Niegodziwość (t.5)

Niegodziwość (t.5)

Autorzy: Amy A. Bartol

Wydawnictwo: Muza

Kategorie: Fantastyka / SF

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 480

cena od: 20.73 zł

Rozstrzygające starcie aniołów ze Złem w tomie zamykającym świetnie przyjętą serię „Przeczucia” Amy A. Bartol. Evie wraz z najbliższymi przyjaciółmi znajduje chwilowe schronienie w posiadłości Reeda w Crestwood. Mury domu nie zdołają jednak odgrodzić dziewczyny od złowrogiego Brennusa, który nawiedza ją w snach, by przejąć kontrolę nad jej energią. Podczas jednej z nocnych wizyt intruz ostrzega Evie, że zbliża się ostateczna wojna z Upadłymi. Na ich czele ma stanąć pół-anioł, pół-człowiek równie potężny jak Evie. Od wyniku tej bitwy zależy, czy Zło zatriumfuje nad światem…

„Niegodziwość” to błyskotliwa, mroczna powieść stanowiąca intrygujące połączenie romansu i horroru. Już setki tysięcy czytelników na całym świecie śledząi losy Evie, Brownie, Buns, Reeda i Russela, z zapartym tchem czekając na odkrycie całej prawdy o bohaterach. Mroczne, tajemnicze wydarzenia układają się w opowieść o trudnej miłości, nad którą bohaterka nie potrafi zapanować.

Tytuł oryginału: Iniquity

Ilustracja i projekt okładki: Krzysztof Krawiec

Redakcja: Dorota Kielczyk

Redakcja techniczna i skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski

Korekta: Anna Sawicka-Banaszkiewicz, Elżbieta Steglińska

Copyright © 2015 Amy A. Bartol

All rights reserved.

© for the Polish edition by MUZA SA, Warszawa 2018

© for the Polish translation by Wiesław Łożyniak

ISBN 978-83-287-1073-3

Wydawnictwo Akurat

Wydanie I

Warszawa 2018

FRAGMENT

Mojej mamie, Glorii Lutz. Kocham Cię

Spis treści

Rozdział 1 Moje serce bez ciebie

Rozdział 2 Chcę

Rozdział 3 Zdobyć świat

Rozdział 4 Zaproszenie

Rozdział 5 Historia

Rozdział 6 Twój władca

Rozdział 7 Zgadnij, kto umarł

Rozdział 8 Niech się stanie

Rozdział 9 Dobro sobie poszło

Rozdział 10 Przeszłość jest teraźniejszością

Rozdział 11 Obnażona

Rozdział 12 Rzeczy, o których nie powinnam wiedzieć

Rozdział 13 Tam, gdzie spowiada się wiatr

Rozdział 14 Pocałuj mnie, żebym cię zapamiętał

Rozdział 15 Świat nadal wiruje

Rozdział 16 Świat poniżej zera

Rozdział 17 Ulica fascynacji

Rozdział 18 Dług wobec Niegodziwości

Rozdział 19 Obrońca

Rozdział 20 Aż po kres czasu

Rozdział 21 Przeznaczenie wzywa

Rozdział 22 Wtopić się w ciebie

Rozdział 23 Królowa serc

Rozdział 24 Czerwone niebo

Rozdział 25 Kapitulacja

Rozdział 26 Pole bitwy

Rozdział 27 Czarnoksiężnicy

Rozdział 28 To ja jestem posłańcem

Podziękowania

Rozdział 1

Moje serce bez ciebie

EVIE

Na mój policzek spływają kaskadą dotknięcia delikatne jak szept, tak lekkie, że wydają się niemal cieniem na powiekach. Poruszam się w łóżku, wyciągając ramiona w stronę Reeda, szukam swojego anioła nawet w półśnie. Ale ręce mam wciąż puste, a opuszkami palców wyczuwam wilgotną ziemię. Otwieram oczy i dopada mnie niejasne wrażenie, że coś jest nie tak. Palce przesuwają się po jedwabistej miękkości moich piór. Leżę na porośniętej trawą ziemi, wokół unosi się drażniący zapach dymu. Nade mną chaotycznie latają anioły.

Na zamglonym horyzoncie unoszą się płomienie, resztki błękitu nieba przybierają barwę czerwoną i pomarańczową, kiedy potężne rakiety eksplodują i mienią się kolorami. Od siły wybuchów trzęsie się ziemia. Czuję ból brzucha. To strach skręca mi trzewia. Rozlega się przenikliwy ryk, aż wszystkie włosy na ciele stają mi dęba. Nigdy nie słyszałam niczego podobnego i boję się spojrzeć, żeby przekonać się, co mogło wydać taki odgłos.

Kiedy siadam, dopada mnie silny ból głowy. Opieram ją na drżących rękach z nadzieją, że świat przestanie wirować. Kątem oka widzę okrytego zbroją anioła Mocy – leci nisko nad ziemią w moim kierunku. Tor jego lotu gwałtownie się załamuje, gdy znienacka atakuje go ogromny Serafin. Po chwili obaj szybko wytracają wysokość i opadają ku mnie.

Kiedy walczące anioły dotykają ziemi zaledwie kilka metrów ode mnie, odruchowo osłaniam głowę i szykuję się na przyjęcie uderzenia. Ale zamiast silnego ciosu czuję, jak ktoś mnie podnosi i zarzuca sobie na ramię. Opieram policzek na jego silnym, czerwonym jak krew skrzydle. W powietrzu rozbrzmiewają okrzyki w języku aniołów, ziemia wokół usłana jest ofiarami rozgrywającej się bitwy.

– Mo chroí – łagodny głos odbija się w mojej głowie echem, jakby był podłączony do wzmacniacza.

Nie jestem już przewieszona przez ramię anioła. Budzę się w łóżku, ale to nie jest mój pokój w Crestwood. Łóżko stoi na środku bitewnego pola. Cienkie białe prześcieradło ledwie mnie przykrywa. Gwałtownie siadam i opieram się na poduszce.

Czuję obecność Brennusa, jeszcze zanim udaje mi się go zobaczyć. Wdycham jego egzotyczną woń i cała drżę z chęci, aby go dotknąć. Mogłabym na przykład pomalować go na czerwono i nie stałby się od tego ani trochę bardziej zdumiewający. Aksamitne skrzydła Brennusa powiewają wokół niego, ciemne jak cień w nocy. Są niemal tak czarne jak jego włosy.

Opalizujące zielone oczy chłoną każdy centymetr mojego ciała. Przyciskam zwykłe białe prześcieradło do piersi, żeby je okryć, ale, patrząc w dół, orientuję się, że materiał jest prawie przezroczysty. Rozrzucam długie kasztanowe włosy wokół ramion, żeby się nimi zakryć.

– Ach, Genevieve, chyba już ci mówiłem, że te wszystkie wysiłki, aby zakryć przede mną twoje piękno, są daremne, prawda? W ten sposób wyglądasz jeszcze bardziej uwodzicielsko.

– Gdzie my jesteśmy? – pytam. Wciąż siedzę na łóżku, ale daleko od swojego pokoju.

– To ty mi powiedz, przecież to twój sen. – Na twarzy Brennusa wykwita uśmiech pełen niegodziwości, podczas gdy ja rozglądam się z niepokojem. – Od razu, jak tylko wszedłem w ten koszmar, zaczął mnie przygniatać… Niebiosa są tajemnicze, ale to i owo udało mi się zobaczyć.

– I co takiego zobaczyłeś?

Przechodzi mnie dreszcz, a Brennus się uśmiecha.

– To nie jest wesoła przyszłość. Witajcie w nowym wieku, co? Można odnieść wrażenie, że jutro zostało odwołane. – Podnosi brwi i się rozgląda.

W tym czasie krajobraz snu wokół nas się zmienia. Pejzaż pełen katastrofalnych zniszczeń zastępują rozmyte kształty. Na pustkowiu kłębią się chmury pyłu.

– Jak udało ci się wejść do mojego snu? – Postanowiłam skoncentrować się na rzeczy najmniej przerażającej spośród wszystkiego, co widzę wokół siebie.

– Bałem się, że ten drugi nie da rady cię uratować. Byłem w domu u aniołków, ale jest otoczony wieloma warstwami czarów. Nie byłem pewien, czy to twoja magia. Zaklęcia tego drugiego mają podobny zapach.

– Magia ma swój zapach?

– Tak – potwierdza Brennus. – Twój jest egzotyczny… Kręci się od niego w głowie.

– Nie wiedziałeś, że przeżyłam? – pytam z głupia frant. Przecież Brennus od jakiegoś czasu był tu, w domu, i nas obserwował.

– Odchodziłem od zmysłów, bardzo się martwiłem. Moja tęsknota była tak silna, że musiałem znaleźć jakiś sposób, żeby ją ukoić. Odszukałem jedną z tych buteleczek po perfumach, które mi dałaś.

– Tych z moją krwią? – Na chwilę moje serce zamiera.

– I gdy tylko poczułem na języku twój smak, zobaczyłem twój obraz. Zamknąłem oczy i myślałem o tobie. Wyobraziłem sobie, jak się śmiejesz, jak chodzisz, jak marszczysz brwi, kiedy jesteś zła. Rozbolało mnie od tego serce. Bałem się, że nie żyjesz. Coś mnie zaczęło ściskać… o, tu… – Kładzie rękę na piersi. – I poszedłem za głosem serca… do ciebie… aż tutaj. – Otwiera ramiona i rozgląda się po krajobrazie mojego snu. – Ciężko mi bez ciebie.

Idiotka ze mnie – myślę. Dałam mu prezent, dzięki któremu może do mnie dotrzeć… wedrzeć mi się do głowy… do moich snów.

– Brennusie, to okrutny świat. Pomyśl, co czułam, kiedy próbowałeś mnie zabić. – Przyglądam mu się nieufnie, kiedy odwraca się do mnie.

Znów się uśmiecha.

– To świat pełen przemocy, Genevieve. Właśnie dlatego tu jestem. Odkryłem parę nowych rzeczy. Rzeczy, o których powinnaś wiedzieć.

– Tak? – Próbuję zyskać na czasie, żeby wykombinować, jak się obudzić z tego koszmaru. Szczypię się w ramię, ale to nic nie daje poza tym, że teraz boli mnie ręka.

– Jeszcze się nie nauczyłaś, że to jest rozgrywka my przeciwko nim?

Otwieram usta ze zdziwienia i dopiero po chwili to sobie uświadamiam.

– Nie, sądziłam raczej, że ja przeciwko tobie.

Ściąga brwi.

– O nie. Stoimy po tej samej stronie. Jesteś moją królową.

– Nie jestem twoją królową! Próbowałeś mnie zabić. Rozwodzę się z tobą, detronizuję cię, wszystko jedno zresztą, jak to nazwiesz. Koniec z nami!

– To mi naprawdę sprawia ból. Nikt mnie jeszcze tak nie skrzywdził, nigdy.

Brennus pochyla się nade mną. Jego skóra ma teraz jaśniejszy odcień, i nie chodzi tu tylko o oświetlenie. Goły tors wygląda jak u anioła, niemalże promieniuje od niego jasne światło. Skrzydła poruszają się z trudną do podrobienia elegancją. Zauważa, że się im przyglądam. Chytry uśmiech wykwita na jego ustach.

– No, przecież sama oddałaś mi skrzydła… Innego koloru niż tamte, które miałem od urodzenia… Kiedyś były białe.

– One działają? Możesz ich używać? – Mam ochotę podejść do niego, pogłaskać go po skrzydłach i przekonać się, czy rzeczywiście są delikatne jak aksamit… czarny aksamit.

– O tak, sprawują się świetnie. Są mocniejsze niż tamte stare. Finn mi zazdrości.

– Finn… On żyje? – Czuję przypływ radości, dowiadując się, że nie zabiłam Finna, kiedy zwróciłam swój gniew przeciwko Brennusowi i jego żołnierzom.

– Nie było go tam. – Brennus widzi moją ulgę i stara się stłumić uśmiech. – Jest już ożywieńcem i nieźle się na mnie wścieka, prawdę mówiąc. Obwinia mnie o to, że znów cię straciłem. Uważa, że to wszystko moja wina.

– To nie jest twoja wina. Po prostu kocham kogoś innego – szepczę.

– Kochasz mnie… Najbardziej ze wszystkich kochasz mnie.

– Nie…

– Mnie najbardziej kochasz. Musisz z tym walczyć, zamienić to uczucie w nienawiść, bo się go boisz. Nienawidzisz mnie, bo ja nie gram według twoich reguł. Każę ci się podporządkować.

– Nienawidzę cię za to, co zrobiłeś Reedowi – warczę w odpowiedzi.

– Pozwoliłem mu żyć – cedzi z oburzeniem przez zęby. – Jeśli jeszcze raz spróbuje wejść między nas, nie będzie już miał takiego szczęścia.

– Kocham…

– Wcześniej go spotkałaś i tyle. Ale do przeżycia potrzebny ci jest bóg wojny i właśnie sobie takiego stworzyłaś. Mnie. Dodałaś mi sił tą nową mocą.

– Brennusie, to był przypadek. Próbowałam cię zabić, tak jak zabiłam wszystkich twoich ludzi.

– No więc jesteśmy kwita i możemy zacząć wszystko od nowa, a ty tylko oczyściłaś dla nas pole. Wykończyłaś jedynie paru moich najnowszych wojowników, wcale nie wszystkich. Beze mnie nie zdołasz ugasić tego ognia. Czujesz to teraz? Między nami nie ma lodu, jest ogień.

Brennus ma rację. Im bliżej podchodzi, tym robi się goręcej. Siada na prześcieradle, a ja podciągam nogi, żeby być jak najdalej od niego. Łóżko ugina się pod jego ciężarem. On tu jest naprawdę, w moim śnie. Czuję jego fizyczną obecność. Nie chodzi tylko o ducha, ale o kogoś prawdziwego, równie realnego jak ja.

Prawie przestaję oddychać. Patrzę, jak Brennus sięga po prześcieradło i ciągnie lekko w swoją stronę, tak że muszę je mocno przytrzymać, żeby mnie nadal okrywało. Delikatna tkanina zsuwa się z mojego ciała, a oczy Brennusa napawają się tym widokiem. Ciągnę coraz mocniej, a Brennus nagle puszcza swój koniec tkaniny i wtedy jakaś siła odrzuca do tyłu moje ramiona, które zostają przywiązane do zagłówka łóżka.

Ciskam w niego piorunami spod przymkniętych powiek, czuję, że prześcieradło osuwa mi się na piersiach. Jednocześnie walczę z więzami krępującymi mi ręce.

Podniecone spojrzenie nagle wypełnia się rozczarowaniem, kiedy po zsunięciu ze mnie prześcieradła Brennus stwierdza, że jestem kompletnie ubrana: mam na sobie workowaty T-shirt i dżinsy – to efekt pospiesznie rzuconego przeze mnie zaklęcia. Uśmiecham się z wyższością, a on wydyma wargi i patrzy mi w oczy. Rozcieram nadgarstki, bo uwolniłam się z więzów, stosując własne czary.

– To wcale nie jest śmieszne, Genevieve.

Strzepuje dłoń w moją stronę, a kiedy po chwili patrzę na siebie, widzę, że mam na sobie czarny gorset, związany tak mocno, że prawie miażdży mi żebra. Mojego stroju dopełniają skąpe czarne majtki i czarne pończochy z podwiązkami.

Brennus wyciąga po mnie rękę, ale warczę i strzepuję w jego stronę dłoń, a on zostaje odrzucony w tył, na drewnianą ramę łóżka w nogach. Ręce ma skute z tyłu, metalowa obroża nie pozwala mu odwrócić ode mnie twarzy.

– A czy to jest zabawne? – Wstaję z łóżka i podchodzę do niego z rękami na talii ściśniętej gorsetem.

– Szczerze? – Unosi brwi. – Tak, mo chroí.

Potem rzuca mi swój podły uśmieszek, który pobudza każdy skrawek mojego ciała. Wyczarowuję czarny trencz i zdecydowanym ruchem zawiązuję go sobie w talii.

Odwracam się od Brennusa, bo nie chcę, żeby widział, jak bardzo na mnie działa. Czuję silną potrzebę dotykania go, którą ledwie skrywam. Brennus obejmuje mnie od tyłu w pasie. Zdumiewa mnie nie tylko to, że wyzwolił się spod mojego czaru, ale także to, że jego ramiona są ciepłe, a nie zimne. Czuję, jak ich dotyk burzy we mnie krew.

– Brennus… – zaskoczona wypowiadam jego imię.

– Nie walcz ze mną, Genevieve. Mam ci coś ważnego do powiedzenia. To nie może czekać.

Uspokajam się i pozwalam mu się obejmować.

– Co takiego chcesz mi powiedzieć?

Znam go, na pozór jest spokojny, ale jego głos zdradza emocje… zaniepokojenie… głębokie zaniepokojenie.

– Nie miałem racji, jeśli chodzi o ciebie. – Odsuwa mi włosy z szyi i wdycha jej zapach.

– To coś poważnego. Rzadko się przyznajesz do pomyłek.

– A ty jesteś bardzo uparta. Rzadko zgadzasz się posłuchać swojego demona, chyba że go potrzebujesz… a przecież potrzebujesz – mówi, wędrując opuszkami palców wzdłuż mojej szyi.

– To ty jesteś moim demonem?

– Tak, ja. Twoim i niczyim innym.

– Wciąż zwalasz na mnie wszystkie winy, demonie, i nie potrafię cię zadowolić. – Czekam, aż wścieknie się na moje słowa, ale nie robi tego. – Jesteś bezwzględny.

– To twoja miłość jest bezwzględna – szepcze mi w policzek. – Ucisz się teraz. Możemy później się o to pokłócić. Myliłem się, myśląc, że jesteś jak Persefona – wyjaśnia. – Ten portret zasłonił mi oczy na prawdę o tobie. Lepiej do ciebie pasuje inne imię – mówi dalej i odwraca mnie tak, żeby móc spojrzeć mi w twarz; jego zielone oczy płoną prastarym ogniem. – Spowodowałaś zamęt w Szeolu. Taka jest prawda o tobie. – Delikatnie gładzi kciukiem moją skroń. – Piękno i wdzięk. Dla takiej twarzy warto spuścić na wodę tysiąc okrętów. Dla tych, którzy teraz na ciebie polują, wcale nie jesteś Persefoną… Jesteś Heleną.

– Co takiego? – szepczę drżącym głosem.

– Finn w końcu zrozumiał prawdę… A właściwie Molly. Zdążyła już polubić Upadłych. Przyciąga ich pewnymi umiejętnościami. Działa na nich jej aura niewinności. Dla nich to jak mleko z miodem. Natknęła się którymś razem na całkiem interesującego ptaszka.

– W jakim sensie interesującego? – pytam.

– Takiego, co dużo tobie wiedział. – Brennus patrzy na mnie, a coś w jego spojrzeniu przypomina wolno tlący się ogień. – Finn zmusił go, żeby opowiedział wszystko, co o tobie wie.

– Czyli co? – mamroczę; czuję, jak krew odpływa mi z twarzy.

– Myliliśmy się, sądząc, że jesteś jedyną ludzko-anielską hybrydą.

– Wiem, że nie jestem jedyna… Jest jeszcze Russell…

Brennus powoli kręci głową.

– Nie mówię o tym drugim. W Szeolu opracowali własną metodę stworzenia kogoś takiego jak ty… i chcą, żebyś się z nim spotkała. Jesteś bardzo szczególna, Genevieve, bo wciąż pozostajesz jedyną… jedyną kobietą.

– A skąd ta pewność, że twój informator nie kłamie.

Wzbiera we mnie gwałtowna potrzeba zaprzeczenia temu, co opowiada Brennus; czuję na podniebieniu smak strachu.

– Nasz informator został przesłuchany przez Finna. Powiedział mu wszystko, o co był pytany, po prostu dla przyjemności jego dotyku.

– Co to znaczy? – Wspieram się rękami o jego pierś, bo w każdej chwili nogi mogą odmówić mi posłuszeństwa. – Czego oni chcą?

– Twoi wrogowie, upadłe anioły, uznały, że jesteś godna wojny. Gromadzą środki, żeby tę wojnę wypowiedzieć. Każdy demon musi teraz podjąć decyzję, czy będzie w tym uczestniczył.

– A na czym ma polegać twoje uczestnictwo? – pytam.

Brennus pochyla głowę, a jego wargi zawisają o centymetry od moich.

– Ja, oczywiście, zamierzam grać rolę, która pozwoli nam przeżyć. Upadli chcieliby cię poznać ze swoim pomiotem. To nie jest zgodne z moimi planami.

– A co, jeśli cena stanie się zbyt wysoka jak na twoje plany?

– Masz w swoich kościach mój szpik, mo chroí. A ja w swoich twój. Oddam życie, żeby cię ratować – obiecuje Brennus. – Musimy zawrzeć układ o zawieszeniu broni. Nie mogę walczyć jednocześnie z tobą i z nimi.

– Nie ufam ci. Nie będzie zawieszenia broni.

– Będę cię kochał w twoich snach tak długo, aż się na nie zgodzisz – mówi chropowatym głosem. – To ty musisz zdecydować. Czy mam cię mieć w dzień, czy w nocy? Tak czy inaczej, będę cię miał.

Nachyla się jeszcze bardziej i całuje mnie dość brutalnie. Czuję, jak rozchodzi się we mnie żądza. Wplata ręce w moje włosy, przyciska moją głowę do siebie. Jego pocałunki oszałamiają mnie; cała drżę z podniecenia, jakie we mnie wywołują. Brennus gładzi mnie po głowie i szepcze tuż przy moich ustach:

– Kocham cię, Genevieve. Będę cię bronił przed twoimi koszmarami sennymi.

Poczucie splątania naszych losów nagle mnie opuszcza, kiedy słyszę szept Reeda:

– Evie.

Gorączka, która mnie trawi, wreszcie ustępuje.

– Evie, kochanie… – powtarza Reed; tym razem jest gdzieś bliżej.

Mrugam powiekami i szeroko otwieram oczy – Reed leży obok mnie na naszym łóżku w sypialni.

– Dzień dobry – szepcze, ocierając wargi o moje usta.

Ale to nie jego smak czuję na języku… To wciąż smak Brennusa.

* * *

koniec darmowego fragmentu

zapraszamy do zakupu pełnej wersji

Wydawnictwo Akurat

imprint MUZA SA

ul. Sienna 73

00-833 Warszawa

tel. +4822 6211775

e-mail: info@muza.com.pl

Dział zamówień: +4822 6286360

Księgarnia internetowa: www.muza.com.pl

Wersja elektroniczna: MAGRAF s.c., Bydgoszcz

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Niegodziwość (t.5) Prowokacja (t.4) Zobowiązanie (t.3) Intuicja (t.2) Nieuniknione (t.1) 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Ślepowidzenie Zabójcze maszyny Szklany tron. Tom 5.5. Wieża świtu Zwrotnik Węży Księga cmentarna Zimowy monarcha