Polityka historyczna

Polityka historyczna

Autorzy: Rafał Chwedoruk

Wydawnictwo: DW PWN

Kategorie: Publicystyka

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 290

cena od: 33.00 zł

Czym jest polityka historyczna: globalnym fenomenem, który słusznie zaprząta uwagę historyków i polityków? Koniecznością, bez której nie da się wyrazić tożsamości zbiorowej ani opowiedzieć narracji o narodzie? Czy może jednym z modnych terminów współczesności, który teraz odwraca uwagę od istotnych problemów, a wkrótce zostanie zapomniany? Rafał Chwedoruk, politolog specjalizujący się m.in. w najnowszej historii politycznej, próbuje ująć w ramy całość zjawiska, jakim jest polityka historyczna. Zadaje pytania o jej granice i zakres oddziaływania, o to, czyim zadaniem jej jest tworzenie i jaka jest jej prawdziwa natura. W obrębie polityki historycznej można odnaleźć zarówno wielkie spory historyków o interpretację przeszłości, konflikty ideologiczne między partiami politycznymi, jak też po prostu rewindykacje i roszczenia ekonomiczne uzasadniane wydarzeniami z przeszłości. Autor przygląda się genezie pojęcia polityki historycznej i sporom o nią w różnych państwach. W książce Chwedoruka polityka historyczna jest tematem niejednoznacznym i skomplikowanym, a jako strategia niezwykle potrzebnym, bo jej zaniedbanie może okazać się niebezpieczne w skutkach. Szukając źródeł problemu w samej nauce o historii oraz odwiecznych próbach jej instrumentalizacji, autor balansuje między upolitycznianiem historii, w której fakty dostosowywane są do współczesnych narracji, a historyzacją polityki, w której sama przeszłość staje się polem walki dla rozmaitych stronnictw. Autor wskazuje, że stosunek do polityki historycznej w różnych państwach faktycznie nie pokrywa się z tradycyjnym podziałem na lewicę i prawicę.

Projekt okładki i stron tytułowych Barbara Niewiadomska

Ilustracja na okładce Jodie Coston/Digital Vision/Getty Images

Wydawca Bartłomiej Nawrocki

Koordynator ds. redakcji Renata Ziółkowska

Redaktor Joanna Forysiak

Produkcja Mariola Iwona Keppel

Projekt layoutu Szymon Baranowski

Recenzenci prof. dr hab. Rafał Stobiecki, Uniwersytet Łódzki

Skład wersji elektronicznej na zlecenie Wydawnictwa Naukowego PWN: Kamil Raczyński / konwersja.virtualo.pl

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując jej część, rób to jedynie na użytek osobisty.

Szanujmy cudzą własność i prawo.

Więcej na www.legalnakultura.pl.

Polska Izba Książki

Copyright © by Wydawnictwo Naukowe PWN SA

Warszawa 2018

ISBN: 978-83-01-20178-4

eBook został przygotowany na podstawie wydania papierowego z 2018 r., (wyd. I)

Warszawa 2018

Wydawnictwo Naukowe PWN SA

02-460 Warszawa, ul. Gottlieba Daimlera 2

tel. 2269 54 321; faks 22 69 54 228

infolinia 801 33 33 88

e-mail: pwn@pwn.com.pl; reklama@pwn.pl

www.pwn.pl

Spis treści

Wstęp

01. Wprowadzenie. Historyczny pragmatyzm historii – u źródeł polityki historycznej

1.1. Podatność historii na instrumentalizację

1.2. Użycie i nadużycie historii

1.3. Dzieje polityzacji historii

02. Antynomie i konflikty czasu dehistoryzacji jako uwarunkowania współczesnej polityki historycznej

2.1. Rewizjonizm, pamięć Holocaustu i kolonializmu

2.1.1. Próba rewizji interpretacji II wojny światowej

2.1.2. Zmiana statusu Holocaustu w nauce, kulturze i polityce

2.1.3. Europejskie dychotomie pamięci

2.1.4. Antykolonializm

2.2. Koniec utopii i rewitalizacja nostalgii

2.2.1. Utopia i posthistoria

2.2.2. Nostalgia i retrospekcja

2.3. Pamięć zbiorowa jako dehistoryzacja i depolityzacja

2.3.1. Historia a pamięć

2.3.2. Kryminalizacja i wiktymizacja przeszłości

2.3.3. Tożsamość i uniwersalizm

2.4. Przemiany w nauce o historii – historia społeczna versus historia codzienności i heritage

2.4.1. Historia społeczna kontra Alltagsgeschichte

2.4.2. Heritage – od konserwatyzmu do wielokulturowości

2.4.3. „Intelektualny dandyzm” – deregulacja edukacji historycznej

03. Prekursorzy i początki pojęcia „polityka historyczna”

3.1. Prekursorzy

3.1.1. Polityka historyczna jako „ultrahistoryzm polityczny” – Bronisław Trentowski

3.1.2. Historyczność polityki. Raymond Aron i politique historique

3.1.3. Nauka walcząca. Politics of History Howarda Zinna

3.1.4. Przeciw tradycyjnym historiografiom – Bernard Magubane

3.2. Republika Federalna Niemiec – polityka historyczna jako Historikerstreit

3.3. Polskie początki – konserwatywne rozgoryczenie

3.3.1. Konserwatywny bunt – geneza i początek kwestii polityki historycznej

3.3.2. Spór o sens i treść pojęcia

3.4. Rosyjska synteza

3.4.1. Polityka historyczna w ZSRR

3.4.2. Atrofia historycznego konsensu lat 90. XX w.

3.4.3. Narodziny i rozwój pragmatycznej polityki historycznej

3.4.4. Liberalizm – polityka historyczna jako samooskarżenie

3.4.5. Konserwatyzm i nostalgiczny komunizm – polityka historyczna jako samoobrona. Kwestia ortodoksji

04. Definiowanie i różne podejścia do problemu polityki historycznej

4.1. Definicje, pojęcie, badania naukowe

4.2. Podmiot, arena, działanie

4.2.1. Podmioty

4.2.2. Partie polityczne jako podmioty polityki historycznej

4.2.3. Działanie, arena i problem demokracji

4.3. Funkcje polityki historycznej

4.3.1. Legitymizacja, delegitymizacja, Vergangenheitspolitik

4.3.2. Rewindykacje i reparacje

4.3.3. Tożsamość, integracja, konfliktogenność

4.3.4. „Historia jako argument”

4.4. Polityka historyczna czy polityka pamięci

4.5. Politologia, nauki społeczne i polityka historyczna

4.6. Historia i historycy a polityka historyczna

4.7. Instrumenty polityki historycznej

4.7.1. Instytucje i prawo

4.7.2. Nauka i ideologia

4.7.3. Symboliczne aspekty polityki historycznej

4.7.4. Kultura popularna

4.8. Kategoryzacje polityki historycznej

4.8.1. Afirmacja, „polityka żałoby”, przemilczenie, periodyzacja

4.8.2. Prawica, lewica, polityka historyczna

Zakończenie

Bibliografia

Wykaz skrótów i akronimów

Przypisy

Wstęp

Historia krzepi – można stwierdzić, obserwując współczesną politykę i parafrazując słynny polski slogan reklamowy dotyczący cukru. Brak historii zarazem osłabia, w rezultacie dziś wszyscy, a zwłaszcza politycy, zdają się być kandydatami do roli zawodowych historyków, ze szkodą dla samej nauki o historii. W czasach, gdy spodziewano się obumarcia polityki w jej dawnych formach, gdy kryzys instytucji politycznych ma coraz szerszy zasięg, umasowiło się pojęcie polityki historycznej, sugerujące ipso facto wkroczenie sfery władzy w kolejny obszar życia społecznego. Pod koniec minionego stulecia przepowiadano również „koniec historii”, zamiast tego nastąpił renesans zainteresowania przeszłością. Niewątpliwie Fukuyamowski koncept nie okazał się rzeczywistym końcem historii, za to towarzyszył początkom kariery pojęcia polityki historycznej. „Koniec historii” zagroził raczej końcem nauki o historii, której wybitni luminarze mieli i mają uzasadnione poczucie zagrożenia dla swojej dyscypliny nauki ze strony polityków i instytucji politycznych. Analizując zjawisko w kategoriach symbolicznych, należy stwierdzić, że pojęciu historii przestało w XXI wieku towarzyszyć słowo „koniec”, za to za przymiotnikiem „historyczna” jak cień posuwa się pojęcie polityki. Można się zastanawiać, czy polityka historyczna nie jest kolejnym modnym terminem, który tak jak szybko pojawił się w mediach i nauce, tak szybko trafi do lamusa. Jednakże politykę historyczną trudno byłoby obecnie traktować jako epizod skazany na rychłe zapomnienie, podobnie jak stało się z wieloma modami intelektualnymi. Jest ona fenomenem globalnym, w różnych kontekstach i w wielu wypadkach pod innymi nazwami przekroczyła granice państw – pionierów konceptualizacji tego zjawiska. Pokolonialne rozliczenia państw i narodów spoza świata zachodniego ze swymi dawnymi ciemiężycielami, konstruowanie narodowej i państwowej tożsamości przez społeczeństwa dawnego imperium radzieckiego, rachunki wystawiane w świecie zachodnim przez różne mniejszości społeczne za ich historyczne krzywdy, renesans rozrachunków z czasami II wojny światowej w Europie zdają się nie mieć końca i przeżywają apogeum. Zjawiska składające się na fenomen polityki historycznej są niezwykle różnorodne, obejmują i dyskurs naukowy, i konflikty polityczne, przestrzeń idei i sferę instytucji, badania nad społeczną pamięcią i wymiar prawno-sądowy. Polityka historyczna pokazuje, jak łatwo w dzisiejszym świecie przejść ze świata nauki do sfery irracjonalnych mitów, od prawdy naukowej do kłamstwa politycznego, od pamięci do zapomnienia, od historii do teraźniejszości. Zarazem upolitycznianie nauki historycznej ma swój rewers w postaci historycyzacji polityki, uczynienia z przeszłości przedmiotu konfliktów politycznych, sięgania po historię jako argument w debatach itp. W obrębie nauk humanistycznych i społecznych polityka historyczna stała się w rozmaity sposób przedmiotem zainteresowania nie tylko, jak sugerowałaby nazwa, historyków i politologów, lecz także socjologów czy kulturoznawców.

Wobec oczywistości istnienia zjawiska po pierwsze pojawia się wątpliwość, czy polityka historyczna jest specyficznym konstruktem końca XX i początku XXI stulecia, czy też wszyscy uczestniczący w jej uprawnianiu, komentowaniu lub naukowym objaśnianiu w istocie oddają się czemuś, co istniało niemal zawsze, choć inaczej określane, a współcześnie mamy do czynienia tylko z kolejnym elementem „retrospekcji przewrotowej” – by użyć słów wybitnego polskiego luminarza myśli politycznej Kazimierza Kelles-Krauza. Relacje polityki i historii mają swe własne dzieje, podobnie jak samo pojęcie „polityka historyczna”. Trudno byłoby nie dostrzec paradoksu polegającego na tym, że w stechnicyzowanym świecie, w realiach kolejnej fali gwałtowanych zmian technologicznych następuje rewitalizacja klechd i mitów historycznych legitymizujących dążenia polityczne, przypominających romantyczną i często irracjonalistyczną osnowę dążeń narodowotwórczych w części Europy dwa stulecia temu. Przyjmując bardziej optymistyczną interpretację, zredukowaną do konstatacji restytucji zainteresowania nauką historyczną, renesans polityki historycznej byłby zjawiskiem antytetycznym względem scjentystycznych uwikłań współczesności, dążności do hegemonii nauk ścisłych i biologicznych, do „unaukowienia” reszty akademickich dyscyplin. Ze scjentystycznej perspektywy fenomen polityki historycznej może jawić się jako atawistyczna reakcja na globalizację, technicyzację, fale migracji i związane z tym napięcia społeczne, problemy z tożsamością; z odwrotnej perspektywy restytucja historii stanowić może przyczynek do negacji oświeceniowych złudzeń dotyczących permanentnego postępu i linearnego charakteru dziejów, przypominając za to starożytne obrazy wiecznego powrotu itp. Równolegle polityka historyczna zawiera w sobie przeciwstawny aspekt, motyw sprzeciwu wobec postmodernistycznej dekonstrukcji, wobec sceptycyzmu poznawczego, zacierania granic nauki i poznania nienaukowego. W polityce historycznej można znaleźć imperatywy obrony zarówno historii, jak i nauki i jej roli w wyjaśnieniu sensu dziejów, upominanie się o holistyczne podejście, nieredukowanie refleksji o przeszłości do luźnego zbioru jednostkowych wspomnień.

Według popularnego stwierdzenia historię piszą zwycięzcy. Na dodatek amerykańska zmakdonaldyzowana kultura, z jej nieodłącznym naiwnym optymizmem, stymuluje każdego do deklaracji przynależności do obozu zwycięzców, nieważne czy przeszłych, czy przyszłych. Zarazem w świecie optymizmu, manifestacji permanentnego sukcesu, marketingu i mitycznego już niemal PR-u, w świecie deklarującym, że jest zawsze dobrze, nagle w obrębie polityki historycznej liczni jej uczestnicy chcą być ofiarami, pragną zamanifestować i ekshibicjonistycznie niemal zademonstrować własne, często bardzo odległe w czasie, krzywdy. Polityka historyczna wpisuje się w tę antynomię, bywa prezentacją własnej, chwalebnej i per saldo zwycięskiej przeszłości, zarazem stanowi miejsce pamięci, niezliczonych i dramatycznych, zbiorowych oraz jednostkowych krzywd. Może być zatem banalną w swej istocie formą legitymizacji władzy i dążeń politycznych za pośrednictwem realnych bądź domniemanych przewag z przeszłości, jak też sposobem zgłaszania roszczeń, wyrafinowaną metodą uzasadnienia rewindykacji lub reparacji ekonomicznych, odszkodowań dla ofiar, jakie nie byłyby ich dalsze losy.

Jeden z centralnych konfliktów socjopolitycznych przebiega wzdłuż osi centrum–peryferie. Wśród licznych zastosowań bywa ona odnoszona także do przestrzeni międzynarodowej. Niejednokrotnie Polska jest umieszczana w kręgu europejskich państw peryferyjnych, pełniących funkcje usługodawcze i odtwórcze względem zachodniego, modernizacyjnego centrum. „Polityka historyczna” jako pojęcie nie jest wyłącznie polskim dziełem, na liście pionierów konceptualizacji naukowej i politycznego zastosowania tej idei bez wątpienia należy umieścić przede wszystkim Niemcy. Polska była w ostatnim ćwierćwieczu jednym z pierwszych reinterpetatorów i propagatorów pojęcia, miejscem ożywionych dyskusji emanujących na inne kraje, zwłaszcza Europy Środkowej i Wschodniej. W tym aspekcie jesteśmy co najmniej przodującymi peryferiami, a być może jednym z elementów centrum dyskusji związanych z pojęciem polityki historycznej.

Polityka historyczna i bliskie jej koncepcje znalazły miejsce na tysiącach stron, także naukowych wypowiedzi, najczęściej przy okazji studiów przypadków. Nie sposób byłoby wyczerpać tematykę w obrębie jednej monografii, zwłaszcza wobec braku naukowego consensus omnium, czym rzeczone zjawisko w istocie jest i kto powinien nim się zajmować. Niniejsza praca ma stanowić głos w dyskusji, wskazywać różne podejścia do tytułowego zjawiska, być w sposób zamierzony asymetryczna, eksponując szczególnie wątki rzadziej goszczące w pracach poświęconych polityce historycznej. Pierwsza część pracy wiąże się z pytaniami o przyczyny, genezę i rozwój relacji polityki i historii. Drugi rozdział został poświęcony okolicznościom rewitalizacji politycznego zainteresowania historią w ostatnim półwieczu. Trzeci dotyczy prekursorów pojęcia polityka historyczna oraz politycznych pionierów – niemieckich, polskich i rosyjskich, przez których aktywność tytułowe pojęcie stało się powszechnie znane. Ostatnia część pracy obejmuje kwestie internalizacji w nauce terminu polityka, jego definicji i możliwych kategoryzacji.

Historia to tylko i aż polityczna broń, którą – tak jak każdą inną – można wykorzystać w dobrej lub w złej wierze, zgodnie z instrukcją i regułami posługiwania się bądź wbrew nim. Słynna fraza (przypisywana Léonowi Gambetcie) głosząca, że wojny dla XIX-wiecznych Prus wygrywał nie żaden z generałów, ale nauczyciel przyczyniający się do wykształcenia poborowych, nie musi prowadzić do konkluzji, iż należy z tego powodu unicestwić publiczną edukację.

01

Wprowadzenie. Historyczny pragmatyzm historii – u źródeł polityki historycznej

Nie wszyscy tyrani torturują, wszyscy – cenzurują[1].

William Shawcross

1.1. Podatność historii na instrumentalizację

Problem polityzacji historii, który dobrze oddają słowa Jacquesa Le Goffa o „zwerbowaniu przeszłości do walki rewolucyjnej i politycznej”[2], miał zawsze dwa wymiary. Oznaczał zarówno różnorodną ingerencję ze strony władzy w badania naukowe, edukację historyczną i w ogóle treść oraz formę obecności przeszłości w przestrzeni publicznej, jak i politycznie motywowane nadużycia historii przez jej badaczy, nie tylko będących zawodowymi historykami, ale także tych niecieszących się stosownymi cenzusami – wszak przez całe stulecia większość zajmujących się historią nie była profesjonalistami[3]. Nauka historyczna w nieunikniony sposób pozostawała narażona za zewnętrzne, polityczne oddziaływanie. Nie była w tym jednakże odosobniona, w różnym stopniu można to odnieść do każdej dyscypliny naukowej. Egipscy kapłani i naukowcy w jednym, będący podmiotem władzy, dramatyczne epizody ostatnich stuleci symbolizowane eugeniką czy casusem Trofima Łysenki, wreszcie banalne współczesne uzależnianie naukowców od państwowych lub prywatnych grantów służyć mogą za przykłady ingerencji. Jeden z najważniejszych niemieckich badaczy polityki historycznej posłużył się określeniem „emocjonalne sąsiedztwo nauki i polityki”[4]. Howard Zinn, wybitny amerykański historyk i aktywista społeczny zarazem, ironicznie zauważał, że wojna jest interdyscyplinarna i prowadzący ją rząd korzysta z dorobku i ekspertów z bardzo wielu dziedzin nauki[5].

Tradycyjnie, choć nie bez dyskusji, kwalifikuje się historię do nauk humanistycznych. Sam przymiotnik „humanistyczny” implikuje niejednoznaczność, pojęcie humanizmu wszak doczekało się w różnych okresach odmiennych interpretacji. W licznych dyscyplinach nauki funkcjonowały konkurencyjne koncepcje człowieka. Stwarzało to przestrzeń do pluralizmu interpretacji i przenikania przez granice dyscypliny. Poza tym związek z humanistyką eo ipso wiązał się także z problemem statusu historiografii. Nawet część historyków miewała wątpliwości co do naukowego charakteru dyscypliny[6]. Obok naukowej historii zawsze istniała nienaukowa, w postaci legend, mitów, ideologii. Nie będąc nauką, potrafiła czasami wpływać na historiografię, np. antycypując teorię[7]. Argumenty w tej dyscyplinie wiedzy pośrednio odnoszą się do nienaukowych punktów widzenia i uwarunkowań. „Naukowo-historyczne wypowiedzi i argumenty nie są niezależne od ogólnospołecznych uwarunkowań, takich jak praktyka, interesy i wartości”[8]. Do dziś nie zniknął problem uteoretycznienia nauki historycznej, który na przestrzeni dziejów wiązał się z korzystaniem z dorobku i teorii innych dyscyplin, np. socjologii[9]. Terminologia naukowa historii nie jest ostatecznie ustalona, a założenia teoretyczne pozostają na dużym poziomie ogólności[10]. Jeden z badaczy zwrócił uwagę, że dystans XX-wiecznych historyków wobec ekspozycji kwestii metodologicznych wynikał z uzasadnionej obawy przed polityczną ingerencją w ramy uprawiania dyscypliny[11].

Obecność zewnętrznych paradygmatów stanowiła nolens volens kolejne zaproszenie także dla politycznych interwentów w nauce. Historiografia pozostawała rozpięta pomiędzy pozytywistycznym założeniem istnienia obiektywnej, zewnętrznej względem badacza historii, możliwej do poznania i naukowej eksplikacji, a poglądami sceptycznie oceniającymi możliwość pełnego wyjaśnienia przeszłości, jej naukowego odtworzenia, w konsekwencji wskazującymi na nieuchronność pluralizmu w badaniach i opiniach. Pozytywistyczne próby ujednolicenia nauki na wzorach dyscyplin ścisłych w nauce o historii skutkowały absolutyzacją faktu jako najpewniejszej podstawy badania. Modernistyczna i postmodernistyczna reakcja na próby scjentyzacji uwypukliła problem ontologicznego statusu samego faktu oraz konstruktywistycznej interpretacji poznania. „Człowiek nie pamięta przeszłości; on zawsze ją odbudowuje […]. Zaczyna od teraźniejszości – i to przez nią zawsze wie, że interpretuje przeszłość” – pisał klasyk francuskiej historiografii[12]. Fakt krytykom pozytywistycznych złudzeń jawił się jako konstrukt człowieka, a uznanie naukowego statusu jako tylko konsens grupy badaczy. Problem konstruktywizmu wyrażał się szerzej w pytaniu, czy historią jest to, co się obecnie sądzi, że nią jest.

Możliwość ingerencji wiąże się z problemami przedmiotu i podmiotu poznania historycznego. Specyfika nauki o historii tkwi także w tym, że badając przeszłość, zajmuje się ona czymś, czego już nie ma. O ograniczeniu poznania w historii decydują bezkres przeszłości, różnica między wydarzeniami a badaniami naukowymi na ich temat oraz determinanty, którym podlegają i badacze, i odbiorcy. „Już sama przeszłość przeszłości nie pozwala nam na jej całkowitą rekonstrukcję”[13]. W tym sensie ta dyscyplina wiedzy próbuje eksplorować coś, co jest nieskończone. „Historiografia jako całość rości sobie prawo do zajmowania się wszystkim, co było”[14]. Jest to jednak niewykonalne. Przeszłość można eksplikować na wiele sposobów, ale nie jest możliwe jej badanie jako całości. Zastosowanie jakichkolwiek kryteriów wyodrębnienia badanego fragmentu z całości dziejów nosi znamiona wyboru. Każda periodyzacja (a także terytorializacja) jest zatem formą interpretacji[15]. Bardzo trudno byłoby oddzielić fakty od interpretacji, stanowią one continuum. W tym sensie przeszłość jest subiektywna i plastyczna, a możliwości jej penetracji pozostają ograniczone. „Każda historyczna wypowiedź lub argument jest selektywna pod względem wyboru ich przedmiotu, tj. charakterystyka opisu, wyjaśnienia i interpretacji są tylko wyborami, nigdy zaś pełnym obrazem cech danego do zbadania przedmiotu”[16]. Historycy zawsze, nawet średniowieczni kronikarze, musieli umieszczać treści w jakichś strukturach narracyjnych[17].

Szczególne znaczenie dla podatności nauki o historii na zewnętrzne ingerencje zdaje się mieć status podmiotu poznania i jego uwikłania. Jak zauważał Lucien Febvre, idee generowane przez człowieka nie mogą być od niego odrywane, nie można abstrahować od wpływów zewnętrznych, osobistych wspomnień, oddziaływania instytucji[18]. „Każdy człowiek, także historyk, orientuje się na osobisty system wartości i żyje w społecznych warunkach”[19]. Historyk ma wizję świata i zasady, zajmuje miejsce w strukturze społecznej, jest intelektualistą i nie można tego oderwać od procesu pisania historii. Na dodatek, co było szczególnie doniosłe w XX wieku, badacz stawał się świadkiem historii[20]. Różne mogą być motywy pisania historii, w tym także nienaukowe, a im tych ostatnich jest więcej, tym rosną perspektywy nadużyć i nieodpowiedzialności[21]. Należy przy tym pamiętać, że obiektywizm w historii jest kontrolowany przez wspólnotę uczonych[22]. W tej dyscyplinie szczególną rolę odgrywa zgodność owej wspólnoty, niemożliwe byłoby, jak w innych dziedzinach nauki, poddawanie przedmiotu badań kolejnym próbom laboratoryjnym[23].

Nieprzypadkowo zatem poznanie w nauce o historii i status prawdy zawsze stanowiły przedmiot dysput. Prawda w historii ma charakter przybliżony i względny. Pewność ustaleń, weryfikowalność tez i zaawansowanie teoretyczne odróżniają ją od nauk niehumanistycznych. Poznanie w historii cechuje wtórny charakter, co stwarza przestrzeń dla subiektywizmu i ingerencji. Historyk nie ma bezpośredniego kontaktu z przedmiotem badań[24]. Podmiot i przedmiot badań należą do tej samej kategorii, pozostają w specyficznej relacji, odmiennej od nauk ścisłych[25]. Trzeba a priori mieć wiedzę pozaźródłową, by móc pracować z źródłami, te zaś mogą pozostawać pośrednie, obciążone itp.[26].

Nie dziwi zatem konstatacja, że próba obiektywizacji to „szlachetne marzenie”, a każda dyskusja historyczna nadaje się do wykorzystania politycznego[27]. Ze wszystkich powyższych powodów wartościowanie i subiektywizm w nauce o historii pozostają niemożliwymi do uniknięcia. Skutkiem stał się stan, w którym „cała historia jest wyborem”[28]. Wszystkie nauki wartościują, choć czynią to z różnym stopniem intensywności. Elementem reakcji na próby scjentystycznego przemodelowania humanistyki stał się antypozytywistyczny relatywizm przyznający nieuchronność wartościowania i znaczenie teraźniejszości dla badania przeszłości. Wybór, wartościowanie i subiektywizm odzwierciedla dychotomiczna struktura narracji, mająca z reguły perswazyjny charakter. Fakty w narracji historycznej sąsiadują z hipotezami. Sam wybór tematów ma charakter wartościujący. Postmodernistyczny sceptycyzm oddaje twierdzenie, że „nie można przeprowadzić wyraźnej granicy między obiektywnym a subiektywnym sposobem poznania przeszłości, dla nauki historia przedstawia sobą kompleks kulturowych praktyk panujących w określonych historycznych okolicznościach i do tego nieuchronnie z czasem transformujących się”[29].

1.2. Użycie i nadużycie historii

Szwedzki historyk Klas-Göran Karlsson wskazał sześć sposobów wykorzystania historii współcześnie. Pierwszy z nich określił mianem egzystencjalnego. Wyrastał on z potrzeby pamięci i znalezienia trwałych punktów odniesienia. Obejmuje procesy poszukiwania tożsamości i orientacji w pełnym zagrożeń życiu społecznym, proces mentalny jednostki odniesiony do ram społecznych i politycznych. Występuje w każdym społeczeństwie, szczególnie w okresie przyspieszonej modernizacji. Drugi sposób to moralne wykorzystanie historii. W jego ramach dochodzi do ponownego odkrycia przeszłości, przywrócenia prawdy. Dotyczy specyficznej sytuacji, gdy rządzący, dostrzegając delegitymizację części uzasadniającej ich rządy przeszłości, próbują przez zmianę jej interpretacji przywrócić siłę historycznego uzasadnienia swej władzy. Jest to zjawisko charakterystyczne dla państw niedemokratycznych w okresie usiłowań liberalizacji systemu (np. ZSRR z lat 1986–1987). Kolejny sposób można określić jako ideologiczne wykorzystanie historii. Stanowi on element procesu legitymizacji władzy politycznej i racjonalizacji konkretnej polityki w oczach obywateli. Bywał stosowany zwłaszcza w państwach totalitarnych, wzmacniając kontrolę nad życiem społecznym, ale przykłady jego aplikacji można odnaleźć także w państwach demokratycznych, choćby w postaci eksperckich komisji powoływanych z inicjatywy polityków, a złożonych z zawodowych historyków. Wbrew pozorom kolejny sposób – politycznego (i pedagogicznego) wykorzystania nie jest tożsamy z poprzednim. Obejmuje głównie sferę symboliczną w demokratycznym państwie (szczególnie w jego polityce zagranicznej). Historia odgrywa tu rolę lekcji poglądowej, porównania „wtedy” i „teraz”, by wzmocnić procesy decyzyjne w państwie. Kolejne wykorzystanie historii zasługuje na miano naukowo-szkolnego i obejmuje sferę profesjonalnej nauki o historii, badania naukowe oparte na źródłach, konstruowanie teorii. Jest charakterystyczne dla wysoko rozwiniętych i demokratycznych państw, uznających rozległą autonomię sfery historii. Ostatni, na pozór zaskakujący sposób eksploatacji przeszłości, stanowi niewykorzystywanie historii przez sprawujących rządy, poszukujących legitymizacji poza sferą tradycji i kulturowego dziedzictwa. Taka rezygnacja stanowi świadomy wybór ze strony władzy, chcącej ukryć fakty – taki model można traktować jako epifenomen ideologicznego wykorzystania. Należy oczywiście te sposoby analizować jako organicznie związane ze sobą i trudne do wyraźnego rozgraniczenia[30].

Do koncepcji szwedzkiego badacza można dodać jeszcze jeden kontekst. Rewitalizacja zainteresowania historią nie pozostawała bez korelacji z signum temporis epoki neoliberalizmu. Procesy urynkawiania, dezetatyzacji, ekspansji wzorców społeczeństwa indywidualnego sukcesu zastępującego państwo dobrobytu, komercjalizacja życia społecznego, apoteoza prywatnej przedsiębiorczości czyniły towarem wszystko i stanowiły formę ukrytej restytucji darwinizmu społecznego. Postępowała ekonomizacja myślenia młodych pokoleń, umocniły się postawy indywidualistyczne, orientacja na to co własne i konkretne[31]. Przeszłość w dobie globalizacji i ekspansji stosunków rynkowych w życiu społecznym także stała się towarem. Sytuacja, w której w skali globalnej doszło do procesów swoistej redystrybucji sprawiedliwości dziejowej, wizja przeszłości w łatwy sposób stanowiła inspirację i legitymizację roszczeń materialnych. Odszkodowania za bycie ofiarą, procesy reprywatyzacji stały się czymś więcej niż kwitnący handel zabytkowymi przedmiotami z państw upadłych w wyniku wojen. Historyczna przeszłość bywa wykorzystywana do przyciągania finansowych strumieni, które mogą być znaczącymi dla ekonomicznego rozwoju zarówno całych państw, jak i oddzielnych regionów[32]. Rosyjski autor Ilja Kalinin wskazał, że we współczesnym świecie zasoby przeszłości są traktowane jak naturalne, takie, które podlegają eksploatacji, stanowią po prostu towar oraz kapitał na rynku. Skoro zasoby przeszłości zawsze były pomocne w legitymizacji władz, to rządzący dążą nie tylko do hegemonii, lecz wręcz do monopolu na dysponowanie nimi i do możliwości swoistego wydawania licencji, reglamentowania dostępu. Jest to faktyczna prywatyzacja przeszłości, paradoksalnie dokonywana często pod sztandarem nacjonalizmu. Słowa o wspólnej pamięci brzmią na tle tego ironicznie, oznaczają bowiem w istocie ekskluzywizm[33]. Historia jako zasób i towar wykroczyła dalece poza sektor publiczny. Jej komercjalizacja staje się zjawiskiem globalnym, tworząc wręcz gałąź gospodarki, w której wytwarzanie produktów i usług przybrało masowy charakter. Historię wykorzystują prywatne przedsiębiorstwa, nie tylko jako wytwórcy towarów w przemyśle kultury, lecz także dla prowadzenia własnej polityki, np. kreowania wizerunku[34].

Rewersem polityzacji historii przez władzę są nadużycia historii i „historia nieodpowiedzialna”. Badacz i obrońca wolności historii Antoon de Baets wskazał, że istnieje wiele opisów nadużycia nauki historycznej, można przytoczyć ich liczne egzemplifikacje, ale nie było przez wiele lat teoretycznych ujęć problemu wykorzystywania historii, chyba że za takie uznać klasyczne dzieła o metodologii tej dyscypliny[35]. „Nadużycie historyczne jest wykorzystaniem historii z intencją oszukiwania. Nieodpowiedzialne wykorzystanie jest oszukańczym lub niedbałym, wykorzystaniem […]. Każde nadużycie historii jest nieodpowiedzialną historią, ale nie każda nieodpowiedzialna historia jest nadużyciem historii”. Skoro historia jest polityczną bronią, to jej nadużycie oznacza, że pojawią się pokrzywdzeni. Ofiary takiego procederu można podzielić na bezpośrednie (ci, co utracili zdrowie, reputację, dochody i inne) oraz pośrednie, gdy straty ponosi wspólnota, w której żyje ofiara bezpośrednia. Nadużycia szkodzą historiografii, której istnienie leży przecież w społecznym interesie[36]. „Nadużywana historia jest stworzona celowo i świadomie, nieodpowiedzialna jest tworzona lekkomyślnie lub niedbale”. Także w tym przypadku trudno o proste rozgraniczenia. Granice historii odpowiedzialnej i nieodpowiedzialnej, a ich obu z nadużywaną itp., nie zawsze są łatwe do wytyczenia[37].

Dialektyczna relacja polityki z historią jako nauką nie miała jednak charakteru dialogu i relacji równoprawnych podmiotów. Szczególnie zagrożone przy tym polityczną ingerencją zdawały się zawsze trzy formy obecności historii–historia współczesna, historia popularna oraz pamięć zbiorowa w mediach[38].

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Polityka historyczna 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Pokochawszy: O miłości w języku Wybieraj wystarczająco dobrze Listy niezapomniane W rodzinie ojca mego