Sto lat!

Sto lat!

Autorzy: Michał Ogórek

Wydawnictwo: Agora

Kategorie: Historia Literatura faktu

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

cena od: 19.50 zł

Sto lat niepodległości obchodzone jest tak totalnie, że nawet stolarz uznany może być za coś rocznicowego. Książka Michała Ogórka to doskonała odtrutka na historię zmienianą w bajkopisarstwo i kult jednostek.
Ogórek pieczołowicie odtwarza obraz Polski, jaki w poszczególnych okresach niepodległości rysowano. Za każdym razem była to Polska jej zbawców i „zbawców”: Piłsudskiego, Rydza-Śmigłego, Bieruta, Gomułki, Gierka, Jaruzelskiego, Wałęsy, Lecha i Jarosława Kaczyńskich. Im wyżej każdy z nich bywał wyniesiony, tym boleśniejszy zazwyczaj był jego upadek.
Rozmiary kultu przywódców powodowały, że ludzie płakali ze wzruszenia, a potem z zawodu i wściekłości. Ale przy tej książce popłakać się można tylko ze śmiechu.

„Portretem zbiorowym dziewięciu osób, od Naczelnika z 1918 r. po Prezesa z 2018 r., Michał Ogórek rekapituluje 100-lecie niepodległości. Jest to rekapitulacja raczej gorzko-ironiczna niż po prostu prześmiewcza, ale szczegółów – zarówno uciesznych, jak i wprawiających w zakłopotanie – jest w niej mnogość, co powoduje, że STO LAT! jest bardzo przydatnym suplementem zarówno do akademickich syntez, jak i szkolnych bryków. A także odtrutką na naszą nieprzemijającą skłonność do tromtadracji” – PROF. ANDRZEJ PACZKOWSKI

„Po ludziach, których uważało się (trzeba było uważać, musiało się uważać) za wielkich, zostają ślady zostawione nie tylko przez nich samych, lecz także tych mniejszych, grzejących się w ich cieple, które to ciepło sami ci grzejący podnosili do temperatur tak wysokich, że stawało się to i straszne, i śmieszne. Książka Michała Ogórka rodzi podejrzenie, że historia (a może różnego poziomu historycy) działa celowo: tym celem tutaj okazuje się nasze dobre samopoczucie, którego warunkiem jest poczucie humoru. Aż dziwne (i niezwykle zabawne), że to było naprawdę. A było” – PROF. JERZY BRALCZYK

Konsultacja merytoryczna: Wiesław Władyka

Redakcja: Ewa Ziętarska

Korekta: Sylwia Chrabałowska

Zdjęcia referencyjne: Jaruzelski/Wojtek Łaski/East News, Wałęsa/Bjoern Elgstrand/Reportagebild/AP, Gierek/CTKA/PAP, Piłsudski/obraz Jacka Malczewskiego ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie, L. Kaczyński/Radek Pietruszka/PAP, J. Kaczyński/Jakub Porzycki/Agencja Gazeta, Michał Ogórek/Michał Mutor/Agencja Gazeta, Rydz-Śmigły/archiwum, Gomułka/CTK/PAP, Bierut/Getty

Projekt graficzny okładki oraz rysunki: Tomasz Majewski

Opracowanie graficzne: Elżbieta Wastkowska

ul. Czerska 8/10, 00-732 Warszawa

www.wydawnictwoagora.pl

WYDAWNICTWO KSIĄŻKOWE:

DYREKTOR WYDAWNICZY: Małgorzata Skowrońska

REDAKTOR NACZELNY: Paweł Goźliński

KOORDYNACJA PROJEKTU: Magdalena Kosińska

© copyright by Agora SA 2018

© copyright by Michał Ogórek 2018

Wszelkie prawa zastrzeżone

Warszawa 2018

ISBN: 978-83-268-2195-0 (epub), 978-83-268-2196-7 (mobi)

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.

Szanujmy cudzą własność i prawo!

Polska Izba Książki

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej

SPIS TREŚCI

***

KALENDARIUM

I. ZAPOWIEDZI

Przepowiednie

Dom rodzinny

Ojciec

Matka

Wykształcenie

Rodzeństwo

Cele początkowe

II. OBJAWIENIE

Nieustające odzyskiwanie niepodległości

Tylko On

Z kim się równać

III. CHUCHANIE I DMUCHANIE

Blisko Boga

Wiedza zdobyta

Świata poza nimi nie widać

Mąż opatrznościowy

Wszystko, co robią, jest dobre

IV. UTRWALANIE

Jeszcze raz

Nie można nie czcić

Ohyda przeciwników

Ostatnie namaszczenie

Uwiecznianie

V. ZAŁAMKA

Obsuwa

Cień za nimi

Odpłata

Do czołówki przywódców otoczonych – zwykle okresowo i nietrwale – kultem i czcią w ostatnim stuleciu zakwalifikowali się: Józef Piłsudski, Edward Rydz-Śmigły, Bolesław Bierut, Władysław Gomułka, Edward Gierek, Wojciech Jaruzelski, Lech Wałęsa oraz Lech i Jarosław Kaczyńscy; dwaj ostatni spełniający to kryterium łącznie.

Gdzieś w połowie drogi do pełnego kultu zatrzymali się i są w poczekalni Aleksander Kwaśniewski oraz Donald Tusk, który – zdaje się – jeszcze może się załapać.

Cześć oddawana Karolowi Wojtyle przekroczyła krajowe, a nawet ziemskie miary i jako należąca do żywotów świętych nie została ujęta. Jedynie kandydaci do tego aspirujący.

KALENDARIUM

1867 – przychodzi na świat Józef Piłsudski;

1886 – przychodzi na świat Edward Rydz-Śmigły;

1892 – powrót z syberyjskiego zesłania Józefa Piłsudskiego; przychodzi na świat Bolesław Bierut;

1905 – Bolesław Bierut wyrzucony ze szkoły, przychodzi na świat Władysław Gomułka;

1913 – Józef Piłsudski tworzy Legiony Polskie, przychodzi na świat Edward Gierek;

1923 – Józef Piłsudski wycofuje się na trzy lata z zarządzania państwem i osiada w Sulejówku, przychodzi na świat Wojciech Jaruzelski;

1935 – Józef Piłsudski umiera, Edward Rydz-Śmigły zostaje głównodowodzącym polską armią, Bolesław Bierut i Władysław Gomułka przebywają w więzieniach, Wojciech Jaruzelski w szkole klasztornej;

1939 – Edward Rydz-Śmigły składa w Rumunii rezygnację z funkcji głównodowodzącego, w 1941 roku umiera;

1943 – Bierut i Gomułka przebywają na terenach opanowanych przez Niemcy, Jaruzelski – przez Związek Radziecki, Gierek we Francji, przychodzi na świat Lech Wałęsa;

1944 – Bierut zostaje prezydentem kraju opanowanego przez Armię Czerwoną, Gomułka przy władzy, Jaruzelski w wojsku;

1949 – Bierut odsuwa Gomułkę od władzy, Gierek wraca do kraju, przychodzą na świat Jarosław i Lech Kaczyńscy;

1956 – umiera Bolesław Bierut, władzę obejmuje Władysław Gomułka, Wojciech Jaruzelski zostaje generałem;

1970 – Władysław Gomułka odsunięty od władzy, I sekretarzem KC PZPR zostaje Edward Gierek, Lech Wałęsa uczestniczy w strajku w Stoczni Gdańskiej;

1980 – Edward Gierek odsunięty od władzy, Lech Wałęsa zostaje założycielem związku zawodowego „Solidarność”;

1981 – Wojciech Jaruzelski jako premier, I sekretarz i przewodniczący samozwańczej Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego ogłasza stan wojenny, Lech Wałęsa, Lech Kaczyński i Edward Gierek internowani;

1982 – Polską rządzi Jaruzelski, Lech Wałęsa „osobą prywatną”, umiera Władysław Gomułka;

1989 – Lech Wałęsa wprowadza do parlamentu posłów i senatorów „Solidarności”, m.in. Lecha i Jarosława Kaczyńskich, Jaruzelski zostaje przejściowo prezydentem;

1990 – Lech Wałęsa wybrany w wyborach powszechnych na prezydenta, Lech i Jarosław Kaczyńscy pracownikami jego kancelarii;

1995 – Lech Wałęsa nie zostaje prezydentem na drugą kadencję, Lech i Jarosław Kaczyńscy poza polityką;

2001 – umiera Edward Gierek;

2005–2007 – Lech Kaczyński zostaje wybrany na prezydenta, desygnuje na premiera Jarosława Kaczyńskiego, który ogłasza przedterminowe wybory i je przegrywa;

2010 – prezydent Lech Kaczyński ginie w katastrofie samolotu w Smoleńsku; Jarosław Kaczyński przegrywa wybory;

2014 – umiera Wojciech Jaruzelski;

2015 – ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego przejmuje władzę w Polsce, wygrywając wybory prezydenckie i parlamentarne.

Przepowiednie

Pojawienie się ich na świecie nie było przypadkowe i poprzedzały je znaki na ziemi i na niebie.

Józef Piłsudski urodził się w trakcie rewizji w Zułowie przeprowadzanej przez carskich urzędników, którzy szukali spiskowców, a swym najściem sprowadzili na świat najgroźniejszego. Okoliczność ta została podana do wiadomości dopiero, kiedy nie było już na świecie nikogo, kto mógłby to potwierdzić: ani matki, ani tym bardziej ani jednego carskiego urzędnika. Nie zrobił też tego nigdy sam noworodek.

Życie Józefa Piłsudskiego w momencie urodzenia było zapisane w układach gwiazd, co ujawnił – niestety dopiero po fakcie, kiedy wszystko już się wydarzyło – prezes Polskiego Towarzystwa Astrologicznego, Jan Starża-Dzierżbicki.

Postać ta – choć wyglądająca na wymyśloną przez Witkacego – istniała i tak się właśnie nazywała.

Znakiem (ascendentem) marszałka, urodzonego 5 grudnia 1867 roku o godzinie 10.23, był Koziorożec. Znak ten symbolizuje „potęgę przedziwną”, wiążącą się z doskonałością liczby 10, która jest jego liczbą porządkową. Łączy się ze wzrastaniem, a to daje poczucie niezależności, wiarę w siebie i zdecydowanie. Natura duszy wskazuje na „entuzjazm, pasję i zamiłowanie do heroizmu”, całość jednak „owocuje psychicznym napięciem”. Jowisz dodawał mu „cechy lojalności, szlachetności i dobroci”.

Dzięki Jowiszowi jest się „stworzonym do przewodzenia ludzkości w drodze do wielkich czynów”. Co ciekawe, gwiazdy mówiły również o tym, jaka n i e jest osoba urodzona pod ich wpływem, a mianowicie „brak w niej zapędów despotycznych lub tyrańskich”.

Gwiazdy zapowiadały, ale zaraz tłumaczyły wybuchy gniewu. „Gniew, który niekiedy może być udziałem ludzi urodzonych pod tą konstelacją znaków i gwiazd, jest krótkotrwały i ostatecznie niegroźny”. Ktoś wtedy urodzony „doprowadzony do ostateczności czasem powie więcej niż pierwotnie zamierzał – i w ten sposób może komuś sprawić wielką przykrość” – pisze Starża-Dzierżbicki, stawiając horoskop w roku 1928 i wiedząc, że jego przewidywania już się sprawdziły.

Całe życie Piłsudskiego potoczyło się tak, jak wynikało z gwiazd: w czerwcu i lipcu 1920 roku (ofensywa wojsk bolszewickich) „wyraźna dyrekcja ujemna, to jest nieprzychylne sploty gwiazd”; astrologia tego nie precyzowała, ale wiadomo, że chodziło o gwiazdę czerwoną. „Jednakże już w sierpniu (odparcie bolszewików) astralny układ okazał się przychylny”.

„W 1926 roku (podporządkowanie państwa w wyniku zamachu majowego) dzięki pozytywnej dyrekcji Słońca zapowiedziana została rewelacyjna passa na kolejne lata”.

Jedyne, co nie wyszło w stawianym Piłsudskiemu horoskopie, to przyszłość. Kończył się on zapowiedzią „długiego i pomyślnego życia” marszałka, któremu – w momencie przepowiedni – zostało siedem lat chorób.

Astrolog znalazł też drobną rysę: „Ujemne działanie znaku Koziorożca przejawia się w pewnej skłonności do ponurości”. W reakcji na to wydano książkę pt. Humor Józefa Piłsudskiego.

Większym zrządzeniem losu od tego, że chiromantka z najlepszego towarzystwa miasta Brzeżany, profesorowa Michalina Widmanowa, zobaczyła i przepowiedziała już w dzieciństwie świetlaną przyszłość Rydzowi było to, że się na tego ubogiego sierotę w ogóle miała okazję natknąć. Potem już tylko na jego widok wpadła w trans i ujrzała go na czele armii jako generała. Coś, co wydawało się wówczas histeryczną przesadą i raczej spotkało się ze zmieszaniem świadków, w rezultacie okazało się spostponowaniem Rydza, który został przecież marszałkiem.

Oficjalna biografia Bolesława Bieruta podawała, że był on „urodzony w pamiętnym roku strajku powszechnego w Łodzi, znanego pod nazwą buntu robotników łódzkich”. Jak ten strajk musiał oddziaływać, można wnioskować z tego, że Bierut urodził się pod jego wpływem aż pod Lublinem.

Kwestia Anioła Stróża Bieruta wyszła na jaw znacznie później, kiedy przyśnił się Małgorzacie Fornalskiej, jego towarzyszce walki i życia. Miał on usłyszeć z ust jakiegoś dziecka: „Nie bój się, nic ci się nie stanie, Anioł Stróż cię strzeże”. „Czyj? Twój?” – nie dowierzał Bierut nawet we śnie. „Nie, twój, bo ty jesteś potrzebny Polsce”.

Było to znacznie później po tym, jak Bierut miał zostać ministrantem, ale Bóg go strzegł i nie pozwolił rodzicom na taki wydatek.

Po to, aby urodzić Władysława Gomułkę, jego rodzice przyjechali do Krosna z emigracji w Ameryce. Jego urodzona tam wcześniej starsza siostra miała obywatelstwo amerykańskie, a on już nie. Może dlatego tak wcześnie odkrył w sobie wrażliwość na krzywdę i nierówności społeczne?

Przygotowując proces Gomułki w 1951 roku, Departament X Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego przesłuchał kilka osób, które znały jego rodzinę w Krośnie. Jedyne, co udało się wydusić z przesłuchiwanych, to to, że ich zdaniem jego nazwisko brzmiało Gomółka i było błędem ortograficznym, ale nie politycznym.

Dlaczego jego rodzina wstydziła się „ó” zamkniętego i usiłowała je ukryć – nie wiadomo. Sam główny nosiciel tego nazwiska był typem raczej zamkniętym, a i wielokrotnie zamykanym. Potocznie uważa się, że działacze komunistyczni często zmieniali nazwiska, aby ukryć swoje istnienie przed policją albo swoje pochodzenie przed opinią publiczną, ale żeby przed słownikiem ortograficznym?

Edward Gierek miał sfałszowaną metrykę urodzenia – jedne źródła podają, że o rok, a niektóre, że nawet o cztery lata. Jego 10 lat wystarczało na 14. Urodził się więc od razu w wieku czterech lat i trudno, żeby nie miał kłopotów z liczeniem, co szczególnie wyjdzie na jaw przy spłacie kredytów zagranicznych, które zaciągnie.

Dwie różne wersje metryki Gierka powstały przy okazji tłumaczenia jej na francuski, potrzebnego do okazania tamtejszym władzom. Weszło mu już w krew, że umowy dwujęzyczne, które zawierał, zawsze wyglądały korzystniej w tym drugim języku.

Wojciech Jaruzelski dostał imię po dziadku, zesłanym na Syberię za udział w powstaniu przeciw Rosjanom, i było kwestią czasu – a nawet wszyscy na to czekali – że pójdzie w jego ślady. Wnuk istotnie został zesłany na Syberię, choć z Rosjanami nie walczył i wszyscy go za to podziwiali: antykomuniści za to pierwsze, a komuniści za to drugie.

Spodziewano się, że włoży kiedyś mundur, choć nie myślano, że na lewą stronę.

Lech Wałęsa został poczęty w niemieckim obozie pracy w Młyńcu. „Pod koniec roku 1942 matka otrzymała pozwolenie na odwiedzenie męża w obozie. Kiedy stamtąd wyszła, była taka szczęśliwa, taka zmieniona. Kochali się tej nocy i po dziewięciu miesiącach urodził się Leszek” – zachowała się taka relacja. „Oto jak poczęty został prezydent Polski” – napisał angielski autor Roger Boyes.

Chociaż z porównania dat wychodzi, że noc taka odbyła się raczej już po urodzeniu Lecha Wałęsy, który został sprowadzony na świat bez ruchu oporu.

W życiorysie Wałęsy nie na wszystko, co się zdarzyło, jest potwierdzenie, i wiele rzeczy jest podważanych. Ale akurat faktu jego urodzenia nikt nie kwestionuje.

Lech i Jarosław Kaczyńscy znaleźli się na świecie – bez żadnych etapów pośrednich – od razu w domu na swoim biurku.

Mebel był w takim stanie, że ledwo trzymał się na nogach i – według relacji matki Jadwigi – zaraz po użyciu zjadły go korniki; wszystko to razem daje możliwość szerokich interpretacji symbolicznych.

Nikt – łącznie z matką Kaczyńskich – nie był przygotowany na to, że są podwójni. Jako urodzeni pod jedną gwiazdą horoskop powinni mieć prawie ten sam, co długo się potwierdzało, aż do katastrofy w Smoleńsku. Astrolodzy znaleźli wówczas wytłumaczenie: „Różnica urodzenia wynosi 45 minut, co sporo zmienia: w horoskopie Lecha Wenus znajduje się w domu upadającym, dlatego liczba lat jest w jego przypadku znacznie mniejsza”.

Jeszcze przed katastrofą smoleńską horoskop Jarosława przewidywał, że „szczyt społecznego sukcesu osiągniętego z woli ludu i dar maksymalnej popularności” przypadnie u niego później niż u Lecha, a za najszczęśliwszy z tego punktu widzenia uważał... rok, kiedy katastrofa się wydarzyła. Około 2010 roku nastąpią „szanse Jarosława na wzrost popularności, znaczenia i kolejne awanse”.

Jeden z astrologów uważa, że Jarosław musiał urodzić się przed północą, bo „Kaczyński z godziny 2.00 wygląda co najmniej dziwnie”. Ponieważ to „progresywny Merkury w koniunkcji z progresywnym Saturnem przynosi zdolności długofalowego planowania, konsekwentnej realizacji zamierzeń i wytrwania w wieloetapowych zmaganiach” – ale do tego trzeba się urodzić poprzedniego dnia.

Mimo wszystkich tych wątpliwości moment narodzin znajduje się za to „w tej części znaku Lwa, w której przypuszczalnie zlokalizowany jest ascendent Chrztu Polski w 966 roku” – z tych dwóch wydarzeń bardziej niepewny wydaje się jednak chrzest Polski.

Zwrócono też uwagę na piosenkę, jaką filmowa matka śpiewa w filmie O dwóch takich, co ukradli księżyc nad kołyską granych przez Kaczyńskich Jacka i Placka. Piosenka niespecjalnie wynika z akcji filmu i została rozmyślnie dodana, bo w ekranizowanej książce Makuszyńskiego jej nie ma: „wyfrunęły pszczoły złote ze srebrnego ula” (głowy Jacka i Placka były przefarbowane na blond). A złote pszczoły są w heraldyce symbolem zarezerwowanym dla królów.

Dom rodzinny

Wszędzie podkreślany wpływ domu rodzinnego w Zułowie na małego Ziuka działał na niego nie za długo. Gdy Józef Piłsudski miał siedem lat, doszczętnie spłonął.

Z biegiem lat nieistniejący dawno dom się powiększał i pod koniec życia marszałka zrobił się z niego „zamek”. Z książeczki dla dzieci o dzieciństwie marszałka Świt wielkiego dnia autorki Zawiszanki wynikało nawet, że pożar domu był w jakiś sposób zaplanowany i korzystny: kiedy Zułów płonie, autorka zastanawia się nad reakcją Ziuka i uznaje, że już wtedy zrozumiał, że „prawdziwy jego dom miał być o wiele, wiele szerszy – i dlatego właśnie znika z oblicza ziemi ten pierwszy, zbyt umiłowany?!”.

Ponieważ nic z niego nie zostało, wygląd domu nie jest do końca znany, co okazało się, gdy po śmierci marszałka Piłsudskiego podjęto próbę rekonstrukcji budowli. Żaden projekt nie przypominał całkowicie zniszczonego kompleksu dworskiego, bo też nikt nie wiedział, jak on dokładnie wyglądał. W rezultacie po początkowych deklaracjach, że miejsce to „będzie po wieczne czasy miejscem pielgrzymki”, dwór, w którym urodził się Piłsudski, został jedynie wyznaczony murowanymi liniami odwzorowującymi fundamenty, a pośrodku zasadzono dąb.

W tej sytuacji trudno się nawet dziwić, że „marszałkowa Piłsudska jednoznacznie odmówiła zamieszkania w Zułowie”.

Ponieważ Edward Rydz nie miał żadnego domu rodzinnego, uznano za taki całe miasto, w którym się urodził, tj. Brzeżany. Autor wiersza Miasto Wodza opisuje „ciche, szczęśliwe miasto Hetmana”, które „po białych drogach, pieści domy, gdzie księżyc zasnął na rogach”. Musiał zadowolić się drogami, bo do ani jednego domu Rydza by nie wpuszczono. Jako dorosły odbił sobie to hurtem, odbierając obywatelstwo honorowe nie pojedynczych Brzeżan, ale od razu „wszystkich miast i gmin województwa tarnopolskiego” za jednym zamachem.

Bolesław Bierut „po przeprowadzce rodziców do Lublina rósł i dojrzewał w wilgotnej suterenie” na ulicy Sierocej na zapleczu szpitala i „od najmłodszych lat doznawał wszystkich goryczy losu proletariackiego dziecka”.

Ogólnie o Bierucie wiemy bardzo niewiele pewnych rzeczy, ale wiemy, jak tam pachniało, czy może raczej śmierdziało: „zapach smolnego drzewa, marchwi i buraków stale unosił się w mieszkaniu”. Trudno uznać to za przypadek, bo od zdobycia Smolnego zaczęła się kariera Lenina.

Rodzina Gomułki „mieszkała w starej, walącej się chałupie” na przedmieściach Krosna. Chałupie tej zdarzyło się jeszcze przeżyć najlepszy okres w swych dziejach: nigdy nie wyglądała lepiej niż już po śmierci Gomułki, kiedy w 80-lecie jego urodzin utworzono tam muzeum i w tym celu „zrekonstruowano kuchnię”. Kiedy wreszcie można było tam zamieszkać, znalazł się chętny i dom sprzedano; nowi właściciele o Gomułce nie chcą słyszeć i nikogo tam nie wpuszczają.

U Edwarda Gierka też śmierdziało: o ile jednak Bierut w celu pozbycia się przykrych zapachów musiał nie wypuszczać ich na zewnątrz, to u Gierków trzeba było obtykać okna od wewnątrz. „Dym z kopalnianej kotłowni wciskał się do mieszkania wszystkimi szparami. Moczyłem ścierki w miednicy stojącej na podłodze, a matka utykała nimi szpary w oknach, żeby nie przepuszczały swądu”.

Wydalony z Francji wrócił do Zagłębia Dąbrowskiego, zamieszkał w domu zbudowanym przez matkę z „rodzinnych oszczędności” w Zagórzu, obecnej dzielnicy Sosnowca. W Paryżu Gierek mógł spać choćby na dworcu, ale w Zagórzu dworca nie ma.

Jeśli wszyscy ci przywódcy ludowi myśleli, że urodzili się najgorzej, jak można, i z tego czerpali nawet jakiś tytuł do rządzenia, to Lech Wałęsa nie miał nawet podłogi. W glinianej i krytej strzechą chałupie Wałęsów było tylko klepisko. „Jedna micha na stole, a wokół niej siedmiu czy ośmiu”. Nie starczało nawet na naftę do lampy, więc wszyscy chodzili spać z kurami, a właściwie zamiast nich, bo kur też nie było.

Lech Wałęsa wspomina, że w domu bali się nawet nadejścia listonosza, który był dla nich osobą urzędową.

Wojciech Jaruzelski przesiedział swoje dzieciństwo w jadalni dworku w Trzecinach cały dzień do wieczora nad barszczem, którego nie chciał jeść. Miał nianię, a we wrześniu 1939 roku do Rosji sowieckiej zawieźli go jego furmani.

Gdy majątek rozparcelowano, babcia Jaruzelskiego przez pewien czas ukrywała się w psiej budzie.

Kiedy po wojnie z majątku w Trzecinach nic nie zostało, okazało się to Jaruzelskiemu bardzo pomocne, bo na jego ziemiaństwo nie było dowodów rzeczowych.

Pasmo awansów w armii opóźniło się o rok przez sprawdzanie jego pochodzenia, które na szczęście dla niego nie okazało się tak dobre, jak mu wmawiano. Więc z niego bez żalu zrezygnował.

Mało tego: Wojciech Jaruzelski swoje dzieciństwo prześladował. Urodzony w majątku ziemiańskim, gdzie jego rodzice prowadzili wzorową „oborę zarodową”, swą – przynajmniej początkową – karierę w wojsku opierał na tępieniu tego u innych. Zachował się protokół, w którym ppłk Ludowego Wojska Polskiego Jaruzelski piętnuje w latach 50. oficera ze Szkoły Łączności, który „okłamał partię, referując swój życiorys: zamiast podanych 14 ha ma 16,80 i 15 świń”; ponieważ był to okres, że nie należało niczego mieć, oficera za radą Jaruzelskiego wyrzucono z partii.

Jarosław i Lech Kaczyńscy wkrótce po urodzeniu przenieśli się z rodzicami na ulicę Lisa-Kuli, której patrona – znanego piłsudczyka związanego z ancien régime – zapomniano z nazwy usunąć. Z dużym opóźnieniem dopiero przemianowano ją na Pochyłą. Wychowywali się przy ulicy, której nie powinno być.

Stąd może pozostała im na całe życie neuroza na punkcie zmiany nazw ulic.

Przy Pochyłej, poprzednio Lisa-Kuli, ojciec wygospodarował 80 metrów piętra willi z dwoma balkonami i tarasem. W jednym ze wspomnień nazwano je: „ciasne, ale własne”. Lech i Jarosław Kaczyńscy musieli się z niego nieraz tłumaczyć: według jednego z wyjaśnień ciasnota brała się stąd, że dużo miejsca zajmowała w nim gosposia.

Wakacje spędzali w pięciopokojowym domu, „bardziej zbliżonym do dworu niż wiejskiej chaty”. Należał on do stryjecznych dziadków utrzymujących się z 50-hektarowego gospodarstwa, którego po reformie rolnej w zasadzie też już powinno nie być, ale jakoś było.

O tym, że w wieku 12 lat dostali rolę w filmie O dwóch takich, co ukradli Księżyc, dowiedzieli się jednak na wakacjach we Władysławowie. Podczas kręcenia w Łodzi zdjęć do filmu zajęli z mamą jedyny apartament w hotelu, podczas gdy w zwykłym pokoju został ulokowany – kręcący równolegle zdjęcia do Historii żółtej ciżemki – mały Marek Kondrat ze swoją.

Kiedy w warszawskiej willi po wyprowadzce Lecha został już sam Jarosław z rodzicami, przeprowadził się chociaż do domu – bliźniaka.

Ojciec

Wszyscy polscy przywódcy wychowywali się bez ojców, a przynajmniej z minimalnym ich udziałem. Prawie się o nich nie wspomina, a to i tak najlepsze, co ci ojcowie mogli dla nich zrobić.

Z ojca marszałka, Józefa Wincentego Piłsudskiego, tylko raz w biografii Naczelnika Państwa próbowano wykreować „pioniera postępu na Litwie” i „światłego agronoma”, którego zamierzenia „sparaliżował jednak carski rząd”. We wszystkich pozostałych przekazach nie mieszano już do tego carskiego rządu: sam ojciec wystarczał. Każdy jego pomysł i wynalazek kończył się katastrofą; dobrze, jeśli tylko ekonomiczną.

Niestety, powodem tego, że dom rodzinny w Zułowie spłonął doszczętnie, była realizacja planów ojca Piłsudskiego, który akurat w tym czasie wywiózł stamtąd wszelkie maszyny i ludzi, aby budować coś nierealnego gdzie indziej.

Wspólne przedsięwzięcia ojca z synem kończyły się podobnie. Kiedy młody Józef Piłsudski – już jako działacz polityczny – pojechał do Londynu, zabrał ze sobą skrzynię „wędlin litewskich”, które ojciec powierzył mu do sprzedania z zyskiem. Trwało to tak długo, że zaczęły się psuć i wtedy w redakcji rewolucyjnego oraz socjalistycznego „Przedświtu” zjedzono je bez zysku.

Wiele obecnych działań polskiej emigracji w Wielkiej Brytanii mogłoby ten biznes mieć za patrona.

Ojciec Rydz był dla Edwarda Rydza niewiele lepszy niż nic. Jako najprawdopodobniej nieślubny syn zarządcy majątku Łapszyn Edward został oddany na wychowanie prostej rodzinie, która nie dość, że nie jego własna, to zamieszkała razem dopiero, gdy miał już dwa lata. Właściwie zaraz potem jego przybrany ojciec umarł.

Nieliczne Tajne materiały osobiste do życiorysu Marsz. Śmigłego-Rydza zebrane w Brzeżanach 18–21 maja 1937 i spisane przez kpt. Librewskiego nie zawierały metryki ślubu rodziców, tę bowiem kapitan „oddał p. Marszałkowi osobiście na jego żądanie” i przepadła. Stąd nie wiadomo nawet, kiedy to było.

Pewną sztafetą pokoleń jest to, że nie znamy również żadnego dokumentu ani daty ślubu samego marszałka Rydza z jego żoną.

Ojciec Bolesława Bieruta kazał mu sprzedawać śliwki. Bolesław siedział z kolegą z koszem na skarpie naprzeciw kościoła, „«towar» w dużych ilościach znikał w kieszeniach kolegów i żołądkach samych sprzedawców (o co potem awanturował się ojciec Bolka). Przyszli spółdzielcy walczyli «ekonomicznie» z tatą – przedstawicielem prywatnego handlu i kramarstwa” – wspominali żartobliwie koledzy. Nie trzeba było długo czekać, aż – czemu trudno się dziwić – Bolesław Bierut sprzedaż śliwek potępił. Jako działacz Związku Stowarzyszeń Spożywców domagał się „walki ze zbyt ciasno pojmowanymi przez większość spółdzielni zadaniami gospodarczymi, które nabierały charakteru zwykłych tendencji sklepikarskich”.

W 1948 roku śliwki z oficjalnego życiorysu Bieruta – które aż do tego czasu jego biografię psuły – jako nielicujące usunięto. Ze zdania „praca przy murarce, dźwiganie wapna, sprzedaż warzyw, roznoszenie gazet, wytężanie wszystkich dziecinnych sił, ból fizyczny wskutek zerwania mięśni, a nad wszystkim górująca myśl, że trzeba wytrzymać”, zostało wszystko oprócz „sprzedaży warzyw”.

Bierut wkrótce zastąpił rodzonego ojca, któremu nie mógł wybaczyć „kramarstwa”, duchowym ojcem zastępczym, działaczem socjalistycznym Janem Hemplem. Ale i jego opuścił. Hempel został zabity przez Stalina w Związku Sowieckim. Bierut bardzo tego wówczas żałował. Tzn. nie tego, że Hempla stracono, tylko że się z nim tak związał. „Stał się naszym ideowym i jedynym autorytetem, określającym nasze społeczne myśli i nauki. Przy naszym nadzwyczaj niskim poziomie wiedzy nie byliśmy w stanie zauważyć, że ideowe poglądy naszego inspiratora opierają się na chwiejnej bazie” – tłumaczył się głupotą, że z każdym swoim ojcem tak źle trafiał.

Władysław Gomułka przez swojego ojca omal nie został krawcem. Obszywanie bogatych pozbawiłoby go pewnie charyzmy odpowiedniej dla ruchu komunistycznego, ale na szczęście postawił się i wyszkolił na ślusarza, o co pewniej można się było oprzeć. Pozbawiony autorytetu ojciec był chorowity i szybko umarł.

Tata Edwarda Gierka zginął w kopalni „Kazimierz-Juliusz”, czym zapewnił synowi dobry start. Kiedy jako początkującego aparatczyka, skierowanego do kopalni w celu przerwania strajku, górnicy chcieli wrzucić do szybu, ojciec – przybrawszy na tę okoliczność liczbę mnogą – uratował mu życie. „Tu krwi moich ojców przelano już wiele, tu zginął mój ojciec, dziad, krewni” – Gierek wybronił się przodkami na przodku, kosztem jednak nich samych.

Ojciec Wojciecha Jaruzelskiego uratował syna swą deklasacją. W odróżnieniu od swojego ojca, a dziadka Wojciecha, nie był już właścicielem ziemskim, tylko administratorem majątku i mógł być uspokajająco przedstawiany jako rolnik i pracownik najemny. Nie uratowało mu to wprawdzie życia, bo zmarł z wycieńczenia w Związku Radzieckim, ale syn zdołał się z niego wytłumaczyć i nie był za niego pociągnięty do dalszej odpowiedzialności, gdy zaczął służyć w Ludowym Wojsku Polskim.

W wyniku wycieńczenia w obozie, tym razem niemieckim, stracił ojca Bronisława również Lech Wałęsa. Jego ojczymem został wujek, brat ojca – Stanisław Wałęsa.

„Nawet Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa w Lipnie chwalił Stanisława za to, z jakim oddaniem poświęca się rodzinie i opiekuje dziećmi” – dobrą opinię wystawiła mu bezpieka, a za nią historycy opierający się na jej ustaleniach.

Pomimo takich rekomendacji dla ojczyma jego pasierb Lech został wtedy w domu pierwszy raz przywódcą buntu: całego rodzeństwa przeciwko niemu.

W różnych diagnozach psychoanalitycznych przypisuje się nawet Lechowi Wałęsie kompleks Edypa, polegający – jak chce Freud – na tym, że syn musi symbolicznie zabić swojego ojca, aby się wyzwolić spod jego wpływu. Teorie te mają tę słabą stronę, że ojciec Wałęsy już dawno – od 1945 roku – nie żył sam z siebie i nie można go było zabić bardziej, a Stanisław był tylko wujem. Psychoanalitycznego likwidowania dalszych krewnych nawet Freud nie przewidywał.

Ojczym Lecha zresztą, nie czekając, do czego doprowadzi psychoanaliza, wyemigrował wkrótce do Ameryki. Kiedy Lech Wałęsa zaczął być znany, ojczym Stanisław stał się wielką atrakcją dla mediów w Stanach Zjednoczonych, ugruntowując wzorzec Polaka: miał nie tylko wąsa, jak jego sławny pasierb, ale jeszcze złote zęby i sygnet.

Kiedy ojczym zmarł, napisał o tym „The New York Times”. Ronald Reagan wysłał telegram kondolencyjny adresowany na dom pogrzebowy w Jersey City, bo nikt nie wiedział, dokąd go wysłać.

Ojciec Jarosława i Lecha Kaczyńskich nie istniał w ich opowieściach do czasu, aż wyciągnął go na światło dzienne znany reporter Cezary Łazarewicz. Sam fakt wyciągania im ojca wywołał niezadowolenie w szeregach popleczników i za podjęcie tematu autor został potępiony przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. Tekst wywołał też paradę zaprzeczeń.

Z zaprzeczeń dowiedzieliśmy się, że ojciec Kaczyńskich wcale nie był pieszczoszkiem systemu, na co wskazywały pewne tropy, ponieważ na intratnym kontrakcie w Libii był tylko raz, i że wzbogacenia oraz innych przywilejów, jakich pozostali uczniowie i nauczyciele nie mieli, w szkole zazdrościli Kaczyńskim bezpodstawnie.

Ojciec Rajmund w domu głównie palił papierosy, co rodzina wypominała mu jeszcze po śmierci. Przez całe lata pracował z koleżanką doktorantką – zamykając się z nią w Instytucie Techniki Cieplnej – nad czymś, czego nigdy nie pokazali.

W otwarciu Muzeum Powstania Warszawskiego przez prezydenta stolicy, którym był wówczas Lech, prawdziwie dzielny uczestnik tego wydarzenia – jak zaświadczają koledzy z powstańczego oddziału – Rajmund Kaczyński nie wziął udziału. Kiedy zmarł, w ani jednej gazecie nie ukazał się nekrolog.

Jarosław i Lech Kaczyńscy z najwyższą niechęcią odnosili się zawsze do Bronisława Komorowskiego za podkreślanie przez niego, że jego ciotka podczas powstania uratowała ich ojcu życie, tak jakby mieli o to do niej żal.

[...]

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Sto lat! Na drugie Stanisław Polska Ogórkowa Kiełbasa i sznurek 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Piękna i odważna. Ulubiona agentka Churchilla Serce wszystkiego, co istnieje. Nieznana historia Czerwonej Chmury, wodza Siuksów Był sobie król… Do piekła i z powrotem: Europa 1914–1949 Wołyń '43 Romanowowie