Ja, ssak

Ja, ssak

Autorzy: Liam Drew

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Kategorie: Popularnonaukowe

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 29.93 zł

Brytyjski bestseller o człowieku i innych zwierzętach

Wszystko zaczęło się podczas meczu piłkarskiego. To był skok ofiarnego bramkarza. Liam Drew wystawił się na strzał, który — jak się okazało — dostarczył mu niesamowitego bólu i zarazem rozpoczął jego biologiczną fascynację. Bolesne uderzenie piłki zainspirowało go do szukania odpowiedzi na pytanie, dlaczego zdecydowana większość samców ssaków nosi jądra w tak niebezpiecznym miejscu…

Gdy jednak, mimo incydentu na boisku, autor w końcu doczekał się narodzin córki, pchnięty zwierzęcym instynktem rodzicielskim rozpoczął zgłębianie kolejnych tematów, zagadnień i czynności — z pozoru ludzkich, a tak naprawdę typowych wszystkim ssakom, od ważącego 150 ton płetwala po dwugramową ryjówkę.

„Ja ssak. Co łączy nas z gorylem, wielorybem i nietoperzem” to holistyczne spojrzenie na naturę człowieka i innych zwierząt. Liam Drew w przystępny i pełen pasji sposób przedstawia historię ewolucji i mechanizmy kierujące życiem ssaków. Udowadnia przy tym, że w każdym człowieku drzemie zwierzę, a otaczające nas czworonogi często pokazują bardzo ludzkie oblicze.

„Znakomita mieszanka nauki i dowcipu, która przypadnie do gustu zarówno miłośnikom biologii, jak i laikom. Świetna lektura.”

How It Works

„Drew zgłębia temat tak wnikliwie, że poczujesz dumę z bycia ssakiem.”

Booklist

„Drew doskonale oddaje ekscytację odkryciami naukowymi, łącząc fachowe informacje z interesującymi ciekawostkami z historii naturalnej. Jest się czym rozkoszować.”

Publishers Weekly

Spis treści

Karta redakcyjna

Dedykacja

Motto

Wprowadzenie. Moja rodzina i inne ssaki

Rozdział pierwszy. Zstąpienie męskich gonad

Rozdział drugi. Na granicy ssakowatośc

Rozdział trzeci. Y, jestem samcem

Rozdział czwarty. Ssaki, ptaki i pszczoły

Rozdział piąty. Kolejne pokolenie

Rozdział szósty. Popłód przed płodem

Rozdział siódmy. Mleczna droga

Rozdział ósmy. Dzieci, zachowujcie się!

Rozdział dziewiąty. Kości, zęby, geny i drzewa

Rozdział dziesiąty. Robi się gorąco. Włóż płaszcz

Rozdział jedenasty. Zapach i zmysły

Rozdział dwunasty. Wielowarstwowa łamigłówka

Rozdział trzynasty. Życie ssaków

Podziękowania

Wybrana literatura

Przypisy

Tytuł oryginału: I, MAMMAL. THE STORY OF WHAT MAKES US MAMMALS

Opieka redakcyjna: MACIEJ ZARYCH

Konsultacje naukowe: JUSTYNA MARCHEWKA

Redakcja: BIANKA DZIADKIEWICZ

Korekta: Pracownia 12A, EWA KOCHANOWICZ, URSZULA SROKOSZ-MARTIUK

Ilustracje: MARC DANDO

Opracowanie graficzne wersji papierowej na podstawie oryginału: MAREK PAWŁOWSKI

Redakcja techniczna: ROBERT GĘBUŚ

Skład i łamanie: Infomarket

© Liam Drew, 2017

This translation of „I, Mammal”, 1st edition, is published by Wydawnictwo Literackie by arrangement with Bloomsbury Publishing Plc and Macadamia Literary Agency, Warsaw

© Copyright for the Polish translation by Jakub Jedliński

© Copyright for this edition by Wydawnictwo Literackie, 2018

Wydanie pierwsze

ISBN 978-83-08-06689-8

Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o.

ul. Długa 1, 31-147 Kraków

tel. (+48 12) 619 27 70

fax. (+48 12) 430 00 96

bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40

e-mail: ksiegarnia@wydawnictwoliterackie.pl

Księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl

Konwersja: eLitera s.c.

Rozdział pierwszy

Zstąpienie męskich gonad

Kibice mówią na to „ofiarna interwencja”: skok bramkarza z rozłożonymi jak rozgwiazda rękami i nogami w stronę napastnika, który za chwilę z całej siły odda strzał do bramki. Zgięty wpół, ze łzami w oczach zwlekałem się z boiska, czekając, aż nieznośny ból w kroczu zmieni się w boleść rozdzierającą bebechy, i myślałem tylko: „Głupia interwencja”. Kiedy jednak po czterech zwyczajowych klepnięciach w plecy kumpel z drużyny zarechotał, mówiąc: „Mam nadzieję, chłopie, że nie planujesz dzieci”, w głowie kołatało mi się już tylko: „Głupie, głupie jądra”.

Selekcja naturalna ukształtowała przednie kończyny ssaków, tworząc nogi koni, płetwy delfinów, skrzydła nietoperzy i moje dłonie bramkarza. Dlaczego umieściła cenne organy rozrodcze ich samców w delikatnym, nieosłoniętym worku? To jakby bank postanowił zrezygnować ze skarbca i trzymał pieniądze w namiocie na chodniku.

Niektórzy mogliby pomyśleć, że przyczyna jest prosta: temperatura. Moszna utrzymuje jądra w chłodzie. Ja również tak uważałem i zakładałem, że wystarczy zajrzeć do literatury fachowej, żeby poznać przyczynę wrażliwości spermy na przegrzanie, a później szybko ruszę dalej w swoich badaniach. Okazało się jednak, że niewielka grupa badaczy, którzy zajęli się naukowym dociekaniem przyczyn istnienia moszny, jest mocno podzielona, jeśli chodzi o tak zwaną hipotezę chłodzenia.

Wiele danych wskazuje, że fabryka spermy w mosznie, również u człowieka, najlepiej działa w temperaturze o kilka stopni niższej niż temperatura ciała. Moszna obecnie jest doprowadzoną do perfekcji maszynerią złożoną z wiązadeł mogących podnieść lub opuścić ładunek oraz kurczliwej skóry, które razem utrzymują jądra w temperaturze nieco niższej niż reszty ciała. (U mężczyzn różnica ta wynosi 2,7 stopnia Celsjusza). Problem polega na tym, że to nie stanowi dowodu, iż utrzymywanie niższej temperatury było pierwotną przyczyną zstąpienia jąder. Jest to dylemat jajka i kury – czy jądra opuściły wnętrze ciała, ponieważ nie mogły znieść gorąca, czy też zaczęły lepiej funkcjonować w niższej temperaturze, dopiero gdy opuściły jamę brzuszną?

Wszystkie inne moje organy wewnętrzne doskonale działają w temperaturze 37 stopni Celsjusza, a większość z nich otrzymała kostną osłonę: moje mózg i serce ochraniają czaszka i żebra, miednica żony zaś osłania jej jajniki. Rezygnacja z ochrony szkieletu jest ryzykowna. Ponieważ męskie gonady wiszą jak żyrandol na elastycznej skrętce kanalików i wiązadeł, co roku tysiące mężczyzn trafia do szpitala z powodu zerwania lub skrętu jąder. Ale to rozwiązanie anatomiczne nie jest wcale najbardziej ryzykownym aspektem budowy męskich organów rozrodczych.

Podróż jąder do moszny w trakcie rozwoju embrionalnego pełna jest zasadzek. W ósmym tygodniu płód ludzki ma dwie niezróżnicowane płciowo struktury, które później zmienią się w jądra albo jajniki. W wypadku dziewczynek nie oddalają się one zbytnio od pierwotnego miejsca pobytu w pobliżu nerek. U chłopców natomiast gonady przez siedem tygodni wędrują po jamie brzusznej dzięki wyciągowi z mięśni i wiązadeł. Później na kilka tygodni się zatrzymują, do czasu aż skoordynowana fala skurczów mięśniowych wypchnie je na zewnątrz przez kanał pachwinowy.

Złożoność tej podróży oznacza, że często coś się komplikuje. Około 3 procent niemowląt płci męskiej rodzi się z niezstąpionymi jądrami i chociaż często wada ta samoistnie ustępuje, w wypadku 1 procenta rocznych chłopców utrwala się, zazwyczaj prowadząc do bezpłodności.

Kanał pachwinowy także znacznie osłabia ścianę brzuszną, tworząc korytarz, przez który mogą wyśliznąć się organy wewnętrzne. W Stanach Zjednoczonych rocznie wykonuje się ponad 600 tysięcy operacji przepukliny kanału pachwinowego, zazwyczaj w okolicach moszny.

Wzmożone ryzyko wystąpienia przepukliny i prowadzących do bezpłodności usterek wydaje się nie najlepiej pasować do ewolucyjnej idei: „przeżyją najlepiej przystosowani”. Slogan o doborze naturalnym odzwierciedla wagę, jaką mają cechy utrzymujące gatunek przy życiu. Przeżycie jest przecież najważniejszą częścią sukcesu reprodukcyjnego. W jaki sposób zaistnienie moszny – biorąc pod uwagę wszelkie niedogodności, z jakimi się wiąże – stosuje się do tej zasady? Jest to z pewnością mniej oczywiste niż ewolucja mięśni nóg geparda. Większość badaczy uważa, że zaleta tego osobliwego rozwiązania anatomicznego musi mieć związek z poprawą płodności. Niełatwo to jednak udowodnić.

Poza wielką zagadką: „dlaczego mamy mosznę?”, w biologii istnieje sporo całkiem rozsądnych przykładów adaptacji nasienia i jąder do stylu życia zwierząt. Weźmy choćby samce gatunków, u których występuje zjawisko rywalizacji spermy. U takich zwierząt – jest ich wiele wśród ssaków – samice kopulują z kilkoma samcami, a ojcostwo uzależnione jest od sukcesu w wyścigu plemników. (Co nie zawsze oznacza, że mamy jednego zwycięzcę, na przykład szczenięta z jednego miotu często mają różnych ojców). Szympansy rozmnażają się właśnie w taki sposób, natomiast goryle wypracowały system, w którym tylko dominujący dorosły samiec ma możliwość przekazania genów. Co z tego wynika? Po pierwsze, plemniki szympansów poruszają się znacznie szybciej. Po drugie, ich jądra są cztery razy większe niż goryli.

Jednakże szympansy i goryle pojawiły się dopiero 140 milionów lat po wykształceniu się pierwszej moszny. Rozważając ewolucję dowolnej cechy, warto przede wszystkim się zastanowić, które zwierzęta obecnie ją posiadają, i co ważniejsze – które zyskały ją jako pierwsze. W wypadku moszny odpowiedź na drugie pytanie musi być oczywiście spekulatywna, ponieważ miękka struktura tego organu nie zachowała się w formie skamielin. Wszelkie wnioski na jego temat trzeba wysnuwać na podstawie współczesnej różnorodności i tego, co wiemy o historii naturalnej ssaków.

Moszna nie ma nic wspólnego z pochodzeniem jąder. Płeć od bardzo dawna jest stałą cechą organizmów żywych, poprzedza podział na rośliny i zwierzęta. Samce wszystkich zwierząt: pawianów i sikorek modrych, dorszy i krokodyli, żab i muszek owocówek wyposażone są w parę jąder produkujących nasienie[8]. Jednak u ptaków, gadów, ryb, płazów i owadów samcze gonady ukryte są wewnątrz ciała, zgodnie z tym, czego można by się spodziewać w wypadku równie niezbędnych organów.

Moszna jest osobliwością charakterystyczną wyłącznie dla ssaków. Dlatego trzeba skupić uwagę na drzewie filogenetycznym ssaków. Na szczęście w 2010 roku zespół naukowców z Pragi sięgnął po najbardziej aktualną rekonstrukcję dziedzictwa ssaków i uzupełnił ją danymi pozyskanymi przez anatomów badających strefę slipów. Okazało się, że do wiekopomnego zstąpienia jąder doszło na dość wczesnym etapie ewolucji. Co więcej, moszna była tak ważna, że wykształciła się dwukrotnie.

Wiemy, że pierwsze ssaki pojawiły się około 210 milionów lat temu, a jajorodne dziobaki i kolczatki odłączyły się od głównej gałęzi około 166 milionów lat temu. W efekcie poza jajorodnością zwierzęta te mają wiele cech kluczowych dla ssaków, takich jak stałocieplność, owłosienie, laktacja, każda z nich jednak wygląda nieco inaczej niż u pozostałych przedstawicieli gromady. Na przykład średnia temperatura ciała dziobaków i kolczatek jest dość niska, ponadto zwierzęta te nie mają sutków – młode zwykle nie ssą mleka, lecz zlizują wyciekający pokarm z brzucha matki. W dalszych częściach książki omówię jeszcze wiele innych różnic tego rodzaju. W tym miejscu nasza uwaga koncentruje się na fakcie, że jądra dziobaków i kolczatek znajdują się – tak jak niemal na pewno u wczesnych ssaków – dokładnie w miejscu, gdzie powstały, bezpiecznie ukryte w pobliżu nerek.

Około 20 milionów lat po odłączeniu się przodków dziobaków i kolczatek od innych ssaków doszło do kolejnego rozłamu: na torbacze i łożyskowce. Właśnie pośród przedstawicieli gałęzi torbaczy odnajdujemy pierwszych posiadaczy moszny. Nigdy zapewne nie dowiemy się, co ich przodkowie zyskali na tym rozwiązaniu.

Obecnie niemal wszystkie torbacze wyposażone są w mosznę, a zatem logika podpowiada, że protoplaści kangurów, koali i diabłów tasmańskich mieli ją jako pierwsi. Torbacze i łożyskowce niezależnie od siebie wykształciły mosznę. Wiemy to dzięki bardzo licznym różnicom anatomicznym, z których najbardziej przekonująca jest ta, że ich narządy z naszego punktu widzenia są odwrócone. Jądra torbaczy zwisają p r z e d ich penisami.

Około 50 milionów lat po odłączeniu się torbaczy od głównej gałęzi doszło – jeśli chodzi o mosznę – do najbardziej interesującego rozłamu wśród łożyskowców. Jeśli skręcimy na lewo, spotkamy słonie, mamuty, mrówniki, manaty, góralki, afrykańskie ryjówki oraz różne stworzenia przypominające jeże i krety. Samce wszystkich tych zwierząt, podobnie jak dziobaki, mają gonady ukryte w okolicach nerek. Moszny nie uświadczymy też u południowoamerykańskich leniwców, mrówkojadów i pancerników, które również wcześniej oddzieliły się od pozostałych przedstawicieli grupy.

Jeśli natomiast w miejscu, w którym 100 milionów lat temu doszło do rozejścia się linii ewolucyjnych, skręcimy w prawo, w stronę człowieka, wszędzie zobaczymy opuszczone jądra. Moszny zwisają między tylnymi kończynami kocurów, psów, koni, niedźwiedzi, baranów i wieprzów. Oczywiście mamy je też my i nasi pobratymcy z rzędu naczelnych. To oznacza, że ta gałąź ssaków po raz drugi, niezależnie, „wytworzyła” mosznę, i temu właśnie zawdzięczamy, iż nasze dyndające organy zwisają – bez wątpienia słusznie – za penisem[9].

Sprawa robi się bardziej interesująca, kiedy przyjrzymy się cieńszym gałęziom tej części drzewa rodowego ssaków, ponieważ istnieją liczne grupy zwierząt będących naszymi kuzynami, które nie mają moszny. Ich jądra wprawdzie przesuwają się w dół z okolic nerek, ale nie opuszczają jamy brzusznej. Niemal na pewno zwierzęta te pochodzą od przodków noszących jądra na zewnątrz, co oznacza, że w którymś momencie „zawróciły z drogi” i ponownie wykształciły gonady wewnętrzne. Mowa tu o tak różnorodnych stworzeniach, jak jeże, krety, nosorożce, tapiry, hipopotamy, delfiny, wieloryby, niektóre foki, morsy, pangoliny i inne łuskowce.

W wypadku ssaków, które wróciły do wody, schowanie wszystkich ważnych organów wewnątrz ciała wydaje się jedynym rozsądnym rozwiązaniem. Zwisająca moszna nie jest hydrodynamiczna i z pewnością okazałaby się łatwym kąskiem dla ryb atakujących z dołu. Mówię o „kąsku”, ale światowi rekordziści – walenie – mają jądra, z których każde waży ponad pół tony[10]. Pytanie, być może zasadnicze dla zrozumienia funkcji torebki mosznowej, brzmi: Dlaczego przestała być atrakcyjna dla jeży, nosorożców i łuskowców?

Zimny chów

Naukowe próby wyjaśnienia raison d’être moszny zaczynają się w Anglii w latach 90. XIX wieku w Cambridge. Joseph Griffiths wykorzystał teriery w roli nieszczęsnych obiektów badań. Upchnął psie jądra do jamy brzusznej i tam je zaszył. Zaledwie tydzień później odkrył, że narządy uległy degeneracji, kanaliki, w których jest produkowana sperma, zwarły się, a nasienie niemal zanikło. Naukowiec uznał, że powodem tego była wyższa temperatura panująca w jamie brzusznej – w ten sposób narodziła się hipoteza chłodzenia.

Pierwszą kwestią, z jaką musi się zmierzyć ta teoria, jest wątpliwość, czy przyczyną szkód rzeczywiście była podwyższona temperatura, a nie inne czynniki, na przykład substancje chemiczne. Ten problem został rozwiązany w latach 20. XX wieku, w czasie, który można nazwać złotym wiekiem badań nad jądrami. W Japonii doktor Fukui powtórzył eksperyment Griffithsa, ale przymocował do ściany brzusznej zwierząt, ponad szwem, niewielkie urządzenie chłodzące i udowodnił, że zabieg ten powstrzymuje degenerację narządów.

Również w latach 20. kierujący badaniami w Chicago Carl Moore użył metod z dziedziny szybko rozwijającej się biologii komórki, żeby określić, w jaki sposób podwyższona temperatura powoduje zakłócenia w produkcji spermy. Moore wykorzystał te odkrycia naukowe i w czasach, kiedy Darwinowska teoria doboru naturalnego ogarniała całą biologię, jako pierwszy sformułował hipotezę chłodzenia w czysto ewolucyjnych kategoriach. Dowodził, że kiedy ssaki przekształciły się ze zwierząt zmiennocieplnych w stałocieplne, utrzymywanie ciała w stale podwyższonej temperaturze poważnie ograniczyło produkcję spermy, a pierwsze ssaki, którym udało się ochłodzić jądra dzięki mosznie, osiągnęły największy sukces reprodukcyjny.

Ciepło tak skutecznie ogranicza produkcję nasienia, że zarówno podręczniki biologii, jak i rozprawy medyczne jako główny powód wykształcenia się moszny podają obniżenie temperatury. Problem w tym, że wielu biologów poważnie zajmujących się ewolucją zwierząt wcale to wyjaśnienie nie satysfakcjonuje. Oponenci twierdzą, że jądra najlepiej funkcjonują w niższej temperaturze, bo wykształciły tę cechę już p o opuszczeniu wnętrza ciała.

Jeśli ssaki zmieniły się w zwierzęta stałocieplne 210 milionów lat temu lub jeszcze dawniej, oznaczałoby to, że gonady łożyskowców przez ponad 100 milionów lat nadal pozostawały w jamie brzusznej, nim pojawiła się moszna. Te dwa wydarzenia są bardzo odległe w czasie.

Największym problemem hipotezy chłodzenia są jednak wszystkie pozbawione moszny rozgałęzienia drzewa rodowego. Bez względu na ułożenie jąder ssaki cechuje podwyższona temperatura ciała. Skoro liczne z nich wyposażone są w gonady wewnętrzne, można wnioskować, że da się pogodzić wysoką temperaturę z produkcją spermy. Niemające moszny słonie na przykład utrzymują wyższą temperaturę ciała niż goryle i większość torbaczy. A w pozostałych gromadach jest jeszcze gorzej: ptaki – jedyne poza ssakami zwierzęta stałocieplne – wyposażone są w jądra wewnętrzne, mimo że niektóre gatunki utrzymują temperaturę do 42 stopni Celsjusza. Skoro chłodzenie jest takie ważne, jakim cudem tak wiele zwierząt przetrwało z wewnętrznymi gonadami? Zwolennicy hipotezy chłodzenia odpierają ten argument odmiennością i odległością ewolucyjną ptaków lub twierdzą, że worki powietrzne pomagają chłodzić ich narządy rozrodcze. Sprawa zaczęła robić się naprawdę ciekawa, kiedy odkryto, że delfiny i niektóre foki mają specjalny wewnętrzny system chłodzenia ponownie wchłoniętych gonad. Napływająca krew jest schładzana przez tętnice jądrowe przeplatające się z brzusznymi, którymi odpływa zimniejsza krew z ogona i płetwy grzbietowej. Foki i delfiny wyewoluowały jednak od przodków wyposażonych w mosznę, których jądra zdołały się przystosować do niższych temperatur.

Przez wiele lat biolodzy ogrzewali jądra w mosznach, żeby przekonać się, że w takich warunkach funkcjonują gorzej, ale nikt – jak się wydaje – nie wziął na warsztat jąder słoni umiejscowionych w okolicy nerek (ani bardziej poręcznych, należących do afrykańskich złotokretów), żeby udowodnić, że też lepiej pracują w niższych temperaturach. Całkiem możliwe, że tak nie jest. Wiele białek działających w jądrach funkcjonuje również w innych komórkach organizmu. Zazwyczaj wszystkie tkanki, niezależnie od tego, czy zbudowana jest z nich wątroba, nerka czy noga, wykorzystują ten sam rodzaj protein. Jednak funkcjonowanie białka w dużym stopniu uzależnione jest od temperatury, a mapowanie genów kodujących białka w jądrach wykazało, że w wielu wypadkach genom ten zawiera dwie formy: pierwsza jest taka sama jak protein budujących inne partie ciała i najlepiej funkcjonuje w temperaturze 37 stopni Celsjusza, druga ma zmodyfikowany gen, budujący białka wyspecjalizowane do działania w chłodniejszym miejscu, jakim jest moszna. Odkrycie to jednoznacznie sugeruje, że wczesne moszny musiały wykorzystywać „prymitywne środki”, czyli proteiny mające funkcjonować w temperaturze ciała. Stopniowe wykształcenie przez ewolucję specjalnych białek jądrowych dowodzi, że jądra zewnętrzne musiały przystosować się do działania w chłodzie.

Wyniki niedawnych badań dotyczących umiejscowienia jąder i d o k ł a d n e j temperatury ciała ssaków mogą jednak przemawiać za hipotezą chłodzenia. Barry Lovegrove z południowoafrykańskiego Durbanu w 2014 roku zasugerował, że podniesienie temperatury ciała ssaków towarzyszące ich ewolucji po wyginięciu dinozaurów mogło wiązać się z koniecznością wytworzenia moszny. Według tego scenariusza ssaki pozostawały stałocieplne przez 150 milionów lat, ale temperatura ich ciała była nieco niższa od obecnej – wynosiła około 34 stopni Celsjusza – dzięki czemu jądra mogły funkcjonować tak samo jak wcześniej, a opuściły wnętrze organizmu dopiero wraz z podniesieniem się jego temperatury. Nie wszystkie dane układają się w logiczną całość (w zasadzie nigdy tak się nie zdarza), ale znaczna ich część daje spójny obraz. W i ę k s z o ś ć ssaków wyposażonych w jądra wewnętrzne ma niższe temperatury niż w i ę k s z o ś ć mających mosznę.

Pojawia się jednak inny poważny problem związany z teorią chłodzenia. Moszna jest złożonym organem powstałym w wyniku wieloaspektowego procesu rozwojowego i wykształcenie takiego narządu nie nastąpiło z dnia na dzień. Samica manata przecież z dnia na dzień nie urodzi syna z moszną, organ ten raczej pojawiał się stopniowo. Oponenci Darwina często zadają pytanie, jak ewolucja mogła doprowadzić do powstania oka? Jaki byłby użytek z połowy oka? Żeby odeprzeć tego typu argumenty, biolodzy muszą – tak samo jak starał się robić to Darwin – wytłumaczyć, dlaczego pożądane były wszystkie stadia pośrednie.

Obecnie, kiedy więcej wiemy o pracy oka, możemy przekonująco wyjaśnić, jak wrażliwy na światło fragment skóry stopniowo przekształcił się w cudowne przyrządy optyczne znajdujące się w twarzy człowieka i dlaczego każda forma pośrednia była użyteczna dla wyposażonego w nią zwierzęcia. Podobny schemat należałoby opracować dla zewnętrznych jąder. Wiemy przynajmniej tyle, że przodkowie ssaków mających mosznę musieli mieć jądra przesunięte w dół, ale nadal wewnętrzne. A skoro, jak dzieje się to w wypadku współczesnych zwierząt, takie rozwiązanie nie zapewnia chłodzenia, jaka wiązała się z tym korzyść? Chłodzenie nie może być pierwotną przyczyną opuszczenia okolic nerek przez jądra. Nie wykluczam możliwości, że jakiś czynnik sprawił, iż męskie gonady przesunęły się w dół, a dopiero później potrzeba ich schłodzenia doprowadziła do wykształcenia się moszny, ale jeden czynnik odpowiedzialny za oba procesy byłby bardziej eleganckim rozwiązaniem.

Przede wszystkim trzeba odpowiedzieć na pytanie, dlaczego chłód jest lepszy dla spermy. Zaproponowano hipotezę, że niższa temperatura może chronić DNA spermy przed mutowaniem, a niedawno zasugerowano, że ponieważ plemniki są chłodne, ciepło pochwy może służyć jako sygnał, który dodatkowo je aktywizuje. Te teorie nadal jednak nie obalają głównych zastrzeżeń wysuwanych wobec hipotezy chłodzenia.

Michael Bedford z amerykańskiego Cornell Medical College nie jest wielkim orędownikiem hipotezy chłodzenia, rozważa jednak, jakie znaczenie mogło mieć obniżenie temperatury najądrza – przewodu, w którym znajduje się sperma po opuszczeniu jąder. (Plemniki są bezpłodne po opuszczeniu jąder i muszą dojrzeć w najądrzu). Bedford zauważył, że niektóre zwierzęta z ukrytymi narządami rozrodczymi mają najądrza wydłużone w taki sposób, że znajdują się one tuż pod skórą, a na pokrytych futrem mosznach innych ssaków pozbawione włosów miejsca znajdują się tuż nad tym zasobnikiem. Jeśli jednak głównym powodem było ochłodzenie najądrzy, dlaczego na zewnątrz ciała znalazły się też jądra?

* * *

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

* * *

Przypisy

[8] Największe na świecie jądra w stosunku do wagi ciała należą do jednego z gatunków pasikonika: stanowią one 14 procent masy ciała samca. W wypadku człowieka ich wielkość stanowi około 0,06 procent masy ciała.

[9] O dziwo, moszny królików i zajęcy, podobnie jak torbaczy, znajdują się przed penisem. Ta dość zaskakująca cecha anatomiczna bywa argumentem wysuwanym na poparcie twierdzenia o bliskim pokrewieństwie tych zwierząt z torbaczami (nie jest to prawda). A jeśli już jesteśmy przy tym temacie, moszna nietoperza z gatunku ciemnolubek afrykański znajduje się za odbytem.

[10] Wszystkie pozostałe organy płetwala błękitnego, który waży dwa lub trzy razy więcej niż waleń, biją rekordy w świecie zwierząt, ale jego jądra ważą mniej więcej dziesięć razy mniej niż walenia. Niedorzeczny ogrom gonad waleni jest prawdopodobnie związany z ich bardzo poligamicznym stylem życia.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Ja, ssak 

POLECANE W TEJ KATEGORII

#SEXEDPL. Rozmowy Anji Rubik o dojrzewaniu, miłości i seksie Jak czytać wodę Przewodnik wędrowca Duchowe życie zwierząt Medyczna Marihuana. Historia hipokryzji Małe wielkie odkrycia