Jerzy Popiełuszko

Jerzy Popiełuszko

Autorzy: Milena Kindziuk

Wydawnictwo: Znak

Kategorie: Religia

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 46.99 zł

Gdy wieczorem 19 października 1984 roku został uprowadzony, a później bestialsko zamordowany przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa, jego śmierć odbiła się echem na całym świecie. Stał się jednym z najbardziej znanych współczesnych męczenników.

 

Ksiądz Jerzy Popiełuszko, duszpasterz robotników, służby zdrowia i studentów, dodawał ludziom otuchy, nie bał się stawać w obronie prawdy i wolności. Uczył, jak zło dobrem zwyciężać.

 

Książka zawiera nowe fakty i nieznane dokumenty, zdjęcia i wypowiedzi świadków. Opisuje też cuda, jakie wciąż dokonują się za wstawiennictwem kapłana-męczennika.

Wstęp

Życie księdza Popiełuszki stanowi ważną część również mojego życia, mimo że nie znałam go osobiście. Jako mała dziewczynka razem z rodziną uczestniczyłam w jego pogrzebie, a później wielokrotnie nawiedzałam jego grób, stojąc w długich kolejkach ciągnących się niekiedy z warszawskiego Żoliborza aż do Dworca Gdańskiego.

Później, już jako dziennikarka, przez ponad dwadzieścia lat o księdzu Jerzym pisałam: najpierw artykuły, następnie książki. Na początku nie było to łatwe: przed epoką internetu, bez IPN-u, przy zamkniętych jeszcze archiwach, przy niemal kompletnym braku jakichkolwiek poświęconych mu publikacji książkowych. Jeździłam po całej Polsce, docierałam do ludzi, którzy go znali, zdobywałam zdjęcia, dokumenty, ustalałam fakty, rekonstruowałam zdarzenia.

Dotarłam w ciągu tych ponad dwudziestu lat do świadków życia Jerzego Popiełuszki ze wszystkich okresów, od lat szkolnych począwszy (koledzy z klasy i nauczyciele), przez czasy seminaryjne (klerycy i wychowawcy), służbę wojskową (dawni żołnierze), aż po pierwsze parafie, w których pracował (wierni i duszpasterze), Hutę Warszawa (robotnicy i działacze NSZZ „Solidarność”), wreszcie działalność księdza Popiełuszki przy kościele Świętego Stanisława Kostki w Warszawie (ludzie z różnych środowisk).

Urzekało mnie w tych opowieściach, że niemal każdy z moich rozmówców mówił o nim jak o najbliższym przyjacielu albo wręcz członku rodziny. Wielkie wrażenie wywarły na mnie słowa dawnego studenta z duszpasterstwa księdza Popiełuszki, obecnie lekarza mieszkającego w Stanach Zjednoczonych, który wyznał: „To ksiądz mojego życia! Wiedziałem, że nawet jeśli on umrze albo ja, to i tak na zawsze będziemy razem”. Nie dziwi więc, że w 2017 roku ów lekarz przyleciał specjalnie z USA do Polski na obchody siedemdziesiątej rocznicy urodzin księdza Jerzego.

Do dzisiaj również brzmią mi w uszach słowa jednego z hutników, że ksiądz Jerzy to dla niego „ktoś więcej niż rodzony brat”. Podobnych wypowiedzi nagrałam ponad setkę.

Niezwykle przejmujące były też dla mnie rozmowy z księdzem prymasem Józefem Glempem, który łamiącym się głosem (zanim jeszcze stwierdził to publicznie) przyznał, że śmierć księdza Popiełuszki to także jego dramat, i opowiadał o swoich wyrzutach sumienia, iż nie zdołał ocalić mu życia, mimo że bardzo tego pragnął. Urzekła mnie postawa kardynała Glempa i cieszę się, że mogłam opisać, jaki naprawdę był jego stosunek do księdza Jerzego (chociaż do dziś spotykam się z zarzutami, jakobym miała wybielać prymasa i przedstawiać tę sprawę w fałszywym świetle).

W tym kontekście cenne były moje spotkania z kardynałem Stanisławem Dziwiszem, który wyjawił treść rozmów o księdzu Jerzym z papieżem Janem Pawłem II, oraz z kardynałem Kazimierzem Nyczem, który wyjaśniał, że biskup nie może stosować środków przymusu wobec podległego mu kapłana, stąd rozumie, iż kardynał Glemp nie chciał działać wbrew księdzu Jerzemu, zmuszając go do opuszczenia Polski.

Wreszcie świadkowie najważniejsi, najbliżsi, to rodzina księdza Jerzego, którą rok w rok spotykałam – i wciąż spotykam – 19 października w Warszawie podczas mszy świętych w żoliborskim kościele w kolejne rocznice męczeńskiej śmierci księdza.

Najbardziej pamiętne były dla mnie spotkania z panią Marianną Popiełuszko. Zarówno u niej w domu, w Okopach na Białostocczyźnie, jak i w Warszawie za każdym razem, kiedy przyjeżdżała nawiedzić grób syna. Prowadziłam z nią wielogodzinne rozmowy, niekiedy także w obecności Katarzyny Soborak albo kolejnych proboszczów: księdza Zygmunta Malackiego czy księdza Tadeusza Bożełki. Do dziś pamiętam trafne riposty i charakterystyczne, pełne humoru powiedzenia matki księdza Jerzego: „za jednym zasiadem śniadanie z obiadem”, albo: „śpię raz na dobę, a odpoczywam wtedy, jak ludzi widzę przed sobą”, nie mówiąc już o słynnym: „mam tyle lat, ile zim”!

Równocześnie całymi latami zapoznawałam się z tysiącami dokumentów i zdjęć znajdujących się w archiwum księdza Jerzego w Warszawie, którego od śmierci duchownego pieczołowicie strzegła Katarzyna Soborak i które po beatyfikacji przekształcono w Ośrodek Dokumentacji Życia i Kultu Błogosławionego Księdza Jerzego Popiełuszki. Dopiero później, w miarę otwierania się archiwów państwowych, studiowałam nowe dokumenty. Stąd ta biografia stanowi pewnego rodzaju podsumowanie moich wieloletnich badań nad życiem księdza Jerzego.

Podstawę źródłową niniejszej biografii stanowią dokumenty z różnych archiwów: wspomnianego Archiwum Ośrodka Dokumentacji Życia i Kultu Błogosławionego Księdza Jerzego Popiełuszki, z Archiwum Sekretariatu Prymasa Polski, Archiwum Archidiecezji Warszawskiej, Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej, Archiwum Akt Nowych, Archiwum Rady Ministrów czy Urzędu Ochrony Państwa. Wszystkie te materiały zakreślają horyzont, w którym można umieścić życie księdza Jerzego. A raczej jego męczeństwo. Wyraźnie widać w nich mechanizm prześladowania i represji stosowanych wobec kapłana.

Po raz pierwszy zostały tu opublikowane fragmenty zeznań świadków w procesie beatyfikacyjnym, tak zwanego transumptum, między innymi rodziców i braci księdza Jerzego, jego lekarzy, kolegów, biskupów, którzy go znali, najbliższych współpracowników. Jest to materiał bardzo ciekawy, tym bardziej że w historii Kościoła rzadko się zdarza, by rodzice zeznawali w procesie beatyfikacyjnym swojego dziecka.

Odnalezione nowe dokumenty (na przykład zeznania z przesłuchań Waldemara Chrostowskiego, kierowcy księdza Popiełuszki) pozwoliły mi na szczegółowe odtworzenie biegu zdarzeń z 19 października 1984 roku, kiedy to ksiądz Jerzy został uprowadzony, a także na dokładną rekonstrukcję wydarzeń z nocy 19 na 20 października i z kolejnych dni, aż do odnalezienia ciała księdza w Zalewie Wiślanym 30 października 1984 roku.

Dotarłam też do karty TEOK Jerzego Popiełuszki z archiwów Służby Bezpieczeństwa, czyli tak zwanej teczki ewidencji operacyjnej księdza, która jasno wskazuje, że od 1982 roku pozostawał on „w aktywnym zainteresowaniu” Służby Bezpieczeństwa oraz że był przez nią inwigilowany. Podobny mechanizm widać zresztą z zapisów zawartych w innej teczce: SOR, czyli sprawy operacyjnego rozpracowywania, o kryptonimie „Popiel”.

W niniejszej monografii zostały również opisane przypadki cudownych uzdrowień za przyczyną księdza Jerzego – dotarłam do osób, które dzielą się swoimi przeżyciami, dołączając orzeczenia lekarzy i badania medyczne potwierdzające całkowity i nagły zanik nieuleczalnej choroby. Wśród moich rozmówców jest też francuski ksiądz Bernard Brien, po którego modlitwie doszło do uzdrowienia Francuza François Audelana w podparyskim Créteil w 2012 roku.

Cenne są dokumenty świadczące o stanie zdrowia księdza Popiełuszki: karty pobytu ze szpitali, orzeczenia i zalecenia lekarskie, recepty. Jednoznacznie wskazują one, jak bardzo zdrowie księdza Jerzego zostało nadwerężone w czasie jego służby wojskowej, kiedy to przeszedł pierwszą próbę męczeństwa.

Uzupełnieniem książki jest aneks źródłowy zawierający dokumenty, które pozwalają lepiej zrozumieć życie i działalność duchownego. Spora część tych dokumentów jest w tej biografii publikowana po raz pierwszy, wśród nich między innymi: szyfrogramy lub raporty Ministerstwa Spraw Wewnętrznych sporządzane dla Komitetu Centralnego PZPR (wszystkie trafiały na biurko Wojciecha Jaruzelskiego i Czesława Kiszczaka) dotyczące działalności księdza Popiełuszki lub sytuacji w Polsce po jego śmierci; plany represji wobec księdza Jerzego, ale też wobec całego Kościoła (tak zwany plan „R”); listy zabójców do swoich rodzin czy do rodziny Popiełuszków; zeznania Waldemara Chrostowskiego oraz protokoły oględzin jego odzieży zniszczonej w wyniku skoku z samochodu podczas ucieczki; list hutników do Episkopatu Polski.

Aneks zawiera też niepublikowane zapiski księdza Jerzego, rękopisy jego kazań, notatki, także sprzed 1980 roku, jak również zdjęcia, świadectwa szkolne, dokumenty z seminarium duchownego itd.

Na zakończenie publikowany jest w całości duchowy testament księdza Popiełuszki, czyli rozważania różańcowe, które poprowadził 19 października 1984 roku, tuż przed swoim uprowadzeniem i męczeńską śmiercią. Ostatnia dyspozycja, jaką ksiądz Jerzy wydał, brzmiała: „Módlmy się, byśmy byli wolni od lęku, zastraszenia, ale przede wszystkim od żądzy odwetu i przemocy”.

Pozostaje jeszcze pytanie: co z różnymi wersjami przebiegu zbrodni popełnionej na księdzu Popiełuszce? One również zostały tu przedstawione (ta kwestia wymaga jednak oddzielnej publikacji, stąd tutaj jest jedynie zarysowana).

Na ten temat wysuwa się sprzeczne teorie, kontrowersje dotyczą nawet samej daty śmierci księdza. Jasno jednak trzeba powiedzieć, że oficjalnie przyjęta data 19 października 1984 roku ma najwięcej solidnych podstaw historycznych. Nie ma w tej chwili potwierdzonych i wiarygodnych dowodów na inną datę śmierci ani też na inny przebieg zdarzeń niż przyjęty w procesie sądowym zabójców. Niestety, nie udało się do tej pory ustalić tożsamości zleceniodawców morderstwa.

Wciąż odkrywane dokumenty potwierdzają, że zbrodnia na księdzu Jerzym była dokładnie zaplanowana i została dokonana z premedytacją. Mogłam się o tym przekonać chociażby podczas kwerendy materiałów z tak zwanej szafy Kiszczaka w Instytucie Pamięci Narodowej – o czym również jest mowa w tej książce. Potwierdzenia tej tezy szukałam też w rozmowie, którą przeprowadziłam z generałem Wojciechem Jaruzelskim.

Pewne natomiast i niepodważalne jest jedno: męczeństwo księdza Jerzego Popiełuszki. Zmasakrowane ciało mówi tu samo za siebie.

Dlatego też Kościół po dokładnym zbadaniu – od strony religijnej – życia księdza Popiełuszki i okoliczności jego śmierci uznał go za męczennika. Uczynił to oficjalnie w procesie beatyfikacyjnym i w samym akcie beatyfikacji. Co więcej, uznał, że Bóg potwierdza świętość tego męczennika, udzielając za jego wstawiennictwem specjalnych łask. To stało się podstawą także procesu kanonizacyjnego prowadzącego do wyniesienia go na ołtarze jako świętego.

Milena Kindziuk

Rozdział 1

Podlasiak

1947–1965

„Każdy człowiek jest związany z Ojczyzną poprzez rodzinę i miejsce urodzenia”1.

Ksiądz Jerzy Popiełuszko

Na starej czarno-białej fotografii, nieco postrzępionej, widać małego chłopca. Jest drobny, szczupły, ma jasne włosy. Rysy twarzy są jednak słabo widoczne, nieostre.

To chyba jedyne zdjęcie księdza Jerzego Popiełuszki z czasów wczesnego dzieciństwa. Inne fotografie się nie zachowały. A może ich po prostu wtedy nie robiono?

Tak czy inaczej to wielka szkoda, bo nic tak jak zdjęcia nie ułatwia podróży po życiu człowieka.

Na rekonstrukcję detali, na dotknięcie czyjegoś świata, poza starymi fotografiami, pozwala rodzinny dom. To w nim, jak w lustrze, odbija się cała ludzka historia. Można lepiej ją pojąć.

Aby zrozumieć dzieje życia księdza Jerzego, trzeba więc udać się do jego domu. Poznać rodzinę, najbliższych, zobaczyć, co go kształtowało i co sprawiło, że miał później w sobie tak wiele hartu ducha, bezkompromisowości i tak mocną wiarę.

Dom

Popiełuszkowie mieszkają na Podlasiu, w Okopach2. To stara, typowa polska wieś na Białostocczyźnie, czyli na pograniczu kultur, religii, narodów3. Pod względem zabudowy to tak zwana ulicówka. Dom stoi przy samej szosie. Jest niepozorny, typowo wiejski, wchodzi się do niego przez sień, w której gospodarze zwykle przelewają mleko w bańki.

Dom ten przeżył prawdziwe oblężenie we wrześniu 2017 roku, gdy został udostępniony do zwiedzania gościom przybyłym na obchody siedemdziesiątej rocznicy urodzin błogosławionego. Przedtem podobny „najazd” odbył się tylko raz, przed beatyfikacją księdza Jerzego, w maju 2010 roku, kiedy to zjechali się tu dziennikarze z całej Polski, z redakcji prasowych, telewizyjnych, radiowych, by zebrać materiały do przygotowywanych publikacji, tekstów i programów4. Punktem kulminacyjnym miało być spotkanie z Marianną Popiełuszko, dziewięćdziesięcioletnią matką świętego. To ona miała opowiedzieć o swoim synu. O tym, jakim był dzieckiem, uczniem, chłopcem, jak go wychowywała, jaki był ich rodzinny dom.

Dom rodzinny Popiełuszków w Okopach

Archiwum Archidiecezjalne Warszawskie

Gdy tylko wyszła na podwórko, natychmiast rozbłysły flesze aparatów fotograficznych. W jednej sekundzie drobną staruszkę z laską w ręku otoczył tłum dziennikarzy, operatorów pokaźnych kamer, fotoreporterów z ogromnymi obiektywami w ręku. A ona, prosta wiejska kobieta, w kolorowej chustce na głowie, bez cienia tremy przeszła na drugą stronę szosy, do kapliczki, którą naprzeciwko domu postawiła ku czci księdza Jerzego. I spokojnie, niczym wprawny polityk, czekała na pytania dziennikarzy. Przez chwilę, nieco zmieszani, nie mieli śmiałości o nic zapytać. W końcu to Marianna Popiełuszko przejęła inicjatywę na tej improwizowanej konferencji prasowej.

Na początek głośno wyrecytowała z pamięci wiersz, którego nauczyła kiedyś księdza Jerzego:

Siadł w szczerym polu Chrystus Pan, a przy Nim orszak bosy:

dziateczki, co na zżęty łan szły z miasta zbierać kłosy.

Cisną się usta do nóg Mu drobniutkiej tej czeladzi,

a Chrystus uniósł jasną dłoń i główki dziatek gładzi.

Rośnijcie – rzecze – ojcom swym i matkom na pociechę,

a jako słońce, chaty swej wyzłoćcie niską strzechę.

A co pogładzi jasny włos, to gwiazdy mu dokoła

sypią się na kształt złotych róż na pochylone czoło.

A była tam, pośrodku nich, sierotka jedna mała

i słysząc to, co Chrystus rzekł, w te słowa się ozwała:

A ja nie będę, Panie, róść, bo na co to i komu?

Ojca i matki nie mam już, a także nie mam domu.

Bo Ojcem mu jest niebios Pan, a Matką – ziemia miła,

co go zbożami swoich pól jak mlekiem wykarmiła.

A domem – jest mu cały świat, bez granic i bez końca,

gdzie tylko sięgnie jego myśl, jak złoty promień słońca5.

Dziennikarze byli zaskoczeni.

Marianna Popiełuszko, nie zważając na dojmującą ciszę, nie speszona brakiem pytań, zaczęła snuć opowieść o swoim synu:

– Tutaj wychowywał się ksiądz Jerzy. Chcecie wiedzieć, jak go wychowywałam? Mówiłam mu: „Prościusieńko w niebo droga: kochać ludzi, kochać Boga. Kochaj sercem i czynami, będziesz w niebie z aniołami!”6.

W rozmowach z panią Marianną uderzające było, że zawsze używała oficjalnego zwrotu: ksiądz Jerzy. Nigdy „Jurek”. Ani: „mój syn” czy „moje dziecko”. I była w tym konsekwentna.

Dlaczego?

Może nie chciała inaczej mówić o świętym? Nawet jeśli miała świadomość, że jest jego matką i że opowiada o swoim synu?

Nie śmiałam jej nigdy o to zapytać.

„Bez Boga ani do proga”

W końcu ośmieleni już dziennikarze zaczęli zadawać pytania.

– Czy modli się pani do księdza Jerzego?

– Modlę się do Boga. Bo do Boga trzeba się modlić, nie do ludzi. Można jednak prosić innych o wstawiennictwo.

– Czy to wstawiennictwo jest skuteczne? Ksiądz Jerzy pomaga pani?

– Czy ja mogę wszystkim ogłaszać, jak on mi pomaga? Jak ktoś chce wiedzieć, czy ksiądz Jerzy pomaga, to niech się zacznie modlić za jego wstawiennictwem i wtedy się przekona.

– Kilka lat temu mówiła pani, że bardzo chciałaby doczekać chwili beatyfikacji księdza Jerzego. Ta chwila nadeszła, cieszy się pani?

– Ja zawsze się cieszę. Czy dobrze, czy źle, zawsze w życiu trzeba się cieszyć. Pan Bóg wie, co jest dla człowieka najlepsze. Taka widocznie była Jego wola, żebym doczekała beatyfikacji. To ważne, że ksiądz Jerzy trafił na ołtarze, bo „kto we łzach sieje, w radości żąć będzie”. We łzach odprawiałam go na tamten świat, a teraz w radości będę go spotykała…

– Jaki sens ma cierpienie?

– „Płacz na ziemi, płacz cichutko, niech cię słyszy tylko Bóg. On przy tobie jest bliziutko, łzy swe składaj Mu do stóp”. Każde cierpienie ma sens, jeśli je ofiarujesz Bogu. Wtedy ono jest nagrodą. A jeżeli cierpisz i przeklinasz, to wtedy nie ma nagrody. Wtedy człowiek nie ma zwycięstwa i ból jest większy.

– Co z przesłania syna uważa pani za najważniejsze?

– „Zło dobrem zwyciężaj”. Gdyby ludzie w życiu realizowali te słowa, to byliby lepsi. A jak sami się poprawimy, to i Polska się poprawi.

– Czy widziała pani, że ksiądz Jerzy pragnął świętości?

– Do świętości każdy jest stworzony, ale do Boga droga niełatwa. Do dołu szybko człowiek leci, a do góry zawsze trzeba wspinać się i wspinać.

Na zakończenie zaś Marianna Popiełuszko powiedziała:

– „Bez Boga to ni do proga”. Czuwajcie, by był razem z wami, bo gdzie jest Bóg i wiara, tam zwycięstwo będzie. Szczęść Boże!7

Po czym, podpierając się laską, zaczęła się kierować w stronę domu.

Tych kilka zdań wypowiedzianych przez Mariannę Popiełuszko wprawiło dziennikarzy w wielkie zdumienie. Zarówno ci, którzy z matką księdza Jerzego zetknęli się po raz pierwszy, jak i ci, którzy już z nią kiedyś rozmawiali, zgodnie przyznawali, że to niezwykła kobieta. Niezwykła w swej sile i prostocie, wierze i życiowej mądrości.

Przede wszystkim jednak spotkanie to pokazało wyraźnie, że była w tej rodzinie postacią szczególną. To matka wywarła największy wpływ na wychowanie i późniejszą postawę księdza Jerzego. Dominująca w rodzinie, kierowała całym domem i nadawała mu ton, tworzyła jego atmosferę. Władysław Popiełuszko, ojciec księdza Jerzego, pozostawał raczej w cieniu żony.

– Był cichy, spokojny, małomówny – charakteryzuje dziadka wnuczka Grażyna Siemion8.

W rodzinie uważano, że jest pod wieloma względami podobny do świętego Józefa. Tak jak on był dobrym gospodarzem, zaradnym człowiekiem, troszczył się o rodzinę, o gospodarstwo. Sam pracował w polu, jeździł na targi konne do Suchowoli.

Należy uznać, że ksiądz Jerzy został wychowany w kochającej się rodzinie, w której doznał wiele ciepła, serdeczności, nauczył się wrażliwości. Dzięki temu dobrze wiedział, czym są prawdziwe więzi rodzinne.

Rodzice

Marianna Popiełuszko, z domu Gniedziejko, pochodziła z Grodziska9, rocznik 192010 (do końca życia szczyciła się, że urodziła się w tym samym roku co papież Jan Paweł II).

On – Władysław Popiełuszko – był rodem z Okopów. Starszy od Marianny o dwanaście lat, rocznik 190811.

Poznali się na tak zwanych swatach, czyli dzięki staropolskiemu obyczajowi kojarzenia małżeństw.

Władysław przyjechał do Grodziska, by konkurować z dwoma innymi kawalerami o rękę Marianny.

– Zanim się z nim spotkałam, poszłam do kapliczki pomodlić się, prosiłam, żeby Matka Boża tak pokierowała, żebym wyszła za tego, za którego mam wyjść – opowiadała po latach pani Marianna. – Czułam, że to jest ten właściwy, i za niego wyszłam12.

Pobrali się jeszcze w czasie II wojny światowej, 25 lipca 1942 roku. Ślub wzięli w swoim wspólnym kościele parafialnym, który znajdował się w pobliskiej Suchowoli (ani w Grodzisku, ani w Okopach nie było bowiem kościoła). Wesele odbyło się tradycyjnie w domu panny młodej. Zgodnie ze zwyczajem goście bawili się hucznie do białego rana.

Po latach, zeznając w procesie beatyfikacyjnym, Marianna Popiełuszko stwierdziła o swym mężu:

„Jaki był – kochałam, jaki jest – kocham i jaki będzie – będę kochać, bo tak przysięgę złożyłam. I dobrze było”13.

I podkreślała:

Jak złożyłam przysięgę, to wiedziałam, że już tak musi być. Że nawet jak będzie ciężko, to będę kochać męża, jaki będzie. Bo małżeństwo to zawsze jest ciężar. To jest największy krzyż. Ale kto pójdzie swoją drogą, za swoim powołaniem, ten wytrwa. Ciężko każdemu, kto nie pójdzie swoją drogą14.

Związek małżeński obydwoje państwo młodzi potraktowali poważnie, jako sprawę na całe życie. Taki przekaz słyszał później w domu ksiądz Jerzy.

Zaraz po ślubie przyszła matka świętego sprowadziła się do domu męża, gdzie mieszkali też od lat inni członkowie rodziny Popiełuszków: rodzice Władysława, jego brat oraz ciotka, która była tercjarką. Była to więc rodzina wielopokoleniowa.

Podobnie zresztą było u Gniedziejków w Grodzisku. Chociaż obecnie dom stoi już pusty, to jednak kiedyś wraz z młodym pokoleniem mieszkał w nim dziadek księdza Jerzego – Kazimierz Gniedziejko (zmarł w 1960 roku) i babcia przyszłego kapłana – Marianna z domu Kalinowska (zmarła w roku 1978).

Trzeba też wspomnieć o związkach Popiełuszków ze świętym Rafałem Kalinowskim. Według przekazów rodzinnych ten powstaniec styczniowy i zesłaniec syberyjski był wujem stryjecznym matki księdza Jerzego. Został beatyfikowany przez Jana Pawła II w 1983 roku w Krakowie, a kanonizowany w 1991 roku w Rzymie15.

– Pamiętam, kiedy ksiądz Jerzy przyjechał do domu po beatyfikacji Rafała Kalinowskiego w 1983 roku, to już od progu krzyczał radośnie: „Mama, wiecie, że mamy świętego w rodzinie?!”16 – opowiadała pani Marianna.

Podlaski ród Gniedziejków był zresztą typowy dla tych doświadczonych przez historię okolic: polski, tradycyjny, przywiązany do wiary katolickiej.

– Wiara była tam twarda, w serce wbita każdemu, dziadom, pradziadom. Dzieci w domu uczyły się od rodziców pacierza, co niedziela jeździły z nimi furmanką do kościoła w Suchowoli. Tylko chory zostawał w domu17.

Rodzina Gniedziejków w 1960 roku podczas uroczystości poświęcenia nagrobka Kazimierza Gniedziejki, dziadka księdza Jerzego

archiwum ks. Kazimierza Gniedziejki

Rodzina Marianny i Władysława Popiełuszków utrzymywała się z pracy na siedemnastohektarowym gospodarstwie, które znajdowało się nieopodal domu w Okopach. Rodzice księdza Jerzego od pierwszych dni po ślubie musieli się mierzyć z ciężką pracą, starając się przetrwać trudny okres powojenny i czasy stalinowskie. Tak jak wszystkim Polakom, dawał im się we znaki proces „utrwalania władzy ludowej”. Nie cierpieli może biedy, ale kontyngent, czyli określona przez władze część płodów rolnych, którą każdy rolnik musiał przekazać po wojnie państwu, wyniszczał wieś i zmuszał do ograniczenia własnych potrzeb życiowych do minimum.

Marianna Popiełuszko:

„Ja i mąż jesteśmy od maleńka rolnikami. Należymy do ludzi niezamożnych, ale chleba nam nie brakowało. Mieliśmy kilkanaście hektarów ziemi, ale najgorszej klasy (V i VI klasa) oraz trochę pastwisk dla krów”18.

Ale mimo słabej ziemi Władysław Popiełuszko potrafił wyżywić rodzinę.

– Był zawsze pierwszym, który wykonał swe prace w polu, a później najmował się do pracy u sąsiadów. Słynął z pracowitości – opowiada Marek Popiełuszko19.

Ojciec księdza Jerzego zadziwiał rodzinę zaradnością. Na targach w Suchowoli sprzedawał żywność albo wymieniał się produktami. Dbał też o to, by mieć zawsze kilka koni więcej, niż potrzebował na gospodarstwie, na tak zwaną czarną godzinę. Kiedy brakowało pieniędzy, jednego konia mógł wtedy sprzedać.

Narodziny

O narodzinach Jerzego Popiełuszki pani Marianna opowiadała mi, gdy odwiedziłam ją przed laty w domu w Okopach. Siedziała w pokoju obok pożółkłego kaflowego pieca, na dębowym łóżku zaścielonym samodziałem, czyli kolorową narzutą.

– To tutaj przyszedł na świat ksiądz Jerzy. Zaczął się rodzić wieczorem, gdy poszłam do krów. Zdążyłam jednak wrócić na czas do mieszkania. Na szczęście była tu już moja mama, która akurat przyjechała, by odebrać poród. Wcześniej mówiłam jej, że jeżeli do niedzieli dziecko się nie urodzi, to w niedzielę już na pewno. I miałam rację. Ksiądz Jerzy urodził się właśnie w ten dzień, który zaplanowałam. Na ten dzień wyznaczyłam i tak się stało20.

Rodziła w domu, jak inne kobiety na wsi w tamtych czasach. Nie było to wydarzenie wyjątkowe. Kładła się na łóżko i dziecko przychodziło na świat. Proste. Zgodne z naturą.

W zeznaniach procesowych pani Marianna tak opisała te chwile:

Urodziłam go 14 września 1947 roku21. W domu rodzinnym w Okopach. Funkcję położnej pełniła moja mama a babcia księdza Jerzego – Marianna. Była to niedziela przed zachodem słońca, gdy doiłam krowy sprowadzone z pastwiska. Był to dzień Podwyższenia Krzyża Świętego22.

Zapamiętała, że było to święto kościelne.

Nie dlatego jednak modliła się, by zostać matką kapłana.

– Już wtedy, gdy nosiłam go w swym łonie, oddałam go na własność Matce Bożej – tłumaczyła mi. – Ale czy dlatego został księdzem? Czy mnie Pan Bóg wysłuchał, czy kogo innego, kto to wie? Modliłam się kiedyś, a było to w czasie ciąży, o łaskę powołania dla swego dziecka. Powiedziałam wtedy Panu Bogu, że jak będzie syn, żeby został kapłanem, a jeśli dziewczynka – zakonnicą. Ofiarowałam go jeszcze przed urodzeniem Panu Bogu i na jego śmierć patrzę w konsekwencji jako na swoją ofiarę. W życiu starałam się wszystkie doznane cierpienia ofiarowywać w intencji swoich dzieci23.

Imię od chrztu

Nowo narodzonemu chłopcu nadała imiona: Alfons Aleksander.

Alfons to imię pochodzenia germańskiego, zostało spopularyzowane w Polsce przez zakon redemptorystów, którego założycielem był znany święty Alfons Liguori, doktor Kościoła z XVIII wieku. Marianna czytała o nim w starych książkach i kalendarzach. Wiedziała, że był wielkim teologiem, ale przede wszystkim świętym kapłanem, który swe życie poświęcił całkowicie Bogu. Może dlatego postanowiła dać takie imię synowi? Teraz już tego nie pamięta. A może pomogła tradycja rodzinna, bo takie właśnie imię nosił brat Marianny Popiełuszko.

W każdym razie w rodzinnej parafii w Suchowoli w księdze chrztów widnieje zapis:

Roku 1947 dnia 16 września w suchowolskim rzymskokatolickim parafialnym kościele ksiądz Antoni Sawicki, wikariusz tego kościoła, ochrzcił imieniem Alfons niemowlę płci męskiej urodzone z małżonków ślubnych Władysława Popiełuszko i Marianny z Gniedziejków dnia 14 września 1947 roku we wsi Okopy parafii suchowolskiej. Trzymali do chrztu Alfons Kamiński i Marianna Lewkowicz24.

Przy tej chrzcielnicy, znajdującej się w parafii Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Suchowoli, Jerzy Popiełuszko został ochrzczony

Archiwum Archidiecezjalne Warszawskie

Marianna Popiełuszko mówiła o tym również w zeznaniach procesowych:

Syna we wtorek wziął mąż na wóz konny i razem z sąsiadami pojechał do kościoła, aby go ochrzcić. Ja nie byłam w kościele w czasie chrztu syna, ponieważ byłam wtedy osłabiona (trzy dni po porodzie) i w dodatku niewidoma. Wzrok odzyskałam w dzień po chrzcie syna. Było to w środę. Na chrzcie świętym Sługa Boży otrzymał imię Alfons. To imię wybrałam dla niego już w maju, przed narodzeniem, gdy z całą rodziną w domu urządziliśmy nabożeństwo majowe. Czytałam wtedy czytankę przeznaczoną do rozważań majowych, w której było opisane życie świętego Alfonsa Liguoriego. Syn tego imienia używał w latach młodzieńczych, w szkole średniej, w wojsku, a także w pierwszych latach seminarium. Mówiliśmy na niego zdrobniale: Alek i sam się tak podpisywał w różnych pismach i listach25.

Imię Alfons kojarzyło się jednak pejoratywnie, zwłaszcza w Polsce centralnej, gdzie tak określano sutenerów. Trudno więc się dziwić, że po latach, w czasie pobytu w seminarium duchownym w Warszawie, kleryk Popiełuszko imię Alfons formalnie zmieni w dokumentach na Jerzy26.

Rodzice przyjmą jego decyzję ze zrozumieniem.

– Tak chciał, taka była jego wola. Był przecież dorosły, mógł tak postąpić27.

Metryka chrztu Jerzego Popiełuszki (przed zmianą imienia: Alfonsa)

Archiwum Archidiecezjalne Warszawskie

W zeznaniach procesowych matka Popiełuszki także zwróci na to uwagę:

Imię na Jerzy zmienił przed święceniami kapłańskimi. Dokonał tego za pozwoleniem władz seminaryjnych w urzędzie powiatowym w Dąbrowie Białostockiej. Powodem zmiany imienia przez Sługę Bożego były złe skojarzenia, jakie łączyły się z tym imieniem w Polsce, zwłaszcza na Mazowszu. (…) Sługa Boży obawiał się, że imię Alfons może wzbudzać u młodzieży i innych wiernych skojarzenia, które nie licują ze stanem kapłańskim28.

Imię Jerzy natomiast miało wydźwięk pozytywny, było popularne zwłaszcza we wschodniej Polsce, prawdopodobnie z uwagi na wpływ Kościoła prawosławnego, który świętego Jerzego darzy sporym kultem.

Znamienna jest zbieżność życia księdza Popiełuszki z życiem jego patrona. Święty Jerzy bowiem był męczennikiem. Ikonografia przedstawia go jako dzielnego rycerza na koniu.

Powojenne realia

Należy wspomnieć, że narodziny Jerzego Popiełuszki przypadły na początki komunistycznego reżimu i sowietyzacji w Polsce pojałtańskiej. Prezydentem państwa był wówczas Bolesław Bierut, premierem Józef Cyrankiewicz.

W Kościele był to czas powoli nadchodzącego przełomu, urząd prymasa pełnił wprawdzie jeszcze kardynał August Hlond, jednak niewiele później, w 1948 roku, zastąpił go młody biskup lubelski Stefan Wyszyński. Także cieszący się ogromnym autorytetem krakowski metropolita Adam Sapieha był już wyniesiony do godności kardynalskiej i pełnił ważną rolę w Kościele.

Te wszystkie okoliczności znajdowały oddźwięk również w rodzinie Popiełuszków. W domu toczyły się rozmowy o bieżących sprawach społecznych i politycznych. Przedmiotem zainteresowania było też życie kościelne i religijne. W jego rozwój rodzice Jerzego chętnie się zresztą włączali. Cieszyli się, że trwała akurat w Suchowoli odbudowa parafialnego kościoła, pamiętali bowiem jego spalenie w czasie wojny. W 1947 roku nowym proboszczem został ksiądz Nikodem Zarzecki, znakomicie radzący sobie z pracami remontowymi (to pod jego okiem Jerzy Popiełuszko będzie później ministrantem; on też otworzy po latach w kościele pierwszą w okolicy ruchomą szopkę bożonarodzeniową).

Tak jak w całej Polsce, tak i w Suchowoli Polacy odczuwali skutki referendum ludowego i sfałszowanych wyborów do Sejmu oraz politykę nowej władzy ludowej, która prowadziła już wtedy otwartą walkę z Kościołem (w 1945 roku Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej zerwał konkordat z Watykanem), dążąc do rozdziału Kościoła od państwa i do ograniczenia jego praw oraz wpływu na życie Polaków29. Rozwijał się aparat represji, kierowany przez podległe sowieckiemu NKWD Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego. Trwała walka z podziemiem niepodległościowym, represje spotykały również duchownych.

W grudniu 1948 roku (Jerzy Popiełuszko skończył wtedy półtora roku) powstała komunistyczna Polska Zjednoczona Partia Robotnicza, która będzie dążyć do podporządkowania sobie wszystkich dziedzin życia, także kościelnego. Od 1950 roku istniał już Urząd do spraw Wyznań, zajmujący się represjami wobec Kościoła oraz dbający między innymi o ateizację szkół w Polsce.

Na ten temat ksiądz Popiełuszko napisze po latach w jednym z kazań: „Pomimo upaństwowienia szkoły ma ona służyć rodzinie i Narodowi, bo Naród kryje się w rodzinach. Szkoła musi być narodowa. Musi dawać dzieciom i młodzieży miłość do Ojczyzny i do kultury rodzimej. Szkoła musi się liczyć z Narodem, z jego wymaganiami, kulturą, obyczajowością i religią”30.

Jako kapłan będzie się odnosił do tych kwestii bardzo często.

Rodzeństwo i kasztanowe ludziki

Jerzy31 dorastał w trudnych warunkach. Zabudowania w wiosce były po wojnie spalone, w tym stodoła Popiełuszków. Dom nie był wykończony, w dwóch pokojach mieszkało osiem osób: rodzice, dziadkowie i czworo rodzeństwa.

Najstarsza siostra, Teresa, to rocznik 1943. Obecnie mieszka w Suchowoli. Starszy o dwa lata od Jerzego brat Józef urodził się w roku 1945. Teraz mieszka w Dąbrowie Białostockiej.

Gdy obaj bracia, Jurek i Józef, byli jeszcze małymi chłopcami, ścigali się na rowerach. A kiedy nieco podrośli, razem pracowali przy żniwach na polu.

Jerzy ze śmiechem powtarzał, że jest „trochę inny”, bo ma wyraźne znamię na klatce piersiowej. Józef i znamię, i to braterskie gadanie znał już na pamięć.

Miną lata i dorosły już Józef będzie musiał identyfikować zmasakrowane ciało brata – księdza Jerzego Popiełuszki. Uda się tylko dlatego, że rozpozna owo znamię.

Miną kolejne lata i Józef dozna łaski uzdrowienia, w jego przekonaniu – za wstawiennictwem brata.

Ich losy przedziwnie się splatają. Przenikają się, jakby obaj wciąż byli sobie nawzajem potrzebni.

Józef zapamiętał jeszcze jedno zdarzenie sprzed lat. Opowiadał o Jerzym:

Będąc w szkole podstawowej, wydłubywał w czasie przerwy otwór w kasztanie. Gwóźdź, którym się posługiwał, osunął się z kasztana i przebił mu dłoń. Z tą przebitą ręką i gwoździem poszedł do nauczycielki i pokazał, co mu się stało. Wcale wtedy nie płakał, mimo że trzeba było korzystać z pomocy lekarza32.

Te właśnie kasztanowe ludziki i to dziecięce przebicie ręki gwoździem będzie wspominał ksiądz Jerzy w ostatnich chwilach swego życia, tuż przed porwaniem, w drodze z Bydgoszczy do Warszawy33.

Dwuletnia siostrzyczka

W 1951 roku Jerzemu Popiełuszce urodziła się druga siostra, Jadwiga. Gdy miał sześć lat, niespełna dwuletnia dziewczynka umarła. Z tego okresu Jerzy musiał już zachować wyraźne wspomnienia. Takie przeżycie dla małego chłopca było zapewne poważną traumą.

Śmierć siostrzyczki nastąpiła w wigilię Bożego Narodzenia.

– Przed śmiercią Jadwisia poprosiła o kawałek opłatka, jakby przyjęła Komunię Świętą – opowiadała pani Marianna34.

Ksiądz Jerzy Popiełuszko wśród rodziny

Archiwum Archidiecezjalne Warszawskie

Janina Gniedziejko, krewna z Grodziska, wspominała:

– Cały dzień Jadwisia miała kaszel, chwilami aż się dusiła. Potem zaczęła płakać, mówiła, że chce do babci. I ojciec pojechał końmi po babcię. Gdy wjeżdżali na podwórko przy domu w Okopach, matka wyniosła na rękach małą Jadwisię. Była już martwa. Kilku minut zabrakło, by mogła zobaczyć przed śmiercią babcię35.

W rodzinnym albumie zachowało się zdjęcie ubranej na biało Jadwisi leżącej w otwartej maleńkiej trumnie, przy której zgromadzona jest cała rodzina. Mały Jurek także. Obecnie to zdjęcie znajduje się w Muzeum Błogosławionego Księdza Jerzego Popiełuszki w Warszawie.

Życie w rodzinie Popiełuszków musiało jednak toczyć się dalej. Matka wpajała dzieciom zasadę: „Co cię nie zabije, to cię wzmocni”. Mały Jurek słyszał wtedy od niej słowa: „Jeżeli mój krzyż taki, to ja go nie oddam nikomu, bo dostanę gorszy. Trzeba mieć wytrwałość i twardość. Gdzie Bóg prowadzi, tam wyprowadzi”36.

Wkrótce po tych tragicznych wydarzeniach, w 1954 roku, urodził się Stanisław, najmłodszy brat księdza Jerzego. To on przejął później całe gospodarstwo i do dziś mieszka w domu rodzinnym Popiełuszków w Okopach.

Pracowitość odziedziczył po ojcu

Dzieci dorastały w atmosferze wzajemnej miłości.

– Tata księdza Jerzego bezgranicznie kochał dzieci i żonę – wspomina Marek Popiełuszko, bratanek księdza. – To do niego się szło, gdy spotkała kogoś jakaś krzywda. Można było na nim polegać. Zawsze też miał przy sobie cukierki miętowe, którymi częstował dzieci37.

W rodzinie panuje przekonanie, że to właśnie po ojcu ksiądz Popiełuszko odziedziczył wielką miłość do ludzi i pracowitość. Władysław Popiełuszko powtarzał synowi: „Jeśli podejmiesz się jakiegoś zadania, wykonuj je najlepiej jak umiesz”.

Matka słynęła w domu z recytowania wierszy i pieśni, które znała jeszcze ze swego dzieciństwa. Jerzy umiał je na pamięć, przekazywała je bowiem swoim dzieciom. Jedną z nich zaczynała każdy nowy dzień:

Skoro tylko wstaję z rana, natychmiast wołam do Pana: Niechaj będzie pochwalony Jezus Chrystus uwielbiony!

A gdy suknię biorę na się, głos od serca zdobywa się: Niechaj będzie pochwalony Jezus Chrystus uwielbiony!

A gdy ja spotkam bliźniego, to najpierw mówię do niego: Niechaj będzie pochwalony Jezus Chrystus uwielbiony!

A gdy idę do kościoła, serce od radości woła: Niechaj będzie pochwalony Jezus Chrystus uwielbiony!38

Ukochany wnuczek

Od najmłodszych lat osobowość Jerzego formowali również dziadkowie. Przede wszystkim ci ze strony ojca: Teofila i Jan, z nimi bowiem mieszkał na stałe.

Dziadek słynął z tego, że był najlepszym śpiewakiem we wsi. To od niego chłopiec uczył się pieśni religijnych. Śpiewał je nie tylko w kościele, ale również w domach sąsiadów, gdy – zgodnie z kresową tradycją – wieś przez trzy dni żegnała swoich zmarłych.

Jerzy Popiełuszko był również emocjonalnie bardzo związany ze swoją babką macierzystą – Marianną Gniedziejko z domu Kalinowską. Cieszyła się ona poważaniem w całej rodzinie. Drobna, niewysoka, ciemnowłosa. Lekko pochylona, gdyż w młodości podczas prac polowych uszkodziła sobie kręgosłup. Mimo to przez całe życie dzielnie zajmowała się domem i dziećmi, zwłaszcza że jej mąż Kazimierz był nieustannie chory i nie mógł pomagać przy codziennych obowiązkach.

Babka Marianna była wyjątkowo pobożna.

– Do końca życia, mimo braku sił, dreptała codziennie do kościoła – wspomina drugi jej wnuk, ksiądz Kazimierz Gniedziejko, o jedenaście lat młodszy cioteczny brat Jerzego39.

Kiedy w Grodzisku budowano kościół i nie było jeszcze plebanii, to właśnie ona gościła w domu księdza.

Troszczyła się bardzo o swych wnuków.

– Jurka kochała chyba najbardziej, była w niego wpatrzona i dumna z niego – opowiadała Adela Gniedziejko, krewna z Grodziska40.

Popiełuszko odwzajemniał tę miłość. Gdy ktoś z Okopów jechał do Grodziska, chłopak wskakiwał na furmankę, by odwiedzić babcię. Lubił u niej przebywać. Chętnie też przeglądał pisma religijne, które trzymała w domu. To właśnie u babci mały Jurek znalazł kiedyś „Rycerza Niepokalanej”41.

– Złożył te numery w stosik i wciąż je przeglądał. Od tamtej pory dużo mówił o ojcu Maksymilianie Kolbem. To był dla niego wzór – wspominała Marianna Popiełuszko42.

Nic więc dziwnego, że jako ksiądz będzie mówił o nim później w kazaniach: „Czy ojciec Maksymilian Kolbe przegrał w bunkrze głodowym w Oświęcimiu? Zmarły kardynał Wyszyński powiedział, że właśnie on wygrał II wojnę światową, bo od nienawiści mocniejsza była miłość”43.

Adam Woronowicz, aktor grający rolę księdza Jerzego w filmie fabularnym Popiełuszko, opowiadał, że kiedy podczas zdjęć do filmu przebywał z ekipą w Grodzisku, na strychu domu leżały jeszcze numery „Rycerza Niepokalanej”, które czytał w dzieciństwie ksiądz Jerzy44.

Marianna Gniedziejko, ukochana babcia księdza Jerzego, którą chętnie odwiedzał w Grodzisku

Archiwum Archidiecezjalne Warszawskie

Praca i modlitwa

Przyszłego kapłana musiały też z pewnością kształtować opowieści matki o tradycjach religijnych jej domu rodzinnego. Wraz ze swoją matką pani Marianna należała bowiem do parafialnego Bractwa Straży Honorowej Najświętszego Serca Pana Jezusa. Brała udział w procesjach organizowanych na Boże Ciało oraz, zgodnie z podlaską tradycją, na święto Chrystusa Króla. Już jako mała dziewczynka znała na pamięć Godzinki, które jej matka śpiewała w domu podczas gotowania. A także inne pieśni, wśród nich: Najsłodszy Jezu albo Matko nas grzesznych. Ojciec Marianny natomiast rano śpiewał cały Różaniec. Później ona te zwyczaje przejęła i kultywowała w swojej rodzinie.

Matka księdza Jerzego często opowiadała też swoim dzieciom o tym, jak rodzice zabierali ją na pielgrzymki do salezjańskiego sanktuarium maryjnego w Różanymstoku. Tam była jej „ulubiona Matka Boża”. Dlaczego ulubiona? Bo najbliższa, jak mówiła.

– W czasie odpustu na Wniebowzięcie Matki Bożej wujek kupił mi tam koguta z cukru45 – dzieliła się dziecięcymi wrażeniami ze swoim synem.

Ksiądz Jerzy znał też z rodzinnych przekazów opowieści o święceniu pól przed żniwami. Sam lubił zresztą obserwować, jak jego dziadkowie w Grodzisku śpiewali w polu Różaniec, a potem, wraz z innymi mieszkańcami, szli w procesji przez całą wieś, by na koniec odmówić Litanię do wszystkich świętych. Stanowiło to chwile wyjątkowe także dla małego dziecka.

Pierwsze seminarium

Kapliczka. Mała, pełna świeżych kwiatów, plastikowych figurek. Obowiązkowo musiała być w domu Popiełuszków w Okopach.

Stała w pokoju, do którego wchodziło się prosto z sieni. Przy oknie. Była jak mały domowy ołtarz. Pośrodku królowała biała figurka Matki Bożej. Na ścianie obok w brązowych ramach wisiał obraz Pana Jezusa.

To w tym miejscu cała rodzina Popiełuszków gromadziła się codziennie na wspólną modlitwę.

Był to stały rytuał. W każdą środę dzieci głośno wypowiadały wezwania do Matki Bożej Nieustającej Pomocy. W piątki – do Serca Pana Jezusa. W soboty – do Matki Bożej Częstochowskiej.

Przez cały maj, dzień w dzień, cała rodzina odmawiała wspólnie Litanię loretańską.

W październiku – kolejne tajemnice Różańca.

A potem, po święceniach Jerzego, w lipcu będą odmawiać Litanię do Najświętszej Krwi Chrystusa.

– O tym, że tę modlitwę odmawia się w lipcu, powiedział mi ksiądz Jerzy, gdy był już kapłanem. Dlaczego akurat krew Chrystusa była dla niego ważna…? – zastanawiała się pani Marianna46.

Dopiero po męczeńskiej śmierci księdza Jerzego dopatrzy się związku tej litanii z życiem jej syna.

– Pierwsze wskazówki i pierwsze seminarium to on miał w domu. A co było w nim dobrego, to łaska Boża. Ale widziałam, że on sam siebie pilnował. Pan Jezus był dla niego ważny47 – podkreślała.

Także w zeznaniach procesowych mówiła o pobożności Jerzego:

Do sakramentów świętych: spowiedzi i Komunii przystępował, ale nie mogę powiedzieć, jak było to często. W tamtych czasach nie było zachęty, żeby przystępować do Komunii św. codziennie i w niedzielę. Do Komunii św. przystępowaliśmy przez jakiś czas po odbytej spowiedzi. Nie przypominam sobie, kiedy zaczął obchodzić pierwsze piątki miesiąca. Było w nim jednak pragnienie kapłaństwa. W okresie młodzieńczym, gdy wyrósł z wieku dziecięcego, modlił się sam. Modlił się zawsze rano i wieczorem. Mieliśmy i mamy w domu taki zwyczaj, że klękamy do pacierza zaraz po przebudzeniu się, a potem przed spaniem. Jerzy robił to zawsze48.

Stanisław Popiełuszko:

„Wszystkie dzieci, zachęcone przez mamę, odprawiły praktykę dziewięciu pierwszych piątków miesiąca”49.

Jerzy przystępował wtedy do spowiedzi i do komunii. Odprawił też pierwsze czwartki, soboty i dwanaście pierwszych kolejnych niedziel miesiąca. Taka była rodzinna tradycja.

W rytmie wiary

W rodzinie Popiełuszków wiara była czymś zupełnie naturalnym. Przeplatała się z codziennym życiem, wpisywała się w rytm dni, tygodni i lat, stanowiąc nierozdzielny element całości. Bo przecież najważniejsze w życiu – jak tłumaczyła pani Marianna – to dać dzieciom Boga.

Nawet domowe menu matka dostosowywała do rytmu religinego i trzy razy w tygodniu: w środy, piątki i soboty, gotowała rodzinie postne posiłki. Sama też dawała im czytelny przykład, nie jedząc w te dni pokarmów mięsnych.

– Człowiek od dziecka musi wiedzieć, że w życiu potrzebne są wyrzeczenia, że nie wszystko jest tak, jak chcesz 50.

Mały Popiełuszko widział, że wiara stanowiła integralną część codziennego życia w domu. Nawet gdy we wsi żegnano zmarłych, Marianna Popiełuszko uczyła dzieci, by uczestniczyły w ceremonii pogrzebowej. Słuchały więc pieśni i oficjum za zmarłych, które zgodnie z miejscową tradycją przez trzy dni ludzie śpiewali w domu przy otwartej trumnie.

– Dzieci musiały wiedzieć, że i życie, i śmierć to dary Boże.

Jakże prosty był ten sposób myślenia: życie na ziemi wiąże się przecież z życiem wiecznym. Jest z nim ściśle splecione. A wszystko, co się dzieje, pochodzi od Boga. I nie trzeba wcale wszystkiego rozumieć.

– Po co więc dzieci chować pod kloszem, żeby nie wiedziały, jaki jest porządek zgodny z prawami natury?51

Panował też w Okopach zwyczaj, że rok po czyjejś śmierci rodzina zmarłego urządzała obchody rocznicy. Rano w kościele odprawiano nabożeństwo żałobne za spokój duszy zmarłego, a wieczorem w domu śpiewano Różaniec. Pani Marianna uczestniczyła w tym w pierwszej kolejności.

Ksiądz Jerzy jako dziecko to wszystko obserwował. Modlił się razem z innymi, nawet gdy nie wszystko jeszcze rozumiał.

Widział życie i śmierć.

Środowisko rodzinne księdza Popiełuszki, zupełnie jak Reymontowskie Lipce52, żyło w rytm świąt kościelnych. Obchodzono je ściśle według tradycji i zwyczajów religijnych. Na Wielkanoc więc obowiązkowo przygotowywano święconkę. Ksiądz proboszcz z parafii przyjeżdżał i święcił pokarmy. Odbywało się to albo u Popiełuszków, albo w domu sąsiadów. Wraz z upływem lat zwyczaj przeniósł się na stałe do wiejskiej kapliczki, gdzie zbierali się wszyscy mieszkańcy Okopów.

– Po poświęceniu pokarmów braliśmy ugotowane i pomalowane jajka do ręki i uderzaliśmy jedno o drugie – opowiada ksiądz Kazimierz Gniedziejko, współuczestnik dziecięcych zabaw. – Zwyciężał ten, którego jajko pozostało całe. Było przy tym dużo śmiechu. Potem razem staczaliśmy te jajka po pagórku53.

Do Wielkanocy trzeba było się dobrze przygotować przez cały okres wielkiego postu. Nie do pomyślenia było, by dzieci Popiełuszków nie brały udziału w piątkowych nabożeństwach drogi krzyżowej albo w niedzielnych gorzkich żalach.

Podobnie inne święta trzeba było obchodzić starannie.

Zachowała się na przykład opowieść o tym, że Jerzy lubił przynosić z kościoła do domu świecę w święto Matki Bożej Gromnicznej. I że rodzice przechowywali gromnicę potem przez cały rok, a w czasie burzy, często nocą, zapalali ją i stawiali w oknie, by modlić się o Bożą ochronę dla mieszkańców przed piorunami.

Czy mały Jurek też miał siłę modlić się nocą przy zapalonej gromnicy?

– Modlitwa wymaga chęci, nie siły. Jak tylko chcesz, to zawsze i wszędzie możesz się modlić – mówiła Marianna Popiełuszko54.

To ona strzegła rodzinnych tradycji i religijnych zwyczajów. Na Boże Narodzenie szykowała w domu wieczerzę wigilijną. Zaczynała ją modlitwą do Dzieciątka Jezus w intencji nieżyjącej córeczki Jadwisi oraz innych zmarłych z rodziny. Potem wszyscy całowali krzyż i dopiero mogli podzielić się wigilijnym opłatkiem. W końcu siadali przy dużym, prostokątnym stole, który stał na środku pokoju.

Na stole stało puste nakrycie. Pod biały obrus wkładano siano. Pierwszą potrawą była u Popiełuszków kresowa kutia z jęczmienia. Ksiądz Jerzy miał przez całe życie sentyment do tej kutii przyrządzanej przez matkę. Nigdy już potem podobnej nie jadł.

Tradycją domu było, że w Wigilię w rogu izby stał worek z sianem dla zwierząt. Po wieczerzy ojciec rodziny Władysław Popiełuszko obdzielał nim konie i krowy.

Świąteczna choinka w domu była zawsze prawdziwa. Nie pod nią leżały jednak upominki. Rodzice kładli je dzieciom pod poduszki. Najczęściej były to symboliczne drobiazgi, czasem owoce albo słodycze. Zdarzało się jednak, że prezenty były oryginalne.

Kiedyś pani Marianna dowiedziała się, że miejscowy ksiądz wikariusz ma ciekawe przezrocza o życiu świętych. Postanowiła je od niego pożyczyć, by sprawić dzieciom radość na święta. Pamiętała, że Jerzy bardzo się z nich ucieszył. Powiesił w kuchni prześcieradło i wyświetlał je raz po raz.

To był ważny etap w życiu księdza Jerzego.

Bez wątpienia wzrastał w rodzinie rozumianej jako „Kościół domowy”, opartej na tradycyjnej pobożności ludowej. Stąd w duchowości księdza Jerzego Popiełuszki na próżno szukać wielkich mistyków, którzy byliby dla niego szczególnym przykładem, wzorem do naśladowania, motorem sprawczym postępowania. Jego prosta pobożność skoncentrowana była przede wszystkim na Maryi jako matce, opiekunce i orędowniczce. To Ona wywarła najważniejszą rolę w kształtowaniu jego religijności. Maryjność jest pierwszym i zasadniczym rysem duchowości młodego Popiełuszki.

Pobożność Jerzego nie była jednak płytka, ale bardzo żywa i pogłębiona. Religia była dla niego nie tylko „systemem wierzeń i praktyk”, lecz „jednym z głównych wyznaczników stylu życia”55.

Rodzinne tradycje patriotyczne

Nieprzypadkowo ksiądz Jerzy był w dorosłym życiu tak wrażliwy na tradycje patriotyczne. Cała jego rodzina słynęła z bezkompromisowego oporu wobec ustroju komunistycznego. Chociaż ksiądz Gniedziejko jest zdania, że słowo „słynęła” jest w tym wypadku trochę na wyrost. W Okopach niebezpieczeństwo kolektywizacji było takie jak wszędzie, a ludzie patrzyli niechętnie na ustrój socjalistyczny przyniesiony na karabinach Armii Czerwonej. Wielu mężczyzn w tych stronach w czasie wojny walczyło w Armii Krajowej. Wśród nich był Alfons Gniedziejko, wspomniany brat mamy księdza Jerzego, ważna postać w rodzinie: nieprzeciętnie zdolny, przy tym ambitny i pracowity. Działał w partyzantce, był porucznikiem Armii Krajowej. Uważał, że przetrwać wojnę to za mało, zaangażował się więc w akcję odbicia aresztowanego i okrutnie torturowanego towarzysza broni z Armii Krajowej. W 1945 roku sam zginął z rąk sowieckich. Miał dwadzieścia jeden lat.

– Ksiądz Jerzy dobrze znał tę historię. Z pewnością musiała być później dla niego wzorem – uważa ksiądz Gniedziejko56.

W domach Popiełuszków i Gniedziejków często rozmawiano o historii. Dobrą okazję stanowiły długie zimowe wieczory albo też latem wspólne prace w polu. W ten sposób od najmłodszych lat Popiełuszko dowiadywał się na przykład o sowieckiej agresji na Polskę z 17 września 1939 roku albo o dzielnych powstańcach warszawskich.

Miłości do Polski uczył się również na dziełach klasyki literackiej.

Stryj księdza Jerzego Alfons Gniedziejko (z lewej) wraz z kolegą z Armii Krajowej

archiwum ks. Kazimierza Gniedziejki

Warto przytoczyć fragmenty utworu Stanisława Bełzy Dawni królowie tej ziemi, który z pamięci deklamowała Marianna Popiełuszko, gdyż to pozwala zrozumieć, w jakiej atmosferze dorastał ksiądz Jerzy.

Spójrz na twe dzieje małe pacholę,

Spójrz na twą przeszłość odwieczną,

A duma błyśnie na twoim czole

Jakąś jasnością słoneczną.

Wzrok się twój dziwnym blaskiem rozświeci, myśl

spoważnieje od młodu,

Gdy długi szereg zgasłych stuleci

i chwałę ujrzysz

narodu. (…)

Takie to dzieje, takie przykłady są twoją dawną

spuścizną:

Te Lechy, Piasty – to twe naddziady, a kraj ten jest

twą Ojczyzną!

A któreż dziecko nie będzie rade

ujrzeć swą matkę jedyną?

Więc miłość Polski na pierś ci kładę, jak twój

talizman, dziecino!

Patrz, miłość owa, co budzi dreszcze i w młode

puka serduszko,

Zrodziła takie męże i wieszcze, jak nasz Mickiewicz,

Kościuszko.

Ona wydała wielkich hetmanów i mężów sławnych

bez liku,

Takich Czarnieckich, Czackich, Rejtanów,

Śniadeckich przy Koperniku.

Niechże ten promień świętej miłości, który

przyświecał tak wielu,

I twemu życiu drogę uprości, i niech cię wiedzie

do celu.

Jeśli o takich postaciach jak Czarniecki, Rejtan, Śniadecki czy Kopernik słuchał cały dom w Okopach, to tam Polska nigdy nie zginęła. Te lektury prowadziły Jerzego Popiełuszkę w świat. Patriotyczna atmosfera rozbudziła we wrażliwym chłopaku zainteresowania historyczne. Rodzinne środowisko nauczyło go reguł, które przyczynią się do podejmowania w przyszłości określonych działań. To wszystko mocno zaowocuje, gdy Jerzy zostanie księdzem, i znajdzie odzwierciedlenie w treści jego kazań.

Suchowola – mała ojczyzna

Z rodzinnym gniazdem łączyły go silne więzy emocjonalne. Jerzy nie zapomni o rodzinie, gdy wyjedzie do Warszawy i wstąpi do seminarium. Jako kleryk na wszystkie święta będzie przyjeżdżał do Okopów, tu spędzał ferie i wakacje.

Czasu dla rodziny będzie miał zdecydowanie mniej, gdy zostanie już księdzem. Ale będzie się starał. Za każdym razem pojedzie też do Grodziska odwiedzić babcię Mariannę.

Pewnego razu podczas takiej krótkiej wizyty poprosi o drewniany krzyż, który wisiał w domu w Grodzisku nad drzwiami. Będzie chciał go koniecznie mieć ze sobą w Warszawie jako pamiątkę z rodzinnego domu swej matki.

Wielką wagę będzie później przywiązywał do różnego rodzaju pamiątek, które otrzymywał od ludzi i których w swym księżowskim mieszkaniu miał zwykle bardzo wiele (można je dziś obejrzeć w poświęconym mu muzeum w Warszawie).

Dzieciństwo księdza Popiełuszki przypadło na lata pięćdziesiąte XX wieku. W Polsce trwał proces utrwalania władzy ludowej. Komuniści krok po kroku zdecydowanie przejmowali władzę w kraju, eliminując wszelką opozycję. Były to najgorsze czasy terroru stalinowskiego57. W tym okresie Popiełuszkom, jak wszystkim po wojnie, w dobie głębokiego kryzysu gospodarczego i realizowania planu trzyletniego58, żyło się ciężko. W pracy na roli pomagały dzieci, od małego przysposabiane do polowych robót. Zbierały ziemniaki, zwoziły zboże przy żniwach, wyprowadzały krowy na pole.

Mały Jurek pracował jednak najmniej ze wszystkich. Pewnie dlatego, że był kruchy, szczupły, nie miał zbyt wiele siły. Ale też najprawdopodobniej i z tego powodu, że nie garnął się do tego zajęcia. Od najmłodszych lat, bardziej niż praca w polu, fascynowały go książki. Lubił spędzać czas w szkolnej czytelni w Suchowoli.

„Nasza mama, żeby kupić dzieciom książki i zeszyty, musiała chodzić do Suchowoli i sprzedawała podstawowe produkty rolne, a uzbierane pieniądze przeznaczała na najpotrzebniejsze rzeczy. Była bieda” – wspominał po latach Stanisław Popiełuszko59.

Dzieciństwo i młodość Jerzego związane są nie tylko z Okopami, ale i z Suchowolą. To była jego mała ojczyzna. Tam dojrzewał, uczył się rozumieć i pojmować świat: uczęszczał do szkoły podstawowej, potem do średniej, tam zdał maturę, tam chodził do kościoła. W Suchowoli mieszkała też jego siostra Teresa, u której dość często bywał.

Chcąc lepiej poznać życie księdza Jerzego, trzeba więc poznać atmosferę i tego miejsca, zgłębić jego historię i tradycję.

Suchowola jest uważana za geograficzny środek Europy. W 1775 roku astrolog i kartograf królewski Szymon Antoni Sobiekrajski obliczył, że tu właśnie krzyżują się linie przecinające wzdłuż i wszerz kontynent europejski, łączące najdalsze punkty Europy60. Obecnie przypomina o tym ogromny głaz narzutowy umieszczony w centralnie położonym parku miejskim. Na kamieniu wyryto herb Suchowoli z napisem: „Środek Europy”.

Prawa miejskie nadał tej starej królewskiej wsi król Stanisław August w 1777 roku. Przed II wojną światową stanowiła prężny ośrodek handlowy i usługowy. Rozwijały się sklepy, kwitł handel zbożem. Podstawowym zajęciem mieszkańców było rolnictwo. Oprócz Polaków od pokoleń zamieszkiwali tu Tatarzy, także napływowi Żydzi. Słynne na całą okolicę stały się targi końskie: rolnicy mieszkający w promieniu trzydziestu kilometrów zjeżdżali się do Suchowoli, by kupić lub sprzedać konie.

Głaz w parku miejskim w Suchowoli wskazujący geograficzny środek Europy

Ośrodek Dokumentacji Życia i Kultu Błogosławionego Księdza Jerzego Popiełuszki

We wrześniu 1939 roku do Suchowoli wkroczyli Rosjanie. Powołali swoje władze okupacyjne, zmienili program nauczania w szkołach, zakazali nauki religii. Inteligencję wywożono na Wschód, mężczyzn wcielano do Armii Czerwonej.

Po upływie dwóch lat, w czerwcu 1941 roku, miejscowość zajęli Niemcy, którzy okupowali ją przez kolejne trzy lata, dopóki wschodni front nie wypchnął ich znowu na Zachód61.

Po wojnie rozpoczęła się odbudowa miasta. Rozległy rynek został częściowo zagospodarowany, ale targi nie miały już tego wymiaru co dawniej, a życie stało się jakieś szare. Miasteczko nie mogło jednak stracić na znaczeniu, chociażby ze względu na swe położenie i trasę Suwałki – Augustów – Białystok.

Parafialny kościół

W samym suchowolskim rynku znajduje się kościół parafialny Popiełuszków pod wezwaniem Świętych Apostołów Piotra i Pawła. Zabytkowy, zbudowany w stylu klasycystycznym, zniszczony w czasie II wojny światowej (wtedy też przepadło archiwum parafialne: metryki chrztów, akty ślubów, księgi zgonów).

W 1945 roku zaczęła się odbudowa świątyni, przystąpiono także do renowacji zniszczonego wybuchami obrazu Matki Bożej Ostrobramskiej. Tego samego, przed którym modlił się w dzieciństwie mały Jerzy.

Obecnie w kościele znajdują się relikwie księdza męczennika, a tuż przy wejściu jest usytuowany jego pomnik, który w 1990 roku stanął dzięki staraniom Anny Walentynowicz62. Widnieje na nim inskrypcja ze słowami Jana Pawła II:

Niech ta śmierć będzie źródłem nowego życia. Śp. ksiądz Jerzy Popiełuszko. Urodzony 14 września 1947 w Okopach, parafia Suchowola. 19 X 1984 ZAMORDOWANY.

Przed kościołem, po lewej stronie widoczne są dwa złączone ze sobą symboliczne groby.

Na pierwszym wyryty jest napis:

Ks. Jerzy Popiełuszko, Syn Ziemi Białostockiej, bestialsko zamordowany przez funkcjonariuszy MSW dn. 19 X 1984 roku63.

Drugi to grób księdza Stanisława Suchowolca64, który był wikariuszem w Suchowoli, a po śmierci księdza Jerzego opiekował się jego rodzicami i organizował wyjazdy do Warszawy na odprawiane nadal Msze za Ojczyznę; utworzył też na plebanii w swojej parafii izbę pamięci poświęconą księdzu Jerzemu. „Zgromadził tam pamiątki, jakie pozostały po Księdzu, i związane z jego osobą. Część zasobów stanowiła darowizna rodziny, a część współpracowników, kolegów, podopiecznych księdza, i wszystkich tych, którym idee księdza były bliskie”65. Ksiądz Suchowolec otrzymywał wówczas anonimy z pogróżkami: „Zdechniesz jak Popiełuszko”. Wciąż był śledzony, kiedyś uszkodzono mu hamulce w samochodzie, kilkakrotnie napadnięto go i pobito. W końcu, w styczniu 1989 roku, zginął w tajemniczych okolicznościach66.

W Izbie Pamięci ks. Jerzego Popiełuszki, naprzeciw kościoła, przechowywane są dziś pamiątki po kapłanie męczenniku, dokumenty z lat szkolnych, zdjęcia. Jest na przykład legitymacja szkolna, notatki, jego ostatni kalendarz oraz poduszka, którą włożono mu pod głowę przed złożeniem do trumny. Po tej ekspozycji księża oprowadzają dzisiaj pielgrzymów przybywających do Suchowoli w poszukiwaniu śladów życia księdza Jerzego.

Rodzina Popiełuszków była mocno związana ze swoją suchowolską parafią. Szczególną więź jednak odczuwał mały Jurek. Może w tej świątyni usłyszał pierwsze wezwanie do kapłaństwa? Tego dokładnie nikt nie wie. Ani w Zapiskach…67, ani w rozmowach z rodziną czy z kolegami nie wspominał nigdy o chwili, kiedy poczuł powołanie.

Pierwsza Komunia

W tym parafialnym kościele w maju 1956 roku, czyli w tym samym czasie, kiedy prymas Wyszyński pisał w więzieniu Jasnogórskie śluby narodu, Jerzy Popiełuszko przyjął Pierwszą Komunię Świętą.

W domu w Okopach zachowało się zdjęcie, na którym chłopiec klęczy między rodzicami, w białej koszuli, ze złożonymi rękami. Poważny, skupiony, twarz ma pogodną, duże oczy ciekawe świata.

To matka zadbała, by ta fotografia ocalała.

– Takie pamiątki są ważne na całe życie – uważała.

W zeznaniach procesowych opowiadała:

Do pierwszej spowiedzi świętej i I Komunii przygotowywał się w kościele parafialnym, bo wtedy nie było religii w szkole. Jerzy musiał być jednym ze zdolniejszych w grupie, ponieważ zdarzało się, że zastępował siostrę zakonną w nauczaniu kolegów i koleżanek katechizmu68.

Odtąd bardzo polubił swój kościół. Chętnie do niego zachodził przed lekcjami, choćby tylko na jedną „zdrowaśkę”, albo po prostu klęczał i się modlił.

Systematycznie też brał udział w lekcjach religii prowadzonych w parafialnej zakrystii. Uczył się tam prawd wiary, poznawał bohaterów biblijnych i życiorysy świętych, którymi później tak bardzo się fascynował, również jako ksiądz.

– Nie było podręczników, nie mieliśmy zeszytów, ale ksiądz prowadził wykłady naprawdę na wysokim poziomie – opowiada ksiądz Zygmunt Wirkowski69, dawny kolega Popiełuszki ze szkoły i z lekcji religii.

Jerzy lubił swego katechetę, chętnie słuchał jego kazań w czasie rekolekcji dla uczniów, jak również kazań na mszy świętej niedzielnej o dziewiątej, na którą chłopak przyjeżdżał zwykle sam, rowerem. Czasami jednak wraz z rodzicami i rodzeństwem uczestniczył w tak zwanej sumie odprawianej w południe przez proboszcza dla wszystkich parafian.

Niekiedy ojciec zawoził całą rodzinę Popiełuszków do kościoła furmanką. Jednak, jak wynikało z opowieści pani Marianny, nie zawsze było to udogodnienie:

– Z końmi to tylko był kłopot. Konie trzeba było oporządzić, przygotować, siana im naszykować, a nie zawsze był na to czas. A pieszo kiedy chciał, to poszedł. Gdy zresztą szłam pieszo, to po drodze akurat zdążałam Różaniec odmówić70.

Marianna Popiełuszko, jak opowiadała, „drogę mierzyła Różańcem”. Bo zawsze, kiedy gdzieś szła albo skądś wracała, odmawiała kolejne „zdrowaśki”.

– Różaniec pomaga trzymać się tego, co wyznaczone – tłumaczyła dzieciom swoje motywy71.

W Eucharystii młody Popiełuszko brał udział nie tylko w każdą niedzielę, ale również w dni powszednie. To go wyróżniało spośród pozostałych uczniów.

– Tak było od pierwszej klasy podstawówki aż do ostatniej liceum. Nieważne, jaka była pora roku, deszcz czy mróz. Codziennie wstawał o piątej, ubierał się, jadł śniadanie i przedzierał się polnymi i leśnymi drogami, by na siódmą zdążyć do kościoła. I nigdy nie narzekał, że jest zmęczony. W ogóle na nic nie narzekał. Takie to było dziecko – wspominała Marianna Popiełuszko72.

Ta gorliwość już wtedy zadziwiała rodzinę. Nie było to przecież typowe zachowanie małego chłopca. A trzeba pamiętać, że całą drogę z Okopów do Suchowoli chłopiec przemierzał pieszo; szedł pięć kilometrów przez las, tą samą drogą, którą obecnie mieszkańcy wioski dojeżdżają do kościoła wyłącznie samochodami. Widać zatem, jak wielką miał determinację i jak mocny charakter.

Skąd czerpał wzór takiej pobożności?

– Co widział w domu, to sam robił. Jakie ziarno zasiejesz, takie plony zbierasz – twierdziła lapidarnie matka73.

Ministrant

Po I Komunii św. został ministrantem i był nim aż do wstąpienia do seminarium. Jako ministrant wyróżniał się w gorliwości. (…) zajął pierwsze miejsce za ilość wysłuchanych Mszy św. Dostał wtedy nagrodę: łyżwy i śpiewnik z pieśniami kościelnymi. Łyżwy do tej pory przechowuję jako pamiątkę po Jurku

– mówiła Marianna Popiełuszko o swym synu w procesie beatyfikacyjnym74.

Ze względu na dużą odległość wsi od kościoła był jedynym ministrantem w całych Okopach. Marianna Popiełuszko chętnie opowiadała, że marzył o długiej komży. Tymczasem komżę miał krótką.

– Takimi sprawami to dziecko żyło! – mówiła matka.

W grupie ministrantów był z Jerzym między innymi Sylwester Sienkiewicz, dziś kapłan. Nie pamięta jednak żadnych szczegółów z tamtego okresu. Podobnie jak inny z kolegów, ksiądz Józef Wiśniewski, w latach 1988–1999 proboszcz parafii w Suchowoli75.

– Było zwyczajnie, jak to wśród młodzieńców, którzy musieli w czasie mszy świętej uważać, kiedy zadzwonić dzwonkiem, a kiedy podać księdzu wodę do wina. Byliśmy tym zafascynowani76 – wspomina.

Grupa ministrantów była zgrana, chłopcy grali razem w piłkę, spotykali się przy ogniskach, wspólnie czytali po lekcjach książki. Jurek Popiełuszko także.

– Kto z nas by wtedy pomyślał, że będzie on męczennikiem? – pyta retorycznie ksiądz Wiśniewski.

Cały czas, gdy myśli o księdzu Popiełuszce, ma przed oczami zwyczajnego chłopaka, który żył normalnie, tak jak jego koledzy.

W zeznaniach procesowych matka tak wspominała religijność Jerzego jako małego chłopca:

Czas poza szkołą spędzał w domu rodzinnym i już wtedy zauważyłam u niego objawy powołania do kapłaństwa. Stół w domu przebudowywał na ołtarz. Ustawiał na nim swoje obrazki, a nawet usiłował skonstruować kadzielnicę. Chętnie uczestniczył w naszych domowych modlitwach. Zarówno on, jak i pozostałe nasze dzieci nie były do tego przymuszane77.

Podobną tendencję wskazywał w zeznaniach brat księdza Jerzego Józef Popiełuszko:

„Gdy razem z nim pasaliśmy krowy i bawiliśmy się jako dzieci, Jerzy budował sobie ołtarze i próbował przy nich odprawiać nabożeństwa. Miał wtedy około pięciu lat, bo jeszcze do szkoły nie chodził”78.

Imię od bierzmowania

W swym parafialnym kościele przyjął także sakrament bierzmowania z rąk biskupa Władysława Suszyńskiego. Wybrał sobie imię Kazimierz. Prawdopodobnie po dziadku ze strony matki, Kazimierzu Gniedziejce – mówią w rodzinie.

– Ale też być może dlatego, że święty Kazimierz był patronem archidiecezji wileńskiej, do której należała kiedyś nasza parafia w Suchowoli – precyzowała matka księdza Popiełuszki.

Istotnie przed II wojną światową Suchowola znajdowała się na terenie archidiecezji wileńskiej. A i po wojnie należała do zachodniej części tej archidiecezji, która znalazła się w granicach Polski, i oficjalnie nosiła nazwę „administracja apostolska archidiecezji wileńskiej w Białymstoku” (dopiero w 1991 roku z administracji w Białymstoku utworzono diecezję białostocką).

Tak czy inaczej, nie zachowały się żadne świadectwa, które mogłyby rozstrzygnąć motywacje wyboru przez Popiełuszkę imienia do bierzmowania.

Przystąpienie Jerzego Popiełuszki do Pierwszej Komunii i przyjęcie przez niego bierzmowania zbiegło się z nasileniem prześladowania Kościoła przez stalinowski reżim oraz z uwięzieniem kardynała Wyszyńskiego79. Prymas przebywał w więzieniu przez trzy lata, od roku 1953 do września 1956, kolejno w Stoczku Warmińskim, Prudniku i Komańczy. Skazany bez wyroku sądowego, pozbawiony wszelkich praw, sprowadzony – jak sam mówił – do poziomu „liszeńca”, poddawany był represjom i licznym upokorzeniom.

Postawa, jaką przyjął wówczas prymas, pozbawiona nienawiści do tych, którzy go uwięzili, pełna miłości i przebaczenia80, postawa niezwykłego Polaka, który więziennym życiem przypominał światu Pawłowe „Zło dobrem zwyciężaj”, sprawi, że Wyszyński zafascynuje po latach swego rodaka z Podlasia. On też, tak jak Prymas Tysiąclecia, nie da się zwyciężyć złu.

W trudnych latach pięćdziesiątych rodzice Jerzego odważnie przyznawali się do wiary, nie bali się posyłać dzieci do kościoła, mimo że dobrze zdawali sobie przecież sprawę z represji, jakie spotykały w Polsce w tym okresie ludzi wierzących.

Uczeń

Nie sposób poznać dobrze jakiejś postaci, nie odnosząc się do jej czasów szkolnych. Dlatego udaję się do Suchowoli, by poszukać śladów Jerzego Popiełuszki – ucznia.

Jak się okazuje, w mieście do dziś stoją budynki, w których uczył się Jerzy. W miejscu dawnej podstawówki, niedaleko kościoła, ma teraz swoją siedzibę Urząd Miasta. Nieco dalej jednak, za świątynią, znajduje się po części to samo co wtedy liceum, wtopione w kompleks innych zabudowań. Już z daleka widoczny jest portret księdza Jerzego wiszący na dużym, dwupiętrowym gmachu.

Od 1990 roku ksiądz Jerzy jest patronem szkoły w Suchowoli.

– Pragnęliśmy w ten sposób uczcić pamięć naszego absolwenta – uzasadniał Stanisław Waśko, dyrektor81.

Ponad pół wieku temu był tu jednak tylko jeden budynek, szary, dość mały, bo jednopiętrowy. Musiały się w nim zmieścić zarówno sale lekcyjne, jak i biblioteka, stołówka, do której na długiej przerwie wszyscy uczniowie przychodzili na drugie śniadanie, i sala gimnastyczna.

Z biegiem lat w liceum robiło się coraz ciaśniej, uczniów wciąż przybywało. Rozpoczęto rozbudowę. Wtedy nadarzyła się okazja, by zmienić patrona szkoły. Już w czasie wmurowania kamienia węgielnego, w 1990 roku, miejsce Wincentego Witosa zajął ksiądz Jerzy Popiełuszko.

Ale wypada zacząć od początku.

Naukę w szkole podstawowej Popiełuszko rozpoczął w 1954 roku.

Do szkoły chodził przez las, tak jak jego rodzeństwo.

Józef Popiełuszko wspomina:

„Zdarzały się przypadki, że spotykaliśmy po drodze wilki. Rodzice tłumaczyli nam, dzieciom, że najlepszym sposobem na odstraszanie wilków jest uderzenie dwoma kamieniami o siebie”82.

Jerzego fascynowały przede wszystkim przedmioty humanistyczne, ścisłe raczej nie wzbudzały jego entuzjazmu. Ale uczył się dobrze. Już w pierwszej klasie otrzymał nagrodę, książkę Szara Szyjka Georgija Bieriożki, z dedykacją: „Za dobrą naukę Popiełuszce Alfonsowi, uczniowi klasy I a, ofiarowuje w dniu choinki noworocznej Komitet Rodzicielski Szkoły Podstawowej w Suchowoli. 9 stycznia 1955 roku”.

– Można było u niego zauważyć cierpliwość, wytrwałość, pracowitość – wspominała Marianna Popiełuszko.

Miejscowy proboszcz zakomunikował jej kiedyś:

– Matko, z tego chłopca może wyrosnąć najlepszy, może też wyrosnąć najgorszy. Wszystko zależy od was, od waszego wychowania.

Starała się więc wychować go dobrze, bez zakłamania. Jak mówiła:

– On wiedział, że u nas w domu nigdy kłamstwa nie było83.

Szanował cudze i własne

Pani Marianna nie wyglądała na surową matkę, ale musiała być dla dzieci wymagająca, stanowcza. Tę postawę znakomicie ilustrują jej zeznania procesowe:

„Mój syn Jerzy własne i cudze rzeczy szanował, od maleńka był nauczony, że nie sięga się po cudze rzeczy – choćby jabłko leżące w cudzym ogrodzie”84.

Jurek był jej posłuszny.

– Na księdza Jerzego nie musiałam nawet krzyczeć, był grzeczny i spokojny. Jak coś mu poleciłam, nie trzeba było powtarzać – opowiadała. – Ja go uczyłam, żeby nie mówić źle o innych i dla każdego być dobrym. On wiedział, że tak ma być, i koniec85.

Marianna Popiełuszko przyznawała też bez namysłu, że Jerzy jako dziecko słynął z tego, że lubił ludzi. Tak zwyczajnie, po prostu. Swoich bliskich, kolegów, ale też napotkanych na drodze, zupełnie obcych.

– Z każdym lubił zamienić chociaż parę słów. Żyła koło nas pewna staruszka, która codziennie sama pasła krowy. On często do niej podchodził, chętnie z nią rozmawiał. Nawet wtedy, gdy już był w seminarium i przyjeżdżał na wakacje do domu, zawsze szedł do niej na pogawędkę86.

Ta cecha jeszcze bardziej się uwidoczni, gdy Jerzy zostanie księdzem, i wyraźnie pozostanie w nim do końca życia.

Szkolny kolega

W 1961 roku młody Popiełuszko zdał egzaminy wstępne do liceum.

Trzeba pamiętać, że nie było to wówczas ani oczywiste, ani nazbyt łatwe, gdyż o jedno miejsce ubiegało się trzech kandydatów. Jerzy wygrał rywalizację.

Lata nauki w liceum pozwalają odtworzyć kolejny, jakże istotny okres w życiorysie przyszłego kapłana: dorastanie, czas mierzenia się z młodzieńczymi wyborami.

Szukam szkolnych kolegów księdza Popiełuszki, jego dawnych nauczycieli. Kolejny raz udaję się więc do Suchowoli.

Ludzie, których odwiedzam, spotykają się ze mną bardzo chętnie, są gościnni, otwarci, serdeczni. Rozkładają przede mną fotografie i całymi godzinami mogą wspominać Jerzego Popiełuszkę.

Proszę, by opowiedzieli, jakim był uczniem, jak go zapamiętali z czasów szkolnych.

Jak się okazuje, licealna klasa „b”, w której znalazł się Jerzy, liczyła dwadzieścioro czworo uczniów. Dwadzieścioro spośród nich zdało po maturze egzaminy na studia. Rozproszyli się po całej Polsce. W Suchowoli bądź okolicach pozostało zaledwie kilka osób.

Od każdego z kolegów słyszę niemal to samo: Jurek w szkole niczym specjalnym się nie wyróżniał. Był zwyczajny. Drobny, niepozorny, chłopak jak setki innych. Do tego spokojny, raczej małomówny. Nie narzucał swojego zdania, chociaż je miał i chętnie prowadził dyskusję.

– W pierwszej klasie na lekcjach siedzieliśmy razem, w środkowym rzędzie, w ostatniej ławce – wspomina ksiądz Zygmunt Wirkowski87.

Potem Wirkowski przeniósł się do innej klasy, a Popiełuszko siedział przez jakiś czas w ławce z Piotrem Smarkuszem. Z kim w kolejnych latach – koledzy nie pamiętają. Mówią jedynie, że w trzeciej lub czwartej ławce. I zawsze z kolegą, bo mimo że szkoła była koedukacyjna, panował zwyczaj, że chłopcy siedzieli z chłopcami, a dziewczęta z dziewczętami.

– Żeby człowiek wiedział, że to będzie święty, to na pewno by zwracał na niego uwagę. A tak, to po prostu: żyło się obok niego, czasem rozmawiało, ale jak ze zwykłym kolegą. I taki był: zwyczajny, wesoły, normalny – podkreślała Krystyna Nasuto-Łazar, koleżanka z klasy, późniejsza księgowa w szkole podstawowej w Suchowoli88.

Popiełuszkę pamięta dobrze inna koleżanka z klasy, Krystyna Gabrel. Porusza się na wózku inwalidzkim, od wielu lat choruje na stwardnienie rozsiane.

– Jerzy był już wtedy księdzem. Gdy się dowiedział o mojej chorobie, odwiedzał mnie i pocieszał. Niemal za każdym razem, gdy przyjeżdżał do rodziców, wpadał na chwilę do mnie. Zapewniał, że się za mnie modli. Czuję zresztą jego opiekę do dziś89.

Pani Krystyna pokazuje szkolne fotografie. Popiełuszko jest tylko na jednej, miniaturowej, kwadratowej. Stoi tuż obok niej, w czapce, jesionce, prawie niepodobny do siebie. Dźwiga drewniane krzesła, które trzeba było wtedy przenieść do sali gimnastycznej na koncert filharmoników z Białegostoku.

– On był zwykle pierwszym chętnym do takich zajęć. Nie odmawiał, gdy prosili go o coś koledzy albo nauczyciele90.

Ze wspomnień koleżanek i kolegów przyszłego kapłana wynika, że w liceum w Suchowoli były niekiedy organizowane wieczorki taneczne. Co dwa miesiące odbywała się potańcówka w sali gimnastycznej. W karnawale uczniowie organizowali bale przebierańców, na których nawet nauczyciele tańczyli z pióropuszami na głowie.

– Nie pamiętam jednak, by Jerzy w tych zabawach kiedykolwiek uczestniczył – mówi Krystyna Gabrel. – Może dlatego, że z Okopów do Suchowoli było dosyć daleko. Przychodzili raczej ci, co mieszkali w internacie. Jurek chyba też nie tańczył. Nie biegał za dziewczynami, ale nie znaczy, że nas unikał. Traktował nas jak koleżanki, był serdeczny, uczynny91.

Takie cechy zauważyła w nim również dawna wychowawczyni i nauczycielka biologii Janina Bednarz:

– Jurek wyróżniał się grzecznością i uprzejmością w stosunku do nauczycieli. Nie należał do tych, którzy przeszkadzali w zajęciach. Gdy wchodziłam do klasy, nie zawsze było jak makiem zasiał, ale on był raczej spokojny. Pamiętam go dobrze, choć nie był zbyt aktywny na moich lekcjach92.

Jerzy Popiełuszko jako uczeń Liceum Ogólnokształcącego w Suchowoli

Archiwum Archidiecezjalne Warszawskie

Rozmawiamy w mieszkaniu pani profesor. W pewnym momencie wyciąga ona z szuflady trzy foliowe torby ze szkolnymi zdjęciami. Przekłada je, jedno po drugim, ale na żadnym nie rozpoznaje Popiełuszki.

– Być może jego wrodzona nieśmiałość sprawiła, że unikał pozowania do zdjęć? – zastanawia się93.

Na kulturalne zachowanie Popiełuszki zwróciła też uwagę inna z nauczycielek, Eugenia Wirkowska, która prowadziła lekcje wychowania fizycznego:

– Był szarmancki, zawsze przepuszczał kobiety w drzwiach, kłaniał się radośnie i zapraszał: „Proszę wejść, pani profesor!”94.

Chyba właśnie dzięki temu go zapamiętała. Nikt z uczniów tak się nie zachowywał.

O tym, że Jerzy słynął w szkole z kultury, wspominał nawet Józef Popiełuszko w zeznaniach do procesu beatyfikacyjnego:

Byłem kiedyś świadkiem, jak wychowawca ze szkoły średniej pan Nakoneczny dziękował mojej mamie za dobre wychowanie Jerzego. Nauczyciel ten był kaleką. Miał kłopoty z zachowaniem właściwej postawy ciała przy poruszaniu się. Uczniowie na ogół podśmiewali się z niego, natomiast brat Jerzy okazywał mu zawsze szacunek i był dla niego uprzejmy. To było między innymi powodem tej pochwały95.

Eugenia Wirkowska zapamiętała również inne szczegóły: że Popiełuszko był zawsze starannie ubrany, zadbany: w granatowej jesionce, czarnym sweterku i koszuli z białym kołnierzykiem. Skromnie, ale schludnie, czysto. Wyglądał jak sztubak w przedwojennym mundurku.

Już w czasach szkolnych widoczne było zainteresowanie Popiełuszki sprawami ojczyzny. Czas historyczny temu sprzyjał. Było już wprawdzie po wypuszczeniu prymasa Wyszyńskiego z więzienia, jednak powoli mijały lata odwilży po październiku 1956 roku, a od 1962 roku działał już Departament IV Ministerstwa Spraw Wewnętrznych utworzony do walki z Kościołem (ten sam, którego funkcjonariusze zamordują potem księdza Jerzego Popiełuszkę)96. Władysław Gomułka przywracał więc w Polsce lat sześćdziesiątych XX wieku surowe metody wprowadzania socjalizmu. Ludzie byli rozgoryczeni iluzorycznością przemian. Znowu doskwierał brak perspektyw na poszerzenie wolności.

Jest przecież wolność wyznania

W tym okresie, w latach sześćdziesiątych XX wieku, szkoła w Suchowoli przeżywała rozkwit. Oferowała edukację na wysokim poziomie i była jedną z najlepszych szkół w okolicy, przepustką na wyższe uczelnie. Większość absolwentów liceum w Suchowoli zdawała egzaminy na studia bez większego trudu.

Jak wynika z relacji dawnych uczniów, nauczyciele tej szkoły wyjątkowo solidnie przygotowywali się do zajęć, na lekcje przychodzili nawet z konspektami metodycznymi.

– Byli szczerze oddani swym wychowankom – podkreślała Krystyna Gabrel97.

Młodzież to doceniała, chłonęła wiedzę, chętnie uczestniczyła w turniejach i olimpiadach, w konkursach naukowych z różnych dziedzin.

– Mimo że to szkoła państwowa, kształciła się w niej elita, naprawdę najzdolniejsza młodzież z całej północnej Białostocczyzny – ocenia Mieczysław Wirkowski, nauczyciel matematyki98.

– Wśród absolwentów szkoły jest także trzydziestu księży – szczyci się dyrektor Stanisław Waśko99.

Obecnie jest to powód do dumy. Jednak pół wieku temu powołania kapłańskie były dużym problemem dla wizerunku państwowej, a więc „socjalistycznej”, szkoły.

W czasach Jerzego Popiełuszki pięciu uczniów wstąpiło do seminarium. Z tego powodu upartyjnione kuratorium oświaty urządzało w liceum ciągłe kontrole. Przysyłało wizytatorów, którzy sprawdzali lojalność polityczną nauczycieli. Dyrektor Bochenko nie dawał się zastraszyć. Nawet koleżankom i kolegom z grona pedagogicznego nie zwierzał się z kłopotów, jakie miał wtedy z władzami. Dopiero po wielu latach wyznał nauczycielom podczas rady pedagogicznej, że miał nieprzyjemności i że próbowano wywierać na niego naciski polityczne.

Sami nauczyciele zasadniczo nie uprawiali propagandy w szkole. Jedynie nauczanie historii było przekłamane: uczniowie dowiadywali się szczegółów o utworzonym w Moskwie w 1944 roku Polskim Komitecie Wyzwolenia Narodowego (PKWN), ale otrzymywali jednostronny przekaz na temat Armii Krajowej, czyli sił zbrojnych Polskiego Państwa Podziemnego, czy zbrodni katyńskiej, a więc zamordowania przez ZSRR w 1940 roku dziesięciu tysięcy polskich oficerów.

– Nasz historyk reprezentował linię partii, miał typowo lewicowe przekonania – komentował Piotr Smarkusz, kolega z klasy Jerzego100.

Wielką politykę ateizacji próbował realizować także nauczyciel fizyki, który wzywał uczniów na rozmowy i przeprowadzał nabór do socjalistycznych organizacji młodzieżowych. Gdy jednak nadszedł termin oddawania deklaracji, okazało się, że wszyscy uczniowie oddali czyste druki. Wśród nich znajdował się Jerzy Popiełuszko. Już wtedy był osobą o wyraźnie skrystalizowanych poglądach.

Wkrótce Jerzy stał się obiektem zainteresowania władz szkolnych.

Jak się okazało, dzień w dzień, przez cały październik uczęszczał do kościoła na nabożeństwa różańcowe. Ktoś doniósł o tym nauczycielom i w ramach kary wezwano do szkoły matkę ucznia.

Marianna Popiełuszko dobrze pamiętała to spotkanie z nauczycielką. Tak o nim opowiadała:

– Straszyła mnie, że jeżeli syn nadal będzie zbyt często przesiadywać w kościele i się modlić, to będzie mieć obniżony stopień ze sprawowania. A ja jej wtedy tak odpowiedziałam: „Jest przecież wolność wyznania. Każdy jak chce, tak żyje”101.

Jej stanowisko było konsekwentne. Nie bała się. Mówiła pewnie, z przekonaniem.

– Wiedziałam, że nauczycielka wezwała mnie, żeby nas zastraszyć. A mnie Duch Święty natchnął, co mam jej odpowiedzieć. No i stopnia ze sprawowania nie obniżyli!102

A Jerzy w dalszym ciągu brał udział w nabożeństwach w parafii. Matce zaś był wdzięczny za jej postawę: „Dziękuję ci, mamo, żeś im tak odpowiedziała” – powiedział jej wtedy103.

Matka chłopca odniosła się do tej sytuacji również w zeznaniach procesowych, kończąc opowieść:

„Po tym spotkaniu już więcej się z nią nie spotkałam, a ona wkrótce opuściła Suchowolę na stałe. Inni nauczyciele nie życzyli sobie, żeby taka była w ich gronie. Nazwiska tej nauczycielki nie pamiętam. Pozostali nauczyciele byli religijni i uczciwi”104.

Jerzy przyzwyczajał się, że w takich sytuacjach należy wykazać odwagę. Niezłomność matki utwierdzała go tylko w słuszności obranej drogi. Pewnego razu usłyszał od niej słowa, które zapamiętał na zawsze: „Ty się, synku, nie przejmuj tym, co ludzie mówią, myśl swoje i rób swoje!”.

W myśl tej zasady postępował do końca swych dni.

Problemów jednak nie dało się uniknąć. Choćby tego, że uczniowie wszystkich klas liceum mieli obowiązek uczestniczenia w pochodach pierwszomajowych. Co roku powtarzał się ten sam świecki rytuał: licealiści ustawieni czwórkami, z chorągiewkami w rękach, ze śpiewem na ustach, przy akompaniamencie orkiestry maszerowali wokoło głównego placu miasteczka. Działacze partyjni wchodzili na trybuny i wygłaszali przemówienia.

– Nikt ich oczywiście nie słuchał, śmialiśmy się z tego – wspominają dawni uczniowie.

W pochodach razem ze swoją klasą, z obowiązku, uczestniczył też Jerzy Popiełuszko.

– Ale polityczną żarliwością nie grzeszył. Miał swoje poglądy i potrafił je zachować – wspominał ksiądz Wiśniewski105.

– Jak my wszyscy, miał dosyć tych imprez – tłumaczył Piotr Smarkusz106.

Uczniowie musieli też obowiązkowo brać udział w akademiach ku czci rewolucji październikowej.

– Natomiast uczniowie, którzy grali w orkiestrze, musieli uczestniczyć w kilku podobnych akademiach: w szkole, w powiecie, w Białymstoku. I za każdym razem musieli słuchać dokładnie tych samych referatów, które lokalnym władzom przysyłała partyjna góra107.

Liceum na poziomie

W liceum ogólnokształcącym Jerzy Popiełuszko odebrał całkiem dobre, jak na tamte czasy, i dość wszechstronne wykształcenie.

O wysoki poziom nauczania dbał przede wszystkim ówczesny dyrektor, świetny romanista Bronisław Bochenko. To on pilnował, by grono pedagogiczne troszczyło się także o rozwój kulturalny młodzieży i organizowało pozalekcyjne wyprawy do kina lub teatru w pobliskim Białymstoku. Wielu uczniów, w tym Jerzy, miało dzięki temu okazję po raz pierwszy zobaczyć spektakl teatralny.

Ponadto nauczyciele czasami wyjeżdżali z uczniami na wycieczki krajoznawcze po Polsce: do Zakopanego albo do Krakowa. W ten sposób Popiełuszko mógł poznawać swój kraj, jego zabytki i kulturę.

Uczył się przeciętnie. Prymusem na pewno nie był. Za to słynął z pracowitości, pilnie też odrabiał prace domowe.

Dużo czytał, jak zresztą na humanistę przystało, szczególnie w klasie maturalnej. Z pasją poznawał najważniejsze dzieła polskiej literatury: Mickiewicza, Słowackiego, Sienkiewicza, Wyspiańskiego.

Po latach, już jako ksiądz, bardzo często będzie przywoływał w swoich kazaniach fragmenty klasyki literackiej, zwłaszcza dzieła polskiego romantyzmu.

W jednym z kazań powie: „Adam Mickiewicz, nasz wieszcz narodowy, w Księgach pielgrzymstwa polskiego napisał, że cywilizacja prawdziwa, godna człowieka, musi być chrześcijańska”108.

W innym miejscu podkreśli: „Nie pozwalajmy w najdrobniejszych nawet sprawach zatruwać ducha Narodu, przed czym ostrzegał Adam Mickiewicz, gdy pisał: »Niczym Sybir, niczym knuty, lecz Narodu duch zatruty, to dopiero bólów ból«”109.

Jako uczeń książki wypożyczał Jerzy ze szkolnej biblioteki, w domu bowiem ich nie miał. Często też zostawał po lekcjach w czytelni, niekiedy do późnego wieczora, właśnie po to, by zgłębiać utwory narodowych wieszczów. W czytelni, z uwagi na dostęp do lektur, encyklopedii i słowników, lubił też pisać wypracowania z języka polskiego.

Polonista Jerzy Nakoneczny umiał zachęcić młodzież do lektury, nadto ciekawie wykładał historię literatury. Być może więc również postawa tego nauczyciela przyczyniła się do polonistycznych zainteresowań Jerzego i do jego pasji czytania.

Szkoła w Suchowoli dbała również o naukę języków obcych, co w tamtych czasach nie było jeszcze powszechną praktyką w Polsce. Oprócz tego, że jak we wszystkich szkołach obowiązkowy był tu rosyjski – Jerzy musiał się go uczyć – to w programie nauczania był też drugi język obcy: francuski. Popiełuszko lubił te lekcje, gdyż profesor Bronisław Bochenko nie tylko posiadał wysokie kompetencje, ale też w prowadzenie zajęć wkładał wiele serca i zaangażowania. Miał też swoistą metodykę nauczania tego języka:

– Na przykładzie francuskich piosenek wyjaśniał zasady gramatyki – opowiadała Krystyna Gabrel110.

– Kiedy zaś denerwował się na uczniów, to nawet przeklinał po francusku! – dodawał ze śmiechem Piotr Smarkusz111.

Popiełuszko nie poprzestawał w szkole na lekcjach obowiązkowych. Ciekawy świata, uczestniczył w różnych zajęciach pozalekcyjnych. Chętnie chodził na kółko fotograficzne. W epoce, w której nie było jeszcze zdjęć cyfrowych, tylko wyłącznie takie, które trzeba było wywoływać z kliszy, pragnął nauczyć się tej sztuki.

– Pamiętam, że zjawiał się w pomieszczeniu zwanym ciemnią, służącym do wywoływania zdjęć, i z wielkim młodzieńczym entuzjazmem uczył się każdego kroku po kolei, a później bardzo się cieszył, gdy sam już zrobił odbitki – wspominał Mieczysław Wirkowski, który te zajęcia prowadził112.

Bal maturalny

Zgodnie z tradycją dla abiturientów zorganizowano bal. Moi rozmówcy jednak zgodnie twierdzą, że Jerzego Popiełuszki nie było wówczas na parkiecie w sali gimnastycznej. Na bal, owszem, przyszedł. Czas spędzał jednak nie na tańcach, tylko na rozmowach w jednej z sal wykładowych, gdzie przygotowano poczęstunek.

– Ani razu Jurek z nami nie zatańczył! – opowiadała Krystyna Gabrel113.

– Pamiętam, że siedział cały czas w sali, w której było przyjęcie – potwierdza ksiądz Wirkowski. – Rozmawialiśmy o planach na przyszłość, o tym, kto jakie studia wybierze albo gdzie będzie pracować po maturze. On jednak na ten temat się nie wypowiadał114.

Najprawdopodobniej taka postawa była spowodowana faktem, że już wtedy planował, iż zostanie księdzem. Albo przynajmniej miał takie pragnienie. Nie chciał jednak wyjawiać swego sekretu.

W czerwcu 1965 roku Jerzy Popiełuszko mógł już powiedzieć o sobie: maturzysta.

Egzamin dojrzałości najlepiej zdał z języka polskiego. Świetny wynik uzyskał też z rosyjskiego. Pracę w tym języku napisał tak dobrze, że został nawet zwolniony z egzaminu ustnego.

Dużo gorzej natomiast poszła mu matematyka.

Mieczysław Wirkowski zapamiętał, że Popiełuszko „zadania rozwiązał dość poprawnie, ale na tyle, żeby tylko zdać”115.

Świadectwo dojrzałości Jerzego (Alfonsa) Popiełuszki

Archiwum Archidiecezjalne Warszawskie

Powołanie

Po egzaminach maturalnych Jerzy zdradził swe zamiary matce. Była jedyną osobą, której powiedział, że zamierza wstąpić do seminarium duchownego. Nie zdziwiła się. Jakby na to czekała.

W zeznaniach procesowych tak o tym mówiła:

Do momentu otrzymania matury nikomu nie mówił o chęci wstąpienia do seminarium. Było to podyktowane obawami. Młodzieńcy, którzy wyrazili ochotę pójścia do seminarium, byli szykanowani przez Służbę Bezpieczeństwa. Jerzy również w klasie maturalnej miał propozycję pójścia na studia do Moskwy. Bezpieczniej więc było przed otrzymaniem świadectwa maturalnego nic nie mówić o swoich zamiarach116.

Marianna i Władysław Popiełuszkowie ucieszyli się z decyzji syna. W rodzinie szybko zaczęto tłumaczyć taki zamiar wpływem babki Marianny Gniedziejko, która miała się dużo modlić w intencji powołania kapłańskiego dla swego wnuka. Czy jednak tak rzeczywiście było? Trudno to jednoznacznie ocenić.

Gdy chodzi o rodzeństwo Popiełuszki, nie miało ono pojęcia o jego planach na przyszłość.

– O niczym nie wiedzieliśmy, do ostatniej chwili nie dał po sobie niczego poznać, nie zwierzał nam się – wyznaje Józef Popiełuszko117.

– Pod tym względem był skryty, nigdy nie powiedział wcześniej, że idzie do seminarium. Może dlatego, że nie był jeszcze pewny, że taką drogę wybierze? – zastanawia się Teresa Boguszewska, siostra księdza Jerzego118.

Nauczyciele i koledzy z klasy natomiast dowiedzieli się o jego decyzji wtedy, gdy był już klerykiem, a niektórzy nawet dopiero po jego święceniach kapłańskich.

Krystyna Gabrel to potwierdza:

– Nigdy nie mówił, że zostanie księdzem. Ale kiedy rozeszła się u nas wieść, że poszedł do seminarium, pomyślałam, że to właściwy człowiek na właściwym miejscu119.

Ksiądz Kazimierz Gniedziejko, kuzyn księdza Popiełuszki, wraz z rodzoną siostrą księdza Jerzego – Teresą

archiwum ks. Kazimierza Gniedziejki

O nieoczekiwanej decyzji swego wychowanka wspomina też Janina Bednarz:

– Jurek zniknął po maturze z mego pola widzenia. Zdziwiłam się, gdy zobaczyłam go potem w Suchowoli w sutannie. Wtedy dopiero uświadomiłam sobie, że wybrał kapłaństwo120.

Tę najważniejszą decyzję ksiądz Jerzy nosił chyba tylko w swoim sercu, była jego tajemnicą, do niej dojrzewał przez wszystkie młodzieńcze lata.

Należy podkreślić, że nie od razu postanowił zostać księdzem diecezjalnym. Początkowo pragnął wstąpić do zakonu franciszkanów w Niepokalanowie, którym się zafascynował, gdy czytał u babki wydawanego przez nich „Rycerza Niepokalanej” i poznawał postać świętego Maksymiliana Kolbego.

Stanisław Popiełuszko mówił o tym w zeznaniach procesowych:

„Jerzy interesował się Pismem Świętym i »Rycerzem Niepokalanej«. Niektóre egzemplarze były już podniszczone, ale miał je uporządkowane, a potem zszył je własnoręcznie, co utworzyło rodzaj grubej książki”121.

Wybrał Warszawę

Ostatecznie Jerzy zdecydował się wstąpić do seminarium duchownego w Warszawie.

Dlaczego właśnie tam? Stolica Polski znajdowała się przecież poza jego diecezją, ponadto była położona daleko od rodzinnych Okopów, co wiązało się z większymi kosztami.

Jak wynika z przekazów rodziny i kolegów Popiełuszki, uczynił to prawdopodobnie z uwagi na prymasa Wyszyńskiego, któremu podlegało warszawskie seminarium. Trzeba pamiętać, że kardynał Wyszyński cieszył się już wówczas ogromnym autorytetem w całej Polsce, Kościół instytucjonalny kojarzył się przede wszystkim z nim. Było to już po uwolnieniu prymasa z więzienia (przebywał w nim w latach 1953–1956), po słynnych ślubach jasnogórskich (1956), po wręczeniu prymasowi kapelusza kardynalskiego (1957). Dla kandydata na kapłana Wyszyński był niewątpliwie wzorem, pragnienie poznania go i nawiązania z nim osobistych kontaktów było więc dla młodego Popiełuszki oczywiste. Tym bardziej że jako chłopak z głębokiej prowincji do tej pory nie miał szans zobaczyć wielkiego prymasa „na żywo”.

Drugi czynnik, który sprawił, że Popiełuszko wybrał seminarium w Warszawie, stanowił być może fakt, iż jego rówieśnicy z Suchowoli już tam studiowali. Znał je więc z ich opowieści, a wiedząc, że będzie miał tam kolegów, czuł, że łatwiej się tam zaaklimatyzuje.

Ksiądz Sylwester Sienkiewicz, kolega Popiełuszki z grupy ministranckiej, opowiada:

– W czerwcu 1965 roku, tuż po moich święceniach kapłańskich, przyjechałem do Suchowoli na prymicje. W parafialnym kościele spotkałem Alka. Podszedł wtedy do mnie i oznajmił, że on też zamierza zostać księdzem. Wyraźnie powiedział też, że nie chce iść do naszego seminarium w Białymstoku. Opowiadałem mu o seminarium w Warszawie i pewnie w jakiś sposób utwierdziłem go w przekonaniu, że warto wybrać stolicę.

Natomiast w zeznaniach procesowych Marianna Popiełuszko podała jeszcze jeden powód, prozaicznie nieubłagany – finansowy:

Jerzy wybrał seminarium w Warszawie, a nie w Białymstoku, ze względu na nasze trudne warunki materialne. W seminarium białostockim płacono całe czesne, natomiast w seminarium warszawskim każdy alumn wpłacał połowę sumy za naukę, a drugą połowę zobowiązany był zwrócić w najbliższych latach pracy kapłańskiej122.

W czasie procesu wypowiadał się na ten temat także biskup Władysław Miziołek123:

Dlaczego nie wybrał rodzinnej diecezji? Sądzę, że wynikało to z przepełnienia Seminarium Duchownego w Białymstoku, była to wówczas mała diecezja, a powołań było bardzo dużo. W owym czasie do Warszawy napływało bardzo dużo powołań ze wschodnich terenów, bo odbudowana i odradzająca się stolica potrzebowała wielu powołań po stratach wojennych124.

Trudno dzisiaj jednoznacznie rozstrzygnąć motywy, jakimi kierował się ksiądz Popiełuszko. Pewne jest jednak, że preferował seminarium w Warszawie i podjęcie studiów właśnie w nim stanowiło jego osobisty wybór.

W ten sposób zatem ten Podlasiak z Okopów znalazł się w Warszawie.

1 Ks. J. Popiełuszko, Słowa do Narodu. Kazania. Modlitwy. Zapiski z lat 1980–1984, Kęty 1991, s. 26.

2 Nazwa „Okopy” pochodzi prawdopodobnie od rozciągających się wokół wzgórz morenowych, które z dala wyglądają jak sztucznie usypane forty. Zob. hasło Okopy wieś, w: Interaktywna encyklopedia wsi i regionów, http://www.okopy.16-150.wsiepolskie.pl/ (dostęp: 30.01.2016).

3 Szerzej zob. Atlas gwar wschodniosłowiańskich Białostocczyzny, red. S. Glinka i in., t. 1, Wrocław, Warszawa, Kraków, Gdańsk 1980, s. 7–27; E. Gabrel, O Żydach w Suchowoli, Wirtualny Sztetl, http://www.sztetl.org.pl/pl/article/suchowola/16,relacje-wspomnienia/42336,edmund-gabrel-opowiada-o-zydach-z-suchowoli/ (dostęp: 30.01.2016).

4 Wyjazd studyjny dziennikarzy do Okopów, Suchowoli, Bydgoszczy i Włocławka 13–14 maja 2010 roku zorganizowała Katolicka Agencja Informacyjna w ramach przygotowania do obsługi medialnej beatyfikacji ks. Jerzego Popiełuszki. Dziennikarzy oprowadzała Milena Kindziuk.

5 Rozmowa autorki z Marianną Popiełuszko.

6 Tamże.

7 Tamże.

8 Rozmowa autorki z Grażyną Siemion.

9 Grodzisk to mała wioska położona koło Dąbrowy Białostockiej, na trasie do Augustowa. Jak głosi legenda, przed wiekami była tu osada obronna albo średniowieczny gród. Świadczyć o tym mają resztki wału obronnego w kształcie koła, czyli tak zwanego grodziska, w miejscu gdzie aktualnie jest usytuowany cmentarz parafialny. Teren grodziska należał kiedyś do dziadka księdza Popiełuszki, Kazimierza Gniedziejki. Następnie został przekazany jako grunt pod cmentarz. Do tej pory widoczny jest nasyp obok wsi – pozostałość po miejscu, w którym w czasie II wojny światowej Niemcy rozpoczęli budowę kolejki wąskotorowej, ale natrafili na stary cmentarz – według przekazów ludowych – nieochrzczonych dzieci. Mieszkańcy wioski wspominają, że kiedy Niemcy porządkowali teren i porozrzucali wokoło ludzkie kości, coś zaczęło ich straszyć i zrezygnowali z przedsięwzięcia. Rosjanie, którzy po zajęciu tych terenów usiłowali dokończyć budowę kolejki, również mieli się przestraszyć i uciec. Na pamiątkę tych wydarzeń w pobliżu nasypu do niedawna jeszcze na jednym z kamieni leżała ludzka czaszka. Dziś nic tu wprawdzie nie straszy, ale mieszkańcy Grodziska niechętnie przychodzą na miejsce owiane złowrogą legendą. Nie wiadomo, co naprawdę kryje się pod ziemią, nie prowadzono tu bowiem nigdy żadnych prac archeologicznych. Tylko dudnienie rozlegające się po rzuceniu kamienia każe przypuszczać, że w głębi mogą znajdować się jaskinie albo podziemne przejścia. Ksiądz Jerzy z pewnością znał te opowieści, tym bardziej że jako dziecko często jeździł do Grodziska do babci. Por. E. Gabrel, Suchowola. Dzieje parafii, Białystok 2001, s. 65–67.

10 W dowodzie osobistym Marianna Popiełuszko miała wpisaną datę urodzenia: 1 czerwca 1910 roku. Nie była ona jednak prawidłowa. Mogła powstać w czasie II wojny światowej, gdy specjalnie fałszowano daty przy wyrabianiu kenkart, czyli dowodów tożsamości wydawanych przez Niemców na terenach przez nich okupowanych. Mogła też powstać już po wojnie, w czasach komunistycznej władzy ludowej w Polsce, gdy nieraz także „dopasowywano” datę urodzenia, dodając lub odejmując lat z różnych względów. Częściej jednak zdarzało się to w dokumentach mężczyzn, jeśli na przykład chcieli oni uniknąć poboru do wojska. Możliwe również, że jest to pomyłka – datę wpisano błędnie w urzędzie stanu cywilnego, jak to się wówczas zdarzało. Dlatego popularne było przed laty ludowe powiedzenie: „urodził się w owsiane żniwo”, czyli: w czasie bliżej nieokreślonym. Jak przyznaje ksiądz Kazimierz Gniedziejko, cioteczny brat księdza Popiełuszki, jego ojcu dodano dziesięć lat, a mamie rok odjęto.

Prawdziwa data urodzenia matki księdza Jerzego znajduje się natomiast w dokumentach w księdze chrzcielnej parafii w Suchowoli, gdzie czytamy: „Marianna Gniedziejko, urodzona: Grodzisk, 7 listopada 1920; ochrzczona: 14 listopada 1920, rodzice: Kazimierz (Gniedziejko) i Marianna (z domu) Kalinowska”. Zob. Księga chrztów, archiwum parafii w Suchowoli, oraz w archiwum parafii Matki Bożej Wspomożycielki Wiernych w Grodzisku.

11 Taką datę urodzenia Władysław Popiełuszko podał w zeznaniach do procesu beatyfikacyjnego księdza Jerzego Popiełuszki.

12 M. Kindziuk, Matka świętego. Poruszające świadectwo Marianny Popiełuszko, Kraków 2012, s. 29.

13 M. Popiełuszko, Zeznania w procesie beatyfikacyjnym ks. Jerzego Popiełuszki (sessio 7a), s. 96–116.

14 Tamże.

15 Szerzej zob. Rafał Kalinowski, hasło w: Wielka Encyklopedia Jana Pawła II, red. G. Polak, Warszawa 2005, s. 215–216.

16 Rozmowa autorki z Marianną Popiełuszko.

17 Tamże.

18 M. Popiełuszko, Zeznania w procesie beatyfikacyjnym ks. Jerzego Popiełuszki (sessio 7a), s. 96–116.

19 Rozmowa autorki z Markiem Popiełuszką.

20 Rozmowa autorki z Marianną Popiełuszko.

21 Taka data urodzenia Popiełuszki widnieje w metryce chrztu. Jest tam również zapis o dacie chrztu: 16 września 1947 roku. Natomiast w odpisie aktu urodzenia wydanym przez urząd stanu cywilnego dzienna data urodzenia jest inna: 23 września 1947 roku. Jest ona błędna. Najprawdopodobniej stanowi wynik błędnego zapisu przez urzędnika lub też błędnego podania daty urodzenia syna przez ojca Władysława Popiełuszkę (na dokumencie widnieje zapis, że to on podawał tę datę). Por. Popiełuszko Alfons, Księga chrztów z roku 1947, nr 153, archiwum parafii Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Suchowoli. O tym, że prawdziwa jest data 14 września, mówił też Józef Popiełuszko w zeznaniach do procesu beatyfikacyjnego: „Mój brat Jerzy urodził się 14 września 1947 roku w święto Podwyższenia Krzyża Świętego w Okopach. W niektórych dokumentach umieszczano mu datę 23 września, ale jest to data fikcyjna. Podejrzewam, że jest to jakaś pomyłka w urzędzie stanu cywilnego. Od mamy wiem, że został ochrzczony w Suchowoli kilka dni po urodzeniu, ponieważ był chory. Na chrzcie świętym otrzymał imię Alfons”; J. Popiełuszko, Zeznania w procesie beatyfikacyjnym ks. Jerzego Popiełuszki (sessio 20a), archiwum Ośrodka Dokumentacji Życia i Kultu bł. ks. Jerzego Popiełuszki (ODŻKJP) w Warszawie, teczka: Zeznania świadków w procesie beatyfikacyjnym ks. Jerzego Popiełuszki, 1/70, t. 2, s. 288–308.

22 M. Popiełuszko, Zeznania w procesie beatyfikacyjnym ks. Jerzego Popiełuszki (sessio 7a), s. 96–116.

23 Rozmowa autorki z Marianną Popiełuszko.

24 Popiełuszko Alfons. Księga chrztów z roku 1947, nr 153, archiwum parafii Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Suchowoli.

25 M. Popiełuszko, Zeznania w procesie beatyfikacyjnym ks. Jerzego Popiełuszki (sessio 7a), s. 96–116.

26 Decyzję o zmianie imienia Popiełuszko podjął na piątym roku studiów w Wyższym Metropolitalnym Seminarium Duchownym w Warszawie. Zgodę na zmianę imienia z Alfons na Jerzy Aleksander wydało prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Dąbrowie Białostockiej 13 maja 1971 roku. Zob. J. Popiełuszko, Decyzja o zmianie imienia: Popiełuszko Alfons na: Jerzy Aleksander, Dąbrowa Białostocka, 13.05.1971, archiwum ODŻKJP.

27 Rozmowa autorki z Marianną Popiełuszko.

28 M. Popiełuszko, Zeznania w procesie beatyfikacyjnym ks. Jerzego Popiełuszki (sessio 7a), s. 96–116.

29 Szerzej zob. J. Żaryn, Dzieje Kościoła katolickiego w Polsce (1944–1989), Warszawa 2003, s. 75–96.

30 Ks. J. Popiełuszko, Wychowanie i wolność, w: tenże, Słowa do Narodu, dz. cyt., s. 50.

31 Dla przejrzystości tekstu Alfons Popiełuszko będzie występował w całej książce jako Jerzy Popiełuszko, choć lata, o których mowa w niniejszym rozdziale, przypadły jeszcze przed wspomnianą zmianą imienia.

32 J. Popiełuszko, Zeznania w procesie beatyfikacyjnym ks. Jerzego Popiełuszki (sessio 20a), s. 288–308.

33 Zob. rozdz. 9.

34 Rozmowa autorki z Marianną Popiełuszko.

35 Rozmowa autorki z Janiną Gniedziejko.

36 Rozmowa autorki z Marianną Popiełuszko.

37 Tamże.

38 Tamże.

39 Rozmowa autorki z ks. Kazimierzem Gniedziejką.

40 Rozmowa autorki z Adelą Gniedziejko.

41 „Rycerz Niepokalanej” – miesięcznik katolicki założony przez ojca Maksymiliana Marię Kolbego w 1922 roku. Obecnie wydawany jest przez zakon Ojców Franciszkanów w Niepokalanowie.

42 Rozmowa autorki z Marianną Popiełuszko.

43 Ks. J. Popiełuszko, Homilia podczas Mszy św. za Ojczyznę wygłoszona 30 września 1984 r., w: tenże, Ofiara spełniona. Msze święte za Ojczyznę odprawiane w kościele św. Stanisława Kostki w Warszawie w latach 1982–1984, Warszawa 2004, s. 363.

44 Rozmowa autorki z Adamem Woronowiczem.

45 Rozmowa autorki z Marianną Popiełuszko.

46 Tamże.

47 Tamże.

48 M. Popiełuszko, Zeznania w procesie beatyfikacyjnym ks. Jerzego Popiełuszki (sessio 7a), s. 96–116.

49 S. Popiełuszko, Zeznania w procesie beatyfikacyjnym ks. Jerzego Popiełuszki (sessio 22a), archiwum ODŻKJP, teczka: Zeznania świadków w procesie beatyfikacyjnym ks. Jerzego Popiełuszki, 1/70, t. 2, s. 318–338.

50 Rozmowa autorki z Marianną Popiełuszko.

51 Tamże.

52 Por. W. Reymont, Chłopi, Warszawa 1991.

53 Rozmowa autorki z Marianną Popiełuszko.

54 Tamże.

55 M. Sroczyńska, Fenomen religijności ludowej w Polsce – ciągłość i przeobrażenia, w: Kościół i religijność Polaków 1945–1999, red. W. Zdaniewicz, T. Zembrzuski, Warszawa 2000, s. 254.

56 Rozmowa autorki z ks. Kazimierzem Gniedziejką.

57 Apogeum stalinizmu i terroru stalinowskiego w Polsce przedstawia szczegółowo W. Roszkowski (Andrzej Albert), Historia Polski 1914–1990, Warszawa 1992, s. 201–217. Zob. także: A. Dziurok, M. Gałęzowski, Ł. Kamiński, F. Musiał, Od niepodległości do niepodległości. Historia Polski 1918–1989, Warszawa 2010, s. 252–276.

58 Szerzej zob. A. Dziurok, M. Gałęzowski, Ł. Kamiński, F. Musiał, Od niepodległości do niepodległości, dz. cyt., s. 241–243.

59 S. Popiełuszko, Zeznania w procesie beatyfikacyjnym ks. Jerzego Popiełuszki (sessio 22a), s. 318–338.

60 Szerzej zob. E. Gabrel, Suchowola, dz. cyt.

61 Szerzej zob. tamże.

62 Szerzej zob. S. Cenckiewicz, Anna Solidarność. Życie i działalność Anny Walentynowicz na tle epoki (1929–2010), Warszawa 2010, s. 407–408.

63 Obserwacja własna.

64 Ks. Stanisław Suchowolec (1958–1989), w latach osiemdziesiątych XX wieku kapelan NSZZ „Solidarność” w Białymstoku, po śmierci księdza Popiełuszki odprawiał Msze za Ojczyznę. Represjonowany przez Służbę Bezpieczeństwa. Okoliczności jego śmierci bada IPN. Por. M. Kozubal, Kto zabił księdza Suchowolca, http://www.rp.pl/artykul/1176800-Kto-zabil-ksiedza-Suchowolca-.html (dostęp: 1.02.2017).

65 E. Gabrel, Suchowola, dz. cyt., s. 48.

66 Więcej o badaniach nad okolicznościami śmierci księdza Suchowolca zob. L. Szymowski, Księżobójcy: anatomia zbrodni. Kto mordował? Kto krył? Kto nadal kryje zbrodniarzy?, Warszawa 2016, s. 244–256.

67 Ks. J. Popiełuszko, Słowa do Narodu, dz. cyt.

68 M. Popiełuszko, Zeznania w procesie beatyfikacyjnym ks. Jerzego Popiełuszki (sessio 7a), s. 96–116.

69 Rozmowa autorki z ks. Zygmuntem Wirkowskim.

70 Rozmowa autorki z Marianną Popiełuszko.

71 Tamże.

72 Tamże.

73 Tamże.

74 M. Popiełuszko, Zeznania w procesie beatyfikacyjnym ks. Jerzego Popiełuszki (sessio 7a), s. 96–116.

75 Szerzej zob. E. Gabrel, Suchowola, dz. cyt., s. 49–50.

76 Rozmowa autorki z ks. Józefem Wiśniewskim.

77 M. Popiełuszko, Zeznania w procesie beatyfikacyjnym ks. Jerzego Popiełuszki (sessio 7a), s. 96–116.

78 J. Popiełuszko, Zeznania w procesie beatyfikacyjnym ks. Jerzego Popiełuszki (sessio 20a), s. 288–308.

79 Rząd polski po śmierci Stalina (1953), po nowych wyborach władz naczelnych w Moskwie (gdy I sekretarzem ZSRR został Nikita Chruszczow), przystąpił do ostatecznej rozgrywki z Kościołem. 14 września 1953 roku, za zgodą Moskwy, rozpoczęto w Warszawie pokazowy proces przeciwko biskupowi kieleckiemu Czesławowi Kaczmarkowi, stawiając mu zarzut „działalności szpiegowskiej na rzecz Watykanu”, co było równoznaczne ze świadomym działaniem na szkodę Rzeczypospolitej Ludowej. Biskupa skazano za działalność szkodliwą wobec państwa na dwanaście lat więzienia. Uznano go za wroga Polski Ludowej. Prymasowi natomiast kazano podpisać się pod oświadczeniem potępiającym szpiegowską działalność biskupa Kaczmarka. Poza tym miał też podpisać oświadczenie, iż episkopat odcina się od wszelkiej działalności antypaństwowej. Było oczywiste, że Wyszyński ani nie podpisze oświadczenia, ani nie uzna za winnego biskupa Kaczmarka. Tymczasem stanowcze „nie” prymasa było tym, o co władzy ludowej chodziło. Komuniści wykorzystali je jako bezpośredni powód do podjęcia decyzji o aresztowaniu Wyszyńskiego. Zgodę na uwięzienie prymasa Polski wyrazili przedstawiciele najwyższych władz państwowych: prezydent Bolesław Bierut, premier Józef Cyrankiewicz, Franciszek Mazur, Edward Ochab i marszałek Konstanty Rokossowski. Szerzej zob. M. Kindziuk, Prymas Tysiąclecia, Warszawa 2011, s. 50–52.

80 Prymas Wyszyński podczas pobytu w więzieniu napisał słynne słowa: „Nie czuję uczuć nieprzyjaznych do nikogo z tych ludzi. Nie umiałbym zrobić im najmniejszej nawet przykrości. Wydaje mi się, że jestem w pełnej prawdzie, że nadal jestem w miłości, że jestem chrześcijaninem i dzieckiem mojego Kościoła, który nauczył mnie miłować ludzi, i nawet tych, którzy chcą uważać mnie za swego nieprzyjaciela”; Kard. S. Wyszyński, Zapiski więzienne, Bydgoszcz 1989, s. 51.

81 Rozmowa autorki ze Stanisławem Waśką.

82 J. Popiełuszko, Zeznania w procesie beatyfikacyjnym ks. Jerzego Popiełuszki (sessio 20a), s. 288–308.

83 Rozmowa autorki z Marianną Popiełuszko.

84 M. Popiełuszko, Zeznania w procesie beatyfikacyjnym ks. Jerzego Popiełuszki (sessio 7a), s. 96–116.

85 Rozmowa autorki z Marianną Popiełuszko.

86 Tamże.

87 Rozmowa autorki z ks. Zygmuntem Wirkowskim.

88 Rozmowa autorki z Krystyną Nasuto-Łazar.

89 Rozmowa autorki z Krystyną Gabrel.

90 Tamże.

91 Tamże.

92 Rozmowa autorki z Janiną Bednarz.

93 Tamże.

94 Rozmowa autorki z Eugenią Wirkowską.

95 J. Popiełuszko, Zeznania w procesie beatyfikacyjnym ks. Jerzego Popiełuszki (sessio 20a), s. 288–308.

96 Szerzej zob. J. Żaryn, Dzieje Kościoła katolickiego w Polsce (1944–1989), dz. cyt., s. 185–199.

97 Rozmowa autorki z Krystyną Gabrel.

98 Rozmowa autorki z Mieczysławem Wirkowskim.

99 Rozmowa autorki ze Stanisławem Waśką.

100 Rozmowa autorki z Piotrem Smarkuszem.

101 Rozmowa autorki z Marianną Popiełuszko.

102 Tamże.

103 S. Popiełuszko, Zeznania w procesie beatyfikacyjnym ks. Jerzego Popiełuszki (sessio 22a), s. 318–338.

104 M. Popiełuszko, Zeznania w procesie beatyfikacyjnym ks. Jerzego Popiełuszki (sessio 7a), s. 96–116.

105 Rozmowa autorki z ks. Józefem Wiśniewskim.

106 Rozmowa autorki z Piotrem Smarkuszem.

107 Tamże.

108 Ks. J. Popiełuszko, Wierność Ojczyźnie i rodzimej kulturze; Wychowanie i wolność, w: tenże, Słowa do Narodu, dz. cyt., s. 27.

109 Tamże, s. 29.

110 Rozmowa autorki z Krystyną Gabrel.

111 Rozmowa autorki z Piotrem Smarkuszem.

112 Rozmowa autorki z Mieczysławem Wirkowskim.

113 Rozmowa autorki z Krystyną Gabrel.

114 Rozmowa autorki z ks. Zygmuntem Wirkowskim.

115 Tamże.

116 M. Popiełuszko, Zeznania w procesie beatyfikacyjnym ks. Jerzego Popiełuszki (sessio 7a), s. 96–116.

117 Rozmowa autorki z Józefem Popiełuszką.

118 Rozmowa autorki z Teresą Boguszewską.

119 Rozmowa autorki z Krystyną Gabrel.

120 Rozmowa autorki z Janiną Bednarz.

121 S. Popiełuszko, Zeznania w procesie beatyfikacyjnym ks. Jerzego Popiełuszki (sessio 22a), s. 318–338.

122 M. Popiełuszko, Zeznania w procesie beatyfikacyjnym ks. Jerzego Popiełuszki (sessio 7a), s. 96–116.

123 Ks. Władysław Miziołek – wieloletni profesor teologii dogmatycznej w Wyższym Metropolitalnym Seminarium Duchownym w Warszawie, w latach 1957–1969 jego rektor, w latach 1969–1992 biskup pomocniczy warszawski, zmarł w 2000 roku.

124 Bp W. Miziołek, Zeznania w procesie beatyfikacyjnym ks. Jerzego Popiełuszki (sessio 3a), archiwum ODŻKJP, teczka: Zeznania świadków w procesie beatyfikacyjnym ks. Jerzego Popiełuszki, 1/70, t. 1, s. 46.

Rozdział 2

Seminarzysta

1965–1966

„Trzeba przez życie przejść tak, aby przed Bogiem nie stanąć z pustymi rękoma, by nie stanąć przed Bogiem z życiem zmarnowanym”1.

Ksiądz Jerzy Popiełuszko

Trudno dzisiaj wyobrazić sobie, że świeżo upieczony maturzysta Jerzy Popiełuszko nie mógł kliknąć w wyszukiwarkę Google, by wpisać hasło: „Wyższe Metropolitalne Seminarium Duchowne Archidiecezji Warszawskiej”. W latach sześćdziesiątych XX wieku, kiedy nikt nawet nie przypuszczał, że pojawi się coś takiego jak internet, wiedzę na temat stołecznego seminarium Jerzy mógł czerpać głównie z opowieści kolegów.

To od nich dowiedział się, że powinien się zgłosić z dokumentami, przede wszystkim z pisemną opinią proboszcza rodzinnej parafii Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Suchowoli, czyli księdza Nikodema Zarzeckiego2. Takie wymogi obowiązywały kandydatów do kapłaństwa.

Z opiniami do seminarium

Popiełuszko jednak ten obowiązek ominął. Zdawał sobie bowiem sprawę, że jego proboszcz mógł wyrazić niezadowolenie, iż zamierza on zostać klerykiem, a potem księdzem „obcej” diecezji warszawskiej, a nie rodzimej, białostockiej, dlatego też zamiast do proboszcza po opinię udał się do swego szkolnego katechety z klasy maturalnej, księdza Czesława Hlebowicza. Ten zaś chętnie wystawił mu taki dokument.

Napisał:

Niniejszym zaświadczam, że abiturient Liceum Ogólnokształcącego w Suchowoli A. Popiełuszko jest dobrym i szlachetnym młodzieńcem, regularnie uczęszczał na religię, co miesiąc przystępował do sakramentów świętych, wzorowo i pobożnie zachowywał się w kościele. Pochodzi z pobożnej i przykładnej rodziny mieszkającej na wsi w parafii Suchowola3.

Jerzy postarał się również o drugie zaświadczenie, od duchownego, który uczył go religii wcześniej – w pierwszych trzech klasach liceum. Ksiądz Piotr Bożyk tak scharakteryzował swego ucznia:

Niniejszym zaświadczam, że Popiełuszko Alfons jest mi znany jako uczeń solidny i pracowity. Już w szkole podstawowej wykazywał umiłowanie ołtarza i nabożeństw. W klasach gimnazjalnych, w częstych rozmowach ze mną, wypowiadał się o kapłaństwie jako celu swojego życia.

Poglądy swoje utwierdzał w życiu eucharystycznym z Jezusem.

Według mnie pragnienia jego są szczere i dlatego warto się nim zainteresować4.

Zdobycie aż dwóch zaświadczeń, chociaż potrzebne było tylko jedno, pokazuje ogromną determinację kandydata do seminarium i świadczy najwyraźniej o tym, że Popiełuszko był pewien swego wyboru, stąd pragnął uniknąć wszelkich ewentualnych przeszkód.

Dołączył też ostatnie świadectwo nauki religii z trzema ocenami bardzo dobrymi: z pilności, z zachowania na lekcjach religii oraz z wiadomości religijnych5.

Jeszcze w czerwcu 1965 roku Jerzy Popiełuszko udał się do Warszawy. Po raz pierwszy w życiu miał jechać pociągiem. Do tego sam! Najpierw jednak ojciec musiał zawieźć go furmanką z Okopów do Suchowoli, stamtąd przyszły kleryk udał się autobusem do Dąbrowy Białostockiej, a dopiero tam przesiadł się do pociągu, by dostać się do Warszawy.

Gdy dojechał do stolicy i wysiadł na Dworcu Wileńskim, czuł się zagubiony. Wiedział, że tramwajem dojedzie na miejsce, nie miał jednak pojęcia, gdzie dokładnie znajduje się gmach seminaryjny. Nigdy jeszcze nie był w stolicy Polski. Nie był nigdzie poza Okopami, Suchowolą i kilkoma miastami, które mógł pospiesznie zwiedzić dzięki szkolnym wycieczkom.

Warszawskie seminarium mieściło się w samym centrum, niedaleko Starówki: przy Krakowskim Przedmieściu, nieopodal pomnika Adama Mickiewicza. W tym samym miejscu znajduje się zresztą obecnie6. Dziś szczyci się tym, że wśród jego słynnych absolwentów jest wyniesiony na ołtarze męczennik ksiądz Jerzy Popiełuszko.

Na stronie internetowej seminarium można przeczytać (w tekście napisanym zapewne jeszcze przed beatyfikacja księdza Jerzego):

W ciągu ponad 300 lat istnienia (co czyni seminarium najstarszą instytucją kształcenia w Warszawie) seminarium dało Kościołowi w Polsce 5 błogosławionych (męczennicy okresu II Wojny Światowej: ks. M. Oziębłowski, ks. M. Woźniak, ks. E. Detkens, ks. Z. Sajna, ks. R. Archutowski – rektor okresu wojny, wszyscy beatyfikowani w roku 1999 przez papieża Jana Pawła II podczas pielgrzymki do Polski) oraz Sługę Bożego ks. J. Popiełuszkę, a także kilku biskupów (w tym jednego kardynała, Aleksandra Kakowskiego, który w latach 1898–1910 był rektorem seminarium)7.

Grube mury seminarium i architektura wnętrza, które w 1965 roku ujrzał młody kandydat na księdza, tworzyły niepowtarzalną atmosferę. Przypominały, że budynek jest dawnym klasztorem. Rzeczywiście został kiedyś zbudowany przez karmelitów, usuniętych potem przez rząd carski po powstaniu styczniowym. Od niemal stu lat – od 1 listopada 1867 roku – ma tu swoją siedzibę diecezjalne seminarium duchowne.

Tablice wiszące w korytarzu przypominały, że w czasie II wojny światowej budynek bardzo ucierpiał, spadły na niego pierwsze niemieckie bomby atakujące stolicę. Pozbawiły życia kilku alumnów. Kilkunastu innych kleryków i profesorów zginęło w czasie powstania warszawskiego lub w obozach koncentracyjnych8. Patrząc na nie, Jerzy odebrał więc pierwszą lekcję historii. Tym bardziej pragnął tu studiować.

Zamiłowanie do zawodu

Najpierw spotkał się z wicerektorem księdzem Zbigniewem Kraszewskim, późniejszym biskupem9. Ksiądz biskup dobrze zapamiętał to pierwsze spotkanie z przyszłym męczennikiem:

– Przekonywał mnie, że pragnie wstąpić do seminarium, gdyż bardzo chce służyć Bogu i ludziom. To był główny motyw jego decyzji10.

Popiełuszko wręczył wicerektorowi dokumenty: metrykę urodzenia i chrztu, świadectwo dojrzałości oraz wspomniane dwie opinie od katechetów. Ksiądz Kraszewski poprosił go jeszcze o napisanie podania o przyjęcie do seminarium oraz życiorysu. Te dwa pisma do dziś zachowały się w kościelnych archiwach. Dobrze oddają one charakter i motywacje działań księdza Jerzego.

Własnoręcznie napisane podanie, sformułowane lakoniczne, ale wyrażające szczerość intencji, brzmiało następująco:

„Uprzejmie proszę o przyjęcie mnie do Seminarium Metropolitalnego w Warszawie.

Prośbę swą motywuję tym, iż chcę zostać księdzem, ponieważ mam zamiłowanie do tego zawodu”11.

Natomiast życiorys, który napisał Popiełuszko, jest już bardziej szczegółowy:

Urodziłem się dnia 14.09.1947 roku we wsi Okopy w parafii Suchowola. Rodzina nasza w chwili obecnej liczy [poza mną – red.] pięć osób: rodzice, młodszy brat (11 lat), starszy (20 lat) i siostra (lat 22).

Rodzice zajmują się gospodarstwem rolnym o ogólnej powierzchni 17 ha.

Chrzest otrzymałem w kościele parafialnym w Suchowoli. W tymże kościele w roku 1956 przystąpiłem do Pierwszej Spowiedzi i Komunii Świętej oraz otrzymałem sakrament Bierzmowania. W 1958 roku zostałem ministrantem i funkcję tę pełnię do chwili obecnej. Do Liceum Ogólnokształcącego uczęszczałem do odległej o 5 km Suchowoli.

W roku bieżącym ukończyłem Liceum Ogólnokształcące i pragnę wstąpić do Seminarium Duchownego w Warszawie12.

Dokumenty te rozpatrywał i opiniował najpierw rektor seminarium ksiądz Władysław Miziołek. To on napisał po łacinie na podaniu kandydata 24 czerwca 1965 roku: „Admitti potest” (łac.: „Może być przyjęty”), zaznaczając, że nie ma przeszkód, by kandydat wstąpił do seminarium.

Ostateczną decyzję o wyrażeniu zgody podejmował natomiast miejscowy biskup ordynariusz. W przypadku archidiecezji warszawskiej był to prymas Stefan Wyszyński. Jego adnotacja brzmiała: „Admittitur” (łac.: „Zostaje przyjęty”).

W ten sposób Jerzy Popiełuszko stał się alumnem Wyższego Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Warszawie. To tutaj miał teraz prowadzić nowe życie, zyskać formację i ostatecznie ukształtować swoje powołanie.

Był do tej roli dobrze przygotowany. Bo – jak mówiła Marianna Popiełuszko – pierwsze seminarium jej syn miał przecież w domu.

Podanie złożone przez Jerzego (Alfonsa) Popiełuszkę z prośbą o przyjęcie do Wyższego Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Warszawie, 10 czerwca 1965

Archiwum Archidiecezjalne Warszawskie

Życiorys napisany przez Jerzego (Alfonsa) Popiełuszkę dołączony do podania o przyjęcie do seminarium

Archiwum Archidiecezjalne Warszawskie

Pierwsze dni alumna

Wakacje Jerzy spędził jeszcze w rodzinnych Okopach i Suchowoli. Szybko jednak nadszedł 15 września 1965 roku, dzień wyjazdu do seminarium, do stolicy. Popiełuszko wiedział, że jest to ten moment w jego życiu, w którym na zawsze opuszcza dom rodzinny. Od tej pory będzie już tutaj tylko gościem. Była to zarazem chwila radosna, bo spełniały się życiowe marzenia osiemnastoletniego młodzieńca.

Podróż nie była już tak wielką niewiadomą jak ta przed dwoma miesiącami. Ojciec także i teraz odwiózł Jerzego furmanką do Suchowoli, tym razem z bagażem, ale młody człowiek czuł się dużo pewniej niż wtedy. Także w samej stolicy przemierzał drogę, którą już wcześniej znał.

Gdy dotarł na miejsce, przydzielono mu niewielki pokój z piętrowymi łóżkami (pokoje kleryckie były dawnymi celami zakonnymi), w którym miał zamieszkać wraz z trzema innymi alumnami.

Pierwszy dzień pobytu w seminarium zajęły Popiełuszce sprawy organizacyjne: sprzątanie przydzielonego pokoju i – zgodnie z regulaminem – porządkowanie całego gmachu. Zapoznawał się z kolegami, bacznie obserwował przełożonych. Nazajutrz wieczorem zaczęły się rekolekcje. Otwierał je hymn do Ducha Świętego i uroczyste nabożeństwo z wystawieniem Najświętszego Sakramentu. Ksiądz rektor Władysław Miziołek przypominał alumnom o wyjątkowym znaczeniu tych chwil: „Trzydniowe skupienie ma wam pomóc, abyście spokojnie mogli porozmawiać z Bogiem o wszystkich waszych sprawach”13.

Rekolekcjonista ksiądz Zbigniew Kamiński mówił do kleryków konkretnie, nawiązywał do aktualnych wydarzeń. Już w pierwszej konferencji przypomniał program, jaki zostawił Kościołowi niedawno zmarły papież Jan XXIII. Streszczał się on w sławnym wówczas wyrażeniu aggiornamento, które oznaczało dostosowanie się do nowych czasów, otwarcie się na świat, odmłodzenie się. „A czy wy jesteście gotowi – pytał kleryków ksiądz Kamiński – odnowić świat, bo Ewangelia jest ciągle młoda? Czy nie jesteście starzy, nie latami, nie wiekiem, ale swoim zapatrywaniem?”.

W dalszych naukach rekolekcjonista mówił o wolności człowieka i odpowiedzialności kapłana: „odpowiedzialności za słowo, za piękno tego słowa, za ołtarz i wszystko, co się z nim łączy”. Akcentował rolę mszy świętej, która winna być centrum życia kleryckiego i kapłańskiego. Uczulał też młodych na znaczenie spraw najdrobniejszych, codziennych.

„Wszystkie rzeczy, nawet te pozornie małe, jak czyste buty i ręce, nie są małe w kapłaństwie, bo dotyczą samego Boga” – tłumaczył14.

Chyba najpilniej słuchali go najmłodsi, a wśród nich Popiełuszko. Pierwszy raz przeżywał on tego rodzaju rekolekcje: tak zwane zamknięte. Przez trzy dni nie wychodził na zewnątrz, do miasta, w wolnych chwilach mógł spacerować jedynie po ogrodzie przylegającym do seminarium. Przez cały czas rekolekcji trzeba też było zachowywać milczenie. Cisza bowiem sprzyjała skupieniu i modlitwie. Miała pomóc przemyśleć usłyszane słowa, lepiej też przygotować się do spowiedzi, która była wyznaczona na zakończenie tych ćwiczeń duchowych.

Po rekolekcjach seminaryjny gmach ożył na nowo. Wszak mieszkało w nim stu dwudziestu alumnów, od najmłodszych aż do diakonów studiujących na szóstym roku (ponadto dwunastu alumnów kursu III przebywało w domu na warszawskich Bielanach, a trzydziestu jeden kleryków odbywało służbę wojskową)15. Nad wszystkim czuwała władza seminaryjna. Całością kierował ksiądz rektor Władysław Miziołek, odbierany przez kleryków jako wyjątkowo serdeczny i przyjazny. Codzienne sprawy regulowali życzliwi, choć wymagający wicerektorzy: ksiądz Eugeniusz Szlenk i ksiądz Zbigniew Kraszewski oraz dwaj prefekci: ksiądz Stefan Gwiazdowski i ksiądz Stanisław Kędziora. W sprawach duchowych natomiast można było zasięgać rady ojców duchownych: księdza Czesława Miętka16 i księdza Wojciecha Tabaczyńskiego. Taką kadrę seminaryjną miał na pierwszym roku kleryk Popiełuszko.

Już 20 września Jerzy wziął udział w uroczystej inauguracji roku akademickiego 1965/1966. W największej seminaryjnej sali, noszącej dostojną nazwę Antiqua, zebrali się klerycy wszystkich sześciu roczników, przybyli także profesorowie. W takich uroczystościach zazwyczaj uczestniczył prymas Stefan Wyszyński. Ale tym razem go nie było. Od 11 września przebywał w Watykanie, gdzie brał udział w rozpoczynającej się właśnie czwartej sesji Soboru Watykańskiego II17. W zastępstwie przysłał warszawskiego biskupa pomocniczego Zygmunta Choromańskiego18.

W swym przemówieniu biskup Choromański mówił do kleryków o trudnościach, jakie napotyka praca duszpasterska w Polsce. Nie obyło się bez humorystycznych historyjek, w których celował. Toteż jego przemówienie klerycy przerywali rzęsistymi brawami.

W końcu rozpoczęły się długo wyczekiwane wykłady.

Na pierwszym roku najwięcej było łaciny: sześć godzin w tygodniu. Dla Popiełuszki była to nowość, w liceum nie uczył się bowiem tego języka. W programie nauczania miał też historię Kościoła, wstęp do teologii i Biblii, język polski, najwięcej jednak przedmiotów filozoficznych: teorię poznania, logikę, filozofię przyrody, ontologię19. Ksiądz profesor Kazimierz Romaniuk zwolnił go natomiast na pierwszym roku z zajęć z języka francuskiego, którego podstawy Jerzy znał już ze szkoły20.

– Byliśmy z tego dumni. Tylko kilku alumnów nie musiało się uczyć francuskiego od podstaw, lecz dopiero od drugiego roku, kiedy kurs był już zaawansowany – wspomina ksiądz Wirkowski, który przez cztery lata uczył się z Popiełuszką tego języka w Suchowoli21.

Jerzy był pełen zapału. Wraz z kolegami z roku szybko wchodził w seminaryjny rytm, łatwo się przystosowywał. Wszystko było nowe, ale starsi koledzy go we wszystko wtajemniczali. Opowiadali o profesorach, o ich wykładach, wspominali zabawne sytuacje z poprzednich lat, zapoznawali go z seminaryjnymi anegdotami. Nawiązywały się więzi, pierwsze przyjaźnie.

Nie wszyscy pochodzili z Warszawy i okolic. Niektórzy z krańców archidiecezji: spod Warki, Grójca, Łowicza czy Kutna. Aż jedna trzecia alumnów przybyła natomiast spoza archidiecezji warszawskiej, a więc z całej Polski, w tym wielu z diecezji łomżyńskiej i – jak Popiełuszko – z białostockiej. W innych diecezjach było więcej powołań kapłańskich niż w stolicy, stąd do warszawskiego seminarium chętnie przyjmowano kleryków spoza ściśle wyznaczonego regionu.

Na liście swego kursu Popiełuszko figurował pod numerem dziewiętnastym, podczas gdy wszystkich alumnów na pierwszym roku było trzydziestu siedmiu22. Listy nie układano alfabetycznie, lecz według kolejności zgłoszenia się do seminarium. Jak określano, „według orda” (z łac. ordo – „porządek”).

Zgodnie z tym porządkiem klerycy zajmowali miejsca w kaplicy, w sali wykładowej i w refektarzu, czyli seminaryjnej stołówce. Dlatego ci, którzy znali się już wcześniej, nie mogli tylko z tego powodu siadywać obok siebie podczas posiłków ani na wykładach. W seminarium należało się uczyć być bratem i przyjacielem dla każdego.

W refektarzu koledzy szybko zauważyli, że Jerzy „należał do małojadków. Wystarczały mu skromne pokarmy seminaryjne i na ogół nie otrzymywał z domu dodatkowych wiktuałów”23.

Inwigilacja od samego początku

W latach sześćdziesiątych władze PRL zaostrzyły szykany na tle religijnym i nasiliły propagandę ateistyczną. Nie wydawano zezwoleń na budowę świątyń, „nie zezwalano nawet na budowę przydrożnych krzyży, widząc w tym symbolu chrześcijaństwa zagrożenie dla neutralności światopoglądowej PRL”24. Władze nie wyrażały też zgody na proponowane przez biskupów nominacje księży. Odmówiły duchowieństwu dostępu do świadczeń ubezpieczeniowych. Kleryków wcielano do wojska – cofnięto w ten sposób gwarantowany dotąd przywilej odraczania alumnom służby wojskowej (przyszłość pokaże, jak bardzo odbiło się to na życiu Jerzego Popiełuszki).

Prymas Wyszyński po latach uwięzienia znajdował się pod stałą obserwacją Służby Bezpieczeństwa, ustawicznie śledzony, inwigilowany.

– W IPN znajdują się tomy akt zawierające dokumentację na ten temat, wiadomo, że kilkuset funkcjonariuszy SB dzień w dzień spisywało czynności przez niego wykonywane. I to nie tylko w latach sześćdziesiątych, ale także później, aż do śmierci prymasa – mówi profesor Jan Żaryn, historyk25.

Jednym z elementów aparatu kontroli i represji państwa wobec kościołów i związków był wspominany już Urząd do spraw Wyznań, który ściśle współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa, ale miał także wpływ na kolejne ministerstwa: oświaty (w zakresie nauczania religii, szkół wyznaniowych, seminariów duchownych), finansów (polityka podatkowa) czy budownictwa (budownictwo sakralne). W założeniu miał on kontrolować seminaria duchowne i szkoły wyznaniowe, nie tylko co do zatrudnianych przez nie osób, ale przede wszystkim programów nauczania i formacji. Właśnie w 1965 roku, gdy Popiełuszko miał zacząć naukę w warszawskim seminarium, nałożono na nie ogromne obciążenia podatkowe, praktycznie niemożliwe do zapłacenia.

Prymas Wyszyński wytrwale walczył o zachowanie niezależności seminariów duchownych. Nie godził się na poddanie ich inspekcji państwowej. Gdy władze groziły zamknięciem uczelni, mówił: „Ja się jak pies położę na schodach mojego seminarium. I niech mnie wynoszą”.

Także alumni seminariów duchownych podlegali bacznej inwigilacji Służby Bezpieczeństwa. Nie tylko każdy duchowny, ale już każdy kleryk miał w jednostkach IV pionu SB „teczkę ewidencji operacyjnej księdza” (TEOK), w której gromadzono wszelkie materiały dotyczące jego osoby i działalności26.

Taką teczkę miał także Jerzy Popiełuszko, założoną wkrótce po wstąpieniu do seminarium. Jako datę jego rejestracji podano bowiem 15 listopada 1965 roku, a więc czas, kiedy zaczynał pierwszy rok seminarium. Do dokumentów wklejono też jego ówczesne zdjęcie legitymacyjne, takie samo jak w dokumentacji złożonej do seminarium (pozostanie zagadką, skąd służby je zdobyły). Pierwszy wpis o nim brzmiał: „Alumn I kursu nowop.[rzyjęty] do WSD pw. Jana Chrzciciela dek. Warszawa Stare Miasto, diecezja warszawska. Adres: Warszawa, ul. Krakowskie Przedmieście 52/54. Data wypełnienia 9.11.1965 r.”27.

Pierwsza stronica TEOK, czyli założonej przez Służbę Bezpieczeństwa teczki ewidencji operacyjnej Jerzego Popiełuszki

Archiwum Archidiecezjalne Warszawskie

Młody Popiełuszko o założeniu tej teczki wtedy nie wiedział, jednak dobrze zdawał sobie sprawę z represji władzy ludowej wobec seminariów oraz z represyjnej polityki wobec Kościoła. Ale nie zrażał się tym. Wręcz przeciwnie: jak wynika z relacji jego kolegów, miał nadzieję, że będzie mógł w jakiś sposób włączyć się w działania w obronie wiary i Kościoła podejmowane przez prymasa Wyszyńskiego.

Zwyczajny kleryk

Tymczasem dla Jerzego Popiełuszki zaczęło się teraz zwykłe życie seminaryjne.

Wyznaczał je ścisły regulamin: o szóstej pobudka (jeden z alumnów głośnym dzwonkiem oznajmiał kolegom, że należy rozpocząć nowy dzień). Jerzy, jak zauważył jeden z kolegów, „nie był śpiochem, nie urządzał sobie drzemek poobiednich, natomiast mocno chrapał w czasie snu”28.

Pół godziny później wszyscy obowiązkowo gromadzili się w kaplicy na porannej medytacji.

O godzinie siódmej uczestniczyli we mszy świętej, odprawianej w języku łacińskim.

Następnie alumni jedli śniadanie, by po nim udać się na wykłady.

W południe przerywała je modlitwa Anioł Pański.

Jeśli chodzi o posiłki, zawsze rozpoczynała je i kończyła modlitwa.

W seminarium wszystko znajdowało się pod jednym dachem: kaplica, refektarz, sale wykładowe, pokoje mieszkalne – co bez wątpienia ułatwiało cały proces formacji.

Jak szybko zaaklimatyzował się w nowych warunkach Jerzy Popiełuszko? Jak się modlił, jak traktował mszę, spowiedź? Jakim był studentem? W jaki sposób formacja seminaryjna zaważyła na jego życiu? Z tymi pytaniami zwracałam się do jego kolegów, by pojąć to wszystko, co stało się później.

Już pierwszy z nich, ksiądz Zygmunt Malacki29, rozwiał moje złudzenia:

– Żaden z nas nic konkretnego nie powie o nim z tamtych lat. Bo o nim trudno coś konkretnego powiedzieć. Był zwyczajnym, normalnym klerykiem.

Zygmunt Malacki jako alumn przez pół roku mieszkał z Popiełuszką w jednym pokoju. Stwierdzał jednak lapidarnie:

– Jurek jawił się zwykle jako pogodny i uśmiechnięty. Życzliwy i niekonfliktowy. Po prostu robił to, co do niego należało, i już30.

Inny z kolegów Jerzego, ksiądz Wiesław Wasiński, opowiadał:

– Po raz pierwszy spotkałem Jurka w ogrodzie seminaryjnym, na spacerze. Podszedł wtedy do mnie, zapytał, skąd jestem, i zaczął jakąś rozmowę. Ale nie przywiązywałem do niej wagi. Nie wiedziałem, że rozmawiałem z przyszłym świętym, wtedy starałbym się zapamiętać każde słowo31.

O zwyczajności Popiełuszki wspominał też ksiądz Zdzisław Gniazdowski:

– Spokojny, niekonfliktowy, zachowywał się jak każdy przeciętny kleryk32.

Inni koledzy kleryka z Okopów także nie pamiętają żadnych szczególnych wydarzeń z nim związanych, niezwykłych spotkań, specjalnych rysów osobowości czy charakteru. W ich pamięci pozostał jednym z wielu. Do głowy im nie przyszło, że to właśnie on zapisze się w historii Kościoła tak dużymi literami. Ci, którzy znali go jedynie z seminarium, nie będą mogli później zrozumieć, co się z nim stało. Taki zwykły chłopak z dalekiej Białostocczyzny okazał się męczennikiem za wiarę.

Jedno jest jednak pewne: że Jerzy od początku niezwykle poważnie traktował swoje powołanie – jako życiową drogę. To dało się zauważyć niemal od razu. Ksiądz Wasiński zeznawał potem w procesie:

Wiara nie była u niego jakimś dodatkiem, lecz była wyznacznikiem całego jego postępowania. Wszystko, co robił, miało w jakiś sposób odniesienie do Pana Boga. Tę głęboką wiarę wyniósł z domu rodzinnego. Gdy go poznałem w seminarium, taki już był. Starał się żyć nie tylko według regulaminu seminaryjnego, ale miał potrzeby i aspiracje głębsze. Często widywałem go przy kratkach konfesjonału, ale dla niego było to za mało. Dosyć często odwiedzał ojca duchownego, a zarazem swojego spowiednika, ks. Czesława Miętka, w jego mieszkaniu i prowadził długie rozmowy na tematy życia wewnętrznego33.

Rzeczywiście, dość szybko Jerzy nawiązał dobry kontakt z doświadczonym ojcem duchownym seminarium. To ksiądz Miętek tłumaczył klerykom podczas cotygodniowych konferencji ascetycznych, że świętość nie polega na czynieniu cudów ani innych nadzwyczajnych rzeczy, ale zaczyna się od wiernego wypełniania zwykłych obowiązków i okazywania szacunku każdemu człowiekowi.

Jerzy Popiełuszko jako kleryk Wyższego Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Warszawie

Archiwum Archidiecezjalne Warszawskie

– Księdzu Miętkowi zależało na ukształtowaniu u alumnów przede wszystkim takiej postawy, aby będąc księżmi, mogli jak najlepiej służyć ludziom. Tego wszyscy w seminarium mieliśmy się uczyć – mówi ksiądz Wiesław Kądziela, dawny kolega Popiełuszki34.

Najmłodszym alumnom, a wśród nich i Jerzemu, pewne trudności sprawiały może tylko modlitwy, które w kaplicy i w refektarzu odmawiano po łacinie. W tym języku czytano też na początku obiadu martyrologium, czyli krótkie biogramy świętych wspominanych przez Kościół danego dnia. Wykłady były natomiast prowadzone wyłącznie po polsku. Na pierwszych zajęciach po wakacjach zdarzył się jednak wyjątek, o którym mówiono w seminarium bardzo długo: wykład z dogmatyki dla najstarszych kursów ksiądz doktor Zbigniew Kraszewski rozpoczął po łacinie, wzbudzając zdumienie słuchaczy. Gdy po kwadransie przeszedł na polski, klerycy nagrodzili go gromkimi brawami. Musiał też streścić, co powiedział wcześniej. Przy okazji wspominał, że on sam przed laty miał wszystkie wykłady wyłącznie po łacinie35.

Ksiądz Wiesław Wasiński wspomina o jeszcze jednej kwestii:

Na pierwszym roku studiów seminaryjnych, w dniu 8 grudnia 1965 roku, wstąpił ze mną do Sodalicji Mariańskiej, pragnąc pogłębić swą cześć i nabożeństwo do Matki Bożej. Przeczytał wtedy książkę Marii Winowskiej pt. Szaleniec Niepokalanej36.

Seminaryjne życie

Warunki bytowe w seminarium były skromne, wyżywienie niewyszukane: chleb ze smalcem należał raczej do rzadkości. Na szczęście klerycy przez całą jesień zbierali ziemniaki, warzywa i owoce, a nawet zboże na mąkę w wiejskich parafiach w całej archidiecezji. Jedynie tak mogli zgromadzić zapasy, dzięki którym wystarczało im później żywności na cały rok.

Plan zajęć alumnów przewidywał też czas wolny. W języku seminaryjnym była to tak zwana popołudniowa rekreacja. Co oznaczała? Na przykład udział w zajęciach sportowych. Jerzy Popiełuszko nie należał jednak do miłośników sportu i rzadko w takich zajęciach uczestniczył. Preferował spacery w seminaryjnym ogrodzie i rozmowy z kolegami. Cenił sobie kontakty międzyludzkie, jak wynika z opowieści.

Czas po rekreacji, od piętnastej, był przeznaczony na naukę. Popiełuszko siedział wtedy wraz z innymi alumnami w pokoju, czytał, przygotowywał się do zajęć na następny dzień.

Pod wieczór klerycy musieli pół godziny przeznaczyć na czytania duchowe, a więc lekturę nie związaną ze studiami. O dwudziestej pierwszej gromadzili się jeszcze w kaplicy na wspólne wieczorne modlitwy, po których zaczynało się tak zwane silentium sacrum, „święte milczenie”. Trwało ono aż do następnego dnia, do końca porannej mszy świętej37.

Nie chodziło tu oczywiście jedynie o zaprowadzenie nocnej ciszy sprzyjającej porządkowi. „Gdy wokół milknie świat i uspokaja się twoje wnętrze, wtedy lepiej możesz skupić się na Bogu” – słowa ojca duchownego księdza Czesława Miętka, które dawni seminarzyści pamiętają do dziś, dobrze oddają sens tego seminaryjnego zwyczaju38.

Zdawało się więc, że życie w seminarium toczyło się dość monotonnie, że dzień był podobny do dnia. Najważniejsze jednak dokonywało się w sercach kleryków, w ich wnętrzach. To, co się działo w kaplicy, na salach wykładowych, ale też w pokojach czy na spacerze, pozostawiało w nich swój ślad. Seminarium stanowiło harmonijne połączenie formacji duchowej, intelektualnej i ludzkiej. Wszystko stawało się istotne, nawet prozaiczne, solidne sprzątanie długich korytarzy, sal czy łazienek, które miało uczyć przyszłych księży szacunku dla ludzkiej pracy. W życiu Popiełuszki sprawdziło się to później bardzo wyraźnie.

Zdarzały się też w seminarium dni wyjątkowe, świąteczne. Takie jak w październiku 1965 roku, kiedy to alumni drugiego roku przeżywali obłóczyny, czyli przywdziali sutanny. Odtąd tylko pierwszacy, a wśród nich Jerzy Popiełuszko, pozostawali jeszcze w „cywilnym” ubraniu.

Kilka dni później Jerzy był natomiast świadkiem powołania kleryków do wojska. Ośmiu jego kolegów musiało wyjechać do koszar, by odbyć służbę wojskową. Żegnano ich z żalem, jak kogoś bliskiego z rodziny. Jednocześnie inni klerycy powracali z wojska. W 1965 roku wrócili wszyscy, razem osiemnastu. To ci, którzy przed dwoma laty – po raz pierwszy w dziejach tego seminarium – w ramach restrykcji władzy komunistycznej wobec Kościoła zostali powołani do odbycia zasadniczej służby wojskowej. Przez ponad dwa tygodnie witano kolejno przybywających. Posypały się opowieści o życiu w koszarach. Starsi żartowali, najgorliwiej słuchali najmłodsi, nieco przerażeni, że ich także może spotkać taki los. Wszakże do wojska powoływano najczęściej kleryków z roku drugiego, ale też i z pierwszego, trzeciego, a niekiedy starszych. Wtedy jeszcze Jerzy Popiełuszko nie wiedział, że już wkrótce podzieli ten los.

Fascynacja prymasem Wyszyńskim

Już na pierwszym roku spełniło się jedno z młodzieńczych pragnień Jerzego Popiełuszki. Miał wreszcie okazję zetknąć się z prymasem Stefanem Wyszyńskim.

Do tej pory była to dla niego postać niemal legendarna, posągowa. Słyszał o prymasie w domu, niekiedy na kazaniach w kościele, darzył go wielkim szacunkiem, ale nigdy z nim nie rozmawiał, nie miał pojęcia, jakim jest człowiekiem.

Przez niemal trzy miesiące pobytu w seminarium nadal jedynie słyszał o prymasie, który przebywał cały czas w Rzymie na czwartej sesji Soboru Watykańskiego II. To zgromadzenie biskupów i teologów z całego świata, zwołane przez Jana XXIII, obradowało na kolejnych sesjach już od ponad trzech lat, od roku 1962. Po śmierci Dobrego Papieża Jana 3 czerwca 1963 roku pracami kierował jego następca Paweł VI. Cały świat interesował się przebiegiem obrad. Teraz dyskusje i oczekiwania ożyły na nowo, bo podczas obecnej sesji zajęto się przygotowaniem Konstytucji duszpasterskiej o Kościele w świecie współczesnym Gaudium et spes.

Warszawscy klerycy poznawali na bieżąco przebieg soboru. Z prasy, z wykładów, a także ze specjalnie organizowanych spotkań, podczas których prelegenci wyjaśniali soborowe idee. Alumnom najbardziej utkwiła w pamięci wizyta księdza doktora Władysława Padacza. Wieczorem 13 listopada 1965 roku, w uroczystość świętego Stanisława Kostki, patrona młodzieży, przybył on do seminarium bezpośrednio z Rzymu. Z zapałem opowiadał o udziale w polskich pracach soboru. Mówił też o audiencji, jakiej biskupom polskim udzielił papież Paweł VI39.

Popiełuszko słuchał tych opowieści z zapartym tchem. Wcześniej nie miał okazji poznawać tego typu szczegółów z życia Kościoła.

Atmosfera była podniosła w całej Polsce, ludzie czuli się duchowo zjednoczeni z prymasem Wyszyńskim przebywającym w Rzymie. Wtedy właśnie, od 15 października do 8 grudnia 1965 roku, we wszystkich polskich parafiach i kaplicach – zgodnie z programem Wielkiej Nowenny40 – Polacy oddawali się w opiekę Maryi.

Warszawskie seminarium także pragnęło dokonać aktu oddania się Matce Bożej, ale razem ze swoim biskupem, kardynałem Wyszyńskim. Klerycy czekali więc cierpliwie na jego powrót z Rzymu. Sobór zakończył się 8 grudnia 1965 roku, a już trzy dni później prymas wrócił do Warszawy. Był to jednak czas ostrej kampanii prasowej wymierzonej przeciw niemu, co oczywiście kleryk Popiełuszko uważnie śledził. Chodziło o list, jaki biskupi polscy w Rzymie przed miesiącem skierowali do episkopatu niemieckiego. Zawierał on słynne wezwanie: „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”41. List był wyrazem pragnienia uporządkowania zaległych spraw po II wojnie światowej. Dążył do polepszenia wciąż jeszcze pełnych nieufności relacji Polski z Niemcami, a także zakończenia dyskusji o granicach. To była sprawa, która rozwścieczyła stronę rządową. Inicjatywa polskich biskupów nie mogła pomieścić się w głowach przesiąkniętych ideologią leninowsko-marksistowską komunistów. Uważali, iż list jest skutkiem zachodnich manipulacji, sił wrogich ustrojowi Polski Ludowej.

Pod listem podpisali się kardynał Wyszyński, arcybiskup Kominek z Wrocławia i kardynał Wojtyła z Krakowa oraz inni biskupi, razem trzydziestu sześciu hierarchów. Sam prymas ubolewał, że w kraju tak mało ludzi go wówczas poparło, a tak wielu uległo propagandzie gomułkowskiej. Po jego powrocie pałac prymasowski na Miodowej oblegali protestujący Polacy, którzy uwierzyli kłamstwom mediów – w prasie zamieszczano zmanipulowane teksty orędzi biskupów polskich i niemieckich. Ogółem doliczono się w mediach aż dwustu manipulacji, zniekształceń treści listu biskupów polskich do biskupów niemieckich i ich odpowiedzi. Oskarżano Kościół i prymasa o zdradę, o sprzyjanie Niemcom, o oddanie im Ziem Zachodnich. Nieporozumienia były spowodowane także tym, że najpierw list ukazał się po niemiecku, a potem dopiero pojawiło się jego polskie tłumaczenie, cała otoczka była więc co najmniej dyskusyjna. Polacy byli zbulwersowani, trudno im było zrozumieć, dlaczego mają prosić o wybaczenie. Sytuacji nie ułatwiała też reakcja biskupów niemieckich, którzy nie przeprosili Polaków za zbrodnie narodu niemieckiego, i w ogóle ich list był niewspółmiernie skromny w swej wymowie w stosunku do tego, co napisali nasi hierarchowie.

W grudniu 1965 roku w całej Polsce organizowano przeciw Kościołowi masówki i wiece pod hasłem „Nie przebaczymy i nie prosimy o przebaczenie”. Służba Bezpieczeństwa posunęła się nawet do prowokacji, w której spreparowała list Wyszyńskiego do wiernych i ogłosiła go w mediach. W liście tym prymas rzekomo korzył się publicznie za swój błąd, zrzekał się… kardynalstwa i prymasostwa w kraju!

Wyszyński czuł się rozgoryczony. Mówił wówczas:

„Jestem przekonany, że na to, co dziś przeżywam, nie zasłużyłem sobie w mojej Ojczyźnie. Ale jeżeli tak się dzieje, to w imię Boże wszystkim swoim oszczercom – bo inaczej ich nazwać nie mogę – przebaczam”42.

Popiełuszko wiele na ten temat rozmawiał ze swymi kolegami, widział, że prymasowi przyszło zapłacić wysoką cenę za chęć zbliżenia do siebie obu narodów.

W takiej atmosferze kardynał Wyszyński przybył z wizytą do warszawskiego seminarium.

Był 21 grudnia 1965 roku.

Dzień długo oczekiwany, także przez Popiełuszkę, poprzedzony wieloma przygotowaniami.

Gdy prymas się zjawił, najpierw odprawił klerykom mszę świętą i wygłosił na niej kazanie.

Jerzy po raz pierwszy w życiu mógł go usłyszeć na żywo, co bez wątpienia stanowiło dla młodego kleryka duże przeżycie. Z uwagą słuchał, jak prymas wzywał do mocnej wiary i przestrzegał kandydatów na księży, że nie warto marnować życia na wątpliwości. Mówił też o ważnej roli Maryi w życiu kapłana43.

Po mszy świętej zaś Wyszyński uroczyście powierzył całe seminarium duchowne „w macierzyńską niewolę Maryi za wolność Kościoła”. Alumni powtarzali głośno za kardynałem słowa zawierzenia. Zaczęli odczuwać, co w praktyce znaczyło dla Wyszyńskiego, że – jak powtarzał – seminarium jest pupilla oculi, „źrenicą w oku” biskupa.

Po mszy w auli seminaryjnej prymas wraz z przełożonymi obejrzał wystawioną przez kleryków sztukę Doroty Clarke Wilson Hotel w Betlejem. Alumni przygotowali ją perfekcyjnie. Pracowali na nią wiele tygodni, kostiumy wypożyczyli z Teatru Ludowego. Całość reżyserował Kazimierz Orzechowski, kleryk czwartego roku, który przed wstąpieniem do seminarium ukończył studia aktorskie i pracował w teatrze (był niemal o piętnaście lat starszy od swych kolegów z kursu, którzy wstąpili do seminarium bezpośrednio po maturze), później słynny ksiądz-aktor, znany z wielu ról filmowych i teatralnych44. Przedstawienie wywarło ogromne wrażenie na widzach, dziękował za nie także prymas.

Ten dzień Jerzy Popiełuszko zapamiętał na zawsze.

Trzy dni później, w wigilię Bożego Narodzenia 24 grudnia, kardynał Wyszyński ponownie przybył do seminarium, by podzielić się z alumnami opłatkiem i złożyć im świąteczne życzenia. Wcześniej Popiełuszko mógł tylko marzyć, by wielki prymas z dalekiej Warszawy podzielił się z nim opłatkiem. Teraz pragnienia chłopaka z Okopów się ziściły. Była to zresztą seminaryjna tradycja, prymas co roku odwiedzał alumnów w Wigilię.

W Kronice seminaryjnej zapisano:

„Bezpośrednia atmosfera, jaka wywiązała się między alumnami i Pasterzem diecezji podczas składania życzeń, będzie stanowić przez długi czas miłe wspomnienie”.

Na zdjęciach robionych tego wieczoru prymas siedzi obok księdza Miziołka przy nakrytym białym obrusem stole. Uśmiechnięty, z głową przechyloną lekko w lewo, z uwagą wpatruje się w świętego Mikołaja, który wręcza mu właśnie tekturowy samolot, by „mógł udać się na uroczystości milenijne do Polonii amerykańskiej”45.

Młody Popiełuszko bacznie obserwował wtedy prymasa, jego reakcje, gesty, zachowanie. Jak wynika z relacji księdza Wirkowskiego, klerycy dyskutowali później między sobą, że kardynał ma w sobie jakąś wielkość; gdy wchodził, nogi się pod nimi uginały z wrażenia jak przy nikim innym. Także ksiądz Wasiński, przywołując postać kardynała Stefana Wyszyńskiego, potwierdza opinię powszechną wśród absolwentów seminarium:

– Popiełuszko, podobnie jak my wszyscy, od początku był pod wielkim wrażeniem prymasa46.

Ksiądz Wiesław Kądziela dodaje, że w późniejszych prywatnych rozmowach z kolegami Jerzy nieraz wspominał, iż od czasów seminaryjnych słowa Prymasa Tysiąclecia umacniały go wewnętrznie, nadawały kształt jego kapłańskiemu powołaniu47.

Na pierwszym roku studiów seminaryjnych Popiełuszko jeszcze wiele razy miał okazję widywać wielkiego prymasa, co powoli stawało się dla niego czymś zupełnie zwyczajnym. W ten sposób odmitologizował tę postać i Wyszyński stał się mu jeszcze bliższy. Młody kleryk chętnie opowiadał później o swoich wrażeniach w domu w Okopach, gdy odwiedzał rodziców.

Dla Jerzego ważne było również i to, że bezpośrednio od prymasa mógł czerpać informacje o Kościele w Polsce, jak też o Kościele powszechnym. Kiedy w lutym 1966 roku kardynał Wyszyński miał wyjechać do Rzymu, by wziąć udział w watykańskich uroczystościach otwierających obchody Milenium Chrztu Polski, i władze PRL odmówiły mu wydania paszportu, dzielił się tym doświadczeniem właśnie z seminarzystami. Popiełuszko wiele razy był też świadkiem, jak prymas opowiadał klerykom i profesorom o przebiegu prac soborowych i omawiał wydane dokumenty.

To wszystko pokazuje, jak wielki wpływ na formację duchową Popiełuszki wywarł bezpośrednio kardynał Wyszyński. Tłumaczy też, dlaczego późniejsze kazania księdza Popiełuszki, zwłaszcza te wygłaszane w czasie Mszy za Ojczyznę, były oparte właśnie na nauczaniu Prymasa Tysiąclecia.

Na serio i z uśmiechem

Nastał rok 1966.

Zanim powiemy o wielkich wydarzeniach historycznych, wypada wrócić do życia seminaryjnego.

Pod koniec karnawału Jerzy Popiełuszko po raz pierwszy zobaczył, że jest taki dzień, w którym całe seminarium należy tylko do kleryków. To oni wtedy przejmują rządy. Niektórzy pojawiają się w przebraniu, odwołują część wykładów, usiłują egzaminować profesorów. Wieczorem natomiast odbywa się tak zwana Zielona Trawka, klerycki spektakl satyryczny, w którym wyśmiewa się wady „grubych ryb”, a więc władz seminaryjnych oraz wykładowców, ale też i kleryków. Dwie, trzy godziny przedstawienia mijają jak jeden moment. Co chwila wybucha gromki śmiech. Dowcipne teksty, skecze i piosenki ukazują życie seminaryjne na wesoło. Humor jest zazwyczaj wyważony, ale połączony z ironią. Jako motto przyświeca zasada: „Błogosławieni, którzy nie biorą siebie nazbyt serio, za to ich ludzie cenią. Błogosławieni, którzy potrafią śmiać się z siebie, będą mieli radość i zabawę przez całe życie”48.

– Popiełuszko nie brał w tych spektaklach udziału jako aktor, ani na pierwszym roku, ani w latach późniejszych – wyjaśnia ksiądz Wiesław Kądziela49.

– Nie miał zamiłowania do występowania na scenie. Być może dlatego, że był cichy i raczej nieśmiały – dodaje ksiądz Zygmunt Wirkowski50.

Zawsze jednak przychodził na Zieloną Trawkę jako widz. I razem ze wszystkimi dobrze się bawił.

Kabaretowe numery nawiązywały do znanych wszystkim sytuacji lub osób. Gdy Popiełuszko był na pierwszym roku, jeden z wierszy recytowanych przez kleryków dotyczył spacerów. Istniała bowiem praktyka, że klerycy musieli niekiedy chodzić grupami na spacery – w określone miejsca stolicy, na przykład na Pragę lub na plac Trzech Krzyży. Mówiła o tym zabawna rymowanka, która ironicznie sugerowała, że lepiej nie wybierać wtedy samodzielnej drogi:

A już na pewno nie zrobi duchowej kariery

kto w nakazanym kierunku nie chodzi na spacery.

Przecież nic się nie ukryje, i tak was ktoś zobaczy,

najlepiej chodzić tam, gdzie władza wyznaczy.

W życiu seminaryjnym przeplatała się radość i powaga.

Już wkrótce, w środę popielcową, 23 lutego 1966 roku, zaczęły się trzydniowe rekolekcje wielkopostne dla kleryków.

Nauki głosił jezuita, ksiądz Tadeusz Miecznikowski. Przedstawiał przyszłym kapłanom przykład Chrystusa, który oddał siebie za zbawienie ludzi.

„Nie ma piękniejszej śmierci niż oddanie życia za innych. Dusz ludzkich nie zbawia się pięknymi słowami, lecz krzyżem” – puentował myśl przewodnią swoich homilii51. Seminarzyści nie przeczuwali wtedy, że słowa rekolekcjonisty po latach tak dosłownie staną się ciałem dla jednego z nich. Nie mógł też o tym myśleć sam Jerzy.

Wraz z nadejściem wiosny Popiełuszko włączył się w zajęcia sportowe organizowane w seminarium i zaczął nawet grać z kolegami w piłkę nożną i w siatkówkę, lubił też tenis stołowy. Organizowano wówczas mecze z reprezentacjami innych seminariów, a także mistrzostwa wewnętrzne, czyli rozgrywki między poszczególnymi kursami – w nich jednak był raczej tylko kibicem. Chętnie natomiast chodził z innymi klerykami do teatru. W maju na przykład wybrał się na dwie opery do odbudowanego Teatru Wielkiego. Były to: Straszny dwór i Halka.

Czas płynął szybko i powoli dobiegał końca pierwszy rok studiów seminaryjnych Jerzego.

Ostatnie dwa miesiące roku akademickiego 1965/1966 były dla niego, tak samo zresztą jak i dla innych alumnów, bardzo intensywne. Cały Kościół w Polsce żył bowiem przygotowaniami do obchodów milenium chrześcijaństwa w Polsce, które były zapowiedziane na 3 maja 1966 roku.

Milenijne obchody z bliska

Prymas Wyszyński dążył do tego, by przypomnieć Polakom dziedzictwo Mieszka I i uczcić tę rocznicę, wprowadzając Polskę w kolejne tysiąclecie chrześcijaństwa. Dziewięć lat poprzedzających rok 1966 w całym Kościele w Polsce miało upływać pod znakiem przygotowań duszpasterskich do tego jubileuszu. Nowenna dotyczyła odnowy religijno-moralnej narodu, a program duszpasterski każdego roku podejmował jeden ze ślubów jasnogórskich. Wyszyńskiemu chodziło o umocnienie wiary, ale też o odnowę moralną narodu i przemianę Polski w duchu Ewangelii, co siłą rzeczy prowadziło do konfliktu z ideą komunizmu propagującą ateizm i zakładającą wykorzenianie narodu. Być może dlatego tej wielkiej milenijnej nowenny Kościoła Polskiego na tysiąclecie chrześcijaństwa tak bardzo bali się rządzący, którzy wprost mówili, że „Wyszyńskiego ogarnęła jakaś szaleńcza idea”.

Popiełuszko wszystko to bacznie obserwował, rozmawiał o tym zarówno z klerykami, jak i z profesorami. Seminarium tymi sprawami żyło.

Nie należy się też dziwić, że do gmachu przy Krakowskim Przedmieściu błyskawicznie dotarła wieść, iż prymas przedstawił program nowenny papieżowi Pawłowi VI. Kiedy Wyszyński prosił Ojca Świętego o błogosławieństwo, ten odparł: „Niech żyje Polska! Błogosławię i błogosławić będę zawsze biskupom polskim, duchowieństwu, zakonom i ludowi wiernemu, aby w drodze do Milenium byli zawsze wierni wskazaniom i zamierzeniom Waszej Eminencji”52.

Główne uroczystości Tysiąclecia Chrztu Polski miały miejsce na Jasnej Górze. 3 maja 1966 roku zebrały się tam setki tysięcy Polaków. Prymas Wyszyński, który został mianowany na tę uroczystość legatem papieskim, w obecności całego episkopatu odczytał Akt oddania Polski w macierzyńską niewolę Bogurodzicy.

W uroczystościach tych brała też udział delegacja z warszawskiego seminarium: trzydziestu pięciu kleryków. Popiełuszki wśród nich wprawdzie nie było, ale znany mu był przebieg uroczystości.

W czasie akademii ku czci Królowej Polski, jaka odbyła się w seminarium tradycyjnie w dniu świętego Stanisława, 8 maja, odtworzono nagraną homilię prymasa. Recytowano też fragmenty Kazań Piotra Skargi, tekst ślubów Jana Kazimierza, modlitwę księdza Marka z dramatu Słowackiego Ksiądz Marek53.

Aby zrozumieć, jak ówczesne wydarzenia wpływały na kształtowanie powołania Popiełuszki, a także na jego późniejsze decyzje i postawę, należy wspomnieć także i o tym, że w okresie obchodów milenijnych stosunki państwo – Kościół uległy dalszemu pogorszeniu. Zaplanowana kolejna podróż prymasa do Rzymu nie doszła do skutku. Powód był absurdalny. Jego poprzednią wizytę w Wiecznym Mieście władza ludowa oceniła jako „szkodliwą dla polskiej racji stanu”.

Odbiło się to szerokim echem w zachodniej prasie. Sam papież Paweł VI wyraził z tego powodu ubolewanie – represje dotknęły więc i jego. Władze PRL nie wyraziły zgody na jego przyjazd do Polski na obchody Milenium. Miejsce przygotowane dla papieża w czasie uroczystości jasnogórskich pozostało puste. O nieobecności Pawła VI świadczył pusty tron z jego portretem i czerwoną różą54.

Katedralna lekcja

Klerycy warszawskiego seminarium brali udział także w obchodach milenijnych archidiecezji warszawskiej. Zaczęło się jednak od słynnego incydentu z milicją, która przemocą odebrała obraz Matki Bożej uroczyście przewożony przez prymasa i biskupów do Warszawy. Obraz został uwięziony w kaplicy katedralnej. Pozostał tam za kratami, ale uroczystości trwały zgodnie z programem. W parafiach, gdzie się odbywały, wystawiano pusty tron, bez obrazu, co wywierało ogromne wrażenie na wiernych.

Punktem kulminacyjnym była msza odprawiona w katedrze w dniu świętego Jana Chrzciciela, 24 czerwca. Prymas oddał w ręce Maryi całą archidiecezję, Warszawę i rządzących miastem. Atmosfera była napięta. Gdy szedł do katedry, po drodze specjalne bojówki wznosiły wrogie okrzyki. Po mszy świętej wierni mieli przejść wraz z biskupami z katedry przez plac Zamkowy do rezydencji prymasowskiej na Miodową. Wejście na plac zostało jednak zablokowane przez silną obstawę milicyjną. Na modlących się ludzi, księży, kleryków, na procesję biskupów posypały się obelgi, wyzwiska i kamienie. Biskupi stali przez piętnaście minut, potem zmienili trasę. Przeszli do pałacu prymasowskiego bocznymi uliczkami. Towarzyszyli im jednak wierni, którzy przed pałacem urządzili ogromną owację. Nie chcieli się rozchodzić. Doszło do utarczek z milicjantami. Nastąpiły aresztowania. Nazajutrz uczestników uroczystości zwalniano z pracy, wzywano do pałacu Mostowskich na przesłuchania, grożono, zmuszano do kolaboracji.

Prymas starał się łagodzić sytuację. W ostatni dzień obchodów milenijnych w Warszawie, w niedzielę 26 czerwca, wzywał w homilii do zachowania spokoju. Mówił o konieczności przemiany oblicza świata, tak by człowiek, idąc ulicą, nie musiał bać się swojego brata.

Klerycy z zapartym tchem słuchali tej homilii. Niezapomniany pozostał dla nich widok kardynała Wyszyńskiego, który z ambony katedralnej świątyni przemawiał jak prorok. Każde jego słowo chłonęli z wielką uwagą. Tę katedralną lekcję Popiełuszko zapamiętał na całe życie.

– Po latach wspominał, że był to dla niego jakby testament, drogowskaz na drodze miłości Boga i ojczyzny – stwierdza ksiądz Wiesław Kądziela. – Również przypomniał mi kiedyś, że ksiądz prymas nazywał „synaczkami” tych, którzy przyszli pod katedrę, by przeszkadzać w kościelnych uroczystościach. Zapamiętał, że kardynał potrafił zagrzewać serca do wiary, ale też cudownie studzić emocje, wzywając do tego, by się nie dać sprowokować55.

Te wspomnienia wzmacniały ducha w młodym kleryku. Stanowiły pomost między religijnym wychowaniem wyniesionym z domu rodzinnego i późniejszą pracą kapłańską.

Kleryk na wakacjach

Rok akademicki 1965/1966 dobiegł końca. Jerzy Popiełuszko wyjechał na wakacje do domu, do rodzinnych Okopów. Odpoczywał, trochę pomagał rodzicom w pracach polowych, nadal, jak dawniej, codziennie chodził kilka kilometrów przez las do kościoła do Suchowoli na mszę świętą.

Spotykał także dawnych kolegów ze szkoły.

Niespodziewane spotkanie z Jerzym pod koniec lipca 1966 roku dobrze zapamiętał ksiądz Zygmunt Wirkowski. Jak relacjonuje, zobaczył kolegę na targu w Dąbrowie Białostockiej.

– Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że on jest w seminarium. Nie zdążył mi tego powiedzieć. Ja zaś zacząłem mu opowiadać, że po maturze musiałem podjąć pracę zarobkową, teraz jednak chcę podjąć studia i po wakacjach wybieram się na Katolicki Uniwersytet Lubelski. A Popiełuszko na to: „ Po co masz iść okrężną drogą, przez KUL, do seminarium? Lepiej od razu przyjedź do Warszawy, jeśli chcesz zostać księdzem!”56.

Wirkowski był zaskoczony. Podziwiał intuicję kolegi. Nigdy wcześniej nie rozmawiali przecież o powołaniu, seminarium, kapłaństwie.

– Rzeczywiście, zamierzałem iść do seminarium, ale może później. Dzięki Jerzemu jednak postanowiłem przyśpieszyć decyzję.

Po tej rozmowie Popiełuszko zaprosił Wirkowskiego do domu. Prosto z targu, obaj na motorach, pojechali do Okopów. Tam Jerzy pomógł koledze napisać podanie do seminarium i życiorys. Obiecał też, że zawiezie dokumenty do Warszawy i umówi Zygmunta na spotkanie z rektorem. Ksiądz Wirkowski do dziś pamięta, jak bardzo Popiełuszko starał mu się wtedy pomóc.

Jeszcze w czasie wakacji, w sierpniu, Jerzy miał pełnić w seminarium wakacyjny dyżur. Został wyznaczony do pracy w seminaryjnym ośrodku gospodarczym w Czubinie pod Warszawą. Było to gospodarstwo o powierzchni 186 hektarów, zakupione przed wojną przez kardynała Aleksandra Kakowskiego na utrzymanie seminarium. Od 1 do 17 sierpnia 1966 roku Popiełuszko pracował tam przy żniwach. Był to jego pierwszy i ostatni dyżur w tym gospodarstwie, bowiem już w styczniu 1967 roku zostało ono przejęte przez państwo.

Praca w polu, zwózka zboża i młócenie wypełniało Popiełuszce całe dnie. Zdołał jednak skontaktować się z rektorem i przedstawić mu sprawę przyjęcia swego kolegi do seminarium.

– Jurek napisał do mnie list, prosił, bym przyjechał do Warszawy załatwić formalności. Obiecał, że się mną zaopiekuje – opowiada ksiądz Wirkowski57

W umówionym dniu nocnym pociągiem wybrał się do stolicy. O szóstej rano na Dworcu Wileńskim czekał na niego Jurek. Wsiedli do tramwaju i razem przyjechali na Krakowskie Przedmieście. Najpierw Popiełuszko zaprosił go do kościoła seminaryjnego na mszę świętą, potem na śniadanie, a następnie zaprowadził do księdza rektora Miziołka na rozmowę.

Po południu Jerzy oprowadził Zygmunta po stolicy. Zwiedzili Starówkę: katedrę, kościoły Świętego Krzyża, Sióstr Wizytek i Świętego Jakuba. Późnym wieczorem Popiełuszko odprowadził kolegę na dworzec, by ten nocnym pociągiem mógł wrócić do domu.

Marianna Popiełuszko w zeznaniach do procesu beatyfikacyjnego mówiła:

Ksiądz Jerzy, mój syn, odznaczał się dużą życzliwością i miłością względem ludzi. Miał otwartą postawę na innych. Gdy był mały, dzielił się z rodzeństwem i kolegami nawet jednym orzechem, nie zatrzymywał dla siebie. Podobnie było w okresie jego młodości, a potem w latach jego życia kapłańskiego. Był otwarty na potrzeby potrzebujących. Przypominam sobie zdarzenie z synem Józefem, który odwiedził księdza Jerzego w Warszawie, akurat ksiądz Jerzy nagromadził sporo obuwia dla dzieci i syn Józef powiedział: „Mógłbyś dać mi jakieś buciki dla moich dzieci”. On wtedy uśmiechnął się i powiedział: „Tobie się źle nie powodzi, a ja mam dużo sierot i te buciki przeznaczyłem dla nich”. Wiadomo mi, że w stanie wojennym dużo pomagał ludziom biednym i uwięzionym, ale szczegółów nie znam, ponieważ mieszkam daleko od Warszawy58.

Ogromną miłość do ludzi miał w genach. Ale rozwijał ją i stale pielęgnował. Ona go wyróżniała w dzieciństwie i młodości, by najpełniej ujawnić się potem w jego życiu kapłańskim.

1 Ks. J. Popiełuszko, Słowa do Narodu. Kazania. Modlitwy. Zapiski z lat 1980–1984, Kęty 1999, s. 23.

2 Ks. Nikodem Zarzecki – proboszcz parafii Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Suchowoli w latach 1947–1974. Zob. E. Gabrel, Suchowola. Dzieje parafii, Białystok 2001, s. 44–46.

3 Ks. Cz. Hlebowicz, Świadectwo moralności, Suchowola, 12.06.1965, archiwum ODŻKJP.

4 Ks. P. Bożyk, Opinia, Białystok, 12.06.1965, archiwum ODŻKJP.

5 A. Popiełuszko, Świadectwo nauki religii ucznia klasy XI b w Liceum Ogólnokształcącym w Suchowoli, rok szkolny 1964/1965, Suchowola, 3.06.1965, archiwum ODŻKJP.

6 O historii seminarium zob. J. Wysocki, Seminarium duchowne św. Jana Chrzciciela w Warszawie. Zarys dziejów, nauki i wychowania. Sprawy gospodarcze, „Warszawskie Studia Teologiczne”, t. 1 (300 lat Seminarium św. Jana Chrzciciela w Warszawie 1682–1982), Warszawa 1983, s. 11–48.

7 [Brak autora], Historia, http://www.wmsd.waw.pl/historia-2/ (dostęp: 3.02.2017).

8 Szerzej zob. http://www.wmsd.waw.pl/historia-2/.

9 Ks. Zbigniew Kraszewski – w latach 1964–1969 wicerektor Wyższego Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Warszawie, 1969–1970 jego rektor; w latach 1970–1992 biskup pomocniczy warszawski, po nowym podziale administracyjnym Kościoła w Polsce, od 1992 roku, był biskupem pomocniczym w diecezji warszawsko-praskiej; zmarł w 2004 roku.

10 Rozmowa autorki z bp. Zbigniewem Kraszewskim.

11 A. Popiełuszko, Podanie o przyjęcie do Wyższego Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Warszawie, 24.06.1965. Podany jest także adres: „Okopy, parafia Suchowola, pow. Dąbrowa Białostocka, woj. Białystok”. Obecnie dokument znajduje się w archiwum ODŻKJP.

12 A. Popiełuszko, Życiorys, archiwum ODŻKJP.

13 Ks. W. Miziołek, Przemówienie do kleryków, w: Kronika Wyższego Metropolitalnego Seminarium Duchownego, rok 1965/1966, archiwum tegoż seminarium.

14 Ks. Z. Kamiński, Rekolekcje do kleryków, w: Kronika Wyższego Metropolitalnego Seminarium Duchownego, rok 1965/1966, archiwum tegoż seminarium.

15 Kronika Wyższego Metropolitalnego Seminarium Duchownego, rok 1965/1966, archiwum tegoż seminarium.

16 Ks. Czesław Miętek (1906–1986) – ojciec duchowny w Wyższym Metropolitalnym Seminarium Duchownym w Warszawie, wychowawca wielu pokoleń kapłanów.

17 Zob. K. Schatz, Sobory powszechne. Punkty zwrotne w historii Kościoła, przekład ks. J. Zakrzewski SJ, Kraków 2002, s. 258–323 (rozdział o Soborze Watykańskim II pt. Sobór i aggiornamento), zwł. s. 318–323 (podrozdział o czwartej sesji soboru jesienią 1965).

18 Ks. Zygmunt Choromański (1892–1968) – biskup pomocniczy warszawski w latach 1946–1968, sekretarz generalny Konferencji Episkopatu Polski w latach 1946–1968.

19 Opracowano na podstawie Kronika Wyższego Metropolitalnego Seminarium Duchownego, rok 1965/1966, archiwum tegoż seminarium.

20 Rozmowa autorki z bp. Kazimierzem Romaniukiem.

21 Rozmowa autorki z ks. Zygmuntem Wirkowskim.

22 Zob. Kronika Wyższego Seminarium Duchownego w Warszawie, rok 1965/1966, archiwum tegoż seminarium.

23 Ks. W. Wasiński, Zeznania w procesie beatyfikacyjnym ks. Jerzego Popiełuszki (sessio 28a), archiwum ODŻKJP, teczka: Zeznania świadków w procesie beatyfikacyjnym ks. Jerzego Popiełuszki, 1/70, t. 2, s. 449–473.

24 J. Żaryn, Dzieje Kościoła Katolickiego w Polsce (1944–1989), Warszawa 2003, s. 199.

25 Rozmowa autorki z Janem Żarynem.

Teczki prymasa w aktach SB ujawniają, jak szerokie były działania operacyjne stosowane wobec niego. Codziennie filmowano z ukrycia ludzi, którzy wchodzili do bramy domu prymasa przy Miodowej w Warszawie, by później ich inwigilować. SB zbierała ponadto zapisy każdej publicznej wypowiedzi kardynała. A także najdrobniejsze informacje o nim, o jego znajomych, współpracownikach. Sztab ludzi rozpracowywał całą rodzinę i krewnych prymasa. Powołana została również specjalna sekcja do kontrolowania jego korespondencji. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych przejmowało natomiast całą zagraniczną korespondencję Wyszyńskiego, zwłaszcza z Watykanem. Sporządzono listę sprzętu znajdującego się w domu prymasa, wykonano duplikaty jego pieczęci oraz kluczy do mieszkania i całej kurii. Przez cały okres prymasostwa Wyszyńskiego służby przejmowały wyniki jego badań lekarskich, robiły nawet odpisy recept.

26 Szerzej zob. R. Dyrcz, J. Laska, ks. J. Raźny, E. Zając, Teczka ewidencji operacyjnej na księdza. Teoria i praktyka pracy operacyjnej SB, Kraków 2009.

27 TEOK – teczka ewidencji operacyjnej Jerzego Popiełuszki znajdowała się w Wydziale IV Komendy Stołecznej Milicji Obywatelskiej w Warszawie. Nr rejestracyjny: 33865, kopia w archiwum ODŻKJP.

28 Ks. W. Wasiński, Zeznania w procesie beatyfikacyjnym ks. Jerzego Popiełuszki (sessio 28a), s. 449–473.

29 Ks. Zygmunt Malacki (1948–2010) – seminaryjny kolega księdza Jerzego, później proboszcz parafii św. Stanisława Kostki w Warszawie i twórca Muzeum Błogosławionego Księdza Jerzego Popiełuszki. Wielki orędownik beatyfikacji męczennika za wiarę, zaangażowany w wyniesienie księdza Popiełuszki na ołtarze.

30 Rozmowa autorki z ks. Zygmuntem Malackim.

31 Rozmowa autorki z ks. Wiesławem Wasińskim.

32 Rozmowa autorki z ks. Zdzisławem Gniazdowskim.

33 Ks. W. Wasiński, Zeznania w procesie beatyfikacyjnym ks. Jerzego Popiełuszki (sessio 28a), s. 449–473.

34 Rozmowa autorki z ks. Wiesławem Kądzielą.

35 Opracowano na podstawie: Kronika Wyższego Metropolitalnego Seminarium Duchownego, rok 1965/1966, archiwum tegoż seminarium. Także: Rozmowa autorki z ks. Zygmuntem Malackim.

36 Ks. W. Wasiński, Zeznania w procesie beatyfikacyjnym ks. Jerzego Popiełuszki (sessio 28a), s. 449–473.

37 Rozmowa autorki z ks. Zygmuntem Malackim.

38 Kronika Wyższego Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Warszawie, rok 1965/1966, archiwum tegoż seminarium.

39 Zob. Kronika Wyższego Seminarium Duchownego w Warszawie, rok 1965/1966, archiwum tegoż seminarium.

40 Wielka Nowenna – zaplanowany na lata 1957–1966 przez prymasa Wyszyńskiego program duszpasterski przygotowujący Polaków do obchodów tysiąclecia chrztu Polski, zmierzający do ożywienia wszystkich dziedzin duszpasterstwa w skali całego kraju.

41 Orędzie biskupów polskich do biskupów niemieckich, właśc. Orędzie biskupów polskich do ich niemieckich braci w Chrystusowym urzędzie pasterskim, list wystosowany 18 listopada 1965 roku przez Episkopat Polski do Episkopatu Niemiec pod koniec obrad Soboru Watykańskiego II. Zob. Orędzie biskupów polskich do biskupów niemieckich, Warszawa 1966.

42 Z przemówienia w Warszawie 19 grudnia 1965 roku, cyt. za: http://www.nonpossumus.pl/nauczanie/0256.php (dostęp: 25.01.2018).

43 Kronika Wyższego Seminarium Duchownego w Warszawie, rok 1965/1966, archiwum tegoż seminarium.

44 Ks. Kazimierz Orzechowski – ur. 1929, absolwent PWST w Łodzi, jako aktor grał w wielu znanych sztukach teatralnych (jak Wiśniowy sad Czechowa, Dwie blizny Fredry, Maria Stuart Słowackiego) oraz filmach i serialach (np. Panny z wilka i Człowiek z żelaza Andrzeja Wajdy, Mistrz i Małgorzata Macieja Wojtyszki, Marszałek Piłsudski Andrzeja Trzosa-Rastawieckiego, Jeszcze nie wieczór Jacka Bławuta); święcenia kapłańskie otrzymał w 1968 roku; wieloletni kapelan Domu Aktora w Skolimowie.

45 Zob. Kronika Wyższego Seminarium Duchownego w Warszawie, rok 1965/1966, archiwum tegoż seminarium.

46 Rozmowa autorki z ks. Wiesławem Wasińskim.

47 Rozmowa autorki z ks. Wiesławem Kądzielą.

48 Zob. Kronika Wyższego Seminarium Duchownego w Warszawie, rok 1965/1966, archiwum tegoż seminarium.

49 Rozmowa autorki z ks. Wiesławem Kądzielą.

50 Rozmowa autorki z ks. Zygmuntem Wirkowskim.

51 Kronika Wyższego Seminarium Duchownego w Warszawie, rok 1965/1966, archiwum tegoż seminarium.

52 Stefan Kardynał Wyszyński (1901–1981), http://stefwysz.blogspot.com/2011/05/5-prymas-tysiaclecia-1956-1978.html (dostęp: 15.05.2017).

53 Zob. Kronika Wyższego Seminarium Duchownego w Warszawie, rok 1965/1966, archiwum tegoż seminarium.

54 M. Kindziuk, Prymas Tysiąclecia, Warszawa 2011, s. 66.

55 Rozmowa autorki z ks. Wiesławem Kądzielą.

56 Rozmowa autorki z ks. Zygmuntem Wirkowskim.

57 Tamże.

58 M. Popiełuszko, Zeznania w procesie beatyfikacyjnym ks. Jerzego Popiełuszki (sessio 7a), s. 96–116.

Rozdział 3

Żołnierz

1966–1968

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział 4

Kapłan

1968–1975

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział 5

Dojrzewanie

1975–1980

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział 6

Duszpasterz hutników, studentów, lekarzy

Maj 1980–maj 1982

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział 7

Aresztowany

Czerwiec 1982–grudzień 1983

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział 8

Prześladowany

Grudzień 1983–wrzesień 1984

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział 9

Porwany

Wrzesień–październik 1984

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział 10

Zamordowany

30 października–3 listopada 1984

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział 11

Wbrew politycznej strategii

1984–1989

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział 12

Droga na ołtarze

1989–2007

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział 13

Błogosławiony Jerzy

6 czerwca 2010

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział 14

Kult błogosławionego męczennika

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział 15

Cuda księdza Jerzego

Dostępne w wersji pełnej

Zwycięzca

Dostępne w wersji pełnej

ANEKS

DOKUMENTY, LISTY, RĘKOPISY

Dostępne w wersji pełnej

Wykaz skrótów

Dostępne w wersji pełnej

Fotografie

Dostępne w wersji pełnej

Bibliografia

Dostępne w wersji pełnej

Indeks osób

(nie obejmuje Aneksu ani Bibliografii)

Dostępne w wersji pełnej

Projekt okładki

Paweł Panczakiewicz

PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN / www.panczakiewicz.pl

Zdjęcie na okładce

Tomasz Wesołowski

Wybór zdjęć

Milena Kindziuk

Iwona Kołodziej

Autorka dziękuje ks. dr. Januszowi Bodzonowi,

kanclerzowi Kurii Metropolitalnej Warszawskiej, za pomoc w uzyskaniu dostępu do materiałów archiwalnych.

Recenzenci naukowi

ks. prof. dr hab. Józef Naumowicz

prof. dr hab. Jan Żaryn

Korekta

Bożena Dembińska / e-dytor.pl

Jadwiga Grellowa

Indeks osób

Iwona Karwacka / e-dytor.pl

Copyright © by Milena Kindziuk

© Copyright for this edition by SIW Znak sp. z o.o., 2018

ISBN 978-83-240-5535-7

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl

Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, ul. Kościuszki 37, 30-105 Kraków

Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotował Karol Ossowski

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Jerzy Popiełuszko Matka Świętego Cuda księdza Jerzego Rodzice prezydenta. Janina Milewska-Duda i Jan Tadeusz Duda w rozmowie z Mileną Kindziuk Śmierć bł. ks. Jerzego Popiełuszki z perspektywy 30 lat 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Pieniądze. W świetle Ewangelii. Nowa opowieść o biedzie i zarabianiu