Wygrać Hollywood, przegrać życie. 14 wersji życia gwiazd kina

Wygrać Hollywood, przegrać życie. 14 wersji życia gwiazd kina

Autorzy: Justyna Kobus

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Kategorie: Biografie

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 22.40 zł

Znacie je doskonale. Marzyliście o tym, by wyglądać i żyć jak one. Podziwialiście ich urodę zatrzymaną na taśmie filmowej, zazdrościliście im sławy, w przekonaniu, że ich życie było wspaniałą bajką. Brigitte Bardot, Rita Hayworth, Audrey Hepburn, Ingrid Bergman, Marylin Monroe, Grace Kelly… Czy jest ktoś, kto o nich nie słyszał? Niemożliwe. Wszyscy je kochamy.

Ich prawdziwe życie niewiele jednak miało wspólnego z sielankowymi opowieściami z ich udziałem, znanymi z ekranu. Wielka uroda, sława, talent nie uchroniły ich przed nieudanymi związkami, przed cierpieniem, nie stały się przepustką do szczęścia. Przeciwnie, trwanie na szczycie bywało okupione zaniedbywaniem najbliższych, dramatycznymi wyborami, nie zawsze trafnymi. Ponadto - ciągłym byciem na cenzurowanym. Uwielbiana przez publiczność Ingrid Bergman, zwłaszcza za rolę w „Casablance”, idąc za głosem serca, stała się bohaterką jednego z największych skandali w historii Hollywoodu. Zapłaciła za to odrzuceniem przez branżę i fanów. Amerykanie życzyli śmierci jej dziecku, nazywając je „potomkiem wiedźmy”.

Brigitte Bardot okrzyknięto dziwaczką i wariatką, po tym, jak u szczytu sławy, w wieku 39 lat porzuciła aktorstwo i poświęciła się opiece nad zwierzętami.

Julia Roberts, praktykująca hinduistka, przed laty nie schodziła z planu. Jej pierwsze małżeństwo rozpadło się, bo nie godziła pracy z życiem rodzinnym. Czym więc jest ta książka? Zbiorowym portretem kobiecej odwagi, talentu, poświęcenia i wyrzeczeń, ale również próby ocalenia w gigantycznej machinie przemysłu filmowego własnej tożsamości. Cena tej ostatniej okazuje się znacznie wyższa niż zdobycie sławy czy wielkich pieniędzy.

Justyna Kobus

Wygrać Hollywood, przegrać życie. 14 wersji życia gwiazd kina

ISBN

Copyright © Justyna Kobus 2018

All rights reserved

Projekt okładki i stron tytułowych

Agnieszka Herman

Redakcja

Paulina Jeske-Choińska

Projekt typograficzny i skład komputerowy

Teodor Jeske-Choiński

Fotografie aktorek © B&EW Agencja Fotograficzna

Część zawartych w książce tekstów pierwotnie ukazała się w wersji skróconej na łamach Magazynu TVN24.

Wydanie 1

Zysk i S-ka Wydawnictwo

ul. Wielka 10, 61-774 Poznań

tel. 61 853 27 51, 61 853 27 67

faks 61 852 63 26

dział handlowy, tel./faks 61 855 06 90

sklep@zysk.com.pl

www.zysk.com.pl

Wszelkie prawa zastrzeżone. Niniejszy plik jest objęty ochroną prawa autorskiego i zabezpieczony znakiem wodnym (watermark).

Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku. Rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci bez zgody właściciela praw jest zabronione.

Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w Zysk i S-ka Wydawnictwo.

Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Kiedy Don Juan był kobietą I Bóg stworzył BB

Bogini miłości, czyli gdy seksapil jest przekleństwem

Seks, kłamstwa i kasety wideo

Niewolnica sławy

W cieniu melancholii Prawnuczka czarownicy z Salem

Od świętej do dziwki, by na powrót zostać obwołaną świętą

„Bóg cmoknął ją w policzek i tak już zostało”

W cieniu tragedii Śmierć w domu miłości

Wielka sława i ciemna woda

Skłócona z życiem

Ofiara klątwy rodu Grimaldich?

Na wyciągnięcie ręki? Wybór Meryl

Jedz, módl się i kochaj

Od superbohaterki do supermatki

Bibliografia

Podziękowania

Wszystkie rozdziały dostępne są w pełnej wersji książki

Kiedy Don Juan był kobietą

I Bóg stworzył BB

Brigitte Bardot

Przez kilka dekad była symbolem libertynizmu, by w wieku dojrzałym poślubić Bernarda d’Ormale’a — doradcę faszyzującego Frontu Narodowego. Dziś bulwersuje rasistowskimi wypowiedziami. Światowy symbol seksu, ulubienica Charles’a de Gaulle’a, o której Roger Vadim napisał: „Nagość znaczyła dla niej nie więcej niż uśmiech czy kolor kwiatu”, u szczytu sławy zamieniła kino na walkę o prawa zwierząt. Brigitte Bardot po raz pierwszy na ekranie pojawiła się w 1952 roku, by zrewolucjonizować światową kinematografię i obyczajowość.

Młodziutka tancerka patrzy w obiektyw, ręce trzyma splecione nad głową. W jej twarzyczce uderza powaga. Na obwolucie zdjęcia podpis wykonany ręką Brigitte: „Moje pierwsze zdjęcie jako artystki”. Ma na nim osiem lat i krótkie czarne włosy. Zamknięte usta ukrywają aparat ortodontyczny. Zaciska wargi, by nikt o nim nie wiedział. Przed momentem zdjęła okulary o grubych szkłach, które mają korygować jej zeza. Fotografię zrobiono w Paryżu w dzielnicy zamożnych obywateli — Passy, w szkole baletowej sióstr Bourgat. Autorem jest tata — Louis Bardot — zapalony fotograf, dokumentujący dorastanie swoich dwóch córek.

Na kolejnym zachowanym zdjęciu Brigitte ma już 15 lat. Brzydkie kaczątko stało się łabędziem. Wkrótce, trochę przypadkiem, zostaje modelką „Elle”, trafia też na okładkę „Vogue’a”, gdzie zauważa ją przyszły mąż Roger Vadim. Niebawem zrobi z niej gwiazdę. Ikona francuskiego feminizmu Simone de Beauvoir, której książki będzie jej podsuwał, napisze po latach, że Brigitte Bardot „jest symbolem nowej kobiety, wyzwolonej spod męskiej dominacji”. Perfekcyjnie egoistyczna — robi wyłącznie to, co jej się podoba. Gdy zostanie aktorką, podobnie będzie z graniem. Kiedy pewnego dnia odkryje, że ma dość, po prostu rzuci kino mimo histerii agentów, wytwórni, przyjaciół i fanów.

Dzięki niezwykłej urodzie od początku wolno jej znacznie więcej. Świat wybacza jej potknięcia — zwodzenie cudzych mężów, złamane przysięgi. Kontrowersyjna i pełna sprzeczności od początku kariery — zła matka, która odda jedynego syna ojcu i zrzeknie się praw do opieki nad nim. Kiedy w grudniu 1967 roku u szczytu sławy pierwszy obywatel Francji i jej fan generał Charles de Gaulle przyjmuje ją w Pałacu Elizejskim, ona pojawia się tam w… mundurze Sierżanta Peppera, rzucając wyzwanie protokołowi. Ten nie przewiduje bowiem kobiet w spodniach w pałacu — „zwykłych” kobiet, ale taką BB nie jest. Dlatego szorstki, surowy generał nie dość, że nie zaprotestuje, ale będzie wręcz zachwycony.

Jedna z najpiękniejszych aktorek w historii X Muzy nienawidząca kina i bycia aktorką. Czy któraś z gwiazd łączyła jedno z drugim z pożytkiem dla kina? Którą stać było u szczytu sławy, w wieku 39 lat, na porzucenie kariery, zaszycie się w głuszy i poświęcenie walce o prawa zwierząt? „Moja sława dosłownie mnie zmiażdżyła… Nikt nawet nie wyobraża sobie, jakie to było przerażające. Nie mogłam dalej tak żyć” — wyjaśniała później w wywiadach, pytana o powód rozstania z aktorstwem.

Przez kilka dekad była symbolem libertynizmu, by w wieku mocno dojrzałym poślubić Bernarda d’Ormale’a — doradcę skrajnie prawicowego Frontu Narodowego. Nic dziwnego więc, że w wyborach prezydenckich w 2017 roku poparła Marine Le Pen. Francuzi mieli do niej o to żal. Wcześniej była też karana „za szerzenie rasowej nienawiści”, choć twierdzi, że nigdy nie była i nie jest rasistką. „Jeśli wydaje się wam, że znacie i rozumiecie Brigitte Bardot, jesteście w błędzie” — napisał w swojej autobiografii Roger Vadim, jej odkrywca i pierwszy mąż. Nikt nigdy nie był bliższy prawdy, mówiąc o BB.

W świecie pozorów

Nie była rozpieszczaną córeczką rodziców, jak można by podejrzewać. Mimo urody i nieprzeciętnej inteligencji musiała walczyć o czułość i miłość zimnej, niedostępnej matki, która bardziej kochała jej młodszą, uległą siostrę Marie-Jeanne. Ze wspomnień Brigitte wynika, że matka była niemal zupełnie pozbawiona instynktu macierzyńskiego. Nieczuła, mechanicznie wykonywała matczyne obowiązki. Przytulanie i kołysanki to była specjalność włoskiej niani. Brigitte wraz z siostrą ciężko odchorują jej utratę. Może nieumiejętność obdarowywania miłością panie Bardot dziedziczą w genach i stąd kłopoty Brigitte w roli matki?

Przyszła na świat 28 września 1934 roku. Rodzice oczekiwali chłopca, o czym matka przypominała potem regularnie, gdy tylko Brigitte zdarzyło się jej podpaść. Z dzieciństwa pamięta codzienną musztrę — tę werbalną stosowała matka, a gdy wraz z Marie-Jeanne podrosły, nieposłuszeństwo karał szpicrutą tata Louis. Anna-Marie — takie imię nosiła matka dziewczynek — beznamiętnym tonem oznajmiała zwykle: „Wystarczy”. Ojciec przerywał wówczas wymierzanie kary, a narzędzie tortur wędrowało do schowka.

Dość późno rodzice zorientowali się, że Brigitte niedowidzi na lewe oko, że ma tzw. ambliopię — „usterkę” mózgu, która sprawia, że pracuje tylko zdrowe oko, co z kolei rozleniwia to drugie. Ambliopię można jednak maskować, a Brigitte z czasem zdoła uczynić z niej swój atut. Dodającą uroku chaotyczność aktorka „zawdzięczała” właśnie wadzie wzroku. Rodzice nie mieli pojęcia, że kłopoty z widzeniem powodują trudności z nauką. (Dzisiaj dzieciom mającym ten problem daje się więcej czasu na wykonanie szkolnych zadań). To dlatego błyskotliwa Brigitte przynosiła gorsze oceny niż siostra i na jej plecy spadały ojcowskie razy.

Państwo Bardot żyli w dobrobycie, a ich dom mógł służyć za przykład snobizmu francuskiej burżuazji międzywojnia i lat powojennych. Obie dziewczynki po matce odziedziczyły urodę — Marie-Jeanne zachwycała już jako dziecko, Brigitte wypięknieje jako nastolatka. Przejmie także drażniące usposobienie rodzicielki — Anne-Marie to kobieta-dziecko, skupiona głównie na sobie. Rodzice sypiali osobno, a małe często budziły się nocą wśród ich wrzasków i przepraszania. Brigitte zapamiętała, że po jednej z takich kłótni okaleczony przez wojnę tata zagroził rzuceniem się z balkonu. „Od tamtego czasu noszę w sercu pęknięcie” — mówiła potem biografce. Ale państwo Bardot skutecznie dbali o pozory — pomiędzy awanturami wydawali eleganckie kolacje, a ich goście nie mieli pojęcia o relacjach między małżonkami. Matka, młodsza szesnaście lat od męża, marzyła o karierze artystki, która nie była jej dana. To dlatego zapisała obie córki do szkoły baletowej. Młodsza szybko porzuciła taniec, za to Brigitte odnalazła w nim wielką pasję. Pełna kompleksów z powodu okularów i aparatu ortodontycznego, uważała się za brzydką. Ćwicząc godzinami przy drążku, zdejmowała okulary, zaciskała usta i wówczas czuła się piękna. Wspaniałą sylwetkę zawdzięczała w sporym stopniu baletowi, podobnie jak taneczny sposób poruszania się, którym potem zachwycili się filmowcy. „Na radosnej buzi nigdy nie widać było zmęczenia” — notował jej nauczyciel. Wróżył jej karierę w balecie. Mama nauczyła ją chodzić z podniesioną głową obciążoną dzbanem. Gdy się garbiła, woda lała się na włosy, a matka wymierzała siarczysty policzek. Brigitte po cichu liczyła, że tańcem zasłuży sobie na jej miłość.

Chińska waza i wyrok

Anne-Marie Bardot uchodziła za dziwaczkę. Krępowała córki absurdalnymi zakazami, karała za bzdury. Brigitte na całe życie zapamiętała dzień, który odcisnął dramatyczne piętno na jej psychice i postawił mur między nią i rodzicami. Tamtego dnia dziewczynki zostały w domu tylko z nianią. Zabawa trwała w najlepsze, gdy biegając wokół pokoju, nieopatrznie chwyciły za nogę od stołu, pociągnęły za obrus: stojąca na nim chińska waza, oczko w głowie mamy, spadła na podłogę i rozbiła się na kawałki. Świadome swojej winy ukryły się w schowku na szczotki, czekając na powrót rodziców. Ale to, co się wydarzyło, przeszło ich wyobrażenia. To wtedy ukochana niania została natychmiast zwolniona, mimo próśb i błagań dziewczynek. „Nieszczęsne! — krzyczeli na przemian rodzice. — To naczynie należało do rodziny od stu lat! Spotka was kara. Koniec zabaw. Idziecie spać o suchym chlebie!”. Każda dostała też po dwadzieścia razów szpicrutą. Wyrok za „zbrodnię” brzmiał okrutnie i niedorzecznie: „Od tej chwili nie jesteście naszymi córkami i musicie zwracać się do nas »pan« i »pani«, jak obce osoby. Pamiętajcie, że nie jesteście u siebie, tylko u nas! Żadna z rzeczy, która tu się znajduje, nie należy do was, bo to nie jest wasz dom” — oznajmiła mama.

Brigitte miała wtedy zaledwie siedem i pół roku. Będzie wspominać ten dzień przez całe życie, we wszystkich wywiadach. W małej dziewczynce coś wtedy pęka. Po raz pierwszy chce umrzeć. Jej późniejsze próby samobójcze zawsze będą się zdarzały w dniu urodzin. „Nieodwracalnie zasmucona nadmierną karą płacze z rozpaczy, ale równocześnie budzi się w niej sprzeciw. (…) Wyjątkowo inteligentne dziecko zamyka się w sobie, próbując w ten sposób się chronić, by przetrwać” — pisze Marie-Dominique Lelièvre w świetnej biografii artystki Brigitte Bardot to ja.

Kiedy po śmierci ojca w 1974 roku (tj. trzy dekady później!) matka proponuje dojrzałym już kobietom, by znowu zwracały się do niej bezpośrednio, Brigitte już nie potrafi, choć siostra nie ma z tym żadnego problemu. Jedyną dziedziną, w której nawiązuje z matką nić porozumienia, są jej artystyczne dokonania, o których sama Anne-Marie zawsze marzyła. Gdy redaktorka naczelna pewnego magazynu zacznie szukać młodej dziewczyny do zaprezentowania sweterka (chodzi o „drobną, wypiętą pierś”), przypomni sobie jej córkę o pięknej buzi i sylwetce. Widziała, jak czternastoletnia Brigitte prezentowała kapelusze robione przez Anne-Marie. Redaktorki zachwyciły się jej prezencją. Po tej propozycji przyszły kolejne i już jako 15-latka Brigitte trafiła na okładkę „Elle” i „Vogue’a”. Tam wypatrzył ją reporter i przyszły reżyser Roger Vadim i zaprosił na próbne zdjęcia. Matka początkowo nie chciała wyrazić na nie zgody. W latach 50. w mieszczańskim domu Bardot panowała opinia, że kino to nic dobrego. Vadim jednak, wraz ze scenarzystą i reżyserem Markiem Allégretem, zaimponowali Anne-Marie na tyle, że uległa ich namowom wbrew protestom męża. I choć na próbnych zdjęciach Brigitte wypadła kiepsko (roli nie dostała), kontakty z Vadimem przetrwają. Nie potrafił zapomnieć zjawiskowej nastolatki. Zakochał się w niej niemal od pierwszego wejrzenia. Ona również uległa urokowi przystojnego asystenta reżysera.

Miłość, kino i małżeństwo

Nim umówią się na prawdziwą randkę, upłynie jednak sporo czasu. Brigitte kontynuowała w tym czasie pracę modelki. Polubiła pozowanie — nieustannie komplementowana, piękna i rozpoznawalna, z jeszcze nieco dziecinną buzią. Nazwiska dziewczyny na życzenie matki nikt jednak nie podawał. Pewnego dnia Vadim zadzwonił, gdy w domu nie było rodziców. W końcu spotkali się bez przyzwoitki. By regularnie widywać się z Rogerem, Brigitte zaczęła wagarować. Podrabiany podpis mamy na usprawiedliwieniach pozwolił młodym na spędzanie wspólnego czasu. Kilka dekad później w autobiografii Vadim dał najcelniejszy opis osobowości Bardot: „Była nowoczesna w bezczelnej pogoni za wolnością i zarazem staroświecko romantyczna niczym pani Bovary”.

Choć odebrała główną nagrodę po pierwszym roku w konserwatorium, parę miesięcy później zrezygnowała z tańca, by nakręcić swój pierwszy film Wioska w Normandii. W 1950 roku BB skończyła 16 lat i miała zagrać u boku słynnego aktora komediowego Bourvila. „Koniec z baletem” — oznajmiła w domu. Ale na film czekała dwa lata. I choć ten okazał się chałą — piękna nastolatka zostanie zauważona. Odtąd regularnie będzie się pojawiała we francuskich produkcjach. Niestety, zwykle w drugorzędnych rolach, gdzie nie było widać oszałamiającej figury, wspaniałych włosów, nadąsanej miny. Atutów, które genialnie wykorzysta potem Vadim. Zagrała m.in. niewolnicę w Helenie Trojańskiej, Pompeę w Neronie… wciąż jeszcze jako brunetka, co dziś trudno sobie wyobrazić. Pozbawiona pruderii, traktowała własne ciało jak rekwizyt filmowy. Na planie brytyjskiego Doktora na morzu miała brać prysznic — naga za plastikową zasłoną. Garderobiana oklejała jej piersi taśmą izolacyjną i ubierała w body koloru ciała. Brigitte nic z tego nie rozumiejąc, wołała: „Powiedzcie, kiedy mam to zdjąć”. Po czym na oczach ekipy zerwała z siebie wszystko, stając się pierwszą aktorką w brytyjskiej produkcji, która rozebrała się na planie do naga. Ekipa przecierała oczy ze zdumienia. „Nagość znaczyła dla niej nie więcej niż uśmiech czy kolor kwiatu” — napisał po latach Vadim. Brigitte parę dekad później przyznała: „Byłam bez pamięci zakochana po raz pierwszy w życiu”. Ponieważ sama się utrzymywała, była zdania, że rodzice nie mogą zabronić im spotkań. Ale Vadim był mężczyzną bez pozycji i majątku, nie nadawał się więc na zięcia. Gdy matka z ojcem planowali umieszczenie córki w brytyjskim internacie, przeszła ciężkie załamanie: odkręciła gaz i włożyła głowę do piekarnika. I choć dramatyczny plan skończył się wyłącznie utratą przytomności, przestraszeni rodzice ustąpili. Postawili jednak warunek — jeśli chce poślubić Vadima, musi poczekać do osiemnastych urodzin. Potem będą kolejne nieudane samobójstwa. Na razie jednak Brigitte czuła się szczęśliwa.

Wenus z morskiej piany

Poznanie Vadima to jedno z najważniejszych spotkań w życiu Brigitte. Nauczył ją niemal wszystkiego. Po latach napisał, że była miłością jego życia. Absolwent wydziału humanistycznego, syn feministki i dyplomatki, uczestnik ostatniej wojny, jak sam wyznał w jednym z wywiadów: „By nie popaść w cynizm i nie zgorzknieć, korzystałem ze wszystkiego, co tylko życie może zaoferować”. Hedonizm jako lek na brak ładu? To działało! Podsuwał jej książki, wyświetlał filmy, otworzył oczy na sztukę. W matce Vadima, która dostrzegła dramat dziecka złaknionego miłości, Brigitte odnalazła to, czego nie dostała od własnej. „Rozluźniona, należąca do bohemy, wyprzedziła hipisów. Przeciwieństwo moich rodziców. Bardzo ją lubiłam” — pisała po latach Bardotka. „Ona nigdy nie dorośnie. Pozostanie dzieckiem, które nie nauczy się kochać” — oceniała trafnie jej teściowa. Zamiast pierścionka zaręczynowego Brigitte poprosiła narzeczonego o… szczeniaka.

To ponoć on da początek jej wielkiej miłości do zwierząt. W grudniu 1952 roku wzięli ślub. Prawosławny Vadim przeszedł na katolicyzm. Trzy następne śluby Brigitte będą cywilne, jednak na zawsze pozostanie osobą religijną, a Vadim będzie zajmował szczególne miejsce w jej życiu. Od początku miał w planach reżyserski debiut z nią w roli głównej. Wcześniej o Brigitte Bardot świat usłyszy dzięki festiwalowi w Cannes, który młode małżeństwo odwiedzi w maju 1953 roku.

Gdy osiemnastoletnia panna Bardot została żoną Vadima, on pracował jako reporter „Paris Match”. Tygodnik wysłał go na festiwal filmowy na Lazurowym Wybrzeżu, a Roger zabrał z sobą młodziutką, piękną żonę. Kiedy on biegał na spotkania z filmowcami, ona oddawała się spacerom na canneńskiej plaży. Cannes było wówczas młodym festiwalem, nad morzem defilowały tłumy żądnych sławy gwiazdeczek, fotografowanych przez reporterów. Brigitte zażywała właśnie kąpieli, gdy w Zatoce Canneńskiej zakotwiczył okręt „Enterprise” z dwoma tysiącami żołnierzy amerykańskiej piechoty. Gdy postanowiła wyjść na brzeg, tłum młodych mężczyzn stanął oniemiały. „Od czasów renesansu, kiedy Botticelli namalował swoją Wenus w perłowej muszli, unoszącą się na falach, nikt już nie widział potem bogini miłości wynurzającej się z morza” — opisał Vadim tę scenę. Ich aplauz doszedł aż do Pałacu Festiwalowego. Najlepsze jednak nastąpiło, gdy bezpruderyjna Brigitte wybrała się na długi spacer po bulwarze Croissette. W seksownym bikini.

To, co działo się potem, zapisano w festiwalowych annałach pod hasłem: „Skandale”. Osiemnastoletnia Wenus przyciągnęła nie tylko tłumy gapiów, ale zatamowała też ruch w centrum miasta. Sznury samochodów krążyły wokół bulwaru, uniemożliwiając gościom dotarcie na projekcje filmowe. O „nieobyczajnej aktorce” pisała prasa na całym świecie, a zdjęcia Brigitte w bikini pojawiły się we wszystkich magazynach. Do końca festiwalu fotoreporterzy nie przestali odstępować jej na krok, porzucając uznane gwiazdy płci obojga. O względy Brigitte zabiegał nawet miliarder Aristotelis Onassis (późniejszy mąż Jacqueline Kennedy), wysyłając zaproszenie na kolację. „Dziękuję, ale spędzam wieczór z moim przystojnym mężem” — odpisała.

Skandal zaowocował na polu zawodowym — Bardot pojawiła się wkrótce w niewielkiej roli u boku Kirka Douglasa we francusko-amerykańskim melodramacie Ich wielka miłość, który jednak nie cieszył się powodzeniem. Sukces zapewnić jej miał dopiero mąż — jego głośny filmowy debiut I Bóg stworzył kobietę.

I Bóg stworzył Brigitte Bardot

Wzrost — 170 cm, talia — 50 cm, obwód w biuście 90 cm, biodra — 89 cm. Te wymiary stały się znakiem firmowym francuskiej Wenus, „najbardziej pożądanej kobiety świata”. Miarę wzięto też na popiersie Marianny — symbolu wolnościowego Francji. Ale przedtem Roger Vadim pokazał światu żonę w nowym wydaniu — kazał przefarbować jej włosy na blond i zadbał, by strój podkreślał atuty Brigitte — talię osy i apetyczne krągłości. „Zmiana wizerunku była punktem zwrotnym w mojej karierze” — wyznała potem aktorka. W roli męża bohaterki Vadim obsadził (na swoje własne nieszczęście) nieznanego wówczas, zdolnego teatralnego aktora — Jeana-Louisa Trintignanta.

Fabuła filmu, jak wiadomo, nie była skomplikowana i miała na celu pokazanie urody i seksapilu młodziutkiej aktorki. Bohaterka adoptowana przez starsze małżeństwo, zakochana w lowelasie, wychodzi za jego młodszego brata, by nie zostać odesłaną do domu sierot za złe prowadzenie. Vadim wykorzystał taneczne umiejętności Brigitte — scena, w której boso i w rozpiętej spódnicy tańczy mambę na stole, zaliczana jest do najbardziej zmysłowych w kinie. Sześć milionów franków, życzliwe recenzje i status nowej bogini seksu to nie wszystko, co Brigitte wyniosła z filmu. Wymieniła też prawdziwego męża na filmowego — zakochała się w Jeanie-Louisie Trintignancie. „Nigdy nie czułam się aktorką, ale gdy kręciłam film, starałam się wejść w skórę postaci. Do tego stopnia, że zakochiwałam się w swoich partnerach” — przyzna po latach. Jest okrutna — porzuci Vadima, gdy on ofiarował jej film, który uczynił ją gwiazdą. Film, za który zebrała pochwały od największych.

„Bardot jest wspaniała, po raz pierwszy jest sobą” — pisał mistrz francuskiej Nowej Fali François Truffaut. „Aktorka niezwykle interesująca” — wtórował mu reżyser Jean-Luc Godard, który później obsadził ją w Pogardzie. „Widzimy kobietę, która w 1954 roku kocha się dlatego, że ma na to ochotę, najpierw w jednym mężczyźnie, potem w drugim, i nie czuje z tego powodu wstydu” — puentowała Françoise Sagan, gwiazda francuskiej literatury, dodając: „BB dokonała rewolucji obyczajowej nie tylko w kinie”.

Oswajanie seksapilu

W 1957 roku Bardot rozwiodła się z Vadimem. Początkowo on nie chciał o tym słyszeć, zagroził nawet, że się zabije. Rozstali się jednak w przyjaźni, która przetrwałą do jego śmierci. Każde z nich mówiło o drugim wyłącznie dobrze.

Związek z Jeanem-Louisem Trintignantem trwał krócej niż z Vadimem, ale Brigitte zawsze już nazywała go najszczęśliwszym okresem życia. „Nauczył mnie gwiazdozbiorów i miłości totalnej. Nigdy więcej nie czułam się tak bezgranicznie szczęśliwa” — przyznała. Jednak przyszły gwiazdor Kobiety i mężczyzny pragnął wyłączności i tego, by rzuciła kino. A Vadim nauczył ją wolności. Więc się rozstali. Odtąd mężczyźni w jej życiu zmieniali się jak w kalejdoskopie. Kolejnym był piosenkarz Gilbert Bécaud (żonaty), potem związała się z Samim Freyem, Serge’em Gainsbourgiem, z Sachą Distelem. Dostawała każdego, po którego wyciągnęła rękę. Dziecko, które nie dostało miłości w dzieciństwie, próbowało to sobie odbić właśnie w ten sposób. Od sukcesu I Bóg stworzył kobietę była najlepiej zarabiającą aktorką francuską. Krytycy zgodnie oceniali: Brigitte nie wymyśliła seksapilu dla kina, jedynie go oswoiła, uczyniła stosownym dzięki swojej naturalności. Wkrótce stałą się najsławniejszą aktorką w Europie, podobnie jak Marilyn Monroe w Ameryce. Ale purytańska Ameryka nie pozwoliła Marilyn pójść tak daleko, jak Europa Bardotce. „Brigitte to Monroe bez purytanizmu” — pisali krytycy. „Nie jest wulgarna, tylko zuchwała”.

Złośliwi twierdzili, że sławę zawdzięczała nagości. Ale były jeszcze inne atuty. Charyzma. Poczucie humoru. Wdzięk kobiety-dziecka, żywiołowość wulkanu. Porównywana do Marilyn Monroe, mówiła o Amerykance: „Ona jest rewelacyjna”. Panie spotkały się tylko raz. W… toalecie jednego z londyńskich kin. MM promowała w Anglii film, nie znała BB. I Bóg stworzył kobietę czekał dopiero na premierę. Brigitte zobaczyła ją przed lustrem. „Jest jeszcze piękniejsza niż na zdjęciach” — pomyślała. Marilyn bolał rozdźwięk pomiędzy wizerunkiem seksownej lalki a tym, kim chciałaby być. Bo chciała zostać wielką aktorką. Brigitte nie miała takich ambicji. Za to rozkochała w sobie media. Nie tylko piękna i seksowna, ale również błyskotliwa. — „Kogo pani najbardziej podziwia?” — „Izaaka Newtona”. — „Dlaczego?” — „Odkrył, że ciała mogą się przyciągać”. — „Czemu nie maluje pani ust?” — „Bo to zostawia ślady”. Brytyjska prasa wymyśliła dla niej określenie „sex kitten”. Pociągający kociak.

Najgorsza matka świata

Już po rozstaniu Brigitte zagrała w kolejnym filmie Vadima, ale obraz okazał się klapą. Pojawiła się w Na wypadek nieszczęścia u boku francuskiej legendy — Jeana Gabina, który mówił o niej wcześniej: „To coś, co paraduje na golasa”. Po tym filmie uznał ją za godną miana prawdziwej aktorki. Sukces odniosła też komedia Babette idzie na wojnę, którą nakręciła w Anglii. Na partnera wybrała Jacques’a Charriera, modnego amanta. Oczywiście między parą wybuchł romans. Wkrótce okazało się, że BB jest w ciąży, a przecież nie chciała mieć dzieci. Dwukrotnie usunęła już ciążę w związku z Vadimem. Tym razem jednak lekarz odmówił wykonania aborcji z przyczyn zdrowotnych.

Brigitte nawet w zaawansowanej ciąży nie chciała zostać matką, choć miała nadzieje, że to się zmieni. Jej rozpacz podsycały media, non stop czatujące pod drzwiami, a nawet na dachu. Lekarz zalecał spacery, a ona tkwiła w domu okrążona przez setki dziennikarzy. Nienawidziła swojej sławy i Jacques’a, którego poślubiła wyłącznie ze względu na ciążę. Gdy w czarnej peruce próbowała wyjściem dla służby wydostać się z domu, dziennikarze dopadli ją i sfotografowali. Zdesperowana połknęła wtedy garść środków nasennych. Na szczęście ona i dziecko zostali uratowani.

W wydanej w 1996 roku szokującej biografii Inicjały BB napisała rzeczy przerażające. Przyznała, że „próbowała się wyzwolić od tej »narośli«, waląc się w brzuch pięściami”. Poród miała koszmarny, błagała, by ją zabili. Gdy dziecko przyszło na świat, a lekarz oznajmił: „Ma pani ma syna”, wykrzyknęła: „Gówno mnie to obchodzi. Nie chcę go oglądać!”. Ale próbowała wbrew sobie być dobrą matką. Przez miesiąc. Przyjęta niania traktowała dziecko jak swoją własność, nie pozwalała zbliżyć się do niego nawet Brigitte z obawy, by nie zaraziła go mikrobami! Babcia też zagarniała chłopca dla siebie. Młoda mama nigdy nie zostawała sama z synem, który odpychał ją jak osobę nieznaną. Unikała więc Nicolasa, oddalając się od niego. Miesiąc po porodzie oddała chłopca na wychowanie siostrze.

Wróciła na plan i wdała się w romans z Samim Freyem. Potem chłopca zabrał ojciec, który wkrótce poślubił nową przyjaciółkę. Gdy i ten związek się rozpadł, Nicolas zamieszkał z macochą. Kiedy w 1962 roku BB uzyskała rozwód z Charrierem, zrzekła się praw rodzicielskich. Nie interesowała się w ogóle synem, choć raz na jakiś czas się widywali — w wakacje albo na Boże Narodzenie. „Ponoszę pełną odpowiedzialność za utratę kontaktu z synem. Sama potrzebowałam matki, a nie kogoś zależnego ode mnie” — mówiła potem w sądzie, gdy prawnicy uznali, że autobiografia zadała ból Nicolasowi. Charrier — nazwany w książce przez nią „palantem, alkoholikiem i głupkiem” — żądał sześciu milionów franków dla siebie i syna, zakazu wydania książki w Norwegii, gdzie mieszka Nicolas, oraz usunięcia fragmentów opowiadających o nich. Ale BB tryumfalnie pokazała w sądzie zgodę syna na publikację.

Nicolasowi było wszystko jedno. Nie pojawił się na rozprawie. Nie chciał jej widzieć. Sąd nie wyraził zgody na cenzurę, przyznał jednak odszkodowania: Nicolas otrzymał sto tysięcy franków, jego ojciec sto pięćdziesiąt. Rozprawa zrobiła reklamę książce, która sprzedała się w półmilionowym nakładzie! Przebiła nawet pamiętniki żony Mitterranda. Nicolas jednak nie chciał nic od matki. Urządził sobie życie z dala od Francji, ma żonę i dwoje dzieci, które nie znają języka babci. Mówił, że śni od dawna po norwesku.

Godard, ciężar sławy i pożegnanie z aktorstwem

Lata 60. to szczyt kariery Brigitte Bardot. Do 1973 roku nakręciła 46 filmów. Dwa najważniejsze w jej dorobku to Prawda Henriego-Georges’a Clouzota (1960) oraz Pogarda Jeana-Luca Godarda (1963). Clouzota publiczność pamięta głównie z takich obrazów jak Cena strachu czy Widmo, choć Prawda z udziałem Bardot oba dzieła przewyższa. Ten dramat sądowy otrzymał w 1961 roku Złoty Glob oraz nominację do Oscara za film zagraniczny. Do jego sukcesu przyczyniła się Bardot, która świetnie zagrała pierwszą w karierze poważną rolę. Była główną oskarżoną w procesie o morderstwo, a ofiarę grał jej nowy kochanek Sami Frey. W konwencji retrospekcji Clouzot opowiedział tragiczną historię miłości i zdrady. Kreacja Bardot, kojarzonej dotąd wyłącznie z eksponowaniem wdzięków, była zaskoczeniem dla krytyków, ale i dla niej samej. Nigdy nie miała wielkiego mniemania o swoich umiejętnościach, nie ukrywała też, że aktorstwo nigdy nie było jej pasją. Była zdumiona, gdy za rolę odebrała nagrodę Donatella (włoski Oscar).

Ta właśnie rola sprawiła, że twórca Nowej Fali Jean-Luc Godard zdecydował się powierzyć jej kolejną u boku Michela Piccolego oraz, grającego samego siebie, niemieckiego mistrza Fritza Langa. Choć to reżyser ma opinię geniusza, to jej gaża stanowiła połowę budżetu filmu. Godard walczył z nią o każdy detal, pozbawił jej największych walorów — przyciemnione okulary, czarna peruka, spódnice za kolano, za które go nie znosiła. Zagrała żonę scenarzysty, który pozwala, by uwiódł ją producent jego filmu, a potem za pieniądze godzi się na zmiany wypaczające sens dzieła. Zapłaci za to utratą miłości żony. „Brigitte jest wielką aktorką, ale nie kocha kina. Kręci z Godardem i ani ją to ziębi, ani grzeje” — ocenił po pracy Piccoli. Dojrzał to, czego nie widzieli inni. Godard i Bardot rozstali się jednak zachwyceni sobą. „Co za kobieta!” — wołał Godard, choć gdy opóźniała zdjęcia o trzy dni, krzyczał: „Naślę na nią karabinierów”.

Latem 1966 roku prasa donosiła: „Francuski klejnot opuścił Las Vegas poślubiony Niemcowi”. Brigitte znów wierząc, że kocha naprawdę, wyszła za przystojnego biznesmena Guntera Sachsa. Po ślubie wybuchła plotka, że Sachs założył się z Serge’em Marquandem, iż do końca roku poślubi BB. Wykształcony, bogaty, nareszcie stał się także sławny! BB nie chciała wierzyć plotkom, ale ich cień położył się na relacjach z mężem. Ona dysponowała mocą międzynarodowej gwiazdy i urodą, on fortuną i kontaktami. „Był jednym z nielicznych mężczyzn dorównujących mi w mojej specjalności. A moja specjalność to pieniądze” — oznajmiła, choć była to kompletna bzdura. Nigdy nie była kobietą interesu.

Nowy mąż najpierw próbował zrobić z niej dobrą panią domu, co skończyło się piekłem. Potem udowodnił, że jako międzynarodowy finansista jest za pan brat z możnymi tego świata. Począwszy od Rothschilda do Georges’a Pompidou, od Salvadora Dalego do Grace Kelly — to wszystko byli jego przyjaciele. Brigitte, spontanicznej, nieznoszącej reguł towarzyskich, zupełnie to nie odpowiadało. „Ja żyłam namiętnościami, on interesami” — napisała po latach. Przypadkowo spotkała wkrótce Serge’a Gainsbourga, z którym pracowała nad filmem, i sama robiła mu awanse. Ten zakochał się jak sztubak, a plotki o ich romansie dotarły do Guntera. Odwdzięczył się jej szaleństwami w towarzystwie wynajętych modelek. Kolejny rozwód był już tylko kwestią czasu.

Ale wcześniej to ona zdołała utrzeć nosa mężowi, goszcząc w Pałacu Elizejskim na zaproszenie Charles’a de Gaulle’a. Ich wspólne zdjęcia — ona w mundurze sierżanta Peppera — obiegły cały świat. Słowa generała o pani Bardot — najważniejszym francuskim „artykule eksportowym” — były na pierwszych stronach wszystkich francuskich gazet. Gunter skruszony chciał wrócić, ale Brigitte miała dość. Po trzech latach małżeństwo skończyło się definitywnie. Podobnie jak romans z Gainsbourgiem, który długo lizał rany. W międzyczasie BB zagrała w udanej komedii Viva Maria! (1965) w reżyserii Louisa Malle’a, występując u boku Jeanne Moreau. To był wielki hit we Francji i na całym świecie, znacznie większy niż się spodziewano.

Wydawało się, że idealnym lekarstwem na zranioną miłość i zarazem szansą na szybkie zapomnienie o Gunterze okaże się propozycja lukratywnego kontraktu od amerykańskiego Warnera, która spadła na trzydziestopięcioletnią wówczas Brigitte niczym gwiazdka z nieba. Wcześniej ulubienica widzów pojawiła się w hollywoodzkim filmie Dear Brigitte (1965) z udziałem Jamesa Stewarta oraz w westernie Edwarda Dmytryka Shalako (1968), gdzie za partnera miała Seana Connery’ego. Choć żaden z filmów nie okazał się przebojem, fabryka snów w pełni zdawała sobie sprawę z rynkowego potencjału pięknej Francuzki. Ale podczas gdy przyjaciele Bardot szykowali się już do świętowania jej sukcesu, ona propozycję odrzuciła. W ten sposób została bodaj jedyną w historii europejską gwiazdą kina, która hollywoodzkim bossom powiedziała „nie”.

Nigdy potem nie żałowała tej decyzji. To był moment, gdy powoli dojrzewała już do rozstania z aktorstwem, choć mówiła, że porzuci je, gdy zaczną do niej spływać role matek. Obwiniała ten zawód o utratę prywatności. Nienawidziła sławy. Świeże powietrze i zapach morza przedkładała nad plan zdjęciowy. Marzyła o prawdziwym życiu. Poza tym i bez Hollywood filmy z jej udziałem były znane na całym świecie.

Na dobre pożegnała się z kinem cztery lata później. W 1973 roku na ostatni obraz wybrała produkcję swojego odkrywcy i pierwszego męża Rogera Vadima Gdyby Don Juan był kobietą. Jest w tym jakaś ukryta symbolika, zważywszy na fakt, że filmem, dzięki któremu zaistniała w świadomości widzów, był obraz I Bóg stworzył kobietę. Miała jednak serdecznie dość swojego wizerunku. Mówiła, że czuje się niczym w pułapce. Jane Birkin, jej partnerka na planie produkcji Vadima, była zdumiona: „Nie chciała robić filmów za granicą, bo nie lubiła wyjeżdżać z Francji. W ogóle nie szukała uznania” — opowiadała. Nina Companeez, reżyserka filmu Bardzo ładna i bardzo wesoła historia Colinota Trousse-Chemise (BB zagrała w nim w przerwach do Gdyby Don Juan…), wspominała rozmowę z gwiazdą. „Powiedziała mi: »Pomiędzy dwiema scenami zobaczyłam siebie, przechodzącą przed lustrem w kostiumie średniowiecznej kasztelanki. Byłam śmieszna, idiotyczna. Kino denerwowało mnie od dawna i w ciągu sekundy postanowiłam przestać. Skończyłam film i powiedziałam: Nie przeczytam już żadnego scenariusza. To koniec«”.

Brigitte Bardot pożegnała się z kinem w wieku 39 lat, w rozkwicie swojej wspaniałej urody, ubóstwiana przez publiczność. Nie było takiej siły, która mogła sprawić, by zmieniła zdanie.

Madrague znaczy szczęście

Gęsto rosnące zielone dęby, ciągnące się aż do brzegu Morza Śródziemnego, za nimi skryta nieco niżej pustelnia. Prawdziwy eden dzikiej roślinności, którego BB nigdy nie pozwoliła przycinać. Posiadłość, znana jako Madrague, ciągnąca się wzdłuż Lazurowego Wybrzeża, w ukochanym Saint-Tropez, to miejsce bajeczne. BB nabyła ją dawno temu, po sukcesie filmu I Bóg stworzył kobietę.

Tutaj nareszcie żyje tak, jak zawsze chciała. Niczym dzikuska. Chodzi boso, wstaje i kładzie się spać wraz ze słońcem, śpi w pokoju z sześcioma psami. Postanowiła wykorzystać swoją sławę do promowania praw zwierząt. W tym celu założyła Fundację Brigitte Bardot. Zebrała trzy miliony franków francuskich na jej finansowanie, dzięki licytacji swoich najcenniejszych rzeczy. Sprzedała niemal wszystko: pamiątki i rekwizyty z planów filmowych, meble, dzieła sztuki, swoją biżuterię. Na aukcję oddała nawet ukochaną suknię ze ślubu z Vadimem i portret z dzieciństwa.

W ciągu kilku lat Fundacja BB była wszędzie, skąd docierały informacje o łamaniu praw zwierząt. Począwszy od Europy, poprzez Azję, Antarktydę, Amerykę Północną. Zawdzięczamy jej „prawo Bardot”, które każe znieczulić zwierzę przed ubojem. Oskarżała państwa o torturowanie i zabijanie zwierząt. Wiadomość o akcji Bardot w Kanadzie — o jej negocjacjach z myśliwymi polującymi na foki w Blanc-Sablon — obiegła cały świat. Sprawa, która interesowała tylko ekologów, stała się głośna. Dla jej promocji Bardot wzięła udział w trudnych sesjach zdjęciowych. Z jednej cudem uszła z życiem. Leżąc w 40-stopniowym mrozie na krze i pozując z foką, włożyła nogę do wody. W ciągu kilku sekund kończyna prawie zamarzła. BB nawet nie jęknęła, tuląc zwierzę, bo na ujęcie fotograf czekał pięć dni. Nieprzytomna z zimna, przez długie godziny wracała do życia. Nie poskarżyła się ani słowem. Gdy chodzi o zwierzęta, nie ma rzeczy, do których nie byłaby zdolna.

Po sukcesach w Ameryce aktywiści dążyli do zakazu handlu fokami we Wspólnocie Europejskiej. Dzięki BB odnieśli sukces. Dwadzieścia lat później, w wywiadzie dla „Paris Match”, na pytanie: „Jakie zdjęcie chciałabyś zobaczyć po swojej śmierci?” odpowiedziała: „To z małą foczką, bo symbolizuje całe moje życie — od sławy do izolacji, na pływającej krze”. I dodała: „Uratowałam zwierzęta, a one uratowały mnie. Rozstałam się z pożerającą mnie karierą, odzyskałam spokój”.

Niedawno amerykański reżyser Kyle Newman ogłosił, że zamierza nakręcić o niej film. Chciałby też, aby gwiazdę znad Sekwany zagrała jego żona, Jaime King (najbardziej znana z Sin City). W jednym z radiowych wywiadów Bardot stwierdziła: „Nie podoba mi się robienie filmu o mnie, jeśli nie zostałam o tym poinformowana i nie wyraziłam zgody na mającą mnie grać aktorkę”. I trudno jej się dziwić, bo koścista, średnio urodziwa, obdarzona raczej męską sylwetką Jaime mogłaby BB czyścić buty. Ale nie chodzi tylko o źle dobrana aktorkę — Brigitte nie chce żadnego filmu o swoim życiu. Nie ma wielkiego mniemania o sobie jako aktorce, ani o filmach, w których zagrała. Poza tym, nie chce też, by cokolwiek zakłóciło jej spokój, na który tak ciężko pracowała. Dziękuje też Bogu za to, że media niemal zupełnie o niej zapomniały.

Przez jej życie od rozstania z kinem przewijali się kolejni mężczyźni, ale z żadnym nie związała się na dłużej. Dopiero w 1992 roku poślubiła Bernarda d’Ormale’a — o siedem lat młodszego aktora i piosenkarza, ale przede wszystkim (dziś już byłego) lidera Frontu Narodowego. Jej rodacy byli zdumieni i rozczarowani, za to małżeństwo trwa do dziś. Bernarda i Brigitte mnóstwo łączy. Oboje kochają zwierzęta, za to są, o dziwo, zwolennikami aborcji, choć FN opowiada się przeciw niej. Nie kryją się też ze swoimi antysemickimi poglądami, BB zaś pogardliwie wyraża się publicznie o homoseksualistach (czego nie rozumie nikt, bo ma wśród nich wielu przyjaciół). Nade wszystko jednak wraz z mężem domaga się wydalenia z Francji imigrantów, widząc w nich zagrożenie. Dwukrotnie była też skazana za obraźliwe wypowiedzi o muzułmanach. Mimo to niedługo po wyroku w felietonie w „Paris Match” znów powtórzyła to samo.

„BB lekceważy polityczną poprawność. Robi i mówi wyłącznie to, co myśli. Nie rozumie, że kogoś rani” — wyjaśnia jej biografka, przywołując słowa artystki: „Wolę, żeby myślano o mnie źle, ale wiedziano, kim jestem”. Zawsze miała trudności w utrzymywaniu dobrych relacji z ludźmi. „Zamknięta w sobie. Niedostępna i niekomunikatywna, niezdolna do empatii. Chyba że chodzi o zwierzęta. Ma trudny charakter. Ale mimo to przyjaciele kochają ją taką, jaka jest” — tłumaczy Lelièvre.

Jej potrzeba „bycia prawdziwą” dotyczy także wyglądu. Nigdy nie poddała się chirurgii plastycznej, choć jej piękne rówieśniczki Sophia Loren, Gina Lollobrigida, nie mówiąc o Jane Fondzie, powierzały chirurgom regularnie swoje twarze. „Wzrok skierowany wprost na kamery, które bezlitośnie obnażają uwiąd — potwierdza jej wyjątkowość. Stawać twarzą w twarz z wiekiem w epoce, która ukrywa starość, to dowód odwagi. Bo przecież Brigitte została przez wiek wręcz zdewastowana” — mówi jej przyjaciel.

We wrześniu 2018 roku skończy 84 lata. Ma już problemy z chodzeniem, nie godzi się jednak na wszczepienie protezy stawu biodrowego. „Nie mogę już sprawnie chodzić, nie mogę pływać. Ale kiedy widzę, jak cierpią zwierzęta, to wiem, że i tak mam dużo szczęścia” — stwierdziła w wywiadzie. Bardot już nie pokazuje się publicznie, choć od rozstania z kinem swoją posiadłość i tak opuszczała sporadycznie. Kiedy w studiu Boulogne otwarto niedawno wystawę poświęconą jej karierze, poszedł tylko jej mąż.

Z dokumentu zrealizowanego dla kanału Planete wynika jednak, że chciałaby nawiązać kontakt z synem. Być może to kwestia wieku i świadomość, że nie zostało jej wiele czasu? Raz po raz to podkreśla. Bez żalu. Przyznaje, że od kilku lat w Dzień Matki biegnie do skrzynki na listy. „Nicolas znów nie napisał, wiem, byłam potworem” — tłumaczy się. Mówi, że to jedyna wielka sprawa, jaką chyba bezpowrotnie przegrała. Na pytanie, czy wierzy, że zdoła jeszcze nawiązać bliskie relacje z synem, długo milczy. Po czym patrząc przed siebie, odpowiada: „Cuda się zdarzają”.

Roger Vadim mówił prawdę: Nie jest łatwo zrozumieć Brigitte Bardot.

Bogini miłości, czyli gdy seksapil jest przekleństwem

Rita Hayworth

W latach 40. była największą gwiazdą Hollywood, uosobieniem seksapilu, obiektem pożądania męskiego świata. Scena z Gildy, w której zdejmuje długą rękawiczkę, uchodzi za najbardziej zmysłową w historii kina. To nie Grace Kelly, ale ona była pierwszą gwiazdą filmową, która wyszła za księcia — Aly’ego Khana. Prócz talentu aktorskiego miała inny — poślubiała mężczyzn, którzy okazywali się potworami. Historia życia „bogini Hollywood” — Rity Hayworth, naznaczona mroczną tajemnicą z dzieciństwa, a potem upiorną walką z alzheimerem, to materiał na film tak dramatyczny, w jakim nigdy sama nie zagrała.

Sześcioletnia pyzata dziewczynka o kruczoczarnych włosach tańczy na scenie wraz z rodzicami, wzbudzając zachwyt, ale i zdziwienie gości. Bo miejscem, w którym pląsa rytmicznie, jest nocny klub w Nowym Jorku. Dziewczynka uśmiecha się szeroko, udaje, że sprawia jej to radość, lecz wiele lat później wyzna: „Od kiedy miałam trzy i pół roku, jak tylko mogłam stać pewnie na własnych nogach, dawano mi lekcje tańca. Wcale mi się to wtedy nie podobało, ale nie miałam odwagi odmówić ojcu, więc tańczyłam. Ćwicz, próbuj, trenuj, ile się da, to była moja młodość”.

Taniec dziewczynka ma we krwi, bo jej ojciec, Hiszpan, jest nauczycielem flamenco, a matka, Amerykanka angielsko-irlandzkiego pochodzenia, tancerką w broadwayowskiej rewii Florenza Ziegfelda. Z Nowego Jorku przeprowadzili się do Hollywood, bo ojciec uznał, że tu taniec jest bliżej filmu i szanse na karierę znacznie większe. Kiedy nieco podrośnie, a sceniczna partnerka ojca i zarazem jego siostra Elisa nabawi się kontuzji, ten bez wahania zastąpi ją dwunastoletnią Ritą. Ponieważ w Los Angeles występy nieletnich w nocnych klubach są zabronione, mimo że dwunastolatka wygląda na co najmniej lat 16, rodzina przenosi się do meksykańskiej Tijuany. W latach 30. XX wieku jest to niezwykle modne miejsce turystyczne, blisko granicy meksykańsko-amerykańskiej, odwiedzane przez wpływowych ludzi show-biznesu z Los Angeles.

Właśnie tam, w klubie Caliente, szesnastoletnią już dziewczynę o idealnej figurze, południowej urodzie i kocich ruchach wypatrzy Winfield Sheehan — szef Fox Film Corporation. Tydzień później zorganizuje jej przesłuchanie. Prócz urody i tanecznych umiejętności od razu dostrzeże w niej to „coś”, co sprawia, że gdy pojawia się na ekranie, trudno od niej oderwać wzrok. Kilka dni później Sheehan podpisuje sześciomiesięczny kontrakt w imieniu studia Fox z szesnastoletnią Margaritą Cansino. Jest rok 1934, a młodziutka aktorka pojawia się po raz pierwszy na ekranie w niewielkiej roli w filmie Cruz Diablo. Za kilka lat świat pozna ją jako Ritę Hayworth. I kompletnie straci dla niej głowę.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Wygrać Hollywood, przegrać życie. 14 wersji życia gwiazd kina 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Pierwszy człowiek. Historia Neila Armstronga Komeda Jan Karski. Jedno życie. Tom 2. Inferno. Inferno (1939–1945) Lem. Życie nie z tej ziemi Małżeństwo doskonałe. Czy ty wiesz,że ja cię kocham... Zabić Reagana