Fryzjer męski

Fryzjer męski

Autorzy: Adam Szulc

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Kategorie: Hobby

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

cena od: 25.90 zł

Ta książka to elementarz dla fryzjerów męskich. Jest w niej zawarta historia fryzjerstwa, rodzaje fryzur począwszy od starożytnego Egiptu, opisy narzędzi i gabinetów fryzjerskich.

Połączenie w niej tradycyjnej szkoły strzyżenia z nowoczesnym, subkulturowym fryzjerstwem, stawia ją w wyjątkowej pozycji - daje wiedzę dotycząca jednego z najstarszych zawodów nie tylko techniczną i historyczną, ale również kulturową i socjologiczną.

Po raz pierwszy polski fryzjer męski pisze książkę o fascynacji zawodem i przywraca rangę fryzjerstwu męskiemu, przez dziesiątki lat zepchniętemu na margines. Myślenie o fryzjerstwie było zdominowane przez fryzjerstwo damskie.

Książka może być podręcznikiem dla młodocianych adeptów fryzjerstwa.

Zamieszczone w niej rysunki autorstwa Pawła Garwola idealnie odzwierciedlają rodzaje fryzur i czynności wykonywane na głowach klientów.

Adam Szulc - znany poznański Barber - obserwuje go z perspektywy swej ponad trzydziestoletniej praktyki, zauważa zmiany w branży, łączy fascynację tradycją i historią rzemiosła fryzjerskiego z wszelkimi nowościami.

Adam Szulc

Fryzjer męski

ISBN

Copyright © Adam Szulc 2018

All rights reserved

Redakcja

Agnieszka Czapczyk

Rysunki

Paweł Garwol

Zdjęcie na okładkę

Paweł Wieczorek

Opracowanie graficzne i techniczne bloku oraz okładki książki

Barbara i Przemysław Kida

Wydanie 1

Zysk i S-ka Wydawnictwo

ul. Wielka 10, 61-774 Poznań

tel. 61 853 27 51, 61 853 27 67

faks 61 852 63 26

dział handlowy, tel./faks 61 855 06 90

sklep@zysk.com.pl

www.zysk.com.pl

Wszelkie prawa zastrzeżone. Niniejszy plik jest objęty ochroną prawa autorskiego i zabezpieczony znakiem wodnym (watermark).

Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku. Rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci bez zgody właściciela praw jest zabronione.

Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w Zysk i S-ka Wydawnictwo.

Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Dedykacja

Wstęp

1. Historia fryzjerstwa męskiego Starożytność

Od średniowiecza do XVIII wieku

Wiek XIX

Wiek XX

Wiek XXI

2. Nowoczesny męski zakład fryzjerski Komunikacja z klientem i aranżacja miejsca pracy

Wiedza i rozwój

Etyka zawodowa

Dziecko u fryzjera

3. Narzędzia i akcesoria Nożyczki

Noże chińskie, shavetty, brzytwy, tempery

Suszarka do włosów

Maszynki do strzyżenia włosów

4. Produkty i preparaty Stylizacja włosów

Szampony, odżywki do włosów, płyny przeciw wypadaniu, przeciw przetłuszczaniu i przeciwłupieżowe

Pielęgnacja brody i wąsów

Dezynfekcja

5. Higiena Podstawowe pojęcia związane z działaniami higienicznymi:

Prawo

Higiena narzędzi i akcesoriów

Niezbędne dokumenty

6. Rodzaje fryzur Fryzury tradycyjne i klasyczne

Fryzury historyczne

Fryzury konkursowe

Fryzury subkulturowe

Fryzury nowoczesne

Fryzury rozrywkowo-sportowe

7. Strzyżenie włosów Strzyżenie nożyczkami

Strzyżenie maszynką

Strzyżenie nożyczkami i maszynką

Strzyżenie brzytwą, chińskim nożem, shavetką, temperą

8. Golenie Narzędzia, przybory, kosmetyki i urządzenia niezbędne oraz pomocne przy goleniu

Golimy!

9. Zarost na twarzy Broda

10. Mycie włosów i głowy, modelowanie fryzury Mycie włosów i głowy

Modelowanie fryzury

11. Ozdabianie Shape-up

Przedziałek

Wzorki

Koloryzacja

Zakończenie

Podziękowania

Źródła

Od Wydawcy

Wszystkie rozdziały dostępne są w pełnej wersji książki

Książkę tę dedykuję mojemu dziadkowi Władysławowi Bartkowiakowi, który podczas niemieckiej okupacji w latach II wojny światowej był fryzjerem męskim w Kołobrzegu. To On przekazał mi wiedzę o rzemiośle, inspirował i inspiruje mnie do dziś, a przede wszystkim zachęcił mnie do uprawiania tego zawodu.

Wstęp

Szturm przypuszczony w ostatnich latach przez męską część społeczeństwa na zakłady fryzjerskie dla mężczyzn, barber shopy czy choćby stanowiska dla panów w damsko-męskich zakładach nie ma precedensu w powojennej historii polskiego fryzjerstwa. Niezwykle poszukiwany jest każdy, kto ma pojęcie o sztuce strzyżenia brzydszej połowy, kto zna męskie zwyczaje, kto wie, do czego służy brzytwa, i potrafi użyć pomady czy wosku do wąsa. Nigdy wcześniej nie traktowano tego zawodu z takim szacunkiem i pietyzmem, nigdy wcześniej nie poszukiwano tak intensywnie fryzjera świadomego, który poświęcił się konkretnej specjalizacji. Taki fryzjer to osoba wyjątkowa — klienci już to wiedzą, a każdy zakład fryzjerski powinien wyjść naprzeciw ich oczekiwaniom. Taka jest przyszłość branży — im szybciej fryzjerzy to zrozumieją, tym lepiej. Przypomnienie mężczyznom o tym, że są mężczyznami i że dobre strzyżenie w przyzwoitych warunkach im się po prostu należy, jest kluczowe, by zrozumieć sens chodzenia do fryzjera męskiego. Na szczęście oprócz zainteresowania ze strony klientów powróciło też zaciekawienie ze strony branży fryzjerskiej, która wcześniej sprawiała wrażenie, że nie jest zainteresowana ginącym tradycyjnym rzemiosłem, traktując je raczej jako zbędny dodatek.

Patrząc z perspektywy czasu na fryzjerstwo, dostrzegam, że i w tym rzemiośle pojawiają się coraz węższe specjalizacje. Dziś jest niemożliwe, aby jeden fryzjer potrafił perfekcyjnie opanować wszystkie tajniki działu damskiego i męskiego zarazem. Każda z tych dziedzin wymaga gruntownego wyuczenia, aby móc osiągać solidne efekty, do tego trzeba jeszcze dodać wygórowane, wręcz koneserskie wymagania klientów. Specjalizacja to nasza przyszłość. Zresztą już na początku ubiegłego stulecia, gdy aktywność zawodowa fryzjera bazowała na fryzowaniu kobiet i mężczyzn, na zagadnieniach perukarstwa, sztucznych elementów owłosienia oraz golenia twarzy i głowy na mokro, dość często okazywało się, że dobry fryzjer damski rzadko jest takowym dla mężczyzn, i na odwrót. Dziś do tego dochodzi konieczność posiadania silnej podbudowy teoretycznej: wiedza dotycząca historii zawodu, jego etyki, dysponowanie tzw. kompetencjami miękkimi (m.in. umiejętność pracy w zespole, asertywność, radzenie sobie w sytuacjach konfliktowych), przestrzeganie zasad higieny, znajomość rysunku zawodowego (proporcje i budowa głowy i twarzy) oraz podstaw sesji zdjęciowych, rozumienie świata biznesu i reklamy, umiejętność prowadzenia stron w mediach społecznościowych czy właściwej komunikacji z klientem.

Znaczy to ni mniej, ni więcej, że fryzjer nie może być już traktowany jako fachowiec od wszystkiego, czyli taki, który przytnie grzywkę, ogoli zarost, zna się na perukarstwie, nakręci trwałą, nałoży balejaż, zna modne upięcia i ostrzyże dziecko. Co więcej, fryzjer sam nie może się w taki sposób traktować i musi się rozwijać w swoich specjalizacjach, a nie łapać wszystkiego, myśląc tylko o zysku, bo w końcu wyprzedzą go ci, którzy się skupią na tym, czego potrzebuje ich klient. Branża fryzjerska jest bowiem pojęciem bardzo pojemnym i nie da się przyswoić całego materiału fryzjerskiego w stopniu mistrzowskim z obu wciąż rozwijających się działów, zwłaszcza że każda gałąź z każdym rokiem rozwija się coraz mocniej, prężniej i intensywniej. Nie można nauczyć się wszystkiego. Gdyby ktoś chciał być w jednej osobie mistrzem fryzjerstwa męskiego i mistrzem fryzjerstwa damskiego i starał się wykonywać wszystkie czynności, nie pomijając znajomości trychologii, nowoczesnego farbowania włosów, golenia twarzy na mokro, sauny na włosy, poznawania nowości z prasy branżowej, internetu, pokazów, targów i szkoleń, a do tego trzymać rękę na pulsie w zakresie mody, nowych strzyżeń, technik, koków, ułożeń, ale też kosmetyków, preparatów, akcesoriów i narzędzi, to albo mu czasu i życia nie starczy, albo będzie coś robił po prostu niedokładnie i z niewystarczającym zaangażowaniem. Nie wyobrażam sobie, by mężczyzna był ciągle obsługiwany w zakładzie typu uniseks między trwałą ondulacją a farbowaniem włosów priorytetowych klientek, tak jak to często teraz ma miejsce, ponieważ męska usługa również wymaga czasu. A kobiety nie przepadają za tym, żeby mężczyźni kręcili się po zakładzie, kiedy one mają czas dla siebie i poddają się zabiegom pielęgnacyjnym. Robienie wszystkiego jest zawsze ze szkodą dla klientów, ale też nasza zawodowa kariera cierpi na tym, bo w pewnym momencie pojawia się zwątpienie w to, co się robi. Odpowiedzialny, myślący fryzjer zauważy, że zabrnął w ślepą uliczkę, z której jest tylko jedno wyjście — przewartościować, przemeblować wszystko w swojej głowie, zawrócić, spojrzeć w tył na początek swojej kariery i rozpocząć od nowa, ale inaczej, z pomysłem i bez popełniania wcześniejszych błędów.

Stwórzmy wygodne i klimatyczne miejsca dla naszych klientów, ale najpierw nauczmy się dobrze wykonywać to, co chcemy w przyszłości robić. Skupmy się na konkretnej specjalizacji jednego z działów i z pasją, zaangażowaniem oraz zdecydowaniem rozwijajmy się poprzez czytanie prasy i książek, branie udziału w targach, konferencjach, pokazach i szkoleniach, rozmawianie z fryzjerami z innych zakładów, miast i krajów na temat wspólnych problemów czy oglądanie filmów instruktażowych.

Każdy fryzjer ma pewien styl, który powinien stopniowo, lecz dynamicznie rozwijać. Nie ma więc sensu robić wszystkiego. Fachowiec od wszystkiego to fachowiec do niczego. Stanowczo sprzeciwiam się fryzjerstwu „złotych rączek”. Jestem zwolennikiem specjalizacji. Tylko one pozwolą nadążyć nam za ewoluującym rynkiem i konkurencją. Profesjonaliści oferują usługi w dyscyplinach, w których są mistrzami. Jedną z takich dyscyplin w zawodzie fryzjera jest fryzjerstwo męskie, zwane też barberingiem.

Od kilku lat obserwujemy na świecie, ale również w Polsce renesans zainteresowania męskim światem: modą, stylem życia, pasjami. W ten trend świetnie wpisuje się moda na tradycyjne męskie usługi w zakładach fryzjerskich i barber shopach. Barber shop to zakład fryzjerski dla mężczyzn, w którym oferowane są usługi, jakich nie znajdziemy w standardowych fryzjerniach znanych nam z większości ulic naszych miast. Mamy tam więc najczęściej prostą, ale doprowadzoną do perfekcji paletę kilku usług, takich jak konwencjonalne i nowoczesne strzyżenie włosów, trymowanie i kształtowanie brody czy golenie twarzy i głowy na mokro. Powstające jak grzyby po deszczu męskie zakłady fryzjerskie mają swoją specyfikę, indywidualny wystrój, często związany z hobby pracujących tam osób, przywracając pamięć po tego typu miejscach w stylu retro. Barber shopy w XXI wieku stały się miejscami, w których mężczyźni mogą znaleźć to, czego próbowali wcześniej szukać w normalnych, koedukacyjnych salonach fryzjerskich. Ponieważ tam tego nie znaleźli, barber shopy stały się pozasystemową odpowiedzią na zapotrzebowanie na rynku polskim w XXI wieku.

Wraz z pojawieniem się barber shopów okazało się, że brakuje wykwalifikowanej kadry, która mogłaby uczyć fryzjerstwa męskiego młodych ludzi wchodzących na rynek pracy. Widać wyraźnie, że potrzebujemy w Polsce zorganizowanej i usystematyzowanej edukacji uczniów w szkołach branżowych w zakresie podstawowej i rozszerzonej znajomości rzemiosła fryzjera męskiego. Ale trzeba też określić fundamenty zawodu dla tych, którzy już pracują, żeby pamiętali o podstawach.

*

Celem tej publikacji jest przybliżenie i zapoznanie — na tyle, na ile to możliwe — czytelników z jednym z najstarszych mikrokosmosów manufakturowych świata, z jego historią, kulturą, różnorodnością, technikami, produktami, modami i stylami.

W 2017 roku obchodziliśmy w Poznaniu pięćsetlecie Cechu Cyrulików i Balwierzy, którego współcześni fryzjerzy są bezpośrednimi spadkobiercami. To nam pokazuje, jak długo działa już nasza branża. A przecież to nie był początek, o czym czytelnicy będą się mogli przekonać w rozdziale poświęconym historii fryzjerstwa męskiego. Można powiedzieć — byliśmy, jesteśmy, będziemy i cały czas zmieniamy się na lepsze, dla dobra i coraz lepszego wyglądu i samopoczucia naszych klientów.

Sam dobrze pamiętam, że jeszcze nie tak dawno, bo w latach osiemdziesiątych, dział męski w zakładzie fryzjerskim wyglądał zupełnie inaczej niż piękne salony urody dla pań prezentowane w żurnalach. Było tam dość ascetycznie, ale panujący tam klimat do dziś jest moim niedoścignionym wzorem — taka atmosfera powinna być u barbera. Codzienne poranne i popołudniowe gazety (wtedy było coś takiego jak popołudniówka), wspólne pogaduchy, klasyczne kitle i fartuchy do strzyżenia, porcelanowe dwukomorowe miski, pędzle do golenia, bawełniane ręczniki, słowem — obrazek jak ze starych filmów.

*

Mężczyzna XXI wieku jest już innym człowiekiem niż członek społeczeństwa z ubiegłego stulecia. Stawia wymagania wykwalifikowanym fachowcom, ale też stawia większe wymagania sobie. Nie postrzega już zabiegów pielęgnacyjnych i fryzjerskich jako przejawu próżności, lecz jako oczywistość, a co za tym idzie — nie wybiera już byle kogo na „swojego” fryzjera. Stawia to nas, profesjonalistów, w określonej pozycji wobec klienta.

Włosy i brody zawsze były dla ludzi fetyszem. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu panowały w Polsce różne przesądy i zabobony związane z włosami. Podczas strzyżenia w domu na wsi nie wyrzucano ścinek do śmieci. Palono je, żeby ostrzyżonego delikwenta nie bolała głowa. Włosy pochodzą z głowy, więc wyrzucenie ich do śmieci jako „czegoś” od człowieka nie wchodziło w grę, a ogień od zawsze stanowił rodzaj oczyszczenia, swoistego katharsis. Bardzo uważano też, żeby ktoś nie włożył kępki włosów pod poduszkę dziecka — wierzono, że może to spowodować utworzenie się kołtuna zlepionych włosów w... gardle tego dziecka. Na przestrzeni wieków z różnych powodów włosy golono, strzyżono, zapuszczano, fryzowano, pudrowano, pomadowano i stylizowano. Podlegały i wciąż podlegają modom. Niektóre fryzury czy kształty bród i wąsów są tak charakterystyczne, że nosi się je bardzo chętnie, a inne z tego samego powodu są poddane ostracyzmowi. Słynny wąs Charliego Chaplina, tak chętnie noszony w latach dwudziestych i trzydziestych ubiegłego wieku, a nawet jeszcze po II wojnie światowej, dziś kojarzy się już tylko z nazistowskim przywódcą, choć przecież wąs to wąs i nie ma w nim polityki.

W książce Fryzura francuska w ilustracjach z 1910 roku zawarto informację, że nie należy strzyc włosów, ponieważ ich zadaniem jest obrona skóry głowy przed mikrobami oraz ochrona przed zimnem. To oczywiście tylko przesąd przekuty w naukową sentencję, który jednak pokazuje, jak różnie myślano i nadal myśli się o włosach i brodach. Kiedy kilka lat temu brody opanowały całą Polskę, nie brakowało ludzi, którzy nazywali brodaczy „bezdomnymi” i wieloma innymi negatywnymi określeniami. Teraz społeczeństwo przyzwyczaiło się już do tej mody, ale pytanie, co będzie kolejnym krokiem we fryzjerstwie męskim, jest ciągle aktualne, więc za jakiś czas znowu coś innego będzie ekscytować ludzi.

Jak widać, fryzjerstwo męskie ma różne oblicza, ale najważniejsze jest ciągle to samo — dobrze strzyc, golić, stworzyć klimat przyjazny klientom, pracownikom i samemu sobie oraz być służebnym wobec ludzi, którzy potrzebują naszych usług.

W niektórych krajach, myślę tu zwłaszcza o Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych, istnieją szkoły fryzjerstwa męskiego. W Polsce ten dział nie doczekał się jeszcze publikacji, stąd pomysł na tę książkę, która ma być pomocna w zdobywaniu wiedzy o naszym zawodzie, byśmy nie musieli się go uczyć tylko na pokazach organizowanych przez pasjonatów lub zaglądając do internetu. To publikacja dla barberów, fryzjerów męskich, fryzjerów damskich, uczniów zawodu oraz dla klientów i osób zafascynowanych tradycyjnym zawodem, mająca ukazać ponadczasowe piękno naszego rzemiosła.

Przyszłość fryzjerstwa i barberingu jest w naszych rękach.

Do dzieła!

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1. Historia fryzjerstwa męskiego

Zawód fryzjera męskiego jest wyjątkowo dobrze udokumentowany, co pokazuje, jak wielkie miał znaczenie w poszczególnych epokach. Do dziś zresztą szanowana jest w zakładach fryzjerskich symbolika sprzed wieków. Niezwykle ważne dla zrozumienia istoty fryzjerstwa męskiego jest opisanie i usystematyzowanie pojawiających się na przestrzeni czasu narzędzi, technik, mód, cechów rzemieślniczych, subkultur i obyczajów związanych z męskimi fryzurami, brodami i goleniem, a także przybliżenie różnych wierzeń i fobii (jak na przykład rytuały piastowskie celebrowane przy dziecięcej inicjacji albo średniowieczne usuwanie kołtuna, czyli zlepka włosów, którego pozbycie się było ściśle regulowane). Historia świata i historia fryzur, włosów oraz bród płyną równolegle, nierzadko mając na siebie silny bezpośredni wpływ.

Starożytność

Historia fryzjerstwa męskiego zaczyna się w momencie pojawienia się człowieka na naszej planecie. Dzięki rysunkom i malowidłom naskalnym wiemy, jakie fryzury nosili nasi przodkowie, i możemy domniemywać, że fryzura i brody miały jakieś znaczenie — może przywódcze, może chroniące przed zimnem, może nawet chodziło o dobrą prezencję, a może znaczenie owłosienia pierwotnych ludzi ma zupełnie inne wyjaśnienie, którego nigdy nie poznamy.

Zachowane do dziś fragmenty pamięci o starożytności w postaci zabytków, nagrobków czy przedmiotów codziennego użytku mówią nam o tym, jak ludzie żyli i funkcjonowali, jak jedli i jak się fryzowali. Takie znaleziska istnieją na całym świecie, co oznacza, że ludzie, mimo że oddaleni od siebie o tysiące kilometrów, zawsze dochodzili do podobnych wniosków — również w kwestii swoich włosów i brody. W miejscach ich siedzib, zarówno tych bardzo starych, jak i młodszych, które są teraz stanowiskami archeologicznymi — na przykład w Biskupinie, wielkopolskiej osadzie łużyckiej, której początki sięgają XIV wieku p.n.e. — znaleziono mnóstwo narzędzi do czesania lub ozdabiania włosów, z kości, rogów lub kamienia. Systematyczne prace wykopaliskowe prowadzone w wybranych miejscach w Wielkopolsce pozwoliły na znalezienie około stu sześćdziesięciu wyrobów grzebieniarskich. Najnowsze badania chemiczne włosów tak zwanego torfowego człowieka, młodego mężczyzny z irlandzkiego Clonycavan (ok. IV–II w. p.n.e.), potwierdzają, że były one utrwalone specjalnym rodzajem żelu na bazie oleju roślinnego i żywicy, a analizy mumii egipskich sprzed pięciu tysięcy lat jednoznacznie wskazują, że na włosach faraonów pozostały resztki czegoś w rodzaju pomady, żelu czy brylantyny do włosów z dużą ilością zwierzęcego tłuszczu. Starożytni Egipcjanie w ogóle wykazywali dużą dbałość o włosy — kapłani golili głowy i twarze na łyso różnymi sierpowymi rodzajami brzytew z muszli, miedzi, brązu i kamienia oraz używali sztucznych zarostów zakładanych wokół szyi i brody na pasku, a zakłady fryzjerskie były w tamtym czasie głównie miejscami pracy niewolników, którzy sami golić się nie mogli i nosili dłuższe włosy. Prawdopodobnym powodem golenia włosów w Egipcie były upał i chęć łatwiejszego utrzymania higieny. W okresie Starego Państwa, obejmującego czas od około 2675 do 2170 roku p.n.e., mężczyźni nosili małe brody o różnych kształtach wraz z przystrzyżonymi włosami fryzowanymi w loczki na krawędziach podciętych na okrągło, z kolei w czasach Nowego Państwa (ok. 1570–1070 roku p.n.e.) męskie fryzury były bardziej skomplikowane, składały się z loków ułożonych nad czołem i długich włosów opadających na ramiona.

Na niektórych stanowiskach archeologicznych, gdzie szukano narzędzi używanych przez Wikingów, znaleziono pierwowzory brzytew, natomiast nie stwierdzono jednoznacznie, czy Wikingowie golili tymi brzytwami swoje twarze, czy nie. Może używali ich w innym celu, a może goliła się nimi inna kasta społeczna niż wojownicy. Wszystko wskazuje na to, że Wikingowie, którzy żyli od VIII do mniej więcej XI wieku, nosili długie włosy i brody, które stanowiły dla nich oznakę waleczności, męskości i pierwotnej siły jak u mitycznego Samsona, dla którego ścięcie włosów było jednoznaczne z utratą tych atrybutów.

To samo można powiedzieć o plemionach Merowingów, protoplastach Franków, żyjących między V a VIII wiekiem na terenach dzisiejszej Francji, Belgii i Niemiec. Uważali się oni za potomków Marii Magdaleny, uznawanej za patronkę fryzjerów, stąd też włosy były dla nich niezwykle istotne — wierzyli, że w nich tkwi ich siła, a pozbawienie włosów może im ją zabrać. Jeden z ostatnich panujących Merowingów, Childeryk III, został pozbawiony tronu, odesłany do klasztoru, ale przede wszystkim ostrzyżony, co miało stanowić jego poniżenie i odebranie mu symbolu władzy i siły.

W starożytnych Chinach Konfucjusz, żyjący około 500 lat p.n.e., nosił pełną długą brodę i długie proste wąsy.

Japończycy nosili warkocze, ale japońscy samuraje — grupa społeczna, która powstała w tym kraju na przełomie VII i VIII wieku — mieli bardzo specyficzne fryzury: wszystkie włosy zebrane do środka głowy, upięte na czubku i wygolone z przodu, nad czołem.

W Ameryce Południowej możni Aztekowie strzygli się do ramion, ich kapłani golili się do skóry, a chłopstwo podcinało włosy powyżej uszu. Z kolei Indianie Ameryki Północnej wyrywali wyrastające im włosy na brodzie, a włosy na głowie albo zapuszczali na długie, albo strzygli w „irokeza” (od nazwy jednego z plemion zamieszkujących ten teren).

W cywilizacji sumeryjskiej do bród i golenia używano olejków i układano brody na żelazka — rodzaj starożytnych lokówek rozgrzewanych w ogniu. Z kolei Babilończycy i Asyryjczycy mieli na wyposażeniu praformy brzytew. Traktowali zarost i włosy z wielką starannością, co potwierdzają zachowane kamienne płaskorzeźby. Na rycinach przedstawiających króla Sargona Wielkiego, twórcę imperium akadyjskiego, który panował od 2334 do 2279 roku p.n.e., widać, że z wielką dbałością pielęgnowano brody strzyżone specjalną techniką „schodkami w dół”, oznaczającą, że broda splatana później w warkocze płynęła falami jakby z różnych kierunków do dołu w formy trójkąta lub prostokąta.

W starożytnej Grecji łaziebnicy-golibrody pełnili dość ważną funkcję społeczną i rzeczywiście ich usługi można by nazwać usługami dla ludności we współczesnym tego słowa znaczeniu. Tamtejsza sztuka fryzjerska stała na bardzo wysokim poziomie. Pielęgnacja męskich bród i włosów była doprowadzona do perfekcji — formy fryzur oraz używane kosmetyki do pielęgnacji świadczą o zaawansowaniu Greków w posługiwaniu się proporcją, narzędziami, produktami i myśleniu o kształcie twarzy i głowy. Wprowadzili oni wyraźny podział na rzemieślników zajmujących się fryzjerstwem męskim i damskim. W tamtym okresie odnotowano przynajmniej kilka mód na fasony fryzur — od długich włosów opadających na ramiona, podwijania włosów do góry, strzyżenia krótkich fryzur, golenia wąsa przy jednoczesnym zostawianiu brody, aż do pełnego golenia twarzy na mokro wprowadzonego przez Aleksandra Macedońskiego w wyniku praktycznych obserwacji podczas licznych wojen — wojownika bez brody nie dało się przecież za nią chwycić.

Z kolei starożytni Rzymianie jako zdobywcy i zaborcy przejmowali również kulturę i rzemiosło podbijanych krajów, ale działało to w dwie strony — bo i podbite ludy korzystały ze zdobyczy cywilizacyjnych Rzymu, czego przykładem z naszej branży jest to, że Germanie pozostawili po sobie resztki brzytew i grzebieni w rzymskim stylu. Dwieście lat przed narodzeniem Chrystusa Rzymianie nosili brody, a mnie więcej sto lat później zaczęli się regularnie golić tak jak znani mężowie, ówcześni celebryci (co zarazem pokazuje, że wzorowanie się na idolu nie jest wymysłem współczesnej popkultury). Od tego czasu golenie w zakładach fryzjerskich stało się zwyczajem rzymskiego mieszczanina.

Fryzjer męski nazywany był w Rzymie „tonsorem”. Używał żelaznych nożyc i golił prymitywnymi brzytwami. Co dziwne, do golenia używano tylko wody, nie namydlając twarzy i nie skrapiając jej żadnymi olejami, był to więc zabieg długi i bolesny. Nie obywało się bez skaleczeń, które trudno się goiły, aż w końcu jeden z cezarów ustalił za to kary pieniężne. Rzymskie zakłady fryzjerskie były często odwiedzane i kwitło w nich życie towarzyskie, bo taka była i jest natura tego typu miejsc. Podobnie zresztą jest w dzisiejszych barber shopach, gdzie panuje klimat wolnej dyskusji między wszystkimi osobami znajdującymi się w lokalu.

Starożytność położyła fundamenty pod kolejne etapy rozwoju fryzjerstwa męskiego w następnych epokach.

Od średniowiecza do XVIII wieku

Współcześni barberzy i fryzjerzy męscy to spadkobiercy średniowiecznych cyrulików i balwierzy. Nazwy „cyrulik” i „balwierz” przyszły wraz z rzemieślnikami tego zawodu z zachodu Europy. Polskie słowa „balwierz”, „bałwierz”, „balbierz”, „barbierz”, „barwirz” lub „barwierz” wywodzą się z języków francuskiego i niemieckiego od słowa barbier lub włoskiego barbiere, a wszystkie one od łacińskiego barbitonsores, czyli — tłumacząc dosłownie na polski — „tego, który strzyże brody”. „Cyrulik”, czyli po polsku „chirurg”, pochodzi od łacińskiego słowa cirurgicus lub chirurgus, ale podobnie brzmiące są greckie cheirourgos lub włoskie ciruico, które również mogą być źródłem tłumaczenia.

W tamtych czasach rzemieślnicy często wędrowali ze swym podręcznym kramem za chlebem po całej Europie. Nie było granic w dzisiejszym znaczeniu tego słowa, więc pielgrzymowali oni z miasta do miasta. Wraz z ludźmi wędrowała nie tylko wiedza, narzędzia i mody, ale również nazewnictwo. Przynosili oni nowiny, plotki, przyczyniali się do wymiany myśli branżowej i technologicznej. Stąd jednymi z pierwszych godeł fryzjerów z tamtego okresu są podwiązka do uciskania żył, oznaczająca chirurgiczne umiejętności upuszczania krwi, oraz sroka, czyli plotkarstwo. Ale nie tylko emigracja ekonomiczna sprawiała, że rzemieślnicy krążyli po Europie. Po zakończeniu terminowania, czyli trzyletniej nauki u mistrza, nowo wyuczony lub, jak wtedy mówiono, „wyzwolony” czeladnik miał obowiązek przepracować u swojego mistrza pół roku, ale jeśli nie zdał egzaminu, musiał przez rok wędrować od miasta do miasta, żeby swoje umiejętności sprawdzić w praktyce i po roku znowu przystąpić do egzaminu. Również za porzucenie pracy lub nieprzychodzenie do niej w okresie przedświątecznym, przedjarmarcznym lub w każdym innym, w którym było wielu klientów, „skazywano” na roczną banicję, która skutkowała przeniesieniem do innych miast, co zresztą nie było takie proste, bo w każdym mieście pilnowano, aby nie pojawiała się nowa konkurencja. Dbano bardzo o to, żeby nie dopuszczać do pracy osób niezrzeszonych w cechu, i ci, którzy wykonywali pracę bez odpowiednich pozwoleń, byli nazywani partaczami lub przeszkodnikami. Oni z kolei zrzeszali się w nieformalnych i nielegalnych stowarzyszeniach konkurencyjnych dla cechów, za co byli stawiani przed sądami i karani.

W Polsce w tamtym czasie istniały liczne inne cechy rzemieślnicze, wymieńmy choćby najstarsze: zdunów, snycerzy, czyli rzeźbiarzy, rzeźników, krawców, piekarzy, szewców, ślusarzy, murarzy i garbarzy. Kodeks Baltazara Behema, krakowskiego urzędnika i notariusza, czyli spisany almanach praw, rot i ustaw dla cechów krakowskich z 1505 roku, jest najstarszą wzmianką o zrzeszeniach cyrulickich i wielu innych cechach polskich rzemieślników. Zawiera on barwne miniatury z życia rzemiosła krakowskiego, między innymi symbole cechu balwierzy krakowskich. Jeśli o symbolach mowa, to większość znanych symboli i herbów pochodzi właśnie z okresu średniowiecza i często ma odniesienie do obu wykonywanych profesji: medyczno-chirurgicznej i golarsko-fryzjerskiej. Są już wcześniej wspomniane sroka i podwiązka do żył, ale też mnóstwo innych: w polu czerwonej tarczy nakryta pokrywą złota puszka na maści oraz dwie otwarte brzytwy w oprawach z kości, brzytwa lub puszczadełko do krwi, puszki na medykamenty, szczypce do usuwania kamieni nerkowych, noże, łopatki do maści, brzytwy, korby do wiercenia w kościach, piły o toczonych rączkach, brzytwy półotwarte lub przymknięte, ufryzowane główki, żelazka do trwałej ondulacji i podgrzewacze, szczotki, otwarte nożyczki, skrzyżowane grzebienie, a czasem wszystkie trzy elementy: grzebień, brzytwa i nożyczki. Dziś to może wydawać się dziwne, ale od początku dziejów cyrulik oznaczał zarówno fryzjera, jak i chirurga, a w niektórych wypadkach po prostu medyka. Obie branże pracowały z ludzkim ciałem i krwią. W średniowiecznym społeczeństwie jeden rzemieślnik przyjeżdżający do miasta „załatwiał” kilka spraw branżowych naraz. Powodem naturalnego trwania w symbiozie medyków i golarzy była słaba wiedza specjalistyczna oraz fakt, że ze względu na duże odległości nie można było sobie pozwolić na przyjazd osobno lekarza i fryzjera. Cyrulik oferował te dwie usługi w pakiecie. Z czasem, kiedy chirurdzy stawali się światli, wykształceni na uniwersytetach, nie chcieli mieć nic wspólnego z nieprofesjonalnymi chirurgicznymi usługami golibrodów. Dzisiejszy świat jest światem specjalizacji, ale nie było tak od początku.

Najbardziej znanym symbolem w Polsce był zawsze talerz z blachy, najpierw cynowy, później chromowany, podwieszony przed drzwiami do zakładu na dwóch łańcuszkach. Kiedy nie było klientów, balwierz wychodził i uderzał w talerz, dając sygnał, że jest wolne miejsce na fotelu. Do dziś wiele zakładów fryzjerskich posiada taki talerz przed wejściem jako ozdobę. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu talerz był przez uczniów codziennie piaskowany, czyszczony i dopiero wtedy wywieszany na zewnątrz w celach przede wszystkim reprezentacyjnych.

Natomiast historia talerza jest dłuższa i ciekawsza. W czasach średniowiecznych, kiedy cyrulicy, balwierze i łaziebnicy wykonywali również usługi fryzjerskie, ale najczęściej świadczyli dla ludności usługi okołomedyczne, łaziebnicze i chirurgiczne, miska cynowa, zwana balwierską, była bardzo ważnym przyborem w codziennej pracy. Do misek bądź talerzy upuszczano krew, myto w nich ręce, wrzucano wyrwane zęby i fragmenty amputowanego ciała, przygotowywano i przenoszono w nich wodę do kąpania i mycia. Zastosowanie ich było szerokie, wszak trudno sobie wyobrazić, że nie ma w nowoczesnym zakładzie fryzjerskim podręcznej umywalki, a taką rolę pełniła miska balwierska. Bogatsi cyrulicy mieli misy zdobione, malowane wewnątrz, z pejzażami czy scenkami z życia codziennego. W tamtych latach wywieszano lub wystawiano jeszcze po kilka misek na zewnątrz, prawdopodobnie do wyschnięcia lub w celu reklamowania zakładu. Dopiero w późnym średniowieczu zamieniono talerz na cynowy, a jeszcze później na chromowany. Na miniaturze w Kodeksie Behema widać trzy miski, jedna obok drugiej, jako symbol szesnastowiecznych cyrulików. Liczba misek w pewnym okresie świadczyła o liczbie zatrudnionych tam czeladników, później wywieszano trzy jako symbol miejsca, co właśnie odnotował Baltazar Behem w swojej antologii.

Zresztą w literaturze miska balwierska jest popularnym elementem, by wspomnieć choćby przygody Don Kichota, który walczył z człowiekiem mającym na głowie takąż miskę.

Kolejnym ważnym symbolem, silnie utożsamianym z barber shopami i kulturą tych miejsc, jest fryzjerski walec, czyli barber pole. Jego kolorystyka pochodzi jeszcze z czasów późnego Cesarstwa Rzymskiego, a na zachodzie Europy z wczesnego średniowiecza, gdy cyrulicy otaczali się kolorami czerwonym i białym. Oprócz misek i talerzy wystawianych do wyschnięcia wywieszano również okrwawione bandaże, które schnąc na wietrze, tworzyły rodzaj karuzeli, pierwowzoru walca. Informacja dla klienta była jasna: w tym miejscu można się umyć, ogolić, podstrzyc lub skorzystać z usług chirurgicznych czy łaziebnych. Po pewnym czasie pomyślano, żeby zamiast bandaży wyprodukować kręcący się walec, który odtąd symbolizował branżę. Trend ten został zapoczątkowany w Wielkiej Brytanii, z której też pochodzą pierwsze tego typu walce. Wtedy były puszczane w ruch za pomocą ręki, teraz najczęściej są napędzane prądem elektrycznym. Ten barber pole został przejęty jako symbol fryzjerów męskich na całym świecie. Jego symbolika jest oczywista: krew i bandaże, czystość i zabiegi. Kolor biały to bandaż do opatrywania ran, czerwony — krew, która była wszechobecna w tamtym fachu, a niebieski — żyły, które podcinano dla upuszczania krwi, ale też oznaczany na niebiesko w medycznych diagramach anatomicznych żylny układ krwionośny.

Słowo „barber” pochodzi z łacińskiego słowa barba oznaczającego brodę. Barber to po polsku fryzjer męski, który zajmuje się nie tylko strzyżeniem bród i goleniem, ale także fryzowaniem czy pielęgnowaniem włosów i bród. Barber shop to zatem, z języka angielskiego, zakład fryzjerski dla mężczyzn.

Piast Kołodziej

Jeśli chodzi o Polskę, to od zawsze towarzyszy nam opowieść o postrzyżynach Siemowita dokonanych przez jego ojca Piasta Kołodzieja. Śmiało można więc powiedzieć, że historia naszego kraju zaczyna się od strzyżenia włosów. Spisana przez kronikarza Galla Anonima legenda o kruszwickim chłopie Piaście Kołodzieju pokazuje pewną słowiańską tradycję związaną z włosami. Piastowie przez pierwszy rok życia dziecka nie czesali jego włosów grzebieniem, wierząc, że dzięki temu przeżyje ono ten rok. Siedmioletni chłopiec dostępował natomiast uroczystych postrzyżyn, czyli wprowadzenia w wiek nastoletni oraz symbolicznego przejścia pod opiekę i wychowanie ojca, a w roli strzygącego występował właśnie jego ojciec. U plemion germańskich pierwsze strzyżenie, czyli wejście w dorosłość, następowało w wieku dwunastu lat. Jedno z tamtych plemion, zwane Longobardami, czyli Długobrodymi (longa — długa, barba — broda), charakteryzowało się właśnie długimi brodami, co dodawało im wojowniczości, zaś kobiety longobardzkie spinały swoje długie włosy przy szyi w taki sposób, żeby wyglądały jak broda.

Fryzura „na Piasta Kołodzieja”, czyli równe cięcie wkoło, na garnek, zwana tak od swego protoplasty, była wiejskim, prostym strzyżeniem dla chłopstwa. Często towarzyszył jej sumiasty, opuszczony w dół tak zwany piastowski wąs.

W tym czasie możni i władcy przedstawiani na malowidłach, monetach i rzeźbach również nosili długie włosy, często z brodą i wąsami, choć powoli zaczynała się pojawiać nowa moda. Fryzura o nazwie „podgolony łeb” opanowała Polskę i podgalać się tak zaczęli wszyscy mężczyźni. Znajdowała ona swoje uzasadnienie w późnym przyjęciu chrześcijaństwa przez Polskę i miała świadczyć o bogobojności polskiego ludu, potwierdzać wyjątkową religijność i być podobną do tonsury.

Tonsura

Tonsura to mnisia fryzura polegająca na zostawieniu na głowie rodzaju korony cierniowej z włosów. Była chyba najdłużej usankcjonowaną i nakazaną fryzurą w historii świata. Wprowadzona została jako obowiązkowa dla duchowieństwa przez papieża Honoriusza I w 633 roku na synodzie w Toledo, a zniesiona przez papieża Pawła VI w roku 1972. To fryzura, która przetrwała ponad 1300 lat!

Podgolony łeb

„Podgolony łeb”, „wysokie polskie cięcie”, „łaszczówka” — wszystkie trzy nazwy są prawidłowe — charakteryzowały się wysokim wygoleniem, jakby od garnka, powyżej uszu i do potylicy, zostawiając na górze głowy burzę włosów. Czasami wygalano tylko skronie i grzywkę do połowy głowy, a czasami zostawiano tylko długi czub.

W trzynastowiecznej Europie było powszechnie wiadomo, że Polacy strzygą się krótko, powyżej uszu i golą sobie wąsy oraz brody — moda rozprzestrzeniona w całym kraju była wtedy obiektem drwin na Zachodzie. W XV wieku zwyczaj podgalania się Polaków częściowo zanikł i zaczęto włosy wraz z brodą i wąsami zapuszczać na modłę zachodnią, zarazem jednak w całej Europie przejęto polskie obyczaje modowe i zaczęto się wysoko strzyc. W Polsce mimo zmiany mody na fryzury dłuższe, w niektórych bardziej tradycyjnych kręgach drobnej szlachty czy mieszczan nadal zamawiano sobie u cyrulików jako fryzurę mocno podgolone boki i kark. Dzięki temu wierność tradycji fryzury została zachowana. Podczas procesu polsko-krzyżackiego w 1422 roku zeznający świadkowie mówią, że to papież nakazał Polakom nosić tak podgolone fryzury, a do tego jeszcze obowiązkowo na szyjach białe chustki. Fryzura ta w Polsce ponownie odżyła w wieku XVI, zapewne pod wpływem Orientu, ale najbardziej chyba dzięki królowi Stefanowi Batoremu żyjącemu w pierwszej połowie XVI wieku, który był wielkim orędownikiem powrotu do tradycji w tej kwestii. Na przełomie wieku XVI i XVII „wysokie polskie cięcie” było już znakiem rozpoznawczym każdego szanującego się polskiego szlachcica. Mimo różnych pojawiających się nowych mód, jeszcze za czasów Augusta III „podgolony łeb” zajmował najsilniejszą pozycję.

Do spopularyzowania tej fryzury bardzo przyczynił się Samuel Łaszcz, urodzony pod koniec XVI wieku, a zmarły w 1649 roku polski strażnik koronny, znany warchoł, rozrabiaka, człowiek o wojowniczej naturze i wielki miłośnik cięcia „na podgolony łeb”. Świadkowie opisujący jego wjazdy we wrogie wojska na rozpędzonym koniu z szablą w dłoni i obłędem w oczach oraz z rozwianym puklem zostawionych na czubku głowy włosów mówili, że to ta fryzura właśnie najbardziej rzucała się w oczy. Noszenie wyniosłego czuba przez tak wyjątkowego awanturnika przyczyniło się do powstania wielu legend, zaś nowa nazwa zdetronizowała dwie poprzednie i dziś mówimy najczęściej o „łaszczówce”.

Niezależnie od nazewnictwa fryzura ta była obecna w obyczajowości i tożsamości polskiej przez ponad 700 lat, a może nawet dłużej, jako że „wysokie polskie cięcie” opisywane przez kronikarzy już w XI wieku musiało mieć wcześniejsze pochodzenie. Skoro o nim wspominano, musiało już istnieć od jakiegoś czasu.

Różne rodzaje podgolonego łba

Kołtun

Kołtun to obok fryzury piastowskiej i „podgolonego łba” nasze trzecie, choć najmniej napawające dumą uczesanie narodowe. Choć może słowo „uczesanie” nie jest zbyt fortunnym terminem. Złe warunki higieniczne codziennego życia, większy nacisk na sprawy ducha niż ciała, brudne ręce, niemycie włosów i mimo obowiązkowych łaźni ogólny brak dbałości o higienę osobistą doprowadzały do powstawania kołtunów, czyli zlepionych niejako w dready całych pasm włosów. Kołtun nie jest jednostką chorobową ani tym bardziej fryzurą, tylko efektem pewnych zachowań, ale wierzono, że jego obcięcie może doprowadzić właściciela do jeszcze poważniejszych konsekwencji. Powstawał najczęściej u osób leżących długotrwale w łóżku z powodu innych schorzeń, często reumatycznych. Kołtun znany jest od XIII wieku i ostatni taki przypadek był widziany w Polsce w roku 1957 (jego właścicielka nie wyraziła zgody na obcięcie kołtuna w obawie przed oślepnięciem).

Od około 1600 roku kołtun uważany był za specyficzną chorobę polską, choć chorobą de facto nie był, a najtrudniejsza była walka z przeświadczeniem ludu o jego rzekomej nietykalności.

Mamy więc trzy polskie fryzury, takie absolutnie nasze, nie kopiowane i wynikające z pewnych słowiańskich zależności i uwarunkowań społeczno-higieniczno-mentalno-tradycyjnych. Choć może kołtun trudno nazwać fryzurą, to był elementem codziennego życia w Polsce zauważonym przez cudzoziemców i opisanym przez kronikarzy tak samo jak fryzura i wąs „na piasta” czy „podgolony łeb”, „wysokie polskie cięcie” czy „łaszczówka”. Oczywiście w czasie królowania tych trzech polskich fryzur pojawiało się całe spektrum różnych strzyżeń, mód w zakresie włosów, brody i wąsów. Czasami rycerze nie nosili bród, ponieważ nie mieściły się one pod hełmem, innym razem strzygli je krótko jak rycerze zakonu krzyżackiego, którzy nie mogli się golić, ale mieli nakaz schludnego przycinania bród i wąsów. W polskich legendach diabły zawsze mają bródki i wąsiki, a inkwizytorzy kazali najpierw swoje ofiary golić, żeby diabeł nie chował się w ich włosach. Z kolei w Rosji, w przeciwieństwie do Polski, twierdzono, że diabeł jest gładko ogolony, po drugiej stronie stawiając brodatych pobożnych popów, toteż rosyjscy bojarzy wręcz obsesyjnie reagowali na zakazy noszenia bród i opodatkowywanie ich na rzecz skarbu państwa przez kolejnych carów.

Podobnie ich angielscy koledzy brodacze, którzy nakazem króla Anglii Henryka VIII z roku 1535 musieli się obowiązkowo golić. Ciekawe, że nie dotyczyło to samego króla, który z powodzeniem nosił brodę do końca swego życia. Królowa Elżbieta I w XVI wieku wymyśliła zaś podatek dla brodaczy (być może chodziło tu o wsparcie angielskiego przemysłu i zakładów nożowniczych, na przykład w Sheffield, w których produkowano też brzytwy). Panowały wtedy wśród rycerstwa i możnych panów również mody na włosy długie, nawet u mężczyzn specjalnie trefione, czyli kręcone i układane w pukle i loki, bywały okresy golenia i zapuszczania brody. Było więc tak, jak dzieje się współcześnie — część osób wybiera fryzury nowoczesne, a inne wolą uczesania bardziej tradycyjne.

Cechy rzemiosł

Cechy zwane stowarzyszeniami, zgromadzeniami lub bractwami znane są w średniowiecznej Europie mniej więcej od początku istnienia miast jako takich i grupują ludzi jednej branży we wspólnej organizacji. We Francji, a właściwie w Królestwie Franków, pierwsze stowarzyszenie cyrulików zawiązało się w roku 1096, czyli za rządów Filipa I, co zbiegło się w czasie z pierwszą wyprawą krzyżową. Cyrulicy jako biegli w sztuce opatrywania ran również brali udział w krucjacie i być może zarejestrowali swą działalność właśnie po to, by móc legalnie wyruszyć na wyprawę.

We włoskich miastach pierwsze zrzeszenia rzemieślnicze nazywane ministeriami pojawiły się około X–XI wieku, co poświadcza, że rzemieślnicy chcący się zrzeszać, na których usługi był popyt, stanowili element średniowiecznej układanki społecznej przynajmniej od tego momentu, a może i wcześniej. Rosnąca liczba ludności miast sprawiła, że zaczęła się rozwijać wytwórczość rzemieślnicza. Pierwsze cechy łaziebników, którzy zrzeszali się równolegle do balwierzy i cyrulików, pojawiły się w XIV wieku. Łaziebnicy, tak samo jak balwierze i cyrulicy, prowadzili łaźnie, w których oprócz przygotowywania i podgrzewania wody, mycia i kąpania ludności zajmowali się również goleniem twarzy z zarostu oraz strzyżeniem włosów i bród, ale ważnym źródłem ich utrzymania były proste zabiegi chirurgiczne, takie jak upuszczanie krwi, usuwanie wrzodów, wycinanie brodawek, opatrywanie ran, nakładanie plastrów, nastawianie złamań i zwichnięć, wyrywanie zębów, usuwanie kamieni moczowych i inne proste operacje bazujące na ludowych, naturalnych sposobach, ale też na coraz lepszej znajomości ludzkiej anatomii. Do ich obowiązków należało także obcinanie paznokci u rąk i nóg. Poważniejsze operacje i leczenie mniej znanych i groźniejszych chorób odbywało się na uniwersytetach lub w szpitalach, czym zajmowali się medycy, ale nasza branża zrodziła prototyp cywilnego felczera, czyli kogoś z podstawową wiedzą medyczną, kogo wzywano często do opatrywania ran w szpitalach.

Sam fakt pojawienia się cechów nie świadczy o tym, że przedtem łaziebników nie było. Oczywiście byli, tylko niezrzeszeni. Od momentu, kiedy zaczęli się zrzeszać, wzięli na siebie dokładnie taki sam zakres obowiązków jak bractwa cyrulicko-balwierskie, więc prędzej czy później musiało dojść do nieporozumień w kwestii monopolu i dostępu do klientów (pacjentów), a co za tym idzie — do pieniędzy. Zwłaszcza że mniej więcej w tym samym czasie doszło do ograniczenia medycznej działalności duchownych — lekarzy, hierarchowie kościelni zauważali bowiem coraz większą sprzeczność między głoszeniem Słowa Bożego a zadawaniem bólu przy operacjach chirurgicznych, amputacjach czy przyżeganiu ran, czyli wypalaniu ich rozżarzonym żelazem. Zaczęto zabraniać mnichom pełniącym obowiązki medyków oddalać się od swoich klasztorów na dłuższy czas, w efekcie nie mogli oni brać udziału w częstych wtedy wojnach, a to tam właśnie było najwięcej pracy dla ówczesnych chirurgów. Stanowisko Kościoła wyrażone przez papieża Innocentego II podczas Soboru Laterańskiego II z 1139 roku doprowadziło do zakazu zajmowania się chirurgią klerykom, a w 1163 roku papież Aleksander III podczas synodu w Tours, któremu przewodniczył, specjalnym edyktem zezwolił balwierzom, cyrulikom, katom i łaziebnikom na wykonywanie zabiegów chirurgicznych. Słynne słowa: „Ecclesia abhoret a sanguine”, czyli „Kościół wyrzeka się krwi”, wypowiedziane przez papieża Innocentego III na Soborze Laterańskim IV w 1215 roku, w sposób ostateczny zabroniły zajmowania się chirurgią wszystkim osobom duchownym „Ponadto sztuką chirurgii, która pozwala na wypalanie i amputacje, nie może się zajmować subdiakon, diakon ani kapłan”. Oczywiście nie oznaczało to, że chirurgia przestanie istnieć, tylko że zajęły się nią inne profesje. Najbliżej byli balwierze, bo to oni strzygli mnisie tonsury i zajmowali się ich goleniem. Przy goleniu i strzyżeniu nawiązywały się rozmowy i balwierze korzystali z rad kapłanów, którzy od tego momentu musieli zaprzestać pracy z nożem i ogniem. Kaci i łaziebnicy jako ci, którzy też mieli coś wspólnego z ludzkim ciałem, również wypełnili pojawiającą się lukę zawodową.

*

Jedną z pierwszych wzmianek o cechach balwierskich w Polsce spotykamy za panowania króla Zygmunta I Starego w XVI wieku, któremu podczas pobytu na Węgrzech cyrulik puścił krew z powodu wysokiej gorączki (było to jedno z nielicznych spotkań tego monarchy z chirurgicznymi umiejętnościami balwierzy). Niewątpliwie cechy istniały wcześniej, ale nie zadbano o zapisanie ustaw lub nie zachowały się pisma na ten temat. Uregulowania jakieś musiały być, bo dyskusja publiczna między łaziebnikami i balwierzami-cyrulikami a chirurgami w sprawie dostępu do zawodu trwała już dużo wcześniej i była, delikatnie mówiąc, burzliwa.

Wiemy, że pierwszy znany nam polski Cech Chirurgiczny powstał w 1454 roku w Gdańsku, w 1509 roku weszła w życie cyrulicka ustawa wileńska, w styczniu 1517 powstał w Poznaniu Cech Cyrulików i Balwierzy potwierdzony przez Zygmunta I Starego, a w 1570 nadano przywilej Cechowi z Krakowa, w 1592 Zygmunt III Waza dał przywilej cyrulikom warszawskim, zaś w 1597 przywilej otrzymał Cech Lubelski, w 1609 Cech Cyrulicki w Łukowie, a w 1622 roku przywilej dostał Cech Cyrulicki w Zamościu i w 1783 Cech Cyrulików w Kazimierzu.

Cech fryzjerski

Hierarchia w rzemiośle fryzjerskim, jak go dziś nazywamy, od początku istnienia cechów jest taka sama: mistrz, zwany kiedyś majstrem lub magistrem, czeladnik, nazywany ongiś towarzyszem lub półtowarzyszem, i uczeń, zwany chłopcem, terminatorem lub sztyftem. Nauka zarówno wtedy, jak i teraz trwała trzy lata.

Cyrulicy za swoje usługi pobierali spore kwoty i dorabiali się majątków, domów, ruchomości, biżuterii i dużego inwentarza swoich narzędzi, w tym brzytew, mis cynowych, puszczadełek, nożyc, wanien, moździerzyków, kleszczy, piłek do kości, kamieni do brzytew i wielu innych. Często służyli na dworach królewskich, lecząc, goląc i strzygąc możnych, dzięki czemu stawali się jeszcze bardziej majętni.

W XV wieku zaczęła istnieć coraz silniejsza i już złączona w cech grupa chirurgów właściwych (Cech Chirurgów powstaje w 1452 roku w Hamburgu), powodując pierwszy poważny rozbrat między tymi zawodami. Coraz wyższy poziom wiedzy sprawia, że balwierze muszą albo sami zdobywać wiedzę z ksiąg, albo chociaż podpatrywać tak zwanych chirurgów właściwych. Wiele wskazuje na to, że w średniowiecznych cechach polskich bardzo starano się o rozwijanie wiedzy mistrzów balwierskich i cyrulickich, czego dowodzą zasobne biblioteczki cyrulików, a szeregi wykwalifikowanych mistrzów zasilają także przyjezdni z zagranicznych miast i akademii.

Ciekawie rzecz się miała we Francji. W połowie XIII wieku powstała tam pierwsza szkoła ucząca podstaw chirurgii i golarstwa z połączonych dwóch paryskich barberów pod patronatem świętych Kosmy i Damiana, a w 1383 roku król Francji Karol VI Szalony wyznaczył swojego osobistego barbera do nadzorowania zakładów golibrodzkich i chirurgicznych w całej Francji. W Paryżu członek cechu balwierskiego Ambroży Pare, żyjący w latach 1510–1590, pracował jako cyrulik w szpitalu Hôtel-Dieu i od dwudziestego szóstego roku życia uczestniczył w wyprawach wojennych i opatrywał rany walczącym. Był bardzo pomysłowym i nowocześnie podchodzącym do zawodu człowiekiem. Mimo braku formalnego wykształcenia można go uznać za prekursora francuskiej myśli chirurgicznej — wymyślił bezbolesne sposoby gojenia ran, sporo innowacji chirurgicznych, a ostatecznie został naczelnym chirurgiem szpitala, w którym niegdyś pracował. Dzięki jego dokonaniom paryski cech balwierski zyskał pozycję, a chirurdzy i balwierze połączyli swe siły w jednym stowarzyszeniu (dodajmy, że nie na długo, bo w 1731 roku Królewska Akademia Chirurgiczna ostatecznie rozłączyła oba zawody w tym kraju).

Z kolei w Anglii w 1308 roku założono The Worshipful Company of Barbers, a w celu promowania wysokiej jakości, satysfakcji klienta i branżowego rozwoju król Anglii Edward II powołał instytucję Mistrza Barberskiego, który przeprowadzał inspekcje w barber shopach i dyscyplinował tych, którzy nie przestrzegali przepisów i standardów. Główny Mistrz Barberski z Londynu nadzorował zakłady w całej Anglii, a pierwszym z nich był Richard Le Barbour.

Średniowiecze to także początek okresu oddzielania chirurgii od reszty medycyny. W Anglii rozbrat między tymi branżami nastąpił w XIV wieku, a w roku 1450 został potwierdzony prawnie (stąd jedynie dwa kolory na walcu: czerwony i biały). Zostawiono dodatkowo fryzjerom wyrywanie zębów. Dodajmy, że chirurdzy długo nie byli uznawani w Anglii za lekarzy i nie można ich było mianować tytułem doktora. Aż do połowy XIX wieku chirurg nie musiał uczyć się specjalizacji w szkole wyższej, nie musiał iść na uniwersytet, by zdobyć stopień naukowy. Nabywał doświadczenie jako praktykant u innego chirurga, następnie podchodził do egzaminu sprawdzającego umiejętności i zdobywał dyplom, ale nie stopień naukowy, przez co nie mógł siebie nazywać „doktorem” i dlatego został z tytułem Pan/Pani/Panna.

W USA separacja zawodów nastąpiła w 1745 roku, wtedy też barberzy zostawili sobie symbol walca jako własny, przyjmując formalnie trzy kolory: biały od bandaży, czerwony od krwi i niebieski od żył, z których upuszczano krew.

W Polsce z kolei podział na cyrulików i balwierzy, czyli — w dużym skrócie — na chirurgów-lekarzy i fryzjerów-golibrodów nastąpił na dziesięć lat przed rozbiorami, czyli w drugiej połowie XVIII wieku, kiedy marszałek Władysław Roch Gurowski, który był szambelanem Augusta III i stronnikiem Katarzyny II, wydał szereg zarządzeń i dekretów dotyczących ewidencjonowania i usankcjonowania różnych profesji, w tym zawodu cyrulika. Miało to na celu, oprócz zamknięcia dostępu nieuprawnionych ludzi do zawodu, usystematyzowanie i policzenie pracujących w branży, żeby między innymi móc ściągać podatki. Chodziło również o to, żeby oddzielić golibrodów od lekarzy, do czego w naszym kraju doszło bardzo późno, prawie najpóźniej na świecie. Jednak na przykład w Niemczech ostateczne zakończenie sporów między łaziebnikami, balwierzami i chirurgami nastąpiło w 1850 roku poprzez podział na osobne cechy i wyraźne określenie uprawnień każdej z grup.

Nic więc dziwnego, że w Polsce jeszcze w XIX i do połowy XX wieku wielu fryzjerów parało się „medyczną” sztuką, zajmując się rytualnym obrzezaniem religijnym czy wyrywając zęby albo stawiając bańki, które były jednym z najczęstszych zabiegów, polegającym na kładzeniu gorących szklanych naczyń na plecach pacjenta, co miało wyciągać z niego choroby. Sam Antoine Cierplikowski, słynny polski fryzjer z Sieradza, który zrobił wielką międzynarodową karierę, opowiadał w jednym z ostatnich wywiadów, że będąc na pierwszej praktyce fryzjerskiej, a był to koniec XIX wieku, stawiał klientom bańki. W mniejszych polskich miastach jeszcze po II wojnie światowej w niedużych męskich zakładach fryzjerskich można było wyrwać zęby — w tym celu fryzjer używał obcęgów służących także do wyrywania zębów świniom. Jak widać, mimo uregulowań prawnych życie pisało swoje scenariusze.

*

Powróćmy jeszcze na chwilę do wieku XVII, kiedy to w Polsce wciąż panowała moda na „łaszczówkę”. Nosił ją między innymi król Jan III Sobieski, jeden z ostatnich wielkich propagatorów „narodowej” fryzury, której czas powoli dobiegał końca. Na Ukrainie królował w tym czasie „osełedec”, czyli jeszcze bardziej agresywna, i bardziej militarno-wojownicza wersja „łaszczówki” z pozostawionym tylko długim czubkiem na środku głowy, a resztą zgoloną do zera i bardzo długimi, kilkunastocentymetrowymi wąsami zwisającymi w dół aż za podbródek. Taką fryzurę możemy zobaczyć między innymi u Kozaków w filmie Ogniem i mieczem Jerzego Hoffmana.

W tym samym wieku pojawili się w Polsce fryzjerzy właściwi, jakich znamy ze współczesnych salonów fryzjerskich. Nie były to usługi dla prostego ludu — fryzowali oni damy i możnych na dworach na modę francuską. Królowa Maria Kazimiera, żona Jana Sobieskiego, sprowadziła z Paryża francuskiego fryzjera nazwiskiem Clairemont, który na układaniu włosów polskich możnych zbił taką fortunę, że po powrocie do Francji żył bardzo wygodnie i bez potrzeby pracy do końca swych dni. Innym, tym razem osiemnastowiecznym popularnym francuskim fryzjerem był Legros, który wraz z równie znanym Dagé założył paryską akademię kształcącą kolejne kadry fryzjerskiej młodzieży. Wielkim fryzjerem tamtego czasu był też Francuz Leonard Autie, który był wyrocznią ówczesnej fryzjerskiej mody.

Już w połowie XVII wieku istniały w Warszawie zakłady fryzjerskie i z zapisków archiwalnych wynika, że było ich dość sporo choćby w okolicach Starówki (niestety, prawie całe archiwum spłonęło w czasie powstania warszawskiego w 1944 roku, więc nasza wiedza na temat rozwoju fachu w stolicy jest mocno ograniczona).

Sporo o naszym zawodzie mówi nam historia jednego z najstarszych narzędzi do golenia, czyli brzytwy. Będzie o nim szerzej w osobnym rozdziale poświęconym goleniu, tutaj wspomnę tylko o jej powstaniu. W 1762 roku Francuz Jean-Jacques Perret zaprojektował brzytwę w takiej formie, jaką znamy teraz i jaka była używana od tamtego czasu aż do dziś. Był on też autorem dzieła o goleniu pt. Pogonotomia, czyli nauka o goleniu. W naszym zawodzie zawsze była chęć kształcenia, usystematyzowania wiadomości oraz pomysłowość i innowacyjność w podejściu do narzędzi. Ale zanim Perret wymyślił nowoczesną brzytwę, ludzie przecież też się golili i pozbywali na różne sposoby zarostu przedmiotami podobnymi do brzytew, choćby na rycinach w Kodeksie Baltazara Behema widzimy brzytwy w herbie i czytamy o brzytwach, których używali cyrulicy w średniowieczu. Początki były siermiężne. W epoce kamienia i brązu używano do usuwania zarostu noży z kamieni, rogów, kości i brązu — takich narzędzi brzytwopodobnych. Dopiero epoka żelaza przyniosła rozkwit sprzętów do strzyżenia i golenia. Niestety, nie zachowało się ich wiele, gdyż prawie wszystkie zjadła rdza.

Ciekawie rzecz się miała w siedemnastowiecznych Chinach, gdzie władzę przejęli Mandżurowie i narzucili wszystkim pełnoletnim mężczyznom splatanie włosów w warkocz z jednoczesnym wygalaniem ponad czoło, co miało być symbolem poddaństwa wobec nowej dynastii. Trwało to do 1911 roku.

*

W wieku XVIII powoli kończyła się złota era balwierzy, cyrulików i łaziebników, których śmiało można nazwać pionierami współczesnego europejskiego barberingu. Oczywiście nie skończyła się ona od razu, świat nie był tak skomunikowany jak teraz i nic nie działo się szybko. Większość przepisów o rozdziale zawodów w swojej pierwszej fazie pozostawała tylko na papierze i wszystko zmieniało się stopniowo. Była też duża niechęć branży do zmian spowodowana obawą przed utratą pracy i niepokojem przed „nowym”, ale można powiedzieć, że już w połowie XIX wieku fryzjerzy męscy zaczęli istnieć jako osobny zawód, przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych i w Wielkiej Brytanii. W pozostałych krajach Europy pojawiło się kolejne zagrożenie dla zawodu barbera — wchłanianie go przez dział damski i konsekwentne wmawianie kolejnym pokoleniom, że rozwój we fryzjerstwie oznacza fryzjerstwo damskie. Fryzjerstwo męskie uznane zostało za relikt przeszłości. Będąc uczniem działu męskiego w latach osiemdziesiątych, musiałem opanować sporo wiedzy dotyczącej działu damskiego, a książka do nauki zawodu była wspólna, mimo że istniał teoretyczny rozdział fryzjerstwa męskiego od damskiego. Połączenie obu zawodów w 1999 roku doprowadziło w końcu do sytuacji, że od kilkunastu lat prawie wcale nie uczy się fryzjerstwa męskiego jako samodzielnego zawodu. Jakże to odmienne od sytuacji w XVIII wieku, kiedy to fryzjerzy męscy byli jedną z wielu grup rzemieślników oferujących wyspecjalizowane usługi właśnie dla tej grupy społeczeństwa, obok producentów kosmetyków, wód kolońskich, pomad czy brzytew.

Wody kolońskie

Woda kolońska i jej specyficzny mocny męski zapach towarzyszy zakładom fryzjerskim i ich klientom od końca XVIII wieku. Bez niej nie wyobrażamy sobie nowoczesnego barber shopu. Same zapachy przez całe życie przypominają męskie inicjacje z wizyt fryzjerskich w dziecięcym okresie z ojcem lub dziadkiem.

4711

To właśnie w XVIII wieku mieszkający w Kolonii Włoch Johann Maria Farina wymyślił zapach dla mężczyzn o nazwie „Woda Kolońska” (franc. Eau de Cologne, niem. Echt Kolnisch Wasser), nie zdając sobie na pewno sprawy, że jeszcze w XXI wieku wszystkie wody tego typu będą wciąż nazywane od nazwy tego miasta. Nadano mu markę „4711”, ponieważ taki był numer domu, w którym mieściła się początkowo firma. Jest to prawdopodobnie najstarsza i najdłużej produkowana woda kolońska dla mężczyzn.

Clubman Pinaud

W roku 1810 otwarto w Paryżu barber shop i sklep z kosmetykami o nazwie House of Ed Pinaud. Miejsce to od początku oferowało klientom własne produkty męskiej marki Clubman Pinaud. Wody kolońskie i płyny po goleniu tej marki charakteryzowały się i nadal charakteryzują ponadczasowymi męskimi i niecodziennymi zapachami, które urzekły miliony mężczyzn na całym świecie, żeby wymienić amerykańskiego aktora Kirka Douglasa czy prezydenta Donalda Trumpa.

Proraso

W 1908 roku Ludovico Martelli, barber z toskańskiej Florencji, otworzył swój rodzinny barber shop. Czterdzieści lat później interes zmienił się w manufakturę produktów do golenia. Powstały najbardziej rozpoznawalne na świecie włoskie kosmetyki dla mężczyzn, między innymi kremy przed i po goleniu i ponadczasowe wody kolońskie.

Przemysławka

W 1919 roku poznański przedsiębiorca Henryk Żak rozpoczął produkcję wody kolońskiej „Przemysławka”, którą nazwał tak od grodu Przemysła, czyli miasta Poznania. Ta najpopularniejsza do dziś woda dla mężczyzn obchodzi niedługo swoje stulecie istnienia bez przerwy na rynku polskim. Firma kilkakrotnie zmieniała strukturę własnościową, ale zapach pozostał bez zmian — silny, a przy tym orzeźwiający. W latach dwudziestych produkty tej firmy były reklamowane przez ówczesnych celebrytów: Jana Kiepurę i Eugeniusza Bodo.

Wars

W 1974 roku Pollena-Uroda w Warszawie, duży państwowy zakład produkujący kosmetyki i środki czystości, wyprodukował ekskluzywną serię dla mężczyzn pod nazwą „Wars”. Zawierała ona wodę kolońską, piankę do golenia w aerozolu, krem do golenia, płyn przed goleniem, płyn po goleniu, mydło toaletowe i dezodorant. Były to w czasach realnego socjalizmu trudno dostępne towary, sprzedawane spod lady, czyli dzięki uprzejmości ekspedienta.

Loki i peruki

Pod koniec XVIII wieku europejscy mężczyźni, a co za tym idzie — również Polacy, zaczęli zapuszczać włosy, nosić bujne loki na ramionach, a od tego był już tylko krok do zakładania i pudrowania peruk. Czasy te skończyły się wraz z rewolucją francuską (1789), która nie tylko obaliła stary porządek w tym kraju, ale również w kwestii fryzur narzuciła nowy, bardziej rewolucyjny trend, tzw. dyrektoriat (nazwa, jak widać, nawiązywała do formacji politycznej). Zaczęto nosić fryzury prostsze, bardziej męskie niż ich przedrewolucyjne poprzedniczki. Moda dyrektoriatu była w pewnym sensie uniwersalna, ponieważ zarówno panowie, jak i panie nosili bardzo podobne fryzury, których styl miał nawiązywać do klasycznej sztuki greckiej i rzymskiej.

Cały ten okres — zarazem prymitywny i wprowadzający innowacje, trochę zabobonny, niezwykle barwny, ale też rozwojowy — otworzył drzwi dla kolejnych epok, fryzur i pomysłów na fryzjerstwo. Bez średniowiecznego i renesansowego rzemiosła nie byłoby z pewnością dzisiejszych barberów.

Wiek XIX

I tak niepostrzeżenie pojawiliśmy się na progu XIX wieku, który przyniósł ogromną różnorodność męskich fryzur. Ludzie stawali się bardziej światli, zaczęli określać siebie poprzez fryzury i rodzaje zarostów, które stawały się niejako przepustką i oznaką przynależności do grup, stowarzyszeń i kół — czy to konspiracyjnych, naukowych, rewolucyjnych, czy też buntowniczych, artystycznych lub szlacheckich. Wspomniana rewolucja francuska, ale także rewolucja przemysłowa, wojny na kontynencie europejskim, rozbiory w Polsce, wojna secesyjna w Stanach Zjednoczonych, przyspieszający świat i rozwijająca się nauka — wszystko to sprawiło, że mężczyzna, patrząc w lustro, widział nowego siebie.

W większości krajów już oddzielono zawód golibrody od chirurga i choć gdzieniegdzie trwało to długo, to jednak koło postępu pchało świat naprzód i fryzjerzy męscy, czasami jeszcze nazywani cyrulikami, coraz częściej zajmowali się już tylko tym, czym zajmują się współcześni barberzy — strzyżeniem włosów, goleniem twarzy na mokro i trymowaniem oraz pielęgnacją bród i wąsów. W XIX wieku zniesiono także obowiązek przynależności do cechu, było zatem coraz więcej rzemieślników niezrzeszonych.

Dzięki opisywanej przez brytyjską prasę i wydawnictwa książkowe sprawie słynnego londyńskiego barbera-mordercy Sweeneya Todda, który w swoim zakładzie fryzjerskim zabijał klientów, wiemy dokładnie, jak wyglądał męski zakład fryzjerski z początku XIX wieku. Jego wystrój był dość ascetyczny, by nie powiedzieć prymitywny: duży fotel z podgłówkiem, naścienne lustro, prosty drewniany blat, a na nim kilka podstawowych narzędzi, wśród których przeważały akcesoria do golenia i proste nożyczki, drewniana podłoga, kilka krzeseł w poczekalni i obowiązkowa spluwaczka. Temat spluwaczki przewija się często we wspomnieniach starszych fryzjerów — była ona instalowana w każdym zakładzie oczywiście po to, żeby klienci nie pluli na podłogę, a jej czyszczenie należało do zadań uczniów. Sprawa Sweeneya Todda, dodajmy już na marginesie, posłużyła jako przyczynek do prawniczych rozważań na temat optymalizacji śledztwa. Todd był podejrzany o zamordowanie 160 osób, a optymalizacja w jego przypadku polegała na tym, że został skazany za jedną w stu procentach udowodnioną zbrodnię w celu uniknięcia wielu rozpraw mogących prowadzić do przegrania całego procesu.

Z brytyjskim fryzjerstwem męskim związany jest także pewien niechlubny kontekst polski — przypuszczalnie bowiem Kubą Rozpruwaczem grasującym w Londynie w 1888 roku był polski fryzjer golibroda Żyd Aaron Mordka Koźmiński z Koźmina w Wielkopolsce. To oczywiście tylko jeden z kilku tropów, o którym wspominam z uwagi na akcent barberski.

Pozostańmy jeszcze przy Wielkiej Brytanii, gdyż według Księgi rekordów Guinnessa z 2014 roku najstarszy zakład barberski na świecie znajduje się w Londynie i nosi nazwę TrueFitt & Hill. Istnieje od 1805 roku, a jego obecny wystrój nawiązuje do początków XIX wieku. Cały czas chodzi się tam strzyc męska część rodziny królewskiej, barberzy z TrueFitt & Hill bywają też często ze swoimi usługami w Pałacu Buckingham. Przez ponad dwieście lat funkcjonowania zakład ten obsłużył prawie wszystkich znanych i liczących się w świecie Brytyjczyków. Chodzili tam: Charles Dickens, Lord Byron, Oscar Wilde, Alfred Hitchcock oraz zagraniczni celebryci, tacy jak John Wayne, Frank Sinatra czy Fred Astaire.

W tym czasie zakłady golibrodów były już standardem nie tylko w Europie, ale też w Stanach Zjednoczonych. Pierwszy związek barberów w USA, coś na kształt europejskich cechów, powstał w Ohio w 1886 roku: osiemset lat po tym, jak we Francji utworzono pierwszy europejski cech fryzjerski. Człowiekiem, który założył szkołę barberską oraz wprowadził fryzjerstwo męskie na salony i do szkół, był barber z Chicago Arthur Bass Moler. Stworzony przez niego system nauczania, nazwany od jego nazwiska „The Moler System of Colleges”, przyczynił się pod koniec XIX wieku do takiego rozkwitu klimatu fryzjerskiego w zakładach męskich, jaki dziś często pozostaje w sferze marzeń wielu fryzjerów na całym świecie. Stany Zjednoczone do dziś są przodującym krajem pod względem liczby zakładów, techniki, tradycji i kultury barberskiej. Funkcjonuje tam też kilkaset szkół profesjonalnie uczących barberingu. Dodajmy, że choć Amerykanie rozdzielili medycynę od fryzjerstwa dużo wcześniej niż niektóre kraje europejskie, jak Polska i Niemcy, to w wielu zakładach barberskich, zwłaszcza na zachodzie Stanów Zjednoczonych, jeszcze w drugiej połowie XIX wieku można było oprócz tradycyjnych usług zamówić ciepłą kąpiel z mydłem w wannie i obcinanie paznokci.

W USA pod koniec XVIII wieku mężczyźni golili się raczej na gładko, biedota chodziła do barberów, którzy już wtedy nierzadko byli czarni, a bogatsi mieli swoich niewolników do golenia.

Brody i wąsy stały się tam popularne w czasie wojny secesyjnej, czyli około 1865 roku, i moda na nie trwała do jej końca.

Natomiast po amerykańskiej wojnie konfederatów z Północą napłynęło do USA sporo emigrantów z Europy, którzy ożywili fryzjerstwo męskie i zmienili jego wizerunek. Stał się on fachem, rzemiosłem, a nie obowiązkiem i zajęciem niewolników. To spowodowało, że zakłady fryzjerskie pojawiły się przy głównych ulicach wielkich miast, co wcześniej było nie do pomyślenia, fryzjerzy męscy bowiem pracowali w mniej reprezentacyjnych miejscach. Otwarcie zakładu z wyposażeniem oscylowało wokół 20 dolarów, strzyżenie kosztowało od 5 do 10 centów, a golenie około 3 centów. Inwestycja wydawała się więc dość rentowna, zwłaszcza że długo stosowano zasadę: jeden ręcznik dla dziesięciu klientów. W związku z tym w krótkim czasie podjęto prace legislacyjne dotyczące utrzymywania higieny w amerykańskich barber shopach. W każdym stanie różnie, ale do końca XIX wieku wszędzie usankcjonowano kontrolowanie barber shopów przez odpowiednik naszego Sanepidu.

*

W Polsce tradycyjne miejsca obsługi fryzjerskiej mężczyzn mimo zaborów podlegały władzom dość luźnych, samorzutnych cechów balwiersko-fryzjerskich, do których zresztą przynależność nie była już wtedy obowiązkowa. W Poznaniu na przykład w połowie XIX wieku zarejestrowanych było zaledwie trzydziestu członków cechu. Antoine Cierplikowski, wypowiadając się na temat dziewiętnastowiecznych zakładów fryzjerskich w Polsce, również wspominał je jako proste, wręcz prymitywne lokale z drewnianymi ławami do siedzenia.

Już w 1760 roku w Warszawie Filip Szaniawski założył firmę produkującą noże. W 1824 roku tradycję firmy kontynuował Samuel Gerlach — od tego czasu firma nazywała się Gerlach i produkowała doskonałej jakości noże oraz — jako produkt poboczny — nożyczki fryzjerskie i brzytwy. To chyba najstarsza polska firma zajmująca się nieprzerwanie do dziś działalnością nożowniczą, choć obecnie nie produkuje już narzędzi do golenia ani nożyczek do strzyżenia włosów.

Fryzury XIX wieku

Belle epoque, czyli piękna epoka, jak określano wiek XIX, to pierwszy w historii fryzur czas szybko zmieniających się męskich fasonów i uczesań.

Empire (ok. 1800–1815)

Ówczesne fryzury były wynikiem fascynacji sztuką klasyczną starożytnej Grecji i Rzymu (wpływ francuskiej mody dyrektoriatu). Obowiązywały burze loczków na włosach mniej więcej zakrywających ucho i uczesania nazywane „tytus” lub „cezar”, z czesanymi pazurkami do przodu zakrywającymi zakola, jak niegdyś u cesarzy rzymskich. Zarostów nie było, były za to obfite bokobrody. W Polsce w sferach szlacheckich naśladowano fryzurę i baki księcia Józefa Poniatowskiego. Inspirowali się tą modą między innymi Adam Mickiewicz i Klemens von Metternich — austriacki kanclerz.

Empire

Biedermeier (ok. 1815–1848)

Początek tej krótkiej epoki naznaczony był silnymi mieszczańskimi wpływami wiedeńskimi, stylowo najbliższymi kołom bankierów i finansistów. Szybko je zarzucono, uznając za nudne z powodu uporządkowania i niewyróżniania się. W fryzjerstwie męskim nastąpił w tym czasie rozwój anglomanii, Anglia była wtedy dla mody męskiej tym, czym dla mody damskiej Paryż. Młodzi dandysi, czyli pięknisie, spowodowali eksplozję ekstrawagancji, artystycznych filozofii i sprzeciwu mieszczan wobec mieszczańskiego trybu życia. Loczki były zawijane nad uchem, a reszta czesana do przodu lub lekko na bok. Wizerunek uzupełniały delikatne brody, często bez wąsów.

Biedermeier

Noszono też wtedy troszkę dłuższe, strzyżone do połowy ucha fryzury, zaczesywane z przedziałkiem luźno na boki, do których dokładano niedługie brody z wąsami.

Romantyzm (ok. 1825–1863)

Czas baków, bokobrodów, loczków, półdługich fryzur strzyżonych do pół ucha z krótszym, podciętym tyłem, małych wąsików. Takie fryzury nosiło wielu znanych Polaków, choćby Adam Mickiewicz czy Juliusz Słowacki. Także inni przedstawiciele elit ówczesnego świata, Edward Aleksander Raczyński, George Bernard Shaw czy członkowie rodzin królewskich austriackich, niemieckich, rosyjskich, angielskich nosili nowoczesne, utrwalone pomadą fryzury z przedziałkiem na środku głowy lub wysoko, blisko czubka głowy, a także wyczesane brody z wąsami, wyznaczając trendy dla reszty społeczeństwa. Modelowania włosów były miękkie i nachodziły na ucho, odsłaniając czoło. Miłośnicy bród zapuszczali je intensywnie i często rozdzielali na dwie grube części, pomadując zarówno włosy, jak i brody specjalnymi pomadami.

Romantyzm

Wspomnieć należy, że podczas dziewiętnastowiecznych polskich powstań przeciwko zaborcom włosy zaczesywano pod górę i chowano pod czapkami z biało-czerwonymi kokardami — fryzura miała być wygodna, łatwa i szybka do opanowania w czasie walki.

Secesja (ok. 1880–1900)

Panowie zaczęli wówczas nosić krótsze włosy i chować je pod kapeluszami typu borsalino czy panama. Zarosty zaczęto golić i strzyc, noszono raczej krótsze brody w szpic i nieduże wąsy, czasem wywijane do góry. W europejskich sferach królewskich i cesarskich cały czas obowiązywała duża broda, baki i obfite wąsy, które były rodzajem insygniów władzy i noszono je z lubością. Taki wygląd miał cesarz Austro-Węgier Franciszek Józef. Znana jest na temat tego władcy pewna fryzjerska anegdota. Kiedy w 1880 roku jechał on przez Kraków, w oczy rzuciła mu się wystawa zakładu fryzjerskiego, którego właścicielem był niejaki Beer. W oknie wystawił on obrazy z twarzami rodziny cesarskiej. Na portrecie arcyksięcia Rudolfa umieszczono odznaczenia generalskie, których ten jeszcze nie miał. Po tej przejażdżce cesarz awansował Rudolfa do stopnia generała-majora.

Secesja

W wieku XIX nastąpił wybuch zainteresowania męskimi fryzurami: wymyślenie i powszechne używanie pomad, wyodrębnienie się zawodu fryzjera męskiego, pierwsze barber shopy, wynalezienie ręcznej maszynki do strzyżenia włosów, upowszechnienie produktów do pielęgnacji baków, brody i wąsów, spopularyzowanie bindy, czyli specjalnych szelek do utrzymywania wąsów w ryzach, i wyjątkowa dbałość o higienę coraz większej liczby mężczyzn. Wspomniane wyżej fryzury były popularne nie tylko w opisanych okresach mody, ale można je było obserwować, w odrobinę zmieniających się fasonach, przez cały wiek. Oczywiście na drugim biegunie istniała duża grupa ludzi, którzy nosili długie, nieskrępowane czesaniem ani żadną pielęgnacją włosy, brody i wąsy. Były one bardzo popularne w kręgach pisarzy, filozofów i naukowców, wspomnijmy choćby Lwa Tołstoja, Karola Marksa czy Karola Darwina albo grupę rosyjskich narodników chcących utożsamiać się z rosyjskim chłopstwem — wchodzili oni w lud, tworzyli komuny, ubierali się tak jak chłopi i nosili brody, a brody w Rosji były zawsze postrzegane jako mistyczne, religijne, a przede wszystkim rdzennie rosyjskie.

Koniec XIX wieku to narodziny pięknych, symetrycznych, klasycznych cięć z przedziałkiem, nie za krótkich z boku i z tyłu, starannie układanych na gładko, które przygotowywały ludzi na eksplozję fryzur i wejście w kolejny, XX już wiek.

Wiek XX

Lata 1901–1914

To był dobry czas dla świata: ludzie zaczynali się bogacić, a rewolucja przemysłowa z wcześniejszego stulecia ułatwiała codzienne życie — pojawiły się zdobycze nowoczesnej techniki: prąd, telefon, kino, samochody i inne. Na zdjęciach z tamtego okresu widać zadowolonych obywateli europejskiej krainy. Można powiedzieć, że ten spokój XIX wieku skończył się mentalnie dopiero w sierpniu 1914 roku wraz z wybuchem I wojny światowej, oznaczającej koniec epoki.

Wspomnijmy, że w Stanach Zjednoczonych już w 1904 roku King Camp Gillette opatentował prostą w użyciu maszynkę do golenia na żyletki. Amerykanie jako ludzie praktyczni zaczęli masowo używać nowego wynalazku. Oprócz pracy w stacjonarnych barber shopach amerykańscy fryzjerzy męscy byli również wynajmowani przez wielkie linie oceaniczne, żeby klienci mogli korzystać z ich usług. Przykładowo na słynnym transatlantyku Titanic, który wypłynął w swój jedyny rejs w 1912 roku, można było ostrzyc się i ogolić w dwóch różnych zakładach fryzjerskich: w pierwszej i drugiej klasie.

Ostatnie lata przed cywilizacyjnym szaleństwem, przed hekatombą wojenną, która miała zmienić świadomość społeczeństw całego świata, to lata dobrobytu, spokoju, spacerów z laseczką po parku oraz ufności do męskiej mądrości, że zawsze będzie można się na niej oprzeć. Kulturalny pan w dobrze skrojonym ubraniu, z odpowiednio dobraną fryzurą, wypomadowaną i wytrymowaną brodą oraz zawiniętym bindą wąsem budził i nadal budzi dobre skojarzenia.

Polscy fryzjerzy męscy z początku XX wieku byli głównie ludźmi z niższych klas społecznych. Taka była zresztą polityka zaborców, żeby Polacy skupili się raczej na rzemiośle i handlu niż na wyższej edukacji.

Męskie zakłady fryzjerskie w Polsce na początku wieku, a było ich sporo, zajmowały się przede wszystkim dość prymitywnym fryzjerstwem, a w wielu z nich standardem były wciąż zabiegi z czasów cyrulików, czyli wyrywanie zębów czy stawianie baniek. Specyfiką tamtych czasów było także to, że fryzjerzy rzadko pracowali w jednym zakładzie przez cały rok. Latem wyjeżdżali do nadmorskich miejscowości, żeby tam obsługiwać klientów, a w chłodnych miesiącach pojawiali się w zimowych kurortach i tam strzygli i golili turystów. Jako ciekawostkę wspomnijmy, że Ignacy Mościcki, późniejszy prezydent Rzeczpospolitej, który z uwagi na swą działalność konspiracyjną przeciwko carskiej Rosji musiał pod koniec XIX wieku uciec do Londynu, pracował w tym mieście jako pomocnik fryzjerski i wzbudzał sensację wśród klientów, gdyż pomimo fatalnej sytuacji materialnej rodziny z powodów honorowych odmawiał przyjmowania napiwków.

W Polsce początek XX wieku był czasem rozkwitu stowarzyszeń i cechów fryzjerskich (wymieńmy choćby Chrześcijański Cech Fryzjerów i Perukarzy, Cech Fryzjerów Męskich, Cech Fryzjerów i Perukarzy, Cech Fryzjerów Damskich, Męskich i Perukarzy, Zgromadzenie Fryzjerów i Perukarzy, Cech Fryzjerów, Cech Perukarzy Damskich i Teatralnych Fryzjerów, Cech Balwierzy, Fryzjerów i Perukarzy, Towarzystwo Samodzielnych Fryzjerów czy Polski Cech Fryzjerski), co miało akcent patriotyczny: można było w nich mówić w ojczystym języku. Ludzie chcieli się stowarzyszać, bo dzięki temu można było się rozwijać, poznawać nowe techniki, systematyzować pracę czy wyjeżdżać za granicę w celu doskonalenia zawodowego.

Fryzury z lat 1901–1914

À la Titus

Fryzura praktycznie niewykonalna w domu, gdyż trzeba by być posiadaczem specjalnego żelazka do układania włosów na gorąco. Włosy należało ułożyć w naturalne loki, które jednak nie miały sprawiać wrażenia „kędziorów”. Przy układaniu włosów na gorąco obowiązywała jedna zasada, mianowicie należało układać włosy zawsze w tym kierunku, w który miały się pochylać przy fryzowaniu. Jeśli włosy miały opadać w tył, nie wolno było ich modelować żelazkiem do przodu ani na bok. Jeśli chcieliśmy, żeby układały się do przodu, na bok lub do tyłu, należało je każdorazowo lokować w odpowiednim kierunku.

À la Titus

Fryzura oficerska

Fryzura oficerska zupełnie nie potwierdza naszych wyobrażeń o wyglądzie oficera z początku XX wieku, gdyż w czasie pokoju ówcześni oficerowie nie strzygli się na krótko, tylko układali fryzurę z „podpórkami na hełm”. Włosy pozostawały tak długie za uszami, by można z nich było jeszcze ułożyć podpórki, przy czym musiały być takiej długości, żeby uszy pozostawały zasłonięte. Boczne, znajdujące się za uszami partie karku można było tylko lekko podciąć. Włosy na skroniach strzygło się dość krótko nożyczkami techniką przez grzebień. Zbiegały się one, stając się coraz dłuższe za uszami, łagodnie z dłuższą, pochodzącą z tyłu partią, w taki sposób, że gdy się je do siebie dociskało za pomocą szczotki, niezauważalnie stapiały się ze sobą. Tam, gdzie hełm okalał głowę, a szczególnie z obu stron nad uszami, włosy musiały być dobrze wycieniowane, tak by odstająca partia podpórek nie została przyduszona długimi, opadającymi niżej przy nakładaniu nakrycia głowy włosami, ale swobodnie wystawała pod jego brzegiem. Włosy z przedniej części fryzury utrzymywane były w odpowiedniej długości, zaczesywało się je ukośnie do tyłu aż do górnej części podpórek hełmu.

Pierwsze było dokładne i płaskie ułożenie partii przedziałka i skroni. Następnie włosy z potylicy sczesywało się, począwszy od przedziałka, szczotką w stronę uszu i na zewnętrznych brzegach za uszami. Należało łagodnie podkręcać dzięki skierowanemu mocno ku górze pociągnięciu nad uszy. Po takim modelowaniu włosy po bokach odstawały od głowy.

Fryzura oficerska

Fryzura oficerska z układanymi na gorąco „podpórkami na hełm”

Tę fryzurę strzygło się tak samo jak fryzurę oficerską, jednak znajdujące się za uszami boczne partie pozostawały odrobinę dłuższe. Włosy z obu stron, bezpośrednio za uchem i powyżej ucha, łączyły się w jeden lok. Na karku przylegał on płasko do potylicy, podczas gdy jego górna część, mocno się wybrzuszając, odstawała nad uchem. Przy tej fryzurze na gorąco układało się jedynie obie boczne partie za uszami, po każdej stronie w trzech częściach, ponieważ po każdej z nich znajdowały się trzy pionowe loki, ułożone na gorąco do przodu, które wykonywało się żelazkiem po prawej stronie w górę, a po lewej stronie w dół. Górna część fryzury, mimo swojej nieco sztucznej budowy, miała na celu zrównoważenie ostrych rysów twarzy. Ostrość i twardość zanikały dzięki miękkiemu poprowadzeniu linii fryzury, która z odpowiednio dobraną stylizacją brody okazywała się bardzo twarzowa.

Fryzura oficerska na gorąco

Flattop

Bardzo nowatorska fryzura z początku XX wieku. To właśnie wtedy fryzjerzy wymyślili płaską fryzurę, która charakteryzowała się równym, poziomym kształtem czubka głowy, z bokami i tyłem zdecydowanie dłuższymi od góry, zaczesywanymi do tyłu i schodzącymi się na potylicy do środka. Włosy po bokach były obcinane do pół ucha. Fryzura do starannego strzyżenia nożyczkami i permanentnej kontroli w lustrze przednim, ale również w lusterku do pokazywania tyłu głowy. Do tej fryzury dobrze pasował zawinięty wąs i pełna albo kozia broda.

Flattop

Fryzura wiedeńska

Fryzura ta ewidentnie nawiązywała do wieku XIX, choć stała się modna dopiero na początku wieku XX. Nadawała się ona szczególnie dla klientów o wysokim czole i wyraźnie zaznaczonych zakolach lub dla panów z lekko wklęsłą czaszką w okolicy skroni, jak również do wszystkich rodzajów pociągłych twarzy (nadawała pełniejszy kształt). Z tyłu głowy włosy przycinało się półdługo, a górę modelowało z przedziałkiem. Umiejscawiało się go dość wysoko, prawie na środku głowy. Włosy nad uszami musiały być dobrze zdegażowane, a zaczesanych do tyłu nie należało pozostawiać w takiej długości, aby stanowiły coś w rodzaju „pożyczki” na czoło. Ostre, pionowe i szerokie strzyżenie na skroniach, które ciągnęło się w dół w prostej linii od wicherka do uszu, nie kończyło się na prosto, tylko łagodnie przebiegającymi końcówkami, które lekko przylegały do czoła. Fryzurze często towarzyszył niewielki wąs.

Fryzura wiedeńska

Lata 1914–1918

Ten bardzo trudny czas dla narodów europejskich odbił się bezpośrednio na męskich fryzurach. Miłe, spokojne, rozbudowane i przyjazne męskie fryzury z początku wieku zostały zastąpione przez awanturnicze, bezkompromisowe i drapieżne strzyżenia. Nie było możliwości zatrudnienia na froncie odpowiedniej liczby golibrodów, sprowadzono więc do okopów tysiące maszynek na żyletki z amerykańskiej firmy Gillette. Widać więc, że dopiero wojna, wszy, zatykające się włosami z wąsów i bród maski przeciwgazowe, brak higieny i chęć agresywnego wyglądu sprawiły, że wśród mężczyzn rozpowszechniła się moda na maszynki do golenia.

Włosy golono do wysokości potylicy lub wyżej, nawet do czubka głowy, a z boku całe skronie bez cieniowania, zaś to, co pod czapką czy hełmem, zostawiano. Taką fryzurę nosiły zachodnie armie, gdyż spełniała ona wszystkie warunki dla dobrego wojaka: higieniczny (łatwość szybkiego oczyszczenia głowy i twarzy), agresywny (fryzura bardzo radykalna i budząca respekt dzięki niewycieniowanym kantom) i w miarę bezpieczny (nie zatykały się maski przeciwgazowe).

Ówczesny wojenny, okopowy „crew cut” miał dwie wersje: dość krótkie włosy na koronie głowy, lekko czesane na bok lub pod górę oraz bardziej przerośnięta odmiana, wygalana bardzo wysoko bokami i tyłem z całkowicie zostawioną górą. Ta wariacja była czesana wygodnie do tyłu, z lekkim przedziałkiem na bok. Druga odmiana odnosiła się dość wyraźnie do XIX-wiecznych prostych fryzur kowbojskich ze Stanów Zjednoczonych.

Ale to nie był jedyny efekt szaleństwa I wojny światowej. W tamtym czasie w Wielkiej Brytanii klienci omijali z daleka niemieckie zakłady barberskie ze strachu przed poderżnięciem im gardła, który podsycały media. Niemieccy barberzy byli traktowani jak piąta kolumna i mieli jakoby chcieć to robić z zemsty na Brytyjczykach.

W Rosji w 1917 roku podczas rewolucji październikowej tamtejsi rewolucjoniści zapuszczali kozie bródki okalające usta z imponującymi wąsami. Nosili je najważniejsi dygnitarze i bojownicy bolszewiccy: Włodzimierz Lenin, Lew Trocki i Feliks Dzierżyński. Był to w pewnym sensie ich znak rozpoznawczy.

W Polsce w powstaniu wielkopolskim w latach 1918–1919 znaczną część powstańców stanowili fryzjerzy, perukarze i golibrody, co pokazuje, że branża ta była przywiązana do polskości, tradycji i patriotyzmu. Można też było zaobserwować w nowo odradzającej się Polsce coraz większą chęć do stowarzyszania się fryzjerów w związkach branżowych, których powstawało coraz więcej wraz nadchodzącą i budującą się polską państwowością.

Fryzury z lat 1914–1918

Crew cut

Wojskowy i agresywny styl, który z błota I wojny światowej wkroczył w codzienne życie Europejczyków. W okopach miliony młodych chłopaków po dwóch stronach barykady musiało się strzyc i golić. Robili to na własną rękę, używając maszynki kręconej na żyletki, goląc boki i tył wysoko na zero i zostawiając to, co kryło się pod hełmem. Z racji tego, że warunki były wojenne, nie było wystarczająco dużo czasu i żołnierze nie znali się na sztuce fryzjerskiej, różnica między odcięciem a dłuższą częścią fryzury nie była cieniowana. Można było włosy podgalać bardzo wysoko, nawet powyżej potylicy, i czesać pod górę lub do przodu. Golono również wąsy, brody i baki. Powstała fryzura „crew cut” — bez kompromisów, dla twardych mężczyzn, którzy każdego dnia ryzykowali swoje życie.

Ciekawie ten styl pokazany jest w angielskim serialu Peaky Blinders, którego akcja rozgrywa się wśród robotniczej, zdemoralizowanej młodzieży z Birmingham krótko po I wojnie światowej.

Dwie wersje fryzury crew cut

Skin fade

Łagodniejsza, bardziej fryzjerska wersja „crew cut”. Fryzjerzy męscy cieniowali od zera różnicę między krótkimi a dłuższymi włosami, tworząc ugrzecznioną, choć ciągle bardzo mocną i radykalną fryzurę. Góra była czesana na gładko na pomadę pod górę lub na bok. Wąsy i brody dopełniające wyglądu pojawiły się dopiero po wojnie, choć w jej trakcie nosili je oficerowie.

Skin fade

Lata dwudzieste

Szalone lata dwudzieste! Po latach nędzy, obłąkania i wzajemnego zabijania się nadszedł czas, żeby żyć. Od razu widać zmianę w męskich strzyżeniach: już nie podgala się na ostro pod sam czubek głowy bez cieniowania, grzywki na męskich głowach wirują lub są pomadowane na gładko, pokazując, że życie się odrodziło we wszystkich aspektach codzienności!

W latach dwudziestych na wiele można było sobie pozwolić, pojawiły się kombinacje z fryzurami, bo ludzie potrzebowali odskoczni, życia, zabawy, nowej energii. Fryzjerzy i projektanci zaczęli wymyślać nowe fryzury, stroje, buty zgodnie z zasadą, że życie jest tylko jedno, a młodym jest się tylko raz.

W Stanach Zjednoczonych pojawiły się liczne pomady do włosów, wśród nich pomada Murray’s stworzona w 1925 roku przez barbera C.D. Murraya z Chicago. Na początku dekady amerykański barber Benjamin Clark stworzył tonik do włosów i skóry głowy, który nazwał Lucky Tiger. Tak powstała jedna z największych firm produkujących kosmetyki dla barberów. Był to też czas, kiedy czarnoskórzy obywatele tego kraju prostowali swoje włosy w barber shopach. Rozkwit takich miejsc sprawił, że amerykańscy fryzjerzy męscy zaczęli się zrzeszać i w 1924 roku powstała organizacja AMBA (The Associated Master Barbers of America), zajmująca się promowaniem barberingu, edukacji i higieny oraz wydawaniem książek o tematyce branżowej.

Ciekawe jest też to, że w tamtym czasie w Stanach Zjednoczonych do barber shopów przychodziło sporo kobiet. Męscy fryzjerzy umieli dobrze strzyc — modne wtedy fryzury „bob” i „chłopczyca” (à la garçonne) stały się hitem tuż po fryzjerskiej rewolucji Antoine’a w Europie, która sprawiła, że kobiety zaczęły strzyc włosy na krótko. W 1909 roku Antoine jako pierwszą ostrzygł paryską aktorkę Ève Lavallière i od tej chwili datuje się początek totalnej odmiany kobiecości we fryzjerstwie. Pośrednio również Antoine przyczynił się do zmian we fryzjerstwie męskim poprzez zmianę społecznego myślenia o fryzjerstwie jako takim, przeniesienie zakładów fryzjerskich na główne ulice miast czy dostrzeżenie roli mycia głowy, higieny i dbania o siebie.

W 1928 roku w Stanach Zjednoczonych opatentowano jako wynalazek grzebień do strzyżenia boba. Wtedy również wymyślono tam kosmetyk „hair slik”, jeden z pierwszych toników wspomagających układanie włosów.

Fryzury z lat dwudziestych

Regular haircut / zwykłe strzyżenie

Najbardziej charakterystyczna fryzura tej dekady, przeciwieństwo militarnych stylizacji czasu wojny. Męskie strzyżenie z przedziałkiem, wykonywane nożyczkami, z fasonem do ucha i cieniowanym tyłem na karku. Najważniejszy atrybut tego cięcia to falująca grzywka bez środków stylizacyjnych, wyrażająca swym „nieuczesaniem” chęć zabawy młodych ludzi po I wojnie światowej oraz zapomnienia o traumie sprzed kilku lat.

Regular haircut

Chester

Bardzo staranne i dokładne strzyżenie, piękna powojenna fryzura z krótkimi czesanymi pod górę i falującymi włosami. Strzyżenie boków i tyłu odbywało się na krótko nożyczkami, cieniowane pod górę, od włosów najkrótszych do najdłuższych. Wyczesane na koronie fale wykonywane były poprzez wyciskanie ich palcami na mokro z użyciem brylantyny lub pomady. Fryzura bardzo błyszcząca, wyczesana i elegancka.

Chester

Conk

Nazwa tej fryzury pochodzi od amerykańskiej nazwy congolene — żelu do prostowania włosów, którego głównym składnikiem był ług. Był to bardzo popularny w tamtej dekadzie styl uczesania Afroamerykanów, którzy chcieli mieć proste lub lekko falujące włosy. Włosy nie były strzyżone na krótko, tylko lekko podcinane nożyczkami i zaczesywane łagodną falą do tyłu na gładko. Trochę w stylu „slickback”, ale z mniejszą dbałością o idealną bryłę.

Conk

Slickback

Elegancka fryzura, pozwalająca po latach surowych wojennych form zacząć cieszyć się włosami. Strzyżenie nożyczkami przy trochę krótszym tyle włosów na karku — wszystkie włosy były czesane do góry na płasko, a boki mocno do tyłu. By osiągnąć efekt nabłyszczenia, nakładano spore ilości pomady lub brylantyny i poprawiano fryzurę wielokrotnie w ciągu dnia grzebieniem.

Slickback

Straight razor shave

Ten rodzaj golenia głowy na mokro był już znany wcześniej, ale został rozpowszechniony przez rosyjskiego poetę Włodzimierza Majakowskiego. Całą głowę równo golono brzytwą, dokładnie eksponując kształt głowy. Golono się albo w domu, samemu brzytwą, albo — by zapewnić sobie odpowiednie warunki sanitarne — profesjonalnie w barber shopach. Zdarzało się, że dla równowagi do tej fryzury zapuszczano delikatne bródki.

Straight razor shave

Artist / artysta

Fryzura artystów, birbantów i ekstrawagantów, ludzi niepodlegających żadnym modowym regułom zgodnie z zasadą, że na głowie i na brodzie można zrobić wszystko i nikomu nic do tego. Totalna dowolność strzyżenia, fryzowania, układania czy podgalania, najczęściej zupełnie niezgodna z fryzjerskimi zasadami proporcji i bardzo popularna w sferach bohemy artystycznej, cyganerii, muzyków, pisarzy czy malarzy, którzy za nic mieli jakiekolwiek reguły strzyżenia czy uczesania.

Artist

Lata trzydzieste

Czas kolejnego szaleństwa narodów zbliżał się nieuchronnie. Ludzie jeszcze chodzili na bale i jeszcze wierzyli (lub udawali, że wierzą), że wszystko będzie dobrze, ale dwa wielkie totalitaryzmy: komunizm i nazizm powoli zaczynały chwytać się za bary. Fryzury czwartej dekady XX wieku odzwierciedlały nastroje ludzi z tego okresu. Buńczuczne marsze, kolektywizm i przeganianie ludzi gorszych, słabszych i niepasujących do bojówkarskich chorągwi szły w parze z czasem strzyżeń agresywnych, ale nie wynikały z potrzeby — jak w okopach I wojny światowej — ale z chęci posiadania wojowniczego wyglądu, który miał odstraszać i napawać przerażeniem ewentualnych wrogów, a najlepiej całe społeczeństwa. Terroryzowanie ludzi poprzez ostre fryzury i stroje paramilitarnych ugrupowań to jedna z cech tamtego czasu. Również wtedy zaczęły się pojawiać subkultury, które rozkwitną dopiero po II wojnie światowej, ale już są w stanie zalążkowym i zaczynają zmieniać wygląd miejskich ulic.

W czasie wojny domowej w Hiszpanii w latach 1936–1939 hiszpańskie zakłady barberskie wsparły rewolucję i republikę i zaczęły tworzyć związki zawodowe. Jest to o tyle ciekawe, że fryzjerzy zawsze byli indywidualistami i trudno ich było usystematyzować, a wtedy przystępowali do stowarzyszenia, które nie było branżowe, tylko bardziej socjalne.

W Polsce przed II wojną światową istniały setki męskich zakładów fryzjerskich i głównym przedmiotem ich działania były typowe usługi działu męskiego — golenie brzytwą, strzyżenie, układanie bród, nakładanie pomad i brylantyn. Zajmowali się głównie tym mężczyźni, ponieważ mężczyzna-klient nie usiadłby na fotel do kobiety-barbera z powodu braku wiary w jej umiejętności, uprzedzeń, ale też niedopuszczania kobiet do tajemnic męskiego świata.

Fryzury z lat trzydziestych

Undercut / uppercut

Fryzura, która przybyła do Europy ze Stanów Zjednoczonych, noszona w XIX wieku przez zabijaków, karcianych oszustów i różnego rodzaju amantów na Dzikim Zachodzie. W latach trzydziestych, gdy Europa zaczęła się zbroić, postawiono na fryzury bojowe, wojskowe i konfrontacyjne. Zapomniana fryzura „undercut” swój renesans przeżywała przede wszystkim w Niemczech, gdzie rozkwitała militarna estetyka. Fryzura ostra, mocno wystrzyżona maszynką ręczną na bokach, z nakładaną na długie włosy i pomadowaną na tłusto górą czesaną do tyłu.

Undercut/uppercut

Zoot suiter

Uczesanie subkultury z amerykańskich miast lat trzydziestych, głównie młodzieży czarnoskórej i latynoskiej, której członkowie nosili zbyt duże ubrania, zegarki na długich łańcuchach, a przede wszystkim wybrylantynowane fryzury z lekko postawionymi czubami. Słuchali jazzu, a na ulicach amerykańskich miast podczas wojny w Europie toczyli bitwy z żołnierzami marines, którzy nie mogli zrozumieć, jak w takim czasie można się bawić i fryzować, zamiast walczyć z Niemcami lub Japończykami. Fryzury w lekkim nieładzie, półdługie i czesane pod górę na tłustą pomadę lub brylantynę.

Zoot suiter

Lata czterdzieste

Piąta dekada XX wieku to dla Europy kolejny czas smuty. O okropnościach II wojny światowej napisano wiele. Każde polskie miasto i wieś, każda polska rodzina mocno doświadczyły wojny i okupacji. Ale tamten czas miał też swoje fryzury: młodzi chłopcy w powstaniu warszawskim nosili różne odmiany militarnego „undercuta” i „brylcreem looka”, wzorem angielskich pilotów lub ich polskich kolegów walczących o brytyjskie niebo. Słynny major Hubal, gdy na przełomie 1939 i 1940 roku walczył z Niemcami w lesie, codziennie rano był przez swojego ordynansa golony i spryskiwany wodą kolońską.

Interesujący jest fakt, że podczas wojny cztery wielkie ścierające się z sobą armie miały różne fryzury. Amerykanie nosili „crew cut” i „mohawk”, Brytyjczycy „brylcreem look”, żołnierze Wehrmachtu hołdowali niemieckiej wersji „undercut”, a armia radziecka była ostrzyżona maszynkami ręcznymi na zero. W niemieckich obozach koncentracyjnych przymusowe pozbawianie włosów więźniów było jednym z rodzajów poniżenia, więc takie strzyżenie w naszej szerokości geograficznej nie kojarzyło się dobrze.

Powojenny system komunistyczny w Polsce bardzo starał się znacjonalizować fryzjerów. Częściowo się to udało. Tworzono spółdzielnie, indoktrynowano i inwigilowano cechy rzemiosł, nie pozwalano kupować kosmetyków prywatnym zakładom, nakładano dodatkowo opłaty i szkalowano w prasie. Chociaż Bolesław Bierut w przedmowie do Księgi rzemiosła polskiego wydanej w 1949 roku napisał, że „drobni rzemieślnicy to nie wyzyskiwacze i trzeba odróżnić indywidualnych właścicieli zakładów usługowych od tych, którzy żerują na trudnościach naszego życia gospodarczego”, co miało znaczyć, że władza będzie wspierać drobnych rzemieślników, to zamieszczony w tym samym tomie artykuł prezesa Izby Rzemieślniczej w Poznaniu Nikodema Muszyńskiego pt. Fryzjerstwo jako czynnik ekonomiczny i kulturalny kategorycznie rozprawia się z fryzjerstwem męskim jako zawodem wsteczników i ludzi, którzy nie chcą się rozwijać, wskazując jako konieczne sprzężenie męskiego działu z damskim. W 1947 roku w Poznaniu powstała pierwsza w Polsce spółdzielnia fryzjerska o nazwie Spółdzielnia Pracy „Zjednoczeni Fryzjerzy”. Na początku miała pod swoją opieką jeden zakład fryzjerski.

Warto także wspomnieć, że krótko po wojnie z racji zmian wywołanych rewolucją społeczną oraz śmierci poniesionej przez wielu mężczyzn na froncie zawód zaczął się mocno feminizować i nie będzie przesadą stwierdzenie, że fryzjerstwo męskie uratowały kobiety.

Polski przemysł w drugiej połowie lat czterdziestych powoli stawał na nogi, w wielu zakładach jako produkt poboczny zaczęto również produkować brzytwy. Nie były to artykuły wysokiej jakości, raczej ersatz dla ludu, żeby zwykli ludzie i fryzjerzy mieli czym golić. Zarost zrobił się niemodny i niehigieniczny, firmy produkujące kosmetyki do twarzy lansowały modę na ogolone twarze. W całej Europie zaczęły powstawać nowoczesne zakłady fryzjerskie i golarnie, które starały się przystosować do panujących czy nadchodzących mód i dopasowywały wystrój i technologie do ówczesnych czasów. Polskie firmy produkujące brzytwy pod koniec pierwszej i w drugiej połowie XX wieku to Wapienica, Starobielska Fabryka Kos, Fabryka Samochodów Małolitrażowych, Cegielski Poznań, firma Bieńkowski czy firma Trepczyński.

Po 1947 roku jako obowiązkowego godła zrzeszeń fryzjerskich zaczęto używać skrzyżowanych ze sobą nożyczek, żelazka, grzebienia i półotwartej brzytwy. Ustalono też dzień 22 lipca każdego roku świętem patronki fryzjerów, którą już od XI wieku była święta Maria Magdalena, dlatego że to ona wysuszyła stopy Chrystusa swoimi włosami.

Fryzury z lat czterdziestych

Zazous

Francuska, a dokładniej mówiąc paryska subkultura „zazous” to prekursorzy bikiniarskiego stylu w powojennym świecie zbuntowanej młodzieży w Europie, który miał dopiero nadejść, a który wtedy jeszcze był niezrozumiały i tępiony. Dbające o moralność francuskie bojówki zwane „fryzjerami wolontariuszami” z Francuskiej Partii Ludowej oraz niemieccy żołnierze okupujący Paryż do spółki z policją ganiali „zazousów” z hasłem: „Oskalpować Zazous!”, strzygli ich maszynkami na zero i niszczyli ich ubrania. „Zazous” słuchali jazzu, nosili pomadowane fryzury czesane pod górę, całkiem odmienne od wojennego stylu „undercut” promowanego przez propagandę nazistowską.

W Niemczech w tamtym czasie również działały subkultury z takimi fryzurami. Niestety, „swingjugend” i „edelweiss piraten” nie mieli takiego szczęścia jak „zazous” — tamci byli „tylko” bici, poniżani i strzyżeni za swoją odrębność, a ich niemieckich odpowiedników wywożono do obozów koncentracyjnych i zabijano. Fryzury „zazous” były przycinane nożyczkami, mogły być lekko ondulowane, wyczesywane grzebieniem pod górę i smarowane brylantyną, ale z pewną dozą niedbałości i luzu.

Zazous

Brylcreem look

Angielska fryzura i angielska elegancja. Fryzura ta została spopularyzowana przez załogi RAF-u, czyli Królewskich Sił Powietrznych podczas II wojny światowej. W czasie przerw między lotami brytyjscy piloci ze swoimi wybrylantynowanymi fryzurami wyglądali jak modele z hollywoodzkich produkcji. Fryzura błyszcząca, wyczesana do tyłu i lekko na bok, z wyraźnym przedziałkiem, bardzo starannie strzyżona nożyczkami i mocno brylantynowana.

Co ciekawe, reklamy produktu Brylcreem, od którego zresztą wzięła się nazwa tej fryzury, sugerowały, żeby wyczesywać brylantynę na włosach specjalną szczotką w kształcie mydelniczki z naturalnego włosia.

Brylcreem look

Mohawk / irokez

Wydawać by się mogło, że to fryzura punków, którzy na londyńskich ulicach pojawili się trzydzieści lat później, ale podczas amerykańskiej inwazji na Normandię w czerwcu 1944 roku 101. Dywizja Powietrznodesantowa Screaming Eagles ostrzygła się na irokezy, chcąc wystraszyć Niemców i dodać sobie animuszu. Cała dywizja jak jeden mąż była ostrzyżona na stojący środkiem głowy czub, co rzeczywiście robiło ogromne wrażenie na przeciwnikach, podobnie jak wcześniej ze strachem reagowali pierwsi amerykańscy traperzy na Mohikanów i Irokezów z takimi właśnie fryzurami. Do dziś fryzura ta zwie się „mohawk” lub „irokez” od nazw tych plemion indiańskich. Fryzura strzyżona bardzo prosto i szybko w warunkach frontowych maszynką ręczną, a górą dłuższa, obcinana nożyczkami, z użyciem pomady do stylizacji, którą każdy amerykański żołnierz miał w swoim ekwipunku.

Mohawk/irokez

Diabełek

Chłopięca fryzura okupacyjna w Polsce w latach czterdziestych. Bardzo krótkie włosy, około 3–4 mm, z zostawioną dłuższą grzywką bez cieniowania. Całość strzyżona maszynką ręczną. Niewątpliwymi atutami tego uczesania były higiena, szybkość zabiegu wykonywanego w domu lub u fryzjera i łatwość utrzymania.

Diabełek

Duck tail / duck ass / duck cut / kaczy kuper / jaskółka

Joseph Cirello, amerykański barber, przez półtora roku (w latach 1939-1940) próbował wymyślić nową fryzurę, wzorując się na kaczym kuprze, a ćwicząc ją na niewidomym chłopcu, który był jego klientem. Stworzył nowy trend, który nazwał „duck tail” („kaczy ogon”) i który świetnie wpasował się w nowe, nadchodzące rockandrollowe czasy. Wystarczy dodać, że pan Cirello stał się barberem Elvisa Presleya, Jamesa Deana czy Franka Sinatry. Wysoko postawiony czub z grzywki, przydługie boki gładko pomadowane do tyłu i zaczesanie tyłu włosów na potylicy, żeby idealnie schodziły się do środka. Włosy miały być średniej długości, strzyżone nożyczkami, układane na suszarkę i pomadowane na tłusto. Ten styl polubili kilkanaście lat później rockersi, zwani też greasersami, z racji tłustych pomad na włosach i otłuszczonych kurtek dżinsowych.

Duck tail

Lata pięćdziesiąte

W Polsce lata pięćdziesiąte to epoka strachu i beznadziei, ale zarazem czas dla młodych ludzi chcących jakoś ułożyć sobie życie i przestać myśleć o wojnie. Była to też era drobnych lawirantów, rzezimieszków, złodziejaszków i ludzi pozbawionych skrupułów, a ponadto hulaków i osób niepasujących do nowych czasów kolektywizmu i wspólnej pracy dla dobra narodu. Tych ostatnich nazywano bikiniarzami, co miało mieć zabarwienie pejoratywne, i choć nie wszyscy bikiniarze byli cwaniaczkami (niektórzy jedynie słuchali zakazanej muzyki, byli jednostkami, a nie częścią kolektywu, spędzali czas tak, jak chcieli i po prostu, w pewnym sensie, byli wolni), wszyscy, którzy zadzierali z władzą, dostawali taki opis w prezencie. Ówczesna prasa drwiła, wyśmiewała i przestrzegała przed bikiniarzami na potęgę. A bikiniarze niewiele sobie z tego robili i na różnych rynkach, bazarkach i w innych skupiskach ludzkich handlowali, czym się dało, oraz robili lewe interesy, jawnie kpiąc z władzy ludowej.

W ZSRR młodzież noszącą nieregulaminowe fryzury, słuchającą jazzu i zakładającą kolorowe skarpetki regularnie pacyfikowano, obcinano grzywki i wtrącano do więzień. Rzec by można: włosy w walce z systemem totalitarnym.

W tych samych latach w Arkansas król kowbojskiej ballady Johnny Cash smarował swoje włosy ulubioną pomadą Dax, a w Memphis zaczynał się właśnie wielki okres Elvisa Presleya, króla rockandrolla i fryzur! Świat chciał zapomnieć o wojnie. Przesunął wajchę.

W Anglii coraz więcej męskich zakładów fryzjerskich wprowadzało do swojej oferty trwałą ondulację, żeby móc łatwiej zaczesywać grzywki pod górę. Było na tę usługę takie zapotrzebowanie, że w niektórych miejscach wprowadzono na nią zapisy. Duży wpływ na to, co ludzie nosili na głowach, miały reklamy i telewizja. Rozwijały się też agencje marketingowe, które lansowały pewne estetyki dla różnych grup społecznych, segregując niejako ludzi — w dobrym tego słowa znaczeniu — żeby mogli wybrać z różnych propozycji, jakie pojawiały się na świecie.

Większość fryzur z tamtego czasu nazywamy dziś jednym słowem: „rockandrollowe” i rozumiemy przez to wysoko postawione czuby i grzywki z zaczesanymi na tył „kaczym kuprem”. Odmian tego strzyżenia i uczesania było kilka, najważniejsze przedstawię poniżej.

Fryzury z lat pięćdziesiątych

Pompadour

Zapoczątkowany przez Madame de Pompadour styl damskich fryzur w osiemnastowiecznej przedrewolucyjnej Francji z okresu panowania króla Ludwika XV został zaanektowany przez część męskiej klienteli w latach pięćdziesiątych. Im wyższa grzywa, tym lepszy efekt końcowy, więc nazwa „pompadour” (w skrócie „pomp”) była jak najbardziej adekwatna. Strzyżenia dokonywano nożyczkami, a sam tył i boki dla zwiększenia wyrazistości góry włosów lekko podcinano maszynką ręczną. Góra była podniesiona na szczotkę i suszarkę z odrobiną wosku lub tłustej pomady. Włosy z czubka głowy strzyżono krócej, by jeszcze bardziej wyeksponować wyczesaną grzywę.

Pompadour

Rockandroll / rockabilly

Fryzura niezwykle wyrazista: lekko niedbała, ale wysoko podniesiona grzywka z opadającym lokiem na czoło, tył czesany na „kaczy kuper”, ale nie tak perfekcyjnie. Prekursorem i najważniejszym przedstawicielem stylu „rockandroll” był amerykański piosenkarz Elvis Presley, a pierwszym „rockabillowcem” Gene Vincent, amerykański frontman zespołu The Blue Caps. Strzyżenia dokonywano nożyczkami, zaś do modelowania używano suszarki. Chodziło o to, żeby uzyskać efekt naturalności. Stosowano dużą ilość tłustej pomady nakładanej rękami i lekko poprawianej grzebieniem. Taką fryzurę w każdej chwili można było przeczesać palcami albo grzebieniem wyciągniętym z tylnej kieszeni. Obowiązkowe były obfite baki.

Rockandroll

Quiff

Dokładniejsza wersja „rockabilly” z bardzo starannym wyczesem i widoczną przesadą. Układana w ściśle określonej kolejności: najpierw grzebieniem na mokro, potem suszarką na szczotkę. Następnie pomadę nakładano rękami i jeszcze raz układano fryzurę szczotką lub grzebieniem dla uzyskania idealnego efektu. Stosowano strzyżenie całej głowy nożyczkami, grzywka było zdecydowanie dłuższa, a włosy zostawiano z boku nawet do pół ucha. Czesane były do tyłu i schodziły się do środka na „kaczy kuper”.

Quiff

Boogie

Fryzura z tej samej grupy rockandrollowych fryzur co „rockabilly” czy „quiff”, czyli z podniesionym przodem od czoła pod górę, ale trochę inaczej strzyżona i układana. Jej prekursorem był „flattop” z początku wieku. Całą formę budowało się na kwadracie, czyli na strzyżeniu, w którym włosy na czubku głowy są trochę krótsze od przodu, boków i tyłu, tworząc równą płaszczyznę, do której zaczesuje się resztę włosów. Boki i tył strzygło się nożyczkami, a górę maszynką ręczną na grzebieniu. Na koniec włosy były starannie układane na tłustą pomadę i zaczesywane z tyłu głowy do środka.

Boogie

Executive contour

Wyrazista, ale elegancka fryzura dla osób o mocnym charakterze, które wiedziały, czego chcą. Krótkie strzyżenie maszynką ręczną boków i tyłu głowy, staranne cieniowanie nożyczkami różnicy między krótszymi a dłuższymi włosami i góra strzyżona techniką przez palce. Fryzura z wyraźnym przedziałkiem i dość płaskim czesaniem do tyłu, przylegającym do głowy, ale z lekko podniesioną grzywką układaną na brylantynę.

Executive contour

Italiano

Wykwintna, gustowna i ucywilizowana włoska wersja męskich fryzur z tamtej dekady. Czesana z przedziałkiem na bok i zaczesywana lekko pod górę, niekoniecznie ze środkami do stylizacji, bardziej z dokładnym modelowaniem na szczotkę i wyczesaniem grzebieniem. Strzyżono tylko nożyczkami. Boki były zaczesywane do tyłu, a wykończenie karku strzygło się na tak zwany kancik, czyli na prosto. Ta fryzura to ucieleśnienie włoskiego powojennego stylu eleganckiego mężczyzny.

Italiano

Teddy

Należący do brytyjskiej subkultury Teddy Boys nosili kilkunastocentymetrowe, misternie układane włosy w wymodelowaną z nich rynienkę z przodu aż do „kaczego kupra” wyczesanego na potylicy i plerezy, czyli kępy dłuższych włosów na karku. Fryzurę tę wymyślił londyński fryzjer męski o nazwisku Rose w swoim barber shopie na ulicy Tottenham Court Road w roku 1954. Modelowanie i pomadowanie włosów było najważniejszym elementem budowania całej fryzury. Bardzo trudna, piękna i efektowna stylizacja, wymagająca czasami nawet kilku godzin pracy, żeby móc wyjść na miasto i pokazać się w całej okazałości fryzury i stroju. Był to ukłon w stronę amerykańskiego rockabillowego stylu, ale z mocnym brytyjskim, robotniczym akcentem. Dużo dłuższe włosy niż w stylizacji „rockabilly” wyczesywane były pod górę i do tyłu z charakterystyczną rynnową falą i lekko przedłużonym tyłem. Bardzo ostre uczesanie, z dużą ilością tłustej pomady do włosów. Element obowiązkowy: długie baki.

Teddy

Bikiniarze

Fryzura stanowiąca wschodnioeuropejską odmianę zachodnich „teddy boysów” i „rockabillowców”, kompilacja wszystkich najnowocześniejszych uczesań tamtego czasu z okładek płyt amerykańskich rockandrollowych wykonawców. Idolem bikiniarzy był James Dean, amerykański aktor znany z filmu Buntownik bez powodu, na nim chcieli wzorować swój wygląd. Bikiniarze nosili dłuższe włosy na karku, zwane pogardliwie „plerezą”. Ważne było, żeby włosy były dość długie, czesane pod górę na cokolwiek tłustego, co było pod ręką — najlepiej jeśli była to brylantyna, ale nawet smalec czy smar do maszyn nadawały się do tego. Bikiniarze często robili sobie nawzajem fryzury, ponieważ fryzjerzy nie zawsze chcieli wykonać taką usługę, uważając ją za wyraz upadku obyczajów. A młodzieżówki propagandowe, dopadłszy bikiniarza w zaułku ulicy, darły i cięły jego odzież oraz obcinały mu nożyczkami grzywkę. W tym przypadku można powiedzieć, że były to pierwsze subkultury we wschodniej Europie — i kontrkulturowi prekursorzy modsów, rockersów, punków i innych, którzy nie chcieli dostosować się do społeczeństwa.

Bikiniarze

Madison avenue

Wytworna fryzura mężczyzny z klasy średniej. Kulturalne, spokojne i eleganckie uczesanie po części wykreowane przez agencje reklamowe, uosabiające amerykańskie marzenie, do którego dążyły rzesze młodych Amerykanów. Włosy średniej długości były strzyżone nożyczkami, czesane grzebieniem z przedziałkiem na bok, bez podnoszenia suszarką na szczotkę.

Madison avenue

Cezar

Fryzura znana już w XIX wieku, ale jej nieco krótszą wersję rozpowszechniono w latach pięćdziesiątych XX wieku. Odmienna od najmodniejszych fasonów tamtego okresu, idealna dla panów z zakolami, którzy chcieli je przykryć. Dość krótkie strzyżenie nożyczkami całej głowy w miarę równo, z dłuższymi włosami zostawionymi już od skroni, poprzez zakola aż do grzywki. Włosy najczęściej czesane palcami do przodu na czoło. Fryzura teatralno-filmowa, inspirowana wielkimi historycznymi produkcjami filmowymi z tamtego okresu.

Cezar

Lata sześćdziesiąte

Dla świata bardzo specyficzny czas, z jednej strony kojarzący się z zespołem The Beatles i z ich fryzurą „mop top”, ze zdobyciem Księżyca i pierwszą transplantacją serca, a z drugiej — z wojną sześciodniową, agresją w Zatoce Świń, kontrkulturową rewolucją młodzieżową 1968 roku, zabójstwem pastora Kinga i prezydenta Johna Kennedy’ego; w Wielkiej Brytanii z powstaniem i rozwojem subkultur młodzieżowych (mod i rocker) i z wielką wojną pomiędzy nimi w angielskich miastach. W tym czasie w Związku Radzieckim pierwszym sekretarzem KPZR został betonowy Leonid Breżniew, a w polskiej historii zapisał się marzec 1968. Właśnie w Polsce, w 1966 roku, powstał „Polfryz”, czyli Zjednoczenie Ogólnopolskie Spółdzielni Fryzjersko-Kosmetycznych, który przez wiele lat był odpowiedzialny za rozwój i wspieranie polskiego fryzjerstwa, organizowanie mistrzostw, pokazów i konkursów czy zapraszanie znanych fryzjerów do Polski.

Dwadzieścia lat po wojnie modne stały się dłuższe włosy (znana wersja fryzury „long bang”), więc ci fryzjerzy, którzy nie nadążali za trendem i nie nauczyli się strzyc i zajmować dłuższymi fryzurami, bankrutowali. Do Polski tego rodzaju moda dotarła trochę później, ale byli fryzjerzy, którzy musieli się przebranżowić i szukać pracy w wielkim przemyśle z powodu malejącej liczby klientów. Właśnie w Polsce silnie rozwijał się ruch fanów tak zwanego mocnego uderzenia, słuchających rhythm and bluesa. Jak podają słowniki z tamtych lat, byli to „młodzi ludzie ubierający się ekstrawagancko, w sposób przesadnie modny”.

W Stanach jedną z najpopularniejszych technik stała się nowatorska „roffler kut” — strzyżenie dłuższych fryzur. Żeby wykonać takie uczesanie, nie używano maszynki, nie robiono żadnych półkrótkich „uppercutów”, ale tworzono coś na kształt dłuższej fryzury klasycznej z uwzględnieniem kształtu głowy. Fryzury te są zresztą popularne w USA do dziś.

W 1964 roku zespół The Rolling Stones wystąpił w amerykańskim programie telewizyjnym Mike Douglas Show. Na pytanie prowadzącego, co w czasie mody na długie włosy robią w Wielkiej Brytanii barberzy, Brian Jones odpowiedział krótko: „Głodują”. To zwiastowało rewolucję w myśleniu o włosach, fryzurach i trwającej modzie.

Fryzury z lat sześćdziesiątych

Mop top

Ten rodzaj strzyżenia podobno powstał przez przypadek, kiedy zespół The Beatles koncertował w Hamburgu i przejął rodzaj niedbałego uczesania od niemieckiej subkultury „exies”, czyli egzystencjalistów, którzy nosili na głowie „pilzkopf”, rodzaj dłuższego i trochę niesfornego grzybka. Włosy zakrywały ucho i były lekko pocieniowane, sprawiały wrażenie podniesionych, a grzywka nachodziła na czoło. Tył cięty był na grubo i prosto.

Mop top

Ivy league

Trochę dłuższa wersja „crew cut”, zwana też „princeton” lub „harvard clip”, od nazw uniwersytetów, na jakich zaczęto je nosić. Fryzura schludna, grzeczna, wyraz amerykańskiego snu, układana na głowie nastolatka lub studenta. Włosy były w miarę równe na koronie głowy, z lekko dłuższymi na grzywce. Strzyżone nożyczkami na górze i lekko maszynką z boku, układane suszarką. Stosowano odrobinę brylantyny lub wosku. Wszystko miało być ładne, codzienne, standardowe, dopasowane do społecznych norm, by poprzez niewyróżnianie się i dostosowanie do powszedniości przygotować przyszłego karierowicza do wielkiego sukcesu.

Ivy league

Roffler kut

Edmond Roffler to jeden z najbardziej pracowitych, topowych i innowacyjnych amerykańskich fryzjerów męskich swojego czasu. W latach sześćdziesiątych zyskał sławę specjalistycznym, wyuczonym we Francji, ale dopracowanym przez siebie stylem strzyżenia, który nazwał od swojego nazwiska „roffler kut”. Fryzura charakteryzowała się strzyżeniem do uszu, cieniowaniem brzytwą i zaczesywaniem pod górę, z dokładnym rozpoznaniem budowy głowy i twarzy, co oznaczało, że każda fryzura była spersonalizowana. Do dziś w Stanach Zjednoczonych istnieją setki barber shopów specjalizujących się właśnie w tego rodzaju strzyżeniu.

Roffler kut

Long bang

Moda na długie włosy zaczęła pojawiać się w latach sześćdziesiątych. Tę fryzurę nazwano „long bang” i była ona inspiracją dla przyszłych hippisów. Włosy średniej długości, dość niesforne i zaczesywane lekko pod górę lub rozchodzące się na środku. Cieniowane nożyczkami „na pióro” bądź lekko strzępione brzytwą. Często do tej fryzury zapuszczano wąsy.

Long bang

Untamed beard

Długie, niepokorne brody i włosy były u młodego pokolenia efektem zainteresowań religią, filozofią, kulturą Wschodu i naukami społecznymi. Wszak skoro filozofowie, pustelnicy, rewolucjoniści i prorocy, tacy jak Che Guevara, Karol Marks, Jezus Chrystus czy hinduscy asceci, mieli brody oraz zapuszczone włosy, chciano ich naśladować. Mężczyźni mieli więc włosy, brody i wąsy bujne, nieograniczone przez kosmetyki czy podcinanie.

Untamed beard

Mod / french crop

Fryzura bardzo brytyjska i bardzo nowoczesna w swoim czasie. Wielka Brytania jeszcze dochodziła do siebie po II wojnie światowej, ale młodzi ludzie nie chcieli czekać, tylko żyć. Subkultura „mod” miała swoją fryzurę — strzyżenie nie za krótkie, w miarę równe na całej głowie, bez użycia środków stylizacyjnych. Fryzura dokładna, z krótką grzywką wysoko ponad brwi, czasami z trochę dłuższymi pejsami wystającymi poza linię zarostu. Zespół The Who, jeden z najsłynniejszych brytyjskich zespołów rockowych wszech czasów, był mocno związany z subkulturą modsów, co widać po ich fryzurach. „Mod” zmienił się kilka lat później w wersję „hard mod”, z dłuższymi bakami i ostrzejszym strzyżeniem.

Mod/french crop

Butch / burr

Krótsza wersja militarnej fryzury „crew cut”, ze strzyżeniem włosów maszynką do połowy głowy i cieniowaniem różnicy nożyczkami. Góra trochę dłuższa i starannie ostrzyżona nożyczkami. Fryzura była popularna w wojsku, ale polubili ją także cywile, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych.

Butch/burr

Lata siedemdziesiąte

Po okresie zawirowań w barwnych latach sześćdziesiątych nadeszła era dzieci kwiatów i punków, protestów pokojowych i wojny w Wietnamie. Wszystko to miało wpływ na rodzaje strzyżeń. Generalnie włosy noszono dłuższe i zaczęto bardziej eksperymentować. Subkulturowe uczesania stały się modne i dostrzegane przez społeczeństwo. Na ulicach miast pojawili się punki, skinheadzi, hippisi, rastamani. Kopalnia pomysłów dla fryzjerów, którzy nie bali się innowacji i chcieli się rozwijać. Jeśli jednak ktoś miał problem ze zrozumieniem nowych czasów i nie chciał dostosować się do obowiązującej mody, to miał coraz mniej młodych, odważnych klientów, a tym samym przestawał rozwijać się zawodowo.

W 1971 roku polski reżyser Marek Piwowski nakręcił film pt. Hair, który był relacją z przeprowadzonego w Warszawie IX Konkursu Fryzjerskiego Państw Socjalistycznych o Puchar Przyjaźni. Film trwa niecałe 20 minut i w zamyśle autora był satyrą na polskie fryzjerstwo i konkursy socjalistyczne, stał się jednak kultowym filmem branżowym, pokazującym przebieg imprezy i najmodniejsze fasony, mody i fryzury lansowane przez czołowych polskich fryzjerów tamtych czasów.

Warto wspomnieć, że w roku 1977 roku zmarł Elvis Presley — ikona stylu fryzjerów i nastolatków. Powróciła więc moda na strzyżenie à la Presley, zwłaszcza że w Stanach Zjednoczonych zaczęto organizować mnóstwo konkursów na sobowtóra Elvisa.

Fryzury z lat siedemdziesiątych

Punk

Robotnicza młodzież Londynu buntująca się przeciw skostniałemu, ich zdaniem, społeczeństwu wyrażała swoją rebelię także w postaci fryzur. Jedną z nich były irokezy (często farbowane na neonowe kolory), czyli zostawione środkiem włosy postawione na sztorc, boki wygolone do skóry brzytwą lub maszynką. Inną fryzurą punk były włosy średniej długości w nieładzie, stawiane na krem do golenia albo cukier.

Punk

Dreadlocks

Subkultura rastafariańska z Jamajki zachwyciła europejską i amerykańską młodzież, która masowo robiła sobie dready. Wykonywano je z długich włosów, trąc je w dłoniach nasmarowanych kremem lub innym tłuszczem i tworząc rodzaj średniowiecznego kołtuna, który był bardzo trudny do rozczesania. Długo noszone naturalnie wykonywane dready powodują wykręcanie się włosów w różne strony od samych cebulek.

Dreadlocks

Ramones

Prosta fryzura, która swą nazwę wzięła od muzyków amerykańskiego punkowego zespołu The Ramones. Uczesanie z ciemnych, długich włosów, które mogą wychodzić poza ramiona, choć zdarza się, że są trochę krótsze, z charakterystyczną grzywką uciętą równo na wysokości brwi, która może trochę przykrywać oczy.

Ramones

Afro

Przełom lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych to wzrost zainteresowania kulturą i emancypacją czarnoskórych obywateli Stanów Zjednoczonych. Fryzura „afro” to kolejny przejaw buntu przeciwko porządkowi na świecie. Włosy długie, sprawiające wrażenie zaniedbanych, są formowane w kulę i ponad głową tworzą aureolę. Przy tworzeniu takiej fryzury pracuje się nożyczkami i maszynką techniką z wolnej ręki. Można ją też tapirować.

Afro

Skinhead

Kolejna fryzura z przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, stanowiąca przeciwieństwo afro. Wywodząca się z Wielkiej Brytanii fryzura dla młodzieży robotniczej, której nazwa pochodzi od dwóch słów: skin — skóra i head — głowa. Włosy na całej głowie zgolone brzytwą lub krótko przy samej skórze ostrzyżone maszynką. Do tego często zostawiane baki. Zakazany jakikolwiek inny zarost.

Skinhead

Buzzcut

Fryzura strzyżona tak samo jak „skinhead”, ale noszona nie przez przedstawicieli subkultury, tylko upowszechniona dla wygody, higieny i szybkości usługi. Troszkę dłuższa góra, natomiast bok i tył zgolone prawie na zero i lekko cieniowane.

Buzzcut

Hippie

Po rewolucji kubańskiej, podczas której rewolucjoniści zapowiedzieli, że dopóki nie pokonają reżimu Batisty, nie ostrzyga się i nie ogolą, młodzi ludzie w ramach kontestacji zaczęli zapuszczać długie włosy i zarosty. Najważniejsza była długość włosów i bród, w które często wplatano kwiaty, zakładano opaski i rzemienie. Fryzury i brody były niechlujne i miały oznaczać odrzucenie dóbr i konsumpcyjnego stylu życia.

Hippie

Lata osiemdziesiąte

Cała dekada lat osiemdziesiątych XX wieku na świecie była wyjątkowo twórcza. Wymyślano połączenia istniejących fryzur, ale też powstawały nowe. Łączono elementy fryzur damskich i męskich. Mężczyznom robiono trwałą i rozjaśniano włosy.

W Polsce stan wojenny zdefiniował dość mocno zachowania społeczne na całe lata, ale fala muzyki rockowej dotarła do naszego kraju i zaczęła oddziaływać także na fryzury polskich nastolatków. Władza nie lubiła młodych gniewnych i zdarzało się pałowanie przez milicjantów za posiadanie fryzury niezgodnej z nakazami szkolnymi i partyjnymi. W Jarocinie, na jednym z największych w tamtym czasie w Europie letnim festiwalu rockowym, mimo PRL-owskiej szarości na ulicach polskich miast królowały szalone kolorowe fryzury. Włosy były wyrazem buntu, wolności, artystycznej postawy i przynależności subkulturowej. Z powodu niemożności skorzystania z usług fryzjerskich z racji niezrozumienia przez fryzjerów młodzieżowego tsunami młodzi ludzie wzięli sprawy w swoje ręce, strzygąc się czym popadło i stawiając włosy na wodę z cukrem.

Na świecie wybuchła eksplozja uniseksowych fryzur, więc nosić mógł je każdy — słynna „małpa”, „mullet” albo „poppers” to już nie był przypadek, tylko jasny wyznacznik, kto jakiej słucha muzyki. Nowo powstała telewizja MTV zaczęła w teledyskach wykonawców muzycznych lansować określone typy fryzur.

W Stanach Zjednoczonych w tym czasie w mieście Canal Winchester w stanie Ohio powstało muzeum fryzjerstwa męskiego o nazwie National Barbering Museum.

Fryzury z lat osiemdziesiatych

Mullet / czeski piłkarz / płetwa / firana / dywan / ogrzewanie tylnej szyby

Fryzura bardzo popularna, do dziś ma swoje grono wyznawców, choć została wyśmiana jako charakterystyczna dla piłkarzy i tirowców. Bardzo długi tył kontrastujący z krótkimi bokami i w miarę krótką górą, a stylizacji często dopełniała podniesiona grzywka. Popularne były różne wersje: od bardzo dużej różnicy pomiędzy długością włosów z tyłu a resztą do małego kontrastu i tylko zarysowania całego kształtu fryzury.

Mullet

Hi-top fade

Lata osiemdziesiąte to złota era i rewolucja muzyki rap w Stanach Zjednoczonych. Wśród czarnoskórej młodzieży popularne stało się cięcie „hi-top fade”, czyli wysokie i krótkie strzyżenie włosów maszynką. Góra była zaczesywana wysoko i płasko. Kształt konturów zaznaczony brzytwą. Była to jedna z wariacji fryzury „flattop”.

Hi-top fade

Devilock

Zapoczątkowany przez muzyków amerykańskiego zespołu punkowego Misfits styl z długim ostrym szpicem z grzywki wypomadowanym na sztywno w dół. Boki i tył były dość krótkie, ale na tyle, żeby boki zaczesać mocno do tyłu. Kolor włosów przy tej stylizacji był najczęściej czarny.

Devilock

Psychobilly

Drapieżna fryzura, której prekursorem był brytyjski zespół The Meteors, wykonujący muzykę określaną jako psychobilly, będącą połączeniem punk rocka i rock and rolla. Zarówno muzyka, jak i fryzury jej wykonawców były kompilacją fryzur „punk” i „rockabilly”. Bardzo ostra, trochę przerysowana wersja, czerpiąca najbardziej ekstrawaganckie pomysły z obu stylów, polegająca na mocnych wygoleniach brzytwą, kolorowych irokezach strzyżonych na kwadratowo lub trójkątnie i czubach z przodu głowy ustawionych od czoła mocno w górę.

Psychobilly

Robert Smith / backcomb / tapir

Jedna z kultowych i bardziej rozpoznawalnych fryzur z lat osiemdziesiątych. Długie, około 20-centymetrowe czarne, farbowane włosy, tapirowane i układane w wielką, poszarpaną, stojącą bryłę, spopularyzowane przez Roberta Smitha, frontmana brytyjskiej zimnofalowej grupy The Cure. Boki i tył pod spodem były wycinane nożyczkami na krótko do wysokości skroni i potylicy, a tapirowana korona włosów, nachodząc na krótsze, tworzyła niesamowity efekt. Starsi fryzjerzy nie chcieli robić klientom tej fryzury, a z młodszych tylko ci z subkulturowym zacięciem podejmowali się tego zadania.

Robert Smith

Glam rock / pudel rock / małpa

Bardzo modna fryzura uniseks, noszona przez kobiety i mężczyzn związanych z różnego rodzaju sztuką rozrywkową. Uczesanie dla muzyków, tancerzy, fryzjerów, aktorów i artystów, charakteryzujące się długimi włosami po bokach i z tyłu oraz trochę krótszą, natapirowaną górą. Całość tworzyła kształt koła lub prostokąta. Często robiono na włosach trwałą ondulację i rozjaśniano (zawsze w tej kolejności). Strzyżenie wykonywano za pomocą nożyczek, degażówek i brzytwy. Co ciekawe, fryzura ta zdobyła serca zarówno wielkich, uznanych artystów muzyki popularnej, jak też tych bardziej niszowych, grających heavy metal, hard core, punk, crossover czy gothic. Zarówno styl fryzury, jak również makijaż i strój były mocno przerysowane, teatralne, groteskowe i błyszczące cekinami. W Stanach Zjednoczonych sztandarowym zespołem tego nurtu był Twisted Sister, a w Polsce Azyl P.

Glam rock

Imperio i polaco

Dwie bardzo popularne w Polsce fryzury noszone przez powstającą wtedy klasę średnią. Oba uczesania były bardzo eleganckie jak na swój czas i budowane ze średniej długości włosów. Mogły być strzyżone do pół ucha lub z uchem minimalnie odkrytym. Tył obu fryzur strzyżono na przedłużony kancik, około 3 cm poniżej końcówek uszu. Wersja „imperio” była często wybierana przez nowo powstającą klasę biznesową oraz przyszłych „panów młodych” jako fryzura ślubna. Po końcowym starannym modelowaniu lakierowało się fryzurę, zgrzewając na końcu lakier suszarką i płasko ręką modelując bezpośrednio kształt fryzury. „Polaco” to fryzura trochę dłuższa, z mniej starannym wyczesem. Raczej używano tylko szczotki lub ręki do modelowania suszarką, ale bez lakierowania.

Imperio

Polaco

Depeche / „na depesza”

Jeden z nielicznych przypadków w historii fryzur, gdy nazwa i sposób ostrzyżenia włosów były złączone z konkretnym zespołem muzycznym. Fryzura, a raczej dwie fryzury „na depesza” są związane z frontmanami bardzo popularnego angielskiego zespołu Depeche Mode, tworzącego muzykę elektroniczną, który wylansował modę na dwa uczesania i wymyślił nowy styl w muzyce rockowej. Fryzura „na Dave’a Gahana” — płaski jeż z 1- lub 2-centymetrowymi włosami na bokach oraz „na Martina Gore’a”, który miał włosy kręcone i podatne, często je rozjaśniał i nosił burzę loków z mocno kontrastowo wygolonymi bokami. Obie wersje fryzury stały się znakiem wyróżniającym fanów grupy. Na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych rozwijały się w stronę albo krótkich „flattopów” z mocno wygolonymi pod samą górę bokami, albo fryzur z falowanymi włosami na górze głowy oraz bardzo wyraźnie zarysowaną różnicą na bokach i w tyle.

Dwie wersje fryzury na depesza

Heavy metal

Włosy długie, poniżej ramion i dłuższe, w miarę równe, ale z obciętą ponad brwi grzywką na prosto to najbardziej rozpoznawalne cechy tej fryzury, która została rozpowszechniona na początku lat osiemdziesiątych przez brytyjskie zespoły heavymetalowe, takie jak Iron Maiden czy U.F.O. Ta stylizacja to wynalazek w pełni brytyjski. Do niej zapuszczano często wąsy.

Heavy metal

Shake & go

Fryzura dla włosów kręconych długości mniej więcej do ramion. Posiadacz takiego uczesania po umyciu włosów powinien tylko potrząsnąć głową i fryzurę miał gotową. Bardzo wygodny styl, przy którym raz na kilka miesięcy podcinało się końcówki nożyczkami.

Shake & go

Comb over / na pożyczkę

Fryzura dla łysiejących panów, którzy nie mogli się pogodzić z postępującym wypadaniem włosów i zaczesywali z jednej strony głowy na drugą bardzo długie włosy od misternie wykonanego przedziałka z boku. Często przybierało to karykaturalną formę przeczesywania włosów z boku i tyłu głowy do środka i przykrywaniu wyłysiałych miejsc. Zdarzały się przypadki mocowania niepokornych partii włosów spinkami do włosów.

Comb over

Straight Edge

Straightedge‘owcy — fani nurtu muzycznego w muzyce hard core punk wymyślonego w początkach dekady przez zespół Minor Threat w Waszyngtonie i będącego alternatywą dla ruchu punk — w latach osiemdziesiątych nosili włosy krótkie, około 2 cm, na całej głowie równe, często rozjaśniane do białych, czasami z grzywką postawioną na żel, à la okupacyjny „diabełek” z lat czterdziestych i pięćdziesiątych. W zachowaniu i fryzurach byli przeciwieństwem subkultury punkowej. W latach późniejszych fryzura ta ewoluowała do wersji całkowicie zgolonej brzytwą na zero, a w latach dziewięćdziesiątych do krótkich wersji z przedziałkiem lub rozjaśnianych boków.

Straight Edge

Poppers / new wave / new romantic style

Boki strzyżone nożyczkami do połowy ucha, a tył zostawiony nieco dłuższy, do połowy karku, z wyraźną długą grzywą czesaną na bok, często rozjaśnianą i przysłaniającą jedno oko to najważniejsze atrybuty tej stylizacji. Włosy z tyłu schodziły się do środka „w jaskółkę”. Fryzura przybyła z Wysp Brytyjskich wraz z muzykami zespołów wykonującymi muzykę new wave, takimi jak Duran Duran czy Spandau Ballet. W Polsce poppersi byli postrzegani jako fani zespołu Republika, ze względu na podobną fryzurę ich frontmana Grzegorza Ciechowskiego. Fryzura była noszona przez młodzież z domów robotniczych i szkół zawodowych. Styl ten wywodził się bezpośrednio ze stylu „glam rock”.

Poppers

Lata dziewięćdziesiąte

Obalenie komunizmu w krajach Europy Środkowej i Wschodniej sprawiło, że miejsce strachu zajęły innowacyjność i chęć działania. Powstawały nowe firmy i pojawiały się nowe możliwości zarobkowania. Społeczeństwa wychodziły z socjalizmu powoli, ale się bogaciły, więc chciały też mieć więcej do powiedzenia w różnych sprawach, również w zakresie mody i fryzur. Każdy mógł wybrać coś dla siebie z coraz szerszej oferty zakładów fryzjerskich. Niestety te męskie były traktowane pobłażliwie i może to był jeden z powodów, dla których młodzi ludzie, a także reszta męskiej populacji w Polsce, zaczęli golić głowy prawie na zero. Obrażanie się na taką fryzurę jest zupełnie nie na miejscu, trzeba raczej stworzyć takie warunki w zakładzie fryzjerskim, żeby klienci chcieli robić nawet te najkrótsze i pozornie najprostsze fryzury właśnie tam, a nie w domu. Jest cała gama dobrych, świetnie wyglądających i bardzo krótkich fryzur, które mogą wykonać tylko fryzjerzy. Ponadto trzeba umieć wytłumaczyć klientowi, jak ważne jest przychodzenie do fryzjera, polecić odpowiedni produkt do pielęgnacji i namawiać na regularne wizyty.

Dobrzy fryzjerzy męscy mieli zresztą co robić nawet w tamtych latach, gdyż oprócz „jarhead haircut” popularne na rynku były inne fryzury, jak „grunge”, „bowl cut”, czyli „grzybek”, czy „dreamboat flat” albo kolejna odmiana słynnego „caesara”. Częstym dodatkiem do męskich, krótkich fryzur były baki, które przeżywały swój prawdziwy renesans, oraz okalające usta bródki inspirowane stylami i modami hard core i hip-hop. Golenie twarzy na mokro, które na początku dekady było niemile widziane, pod koniec tego okresu zaczęło ponownie budzić pozytywne emocje.

W Polsce w 1999 roku w szkołach zawodowych ostatecznie połączono dział męski i damski w nauczaniu, co miało stworzyć typ fryzjera omnibusa, umiejącego robić wszystko i każdemu. Po latach okazało się, że to był błąd, który doprowadził do spauperyzowania i zmarginalizowania zawodu fryzjera męskiego, a wśród młodych ludzi do zupełnego niezrozumienia kultury męskich zakładów fryzjerskich i wręcz całkowitego zaniku zawodu w jego tradycyjnym znaczeniu.

Mężczyźni w latach dziewięćdziesiątych jeszcze strzygli się na „pożyczkę”, słynną fryzurę dla łysiejących panów sprzed dekady, ale coraz częściej udawało się ich namówić na zmianę tego sposobu uczesania i obcięcie włosów na krótko. Wąsy były synonimem socjalizmu i lat minionych — coraz częściej więc z nich rezygnowano. Nadchodziły nowe czasy, a świat stawał otworem dla wszystkich!

Fryzury z lat dziewięćdziesiątych

Jarhead

Jedna z najpopularniejszych stylizacji męskich tamtego czasu. Strzyżenie na zero z boku do kości ciemieniowej, a z tyłu nawet do wirka. Góra odrobinę dłuższa, ale z wyraźną różnicą zostawioną bez cieniowania. Często wykonywana w domu przez samorodnych fryzjerów najtańszymi maszynkami z supermarketów. Charakterystyczna dla subkultury „blokersów” i zaadaptowana przez inne grupy społeczne ze względu na wygodę użytkowania.

Jarhead

Bowl cut / grzybek / bob

Fryzura najczęściej noszona wtedy przez dzieci, z górą całą dość długą, mniej więcej równej długości. Włosy opadające luźno zgodnie z kierunkami wzrostu. Grzywka równa i od grzywki wkoło całe rondo równe. Boki i tył krótkie, czasami nawet na kilka milimetrów. Boki strzyżone nożyczkami lub maszynką.

Bowl cut

High and tight

Wysoko wygolone maszynką lub brzytwą do połowy głowy boki i tył z łagodnym przejściem do włosów trochę dłuższych na górze i zaczesywanych lekko na bok. Góra strzyżona nożyczkami i układana na środki do stylizacji, najczęściej na tłusty wosk. Można ją było czesać na bok bez wyraźnego przedziałka lub z lekko zaznaczonym. W tamtym czasie było to uczesanie popularne głównie w środowiskach wojskowych lub gangsterskich.

High and tight

Yuppies

Strzyżenia i stylizacje młodych miejskich profesjonalistów (young urban professionals) to odpowiedź na przydługie, tapirowane i uniwersalne fryzury lat osiemdziesiątych. Fryzura została wymyślona w Nowym Jorku, miała być czysta, schludna, elegancko ułożona i reprezentująca klasę młodych zwycięzców: bankierów, maklerów, finansistów i młodych wilków, którzy chcą dóbr świata dla siebie tu i teraz. Była strzyżona nożyczkami, zaczesywana na mokro na bok lub lekko pod górę, bez żadnych odstających, niesfornych włosów. Trochę przypominała styl „slickback”, ponieważ używano błyszczących środków do stylizacji w celu gładkiego uformowania włosów.

Yuppies

Casual / daily

Bogusław Linda, kasowy polski aktor, w 1992 roku zagrał rolę Franza Maurera w filmie Psy Władysława Pasikowskiego. Do tej roli zmienił fryzurę na miks „short banged caesar” i „high and tight”. Boki były ostrzyżone maszynką na 2–3 mm, a góra dłuższa z odrobiną żelu na grzywce podniesionej do góry albo czesanej lekko na bok. Różnica między bokami a górą była łagodnie cieniowana. Fryzura wyjątkowa, surowa, agresywna, a zarazem grzeczna i bardzo polska, była bardzo popularna w naszym kraju w latach dziewięćdziesiątych. Wygoda, szybkość mycia i układania to największe atuty fryzury „casual”, zwanej też „daily” (wygodnej, codziennej).

Casual

Grunge

Niesforne, długie włosy opadające swobodnie w różnych kierunkach. Fryzura mocno cieniowana techniką na pióro i rozchodząca się na boki poprzez nierówne przedziałki na środku lub z boku. Czasami niektóre pasma były rozjaśniane. Całość miała sprawiać wrażenie niedbałości i luzu. Guru tego środowiska i lider w kwestii ubioru i fryzury to Kurt Cobain z zespołu Nirvana z zagłębia tej subkultury, czyli z miasta Seattle w USA.

Grunge

Crust

Fryzura noszona przez anarchopunków, a zapoczątkowana w Wielkiej Brytanii pod koniec lat osiemdziesiątych i spopularyzowana w środowiskach squatterskich i undergroundowych punków. Polega ona na ostrzyżeniu całej głowy lub ogoleniu jej na równą długość, oprócz odcinka od czubka głowy przez potylicę aż do karku i zrobieniu dreadów, często farbowanych na czarno. Wykreowana przez brytyjskie zespoły crustpunkowe, ale noszona przez fanów i muzyków tego nurtu na całym świecie.

Crust

Firestarter

Ostra, ekstrawagancka i nawiązująca do punkowych irokezów fryzura charakterystyczna dla brytyjskiego zespołu Prodigy — prekursora nowej fali elektronicznej muzyki techno, rave mieszanej z hard core i punkową ekspresją, spopularyzowana i noszona przez fanów zespołu. Swoją nazwę wzięła od utworu Firestarter tej kapeli. Tworzą ją dwa kilkucentymetrowe irokezy postawione na bokach głowy, zaś pozostałe włosy są wygolone brzytwą do zera — swoisty negatyw irokeza z lat siedemdziesiątych. Fryzura często była rozjaśniana i farbowana na neonowe kolory.

Firestarter

Corn row

Fryzura znana już w XIX wieku w etiopskich plemionach, potem przez chwilę popularna w latach sześćdziesiątych XX wieku w Europie i Stanach Zjednoczonych, triumfalnie powróciła trzydzieści lat później, czyli w latach dziewięćdziesiątych, w środowiskach rap i hip-hop. Wykonywało się ją na włosach bardzo krótkich jak na tego typu uczesanie, bo już 12-centymetrowych, ale także na dłuższych, plotąc równoległe równe warkoczyki przylegające do skóry, w kierunku od czoła do tyłu. Czasami wszystkie warkocze wiązane były na końcu gumką, najczęściej wiązany był każdy z osobna. Ten rodzaj czesania rozpowszechnił amerykański raper Snoop Doggy Dog.

Corn row

Short banged caesar

Fryzura w Polsce często nazywana „na Dżordża”, gdyż rozpropagował ją George Michael w teledysku Jesus to a child. Wszystkie włosy na całej głowie są krótkie i równe. Strzyżenie wykonywano nożyczkami. Zakończenie na karku robiono na tak zwany sznyt, czyli na równo, i tak samo na równo cięło się grzywkę — cała fryzura miała dwa takie same przeciwległe zakończenia. Ważne były baki do końca ucha i wyraźne cyrkle nad uszami. Odrobina żelu wykańczającego fryzurę dawała jej lekki blask i luz.

Short banged caesar

Dreamboat flattop

Luźna, strzyżona nożyczkami fryzura stworzona w Kalifornii, czesana wysoko pod górę. Bez środków do stylizacji używanych na koniec, tylko z pianką lub lotonem nakładanym na włosy przed suszeniem w celu dość wysokiego podniesienia fryzury i ułożenia jej na płasko, ale zwiewnie, z możliwością przeczesywania jej rękoma w ciągu dnia. Boki nie były wygalane, tylko podstrzyżone, natomiast włosy na karku cieniowane pod górę zgodnie z linią wzrostu włosów. Na włosach w kolorze ciemny blond robiono kilka rozjaśniających pasemek, by stworzyć wrażenie luzu. Fryzura bardzo wakacyjna lub noszona przez młodych ludzi w ciepłym klimacie.

Dreamboat flattop

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Fryzjer męski 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Food Pharmacy Porąb i spal Jeszcze jedna mila Kuba. Autobiografia