Ortoreksja. Zdrowe odżywianie - rozsądek czy już obsesja?

Ortoreksja. Zdrowe odżywianie - rozsądek czy już obsesja?

Autorzy: Renee McGregor

Wydawnictwo: Laurum

Kategorie: Hobby

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 31.92 zł

Gdy zdrowe odżywianie staje się obsesją…

Ortoreksja to zaburzenie odżywiania, które trudno rozpoznać. Nagle przestaje chodzić o oczyszczenie organizmu czy ograniczenie liczby spożywanych kalorii. Rezygnacja z pewnych produktów w imię „czystości” czy idealnej diety może szybko przerodzić się w trudny do przezwyciężenia nawyk, który będzie pociągać za sobą poważne konsekwencje w sferze zdrowia fizycznego i psychicznego. Niebezpieczeństwo popadnięcia w obłęd zdrowego odżywiania dodatkowo potęguje współczesny świat. Ogólny skutek zalewu informacji i dezinformacji w mediach jest taki, że toniemy w morzu dezorientacji i sprzeczności – a ludzie podatni stają się jeszcze bardziej podatni.

Dietetyk, specjalistka w dziedzinie zdrowego żywienia i zaburzeń odżywiania, Renee McGregor, po raz pierwszy ujawnia prawdę, która kryje się za maską niebezpiecznych diet. Powołując się na doświadczenia z pierwszej ręki i liczne analizy, autorka przedstawia narzędzia, dzięki którym osoby dotknięte tym problemem mogą powrócić do zrównoważonego i naprawdę zdrowego modelu odżywiania się.

***

Lektura obowiązkowa dla każdego, kto się martwi, że mógł przesadzić ze „zdrowym” stylem życia. Renee McGregor podchodzi do tego ważnego tematu rzetelnie i z wielką empatią. To przystępna i merytorycznie poważna książka, pełna praktycznych rad.

Emma Woolf, autorka książki Perfekcyjna – w pułapce anoreksji

Ta książka jest aktualna i ważna. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że stanowić będzie ważny punkt odniesienia – żeby nie powiedzieć koło ratunkowe – dla ludzi dotkniętych tym ciągle jeszcze mało znanym zaburzeniem. Mam nadzieję, że będzie to również jakże potrzebny przełomowy głos, który przedrze się przez często szkodliwą retorykę branży wellness. Ta mądra i pouczająca analiza zagadnienia może zainspirować nowe pokolenie guru wellness do zastanowienia się nad konsekwencjami głoszonego przez nich przesłania.

Anthony Warner, autor książki The Angry Chef

Tytuł oryginału: Orthorexia: When Healthy Eating Goes Bad. Renee McGregor

Przekład: Magda Witkowska

Redakcja: Monika Marczyk

Korekta: Maria Żółcińska

Projekt okładki: Michał Duława | michaldulawa.pl

Skład: Camélia Dizajn

Opracowanie wersji elektronicznej:

Copyright © Watkins Media Limited 2017

Text Copyright © Renee McGregor 2017

nourishbooks.com

All rights reserved

Copyright © 2018 for the Polish edition by MT Biznes Ltd.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentów niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci zabronione. Wykonywanie kopii metodą elektroniczną, fotograficzną, a także kopiowanie książki na nośniku filmowym, magnetycznym, optycznym lub innym powoduje naruszenie praw autorskich niniejszej publikacji. Niniejsza publikacja została elektronicznie zabezpieczona przed nieautoryzowanym kopiowaniem, dystrybucją i użytkowaniem. Usuwanie, omijanie lub zmiana zabezpieczeń stanowi naruszenie prawa.

Warszawa 2018

MT Biznes Sp. z o.o.

www.mtbiznes.pl

www.laurum.pl

handlowy@mtbiznes.pl

ISBN 978-83-8087-535-7 (format epub)

ISBN 978-83-8087-536-4 (format mobi)

Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Spis treści

Przedmowa

Wprowadzenie

Rozdział 1. Co to jest ortoreksja

Rozdział 2. Dieta i odżywianie się. Poszukiwania ortorektycznego złota głupców

Rozdział 3. Jak uciec od ortoreksji

Rozdział 4. Z myślą o przyszłości

Słowo na zakończenie

Zasoby

Podziękowania

Przedmowa

Jakże skomplikowaną kwestią stało się w naszych czasach jedzenie. Człowiek idzie przez współczesne miasto i na każdym kroku napotyka najróżniejsze opcje. Każdy kęs jedzenia wkładamy do ust z lekkim niepokojem, zastanawiając się, co się od tego stanie z naszym ciałem. Przecież tyle się mówi o tym, że niektóre rzeczy są dla nas „dobre” (na przykład awokado), a inne „złe” (cukier). To nie jest też do końca tak, że całkowicie bezpodstawnie patrzymy podejrzliwym okiem na współczesną żywność. Ludziom nigdy wcześniej się nie zdarzało tak często chorować nie z powodu niedożywienia, lecz z przejedzenia. Cukrzyca typu drugiego i inne choroby związane z nieprawidłowym odżywianiem się szaleją dziś jak nigdy. W naszym świecie jedzenie jest wszędzie, ale z jakiegoś powodu nie możemy już automatycznie zakładać, że ma wysoką wartość odżywczą i pomoże nam zachować siły. Nie ma zatem nic dziwnego w tym, że czujemy się tak zdezorientowani i tak nieszczęśliwi, gdy przychodzi nam myśleć o doborze posiłków. Chcielibyśmy wierzyć, że istnieje jakiś idealny zbiór zasad żywienia, które pozwoliłyby nam rozwiać wszelkie dylematy.

Czasy takie jak nasze to złoty okres dla najróżniejszych guru skłonnych obiecywać proste rozwiązania. Tyle że w praktyce te rozwiązania okazują się już nie do końca takie proste. Tak naprawdę też niczego nie rozwiązują, bo są to niebezpieczne pomysły, które stają się źródłem zupełnie nowych problemów. Skoro we współczesnych dietach brakuje warzyw, to być może – podpowiadają guru – należałoby wybrać rozwiązanie, które sprowadzać się będzie do jedzenia wyłącznie warzyw? W mediach społecznościowych aż się roi od różnego rodzaju proroków dobrostanu, którzy obiecują nam idealne zdrowie – i promienną skórę! – jeśli tylko zrezygnujemy całkowicie z węglowodanów i cukrów, a żyć będziemy wyłącznie na składnikach takich jak olej kokosowy, jarmuż czy warzywa pocięte w nitki. Mózgi nam już parują od tych wszystkich sprzecznych komunikatów na temat żywności. Jedzenie teoretycznie powinno być źródłem prostej przyjemności, dostępnej dla każdego człowieka. Ze smutkiem trzeba jednak stwierdzić, że u wielu osób budzi raczej poczucie winy lub lęk. Aby wypracować sobie zdrowy stosunek do jedzenia, trzeba samodzielnie wytyczyć ścieżkę wiodącą między skrajnościami.

Strach przed jedzeniem to zjawisko zupełnie zrozumiałe – szczególnie w przypadku osób, które poza tym doświadczają stresu również w innych obszarach − zważywszy na to, jak się przedstawia żywnościowa rzeczywistość naszego życia. Z drugiej strony, takie nastawienie jest bardzo szkodliwe i świadczy o pewnym zaburzeniu, co spokojnie i merytorycznie tłumaczy w swojej jakże aktualnej dziś książce Renee McGregor. Orthorexia nervosa – zaburzenie, którego istota sprowadza się do obsesji na punkcie „właściwego” odżywiania się i prowadzi do poważnego ograniczenia spożycia pokarmów – nie jest może aż tak dobrze znana jak anorexia nervosa, ale może rodzić równie poważne skutki w sferze psychicznej i fizycznej. Ortoreksję diagnozuje się i leczy o tyle trudniej, że z punktu widzenia zewnętrznego obserwatora wiele zachowań typowych dla ortorektyka mieści się w kategoriach normalności, a może wręcz uchodzić za godne pochwały. Przez kilka ostatnich lat na brytyjskich listach bestsellerów królują książki o „czystej diecie” (choć wielu autorów ostatnio się od tego określenia odżegnuje). Koncepcja zakładająca, że w imię dobrego zdrowia warto rezygnować z całych kategorii spożywczych – począwszy od chleba, przez cukry, gluten czy wręcz węglowodany w ogóle – zyskała sobie już status niemal mainstreamowej.

Tylko czym tak naprawdę jest owa czysta dieta? Definicje bardzo się od siebie różnią, w zależności od tego, kto się akurat na ten temat wypowiada i do czego próbuje nas przekonać. Na Instagramie znajdziemy guru, którzy twierdzą, że czysta dieta jest zawsze wegańska, zawsze roślinna. Inni zgodzą się jednak na spożywanie niektórych rodzajów mięsa. Ogólnie chodzi o to, że istnieje jakiś idealnie czysty sposób odżywiania się, który uchroni nas przed dolegliwościami, a być może nawet zapewni nam długowieczność. Większość „ekspertów” tego nurtu zaleca opieranie diety na możliwie jak najświeższych, w maksymalnym stopniu organicznych warzywach i najwyższej klasy olejach tłoczonych na zimno. Brzmi to wszystko dobrze, bo przecież większości z nas z pewnością by nie zaszkodziło, gdybyśmy jedli nieco więcej warzyw, a za to trochę mniej cukru. Jak jednak słusznie zauważa Nigella Lawson, „czysta dieta” opiera się na dramatycznie niesłusznym spojrzeniu na jedzenie i na życie w ogóle. W 2016 roku Lawson napisała: „Jedzenie nie jest nieczyste, a przyjemności ciała są niezbędne do życia. Nie da się kontrolować życia poprzez kontrolowanie jedzenia”.

Pewna młoda kobieta, niewiele po dwudziestce, powiedziała mi, że przez ten romans naszej kultury z „czystą dietą” doświadczenie posiłku w gronie przyjaciół zupełnie straciło dla niej urok. Gdy tylko stara się wybrać coś z menu, raz po raz jedna z przyjaciółek krytykuje jej decyzję, sugerując, że w karcie na pewno znalazłoby się coś „lepszego”: coś wegańskiego, coś bez pszenicy albo nabiału, coś surowego albo coś, do czego zamiast zwykłych ziemniaków podają słodkie. Kobieta się tymi uwagami nie przejmowała i nadal zamawiała makaron, na który naprawdę miała ochotę, ale całe to zamieszanie odbierało jej radość płynącą ze wspólnego posiłku. Renee McGregor zwraca w swojej książce uwagę na to, że w przeciwieństwie do anoreksji, z którą ludzie na ogół zmagają się w tajemnicy, zachowania ortorektyczne mają często charakter ostentacyjny.

W imię własnego zdrowia psychicznego i prawa do dobrego jedzenia powinniśmy z całą mocą zwalczać koncepcję, jakoby istniał jakiś idealny składnik lub idealna dieta. Różnorodność diety nie powinna w nas budzić poczucia winy, lecz powinna dodawać nam sił i wzbogacać nasze doświadczenie człowieczeństwa. „Czysta dieta” – która ze zdrowiem nie ma nic wspólnego – to w istocie zakamuflowany ruch antyżywieniowy, ponieważ w założeniu skłania nas do lekceważenia sygnałów odbieranych za pośrednictwem zmysłów i nakazuje nam bać się jedzenia.

Ta mądra książka stanowić będzie bardzo przydatną broń w tej walce. Przyda się każdemu, kto dostrzega u siebie pierwsze objawy ortoreksji, jak również każdemu, kto obserwuje u przyjaciela lub u kogoś bliskiego niepokojącą skłonność do eliminowania z diety pewnych składników. Trudno też wyobrazić sobie większy autorytet w tej dziedzinie niż Renee McGregor, która jako dietetyczka pracuje z wieloma osobami cierpiącymi na zaburzenia odżywiania, ale wspiera również olimpijczyków. Z racji posiadanych kompetencji i praktycznej mądrości jej głos stanowi antidotum na ogrom nonsensu, który płynie w świat pod hasłem „zdrowego odżywiania się”. Jeśli zatem chcesz się dowiedzieć, dlaczego nierafinowane cukry wcale nie są lepsze niż ten biały rafinowany, dlaczego nie należy bez potrzeby ograniczać spożycia glutenu i dlaczego mleka orzechowe to niewiele więcej niż kosztowna woda, to zdecydowanie powinieneś sięgnąć po tę książkę. Nigdy nie zetknęłam się z bardziej przejrzystym komentarzem dotyczącym węglowodanów, które zdecydowanie nie są spożywczym diabłem, za to stanowią bardzo ważne źródło energii. Najbardziej jednak cenię tę książkę za przesycającego ją ducha współczucia. Renee McGregor zauważyła, jak powszechnie dokucza nam brak wyrozumiałości dla samych siebie, gdy w grę wchodzi kwestia jedzenia. Dotyczy to zresztą w równym stopniu osób cierpiących na zaburzenia i osób od tych zaburzeń wolnych. Zawierając w swojej książce wnikliwe spostrzeżenia psychologiczne, Renee McGregor zachęca nas, abyśmy przestali się przejmować zasadami dotyczącymi odżywiania się, jedli węglowodany i – właśnie tak! – byli bardziej życzliwi dla siebie.

Bee Wilson

Wprowadzenie

Jedzenie! Wyborne jedzenie!

Czyż nie o to w tym wszystkim chodzi? Trafiają do mnie słowa tej piosenki, napisanej do musicalowej adaptacji Dickensowskiej powieści Oliver Twist. Słuchając ich, uświadamiamy sobie, jak się zmieniło nasze podejście do jedzenia, odkąd sieroty w dziewiętnastowiecznych przytułkach marzyły o tym, aby zamiast nędznym kleikiem napełniać brzuchy „galaretą i słodkim sosem”.

W czasach Karola Dickensa bieda była zjawiskiem powszechnym. Wyborne jedzenie stanowiło przywilej zamożnych przedstawicieli klas wyższych, było symbolem sukcesu. Fizyczna krzepa i zdrowie świadczyły o swobodnym wyborze składników odżywczych. Przenieśmy się teraz do czasów współczesnych. Dziś myślimy głównie o tym, czego jeść nie należy. O statusie społecznym zdaje się wręcz świadczyć to, w jakim stopniu ograniczamy własną dietę. Czasami można odnieść wrażenie, że od: „Patrz, jaki jestem niesamowity. Tyle mam różnych rzeczy na talerzu” przeszliśmy do: „Patrz, jaki jestem niesamowity. Potrafię przeżyć cały dzień na jednym liściu sałaty”.

Kiedy to wszystko się zmieniło? Jak to się stało, że żywienie przeistoczyło się w pole minowe? Czy faktycznie powinniśmy rezygnować ze składników odżywczych? Czy naprawdę warto wierzyć w te wszystkie niepokojące doniesienia? Jak doszło do tego, że tylu przedstawicieli rozwiniętego świata zatraciło niczym nieskażoną radość z raczenia się wybornym jedzeniem?

Jedzenie zawsze było ważnym czynnikiem zbliżającym do siebie ludzi. Już mieszkańcy jaskiń gromadzili się przy ognisku, aby upiec to, co im się akurat udało upolować. Dziś rodziny spotykają się, aby wspólnie świętować, a przyjaciele co tydzień w niedzielę siadają razem przy stole. Jedzenie karmi nas zatem nie tylko w sensie fizycznym, ale również w sensie emocjonalnym.

Wzrost zróżnicowania etnicznego spowodował, że w naszej kuchni pojawiły się nowe smaki, przyprawy, kolory, składniki i połączenia. Wachlarz naszych kulinarnych możliwości z każdym dniem się poszerza. Jedzenie jest, a w każdym razie być powinno, ekscytujące. Stanowi pole do poszukiwań i aktywności twórczej. Dlaczego zatem tak wielu osobom tak źle się dziś kojarzy?

Kulinarne przygody zaczęły nabierać tempa, przyspieszył również proces zdobywania wiedzy na temat mechanizmów decydujących o funkcjonowaniu ludzkiego ciała, a w związku z tym między innymi o tym, jak się ono odżywia. Dziś wiemy więcej niż kiedykolwiek wcześniej − nie tylko o tym, jakich składników nasz organizm potrzebuje, aby zachować zdrowie, ale również dlaczego ich potrzebuje i jak je wykorzystuje. Mimo to wiele osób z trudem się w tym wszystkim odnajduje. Czy zatem mamy do czynienia z sytuacją, w której pogłębianie wiedzy utrudnia w praktyce sprawne poruszanie się po danej dziedzinie? Czyż nie było prościej, a więc być może również zdrowiej, gdy jedliśmy to, co było akurat dostępne – kierując się instynktem (czyli wskazówkami, które przekazuje nam nasz organizm)?

Łatwo się rozpamiętuje przeszłość i wzdycha do tego, co było kiedyś. Prawda jest taka, że kiedyś prawdopodobnie wcale nie było lepiej. Wiedza jest potęgą, trzeba tylko z tej potęgi właściwie korzystać. Uważam, że problem pojawia się wtedy, gdy ktoś błędnie interpretuje wąski wycinek wiedzy o odżywianiu i wyciąga na tej podstawie nieuprawnione wnioski lub gdy błędnie rozpoznaje fakt dietetyczny w dietetycznym szczęśliwym zrządzeniu losu. Moim zdaniem właśnie z tego typu zjawiskami mamy do czynienia w przypadku ortoreksji.

Ortoreksja, której oficjalnie jeszcze nie klasyfikuje się jako zaburzenia odżywiania, ale która niewątpliwie ma wszelkie niezbędne po temu cechy, charakteryzuje się dążeniem do oczyszczenia się poprzez przestrzeganie ścisłej diety i konkretnych zasad żywienia. Najogólniej rzecz biorąc, jest to obsesja na punkcie zdrowego odżywiania się.

Zaburzenia odżywiania nie są zjawiskiem nowym, za to dość powszechnie niewłaściwie postrzeganym. Panuje przekonanie, że dotyczą nastolatek, choć w praktyce dotykają przedstawicieli obu płci w każdym wieku. Uważa się, że jest to zjawisko powierzchowne, zwykła fanaberia, w rzeczywistości jednak mamy tu do czynienia z formą okaleczania się o silnym podłożu psychologicznym. Człowiek wymierza sobie karę w postaci ograniczania pożywienia i oczyszczania organizmu, a w przypadku ortoreksji – pozbawia się składników odżywczych w stopniu skutkującym niedożywieniem. (Dla mnie porażający jest fakt, że anorexia nervosa charakteryzuje się największą śmiertelnością spośród wszystkich chorób psychicznych). Często się uważa, że zaburzenia te mają związek z wyobrażeniami na temat własnego ciała, podczas gdy w rzeczywistości wynikają głównie z potrzeby tłumienia bólu i udręki w żaden sposób niezwiązanych ze sferą fizyczną, a ograniczających się jedynie do tego, co się dzieje w głowie chorego. Ogólnie można by powiedzieć, że wszelkie zaburzenia odżywiania, w tym również ortoreksja, to wieloaspektowe choroby psychiczne.

Ta książka to dla mnie okazja, aby poprzez odwoływanie się do posiadanej wiedzy na temat żywienia oraz do bogatych doświadczeń w zakresie współpracy ze sportowcami i osobami cierpiącymi na zaburzenia odżywiania wyjaśnić pewne nieścisłości dotyczące jedzenia i odżywiania się – w kontekście problemu ortoreksji. Ta książka ma przede wszystkim zwrócić uwagę na nasilający się problem i pomóc go ludziom właściwie rozpoznać, być może u siebie, a być może u innych. Chciałam też zwrócić uwagę na to, jak przerażająco podatny grunt stwarza dla tej choroby współczesny świat, w którym ludzie mają tak łatwy dostęp do informacji – rzetelnych i całkowicie przeinaczonych – i w którym współczesne media społecznościowe po każdym kliknięciu oferują nam cudowne leki, których skuteczności nikt nie potwierdził.

Ta książka ma pewne cechy typowe dla poradników samopomocowych, ale takim poradnikiem nie jest (każdy przypadek ortoreksji wymaga indywidualnego podejścia i pomocy fachowców w dziedzinie zdrowia psychicznego i dietetyki, więc książka niewiele jest w stanie w tej kwestii zdziałać). Powstała ona raczej w celach edukacyjnych i reedukacyjnych, a także z myślą o podnoszeniu świadomości czytelników.

W rozdziale pierwszym powiemy sobie, na czym polega ortoreksja, skąd się wzięła jej nazwa, co ją wywołuje i jak może się objawiać. Spróbujemy ją również umieścić pośród innych, lepiej znanych zaburzeń odżywiania. W rozdziale drugim przyjrzymy się kilku najpowszechniejszym trendom żywieniowym i dietom, na które często powołują się ludzie cierpiący na ortoreksję. Będziemy analizować te diety z perspektywy naukowej, zastanawiając się nad ich wpływem na organizm. Będziemy się też zastanawiać nad tym, w jaki sposób każda z nich może stać się przyczynkiem do przyjęcia niezdrowego stylu życia zakładającego dążenie do oczyszczania organizmu w imię niebezpiecznie i błędnie pojmowanego dążenia do czystości. W rozdziale trzecim postaram się na podstawie własnych doświadczeń wyjaśnić, co się powinno znaleźć na talerzu człowieka, który się zdrowo odżywia (z góry zaznaczam, że nic nadzwyczajnego w tym nie będzie, ale to jest właśnie dla nas dobre). Podpowiem również, jak wykorzystać model myślowy typowy dla ortorektyka, aby dokonać modyfikacji zbioru zasad żywienia i wejść na ścieżkę prawdziwie zdrowego życia, która prowadzi do autentycznego dobrostanu i rzeczywistej wolności od zaburzeń odżywiania. W końcu w rozdziale czwartym przedstawię w ramach podsumowania kilka rad dotyczących poszukiwania profesjonalnej pomocy w przypadku stwierdzenia niepokojących objawów u siebie lub u kogoś bliskiego. Podzielę się również moją nadzieją na to, że w przyszłości będziemy mogli prowadzić bardziej otwartą debatę i szersze badania, a dzięki temu zdołamy się uporać z tym poważnym problemem, który stanowi prawdziwą zmorę naszych czasów.

Najkrócej rzecz ujmując, ta książka mówi o tym, co ze zdrową dietą jest nie tak i co możesz – mam nadzieję – na to poradzić.

Rozdział 1

Co to jest ortoreksja

Gdyby zapytać sto osób, co to jest ortoreksja, większość z nich popatrzy na nas z zaskoczeniem, a być może nawet z dezorientacją w oczach. Nieraz spotkałam się z taką reakcją, gdy opowiadałam komuś, o czym jest moja najnowsza książka. Nie widzę w tym jednak problemu. Ostatecznie jest to dość nowe pojęcie, opisujące w istocie względnie współczesny problem.

Czym zatem jest ortoreksja? Co to słowo znaczy i skąd się wzięło?

W 1996 roku doktor Steven Bratman, lekarz z San Francisco w Stanach Zjednoczonych, zaproponował stosowanie pojęcia orthorexia nervosa w odniesieniu do pacjentów, u których stwierdzał obsesję na punkcie zdrowego jedzenia. Człon ortho- pochodzi z greki i oznacza „właściwy” bądź „prawidłowy”. Z greki pochodzi również orexia, czyli słowo oznaczające „apetyt” lub „pragnienie”. Zatem anoreksja to „brak apetytu” (ponieważ przedrostek an oznacza „brak”), a ortoreksja oznacza „właściwy apetyt”. Dodatkowe określenie nervosa dotyczy obsesji na punkcie owego „właściwego” odżywiania się. Doktor Bratman nie tworzył tego pojęcia z myślą o diagnostyce, ale z czasem doszedł do wniosku, że dobrze opisuje ono konkretny problem w dziedzinie odżywiania.

Przenieśmy się teraz dziesięć lat do przodu. Ortoreksja ciągle jeszcze nie jest oficjalnie uznawana za zaburzenie odżywiania, nie trafiła bowiem do DSM-5 (Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders, por. ramka obok), niemniej wykazuje wiele cech z takimi zaburzeniami utożsamianych. Ludzie cierpiący na zaburzenia takie jak anoreksja czy bulimia obsesyjnie liczą kalorie, ważą się i oceniają swoją sylwetkę w lustrze. Ta obsesja to jednak tylko zewnętrzna forma wyrazu świadcząca o potrzebie przeniesienia, przezwyciężenia lub opanowania wewnętrznych lęków bądź zaburzeń na tle osobowościowym. Innymi słowy, te zaburzenia odżywiania mają głównie i przede wszystkim podłoże psychiczne, a nie fizyczne.

W tabeli na kolejnych stronach wyszczególnione zostały podobieństwa i różnice między ortoreksją a lepiej opisanymi zaburzeniami odżywiania, to znaczy anoreksją i bulimią. Takie ujęcie pomaga ulokować ortoreksję pośród innych zaburzeń. Warto też pamiętać, że każdemu z tych zaburzeń towarzyszą zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne (OCD).

Co to jest DSM-5?

DSM-5 stanowi zbiór doświadczeń setek międzynarodowych ekspertów w dziedzinie zdrowia psychicznego. Prace nad tym zestawieniem trwały ponad dziesięć lat. Za sprawą tego wielkiego wysiłku i wzmożonej pracy powstał kompleksowy zbiór, który zawiera definicje i klasyfikacje zaburzeń psychicznych. Opracowanie to ma usprawnić diagnostykę, leczenie i badania.

W momencie pisania tej książki najnowsza wersja zbioru opracowanego przez American Psychiatric Association pochodziła z 2013 roku i stanowiła powszechnie uznawane kompendium wiedzy na temat diagnostyki psychiatrycznej. Zbiór ten ma doniosłe znaczenie praktyczne, ponieważ zawiera konkretne zalecenia terapeutyczne dla lekarzy.

W katalogu zaburzeń znalazły się anoreksja i bulimia, nie trafiła tam natomiast jeszcze ortoreksja. Wiele wskazuje jednak na to, że wraz z kolejnymi aktualizacjami tego zestawienia ortoreksja może zyskać uznanie jako pełnoprawna choroba o konkretnej klasyfikacji klinicznej.

Poniższy diagram pokazuje, że chociaż anoreksja, ortoreksja oraz zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne (OCD) mają swoje charakterystyczne cechy, to wykazują też istotne podobieństwa, jeśli chodzi o objawy i specyfikę. Podobieństwa dają się zauważyć w szczególności w kwestii głównych cech osobowości oraz predyspozycji do określonych zachowań w danych warunkach. Więcej informacji na temat ortoreksji i OCD znajduje się w części „Objawy ortoreksji”.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Ortoreksja. Zdrowe odżywianie - rozsądek czy już obsesja? 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Food Pharmacy Porąb i spal Jeszcze jedna mila Kuba. Autobiografia