo­bal­nie;

zmie­niać do­tych­czas opu­bli­ko­wa­ne nor­my po ich we­ry­fi­ka­cji w świe­tle po­stę­pu­ją­ce­go roz­wo­ju na­uki i tech­ni­ki.

Obec­nie do or­ga­ni­za­cji, oprócz WHO i FAO, na­le­ży 180 państw z ca­łe­go świa­ta oraz Wspól­no­ta Eu­ro­pej­ska. W opra­co­wy­wa­niu do­ku­men­tów do ko­dek­su, oprócz państw człon­kow­skich, mogą brać udział tak­że inne kra­je za­in­te­re­so­wa­ne nor­ma­mi żyw­no­ścio­wy­mi, któ­re wys­tę­pu­ją wów­czas na za­sa­dach okre­ślo­nych dla ob­ser­wa­to­rów, po­dob­ną rolę mogą przy­jąć tak­że róż­ne mię­dzy­na­ro­do­we or­ga­ni­za­cje rzą­do­we i po­za­rzą­do­we. Wszy­scy mają pra­wo zgła­szać uwa­gi na każ­dym eta­pie two­rze­nia da­nej nor­my, z wy­jąt­kiem usta­leń koń­co­wych. Sta­tu­to­wy­mi ce­la­mi ko­dek­su są uła­twia­nie han­dlu mię­dzy­na­ro­do­we­go i ochro­na kon­su­men­tów. Jed­nak­że co do tego, czy ko­deks na­praw­dę chro­ni kon­su­men­tów, są spo­re wąt­pli­wo­ści. Po­ja­wia­ją się gło­sy okre­śla­ją­ce go mia­nem po­li­tycz­ne­go ekwi­wa­len­tu współ­cze­snych do­ku­men­ta­cji tok­sy­ko­lo­gicz­nych, jako że za­twier­dza on i pro­mu­je w han­dlu żyw­no­ścią m.in. pe­sty­cy­dy, na­świe­tla­nie, bio­tech­no­lo­gię czy syn­te­tycz­ne od­po­wied­ni­ki sub­stan­cji lecz­ni­czych i od­żyw­czych.

Więk­szość lu­dzi żyje w cał­ko­wi­tej nie­świa­do­mo­ści co do praw, ja­ki­mi rzą­dzi się ry­nek żyw­no­ścio­wy, dla­te­go też nie są oni w sta­nie kon­tro­lo­wać wła­sne­go zdro­wia na­wet w tym za­kre­sie. Naj­pierw na­le­ża­ło­by zro­zu­mieć dzia­ła­nia bran­ży spo­żyw­czej, war­tej w sa­mym tyl­ko USA 1 bi­lion do­la­rów, oraz bran­ży me­dycz­nej war­tej 1,5 bi­lio­na do­la­rów, któ­re to wspól­nie (jak już wspo­mnia­łam) sta­no­wią czwar­tą część go­spo­dar­ki Sta­nów Zjed­no­czo­nych.

Współ­cze­sna me­dy­cy­na trak­tu­je bóle gło­wy, za­bu­rze­nia tra­wie­nia, bóle koń­czyn, or­ga­nów, chro­nicz­ne zmę­cze­nie czy reu­ma­tyzm jako stan nor­mal­ny bądź też ele­men­ty nie­unik­nio­ne­go pro­ce­su sta­rze­nia się, nie mó­wiąc pu­blicz­nie o tym, że wszyst­kie te tak po­wszech­ne w dzi­siej­szych cza­sach scho­rze­nia, łącz­nie z epi­de­mią cho­ro­bli­wej oty­ło­ści, są bez­po­śred­nim skut­kiem współ­cze­snej die­ty pro­mo­wa­nej prze kon­cer­ny spo­żyw­cze, któ­re czę­sto są rów­nież udzia­łow­ca­mi kon­cer­nów far­ma­ceu­tycz­nych – i tu błęd­ne koło się za­my­ka. Je­den gi­gant na­pę­dza dru­gie­go, nie my­śląc o dłu­go­fa­lo­wych kon­se­kwen­cjach swo­ich dzia­łań dla ludz­ko­ści czy dla pla­ne­ty, wy­zna­cza­jąc so­bie za głów­ny cel wzrost zy­sków i eks­pan­sję na ko­lej­ne ryn­ki. Prze­mysł spo­żyw­czy – o nie­wy­obra­żal­nych dla prze­cięt­ne­go czło­wie­ka roz­mia­rach – chce, aby­śmy je­dli co­raz wię­cej żyw­no­ści moż­li­wie naj­gor­szej ja­ko­ści. Fir­my pro­du­ku­ją­ce pół­pro­duk­ty, go­to­we po­sił­ki, sło­dy­cze, prze­ką­ski za­trud­nia­ją rze­sze spe­cja­li­stów od­po­wie­dzial­nych za stwo­rze­nie pro­duk­tu, któ­ry dzię­ki wni­kli­wym ana­li­zom psy­cho­lo­gicz­nym spo­łe­czeń­stwa oraz ba­da­niom de­mo­gra­ficz­nym bę­dzie od­po­wia­dał na naj­skryt­sze pra­gnie­nia klien­tów już (naj­czę­ściej) z mar­ką zwią­za­nych. A to dla­te­go, że ła­twiej spra­wić, aby sta­ły klient zjadł np. czte­ry pacz­ki chip­sów niż prze­ko­nać nową oso­bę do ich za­ku­pu, je­że­li ta ni­g­dy nie pró­bo­wa­ła da­ne­go pro­duk­tu. Prze­mysł spo­żyw­czy dąży do sprze­da­ży jak naj­więk­szej ilo­ści wy­so­ko­prze­two­rzo­nych pro­duk­tów, co oczy­wi­ście prze­ło­ży się wprost pro­por­cjo­nal­nie na wzrost sprze­da­ży le­ków. Zgod­nie z tzw. rów­na­niem mar­ke­tin­go­wym chip­sa ziem­nia­cza­ne­go za 90% sprze­da­ży od­po­wia­da 10% klien­tów. W przy­pad­ku pro­duk­tów wy­so­ko­prze­two­rzo­nych te 10%, czy­li naj­bar­dziej cen­ną dla fir­my gru­pę do­ce­lo­wą, z re­gu­ły sta­no­wią oso­by z nad­wa­gą o ni­skich do­cho­dach, po­nie­waż to one zja­da­ją śred­nio dwa razy wię­cej od prze­cięt­ne­go kon­su­men­ta.

CER­TY­FI­KA­TY, OZNA­CZE­NIA, PRO­DUK­TY RE­GIO­NAL­NE

Czy cer­ty­fi­ka­ty na­praw­dę są gwa­ran­cją ja­ko­ści? Uży­wa­ne na opa­ko­wa­niach okre­śle­nia typu: or­ga­nicz­ne, bio, ze wsi, pro­sto od rol­ni­ka, ściół­ko­we, zdro­we itp., czę­sto są je­dy­nie chwy­ta­mi mar­ke­tin­go­wy­mi sto­so­wa­ny­mi przez pro­du­cen­tów w celu zwięk­sze­nia sprze­da­ży i na­kło­nie­nia bar­dziej świa­do­me­go kon­su­men­ta do za­ku­pu da­ne­go pro­duk­tu po­przez prze­ko­na­nie go, że sko­ro pła­ci wię­cej, to może ocze­ki­wać wyż­szej ja­ko­ści pro­duk­tu.

We­dług praw unij­nych na­wet w eko­żyw­no­ści do­pusz­cza się 5% sub­stan­cji do­dat­ko­wych. „Zdro­wi” pro­du­cen­ci mają do wy­bo­ru 48 sztucz­nych barw­ni­ków, wzmac­nia­czy sma­ku i za­pa­chu. Dla po­rów­na­nia tzw. pro­du­cen­ci kon­wen­cjo­nal­ni mają pra­wo ko­rzy­stać aż z 316 do­dat­ków do żyw­no­ści!

Nie wszyst­ko też, co fak­tycz­nie jest eko, jest jako eko ozna­czo­ne. Ist­nie­je wie­le go­spo­darstw rol­nych, w któ­rych upra­wia się ro­śli­ny w spo­sób na­tu­ral­ny, zaś zwie­rzę­ta kar­mio­ne są pa­sza­mi na­tu­ral­ny­mi, co ozna­cza, że mle­ko, sery, jaja i mię­so są zdro­we dla kon­su­men­ta. Nie wszyst­ko zło­to, co się świe­ci, i nie wszyst­ko, co ozna­czo­ne jako zdro­we, jest zdro­we…

EUROPEJSKI SYSTEM OCHRONY PRODUKTÓW TRADYCYJNYCH I REGIONALNYCH

Na pew­no przy­naj­mniej raz pod­czas za­ku­pów wi­dzie­li­ście na pro­duk­cie okrą­gły zna­czek, naj­czę­ściej w ko­lo­rze nie­bie­skim, choć bywa też czer­wo­ny, oto­czo­ny gwiazd­ka­mi, któ­re mogą su­ge­ro­wać zwią­zek z Unią Eu­ro­pej­ską. I fak­tycz­nie tak jest. W rze­czy­wi­sto­ści mamy do czy­nie­nia z trze­ma ro­dza­ja­mi sto­so­wa­nych w UE ozna­czeń do­ty­czą­cych po­cho­dze­nia i spo­so­bu po­wsta­wa­nia pro­duk­tów, któ­re mają gwa­ran­to­wać ich ja­kość i za­cho­wa­nie tra­dy­cyj­nych me­tod ich wy­twa­rza­nia. Eu­ro­pej­ska po­li­ty­ka rol­na prze­kła­da się na po­li­ty­kę ja­ko­ści, co jest wy­ni­kiem co­raz więk­szej świa­do­mo­ści kon­su­men­tów, ich co­raz wyż­szych wy­ma­gań do­ty­czą­cych spo­ży­wa­nych pro­duk­tów oraz ro­sną­cej chę­ci po­zna­nia hi­sto­rii ku­po­wa­ne­go pro­duk­tu. Pra­wa unij­ne do­ty­czą­ce wspo­mnia­nych zna­ków mają za za­da­nie obej­mo­wać ochro­ną drob­nych pro­du­cen­tów i ich pro­duk­ty, któ­re czę­sto są ści­śle zwią­za­ne z tra­dy­cją, kli­ma­tem i miej­scem ich wy­twa­rza­nia.

Ozna­cze­nia te mają za za­da­nie wy­róż­nić dwie gru­py pro­duk­tów:

pro­duk­ty re­gio­nal­ne zna­ne­go po­cho­dze­nia – do­ty­czą ich ozna­cze­nia Chro­nio­na Na­zwa Po­cho­dze­nia oraz Chro­nio­ne Ozna­cze­nie Geo­gra­ficz­ne,

pro­duk­ty tra­dy­cyj­ne – do­ty­czy ich ozna­cze­nie Gwa­ran­to­wa­na Tra­dy­cyj­na Spe­cjal­ność.

CHRO­NIO­NA NA­ZWA PO­CHO­DZE­NIA (CHNP) I CHRO­NIO­NE OZNA­CZE­NIE GEO­GRA­FICZ­NE (CHOG)

Są to eu­ro­pej­skie zna­ki przy­zna­wa­ne pro­duk­tom re­gio­nal­nym wy­jąt­ko­wej ja­ko­ści, któ­rych na­zwa na­wią­zu­je do miej­sca ich wy­twa­rza­nia i pod­kre­śla ich zwią­zek z daną lo­ka­li­za­cją.

Ozna­cze­nia ChNP i ChOG mogą zo­stać nada­ne pro­duk­tom rol­nym prze­zna­czo­nym do spo­ży­wa­nia przez lu­dzi (pło­dy zie­mi, pro­duk­ty po­cho­dzą­ce z ho­dow­li i ry­bo­łów­stwa oraz pro­duk­ty pierw­sze­go prze­two­rze­nia po­zo­sta­ją­ce w związ­ku z tymi pro­duk­ta­mi) lub środ­kom spo­żyw­czym (m.in. piwo, chleb, cia­sto, ciast­ka, wy­ro­by cu­kier­ni­cze, inne wy­ro­by pie­kar­ni­cze, ma­ka­ro­ny).

Za­cho­dzi jed­nak mię­dzy nimi jed­na za­sad­ni­cza róż­ni­ca. W przy­pad­ku ozna­cze­nia ChNP wszyst­kie su­row­ce nie­zbęd­ne do wy­two­rze­nia pro­duk­tu po­cho­dzą z da­ne­go ob­sza­ru geo­gra­ficz­ne­go, od­by­wa się na nim rów­nież cały pro­ces jego pro­duk­cji. Z ko­lei znak ChOG świad­czy o tym, że na ob­sza­rze, do któ­re­go od­no­si się na­zwa pro­duk­tu, prze­bie­ga co naj­mniej je­den z eta­pów jego po­wsta­wa­nia.

GWA­RAN­TO­WA­NA TRA­DY­CYJ­NA SPE­CJAL­NOŚĆ (GTS)

Ten eu­ro­pej­ski znak ja­ko­ści przy­zna­je się pro­duk­tom o tra­dy­cyj­nej na­zwie, któ­ra okre­śla ich spe­cy­ficz­ne ce­chy lub jest dla nich tra­dy­cyj­nie sto­so­wa­na. Pro­dukt GTS musi być wy­twa­rza­ny z tra­dy­cyj­nych su­row­ców we­dług tra­dy­cyj­nej, prze­ka­zy­wa­nej z po­ko­le­nia na po­ko­le­nie re­cep­tu­ry lub tra­dy­cyj­ny­mi me­to­da­mi.

Ozna­cze­nie GTS może może zo­stać nada­ne pro­duk­tom rol­nym prze­zna­czo­nym do spo­ży­cia przez lu­dzi (pło­dy zie­mi, pro­duk­ty po­cho­dzą­ce z ho­dow­li, ry­bo­łów­stwa oraz pro­duk­ty pierw­sze­go prze­two­rze­nia bę­dą­ce w związ­ku z tymi pro­duk­ta­mi) oraz środ­kom spo­żyw­czym (ta­kim jak piwo, na­po­je z eks­trak­tów ro­ślin­nych, cze­ko­la­da, chleb, cia­sto, ciast­ka, wy­ro­by cu­kier­ni­cze, ma­ka­ro­ny), a tak­że go­to­wym da­niom.

BIO

Skrót „bio” po­cho­dzi od sło­wa „bio­lo­gicz­ne”. „Bio” ozna­cza, że pro­dukt jest eko­lo­gicz­ny lub po­cho­dze­nia or­ga­nicz­ne­go – do­ty­czy to za­rów­no pro­duk­tów spo­żyw­czych, jak i skład­ni­ków, któ­re wy­ko­rzy­sty­wa­ne są np. do pro­duk­cji ko­sme­ty­ków. Co się za tym kry­je?

Pod­sta­wą pro­duk­cji i upra­wy ro­ślin eko­lo­gicz­nych jest wy­eli­mi­no­wa­nie na­wo­zów che­micz­nych i środ­ków ochro­ny ro­ślin; w za­mian sto­su­je się środ­ki or­ga­nicz­ne użyź­nia­ją­ce gle­bę. Ro­śli­ny ta­kie po­win­ny być upra­wia­ne da­le­ko od dróg, szla­ków ko­mu­ni­ka­cyj­nych oraz za­kła­dów pro­duk­cyj­nych. Po­nad­to każ­de go­spo­dar­stwo po­win­no za­cho­wać co naj­mniej dwu­let­ni okres przej­ścio­wy przed roz­po­czę­ciem eko­lo­gicz­nej upra­wy ro­ślin.

Wy­mo­gi ho­dow­li zwie­rząt są po­dob­ne. Obo­wią­zu­ją­ce za­sa­dy to m.in. ży­wie­nie pa­sza­mi po­cho­dzą­cy­mi z upraw eko­lo­gicz­nych, za­pew­nie­nie sta­łe­go do­stę­pu do na­tu­ral­nych pa­stwisk i prze­strze­ni oraz za­kaz sto­so­wa­nia wszel­kie­go ro­dza­ju sty­mu­la­to­rów i hor­mo­nów – do­ty­czy to za­rów­no su­row­ców ge­ne­tycz­nie mo­dy­fi­ko­wa­nych, jak i środ­ków kon­ser­wu­ją­cych czy syn­te­tycz­nych barw­ni­ków i po­lep­sza­czy. Wy­ma­ga­ne są rów­nież od­po­wied­nie wa­run­ki ho­dow­li i trak­to­wa­nia zwie­rząt oraz ich hu­ma­ni­tar­ny ubój.

EKO

We­dług pra­wa unij­ne­go pro­du­cent ma pra­wo na­zwać swój pro­dukt eko, je­że­li w co naj­mniej 95% zo­stał on wy­pro­du­ko­wa­ny me­to­da­mi na­tu­ral­ny­mi. Upra­wy rol­ne po­win­ny być od­da­lo­ne za­rów­no od dróg, jak i od te­re­nów ska­żo­nych, gdyż gle­ba musi być czy­sta. Obo­wią­zu­je rów­nież za­sa­da pło­do­zmia­nu, co ozna­cza, że dla za­cho­wa­nia war­to­ści gle­by na da­nym ob­sza­rze nie moż­na upra­wiać wciąż tego sa­me­go. Upra­wia­ne ro­śli­ny moż­na na­wo­zić je­dy­nie na­tu­ral­nie, czy­li uży­wa­jąc kom­po­stu lub obor­ni­ka. Nie ma mowy o opry­skach pe­sty­cy­da­mi, her­bi­cy­da­mi lub fun­gi­cy­da­mi.

Zwie­rzę­ta nie mogą być kar­mio­ne pa­szą prze­my­sło­wą. Nie wol­no po­da­wać im rów­nież an­ty­bio­ty­ków ani hor­mo­nów wzro­stu.

Pro­du­cent, któ­ry chce opa­trzyć swo­je wy­ro­by zna­ka­mi bio lub eko, musi ubie­gać się o cer­ty­fi­kat u jed­nej z dzie­się­ciu jed­no­stek cer­ty­fi­ku­ją­cych, nad któ­ry­mi kon­tro­lę spra­wu­je Głów­ny In­spek­tor Ja­ko­ści Han­dlo­wej Ar­ty­ku­łów Rol­no-Spo­żyw­czych. Za­nim cer­ty­fi­kat zo­sta­nie przy­zna­ny, re­pre­zen­tan­ci ta­kiej jed­nost­ki przy­jeż­dża­ją, aby upew­nić się, że za­cho­wa­no wy­ma­ga­ne stan­dar­dy upra­wy lub ho­dow­li. Je­śli wszyst­ko jest zgod­ne z nor­ma­mi, wy­da­ją cer­ty­fi­kat; po­tem dany obiekt kon­tro­lo­wa­ny jest raz w roku.

OR­GA­NIC

An­giel­skie sło­wo or­ga­nic ozna­cza „or­ga­nicz­ny”. Uży­wa­ne jest ono głów­nie w kra­jach an­glo­ję­zycz­nych w od­nie­sie­niu do pro­duk­tów po­cho­dzą­cych z rol­nic­twa eko­lo­gicz­ne­go i dla okre­śle­nia żyw­no­ści eko­lo­gicz­nej, jed­nak za­sad­ni­czo ozna­cza to samo co bio. Pra­wo unij­ne ry­go­ry­stycz­nie sta­no­wi, iż na­zwy ta­kie jak „eko­lo­gicz­ny”, „or­ga­nicz­ny”, „bio” są sfor­mu­ło­wa­nia­mi za­strze­żo­ny­mi i mogą być uży­wa­ne tyl­ko w od­nie­sie­niu do pro­duk­tów speł­nia­ją­cych wy­mo­gi okre­ślo­ne w re­gu­la­cjach wspól­no­to­wych. Na­le­ży uwa­żać na okre­śle­nia ta­kie jak „na­tu­ral­ne” lub „zdro­wa żyw­ność”, któ­re nie są kon­tro­lo­wa­ne przez żad­ne in­sty­tu­cje ani nie mają związ­ku z rol­nic­twem eko­lo­gicz­nym.

FA­IR­TRA­DE

Okre­śle­nie fair tra­de do­słow­nie na­le­ży ro­zu­mieć jako „spra­wie­dli­wy han­del”. Jest to cer­ty­fi­kat przy­zna­wa­ny przez or­ga­ni­za­cję Fa­ir­tra­de In­ter­na­tio­nal, ozna­cza­ją­cy, że pro­dukt zo­stał wy­two­rzo­ny przez or­ga­ni­za­cje (pro­du­cen­ta – naj­czę­ściej spół­dziel­nię pro­duk­cyj­ną lub przed­się­bior­stwo, głów­nie w kra­jach roz­wi­ja­ją­cych się – oraz na­byw­cę – głów­nie przed­się­bior­stwa lub sto­wa­rzy­sze­nia, bę­dą­ce part­ne­ra­mi pro­du­cen­tów w kra­jach roz­wi­nię­tych), któ­re w pro­duk­cji i han­dlu speł­ni­ły po­niż­sze wa­run­ki:

bez­po­śred­ni han­del: pro­dukt jest ku­po­wa­ny przez dys­try­bu­to­rów na­le­żą­cych do sys­te­mu Fa­ir­tra­de (zrze­szo­nych w kra­jo­wych bądź mię­dzy­na­ro­do­wych struk­tu­rach) bez­po­śred­nio od pro­du­cen­ta;

uczci­wa cena: pro­dukt jest ku­po­wa­ny za cenę mi­ni­mal­ną usta­lo­ną przez Fa­ir­tra­de lub wyż­szą, je­śli ceny ryn­ko­we są od niej wyż­sze;

dłu­go­ter­mi­no­we zo­bo­wią­za­nia: na­byw­ca na­wią­zu­je dłu­go­ter­mi­no­wą re­la­cję han­dlo­wą z pro­du­cen­tem;

do­stęp do kre­dy­tu: pro­du­cen­ci mogą żą­dać od na­byw­ców kre­dy­tu lub przed­pła­ty do wy­so­ko­ści 60% ceny za­ku­pu;

de­mo­kra­tycz­na i trans­pa­rent­na or­ga­ni­za­cja: pro­du­cen­ci za­ło­ży­li de­mo­kra­tycz­nie i jaw­nie za­rzą­dza­ne spół­dziel­nie lub po­zwa­la­ją pra­cow­ni­kom or­ga­ni­zo­wać się i ne­go­cjo­wać z pra­co­daw­cą;

ochro­na śro­do­wi­ska: upra­wy pro­wa­dzo­ne są w spo­sób zrów­no­wa­żo­ny i z po­sza­no­wa­niem śro­do­wi­ska, a je­śli pro­duk­ty mają rów­nież cer­ty­fi­kat eko­lo­gicz­ny, pła­co­ne są do­dat­ko­we bo­nu­sy;

roz­wój lo­kal­nych spo­łecz­no­ści: do gwa­ran­to­wa­nej przez Fa­ir­tra­de ceny mi­ni­mal­nej pro­du­cen­tom wy­pła­ca­na jest pre­mia na cele spo­łecz­ne;

uisz­cze­nie opłat udzia­łu w sys­te­mie: opła­ta musi być ure­gu­lo­wa­na przez wszyst­kich jego człon­ków, za­rów­no przez pro­du­cen­tów, jak i na­byw­ców.

KO­SZER­NE

Wie­lu z nas ku­pu­je ko­szer­ne pro­duk­ty ta­kie, jak: sło­dy­cze, soki, wy­ro­by mlecz­ne, al­ko­ho­le czy orzesz­ki ziem­ne. Naj­czę­ściej po­cho­dzą one z fa­bryk mię­dzy­na­ro­do­wych kon­cer­nów lub z nie­wiel­kich lo­kal­nych wy­twór­ni. W więk­szo­ści przy­pad­ków ku­pu­je­my je nie­świa­do­mie, gdyż ko­szer­ność pro­duk­tów naj­czę­ściej łą­czy­my z re­li­gią, a nie z ich ja­ko­ścią.

W Pol­sce moda na pro­duk­ty ko­szer­ne do­pie­ro racz­ku­je, tym­cza­sem na Za­cho­dzie – zwłasz­cza w USA – znak ko­szer­no­ści kon­su­men­ci trak­tu­ją jako wia­ry­god­ny znak ja­ko­ści, pla­su­jąc go dużo wy­żej niż eko lub pro­dukt na­tu­ral­ny. W pół­noc­no-wschod­niej czę­ści Sta­nów Zjed­no­czo­nych taki cer­ty­fi­kat ma niż po­ło­wa pro­duk­tów na pół­kach skle­po­wych, a cała ga­łąź prze­my­słu zwią­za­na z ko­szer­ny­mi pro­duk­ta­mi spo­żyw­czy­mi war­ta jest tam ok. 7 mi­liar­dów do­la­rów rocz­nie.

Głów­ny­mi kon­su­men­ta­mi pro­duk­tów ko­szer­nych w USA są mu­zuł­ma­nie, we­ge­ta­ria­nie, we­ga­nie, ad­wen­ty­ści dnia siód­me­go, oso­by cier­pią­ce na róż­ne aler­gie, a tak­że ci, któ­rzy uwa­ża­ją, że żyw­ność ta jest zdro­wa, spraw­dzo­na i wol­na od nie­po­trzeb­nych sub­stan­cji che­micz­nych. Ży­dzi sta­no­wią w tej gru­pie za­le­d­wie 20–30% ku­pu­ją­cych.

Skąd prze­ko­na­nie, że te pro­duk­ty są zdro­we? Otóż nor­my za­ka­zu­ją­ce uży­wa­nia w nich związ­ków che­micz­nych i wszel­kich sub­stan­cji po­lep­sza­ją­cych smak czy wy­gląd i prze­dłu­ża­ją­cych trwa­łość są tak re­stryk­cyj­ne, iż jest pra­wie pew­ne, że w kra­jach wy­so­ko roz­wi­nię­tych jest to naj­zdrow­sza żyw­ność. Przy­kła­do­wo w je­dze­niu cer­ty­fi­ko­wa­nym jako ko­szer­ne nie mogą znaj­do­wać się sub­stan­cje do­dat­ko­we ozna­czo­ne jako E. Za­ka­za­ne są m.in. czer­wo­ny barw­nik E120, czy­li ko­sze­ni­la, wy­twa­rza­na z roz­tar­tych na pro­szek mek­sy­kań­skich ro­bacz­ków czerw­ców kak­tu­so­wych, oraz E542, czy­li fos­fo­ran wap­nia uzy­ski­wa­ny z ko­ści zwie­rząt. Na czar­nej li­ście do­dat­ków znaj­du­ją się też: że­la­ty­na, emul­ga­to­ry i sta­bi­li­za­to­ry po­cho­dzą­ce z tka­nek zwie­rzę­cych. Wszyst­kie te sub­stan­cje są do­pusz­czo­ne do spo­ży­cia przez Eu­ro­pej­ski Urząd ds. Bez­pie­czeń­stwa Żyw­no­ści (EFSA), jed­nak trud­no uznać je za zdro­we i nie­zbęd­ne dla na­sze­go funk­cjo­no­wa­nia. Na­wet pod­czas zwy­kłe­go pro­ce­su ra­fi­na­cji cu­kru wy­ko­rzy­stu­je się wie­le sub­stan­cji che­micz­nych.

Na­zwa „ko­szer­ny” wy­wo­dzi się z ję­zy­ka he­braj­skie­go i w do­słow­nym tłu­ma­cze­niu ozna­cza „wła­ści­wy”. Po­ję­cie to od­no­si się do re­guł obo­wią­zu­ją­cych w pra­wie ży­dow­skim i do­ty­czy le­ków, na­po­jów oraz żyw­no­ści. Okre­śla spo­sób pro­duk­cji oraz kon­su­mo­wa­nia da­ne­go pro­duk­tu.

Zgod­nie z pra­wa­mi ju­da­izmu, tzw. ha­la­chą, do­pusz­cza się do spo­ży­cia mię­so zwie­rząt ma­ją­cych roz­sz­cze­pio­ne ko­py­to i prze­żu­wa­ją­cych, stwo­rzeń wod­nych ma­ją­cych płe­twy i łu­ski, nie­któ­rych ga­tun­ków sza­rań­czy i pta­ków. Za­ka­za­ne jest spo­ży­wa­nie ner­wu kul­szo­we­go. Do­pusz­czal­ne jest spo­ży­wa­nie mle­ka i jaj po­cho­dzą­cych od zwie­rząt, któ­rych mię­so jest ko­szer­ne, po­nad­to mio­du i in­nych pro­duk­tów (na­bia­łu, wody, wa­rzyw). Owo­ce po­win­ny po­cho­dzić z drzew ma­ją­cych co naj­mniej trzy lata.

Z punk­tu wi­dze­nia kul­tu­ry eu­ro­pej­skiej cie­ka­wost­ką jest, iż pro­duk­ty mię­sne nie mogą być spo­ży­wa­ne ra­zem z pro­duk­ta­mi mlecz­ny­mi – z tego po­wo­du wy­ma­ga­ne jest sto­so­wa­nie w kuch­ni zgod­nej z za­sa­da­mi ka­szru­tu dwóch kom­ple­tów garn­ków i od­ręb­nych sprzę­tów ku­chen­nych oraz na­kryć. Po­sił­ki mlecz­ne i mię­sne po­win­no się spo­ży­wać z co naj­mniej kil­ku­go­dzin­ną prze­rwą. Nor­ma to sześć go­dzin, jed­nak czas ten róż­ni się w za­leż­no­ści od stop­nia or­to­dok­sji i miej­sca za­miesz­ka­nia. Eks­tre­mal­nie or­to­dok­syj­ni ży­dzi uwa­ża­ją, że prze­rwa ta po­win­na trwać przy­naj­mniej 24 go­dzi­ny. Jest to kwe­stia otwar­ta i nie­okre­ślo­na przez żad­ne nor­my. Po­kar­my moż­li­we do łą­cze­nia i z mię­sem, i z mle­kiem na­zy­wa­ne są par­we. Pew­ne pro­duk­ty, aby moż­na okre­ślić je mia­nem ko­szer­nych, nie mogą być wy­twa­rza­ne ani sprze­da­wa­ne przez nie­ży­dów, np. wino.

Jak wy­glą­da przy­zna­wa­nie cer­ty­fi­ka­tu? Ra­bin po­sia­da wgląd w całą do­ku­men­ta­cję pro­duk­cji żyw­no­ści – pro­du­cent udo­stęp­nia mu spis wszyst­kich sub­stan­cji, któ­re wy­ko­rzy­stał do wy­two­rze­nia da­ne­go pro­duk­tu oraz ujaw­nia cały pro­ces. Za­nim cer­ty­fi­kat zo­sta­nie nada­ny, ra­bin spraw­dza, czy w ma­ga­zy­nie są te same skład­ni­ki, któ­re w skła­dzie pro­duk­tu, de­kla­ru­je pro­du­cent. Prze­pro­wa­dza się rów­nież nie­za­po­wie­dzia­ne kon­tro­le, aby upew­nić się, że pro­du­cent rze­czy­wi­ście za­cho­wu­je wszel­kie nie­zbęd­ne nor­my i pro­ce­du­ry.

HA­LAL

W ję­zy­ku arab­skim sło­wo ha­lal ozna­cza „to, co na­ka­za­ne”. Nor­my te od­no­szą się do re­li­gii i do­ty­czą pro­duk­tów spo­żyw­czych oraz na­po­jów. Pod­sta­wą jest za­kaz spo­ży­wa­nia wie­przo­wi­ny, ale rów­nież GMO, czy­li or­ga­ni­zmów ge­ne­tycz­nie mo­dy­fi­ko­wa­nych, oraz wszel­kich pro­duk­tów wzbo­ga­ca­nych che­micz­nie. Poza spo­so­bem ubo­ju zwie­rząt istot­ny jest rów­nież spo­sób ich kar­mie­nia, czy­li to, co spo­ży­wa­ją i w ja­kich wa­run­kach. To samo do­ty­czy ro­ślin, a na­wet wody. Ist­nie­je duże praw­do­po­do­bień­stwo, że pro­duk­ty ozna­czo­ne jako ha­lal – po­dob­nie jak było w przy­pad­ku pro­duk­tów ko­szer­nych – nie są peł­ne che­mii ani nie zo­sta­ły pod­da­ne po­pu­lar­nym dziś w prze­my­śle spo­żyw­czym prak­ty­kom, ta­kim jak wzbo­ga­ca­nie pro­duk­tów, kon­ser­wo­wa­nie, na­strzy­ki­wa­nie i wie­le in­nych.

O ŻYW­NO­ŚCI SŁÓW KIL­KA

WARZYWA, OWOCE

Za­le­ca się nam je­dze­nie owo­ców i wa­rzyw co naj­mniej pięć razy dzien­nie, ale nikt nie okre­śla, ja­kie owo­ce i wa­rzy­wa mia­ły­by to być, ani nie mówi o tym, ile fak­tycz­nie mają one war­to­ści od­żyw­czych. Prak­ty­ko­wa­ne od de­kad mo­no­kul­tu­ry, nad­uży­wa­nie her­bi­cy­dów, fun­gi­cy­dów i pe­sty­cy­dów, mo­dy­fi­ka­cje ge­ne­tycz­ne oraz ska­że­nie wód i po­wie­trza do­pro­wa­dzi­ły do wy­ja­ło­wie­nia gle­by, w związ­ku z czym obec­nie upra­wia­ne ro­śli­ny są dużo słab­sze i dużo uboż­sze w skład­ni­ki mi­ne­ral­ne i wi­ta­mi­ny niż daw­niej, gdyż związ­ków tych po pro­stu nie ma w gle­bie. Choć wy­glą­da­ją tak samo jak kie­dyś, są to zu­peł­nie inne ro­śli­ny.

W 2004 roku gru­pa ba­da­czy z tek­sań­skie­go uni­wer­sy­te­tu opu­bli­ko­wa­ła w ma­ga­zy­nie „The Jo­ur­nal of the Ame­ri­can Col­le­ge of Nu­tri­tion” swo­je ba­da­nia. Prze­stu­dio­wa­li oni zgro­ma­dzo­ne w de­par­ta­men­cie rol­nic­twa dane z lat 1950 i 1999 do­ty­czą­ce 43 róż­nych wa­rzyw i owo­ców. Za­uwa­ży­li zna­czą­cy spa­dek ilo­ści biał­ka, wap­nia, fos­fo­ru, że­la­za, ry­bo­fla­wi­ny (wi­ta­mi­ny B2) i wi­ta­mi­ny C, do któ­re­go do­szło w cią­gu ostat­nie­go pół­wie­cza. Do­nald Da­vis, któ­ry prze­wo­dził gru­pie ba­da­czy, oraz jego ko­le­dzy tę zmniej­sza­ją­cą się war­tość od­żyw­czą upra­wia­nych ro­ślin przy­pi­su­ją roz­wo­jo­wi prak­tyk rol­ni­czych ma­ją­cych na celu po­pra­wę cech ta­kich jak roz­miar, tem­po wzro­stu czy od­por­ność na szkod­ni­ki, nie­ma­ją­cych ni­cze­go wspól­ne­go z war­to­ścia­mi od­żyw­czy­mi.

The Or­ga­nic Con­su­mers As­so­cia­tion przy­ta­cza kil­ka ko­lej­nych ba­dań ze zbli­żo­ny­mi wy­ni­ka­mi: ana­li­za da­nych ży­wie­nio­wych z lat 1975–1997 prze­pro­wa­dzo­na przez In­sty­tut Ku­shie­go wy­ka­za­ła, że śred­ni po­ziom za­war­to­ści wap­nia w 12 świe­żych wa­rzy­wach spadł o 27%, po­ziom że­la­za o 37%, po­ziom wi­ta­mi­ny A o 21%, zaś po­ziom wi­ta­mi­ny C aż o 30%. Zbli­żo­ne ba­da­nia do­ty­czą­ce skład­ni­ków od­żyw­czych w po­ży­wie­niu w la­tach 1930–1980 opu­bli­ko­wa­no w „Bri­tish Food Jo­ur­nal”. Wy­ka­za­ły one, że w 20 po­pu­lar­nych wa­rzy­wach śred­nia za­war­tość wap­nia spa­dła o 19%, że­la­za o 22%, a po­ta­su o 14%. Ko­lej­ne ba­da­nia po­ka­za­ły, że dziś trze­ba zjeść osiem po­ma­rań­czy, aby do­star­czyć or­ga­ni­zmo­wi taką samą ilość wi­ta­mi­ny A, jaką nasi dziad­ko­wie przyj­mo­wa­li w jed­nym tyl­ko owo­cu.

Zmia­ny w za­war­to­ści mi­ne­ra­łów i w ich rów­no­wa­dze w ro­śli­nach pro­wa­dzą do zmian pro­por­cji mi­ne­ra­łów w tkan­kach i ko­ściach czło­wie­ka.

Jak więc ku­po­wać wa­rzy­wa i owo­ce? Sta­raj się wy­bie­rać pro­duk­ty se­zo­no­we. Nie mu­sisz prze­cież jeść tru­ska­wek w stycz­niu. Wia­do­mo, że mu­sia­ły tu ja­koś do­je­chać, a w związ­ku z tym, że nie na­le­żą do pro­duk­tów, któ­re mogą dłu­go le­ża­ko­wać, jak np. jabł­ka czy grusz­ki, swo­ją świe­żość za­wdzię­cza­ją to­nom pe­sty­cy­dów, któ­ry­mi zo­sta­ły opry­ska­ne.

Na­wet w se­zo­nie mo­że­my na­tknąć się na tru­skaw­ki na­fa­sze­ro­wa­ne che­mią. Se­kwen­cja wy­glą­da mniej wię­cej tak: za­czy­na się se­zon. Miła pani sprze­da­je tru­skaw­ki z cer­ty­fi­ka­tem eko lub bio – wi­docz­nym na pierw­szy rzut oka – przy głów­nej uli­cy w mie­ście. Ku­pu­jesz ko­biał­kę, wra­casz do domu. Zja­dasz owo­ce – po pro­stu smak dzie­ciń­stwa! Cie­szysz się, że w koń­cu czu­jesz smak na­tu­ry sprzed lat. Ty­dzień póź­niej wra­casz na sto­isko. Cer­ty­fi­kat jest jak­by mniej wi­docz­ny. Ku­pu­jesz ko­lej­ną ko­biał­kę. Wra­casz do domu. Zja­dasz tru­skaw­ki. Palą w ję­zyk. Wciąż jed­nak my­ślisz, że może ci się wy­da­je, bo je­steś już prze­wraż­li­wio­nym kon­su­men­tem. Mija go­dzi­na, dwie i je­steś cały w pla­my, cho­ciaż nie masz aler­gii na tru­skaw­ki. My­ślisz so­bie, o co cho­dzi? Che­mia! Opry­ski! Twój or­ga­nizm daje ci znać, jak tyl­ko może, że z pro­duk­tem jest coś nie tak.

Nie­ste­ty, z roku na rok jest co­raz go­rzej. Opry­ski­wa­ne są ma­li­ny, bo­rów­ki ame­ry­kań­skie i inne owo­ce. Czy ktoś pa­mię­ta, żeby 10 lat temu ma­li­ny ple­śnia­ły w cią­gu kil­ku go­dzin od za­ku­pu? Albo żeby za­ja­dać się do­rod­ny­mi bo­rów­ka­mi ame­ry­kań­ski­mi i czuć, jak pie­ką w ję­zyk? W obec­nej sy­tu­acji na­praw­dę du­żym dy­le­ma­tem sta­je się wy­bór po­mię­dzy nie­spo­ży­wa­niem owo­ców i wa­rzyw w celu ogra­ni­cze­nia przyj­mo­wa­nej che­mii (do­da­wa­nej do nich przed upra­wą i w jej trak­cie oraz pod­czas trans­por­tu) a do­star­cza­niem or­ga­ni­zmo­wi skład­ni­ków od­żyw­czych i mi­ne­ra­łów nie­zbęd­nych do pra­wi­dło­we­go, opty­mal­ne­go funk­cjo­no­wa­nia.

Sta­raj się ku­po­wać wa­rzy­wa i owo­ce lo­kal­ne i se­zo­no­we. Co­raz wię­cej jest tar­gów, na któ­rych mo­że­my za­ku­pić świe­że pro­duk­ty. Py­taj sprze­daw­ców, spraw­dzaj na ety­kie­tach, skąd po­cho­dzi pro­dukt. Bę­dziesz wie­dział, jak da­le­ką dro­gę prze­był, za­nim tra­fił na twój stół. Czę­sto oka­zu­je się też, że mro­żo­ne owo­ce i wa­rzy­wa nie są aż tak strasz­ne, gdyż za­mra­ża­ne są śred­nio 12–15 go­dzin po ze­bra­niu, czy­li w po­rów­na­niu z pro­duk­ta­mi, któ­re prze­je­cha­ły pół świa­ta, za­nim do­tar­ły do su­per­mar­ke­tu, na pew­no pla­su­ją się wy­żej na li­ście pro­duk­tów war­to­ścio­wych.

MIĘSO, WĘDLINY, RYBY

Mię­so i jego prze­two­ry to ko­lej­ny te­mat rze­ka, któ­ry ewo­lu­uje nie­zwy­kle szyb­ko. Im bar­dziej świa­do­my sta­je się kon­su­ment, tym bar­dziej prze­bie­gły robi się pro­du­cent. Trend na po­szu­ki­wa­nie mię­sa bio wy­czu­ły su­per­mar­ke­ty i co­raz czę­ściej znaj­dzie­my w ich lo­dów­kach pro­duk­ty ozna­czo­ne jako mię­so po­cho­dzą­ce ze zwie­rząt ho­do­wa­nych w spo­sób tra­dy­cyj­ny, kar­mio­nych pa­szą nie­za­wie­ra­ją­ca GMO, bez po­da­wa­nia an­ty­bio­ty­ków czy hor­mo­nów wzro­stu. Naj­czę­ściej są to pro­duk­ty wy­so­kiej ja­ko­ści. War­to jed­nak ku­po­wać je w for­mie świe­żej, czy­li ta­kie, któ­re mają na opa­ko­wa­niu datę pro­duk­cji i kil­ku­dnio­wy ter­min przy­dat­no­ści do spo­ży­cia.

Kie­dyś w skle­pach było po pro­stu mię­so i po pro­stu jaja, dziś mamy już do czy­nie­nia z mar­ka­mi – kto by po­my­ślał kil­ka lat temu, że kur­czak czy jaj­ko mogą być mar­ko­we. Otóż co­raz czę­ściej tak wła­śnie jest. Co nie za­wsze ozna­cza jed­nak, że są to pro­duk­ty zdro­we. Zda­rza się, że mar­ko­we jaj­ka ozna­czo­ne sym­bo­lem 3 w de­si­gner­skim opa­ko­wa­niu i z pro­fi­lem w me­diach spo­łecz­no­ścio­wych oraz wy­so­ką ceną są po pro­stu ja­ja­mi z cho­wu klat­ko­we­go – czy­li naj­gor­szy­mi do­stęp­ny­mi na ryn­ku, za­rów­no pod wzglę­dem ja­ko­ści ja­jek, jak i trak­to­wa­nia kury. Zda­rzy­ło mi się rów­nież ku­pić kur­cza­ka eko, któ­ry, choć w for­mie świe­żej jest cał­kiem do­brej ja­ko­ści, był za­mro­żo­ny – w ta­kim wy­pad­ku ni­g­dy nie wie­my, jak dłu­go le­żał w za­mra­żar­ce. Być może sklep za­ku­pił ich zbyt dużo i nie cie­szy­ły się po­wo­dze­niem, w związ­ku z czym zo­sta­ły za­mro­żo­ne. W każ­dym ra­zie kur­czak po wy­ję­ciu z opa­ko­wa­nia śmier­dział tak prze­raź­li­wie, że bez­piecz­niej było się go po­zbyć niż na­ra­żać sie­bie i swo­ich bli­skich na za­tru­cie lub, w naj­lep­szym wy­pad­ku, złe sa­mo­po­czu­cie. Po­dob­na sy­tu­acja mia­ła miej­sce na­wet na eko­ba­zar­ku, gdzie za­ku­pi­łam kur­cza­ka mło­de­go, świe­że­go, odło­żo­ne­go spe­cjal­nie dla mamy cho­re­go dziec­ka, któ­ra nie przy­szła po to­war. Pani eks­pe­dient­ka był nie­zwy­kle prze­ko­nu­ją­ca, dla­te­go uda­ło jej się mi tego pta­ka sprze­dać. Jed­nak nie miał on nic wspól­ne­go ani ze świe­żo­ścią, ani ze zdro­wiem, a już na pew­no nie był mło­dy… Tak więc nie­waż­ne, gdzie ro­bi­my za­ku­py, za­wsze trze­ba za­cho­wać dy­stans do słów sprze­daw­cy – jak wi­dać, hi­sto­rie ła­pią­ce za ser­ce sprze­da­dzą na­wet mię­so. Tryb de­tek­ty­wa jest w ta­kich przy­pad­kach za­wsze wska­za­ny.

Ryby. Do nie­daw­na prze­ko­ny­wa­no nas, by­śmy je­dli ich wię­cej, bo są zdro­we, do­star­cza­ją nam spo­ro biał­ka, za­wie­ra­ją nie­zbęd­ne kwa­sy tłusz­czo­we i wie­le in­nych war­to­ści od­żyw­czych. Nie­ste­ty w ma­so­wej ho­dow­li ryb nie wy­glą­da to tak pięk­nie. Ryby trzy­ma­ne są w cia­snych zbior­ni­kach, w któ­rych czy­stość wody po­zo­sta­wia wie­le do ży­cze­nia, nie mó­wiąc już o ob­sza­rach ska­żo­nych, jak np. Pa­cy­fik na sku­tek ka­ta­stro­fy w Fu­ku­shi­mie. Po­nad­to ryby w ho­dow­lach kar­mio­ne są pa­szą GMO, aby ro­sły szyb­ciej. Czę­sto też mo­dy­fi­ku­je się już samą rybę, jak np. ło­so­sia w USA. W Azji „pro­duk­cja” pang, ti­la­pii i ryb ma­śla­nych ba­zu­je na ist­nym kok­taj­lu che­micz­no-hor­mo­nal­nym. Ko­lej­nym pro­ble­mem, i to ogól­no­świa­to­wej wagi, jest wszę­do­byl­ski pla­stik. Nad­miar pla­sti­ko­wych po­li­me­rów w wo­dach, tra­fia­ją­cych do niej wraz z od­pa­da­mi, ale też po­cho­dzą­cych z na­szej odzie­ży tech­nicz­nej, któ­ra pod­czas pra­nia uwal­nia czą­stecz­ki pla­sti­ku do ka­na­li­za­cji, skąd prze­cho­dzą one do wód grun­to­wych, oce­anów i rzek, spra­wia, że już w co dru­giej ry­bie znaj­dzie­my szko­dli­we dla zdro­wia ele­men­ty pla­sti­ku!

KASZE, RYŻE, PŁATKI, MAKARONY

Do nie­daw­na spra­wa była ja­sna. Ro­dzi­me ka­sze były naj­zdrow­sze, a co­raz wię­cej kon­su­men­tów do­wia­dy­wa­ło się, że naj­le­piej omi­jać GMO i rów­no­wa­ga na ryn­ku w mia­rę moż­li­wo­ści była za­cho­wa­na. Nie­ste­ty ry­nek ewo­lu­uje, wraz z kon­su­men­tem i z no­wy­mi po­my­sła­mi pro­du­cen­tów. I tak dziś gli­fo­sat – skład­nik ak­tyw­ny wszech­obec­ne­go pe­sty­cy­du o na­zwie Ro­un­dup – lą­du­je nie tyl­ko na po­lach ku­ku­ry­dzy, soi czy psze­ni­cy, ale uży­wa­ny jest rów­nież do prze­twa­rza­nia ka­szy ja­gla­nej, gry­cza­nej, ko­mo­sy ry­żo­wej, a na­wet ryżu. Co­raz wię­cej osób de­kla­ru­je aler­gię na dane ziar­no, tym­cza­sem ist­nie­je duże praw­do­po­do­bień­stwo, iż aler­gi­zu­ją nas che­mi­ka­lia do­da­wa­ne do nie­go pod­czas upra­wy lub na­wet na eta­pie pa­ko­wa­nia.

Obec­ny w psze­ni­cy gli­fo­sat po­wo­du­je ta­kie spu­sto­sze­nia w or­ga­ni­zmie, że nic dziw­ne­go, że nie mo­że­my jej jeść. Na tym tle co­raz czę­ściej wy­stę­pu­ją też róż­ne pro­ble­my zwią­za­ne z prze­wo­dem po­kar­mo­wym, za­rów­no u dzie­ci, jak i u osób star­szych. W grun­cie rze­czy u każ­de­go. W każ­dym wie­ku mogą po­ja­wić się do­le­gli­wo­ści zdro­wot­ne i co­raz czę­ściej uwa­ża się, że to wła­śnie gli­fo­sat jest głów­nym wi­no­waj­cą. Bu­dzi on wiel­kie oba­wy w związ­ku z tym, co robi z na­szą flo­rą je­li­to­wą, bo kie­dy raz za­bu­rzy­my rów­no­wa­gę mi­kro­bio­mu, pro­ces tra­wie­nia sta­je się bar­dzo trud­ny. Aby uspo­ko­ić kon­su­men­tów, sto­so­wa­nie gli­fo­sa­tu tłu­ma­czy się tym, że wpły­wa on tyl­ko na ro­śli­ny i bak­te­rie. Jed­nak nikt nie mówi gło­śno o tym, że ludz­ki or­ga­nizm skła­da się z dzie­się­cio­krot­nie więk­szej licz­by bak­te­rii niż ko­mó­rek. Dla­te­go sto­so­wa­nie tej sub­stan­cji w ma­so­wej pro­duk­cji żyw­no­ści sta­je się dla nas bu­dzą­cą praw­dzi­wy nie­po­kój kwe­stią.

Co w ta­kim ra­zie z płat­ka­mi? W re­kla­mach czę­sto sły­szy­my „na­tu­ral­ne, bez glu­te­nu”, co ma nas za­chę­cić do za­ku­pu, ale czy ozna­cza to rów­nież „na­tu­ral­ne, bez che­mii i mo­dy­fi­ka­cji”?

Prze­ana­li­zuj­my za­tem przy­kła­do­we skła­dy mu­sli i płat­ków do­stęp­nych na ryn­ku.

KU­KU­RY­DZIA­NE PŁAT­KI ŚNIA­DA­NIO­WE

Skład­ni­ki: grys ku­ku­ry­dzia­ny 99,8%, cu­kier, sól, glu­ko­za, cu­kier brą­zo­wy, sy­rop cu­kru in­wer­to­wa­ne­go, me­la­sa z cu­kru trzci­no­we­go, re­gu­la­tor kwa­so­wo­ści (fos­fo­ran sodu) sub­stan­cje wzbo­ga­ca­ją­ce (wi­ta­mi­ny: nia­cy­na, kwas pan­to­te­no­wy, ry­bo­fla­wi­na, wi­ta­mi­na B6, kwas fo­lio­wy). Może za­wie­rać orzesz­ki ziem­ne i orze­chy.

Pra­wie po­ło­wa skład­ni­ków to róż­ne­go ro­dza­ju sub­stan­cje sło­dzą­ce – aż 5 w jed­nym pro­duk­cie…

PŁAT­KI ŚNIA­DA­NIO­WE Z KAR­ME­LEM I CZE­KO­LA­DĄ

Skład­ni­ki: mąki 69,2% (pszen­na peł­no­ziar­ni­sta 41,1%, pszen­na, ry­żo­wa), cu­kier, pa­sta kar­me­lo­wa 5,7% (mle­ko za­gęsz­czo­ne sło­dzo­ne: mle­ko, cu­kier; cu­kier; sy­rop glu­ko­zo­wy; sy­rop cu­kru kar­me­li­zo­wa­ne­go; sól), sy­rop glu­ko­zo­wy, olej pal­mo­wy, cze­ko­la­da 3,1% (ka­kao, cu­kier, mia­zga ka­ka­owa), sól, aro­ma­ty (wa­ni­li­na, kar­me­lo­wy), emul­ga­tor (le­cy­ty­na sło­necz­ni­ko­wa), sy­rop cu­kru kar­me­li­zo­wa­ne­go, sub­stan­cje wzbo­ga­ca­ją­ce (wi­ta­mi­ny i skład­ni­ki mi­ne­ral­ne: nia­cy­na, kwas pan­to­te­no­wy, pi­ry­dok­sy­na, ry­bo­fla­wi­na, tia­mi­na, kwas fo­lio­wy, wi­ta­mi­na D, wapń, że­la­zo). Może za­wie­rać orzesz­ki ziem­ne i orze­chy.

ZBO­ŻO­WE PŁAT­KI CY­NA­MO­NO­WE

Skład: ziar­na zbóż (peł­no­ziar­ni­ste płat­ki owsia­ne 40,5%, mąka pszen­na peł­no­ziar­ni­sta 10,3%, mąka ry­żo­wa 8,5%, mąka owsia­na peł­no­ziar­ni­sta 1,3%), sy­rop cu­kro­wy (cu­kier, sy­rop cu­kru in­wer­to­wa­ne­go, me­la­sa z cu­kru trzci­no­we­go), chrup­ki ry­żo­we 12,2% (mąka ry­żo­wa 8,6%, mąka pszen­na 2,4%, cu­kier, słód jęcz­mien­ny, sól), ole­je ro­ślin­ne (sło­necz­ni­ko­wy, pal­mo­wy), sy­rop glu­ko­zo­wy, cu­kier, mal­to­dek­stry­na, skro­bia ku­ku­ry­dzia­na, sól, od­tłusz­czo­ne mle­ko w prosz­ku, cy­na­mon, aro­mat na­tu­ral­ny, re­gu­la­tor kwa­so­wo­ści (fos­fo­ran sodu), eks­trakt sło­do­wy jęcz­mien­ny ciem­ny, prze­ciw­u­tle­niacz (mie­sza­ni­na to­ko­fe­ro­li), barw­nik (an­na­to), sub­stan­cja wzbo­ga­ca­ją­ca (skład­nik mi­ne­ral­ny: wapń). Może za­wie­rać orze­chy i soję.

MU­SLI ORZE­CHO­WE EKO­LO­GICZ­NE

Skład­ni­ki: eko­lo­gicz­ne płat­ki owsia­ne 54,2%, eko­lo­gicz­ne ro­dzyn­ki, eko­lo­gicz­ny cu­kier trzci­no­wy, eko­lo­gicz­ne orze­chy ziem­ne 5,4%, eko­lo­gicz­ny sy­rop ku­ku­ry­dzia­ny, eko­lo­gicz­ny se­zam, eko­lo­gicz­ny olej sło­necz­ni­ko­wy, eko­lo­gicz­ne orze­chy wło­skie 3,6%, eko­lo­gicz­ne orze­chy la­sko­we 2,8%, eko­lo­gicz­ne ziar­no sło­necz­ni­ka, eko­lo­gicz­ny olej pal­mo­wy, eko­lo­gicz­ne orze­chy ner­kow­ca 1%, eko­lo­gicz­ne pest­ki dyni, emul­ga­tor (le­cy­ty­na so­jo­wa), eko­lo­gicz­ny sok z cy­tryn, sól mor­ska, na­tu­ral­ny aro­mat orze­cho­wy. Pro­dukt może za­wie­rać jaja.

NASIONA, SUPERFOODS, SUSZONE OWOCE

Na­sio­na zde­cy­do­wa­nie war­to myć przed spo­ży­ciem lub ja­ką­kol­wiek ob­rób­ką. Zdzi­wi­cie się, jak czar­na bę­dzie woda, kie­dy opłu­cze­cie w niej np. na­sio­na sło­necz­ni­ka. Je­że­li cho­dzi o wszel­kie­go ro­dza­ju orze­chy, sze­ro­kim łu­kiem omi­jać na­le­ży pro­duk­ty, któ­re w skła­dzie mają olej uni­wer­sal­ny, olej pal­mo­wy lub inny wy­so­ko­prze­two­rzo­ny tłuszcz, któ­rym są one na­są­cza­ne, przede wszyst­kim po to, żeby za­kon­ser­wo­wać je na dłu­żej, ale też po to, by je od­po­wied­nio do­cią­żyć i sprze­dać mniej orze­chów z więk­szą mar­żą.

Omi­jaj­my rów­nież or­ga­ni­zmy ge­ne­tycz­nie mo­dy­fi­ko­wa­ne – głów­nie soję, ku­ku­ry­dzę i psze­ni­cę. GMO zde­cy­do­wa­nie nie jest na­szym przy­ja­cie­lem. O zdro­wot­nych skut­kach jego spo­ży­wa­nia ra­czej się nie wspo­mi­na. Choć wie­le in­sty­tu­tów na­uko­wych prze­pro­wa­dzi­ło ba­da­nia w tym za­kre­sie, ich wy­ni­ki były szyb­ko wy­ci­sza­ne lub pod­wa­ża­ne, gdyż dla wiel­kich kor­po­ra­cji mo­gły­by ozna­czać one mi­liar­do­we stra­ty.

Su­szo­ne owo­ce, nie­ste­ty, co­raz czę­ściej na­fa­sze­ro­wa­ne są siar­ką, cu­krem, kar­me­lem, a na­wet ole­jem uni­wer­sal­nym. Chy­ba naj­go­rzej mają się żu­ra­wi­na i mo­re­le. Nie spo­tka­łam jesz­cze na ryn­ku czy­stej su­szo­nej żu­ra­wi­ny. W 90% przy­pad­ków sta­no­wi ona za­le­d­wie 40%–50% skła­du pro­duk­tu, po­zo­sta­ła część to ra­fi­no­wa­ny cu­kier i olej uni­wer­sal­ny. Mo­re­le od nie­daw­na, oprócz siar­ko­wa­nia, bar­wi się rów­nież kar­me­lem dla uzy­ska­nia ciem­niej­szej bar­wy – tak aby bez­pro­ble­mo­wo mo­gły uda­wać te su­szo­ne na słoń­cu. Róż­ni­ca jest jed­nak wy­raź­na – mo­re­le su­szo­ne i po­trak­to­wa­ne prze­my­sło­wy­mi wy­na­laz­ka­mi mają ko­lor cu­kier­ków typu krów­ka, po­nad­to są nie­na­tu­ral­nie słod­kie.

Su­per­fo­ods, jak wszyst­ko, co sta­je się mod­ne, po­pu­lar­ne i do­cho­do­we, nie­ste­ty zmie­rza­ją wprost w szpo­ny pro­du­cen­tów ma­so­wej żyw­no­ści. Spo­tka­ło to np. ste­wię, któ­rą upra­wia się, a ra­czej ho­du­je, na ma­so­wą ska­lę w Chi­nach, trak­tu­jąc ją przy tym pe­sty­cy­da­mi i roż­ne­go ro­dza­ju tech­ni­ka­mi przy­spie­sza­ją­cy­mi wzrost. Wia­do­mo – im szyb­ciej zo­sta­nie sprze­da­na, tym szyb­ciej przy­nie­sie pro­du­cen­to­wi zy­ski.

Pa­mię­taj­my, że nie da się ku­po­wać wszyst­kie­go i spo­ży­wać wszyst­kie­go na­raz. Chia, maca, tra­wy jęcz­mien­ne i psze­nicz­ne, ko­rze­nie, kul­ki mocy – na­wet naj­lep­sze pro­duk­ty mogą nam za­szko­dzić w trzech przy­pad­kach. Po pierw­sze, je­śli za­cznie­my spo­ży­wać je w nad­mier­nych ilo­ściach. W wa­run­kach na­tu­ral­nych nie by­li­by­śmy w sta­nie zjeść np. 500 g sprosz­ko­wa­ne­go ko­rze­nia maca, jako że naj­pierw mu­sie­li­by­śmy wy­ko­pać bul­wy, na­stęp­nie je prze­two­rzyć i do­pie­ro wte­dy przy­go­to­wać pro­dukt, po któ­ry dziś wy­star­czy się­gnąć. Czas po­trzeb­ny do prze­pro­wa­dze­nia tego pro­ce­su spra­wił­by, że trud­no by­ło­by nam spo­ży­wać dany pro­dukt w nad­mia­rze. Po dru­gie, kie­dy su­per­fo­ods za­cznie­my łą­czyć ze sobą bez opa­mię­ta­nia i sto­so­wać wszyst­kie jed­no­cze­śnie. Mo­że­my tym do­pro­wa­dzić do nie­pla­no­wa­nych re­ak­cji che­micz­nych, któ­re zaj­dą w na­szym cie­le. Po trze­cie, kie­dy tra­fi­my na pro­duk­ty pseu­do­su­per­fo­ods wy­two­rzo­ne na ska­lę prze­my­sło­wą, czę­sto z uży­ciem me­tod po­zba­wia­ją­cych je war­to­ści od­żyw­czych na­tu­ral­nie po­sia­da­nych przez ro­śli­nę, a wszyst­ko to w celu np. prze­dłu­że­nia trwa­ło­ści pro­duk­tu. Do tego w pro­duk­cji ma­so­wej uży­wa się środ­ków che­micz­nych przy­spie­sza­ją­cych wzrost, fun­gi­cy­dów, her­bi­cy­dów i pe­sty­cy­dów, któ­re ra­zem two­rzą ra­ko­twór­czą mie­szan­kę. W efek­cie ku­pu­je­my pro­dukt o na­le­żą­cy do tzw. su­per­fo­ods, np. sprosz­ko­wa­ne ja­go­dy acai, któ­re w rze­czy­wi­sto­ści mają nie­wie­le wspól­ne­go z desz­czo­wy­mi la­sa­mi Ama­zo­nii.

PIECZYWO, CIASTA

Te­mat pie­czy­wa nie­ustan­nie ewo­lu­uje – za­rów­no ze wzglę­du na za­cho­wa­nia pie­ka­rzy, jak i na to, co wy­pra­wia się w mły­nach, a o czym uczci­wy pie­karz może na­wet nie wie­dzieć. Przy­kła­do­wo: pie­kar­nia, wi­dząc po­pyt na chleb żyt­ni 100%, za­czy­na wy­pie­kać taki pro­dukt. Mija kil­ka ty­go­dni. Chleb niby ten sam, jed­nak lek­ko się sy­pie, a co wraż­liw­sze oso­by za­czy­na­ją mieć pro­ble­my je­li­to­we. Co się oka­zu­je? Młyn do za­ma­wia­nej mąki za­czął do­sy­py­wać 20% mąki pszen­nej, o czym pie­karz nie wie­dział. Ko­lej­na sy­tu­acja: na ry­nek wcho­dzą buł­ki 100% żyt­nie. Zno­wu mija mie­siąc – buł­ki wy­da­ją się już ja­kieś inne. Niby ciem­ne, ale jak­by za bar­dzo – czy­sta mąka żyt­nia nie ma ko­lo­ru kar­me­lu! War­to wie­dzieć, że po­nie­waż kar­mel, jako sub­stan­cja ra­ko­twór­cza zo­stał za­ka­za­ny w UE, pie­czy­wo bar­wi się sło­dem jęcz­mien­nym. Jak to roz­po­znać? Oprócz ko­lo­ru, któ­ry moc­no przy­po­mi­na kar­mel, klu­czo­wy jest smak – je­że­li pie­czy­wo ma słod­ka­wy po­smak, na pew­no zo­sta­ło ochrzczo­ne barw­ni­kiem.

Nie ma też co li­czyć na to, że ma­so­wo wy­pie­ka­ne pie­czy­wo, np. w su­per­mar­ke­tach, robi się na ma­śle. Naj­czę­ściej uży­wa się tłusz­czu pie­kar­ni­cze­go, a na­stęp­nie wzbo­ga­ca pro­duk­ty aro­ma­tem ma­sła, sma­kiem ma­śla­nym lub czymś po­dob­nym – czy­li za­ja­dasz fran­cu­ską bu­łecz­kę, my­śląc, że jest w niej ma­sło, a tym­cza­sem cia­sto ja­koś klei ci się do pod­nie­bie­nia. Spo­ro moż­na wy­czy­tać już z pa­pie­ro­wej tor­by, w któ­rej trzy­masz wy­piek. Je­śli ku­pu­jesz chleb na za­kwa­sie, to to­reb­ka, w któ­rej go prze­cho­wu­jesz, nie po­win­na być mo­kra od tłusz­czu. Fakt, może zda­rzyć się, że pa­pier bę­dzie wil­got­ny ze wzglę­du na obec­ność za­kwa­su, jed­nak nie spra­wia on, że chleb jest tłu­sty lub ma za­pach sta­re­go ole­ju.

Uwa­ga na wszel­kie chle­by pro­te­ino­we, od­chu­dza­ją­ce itp. W więk­szo­ści przy­pad­ków ich skład po pro­stu po­wa­la i chy­ba już le­piej zjeść pszen­ny bo­chen GMO… Je­że­li chleb pro­te­ino­wy, to naj­czę­ściej so­jo­wy, a je­śli so­jo­wy, to mo­dy­fi­ko­wa­ny ge­ne­tycz­nie. Po­nad­to dla wzbo­ga­ce­nia sma­ku znaj­dą się w nim eks­trak­ty z wszel­kie­go ro­dza­ju ro­ślin, sub­stan­cje spulch­nia­ją­ce, kon­ser­wu­ją­ce i wie­le in­nych. Po­zor­nie wy­glą­da zdro­wo – jest ciem­ny i ma zia­ren­ka – jed­nak nic bar­dziej myl­ne­go.

Po­wiedz­my, że na sta­cji ben­zy­no­wej wi­dzi­my „zdro­wą” ka­nap­kę z kur­cza­kiem. Na pierw­szy rzut oka wy­glą­da na­praw­dę do­brze. Za­czy­na­my czy­tać ety­kie­tę i pro­szę bar­dzo… Pszen­na buł­ka wie­lo­ziar­ni­sta. Skład­ni­ki: mąka (sło­do­wa pszen­na, żyt­nia, pra­żo­na sło­do­wa jęcz­mien­na, pra­żo­na sło­do­wa pszen­na, pre­że­lo­wa­na żyt­nia, pre­że­lo­wa­na pszen­na), woda, glu­ten pszen­ny, ka­sza owsia­na, otrę­by so­jo­we, sie­mię lnia­ne, sól jo­do­wa­na, droż­dże, na­sio­na sło­necz­ni­ka, płat­ki pszen­ne, mie­lo­ne żyto, dek­stro­za, sub­stan­cja za­gęsz­cza­ją­ca E412, otrę­by pszen­ne, emul­ga­to­ry E471 i E472e, re­gu­la­tor kwa­so­wo­ści E170, sta­bi­li­za­tor E412. A to je­dy­nie skład buł­ki. Nie przy­to­czę już skła­du resz­ty pro­duk­tu. Naj­wy­raź­niej we­dług norm prze­my­słu pie­kar­ni­cze­go do wy­pie­cze­nia zwy­kłej buł­ki nie­zbęd­nych jest po­nad 20 skład­ni­ków…

Sta­li­śmy się cy­wi­li­za­cją m.in. ze wzglę­du na psze­ni­cę, któ­ra po­zwo­li­ła nam się osie­dlić i za­nie­chać ko­czow­ni­cze­go try­bu ży­cia. Nie ozna­cza to jed­nak, że nie za­pła­ci­li­śmy za to wy­so­kiej ceny. Przy­go­to­wy­wa­nie pie­czy­wa tra­dy­cyj­ny­mi me­to­da­mi trwa­ło do­syć dłu­go. Nie było droż­dży, ist­niał za to za­kwas, i tak zro­bie­nie bo­chen­ka chle­ba zaj­mo­wa­ło kil­ka dni – był to w za­sa­dzie pro­ces fer­men­ta­cji, któ­rej tak na­praw­dę po­trze­bu­ją wszyst­kie ziar­na, aby mo­gły być dla nas zdro­we i po­żyw­ne. Dziś za­czy­na się od psze­ni­cy i w cią­gu dwóch go­dzin w pla­sti­ko­wej to­reb­ce lą­du­je chleb. W ten spo­sób wszyst­kie aler­ge­ny i sub­stan­cje draż­nią­ce, któ­re na­tu­ral­nie wy­stę­pu­ją w psze­ni­cy, po­zo­sta­ją w chle­bie, po­nie­waż prze­two­rzo­no ją zbyt szyb­ko. Tra­dy­cyj­ne me­to­dy wy­pie­ku były czymś, co po­zwo­li­ło nam prze­trwać, po­nie­waż za­kwas za­wie­ra pew­ne ro­dza­je droż­dży i bak­te­rii za­an­ga­żo­wa­nych w roz­kład i tra­wie­nie wie­lu bia­łek, któ­rym przy­pi­su­je­my po­wo­do­wa­nie du­żych, de­struk­cyj­nych zmian w or­ga­ni­zmie. Tak więc na­sze kul­tu­ra i tra­dy­cja na­uczy­ły nas, jak jeść po­kar­my, któ­re, gdy­by nie po­sia­da­na wie­dza o ich ob­rób­ce, by­ły­by dla nas szko­dli­we. Szko­da tyl­ko, że kul­tu­rę i tra­dy­cję wy­rzu­ci­li­śmy na śmiet­nik.

Spójrz­my na przy­kła­do­wy skład bu­łek opa­trzo­nych okre­śle­nia­mi „bio”, „slow”, „z cia­sta doj­rze­wa­ją­ce­go 24 go­dzi­ny”, „100% na­tu­ral­ne”, „pod­pie­czo­ne w pie­cu ka­mien­nym” itd. zna­le­zio­ny w sie­ci po­pu­lar­nych su­per­mar­ke­tów. Pro­du­cent de­kla­ru­je: „Do pro­duk­cji na­szych eko­lo­gicz­nych bu­łe­czek wy­ko­rzy­stu­je­my tyl­ko naj­lep­sze skład­ni­ki. Mąka po­cho­dzi z wła­sne­go prze­mia­łu, a cia­sto doj­rze­wa przez mi­ni­mum 24 go­dzi­ny, aby bu­łecz­ki były jak naj­smacz­niej­sze. Wy­jąt­ko­wą struk­tu­rę ze wspa­nia­łą chru­pią­cą skór­ką za­wdzię­cza­ją one pie­cze­niu w pie­cu ka­mien­nym”.

EKO­LO­GICZ­NE BUŁ­KI PSZEN­NE POD­PIE­CZO­NE

Skład­ni­ki: mąka pszen­na z rol­nic­twa eko­lo­gicz­ne­go, woda, mie­szan­ka pie­kar­ni­cza (mąka żyt­nia, cu­kier, psze­ni­ca, słód pszen­ny, słód jęcz­mien­ny, skro­bia pszen­na, ace­ro­la w prosz­ku, mal­to­dek­stry­na), sól, oli­wa, miód, droż­dże (za­wie­ra­ją psze­ni­cę), kasz­ka ry­żo­wa. Może za­wie­rać mle­ko, soję, łu­bin, na­sio­na se­za­mu i orze­chy.

PIE­CZY­WO DO HOT DO­GÓW PSZEN­NO-ŻYT­NIE TYPU FRAN­CU­SKIE­GO

Skład­ni­ki: mąka pszen­na 69%, woda, mąka żyt­nia 3,4%, droż­dże, cu­kier, olej rze­pa­ko­wy, sól, mie­szan­ka wy­pie­ko­wa (mąka pszen­na, mąka so­jo­wa, glu­ten pszen­ny, emul­ga­tor mono- i di­gli­ce­ry­dów kwa­sów tłusz­czo­wych es­try­fi­ko­wa­nych kwa­sem mono- i dia­ce­ty­lo­wi­no­wym, śro­dek do prze­twa­rza­nia mąki: kwas askor­bi­no­wy), re­gu­la­tor kwa­so­wo­ści (octan sodu). Pro­dukt może za­wie­rać mle­ko łącz­nie z lak­to­zą, jaja, na­sio­na se­za­mu i orze­chy wło­skie.

WODA, NAPOJE

W Pol­sce pi­cie wody pro­mo­wa­ne jest za­le­d­wie od kil­ku lat lat. Aby za­chę­cić do jej spo­ży­wa­nia, kon­cer­ny prze­ści­ga­ją się w wy­my­śla­niu no­wych, rze­ko­mo owo­co­wych sma­ków – jed­nak nie ma nic gor­sze­go niż prze­ko­na­nie o tym, że pro­du­ko­wa­na ma­so­wo woda sma­ko­wa jest zdro­wa.

Na nic przy­cią­ga­ją­ce wzrok i klien­ta ha­sła „bez kon­ser­wan­tów”, „bez cu­kru”, „na­tu­ral­ne soki” – nie spo­tka­łam jesz­cze ani jed­ne­go pro­duk­tu z ka­te­go­rii wód sma­ko­wych, któ­ry fak­tycz­nie za­wie­rał­by to, co ma na­pi­sa­ne na bu­tel­ce. Po spraw­dze­niu skła­du pro­duk­tu czę­sto oka­zu­je się, że praw­dzi­wy sok owo­co­wy to 0,001%, w do­dat­ku z kon­cen­tra­tu. Bez kon­ser­wan­tów – za­po­mnie­li jed­nak do­dać, że kwas cy­try­no­wy jest ra­ko­twór­czy, bez cu­kru – ale za to z aspar­ta­mem albo przy­naj­mniej z sy­ro­pem glu­ko­zo­wo-fruk­to­zo­wym, w więk­szo­ści przy­pad­ków wy­two­rzo­nym z ku­ku­ry­dzy GMO, któ­ra nie­wie­le wspól­ne­go ma w ogó­le z ro­śli­ną, a co do­pie­ro ze zdro­wiem. Wy­da­je nam się, że to niby nic ta­kie­go, ale ilość mi­kro­skład­ni­ków do­da­nych do roż­ne­go ro­dza­ju spo­żyw­czych pro­duk­tów prze­my­sło­wych, któ­re zja­da­my co­dzien­nie, my­śląc, że mają zni­ko­my wpływ na na­sze zdro­wie, po pod­su­mo­wa­niu oka­zu­je się ilo­ścią ma­kro i skut­ki ubocz­ne rów­nież po­ja­wia­ją się za­zwy­czaj na­gle i w ska­li ma­kro.

Mu­si­my zdać so­bie spra­wę z tego, że po­wie­rza­nie swo­je­go zdro­wia prze­my­słom far­ma­ceu­tycz­ne­mu i spo­żyw­cze­mu nie jest naj­lep­szym po­my­słem. Pa­mię­taj­my, że głów­nym ce­lem ma­so­wej pro­duk­cji żyw­no­ści jest mak­sy­mal­ny zysk przy mi­ni­mal­nych kosz­tach, a ja­kie­kol­wiek skut­ki ubocz­ne ta­kie­go dzia­ła­nia są już poza ob­sza­rem za­in­te­re­so­wa­nia kor­po­ra­cji.

Je­śli więc wi­dzisz na­pis „na­pój owo­co­wy”, od razu mo­żesz przy­jąć, że nie jest to sok. Pro­dukt o na­zwie „na­pój owo­co­wy” może za­wie­rać śla­do­we ilo­ści owo­ców lub (uwa­ga!) nie za­wie­rać ich wca­le! Stan­dar­do­wo na li­ście skład­ni­ków znaj­dziesz: wodę, cu­kier lub sy­rop i syn­te­tycz­ną wi­ta­mi­nę C, osta­tecz­nie tak­że kon­cen­trat owo­co­wy (w pro­mi­lach) lub aro­mat o sma­ku da­ne­go owo­cu. Czę­sto te same aro­ma­ty, któ­rych uży­wa się w prze­my­śle spo­żyw­czym, do­da­wa­ne są do de­ter­gen­tów i my­de­łek to­a­le­to­wych – ana­lo­gia po­mię­dzy pi­ciem na­po­ju owo­co­we­go a zja­da­niem ta­kie­go my­deł­ka na­su­wa się sama.

Wie­le z tych do­dat­ków to neu­ro­tok­sy­ny, któ­re ne­ga­tyw­nie wpły­wa­ją na funk­cjo­no­wa­nie na­sze­go mó­zgu – naj­bar­dziej ak­tyw­ne­go me­ta­bo­licz­nie na­rzą­du w na­szym or­ga­ni­zmie, któ­ry wy­ko­rzy­stu­je pra­wie 20% jego za­so­bów ener­ge­tycz­nych. W związ­ku z tym jest to or­gan nie­zwy­kle wy­czu­lo­ny na wszel­kie zmia­ny spo­ży­wa­nych sub­stan­cji, a pierw­sze skut­ki przyj­mo­wa­nia tok­syn lub nie­ko­rzyst­nych dla or­ga­ni­zmu środ­ków do­strzec moż­na w za­cho­wa­niu i psy­chi­ce, po­nie­waż układ ner­wo­wy jest nie­zwy­kle wraż­li­wy za­rów­no na nie­zna­ne, jak i na nie­ko­rzyst­ne dla sie­bie bodź­ce. W ostat­nich 100 la­tach zmo­dy­fi­ko­wa­li­śmy ilość i ro­dzaj sub­stan­cji che­micz­nych do­star­cza­nych do or­ga­ni­zmu tak bar­dzo, że ża­den żywy or­ga­nizm nie jest w sta­nie się do nich za­adap­to­wać bez ne­ga­tyw­nych kon­se­kwen­cji. Tak więc la­wi­na agre­syw­nych za­cho­wań, prze­mo­cy, nie­ko­rzyst­nych zmian spo­łecz­nych, po­wszech­ne­go otę­pie­nia swo­je źró­dło może mieć rów­nież w nie­do­ży­wie­niu mó­zgu. Ba­da­nia prze­pro­wa­dzo­ne wśród więź­niów po­ka­za­ły, że za­pew­nie­nie im su­ple­men­tów i po­ży­wie­nia, któ­re za­spo­ko­ją po­trze­by or­ga­ni­zmu do­pro­wa­dzi­ło do spad­ku za­cho­wań na tle agre­syw­nym o 40%. Na­le­ży pod­kre­ślić, iż więź­nio­we przyj­mo­wa­li ogól­nie za­le­ca­ne daw­ki dzien­ne. Ist­nie­je już po­nad 500 ba­dań, któ­re po­twier­dza­ją bez­po­śred­ni wpływ die­ty i spo­ży­wa­nych po­kar­mów oraz na­po­jów na re­ak­cje psy­chicz­ne, za­rów­no u do­ro­słych, jak i u dzie­ci. A za­tem, w myśl po­pu­lar­nej ostat­nio mak­sy­my: „Je­steś nie tyl­ko tym, co jesz, ale też tym, co pi­jesz”.

KAWY, HERBATY

Czy wiesz, że kawa roz­pusz­czal­na, zgod­nie z chro­ma­to­gra­fią jo­no­wą, za­wie­ra po­nad 1200 związ­ków che­micz­nych? Jest to pro­dukt wy­twa­rza­ny po­przez za­pa­rza­nie pra­żo­nych i mie­lo­nych zia­ren kawy, po czym uzy­ska­ny płyn su­szy się roz­py­ło­wo lub lio­fi­li­zu­je. Pro­ces ten ma na celu usu­nię­cie wil­go­ci i uzy­ska­nie gra­nu­lek kawy, któ­re ła­two roz­pusz­cza­ją się w go­rą­cej wo­dzie. Kawa roz­pusz­czal­na jest nie­wąt­pli­wie tań­sza od praw­dzi­wej, świe­żo mie­lo­nej, ta­kiej jak np. ara­bi­ca, jed­nak ze wzglę­du na zdro­wie naj­le­piej jest jej uni­kać.

Kawa roz­pusz­czal­na, po­dob­nie jak ziar­na kawy, za­wie­ra ko­fe­inę – obec­nie naj­czę­ściej spo­ży­wa­ny le­gal­ny śro­dek po­bu­dza­ją­cy. Ko­fe­ina przyj­mo­wa­na z umia­rem rze­czy­wi­ście daje kil­ka ko­rzy­ści zdro­wot­nych. Po­nie­waż jed­nak kawa roz­pusz­czal­na na sku­tek ma­so­wej ob­rób­ki i prze­twa­rza­nia, ma jej znacz­nie mniej niż świe­żo za­pa­rzo­ne ziar­na, aby po­czuć po­żą­da­ny efekt, pi­je­my jej wię­cej – ła­two wte­dy prze­kro­czyć za­le­ca­ną daw­kę ko­fe­iny, co może pro­wa­dzić do draż­li­wo­ści, ko­ła­ta­nia ser­ca i bez­sen­no­ści. Stwier­dzo­no, że nad­mier­ne spo­ży­wa­nie ko­fe­iny – czy­li pi­cie sied­miu lub wię­cej fi­li­ża­nek kawy dzien­nie – może po­wo­do­wać na­wet ha­lu­cy­na­cje. Co wię­cej, oso­by z ze­spo­łem za­bu­rzeń lę­ko­wych, pa­ra­no­ją czy cier­pią­ce na fo­bie wy­da­ją się szcze­gól­nie po­dat­ne na sta­ny lę­ko­we wy­wo­ła­ne jej nad­mia­rem.

Spo­ży­wa­nie kawy roz­pusz­czal­nej wraz z po­sił­kiem bez­po­śred­nio wpły­wa rów­nież na wchła­nia­nie że­la­za. Jak się oka­zu­je, kawa roz­pusz­czal­na pita w trak­cie po­sił­ku lub go­dzi­nę po jego spo­ży­ciu po­wo­du­je znacz­ne ob­ni­że­nie ilo­ści że­la­za wchła­nia­ne­go przez je­li­ta. Me­cha­nizm ha­mu­ją­cy ab­sorp­cję że­la­za przez prze­wód po­kar­mo­wy jest jesz­cze bar­dziej wi­docz­ny, gdy wy­pi­ja­my moc­ną kawę in­stant. Je­śli jed­nak na­pój spo­ży­wa­ny jest na go­dzi­nę przed po­sił­kiem, taka re­ak­cja nie za­cho­dzi.

Spo­sób, w jaki pro­du­ko­wa­na jest kawa roz­pusz­czal­na, po­wo­du­je, że koń­co­wy pro­dukt za­wie­ra akry­la­mid. Jest to zwią­zek che­micz­ny sto­so­wa­ny w oczysz­czal­niach ście­ków, a tak­że w prze­my­śle pa­pier­ni­czym i w prze­twór­stwie rud jako roz­pusz­czal­ny w wo­dzie śro­dek za­gęsz­cza­ją­cy. Akry­la­mid two­rzy się w żyw­no­ści, gdy pod­czas prze­twa­rza­nia jest ona pod­da­wa­na dzia­ła­niu tem­pe­ra­tu­ry wyż­szej niż 120°C. Sub­stan­cję tę uwa­ża się za neu­ro­tok­sy­nę, a tak­że za zwią­zek ra­ko­twór­czy.

Je­że­li cho­dzi o her­ba­ty, sy­tu­acja jest po­dob­na. Naj­lep­szym roz­wią­za­niem jest uni­ka­nie tych naj­bar­dziej prze­two­rzo­nych. Her­ba­ty roz­pusz­czal­ne do dziś ko­ja­rzą mi się z kroch­ma­lem. O pro­ce­de­rze okle­ja­nia kroch­ma­lem her­ba­ty w la­tach 70. opo­wie­dzia­ła mi pew­na oso­ba, któ­ra w tam­tym cza­sie mia­ła oka­zję od­wie­dzać za­kła­dy pro­duk­cyj­ne.

Co do wła­ści­wo­ści her­ba­ty zda­nia są oczy­wi­ście po­dzie­lo­ne. Jed­nak to, co jest pew­ne, to fakt, iż de­cy­du­ją o nich po­cho­dze­nie, spo­sób prze­twa­rza­nia oraz opa­ko­wa­nia, w ja­kich się ją prze­cho­wu­je czy trans­por­tu­je. Tak­że to, z cze­go zro­bio­ne są to­reb­ki, je­że­li jest to pro­dukt go­to­wy do za­pa­rza­nia. Jak rów­nież to, czy była ona nie tyl­ko su­szo­na na słoń­cu, ale też np. pod­su­sza­na i kon­ser­wo­wa­na w trak­cie trans­por­tu oraz czy pod­czas upra­wy uży­wa­no tok­sycz­nych środ­ków ochro­ny ro­ślin, pe­sty­cy­dów, fun­gi­cy­dów itp. Je­śli więc ku­pu­je­cie her­ba­tę owo­co­wą, wy­bie­raj­cie mie­szan­kę, któ­ra rze­czy­wi­ście za­wie­ra owo­ce – być może jest ona mniej wy­god­na w pa­rze­niu niż ta w to­reb­kach, ale przy­naj­mniej mamy pew­ność, że fak­tycz­nie są w niej owo­ce, a nie je­dy­nie same aro­ma­ty owo­co­we, i to w śla­do­wych ilo­ściach, wy­mie­sza­ne z barw­ni­ka­mi.

Już sama her­ba­ta pa­ko­wa­na do to­re­bek po­zo­sta­wia wie­le do ży­cze­nia. Przede wszyst­kim czę­sto pa­ku­je się do nich od­pa­dy – w koń­cu ka­wał­ki w ta­kiej to­reb­ce czę­sto przy­po­mi­na­ją pył her­ba­cia­ny. Ca­na­dian Food In­spec­tion Agen­cy (CFIA) wy­ka­za­ła, że 1 na 4 her­ba­ty za­wie­ra po­zo­sta­ło­ści pe­sty­cy­dów w ilo­ści prze­kra­cza­ją­cej li­mit bez­pie­czeń­stwa przy­ję­ty przez He­alth Ca­na­da, a nie­któ­re z nich za­wie­ra­ją na­wet groź­ne pe­sty­cy­dy za­ka­za­ne na ca­łym świe­cie.

Za­gro­że­niem dla zdro­wia są nie tyl­ko her­ba­ty kiep­skiej ja­ko­ści, peł­ne szko­dli­wych związ­ków, ale same to­reb­ki do za­pa­rza­nia, po­cząw­szy od naj­po­pu­lar­niej­szych bia­łych sa­sze­tek wy­ko­na­nych z pa­pie­ru aż po naj­now­szy wy­na­la­zek, czy­li zna­ne nam z re­klam pi­ra­mid­ki. Te pierw­sze za­wie­ra­ją w so­bie chlor uży­wa­ny do ich wy­bie­la­nia oraz epi­chlo­ro­hy­dry­nę – bar­dzo nie­bez­piecz­ny zwią­zek che­micz­ny, któ­ry w kon­tak­cie z wodą ule­ga hy­dro­li­zie do 3-MCPD. Oby­dwa związ­ki za­bu­rza­ją pra­cę ukła­du od­por­no­ścio­we­go, mogą pro­wa­dzić do bez­płod­no­ści, a na­wet wy­wo­ły­wać raka. Pi­ra­mid­ki na­to­miast wy­ko­na­ne są z róż­nych pla­sti­ko­wych two­rzyw sztucz­nych, któ­re za­wie­ra­ją tok­sycz­ne: bis­fe­nol A (BPA), bis­fe­nol S (BPS) i fta­la­ny, czy­li sub­stan­cje imi­tu­ją­ce ludz­kie hor­mo­ny, któ­re pro­wa­dzą do za­bu­rzeń i de­sta­bi­li­za­cji ludz­kie­go or­ga­ni­zmu. Tok­sycz­ne sub­stan­cje ak­ty­wu­ją się w ze­tknię­ciu z go­rą­cą wodą, bez któ­rej za­pa­rze­nie her­ba­ty by­ło­by prze­cież nie­moż­li­we. Poza efek­tem zdro­wot­nym jest też aspekt eko­lo­gicz­ny. To­reb­ki z her­ba­tą za­śmie­ca­ją śro­do­wi­sko, dłu­go się roz­kła­da­ją i po­wo­du­ją za­nie­czysz­cze­nie gle­by szko­dli­wy­mi sub­stan­cja­mi.

Tak więc je­śli her­ba­ta, to naj­le­piej li­ścia­sta, taka, któ­rej po­cho­dze­nie mo­że­my spraw­dzić. Spró­buj­my się do­wie­dzieć, gdzie, na ja­kiej plan­ta­cji zo­sta­ła ona ze­bra­na i czy uży­wa się tam tru­ją­cych środ­ków che­micz­nych, któ­re wpły­wa­ją za­rów­no na lu­dzi, któ­rzy zbie­ra­ją li­ście her­ba­ty, jak i na śro­do­wi­sko na­tu­ral­ne, w któ­rym ro­śli­na jest upra­wia­na, a na­wet na ku­bek, któ­ry trzy­ma­my w dło­niach.

TŁUSZCZE

Tłuszcz, przez de­ka­dy oczer­nia­ny i przed­sta­wia­ny jako naj­więk­szy wróg zdro­wej die­ty, co­raz czę­ściej uzna­wa­ny jest za nie­zbęd­ny skład­nik na­sze­go co­dzien­ne­go menu, i to nie tyl­ko przez die­te­ty­ków czy tre­ne­rów, ale na­wet przez psy­chia­trów. Rola zdro­wych tłusz­czów w zrów­no­wa­żo­nym try­bie ży­cia jest de­cy­du­ją­ca dla sku­tecz­ne­go funk­cjo­no­wa­nia mó­zgu i – wbrew temu, co pod­po­wia­dać może nam in­tu­icja – praw­dzi­wie zdro­wy tłuszcz po­ma­ga spa­lać w cie­le tłuszcz nie­zdro­wy, któ­ry wpły­wa na przy­rost wagi i za­bu­rze­nia me­ta­bo­licz­ne.

Jed­nak nie wszyst­kie tłusz­cze są so­bie rów­ne: na­wet naj­bar­dziej war­to­ścio­we ole­je mogą stać się dla nas tru­ci­zną, je­śli pod­czas go­to­wa­nia prze­kro­czą swój punkt dy­mie­nia, czy­li gra­ni­cę tem­pe­ra­tu­ry, do któ­rej mogą być prze­twa­rza­ne. Po­nad­to nad­mier­nie prze­two­rzo­ne ole­je – ta­kie jak olej rze­pa­ko­wy, któ­ry musi być wy­bie­la­ny i po­zba­wia­ny cha­rak­te­ry­stycz­ne­go za­pa­chu, za­nim zo­sta­nie wy­pusz­czo­ny na ry­nek – mogą po­zba­wić nas istot­nych prze­ciw­u­tle­nia­czy.

W isto­cie tłuszcz od­gry­wa klu­czo­wą rolę dla utrzy­ma­nia rów­no­wa­gi za­rów­no fi­zycz­nej, jak i umy­sło­wej. Na sku­tek an­ty­tłusz­czo­wej pro­pa­gan­dy nie do­ce­nia­my jego wagi w na­szym co­dzien­nym mo­de­lu ży­wie­nia, wciąż pa­nicz­nie bo­jąc się, że uty­je­my, pod­czas gdy nasz praw­dzi­wy wróg – cu­kier – czai się za każ­dym ro­giem. Wagę cał­ko­wi­tą na­sze­go mó­zgu w 60% sta­no­wi tłuszcz. Po­trze­bu­je­my wła­ści­we­go tłusz­czu, aby na­sze mózg i cia­ło były zdro­we. Ludz­ki or­ga­nizm wy­ko­rzy­stu­je tłusz­cze do ma­ga­zy­no­wa­nia ener­gii, bu­do­wa­nia i re­ge­ne­ra­cji ko­mó­rek i mię­śni, pro­duk­cji hor­mo­nów oraz wchła­nia­nia skład­ni­ków od­żyw­czych. Ole­je, któ­re za­sad­ni­czo są tłusz­czem, od­gry­wa­ją w na­szym ży­ciu klu­czo­wą rolę.

Na prze­ło­mie lat sie­dem­dzie­sią­tych i osiem­dzie­sią­tych Ame­ry­kań­skie To­wa­rzy­stwo Kar­dio­lo­gicz­ne ogło­si­ło, że tłusz­cze są dla nas złe i że mu­si­my ogra­ni­czyć ich spo­ży­cie. Od cza­su tam­tej ka­ta­stro­fal­nej w skut­kach de­kla­ra­cji lu­dzie za­czę­li sta­wać się co­raz bar­dziej cho­rzy i co­raz grub­si. Jed­nak oka­zu­je się, że jesz­cze w la­tach 60. prze­mysł cu­krow­ni­czy opła­cił na­ukow­ców, któ­rzy oznaj­mi­li, że to wła­śnie tłuszcz, a nie cu­kier, jest przy­czy­ną pro­ble­mów zdro­wot­nych. Mit ten pod­trzy­my­wa­ny był przez ostat­nie 40 lat. Wy­star­cza­ją­co dłu­go, by za­szcze­pić w lu­dziach pa­ra­no­icz­ny strach przed tłusz­czem. Bran­ża pro­mo­cyj­na do­strze­gła szan­sę w pro­mo­wa­niu pro­duk­tów bez­tłusz­czo­wych i prze­kształ­ci­ła ją w zysk: wte­dy na­ro­dzi­ły się bez­tłusz­czo­we, wy­so­ko­prze­two­rzo­ne pro­duk­ty spo­żyw­cze i były one obec­ne nie­mal wszę­dzie. Nie­ste­ty, po­nie­waż tłuszcz jest ka­ta­li­za­to­rem sma­ku, kie­dy po­zbę­dzie­my się go z je­dze­nia, pro­duk­ty sma­ku­ją jak tek­tu­ra, więc aby nad­ro­bić ów brak, żyw­ność trze­ba wy­peł­nić cu­krem lub in­ny­mi sub­stan­cja­mi sło­dzą­cy­mi i róż­ne­go ro­dza­ju che­mi­ka­lia­mi. Pod­czas gdy USA, a póź­niej inne kra­je wy­so­ko roz­wi­nię­te po­pa­dły w bez­tłusz­czo­we sza­leń­stwo, za­czę­li­śmy nie­świa­do­mie gło­dzić swój or­ga­nizm i po­zba­wiać go nie­zbęd­nych kwa­sów tłusz­czo­wych, któ­rych po­trze­bu­je­my, aby móc się re­ge­ne­ro­wać i aby pro­ce­sy me­ta­bo­licz­ne mo­gły za­cho­dzić pra­wi­dło­wo. Kie­dy lu­dzie ogra­ni­czy­li tłuszcz, mu­sie­li szu­kać ener­gii gdzie in­dziej. Dla­te­go za­czę­li spo­ży­wać nad­mier­ne ilo­ści cu­kru, co za­po­cząt­ko­wa­ło epi­de­mię oty­ło­ści: w cią­gu ostat­nich kil­ku de­kad wskaź­nik oty­ło­ści wzrósł z 12% do 36% (w 2015 roku). Po­nad­to na­der czę­sto spo­ty­ka­ny­mi scho­rze­nia­mi sta­ły się cu­krzy­ca, na­głe za­trzy­ma­nie krą­że­nia, nad­ci­śnie­nie i rak.

Na ryn­ku znaj­dzie­my dziś wszyst­ko, na­wet olej z esen­cją ma­sła – w roz­sze­rzo­nym opi­sie pro­duk­tu prze­czy­ta­my, iż jest to po­łą­cze­nie naj­lep­szej ja­ko­ści ole­ju rze­pa­ko­we­go z ole­jem ma­śla­nym. Na ety­kie­cie znaj­dzie­my też inne in­for­ma­cje, ta­kie jak praw­dzi­wy ma­śla­ny smak, za­cho­wa­nie wła­ści­wo­ści do 220°C oraz re­ko­men­da­cja sze­fów kuch­ni. Ale cóż to jest olej ma­śla­ny? I któ­ry olej rze­pa­ko­wy jest naj­lep­szy, sko­ro sam rze­pak to ro­śli­na pa­stew­na na­da­ją­ca się do kar­mie­nia zwie­rząt – a w osta­tecz­no­ści do pro­duk­cji bio­pa­li­wa?

Rze­pak pod­le­ga licz­nym mo­dy­fi­ka­cjom, dzię­ki któ­rym po­wsta­je ro­śli­na do pro­duk­cji ole­ju. Olej rze­pa­ko­wy jest po­wszech­nie sto­so­wa­ny do ce­lów prze­my­sło­wych i jest tok­sycz­ny dla lu­dzi. Wy­ka­za­no, że po­wo­du­je on zmia­ny w płu­cach i ich ro­ze­dmę, a tak­że inne pro­ble­my zdro­wot­ne. Obec­nie po­nad 90% rze­pa­ku upra­wia­ne­go w USA to ro­śli­ny ge­ne­tycz­nie zmo­dy­fi­ko­wa­ne, a na­wet moż­na po­wie­dzieć, że cał­ko­wi­cie za­pro­jek­to­wa­ne w la­bo­ra­to­rium. Co ozna­cza, że pod­czas upra­wy opry­ski­wa­ne są one pe­sty­cy­da­mi. Jak­by tego było mało, aby z ro­śli­ny wy­eks­tra­ho­wać olej, po­trzeb­ny jest roz­pusz­czal­nik che­micz­ny, na­stęp­nie jest ona myta i dez­odo­ry­zo­wa­na za po­mo­cą ko­lej­nych che­mi­ka­liów, by po­zbyć się jej okrop­ne­go za­pa­chu. Cały ten pro­ces spra­wia, że kwa­sy ome­ga-3 za­war­te w rze­pa­ku prze­kształ­ca­ne są w tłusz­cze trans, któ­re w na­szym or­ga­ni­zmie pod­no­szą po­ziom trój­gli­ce­ry­dów i zwięk­sza­ją ry­zy­ko wy­stą­pie­nia cho­rób ser­ca, cu­krzy­cy oraz na­si­la­ją sta­ny za­pal­ne. Po­dob­nie jak inne wie­lo­nie­na­sy­co­ne kwa­sy tłusz­czo­we, rze­pak nie po­sia­da wie­lu ato­mów wo­do­ru, dla­te­go sta­je się nie­sta­bil­ny, a pod­czas jego ob­rób­ki ter­micz­nej w wy­so­kich tem­pe­ra­tu­rach po­wsta­ją wol­ne rod­ni­ki. Po­pu­lar­ne ole­je ro­ślin­ne ge­ne­ral­nie nie są naj­lep­szym wy­bo­rem dla zdro­wia – z wy­jąt­kiem oli­wy. Więk­szość ole­jów ro­ślin­nych pro­du­ko­wa­nych ma­so­wo jest wy­bie­la­na i prze­twa­rza­na przy uży­ciu związ­ków che­micz­nych, któ­re po­wo­du­ją na­gmin­ne sta­ny za­pal­ne w ca­łym or­ga­ni­zmie i la­wi­nę pro­ble­mów zdro­wot­nych. Wy­so­ko­prze­two­rzo­ne ole­je szyb­ko się utle­nia­ją, w efek­cie po­zba­wia­jąc or­ga­nizm prze­ciw­u­tle­nia­czy, któ­re po­ma­ga­ją utrzy­mać spraw­ność mó­zgu i za­cho­wać mło­dość. Po­nad­to ole­je z sza­fra­nu, sło­necz­ni­ka, soi, ku­ku­ry­dzy i ba­weł­ny cha­rak­te­ry­zu­ją się wy­so­kim po­zio­mem kwa­sów tłusz­czo­wych ome­ga-6, któ­rych nad­mier­ne spo­ży­cie rów­nież pro­wa­dzi do sta­nów za­pal­nych.

Na ryn­ku mamy wie­le zdro­wych tłusz­czów. Wszel­kie pro­duk­ty wy­so­ko­prze­twa­rza­ne, wy­bie­la­ne oraz per­fu­mo­wa­ne nie po­win­ny się znaj­do­wać w na­szej kuch­ni. Im mniej prze­twa­rza­nia, tym le­piej.

Co dzie­je się, gdy tłuszcz się utle­ni? Kie­dy olej osią­gnie punkt dy­mie­nia i prze­kro­czy mak­sy­mal­ną tem­pe­ra­tu­rę ob­rób­ki, utle­nia się. Wy­ob­raź­my so­bie rdzę na sta­rym przed­mio­cie – to też pro­ces utle­nia­nia i to samo dzie­je się z na­szym or­ga­ni­zmem, je­śli kar­mi­my go tłusz­czem lub też in­ny­mi pro­duk­ta­mi, któ­re ule­gły utle­nie­niu. Wy­twa­rza­ją się wów­czas wol­ne rod­ni­ki, któ­re nisz­czą na­sze ko­mór­ki. I zno­wu wra­ca­my do ba­dań – ja­sno wy­ka­za­ły one, że spo­ży­wa­nie utle­nio­nych ole­jów zwięk­sza sta­ny za­pal­ne, któ­re pro­wa­dzą do de­ge­ne­ra­cji DNA, co w efek­cie spra­wia, że sta­je­my się bar­dziej po­dat­ni na cho­ro­by ta­kie jak al­zhe­imer, de­men­cja, cu­krzy­ca, cho­ro­by ser­ca i rak.

Tłusz­cze, któ­re naj­bar­dziej na­da­ją się do ob­rób­ki ter­micz­nej w śred­nich i wy­so­kich tem­pe­ra­tu­rach:

Ro­dzaj tłusz­czu

Tem­pe­ra­tu­ra dy­mie­nia

Jak uży­wać

Ma­sło ghee

232°C

Do­sko­na­ły tłuszcz po­zba­wio­ny lak­to­zy. Ide­al­ny do ob­rób­ki ter­micz­nej. Nie­zbęd­ny do re­ge­ne­ra­cji błon ko­mór­ko­wych w ca­łym or­ga­ni­zmie.

Olej z awo­ka­do

260°C

Neu­tral­ny olej sta­no­wią­cy do­sko­na­łą al­ter­na­ty­wę dla ole­ju rze­pa­ko­we­go. Na­da­je się za­rów­no do pie­cze­nia, jak i do sma­że­nia w wy­so­kich tem­pe­ra­tu­rach.

Olej ma­ka­da­mia

215°C

Ma lek­ko orze­cho­wy smak, któ­ry nie jest jed­nak zbyt przy­tła­cza­ją­cy. Za­wie­ra kwa­sy ome­ga-7. Za­sad­ni­czo do wy­ko­rzy­sta­nia we wszel­kich prze­pi­sach, na­wet na ma­ry­na­ty; rów­nież tam, gdzie naj­czę­ściej uży­wa­my oli­wy, mo­że­my użyć ole­ju z orze­chów ma­ka­da­mia.

Olej ry­żo­wy

213°C

Ide­al­ny do sma­że­nia i pie­cze­nia w wy­so­kich tem­pe­ra­tu­rach. Ra­czej nie ma sma­ku, jed­nak mimo tego, że po­zo­sta­je neu­tral­ny, nie sma­ku­je naj­le­piej w sa­łat­kach na zim­no, jest za to do­sko­na­łym skład­ni­kiem do­mo­wych so­sów, di­pów czy ma­jo­ne­zu.

Nie­ra­fi­no­wa­ny olej ko­ko­so­wy

232°C

Na­da­je się za­rów­no do smo­othie, jak i do wy­pie­ków czy sma­że­nia, np. na­le­śni­ków lub ba­na­nów, a tak­że do pro­duk­cji do­mo­wych ba­to­nów i sło­dy­czy. Ma cha­rak­te­ry­stycz­ny słod­ka­wy po­smak ko­ko­sa.

Ma­sło

177°C

Ma­sło przez dłu­gi czas mia­ło złą re­pu­ta­cję i cho­ciaż wciąż nie na­da­je się do sma­że­nia w wy­so­kich tem­pe­ra­tu­rach, świet­nie spraw­dzi się np. pod­czas przy­go­to­wa­nia ja­jecz­ni­cy. Jest to je­dy­ny z pro­duk­tów mlecz­nych, któ­ry – o ile jest praw­dzi­wym ma­słem, czy­li czy­stym tłusz­czem mlecz­nym – jest od­po­wied­ni na­wet dla osób z aler­gią. Spraw­dza się też jako skład­nik ku­lo­od­por­nej kawy. Ma­sło jest nie­zbęd­ne dla roz­wo­ju mó­zgu u ma­łych dzie­ci i dla re­ge­ne­ra­cji ca­łe­go or­ga­ni­zmu.

Ma­sło ka­ka­owe

188°C

Smak ma­sła ka­ka­owe­go może zo­stać zruj­no­wa­ny, je­śli zbyt szyb­ko zo­sta­nie ono pod­grza­ne. Sto­so­wa­ne jest głów­nie do de­se­rów oraz wa­rzyw lub owo­ców. W tem­pe­ra­tu­rze po­ko­jo­wej za­cho­wu­je sta­łą kon­sy­sten­cję, dla­te­go ide­al­nie na­da­je się do ro­bie­nia ba­to­nów z gra­no­li, cze­ko­la­do­we­go ła­mań­ca lub in­nych wie­lo­skład­ni­ko­wych sło­dy­czy.

Oli­wa

188°C

Naj­wyż­szej ja­ko­ści oli­wa ma­męt­ny i ciem­no­zie­lo­ny ko­lor. Po­win­na być prze­cho­wy­wa­na w ciem­nej bu­tel­ce. Jest ide­al­na do wy­kań­cza­nia po­traw, dres­sin­gów i nie­za­wod­na w da­niach śród­ziem­no­mor­skich, np. do zro­bie­nia pe­sto czy po­la­nia piz­zy. Wszel­kie żół­te oli­wy są wie­lo­krot­nie fil­tro­wa­ne. Jest to je­den z tłusz­czów naj­bar­dziej na­ra­żo­ny na ryn­ko­we oszu­stwa i naj­czę­ściej pod­ra­bia­ny pro­dukt na świe­cie.

Olej z pe­stek wi­no­gron

215°C

Po­sia­da wyż­szą tem­pe­ra­tu­rę dy­mie­nia niż inne ole­je, ale ma wy­so­ką za­war­tość kwa­sów ome­ga-6, któ­re w nad­mia­rze, je­śli nie są zrów­no­wa­żo­ne przez inne ome­gi, po­wo­du­ją sta­ny za­pal­ne, więc nie opie­raj­my na nim zbyt moc­no na­szej kuch­ni. Dzię­ki swo­je­mu neu­tral­ne­mu sma­ko­wi jest do­sko­na­łym sub­sty­tu­tem ole­ju rze­pa­ko­we­go w re­cep­tu­rach do pie­cze­nia. Jest rów­nież dużo tań­szy niż inne ole­je wy­so­kiej ja­ko­ści.

Olej z na­sion se­za­mu

232°C

Ma wy­so­ką za­war­tość kwa­sów ome­ga-6 i bar­dzo in­ten­syw­ny smak, dla­te­go le­piej uży­wać go w umiar­ko­wa­nych ilo­ściach, np. łyż­ka sto­ło­wa lub dwie jako do­da­tek do so­sów i zup. Duże ilo­ści ole­ju se­za­mo­we­go mogą zdo­mi­no­wać smak po­tra­wy.

DŻEMY, SMAROWIDŁA, SŁODYCZE, PRZEKĄSKI

Aby do­kład­nie zwe­ry­fi­ko­wać za­war­tość wszel­kie­go ro­dza­ju ogól­nie do­stęp­nych dże­mów, sma­ro­wi­deł, sło­dy­czy i prze­ką­sek, prze­czy­ta­łam nie­zli­czo­ne ilo­ści ety­kiet w su­per­mar­ke­tach i wy­bra­łam kil­ka naj­cie­kaw­szych, a może ra­czej naj­bar­dziej szo­ku­ją­cych skła­dów, tak by czy­tel­nik miał świa­do­mość, że jed­nak war­to czy­tać opi­sy pro­duk­tów.

Jest to naj­bar­dziej obcy mi dział spo­żyw­czy, po­nie­waż sma­ro­wi­deł ni­g­dy nie ja­dłam i jeść nie będę – chleb lu­bię jeść z hu­mu­sem lub pa­stą z fety, na­to­miast, jako że nie jem cu­kru, na co dzień wy­star­czy mi mała ły­żecz­ka cze­ko­la­do­we­go sma­ro­wi­dła, aby po­czuć za­strzyk cu­kru w krwio­bie­gu – dla­te­go też zu­peł­nie nie wy­obra­żam so­bie zje­dze­nia na­wet jed­ne­go na­le­śni­ka ob­fi­cie po­sma­ro­wa­ne­go kre­mem cze­ko­la­do­wym.

Do dziś pa­mię­tam za­kup po­pu­lar­nych fran­cu­skich crêpes na Kor­sy­ce – z dże­mem fi­go­wym, któ­rym ocie­kał nie tyl­ko na­le­śnik, ale na­wet całe na­czy­nie, w któ­rym zo­stał on po­da­ny. Do­pie­ro ście­ra­jąc go pra­wie do zera, by­łam w sta­nie prze­łknąć cia­sto, choć nie po­wiem, by był to naj­lep­szy moż­li­wy po­si­łek. Trud­no na­zwać to na­wet prze­ką­ską czy wa­ka­cyj­ną roz­pu­stą. Dla­te­go też nikt nie prze­ko­na mnie, że pier­ni­ki mu­szą mieć aż 67 róż­nych skład­ni­ków, a każ­de ciast­ko ocie­kać musi tłusz­cza­mi trans.

Je­śli po­czy­ta­my ety­kie­ty, w więk­szo­ści skła­dów znaj­dzie­my 4 głów­ne ele­men­ty łą­czą­ce ze sobą róż­ne pro­duk­ty: psze­ni­ca, soja, utwar­dzo­ny tłuszcz ro­ślin­ny i mle­ko w prosz­ku. Cała resz­ta to róż­ni­ca w ilo­ści kon­ser­wan­tów i aro­ma­tów, no i w ro­dza­ju opa­ko­wa­nia.

DŻE­MY

DŻEM BRZO­SKWI­NIO­WY

NI­SKO­SŁO­DZO­NY, PA­STE­RY­ZO­WA­NY

SKŁAD­NI­KI:

brzo­skwi­nie, cu­kier, woda, re­gu­la­tor kwa­so­wo­ści (kwas cy­try­no­wy), sub­stan­cja że­lu­ją­ca (pek­ty­ny), sub­stan­cje za­gęsz­cza­ją­ce (guma guar, guma ksan­ta­no­wa), prze­ciw­u­tle­niacz (kwas askor­bi­no­wy).

DŻEM TRU­SKAW­KO­WY Z RA­BAR­BA­REM

NI­SKO­SŁO­DZO­NY, PA­STE­RY­ZO­WA­NY

SKŁAD­NI­KI:

owo­ce (tru­skaw­ki 25%, ra­bar­bar 20%), cu­kier, woda, sok cy­try­no­wy z kon­cen­tra­tu, sub­stan­cje że­lu­ją­ce (pek­ty­ny), re­gu­la­to­ry kwa­so­wo­ści (cy­try­nian sodu), sta­bi­li­za­tor (chlo­rek wap­nia). Spo­rzą­dzo­no z 45 g owo­ców na 100 g pro­duk­tu.

DŻEM Z AGRE­STU I KIWI

NI­SKO­SŁO­DZO­NY, PA­STE­RY­ZO­WA­NY

SKŁAD­NI­KI:

.

.

.

...(fragment)...

Całość dostępna w wersji pełnej.

SPIS TRE­ŚCI

Kar­ta ty­tu­ło­wa

Kar­ta re­dak­cyj­na

PRO­LOG

SHOP­PING – IQ IN­TE­LI­GENT­NE ZA­KU­PY

GA­STRO­NO­MICZ­NE IQ – ŻY­WIE­NIE SIĘ POZA DO­MEM

SO­S – CO RO­BIĆ, KIE­DY CZU­JESZ SIĘ NA­PRAW­DĘ ŹLE?

GLU­TEN IQ – TEST NA TO­LE­RAN­CJĘ GLU­TE­NU

PLA­NY PO­SIŁ­KÓW ­SLOW­FO­ODLI­FE

PRZE­PI­SY – KUCH­NIA BEZ PSZE­NI­CY, 3G, 5G

EPI­LOG

BI­BLIO­GRA­FIA

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Co kupować by jeść zdrowo Shopping IQ Metaboliczne IQ DIETA DGD (DrGraceDiet) ONKOHELP PROTOCOL 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Pierwszy człowiek. Historia Neila Armstronga Komeda Jan Karski. Jedno życie. Tom 2. Inferno. Inferno (1939–1945) Lem. Życie nie z tej ziemi Małżeństwo doskonałe. Czy ty wiesz,że ja cię kocham... Zabić Reagana