Magiczna Biblioteka Bibbi Bokken

Magiczna Biblioteka Bibbi Bokken

Autorzy: Jostein Gaarder Klaus Hagerup

Wydawnictwo: Czarna Owca

Kategorie: Dla młodzieży

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 26.94 zł

Książki to przygoda!

Nils mieszka w Oslo, Berit w Fjaerland na zachodzie Norwegii. Piszą do siebie listy w książce, którą wysyłają pocztą. Pewnego dnia Berit widzi, jak tajemniczej damie wypada z torebki list. Czyta go ukradkiem. Jest w nim mowa o książce, która ukaże się dopiero w przyszłym roku.

Kto napisał ten niezwykły list? Czy można trzymać w ręku książkę, która dopiero zostanie wydana? I kim jest Bibi Bokken? Dlaczego w jej domu nie ma książek, chociaż wiadomo, że je zbiera?

Nils i Berit szukają nie tylko tajemniczej książki, ale także magicznej biblioteki. Poszukiwania zaprowadzą Nilsa i Berit w świat książek, który narodził się przed kilkoma tysiącami lat, kiedy wymyślono pierwsze litery.

Książka to magiczny świat, pełen malutkich znaków, które potrafią ożywić zmarłych, a żywym zapewnić życie wieczne. To niepojęte, fantastyczne i "magiczne", że dwadzieścia sześć liter w alfabecie da się złożyć na tyle sposobów, że zapełnią długie półki z książkami i zabiorą nas w świat, który nigdy się nie kończy. Wciąż rośnie i rozszerza się, dopóki na tej ziemi istnieć będą ludzie. Popatrzyłem na ściany, przez moment wydawało mi się, że wszystkie książki spoglądają na mnie, jak gdyby były żywe, i wołają:

- Chodź do nas, nie bój się, chodź!

Nagle poczułem ogromny głód, ale nie chciało mi się jeść. Poczułem głód wszystkich tych słów ukrytych na półkach.

-fragment

Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

KSIĄŻKA Z LISTAMI

BIBLIOTEKA

przypisy końcowe

Wszystkie rozdziały dostępne są w pełnej wersji książki

Tytył oryginału: Bibbi Bokkens Magiske Bibliotek

Redakcja: Elżbieta Skrzyńska

Korekta: Jolanta Ogonowska, Dorota Wojciechowska-Ring

Projekt okładki: Dana Maczyńska

Ilustracje: Dana Maczyńska

Opieka redakcyjna: Ewelina Węgrzyn

Copyright © Jostein Gaarder and Klaus Hagerup

First published by H. Aschehoug & Co. (W. Nygaard) AS, 1993

Published in agreement with Oslo Literary Agency

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Czarna Owca 2018

Copyright © for the Polish translation by Iwona Zimnicka 2018

Wszelkie prawa zastrzeżone. Niniejszy plik jest objęty ochroną prawa autorskiego i zabezpieczony znakiem wodnym (watermark).

Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku.

Rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci bez zgody właściciela praw jest zabronione.

Wydanie II

ISBN 9788381430470

Wydawnictwo Czarna Owca Sp. z o.o.

ul. Alzacka 15a, 03-972 Warszawa

www.czarnaowca.pl

Redakcja: tel. 22 616 29 20; e-mail: redakcja@czarnaowca.pl

Dział handlowy: tel. 22 616 29 36; e-mail: handel@czarnaowca.pl

Księgarnia i sklep internetowy: tel. 22 616 12 72; e-mail: sklep@czarnaowca.pl

Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer.

CZĘŚĆ I

KSIĄŻKA Z LISTAMI

Kochana Berit!

Dziękuję za lato. Było wspaniałe. Szkoda, że tak prędko minęło. Jutro znów zaczyna się szkoła, nie mogę powiedzieć, żebym się z tego bardzo cieszył. Tyle tam małych dzieci. Tak, tak, za rok już skończę szóstą klasę, a wtedy Nils Bøyum Torgersen zacznie chodzić do gimnazjum.

Ale do rzeczy. Sporo się zastanawiałem nad tym pomysłem książki z listami i przyznaję, że jest mimo wszystko nie najgorszy. Pisanie listów w książce, którą będziemy przesyłać z Oslo do Fjærland, to prawie tak, jak układanie albumu fotograficznego ze słowami zamiast zdjęć. Może kiedy już się zestarzejemy i osiwiejemy (he, he), z przyjemnością przeczytamy te listy, jeśli oczywiście będziemy mieli o czym pisać. To zależy. Mam pewne podejrzenia, że ta jesień okaże się równie ciekawa, jak bułka z masłem, a przypuszczam, że i w Fjærland też zbyt wiele się nie dzieje. A może na Jostedalsbreen1 odkryto ślady tajemniczego człowieka śniegu?

Muszę kończyć. Pozdrowienia od mamy. Mam nadzieję, że cioci Grecie podoba się nowa praca w hotelu, and look forward to seeing you again2, jak mawiają w samolotach. Tata na pewno też by przesłał pozdrowienia, ale akurat jeździ taksówką i nie wie, że piszę.

Pozdrowienia

Twój wielce szanowny kuzyn Nils

PS. Zapomniałem Ci powiedzieć, że gdy kupowałem tę książkę, wydarzyło się coś niezwykłego. Widzisz, nie kupiłem jej w Oslo, tylko w Sogndal, po drodze do domu z Fjærland. Przypominasz sobie tamtą dziwną panią? Tę z wielkimi oczami i wystrzępioną książką w torebce? Siedziała i czytała księgę pamiątkową w schronisku Flatbre i zaglądała nam przez ramię, kiedy wpisywaliśmy nasz wiersz. Pamiętasz go? Ja pamiętam:

Nils i Berit się nazywamy,

wakacje w Fjærland wesoło spędzamy.

Teraz po wspinaczki znoju

odpoczywamy w ciszy i spokoju.

Zimną colę pijemy na pół,

nie chce nam się schodzić w dół.

Moim zdaniem bardzo fajny.

Ale nie o wierszu miałem pisać, tylko o tej pani. Kiedy wszedłem do księgarni w Sogndal, ona już tam była. Chodziła po sklepie i oglądała książki na półkach. I, Berit, ślinka jej ciekła! Nie potrafię tego inaczej nazwać. Naprawdę, chodziła po księgarni i ślinka jej ciekła. Zupełnie jakby książki były z czekolady albo na przykład z marcepanu. Ale najdziwniejsze, że kiedy chciałem zapłacić za naszą książkę, podeszła do mnie i spytała, czy mogłaby się dorzucić. Nie wiedziałem, co powiedzieć, ale popatrzyła na mnie takim strasznym spojrzeniem, że po prostu nie mogłem odmówić. Nie wiem, jak opisać wyraz jej oczu, ale patrzyła na mnie tak, jakby czytała w otwartej księdze. Nie pozostawało mi nic innego, jak przyjąć od niej dychę i jeszcze ładnie podziękować. I wiesz, co ona powiedziała? „To ja powinnam dziękować!” Potem wyjęła chusteczkę do nosa, wytarła usta i zniknęła.

Tak czy owak mamy książkę. Wysyłam Ci też jeden kluczyk. Pamiętaj, żeby ją zamykać, kiedy jej nie używasz, nie zapominaj, że to for your eyes only (tylko dla Twoich oczu). Przepraszam za obrazek na okładce. Miałem do wyboru Sognefjorden albo zachód słońca z czerwonym sercem. Co byś wybrała? Koniec listu.

* * *

Drogi kuzynie!

Dziękuję za książkę z listami, którą przed kilkoma minutami wyjęłam ze skrzynki i otworzyłam. Niestety, jestem za bardzo zdenerwowana, żeby opowiedzieć Ci, jak się tu miewamy, bo dziś po południu przeżyłam coś takiego, że nie mogę myśleć o niczym innym. Dlatego muszę natychmiast napisać o tym do Ciebie, chociaż ciągle trzęsą mi się ręce. Ale chyba zdołasz mnie odczytać???

Chodzi o tę tajemniczą panią. Tak, o tę, którą spotkałeś w Sogndal. Ojej, od czego tu zacząć?

Byłam akurat na przystani, kiedy przybił prom o drugiej. U nas szkoła zaczyna się dopiero w poniedziałek i nie bardzo jest co robić. I ona nim przypłynęła! Zeszła na ląd przed wszystkimi innymi pasażerami. Mijając mnie, posłała spojrzenie z rodzaju tych „dobrze wiem, kim jesteś”. Wtedy nie czytałam jeszcze listu od Ciebie, ale przypomniało mi się, co przeżyliśmy w schronisku Flatbre. Postanowiłam więc iść za nią, rzecz jasna, w bezpiecznej odległości. Nie rozumiem, jak mogłam się nie bać, ale to chyba dlatego, że czułam się jakby przez nią zahipnotyzowana. (Teraz pewnie już widzisz, że drży mi ręka!) Kiedy skręciła za kościołem, odwróciła się, jakby obejrzała w tył. Musiałam schować się w rowie, to samo powtórzyło się kilka razy po drodze przez Mundalen, ale chyba mnie nie zauważyła.

Pamiętasz furtkę w kamiennym ogrodzeniu? Tam w każdym razie skręciła w prawo, w stronę tego żółtego domu, który stoi całkiem na uboczu, na skraju lasu. Przykucnęłam za murkiem i zaraz dojdę do sedna: kiedy ta pani otwierała drzwi do domu, zobaczyłam, że coś nagle wypada jej z torebki. Ona w następnej chwili zniknęła.

Byłam tak podekscytowana, że o niczym w ogóle nie myślałam. Każdy ma chyba takie uczucie, gdy po raz pierwszy popełnia przestępstwo. W mgnieniu oka znalazłam się na placyku przed domem, mniej więcej jak zamaskowany bandyta, który niespodziewanie wskakuje na kontuar w banku i wrzeszczy, że to napad. To może nie był napad i ja nie wrzeszczałam, nie miałam też maski, ale chwyciłam malutką kopertę i schowałam się z powrotem za murek. W kopercie był list takiej treści:

Droga Bibbi!

Całe przedpołudnie przeczesywałam miasto, ale nie mogłam znaleźć tego niezwykłego antykwariatu. Czy to możliwe, żeby od wczoraj go zlikwidowano? Wiem jedynie, że leżał przy którejś z wąskich uliczek w pobliżu Piazza Navona, w każdym razie tam pobiegłam…

Polowałam na włoskie wydanie Peera Gynta, ale kiedy właściciel zrozumiał, że jestem Norweżką, pociągnął mnie do starej biblioteczki i wskazał książkę, odróżniającą się od wszystkich innych tomów po prostu tym, że była olśniewająco nowa.

– Mam nie tylko książki, które już zostały napisane – szepnął, spoglądając mi głęboko w oczy.

Oczywiście nie zrozumiałam, o co mu chodzi, ale on wyjął książkę z półki, zmierzył mnie wzrokiem i sprecyzował:

– Zbieram też książki, które prędzej czy później będą napisane. Takich książek jest oczywiście nieskończenie wiele, ale bardzo rzadko można doświadczyć trzymania ich w dłoni.

Potem włożył mi tę książkę do ręki. Na okładce zobaczyłam obrazek przedstawiający jakieś wysokie góry, a w tytule coś o „magicznej bibliotece”. Ale nie tytuł i nie okładka są ważne. NAJWAŻNIEJSZE, ŻE KSIĄŻKA BYŁA WYDANA W OSLO W 1993!

Czyli w przyszłym roku, Bibbi! Staruszek podkreślał też, że to specjalne wydanie.

Przestraszyłam się tak, że natychmiast odłożyłam książkę, jakby mnie parzyła. Nie zapamiętałam nawet, kto ją napisał. Możesz mi pomóc, Bibbi? Jeśli w Norwegii jest choćby jeden prawdziwy bibliograf, to musisz nim być Ty. Moje pytanie brzmi: nie „kto napisał książkę o »magicznej bibliotece«”, lecz „kto być może ją pisze”?

Wybiegłam z tego antykwariatu, powiedziałam, że spieszę się na pociąg. Otwierając drzwi na ulicę, odwróciłam się jednak i spytałam właściciela, ile kosztuje ten rzadki egzemplarz. Obraził się. Szkoda, że go nie widziałaś. Uniósł brwi i warknął:

– Jak śmiesz! Nie sprzedaje się ukochanych dzieci. Ten jeden tom jest wart więcej niż najcenniejszy inkunabuł…

Zastanawiam się, czy antykwariusz nie był głuchy. Mówił dość niewyraźnie po włosku i miałam wrażenie, że odczytuje słowa z ruchu warg.

Przepraszam, że dzwoniłam tak późnym wieczorem, ale byłam kompletnie wyprowadzona z równowagi. Gdybym tylko mogła odnaleźć ten antykwariat! Jakby zapadł się pod ziemię.

Pozdrowienia,

Siri. Campo dei Fiori, 8 sierpnia 1992

Taki był ten list, Nils. Co o tym myślisz? Niespodziewanie dla samej siebie ukradłam cudzy list i na dodatek go przeczytałam. Jak miałam się go teraz pozbyć?

Uwielbiasz się naśmiewać z tego, że zawsze noszę w kieszeni notes, ale lubię zapisywać różne mądre myśli, zanim wylecą mi z głowy. Tym razem naprawdę mi się przydał. Czym prędzej przepisałam list, a potem zakradłam się pod żółty dom i zostawiłam list w tym samym miejscu, gdzie go znalazłam.

Wróciłam do domu zaledwie pół godziny temu i Twój list ani trochę mnie nie uspokoił. Bo wcale mi się nie podoba, że ona zasponsorowała dychą naszą książkę. To prawie tak, jakby stawała się przez to współwłaścicielką naszych myśli.

Co mam zrobić? Wydaje mi się, że wpadliśmy na trop jakiejś bardzo ciekawej sprawy. Wiemy już przynajmniej, że ona ma na imię Bibbi. Jeśli wierzyć temu listowi, to wiemy także, że jest „bibliografem”, ale co to, u diabła, znaczy? I co to jest „inkunabuł”?

Wydaje mi się, że zaraz się rozpłaczę, lepiej więc chyba, żebym skończyła pisać. Tusz raczej nie lubi wody.

Biegnę na pocztę, żeby jak najszybciej wysłać książkę. Odpisz od razu!!!

Pozdrowienia

Twoja przerażona do szaleństwa

kuzynka, Berit Bøyum

* * *

Halo, halo, Berit!

Strasznie zabawne! Książka, która była wydana w 1993. Myślisz, że już całkiem zwariowałem? Owszem, prawda, piszemy książkę z listami, ale z tego powodu nie trzeba od razu zmyślać. Jeśli wydaje Ci się, że tak łatwo dam się nabrać, to się mylisz. Chociaż jestem o rok i dziesięć centymetrów młodszy od Ciebie, to nie jestem dzieciakiem, któremu zdołasz wszystko wmówić. Przejrzałem Cię. Jeśli chcesz, żebym uwierzył w ten list, musisz wysłać mi oryginał, nie wystarczy odpis z „fantastycznych historii z notatnika Berit Bøyum”.

Owszem, sprawdziłem i dowiedziałem się, co znaczy „bibliograf” i „inkunabuł”.

Biblion – to greckie słowo i oznacza książkę. Wywnioskowałem z tego, że bibliograf to ktoś, kto się kocha w książkach, a to, moim zdaniem, brzmi wręcz perwersyjnie. „Inkunabuł” pochodzi od łacińskiego słowa incunabula, które oznacza kołyskę.

Ta Bibbi szaleje więc za książkami, a kobieta, która wysłała do niej list, odkryła książkę jeszcze nie napisaną i cenniejszą od kołyski. Wierzę Ci. Naprawdę Ci wierzę.

Jeśli uważasz, że teraz jestem złośliwy, to się nie mylisz. Akurat dziś nie jestem w nastroju do żartów. Mamy „żelaznego człowieka” od wf., to kompletny szaleniec.

Bardzo się cieszę, że zobaczę prawdziwy list od Siri Campo dei Fiori.

Hej, ho.

Nils

* * *

Kochany (?) Nilsie!

Strasznie to smutne!

Kiedy przetrawiłam już wszystkie Twoje złośliwości, siedziałam przez prawie całą godzinę, patrząc na deszcz. Nie wierzysz mi!!! To ja ryzykuję przez Ciebie życie i porywam ten niesamowity list tuż sprzed jaskini lwa, by w podzięce usłyszeć jedynie „hej, ho” i „fantastyczne historie z notatnika Berit Bøyum”!

Być może piszę już ostatni raz, bo skoro Ty nie wierzysz w to, co piszę, to chyba pisanie w ogóle nie ma sensu. Równie dobrze możesz sobie zatrzymać całą tę książkę. Sam masz tyle planów, które spalają na panewce, że na pewno wystarczy ich, by zapełnić jej strony. Najwyżej będziesz miał czego żałować, kiedy już się zestarzejesz i osiwiejesz. („He, he!”) Chyba zresztą zapomniałeś, że właśnie wyprowadziłam się z Bergen i obiecałam mniej więcej 15 lub 20 koleżankom, że będę do nich pisać. Poza tym wciąż spotykam coś nowego, o czym chciałabym napisać w moim najzupełniej prywatnym notatniku. Nie traktuj więc tej książki z listami jak łaskawej odpowiedzi na ogłoszenie towarzyskie w rodzaju: PROSZĘ O KONTAKT. SAMOTNA I OPUSZCZONA WŚRÓD WYSOKICH GÓR NAD SOGNEFJORDEN.

W dodatku ani trochę nie wierzę, że Ty choć trochę nie wierzysz w to, co piszę. Po prostu boisz się wygłupić, jak to większość chłopców w Twoim wieku, ale jest przysłowie, które mówi: „Ten, kto nie ma odwagi, niczego nie znajdzie”. Gdybyś nie wierzył w ten tajemniczy list, nie chciałoby Ci się szperać w leksykonie i sprawdzać tych dziwnych słów. Sama je zresztą sprawdziłam. Cytat: „Bibliograf – specjalista w dziedzinie bibliografii, nauki o książkach”. Pomyliło Ci się najwidoczniej z „bibliofilem”, bo właśnie to słowo oznacza osobę zakochaną w książkach. Cytat: „Bibliofil – miłośnik, znawca książek, kolekcjoner rzadkich pięknych wydań”. Poza tym to prawda, że „inkunabuł” właściwie oznacza tyle co „kołyska”, ale dzisiaj używa się tego słowa wyłącznie na określenie książki wydrukowanej przed rokiem 1500. Cytat: „Inkunabuł – książka wydrukowana w pierwszym okresie po wynalezieniu druku”.

Dostrzegasz teraz związek? Mężczyzna w antykwariacie uważał, że książka o magicznej bibliotece jest czymś jeszcze bardziej wyjątkowym niż te okropnie stare książki wydrukowane ponad pięćset lat temu. Ogólnie rzecz ujmując, takie książki są bardzo rzadkie, bo albo zostały spalone przez inkwizycję z powodu herezji, albo też przestały istnieć z innych przyczyn. A mimo to większą rzadkością musi być książka, którą trzymasz w ręce, choć jeszcze nie została wydana!?! Nie mówiąc już o tym, że to strasznie tajemnicze, Nils. Zgadzam się z Tobą, że list, który znalazłam, jest zupełnie nieprawdopodobny, ale to wcale nie znaczy, że masz mi nie wierzyć!!!!!

Wydaje Ci się, że łatwiej uwierzyć w historyjkę o dorosłej pani, która chodzi po księgarni i oblizuje się, bo myśli, że książki są z czekolady albo z marcepanu? Albo wyjmuje z kieszeni dychę, żeby ją dać chłopczykowi tylko dlatego, że on chce kupić pamiętnik? (Tak sobie tylko pytam).

Przypominasz mi trochę niewiernego Tomasza, który musiał włożyć rękę w ranę Jezusa, by uwierzyć w jego zmartwychwstanie. Nie mam niestety żadnej innej rany poza tą w duszy, którą zadałeś mi dzisiaj, a w takie rany trudno wsunąć rękę. Trudno się też goją. Ale dowiedziałam się czegoś więcej, Nils. Jeśli znowu mi nie uwierzysz, to teraz mogę przynajmniej przedstawić Ci dowody.

Mama zaczęła pracę w hotelu. Ponieważ dzięki temu mnie także udało się tam postawić nogę, stopniowo będziesz się dowiadywał więcej o życiu za jego starą fasadą. Teraz opowiem Ci tylko, czego dowiedziałam się o tej pani z żółtego domu.

Ona przedstawia się „Bibbi Bokken” i już samo nazwisko to osobny rozdział3, ale nikt tutaj nie wie, czy ona naprawdę tak się nazywa, bo z nikim nie rozmawia. Sprawa wygląda następująco: Ona jest tu nowa, tak jak ja, tyle że ja się tu przynajmniej urodziłam, a Bibbi Bokken postawiła po raz pierwszy nogę w Fjærland zaledwie kilka lat temu.

Kupiła mały domek z ładnym widokiem na fiord Fjærland. Co w tym dziwnego, pomyślisz może, i co z tego? Ale kiedy się tu sprowadziła, przez kilka tygodni z tego domu dobiegały jakieś trudne do określenia dźwięki. Może się urządzała – tu postawiła jakąś ścianę, tam umocowała blat kuchenny. Może i tak, ale te tajemnicze odgłosy dochodziły stamtąd przede wszystkim w środku nocy. Czasami słychać było głośny huk…

Widzisz, rozmawiałam z nocną recepcjonistką w hotelu, nazywa się Hilde Mauritzen i jest bardzo fajna. Poza tym to córka parlamentarzysty (innymi słowy, wiarygodne źródło, prawda?). Opowiedziała mi zresztą coś jeszcze: plotki mówią, że Bibbi Bokken była kimś w rodzaju bibliotekarki w wielkiej bibliotece w Oslo, a potem nagle spakowała walizki i pojawiła się w Fjærland.

Czy możesz przeprowadzić śledztwo w stolicy? Musisz przynajmniej sprawdzić nazwisko „Bokken” w książce telefonicznej Oslo (chociaż ona już tam nie mieszka).

Pozdrawiam, być może już po raz ostatni.

Berit

PS. Osoba, która napisała ten tajemniczy list, nie nazywa się Siri Campo dei Fiori. Jestem pewna, że bardzo dokładnie przepisałam list i tam było: „Pozdrowienia, Siri. Campo dei Fiori, 8 sierpnia 1992”. To znaczy, że ta Siri napisała list w jakimś miejscu, które się nazywa Campo dei Fiori. Bogowie jedni wiedzą, w jakim rejonie świata się ono znajduje, ale podczas czytania należy zwracać uwagę na wszystkie znaki tak samo jak na wszystkie litery. Jeśli napiszę: „Pozdrowienia, Berit. Dobranoc!”, to wcale nie znaczy, że nazywam się „Berit Dobranoc”.

PS.PS. Czy nie mógłbyś być tak miły, Nilsie, i uwierzyć w to, co piszę? Please! Chciałabym wprowadzić dwie zasady dotyczące książki z listami, bo one znacznie by wszystko ułatwiły.

Zasada nr 1: W książce z listami nie wolno kłamać.

Zasada nr 2: Nie wolno myśleć, że druga strona kłamie.

Jeśli nie zgadzasz się na te zasady, to równie dobrze możesz książkę zatrzymać. Na wszelki wypadek wysyłam też mój kluczyk, przekaż go cioci Ingrid, bo chyba zależy Ci na tym, żeby ktoś w ogóle przeczytał to, co piszesz. (Złośliwa? Ja?)

PS.PS.PS. Na koniec dorzucę jeszcze jedno przysłowie: „Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni!”.

Pozdrowienia, Berit. Dobranoc!

* * *

Kochana Berit!

Naprawdę jest mi przykro. Wcale nie chciałem Cię urazić, tylko trochę się z Tobą podrażnić. Wiesz przecież, jaki jestem: twardy na zewnątrz, a miękki w środku. (Hm). Ale kiedy czytam, że „zadałem Ci wielką ranę w duszy”, to czuję, że zaraz się rozpłaczę. Naprawdę nie chciałem sprawić Ci przykrości i nie wiedziałem, że jesteś aż tak wrażliwa. Okazuje się jednak, że jesteś, i teraz Ci wierzę. Bo gdybyś nie pisała prawdy, to nie miałabyś też tej rany w duszy i napisałabyś zupełnie inaczej. Tak więc Ci wierzę. Bardzo przepraszam i odsyłam kluczyk. Proszę, przyjmij go! Obiecuję, że od tej pory będę przestrzegał zasady numer dwa. Spróbuję też nie kłamać, chociaż to może być okropnie trudne.

Żeby udowodnić Ci, że mówię poważnie, zacząłem prowadzić śledztwo. Najpierw zbadałem, co to jest Campo dei Fiori. Spytałem mamę. Ona, jak wiesz, pisze opowiadania do tygodników, „żeby dołożyć trochę grosza do rodzinnej kasy i uciec od szarej codzienności w marzenia”, jak mówi. Pracuje teraz nad historyjką na jakiś konkurs, a kiedy spytałem ją, czy wie, gdzie jest Campo dei Fiori albo Piazza Navona, popatrzyła na mnie, jakby doznała olśnienia.

– Oczywiście! – wykrzyknęła. – Wszystko wydarzyło się w Rzymie!

– Wiesz o tym? – spytałem, zastanawiając się, czy po kryjomu nie czytała naszej książki z listami.

– Jasne – odparła. – Na Piazza Navona w Rzymie. Tam właśnie się spotkaliśmy.

Natychmiast zasiadła przy maszynie do pisania i zaczęła wystukiwać opowiadanie. Nie mówiła wcale o naszej książce z listami, tylko o tej słodkiej cukierkowej zupie, którą gotowała!

– Rozbudziłeś we mnie inspirację, Nilsie – mruknęła.

Nie jestem całkiem pewien, co znaczy „inspiracja”, przypuszczam, że to jakiś pomysł, który przychodzi do głowy piszącym ludziom, kiedy zaczynają pisać. Bez względu jednak na to, co w niej rozbudziłem, to Piazza Navona jest w Rzymie!

To było pierwsze śledztwo. Drugie naprowadziło mnie na pewien trop, który strasznie mnie przeraził. Jeśli mam rację, to jesteś w niebezpieczeństwie, Berit, i najlepsza rada, jakiej mogę Ci udzielić w tej chwili, brzmi następująco: Trzymaj się z dala od Bibbi Bokken i schowaj wszystkie swoje książki! Mam pewną teorię, to znaczy pomysł. Pomysł na to, kim jest Bibbi Bokken i czym się zajmuje. Nie przestrasz się zbytnio, Berit. Już wiem, jak bardzo jesteś wrażliwa, a teraz najważniejsze, żeby zachować zimną krew. Posłuchaj:

Zajrzałem do książki telefonicznej Oslo, tak jak mówiłaś. Znalazłem tam: „Bokken. Spółka z o.o.”, zadzwoniłem, telefon odebrał jakiś mężczyzna. Nigdy nie słyszał o żadnej Bibbi Bokken, spytałem więc, czym zajmuje się jego firma. Powiedział, że pracuje w przemyśle przetwórczo-spożywczym. Nie jestem taki mocny w trudnych słowach jak Ty (bibliofil–bibliograf, pamiętasz?), zapytałem więc, co to znaczy, a on wtedy powiedział, że mają siedzibę przy zakładach mięsnych w Furuset i importują sprzęt, który sprzedają rzeźniom.

ZAKŁADY MIĘSNE, Berit!

Roztrząsłem się cały, a potem siadłem i wymyśliłem swoją teorię. A kiedy już ją wymyśliłem, zapisałem wszystko jako wypracowanie. Tak, tak, dobrze przeczytałaś. Mamy na jutro zadane wypracowanie na wolny temat, napisałem więc o tym. Z nazwiskami i wszystkimi szczegółami. Mam nadzieję, że to w niczym nie zaszkodzi. Na pewno nikt i tak nie zna tutaj Bibbi Bokken, a poza tym, jeśli moja teoria jest prawdziwa, to ona wcale się tak nie nazywa.

Jak widzisz, zrobiłem kopię tego wypracowania i wkleiłem ją do naszej książki. Bardzo jestem ciekaw, jak zareagujesz. W każdym razie nie wpadaj w panikę, Berit. Jeśli będziesz potrzebowała pomocy, przyjadę do Fjærland, nawet gdybym miał zwiać ze szkoły i jechać autostopem. I jeszcze raz powtarzam: proszę o wybaczenie i mam nadzieję, że Twoja rana zaczyna się goić.

Twój skruszony kuzyn Nils

PS. Zaklinam Cię na wszystko, nie pozwól, żeby nasza książka z listami wpadła w ręce Bibbi Bokken, bo możliwe, że wtedy znajdziesz się w śmiertelnym niebezpieczeństwie.

MORDERCA Z ZAKŁADÓW MIĘSNYCH

Birte Bakken oblizała usta. Była dość zadowolona z siebie. Z zakładów mięsnych w Oslo do Fjærland w Sogn było daleko, ale jej się udało. Zatarła za sobą wszystkie ślady i policja nie wpadła na żaden trop. Przemiana Birte Bakken w Bibbi Bokken była genialnym zagraniem. Pomysł ten przyszedł jej do głowy, gdy w księdze rachunkowej rzeźni zobaczyła nazwisko dostawcy urządzeń dla przemysłu przetwórczo-spożywczego, Bokkena. Była na to doprawdy najwyższa pora. Od dawna zastanawiała się, co zrobi w dniu, gdy zostanie zdemaskowana. Zmiana nazwiska w paszporcie z „Bakken” na „Bokken” była posunięciem śmiałym, lecz nie niemożliwym. Birte zawsze kierowała się zasadą: „Ten, kto nie ma odwagi, niczego nie znajdzie”. A jej odwagi nie brakowało.

Alpinistka, spadochroniarka, pilot myśliwca Bakken. Z niejednego pieca chleb jadła. Problem polegał na tym, że wszystko tak prędko jej się nudziło. Birte była niezwykle namiętną osobą, ale niestety, jej namiętności wypalały się równie szybko, jak rozkwitały. Wszystkie oprócz jednej: kochała książki.

Była to miłość nienasycona. Birte nazywała się bibliografem, w rzeczywistości jednak była raczej bibliofilem, a to zupełnie co innego. Kochała książki. A zresztą nie, to nieprawda. Kochała kraść książki, lecz nigdy ich nie czytała. Czasami dorzucała grosz ludziom, których nie stać było na kupno książek, tylko po to, by później mieć radość z ich kradzieży. Kiedy ukradła jakąś książkę, zaraz przestawała się nią interesować i musiała kraść następną. Natychmiast.

Tragedia zaczęła się wtedy, gdy Birte Bakken zatrudniła się w wielkiej bibliotece w Oslo. Po pracy chodziła zwykle do działu z bardzo starymi książkami, ba, wręcz z inkunabułami, tam częstowała się nimi, świetnie się przy tym bawiąc. Ale pewnego dnia strażnik zaskoczył ją akurat w momencie, gdy wsuwała do torby bardzo cenny inkunabuł. Nie będzie przesadą, jeśli powiemy, że Birte Bakken, zaskoczona, przeraziła się nie na żarty. Była jednak dość sprytna, by wyjąć nóż do papieru, który zawsze nosiła w torebce, i wbić go w pierś strażnika, który nazywał się Roger Larsen.

ALE CO MIAŁA ZROBIĆ ZE ZWŁOKAMI? Wtedy przyszły jej do głowy zakłady mięsne w Furuset. Gdyby udało jej się przemycić ciało Rogera Larsena do zakładów mięsnych i ukryć je wśród mięsa z uboju, nie byłoby żadnego pasztetu. Jak pomyślała, tak zrobiła.

W jaki sposób Birte zdołała przeszmuglować zwłoki Rogera Larsena do zakładów mięsnych i ukryć je wśród mięsa z uboju, to zupełnie inna historia. W każdym razie jej się to udało. Wtedy właśnie odkryła, że ma jeszcze jedną namiętność: mordowanie. Kradzież książek i mordowanie. To było życie Birte. I wszystko toczyłoby się gładko, gdyby nie weterynarz z Ås, który przeprowadzał inspekcję zakładów w Furuset akurat wtedy, kiedy Birte wieszała na haku Fredrika Wilhelmsena ze Stavern.

– Co to za zwierzę? – spytał weterynarz, a Birte zrozumiała, że zabawa się skończyła.

Teraz dobre rady były w cenie. Wszyscy widzieli, że to zwierzę osobiście zarżnęła Birte Bakken, pomocnik rzeźnika. Nie mieli jednak pojęcia, że to nie żadne zwierzę, tylko księgarz Wilhelmsen z Wilhelmsen Libris. Prawda wyszła jednak na jaw i Birte musiała uciekać.

W taki oto sposób doszło do tego, że znalazła się w Fjærland z nową tożsamością. Wyjrzała na fiord. Była w bezpiecznym miejscu i powinna czuć się zadowolona. Ale ona się nudziła, nie wiedziała, co by tu wymyślić. Zerknęła na drogę wijącą się przy kościele. Drogą szła dziewczynka, mogła mieć trzynaście, może czternaście lat. W ręku trzymała książkę.

Birte wstała i oblizała usta. Poczuła ssanie w żołądku…

* * *

Drogi kuzynie z „krwi i kości”!

Wybaczam Ci. Ale Ty jesteś kompletnym szaleńcem!. W jednej chwili nie chcesz uwierzyć, że znalazłam list pod domem Bibbi Bokken, i nazywasz to „fantastyczną historią z notatnika”, a zaraz potem częstujesz mnie perwersyjną opowieścią o „mordercy z zakładów mięsnych”!!! Mam wrażenie, że oglądasz za dużo filmów wideo, mój chłopcze.

Czy napisałeś tę historię o rzeźniczce-morderczyni Birte Bakken po to, żeby podkreślić, że od tej chwili wszystko jest dozwolone, byle tylko było dostatecznie nieprawdopodobne? Ale nie wszystko jest dozwolone. Wydaje mi się, że w ogóle powinieneś trochę przyhamować tempo śledztwa.

Nie wiem, czy mogę Cię oskarżać o złamanie pierwszej zasady książki z listami, ale nie jesteś od tego daleki. Właściwie przyznajesz, że cała ta historia to czysta fantazja albo raczej „teoria”, bo tak ładniej brzmi, i jedynie to Cię ratuje. Bez względu na wszystko jestem ogromnie ciekawa, co powie nauczyciel o Twoim wypracowaniu. Powinieneś się chyba cieszyć, że dopiero w przyszłym roku będziesz dostawał stopnie.

Ale dzięki temu na coś wpadłam, Nils. Zastanawiam się, czy fantazja właściwie równa się kłamstwu. Czasami oczywiście tak bywa. Na przykład: jeśli spóźnisz się do szkoły i fantazjujesz, że nie zdążyłeś, ponieważ musiałeś pomóc jakiejś starszej pani, która się przewróciła i złamała nogę w biodrze – to ohydne kłamstwo, bo wtedy udajesz, że to, co opowiadasz, jest prawdą, chociaż świetnie wiesz, że to tylko fantazja. Ale nie zawsze tak bywa.

Jeśli fantazja jest tym samym co kłamstwo, to pisarze najwidoczniej bardzo lubią kłamać. Co więcej, oni z tego żyją, a ludzie bez oporów kupują wszystkie ich kłamstwa. Zapisują się nawet do różnych klubów, żeby dostawać te kłamstwa wprost do skrzynki pocztowej.

Wydaje mi się, że niektórzy lubią kłamać, a inni lubią, kiedy się ich okłamuje. W każdej gminie zbudowano wielkie budynki, w których wszystkie kłamstwa ustawia się w rządkach. Te budynki nazwano bibliotekami, lecz równie dobrze można by je nazwać laboratoriami kłamstwa lub czymś w tym rodzaju. Absolutnie najlepszym rozwiązaniem byłoby chyba nazwanie biblioteki „magazynem wymysłów i faktów”. Bo nie wszystkie książki zawierają tylko i wyłącznie kłamstwa. Nawet w jednej i tej samej książce coś może być prawdą, a coś czystą fantazją. Trudno się wtedy połapać. Czasami najprawdziwsza prawda może być równie nieprawdopodobna jak kłamstwo albo jakieś beznadziejne wymysły. Czytałeś na przykład Dziennik Anny Frank? To w każdym razie nieprawdopodobna historia, ale jest prawdziwa!!! (Belive me!4) Tak samo jest w drugą stronę. Niektóre zmyślone historie są tak zwyczajne i nudne, że już tylko z tego powodu wydają się całkiem prawdziwe, a mogą być tak samo fantazją, jak te niesamowite opowiadania o przestrzeni kosmicznej. Mogę Cię o tym zapewnić, bo mamy taką straszliwie nudną książkę do angielskiego. Mary is often on vacation in Norway…5 itd, ale to nieprawda, bo ta Mary nie istnieje.

Nie wiem, czy słyszałeś o Peerze Gyncie. On w każdym razie miał bardzo żywą fantazję. Jego matce się to nie podobało. „Peer, znów kłamiesz!” – powiedziała i tak zaczyna się cały dramat! Wiele razy nazywa swego syna „krętaczem” i używa jeszcze ostrzejszych słów tylko dlatego, że on ma bujną fantazję. Wiesz, co wtedy robi Peer? Sadza matkę na dachu młyna! Matka siedzi tam, krzyczy i złości się, a w tym czasie Peer idzie na wesele i upija się do nieprzytomności. Na koniec całej tej historyjki Peer porywa pannę młodą z wesela!!! (Oczywiście po tym jest dalszy ciąg, ale my czytaliśmy dopiero pierwszy akt).

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Jostedalsbreen – największy lodowiec lądowy w Europie, w Górach Skandynawskich, w Norwegii (przyp. tłum.). [wróć]

and look forward… (ang.) – i oczekujemy na ponowne spotkanie. [wróć]

Bok (forma określona boken) (norw.) – książka (przyp. tłum.). [wróć]

Believe me! (ang.) – Wierz mi! [wróć]

Mary is… (ang.) – Mary często przyjeżdża na wakacje do Norwegii. [wróć]

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Magiczna Biblioteka Bibbi Bokken 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Bad Mommy. Przeklęta korona Zakazane życzenie Noah ucieka Never Never Chłopak, który stracił głowę