Polki, które zmieniły wizerunek kobiety

Polki, które zmieniły wizerunek kobiety

Autorzy: Puchalska Joanna

Wydawnictwo: Muza

Kategorie: Literatura faktu

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 416

cena od: 28.54 zł

Bohaterki tej książki były na swój sposób niezwykłe, wychodziły poza stereotypowe role społeczne przypisywane kobiecie. Każda z tych nieprzeciętnych pań miała też w sobie ogromną siłę życiową, która pozwalała dokonywać rzeczy wielkich.

Elżbieta z Lubomirskich Sieniawska to nieprawdopodobnie inteligentna mecenaska sztuki, przez pewien czas właścicielka Wilanowa. Jej wychowanką była słynna poetka epoki saskiej, Elżbieta Drużbacka.

Joanna Żubrowa, pierwsza kobieta odznaczona Krzyżem Orderu Virtuti Militari, walczyła w armii napoleońskiej jako regularny żołnierz, co ponad dwieście lat temu było bardziej niż niezwykłe.

Ewa Felińska, ziemianka, którą historia zmusiła do bycia uczestniczką spisku i zesłanką. Była poczytną autorką powieści i pamiętników, a jedno z jej dzieci zostało świętym Kościoła katolickiego.

Antonina Walicka, założycielka i przełożona znanej warszawskiej pensji wychowała kilka pokoleń młodych Polek na dobre patriotki i mądre kobiety.

Jedna z najpiękniejszych Polek międzywojnia Irena Iłłakowiczowa zasłużyła się w okupowanej przez Niemców Polsce jako znakomita agentka konspiracyjnego wywiadu.

Mistyczka Wanda Boniszewska aresztowana w 1950 roku trafiła do sowieckich więzień i łagrów. Nie tylko nie dała się złamać, ale za jej sprawą dochodziło do nawróceń jej prześladowców.

Autorka przybliża także portrety dwóch nieco zapomnianych pisarek i publicystek z Kresów Konstancji Skirmuntt i Janiny z Puttkamerów Żółtowskiej.

Mądre, silne, kobiece. Dziesięć wyjątkowych, pełnych temperamentu Polek, kierujących się w życiowych wyborach miłością do rodziny i ojczyzny.

Układ graficzny i projekt okładki

Aleksandra Szmak

Redakcja

Renata Kuk

Redaktor prowadzący

Urszula Lewandowska

Korekta

Krystyna Malik

Barbara Milanowska (Lingventa)

Redakcja techniczna

Andrzej Sobkowski

Wybór zdjęć

Joanna Puchalska

Urszula Lewandowska

Zdjęcia ze zbiorów: Archiwum Zgromadzenia Sióstr od Aniołów, Biblioteki Narodowej, Instytutu Sztuki Polskiej Akademii Nauk w Warszawie, Muzeum Narodowego w Krakowie, Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie, Muzeum Powstania Warszawskiego, Muzeum Więzienia Pawiak, Muzeum Ziemi Wieluńskiej w Wieluniu, Narodowego Archiwum Cyfrowego, Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Wrocławiu, agencji fotograficznej Alfa Pixx/Getty Images Poland (Dominika Bąk), Wikimedia Commons

Zdjęcia ze zbiorów prywatnych: archiwum Izabeli Broszkowskiej, Małgorzaty i Witolda Iłłakowiczów, Wojciecha Kaczmarka, Joanny Puchalskiej oraz Antoniny Walickiej

Zdjęcie na okładce

Irena Iłłakowiczowa (Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)

© by MUZA SA Warszawa 2018

ISBN 978-83-287-1038-2

Sport i Turystyka – MUZA SA

Warszawa 2018

FRAGMENT

Spis treści

Od Autorki

Żelaznej damy dzień powszedni – Elżbieta Sieniawska

Powołana do rymotwórstwa – Elżbieta Drużbacka

Niezwykły sierżant Księstwa Warszawskiego – Joanna Żubrowa

Życie twarde jak brylant – Ewa Felińska

Najdłuższa wojna panny Emilii – Emilia Sczaniecka

Pod znakiem Pogoni i Orła – Konstancja Skirmuntt

Pani Przełożona – Antonina Walicka

Obrazki świata, którego już nie ma – Janina z Puttkamerów Żółtowska

Coś jej winien? Oddać życie – Irena Iłłakowiczowa

Stygmatyczka w sowieckim więzieniu – Wanda Boniszewska

Literatura

Od Autorki

Mądre, silne i kobiece, czyli rzecz o Polkach,

które zmierzyły się z historią

Prawnie kobiety w Polsce dość długo były podporządkowane ojcom, mężom lub nawet synom, niemniej prawa polityczne uzyskały bardzo wcześnie, bo już w 1918 roku, zaraz po odzyskaniu niepodległości. Niezależnie od epoki, obok cichych i spokojnych niewiast pojawiały się w naszych dziejach panie pełne temperamentu i energii, które czynami i ambicjami dorównywały mężczyznom. Miały w sobie vis vitalis, siłę życiową, która pozwala dokonywać rzeczy wielkich, a przede wszystkim burzących stereotypy społecznej zależności i życiowej podrzędności. Zamiast spędzać czas w salonie, wychodziły na zewnątrz, a ich osiągnięcia budziły szacunek. Czasem zmuszało je do tego życie. Z racji nieobecności mężczyzn lub ich małej przydatności wykonywały męskie funkcje, na przykład administrowały majątkami. Obowiązki te przejmowały raczej z konieczności i poczucia odpowiedzialności, a nie z chęci feministycznej rywalizacji z mężczyznami. Takie typy kobiece stworzyła na kartach swoich powieści Maria Rodziewiczówna. Bohaterki jej, kierując się w życiowych wyborach miłością do rodziny i do ojczyzny, z wytrwałością i determinacją znosiły trudy losu. Wzorem dla pisarki była jej własna matka. Amelia z Kurzenieckich Rodziewiczowa pomagała mężowi w czasie powstania styczniowego, pojechała z nim na zesłanie, a po powrocie do kraju stała się oparciem dla całej rodziny i czas jakiś nawet swoich bliskich samodzielnie utrzymywała, gdy mąż nie mógł znaleźć zatrudnienia. Podobny ideał lansuje Eliza Orzeszkowa: kobiety użytecznej dla innych i niezależnej materialnie dzięki własnej pracy.

Warto w tym miejscu przypomnieć, że ruch feministyczny zaczął się u nas wcześniej niż w innych krajach Europy. Już po powstaniu listopadowym, w latach 1830–1850, działała grupa Entuzjastek, do której należały między innymi Narcyza Żmichowska, Bibianna Moraczewska i Paulina Zbyszewska. W przeciwieństwie do zachodnich sufrażystek nasze panie nie stosowały radykalnych form protestu, lecz prowadziły działalność publicystyczną i społeczną, opracowywały programy kształcenia dziewcząt, zachęcały kobiety do samodzielności.

Nasza historia jest specyficzna i dlatego przez lata za wzór kobiecości stawiano nie salonowe damy, lecz dzielne Polki, na których podczas wojen i powstań narodowych spoczywał ciężar zapewnienia rodzinie przetrwania, wychowania dzieci, ocalenia dorobku pokoleń. Nie ograniczały się do kręgu rodziny, wychodziły na zewnątrz, bo polski dom dzielił się z innymi. Dziewiętnastowieczne szlachcianki, mieszczki, a także chłopki pomagały powstańcom, opatrywały rany, przewoziły wojenną korespondencję jako kurierki, przemycały przez granicę nielegalne książki, gazety, odezwy. W czasach pokoju panie udzielały się społecznie, zakładały szkoły, ochronki, przytułki i szpitale. W schyłkowym okresie zaborów i po odzyskaniu niepodległości nauczycielki wiejskie i miejskie wychowywały kolejne generacje młodzieży w duchu patriotycznym i w etosie powstania styczniowego, co miało wpływ na ukształtowanie postaw młodych ludzi podczas ostatniej wojny i okupacji.

W tym wszystkim umiały pozostać sobą – czyli kobietami. Moje pierwsze dwie bohaterki żyły w epoce staropolskiej, a więc jeszcze zanim rozwinęło się pasmo narodowych nieszczęść. Elżbieta z Lubomirskich hetmanowa Sieniawska, kobieta niezależna finansowo od męża (co w tamtych czasach zdarzało się rzadko) i bardzo inteligentna, umiała ze swego bogactwa i z tej swobody korzystać. Skrupulatnie zarządzała własnymi dobrami, a gdy hetman ruszał na wojnę, dyrygowała także tym, co działo się w jego posiadłościach. Sfinansowała wspaniałe dzieła architektury i sztuki, jej hojności wiele zawdzięczał między innymi Wilanów, który odkupiła od spadkobierców Jana III Sobieskiego. Uprawiała przy tym politykę, i to na skalę europejską.

Wychowanka Sieniawskiej, słynna poetka doby saskiej, Elżbieta Drużbacka talentem i piórem podbiła męski świat literackich elit i weszła na książkowy rynek, dotąd zdominowany przez panów. Zdobyła popularność zarówno wśród zwykłych czytelników, jak i uznanie intelektualnych autorytetów.

Joanna Żubrowa, pierwsza kobieta odznaczona Krzyżem Orderu Virtuti Militari, walczyła w armii napoleońskiej jako regularny żołnierz, co do tego stopnia było wówczas niepojęte, że przez wiele lat tradycja przypisywała jej rolę markietanki – bo tylko na takie zajęcie kobiety wówczas mogły w wojsku liczyć.

Ewa z Wendorffów Felińska zapowiadała się na zwyczajną żonę, matkę i panią majątku ziemskiego, tymczasem historia zmusiła ją do bycia uczestniczką spisku i zesłanką. Doskonale jej poszło we wszystkich tych rolach, a także w jeszcze jednej – poczytnej autorki powieści i pamiętników. Na dodatek jedno z jej dzieci zostało świętym Kościoła katolickiego.

Bogata dziedziczka Emilia Sczaniecka ze swego salonu w pałacu w Pakosławiu wyruszyła aż do trzech powstań narodowych, nie mówiąc o prowadzonej z tegoż salonu zaciętej wojnie, wypowiedzianej władzom pruskim i germanizacji Wielkiego Księstwa Poznańskiego.

Konstancja Skirmuntt, niesłusznie zapomniana pisarka historyczna i publicystka, wypowiadająca się na tematy polityczne na równi z mężczyznami (często dużo od nich rozsądniej), poczynała sobie także nad wyraz skutecznie w konkretnych akcjach na rzecz polskości, choć uważała siebie za Litwinkę.

Antonina Walicka, założycielka i przełożona znanej warszawskiej pensji, a potem dyrektorka gimnazjum, nauczycielka z powołania i działaczka oświatowa, wychowała kilka pokoleń młodych Polek na dobre patriotki i mądre kobiety. Narażając się rosyjskim władzom, robiła swoje także wtedy, gdy nauka polskiej historii i geografii była zabroniona, a nauka polskiego – mocno ograniczona.

Janina z Puttkamerów Żółtowska, urodzona w zamożnej rodzinie ziemiańskiej na Kresach, przez małżeństwo związana z bogatym ziemiaństwem Wielkopolski, wykorzystując swoją pozycję towarzyską, żywym, potoczystym językiem opisała oba te środowiska. Dzięki zmysłowi obserwacji, głębokiej erudycji i lekkości pióra stworzyła barwny latopis świata, którego już nie ma.

Brawurowo odważna i mówiąca biegle kilkoma językami Irena Iłłakowiczowa, jedna z najpiękniejszych Polek międzywojnia, zasłużyła się w okupowanej przez Niemców Polsce jako znakomita agentka konspiracyjnego wywiadu.

O mistyczce i stygmatyczce Wandzie Boniszewskiej może nie byłoby głośno, gdyby jej życie upłynęło za klasztorną bramą. Aresztowana w 1950 roku, trafiła do piekła sowieckich więzień i łagrów. Nie tylko nie dała się złamać, ale za jej sprawą dochodziło do spektakularnych nawróceń funkcjonariuszy nieludzkiego systemu.

Wszystkie moje bohaterki były na swój sposób niezwykłe, wychodziły poza konwenanse i stereotypowe role społeczne przypisywane kobiecie.

Profesor Krystynie Stasiewicz serdeczne podziękowania składam za kolejne wspólne wyprawy do świata staropolskiej kultury i fascynujące opowieści o niekoronowanej polskiej królowej Elżbiecie Sieniawskiej oraz zwieńczonej poetyckim laurem szlachciance Elżbiecie Drużbackiej.

Profesorowi Dariuszowi Szpoperowi wdzięczna jestem za odkrycie bogactwa przemyśleń i skuteczności działań Konstancji Skirmuntt oraz za cierpliwe wyjaśnianie kwestii historyczno-polityczno-prawnych przy pisaniu.

Niezwykłą historię Ireny Iłłakowiczowej poznałam na wykładzie Profesora Jana Żaryna. Od razu wiedziałam, że muszę o niej napisać, więc dzięki serdeczne za ten trop.

Znajomość diarystyki Janiny Żółtowskiej i wejście w wątki wielkopolskie zawdzięczam w znacznej mierze Pani Marii Szalek ze Swarzędza i naszym długim telefonicznym rozmowom.

Ciepło myślę o mojej ciotecznej prababce Antoninie Walickiej, która ułatwiła mi zadanie, gromadząc archiwum związane ze szkołą. Panu Wojciechowi Kaczmarkowi, którego Mama i Ciocia ukończyły jej gimnazjum, winnam podziękowanie za harcerskie zdjęcia i za wiele cennych informacji.

Zgromadzeniu Sióstr od Aniołów serdeczne „Bóg zapłać” za niezwykłą dokumentację fotograficzną życia s. Wandy Boniszewskiej. Pani Izabeli Broszkowskiej bardzo dziękuję za rodzinne fotografie ilustrujące rozdział o Janinie Żółtowskiej. Państwo Małgorzata i Witold Iłłakowiczowie zechcą przyjąć moje wyrazy wdzięczności za zdjęcia do opowieści o Irenie Iłłakowiczowej.

Pani Urszuli Lewandowskiej z wydawnictwa MUZA wdzięczna jestem za wielką jak zawsze życzliwość. Już nie pierwszy raz była dla mnie wsparciem. Znaczna część ilustracji w tej książce to jej zasługa.

Pani Renacie Kuk dziękuję za sprawną i bezstresową współpracę przy szlifowaniu kolejnych rozdziałów.

Zapraszam do opowieści o Polkach, które swoim życiem zaprzeczały stereotypom kobiecych ról, ale nie kobiecości.

Joanna Puchalska

Narcyza Żmichowska (fot. za: Ludzie żywi, Tadeusz Boy-Żeleński, Warszawa 1975) i Bibianna Moraczewska, pierwsze polskie feministki. Fot. Wikimedia Commons

Spuszczasz się na obietnicę cara, a czyż on kiedy obietnicy dotrzymał, ja przynajmniej ze związanym łbem koło niego biegać nie myślę… Piszę ci to otwarcie, nie cyframi,

bom to gotowa samemu carowi w oczy powiedzieć.

Elżbieta Sieniawska do męża

Żelaznej damy dzień powszedni

* * *

Elżbieta z Lubomirskich hetmanowa Sieniawska miała w Rzeczpospolitej więcej do powiedzenia niż niejedna królowa

Kontent musiał być z córki Stanisław Herakliusz Lubomirski, marszałek nadworny koronny, pisarz, erudyta, mecenas sztuk pięknych, jeden z najwybitniejszych ludzi epoki Jana III. Bo też, szelma, radziła sobie w życiu, finansach, polityce i amorach nie gorzej niż on sam. Godna imć pana marszałka progenitura.

Jedyna córka Stanisława Herakliusza, wnuczka słynnego rokoszanina Jerzego Sebastiana, Elżbieta Helena księżniczka Lubomirska urodziła się pod koniec 1668 lub na początku roku następnego w Końskowoli, w pierwszym małżeństwie swego ojca z Zofią z Opalińskich. Matka była córką marszałka nadwornego koronnego i znanego pisarza Łukasza Opalińskiego, a wychowała się na dworze królowej Ludwiki Marii Gonzagi, będącym doskonałą szkołą żon, takich jak na przykład najzdolniejsza absolwentka, panna Maria Kazimiera d’Arquien, po mężu królowa Marysieńka Sobieska.

Stanisław Herakliusz Lubomirski zasłynął jako marszałek wielki koronny, czyli pierwszy minister Jana III Sobieskiego. Zwany Salomonem Polskim, pisarz i poeta, koneser sztuki i mecenas artystów, znawca filozofii i astrologii, wybudował na terenie swojego Ujazdowa (wówczas jeszcze położonego pod Warszawą) pawilon kąpielowy, zwany Łaźnią lub Hipokrene, służący odpoczynkowi i kontemplowaniu literatury i sztuk pięknych (w tym także ars amandi). Zachowany do dziś łaciński napis umieszczony nad wejściem głosił: „Ten dom nienawidzi smutku, kocha pokój, ofiarowuje kąpiel, zaleca życie sielskie i życzy sobie gościć ludzi poczciwych”. Właśnie z tego parkowego przybytku duchowych i cielesnych przyjemności powstał później Pałac na Wodzie Stanisława Augusta Poniatowskiego.

Dziewczynka wcześnie straciła matkę, ojciec wkrótce ożenił się z Elżbietą Denhoffówną i z tego drugiego małżeństwa przyszło na świat trzech synów. Mała Elżbietka zapewne początkowo przebywała u ojca, co nie było zbyt wychowawcze ze względu na swobodne obyczaje panujące na ojcowskim dworze. Później pojechała na czas jakiś do Łańcuta, do ukochanego stryja Hieronima Augusta Lubomirskiego, a następnie przebywała na pensji u warszawskich wizytek, by potem jako panna – podobnie jak jej matka na dworze Ludwiki Marii – znaleźć się w najbliższym otoczeniu królowej Marii Kazimiery, którą traktowała jak matkę. Marysieńka ją lubiła i miała duży wpływ na wykształcenie i ułożenie marszałkówny, a ta później została jej powierniczką i dozgonną przyjaciółką. Elżbieta biegle mówiła po francusku, znała łacinę, którą później będzie się sprawnie posługiwać na sądowej sali. W stołecznej socjecie czuła się jak ryba w wodzie. Lubiła obyczaje i reguły dworskiego życia, modne stroje, tańce, grę w karty, jazdę konną, polowania.

Ładna, bogata, o świetnych koligacjach, stanowiła doskonałą partię. Za mąż wydano ją za starostę lwowskiego Adama Mikołaja Sieniawskiego, jedynego spadkobiercę rodu. Młody człowiek, wykształcony w Akademii Krakowskiej, później dwa lata przebywał w Paryżu, gdzie poznał język i wydoskonalił się w tańcu, rysunku, rachunkach, fechtunku oraz grze na flecie. Przystojny nie był – miał pucołowate policzki i wypukłe oczy – ale za to majętny i też świetnie urodzony. Małżeństwo skojarzono szybko, konkury trwały krótko. Wręcz za krótko, bo kilka lat później Elżbieta napisze do męża: „prawda, że ja amurow [sic!] nie miała, bośmy się krótko zalicali”[1].

Marszałek dał jedynaczce duży posag, a więc 100 tysięcy złotych gotówką i 30 tysięcy rocznie z dóbr Poręba, leżących w województwie krakowskim. Po jego śmierci Elżbieta otrzymała jeszcze Końskowolę i Puławy, należące kiedyś do jej matki. Państwo Sieniawscy mieli rozdzielność majątkową, co dawało Elżbiecie dużo większą swobodę, niż miały na ogół kobiety w tamtych czasach, zależne we wszystkim od mężów. Ona do końca życia zachowała status równorzędnej, niezależnej ekonomicznie partnerki.

Ślub odbył się w przytomności królewskiej pary 6 lipca 1687 roku w Warszawie, w kaplicy Władysława IV w kościele Pijarów, dzisiejszej katedrze polowej. Ceremonię prowadził prymas Michał Radziejowski, jeden z najwybitniejszych mecenasów sztuki epoki baroku.

Po ślubie nowożeńcy osiedli w rodowym zamku Sieniawskich w Brzeżanach, pomieszkiwali także w podkarpackich Oleszycach. Od początku w tym stadle niezbyt się układało. Byli jeszcze młodzi i niedojrzali, a do tego różnili się znacznie temperamentem i upodobaniami. Ona, wychowana na królewskim dworze, nawykła do wykwintnego towarzystwa i lubiąca światowe rozrywki, nie bardzo mogła się odnaleźć w surowej kresowej twierdzy u boku męża, który wolny czas najchętniej spędzał przy kielichu z kompanionami z wojska. Nudziła się i gdy tylko mogła, zmykała do Warszawy do ukochanej królowej lub do ojca rezydującego w Ujazdowie. Gdy pobyt w stolicy się przeciągał, Sieniawski powagą swojej mężowskiej władzy domagał się jej powrotu do Brzeżan, a ona wymyślała przeróżne preteksty, żeby tylko zostać. Najczęściej udawała, że coś jej akurat dolega i nie może wyruszyć w podróż. Powodowało to kłótnie i niesnaski. Sieniawski skarżył się teściowi, ten zaś brał stronę córki, sam będąc człowiekiem towarzyskiego usposobienia. Raz wreszcie mąż się rozeźlił i osobiście przyjechał po żonę do nielubianej Warszawy. Skończyło się na wydanej na dworze uczcie, ale potem do domu wracał sam, bo Elżbieta znów coś wymyśliła. A ona, choć, delikatnie mówiąc, nie tęskniła do jego towarzystwa, to dbała o mężowskie interesy i zapewne jej dworskim koneksjom zawdzięczał otrzymany w 1692 roku tytuł wojewody bełskiego oraz wiążącą się z nim godność senatora Rzeczpospolitej Korony Polskiej i Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Pod koniec 1694 roku wybuchł skandal. Gdy małżonek jakiś czas wcześniej brał udział w kampanii bukowińskiej, żona wdała się we flirt lub też raczej – jak twierdziły nieżyczliwe jej osoby z kręgów dworskich – romans z synem hetmana wielkiego koronnego Stanisława Jabłonowskiego, Janem Stanisławem. Plotki dotarły do męża, który mocno się zdenerwował, tym bardziej że dostarczono mu przejętą korespondencję kochanków. Rozwód zawisł w powietrzu, nuncjusz papieski już został wstępnie powiadomiony, sytuacja wyglądała groźnie. Mediował między małżonkami Stanisław Herakliusz Lubomirski, doskonale rozumiejący podobne awantury, jako że sam regularnie był na bakier z szóstym przykazaniem. Wsparli te dyplomatyczne starania jego brat Hieronim Augustyn Lubomirski i sama królewska para. Trudno powiedzieć, czy Elżbieta bardzo się tym wszystkim przejmowała, bo w tym czasie, korzystając z okazji, wybrała się w podróż z królową i odwiedzały znajomych. Ostatecznie Sieniawski, niezbyt żonie dowierzając, pozwolił jej powrócić, co też potulnie uczyniła. Niemniej zaraz po powrocie znowu zaczęła go prosić o pozwolenie na wyjazd do Warszawy. Wkrótce zaś – najwyraźniej kochliwa po ojcu – wdała się w kolejną miłosną przygodę, tym razem z królewiczem Aleksandrem Sobieskim. Być może miała w tym jakiś udział sama Marysieńka, która chciała dla niego korony i liczyła, że przez Elżbietę zdobędzie dla swoich planów poparcie Lubomirskich, a także Sieniawskich. A co ważniejsze, będzie skuteczniej kontrolować poczynania syna.

Gdy 17 czerwca 1696 roku zmarł Jan III, Elżbieta akurat bawiła u ojca w Ujazdowie. Znów miała doskonały pretekst, żeby za prędko nie wracać do nielubianych Brzeżan czy do Oleszyc – bo przecież należało pocieszać pogrążoną w żałobie królową. W dodatku Maria Kazimiera weszła wtedy w konflikt z synem, królewiczem Jakubem, i Elżbieta lojalnie stanęła po jej stronie. Na któreś z kolei wezwanie męża wróciła do domu, ale jak tylko wyjechał do Żółkwi zabezpieczać dobra królewskie, natychmiast znów czmychnęła do Warszawy.

Nastał okres bezkrólewia, czas przetasowań politycznych, chaosu i niepewności. Przed elekcją ścierały się ze sobą różne stronnictwa, walczono o sojusze i wpływy. Elżbieta, która była oczywiście po stronie królowej pragnącej osadzić na tronie któregoś ze swoich synów, rzuciła się w wir politycznych rozgrywek, a gdy mąż znów ściągnął ją do Oleszyc, utrzymywała stałą korespondencję z Marysieńką, przynajmniej w ten sposób śledząc bieg wydarzeń. Ponieważ wysunięty przez stronnictwo francuskie królewicz Aleksander Sobieski do korony się nie palił, Lubomirscy i Sieniawski poparli kandydaturę księcia Franciszka Ludwika Burbona-Contiego, kandydata zgłoszonego przez Ludwika XIV. Głosy szlachty podzieliły się między Francuzem a Augustem Wettinem. Teoretycznie wygrał Conti, ale najwyraźniej niespieszno mu było do królowania w Polsce, bo dopiero po kilku miesiącach przypłynął do Gdańska, po czym został zmuszony do wycofania się przez wojska wierne jego kontrkandydatowi, mającemu poparcie Rosji, Austrii i Brandenburgii. Ostatecznie Sas znalazł się pierwszy na terytorium Rzeczpospolitej i to on został królem. Maria Kazimiera Sobieska wyjechała do Francji, a trzeźwo myśląca wojewodzina bełska uznała, że nie ma innego wyjścia, jak tylko pogodzić się z nowym władcą.

***

koniec darmowego fragmentu

zapraszamy do zakupu pełnej wersji

[1] Cyt. za: Bożena Popiołek, Królowa bez korony. Studium z życia i działalności Elżbiety z Lubomirskich Sieniawskiej ok. 1669–1729, Kraków 1996, s. 20.

Sport i Turystyka – MUZA SA

ul. Sienna 73

00-833 Warszawa

tel. +4822 6211775

e-mail: info@muza.com.pl

Dział zamówień: +4822 6286360

Księgarnia internetowa: www.muza.com.pl

Wersja elektroniczna: MAGRAF s.c., Bydgoszcz

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Polki, które zmieniły wizerunek kobiety Polki, które zadziwiły świat Bo to złe kobiety były Kresowi Sarmaci 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Wyzwolenie zwierząt Bóg nie jest automatem do kawy. Rozmowa z księdzem Zbigniewem Czendlikiem Pokochawszy: O miłości w języku Porwanie Edgarda Mortary Z nienawiści do kobiet Niebo jest nasze