Zniknięcie Josefa Mengele

Zniknięcie Josefa Mengele

Autorzy: Olivier Guez

Wydawnictwo: Sonia Draga

Kategorie: Powieść historyczna

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 24.80 zł

Rok 1949. Josef Mengele przybywa do Argentyny. Ukrywając się pod różnymi fałszywymi nazwiskami, ten lekarz, były oprawca w Auschwitz, wierzy, że na nowo ułoży sobie życie w Buenos Aires. Argentyna pod rządami Peróna jest przychylna zbiegom, podczas gdy cały świat pragnie zapomnieć o nazistowskich zbrodniach. Tropienie zbrodniarzy zostaje jednak z czasem wznowione i Mengele musi uciec do Paragwaju, następnie do Brazylii. W przebraniu, zżerany strachem, zmienia kolejne kryjówki, nie zaznając spokoju… aż do śmierci na plaży w tajemniczych okolicznościach w 1979 roku. Jak ten były esesman mógł przez trzydzieści lat wymykać się z zastawianych sieci?

Zniknięcie Josefa Mengele prowadzi czytelnika w samo jądro ciemności. Dawni naziści, agenci Mosadu, chciwe kobiety i operetkowi dyktatorzy przewijają się przez świat naznaczony fanatyzmem, polityką, pieniędzmi i ambicjami.

Książka uhonorowana prestiżową Prix Renaudot 2017 oraz nominowana do licznych nagród literackich, m.in. Prix Médicis i Listy Goncourtów (w kilku krajach).

Tytuł oryginału:

La Disparition de Josef Mengele

Copyright © Éditions Grasset & Fasquelle, 2017.

Copyright © 2018 for the Polish edition by Wydawnictwo Sonia Draga

Copyright © 2018 for the Polish translation by Wydawnictwo Sonia Draga

Projekt graficzny okładki: Mariusz Banachowicz

Zdjęcie autora na okładce: ©JF PAGA

Redakcja: Ewa Penksyk-Kluczkowska

Korekta: Marta Chmarzyńska, Edyta Malinowska-Klimiuk, Magdalena Bargłowska

ISBN: 978-83-8110-653-5

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione i wiąże się z sankcjami karnymi.

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.

Szanujmy cudzą własność i prawo!

Polska Izba Książki

Więcej o prawie autorskim na www.legalnakultura.pl

WYDAWNICTWO SONIA DRAGA Sp. z o.o.

ul. Fitelberga 1, 40-588 Katowice

tel. 32 782 64 77, fax 32 253 77 28

e-mail: info@soniadraga.pl

www.soniadraga.pl

www.facebook.com/WydawnictwoSoniaDraga

E-wydanie 2018

Skład wersji elektronicznej:

konwersja.virtualo.pl

Spis treści

Część pierwsza. Basza

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27

28

29

30

31

32

33

34

35

36

37

38

39

Część druga. Szczur

40

41

42

43

44

45

46

47

48

49

50

51

52

53

54

55

56

57

58

59

60

61

62

63

64

65

66

67

68

69

70

71

72

73

74

75

76

Epilog. Duch

77

78

79

80

81

Źródła i bibliografia

Podziękowania

Przypisy

Wszystkie rozdziały dostępne w pełnej wersji książki.

Pamięci Ady i Giuditty Spizzichino,

Grazii Di Segni i Rossanny Calò

Który skrzywdziłeś człowieka prostego

Śmiechem nad krzywdą jego wybuchając […]

Nie bądź bezpieczny. Poeta pamięta.

CZESŁAW MIŁOSZ

CZĘŚĆ PIERWSZA

Basza

Szczęście jest tylko w tym, co wstrząsa, a jedynie zbrodnia

wstrząsa; cnota… nigdy nie doprowadza do szczęścia.

MARKIZ DE SADE

1

Statek North King przecina błotniste wody rzeki. Pasażerowie, którzy już o świcie wylegli na pokład, wpatrują się nieprzerwanie w horyzont i teraz, gdy żurawie portowe i czerwona linia magazynów wyłaniają się z mgły, Niemcy intonują marsz wojskowy, Włosi się żegnają, a Żydzi modlą mimo mżawki, pary się całują – po trzytygodniowym rejsie parowiec dopływa do Buenos Aires. Stojący samotnie przy relingu Helmut Gregor rozmyśla.

Miał nadzieję, że przypłynie po niego kuter tajnej policji, dzięki czemu uda mu się uniknąć trudności przy odprawie celnej. W Genui, gdzie wszedł na pokład, błagał Kurta, aby mu załatwił to udogodnienie, przedstawiał się jako naukowiec, wysokiej klasy genetyk, proponował mu pieniądze (Gregor ma dużo pieniędzy), jednakże przemytnik z uśmiechem odmówił: tego rodzaju przywilej jest zarezerwowany dla bardzo grubych ryb, dla dygnitarzy dawnego reżimu, rzadko dla jakiegoś tam kapitana SS. Niemniej prześle depeszę do Buenos Aires, Gregor może na niego liczyć.

Kurt zainkasował stosowną kwotę w markach, lecz kuter nie przypłynął. Dlatego Gregor wraz z innymi imigrantami czeka cierpliwie w ogromnej hali argentyńskiej odprawy celnej. Mocno trzyma w rękach dwie walizki, dużą i małą, i wodzi wzrokiem dokoła po uchodźcach z całej Europy, spogląda na długie szeregi anonimowych osób ubranych elegancko albo byle jak, na ludzi, których w czasie rejsu unikał. Wolał patrzyć na ocean lub na gwiazdy, bądź czytać niemiecką poezję w kabinie. Dokonał w tym czasie przeglądu ostatnich czterech lat swojego życia, odkąd w styczniu 1945 roku na gwałt opuścił Polskę i wtopił się w szeregi żołnierzy Wehrmachtu, by wymknąć się ze szponów Armii Czerwonej: kilkutygodniowego internowania w amerykańskim obozie jenieckim; uwolnienia dzięki fałszywym dokumentom na nazwisko Fritz Ullmann; zaszycia się w kwitnącym bawarskim gospodarstwie niedaleko Günzburga, swojego rodzinnego miasta – przez trzy lata kosił tam trawę i przebierał ziemniaki jako Fritz Hollmann; ucieczki stamtąd dwa miesiące temu, w Wielkanoc; przeprawy przez Dolomity leśnymi szlakami przemytników; dotarcia do Włoch, do Tyrolu Południowego, gdzie stał się Helmutem Gregorem, i na koniec do Genui, gdzie ten łotr Kurt pomógł mu załatwić formalności we włoskich urzędach i z argentyńskim biurem imigracyjnym.

2

Uchodźca podaje celnikowi dokument podróży wydany przez Międzynarodowy Czerwony Krzyż, pozwolenie na zejście z pokładu i wizę wjazdową: Helmut Gregor, metr siedemdziesiąt cztery wzrostu, oczy zielonobrązowe, urodzony 6 sierpnia 1911 roku w Termenie, po niemiecku Traminie, w gminie Tyrol Południowy, obywatel niemiecki narodowości włoskiej, katolik, z zawodu mechanik. Adres w Buenos Aires: calle Arenales 2460, dzielnica Florida, u Gerarda Malbranca.

Celnik sprawdza bagaże: starannie poskładane ubrania, portret delikatnej blondynki, parę książek i kilka płyt z nagraniami operowymi, później krzywi się na widok zawartości mniejszej walizki: strzykawek podskórnych, notatników, rysunków anatomicznych, próbek krwi, płytek laboratoryjnych. Dziwne jak na mechanika. Wzywa lekarza portowego.

Gregora przechodzi dreszcz. Podjął szalone ryzyko, by zachować tę kompromitującą walizeczkę, cenny owoc wielu lat badań, całe swoje życie, które zabrał ze sobą, gdy w pośpiechu opuszczał ostatnie miejsce stacjonowania w Polsce. Gdyby z nią wpadł w ręce Sowietów, rozstrzelaliby go bez procesu. Kierując się na zachód wiosną 1945 roku, kiedy trwał wielki niemiecki odwrót, powierzył ją litościwej pielęgniarce, którą odszukał później w Niemczech Wschodnich, w sowieckiej strefie okupacyjnej, szalona to była wyprawa, trzy tygodnie trwała po uwolnieniu go z amerykańskiego obozu. Przekazał następnie walizeczkę Hansowi Sedlmeierowi, przyjacielowi z dzieciństwa i zaufanemu człowiekowi swojego ojca przemysłowca. Widywał się z Sedlmeierem regularnie w lasach otaczających gospodarstwo, w którym ukrywał się przez trzy lata. Bez walizeczki nigdy by nie wyjechał z Europy: Sedlmeier zwrócił ją Gregorowi przed jego wyjazdem z Włoch, dołączając grubą kopertę z gotówką, a teraz gmera w niej jakiś prostak z brudem za paznokciami, mówi sobie Gregor, kiedy lekarz portowy ogląda próbki i sporządzone ciasnym gotykiem notatki. Niczego z nich nie rozumiejąc, wypytuje po hiszpańsku i niemiecku, mechanik tłumaczy, że jest biologiem amatorem. Mierzą się obaj wzrokiem i lekarz, któremu chce się jeść, daje znak celnikowi, że może go przepuścić.

Tego dnia, 22 czerwca 1949 roku, Helmut Gregor dotarł do argentyńskiej świątyni.

3

W Genui Kurt mu przyrzekł, że niemiecki lekarz będzie czekał na niego w porcie i odstawi go do Malbranca, lecz i tym razem były to tylko piękne słówka przemytnika.

Gregor w deszczu krąży tam i z powrotem, jego kontakt utknął może gdzieś w korkach. Uważnie przygląda się nabrzeżom, baletowi dokerów, połączonym rodzinom, które odchodzą z uśmiechem, stertom skór i belom wełny w strefach załadunku towarów. Na horyzoncie nie widać żadnego niemieckiego lekarza. Gregor zerka na zegarek, rozlega się wycie syreny statku zamrażalni, niespokojny Gregor waha się, czy jechać do Malbranca, ostatecznie decyduje się czekać dalej, tak będzie przezorniej. Niebawem jako jeden z nielicznych już pasażerów North Kinga zostaje na nabrzeżu.

Dwaj Kalabryjczycy objuczeni jak muły proponują mu, by pojechał z nimi taksówką. Gregor ze zdziwieniem stwierdza, że idzie za tymi wszarzami – pierwszego dnia na południowoamerykańskiej ziemi nie bardzo chce być sam, zresztą i tak nie ma dokąd pójść.

4

W hotelu Palermo dzieli pokój bez umywalki i toalety z towarzyszami, którzy kpią z niego: Gregor z Tyrolu Południowego nie zna ani słowa po włosku. Gregor przeklina swój wybór, lecz bierze się w garść, częstuje się paroma plasterkami kiełbasy czosnkowej i kładzie się spać zmordowany z walizeczką umieszczoną między sobą a ścianą, zabezpieczoną przed pożądliwością Kalabryjczyków.

Nazajutrz od samego rana jest gotów działać. U Malbranca nikt nie odbiera telefonu: wskakuje do taksówki, walizeczkę zostawia w dworcowej przechowalni bagażu, po czym udaje się na spokojną ulicę w dzielnicy Florida. Dzwoni do drzwi okazałej willi w stylu neokolonialnym. Wraca godzinę później, dzwoni znowu, potem bezskutecznie telefonuje trzy razy z kawiarni, w której się schronił.

Kiedy wyjeżdżał z Genui, Kurt dał mu drugi kontakt w Buenos Aires: z Friedrichem Schlottmannem, niemieckim biznesmenem, właścicielem kwitnącego przedsiębiorstwa tekstylnego. W roku 1947 Schlottmann sfinansował ewakuację konstruktorów samolotów i inżynierów z sił powietrznych przez Skandynawię. „To potężny człowiek, pomoże ci znaleźć pracę i nowych przyjaciół”, powiedział Kurt.

Po przybyciu do siedziby Sedalany Gregor domaga się widzenia ze Schlottmannem, on jednak przez cały tydzień jest na urlopie. Ponieważ Gregor nalega, sekretarka prowadzi go do człowieka odpowiedzialnego za kadry, ubranego w dwurzędową marynarkę Argentyńczyka niemieckiego pochodzenia, który od pierwszego wejrzenia nie przypada mu do gustu. Gregor widzi się na stanowisku kierowniczym, lecz młody człowiek o wypomadowanych włosach proponuje mu „bardzo zacną” posadę robotnika: miałby czesać wełnę, która codziennie przyjeżdża z Patagonii, tak jest przyjęte w odniesieniu do świeżo przybyłych towarzyszy. Gregor się szczypie, niewiele brakuje, by skoczył do gardła pyskatemu szczeniakowi. On, potomek dobrej rodziny, posiadacz dwóch doktoratów, z antropologii i z medycyny, miałby przez dziesięć godzin dziennie, wdychając toksyczne wyziewy, wyczesywać baranie kudły gdzieś na przedmieściu Buenos Aires razem z Indianami i Metysami? Wychodzi z biura, trzaskając drzwiami, i poprzysięga sobie, że po powrocie do Europy rozprawi się z Kurtem.

5

Popijając oranżadę, Gregor rozważa swoje położenie. Znaleźć robotę, uczyć się stu hiszpańskich słów dziennie, dopaść Malbranca, dawnego agenta Abwehry z siatki Bolivar, nazistowskiego kontrwywiadu; cierpliwie znosić trudną sytuację, pozostając z Kalabryjczykami, chociaż mógłby sobie zafundować wygodny hotel. Nie zrozumiał ani słowa z dialektu, którym się posługiwali, pojął jedynie, że są faszystowskimi weteranami podboju Abisynii. Żołnierze go nie zdradzą, lepiej więc maksymalnie się ograniczyć i zachować cenną gotówkę, przyszłość jest niepewna, Gregor nigdy nie był lekkomyślny.

Avellaneda, La Boca, Monserrat, Congreso… Siedząc nad rozłożoną mapą, oswaja się z topografią Buenos Aires i czuje się malutki wobec tej szachownicy, nic nieznaczącą pchełką – on, który jeszcze niedawno terroryzował całe królestwo. Myśli o innej szachownicy, tej z barakami, komorami gazowymi, krematoriami, torami kolejowymi, o miejscu, gdzie spędził swe najpiękniejsze lata inżyniera rasy, o mieście zakazanym przesiąkniętym gryzącym zapachem palonego ciała i włosów, otoczonym wieżami strażniczymi i drutem kolczastym. Na motorze, rowerze albo samochodem krążył pomiędzy cieniami pozbawionymi twarzy, niestrudzony okrutny elegancik, w błyszczących butach i rękawiczkach, w mundurze jak spod igły i czapce lekko na bakier. Obowiązywał zakaz spoglądania mu w oczy i zwracania się do niego; bali się go nawet towarzysze z Czarnego Zakonu. Byli pijani na rampie, na której przeprowadzano selekcję europejskich Żydów, on jednak niezmiennie pozostawał trzeźwy i z uśmiechem pogwizdywał parę taktów z Toski. Miał zasadę: nigdy nie ulegać ludzkim uczuciom. Litość jest słabością: jednym ruchem szpicruty wszechmocny przypieczętowywał los swoich ofiar, kierowanych na lewo czekała szybka śmierć, komory gazowe, na prawo – śmierć powolna, roboty przymusowe albo jego laboratorium, największe na świecie, do którego codziennie po przyjeździe transportu dostarczał „stosowny materiał ludzki” (karły, olbrzymów, ułomnych, bliźnięta). Podawanie zastrzyków, pomiary, wykrwawianie; krajanie, mordowanie, przeprowadzanie sekcji: do swojej dyspozycji miał całe stado dzieci-królików doświadczalnych, by zgłębiać tajemnice bliźniaczości, produkować nadludzi i czynić Niemców płodniejszymi – kiedyś zaludnią wieśniakami-żołnierzami wschodnie tereny odebrane Słowianom i obronią rasę nordycką. Był strażnikiem czystości rasy i alchemikiem nowego człowieka: po wojnie czekała go wspaniała kariera uniwersytecka i wdzięczność zwycięskiej Rzeszy.

Krew dla ziemi, jego obłąkana ambicja, wielki projekt Heinricha Himmlera, naczelnego szefa Gregora.

Auschwitz, maj 1943 – styczeń 1945.

Gregor to Anioł Śmierci, doktor Josef Mengele.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Zniknięcie Josefa Mengele 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Pierwszy człowiek. Historia Neila Armstronga Romanowowie Królowe przeklęte Kacper Ryx i Król Żebraków Turniej cieni Moja piątka z Cambridge