Akademia wychowania

Akademia wychowania

Autorzy: Michał Kędzierski

Wydawnictwo: Buchmann

Kategorie: Edukacja

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 23.52 zł

Poradnik dla rodziców niesfornych dzieci.

Mówili ci, że dzieci to najlepsze, co ci się w życiu zdarzy. Że nic nie daje takiej satysfakcji, jak bycie rodzicem. Nie to, żeby kłamali…  ale jakoś zapomnieli wspomnieć, że choć droższe niż życie, dzieci potrafią czasem zaleźć za skórę. Jeśli czujesz, że rodzicielstwo cię przerasta, nie panikuj i nie kupuj biletu w jedną stronę, by uciec na koniec świata.

Michał Kędzierski udowadnia, że nawet niesforne pociechy tak naprawdę da się okiełznać! Prosto, praktycznie i z pełnym zrozumieniem dla wszystkich trudów rodzicielskiego życia.

AKADEMIA WYCHOWANIA

Dowiedz się, jak pokonać wszystkie problemy wychowawcze i zapewnić dziecku właściwy rozwój

MICHAŁ KĘDZIERSKI

Tekst: Michał Kędzierski

Copyright © 2018 by Michał Kędzierski

Redaktor inicjująca: Agnieszka Skowron

Redakcja: Joanna Kułakowska-Lis

Korekta: Anna Richter/Słowne Babki; Justyna Tomas

Projekt graficzny okładki: Marcin Jankowski

Skład i łamanie: TYPO Marek Ugorowski

Wydawca:

Grupa Wydawnicza Foksal sp. z o.o.

Ul. Domaniewska 48, 02-672, Warszawa

tel. 22 826 08 82, 22 828 98 08

biuro@gwfoksal.pl

www.gwfoksal.pl

ISBN: 978-83-280-6099-9

Skład wersji elektronicznej: Michał Olewnik / Grupa Wydawnicza Foksal Sp. z o.o.

i Michał Latusek / Virtualo Sp. z o.o.

Spis treści

Dedykacja

Motto

Wstęp

Rozdział I. Zasady

Rozdział II. Co robić, gdy nad dzieckiem nie da się zapanować?

Rozdział III. Kary i nagrody w procesie wychowania dziecka

Rozdział IV. Jak zmotywować dziecko do współpracy?

Rozdział V. Trudne zachowania

Rozdział VI. Plan dnia

Rozdział VII. Socjalizacja dziecka

Rozdział VIII. Kłamstwa, fantazje i legendy

Rozdział IX. Nauka

Rozdział X. Dzieci i zarządzanie pieniędzmi

Zakończenie

O autorze

Warto przeczytać

Przypisy

Wszystkie rozdziały dostępne w pełnej wersji książki.

Dla najlepszych rodziców świata: moich własnych

Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać innych rezultatów.

Albert Einstein

Wstęp

Skupcie się, drodzy rodzice. To, co teraz wam powiem, będzie mocno kontrowersyjne. Gotowi?

Możliwa jest sytuacja, by jednocześnie kochać swoje dziecko nad życie i szczerze go nienawidzić. Można dosłownie mieć go dość. Budzić się z pragnieniem, by zniknęło z naszego życia raz na zawsze…

Żeby było jasne! Nie mówię tutaj o patologicznych przypadkach, gdy mama i tata nie są zainteresowani losem i dobrem swojego potomstwa. Myślę o rodzicach na medal, którzy kochają z całego serca, często wychodzą ze skóry, by mu było dobrze. Mówię o rodzicach, którzy CHCĄ I STARAJĄ SIĘ Z CAŁYCH SIŁ, ale z jakichś nieznanych przyczyn po prostu im to nie wychodzi. Ich dziecko jest tak niegrzeczne, nieznośne, nieposłuszne czy irytujące, że normalne funkcjonowanie z nim pod jednym dachem stało się w zasadzie niemożliwe. Pomysł, by wymknąć się rano z domu i w kapciach wsiąść do pierwszego samolotu lecącego do Brazylii, a tam zniknąć w dżungli i gonić kapibary, zostawiając całe dotychczasowe życie za sobą, jest naprawdę kuszący. Nie żartuję. Słyszałem już takie pomysły. Uwierzcie mi, nie ma w tym nic śmiesznego.

Jakie zachowania dzieci doprowadzają rodziców do tak skrajnych emocji? Opiszę wam parę najpopularniejszych strategii bojowych przyjmowanych przez małych terrorystów.

[UWAGA, SPOILER!!!]

Jeśli rozpoznacie u swojego smyka jedno z poniższych zachowań, nie wpadajcie w panikę. Usiądźcie spokojnie, weźcie głęboki oddech i po prostu przeczytajcie tę książkę do końca. Znajdziecie tutaj opisane krok po kroku rozwiązania tych oraz wielu innych problemów.

Wasze życie nie przypomina bynajmniej świata w stanie chaosu? Doskonale! Nie odkładajcie jednak tego poradnika, poznacie tu metody, które sprawią, że ten szczęśliwy stan nigdy się nie zmieni. Dowiecie się również, co robić, by wasza pociecha wyrosła na naprawdę zaradnego i szczęśliwego człowieka. Nie pozostawiajcie tego przypadkowi i dobrze pokierujcie rozwojem swojego malca!

Jakie są więc najpopularniejsze metody małych terrorystów?

1. Uliczny wojownik: włada domem silną ręką. Gdy coś mu się nie spodoba, a wystarczy naprawdę niewiele, by tak się stało, od razu w ruch idą pięści i pazury. Potrafi opluć bez mrugnięcia okiem. Naprawdę nieźle wyprowadza cios. Czasem wydaje mi się, że miałby spore szanse na ringu z Gołotą. Brak techniki nadrabia niepohamowaną furią.

2. Męczybuła: mistrz jęczenia. Gdy czegoś chce, to zwyczajnie o tym mówi: pięć, dziesięć, czasem dziewięćdziesiąt siedem razy. Doskonale moduluje głos. Każda sylaba jest odpowiednio przeciągnięta. Każde słowo zawiera okruch cierpienia. Niczym zawodowy akrobata balansuje na granicy płaczu. Ma świadomość, że gdy wypowie choć jeden wyraz w odpowiedni sposób, to rodzice poczują lodowe szpikulce przeszywające ich ciało i zrobią wszystko, by jak najszybciej zniknęły.

3. Wilkołak: trzyma rodziców w ryzach za pomocą starej i okrutnej tortury polegającej na deprywacji snu. Uniemożliwianie zaśnięcia przez długi czas naprawdę było skuteczną metodą przesłuchań, stosowaną z powodzeniem przez wiele bezlitosnych reżimów. Nadal nie żartuję. Jeśli czujecie, że poziom produkowanego przez wasze organizmy kortyzolu (hormonu stresu) wzrasta wykładniczo w miarę zbliżania się pory spania, to bardzo możliwe, że wasz brzdąc jest właśnie wilkołakiem. Za dnia to uroczy szkrab, jednak gdy zbliża się noc, budzi się w nim bestia. By nie było monotonnie, opanował różne strategie. Czasem stawia na to, by w ogóle nigdy nie wejść do łóżka. Każdy pretekst jest dobry. Mama, siku, tata, swędzi mnie, mama, chcę się bawić, tata, ostatnia bajka… Słyszeliście to gdzieś? Innym razem ciekawsze są całonocne wycieczki do łóżka rodziców. Najważniejsze, by nigdy nie zasnęli. Wtedy będą posłuszni. Całkiem bym zapomniał! Nie wiecie już, co to życie seksualne, bo kilkulatek okupuje łoże małżeńskie rodziców jak jakąś twierdzę. Wasz związek się przez to rozpada. Tak nawiasem mówiąc: nie tylko wasz…

4. Władca absolutny: życie rodzinne jest mu całkowicie podporządkowane. Nie znosi sprzeciwu. Jego życzenie, nawet najbardziej absurdalne, musi zostać natychmiast wykonane. Egzekwuje rozkazy za pomocą krzyku, histerii i zdecydowanego tupnięcia małą stópką. Jest coś przerażająco-hipnotycznego w patrzeniu na to, jak wszyscy zgodnie tańczą wokół niego, jakby jakaś niewidzialna, nadludzka siła nimi kierowała. Jego wunderwaffe to awantura w sklepie z udziałem latających słoików z piklami. Już sama myśl o wyjściu z dzieckiem w miejsce publiczne sprawia, że rodzice zaczynają się pocić.

5. Król ssaków: pamiętacie Golluma z Władcy pierścieni? Pierścień był dla niego największym skarbem. Tutaj mamy do czynienia z podobnym mechanizmem, jednak cenionym nad życie artefaktem jest smoczek. Ssanie go daje ekstatyczną wręcz przyjemność. Każda próba odebrania kończy się w najlepszym razie zdemolowaniem mieszkania. No cóż, ma to swoje dobre strony. Można wybrać nowe tapety, meble, czasem niepotrzebna ściana ulegnie wyburzeniu i robi się przestronniej… A poważnie: mimo że dziecko powinno się już dawno ze smoczkiem pożegnać, absolutnie nie mieści mu się to w głowie, a walka o „ten głupi smoczek” często urasta do jakichś kuriozalnych rozmiarów. Niby bzdura, a całkiem sporo osób już przez to osiwiało.

6. Niejadek: ten typ zauważył, że najlepszą dla niego metodą na utrzymanie się u szczytu władzy jest… strajk głodowy. Zaskakujące, na jak wiele sposobów można odmówić przyjmowania pokarmów i jak wielki metraż ściany można pomalować jednym kubkiem soku porzeczkowego i porcją gotowanej marchewki. Taki kuchenny Picasso ma siłę przebicia godną całkiem sporego związku zawodowego.

7. Bluszcz: jak się raz przyczepi, to nie puści. Jest jak superpijawka. Oplata rączkami i nóżkami rodzica i nie pozwala, by ten oddalił się choć na krok. Nic nie umknie jego uwadze. Takich metod inwigilacji nie powstydziłoby się nawet KGB. Żywiciel jest całkowicie ubezwłasnowolniony. Wyjście do znajomych czy toalety to wyprawa na poziomie zdobycia Everestu, oczywiście zimą. Jeśli jakimś cudem rodzic siłą się odklei, automatycznie odpalane są syreny i trzeba wstawiać nowe szyby oraz szyć popękane bębenki w uszach.

By nie było zbyt łatwo, sprawiające kłopoty maluchy reprezentują często więcej niż jeden z powyższych typów.

Opowiem wam historię o małym Krzysiu, dziecku państwa Iksińskich. Ten rezolutny, ponadprzeciętnie inteligentny pięciolatek mieszkał w pięknym domu z ogródkiem. Miał wspaniałą mamę i wyjątkowego tatę. Rodzice codziennie czytali mu bajki, a kiedy tylko mogli, zabierali na wycieczki do zoo czy wesołego miasteczka. Pozornie ich życie przypominało sielankę. Prawda była jednak zupełnie inna… Codzienność państwa Iksińskich przypominała filmowy horror, z tą jednak różnicą, że nie wystarczyło wyłączenie telewizora, by się z niego wyrwać. Zamiast wiader krwi z ketchupu lały się wodospady łez. Niech was nie zwiodą błękitne oczy i czarujące loki. Krzyś tylko wygląda jak aniołek. Tak naprawdę to mały tyran, bez mrugnięcia okiem skazujący rodzicieli na niekończące się męki psychiczne. Zapytacie, dlaczego to robił. Spieszę z odpowiedzią: „BO TAK!!!”. Krzyś, jak przystało na prawdziwego władcę absolutnego, nie jakiegoś taniego uzurpatora, nie znosi odmowy. Gdy zażyczy sobie nowej zabawki, ma ją dostać natychmiast. Biada tym, którzy ośmielą się sprzeciwić jego woli. Zostaną wtedy pogryzieni, zwyzywani i okrzyczani tak, że w ułamku sekundy przypomną sobie, gdzie jest ich miejsce w domowej hierarchii. Prawdziwy wojownik. Krzyś wie, że w grze o władzę, którą codziennie prowadzi, nie ma miejsca dla mięczaków. Furia sprawdza się doskonale. Nasz król, mimo iż nie skończył jeszcze przedszkola, zasłużył już na doktorat z psychologii stosowanej. Ilu znacie dorosłych, których rozkazy są tak szybko wykonywane, którzy mają tak wielką kontrolę nad innymi? Sztaby specjalistów od marketingu pracują dniami i nocami nad tym, by przekonać was do stosowania określonej marki szamponu – najczęściej z miernym skutkiem. W tym przypadku mamy do czynienia z pełnym poddaniem. Umysł Krzysia skrywa naprawdę mroczne tajemnice.

Bylibyście w szoku, gdybyście wiedzieli, w jak wielu z pozoru przeszczęśliwych domach rozgrywają się tego typu dramaty. Powiem krótko. Tego się nie da wytrzymać na dłuższą metę. Jednak tysiące rodzin tak właśnie funkcjonuje, i to przez lata…

Atmosfera w domu państwa Iksińskich była ciągle napięta, ponieważ nasz aniołek miał w nosie, co mama i tata do niego mówili. Mogłoby się wydawać, że ignorowanie ich słów czy próśb sprawia mu jakąś sadystyczną przyjemność. Wrzask i histeria stanowiły codzienny rytuał. Wszak był to ulubiony sposób na zdobywanie tego, czego w danej chwili pragnął. Weszło mu to w krew tak bardzo, że wydzierał się nawet wtedy, kiedy nie miał w tym jakiegoś konkretnego interesu. Tak po prostu. Jego rodzice naprawdę robili wszystko, by uszczęśliwić syna. W zamian dowiadywali się jedynie, że ich nie kocha, nienawidzi, a także wielu jeszcze gorszych rzeczy. Martwiło ich, że nie miał oporów przed uderzeniem kolegi z piaskownicy, z którym chwilę wcześniej świetnie się bawił. Było źle. Bardzo źle. Dużo myśleli. Przecież dawali mu tyle ciepła i miłości. Opiekowali się nim. Wychowywali najlepiej, jak potrafią. Dlaczego więc zamienił ich życie w piekło? Często wyglądali przez okno i widzieli dzieci sąsiadów, które na pierwszy rzut oka nie sprawiały najmniejszych kłopotów. Były radosne, uśmiechnięte i wpatrzone w swoich rodziców jak w obrazek. Czy państwo Igrekowscy z naprzeciwka posiedli jakąś tajemną wiedzę, o której państwo Iksińscy nie mieli pojęcia? Może mieli po prostu szczęście? Za każdym razem, gdy któreś z państwa Iksińskich powtarzało sobie w myślach: „Zaraz zabiję gówniarza”, odczuwało coraz większe poczucie winy. Czyżby ona była złą matką, a jej mąż złym ojcem?

[Od razu odpowiem: „Nie byli”. Liczba rodziców zmagających się z takimi problemami jest bardzo duża. Naprawdę bylibyście zaskoczeni, wiedząc, jak często tak się dzieje].

Stawali się coraz bardziej sfrustrowani i zdenerwowani. Spirala negatywnych emocji się nakręcała. Gdy rozpacz sięgnęła zenitu, postanowili, że czas wreszcie coś z tym zrobić. Wiedzieli, że muszą wykonać pierwszy krok – w przeciwnym razie groził im szpital psychiatryczny. Dłużej by tego z pewnością nie wytrzymali.

Udało im się. Kosztowało to sporo pracy, jednak efekt był niesamowity. Po paru tygodniach wysiłków zauważyli, że zachowanie ich dziecka całkowicie się zmieniło. Ciągłe konflikty zastąpiła wspólna zabawa.

Jak tego dokonali? Zdobyli WIEDZĘ. Poznali skuteczne metody wychowawcze i konsekwentnie wcielali je w życie. Tego typu diametralne zmiany naprawdę dzieją się każdego dnia w wielu rodzinach na całym świecie.

Rodzice często czują się oszukani. Przed pojawieniem się potomstwa wszyscy opowiadali, że rodzicielstwo to najwspanialsza przygoda życia.

Miało być tak cudownie i szczęśliwie… rzeczywistość, niestety, często przypomina to, co opisałem powyżej.

Rodzice za swój trud i troskę otrzymują jedynie srogie baty. Jak to wytłumaczyć? Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego wątpliwej jakości nagrodą za danie dziecku serca na dłoni jest nieustanny krzyk, ignorowanie próśb rodzica, nieposłuszeństwo dla zasady, bunt i wybrzydzanie, na co tylko się da?

To niestety dość skomplikowany proces. Bywa, że – mimo najlepszych chęci – rodzice popełniają nieświadomie wiele błędów wychowawczych, których skutkiem jest właśnie takie zachowanie dziecka. Nie da się tego ująć w jednym zdaniu. Tak naprawdę cała książka, którą trzymacie w rękach, to odpowiedź na pytanie, skąd się biorą takie problemy i jak im zaradzić.

Mam dla was dobre i złe wieści.

Złe są takie, że problemy nie rozwiążą się same. Szczególnie te wychowawcze. Jeśli ciotka, dziadek bądź sąsiadka mówili, żebyście po prostu poczekali, że przecież z tego wyrośnie, to niestety was rozczaruję. Jest dość duże ryzyko, że tak się nie stanie. Oczywiście, jeśli czteroletni Jasio rzuca się na podłogę w sklepie, to dwudziestopięcioletni Jan raczej nie będzie tego robił. Problemy przyjmą po prostu inną formę. Nasz dorosły Jan może być na przykład roszczeniowym furiatem, skupionym jedynie na czubku własnego nosa i całkowicie niezdolnym do funkcjonowania w społeczeństwie, pozbawionym znajomych, nieszczęśliwym, a co gorsza – nie będzie miał pojęcia, czemu tak się dzieje…

Dobre wieści są takie, że kłopoty wychowawcze, z którymi się borykacie, niezależnie od tego, jak bardzo by się wydawały nierozwiązywalne, mogą zostać przezwyciężone. Być może myślicie, że zrobiliście już wszystko, ale to nieprawda. Po prostu nikt wcześniej nie dał wam instrukcji obsługi dziecka. Nie przekazano tej wiedzy w szkole. Naprawdę szkoda. Osobiście uważam, że wprowadzenie do liceów kursu na temat wychowywania dzieci to doskonały pomysł!

Niezliczone rzesze rodziców borykały się z tymi samymi kłopotami wychowawczymi. Psychologowie od dawna z pasją poszukują odpowiedzi na pytanie, dlaczego ludzie zachowują się tak, a nie inaczej, oraz jak możemy na to zachowanie wpłynąć. Dotyczy to również tych najmłodszych. Zmierzam do tego, że problemy, z którymi się zmagacie, już dawno zostały przez kogoś rozwiązane. Mało tego, te rozwiązania zostały sprawdzone przez setki osób i dokładnie opisane. Wyważanie otwartych drzwi nie ma sensu. Znacznie lepiej sięgnąć po gotowe schematy.

Naturalnie, nie jest to takie proste. Często różne strategie, odpowiadające na pytanie: „Jak prawidłowo wychowywać dziecko”, wzajemnie sobie przeczą. Co jakiś czas spotykam się z koncepcją, że sama miłość do dziecka i zaspokajanie jego potrzeb sprawią, iż zachowanie będzie poprawiać się każdego dnia. Brzmi to bardzo kusząco, jednak w praktyce się nie sprawdza. Gdy dziecko wpadnie w histerię, by zmusić was do zakupu wyjątkowo atrakcyjnej w jego oczach zabawki, problem nie rozwiąże się dlatego, że je kochacie. Spełnienie żądania jedynie zachęci go do powtarzania tego karygodnego zachowania.

Postanowiłem napisać tę książkę, by pomóc wszystkim rodzicom, którzy nie wiedzą, co robić. Zebrałem w niej całe moje doświadczenie i wiedzę, by stworzyć kompendium pełne sprawdzonych i skutecznych rozwiązań. Zastosowanie moich porad ma doprowadzić do sytuacji, w której zarówno rodzicom będzie dobrze z dzieckiem, jak i dziecku z rodzicami. Instrukcja obsługi dziecka, którą macie w rękach, stanowi esencję tego, co działa najlepiej. Bardzo się starałem, by każda z porad była konkretna i szczegółowo opisana. Chcę w ten sposób wspólnie z wami rozwiązać problemy wychowawcze.

Zawarte tu informacje są absolutnie wystarczające, by poradzić sobie z wyjątkowo niegrzecznym szkrabem. Jeśli wasze dziecko codziennie was obraża, demoluje swoje otoczenie, wpada w histerię i neguje wszystko, co do niego mówicie, to znajdziecie tutaj odpowiedź, jak zmienić jego zachowanie o sto osiemdziesiąt stopni.

Jeśli wasze położenie nie jest dramatyczne, ale chcecie lepiej zrozumieć psychikę malca czy też po prostu poznać metody, dzięki którym nigdy nie dopuścicie do tego, że sytuacja wymknie się spod kontroli, ta książka również jest dla was. Dzięki niej staniecie się znacznie bardziej świadomymi relacji łączącej was z dzieckiem.

By z powodzeniem wdrożyć większość opisanych na kartach tej książki technik, wasze dziecko musi mieć przynajmniej dwa i pół roku. Młodsze nie są jeszcze na odpowiednim etapie rozwoju. Gdy z kolei wasza pociecha zacznie wkraczać w wiek nastoletni, będzie już zbyt duża na niektóre z moich porad, jednak nadal wiele można stosować z powodzeniem.

W rozdziale pierwszym opiszę, jak mądrze ustanawiać i egzekwować granice w relacji z maluchem. Mam nadzieję, że rozwieję wasze ewentualne wątpliwości dotyczące tego, w jaki sposób ograniczenia wpływają na rozwój dziecka i czy są w ogóle potrzebne. Dowiecie się, co się dzieje, gdy rodzice przyjmą model tak zwanego bezstresowego wychowania.

W drugim opowiem wam, jak reagować w sytuacji kryzysowej, kiedy dziecko, dajmy na to, wpadnie w szał i zacznie bić wszystkich dookoła, nie robiąc sobie nic z prób powstrzymania go, a także jak radzić sobie z typowym atakiem dziecięcej histerii, której celem jest wymuszenie czegoś na was.

W rozdziale trzecim przedstawię wszystko, co powinniście wiedzieć na temat kar i nagród w procesie wychowania. Dowiecie się, jak mądrze chwalić dziecko. To przydatna wiedza, ponieważ wbrew pozorom można chwalić malucha niewłaściwie i zrobić mu w ten sposób krzywdę!

Rozdział czwarty to zbiór prostych i łatwych do zastosowania trików, które zmotywują dziecko do współpracy z wami.

W piątym poznacie sposoby radzenia sobie z rozmaitymi trudnymi zachowaniami, takimi jak przeklinanie, jęczenie, pyskowanie, ignorowanie poleceń, uciekanie na spacerze czy maltretowanie zwierząt. Pokażę też, jak powinny wyglądać zdrowe relacje rodzica z dzieckiem oraz jak stać się – i przede wszystkim pozostać – prawdziwym autorytetem.

Rozdział szósty jest poświęcony efektywnej organizacji każdego dnia, tak by nie brakowało czasu na rzeczy naprawdę ważne. Opowiem, jak radzić sobie z codziennymi, rutynowymi czynnościami i problemami, które mogą się z nimi wiązać. Jeśli poranne wstawanie, ubieranie się, spożywanie posiłków, zabawa, obowiązki domowe, kąpiel czy też usypianie urwisa stanowią dla was wyzwanie, to właśnie tutaj szukajcie jego rozwiązania.

Rozdział siódmy opisuje, co powinniście zrobić, by relacje dziecka z otoczeniem były jak najlepsze. Poznacie strategie postępowania ze skarżypytą, nieśmiałkiem czy smykiem, który nie chce się dzielić. Dowiecie się, jak przygotować malca na nadejście rodzeństwa i co robić, by wasze dzieci do końca życia miały bliskie relacje i były dla siebie wsparciem. Będę was zachęcał, byście nie rozwiązywali wszystkich problemów za dziecko, ponieważ wychodzę z założenia, że chcecie wychować samodzielnego, zaradnego człowieka, a nie ofermę.

W ósmym rozdziale pokażę, w jaki sposób reagować, gdy dziecko kłamie lub fantazjuje. Dowiecie się, jak to naprawdę jest ze słynnym wymyślonym przyjacielem oraz czym jest dziecięca teoria umysłu. Poznacie też sposób, by sprawdzić, czy wasz kilkulatek już ją posiada.

Po przeczytaniu rozdziału dziewiątego będziecie wiedzieli, co robić, by wasze dziecko uczyło się chętnie i przede wszystkim efektywnie. Dowiecie się też, skąd biorą się problemy z koncentracją i jak im przeciwdziałać.

Na sam koniec, w rozdziale dziesiątym, powiem parę słów na temat edukacji finansowej. To bardzo ważne, by szkrab już od najmłodszych lat dowiadywał się, czym w ogóle są pieniądze i jak mądrze nimi gospodarować. Jeśli do tej pory nie wiedzieliście, jak się do tego zabrać, to tutaj znajdziecie gotowe rozwiązania.

Ta książka jest zestawem narzędzi niezbędnych każdemu rodzicowi.

Pozwólcie, że posłużę się taką analogią: wyobraźcie sobie, że wychowanie dziecka jest jak budowa domu. By to uczynić, musicie najpierw wykopać miejsce na fundament. Możecie to zrobić łyżeczką do herbaty. Nie jest to wprawdzie metoda zalecana przez majstrów, jednak jeśli będziecie mieć bardzo dużo samozaparcia, pewnie uda wam się to osiągnąć po wielu, wielu latach mozolnej pracy. Wyobraźcie sobie jednak, co by się stało, gdybyście mogli wykorzystać do tego koparkę. Potężną, żółtą koparkę. Moglibyście wtedy wykopać tę dziurę w jeden dzień.

Ta książka jest właśnie koparką, która sprawi, że kłopoty wychowawcze zaczną znikać jeden za drugim, a tempo pozytywnych zmian, w co szczerze wierzę, przyprawi was o ekscytację. Można się męczyć tą metaforyczną łyżeczką, samodzielnie wymyślając, jak przekonać dziecko do współpracy, ale po co? Dzięki tej książce nie będziecie kombinować, co robić w problematycznej sytuacji. Dostaniecie tu zbiór najlepiej działających metod. Do wielu tych sposobów naprawdę trudno dojść samodzielnie. Przyznaję z ręką na sercu, że niektóre techniki są zupełnie nieintuicyjne. Często mogłoby się wydawać, że to powinno działać całkiem inaczej. Zapomnijcie o wszystkim, co usłyszeliście od sąsiada, matki, ojca, babci, swojego ginekologa, pana z warzywniaka, psa, chomika i Świętego Mikołaja na temat wychowania idealnego. Wyrzućcie łyżeczkę i wsiądźcie do koparki.

Pamiętajcie o jednym. Dostaniecie ode mnie dokładną instrukcję, musicie ją jednak wykonać i być przy tym konsekwentni. Samo czytanie setek poradników czy nawet zdobycie całej wiedzy z zakresu wychowywania dzieci nic tak naprawdę nie zmieni w waszym życiu. Musicie działać. To jest absolutnie najważniejsze. Musicie konsekwentnie dzień po dniu wprowadzać zdobytą wiedzę w życie. Nie ma innego wyjścia. Nikt nie zrobi tego za was. To, że macie koparkę na podwórku, nie sprawi, że fundamenty pojawią się w magiczny sposób. Trzeba wsiąść do niej, przekręcić kluczyk i zacząć kopać.

Z pewnością nasuwa się wam teraz pytanie: „Kto to w ogóle jest ten Kędzierski?”. Czemu z uporem maniaka chce mnie przekonać do stosowania metod, o których większość moich znajomych czy rodziny nawet nie słyszała, a jakoś przecież dali sobie radę z wychowaniem dzieci bez tych wszystkich czarów… Czemu on w ogóle uważa, że się na tym zna? Świetnie, że zadajecie to pytanie. Jaka jest więc moja historia?

Jestem absolwentem psychologii stosowanej na Uniwersytecie Jagiellońskim. Już jako student zauważyłem, że praca z dzieciakami sprawia mi ogromną satysfakcję. Bardzo często znajomi pytali mnie o radę: „Michał, ty studiujesz psychologię, poradź mi, co mam zrobić z moim synem, bo ja już dosłownie szału dostaję”. Okazywało się wtedy, że wielu tych rodziców próbowało konsultować swój problem z psychologiem, ale nie przyniosło to żadnych wymiernych efektów. Gdy bardzo podobna sytuacja przydarzyła mi się któryś raz z rzędu, zacząłem się głębiej zastanawiać, dlaczego tak się dzieje. Zadałem sobie jedno podstawowe pytanie: co trzeba zrobić, by pomoc w rozwiązaniu problemów wychowawczych zaczęła przynosić pożądane efekty. Doszedłem do wniosku, że problem może leżeć w zbyt subiektywnym spojrzeniu mamy lub taty na całą sytuację. Co mam na myśli? Rodzic przychodzi do gabinetu psychologa raz w tygodniu i spędza tam około godziny. Opowiada o kłopotach z dzieckiem. Mówi o nim ze swojej perspektywy, a całą opowieść przepuszcza przez własne filtry. Rodzic nie ma pojęcia, dlaczego jego smyk sprawia kłopoty wychowawcze – gdyby sam rozumiał wszystkie niuanse relacji z dzieckiem, prawdopodobnie nie potrzebowałby pomocy. W jego opowieści brakuje wielu istotnych szczegółów. Nie zostały pominięte specjalnie, po prostu ich nie zauważa. To są często niezwykle drobne rzeczy. Doszedłem do wniosku, że najlepsze, co może zrobić psycholog w takiej sytuacji, to spędzić z rodziną parę dni, by samemu zaobserwować, w czym tkwi problem. Postanowiłem wtedy zacząć pracować z rodzinami w taki właśnie sposób.

Wkrótce potem po raz pierwszy zobaczyłem w telewizji Supernianię. Byłem naprawdę zachwycony. Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że pomysł jest dobry i jak najbardziej możliwy do realizacji. Naturalnie program Superniania jest znacznie starszy niż moje przemyślenia, po prostu wcześniej nie wiedziałem o jego istnieniu.

Jak to wygląda krok po kroku…

Przyjeżdżam do rodziny potrzebującej pomocy. Jej miejsce zamieszkania nie gra żadnej roli, pracuję na terenie całej Polski, a także poza jej granicami. Dosłownie wprowadzam się na parę dni bądź mieszkam w pobliskim hotelu. Tę decyzję zawsze zostawiam moim klientom. Niezależnie od tego, gdzie śpię, idea jest taka, byśmy jak najwięcej czasu spędzili razem. Na początku obserwuję, jak funkcjonuje rodzina. Jakie metody wychowawcze stosują rodzice? Jak reagują na nie dzieci? Jaka w domu panuje atmosfera? Jak wygląda zabawa i praca? Zbieram informacje. Niczego nie doradzam. Przygotowuję plan działania, dostosowany do konkretnej rodziny i jej problemów. Gdy dochodzę do wniosku, że mam już wszystkie potrzebne dane, wkraczam do akcji. Rozwiązuję problem, gdy tylko się pojawi. Pokazuję rodzicom, jak prawidłowo podejść do sprawy, a kiedy sytuacja się powtarza, proszę ich o samodzielne poradzenie sobie z nią. Stoję obok i na bieżąco koryguję ich kroki. Daję im informację zwrotną, co robią źle, a co dobrze. Opowiadam o zastosowanych metodach z punktu widzenia psychologii. Tłumaczę, dlaczego stare sposoby nie działają. Chcę, by każdy rodzic naprawdę rozumiał, dlaczego moje są skuteczne.

Na początku zachowanie dziecka, chcącego utrzymać status quo, pogarsza się. Następnie zaczyna się ono poprawiać z każdym dniem. Rodzice często są w szoku, że może ulec takiej błyskawicznej zmianie.

Kocham tę pracę. Traktuję ją jak misję. Nic nie jest lepszą nagrodą niż podziękowania rodzica, który odzyskał spokój. Robię to, o czym zawsze marzyłem.

Jesteście przerażeni tym, co dzieje się w waszym domu? Doskonale was rozumiem, ponieważ sam niejednokrotnie byłem w takiej sytuacji. Wchodziłem do mieszkania, w którym sytuacja wyglądała bardzo źle. Pierwsze skojarzenie to zazwyczaj pole bitwy. Chaos. Mnie to również przerażało, nie myślcie, że nie. Przekraczałem próg jako osoba, która ma sprawić, że wszystko wróci na właściwe tory, i to już w ciągu kilku dni. Nie jest to łatwe, przecież kochającym rodzicom nie udało się przez parę lat. Na szczęście dysponuję wiedzą i doświadczeniem, więc zawsze się udaje. Nie zmienia to faktu, że jestem człowiekiem i również odczuwam emocje pojawiające się w danej rodzinie. Mam jednak tę przewagę, iż wiem, że nawet z najtrudniejszej sytuacji da się wybrnąć. Widziałem wiele rodzin, które z krainy chaosu przeniosły się do innego, lepszego świata. Uwierzcie mi, naprawdę można to zrobić!

Wyobrażam sobie was w niedalekiej przyszłości, jak bawicie się ze swoim dzieckiem. Widzę, jak się śmiejecie. Jak ważni jesteście dla siebie. Widzę miłość, jaką się obdarzacie. Spokój i uśmiechnięte twarze. Widzę nawet zazdrosne spojrzenie sąsiadki z przeciwka. Chodźcie ze mną, jeśli chcecie zacząć w pełni doświadczać uroków rodzicielstwa.

Zapraszam Was na mój kanał na YouTube i fanpage na Facebooku. Oba znajdziecie w tych serwisach pod hasłem AKADEMIA WYCHOWANIA.

Chcecie być na bieżąco z odkryciami psychologów? Potrzebujecie mojej osobistej pomocy w rozwiązaniu trapiących was problemów wychowawczych? Jeśli tak, to zajrzyjcie na moją stronę internetową: AKADEMIAWYCHOWANIA.COM.

Zanim zaczniecie poznawać konkretne techniki, zastanówcie się, proszę, nad następującym pytaniem:

Czy wasze dziecko bywa niemożliwe do opanowania, bo takie się urodziło?

Jeśli sądzicie, że wszystkie te irytujące zachowania są spowodowane przez geny, temperament czy charakter, to mam dla was bardzo ważną wiadomość:

Natychmiast o tym zapomnijcie!

Oczywiście, geny mają znaczenie. Nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości. Naukowcy wciąż nie mogą dojść do porozumienia, jak duże, ale dla was to bez znaczenia. Nie chcecie przecież, by potomstwo terroryzowało was w jakikolwiek sposób. Wolelibyście, by chętnie się uczyło i miało przyjaciół. Na geny nie macie wpływu. To coś, co zarówno wy, jak i wasze dziecko wylosowaliście na loterii genetycznej. Macie jednak kontrolę nad tak zwanym środowiskiem. Jednym słowem, jako rodzice decydujecie o tym, w jaki sposób dziecko jest wychowywane. Tłumaczenie porażek pedagogicznych temperamentem dziecka to bardzo niebezpieczna droga. Może doprowadzić do założenia: „Nie jesteśmy w stanie nic zrobić, nie zmienimy przecież jego temperamentu”. Oznacza to pogodzenie się z nieakceptowalnym zachowaniem dziecka, a także zaprzestanie prób zmiany tej sytuacji. Mówiąc potocznym językiem: wasze dziecko może być z natury bardziej nerwowe, płaczliwsze czy bardziej niecierpliwe niż brzdąc sąsiadów. Może będzie wam trochę trudniej w pewnych kwestiach. Nie zmienia to jednak faktu, że jesteście w stanie diametralnie odmienić to, co wam nie pasuje w zachowaniu synka czy córki. Musicie zrozumieć, że tłumaczenie się genami to jedynie wymówka, po którą sięgają rodzice, bo w trudnych sytuacjach czasem tak jest prościej. Łatwiej usprawiedliwić się trudnym charakterem dziecka, na który nie mamy wpływu, niż stawić czoła problemowi. Prawda jest taka, że kłopoty wychowawcze to wynik błędów mamy i taty. Gdy tylko przestaniecie je popełniać, zauważycie zmianę zachowania dziecka. Pamiętajcie też o jednej arcyważnej rzeczy. Jeśli będziecie stosować się do reguł, o których tutaj opowiem, to z całą pewnością wam się uda. Boimy się zmian. To całkowicie naturalne. Pamiętajcie jednak, że nic nie stracicie, próbując, a korzyści, które osiągniecie, są trudne do wyobrażenia.

Tyle tytułem wstępu. Zaczynamy!

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Akademia wychowania