Pracowite nerki

Pracowite nerki

Autorzy: Andre Giordan

Wydawnictwo: Czarna Owca

Kategorie: Hobby

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

cena od: 20.90 zł

Nerki – cóż o nich wiemy? Większość z nas nie potrafiłaby powiedzieć, jak działają, ani nawet gdzie dokładnie się znajdują. Nauka też długo poznawała ich funkcje. Nie służą tylko do oczyszczania krwi z odpadów. Nerki to prawdziwa wewnętrzna wieża kontrolna. Regulują podstawowe czynności życiowe i zarządzają wieloma niezbędnymi składnikami organizmu za pośrednictwem procesów, których nie powstydziłaby się nanotechnologia. Nie bez powodu przemysł próbuje je naśladować...

Mocz, produkt nerek, od zawsze był przedmiotem zainteresowania i podziwu. Nic dziwnego: wiele mówi o nas i naszym zdrowiu. To na nim wzbogacił się rzymski cesarz Wespazjan. Mocz ma duże szanse stać się ropą XXI wieku! Czas pokaże, czy będziemy potrafili go wykorzystać. Ale nerki nie mogłyby pełnić swoich funkcji bez współpracy pęcherza moczowego oraz męskich i żeńskich narządów płciowych. W jaki sposób powinniśmy dbać o te ostatnie? Jak najlepiej ich używać do wydajnej produkcji endorfin, tych cudownych hormonów szczęścia?

André Giordan jest fizjologiem, specjalistą w zakresie edukacji chorych i profesorem na Uniwersytecie Genewskim. Jest autorem książek Mon corps, la première merveille du monde (Moje ciało, pierwszy cud świata, 1999), Bien vivre avec sa maladie (Jak dobrze żyć z chorobą, 2011) i 30 ans sans médicaments (30 lat bez leków, 2015).

Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Dlaczego powinniśmy dbać o nerki?

Kilka słów na początek

Jeśli chodzi o mocz…

Niezbędna armatura

Uwaga wstępna

Wszystko, co mocz mówi o waszym zdrowiu… i nie tylko

Owoc długiej historii

Lekcje z historii analiz

Mocz opowiada o waszym życiu

Mocz i doping

Mocz i rozwój medycyny

Inwestujcie w mocz!

Podatek od moczu

Zalety moczu

Mocz, darmowy i kompletny nawóz

Mocz, odnawialne źródło energii

Przeprojektować toalety

Bitwa o nerki

Nerki, miejsce wytwarzania spermy

Trzy tysiące lat trudności

Kłębowisko rureczek

I wtedy wymyślono nefron

Od budowy nerki do… hipertechnologii

Podsumowanie

Zasada działania nerki

Niech żyje hipertechnologia!

Nerki – pochwała regulacji

Nerki – wieża kontrolna

Tajemniczy przekaz

Nerka, model dla złożonych społeczeństw

Niezbędne dodatki: penis, prostata, srom i spółka

Pęcherz moczowy

Penis, 200 gramów wysokiej techniki

Erekcja i ejakulacja

Srom, narządy żeńskie

Masturbacja

Usterki układu moczowo-płciowego

Kamica nerkowa

Niewydolnosć nerek

Nietrzymanie moczu oraz inne choroby pęcherza

Zbliżenie na prostatę

Patologie prącia

Uwaga na srom

Dodatki i konkluzja

Moc moczu

Wraz z moczem pozbywasz się części siebie…

Przypisy końcowe

Wszystkie rozdziały dostępne są w pełnej wersji książki

Tytuł oryginału: Le rein a bon dos

Redakcja językowa: Krystyna Podhajska

Konsultacja medyczna: dr Marta Klimek-Lewandowska

Projekt okładki © Kav Studio Pola Rusiłowicz

Korekta: Beata Wójcik

Redaktor prowadzący: Małgorzata Hlal

Text Copyright © 2017 by Editions Jean-Claude Lattès

Copyright for the Polish edition © by Wydawnictwo Czarna Owca, 2018

Wszelkie prawa zastrzeżone. Niniejszy plik jest objęty ochroną prawa autorskiego i zabezpieczony znakiem wodnym (watermark).

Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku.

Rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci bez zgody właściciela praw jest zabronione.

Wydanie I

ISBN 978-83-8015-848-1

Wydawnictwo Czarna Owca Sp. z o.o.

ul. Alzacka 15a, 03-972 Warszawa

www.czarnaowca.pl

Redakcja: tel. 22 616 29 20; e-mail: redakcja@czarnaowca.pl

Dział handlowy: tel. 22 616 29 36; e-mail: handel@czarnaowca.pl

Księgarnia i sklep internetowy: tel. 22 616 12 72; e-mail: sklep@czarnaowca.pl

Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer.

Wstęp

Dlaczego powinniśmy dbać o nerki?

Nerki to ważny narząd, a świadczą o tym chociażby odniesienia do nich w kulturze i w języku. W mitologii greckiej symbolizowały – zupełnie błędnie z naszego punktu widzenia – źródło ludzkiej siły. Podobnie w języku francuskim, w którym „mieć mocne nerki” oznacza mieć dość siły, by sobie z czymś poradzić, wystarczające zasoby, by stawić czoła jakiemuś wyzwaniu – i może tu chodzić, w zależności od kontekstu, o zasoby umysłowe, psychiczne lub fizyczne. Chociaż więc poznanie działania nerek zajęło uczonym całe wieki, już wcześniej intuicja podpowiadała nam, jak ważną rolę odgrywają w naszym organizmie i utrzymaniu nas w dobrym zdrowiu.

Nawet dziś jednak większość ludzi nie tylko nie wie, jak działają nerki, ale nawet nie potrafi ich poprawnie umiejscowić. Wyniki ankiety przeprowadzonej z udziałem 500 osób mówią same za siebie: tylko 8 proc. badanych sytuowało nerki w dobrym miejscu; 36 proc. wskazało na jelita; 52 proc. – dół pleców; 2 proc. – pęcherz moczowy.

Z tego wynikają kolejne nieporozumienia: niesłusznie obwiniamy nerki, kiedy bolą nas plecy, kiedy mamy lumbago albo dokucza nam ból reumatyczny w okolicy lędźwiowej. Warto zapamiętać, że miejsce nerek jest w górnej części jamy brzusznej, na wysokości dwóch ostatnich kręgów piersiowych – tych, na których opierają się żebra – i dwóch pierwszych lędźwiowych, po obu stronach kręgosłupa. Zazwyczaj prawa nerka leży odrobinę wyżej niż lewa.

Kilka słów na początek

Nerki… Wątpię, żebyście dużo o nich wiedzieli! Bądźmy szczerzy, mało kto dobrze zna ten narząd. Nie cieszą się taką estymą jak mózg, nie zwracamy na nie takiej uwagi jak na serce i wątrobę. Zazwyczaj przypisuje się im cechy, których nie mają, i – jak wspomniałem – sytuuje się je w niewłaściwym miejscu. Większość z was nie ma bladego pojęcia ani o nich, ani o ich nadzwyczajnych funkcjach w służbie życia. Waszego życia…

To prawda, że przez większość czasu nie dają o sobie znać. Z pewnością nigdy się nimi nie przejmowaliście, chyba że przeżyliście te potworne bóle, które określa się niewinnym mianem „kolki nerkowej”. Co najwyżej wiecie, że niektórzy ludzie kilka razy w tygodniu są podłączani do sztucznej nerki, a inni czekają na ratujący życie przeszczep tego narządu. Skądinąd o donacji nerki często pisze się w mediach, towarzyszy temu zwykle wzruszająca opowieść o przyjaźni lub więziach rodzinnych. To nie jest wcale marginalny temat, ponieważ deficyt narządów do przeszczepu ciągle rośnie: pod koniec 2016 roku ponad 10 tysięcy Francuzów z niewydolnością nerek czekało na zgodny tkankowo narząd.

Laboratoria na całym świecie wydają miliardy dolarów na stworzenie „biomimetycznych” nerek, które naśladowałyby te naturalne. W tym celu wykorzystuje się komórki macierzyste, rodzaj komórek, z których może powstać dowolna tkanka albo dowolny narząd. Wyniki tych badań z sukcesem testowano na myszach i świniach, więc niewiele nas dzieli od badań z udziałem ludzi.

To zainteresowanie badaczy nerkami z pewnością daje wam do myślenia! Chociaż nerki to niepozorny, dyskretny narząd, są niezaprzeczalnie istotne dla dobrego funkcjonowania naszego organizmu. Jest mnóstwo powodów, dla których warto im się przyjrzeć nieco bliżej.

Nerki to parzysty narząd o kształcie fasoli i wielkości małego kufla piwa. Mają średnio 12 centymetrów długości, 6 szerokości i 3 centymetry grubości1. Jeśli są sprawne, niemal nie zdajemy sobie sprawy z ich istnienia. Może właśnie z powodu tej niepozorności aż tyle czasu zajęło nam zrozumienie ich budowy, działania i roli w organizmie – prawdziwa saga, której akcja obejmuje co najmniej dwadzieścia pięć stuleci.

Nerki to wrażliwy narząd i trzeba o nie bardzo dbać. Choroby nerek w zasadzie nie zależą od wieku. Żeby zachować je w dobrej formie, lepiej jak najwcześniej wyrobić sobie parę nawyków. Sam zdrowy tryb życia niestety nie wystarczy2; trzeba zachować ogromną czujność w odniesieniu do substancji potencjalnie toksycznych dla nerek, choćby tak popularnego paracetamolu. Podaje się go nawet bobasom, tymczasem stosowany w dużych dawkach i przez długi czas niejednokrotnie okazuje się niezwykle szkodliwy. To samo dotyczy antybiotyków i jodowych środków kontrastowych wstrzykiwanych podczas niektórych badań radiologicznych – nie wahajcie się porozmawiać o tym z lekarzem. Nie służą nerkom również diety wysokobiałkowe, nadużywanie środków przeczyszczających i moczopędnych oraz zażywanie niektórych suplementów diety – omówię to wszystko szczegółowo.

Jeśli chodzi o mocz…

Aby dobrze zrozumieć nerki, trzeba zacząć od moczu – znamy go przecież najlepiej. Chociaż dziś nie mamy wątpliwości, skąd się bierze, ustalenie tego okazało się wyzwaniem dla badaczy. Z trudem orientowali się w gmatwaninie narządów jamy brzusznej i wcale nie było dla nich oczywiste, że nerki mają związek z powstawaniem moczu. W dodatku przed wiekami uważano, że istnieją dwa rodzaje moczu.

Mocz budzi tyle niechęci… To prawda, że zapachy pozostawiane przez pijaków wzdłuż kanału Saint-Martin nie działają na jego korzyść. A jednak, jak zobaczymy, mocz ma ogromne szanse stać się paliwem XXI wieku!

Na pierwszy rzut oka ten żółty płyn nie wydaje się szczególnie interesujący, dlaczego więc poświęcać mu całą książkę? Cóż, nie zapominajmy, że stanowi on nasze pierwsze środowisko. Właśnie tak, pierwsze dziewięć miesięcy życia spędzamy we własnym moczu. Każdego dnia płód wysikuje do wód płodowych około dwóch szklaneczek moczu i potem z lubością się w nim pławi!

Niebłaha produkcja moczu

Półtora litra dziennie; około 38 tysięcy litrów, a więc 38 ton, w ciągu całego życia – tyle moczu wytwarza ludzki organizm. To tak, jakbyśmy pod koniec życia ciągnęli za sobą wielką cysternę. Imponująca produkcja i niebagatelne zanieczyszczenie środowiska!

Francuzi każdego dnia wydalają 100 milionów litrów moczu. Można by nim codziennie napełniać wszystkie baseny olimpijskie w kraju. Gdyby doliczyć mocz zwierząt, mielibyśmy miliardy litrów!

Mocz nie budzi miłych skojarzeń. Zacytujmy Milana Kunderę: „Odpierdol się, stara dziwko z twoimi chorymi sąsiadkami, odpierdol się, ptaku nocy, nocny strachu na wróble, nocny koszmarze, pamiątko mojej głupoty, pomniku mojej durnoty, śmieciu moich wspomnień, śmierdząca uryno mojej młodości…”3.

A jednak słowo „uryna” ma szlachetną etymologię; pochodzi od łacińskiego urina, które z kolei wywodzi się od greckiego uron. Cząstka ur pochodzi zaś z języka praindoeuropejskiego i wskazuje na związek z wodą. Po łacinie urinare znaczy „zanurzać się w wodzie”. Dlatego dzban służący do czerpania wody to urna. Wszystko się wyjaśnia. Czy to istotna wiedza? Z pewnością nie.

Mocz, odwieczny symbol

Mocz jest wszechobecny w naszej kulturze i literaturze. Na renesansowym obrazie Wenus i Kupidyn strumień moczu Kupidyna symbolizuje płodność. Rzymski odpowiednik greckiego boga Erosa, Kupidyn, to figlarne dziecko z kołczanem pełnym groźnych strzał, do dziś jest jednym z popularniejszych symboli walentynkowych.

Słynny Manneken Pis, „siusiający chłopiec”, to figurka-fontanna powstała w hołdzie siusianiu. A jakiż to przedmiot wykorzystał Marcel Duchamp, by radykalnie odmienić oblicze sztuki XX wieku? Pisuar! Jego praca ready-made zatytułowana „Fontanna” to zwykły pisuar z białej porcelany, kupiony przez niego w Nowym Jorku. Artysta podpisał go czarną farbą „R. Mutt 1917” i zaprezentował jak rzeźbę.

Przyjrzyjcie się więc swojemu moczowi: to nie tylko odpad, to lustro waszego życia, jak od stuleci głoszą medycy. Analiza moczu może dużo powiedzieć o stanie waszego zdrowia. Z braku innych metod aż do XX wieku lekarze oglądali go i… smakowali, żeby postawić diagnozę. Istnieje też ścisły związek między właściwościami moczu i krwi – kwasowością, poziomem cukru, ciśnieniem tętniczym.

Jednak na co dzień pozwalamy mu opuszczać swoje ciało, nie przywiązując do niego wagi. Naszym jedynym zmartwieniem jest niekiedy znalezienie publicznej toalety, żeby zrobić to szybko. No, chyba że jesteście adeptami urynoterapii. Nie wiecie, co to jest? Z przyjemnością wam o tym opowiem, oddam też głos jej zwolennikom. Osobiście miałem zawsze pewne opory przed jej stosowaniem, ale u niektórych mocz wyznacza styl życia!

Mocz ma liczne zastosowania, niewiele z nich jest powszechnie znanych. Był jednym z pierwszych środków dezynfekujących, ponieważ zasadniczo nie ma w nim bakterii – właściwość szalenie przydatna w przeszłości, a nawet dziś w sytuacjach kryzysowych. Ogrodnicy nazywają go „płynnym złotem”, ponieważ nadaje się do nawożenia: wykorzystywanie moczu w uprawach pozwala uniknąć kosztownego oczyszczania wody i czerpać z jej darmowego źródła, bogatego w sole mineralne, sprzyjającego uprawie roślin i bioróżnorodności.

Myśli się nawet o zastąpieniu nim ropy. Tak, do produkcji energii! Jego wartość energetyczna jest oczywiście o wiele mniejsza, za to jest dostępny w ogromnych ilościach. Na całej planecie 10 miliardów litrów dziennie wydalanych przez ludzi, plus 30 miliardów wydalanych przez udomowione zwierzęta, co daje 198 milionów baryłek, czyli więcej niż dwukrotność dziennego wydobycia ropy naftowej. Mocz jest łatwo dostępny, jego pozyskiwanie nie wymaga robienia podmorskich odwiertów; co najwyżej trzeba będzie przemyśleć koncepcję toalet.

Chcecie być następnym Wespazjanem? To przestańcie deprecjonować mocz, nie mówcie o „szczynach” i „sikach”. Nie opowiadam wam tu o byle siuśkach, lecz o nowym eldorado! Mamy w sobie złoto i nawet o tym nie wiemy. Pomyślcie więc o zainwestowaniu w ten płyn.

Siusianie: rzut oka na siebie samego

Oddając mocz, zawsze pozbywacie się części siebie. Ten organiczny płyn o żółtawym zabarwieniu i zapachu zmieniającym się w zależności od tego, co zjedliście (uraczcie się szparagami, a poczujecie!), wydzielany przez nerki i magazynowany w pęcherzu moczowym nie jest wcale bez znaczenia.

Z każdym wysiusianiem się odrobina tego, co uczyniło was tymi, kim jesteście, bezpowrotnie was opuszcza. Szkoda po prostu spłukać to w toalecie bez zastanowienia. Myślicie, że pozbywacie się jakichś odpadów, ale nie, to materia, dzięki której żyliście, rozumieliście, kochaliście!

Niezbędna armatura

Mocz i nerki są przedmiotem badań gałęzi medycyny nazwanej urologią. Oczywiście obiektem jej zainteresowania są również pęcherz i cewka moczowa, mocz musi być bowiem gromadzony i wydalany. Ale urologia zajmuje się także prostatą, penisem i żeńskimi zewnętrznymi narządami płciowymi. Czy to nie szerokie pole działania?

Na poszerzenie go wpłynął niewątpliwie fakt, że wielu pacjentów wstydzi się pójść do seksuologa, gdy ma problem z tak zwanymi narządami intymnymi. Urolog wydaje im się bardziej neutralny i przystępny. Dlatego i ja w swojej książce postanowiłem nie tylko zająć się układem moczowym, lecz także zaskoczyć was paroma ciekawostkami na temat waszych narządów płciowych.

Najpierw skupię się na penisie, do którego mężczyźni mają szczególny stosunek. Wielu z nich martwi się jego długością i grubością. Bądźcie spokojni, ogromna większość was ma penis całkowicie normalnych rozmiarów. Dowodzi tego praca Davida Veale’a i jego kolegów z King’s College w Londynie4. Podsumowano w niej 20 badań z udziałem ponad 15 521 mężczyzn, których penisy zmierzono według standaryzowanej procedury. Otóż zgodnie z wynikami badań średnia długość penisa w stanie spoczynku wynosi 9,16 cm, natomiast 13,24 cm, kiedy się go rozciągnie. We wzwodzie średnia długość to 13,12 cm. Średni obwód penisa to 9,31 cm w stanie spoczynku i 11,66 cm w erekcji. Nie zaobserwowano korelacji między długością penisa a wzrostem badanych.

W swoich rozważaniach uwzględnię też, rzecz jasna, prostatę, kolejne źródło męskich niepokojów. Do czego służy ten narząd? Tylko nieliczni mężczyźni potrafią odpowiedzieć na to pytanie. Tymczasem ten niewielki męski gruczoł pełni ważne funkcje, choć myślimy o nim głównie w kontekście raka i konsekwencji dla sfery seksualnej, kiedy trzeba go usunąć.

Nie pominę kobiet. Nietrzymanie moczu jest u nich o wiele częstsze niż u mężczyzn. A zapalenia pęcherza moczowego dotykają jedną kobietę na dwie. Te infekcje są zasadniczo niegroźne i leczy się je w kilka dni antybiotykami. Niekiedy jednak mogą nawracać i wpływać negatywnie na życie seksualne. W 90 proc. przypadków spowodowane są bakterią Escherichia coli, bytującą w układzie pokarmowym. Bakteria ta migruje z ujścia odbytu do ujścia cewki moczowej i dalej – do cewki moczowej oraz pęcherza. Jakie są objawy zapalenia pęcherza? Jakie czynniki mu sprzyjają? Jakie jest ryzyko powikłań? Czy istnieją alternatywy dla antybiotykoterapii? Oto kilka kwestii, które poruszę.

Uwaga wstępna

I jeszcze jedno pytanie, zanim przystąpicie do uważnej lektury kolejnych rozdziałów. Co uprawnia André Giordana do pisania o nerkach i moczu? Odpowiedź jest prosta.

Przede wszystkim uczyłem o zdrowiu i ludzkim ciele, a także napisałem kilka książek na ten temat5. Zanim jednak wyspecjalizowałem się w dydaktyce, miałem pierwsze życie: po studiach biologicznych prowadziłem badania dotyczące fizjologii, które przywiodły mnie do prac nad funkcjonowaniem nerek.

Materiałem do moich badań były karasie chińskie, nie zaś – jak by się można spodziewać – myszy. Nawiasem mówiąc, Chińczycy wyhodowali te rybki z karpi i nazywają je „żywymi błyskotkami”. Karasie mają problemy z wodą, w której żyją. Ich ciała są „gęstsze”, bogatsze w sole, i woda się do nich wdziera; muszą ją „wypompowywać”, żeby się jej pozbyć. Ludzkie ciało przeciwnie, przebywa w środowisku, w którym woda jest rzadkością, musi więc, odwrotnie, stosować jakieś strategie, żeby ją zachować. W obu przypadkach zachodzą jednak te same procesy, w których pośredniczą te same hormony. Tak zbudowane są żywe organizmy, mechanizmy są te same u wszystkich. Wraz z ewolucją gatunków stają się tylko bardziej złożone.

Spędziłem wiele lat na pobieraniu moczu i krwi od rybek. Niełatwo umieścić cewnik, choć cieniutki, w pęcherzu tego biednego zwierzątka, żeby pobrać próbki moczu do analiz. O pobieranie krwi nawet mnie nie pytajcie! Trzeba się wbić między dwie łuski i zrobić to bardzo ostrożnie, żeby ich nie zranić. Dzięki tym badaniom, prowadzonym pod kierownictwem Brahima Lahlou, zrozumiałem przebieg procesów regulowania ilości wody i soli mineralnych w organizmie. Udało mi się dołożyć malutką cegiełkę do wiedzy o ludzkim ciele.

Karasie chińskie stały się „dobrym modelem”, jak to się mówi w nauce, do imitowania i rozumienia mechanizmów działających w nerkach. Dzięki nim zdobyłem sporą wiedzę o żywych organizmach, a przede wszystkim rozwinąłem w sobie pasję do tych zagadnień; i lubię się nimi dzielić, bo wydają mi się zupełnie fundamentalne dla naszego zdrowia, a przy tym mało znane.

1.

Wszystko, co mocz mówi o waszym zdrowiu… i nie tylko

Najczęściej mocz jest uważany za zbiór odpadów, które organizm powinien jak najszybciej wydalić. Wydalaniu towarzyszy pewne skrępowanie. Pytamy, gdzie jest „ustronne miejsce” lub „toaleta”, mówimy, że idziemy „umyć ręce” albo „przypudrować nos”. „Ustęp”, „klozet”, „wygódka” to słowa rzadko dziś używane.

Wraz z ewolucją kategorii płci społeczno-kulturowej kwestia toalet publicznych staje się coraz bardziej polityczna, zwłaszcza w niektórych stanach USA. Osoby transpłciowe nie mają tam prawa chodzić do toalety dla płci, z którą się utożsamiają, jeśli określenie płci w ich dokumentach urzędowych nie zostało zmienione. Na przykład, kobieta „trans”, której płeć dokumenty nadal określają jako „męską”, musi chodzić do toalety dla mężczyzn. Czy niedługo nie będzie wolno się załatwić bez okazania dowodu?

Dwa rodzaje moczu

Dlaczego w języku francuskim o moczu mówi się w liczbie mnogiej – les urines? By odpowiedzieć na to pytanie, trzeba się cofnąć do antyku, kiedy to lekarze wyróżniali dwa rodzaje moczu. Sądzili, że pierwszy rodzaj moczu powstaje w mózgu i spływa rdzeniem kręgowym, drugi zaś kanalikami płynie z wątroby. Hipokrates dwadzieścia trzy wieki temu napisał więc, że pierwszy mocz jest „moczem z krwi i z nocy”. Bez wchodzenia w szczegóły mogę powiedzieć, że zdaniem Hipokratesa ten rodzaj moczu był wytwarzany lub też zbierany przez nerki. Natomiast drugi rodzaj moczu obierał bardziej bezpośrednią drogę z jelit, wątroby albo żołądka do pęcherza.

Oto dlaczego w XXI wieku francuski lekarz nadal zleci wam wykonanie badania moczów! Chociaż dobrze wie, że mocz jest tylko jeden… Nasze myślenie wciąż przenikają antyczne przekonania naukowe.

Z kolei w Ameryce Południowej pojawiły się żądania, by instalować pisuary dla kobiet. Niektóre feministki ze względu na równość płci domagają się, by kobiety miały prawo siusiać na stojąco. Inni zalecają to ze względów higienicznych, by nie zmuszać kobiet do siadania na publicznych deskach sedesowych.

Trend ten powoli dociera do Europy i w sprzedaży pojawia się coraz więcej akcesoriów do siusiania na stojąco. Jednorazowe „sikawki” czy „lejki” we Francji upowszechnia i sprzedaje pewna firma z Montpellier. Ten przedmiot cieszy się ogromnym powodzeniem, choć jego nazwa może śmieszyć. Ma on stożkowy kształt i umieszczony między nogami pozwala siusiać bez siadania, a nawet bez opuszczania spodni. Przydaje się w toalecie publicznej, na łonie natury i by napełnić pojemnik na mocz do analiz medycznych.

Ale wszystko to nie wyjaśnia, dlaczego lekarze tak bardzo interesują się tym płynem. Dlaczego tak często zlecają badania moczu? Otóż dlatego, że mocz może dużo powiedzieć o stanie zdrowia danej osoby. Ponadto badanie moczu niekiedy ujawnia rzeczy, które chcielibyśmy ukryć – opowiem o tym wkrótce.

Owoc długiej historii

Chociaż mocz jest pogardzany przez większość naszych współczesnych, nieliczni nim się fascynują. Początki tej fascynacji sięgają zamierzchłych czasów. Kiedyś mocz był podziwiany, zwłaszcza przez tych, którzy zawodowo parali się zdrowiem, ale nie tylko! Może zresztą, zamiast o podziwie, lepiej mówić o kontemplacji, czy, jak powiedzieliby dzisiejsi naukowcy, obserwacji lub analizie. We wcześniejszych epokach mocz był traktowany tak jak dziś DNA. Mocz oglądano, badano, a nawet smakowano!

Pierwszy ślad poważnego zainteresowania moczem – a szczególnie jego zmienną barwą – odnajdujemy w zapiskach babilońskich mędrców i sumeryjskich lekarzy. Dowodem są gliniane tabliczki datowane na 4000 lat p.n.e. Sporo miejsca poświęcono moczowi i nerkom w egipskim papirusie Ebersa6, jednym z najstarszych traktatów medycznych zachowanych do naszych czasów, zapisanym egipskim pismem hieratycznym. Prawdopodobnie powstał on za panowania Amenhotepa I, czyli w XVI wieku p.n.e. Stanowi obszerną i zaskakującą kompilację wiedzy medycznej sprzed tysiącleci.

Również wiele hinduskich i chińskich tekstów wiąże wygląd moczu z najróżniejszymi chorobami. Nie wszystkie te zależności mają solidne podstawy: niektóre uznalibyśmy raczej za magiczne, wymyślone przez wróżbiarza lub geomantę. Liczy się jednak ogromne zainteresowanie tym płynem.

Wspomniany Hipokrates, uważany za ojca zachodniej medycyny, rozwodził się na temat ogromnej roli moczu w stawianiu diagnozy: „Żaden inny układ ani organ ludzkiego ciała nie dostarcza tak wielu informacji poprzez swoje wydaliny, jak czyni to układ moczowy”. Ten sam temat poruszał Pedanius Dioskurydes, grecki lekarz, farmakolog i botanik, który w swoim dziele De Materia Medica zawarł pokaźną wiedzę o substancjach leczniczych. A także Galen, rzymski lekarz greckiego pochodzenia.

W VII wieku n.e. bizantyjski lekarz Teofil Protospatar napisał De Urinis, traktat czytany aż do czasów odrodzenia, rozpropagowany w XI wieku przez lekarzy ze szkoły medycznej w Salerno. Jako kontynuację żydowski lekarz Izaak ben Salomon Izraeli napisał w X wieku traktat Liber urinarum.

Uroskopia, nowa praktyka rozpoznawania chorób na podstawie wyglądu moczu, odsunęła w cień inne znane wcześniej metody diagnostyczne: ocenę wyglądu pacjenta oraz jego głosu, potu, plwociny i kału. Aż do XVI wieku jedynie spygmologia, diagnoza poprzez badanie tętna, będzie dla niej konkurencją. Pod koniec średniowiecza badanie moczu stało się powszechną praktyką i pierwszym obowiązkiem dobrego medyka. Średniowieczni lekarze łączą niemal wszystkie znane choroby z charakterystyką moczu.

Inny bizantyjski lekarz, Johannes Actuarius, napisał w XIV wieku kolejną rozprawę De Urinis. I nie jest to cienka książeczka, lecz siedmiotomowe dzieło, największa zachowana monografia dawnej medycyny. Dwadzieścia sześć rozdziałów traktuje o wartości semiologicznej uroskopii: opisuje cechy moczu poznawane dzięki szczególnemu naczyniu, które pozostanie w użyciu przez wiele stuleci – nocnikowi (łac. matula). Nocnik z przezroczystego szkła odegrał ogromną rolę w medycynie i do dziś w niektórych krajach jest jednym z symboli – razem ze stetoskopem – zawodu lekarza.

Kiedy robimy badanie moczu? I jakie?

Powiem to od razu: nie istnieje standardowe badanie, a w każdym razie nie istnieje jeden najważniejszy parametr diagnostyczny. Każda analiza moczu ma konkretne wskazania zależne od tego, co podejrzewa lekarz. Wszystkie składniki moczu mogą być przedmiotem badania; można im się przyjrzeć i precyzyjnie je zmierzyć. Badanie wykrywa również substancje, których w moczu nie powinno być i których obecność świadczy o chorobie. Na przykład obecność glukozy i ciał ketonowych wskazuje na cukrzycę. Obecność białka oznacza anomalię na poziomie czynności filtracyjnej nerek, która, nieleczona, w dłuższym okresie może prowadzić do śmierci. Wiele wyników badań opublikowanych w „American Journal of Kidney Diseases”, czasopiśmie naukowym poświęconym chorobom nerek, wskazuje na to, że duża zawartość białka w moczu jest często dobrym wskaźnikiem uszkodzenia kłębuszków nerkowych, w których powstaje jako produkt filtracji krwi. Statystyki pokazują, że takie osoby żyją od siedmiu do ośmiu lat krócej.

Uroskopia jest więc powszechną metodą diagnostyczną: w Henryku IV Szekspira Falstaff pyta: „I co tam, wielkoludzie, co powiada doktor na moją urynę?”7. W tym pytaniu chodzi nie tylko o mocz, lecz także o bilans zdrowotny. Niektórzy lekarze chełpili się nawet, że potrafią postawić diagnozę, nie zobaczywszy pacjenta – wyłącznie na podstawie oględzin moczu! Przechwalali się, że rozpoznają ciążę. Cóż… Ich przeciwnicy podsuwali im niekiedy zwierzęcy mocz, żeby ich zdyskredytować.

Bez wątpienia uroskopia stwarzała szerokie pole dla szarlatanerii, o której wspominał Voltaire w liście do markiza de Florian z 3 stycznia 1774 roku: „Niedorzeczna szarlataneria odgadywania chorób i temperamentu z moczu przynosi wstyd medycynie i rozumowi”.

Chociaż wiele testów uroskopowych nie przetrwało próby czasu, niektóre badania stosowano również w następnych wiekach. Precyzyjnie wskazywały pewne problemy zdrowotne. Renesans przyniósł punkt zwrotny. Alchemik Paracelsus zapoczątkował ewolucję w stronę bardziej współczesnej medycyny opartej na biochemii. Jego projekt to rozdzielić składniki moczu. Podważył w ten sposób galenowskie i arystotelesowskie podwaliny medycyny i otworzył drogę do fizjologii eksperymentalnej, na razie wciąż bazującej na czterech żywiołach: powietrza, ognia, wody i ziemi.

Później decydujący wpływ na ewolucję (al)chemii miał flamandzki lekarz Jean-Baptiste Van Helmont. Za nim podążyli Thomas Willis i Herman Boerhaave, oznaczyli prawidłowe i nieprawidłowe składniki moczu. Zastąpienie badania wzrokowego badaniem chemicznym miało konsekwencje praktyczne. Lekarze utracili jedną ze swoich kompetencji, a wraz z nią źródło dochodu. Część ich dotychczasowej pracy zaczęli wykonywać farmaceuci, tych zaś ostatecznie zastąpili laboranci. Tak rozwija się medycyna… W laboratoriach skład moczu przestał być tajemnicą. Mimo to mocz nie wyjawił wszystkich swoich sekretów: o was, waszym zdrowiu i dolegliwościach.

DOWÓD TOŻSAMOŚCI MOCZU

W 100 gramach moczu8:

Woda: 95–97 g, w zależności od ilości wypitych wcześniej płynów

Związki organiczne:

Mocznik: 2 g (produkt rozpadu białek)

Kreatynina: 0,1 g (produkt rozpadu kreatyny mięśniowej)

Kwas moczowy: 0,03 (rozpad DNA i RNA) Kwas hipurowy (rozpad aminokwasów)

Urobilinogen (rozpad hemoglobiny z czerwonych krwinek)

Związki mineralne

Potas: 0,06 g

Chlor pod postacią chlorków: 0,06 g

Siarka pod postacią siarczanów: 0,018 g

Sód: 0,01 g

Fosfor pod postacią fosforanów: 0,03 g

Jony amonowe NH4+: 0,05 g – 0,1 g

Wapń: 0,015 g

Magnez: 0,01 g

Lekcje z historii analiz

Postępy nauk medycznych nigdy nie są liniowe. Najpierw alchemicy, potem chemicy powołali do życia medycynę mocno redukcjonistyczną. Według nowożytnych lekarzy każdą chorobę wywołuje określona przyczyna. Zamiast skupić się na pacjencie, lekarze próbują scharakteryzować objawy wszystkich chorób za pośrednictwem wskazówek, które, jak sądzą, wyłapują w moczu.

Medycyna antyczna miała holistyczne, czyli całościowe podejście do chorego. Przyczyn choroby (lecz oczywiście nie urazów) upatrywano w braku równowagi czterech „humorów”: krwi, limfy, żółtej żółci i czarnej żółci, powiązanych z czterema żywiołami: ogniem, powietrzem, ziemią i wodą. Wszystko zależało od stanu ogólnego pacjenta. Istniało tyle chorób, ilu pacjentów; chorób nie klasyfikowano oddzielnie. Leczenie miało na celu odbudowanie ogólnej równowagi pacjenta.

Nowożytne podejście do badań medycznych wykroczyło poza teorię humoralną. Dało początek współczesnej koncepcji patologii, która stara się rozkładać złożone problemy na prostsze pojęcia. Nowy sposób pojmowania chorób jako oddzielnych jednostek pociąga za sobą nowe metody leczenia. W tym stosowanie substancji chemicznych do użytku wewnętrznego, pod warunkiem ścisłej kontroli ich użycia i stosowania umiarkowanych dawek, i w „nietoksycznej” formie. Medycyna robi ogromny krok naprzód. A jednak stopniowo ta tendencja prowadzi do ignorowania pacjenta i skupiania się na chorym narządzie albo na reakcjach chemicznych leków. Dziś medycyna obiera przeciwny kierunek: wiele współczesnych praktyk medycznych próbuje przywrócić nadrzędną pozycję osoby.

Praktyka uroskopii jako badania wzrokowego znika w XVIII wieku, wraz z nadejściem chemii, która stara się wyodrębnić poszczególne składniki moczu. W użyciu nadal pozostaje „koło moczowe”, zestaw dwudziestu barw, z których każda wskazuje konkretny problem zdrowotny. Do pewnego stopnia wciąż odwołujemy się do tych dawnych praktyk. Barwa, nawet jeśli niedecydująca, może ujawniać pewne patologie. Jej zmiana czasem sygnalizuje pogorszenie stanu zdrowia. W ramce poniżej znajdziecie listę kolorów – nie jest ona wyczerpująca – które może przybierać mocz, i powiązanych z nimi chorób.

Co mówi kolor moczu?

Kiedy mocz jest pomarańczowy i nie jaśnieje, mimo że pijecie wystarczająco dużo, może to wskazywać na problem z pęcherzykiem żółciowym albo wątrobą. Niektóre pokarmy, zwłaszcza te zawierające karoteny, barwią mocz na pomarańczowo. Dotyczy to też niektórych leków, na przykład antybiotyku o nazwie ryfampicyna.

Brązowy kolor moczu może ujawniać porfirię, chorobę metaboliczną, w której mocz zabarwia się na charakterystyczny kolor porto.

Różowe lub czerwone zabarwienie – jeśli tylko nie jedliście niedawno leśnych owoców, rabarbaru ani buraków – świadczy, ogólnie rzecz biorąc, o obecności krwi w moczu. W grę mogą wchodzić infekcja pęcherza moczowego, prostaty lub nerek, a także kamica moczowa i nowotwór układu moczowego.

Niebieskawa albo zielonkawa barwa moczu sugeruje obecność bakterii w układzie moczowym, zwłaszcza Pseudomonas aeruginosa. Również niektóre leki nadają takie zabarwienie, na przykład klasyczny błękit metylenowy, indometacyna, amitryptylina, triamteren.

Szara albo czarnawa barwa moczu pozostawionego na powietrzu sugeruje obecność kwasu homogentyzynowego, spowodowaną rzadką chorobą genetyczną o nazwie alkaptonuria.

Biaława albo mleczna barwa może być efektem obecności tłuszczów albo chłonki (limfy). Ten rodzaj patologii wywołują niektóre pasożyty.

Kiedy mocz jest pienisty, może to wskazywać na obecność nadmiernej ilości białek spowodowaną dysfunkcją kłębuszków nerkowych.

Zmiany zabarwienia powinny skłaniać do wizyty u lekarza, który zleci badania pozwalające ustalić ich przyczynę.

Dziś większość laboratoriów stosuje testy kolorymetryczne w analizie moczu. Aby zdiagnozować problem, zanurza się w próbce moczu cienkie paski, które zmieniają kolor na skutek reakcji chemicznych, wskazujących na obecność nieprawidłowych składników, na przykład hemoglobiny lub glukozy. To łatwe, skuteczne i niedrogie narzędzie wykrywania między innymi chorób nerek.

Zazwyczaj testy kolorymetryczne poprzedzają badanie mikroskopowe moczu, w którym oznacza się obecność śluzu, kryształów, wałeczków9, komórek nerkowych, czerwonych krwinek, drożdżaków i bakterii.

Mocz opowiada o waszym życiu

Testy, oznaczanie, obserwacja pod mikroskopem stanowią więc ważne źródło informacji. Dziś najczęściej przeprowadza się analizy mikrobiologiczne. Lekarz wystawia skierowanie na posiew moczu, badanie diagnostyczne, które stało się niemal rutynowe. W połączeniu z badaniem krwi pozwala ono wykryć drobnoustroje odpowiedzialne za infekcję i odpowiednio dobrać leczenie. Celem jest zidentyfikowanie choroby układu moczowego, na przykład zapalenia pęcherza albo infekcji dróg moczowych i pęcherza. Nie są one groźne, chociaż jeśli często nawracają, znacznie pogarszają jakość życia. Zdarzają się też niebezpieczne powikłania, które wymagają szybkiego leczenia.

Badania moczu pozwalają wykryć także zapalenie gruczołu krokowego u mężczyzn oraz odmiednicznikowe zapalenie nerek. O infekcji świadczy wzrost liczby leukocytów (białych krwinek) i obecność drobnoustrojów chorobotwórczych.

Jak prawidłowo pobrać mocz?

Najczęściej mocz pobieracie sami, w domu. Od tego, czy zrobicie to właściwie, zależy wiarygodność otrzymanych wyników.

Zasada 1: Mocz pobiera się w sterylnych warunkach.

Kupcie w aptece specjalny sterylny pojemnik (około 20–30 ml).

Przed pobraniem moczu umyjcie ręce i ujście cewki moczowej.

Zasada 2: Pobierzcie mocz zaraz po obudzeniu. Pozostawał w pęcherzu wystarczająco długo, żeby w przypadku infekcji było w nim dość bakterii do hodowli w laboratorium.

Zasada 3: Najlepiej zebrać mocz ze środkowego strumienia.

Praktyczne wskazówki:

Stańcie nad sedesem.

Otwórzcie sterylny pojemnik, nie dotykajcie palcami jego wewnętrznych krawędzi.

Pierwszą partię moczu oddajcie do sedesu.

Potem nasiusiajcie do pojemnika, nie dotykajcie przy tym jego górnej krawędzi.

Skończcie siusiać do sedesu.

Dobrze zakręćcie pojemnik.

Napiszcie na naklejce swoje imię, nazwisko i datę urodzenia.

Zanieście jak najszybciej mocz do laboratorium i nie zapomnijcie skierowania na badania. W temperaturze pokojowej mocz nie powinien być przechowywany dłużej niż dwie godziny. Jeśli nie możecie od razu zanieść go do laboratorium, przechowajcie go w lodówce w temperaturze 4 stopni Celsjusza, jednak nie dłużej niż 24 godziny.

Mężczyźni powinni siusiać z odsuniętym napletkiem.

Jeśli lekarz zlecił posiew, mocz należy pobrać przed rozpoczęciem kuracji antybiotykami albo co najmniej 48 godzin po zaprzestaniu takiej kuracji.

Badanie moczu jest rutynowo stosowane przez niektórych pracodawców do wykrywania chorób zawodowych. Dotyczy to przede wszystkim osób narażonych na działanie substancji toksycznych dla nerek. Malowanie, czyszczenie tekstyliów albo metali, wytrawianie, produkcja substancji zapachowych… wielu pracowników ma kontakt z rozpuszczalnikami, nawet o tym nie wiedząc. Regularna ekspozycja na te substancje, nawet w niskich dawkach, może być w krótszym lub dłuższym okresie szkodliwa dla nerek, i te szkody bywają nieodwracalne. Rozpuszczalniki zawiera też wiele powszechnie stosowanych farb pokojowych czy lakierów do mebli.

Analiza moczu staje się nieodzowna w pewnych szczególnych momentach naszego życia. I tak badanie moczu wykonuje się regularnie – i obowiązkowo – przez cały okres ciąży. Bada się w nim poziom glukozy, by wykryć ewentualny cukromocz, który może sygnalizować problemy z metabolizowaniem cukru (cukrzycę ciążową). Bada się mocz na obecność albumin, ponieważ białkomocz bywa oznaką nadciśnienia, chorób nerek lub infekcji układu moczowego. Ujawnione nieprawidłowości mogą wymagać dalszych badań.

Czy wasze nerki dobrze działają?

Jeśli chcecie wiedzieć, czy macie zdrowe nerki, wystarczy raz do roku wykonać badanie ogólne moczu. Obecność albumin, białek krwi, które nie powinny być filtrowane, może wskazywać na uszkodzenie tego narządu. Potwierdzicie to innymi badaniami. Dobrą miarą sprawności nerek jest stężenie kreatyniny w moczu.

Można też oznaczyć mocznik: regularne analizy są zalecane w przypadku cukrzycy i chorób naczyniowych.

Również obecność krwi w moczu może świadczyć o chorobie nerek, na przykład o kamicy czy nowotworach układu moczowego albo o brodawczakach pęcherza.

Badanie moczu może też potwierdzić ciążę dzięki oznaczeniu stężenia hormonu beta-hCG, hormonu ludzkiej gonadotropiny kosmówkowej. Jest on wytwarzany przez łożysko od momentu zagnieżdżenia się zarodka, czyli wczepienia się w ścianę macicy.

Badanie stężenia tego hormonu ma też inne zastosowania. Wysoki poziom hCG pozwala podejrzewać ryzyko trisomii 21 (zespołu Downa) i może być wskazaniem do amniopunkcji. Nadmierne wydzielanie hCG może być też spowodowane niektórymi nowotworami. Wówczas trzeba jak najszybciej rozpocząć leczenie.

Badanie moczu przeprowadza się na bardzo wczesnym etapie życia: po raz pierwszy u dziecka zaraz po urodzeniu. Chodzi o wykrycie fenyloketonurii, zaburzenia metabolizmu pewnego aminokwasu. Jeśli nie zacznie się jej szybko leczyć, może prowadzić do upośledzenia umysłowego.

Dlaczego powinna nas interesować kreatynina?

Kreatynina jest prostym odpadem, który normalnie usuwają nerki, produktem rozpadu kreatyny10 w mięśniach i w niewielkim stopniu w mózgu. I jest bardzo użyteczna w medycynie przy ocenie skuteczności filtracji nerek. Pomiar stężenia tej substancji we krwi i w moczu pozwala wykryć niewydolność nerek.

Oznaczenie stężenia kreatyniny pozwala przede wszystkim obliczyć to, co specjaliści nazywają „klirensem kreatyniny”. To o wiele dokładniejszy wskaźnik szybkości filtracji. Jego prawidłowa wartość to około 100 ml/min, jednak zależy od płci i wieku.

Poziom kreatyniny różni się u poszczególnych osób, jest inny u kobiet i mężczyzn. Ogólnie rzecz biorąc, wpływają na niego masa mięśniowa, aktywność fizyczna, zawartość białka w diecie, wiek oraz waga.

Na przykład u sportowców obserwuje się wyższy niż średnia poziom kreatyniny, ponieważ intensywniejsza praca mięśni oznacza większą jej produkcję.

Mocz i doping

Wszyscy słyszeli o analizach moczu kolarzy z Tour de France albo sportowców na igrzyskach olimpijskich. Te badania stały się codziennością i codziennością są też próby ich obejścia. W ten sposób niedawno wykryto niedozwolone substancje u medalistów olimpiad w Pekinie i Londynie. Umożliwiły to nowe testy przeprowadzone na próbkach moczu przechowywanych w lodówkach od ponad czterech i ośmiu lat! Chyba postarano się, by próbek nie przebadano zaraz po pobraniu. Testy rzekomo nie były jeszcze gotowe!

Na całym świecie 35 laboratoriów uzyskało akredytację Światowej Agencji Antydopingowej do przeprowadzania analiz moczu. Ich zadaniem jest wykrycie przyjmowania jednej lub wielu substancji dopingujących podczas zawodów lub, coraz częściej, przed zawodami.

W praktyce systematycznej kontroli podlegają medaliści w niektórych konkurencjach. Sportowiec może też być badany w innych momentach. Otrzymuje wówczas wezwanie ze wskazanym trybem kontroli. Kiedy stawia się w wyznaczonym punkcie badań, najpierw rozmawia z lekarzem. Lekarz sporządza listę przyjmowanych przez sportowca leków i w przypadku substancji zabronionych sprawdza, czy ma on zgodę na ich stosowanie do celów terapeutycznych. Prócz moczu można też pobrać do badań włosy, ślinę i krew.

Przejdźmy od dopingu do narkotyków. Wszelkie zażywanie tego rodzaju substancji zostawia ślady w organizmie, zwłaszcza w moczu. Laboratoria przeprowadzają takie testy na podstawie skierowania lekarskiego. W pewnych okolicznościach badanie może być przymusowe: przy podejrzeniu o doping, odzyskiwaniu prawa jazdy, po wypadku drogowym i udziale w przestępstwie, w którym zażycie narkotyków jest okolicznością zaostrzającą.

W metodach zwanych jakościowymi wykorzystuje się odczynniki chemiczne, by sprawdzić obecność narkotyku w badanej próbce. W ten sposób wykrywa się jednak tylko najpowszechniej używane narkotyki: marihuanę, opioidy (heroinę, morfinę, buprenorfinę, metadon), kokainę i crack, amfetaminę i niektóre jej pochodne (ecstasy, metamfetaminę) oraz ketaminę.

Inne narkotyki, takie jak kwas 4-hydroksybutanowy (GHB)11, syntetyczny narkotyk, i narkotyki halucynogenne (LSD, grzyby), wykrywa się metodami ilościowymi. Jednak pozostałości narkotyku w organizmie z czasem znikają, dlatego mówi się o przybliżonym czasie wykrywalności danego narkotyku w zależności od rodzaju badanej próbki (krew, mocz, ślina).

Substancje dopingujące używane przez sportowców albo narkotyki takie jak marihuana – a dokładniej jej główny składnik aktywny, tetrahydrokannabinol – są wykrywalne w moczu przez mniej więcej dwa tygodnie po ostatnim zażyciu. Heroina, kokaina i narkotyki z rodziny ecstasy mogą być wykryte w moczu przez dłuższy czas po zażyciu (nawet jednorazowym). To dlatego analiza moczu tak wiele mówi o życiu danej osoby.

NARKOTYK OKRES PÓŁTRWANIA* CZAS WYKRYWALNOŚCI**

Amfetamina 10–30 godz. od 1 do 3 dni

Barbiturany 20–30 godz. (pentobarbital) 48–280 godz. (fenobarbital) 22–29 godz. (sekobarbital) ponad 5 dni (pentobarbital) ponad 8 dni (fenobarbital) ponad 2 tygodnie (regularne zażywanie)

Benzodiazepiny 5–15 godz. (oksazepam) 8–20 godz. (bromazepam) 10–30 godz. (flunitrazepam) 20–40 godz. (diazepam) 40–100 godz. (nordazepam) do 3 dni (umiarkowane spożycie) od 4 do 6 dni (duże spożycie)

Buprenorfina 8–15 godz. od 2 do 6 dni

kokaina i crack 0,5–1,5 godz. (kokaina) 3,5–8 godz. (benzoylecgonine) 3,5–6 godz. (ecgoninmetylester) od 1 do 4 dni (umiarkowane spożycie) ponad 5 dni (duże spożycie)

EDDP 15–55 godz. od 3 do 4 dni

Fentanyl 2–4 godz. (fentanyl) 5–15 godz. (przezśluzówkowo) 17 godz. (przezskórnie) od 1 do 3 dni

Etamina 80–190 min (ketamina) 4 godz. (norketamina) przez 1 dzień

MDA 10–30 godz. od 1 do 3 dni

MDMA 10–30 godz. od 1 do 2 dni

Metadon 15–55 godz. od 2 do 5 dni

metamfetamina 10–30 godz. od 1 do 3 dni

Morfina i heroina 3–20 min (diacetylomorfina) 9–40 min (6-monoacetylomorfina) od 1 do 2 dni (umiarkowane spożycie) od 1 do 3 dni (duże spożycie)

Metakwalon 20–60 godz. od 2 do 4 dni

oksykodon (silny opioid) 3–4,5 godz. od 1 do 2 dni

Fencyklidyna (PCP) 8–55 godz. (propoksyfen) 30–36 godz. (norpropoksyfen) od 8 godz. do 2 dni

THC (marihuana) 20–30 godz. od 1 do 3 dni (okazjonalne spożycie) do 10 dni (duże spożycie) do 30–40 dni (bardzo duże spożycie)

tramadol (słaby opioid) 3–8 godz. od 1 do 3 dni

Czas wykrywalności różnych narkotyków

* Okres półtrwania: czas konieczny, by ilość substancji w organizmie zmniejszyła się do połowy wartości początkowej.

** Czas wykrywalności: okres po spożyciu, w którym substancja jest wykrywalna.

Mocz i rozwój medycyny

Mocz to „biopłyn” cieszący się szczególnymi względami naukowców: jest produkowany w gigantycznych ilościach i łatwo go pozyskać. Przebadano go na wiele sposobów, wciąż jednak zachował nieco tajemnic.

Kanadyjski zespół naukowy z Uniwersytetu Alberty postanowił zrobić pełne badanie jego składu. Dzięki temu wiemy, że w ludzkim moczu jest co najmniej 3079 składników, z czego co najmniej 72 to produkty mikroorganizmów, 1453 są pochodzenia endogennego, czyli wytwarza je ludzki organizm, a 2 282 – egzogennego, tzn. pochodzą z naszego środowiska: pożywienia, kosmetyków, leków (przy czym trzeba pamiętać, że niektóre substancje mogą być zarówno endogenne, jak i egzogenne)12.

Inni naukowcy pracują nad lepszym poznaniem związków między chorobami i składem moczu. Dla chorego analiza moczu jest bardzo wygodnym badaniem ze względu na swoją nieinwazyjność. Nawet zwykłe pobranie krwi nigdy nie jest zupełnie bezproblemowe: ile osób mdleje na widok igły, którą pielęgniarka wbija im w żyłę w przedramieniu, albo na widok własnej krwi? Poza tym do pobrania krwi trzeba się przygotować i czasem przyjść na czczo. Wielu badaczy i wiele laboratoriów pokłada więc nadzieje w moczu. Paski moczowe do wykrywania chorób z roku na rok stają się coraz doskonalsze.

Co wykrywają moczowe testy paskowe?

Testy paskowe służą do analizy biologicznej moczu. Dzięki nasyceniu rozmaitymi odczynnikami pozwalają natychmiast oznaczyć:

pH

leukocyty, objaw infekcji układu moczowego

azotyny, wskazujące na infekcję bakteryjną nerek lub dróg moczowych

ciężar właściwy (nieprawidłowy może świadczyć o infekcji układu moczowego)

glukozę (pozwala to wykryć i kontrolować cukrzycę lub hiperglikemię)

ketony, które mogą świadczyć o zaburzeniach metabolizmu, wskazywać na hiperglikemię

białka, których obecność jest objawem choroby nerek i dróg moczowych (niewydolność nerek)

krew, która może się pojawić przy urazie układu moczowego, menstruacji, poważnych infekcjach nerek i dróg moczowych, nowotworze nerek lub pęcherza

bilirubinę, która świadczy o patologii wątroby lub/i dróg żółciowych

urobilinogen, wskazujący na uszkodzenie wątroby, anemię hemolityczną, ale też przewlekłe zaparcia.

Inne częste badania to te na obecność chorób przenoszonych drogą płciową. Do niedawna, by je wykryć, robiono wymaz – wprowadzano do cewki moczowej wąską cylindryczną szczoteczkę, by pobrać ewentualne bakterie. Bardzo nieprzyjemne badanie. Dziś wystarczy mocz z pierwszego strumienia, który zmywa śluz z cewki moczowej. Po wstępnej obróbce trafia on do maszyny zaprogramowanej na sporządzenie genetycznego dowodu tożsamości obecnych w nim bakterii.

Z kolei naukowcy z MIT, politechniki w Bostonie, opracowali test moczu pozwalający wykryć obecność skrzeplin we krwi. Autorzy tego testu pracują obecnie nad stworzeniem jego wersji do użytku domowego, wykorzystującej paski diagnostyczne, jak przy teście ciążowym. W tej chwili, żeby wykryć obecność skrzeplin w żyłach, a co za tym idzie ryzyko zatoru, trzeba wykonać ultrasonografię dopplerowską, długie i kosztowne badanie.

Czy będzie można wyczytać z moczu, że ktoś ma nowotwór złośliwy? Tym zajmują się naukowcy z Uniwersytetu w Missouri. Prace są bardzo zaawansowane: obecnie naukowcy rekrutują uczestników do badania klinicznego. Badają mocz na obecność pterydyn13. Poziom tych związków organicznych wyraźnie rośnie między innymi u pacjentów dotkniętych nowotworem. Wykrywanie pterydyn w moczu pozwoliłoby diagnozować na przykład nowotwory piersi, zanim staną się widoczne w badaniu mammograficznym.

Jest też nadzieja na zastąpienie prostym badaniem moczu kolonoskopii, innej inwazyjnej metody diagnostycznej. Pewne kanadyjskie laboratorium z wykorzystaniem badań prowadzonych na Uniewersytecie Alberty planuje skomercjalizować test paskowy moczu pozwalający wykryć polipy w jelicie grubym. Jedno proste badanie pozwoliłoby uniknąć kolonoskopii tym, którzy jej nie potrzebują.

Inne interesujące prace dotyczą wykrywania raka prostaty. W tej chwili jego wykrycie opiera się na badaniu palpacyjnym przez odbyt i oznaczeniu antygenu gruczołu krokowego (PSA) we krwi, choć metoda jest kontrowersyjna (więcej na ten temat napisałem w rozdziale 7). Ten antygen jest substancją wydzielaną przez prostatę. Wzrost jego stężenia pozwala podejrzewać raka prostaty. Chociaż jednak antygen PSA jest wytwarzany wyłącznie przez komórki prostaty, jego zwiększone wydzielanie niekoniecznie musi się wiązać z rakiem. Ten sam efekt dają infekcje, zapalenia albo gruczolak prostaty. Nowy test moczu pozwoli ocenić ryzyko, ale również stopień zaawansowania nowotworu, bez konieczności przeprowadzania niepotrzebnych biopsji.

W 1999 roku zidentyfikowano gen PCA3 (Prostate Cancer Gene 3), który ulega ekspresji w komórkach każdej prostaty, normalnej i przerośniętej, jednak w komórkach raka ulega od 60- do 100-krotnej nadekspresji. PCA3 uważa się więc za precyzyjny wskaźnik. Oznaczenie poziomu PCA3 w moczu nie tylko pozwala wykryć nowotwór, lecz także ocenić stopień jego zaawansowania.

Są wreszcie wizjonerzy twierdzący, że na podstawie badania moczu będzie można określić długość życia danej osoby. Czy nie przypominają nieco szarlatanów z epoki odrodzenia? Tylko że dziś te wizje są uzasadnione naukowo. Zgodnie z badaniem opublikowanym w „American Journal of Kidney Diseases”14 wysoka zawartość białek w moczu świadczy często o chorobie nerek. Kiedy nefrony są uszkodzone, niektóre białka krwi, w tym albuminy, przedostają się do moczu. Również każda osoba, u której występują czynniki ryzyka choroby nerek – cukrzyca, nadciśnienie tętnicze albo palenie papierosów – powinna raz do roku wykonywać badanie moczu pod kątem ewentualnej obecności albumin… i nie skracać swojej średniej oczekiwanej długości życia.

Czy naprawdę trzeba dużo pić?

„Pijcie dużo wody!”, „Pijcie, zanim zachce wam się pić!”, „Pijcie wodę bez ograniczeń!” Reklamy namawiają nas do picia wody ze względów zdrowotnych. Z pewnością – nadmiernego. Oczywiście, picie wody jest ważne dla dobrego funkcjonowania organizmu. Ale na pewno nie w takich ilościach, jak się nam wmawia.

Pijąc wodę w nadmiarze, ryzykujemy zatrucie wodne, obrzęk narządów, w tym mózgu, a przede wszystkim nadmiernie obciążamy nerki.

Ponadto im więcej pijemy, tym więcej siusiamy. A to ma swoje konsekwencje. Zwiększone wydalanie moczu powoduje utratę dużych ilości soli mineralnych, mikroelementów i witamin.

Firmy farmaceutyczne rozpowszechniające te reklamy mają interes w namawianiu nas do picia. Z jednej strony zarabiają na sprzedaży wód mineralnych, których często są producentami, z drugiej zaś na sprzedaży suplementów zawierających sole mineralne i witaminy.

Sprawa jest prosta: oglądajcie swój mocz. Jeśli jest jasny, pijecie tyle, ile trzeba. Jeśli jednak jest ciemnopomarańczowy, pijecie za mało!

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Mogą się jednak zmniejszyć w przypadku chronicznej niewydolności. [wróć]

Por. André Giordan, 30 ans sans médicaments, Lattès, 2015. [wróć]

Milan Kundera, Powolność, tłum. M. Bieńczyk, Warszawa 2015, s. 69. [wróć]

D. Veale, S. Miles, S. Bramley, G. Muir, and J. Hodsoll, Am I normal ? A systematic review and construction of nomograms for flaccid and erect penis length and circumference in up to 15 521 men, „BJU International”, 2015. [wróć]

A. Giordan, Le Corps humain, la première merveille du monde, Lattès, 1999. A. Giordan, A. Golay, Bien vivre avec sa maladie, Lattès, 2013. A. Giordan, 30 ans sans médicaments, Lattès, 2015. [wróć]

Nazwa pochodzi od nazwiska niemieckiego egiptologa Georga Moritza Ebersa, który go kupił i przetłumaczył. Papirus znalazł Edwin Smith w Luksorze w 1862 roku. [wróć]

William Shakespeare, Henryk IV: część I i II, cz. II, akt I, scena 2, tłum. S. Barańczak, Kraków 1998, s. 199. [wróć]

Tu wartości średnie, jednak te ilości bardzo zależą od sposobu żywienia. [wróć]

Wałeczki moczowe tworzą się, kiedy komórki, resztki komórek i białka przybierają kształt kanalików nerkowych, w których się znajdowały. Obecność wałeczków w moczu zazwyczaj wskazuje na jakąś patologię. [wróć]

Kreatyna jest substancją, która pełni funkcję nośnika energii w komórkach. [wróć]

GHB (kwas 4-hydroksybutanowy) jest syntetycznym lekiem o właściwościach uspokajających i powodujących amnezję. W medycynie stosuje się go do leczenia narkolepsji (przewlekłego zaburzenia snu) i jako anestetyk przy operacjach; od ponad 20 lat znany również jako tak zwana pigułka gwałtu. [wróć]

S. Bouatra, F. Aziat, R. Mandal, A.C. Guo, M.R. Wilson, C. Knox, The Human Urine Metabolome, „PloS ONE”, 2013. [wróć]

Y. Ma, C. Burton, Pteridine detection in urine: the future of cancer diagnostics?, „Biomark Med”, October 2013. [wróć]

http://kidneysteps.com/2013/04/protein-in-urine-linked-to-life-expectancy/ [wróć]

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Pracowite nerki 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Food Pharmacy Porąb i spal Jeszcze jedna mila Kuba. Autobiografia