Świat najlepszy z możliwych? O dobroci Boga i pochodzeniu zła

Świat najlepszy z możliwych? O dobroci Boga i pochodzeniu zła

Autorzy: Tadeusz Pabjan

Wydawnictwo: Copernicus Center Press

Kategorie: Religia

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 13.96 zł

Jeśli Bóg istnieje, i jeśli – jak na Boga przystało – jest dobry i wszechmocny, to zło obecne w stworzonym przezeń świecie staje się zagadką, która bezwzględnie domaga się wyjaśnienia. Czy dobry i zarazem wszechmocny Bóg w ogóle może pozwalać na zło? A jeśli pozwala, to czy na pewno jest dobry, i czy na pewno jest wszechmocny?

Nie ma łatwej odpowiedzi na pytanie o przyczynę zła. Dla tych, którzy wierzą w dobrego i wszechmocnego Boga, znalezienie tej odpowiedzi jest szczególnie trudne. Świat powołany do istnienia przez Stwórcę naznaczony jest bowiem piętnem cierpienia, które stawia pod znakiem zapytania prawdę o Jego dobroci i Jego wszechmocy. Czy jednak Bóg rzeczywiście mógł stworzyć świat bardziej doskonały niż ten, który stworzył? Świat, w którym w ogóle nie byłoby zła? Wiele wskazuje na to, że nie. Ale wcale nie jest oczywiste to, iż uzasadniony jest optymizm Leibniza, który dowodzi, że żyjemy w najlepszym z możliwych światów, i że bez obecnego w nim zła nie byłby to już świat najlepszy.

Dlaczego zło? Czy możliwy jest świat bez zła? Czy Leibniz miał rację, gdy twierdził, że nasz świat jest najlepszym z możliwych? W każdym razie świat bez książki Pabjana byłby odrobinę gorszy.

ks. prof. Michał Heller

Tadeusz Pabjan - ksiądz katolicki, wykładowca filozofii przyrody i filozofii nauki na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie. Nakładem CCPress ukazały się m.in.: Niedomknięty bilans wszechświata (2014), Anatomia konfliktu. Między nowym ateizmem a teologią nauki (2016) oraz - wspólnie z ks. prof. Michałem Hellerem - Stworzenie i początek wszechświata (2013).

Spis treści

Karta redakcyjna

Wstęp

1. Metafizyka zła

W poszukiwaniu przyczyn zła

Święty Augustyn: zło jest brakiem dobra

Święty Tomasz: dobro jest przyczyną zła

2. Świat, który nie może być lepszy niż jest

Okoliczności powstania Teodycei

Świat optymalny, ale nie idealny

Zło obecne w najlepszym ze światów

Wolter i krytyka idei najlepszego ze światów

W poszukiwaniu bilansu dobra i zła

3. Boża wszechmoc a problem zła

Czy Bóg rzeczywiście jest wszechmocny?

Boża wszechmoc a prawa przyrody

Nieinterwencjonistyczne działanie Boga w świecie przyrody

4. Idea samoograniczenia Boga jako argument teodycei

Bóg, który się wycofuje

Kosmiczny eksperyment

Opatrzność respektująca autonomię stworzeń

5. Teoria ewolucji a teodycea

Argument z projektu

Projekt niedoskonały

Dobór naturalny: projekt bez projektanta

Dobór naturalny a działanie Boga

Czy teoria ewolucji zagraża teologii?

6. Świat musi być nieidealny

Deus ex machina

Gdy „dobre” jest zarazem „złe”

Eksperyment Calhouna

Świat, który nie jest rajem

7. Czy Bóg potrzebuje usprawiedliwienia?

Opowieść o człowieku imieniem Hiob

Jak obronić Boga przed zarzutem zła?

Teoretyczne argumenty teodycei a doświadczenie Boga

Ryzyko wiary

8. Niepojęte drogi Boga

Tajemnica cierpienia w ludzkiej i Bożej perspektywie

Problem zła w świetle działalności i nauczania Chrystusa

O jaką stawkę toczy się gra?

Post scriptum

Bibliografia

Przypisy

© Copyright by Tadeusz Pabjan & Copernicus Center Press, 2018

Adiustacja i korekta

dr Jadwiga Zięba

Projekt okładki

Mariusz Banachowicz

Grafika na okładce

© LimitedFont/Shutterstock

Projekt typograficzny

Mirosław Krzyszkowski

Skład

MELES-DESIGN

ISBN 978-83-7886-395-3

Wydanie I

Kraków 2018

Copernicus Center Press Sp. z o.o.

pl. Szczepański 8, 31-011 Kraków

tel./fax (+48 12) 430 63 00

e-mail: marketing@ccpress.pl

Księgarnia internetowa: http://ccpress.pl

Konwersja: eLitera s.c.

Chodzi o coś, co jest chyba naczelną przyczyną mojego załamania, a mianowicie, że chociaż istnieje dobry sternik wszechświata, to mimo to zło w ogóle może istnieć albo może uchodzić bezkarnie[1].

Boecjusz

Wstęp

Pytanie o przyczynę zła jest stare jak świat. Ci, którzy w Boga nie wierzą, nie muszą się tym pytaniem niepokoić. Mogą uznać, że zło jest wynikiem przypadku lub konieczności, albo jakiejkolwiek innej przyczyny mającej związek z funkcjonowaniem świata materii, poza którym nic innego nie istnieje. Mogą również przyjąć, że zło nie ma żadnej przyczyny, lecz jest jedynie przejawem nieuniknionego absurdu, odwiecznie wpisanego w najgłębszy fundament całej rzeczywistości. Mogą wreszcie zneutralizować doniosłość całego problemu stwierdzeniem: samo pytanie jest pozbawione sensu, w związku z tym nie warto się nim w ogóle zajmować, bo rozważanie takich kwestii to zwykła strata czasu.

Ci, którzy w Boga wierzą, nie mogą sobie na taki luksus pozwolić. Jeśli Bóg istnieje i jeśli – jak na Boga przystało – jest dobry i wszechmocny, to zło obecne w stworzonym przezeń świecie staje się zagadką, która bezwzględnie domaga się wyjaśnienia. Czy dobry i zarazem wszechmocny Bóg w ogóle może pozwalać na zło? A jeśli pozwala, to czy na pewno jest dobry i czy na pewno jest wszechmocny? Może chce zapobiec złu, ale nie potrafi tego zrobić? Albo potrafi, ale nie chce? Jeśli zaś chce i potrafi, to dlaczego złu nie zapobiegnie? A jeśli nie chce i nie potrafi, to czy warto uważać Go za Boga, skoro niejako z definicji Bóg powinien być dobry i wszechmocny? Długi katalog tych samych i tym podobnych pytań pojawił się już w starożytności[2], a później – w czasach Ojców Kościoła, w średniowieczu i w kolejnych okresach epoki nowożytnej[3] – wielu teologów i filozofów dodawało do tej listy kolejne pytania, które miały za zadanie ukazać całą złożoność problemu zamkniętego w dwóch łacińskich słowach unde malum[4].

Na początku czasów nowożytnych w dyskusji nad tym zagadnieniem pojawiły się nowe akcenty związane ze stopniowym wyklarowaniem się koncepcji praw przyrody, które w interpretacjach teologicznych zaczęto postrzegać jako jeden z podstawowych sposobów „naturalnego” działania Boga w świecie materii. Istotny wpływ na przebieg tej dyskusji miał również rozwój nauk empirycznych – zwłaszcza biologii, która pozwoliła wyraźnie zobaczyć nieznane wcześniej aspekty problemu zła. Dlaczego Bóg powołał do istnienia przyrodę, w której żywe organizmy muszą odczuwać ból, zapadać na rozmaite choroby i umierać? Dlaczego procesom ewolucyjnym musi nieustannie towarzyszyć bezwzględna i bardzo często okrutna walka organizmów o przetrwanie? Skoro zło fizyczne jest konsekwencją działania praw przyrody, to czy Stwórca nie mógł „wygenerować” takiego zestawu tych praw, by nie było trzęsień ziemi, powodzi, wad rozwojowych, kalectwa i chorób nowotworowych? Jeśli zaś prawa przyrody z jakichś względów nie mogą być inne niż są, to dlaczego wszechmocny Bóg nie interweniuje, zawieszając działanie tych praw, by uchronić swoje stworzenia od cierpienia? Łatwość, z jaką do tego katalogu można dodawać kolejne pytania, stanowi wymowną ilustrację skali problemu, który za nimi się kryje.

Historia poszukiwania wyjaśnienia tego zagadnienia jest długa i wielowątkowa. Jej szczególnie ważny epizod miał związek z działalnością Leibniza, który na przełomie XVII i XVIII wieku przyczynił się do powstania teodycei – dyscypliny z pogranicza filozofii i teologii, biorącej na siebie zadanie obrony Boga przed zarzutem zła. Kontynuatorzy dzieła, zapoczątkowanego przez filozofa z Hanoweru, przyjmowali różne strategie, zmierzające do tego, by zdjąć z Boga odpowiedzialność za zło, ale on sam w szczególny sposób upodobał sobie argument dotyczący świata, który jest najlepszym z wszystkich możliwych światów. Choć w świecie stworzonym przez Boga faktycznie istnieje zło – przekonuje Leibniz – to jednak właśnie taki świat jest w rzeczywistości realizacją najlepszej możliwości. Argument ten wydaje się prosty i niepozorny, ale jego konsekwencje są wyjątkowo kontrowersyjne. Wynika z niego bowiem nie tylko to, że świat jest dziełem w pewnym sensie doskonałym, pomimo cierpienia i wszystkich innych form zła, które są w nim obecne, ale również to, iż żadnego cierpienia i żadnej postaci zła nie może w tym świecie zabraknąć, bo wtedy nie byłby on już światem najlepszym. Nie ulega wątpliwości, że wyjaśnienie to nie jest zbyt przekonujące, dlatego trudno oprzeć się wrażeniu, że Leibniz – broniący swojej tezy o najlepszym z możliwych światów – podjął się zadania, które znacznie przerosło jego możliwości. W rzeczywistości ani on sam, ani żaden z kontynuatorów jego dzieła – którzy odwoływali się do innych argumentów z zakresu teodycei – nie zdołali zrealizować planu całkowitego wyjaśnienia wszystkich przyczyn zła i definitywnego wykazania, że Stwórca nie jest odpowiedzialny za to zło.

Dziś wiadomo już, że plan ten jest zbyt ambitny, i że teodycea musi się zadowolić realizacją o wiele bardziej skromnego zadania. Musi zrezygnować z prób wyjaśniania każdego cierpienia i każdego przejawu zła, i zgodzić się z tym, że cierpienie było, jest i na zawsze pozostanie tajemnicą, a także z tym, że sam problem zła w wielu aspektach nadal będzie wydawał się niezrozumiały. Teodycea musi na to przystać, bo tylko wtedy będzie mogła zająć się tym, co pozostaje w realnym zasięgu jej możliwości, tzn. poszukiwaniem rozsądnych argumentów na to, że zło nie jest ostateczną i niemożliwą do ominięcia przeszkodą dla wiary w dobrego i wszechmocnego Boga. Co istotne, będzie to nadal wiara, a nie wiedza poparta naukowymi dowodami. Z tego powodu nie należy oczekiwać, że wyjaśnienia i argumenty, formułowane w ramach tej dyscypliny, będą miały rangę rozstrzygnięć jednoznacznych i uzasadnionych w taki sposób i w takim zakresie, jak to ma miejsce w naukach formalnych lub empirycznych.

Zastrzeżenie to nie przez przypadek pojawia się na kartach niemal każdej monografii i każdego podręcznika z zakresu teodycei. Wielu spośród zainteresowanych tym zagadnieniem Czytelników poszukuje bowiem w tego typu książkach czegoś więcej niż tylko zgrabnego zestawu argumentów, które mają za zadanie jedynie wzmocnić ich wiarę w obliczu cierpienia. Niczego więcej nie znajdując, bardzo często porzucają oni lekturę z niejakim rozczarowaniem. Niniejsze opracowanie nie rości sobie prawa do tego, by uchodzić za poważną monografię albo za podręcznik do teodycei, ale również i tutaj zastrzeżenie to warto wypowiedzieć jasno i wyraźnie. Wiara w dobrego Boga musi pozostać wiarą – a nie empirycznie potwierdzoną wiedzą – i dlatego również rozstrzygnięcia problemu zła proponowane przez teodyceę w ostatecznym rozrachunku muszą opierać się na zaufaniu dobremu Bogu, a nie na naukowych uzasadnieniach i empirycznych dowodach, które wszystkich bez wyjątku przekonają, że Stwórca nie jest odpowiedzialny za obecne w świecie zło. Kto szuka naukowych uzasadnień i empirycznych dowodów dotyczących tego zagadnienia, w tej książce ich nie znajdzie.

Istotną słabością wszystkich argumentów mających bronić Boga przed zarzutem zła jest to, że sprowadzają się one najczęściej do czysto teoretycznych analiz, które w dużej mierze polegają jedynie na wyprowadzaniu wniosków z przyjętych w punkcie wyjścia założeń. Problem jednak w tym, że zagadnienie, którego te analizy dotyczą, nie jest czysto teoretyczne. Zainteresowani są nim bowiem przede wszystkim ci, którzy na własnej skórze bezpośrednio doświadczają zła – ci którzy sami cierpią, i którzy chcą wiedzieć, dlaczego wszechmocny i dobry Bóg nie ratuje ich przed cierpieniem. Dla nich argumenty teodycei bardzo często tracą jakąkolwiek wartość właśnie z tego powodu, że są teoretyczne – podczas gdy doświadczane przez nich cierpienie takie nie jest. Brutalna realność cierpienia jest tym, co najmocniej kontrastuje z teoretyczną narracją teodycei. Czy jednak oznacza to, że lepiej w takim przypadku zrezygnować z jakiejkolwiek argumentacji, zasłaniając się tym, że cierpienie jest tajemnicą, której żadne teoretyczne analizy nie są w stanie umniejszyć? Takie rozwiązanie byłoby w rzeczywistości ucieczką od problemu, i nieuzasadnionym pójściem w kierunku wyznaczonym przez teologię apofatyczną[5]. Uznanie majestatu tajemnicy wcale nie musi oznaczać całkowitej rezygnacji z poszukiwania wyjaśnień. Nawet jeśli nie dostarczą one ostatecznych odpowiedzi na pytanie o przyczyny zła, to mogą być pomocą dla tych, którzy, doświadczając druzgocącej mocy cierpienia, nie chcą utracić wiary w Boga wszechmocnego i zarazem kochającego swoje stworzenia.

Problem zła, które jawi się jako jeden z najmocniejszych zarzutów formułowanych pod adresem dobrego Boga, był już wielokrotnie analizowany w poważnych, obszernych artykułach i traktatach filozoficzno-teologicznych, które ujmują to zagadnienie w sposób syntetyczny, dogłębny i wyczerpujący. Nic dziwnego, że za każdym razem, gdy wątek ten powraca, pojawia się uzasadnione pytanie: czy warto pisać na ten temat cokolwiek, co nie jest poważnym, obszernym dziełem, a jedynie niewielką książką, w której krótko zostaną wspomniane zagadnienia, gdzie indziej opracowane w sposób solidny i wyczerpujący. Wielu autorów, którzy „zawodowo” zajmują się tymi kwestiami, udzieliłoby zapewne negatywnej odpowiedzi na to pytanie, uzasadniając swą opinię tym, że ważną problematykę należy analizować wyłącznie w poważnych, naukowych opracowaniach, a popularyzacja tego typu zagadnień nie jest wskazana, bo wiąże się z nią ryzyko uproszczeń zniekształcających obraz całego zagadnienia. Nawet jeśli w ogólnym przypadku uzasadnienie to można uznać za słuszne, to istnieje jednak uzasadniona wątpliwość, czy odnosi się ono również do problemu zła. Niepokoi on bowiem nie tylko ekspertów z zakresu teologii i filozofii, ale również – a może przede wszystkim – laików, którzy najczęściej nie są w żaden merytoryczny sposób przygotowani do konfrontacji z problemem o tak dużym „ciężarze gatunkowym”. To właśnie z tego powodu popularyzacja zagadnień dyskutowanych w ramach teodycei wydaje się nie tylko potrzebna, ale wręcz nieodzowna. Opasłe tomy poważnych traktatów są bowiem pisane dla naukowców – w tym konkretnym przypadku dla teologów i filozofów – i na pewno nie sięgną po nie zwykli czytelnicy. Ci ostatni mogą jednak zajrzeć do niewielkiej i napisanej prostym językiem książki, z której dowiedzą się czegoś o problemie istotnym nie tylko dla teologów i filozofów, ale również dla nich samych. Nie ma wielkiej przesady w stwierdzeniu, że problem zła jest jednym z największych wyzwań współczesnej chrześcijańskiej apologetyki. Nie widać żadnej racji, żeby nie można było podejmować tego wyzwania również w opracowaniu popularyzującym zagadnienia z pogranicza teologii i filozofii.

Czy zatem rzeczywiście żyjemy w najlepszym z możliwych światów? Argumenty przedstawione w kolejnych rozdziałach tej książki zapewne nie wystarczą do tego, by po zakończeniu lektury Czytelnik mógł łatwo udzielić jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Z pewnością jednak pozwolą mu zapoznać się bliżej z problemem, który tylko pozornie wydaje się trudnością abstrakcyjną i czysto teoretyczną, i z którym wcześniej czy później również sam będzie musiał zmierzyć się osobiście, doświadczając w swoim własnym życiu destrukcyjnej mocy zła. Czysto teoretyczny problem zamieni się wtedy w konkretną i boleśnie realną trudność, która będzie się domagać jednoznacznego wyboru pomiędzy postawą radykalnej wiary – bądź radykalnej niewiary – w dobrego Boga.

* * *

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

* * *

Przypisy

[1] Boecjusz, O pocieszeniu, jakie daje filozofia, IV, 1, tłum. G. Kurylewicz, M. Antczak, Wydawnictwo Marek Derewiecki, Kęty 2016, s. 88.

[2] Jednym z pierwszych autorów, którzy wyraźnie postawili ten problem, był Epikur. Laktancjusz (De ira Dei, XIII) w następujący sposób przedstawia jego rozumowanie: „Albo Bóg chce usunąć zło, a nie może, albo może a nie chce, albo ani nie chce ani nie może, albo i chce i może. Jeżeli chce, a nie może, jest niedołężny, co nie może dotyczyć Boga. Jeżeli może a nie chce, jest zawistny, co również nie może być cechą Boga. Jeżeli ani nie chce, ani nie może, jest zawistny i niedołężny, a przeto nie jest Bogiem. Jeżeli chce i może, co jedynie przystoi Bogu, skąd więc jest zło? Albo dlaczego go nie usuwa?”; Laktancjusz, Pisma wybrane, tłum. J. Czuj, Księgarnia Uniwersytecka, Poznań 1933, s. 187.

[3] Do przywołanej w poprzednim przypisie argumentacji Epikura nawiązał m.in. Hume, który ten sam problem wyraził następująco: „Czy Bóg chce zapobiec złu, lecz nie może? Zatem jest bezsilny. Czy może, ale nie chce? Zatem jest zły. Czy i może, i chce zarazem? Skąd więc bierze się zło?”; D. Hume, Dialogi o religii naturalnej. Naturalna historia religii wraz z dodatkami, tłum. A. Hochfeldowa, PWN, Warszawa 1962, s. 95.

[4] „Skąd zło?”

[5] Teologia apofatyczna (grec. apofatikos – przeczący) podkreśla niemożność bezpośredniego poznania i opisania natury Boga i głosi, że okrywającą Go tajemnicę można przybliżyć, jedynie rezygnując z tradycyjnych obrazów, symboli i pojęć – są one nieadekwatne do tego, by oddać naturę Stwórcy – i uciekając się do formuł przeczących, które mówią, jaki Bóg nie jest.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Świat najlepszy z możliwych? O dobroci Boga i pochodzeniu zła Anatomia konflikty Niedomknięty bilans wszechświata Elementy filozofii przyrody Stworzenie i początek Wszechświata. Teologia - Filozofia - Kosmologia 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Pieniądze. W świetle Ewangelii. Nowa opowieść o biedzie i zarabianiu