Ta jedna miłość

Ta jedna miłość

Autorzy: Dorota Milli

Wydawnictwo: Filia

Kategorie: Romans / Erotyka

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

cena od: 23.54 zł

 

Florka musi otworzyć nowy rozdział w życiu, a wszystko po to, by wreszcie odnaleźć tę jedną miłość.

Miłość zmieniała ludzi, dodawała im wyrazistości, mocno podkreślając przemeblowania w sercu. Obserwowała wiele par, które połączyły się idąc już nie osobno, ale razem przez świat. Zawsze zazdrościła im tej więzi, która splata na wiele lat. Florka kochała czekoladę i nie wyobrażała sobie bez niej życia. Jednak nie można objadać się słodyczami bez konsekwencji w postaci kilku zbędnych kilogramów. Pewnie dlatego coraz częściej czuła się najbrzydsza, najgrubsza i niekochana. Ale jak się ma takie przyjaciółki jak Florka, to można uwierzyć w cud. To one wysłały ją na zimowe wczasy pielęgnacyjne do nadbałtyckiego Mrzeżyna, które miały otworzyć nowy rozdział w jej życiu. Ale czy Florka pójdzie na ustępstwa i wprowadzi zmiany? Czy będzie miała szansę przywrócić smak swojemu życiu? A wszystko po to, by odnaleźć tę jedną miłość?

Dorota Milli, autorka pięknych i pogodnych powieści, znów udowadnia, że prawdziwe szczęście może być w zasięgu ręku. Czy słońce czy deszcz, czy lato czy zima, ono może być tuż przy tobie. A czy jest lepszy czas, aby w to uwierzyć niż Święta?

Bianka, dla Ciebie!

Spełnienia marzeń!

Więcej mamy lenistwa w umyśle niż w ciele.

François de La Rochefoucauld

1

– Musimy zrobić to dla jej dobra – przekonywała Lukrecja Dec, poprawiając ciemnobrązowe włosy, które delikatnymi falami opadały jej na ramiona. Przyglądała się odbiciu w lustrze, nakładając warstwę szminki na usta.

– Tylko czy to nie jest drastyczne? Florka jest taka wrażliwa i dobra, nie powinnyśmy ją karać w ten sposób – postulowała Rozalia Lis, przeczuwając, że ich plan może przybrać zły obrót i, zamiast pomóc, jedynie zaszkodzi. Mocniej związała długie jasne włosy, uchwycone w warkocz. Jej niebieskie oczy patrzyły z obawą na przyjaciółki. Namawiały się jak spiskowcy, w toalecie, bez świadków. Miała coraz gorsze przeczucia, rozbudziły się w niej wyrzuty sumienia. To był jej wieczór panieński, a powoli przeistaczał się w tajną misję skierowaną przeciwko jednej z nich.

– To nie kara, tylko pomocna dłoń. Florka tego potrzebuje, bardziej niż czekolady. To postawi ją na nogi – zapewniała czerwonowłosa Eugenia Lipiec, gładząc krótkie włosy, sięgające karku. Wysoka modelka z zielonymi oczami przyjrzała się odbiciu i serdecznie uśmiechnęła. Zawsze to robiła, na wypadek gdyby przypadkiem ktoś obserwował ją po drugiej stronie tafli.

– Eni ma rację. Rozalio, nie możesz nas wydać. Zbyt długo to planowałam. To jest jedyny sposób, by Florkę wyrwać z nałogu. Jeśli nie teraz, to nigdy – argumentowała Luka, patrząc młodszej siostrze w oczy. – Język za zębami. Obiecaj.

– Ale czy musi być taki długi? – wątpiła Rozalia.

– Krótki nie przyniesie jej satysfakcji – upewniała Eni.

– Musi się przyzwyczaić i dostosować. – Luka poczuła drobny dreszcz zdenerwowania, ale miała pewność, że to, co zafundowały przyjaciółce, przyniesie odpowiednie korzyści. Poza tym nie było już odwrotu. – To ją na pewno zrelaksuje i przyniesie jej radość. Tylko nam podziękuje. Poczuje się jak nowo narodzona.

– Ale każdy sam powinien wybierać. Każdy ma inne preferencje i potrzeby – nie odpuszczała Rozalia, która obawiała się reakcji Florki na ten odważny pomysł.

– To prezent niespodzianka, więc nie mogłyśmy jej powiedzieć. – Eni miała dość czekania, już chciała wprowadzić plan w życie. Wiedziała, że to jedyny ratunek dla Florki. Mieszkała z nią przez jakiś czas i miała świadomość, że pomoc była potrzebna, i to od zaraz.

– Siostra, masz siedzieć cicho, ja się wszystkim zajmę. Mam plan, jak przekonać Florkę do tego pomysłu. – Luka uśmiechnęła się z zadowoleniem.

– Rozalię możesz zepchnąć z drogi, ale ja się nie dam – zaprotestowała Eni, patrząc podejrzliwie na Lukę. – To ja powiedziałam, że trzeba działać. To ja podsunęłam ten pomysł, więc ja mam zamiar czynnie w nim uczestniczyć. A tym bardziej o wszystkim wiedzieć.

– Nie świruj, Ruda, wszystkie w tym siedzimy, więc karę czy nagrodę dostaniemy po równo. Wpadłam tylko na pomysł, jak odpowiednio i w jakich warunkach przedstawić projekt Florce. Ten numer zawsze zdaje egzamin. Wystarczy… – urwała, bo w tym momencie do toalety wpadła Florka.

– Tu jesteście! Wszędzie was szukałam. – Florentyna Mazurek podeszła do lustra i poprawiła krótką fryzurę. Ciemne potargane włosy, ostrzyżone na wiecznie modnego „boba” okalały jej pyzatą twarz. Gruba grzywka opadała na ciemne brwi, zaczepiając długie rzęsy i wpadając do niebieskich oczu. – Co się dzieje? – zapytała zaskoczona ciszą i skierowanymi na nią spojrzeniami.

– A co ma się dziać? Balujemy – krzyknęła Luka, by ratować sytuację. Widząc minę Rozalii, obawiała się najgorszego.

– Ty nie do końca, w ciąży nie można pić alkoholu – rzuciła Florka z powagą. Wiadomość o błogosławionym stanie przyjaciółki zwaliła ją z nóg, ale i bardzo ucieszyła. Luka będzie miała kolejną sposobność pozbycia się genu samolubstwa, co zdecydowanie wyjdzie jej i innym na dobre.

– Dlatego ty będziesz pić za mnie. – Otoczyła ramionami przyjaciółkę i wyprowadziła ją z toalety. Odwróciła się do dziewczyn, wymownie mrugając. Nie oczekiwała aprobaty dla swoich drastycznych kroków, bo miała pewność, że jej pomysł okaże się genialnym posunięciem.

***

Błyski świateł raziły w oczy, atakowały tak samo jak muzyka odbijająca się echem od ścian. Skoczna i wesoła pobudzała do drgań i rwała na parkiet. Nawet serce biło w takt uderzeń basów, podrygując w tańcu, przyśpieszając puls. Najbardziej ekskluzywny hotel w Kołobrzegu z kolorowymi szkłami skrywał w podziemiach klub nocny, teraz, wieczorową porą tłumnie wypełniony. Pomysł i urządzenie wieczoru panieńskiego Rozalii przypadł Eugenii, a ona nie wyobrażała sobie zabawy bez tłumu ludzi, ich gwaru, bez muzyki i kolorowych świateł. Miało być wesoło i radośnie, w końcu to ostatni dzień wolności.

Klimat miejsca zupełnie nie mieścił się w widełkach oczekiwań Florki. Obserwowała roztańczonych ludzi, przytłoczona otaczającym ją hałasem. Eni już ciągnęła Rozalię na parkiet, najwyraźniej chciała stać się jego królową. Dwie przyjaciółki z dziecięcych lat do dziś zostały wierne swojej przyjaźni. Różne jak woda i ogień wspierały się i motywowały. Florka dziwiła się tylko, że Rozalia pozwoliła Eni urządzić wieczór panieński. Była spokojna, uwielbiała kameralność, otoczenie lasu i ciszy. Rudzielec miał z nich najbardziej szalone pomysły, dziewczyna trzymała głowę w chmurach.

Pokręciła głową, kierując się w stronę zarezerwowanego i wygodnego boksu z ciemną skórą. Zasiadła na wygodnej kanapie i rozejrzała się za Luką, która nagle zniknęła jej z oczu.

Najpierw chowają się wszystkie w toalecie, a teraz rozpierzchły się po lokalu. – Westchnęła, dopijając drinka z oliwką.

Jakiś czas temu bawiły się na wieczorze panieńskim Luki, który zdecydowanie bardziej był w guście Florki. Zabiegi w SPA do dziś wspominała z przyjemnością. Uśmiechnęła się do swoich wspomnień. Lukrecja Lis wyszła za mąż, a teraz spodziewała się potomka. Jak wiele czasu upłynęło, jak wiele zmian się dokonało. Teraz wybije ślubny dzwon dla Rozalii i Drogomira, dwa przeciwstawne charaktery połączyły się w całość, uzupełniając braki jednego zaletami drugiego. To samo połączenie dotyczyło Eugenii i starszego brata Florki.

Chwyciła za szklankę, ale kropla to za mało, by utopić smutki.

– Proszę, mam to, czego ci potrzeba – zaświergotała Luka z uśmiechem. Postawiła przed przyjaciółką szklankę ze złotym napojem.

– Ale ja nie zamawiałam…

– Dlatego zamówiłam dla ciebie.

– Whisky? Bez coli? Chcesz, żebym straciła głos?

– Nie przesadzaj i zrób to dla mnie. Kobietom w ciąży się nie odmawia.

– Kiedy nie byłaś w ciąży, też byłaś natrętna. Nie wiedziałam, że w błogosławionym stanie ta wada się nasili.

– Nie marudź i pij, i powiedz, jak smakuje. Sama widzisz, że ja o wodzie.

Florka zanurzyła usta w napoju, biorąc słaby łyk. Mocny alkohol rozszedł się po przełyku, po chwili rozgrzewając wnętrze. Był mocny, ale uderzenie ciepła sprawiło jej przyjemność. Martini nie pomogło, więc może whisky da radę?

– Niezła, żałuj.

– Wiedziałam, że ci posmakuje. Może wtedy zaczniesz się uśmiechać.

– Uśmiecham się.

– Ten grymas nazywasz uśmiechem? Nie oszukasz mnie. O co chodzi, Florka? Czym się gryziesz?

– Wszystko jest w najlepszym porządku.

– Powiedział samobójca, stojąc na moście. Pij. – Wetknęła przyjaciółce szklankę w dłoń i gdy tamta ją przechylała, pomogła jej wypić więcej.

– Zwariowałaś – wydusiła, krztusząc się i charcząc. – Co cię napadło?

– Niecierpliwię się. Kiedy zaczniesz przypominać dawną siebie? – dopytywała i stwierdziła, że jedna szklanka whisky to zdecydowanie za miało. – Wódka – rzuciła w pośpiechu, wyskakując z boksu, po czym skierowała się do baru.

– Wódka? Luka! – Florka została sama i popatrzyła w złoty płyn. – Za zabawę – mruknęła i opróżniła szkło.

– Dlaczego siedzisz tu sama jak palec? – Eni stanęła przed Florką z rękami na biodrach.

– Pilnuję naszych rzeczy.

– Wyłaź i na parkiet.

– W tym tłoku nie ma dla mnie miejsca.

– Florka rusz się albo cię siłą…

– Spokojnie, nie nerwowo. Mam coś dla was. – Luka postawiła na stole wiaderko z lodem, gdzie z kry wyłaniała się butelka wódki. Tuż za nią barman niósł na tacy kieliszki, szklanki i napoje.

– Kto to ma pić? – zapytała Eni zaskoczona zastawą.

– Florka, a raczej wy wszystkie – poprawiła się Luka z wymuszonym uśmiechem. Przez głowę przeszła jej myśl, czy nie przesadziła, ale szybko ją przepłoszyła.

Eni otworzyła zmrożoną butelkę, po czym nalała Florce ze szczodrością, po samiutkie brzegi.

– Zdrowie Rozalii! – zasalutowała i zanim Florka zdążyła otworzyć napój, by popić, krzywiąc się jak po cytrynie, przyjaciółka chwyciła ją za rękę i wyciągnęła na parkiet.

Florka wiedziała, że aktywność fizyczna w jakiejkolwiek formie nie jest jej mocną stroną, ale robiła dobrą minę do złej gry. Gibała się w takt muzyki, czując się jak ogromny i niezgrabny parowiec na małej rzece. Szczupła Rozalia i jeszcze drobniejsza Eni potęgowały jej kompleksy. Nawet Luka w ciąży z lekkim brzuszkiem wyglądała lepiej od niej. Wyróżniała się na tle innych swoją okrągłą i niezgrabną sylwetką. Zamiast się bawić i miło spędzać czas z przyjaciółkami przeżywała katusze, zagłębiając się w smutku kompleksów.

***

Usiadła i odetchnęła z ulgą. Udawanie, że świetnie się bawi, zaczynało jej ciążyć. Miała wyrzuty sumienia, w końcu powinna cieszyć się szczęściem przyjaciółki, razem z nią przeżywać radosne chwile. Nie podobało jej się własne postępowanie, więc gdy Luka podała jej kolejny kieliszek z wódką, opróżniła go bez zwłoki, krzywiąc się i pospiesznie mrugając powiekami.

– Ulegasz, to mi się podoba. – Luka szybko nalała jej drugi. Siedziała blisko niej, chcąc zapewnić ciągłość w spożywaniu procentów, w końcu bez tego jej plan nie przejdzie i wielotygodniowe przygotowania pójdą na marne. – Jak samopoczucie, Florciu?

– Florciu? Czy się przesłyszałam, czy już jestem pijana? – Popatrzyła wnikliwie na przyjaciółkę, która się do niej uśmiechała.

– Po prostu pytam moją przyjaciółkę, co u niej słychać? Czy to źle?

– Jesteś zbyt miła i grzeczna. Czegoś chcesz, zaraz… Coś kombinujesz.

– Dawno się nie widziałyśmy.

– Gadamy przez łącze co kilka dni. Nawet nie czujemy, że ja mieszkam w Londynie, a ty w Dźwirzynie.

– Ale jak przerywasz połączenie, gdy chcę delikatnie poruszyć wrażliwe kwestie, to czuję, jakbyś była na księżycu. – Niepisaną tradycją przyjaciółek było przerywanie połączenia, gdy jedna zbyt blisko zbliżała się do prawdy, podczas gdy druga nie chciała wyciągnąć jej na światło dzienne.

– Opryskliwe wytykanie mi zbędnych kilogramów, wypominanie zjedzonych słodyczy czy brak ćwiczeń, sugerując mi, że jestem śmierdzącym leniem, nazywasz „delikatnością”. – Florka aż się zapowietrzyła.

– Wyrażam tylko swoją opinię.

– Właśnie dlatego przerywam, bo kiedy wyrażasz swoją opinię, stajesz się natrętna i niemiła i wiesz, że użyłam „delikatnego” określenia.

– Wiem od Eni, co porabiasz po pracy. Leżenie przed telewizorem i objadanie się czekoladą nie jest tym, czego potrzebujesz.

– Odpoczywam od pracy, ciężkich obowiązków, które na mnie spływają każdego dnia.

– Och, przestań, to tylko liczby, a ty się zachowujesz, jakbyś broniła mordercy przed stryczkiem i to dosłownie.

– Zawsze wiedziałam, że doceniasz moją pracę.

– Widzisz, właśnie o tym mówię. Czepiasz się, jesteś markotna, to nie Florka, która się uśmiechała od ucha do ucha.

– Ja się czepiam? – nie dowierzała Florka. Faktycznie potrzebowała się napić.

– Eni mi wszystko zrelacjonowała.

– Zaprosiłam konia trojańskiego pod swój dach. Nie dość, że na mnie kablowała, to jeszcze zbałamuciła mojego brata. Taka spotyka cię nagroda za pomoc. Wielkie dzięki.

– Szeregując fakty, to ty najpierw na nią kablowałaś.

– Bo pakowała się w kłopoty. A skoro ją zaprosiłam, była pod moją opieką. Musiałam reagować. – Florka nie miała sobie nic do zarzucenia.

– Eni jest wdzięczna, że ją zaprosiłaś, więc teraz stara się ci odwdzięczyć. W końcu dzięki tobie udało jej się spełnić marzenia. Robi to, co kocha, i może liczyć na więcej.

– Niech będzie wdzięczna i zostawi mnie w spokoju.

– Mnie się tak łatwo nie pozbędziesz. Pij. – Podała jej kolejny kieliszek.

– Może poczekam na dziewczyny, nie powinno się samemu pić.

– Pij, z nimi wypijesz kolejny.

– Chcesz mnie upić?

– Skoro na trzeźwo nie współpracujesz, muszę cię zmiękczyć.

Rozalia i Eni wróciły zmachane z parkietu. Wszystkie cztery wzniosły głośny toast.

– Ciekawe, co porabiają faceci? – zastanawiała się Eni, myśląc o narzeczonym.

– Hubert na pewno im zapewni rozrywkę – rzuciła Luka z uśmiechem, myśląc o mężu. – Miela i inni mieli jakiś tajny plan, oczywiście na nic moja napastliwość i stanowczość, mąż niczego mi nie zdradził. Pan młody, Drogomir, i prawnik z Londynu, Tom, na pewno będą się wyśmienicie bawić.

– Ale nie lepiej od nas. Wieczór atrakcji dopiero się zaczął, lecz na koniec trzymam prawdziwą petardę. – Eni roześmiała się, dumna ze swojego pomysłu. Uwielbiała przygody i zdobywanie nowych wrażeń. Była jak wiatr, którego nie sposób zatrzymać.

– Myślałam, że tylko klub wchodzi w grę. Co jeszcze wymyśliłaś? – pytała Florka, znając przyjaciółkę i jej odważne wymysły. Wiedziała, że na pewno nie przypadną jej do gustu. Marzyła o wygodnych spodniach, kapciach i czekoladzie.

– Zjedziemy po linie z latarni morskiej.

– Zwariowałaś! – Kiedy przyjaciółki się roześmiały, uspokoiła się, ale niewiadoma nie dawała jej spokoju. – Chcę wiedzieć…

– Pij! – Luka podała jej pełny kieliszek. – Mówiłam wam, że zrobiła się smętna. Pomóżcie mi!

Po kolejnych kolejkach przyjaciółki przystąpiły do ataku. Luka spojrzała na Eni, która porozumiewawczo kiwnęła na znak zgody. Rozalia, zaatakowana ich spojrzeniami, dla odwagi łyknęła niedokończonego drinka.

– Florciu, pytam o twoje samopoczucie, bo widzę, że coś jest nie tak, coś cię męczy.

– To święto Rozalii, jej wieczór, nie czas na smutki – powiedziała Florka, czując przyjemne rozleniwienie. Alkohol wzmacniał swoje działanie.

– Wszystkie się o ciebie martwimy. – Luka z naciskiem popatrzyła na młodszą siostrę.

– Florciu, jesteś ostatnio przygnębiona, więc twój uśmiech sprawi mi o wiele większą przyjemność niż wieczór panieński – zapewniła Rozalia z uśmiechem. Ciepło, które się w niej tliło, promieniało na każdego, kto ją spotkał.

– Gadaj jak na spowiedzi – odezwała się Eni, przejmując pałeczkę. – Muszę spłacić swój dług i czy tego chcesz, czy nie, wyciągnę cię z tego marazmu i na pewno nie zabierzesz ze sobą czekolady.

– Starałam się tylko tobie pomóc – usprawiedliwiła Florka swoje tajne działania za plecami Eni i wtrącanie się do jej spraw.

– A teraz ja staram się pomóc tobie.

– Dość! Nie ma co się przerzucać wdzięcznościami – zaznaczyła Luka z ironią, po czym sama zaatakowała: – Siedzisz w czterech ścianach, oglądasz komedie romantyczne, objadasz się czekoladą i wcale nie jesteś szczęśliwa. Nie uważasz, że czas to zmienić?

– Lubię tak spędzać czas.

– Pewnie, jasne, oczywiście! Zaleganie bez ruchu na kanapie przypomina życie dziewięćdziesięciolatka. Gdyby to był twój przedział wiekowy, nic bym nie mówiła, nie komentowała, ale w wieku trzydziestu dwóch lat to rażące marnotrawstwo.

– Mam trzydzieści jeden lat, tak dla sprostowania, i to jest równoznaczne z tym, że jestem dorosła i sama o sobie decyduję.

– Niedługo nowy rok, który prześpisz na kanapie przywalona słodyczami, więc cię po prostu ostrzegam.

– Nie wypomniałaś oddechu zbliżającej się czterdziestki. Powinno mi ulżyć.

– Krzywdzisz samą siebie! – Luka uśmiechała się złośliwie. – Jak nic nie zrobisz, to właśnie do czterdziestki będziesz siedzieć i rosnąć, ale wszerz, aż wtopisz się w kanapę!

– Wiedziałam! Argumentu „czterdziestki” nie mogło zabraknąć! Pamiętasz, że jesteśmy w tym samym wieku?

– Ja nie marnuję swojego życia na lenistwo.

Tym razem Florka sama sobie nalała i wypiła do dna. Normalnie przerwałaby połączenie, teraz ta opcja nie wchodziła w grę.

– Masz coś w planach? Noworoczne zobowiązania? Cokolwiek?

Eni i Rozalia popatrzyły po sobie, nie wiedząc, czy się wtrącić i przerwać atak, czy pozwolić Luce działać. Metody Lukrecji były brutalne, ale zazwyczaj przynosiły skutek.

– Wiele razy próbowałam i nic z tego nie wyszło. – Florka opróżniła kolejny kieliszek, który podała jej Luka.

– Bo się poddałaś! Musisz wreszcie się zaprzeć i podjąć wyzwanie… – Urwała, decydując się na zebranie argumentów, które wykorzysta w odpowiednim czasie. – Może skupmy się na tym, dlaczego jesteś smutna.

– Właśnie, Florciu, powiedz nam, czego ci brakuje, czego potrzebujesz? – prosiła ze spokojem Rozalia.

– Nie chcę was zanudzać swoimi bolączkami. Żyjecie w innym świecie niż ja. Nie zrozumiecie. – Westchnęła wymęczona pojedynkiem słownym z Luką.

– Mów i pij. – Luka traciła cierpliwość.

– Nie to, że wam zazdroszczę, ale…

– Gadaj! – Eni nie wytrzymała i ubiegła Lukę.

– Powiedz nam, może razem coś wymyślimy – proponowała Rozalia, która jako jedyna nie wykazała zniecierpliwienia.

– Nikt mnie nie kocha – rzuciła Florka i rozpłakała się. Alkohol spełnił swoje zadanie. – Jestem gruba i brzydka. Nikt mnie nie chce. Przytyłam!!!

Luka zbladła, wiedziała, że do pocieszania płaczek się nie nadawała, popatrzyła na Eni, która się zawstydziła. Zareagowała Rozalia, przesiadając się i obejmując ramieniem chlipiącą Florkę.

– Nie jesteś gruba ani brzydka.

– Jestem! Weszłam na wagę. To twoja wina! Zostawiłaś ją na widoku, a miała leżeć pod wanną, głęboko ukryta. – Pokazała palcem na Eni.

– Teraz to moja wina, że tyle ważysz – powiedziała Eni. Wiedziała, że Florka nie znosi widoku wagi, ale gdy ostatnio do niej przyjechała, specjalnie ją wyciągnęła i ustawiła w salonie na widocznym miejscu. Od tego właśnie zaczął się wspólny plan dziewczyn, każda rzecz miała znaczenie. Przyjaciółka wpadła w pułapkę i się zważyła.

– Nie dramatyzuj, odetchnij i porozmawiajmy, ale bez zawodzenia. Skoro wiesz, że przeholowałaś, to powinnaś to zmienić, oczywiście my ci w tym pomożemy. – Luka odetchnęła, wreszcie zmierzały do celu. – Wiesz, że się obijasz, że objadasz słodyczami i nic z tym nie robisz.

– To jest twoja pomoc. – Florka przetarła oczy z łez, miała gdzieś rozmazany makijaż. Mrok klubu i jasne światła tuszowały jej wygląd, poza tym wiedziała, że w towarzystwie szczupłych towarzyszek nikt na nią nie spojrzy. Czuła się najbrzydsza i najgrubsza.

– Wskazuję problemy, nic więcej. Jesteś nieszczęśliwa, prawda? Florentyno Mazurek, bądź ze mną szczera.

– Prawda. – Opróżniła szkło, robiąc to automatycznie. Była wykończona smutkiem i przyznała się. Po co miała walczyć, skoro jej okrągłych kształtów nie dało się ukryć? Całe lata odchudzania i wyrzeczeń skończyły się sromotną porażką. Z przekonaniem sądziła, że jak podejmie kolejną, to znowu upadnie. Po prostu dała sobie spokój i wywiesiła białą flagę, co było równoznaczne z rozpaczą, która temu towarzyszyła.

– Dalej, co czujesz? – naciskała Luka.

– Jestem zrozpaczona i samotna. Wiem, że przytyłam, widzę to po ubraniach, nawet nie chodzę już na zakupy, bo częściej odwiedzam stoiska dla otyłych.

– Niemożliwe, kiedy byłaś ostatnio? – Luka naprawdę się zmartwiła. Zakupy zaraz po czekoladzie były kolejnym etapem, którym Florka poprawiała sobie humor.

– Trzy tygodnie temu – rzuciła z rozpaczą, zanosząc się płaczem. Przyjemne rzeczy przestały sprawiać jej radość

– Trzy tygodnie?! To poważne, nigdy nie rezygnowałaś z tej rozrywki. Widzisz, że trzeba działać. Tym bardziej że może się to pogorszyć. Wyobraź sobie, że już nigdy nie pójdziesz na zakupy, nie ruszysz się z domu, bo będziesz za ciężka…

– Luka – przerwała Rozalia. – Wystarczy. Florka wie już, że ma problem, i chce go rozwiązać. – Miała dość taktyki starszej siostry, która przypominała operację serca na przytomnym pacjencie.

– Oczywiście, że chciałabym to zmienić – zarzekała się Florka, która ucieszyła się ze wsparcia dobrotliwej Rozalii.

– Świetnie! – krzyknęła Eni, zacierając ręce, by już przejść do rzeczy.

– A zrobisz absolutnie wszystko, co w twojej mocy? – dopytywała Luka, podając jej kolejny pełny kieliszek.

– Tak, zrobię absolutnie wszystko, co tylko możliwe, by to zmienić. – Florka miała pewność, że gdyby schudła, jej świat byłby cudowny i byłaby szczęśliwa.

– Obiecujesz?

– Obiecuję! Tylko że nie wydarzy się cud, a ja nie schudnę.

– Mamy dla ciebie cud, po którym na pewno schudniesz.

***

Luka uśmiechnęła się i napełniła dziewczynom kieliszki. Florka szła za jej głosem jak po sznurku, więc mogła przejść do planu, który przygotowała.

– O czym ty mówisz? – zapytała Florka, niepewna, czy dobrze usłyszała.

– Mamy dla ciebie niespodziankę – rzuciła Eni z ekscytacją.

– Wykupiliśmy ci pobyt na wczasach pielęgnacyjnych – wyjaśniła Luka, ciesząc się z tak „ciepłej” nazwy.

– Co zrobiłyście?

– Będziesz mogła schudnąć.

– Tam odpowiednio się tobą zajmą.

– Będziesz miała zapewnione dietetyczne posiłki, odrobinę ćwiczeń i najważniejsze: SPA, zabiegi, które postawią cię na nogi. Wszystko sprawdziłam i wybrałam pod twoje indywidualne potrzeby. Będziesz zadowolona. – Luka uwodziła, przyjmując teraz miły ton i uśmiech na twarzy.

– Ale to musiało dużo kosztować? – pytała Florka, nie wiedząc, co o tym myśleć. Pielęgnacyjne wczasy kojarzyły się z wypoczynkiem, a jeżeli dochodziło SPA, nie miała żadnych zastrzeżeń.

– Kosztowało, i to dużo, więc to doceń – wyznała Luka z naciskiem. – Baseny, sauny, masaże, po prostu all inclusive. Wszystkie się na to złożyliśmy. Zrobimy wiele, zapłacimy każdą cenę, żeby nasza Florcia była znowu szczęśliwa i radosna.

Florka zaniosła się płaczem, ale teraz ze wzruszenia. Przez moment poczuła się znowu wartościowa. Miała swoje kochane przyjaciółki, które się o nią martwią. Nawet Luka ze swoim podejściem buldożera była przez nią uwielbiana. Zatroszczyła się o nią, jej sercu zrobiło się bardzo miło.

– Za przyjaźń! – Wzniosła toast, co przyjęto z głośnym odzewem. – Opowiadajcie, co to za wczasy?

– Zaraz, nie tak szybko… Zgadzasz się, że poległaś, nie podniosłaś rękawicy, a tak naprawdę leżysz i kwiczysz? – Luka chciała załatwić formalności.

– Tak! Co mam jeszcze powiedzieć, a może spalić się na stosie? – Radosna wiadomość sprawiła jej przyjemność, teraz alkohol dodał animuszu.

– Chcę powiedzieć, że cię z tego rozgrzeszamy wszystkie. Eni, Rozalia, ja i ty sama powinnaś to zrobić. Zaczniesz nowy etap. Co ty na to? Podejmiesz wyzwanie?

– Tak, podejmę, gdzie mam podpisać? – zażartowała, mając dość tego wywiadu, a zwłaszcza Luki, która zaczynała psuć efekt.

– Dobrze, że o tym wspomniałaś. Tutaj! – Luka wyciągnęła z dużej torby spięte kartki i podsunęła przyjaciółce ostatnią stronę. – Wyraźnie imię i nazwisko.

– Żartujesz? Muszę przeczytać. Nigdy nie podpisuję…

– Pij i podpisz. Nie popsujesz nam niespodzianki. – Luka gorączkowo myślała, jak namówić Florkę do złożenia podpisu. To był najwęższy przesmyk w jej planie. Popatrzyła z naciskiem na Eni i Rozalię, domagając się wsparcia.

– Wszystkie trzy przeczytałyśmy umowę, ja nawet trzy razy – zapewniała Eni. – Wiesz, że teraz do umów podchodzę z wszelką dociekliwością, więc o nic się nie martw, nadal będziesz należeć do siebie. – Uśmiechnęła się, przypomniawszy swoje zobowiązania, które jeszcze niedawno pozbawiały ją własnej wolności.

– Florciu, chcemy dla ciebie jak najlepiej – wtrąciła Rozalia, czując wyrzuty sumienia, była jednak w mniejszości i musiała się podporządkować. – Luka wszystkiego dopilnowała, zadbała o każdy szczegół i atrakcje. Będziesz tam traktowana wyjątkowo.

– Popsujesz niespodziankę, gdy zaczniesz czytać – nalegała Luka, ale już nieco łagodniej.

Zmiękczona przez alkohol, złagodzona przez przyjaciółki, sięgnęła po długopis i złożyła podpisy. Nim się obejrzała, kartki z tajną zawartością zniknęły, a jej kieliszek ponownie został napełniony.

– Za wyzwanie! Za Florkę! Za jej odwagę!

– Tym razem musi się udać – dołączyła się Florka. Z nieco już mętnym umysłem zaczynała tworzyć w głowie wymarzone scenariusze. Ona na słońcu, wymasowana i rozluźniona z drinkiem lub deserem na basenie. Cały personel dba o jej wygodę i spełnianie zachcianek. Już nie mogła się doczekać.

– Kiedy odbędzie się ten turnus? W tym sezonie letnim?

– W tym sezonie, ale zimowym.

– Jak to? Myślałam, że w wakacje, w lecie…

– To nie są typowe wczasy, to wczasy pielęgnacyjne, specjalne dla specjalnych gości ze specjalnymi potrzebami – referowała Luka zadowolona z pierwszej wygranej, kolejną było wepchnięcie przyjaciółki za płot, gdzie odbywał się obóz, ale tym postanowiła pomartwić się później, teraz musiała utrzymywać tę bańkę marzeń u Florki, by z niej nie wypadła. – Letni jest przeznaczony tylko na wypoczynek. Ty masz termin w połowie lutego, wczasy potrwają miesiąc, do połowy marca.

– Tak długo?

– Musisz nabrać motywacji, a cztery tygodnie to dla ciebie w sam raz. Prawda? – pytała dziewczyn, chcąc, by wspomogły ją w dalszym urabianiu Florki.

– Oczywiście, z twoimi potrzebami, Florka, cztery tygodnie to minimum – zapewniła Eni.

– Spędzisz miłe chwile, może być czasem ciężko, ale… poradzisz sobie. – Rozalia bezgłośnie jęknęła, gdy siostra kopnęła ją pod stołem.

– Pokochasz zimę nad morzem. Zobaczysz puste plaże, poczujesz orzeźwiające powietrze. To zupełnie coś innego niż zagęszczony dieslowski Londyn – niestrudzenie uwodziła Luka, malując ten idylliczny obrazek. – Nigdy mnie zimą nie odwiedziłaś.

– Więc to będzie w Dźwirzynie? – Florka ucieszyła się, że będzie mogła wyskakiwać do przyjaciółki na plotki. Między masażami a basenem, dbając, by nie pominąć żadnego posiłku, zwłaszcza deseru.

– Nie, ale niedaleko w Mrzeżynie. Spodoba ci się! Będziesz miała co robić, już o to zadbałam. – Luka była dumna z atrakcji, na które zapisała przyjaciółkę. Wiedziała, że jej za to podziękuje, zapewne nie na początku, ale na koniec na pewno. Była dobrej myśli.

– Skoro wszystkie jesteśmy teraz zadowolone, to idziemy się bawić – zaproponowała Eni. Wzniosły kolejny toast i ruszyły na parkiet. Florka już nie protestowała. Rozbudziła się, a alkohol wyswobodził ją z barier. Nie mogła się doczekać wczasów, które zmienią jej życie.

2

Kołysało powoli i miarowo. Otworzyła oczy i powoli usiadła, a wtedy bujanie ustało. Poczuła druzgocący ból głowy, który z każdym mrugnięciem nasilał swoje działanie. Florka przetarła oczy i poszła do łazienki. Kac gigant był rezultatem szczodrości Luki, która nachalnie zapewniała jej pełny kieliszek. Na początku piła ze smutku, później z radości. Nie pamiętała wszystkich wydarzeń. Pobieżne skrawki, które nie chciały się połączyć w całość. Wszystko było dobrze do momentu opuszczenia klubu, później nic, tylko statek, czyli kolejna atrakcja żywiołowej Eni.

Nocny rejs pod gwiazdami z szampanem z zimnymi ogniami i fajerwerkami, które Eni sama odpalała. Zanosiło się na ciekawe przeżycie do momentu wypłynięcia za główkę portu, gdy morze, nieograniczone betonowymi barierami, zwiększyło swoje ataki. Zaczęło mocno bujać, co zupełnie nie współgrało ze sporą ilością wypitego alkoholu i... w końcu znalazło swoje ujście. Florka, przechylona przez barierkę marzyła o ciepłym pokoju i herbacie. Upokorzenie nawet teraz sprawiło jej dużą przykrość. Nie pamiętała już, jak dotarła do domu, do łóżka, ale tak naprawdę nie chciała wiedzieć. Zniszczyła się i właśnie miała tego potwierdzenie w lustrze. Patrzyła na nią wymęczona twarz, zaspane i podkrążone oczy w otoczeniu włosów sterczących w jednym kołtunie.

Pokręciła głową. Ważny dzień Rozalii i Drogomira chciała przeżyć w radości i romantycznym uniesieniu, teraz w ogóle chciała go przeżyć.

– Wstałaś, śpioszku? Jak się czujesz?

– Tak, jak wyglądam. – Florka spała u Luki i Huberta. Drewniany dom był przytulny, a cisza i spokój były największymi atutami miejsca.

– Zaraz coś poradzimy.

– Raczej ty poradzisz, bo sama doprowadziłaś mnie do takiego stanu. Co cię napadło, żeby zmuszać mnie do picia?

– To był wieczór panieński Rozalii, więc nie mogłaś siedzieć z nosem na kwintę. Chciałam cię trochę rozruszać i poprawić humor – zapewniała, sądząc, że wymówka jest wiarygodna.

– Rozruszałam się zwłaszcza na statku! Wiedziałaś o tym?

– Nie wiedziałyśmy, że masz chorobę morską. Eni omówiła ze mną cały wieczór i dostała moją zgodę.

– SPA mi się bardziej podobało – mruknęła, czując gigantyczny nacisk na skronie.

– Dyskoteka miała być rozrywką i czymś niecodziennym dla Rozalii, a wypłynięcie na otwarte morze alternatywą dla lasu i muzyki drzew. Rozalia lubi kameralność i kocha naturę, nie uważasz, że to genialny pomysł?

– Może faktycznie. Masz kawę, tabelki, cokolwiek?

– Najpierw weźmiesz prysznic, później nałożę ci maseczkę na twarz, a wtedy zaczniemy przygotowania.

– Nie słyszałam: kawa i tabletki.

– Zaraz ci to zorganizuję, a teraz marsz pod prysznic. – Luka przewróciła oczami i wyszła z pokoju.

Maseczka, kawa i tabletki zdziałały cuda. Uśmiechała się do lustra, co już uważała za ogromny sukces. Ból głowy zmniejszył intensywność, a i sama twarz po zabiegach kosmetycznych Luki zyskała zdrowszy wygląd. Nawet włosy błyszczały, delikatnie spływając wokoło jej twarzy.

Wszystko zaczynało iść dobrze do momentu założenia sukni. Rozalia zostawiła dziewczynom dowolność wyboru kreacji, w odróżnieniu od Luki, która nawet suknie druhen musiała zaplanować. Florka podziękowała Rozalii za ten miły gest, choć to nie rozwiązywało jej problemów.

Granatowa suknia miała gorset i od talii rozszerzała się ku dołowi. Specjalnie wybrała taką opcję - w razie nadmiaru kilogramów!

Stała w bieliźnie i rajstopach i nie mogła na siebie spojrzeć. Jęknęła, widząc duży, lekko zwisający brzuch, baleronowate uda i ramiona zalane tłuszczem. Widok rażących mankamentów jej ciała ponownie starł uśmiech z miłej twarzy.

Jeszcze niedawno byłam szczuplejsza, drobniejsza, a teraz to Fiona w wersji zielonej – rozmyślała. Cowieczorne posiedzenia z pilotem i słodkimi ulubionymi przysmakami zrobiły swoje, a że nie miała silnej woli, folgowała, ile wlezie. Teraz patrzyła na rezultaty swoich poczynań.

– Słaba i gruba. Florentyno Mazurek, coś ty z siebie zrobiła?! Żal mi ciebie naprawdę. Po co to mówię? I tak nic do ciebie nie dotrze. – Gwałtownie drgnęła, jakby dostała piłką w głowę. – Przecież jadę na wczasy pielęgnacyjne, tam się mną zajmą, tam pomogą mi schudnąć. – Uśmiech powrócił, rozbudzając determinację. Sięgnęła po suknię i wciskała się w nią, nie komentując już tego, co musiała zrobić, by zmieścić się w zbyt opięty materiał. Miesiąc temu jeszcze w nią wchodziła, co prawda na styk, ale planowała zgubić jeden czy dwa kilogramy.

– Gotowa? – Luka wpadła po pokoju przyjaciółki, ale zatrzymała się w pół kroku. – Nie za ciasną kupiłaś?

– Proszę bez komentarzy. Zapniesz mnie? – Luka postąpiła zgodnie z jej prośbą, a Florka jęczała i wciągała brzuch, by gorset skrył jej mankamenty. Udało się, ale z oddychaniem był kłopot.

– Przeżyjesz? – zapytała Luka, widząc czerwoną twarz przyjaciółki.

– Muszę, po uroczystości poluzujesz.

– Wyglądasz, jakbyś miała fiknąć.

– Wszystko jest w porządku, ale nie wiem, jak włożę buty. Pomożesz?

– Oczywiście, wszystko dla mojej przyjaciółki, ale chcę, żebyś to zapamiętała, a najlepiej sobie zapisz. – Luka schyliła się i wsunęła Florce czarne szpilki na stopy. – Wyglądasz bardzo… ładnie, naprawdę.

– Starałaś się, żeby zabrzmiało wiarygodnie. Naprawdę doceniam.

– Nie martw się, wczasy wszystko zmienią. Zapewniam cię, że zrobią z ciebie innego człowieka.

– Dziękuję, Luka, nawet nie wiesz, jak… wiele to dla mnie znaczy – wydusiła ze wzruszeniem. Potrzebowała wsparcia i właśnie Luka, jej odrobinę samolubna i dosadna Luka, je okazała. Będzie jej za to wdzięczna do końca życia.

– Nie płacz, bo zniszczysz makijaż. – Luka objęła przyjaciółkę, marszcząc brwi. Miała nadzieję, że dobrze zrobiła, choć wyrzuty sumienia już podnosiły głowy.

***

Pragnęła jak najszybciej poczuć na twarzy morskie powietrze. Wyszła przed dom, zaatakowana przez gwałtowny, wręcz lodowaty podmuch, który szybko przepędził rozmarzenie. Otuliła się mocniej kurtką i, jak tylko pozwoliła jej ciasna sukienka, marszem podeszła do samochodu.

Do kościoła miały niedaleko, ale Florka nie zamierzała robić spaceru w niewygodnej kreacji, przez którą odczuwała tortury. Wpakowała się na siedzenie pasażera, głośno dysząc.

– Zniewalasz, Florka. Każdy facet na weselu będzie chciał cię porwać na parkiet. – Hubert Dec wyszczerzył zęby w uśmiechu, patrząc na brunetkę z aprobatą. Przyjaciółka żony była ciepłą i przyjazną osobą, którą bardzo lubił. Ubrany był w elegancki garnitur, miał elegancko ułożone włosy, co zbyt rzadko się zdarzało, prezentował się jak prawdziwy dżentelmen.

– A ty będziesz najprzystojniejszym gościem na parkiecie – zapewniła, odwdzięczając się za komplement. Doceniała jego wsparcie, ale prawda była taka, że była sama, jedyna bez pary. Taniec z kimkolwiek uzna za cud. To, jak wyglądała, również nie zyska aprobaty potencjalnych adoratorów.

Ruszyli, a Florka popatrzyła w szybę, skacząc wzrokiem po otaczającym krajobrazie uroczego Dźwirzyna. Jesień kończyła swoje zadanie, rozebrała drzewa z liści, przygasiła zielony kolor traw, odchodziła popychana przez zimę, która mocnymi podmuchami wiatru zdradzała swoje zniecierpliwienie.

W Londynie nie miała takich kolorów. Lato przechodziło w kalendarzową jesień tylko formalnie, później zima, która bez śniegów jedynie z chłodniejszymi temperaturami zdradzała przybycie. W Polsce było inaczej, rdzawe i złote liście opadały na mokre alejki i chodniki, barwiąc je ciepłymi kolorami.

Florka nie zwracała uwagi na przeskoki pór roku, ale w innym kraju to samo rzucało się w oczy. Zastanawiała się, jak było w innych zakamarkach świata, które kiedyś chciała odwiedzić, poznać ich klimat i kulturę. Tyle rzeczy pragnęła zrobić, ale wszystko zostawiała w teczce „kiedyś”, która zakopana pod kartonami niedogodności, wątpliwości i teraźniejszości, kurzyła się w cieniu, zapomniana.

Dojechali, a gdy tylko wystawiła głowę z auta, wiatr porwał włosy, bezczelnie psując jej fryzurę. Opatuliła się kurtką, szybko zmierzając do kościółka. Z zewnątrz był mały, biały, wetknięty pomiędzy inne budynki. Nadmorska miejscowość w porze jesienno-zimowej wyludniała się, rzadko przejeżdżał samochód, nieliczni spacerowali.

Weszła do przystrojonego kościoła i zmarkotniała. Czy jej kiedyś będzie to dane? Myśli przeskoczyły na tryb wymarzonej projekcji. Ona w białej sukni do ziemi, z długim welonem, a przed nią biały dywan, na którego końcu stał jej wymarzony mężczyzna. Była dla niego tą jedyną, a on jedynym dla niej. Tą jedną miłością…

– Florka tutaj! – krzyknęła Luka, zapraszając ją gestem do salki.

Ocknęła się i ruszyła w kierunku przyjaciółki. Weszła do pomieszczenia urządzonego w ciężkim i topornym stylu, typowym dla każdego wiejskiego kościółka. Nawet zapach nie zaskakiwał. Rozchodzący się dymem stopionego wosku już na wieczność wdarł się w ściany i drewniane meble.

– Pięknie… – wyszeptała, patrząc na Rozalię, której ciało otaczała delikatna biała suknia, jak druga skóra podkreślająca łagodności i wypukłości drobnej budowy. Przyjaciółka wpatrywała się w niewielkie lustro, dokonując drobnych poprawek.

– Dziękuję, Florciu, ty też cudownie wyglądasz – zapewniła Rozalia.

– To ja załatwiłam suknię. To mój prezent – piała z zachwytu Eni, podziwiając wybór, który był idealny dla skromnej przyjaciółki. Model naked dress otulał ciało panny młodej, zdobieniami białej nici koronką i woalu zakrywając to, co trzeba, a odsłaniając atuty. Suknia przylegała do ciała i na biodrach rozchodziła się odrobinę, spływając gładko do samej ziemi. Jasne włosy zostały lekko podkręcone i uchwycone modny splot, co dodało naturalności i niewinności.

– Popraw włosy – rzuciła Luka do Florki.

– Przecież już wyglądają cudownie. – Florka nie mogła ostygnąć z zachwytu. Rozalia była piękną panną młodą. Sama pragnęła tak czarować wyglądem.

– Mówię o tobie.

Florka zreflektowała się i podeszła do lustra. Widząc roztrzepaną kotłowaninę włosów i swoją pełną twarz, jęknęła. Przeczesała włosy palcami i po chwili z ulgą odwróciła oczy. Patrzenie w lustro było rozrywką, z której już dawno zrezygnowała. Każde spojrzenie mówiło o jej słabości i wadach, a nie była masochistką.

– Jak się czujesz? – zapytała Eni Florkę. Stała przy Rozalii i poprawiała jej suknię.

– Fantastycznie. Twój pomysł z wypłynięciem w morze był rewelacyjny – rzuciła z ironią, krzywiąc się.

– Sporo kosztował, więc musiał być – rzuciła. – Wolałabyś zjazd po linie z latarni morskiej?

– Jak ja z tobą wytrzymywałam? – zapytała, wspomniawszy pobyt Eni w swoim domu.

– Nie dość, że wytrzymałaś, to jeszcze się świetnie bawiłaś. Przyznaj, że za tym tęsknisz.

– Jak za wysypką. – Florka uśmiechnęła się, choć to, co mówiła Eni, było prawdą. Tęskniła za rudowłosym tornadem, które niszczyło jej ustalony porządek dnia. Bez niej zrobiło się pusto i samotnie. Do tej pory nie mogła wskoczyć na dawne tory. Czuła, że już nie potrafiła, że brakowało jej czegoś, by osiągnąć spokój i spełnienie.

– Halo, księżniczki! – fuknęła Luka. – Dzisiaj Rozalia jest królową, więc za jej panowania ma być zgoda w królestwie.

– I wszyscy mają się dobrze bawić – zaznaczyła Rozalia, zatrzymując na dużej wzrok na Florce. – Obiecajcie.

– Będę się świetnie bawić, siedząc sama w kącie i zalewać smutki alkoholem, w końcu wczoraj nieźle mi poszło – rzuciła Florka. Wiedziała, że osobom w związkach trudno było dostrzec singla, a jeszcze trudniej wczuć się w jego sytuację.

– Poradzisz sobie i na pewno kogoś wyrwiesz – zapewniała Eni. – Tak jak wczoraj. Pamiętasz, że bałamuciłaś kapitana statku? Nic cię nie zniechęciło. – Była wyraźnie rozbawiona.

– Chciałaś z nim wypłynąć w morze i zwiedzać świat, tylko czasem zawijając do portu. Zapomniałaś, że to jest Bałtyk? – kpiła Luka.

– Nie wkręcajcie mnie. Niczego takiego nie robiłam. Prawda? – zawahała się, kiedy dziewczyny wybuchły śmiechem.

– Wieszałaś się mu na ramionach i chciałaś wymusić pocałunek – relacjonowała Luka.

– I mnie nie powstrzymałaś?!

– Trudno było zahamować twoje zapędy. Spodobał ci się.

– Kapitan starał ci się grzecznie odmówić, ale uparłaś się i nie rezygnowałaś. Dopiero jak zrobiło ci się niedobrze i pobiegłaś… opróżnić żołądek – powiedziała Eni elokwentnie – dałaś mu spokój.

– Co on wykorzystał i uciekł do swojej budki czy sterowni. Jakkolwiek to się nazywa. Więcej z niej nie wyszedł.

Florka jęknęła, chowając twarz w dłoniach.

– To straszne i upokarzające. Czy powinnam pokazywać się ludziom na oczy?

– Byłaś pijana, więc na pewno to zrozumiał – pocieszała Rozalia. Swobodna rozmowa zmniejszyła trochę jej zdenerwowanie uroczystością. Dziś będzie celem spojrzeń, a wypchnięta przed szereg skupi na sobie uwagę wszystkich. Czuła tremę, ale starała się nią delektować. Skromność schowała głęboko w kieszeń płaszcza, którego już nie zamierzała nosić. Z miłością jej życia, Drogomirem, mieli rozpocząć nowy etap i z przyjemnością chciała się nim pochwalić, przeżywając z bliskimi tak ważną dla niej chwilę.

– Jaki wstyd! – Florka złapała się za głowę, nie zważając na dopiero co ułożoną fryzurę. Nie potrafiła przywołać zatartych wspomnień minionego wieczoru. Pozostawały tylko relacje przyjaciółek.

– Nie znałam cię z tej strony. Nie wiedziałam, że lubisz dojrzałych mężczyzn. – Eni parskała śmiechem, a przyjaciółki się dołączyły.

– To ile on miał lat?

– Około siedemdziesiątki, ale dobrze się trzymał.

– To straszne! – Florka ponownie zajęczała. Nie dała spokoju jej jedna myśl, czy była aż tak zdesperowana, że podświadomie rzuca się na emerytów.

– Przykro mi, Florciu, ale na weselu będziesz musiała zadowolić się młodszymi.

Uśmiechnęła się lekko do przyjaciółek, nie chcąc wiedzieć, co jeszcze nawywijała.

***

Florka stała po stronie panny młodej, przed nią była Luka z upiętymi włosami ubrana w złotą suknię, ale pierwszą druhną została Eni. Miała na sobie błękitną suknię, która podkreślała czerwień jej krótkich włosów. Rudzielec szczerzył się w uśmiechu, radując szczęściem przyjaciółki.

Florka wiedziała, co jeszcze jest tego przyczyną. Miłość zmieniała ludzi, dodawała im wyrazistości, mocno podkreślając zmiany w ich sercach. Obserwowała wiele par, które połączyły się i szły razem przez świat. Zawsze zazdrościła im tego połączenia, więzi, które splatają na lata.

Rozbrzmiała muzyka i ukazała się Rozalia w białej sukni. W jej oczach iskrzyła się radość, tak samo jak w panu młodym. Drogomir Dziedzic był poważny, jedynie jego wzrok zdradzał ekscytację i zdenerwowanie. Uśmiechnął się, gdy ukochana podała mu dłoń i, łamiąc lekko procedurę, pocałował ją w usta. Uroczystość się rozpoczęła.

Florka rozejrzała się ciekawa, czy zebrani słuchają. Chciała ocenić reakcje, czy słowa przysięgi wzruszą, czy wywołają znudzenie. Wiedziała, że to nie tylko słowa, choć dopiero codzienność i jej trud pokaże, czy uda im się sprostać zadaniu, które sobie wybrali. Dla niej samej było to spore wyzwanie. Próbowała wiele razy, ale coś zawsze się psuło, za szybko wypalało. Brakowało rozmów wspólnych tematów, ale przede wszystkim chęci, by coś opowiedzieć. Zabrakło nawet czułości.

Na szaloną i od pierwszego wejrzenia miłość już nie liczyła, wiedząc, do czego się doprowadziła i jak prezentuje się w oczach innych. Nie oczekiwała cudów. Pragnęła już tylko dobrego słowa, wsparcia, dzielenia wspólnymi troskami i wyzwaniami, by świętować sukcesy i zapijać smutki. Potrzebowała drugiego człowieka, dla którego była najważniejsza.

Westchnęła, obserwując zebrany tłum i pary, które łatwo było rozpoznać. Drobne gesty, dotyk dłoni czy wspólne uspokajanie pociech, których głos niósł się jak dzwon w ciszy kościoła. Zastanawiała się, jak się poznali, kiedy i co spowodowało, że zaczęli być razem, a co przeważyło, by zostali na dłużej.

Wstępny etap uwielbiała najbardziej, początek rozkwitu uczucia, gdy ona i on patrzą sobie w oczy, czas zamiera, oddech przyśpiesza i wtedy dzieje się coś, na co nie mamy wpływu. Tracimy cząstkę siebie, oddając ją bezpowrotnie. Obca osoba staje się ważna, jeśli nie najważniejsza. Nie potrafimy już bez niej żyć. Badania naukowe potwierdzały to, w co Florka wierzyła, miłość wywołuje w mózgu oszołomienie, tak jak po zażyciu narkotyku.

Kolejne etapy związku Florkę już mniej interesowały, bo kojarzyły jej się z szybkim rozkładem. Emocje opadały, wrażenie nienasycenia zostało zaspokojone i przychodziły rozważania i wątpliwości. Florka i tak nie miała wyboru, to zazwyczaj partner kończył związek, choć mówiła przyjaciółkom, że to ona zrywała. Zawsze walczyła, ale jak się okazało – z wiatrakami. Trzymała się wyobrażenia, bo bez niego zostawała samotna.

Skarciła się, gdy w jej oczach pojawiły się łzy. W takich chwilach pocieszała się, że jeszcze ma szansę, że może i ją to spotka. Fanka komedii romantycznych nie wyobrażała sobie życia bez miłości.

Pocałunek przypieczętował ceremonię. Państwo młodzi zostali obrzuceni ryżem. Goście wyruszyli spod kościoła, by dotrzeć na salę weselną.

Florka została posadzona blisko przyjaciół. Podano obiad, zabawa się rozpoczęła, muzyka zapowiedziała pierwszy taniec państwa młodych.

Wszystkie pary wyszły na parkiet, tylko Florka umościła się na krześle, wiedząc, że spędzi w nim większość nocy. Nie chcąc popadać w pesymizm, skupiła się na tym, co ją pocieszało. Przekąski ciepłe i zimne uwodziły, choć najbardziej czekała na deser, czyli ciasta i tort weselny. Dowiedziała się, że będzie z bitą śmietaną na piankowym białym cieście. Już wyobraziła sobie jego smak na języku, poczuła aktywność ślinianek. Usiadła z pełnym talerzem i usłyszała za plecami drobny trzask, ale i lżejszy oddech. Pękła jedna z tasiemek gorsetu. Tylko siłą woli nie krzyknęła z rozpaczy.

Siedziała nieruchomo, bojąc się ruszyć. Na szczęście nikt nie zwracał na nią uwagi.

Z żalu zabrała się za opróżnianie pełnego talerza. Czuła się bezkarnie, bez krytycznych spojrzeń Luki. Co chwilę dokładała nowe przekąski, jak tylko udało jej się sięgnąć ręką.

Spostrzegła zbliżającego się do niej przystojnego mężczyznę. Modnie ubrany w dobrze skrojonym garniturze i z dbałością ułożonymi jasnymi włosami. Zabierał z półmisków najlepsze przysmaki. Makaron faszerowany tuńczykiem czy ciasteczka z łososiem i kawiorem zazwyczaj padały jego łupem. Przeraziła się, że zostanie pozbawiona ich smaku. Miodowe oczy mężczyzny skierowały się na nią, gdy bliżej siebie przestawiła półmisek.

– Rajmund – wyszeptała, przypomniawszy sobie jego imię. Poznała go na weselu Luki. Był wyniosłym snobem, z dosadnymi komentarzami. Przypominał Lukę przed przemianą, choć w jeszcze gorszym wydaniu. Kiedyś razem z przyjaciółką pracowali w banku. Ich dziwna znajomość utrzymała się do dziś.

Na ostatnim przyjęciu niewiele rozmawiali. Był zajęty swoją towarzyszką, wpatrzony w nią jak w pliki banknotów. Agnieszka, pracownica Rozalii w Saloniku Spojrzeń, była przyjacielska i sympatyczna. Florka nie wiedziała, co dziewczyna robi z takim człowiekiem. Sama wolała trzymać się od niego i jego języka z daleka. Teraz, gdy się zbliżał, wiedziała, że rozmowa z nim jej nie ominie.

– Znam cię – rzucił, darując sobie przywitanie. Sięgnął po przekąski, wnikliwie patrząc na samotną brunetkę za stołem, która zakryła się białą chusteczką jak toreador.

– Florka, przyjaciółka Luki i Rozalii. – Uśmiechnęła się z przymusu, licząc każdą upływającą sekundę. Chciała, by Agnieszka przyszła go zabrać. Nie była na wieczorze panieńskim Rozalii, bo dopiero dzisiaj przyjechali.

– Tak, teraz pamiętam. Piękna panna młoda.

– Luka też cudownie wyglądała.

– Tak, ale Rozalię lubię bardziej, wiadomo, z jakich względów.

– Luka nie jest zła, zmieniła się, stała się bardzo pomocna.

– Jasne, ale do rany bym jej nie przyłożył. Choć uważam, że wtedy miała styl, teraz zrobiła się miałka.

– Razem pracowaliście – wydusiła z niecierpliwością, czekając, aż Rajmund sobie pójdzie. Omijała takich ludzi szerokim łukiem, ale w niektórych przypadkach była na nich skazana.

– Stare dzieje. Pomogłem jednej i drugiej siostrze Lis. Rozalii – w biznesie, a Luce w kredycie, by mogła posprzątać to, co narozrabiała. Czasami tęsknię do tamtych czasów.

– Pamiętam jak dziś. – Westchnęła Florka, przyjrzawszy się Rajmundowi z ciekawością. Może nie był taki zły?

– Sama jesteś? Nikt z tobą nie chciał przyjść? – zapytał z powagą, bardziej interesując się dziewczyną.

Florka aż otworzyła buzię, nie spodziewała się takiego ciosu spod lady.

– Ja… Mieszkam w Londynie, nie za bardzo mogliśmy zgrać terminy.

– To twój brat jest z Rudą? Oni też przyjechali z Londynu. Jakoś problemu nie było. – Uśmiechnął się z triumfem, łapiąc brunetkę na kłamstwie. – Teraz już wiem, kim jesteś! Przyjaciółka Luki z nadwagą. Podobno wiele lat się odchudzałaś, wymyślałaś niedorzeczne diety. Naprawdę wierzyłaś w nie, czy to tylko dla zasypania wyrzutów sumienia?

– Wierzyłam – wydukała, bo zaczęło jej się robić słabo od tego wręcz bezczelnego ataku.

– Nic nie zmieniły, a ty bardziej przytyłaś. Widzę rezultaty – podkreślił z krytyką. – Chusteczka niewiele zakryje. Jest za mała, a ty zbyt szeroka.

– Ja…

– Naprawdę uważasz, że dietami pozbędziesz się tłuszczu? – dopytywał czerwoną ze wstydu rozmówczynię.

– Przepraszam… Muszę do toalety – wydusiła na wydechu, zrzucając chusteczkę i zrywając się z krzesła. Tasiemka zahaczyła o róg krzesła, a szarpnięta urwała się i poluzowała gorset. Florka krzyknęła, zakrywając biust i pędem wybiegła z sali. Oczy przysłoniła jej mgiełka łez. Jeszcze nigdy nie została tak upokorzona.

– Poczekaj, chciałem powiedzieć, że ja… – urwał, nie chcąc krzyczeć na całą salę, a tym bardziej biec za dziewczyną z pełnym talerzem przekąsek. – Czy ona nie wie, że to niegrzeczne przerywać komuś w pół zdania? Z drugiej strony to przyjaciółka Luki, więc czego się spodziewać? – Zniesmaczony wrócił do podkradania wypatrzonych rarytasów z innych stołów.

***

Zamknęła się w toalecie i usiadła na klapie ubikacji. Chciała zapłakać głośno i soczyście, ale tylko pozwoliła płynąć łzom. Była straszna, wręcz odrażająca. Każdy to widział, nawet Luka rozmawiała o niej, określając ją mianem przyjaciółki z nadwagą.

Przyłożyła chusteczkę do oczu, nie martwiąc się rozmazanym makijażem. Na nic sztuczne rzęsy, idealnie uczesane włosy – i tak otyła sylwetka przede wszystkim przykuwała wzrok.

Kiedyś myślała, że była na dnie rozpaczy, teraz spadła jeszcze głębiej. W czeluść bez wyjścia, bez światła i podmuchu nadziei. Była winna stanu, do jakiego się doprowadziła.

Potępiała się za brak chęci, brak odwagi, by to zmienić, by odzyskać kontrolę i z uśmiechem przyjrzeć się swojemu odbiciu w lustrze. Poddała się i podążyła ścieżką obżarstwa, świadomie folgowała zachciankom, znajdując szereg wymówek i tłumaczeń.

Przypomniała sobie o niespodziance. Czy była szansa wykaraskać się z problemu obżarstwa? Znając siebie, wątpiła w to bardzo. Nie potrafiła zrezygnować z czekolady. To jej najwierniejszy, oddany przyjaciel, który w chwili największego upadku czy porażki będzie przy niej, by poprawić jej humor. Głośno zapłakała, zapominając, gdzie się znajduje.

– Florka! Co się dzieje! Co tam wyprawiasz? – Luka dobijała się do drzwi toalety, waląc w pomalowaną dyktę. – Wyłaź natychmiast! – Drzwi otworzyły się, ukazując twarz zapłakanej przyjaciółki z rozmazanym tuszem na policzkach. – Jak ty wyglądasz? – Nie czekając, chwyciła ją za rękę i wyciągnęła z toalety. – Popatrz na siebie i się wytłumacz.

– To twoja wina. Wszystkim opowiadasz o swojej przyjaciółce z nadwagą. Śmiejecie się za moimi plecami.

– O czym ty mówisz?

– Mówię o Rajmundzie, który mi o tym powiedział.

– Tak, rozmawialiśmy o tobie, ale nie naśmiewaliśmy się z ciebie.

– Na pewno ci uwierzę.

– Poczekaj! Zanim uciekniesz, może doprowadzisz się do porządku i może zawiążę ci gorset – wytknęła, gdy przyjaciółka chciała wybiec. – Rajmund jest dość brutalny, ale powinnaś z nim porozmawiać. On sam nawet na to nalegał.

– Ty wiesz, co on mi powiedział? Mam słuchać, jak mnie obraża?

– Nie unoś się tak, chciałam dla ciebie dobrze.

– Jak zwykle, ale wyszło jak zwykle czy jakoś tak – Florka wygięła usta w podkówkę, przecierając policzki papierowym ręcznikiem.

– Nie rozumiesz. Rajmund sam miał problem z nadwagą, on najlepiej cię rozumie. Dzieciaki w szkole go wyśmiewały, szydziły i czasem nawet się na nim wyżywały. On biernie się temu poddawał. Dopiero w wakacje tuż przed pójściem do liceum wziął się za siebie i w pierwszy dzień szkoły pojawił się jako szczupły chłopak – mówiła szybko Luka. – Cóż, ból po ciosach pozostał i nigdy nie wygasł, co przejawia się w jego obejściu i dość brutalnych komentarzach. Podobno próbuje to zmienić – dodała, ale wątpiła w to. Sama miała kompleksy i naleciałości, ale wyleczyła się z tego, nie wyżywając na innych. Czasem jednak trudno było walczyć z nawykami, które czas wtopił w charakter. – Wiem to od Rozalii, a ona od Agnieszki, jego narzeczonej.

– A co ja mam z tym wspólnego? – zapytała obrażona.

– Organizowałyśmy ci wczasy, musiałam się go doradzić w kilku kwestiach. Naprawdę był bardzo pomocny.

– A w czym dokładnie? – Zaczynała budzić się jej czujność. Luka i Rajmund przygotowywali jej wczasy, czy to na pewno dobrze wróżyło?

– Nie mogę ci powiedzieć. Wszystkiego dowiesz się na miejscu. Do góry głowa i uśmiechnij się. Co obiecałaś Rozalii? O właśnie, dołki w policzkach są i o to chodziło. Masz się dobrze bawić. Zobaczysz, wczasy zmienią cię w inną osobę, nawet nie wiesz jak bardzo. Porozmawiaj z Rajmundem, on wyłoży ci to na swój własny sposób.

– Wiem, że ten sposób mi się nie spodoba, więc mam zamiar trzymać się od niego z daleka. – Słowa Luki odrobinę ją wzmocniły, ale jak krzesło podparte pod ścianę, która jeszcze trochę wytrzyma, zanim się doszczętnie zawali.

Opuściła toaletę z myślą o wczasach, na których wystarczyło minąć drzwi i gotowe, stanie się szczupła i piękna. Uchwyciła się tej nadziei.

Zabawa trwała w najlepsze. Towarzystwo się wymieszało. Mężczyźni w eleganckich strojach porywali Florkę do tańca, za co była im wdzięczna. Im więcej alkoholu, tym jej uśmiech stawał się szerszy, a troski znikały.

Unikała Rajmunda, jak mogła, choć miała dziwne przeczucie, że chciał z nią porozmawiać. Robiła jednak wszystko, by zawczasu zejść mu z drogi. W pewnym momencie stało się to uciążliwe, więc chciała wymknąć się z przyjęcia i wrócić do domu Luki.

Wtedy jednak wjechał tort weselny. Myśli poszybowały, Florka zapomniała o problemach i jak najbliżej podeszła do białego potrójnego cuda, po czym jako pierwsza ustawiła się w kolejce.

Ciąg dalszy w wersji pełnej

SPIS TREŚCI

Okładka

Karta tytułowa

Cytat

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27

28

29

30

31

32

33

34

35

36

EPILOG

PODZIĘKOWANIA

Reklama 1

Reklama 2

Reklama 3

Reklama 4

Karta redakcyjna

Copyright © by Dorota Milli, 2018

Copyright © by Wydawnictwo FILIA, 2018

Wszelkie prawa zastrzeżone

Żaden z fragmentów tej książki nie może być publikowany w jakiejkolwiek formie bez wcześniejszej pisemnej zgody Wydawcy. Dotyczy to także fotokopii i mikrofilmów oraz rozpowszechniania za pośrednictwem nośników elektronicznych.

Wydanie I, Poznań 2018

Projekt okładki: Olga Reszelska

Fotografie na okładce: © Melpomenem/iStock

© Toltek/iStock

Redakcja: Katarzyna Wojtas

Korekta: Marta Akuszewska

Skład i łamanie: Dariusz Nowacki

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej:

„DARKHART”

Dariusz Nowacki

darkhart@wp.pl

eISBN: 978-83-8075-587-1

Wydawnictwo FILIA

ul. Kleeberga 2

61-615 Poznań

wydawnictwofilia.pl

kontakt@wydawnictwofilia.pl

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Ta jedna miłość To jedno zdjęcie To jedno spojrzenie To jedno lato 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Mroczny las Sztuka kochania Kocham Rzym Czas pokaże Nie tacy oni straszni After 4. Bez siebie nie przetrwamy