Jedwabne szlaki

Jedwabne szlaki

Autorzy: Peter Frankopan

Wydawnictwo: WAB

Kategorie: Literatura faktu

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 29.99 zł

Oto historia odwrócona o 180 stopni.
W swojej fascynującej panoramie dziejów Europy i świata, od czasów starożytnych aż po współczesność, Peter Frankopan podważa tradycyjną perspektywę europocentryczną, podkreślając niesłychanie istotną rolę, jaką odegrały kraje Bliskiego Wschodu i Azji. Jego imponujące dzieło to mozaika procesów historycznych, gospodarczych, społecznych i kulturowych. Szlaki handlowe, epidemia dżumy w Europie, kształtowanie się Imperium Brytyjskiego, oświeceniowe demokracje a kolonializm i niewolnictwo, ekonomiczny aspekt II wojny światowej – opowieść Frankopana pomaga zrozumieć wiele zaskakujących mechanizmów i powiązań, które decydowały o powstaniu i upadku imperiów, przepływie bogactw i idei, losach milionów ludzi i kształcie naszego świata.
Frapująca podróż w głąb dziejów.


Wyjątkowa książka, która każe nam się zastanowić nad naszymi przekonaniami na temat świata.
„Th Wall Street Journal”


To prowokacyjne dzieło podważa spojrzenie na Zachód jako spadkobiercę wyłącznie kultury grecko-rzymskiej. Frankopan wydobywa wzajemne powiązania między kulturami, niesłychanie plastycznie pokazując ekonomiczny i społeczny wpływ Czarnej Śmierci, handlu jedwabiem i niewolnikami oraz oddziaływanie buddyzmu na chrześcijaństwo.
„Th New Yorker”


Peter Frankopan jest historykiem mediewistą. Wykłada historię średniowieczną w Worcester College w Oxfordzie, jest dyrektorem Oxford Centre for Byzantine Research. Jego monografi Pierwsza krucjata. Wezwanie ze Wschodu ukazała się w 2015 r. nakładem Wydawnictwa W.A.B.

Peter Frankopan

JEDWABNE SZLAKI

Nowa historia świata

Przełożyli Piotr Tarczyński i Szymon Żuchowski

Tytuł oryginału: The Silk Roads. A New History of the World

Copyright © 2015 by Peter Frankopan

First published by Bloomsbury Publishing, UK, in 2015.

This translation is published by arrangement with Felicity Bryan Associates, UK and Book/lab Literary Agency, Poland.

Copyright © for the Polish edition by Grupa Wydawnicza Foksal, MMXVIII

Copyright © for the Polish translation by Piotr Tarczyński i Szymon Żuchowski, MMXVIII

Wydanie I

Warszawa MMXVIII

Spis treści

Dedykacja

Motto

Wstęp

Rozdział 1. Stworzenie Jedwabnego Szlaku

Rozdział 2. Szlak religii

Rozdział 3. Szlak na chrześcijański Wschód

Rozdział 4. Szlak rewolucji

Rozdział 5. Szlak zgody

Rozdział 6. Szlak futer

Rozdział 7. Szlak niewolników

Rozdział 8. Szlak do nieba

Rozdział 9. Szlak do piekła

Rozdział 10. Szlak śmierci i zniszczenia

Rozdział 11. Szlak złota

Rozdział 12. Szlak srebra

Rozdział 13. Szlak do Europy Północnej

Rozdział 14. Szlak do imperium

Rozdział 15. Szlak kryzysu

Rozdział 16. Szlak wojny

Rozdział 17. Szlak czarnego złota

Rozdział 18. Szlak do kompromisu

Rozdział 19. Szlak zboża

Rozdział 20. Droga do ludobójstwa

Rozdział 21 . Szlak zimnej wojny

Rozdział 22. Amerykański szlak jedwabny

Rozdział 23. Szlak rywalizacji supermocarstw

Rozdział 24 . Szlak katastrofy

Rozdział 25. Szlak tragedii

Podsumowanie. Nowy Jedwabny Szlak

Zdjęcia

Przypisy wyjaśniające

Przypisy bibliograficzne

Podziękowania

Wszystkie rozdziały dostępne w pełnej wersji książki.

Katarinie, Florze, Francisowi i Luke’owi

Dotarliśmy do plemienia Turków. […] Widzieliśmy pewną grupę spośród nich, która oddaje cześć boską wężom, i drugą grupę, która czci ryby, wreszcie grupę czczącą żurawie.

Ahmad Ibn Fadlan, Podróż do Bułgarów wołżańskich

Ja, Ksiądz Jan, jestem królem królów, bogactwem, cnotą i potęgą przewyższam wszystkich władców tego świata. […] Mlekiem i miodem płyną moje ziemie, nie czyni tu krzywdy trucizna ani głośny rechot żab. Nie ma skorpionów, w trawie nie czają się węże.

rzekomy list Księdza Jana do Rzymu i Konstantynopola, XII wiek

Ma on ogromny pałac, całkowicie pokryty szczerym złotem.

zapiski Krzysztofa Kolumba odnoszące się do wielkiego chana Wschodu, koniec XV wieku

Jeśli nie zmienimy prowadzonej przez nas polityki w Persji, jeśli nie dokonamy stosunkowo niewielkich ustępstw, narazimy na szwank naszą przyjaźń z Rosją i w nieodległej przyszłości znajdziemy się w sytuacji, kiedy zagrożone zostanie samo istnienie naszego imperium.

sir George Clerk do sir Edwarda Greya, brytyjskiego ministra spraw zagranicznych, 21 lipca 1914 roku

Prezydent wygra, nawet jeśli nie będziemy nic robić.

szef gabinetu prezydenta Kazachstanu Nursułtana Nazarbajewa na krótko przed wyborami w 2005 roku

Wstęp

Kiedy byłem dzieckiem, jedną z najcenniejszych rzeczy, jakie miałem, była wielka mapa świata. Wisiała nad moim łóżkiem i wpatrywałem się w nią co noc przed zaśnięciem. Szybko zapamiętałem nazwy i położenie wszystkich krajów. Podekscytowany przygodą i niebezpieczeństwem, pośpieszną kursywą spisywałem nazwy stolic, mórz i oceanów, wpływających do nich rzek, najważniejszych łańcuchów górskich, pustyń.

Już jako nastolatek martwiłem się wąskimi horyzontami geograficznymi mojej szkoły, skupianiem się wyłącznie na Europie Zachodniej i Stanach Zjednoczonych i całkowitym pomijaniem reszty świata. Uczono nas o Rzymianach w Brytanii, podboju normańskim w roku 1066, Henryku VIII i dynastii Tudorów, wojnie o niepodległość Stanów Zjednoczonych, industrializacji w epoce wiktoriańskiej, bitwie nad Sommą, powstaniu i upadku nazistowskich Niemiec. Patrzyłem na swoją mapę i widziałem ogromne połacie ziemi, które pomijano milczeniem.

Na czternaste urodziny rodzice podarowali mi książkę antropologa Erica Wolfa, która naprawdę rozpaliła we mnie żar. Według niego, powszechnie przyjmowana, intelektualnie leniwa wizja historii cywilizacji polega na tym, że „starożytna Grecja poczęła Rzym, Rzym począł Europę chrześcijańską, Europa chrześcijańska poczęła renesans, renesans oświecenie, oświecenie demokrację polityczną i rewolucję przemysłową. Przemysł skrzyżowany z demokracją dał w wyniku Stany Zjednoczone, ucieleśniające prawo do życia, wolności i dążenia ku szczęściu”1. Natychmiast zrozumiałem, że właśnie takiej historii mnie uczono: jak mantrę powtarzano opowieść o politycznym, kulturowym i moralnym triumfie Zachodu. Opowieść ta była jednak obdarzona skazą; istnieją bowiem alternatywne sposoby postrzegania historii – nie trzeba spoglądać w przeszłość jedynie z perspektywy tych, którzy w najnowszych dziejach okazali się zwycięzcami.

Zaciekawiło mnie to. Nagle stało się jasne, że utracone zostały regiony, o których się nas nie uczy, stłamsiła je nieustannie powtarzana opowieść o rozwoju Europy. Błagałem ojca, żeby zabrał mnie do Hereford i pokazał tamtejszą Mappa Mundi – w jej samym środku umieszczono Jerozolimę, a Anglia i inne kraje zachodnie leżą z boku, niczym coś zbędnego. Byłem zdumiony, kiedy przeczytałem o arabskich geografach, którzy w swoich pracach zamieszczali mapy „do góry nogami”, a w centrum umieszczali Morze Kaspijskie – podobnie, kiedy dowiedziałem się o znajdującej się w Stambule ważnej tureckiej mapie, w centrum której leży miasto Balasagun. Nigdy wcześniej o nim nie słyszałem, nie pojawia się na żadnych innych mapach, do niedawna nie znano nawet jego dokładnego położenia, a mimo to niegdyś uważano je za centrum świata2.

Chciałem wiedzieć więcej o Rosji i Azji Środkowej, o Persji i Mezopotamii. Chciałem zrozumieć korzenie chrześcijaństwa z punktu widzenia Azji; pojąć, jak postrzegali krucjaty ludzie żyjący w wielkich miastach średniowiecza – Konstantynopolu, Jerozolimie, Bagdadzie czy Kairze. Chciałem dowiedzieć się o wielkich imperiach Wschodu, o Mongołach i ich podbojach, zrozumieć, jak wyglądały obie wojny światowe z perspektywy Afganistanu i Indii, a nie Flandrii czy frontu wschodniego.

Miałem niebywałe szczęście, że w szkole mogłem nauczyć się rosyjskiego. Mój nauczyciel, Dick Haddon, wspaniały człowiek, który służył w wywiadzie marynarki wojennej, uważał, że najlepsza droga do zrozumienia duszy i języka Rosjan wiedzie przez olśniewającą literaturę i muzykę ludową tego kraju. Jeszcze więcej szczęścia miałem, kiedy zaproponował udzielanie chętnym lekcji arabskiego – kilku z nas poznało w ten sposób podstawy kultury i historii islamu, a także piękno klasycznego języka arabskiego. Zarówno rosyjski, jak i arabski pomogły mi dostać się do świata, który tylko czekał na odkrycie, a raczej – jak wkrótce zrozumiałem – na ponowne odkrycie przez nas, mieszkańców Zachodu.

Dziś wiele uwagi poświęca się temu, jakie skutki przyniesie gwałtowny wzrost gospodarczy Chin, których zapotrzebowanie na towary luksusowe ma w ciągu następnej dekady wzrosnąć czterokrotnie, albo społecznym przemianom w Indiach, gdzie więcej ludzi ma dostęp do telefonu komórkowego niż do ubikacji3. Żadna z tych kwestii nie pozwala jednak spojrzeć na przeszłość i teraźniejszość świata. Tymczasem przez całe tysiąclecia ów region, leżący między Wschodem a Zachodem, łączył Europę z Pacyfikiem, był osią, wokół której obracał się świat.

Można sądzić, że środek drogi między Wschodem a Zachodem – mniej więcej od wschodnich brzegów mórz Śródziemnego i Czarnego po Himalaje – nie jest najlepszym miejscem do oceniania świata. Obecne państwa tej części globu – Kazachstan, Uzbekistan, Kirgistan, Turkmenistan, Tadżykistan czy kraje Kaukazu – wydają się nam egzotyczne i peryferyjne. Region ten jest często utożsamiany z niestabilnymi, brutalnymi, zagrażającymi międzynarodowemu bezpieczeństwu reżimami, takimi jak Afganistan, Iran, Irak czy Syria; czy z krajami, które nie radzą sobie z przestrzeganiem zasad demokracji, jak Rosja czy Azerbejdżan. Zwykło uważać się, że w tej części świata leżą państwa upadłe i prawie upadłe, rządzone przez zwyciężających w wyborach niewiarygodnie wielką liczbą głosów dyktatorów, których rodziny i przyjaciele kontrolują ogromne interesy i dzierżą polityczną władzę. W państwach tych łamie się prawa człowieka, ogranicza swobodę wypowiedzi, wyznania, sumienia, wolność seksualną, władza zaś kontroluje media i dyktuje, co się w nich pojawia, a co nie4.

Choć kraje te mogą się nam wydawać dzikie, nie są żadnym zaściankiem, żadnym zapomnianym przez Boga i ludzi pustkowiem. Stanowią most między Wschodem a Zachodem, są miejscem, w którym spotykają się cywilizacje. Nie leżą na obrzeżach globalnych spraw, ale – jak od początku dziejów – w ich samym centrum. To tu narodziła się cywilizacja, wielu ludzi wierzy w to, że właśnie tu stworzono człowieka, którego „Pan Bóg umieścił” w ogrodzie Eden, leżącym, jak się powszechnie uważało, na żyznych równinach między Tygrysem i Eufratem, gdzie rosły „wszelkie drzewa miłe z wyglądu i smaczny owoc rodzące”5.

To właśnie na moście między Wschodem a Zachodem przed pięcioma tysiącami lat powstały wielkie metropolie. Miasta Harappa i Mohendżo Daro w dolinie Indusu były cudem starożytnego świata, mieszkały w nich dziesiątki tysięcy ludzi, a tamtejszym systemom kanalizacyjnym dorównały dopiero te stworzone w Europie tysiące lat później6. Inne wielkie ośrodki cywilizacji, leżące w Mezopotamii: Babilon, Niniwa, Uruk czy Akad, znane były ze swojej olśniewającej i innowacyjnej architektury. Przed dwoma tysiącami lat pewien chiński geograf odnotował, że mieszkańcy Baktrii, położonej nad rzeką Oksus (dziś w północnym Afganistanie), byli słynnymi kupcami i negocjatorami. W ich stolicy miał znajdować się targ, na którym kupowano i sprzedawano najróżniejsze towary pochodzące z najdalszych krain7.

W regionie tym narodziły się i ścierały ze sobą wielkie religie świata: judaizm, chrześcijaństwo, islam, buddyzm, hinduizm. Był to tygiel, w którym rywalizowały ze sobą najróżniejsze grupy językowe, gdzie szwargotano nie tylko językami indoeuropejskimi, semickimi i chińsko-tybetańskimi, ale też eskimo-aleuckimi, tureckimi i kaukaskimi. Tutaj powstawały i umierały wielkie imperia, a skutki starć między rywalizującymi kulturami odczuwano tysiące kilometrów dalej. Dotarcie tam otwierało nowe sposoby postrzegania przeszłości – zyskiwało się świadomość, że świat złączony jest ścisłymi więzami, a to, co dzieje się na jednym kontynencie, ma wpływ na inny. Skutki zjawisk na stepach Azji Środkowej dawało się odczuć w Afryce Północnej, wydarzenia w Bagdadzie odbijały się echem w Skandynawii, odkrycia w Ameryce zmieniały ceny towarów w Chinach i powodowały wzrost popytu na konie w północnych Indiach.

Wstrząsy te przenosiły się wzdłuż sieci dróg rozciągających się w każdym kierunku. Podróżowali nimi pielgrzymi, wojownicy, nomadowie i kupcy, transportowano towary, wymieniano, dostosowywano i udoskonalano idee. Niosły nie tylko dobrobyt, ale także śmierć i przemoc, choroby i katastrofy. Pod koniec XIX wieku wybitny niemiecki geolog Ferdinand von Richthofen (stryj słynnego asa lotnictwa z pierwszej wojny światowej, „Czerwonego Barona”) nadał tej gęstej sieci powiązań nazwę, która się przyjęła: Seidenstrassen, „Jedwabne szlaki”8.

Drogi te były ośrodkowym układem nerwowym świata. Łączył ze sobą ludzi i miejsca, ale znajdował się tuż pod skórą i był niewidoczny dla ludzkiego oka. Tak jak anatomia tłumaczy sposób działania ciała, tak wiedza o tych połączeniach pozwala nam zrozumieć sposób funkcjonowania świata. A jednak historia głównego nurtu zapomniała o tej części globu, mimo jej znaczenia. Po trosze stało się tak z powodu „orientalizmu” – krytycznej, w przeważającej mierze negatywnej wizji Wschodu jako nierozwiniętego, gorszego od Zachodu, a przez to niewartego uwagi poważnych badaczy9. Nie był to jednak jedyny powód: w dominującej narracji o rozwoju Europy i całego świata Zachodu nie było miejsca dla tej jego części, którą od dawna uważano za peryferyjną.

Dziś Dżalalabad i Herat w Afganistanie, Faludża i Mosul w Iraku czy Homs i Aleppo w Syrii kojarzą się z religijnym fundamentalizmem i walkami wewnętrznymi. Teraźniejszość wymazała przeszłość: minęły już czasy, kiedy Kabul przywodził na myśl ogrody założone i pielęgnowane przez Babura, twórcę indyjskiego imperium Wielkich Mogołów. W Bagh-e Wafa (Ogrodzie Wierności) znajduje się sadzawka – na jej brzegach rosną pomarańcze i granaty, a wokół rozciąga się porosła koniczyną łąka, z której Babur był szczególnie dumny: „To najlepsza część ogrodu, kiedy pomarańcze nabierają koloru, wygląda najpiękniej. Zaprawdę, ogród jest wspaniale położony!”10.

Sposób, w jaki dziś patrzymy na Iran, także zatarł chwałę dawnej Persji, kiedy samo słowo „perski” przywodziło na myśl dobry smak – od podawanych na deser owoców, przez olśniewające miniatury wychodzące spod pędzla wybitnych artystów, po używany przez badaczy papier. Simi Niszapuri, bibliotekarz z Maszhadu we wschodnim Iranie, na przełomie XIV i XV wieku napisał piękne dzieło: staranne i szczegółowe porady dla innych miłośników książek. Jeśli ktoś myśli o pisaniu – radzi uroczyście Simi – musi wiedzieć, że najlepszy papier do kaligrafii pochodzi z Damaszku, Bagdadu i Samarkandy. Papier z innych miejsc „jest zazwyczaj chropowaty, nietrwały i robią się na nim kleksy”. Należy pamiętać – ostrzegał – że przed położeniem inkaustu dobrze jest papier nieco zabarwić, „bowiem biel drażni oczy i wiemy, że wszyscy mistrzowie kaligrafii używali papieru barwionego”11.

Świat obracał się wówczas wokół miejsc, których nazw dziś się już nie pamięta – Merwu, o którym al-Muqaddasi, podróżnik i geograf z X wieku, pisał, że jest „matką świata”, „miastem wspaniałym, eleganckim, olśniewającym, ogromnym i przyjemnym”, czy Reju, znajdującego się dziś na przedmieściach Teheranu, który w podobnym czasie określano mianem „narzeczonej świata”, „najpiękniejszego [dzieła] stworzenia” na ziemi12. Miasta leżące na kręgosłupie Azji łączyły Pacyfik z Morzem Śródziemnym niczym sznur pereł.

Metropolie konkurowały ze sobą, a rywalizacja między ich władcami i elitami sprawiała, że wznoszono coraz ambitniejsze konstrukcje, coraz bardziej olśniewające budowle. Biblioteki, kościoły, świątynie, obserwatoria astronomiczne, wielkie nie tylko z powodu swojej skali, ale i znaczenia dla kultury, łączyły Konstantynopol z Damaszkiem, Isfahanem, Samarkandą, Kabulem i Kaszgarem. W miastach tych działali wielcy badacze i naukowcy, którzy poszerzali granice swoich dyscyplin. Dziś pamięta się tylko o garstce z nich – Ibn Sinie, znanym lepiej jako Awicenna, al-Birunim, al-Chwarizmim – gigantach na polu astronomii, matematyki i medycyny, ale oprócz nich było jeszcze wielu innych. Przed nastaniem epoki nowożytnej, wiodącymi ośrodkami intelektualnymi świata, ówczesnymi Oksfordami i Cambridge’ami, Harvardami i Yale’ami, nie były wcale miasta Europy i Zachodu, ale Bagdad, Balch, Buchara czy Samarkanda.

Nie powinno nas dziwić to, że miasta, ludy i kultury tamtej części świata tak się rozwijały: handlując ze sobą, wymieniały się ideami, rozwijały filozofię, naukę, języki, religie. Postęp był kluczowy, z czego aż zbyt dobrze zdawał sobie sprawę Wuling, żyjący ponad dwa tysiące lat temu władca królestwa Zhao, leżącego na północno-wschodnich terenach obecnych Chin, na jednym z krańców Azji. „Umiejętność robienia rzeczy tak, jak robiło się kiedyś, nie wystarczy do tego, by ulepszyć świat dziś”, napisał w 307 roku p.n.e.13. Ówcześni władcy rozumieli, jak istotne jest trzymanie ręki na pulsie zmian.

Sytuacja uległa jednak zmianie na początku epoki nowożytnej, pod koniec XV wieku, kiedy dwie wielkie wyprawy morskie odebrały Azji palmę pierwszeństwa w kwestii postępu. W ostatniej dekadzie tego stulecia, w ciągu ledwie sześciu lat, położono fundamenty pod zasadniczą zmianę funkcjonującego od dawna systemu wymiany. Najpierw Krzysztof Kolumb przepłynął Atlantyk, wytyczając drogę do dwóch wielkich lądów, które dotychczas nietknięte, połączono z Europą i resztą świata. Kilka lat później Vasco da Gama zdołał opłynąć południowy kraniec Afryki i dotrzeć do Indii, otwierając tym samym nowe szlaki morskie. Odkrycia te zmieniły sposób wymiany – nie tylko handlowej – doprowadzając do zasadniczego przesunięcia politycznego i gospodarczego ośrodka ciężkości. Europa Zachodnia z zaścianka przerodziła się nagle w centrum rozrastającej się sieci komunikacyjnej, handlowej, wymiany dóbr i idei. Z dnia na dzień stała się nowym pomostem między Wschodem a Zachodem.

Rozwój Europy dał impuls do zajadłej walki o władzę i kontrolę nad przeszłością. Rywale wyrównywali między sobą krzywdy, a historię zmieniano tak, by podkreślić te motywy, koncepcje i wydarzenia, które dałoby się wykorzystać w ideologicznych starciach, towarzyszących walce o zasoby i kontrolę nad szlakami morskimi. Czołowi politycy i generałowie zamawiali swoje popiersia w togach, chcąc wyglądać jak historyczni rzymscy bohaterowie; wznosili wspaniałe, nowe budynki w klasycznym monumentalnym stylu klasycznym, stawiając się w roli bezpośrednich spadkobierców antyku i przywłaszczając sobie jego chwałę. Historię wypaczono i zmanipulowano, żeby stworzyć dominującą narrację, w której rozwój Zachodu był nie tylko naturalny i nieunikniony, ale po prostu stanowił kontynuację tego, co wydarzyło się wcześniej.

Z wielu powodów zacząłem inaczej patrzeć na przeszłość, ale jeden z nich był szczególnie istotny. W greckiej mitologii Zeus, ojciec bogów, wypuścił dwa orły z dwóch stron świata. W miejscu, gdzie się spotkały, kazał postawić święty kamień, pępek świata, omfalos, który pozwalał na porozumiewanie się z bogami. Później dowiedziałem się, że kamień ten od dawna fascynował filozofów i psychoanalityków14.

Pamiętam, jak wpatrywałem się w swoją mapę, kiedy po raz pierwszy usłyszałem tę opowieść. Zastanawiałem się, gdzie mogły spotkać się orły. Wyobrażałem sobie, że ruszają znad wschodnich brzegów Atlantyku i z pacyficznych wybrzeży Chin. Ilekroć próbowałem palcami zmierzyć równą odległość ze wschodu i z zachodu, miejsce wypadało trochę gdzie indziej, ale zawsze gdzieś między Morzem Czarnym a Himalajami. Leżałem w łóżku i nie mogłem spać. Myślałem o swojej mapie, orłach Zeusa i historii tej części świata – o tym, dlaczego nigdy nie wspominano o niej w książkach, które czytałem, i dlaczego nie ma ona nawet swojej nazwy.

Nie tak dawno Europejczycy podzielili Azję na trzy, ogólnie zarysowane strefy: Bliski Wschód, Środkowy Wschód i Daleki Wschód. Kiedy jako nastolatek słuchałem doniesień o aktualnych problemach świata, nazwa „Środkowy Wschód” zdążyła zmienić znaczenie: odnosiła się już do Izraela, Palestyny i tamtego rejonu, a także krajów Zatoki Perskiej. Nie mogłem zrozumieć, dlaczego ciągle wpajano mi do głowy, że kolebką cywilizacji był basen Morza Śródziemnego, skoro tak oczywiste było to, że narodziła się gdzie indziej. Prawdziwą kolebką, „środkiem ziemi” w dosłownym sensie – centrum świata – nie był wcale basen morza oddzielającego Europę od Afryki Północnej, ale samo serce Azji.

Mam nadzieję, że zdołam ośmielić innych do zgłębienia historii ludów i miejsc, które od pokoleń były ignorowane przez naukowców, do zadawania nowych pytań, otwierania nowych pól badawczych. Mam nadzieję, że zaczniemy zastanawiać się nad przeszłością, analizować i kwestionować truizmy. Przede wszystkim jednak chciałbym zainspirować czytelników niniejszej książki do tego, by zaczęli patrzeć na historię inaczej.

Worcester College, Oxford

kwiecień 2015 roku

Rozdział 1

Stworzenie Jedwabnego Szlaku

Od zarania dziejów środek Azji był miejscem, gdzie powstawały imperia. Aluwialne równiny Mezopotamii, nawadniane przez Tygrys i Eufrat, zapewniły podstawę cywilizacji jako takiej – to właśnie w tym rejonie powstały pierwsze osady i miasta. W Mezopotamii i całym rejonie „Żyznego Półksiężyca” – bardzo urodzajnym, obfitującym w wodę pasie ziemi od Zatoki Perskiej do wybrzeża Morza Śródziemnego – systematycznie rozwijało się rolnictwo. To właśnie tu, po raz pierwszy w historii, upowszechniono spisane prawa – niemal cztery tysiące lat temu babiloński król Hammurabi wyszczególnił obowiązki swoich poddanych i wyznaczył surowe kary za nieprzestrzeganie zasad15.

W owym tyglu narodziło się wiele królestw i imperiów, ale największe z nich stworzyli Persowie. Wyruszywszy ze swojej ojczyzny w dzisiejszym południowym Iranie, w VI wieku p.n.e. szybko zdominowali sąsiadów, dotarli do brzegów Morza Egejskiego, podbili Egipt i parli na wschód, aż do Himalajów. Zdaniem greckiego historyka Herodota, sukces Persów wynikał w dużej mierze z ich otwartości: „Obce zwyczaje przyjmują Persowie łatwiej niż wszyscy inni ludzie”, pisał. Gotowi porzucać własne stroje, ilekroć dochodzili do wniosku, że ubiór pokonanych wrogów jest lepszy, przejęli stroje Medów, a także Egipcjan16.

Gotowość do przyjmowania nowych idei i zwyczajów istotnie pomogła Persom w stworzeniu administracji pozwalającej na sprawne zarządzanie imperium zamieszkiwanym przez wiele różnych ludów. Dobrze wykształceni biurokraci nadzorowali bieżące sprawy państwa, rejestrowali wszystko – od wypłat dla robotników służących dworowi królewskiemu począwszy, na jakości i ilości dóbr, którymi obracano na targowiskach skończywszy. Dbali także o utrzymanie i naprawy dróg, które przecinały imperium i budziły zazdrość całego świata starożytnego17.

Sieć dróg łącząca wybrzeże Azji Mniejszej z Babilonem, Suzą i Persepolis umożliwiała przebycie ponad dwóch i pół tysiąca kilometrów w ciągu tygodnia. Osiągnięcie to budziło podziw Herodota, który pisał, że ani śnieg, ani deszcz, ani noc nie przeszkadzały w szybkim przekazywaniu listów18. Inwestowanie w rolnictwo i rozwój nowatorskich technologii irygacyjnych zwiększało plony i przyczyniało się do rozwoju miast, mogących wyżywić coraz więcej ludzi uprawami, które zbierano na pobliskich polach – i to nie tylko na żyznych, rolniczych terenach wzdłuż Tygrysu i Eufratu, ale też w dolinach wielkich rzek, Oksusu i Jaksartesu (dziś znanych jako Amu- -daria i Syr-daria), a od czasu, gdy w 525 roku p.n.e. perskie wojska zdobyły Egipt, także w delcie Nilu. Perskie imperium było krainą obfitości, która łączyła Morze Śródziemne z sercem Azji.

Jak pokazuje inskrypcja wyryta na skale w Behistunie, Persja prezentowała się jako oaza stabilności i uczciwości. Trzyjęzyczny tekst, po persku, elamicku i akadyjsku, chwali dokonania Dariusza Wielkiego, jednego z najsłynniejszych władców Persji – opisuje, jak uśmierzył bunty i rewolty, odparł inwazje zewnętrzne, nie skrzywdził ani biednych, ani możnych. W inskrypcji czytamy, że uczynił kraj bezpiecznym i że sprawiedliwie dbał o ludzi, ponieważ fundamentem jego królestwa była praworządność19. Słynna była perska tolerancja wobec mniejszości, a Cyrusa Wielkiego, który między innymi uwolnił Żydów z niewoli babilońskiej, określano mianem „mesjasza”, pobłogosławionego przez „Pana, Boga Niebios”20.

W starożytnej Persji kwitł handel przynoszący władcom dochody, które pozwalały na finansowanie ekspedycji wojskowych, dostarczających imperium kolejnych zysków. Dzięki nim można było również folgować gustom powszechnie znanym z ekstrawagancji. W wielkich miastach, Babilonie, Persepolis, Pasargadach i Suzie, wzniesiono olśniewające budowle – w Suzie król Dariusz wystawił wspaniały pałac, wykorzystując najwyższej jakości heban, srebro z Egiptu, cedry z Libanu, najlepsze złoto z Baktrii, lapis-lazuli i cynober z Sogdiany, turkusy z Chorezmu i kość słoniową z Indii21. Persowie słynęli z zamiłowania do przyjemności i według Herodota wystarczyło, że usłyszeli o jakimś nowym zbytku, a już pragnęli w nim zasmakować22.

Podwaliny pod tę handlową wspólnotę położyła wojownicza armia, która jednak nie tylko pomagała poszerzać granice, lecz także ich broniła. Persja musiała nieustannie mierzyć się z zagrożeniem z północy – zdominowanej przez nomadów, którzy zamieszkiwali pas półpustynnych, trawiastych równin, zwanych stepami, ciągnących się od Morza Czarnego, przez Azję Środkową, aż po Mongolię. Owi nomadowie znani byli ze swej dzikości – mawiano, że piją krew wrogów, noszą ubrania z ich skalpów, a czasami nawet jedzą ciała swoich ojców. Kontakty z nomadami były skomplikowane – choć zwyczajowo opisywano ich jako chaotycznych i nieprzewidywalnych, byli jednak ważnymi partnerami handlowymi, dostawcami zwierząt, zwłaszcza wyśmienitych koni. Mogli jednak spowodować katastrofę, jak w VI wieku p.n.e., kiedy Cyrus Wielki, twórca perskiego imperium, zginął w trakcie próby podporządkowania sobie Scytów. Herodot pisze, że głowę Cyrusa obwożono w wypełnionym krwią bukłaku, aby zaspokoić jego nienasyconą żądzę krwi23.

To wyjątkowe niepowodzenie nie zatrzymało jednak perskiej ekspansji. Greccy dowódcy spoglądali na wschód z mieszaniną lęku i szacunku, starając się nauczyć od Persów taktyki bitewnej oraz posiąść ich technologię. Tacy twórcy jak Ajschylos posługiwali się zwycięstwami nad Persami, by wychwalać umiejętności wojskowe Greków oraz przychylność bogów, upamiętniając w sztukach teatralnych i literaturze bohaterski opór, jaki stawiała Hellada perskim najeźdźcom24.

„Przybywam tutaj – mówi Dionizos w monologu otwierającym Bachantki – z krain złotorodnych […], od słońca wyschłych równin Persów”, z otoczonych murami miast Baktrii, z leżącej nad morzem krainy chronionej przez piękne wieże strażnicze. Mieszkańcy Azji i Wschodu na długo przed Grekami brali udział w boskich misteriach Dionizosa25.

Nie było osoby, która by uważniej czytała te dzieła, niż Aleksander Macedoński. Kiedy tylko objął tron – po tym, jak w 336 roku p.n.e. został zamordowany jego ojciec, wspaniały król Filip – nikt nie miał wątpliwości, w którym kierunku zwróci się młody, żądny chwały dowódca. Nawet przez chwilę nie myślał on o Europie, która nie miała do zaoferowania niczego: ani miast, ani kultury, ani prestiżu, ani laurów. Dla Aleksandra, jak dla wszystkich starożytnych Greków, kultura, idee i możliwości – ale też zagrożenia – przychodziły ze wschodu. Nic dziwnego, że jego wzrok spoczął na największym mocarstwie antyku: Persji.

Błyskawicznym uderzeniem pozbywszy się perskich satrapów z Egiptu, w 331 roku p.n.e. poprowadził frontalny atak w samo serce imperium. Do decydującego starcia doszło pod koniec tego samego roku na pylistej równinie pod Gaugamelą, w pobliżu dzisiejszego miasta Irbil w irackim Kurdystanie. Aleksander zadał spektakularną klęskę znacznie większej armii perskiej, dowodzonej przez Dariusza III – być może dlatego, że był w pełni wypoczęty po dobrze przespanej nocy. Jak podaje Plutarch, Aleksander nalegał na odpoczynek przed wydaniem przeciwnikowi bitwy i spał tak mocnym snem, że jego zaniepokojeni wodzowie musieli obudzić go siłą. Ubrawszy się w swój ulubiony strój, włożył elegancki, wypolerowany hełm, „błyszczący jak czyste srebro”, chwycił w prawą dłoń sprawdzony miecz i powiódł swoich żołnierzy ku oszałamiającemu zwycięstwu, które otworzyło przed nimi bramy imperium26.

Preceptorem Aleksandra był Arystoteles i młody władca został wychowany w przekonaniu, że oczekuje się od niego wielkich rzeczy. Nie zawiódł pokładanych w nim nadziei. Po tym, jak pod Gaugamelą rozniósł w pył perskie armie, ruszył dalej na wschód. Poddawało mu się miasto za miastem, zdobywał kolejne ziemie pokonanych wrogów. U stóp młodego bohatera legły miejsca legendarnych wielkości, bogactwa i piękna. Poddał mu się Babilon – jego mieszkańcy udekorowali drogę do miasta girlandami kwiatów, a po bokach trasy ustawili srebrne ołtarze, na których płonęły stosy kadzidła i wonnych ziół. Zdobywcy ofiarowano w darze klatki z lwami i panterami27. Nie minęło wiele czasu, a w rękach Aleksandra i jego ludzi znalazła się cała Droga Królewska, łącząca najważniejsze miasta Persji oraz wybrzeże Azji Mniejszej z Azją Środkową.

Choć część współczesnych historyków lekceważy tego „pijanego, młodocianego zbira”, można powiedzieć, że Aleksander potrafił zaskakująco życzliwie obchodzić się z nowo podbitymi ziemiami i ludami28. Kiedy chodziło o miejscowe zwyczaje i wierzenia religijne, często łagodził spory, okazując nie tylko tolerancję, ale i szacunek: miało go zasmucić zbezczeszczenie grobowca Cyrusa Wielkiego, więc nie tylko odnowił ołtarz, ale też ukarał winnych jego sprofanowania29. Aleksander zadbał też o to, by Dariusz III, zamordowany przez jednego ze swoich przybocznych i porzucony na wozie, otrzymał pochówek godny swojej pozycji – jego ciało pogrzebano obok innych królów perskich30.

Aleksander rozciągał swoją władzę nad kolejnymi ziemiami także dlatego, że gotów był polegać na miejscowych elitach. Miał powiedzieć: „Jeśli chcemy posiąść Azję, a nie tylko przejść przez nią, powinniśmy okazać naszą łagodność jej narodom. Ich wierność utrwali i wieczną uczyni naszą władzę”31. Kontrolę nad zdobytymi miastami i terytoriami zostawiono w ręku lokalnych oficjeli i dotychczasowych elit. Chcąc podkreślić swoją akceptację dla miejscowych zwyczajów, Aleksander przyjął tradycyjną tytulaturę i zaczął nosić perskie stroje. Chętnie pozwalał portretować się nie w roli zwycięskiego najeźdźcy, ale ostatniego dziedzica starożytnego królestwa – mimo szyderstw ze strony tych, którzy powtarzali wszystkim wkoło, że przyniósł tylko nędzę i utopił kraj we krwi32.

Należy pamiętać, że większość wiadomości na temat kampanii, sukcesów i poczynań Aleksandra czerpiemy od późniejszych historyków, których opisy są często wyidealizowane, pełne entuzjazmu wobec wyczynów młodego dowódcy33. Mimo to, nawet jeśli powinniśmy ostrożnie podchodzić do sposobu opisywania przez źródła upadku Persji, prędkość, z jaką Aleksander parł na wschód i poszerzał granice swojego państwa, mówi sama za siebie. Energicznie zakładał nowe miasta, zazwyczaj noszące jego imię, choć dziś częściej znane pod innymi nazwami: Herat (Aleksandria Ariana), Kandahar (Aleksandria Arachozyjska) czy Bagram (Aleksandria na Kaukazie). Budowa tych placówek – i wzmocnienie innych, leżących jeszcze dalej na północ, aż do Kotliny Fergańskiej – wyznaczyło nowe punkty na kręgosłupie Azji.

Nowe, silnie bronione miasta, a także potężne twierdze i forty wznoszono przede wszystkim w celu obrony przed zagrożeniem ze strony stepowych plemion, biegłych w przeprowadzaniu niszczycielskich ataków na wiejskie społeczności. Program fortyfikacyjny Aleksandra miał na celu ochronę nowych, dopiero co podbitych ziem. Dokładnie w tym samym czasie podobne rozwiązania stosowano na jeszcze dalszym wschodzie. Chińczycy wypracowali wcześniej koncepcję huaxia, oznaczającą cywilizowany świat, któremu rzucają wyzwanie ludy stepowe. Ponieważ kierowano się tą samą zasadą, którą przyjął Aleksander: ekspansja bez obrony jest bezużyteczna, za sprawą intensywnego programu budowlanego sieć fortyfikacji przekształciła się w Wielki Mur34.

Wróćmy do IV wieku p.n.e. Aleksander niestrudzenie prowadził swoją kampanię, zatoczył koło przez góry Hindukusz i zszedł w dół doliną Indusu, zakładając kolejne twierdze, które obsadzał garnizonami. Musiał jednak ciągle mierzyć się z protestami swoich żołnierzy, zmęczonych i tęskniących za domem. Kiedy w 323 roku p.n.e. umarł w Babilonie – w okolicznościach, które do dziś spowija aura tajemnicy – z militarnego punktu widzenia jego osiągnięcia były po prostu oszałamiające35. Prędkość i zasięg jego podbojów robiły wielkie wrażenie. Nie mniej imponująca – choć znacznie częściej ignorowana – była skala spuścizny, jaką po sobie zostawił: tego, jak bardzo wpływy starożytnej Grecji splotły się z dziedzictwem Persji, Indii, Azji Środkowej, a wreszcie i Chin.

Choć po nagłej śmieci Aleksandra nastąpił okres zawirowań i walk wewnętrznych między jego ważniejszymi dowódcami, szybko wyłonił się nowy przywódca wschodniej części podbitych ziem: urodzony w Macedonii oficer o imieniu Seleukos, który wziął udział w większości wypraw zmarłego monarchy. Kilka lat po śmierci swojego patrona został władcą ziem rozciągających się od Tygrysu po Indus – tak rozległych, że wydawały się nie tyle królestwem, ile kolejnym imperium. Założył dynastię Seleucydów, która miała panować przez niemal trzy stuleciaI36. Często lekceważy się zwycięstwa Aleksandra, zbywa się je jako błyskotliwą serię krótkoterminowych sukcesów, a jego dziedzictwo określa mianem efemerycznego. Nie były to jednak przejściowe osiągnięcia – stanowiły początek nowego rozdziału w dziejach całego regionu leżącego między Morzem Śródziemnym a Himalajami.

Pierwsze dziesięciolecia po śmierci Aleksandra przyniosły stopniową, ale wyraźną hellenizację – na wschodzie wprowadzano idee, motywy i symbole rodem ze starożytnej Grecji. Potomkowie jego generałów pamiętali o swoich greckich korzeniach i wyraźnie je podkreślali, choćby na monetach, które bito w ważnych miastach leżących w strategicznych punktach szlaków handlowych lub w kwitnących rejonach rolniczych. Monety te miały standardową postać: na awersie portret ówczesnego władcy, z diademem na kręconych włosach, zawsze patrzącego w prawo, tak jak Aleksander, a na rewersie podpisany greckimi literami portret Apolla37.

Grekę można było usłyszeć – i przeczytać – w całej Azji Środkowej i w dolinie Indusu. W dzisiejszym Ajchanom, nowym mieście, które Seleukos założył w północnym Afganistanie, na murze heroonuII wyryto maksymę z Delf, w tym i takie słowa:

Jako dziecko, bądź grzeczny.

Jako młodzieniec, bądź opanowany.

Jako dorosły, bądź prawy.

Jako starzec, bądź mądry.

Jako umierający, wyzbądź się bólu38.

Jak pokazują baktryjskie dokumenty dotyczące podatków i żołdu, pochodzące z około 200 roku p.n.e., greka była w codziennym użyciu przez ponad sto lat po śmierci Aleksandra39. Język ten głęboko wsiąkł w indyjski subkontynent i niektóre edykty największego z wczesnoindyjskich monarchów, Aśoki, władcy państwa Maurjów, wydawano w greckim tłumaczeniu, oczywiście z myślą o miejscowej ludności40.

Zdumiewająca była żywotność wymiany kulturalnej, do jakiej dochodziło, kiedy zderzały się Europa i Azja. Posągi Buddy pojawiły się dopiero po tym, jak do doliny Gandhary i zachodnich Indii dotarł kult Apolla. Sukcesy nowej religii sprawiły, że buddyści poczuli się zagrożeni i sami zaczęli tworzyć podobizny. Co więcej, związki między greckimi rzeźbami a najwcześniejszymi posągami Buddy dotyczą nie tylko daty powstania tych drugich, ale też ich formy: greckie wpływy są w nich tak widoczne, że wzorcem dla nich musiał być Apollo. Choć wcześniej buddyści sprzeciwiali się tworzeniu wizerunków, konkurencja zmusiła ich do reakcji: zapożyczenia i nowatorstwa41.

Pochodzące z dzisiejszego południa Tadżykistanu kamienne ołtarze, ozdobione greckimi inskrypcjami, podobizny Apolla, wyśmienite miniatury z kości słoniowej przedstawiające Aleksandra, pokazują, jak daleko sięgały wpływy Zachodu42. Podobnie było z symbolami przewagi kulturalnej Śródziemnomorza. Azjatyckich Greków bardzo ceniono w Indiach na przykład z powodu ich wiedzy naukowej: „Są barbarzyńcami – czytamy w tekście znanym jako Garga Samhita – ale narodziła się u nich wiedza astronomiczna i z tego powodu musimy ich czcić niczym bogów”43.

Plutarch pisał, że za sprawą Aleksandra teologii greckiej nauczano nawet w Indiach, a cześć bogom olimpijskim oddawano w najróżniejszych zakątkach Azji. W Persji i jeszcze dalej młodzi ludzie wychowywali się, czytając Homera, „recytując tragedie Sofoklesa i Eurypidesa”, a w dolinie Indusu uczono się greki44. Być może dlatego, jak twierdzą niektórzy, w wielkich dziełach literatury trafiają się zapożyczenia. Sugeruje się, na przykład, że sanskrycki epos Ramajana wiele zawdzięcza Iliadzie i Odysei, a motyw porwania Sity przez Rawanę to bezpośrednie echo ucieczki Heleny z trojańskim księciem Parysem. Wpływy i inspiracje płynęły także w drugą stronę. Część badaczy uważa, że odbicie indyjskich tekstów, na przykład Mahabharaty, widać w Eneidzie45. Idee, motywy i opowieści podróżowały gościńcami, niesione przez podróżników, kupców i pielgrzymów. Zwycięstwa Aleksandra utorowały drogę, pomogły poszerzyć horyzonty ludów zamieszkujących nie tylko podbite przez niego ziemie, ale także ich pogranicza i krainy położone jeszcze dalej, które w ten sposób zetknęły się z nowymi ideami, wizerunkami i koncepcjami.

Wpływy te dotarły nawet do mieszkańców dzikich stepów, co wyraźnie widać po wspaniałych przedmiotach, jakie składano w grobach wysoko postawionych nomadów. W tych, które znaleziono w Tela Tappa w północnym Afganistanie, widać wpływy greckie, ale także syberyjskie, indyjskie i jeszcze dalsze. W zamian za luksusowe przedmioty koczownicy sprzedawali konie i zwierzęta hodowlane. Czasami w ten sam sposób płacono im trybut, w zamian otrzymując gwarancję pokoju46.

Rosnące ambicje Chin przyspieszyły włączenie stepów w sieć światowych, głęboko ze sobą splecionych powiązań. W czasach dynastii Han (206 rok p.n.e. – 220 rok n.e.) fala ekspansji przesunęła granice państwa jeszcze dalej, sięgając aż regionów nazywanych wówczas Xiyu („Rejony Zachodnie”), a dziś należących do prowincji Xinjiang („Nowe Kresy”). Leży ona za Korytarzem Gansu, długim na prawie tysiąc kilometrów szlakiem, który łączy interior Chin ze znajdującym się w oazie miastem Dunhuang, ważnym punktem na skraju pustyni Takla Makan. W Dunhuangu droga rozdwajała się – można było wybrać szlak wzdłuż północnego lub wzdłuż południowego skraju pustyni, przy czym oba i tak spotykały się w Kaszgarze, gdzie schodziły się łańcuchy górskie: Himalaje, Pamir, Tien-szan i Hindukusz47.

Poszerzenie horyzontów Chin połączyło Azję. Dotychczas szlaki te blokowały plemiona Yuezhi, a zwłaszcza Xiongnu, plemiona nomadów, które tak jak Scytowie w Azji Środkowej, stwarzały ciągłe zagrożenie, ale były zarazem ważnym partnerem handlowym – chińskie źródła z czasów dynastii Han, z II wieku p.n.e., podają, że od ludów stepowych kupowano dziesiątki tysięcy sztuk bydła48. Prawdziwie niezaspokojone było jednak chińskie zapotrzebowanie na konie. Napędzała je potrzeba utrzymania w ciągłej gotowości skutecznych sił zbrojnych, które mogły równocześnie zagwarantować spokój wewnętrzny w granicach Chin, jak i odpowiadać na ataki i zagony Xiongnu czy innych plemion. Konie z zachodniej części Xinjiangu ceniono bardzo wysoko i na handlu nimi wodzowie plemion mogli zbić fortunę. Jeden z władców plemiennych Yuezhi sprzedał konie Chińczykom, a ogromną ilość złota, którą otrzymał w zamian, sprzedał następnie innym wodzom – inwestycja zwróciła mu się dziesięciokrotnie49.

Najsłynniejsze i najcenniejsze rumaki hodowano w Kotlinie Fergańskiej, po drugiej stronie Pamiru, olśniewającego łańcucha gór, biegnącego przez tereny dzisiejszego wschodniego Tadżykistanu i północno-wschodniego Afganistanu. Konie te podziwiano z powodu ich siły, a w chińskich źródłach pisano o nich jako o hanxue ma, „pocących się krwią” – charakterystyczny, czerwony pot wywoływał albo miejscowy pasożyt, albo nadzwyczajnie cienka skóra tych zwierząt, sprawiająca, że w czasie wysiłku pękały im naczynia krwionośne. Wyjątkowo olśniewające okazy zyskiwały sławę, stawały się tematem wierszy, rzeźb i obrazów. Określano je mianem tianma – boskich, niebiańskich koni50. Niektóre towarzyszyły swoim właścicielom w zaświaty: jednego z cesarzy złożono do grobu razem z osiemdziesięcioma ulubionymi rumakami – miejsca pochówku strzegły posągi dwóch ogierów oraz wojownik z terakoty51.

Stosunki z Xiongnu, którzy panowali nad stepami Mongolii i łąkami północnych Chin, nie zawsze były łatwe. Ówcześni historycy uznawali ludy stepowe za barbarzyńców niestroniących od jedzenia surowego mięsa i picia krwi. Pewien autor pisał o nich: „zaprawdę jest to lud opuszczony przez niebiosa”52. Chińczycy woleli płacić im trybut, niż ryzykować najazdy na swoje miasta. Do nomadów (od dzieciństwa uczonych łapania szczurów i ptaków, a potem lisów i zajęcy) regularnie wysyłano posłów, którzy w imieniu cesarza uprzejmie pytali o zdrowie najwyższego wodza53. Wytworzył się oficjalny system płacenia trybutu – w zamian za pokój nomadowie otrzymywali luksusowe podarunki, w tym ryż, wino i tkaniny. Najważniejszym z wręczanych im towarów był jedwab, lekki i miękki w dotyku, ceniony przez koczowników jako materiał na odzież i pościel. Stanowił również symbol władzy politycznej i społecznej: ogromne ilości cennego jedwabiu, którym obsypywano chanyu (najwyższego wodza plemion), świadczyły o jego pozycji i pozwalały mu wynagradzać bliskich sobie ludzi54.

Sumy płacone w zamian za pokój były pokaźne. W I wieku p.n.e., na przykład, Xiongnu otrzymali trzydzieści tysięcy bel jedwabiu i podobną ilość przędzy, a także trzysta siedemdziesiąt szat55. Część urzędników uważała, że zamiłowanie nomadów do luksusu przyczyni się do ich upadku. „Teraz lubujecie się w chińskich rzeczach”, odważnie oświadczył pewien chiński poseł jednemu z wodzów. „Wasze zwyczaje się zmieniają”. Poczynił śmiałe przypuszczenie, że „Chiny ostatecznie zjednają sobie cały lud Xiongnu”56.

Były to jednak próżne nadzieje. Dyplomacja, która zapewniała pokój i dobre stosunki wzajemne, zebrała swoje żniwo, tak finansowe, jak i polityczne: płacenie trybutu było kosztowne i świadczyło o politycznej słabości. Z czasem nadeszła chwila, kiedy władcy Chin z dynastii Han postanowili rozprawić się z Xiongnu raz na zawsze. Po pierwsze, podjęli zbiorowy wysiłek, żeby przejąć bogate rolniczo regiony Xiyu na zachodzie. W 119 roku p.n.e. dobiegła końca trwająca dekadę seria kampanii wojennych, w których Chińczycy przejęli kontrolę nad Korytarzem Gansu i odepchnęli nomadów dalej. Na zachodzie znajdowały się góry Pamir, a za nimi nowy świat. Chiny otwarły wrota wiodące do transkontynentalnej sieci powiązań – w tej chwili narodził się Jedwabny Szlak.

Ekspansja Chin wzmogła zainteresowanie tym, co leżało poza granicami cesarstwa. Urzędnikom polecono dowiedzieć się czegoś o krainach po drugiej stronie gór i przygotować na ten temat raporty. Jeden z nich zachował się w Shiji (Zapiski historyka), autorstwa Sima Qiana, syna Wielkiego Historyka (Taishi) dworu cesarskiegoIII. Sima Qian pracował nad swoim dziełem nawet wtedy, kiedy popadł w niełaskę i został wykastrowany – ośmielił się bowiem stanąć w obronie pewnego młodego, narwanego generała, który poprowadził wojska ku klęsce57. Sima Qian starannie wyłożył to, co udało mu się dowiedzieć o historii, gospodarki i armii ludów doliny Indusu, Persji i Azji Środkowej. Napisał, że królestwa tego ostatniego rejonu są słabe, właśnie na nich skupia się bowiem uwaga wypartych przez Chińczyków nomadów. Mieszkańcy tych krain „są kiepscy w używaniu broni”, ale „znają się na handlu”, a na kwitnących targach stołecznej BaktryIV „kupuje się i sprzedaje najróżniejsze dobra”58.

Handel Chin ze światem zewnętrznym rozwijał się powoli. Pokonywanie szlaków handlowych na obrzeżach pustyni Gobi nie było łatwe – szczególnie na terenach leżących za Nefrytowymi Wrotami, graniczną fortecą, przez którą karawany podróżników wyruszały na zachód. Dotarcie z jednej oazy do drugiej po pokonaniu zdradzieckich terenów było trudne i to bez względu na to, czy droga wiodła przez pustynię Takla Makan, przez przełęcze gór Tien-szan czy przez Pamir. Trzeba było radzić sobie ze skrajnymi temperaturami – między innymi z tego właśnie powodu tak ceniono baktriany. Zwierzęta te, wytrzymałe, zdolne wytrwać w surowych, pustynnych warunkach, przeczuwały też – jak pisał jeden z autorów – nadejście śmiertelnie niebezpiecznych burz piaskowych. „Natychmiast zaczynały zbijać się w kupę i warczeć”, co było znakiem dla kupców i przewodników karawan, by „zakryli sobie nos i usta, owijając je wojłokiem”. Bez wątpienia jednak wielbłądy bywały zawodnymi wiatrowskazami: w źródłach czytamy o tym, że karawany mijały na szlaku wiele padłych zwierząt i szkieletów59. W tak trudnych warunkach stawka musiała być wystarczająco wysoka, by opłacało się podjąć ryzyko. Choć na targi Baktrii, leżącej tysiące kilometrów od Syczuanu, trafiały tamtejsze tkaniny czy bambus, na tak duże odległości transportowano przede wszystkim towary rzadkie i drogocenne60.

Pierwszorzędne znaczenie miał handel jedwabiem. Odgrywał on ważną rolę w świecie starożytnym nie tylko dlatego, że był tak cenny dla koczowników. W czasach dynastii Han żołd wypłacano żołnierzom nie tylko w monetach, ale właśnie i w jedwabiu. Z pewnego punktu widzenia była to najpewniejsza waluta: wybicie odpowiedniej liczby monet mogło stwarzać problemy, poza tym i tak nie w całych Chinach ich używano. To sprawiało trudności, kiedy przychodził czas wypłaty żołdu – wojsko często prowadziło działania w odległych rejonach, gdzie pieniądze nie miały żadnej wartości. Z kolei zboże z czasem się psuło. Z tego powodu jako waluty regularnie używano szpulek surowego jedwabiu – płacono nimi żołd, ale także pobierano w nich grzywny, na przykład od mnichów z pewnego buddyjskiego klasztoru w Azji Środkowej, którzy złamali regułę61. Jedwab stał się nie tylko towarem luksusowym, lecz także międzynarodową walutą.

Chińczycy regulowali handel i w tym celu stworzyli system oficjalnej kontroli kupców, którzy przybywali spoza granic cesarstwa. Olśniewająca kolekcja trzydziestu pięciu tysięcy tekstów z garnizonowego miasta Xuanquan, nieopodal Dunhuangu, daje nam żywy obraz codziennej egzystencji w miasteczku leżącym u wrót Korytarza Gansu. Z tekstów tych, utrwalonych na bambusowych i drewnianych tabliczkach, dowiadujemy się, że wjeżdżający do Chin musieli trzymać się wyznaczonych tras, otrzymywali pisemne przepustki, a urzędnicy regularnie ich spisywali, chcąc mieć pewność, że wszyscy, którzy wjechali do kraju, ostatecznie go opuścili. Każdy gość miał swoje dossier niczym dzisiejszy gość hotelowy: odnotowywano, ile wydał na jedzenie, skąd pochodzi, jakim tytułem się posługuje i w jakim kierunku zmierza62.

Nie należy uważać tego za czczą inwigilację, ale przede wszystkim za chęć dokładnego odnotowania tego, kto przybywa do Chin i kto z nich wyjeżdża, w jakim celu, a przede wszystkim – z uwagi na cła – jaka jest wartość przywiezionych i sprzedanych przez niego dóbr. To, że techniki te były tak wyrafinowane i że wprowadzono je tak wcześnie, pokazuje, w jaki sposób dwór cesarski w Chang’anie (dzisiejszym Xi’anie), a od I wieku n.e. w Luoyangu, radził sobie ze światem, który kurczył się na jego oczach63. Dziś patrzymy na globalizację jak na zjawisko wyjątkowe i charakterystyczne dla czasów obecnych, ale była ona też faktem dwa tysiące lat temu – bywała okazją, tworzyła problemy, przynosiła postęp technologiczny.

Redaktorzy inicjujący: Dorota Nowak, Elżbieta Kalinowska

Redaktorzy prowadzący: Andrzej Szewczyk, Dominika Cieśla-Szymańska

Przekład: Piotr Tarczyński (Wstęp, rozdziały 1–4, 9–12, 17–20, 25 i Podsumowanie), Szymon Żuchowski (rozdziały 5–8, 13–16, 21–24).

Redakcja: Jan Jaroszuk

Konsultacja historyczna: Piotr Tarczyński

Konsultacja sinologiczna: Agnieszka Walulik

Konsultacja iranistyczna: Piotr Bachtin

Korekta: Karolina Wąsowska, Małgorzata Kuśnierz

Mapy: ML Design

Polonizacja map: Dariusz Ziach

Projekt okładki © by Emma Ewbank

Projekt okładki wydania polskiego na podstawie wersji oryginalnej: Bogdan Kuc

Skład i łamanie: Dariusz Ziach

Grupa Wydawnicza Foksal Sp. z o.o.

00-391 Warszawa, al. 3 Maja 12

tel./faks (22) 646 05 10, 828 98 08

biuro@gwfoksal.pl

www.gwfoksal.pl

ISBN 978-83-280-5176-8

Skład wersji elektronicznej: Michał Olewnik / Grupa Wydawnicza Foksal Sp. z o.o.

i Michał Latusek / Virtualo Sp. z o.o.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Jedwabne szlaki Pierwsza krucjata. Wezwanie ze Wschodu 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Wyzwolenie zwierząt Bóg nie jest automatem do kawy. Rozmowa z księdzem Zbigniewem Czendlikiem Pokochawszy: O miłości w języku Porwanie Edgarda Mortary Z nienawiści do kobiet Niebo jest nasze