Zaufaj mi

Zaufaj mi

Autorzy: Anna Bellon

Wydawnictwo: Znak

Kategorie: Romans / Erotyka

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 27.99 zł

Miles rozstał się z dziewczyną, kiedy The Last Regret było u szczytu sławy. Korzystał z wolności i nie szukał nowego uczucia, a już na pewno nie spodziewał się, że jedna szalona noc spędzona z kuzynką najlepszego kumpla zmieni w jego życiu niemal wszystko.

Dla Kacey wyjazd na studia do Pittsburgha miał być nowym początkiem. Zostawiła za sobą trudny okres liceum oraz okrutnych rówieśników, którzy przez lata zamieniali jej życie w piekło. Chwile spędzone w towarzystwie Milesa były jak narkotyk, ale dla dziewczyny to było za mało – pragnęła pewności, że tym razem nie będzie cierpieć.

Czy Kacey i Miles pozwolą się porwać uczuciu, które spadnie na nich tak niespodziewanie? Czy zdołają sobie wzajemnie zaufać?

Zaufaj mi to kolejna część serii The Last Regret Anny Bellon. Opowieści o losach przyjaciół, których połączyła miłość do muzyki, są jednymi z najchętniej czytanych polskich utworów na Wattpadzie.

The Last Regret #3

Prolog

Pięć lat wcześniej…

Miles

Kiedy przyjechaliśmy do Albuquerque całą piątką, moje wyobrażenia o pobycie tutaj szybko zderzyły się z rzeczywistością. W sumie nie czułem się tak bardzo podjarany wyjazdem jak reszta. Miałem więcej obaw niż czegokolwiek innego. Obce miejsce, obcy ludzie, u których miałem mieszkać przez więcej niż tydzień. O samym Albuquerque nie wiedziałem zresztą za dużo, kojarzyłem je tylko z kadrów w Breaking Bad. Zwyczajnie nie chciało mi się lecieć na drugi koniec kraju do rodziny kumpla po całym tym ferworze związanym z egzaminami, balem czy samym zakończeniem roku i odebraniem dyplomu. Jednak już pierwszego dnia zorientowałem się, że chyba tego potrzebowałem. Resetu.

Moja rutyna na nic mi tu się nie przydała. Ba, musiałem się dostosować do czyjejś, bo byłem tylko gościem. Na moment przestałem się bić z myślami, czy iść na studia czy jednak dać szansę zespołowi i to jemu poświęcić się bardziej, przynajmniej w najbliższym czasie. Utknąłem gdzieś pomiędzy własnymi oczekiwaniami a oczekiwaniami moich rodziców i dziewczyny. Allie chciała studiować, mieliśmy to robić razem. Ostatnio, ponieważ nie byłem pewny, co dalej, coraz częściej o to się spieraliśmy. Że miało być inaczej, a ja nagle zacząłem się skłaniać do zmiany zdania, bo zupełnie nie miałem pojęcia, co chcę robić w życiu, i to był ten największy problem. Ale czy nie o to chodziło? Masz osiemnaście lat i musisz podjąć decyzję, dręczony głupim przeświadczeniem, że potem nic już nie można zmienić. Albo pójdziesz na studia teraz, albo w ogóle. Wszystko było „teraz” lub „w ogóle”, a ja dostawałem od tego świra.

– Tutaj jesteś – usłyszałem za sobą głos Kacey, kuzynki Kylera.

Schowałem papierosa do kieszeni i odwróciłem się do niej.

– Myślałem, że nikt nie zauważy.

– Reszta się jeszcze chyba nie zorientowała, że kogoś brakuje – odpowiedziała, obejmując się rękami. Wieczory nie były już takie ciepłe, a wyszła w T-shircie. – Co tutaj robisz?

Wzruszyłem ramionami.

– Nie masz czasem tak, że po prostu musisz pomyśleć?

– Czasem mam – przyznała. – Wtedy wychodzę na dach.

– Chyba nie mówisz serio.

Roześmiała się perliście.

– Jest stamtąd całkiem fajny widok na miasto. I póki co jeszcze nie zleciałam.

Potrząsnąłem głową. Młodsza kuzynka Kylera przez większość czasu była przede wszystkim ironiczna, ale wytwarzała wokół siebie przyjazną atmosferę. Nie miała oporów przed spędzaniem z nami czasu, choć dopiero się poznaliśmy. Dotrzymywała nam kroku, mimo że była najmłodsza w naszym towarzystwie. Różnicę w metryce nadrabiała jednak zwykle ciętym językiem, co wiązało się z potyczkami słownymi między nią i Kylerem. Nie spodziewałem się jednak, że może się wspinać na dach.

– Chyba potrzebuję dzisiaj twojego dachu – powiedziałem bez zastanowienia i spodziewałem się odmowy, ale Kacey tylko przytaknęła i zawróciła do domu, a ja poszedłem za nią.

Z salonu dochodził do nas gwar rozmów, gdy wchodziliśmy po schodach. Czułem się trochę dziwnie, podążając za Kacey, ale głupio było mi teraz się wycofać. Kiedy pchnęła jedne z drzwi i weszliśmy do jakiegoś pomieszczenia, zorientowałem się, że to musi być jej pokój. Jasnofioletowe ściany, białe meble, drewniana podłoga. Wyglądało to przytulnie, jednak nie za słodko. Nie było tu tony bibelotów, a jedyną formą nieporządku wydawała mi się tablica korkowa, która kipiała od przyczepionych do niej karteczek.

Kacey założyła bluzę, otworzyła okno i przywołała mnie gestem.

– Widzisz tę płaską półkę poniżej? – Wskazała miejsce, w którym dach dziwnie się zaginał. – Pierwszy właściciel miał osobliwą wizję i chyba chciał tam wstawić jakiś element ozdobny, ale ostatecznie tego nie zrobił. Jest na tyle blisko okna, że gdy usiądziesz na parapecie, sięgniesz stopami tego załamania. Wystarczająco dużo tu przestrzeni, żeby usiąść na tej półce i potem móc wrócić.

– Jesteś pewna, że to bezpieczne?

– Absolutnie tak.

– W takim razie panie przodem.

Uśmiechnęła się i usiadła na parapecie, po czym obróciła się i wystawiła nogi po drugiej stronie. Z ręką na ramie okna opuściła się niżej i gdy wyjrzałem za nią, powoli siadała na półce, po czym przesunęła się, by zrobić mi miejsce. Poszedłem w jej ślady, choć nie bez strachu. Kacey poruszała się zwinnie, widać, że siedziała tam nie pierwszy raz, ale miała rację, to nie było takie trudne, jeśli pominęło się wizję upadku z pierwszego piętra. Półka dawała jednak wystarczające oparcie i już po chwili zajmowałem miejsce obok dziewczyny.

Z tej perspektywy okolica wyglądała trochę inaczej, a może tylko wydawała się inna, bo siedzieliśmy na dachu, co było dla mnie nowym doświadczeniem.

– Co cię tak gnębi? – zapytała Kacey, opierając ręce na krawędzi półki i patrząc przed siebie. Prawie całą jej twarz zakryła kaskada ciemnych włosów.

– Naprawdę chcesz tego wszystkiego słuchać?

Wzruszyła ramionami.

– Podobno najłatwiej zwierzyć się komuś obcemu, a my ledwo się znamy. Nie wiem, ile jest w tym prawdy, bo sama nigdy nie próbowałam.

Przygryzłem wnętrze policzka, zastanawiając się przez moment. Chyba rzeczywiście potrzebowałem się komuś wygadać, a Kacey była bardziej obiektywna niż moi przyjaciele, którzy siedzieli na dole w salonie. Oni już zdecydowali, ja wciąż nie.

Opowiedziałem jej o zespole, o studiach, co do których nie wiedziałem, czy je zacznę, o Alison i o całej reszcie. Ani razu mi nie przerwała, co jakiś czas tylko kiwała głową. Gdy skończyłem, spojrzała w moją stronę, marszcząc brwi.

– Powiedziałeś mi tylko o tym, czego oczekują od ciebie inni, ale czego chcesz ty sam, Miles? – zapytała. – Co jest twoim, a nie czyimś marzeniem? Jeśli uważasz, że studia, to na nie idź i nie oglądaj się na innych. Ale jeśli nie, zrób sobie rok przerwy, spróbuj tej drugiej opcji.

– Ta druga opcja to spore ryzyko, Kacey.

– A pójście na studia, jeśli nie wiesz, czy w ogóle chcesz na nie iść?

– Mogę nawalić – stwierdziłem.

– Możesz nawalić i tu, i tu. Ale chodzi o to, co jest dla ciebie ważniejsze. Czego będziesz żałował, jeśli sobie odpuścisz.

– Musiałaś kiedyś podejmować taką decyzję?

– Jeszcze nie – zaprzeczyła. – Ale wydaje mi się, że czasem trzeba być po prostu samolubnym.

– Chyba trochę się boję.

– Też bym się bała na twoim miejscu.

– A co byś wybrała?

– To, czego brak doskwierałby mi bardziej – odpowiedziała szczerze, bez dłuższego zastanowienia.

Zwiesiłem głowę. Uwielbiałem grać w zespole i nie chodziło tylko o to, że dobrze się razem bawiliśmy. Muzyka od dziecka znaczyła dla mnie wiele. Zawsze mi towarzyszyła i gdy teraz coś rzeczywiście dało się z tym wszystkim zrobić, gdy było to coraz bardziej realne i namacalne, bałem się, że jeśli odpuszczę, to już nie będzie dla mnie powrotu. Tego jednego nie chciałem spieprzyć, a jednocześnie nie chciałem też nikogo zawieść.

– Chyba powinniśmy już wracać, robi się zimno. – Zacząłem wstawać. Kacey spojrzała na mnie, zadzierając głowę, ale odpuściła temat.

– Złap się rękami framugi – poradziła.

Tak też zrobiłem, podciągając się, i wróciłem do jej pokoju, a ona zaraz za mną.

Podszedłem do tablicy korkowej, która wisiała nad biurkiem. Każda z przypiętych karteczek była złożona, ukrywając treść. Obudziła się we mnie ciekawość.

– To fragmenty tekstów piosenek – wyjaśniła Kacey, stając obok, i sięgnęła po pierwszą z brzegu kartkę. Rozwinęła ją i podała mi.

I was waiting for my hearse

What came next was so much worse

It took a funeral to make me feel alive*.

Rozpoznałem pismo Kylera – pochyłe i zamaszyste, niektóre litery zlewały się w jeden ciąg.

– Kyler, ile razy mnie odwiedza, przypina kolejne – dodała. – Trochę się już nazbierało.

– Myślisz, że mógłbym dodać jedną od siebie? – zapytałem.

– Śmiało.

Podała mi czystą kartkę z bloczku, który leżał na biurku, i wygrzebała długopis z szuflady. Chwilę się zastanawiałem, po czym napisałem z pamięci cztery wersy, złożyłem świstek na pół i przypiąłem do tablicy obok innych.

Po raz pierwszy od kilku tygodni poczułem się lżejszy.

* Sixx: A.M., Life Is Beautiful.

1

Samotne śluby i nie takie samotne spacery

Miles

Przyjście samemu na ślub jest do chrzanu. A co jest jeszcze bardziej do chrzanu? Przyjście samemu na ślub przyjaciół świeżo po rozstaniu z narzeczoną, którą przyłapałeś na zdradzie.

Ilość serduszek i miłości wokół mnie była dobijająca. Wszędzie zakochane pary, ckliwe teksty piosenek o tym, jak cudownie jest się zakochać, i inne pierdoły. Gdyby nie to, że zrobiłbym przykrość Mai i Kylerowi, prawdopodobnie wyszedłbym już po godzinie.

Obserwowałem znad kieliszka ludzi kręcących się w pobliżu. Parkiet był pełen zakochanych par, bo akurat grali wolny kawałek. Pociągnąłem łyk alkoholu. Na trzeźwo cała ta oprawa stawała się coraz bardziej nie do zniesienia. Nie byłem tylko pewien, ile czasu upłynie, zanim całkiem się upiję. Już teraz czułem na języku lekkie pieczenie od wina. Czy kac po winie nie jest jednym z boleśniejszych?

– Też chce ci się rzygać, jak na to patrzysz? – Usłyszałem koło siebie głos Kacey Walsh, kuzynki Kyle’a, i prawie się zakrztusiłem.

Kacey oparła się o wolne krzesło i przekrzywiła głowę, patrząc na mnie wyczekująco. Ciemne loki miała misternie upięte nad karkiem, a parę kosmyków okalało jej szczupłą, nieco pociągłą twarz. Na lekko zadartym nosie wciąż widoczne były piegi od słońca, a policzki miała zarumienione od tańca i panującego w namiocie zaduchu. Podobnie jak pozostałe druhny Mai, miała na sobie sukienkę bez ramiączek – w tym przypadku intensywnie niebieską, przez co skóra dziewczyny wydawała się jeszcze bledsza. Na nagie ramiona Kacey niedbale narzuciła szal.

– Skąd wiedziałaś? – zapytałem i odchrząknąłem.

– Ta zbolała mina, Preston… – odparła, a jej usta drgnęły w uśmiechu. – Ta mina mówi wszystko.

– Co w takim razie proponujesz? – Zmarszczyłem brwi.

– Spacer. – Wyciągnęła zapraszająco dłoń w moją stronę. – No daj spokój. Umrę tu z nudów, jeśli dalej będą grali wolne. – Ponagliła mnie. Cierpliwość nie była mocną stroną Walshów.

– No dobra. – Zgodziłem się w końcu i wstałem od stołu.

Kacey z zadowoloną miną zgarnęła po drodze kiść winogron. Wolną ręką poprawiła szal – jak na listopad na zewnątrz było zaskakująco ciepło, nawet późnym wieczorem.

– Miles? – Kacey odezwała się po dłuższej chwili.

– Tak? – Wsunąłem ręce do kieszeni spodni. Nienawidziłem chodzić w garniturze i nie potrafiłem znaleźć sposobu, żeby było mi w nim wygodnie.

– Miałeś kiedyś wrażenie, że wszyscy mają coś, co nie jest ci pisane?

Spojrzałem na nią lekko zbity z tropu, ale po jej minie widziałem, że pytała poważnie.

– Zależy, co masz na myśli – odparłem.

W ogrodzie wokół domu, w miejscach, gdzie światło licznych lampek nie docierało prawie w ogóle, panował lekki półmrok, ale widziałem Kace na tyle wyraźnie, by dostrzec nagłą zmianę jej nastroju.

– Wszystko. Nic. Cokolwiek. – Wzruszyła ramionami i włożyła krągłe grono do ust, marszcząc piegowaty nosek.

– Jakiś konkretny powód tego typu przemyśleń?

– Mam dwadzieścia lat i dokładnie tyle lat pecha w miłości. O kant dupy to potłuc, a mój kuzyn, któremu wróżyłam bycie wiecznym kawalerem, właśnie się chajtnął. Czy wspomniałam, że miał być wiecznym kawalerem z kotami?

Parsknąłem śmiechem.

– Ej, mówiłam poważnie! – Trąciła mnie łokciem w bok i zachichotała. – Byłby świetną kocią mamą.

Chwilę spacerowaliśmy w milczeniu, aż natrafiliśmy na altankę na tyłach domu. Tak naprawdę mogłaby robić za dodatkowy, nieduży pokój na planie sześcioboku. Poza narożami była całkowicie przeszklona, a w środku nie ostało się nic poza kanapą, bo stolik z krzesłami trafił do namiotów. Drzwi ustąpiły bez problemu i przepuściłem Kacey przodem.

Rozsiedliśmy się na kanapie, każde na swoim końcu. Kace od razu zrzuciła ze stóp szpilki i odetchnęła z ulgą, a potem znów sięgnęła do winogron, których niewiele już zostało.

Jej palce zawisły cal od malinowych ust, które były seksownie rozchylone. Chmurnie niebieskie oczy błyszczały w półmroku i obserwowały każdy mój ruch. Nie cofnęła się, gdy się do niej przysunąłem. Nie zaprotestowała, gdy obróciłem jej dłoń w swoją stronę i chwyciłem winogrono między zęby, obejmując wargami i przez chwilę ssąc jej lepkie od soku palce. Nie powstrzymała mnie też, kiedy z cierpkim posmakiem owocu na języku pocałowałem ją. Nie byłem pewien, czemu to zrobiłem. Ale nie odepchnęła mnie i położyła dłoń na moim karku, by przyciągnąć mnie bliżej.

Usta miała miękkie i nie kleiły się od błyszczyku, czego tak bardzo nie znosiłem w całowaniu się z Alison. Gdy wędrowałem palcami po nagich ramionach Kacey, obudziło się we mnie pragnienie i nie liczyło się nic poza tym. Chciałem zapomnieć. Zatracić się w tej chwili i zapomnieć. Wiedziałem, że nie powinienem tego robić. Była kuzynką Kylera. Ale czasem „nie powinienem” nie pokrywa się z „chcę”. Chciałem ją nagą. Pod sobą.

To było złe. A raczej niewłaściwe, bo kuzynek tyczy się ta sama zasada co sióstr. Nie myślałem jednak o niczym poza nią, gdy starałem się jednocześnie zapomnieć i zapamiętać każdą krzywiznę jej ciała. Uprawiałem seks wiele razy i w różnych okolicznościach, jednak nigdy wcześniej nie czułem takiej przyjemności jak w tym momencie. I wiedziałem, że będę tego żałował.

2

Bojkot i sytuacje podbramkowe

Kacey

Trzy miesiące później…

Zmęczona rzuciłam swoje rzeczy na komodę przy wejściu. Kończyłam dzisiaj wcześniej zajęcia, więc potem byłam w kancelarii, gdzie szczęśliwie odbywałam staż. Teściowa mojego kuzyna miała teraz urwanie głowy, a ja razem z nią. Nie umiem przywołać momentu, kiedy siadłam chociaż na pięć minut, bo cały czas coś się działo.

W drodze do swojego pokoju rozpuściłam włosy i natychmiast przebrałam się w wygodne ciuchy. To był mój ulubiony element dnia – „czas na dresy”, jak to określała Gemma, moja współlokatorka i jednocześnie najlepsza przyjaciółka ze studiów. Szczerze ją uwielbiałam i lubiłam myśleć, że jednak ktoś czeka na mój powrót.

– Hej, Gems – przywitałam się z nią, wstawiając wodę na kawę, gdy tylko weszłam do kuchni.

– Cześć, Kacey – zaświergotała, wyciągając z szafki dwa kubki.

Świetnie wychodziła nam kooperacja.

– Ciężki dzień, co? – zapytała, lustrując mnie swoimi brązowymi oczami.

Westchnęłam głośno, pocierając palcami pulsujące skronie.

– Żebyś wiedziała, Gems – odparłam, wystukując na blacie niecierpliwy rytm. Potrzebowałam tej kawy.

– A ty nadal odmawiasz temu drugiemu stażyście?

Gemma zawsze szła w zaparte i uważała, że po rozstaniu z moim byłym jestem nieszczęśliwa, co nie było do końca prawdą. Raczej miałam po nim pecha do facetów, ale to wszystko, a z Krisem wciąż utrzymywałam kontakt. Sporadyczny, gdyż on był w udanym związku, jednak nie czułam zazdrości. Na dodatek mieszkał w innym kraju. A ja byłam na szczęśliwym etapie wyparcia pod tytułem „Miłość jest do dupy” i dobrze się z tym czułam. W pewnym sensie.

– Gems, mówiłam ci – powiedziałam, już lekko znudzona powtarzalnością tego tematu. – Bojkot. Nie mam ochoty na randki.

– Kacey, to było kilka miesięcy temu. Zapomnij o nim.

Powiedziałam jej o Milesie. Musiałam powiedzieć, bo jak inaczej miałam jej wyjaśnić, dlaczego nagle zaczęłam się wymigiwać od proponowanych przez Kylera spotkań, jeśli wiedziałam, że pojawi się tam Preston? Nigdy wcześniej tego nie robiłam, a moja przyjaciółka nie dała się zbyć byle jaką wymówką. Niestety.

– To nie jest takie proste, Gems – odparłam. – I nie chodzi tylko o niego.

– Wmawiaj sobie. Ale naprawdę ciężko mi patrzeć na to, jak się męczysz.

– To nie męka, a przerwa – powtórzyłam po raz kolejny, ale sama słyszałam w swoim głosie niepewność.

– Kacey… – zaczęła Gemma i brzmiało to bardziej jak westchnienie. Potrząsnęła głową, wprawiając tym samym w ruch ciemne włosy, które spięła w koński ogon. Cokolwiek chciała powiedzieć, odpuściła, widząc moją minę. – No dobrze. Rób, jak chcesz… Kace?

– Hm? – mruknęłam, przygotowując kawę. Czy w lodówce było jeszcze jakieś mleko?

– Ryder zaproponował, żebyśmy ze sobą zamieszkali. Jesteśmy w końcu razem już ponad rok i… – urwała, a ja zmarszczyłam brwi na to „i” na końcu. Brzmiało niepokojąco, a ja nie połączyłam faktów w pierwszej chwili. Oświeciło mnie, gdy zabielałam kawę.

– Wyprowadzasz się? – zapytałam wprost.

– Nie chcę cię stawiać w sytuacji podbramkowej, więc nie tak od razu, ale… Tak, wyprowadzam się, Kace.

Zlustrowała mnie wzrokiem, wyczekując mojej reakcji, tak jakbym miała na nią naskoczyć. Jeśli moja przyjaciółka chciała zamieszkać z chłopakiem, nie mogłam jej przecież zabronić, nawet w przypadku, kiedy ta decyzja odbijała się na mnie. Miałam dwie opcje: szukanie współlokatora lub pokoju do wynajęcia, bo nie łudziłam się, że będzie mnie stać na wynajęcie mieszkania w pojedynkę. Po doświadczeniach z byłymi już przyjaciółkami wiedziałam jednak, że na pewno nie mogę prosić Gemmy o rezygnację z jakiejkolwiek formy jej własnego szczęścia, żeby uszczęśliwić siebie. Sama byłam po tej drugiej stronie już zbyt wiele razy.

– Poradzę sobie – zapewniłam ją na wstępie. – Cieszę się twoim szczęściem, Gems. – Uściskałam ją mocno i przełknęłam własną gorycz.

Dam sobie radę.

* * *

Siedziałam w Keller’s i przeglądałam oferty mieszkaniowe. Na szukanie współlokatorki miałam zbyt mało czasu, na dodatek niedawno zaczął się letni semestr i mało kto chciał o tej porze zmieniać mieszkanie. Musiałam coś wykombinować, i to szybko. Miałam oszczędności, ale niewielkie. Pieniądze, które zarabiałam na stażu, dotychczas wystarczały mi na utrzymanie, szczególnie że miałam stypendium, jednak teraz… Nie mogłam sobie pozwolić na mieszkanie w pojedynkę. Proszenie rodziców o dodatkowe pieniądze byłoby dla mnie porażką. Pozwolili mi na studia tutaj, pod warunkiem że będę samodzielna finansowo, co nie było takie proste. Dodatkowa praca nie wchodziła w grę, jeśli chciałam utrzymać stypendium, a Emily i tak płaciła mi więcej, niż wydawało mi się, że powinna.

Westchnęłam ciężko i odłożyłam długopis. Przejrzałam listę kontaktów i pełna nadziei wybrałam numer Novy. Nie było opcji, żebym teraz powiedziała Gemmie, że musi zostać ze mną dłużej, bo mam problem ze znalezieniem czegoś nowego.

– Hej! – usłyszałam radosny głos perkusistki The Viper Strike. Ten stopień radości z życia osiągała ostatnio chyba tylko wtedy, kiedy wokalista TVS znikał z zasięgu jej wzroku. A może chodziło o odległość pięciu kilometrów, żeby nie doleciały do niej negatywne fluidy Wade’a Telforda? – Co tam, Kace?

– Hej, hej… – odkrzyknęłam. – Tak się zastanawiałam… Czy twoja kuzynka znalazła już współlokatorkę?

– Ymmm… Tak, tydzień temu – stwierdziła. – A co? Coś nie tak z Gemmą?

Serce opadło mi do żołądka, ale nie dałam nic po sobie znać. Przez moment miałam odrobinę złudnej nadziei, że może jednak…

– Nie, nie – zaprzeczyłam od razu i zamaskowałam rozczarowanie śmiechem. – Wszystko w porządku. Po prostu się zastanawiałam…

Po drugiej stronie zapadło dłuższe milczenie, słyszałam tylko nieco ciężkawy oddech Novy.

– Na pewno? – zapytała podejrzliwie.

– Na pewno – skłamałam i zaraz zmieniłam temat. – Musimy wreszcie się umówić na kawę.

– Ach, tak! Zdecydowanie musimy! – Głosowi Novy towarzyszyły kroki, stukot obcasów. – Zgadamy się na dniach, okej? Bo właśnie wychodzę.

– Jasne. – Uśmiechnęłam się wymuszenie, choć nie mogła tego zobaczyć. Całe szczęście. – Na razie.

– Pa, Kace! – pożegnała się i rozłączyła, a ja zwiesiłam głowę.

Dopiero teraz do mnie dotarło, ile szczęścia miałyśmy z Gems przy szukaniu mieszkania. Płaciłyśmy mniej od większości naszych znajomych, i to za całkiem niezły standard. Do wynajęcia przeciętnego pokoju, który nie byłby po drugiej stronie miasta, potrzebowałam co najmniej stu dolarów więcej, a dla budżetu studenckiego oznaczało to niemal katastrofę. Od patrzenia na oferty kawalerek bolała mnie głowa, z przeglądaniem Craiglist nie było wiele lepiej… Czemu facet z dzieckiem koniecznie chce współlokatorkę, a nie współlokatora? Nie, nawet nie chciałam wiedzieć.

– Kacey? – Tuż koło mnie zabrzmiał głęboki baryton, na którego dźwięk poczułam, jak unoszą mi się włoski na karku. Wyprostowałam się na krześle i przymknęłam laptopa, po czym przywołałam na twarz przyjazny uśmiech i podniosłam wzrok na faceta, którego z mniejszym lub większym powodzeniem unikałam od trzech miesięcy. To nie był mój szczęśliwy dzień.

Przede mną stało sto osiemdziesiąt siedem centymetrów Milesa Prestona w całej okazałości. Dłuższe włosy miał związane luźno na karku. Zawsze podkręcały mu się na końcach, co mogłoby się kojarzyć z cherubinkiem, gdyby nie kolor – brudny blond. Piwne oczy miały chłodny odcień, przez co zwykle wydawały mi się smutne, a teraz patrzyły z przenikliwością, która wywoływała u mnie dyskomfort. Przez moment miałam ochotę tylko się z nim przywitać i jak najszybciej znaleźć wymówkę do wyjścia. Nie byłam jednak pewna, czy powodem tego jest fakt, że nie miałam pojęcia, jak powinnam się zachowywać przy facecie po… jednym, zupełnie szalonym seksie, który nie powinien się zdarzyć, czy to, że zwyczajnie miałam słabość do Milesa Prestona od dnia, kiedy go poznałam, i to w ten zawstydzający, szczeniacki sposób. Ten sposób, który zwykle tyczy się kumpli braci, a Kyler był dla mnie jak brat, niemal na równi z Kaydenem.

– Miles. – Posłałam mu trochę niepewny uśmiech. – Dawno cię nie widziałam. Co słychać?

Zastanawiałam się, skąd u mnie tyle spokoju, żeby prowadzić luźną gadkę, gdy w środku skwierczałam jak frytka na solarium. Albo gorzej.

– Wiesz, trasa i tak dalej – odparł, pocierając dłonią kark nerwowym gestem. – Co u ciebie? Jak staż w kancelarii? – Nonszalancko opadł na krzesło naprzeciw mnie, a ja miałam wrażenie, że kurczę się na swoim.

Miles miał pewność siebie, która sprawiała, że powietrze wokół niego zdawało się gęstnieć, gdziekolwiek się pojawiał, i ściągał na siebie spojrzenia dziewczyn, nawet jeśli nie miały zielonego pojęcia o istnieniu The Last Regret.

– To masa pracy, ale lubię to robić, choć Emily mnie nie oszczędza – odpowiedziałam, zaczynając od najprostszego pytania. Staż i studia były dla mnie najbardziej neutralnymi tematami, a przez to całkiem przyjemnymi. – A tak ogólnie to bez większych rewelacji. Jakoś leci – dokończyłam, siląc się na obojętny ton.

– Co robisz? – zapytał, wskazując mojego laptopa i upijając łyk swojej kawy.

Zagryzłam wargę. Nie umiałam też kłamać. Nie, kiedy ktoś patrzył mi prosto w oczy, a Miles właśnie to robił.

– Szukam mieszkania – przyznałam niechętnie, próbując się nie skrzywić.

– A co z Gemmą?

Byłam zaskoczona, że pamiętał imię mojej współlokatorki, którą widział ledwo dwa razy. Mojego byłego chłopaka wiecznie nazywał Kirtem, Kitem… Blisko Krisa, ale nie do końca.

– Chce zamieszkać ze swoim chłopakiem. Jaką byłabym przyjaciółką, gdybym powiedziała „nie”?

Pokiwał głową w zamyśleniu i nie odzywał się przez dłuższą chwilę. Jednak niezręczna cisza byłaby lepsza od tego, co potem zaproponował.

– Możesz zamieszkać u mnie – wypalił. – W sumie i tak praktycznie nie ma mnie w mieszkaniu, a jeszcze trochę i wyjeżdżamy w trasę, więc miałabyś całe dla siebie przez kilka tygodni.

Opadła mi szczęka. Powiedział to tak lekkim tonem, jakby pytał, ile słodzę, a nie proponował mieszkanie u niego.

– Ni… – odchrząknęłam. – Nie jestem pewna, czy to dobry pomysł, Miles.

To był… beznadziejny pomysł.

– Co ci szkodzi? To bez sensu, żebyś szukała teraz na szybko mieszkania, gdy do końca semestru zostało ci, ile…? Dwa, trzy miesiące?

– Trochę ponad trzy – sprecyzowałam, choć nie to było istotą problemu.

– Sama widzisz. – Wykonał nieokreślony ruch ręką, jakby chciał pokazać bezsens mojego uporu. – Po zakończeniu roku część twoich znajomych na pewno wyjedzie, inni będą szukali współlokatorów… Będzie ci łatwiej coś ogarnąć.

Nie mogłam zaprzeczyć, że to, co mówił, miało sens, bo niezaprzeczalnie miało. Miles patrzył na mnie wyczekująco, obracając machinalnie skórzaną bransoletkę na ręce, gdy w mojej głowie wydłużała się lista „ale”, na której szczycie było to, że ze sobą spaliśmy. On najwyraźniej nie miał z tym żadnego problemu i chyba nawet nie powinnam się łudzić, że mogłoby być inaczej. Z tego, co docierało do mnie od jego przyjaciół i z sieci, nie próżnował przez ostatnie miesiące. Byłam jedną z wielu, więc czemu miałby się przejmować?

– Muszę to przemyśleć, Miles – odpowiedziałam w końcu, choć bardziej niż przemyśleć zaproponowaną przez niego opcję, chciałam poszukać innych, ale tego nie zamierzałam mu mówić.

Spojrzałam spode łba na mój laptop z nadzieją, że w magiczny sposób pomoże mi wyjść z opresji. Właśnie, magiczny…

– Zrobisz, jak będziesz chciała – stwierdził Miles i wzruszył ramionami, po czym wstał ze swojego krzesła. – Będziesz tu w piątek?

Na śmierć zapomniałam o wiadomości, którą dostałam kilka dni temu od Kylera. Do dwudziestych pierwszych urodzin trochę mi brakowało, ale mojemu kuzynowi nie przeszkadzało to w próbach ściągnięcia mnie do pubu, gdy zbierali się całym zespołem. Nieszczególnie mi doskwierało to, że spędzałam takie spotkania co najwyżej przy coli. Przez ostatnie miesiące znajdywałam jednak wymówki, żeby się tu w ogóle nie pojawiać, udawało mi się wyłgać stażem i nauką.

– Jeśli się wyrobię, to może… – odpowiedziałam wymijająco.

– Tylko nie mów, że będziesz się uczyć w piątkowy wieczór… – westchnął.

– A nawet jeśli, to co? – Podparłam się na łokciach i zadarłam głowę, żeby na niego spojrzeć.

Miles pochylił się i położył otwarte dłonie na krawędzi stolika. Przez wszechobecny zapach kawy przebiła się woń jego perfum i zalała mnie fala gorąca. Cały czas używał tych samych. Z trudem powstrzymałam chęć odchylenia się, żeby choć trochę się od niego odsunąć.

– Przyjdź w piątek, Kace. – Ton jego głosu wskazywał na coś między prośbą a żądaniem, ale moje imię zabrzmiało w jego ustach zupełnie miękko. I nazwał mnie „Kace”, a nie „Kacey”.

Zanim zdążyłam wydukać jakąś odpowiedź, Miles już się wyprostował i uniósł rękę w geście pożegnania, wycofując się w stronę wyjścia. Odprowadziłam go wzrokiem aż do samych drzwi i przez witrynę dostrzegłam jeszcze, jak wyjmuje z kieszeni papierosa, którego od razu włożył do ust i zapalił. Wydmuchnął jeden obłok dymu i zniknął z mojego pola widzenia.

Miles

Nie byłem pewien, co mi strzeliło do głowy, że zaproponowałem Kacey mieszkanie. Poczucie obowiązku? A może wyrzuty sumienia? Nie wiedziałem. Nie miałem zielonego pojęcia, ale już teraz przeczuwałem, że to był jednak głupi pomysł.

Nie zapomniałem o Kacey. Jak mógłbym zapomnieć? Może to i była jedna noc, ale nie potrafiłem jej wyrzucić z głowy. Starałem się. Naprawdę się starałem, bo to, co między nami się wydarzyło… To nigdy nie powinno się zdarzyć. To jedno wiedziałem. Kacey była na to zbyt dobra. Nie zasługiwała na jednorazowy seks w zupełnie przypadkowym miejscu. Zasługiwała na więcej. I była kuzynką Kylera, o którą ten troszczył się jak o młodszą siostrę. Gdyby się dowiedział… Powiesiłby mnie za jaja na pasku od mojego basu i to byłby najłagodniejszy wariant.

Nie byłem dumny z tego, jak teraz wyglądało moje życie. Nie umiałem być sam i wiedziałem o tym. Samotność sprawiała, że byłem autodestrukcyjny i bezmyślny. Dziewczyny na jedną noc, morze alkoholu, tony fajek… Rockmanom wiele rzeczy uchodziło na sucho i dopóki nie rozstałem się z Alison, chyba nie docierało do mnie, jak wiele. Mieliśmy przyzwolenie na prowadzenie takiego, a nie innego trybu życia. Wcześniej się zastanawiałem, jakim cudem Shawn czy Wade mają taki przerób kobiet, jakkolwiek źle to brzmiało. W ogólnym rozrachunku okazało się jednak, że nawet za bardzo nie trzeba się starać, jeśli chodziło o ten jeden konkretny typ kobiet, które zwyczajnie lubiły seks i numerek z rockmanem miały na liście rzeczy do zrobienia przed śmiercią.

Pomyślałem, że spotkanie Kacey to jakiś znak. Znak, że może czas przystopować. Skłamałbym, gdybym powiedział, że mnie nie pociągała. Była… Inna. Kompletnie różna od Alison, chyba pod każdym możliwym względem. Pyskata. Uparta. Niezależna. Trochę postrzelona i, na moje ogromne nieszczęście, niezaprzeczalnie atrakcyjna. Wiedziałem, że będzie mnie kusić. Jednak to nie wchodziło w rachubę, gdy nie potrafiłem jej zaoferować niczego więcej.

Już teraz byłem pewny, że to kompletne szaleństwo, ale gdzieś w głębi duszy miałem nadzieję, że Kacey się zgodzi. Jeśli mogłem mieć jej przyjaźń, chciałem mieć chociaż tyle.

Kacey

Im dłużej studiowałam, tym częściej odnosiłam wrażenie, że przy wejściu na salę wykładową powinny stać kosze z poduszkami. Chociaż przy połowie sal, a na pewno przy tej konkretnej, gdzie monotonny głos wykładowcy wprowadzał mnie w stan mentalnej drzemki i docierało do mnie może co trzecie słowo. Piątek z rana to zła pora na nudne wykłady.

Podskoczyłam na krześle, gdy prowadzący omyłkowo uderzył metalową wskazówką o półkę na kredę pod rzutnikiem. Siedzący obok mnie Elliot Banks kaszlnął i trącił mnie łokciem w ramię. Wyglądał na rozbawionego.

– Runda druga – wyszeptał i kiwnął głową w stronę katedry.

Zasłoniłam ręką usta, żeby stłumić chichot. Właśnie tego potrzebowałam na rozbudzenie.

– A kiedy runda finałowa? – zapytałam.

– Na zaliczeniu – odparł od razu i wyprostował się na krześle. – Facet prowadzi te wykłady jak odcinki wyjątkowo nudnego teleturnieju…

Już miałam coś odpowiedzieć, kiedy ekran mojego telefonu się podświetlił, sygnalizując nową wiadomość. Przesunęłam po nim palcem i otworzyłam wiadomość od kuzyna.

Kyler: Keller’s dziś wieczorem. Wpadasz?

– Och, czyżby kuzyn ciacho? – zainteresował się Elliot.

Pokiwałam głową i skrzywiłam się.

– Spotykają się dzisiaj w Keller’s… – zaczęłam, a mój przyjaciel westchnął.

– Nadal unikasz tego basisty, z którym przez zupełny przypadek sprawdzałaś stan techniczny altanki na ślubie kuzyna?

– Wystarczyłoby basisty – upomniałam go. – I przynajmniej wiem, że nie grozi zawaleniem…

Elliot posłał mi wymowne spojrzenie. Przez ostatnich kilka lat zdążył mnie trochę poznać i stał się mi bliski. Byłam przy nim, gdy walczył ze sobą i swoją naturą, zanim znalazł Cedrica, który pomógł mu uwierzyć, że bez względu na orientację zasługuje na bezwarunkową miłość. Poznaliśmy się pierwszego dnia zajęć i to dzięki niemu poznałam moją współlokatorkę, a przez nią mojego byłego chłopaka.

– Okej, okej. – Uniosłam ręce w geście kapitulacji. – Unikam Milesa od trzech miesięcy, a ostatnio coś mi nie wyszło.

– Znowu się z nim przespałaś? – zapytał z szokiem wymalowanym na przystojnej twarzy.

– Elliot! – zrugałam go. – Co ty, w życiu! Ale jest problem innego typu…

– Ulżyło mi… – Odetchnął głęboko. – Jaki to problem?

– Gems wspomniała ci, że Ryder zaproponował, żeby razem zamieszkali?

Elliot pokiwał głową, ale po jego minie widziałam, że nie załapał związku między tym a problemem… Do momentu, gdy otworzył szeroko oczy i spojrzał na mnie z przestrachem.

– Na życie jedenastego wcielenia Doktora Who, za którym moja dusza tęskni i płacze… Jestem beznadziejnym przyjacielem. Dlaczego nie pomyślałem, że to oznacza, że zostajesz bez współlokatorki?

Wzruszyłam ramionami. Nie wymagałam od przyjaciół ciągłej troski, mieli też swoje życie. A ja miałam spory problem z proszeniem kogokolwiek o pomoc, szczególnie gdy sądziłam, że poradzę sobie sama, a to wydawało się wręcz trywialne – znaleźć mieszkanie. Przy skromnym budżecie i niechęci do proszenia rodziców o wsparcie finansowe stało się jednak moim utrapieniem. Znalezienie czegoś w rozsądnej odległości od uczelni i kancelarii, a jednocześnie nieprzekraczającego moich możliwości… Chyba łatwiej by było o jednorożca na PPG Arena.

– Po twojej minie widzę, że szukanie czegoś nowego nie idzie za dobrze? – bardziej stwierdził, niż zapytał.

– Niestety… Codziennie sprawdzam, ale miałyśmy z Gemmą sporo szczęścia z tym mieszkaniem. Przy podobnej lokalizacji ceny są dla mnie za wysokie. Nawet pokój wychodzi mi drożej… – westchnęłam. – Ale chyba mnie zabijesz, jak ci powiem, co rozważam.

– Jeśli chcesz zamieszkać z kuzynem, to ja nie mam nic przeciwko.

Uśmiechnęłam się mimo patowej sytuacji. Zauroczenie Kylerem w wykonaniu Elliota było wprost rozbrajające.

– Nie, to nie to – zaprzeczyłam, zerkając na wykładowcę.

Szczęśliwie wciąż był pogrążony w swoim monologu, skupiając uwagę na wyświetlanych slajdach. I znów uderzył wskazówką o półkę na kredę.

– Rozpatrując więc wzięte przez nas pod rozważanie przypadki, można wysnuć wniosek… – Reszta zdania do mnie nie dotarła, bo Elliot trącił mnie ramieniem.

– W takim razie co? – dopytywał. – Teraz musisz mi powiedzieć. – Posłał mi błagalne spojrzenie.

– Miles zaproponował, żebym się do niego wprowadziła – odpowiedziałam cicho.

– Że co?! – wykrzyknął Elliot, zapominając się i zwracając uwagę nie tylko pozostałych studentów, ale i prowadzącego.

O Boże… Osunęłam się niżej na krześle.

– Jakiś problem, panie Banks? – zapytał profesor Staines szorstkim tonem.

– Absolutnie żaden, choć uważam, że przedstawiana przez pana statystyka jest wyjątkowo smutnym obrazem naszego społeczeństwa – odpowiedział Elliot, obracając długopis między palcami.

Profesor Staines zamrugał zaskoczony, a ja zasłoniłam dłonią usta, z trudem powstrzymując śmiech. Elliot może i miał naturę lekkoducha, ale wiedzy i inteligencji nie dało się mu odmówić. To nie był pierwszy raz, kiedy błyskotliwość uratowała mu tyłek.

– Trafna uwaga, panie Banks – stwierdził niechętnie wykładowca i wrócił do tematu zajęć.

– Jak to zaproponował, żebyś się do niego wprowadziła? – zapytał mnie Elliot, tym razem szeptem.

– Możemy o tym pogadać przy kawie po zajęciach? – Spojrzałam na niego prosząco. Opowiadanie wszystkiego podczas wykładu było głupim pomysłem, gdy profesor Staines miał nas już na oku.

– Ale ty stawiasz – zgodził się, wyszczerzając białe zęby w uśmiechu.

* * *

– Zaczekaj… – przerwał mi Elliot, odstawiając kubek z kawą na blat stolika. – Czyli Miles zaproponował, żebyś się do niego wprowadziła ot tak, z dobrego serca? Dobrze zrozumiałem?

– Na to wychodzi – odparłam, ale mój głos nawet dla mnie samej brzmiał nieprzekonująco i poczułam, że mimowolnie się krzywię.

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej.

3

Bilard i zakłady

Dostępne w wersji pełnej.

4

Wspólne poranki i zaprawa bojowa

Dostępne w wersji pełnej.

5

Obietnice i pierwszy kac

Dostępne w wersji pełnej.

6

Momenty słabości i wspólne rytuały

Dostępne w wersji pełnej.

7

Awersja do ananasa i dobre rady

Dostępne w wersji pełnej.

8

Mac and cheese i powrót do domu

Dostępne w wersji pełnej.

9

Poważne rozmowy i rodzinne przepychanki

Dostępne w wersji pełnej.

10

Muzeum i zły gitarzysta

Dostępne w wersji pełnej.

11

Zamknięty temat i długie mile

Dostępne w wersji pełnej.

12

Syndrom pierwszej randki i niespodzianki

Dostępne w wersji pełnej.

13

Najlepsze pomysły i niepożądane znaleziska

Dostępne w wersji pełnej.

14

Trudne rozmowy i deszczowe dni

Dostępne w wersji pełnej.

15

Problemy ze snem i noce pod gwiazdami

Dostępne w wersji pełnej.

16

Ruda na myszach i kuchenne wojny

Dostępne w wersji pełnej.

17

Stary przyjaciel i momenty zazdrości

Dostępne w wersji pełnej.

18

Hat trick i drama time

Dostępne w wersji pełnej.

19

Futbol i gra na emocjach

Dostępne w wersji pełnej.

20

Wspomnienia i noce na dachu

Dostępne w wersji pełnej.

21

Niespodzianki i rozstanie

Dostępne w wersji pełnej.

22

Powracająca przeszłość i kryzys

Dostępne w wersji pełnej.

23

Bezsilność i wsparcie

Dostępne w wersji pełnej.

24

Fire Walker i inne dobre teksty

Dostępne w wersji pełnej.

25

Opóźnienia i niespodziewane spotkania

Dostępne w wersji pełnej.

26

Ulubione książki i babski wieczór

Dostępne w wersji pełnej.

27

Dni nostalgii i ostatni koncert

Dostępne w wersji pełnej.

28

Luźne pomysły i niezapowiedziany gość

Dostępne w wersji pełnej.

29

Albuquerque i ulubione miejsca

Dostępne w wersji pełnej.

30

Te rozmowy i rodzinne spotkania

Dostępne w wersji pełnej.

31

Przemyślane prezenty i nietypowe Święto Dziękczynienia

Dostępne w wersji pełnej.

Epilog

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

Copyright © by Anna Bellon 2018

Projekt okładki i logo serii The Last Regret

Paweł Panczakiewicz / PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN

Fotografia na okładce

Copyright © Maria Savenko / Shutterstock

Redakcja

Dorota Pacyńska

Opieka redakcyjna

Monika Janota

Opracowanie tekstu

DreamTeam

ISBN 978-83-240-5605-7

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl

Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, ul. Kościuszki 37, 30-105 Kraków

Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Katarzyna Rek

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Zaufaj mi Nie zapomnij mnie Uratuj mnie 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Mroczny las Sztuka kochania Kocham Rzym Czas pokaże Nie tacy oni straszni After 4. Bez siebie nie przetrwamy