Oleś i Pani Róża

Oleś i Pani Róża

Autorzy: Anna Janko

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Kategorie: Dla dzieci

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

cena od: 20.98 zł

Piękna i mądra opowieść familijna o trudnych chwilach dzieci z czasów wojny

Dziewięcioletnia Rózia, zamiast jechać na kolonię, spędza wakacje w domu z dziadkiem Aleksandrem. Wyciąga zeszyt w twardej oprawie, kupiony do trzeciej klasy i zaczyna pisać wakacyjny pamiętnik, a starszy pan, spędzając całe dnie w łóżku, opowiada wnuczce o przeszłości. Dziewczynka coraz uważniej słucha wojennych historii o zupełnie innym dzieciństwie i zapełnia kolejne strony nowymi opowieściami…

Dziadek Aleksander, a w 1943 roku kilkuletni Oleś, wraz z matką i innymi mieszkańcami wioski zostaje wysiedlony i trafia do obozu przejściowego w Zwierzyńcu. Chłopiec uczy się życia w nowych, trudnych dla dziecka, obozowych warunkach. Ma jedną zabawkę, jednego przyjaciela i ciągle jest głodny. Na szczęście z pomocą przychodzą Jan i Róża Zamoyscy.

Oleś i Pani Róża to bardzo potrzebna i mądra książka, która pomoże rodzicom poruszać trudne tematy w rozmowach z dziećmi – o wojnie, śmierci, głodzie. Niesie ważne i aktualne przesłanie – że agresja i wojna są złe – uwrażliwia i pozwala zacieśnić międzypokoleniowe relacje.

Spis treści

Karta redakcyjna

Mam na imię Rózia...

Wieczorem

Poniedziałek

Wtorek

Opieka redakcyjna: ANITA KASPEREK

Redakcja: BIANKA DZIADKIEWICZ

Korekta: JOANNA ZABOROWSKA, MAGDALENA BIELSKA, Pracownia 12A

Opracowanie graficzne wersji papierowej: ULA BRUNO Ulimaginarium

Zdjęcia Róży i Jana Zamoyskich: Archiwum rodzinne Marii Zamoyskiej-Ponińskiej i Edwarda Ponińskiego

Skład i łamanie: Nordic Style

Copyright © by Anna Janko

Copyright © for this edition by Wydawnictwo Literackie, 2018

Wydanie pierwsze

ISBN 978-83-08-06714-7

Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o.

ul. Długa 1, 31-147 Kraków

tel. (+48 12) 619 27 70

fax. (+48 12) 430 00 96

bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40

e-mail: ksiegarnia@wydawnictwoliterackie.pl

Księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl

Konwersja: eLitera s.c.

.

Chodzę do szkoły, ale teraz są wakacje.

Nie pojechałam na kolonie, bo muszę być z Dziadkiem Aleksandrem. On leży w łóżku cały dzień w piżamie i w ogóle się nie ubiera w normalne ubranie. Mama mówi, że Dziadzio jest chory, ale Dziadzio mówi, że wcale nie chory, tylko za stary na ten świat.

Zapomniałam napisać, że to jest mój pamiętnik. Ale taki prawdziwy, nie jakieś fanfiki o księżniczce Syrence. I nie na stopień do szkoły, bo teraz nie ma szkoły. Przynajmniej nikt mnie nie przezywa „Rózia brzydka buzia”. Dlatego nie lubię swojego imienia, jest takie łatwe do przezywania. Wcale nie jestem brzydka, tylko trochę za mała. Ale urosnę, bo w lecie szybko się rośnie. A Dziadek Aleksander jak był mały, to chciał jeszcze bardziej zmaleć. Też miał dziewięć lat i była wojna, i był w obozie. W takim specjalnym obozie wojennym. Tam wszyscy byli bardzo nieszczęśliwi. I on chciał zmaleć, żeby wyglądać na mniejsze dziecko, bo mniejsze dzieci bardziej ratowali. Dobrzy ludzie ratowali.

Mama chodzi do pracy, bo nie ma urlopu. Ale za to na krócej, bo ma chorego człowieka w domu, no i dziecko. Więc ją puszczają wcześniej. Dopóki nie znajdzie opiekunki. Gdy mama idzie do pracy, jestem w pokoju Dziadzia i bawię się cicho na dywanie. Mam Barbie, jeszcze z dzieciństwa, blondynkę w balowej sukni, i zestaw fryzjerski do czesania. I seledynowego kucyka z grzywą, też do czesania. I do zaplatania. A jak już się pobawię, siadam na fotelu przy łóżku Dziadzia i sobie wyobrażam. Na przykład że jego ręce na kołdrze to olbrzymie kraby, które wędrują po wydmach, a czasem spadają. Bo Dziadzio nie ma już siły na nic. Nie gra ze mną w warcaby i nie czyta mi bajek. Jeszcze niedawno czytał. I często graliśmy, i mnie ogrywał. A w soboty to ja wygrywałam, taka była umowa. Ale już nie gramy, bo trudno mu trzymać pionki. Nawet kubeczek mu trudno trzymać, takie ma palce jak z drewna.

– Przeklęta starość – powiedział Dziadzio rano, gdy mu się wylała herbata na kołdrę. Czasami mówi: „Starość nie radość”, i tak jest ładniej, bo wtedy nie przeklina.

Dziadek Aleksander nie jest moim dziadkiem, tylko pradziadkiem. To dziadek mojej mamy. Jak byłam mała, nie umiałam powiedzieć „pradziadek”, bo to za długie słowo dla dziecka. I mówiłam „Dziadziu”, tak jak mama. Mama mówi też:

– On jeden nam został.

Bo my nie mamy taty, ani nawet babci. Tata wyjechał, bardzo daleko, do Ameryki, i nie wrócił, a babci nie pamiętam, bo umarła przed moim urodzeniem. Jesteśmy we dwie dziewczyny oraz Dziadek Aleksander.

I to jest jego dom. I nasz.

Dziadzio mi opowiadał, że jak był mały, była wojna i jego dom się spalił. Przyszli źli żołnierze Niemcy i podpalili. Dlatego jak urósł i zarobił dużo pieniędzy, to zbudował nowy, ten nasz.

Żołnierze mieli karabiny i wielkie czarne psy, one strasznie szczekały. Kazali powsiadać na ciężarówki i wszyscy pojechali do obozu. Małe dzieci głośno płakały. Dziadek Aleksander nie płakał, bo miał już dziewięć lat. Jego mama za to płakała, jak to kobieta, i powtarzała:

– Olesiu, Olesiu, co z nami będzie.

Bo wtedy miał na imię Oleś. Aleksander to za poważnie dla chłopca. U nas w klasie jest jeden Aleksander i mówimy na niego Aleks. Oleś też jest ładnie.

Taty Olesia z nimi nie było, bo jak tylko zobaczył, co się dzieje, wsiadł na rower i pojechał do wujka, żeby się razem we dwie rodziny ratowali. Ale się nie udało. Oleś widział, jak jeden żołnierz strzelił do jego taty na drodze i tata się przewrócił, i umarł. Potem żołnierz zabrał rower. Potem podpalił dom. I już się cała wieś paliła. To była mała wioska, dlatego tak szybko.

* * *

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

* * *

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Oleś i Pani Róża Przeglądarka. Felietony poufałe Miłość, śmierć i inne wzory Mała Zagłada Pasja według św. Hanki Dziewczyna z zapałkami 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Amelia i Kuba/ Kuba i Amelia