Dusza nie ma wieku

Dusza nie ma wieku

Autorzy: Moore Thomas

Wydawnictwo: Czarna Owca

Kategorie: Psychologia

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 24.90 zł

A gdyby spojrzeć na proces starzenia się jako na drogę ku lepszemu?

Z biegiem lat człowiek gromadzi wrażenia, kształtuje swoją osobowość, pogłębia więzi z ludźmi, doświadcza świata w sposób pełny i dojrzały, poznaje siebie i dopasowuje swoje oczekiwania do tego, co niesie mu rzeczywistość. Staje się samoświadomą, wyjątkową, spełnioną i kochającą jednostką. Może zatem pora zmienić sposób myślenia o starzeniu się i zacząć postrzegać ten naturalny i nieuchronny proces jako ekscytującą podróż?

Thomas Moore, czerpiąc zarówno ze źródeł naukowych, jak i filozoficznych, wyjaśnia, jakie zmiany zachodzą w psychice wraz z upływem czasu, jak je zaakceptować i wykorzystać z pożytkiem dla siebie i otoczenia. Odpowiada na pytanie, czym jest melancholia i samotność, jak w późniejszych latach rozwija się zmysłowość, jak wyglądają związki z ludźmi oraz jaką rolę pełnią osoby starsze w swojej społeczności. W prezentowanej przez autora wizji starzenie się może być drogą do szczęścia i spełnienia, o ile wjedzie się w ten etap z pełną świadomością i odpowiedzialnością.

„Po przeczytaniu tej pięknie i mądrze napisanej książki, starzenie się wydaje się raczej błogosławieństwem niż przekleństwem! Thomas Moore przekonuje, że najpiękniej starzejemy się wówczas, kiedy nie walczymy z naszym wiekiem, lecz wychodzimy mu naprzeciw, żyjemy niejako poza czasem, pamiętając o tym, by każdego dnia odnajdywać w głębi naszej duszy nieprzemijającą i bezgraniczną radość istnienia.”

Dr Rudolph E. Tanzi, profesor neurologii w Harvard Medical School

Thomas Moore jest autorem popularnych i nagradzanych książek o duchowości i rozwoju osobistym. Był mnichem, muzykiem, profesorem uniwersytetu i psychoterapeutą. Obronił doktorat z religioznawstwa. W swoich książkach i artkułach mówi o potrzebie uczynienia naszego świata miejscem bardziej przyjaznym duszy oraz znaczeniu duchowości w codziennym życiu. Mieszka w New Hampshire. W Polsce ukazały się dwie jego książki: W trosce o duszę oraz Bratnie dusze.

Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Thomas Moore jest autorem następujących książek:

PODZIĘKOWANIA

WPROWADZENIE

OBRZĘDY PRZEJŚCIA

Pierwszy posmak starzenia się

Stare ciała, młode dusze

Życiowe przejścia

STAWANIE SIĘ GŁĘBSZĄ OSOBĄ W MIARĘ STARZENIA SIĘ

Melancholia: droga ku szczęściu

Przetwarzenie życiowych doświadczeń

Dojrzewanie seksualności

INNY SPOSÓB IMAGINOWANIA STARZENIA SIĘ

Choroba jako inicjacja

Sympatycznie stare zrzędy

Baw się, pracuj, przejdź na emeryturę, odpoczywaj

OTWÓRZ SWOJE SERCE NA PRZYSZŁOŚĆ

Bycie spełnionym w podeszłym wieku

Spuścizna: przyszłość twojego życiowego eksperymentu

Transformacja samotności

DUCHOWOŚĆ STARZENIA SIĘ

Przyjaźń i wspólnota

Anioł starości

Życie z umieraniem

POZWÓL RZECZOM OBIERAĆ SWÓJ WŁASNY BIEG

Przypisy końcowe

Wszystkie rozdziały dostępne są w pełnej wersji książki

Tytuł oryginału: Ageless Soul: The Lifelong Journey Toward Meaning and Joy

Redakcja: Agnieszka Al-Jawahiri

Projekt okładki: Kav Studio Pola Rusiłowicz

Ilustracja na okładce: © yayasya / Shutterstock

Ilustracja na wewnętrznych stronach okładki: © Liashenko Iryna / Shutterstock

Zdjęcie autora: © Ajeet Khalsa

Korekta i opracowanie indeksu: Ewa Jastrun

Korekta: Dorota Wojciechowska

Redaktorka prowadząca: Daria Armańska

Cytaty na stronach 27, 80, 85: Memories, Dreams, Reflections by C.G. Jung, translated by Richard and Clara Winston, edited by Aniela Jaffe, translation copyright © 1961, 1962, 1963 and renewed 1989, 1990, 1991 by Penguin Random House LLC. Used by permission of Pantheon Books, an imprint of the Knopf Doubleday Publishing Group, a division of Penguin Random House LLC. All rights reserved.

Cytaty na stronach 111, 220: The Force of Character and the Lasting Life by James Hillman, copyright ©1999 by James Hillman. All rights reserved.

Cytat na stronie 137: The Botany of Desire: A Plant’s-Eye View of the World by Michael Pollan, copyright © 2001 by Michael Pollan. Used by permission of Random House, an imprint and division of Penguin Random House LLC. All rights reserved.

Cytat na stronie 267: Growing Up in Old Age by Peggy Freydberg reprinted with permission from Poems from the Pond: 107 Years of Words and Wisdom: The Writings of Peggy Freydberg, edited by Laurie David.

Grafika na stronie 423: courtesy of Kwang Jean Park, Yin & Yang 9811, wood block and hand drawing on Korean Hanji paper, 39 3 27 1 inches, edition 9, 1998.

Copyright © 2017 by Thomas Moore. All rights reserved.

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Czarna Owca, 2018

Copyright © for the Polish translation by Jerzy Korpanty, 2018

Wszelkie prawa zastrzeżone. Niniejszy plik jest objęty ochroną prawa autorskiego i zabezpieczony znakiem wodnym (watermark).

Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku.

Rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci bez zgody właściciela praw jest zabronione.

Wydanie I

ISBN 978-83-8015-798-9

Wydawnictwo Czarna Owca Sp. z o.o.

ul. Alzacka 15a, 03-972 Warszawa

www.czarnaowca.pl

Redakcja: tel. 22 616 29 20; e-mail: redakcja@czarnaowca.pl

Dział handlowy: tel. 22 616 29 36; e-mail: handel@czarnaowca.pl

Księgarnia i sklep internetowy: tel. 22 616 12 72; e-mail: sklep@czarnaowca.pl

Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer.

Thomas Moore jest autorem następujących książek:

Gospel: The Book of Mark

The Soul of Christmas

Gospel: The Book of Matthew

A Religion of One’s Own

Care of the Soul in Medicine

The Guru of Golf and Other Stories About the Game of Life

Writing in the Sand: Jesus and the Soul of the Gospels

A Life at Work

Dark Nights of the Soul

The Lost Sutras of Jesus (z Rayem Riegertem)

The Soul’s Religion

Quand le monde retrouve son âme

Original Self

The Soul of Sex

The Book of Job

Education of the Heart

The Re-Enchantment of Everyday Life

Meditations on the Monk Who Dwells in Everyday Life

Soul Mates [wyd. pol. Bratnie dusze, Warszawa 1995]

Care of the Soul [wyd. pol. W trosce o duszę, Warszawa 1996]

A Blue Fire: Selected Writings of James Hillman

Dark Eros

Rituals of the Imagination

The Planets Within: Marsilio Ficino’s Astrological Psychology

Dla Jamesa Hillmana,

mojego kumpla (wedle jego słów) i przewodnika

PODZIĘKOWANIA

Kiedy piszę książkę, zawsze nadstawiam uszu na wszelkiego rodzaju użyteczne idee i pomysły, nawet te najbardziej niepozorne, jakie pojawiają się, gdy jestem razem z moimi przyjaciółmi, kolegami i członkami rodziny. Zwykle nie zdają sobie oni sprawy z tego, że przez cały czas staram się dokładnie rejestrować w mentalnym archiwum wszystko, co ciekawego i inspirującego mają do powiedzenia. Jestem niezmiernie wdzięczny osobom, które szczodrze dzieliły się ze mną swoimi przemyśleniami wtedy, kiedy najbardziej potrzebowałem świeżych rozwiązań i nowych perspektyw. Są to moi przyjaciele: Robert Sim, Patrice Pinette, Gary Pinette, Carol Renwick, Hugh Renwick, Judith Jackson, Joel Laski, John Van Ness, Liz Thomas, Pat Toomay i Mike Barringer; moi koledzy (a także przyjaciele): Todd Shuster, Denise Barack, Nancy Slonim Aronie, George Nickelsburg i Hugh Van Dusen; nowi znajomi: Burt Bacharach, Kristian Altimus i Carl Shuster; miłości mojego życia: Ajeet i Abe; moja duchowa partnerka i bratnia dusza: Hari Kirin. Jestem również głęboko wdzięczny i zobowiązany George’owi Witte’owi i Sally Richardson z wydawnictwa St. Martin’s Press.

WPROWADZENIE

W uroczej, cichej dzielnicy pewnego dużego amerykańskiego miasta młody student architektury przygotowywał ogród zen na nowy sezon po długiej zimie. Kiedy pracował, po drugiej stronie ścieżki, na ławce, siedział stary mnich i bacznie go obserwował. Młodzieniec grabił liście, które zaścielały ziemię, przycinał krzewy i sadził nowe rośliny. Wszystkie liście zebrał w jedno miejsce na dużą płachtę, którą następnie obwiązał sznurkiem, tworząc coś w rodzaju pakunku, i odciągnął na bok.

Spojrzał na mnicha, który, jak wiedział, był znanym nauczycielem, mistrzem sztuki aranżacji japońskich ogrodów. Mnich wstał, po czym rzekł:

– Bardzo ładny ogród.

– Tak – odparł student. – Udany – według ciebie?

– Brakuje jednej rzeczy – stwierdził mnich.

Student podszedł do sędziwego mnicha, a następnie pomógł mu przejść przez ścieżkę i wejść do ogrodu. Starzec podszedł prosto do zwiniętej w pakunek płachty, pochylił się i mocno pociągnął za sznurek, pozwalając, by liście rozsypały się na ziemię i by wiatr rozwiał je na wszystkie strony. Popatrzył z uznaniem na ponownie „nieuprzątniętą” przestrzeń ogrodu i uśmiechnął się.

– Pięknie! – powiedział.

Wabi-sabi1 to stare pojęcie odnoszące się do japońskiej estetyki, w której wszelkie niedoskonałości i skazy, wyszczerbienia i pęknięcia, wszystko, co wygląda na wiekowe, zużyte i podniszczone – uważa się za piękne. Nie jest to dziwne również dla współczesnego oka doceniającego przecież piękno mebli, których powierzchnia jest spękana, porysowana lub pokryta warstwą blaknącej i złuszczającej się farby. Stara, zniszczona przez deszcz, wiatr i mróz szopa nie jest czymś tak bardzo różnym od osoby, która ma za sobą długie, pełne życie, a wabi-sabi to dobry punkt wyjścia rozmowy o dwóch podstawowych aspektach ludzkiego bytu: tajemnicy upływu czasu i starzenia się.

Na nas również mogą pojawiać się pęknięcia i rysy, a mimo to my również możemy być piękni. Kiedy przechodzimy przez zarówno satysfakcjonujące, jak i stresujące doświadczenia naszego toczącego się przed siebie życia, warto pamiętać o prostej frazie: „piękno niedoskonałości”. Starość daje nam rzeczy dobre i rzeczy złe. Dlatego powinniśmy ze wszech miar doceniać wartość niedoskonałego życia.

Pewien mistrz zen powiedział: „Starzenie się po prostu się zdarza”. Naszym zadaniem jest bycie obecnym, stawianie czoła starzeniu się bez względu na to, jak ono się przejawia, a nie walka z nim, nie zwalczanie go. Jeśli z czymś walczymy, to coś staje się wrogiem, a w konsekwencji wydaje się gorsze, niż jest w rzeczywistości. Jeśli będziesz walczył przeciwko starzeniu się, wkrótce przekonasz się, że przegrałeś bitwę.

Sekret starzenia się polega na stanięciu twarzą w twarz z faktem utraty młodzieńczego piękna i siły, a następnie na wykorzystaniu wszelkich zasobów, jakimi jeszcze dysponujemy, do tego, by być kreatywnym, pozytywnym i optymistycznie nastawionym do życia. Za każdym razem, kiedy używam słowa optymizm, myślę o rzymskiej bogini Ops2 oraz obfitości dóbr, jakimi obdarza ludzkość. Była ona siostrą i żoną Saturna, boga będącego ucieleśnieniem archetypu starości. Jako uosobienie obfitości Ops zjawia się po to, by uczynić nasze starzenie się bogatym i przyjemnym w jak najgłębszym sensie.

Jako psychoterapeuta mogę najlepiej pomagać ludziom, zachęcając ich do tego, by byli w pełni tam, gdzie właśnie są. Nie mam tu na myśli akceptowania jakiejś złej sytuacji, którą należy zmienić, takiej jak tkwienie w pełnym przemocy związku małżeńskim, nie mówię też o poddawaniu się czy rezygnacji. Jeśli jednak ktoś walczy z sytuacją, w jakiej się znajduje, nie wiedząc tak naprawdę, o co właściwie chodzi, w końcu znajdzie się zapewne na pozycji przegranego.

Pracowałem kiedyś z kobietą, która ciągle powtarzała, że chce wyzwolić się z małżeństwa, w którym czuje się okropnie i które jest dla niej nie do zniesienia. Jednak rok po roku nie robiła niczego w tej sprawie. Opowiadała mi, że jej przyjaciele i członkowie rodziny namawiali ją do odejścia od męża, co jednak tylko tym bardziej ją przy nim trzymało i unieruchamiało. Czułem, że musi ona najpierw rzeczywiście w pełni zaistnieć w tej sytuacji, nim będzie mogła z niej wyjść. Postanowiłem nie tyle mówić jej o korzyściach wynikających z zakończenia małżeństwa, ile pomagać jej zrozumieć, w jakim miejscu aktualnie się znajdowała. W końcu kobieta przestała narzekać i jednocześnie unikać działania, i po prostu rozwiodła się z mężem. Później powiedziała mi, jak bardzo była szczęśliwa z podjęcia takiej decyzji, i że dziękuje mi za to, że jej pomogłem. Tymczasem jedyną rzeczą, którą zrobiłem, było towarzyszenie jej w długim i bolesnym procesie podejmowania decyzji, tak jakbym próbował oddychać razem z nią, synchronizując każdy jej oddech z moim własnym.

Podobnie jest ze starzeniem się. Jeśli walczysz z nim i narzekasz na związane z nim niedogodności i problemy, możesz już do końca życia być nieszczęśliwy, ponieważ starzenie się jest jedną z tych rzeczy, które nie poprawiają się i nie zmieniają na lepsze. Tymczasem jeśli potrafisz być z nim tu i teraz, wówczas zachowasz spokój i pogodę ducha, również kiedy będziesz o pięć lat starszy niż obecnie. Jeśli potrafisz po prostu być z tym, co jest, dysponujesz zarówno dobrym punktem oparcia, jak i punktem wyjścia do starzenia się. W takim wypadku możesz robić inne rzeczy, by polepszyć swoją sytuację. Uważaj, żeby się nie zagubić, wspominając z tęsknotą dawne dobre czasy oraz marząc o innej przyszłości niż ta, która cię czeka. Pozwól na to, żeby wiatr rozwiał liście po powierzchni twoich idealnych wyobrażeń, a następnie postaraj się dostrzec pełnię piękna swojego życia.

W całej mojej pracy terapeutycznej, podążając za przykładem wielu dawnych mistrzów i nauczycieli duchowych, poszukuję głębokich historii, mitologii, a także odwiecznych, archetypowych tematów, które leżą pod powierzchnią naszych zwyczajnych codziennych doświadczeń. Nie jesteśmy tylko ludźmi zdominowanymi przez czas i historię z ich nieuchronnymi, nieuniknionymi i niepożądanymi skutkami. Jesteśmy również osobami niezdeterminowanymi przez czas, pozbawionymi wieku (ang. ageless), uczestniczącymi w tajemniczym i cudownym procesie, w którym nasza odwieczna, niezmienna jaźń (ang. self) – którą ja wolę nazywać naszą duszą – staje się z czasem coraz bardziej widoczna. Oto najważniejszy znak tego, że się starzejesz, a nie tylko spędzasz czas – stopniowo odkrywasz swoje prawdziwe „ja”, swój własny, jedyny w swoim rodzaju sposób istnienia.

Starzenie się to rodzaj aktywności. To coś do zrobienia, a nie coś, co po prostu się zdarza. Kiedy się starzejesz (ang. age) – czasownik w stronie czynnej – jesteś proaktywny. Jeśli rzeczywiście się starzejesz, stajesz się lepszą osobą. Z kolei jeśli po prostu stajesz się coraz starszy (ang. grow old), w sposób bierny, stajesz się kimś gorszym. Masz duże szanse na to, że będziesz nieszczęśliwy, w miarę jak będziesz kontynuował swoją bezskuteczną walkę z upływającym czasem.

Zwykle mamy tendencję do postrzegania czasu jako linii (ang. line), która nieuchronnie i monotonnie porusza się do przodu, przesuwa się niczym taśmociąg w fabryce. Jednak życie nie ma tak mechanicznego charakteru. Ralph Waldo Emerson napisał kiedyś proste zdanie (ang. line), które może zmienić sposób, w jaki postrzegasz starzenie się:

Postępy duszy nie odbywają się na zasadzie gradacji, jakby można to sobie przedstawić przy pomocy ruchu po linii prostej, ale raczej przez wznoszenie się jej stanu takie, jakie można sobie przedstawić przez metamorfozę (przeobrażenie) – od jaja do larwy, od larwy do muchy3.

Wznoszenie się stanu. Wyobrażam sobie owo wznoszenie się jako szereg okresów stabilizacji, inicjacji i przejść. Życie nie jest linią prostą, lecz szeregiem stopni, prowadzących z jednego poziomu na drugi, przy czym każdy z poziomów może odpowiadać okresowi kilku lat. Często wznoszenie się na nowy poziom bywa zainspirowane jakimś wyjątkowym zdarzeniem, takim jak choroba, zakończenie związku, utrata pracy czy zmiana miejsca zamieszkania.

Zwróćmy uwagę, że Emerson mógł mieć na myśli motyla wyłaniającego się z kokonu poczwarki i wzlatującego w przestworza4 oraz nawiązywać do tego, że starożytni Grecy na określenie zarówno duszy, jak i motyla używali tego samego słowa – psyche. Zaczynamy jako małe i niezbyt ładne gąsienice, by następnie, w późniejszych latach, przeobrazić się i ukazać światu jako piękne i uskrzydlone motyle.

Wydaje mi się, że przez „wznoszenie się stanu” Emerson rozumie to, że każdy z nas przechodzi przez szereg faz czy poziomów rozwoju. Kiedy przyglądam się mojemu rozwojowi na przestrzeni lat, skupiam się głównie na wyjątkowych zdarzeniach: wyjazd z rodzinnego domu do prowadzonej przez zakonników szkoły z internatem, zakończenie mojego eksperymentu z życiem monastycznym, zwolnienie z pracy na uniwersytecie, małżeństwo, rozwód, narodziny córki, sukcesy moich książek, operacje, którym musiałem się poddać. Zdarzenia te wyznaczają kolejne stopnie, jednak na każdym z nich przebywałem przez długi czas, dorastając, a następnie starzejąc się. Moja dusza ujawniła się w pełni w szeregu odrębnych, ściśle zdefiniowanych okresów życia.

Jeszcze jedna sprawa dotycząca struktury starzenia się: kiedy przechodzimy z jednej fazy do następnej, nigdy całkowicie nie porzucamy i nie pozostawiamy za sobą faz, które zdarzyły się wcześniej. One nie znikają, lecz są zawsze dla nas dostępne, tak że możemy do nich wracać. Z jednej strony okoliczność ta nieco komplikuje życie, z drugiej jednak – wzbogaca je i pogłębia. Zawsze możemy czerpać z doświadczeń, jakie zdobyliśmy jako dzieci, nastolatkowie, młodzieńcy i dorośli w średnim wieku. Nasza młodość jest dla nas zawsze dostępna, jest miejscem, do którego możemy wielokrotnie powracać. Nawet nasza osobowość czy też głębiej, nasza dusza, składa się z wielu lat i wielu stopni dojrzałości. Każdy z nas jest istotą wielowarstwową. Każdy z nas jest w danej chwili osobą w różnym wieku w tym samym czasie. Przysługuje nam prawo przemieszczania się poprzez wszystkie te warstwy: we wnętrzu każdego z nas jest coś, czego w żaden sposób nie naruszył ząb czasu5.

Co to znaczy, że się starzejemy?

Kiedy używam słowa starzenie się (ang. aging), mam na myśli stawanie się z czasem coraz bardziej osobą, którą jestem, coraz bardziej sobą. W tym miejscu przychodzi mi do głowy obraz sera i wina. Niektóre ich gatunki stają się coraz lepsze w miarę upływu czasu. Odkładamy je na bok, pozwalamy im odpoczywać, „leżakować”, póki nie będą całkowicie gotowe. Czas działa na ich korzyść, wzbogaca je, poprawia ich jakość; rodzaj wewnętrznego i niewidzialnego alchemicznego procesu dokonuje ich przemiany, przydając wybornego smaku i aromatu.

Ludzie starzeją się w podobny sposób. Jeśli pozwolisz na to, żeby życie cię kształtowało, wówczas, w miarę upływu czasu, będziesz stawał się coraz bogatszą wewnętrznie, bardziej interesującą osobą. Oto starzenie się na podobieństwo dobrego sera i wina. W tym sensie naszym najważniejszym, głównym celem w życiu jest zestarzeć się, stać się tym, kim naprawdę jesteśmy; w gruncie rzeczy polega to na tym, że pozwalamy naszej wrodzonej naturze rozwijać się, dojrzewać i coraz pełniej się ujawniać. Pozwalamy naszemu niemającemu wieku (ang. ageless) „ja”, naszej duszy, wyłaniać się zza pleców bardziej niespokojnego, zatroskanego i aktywnego „ja”, któremu tak bardzo zależy na odniesieniu sukcesu dzięki starannemu planowaniu i ciężkiej pracy.

Zwróćmy również uwagę, że taki właśnie sposób myślenia dopuszcza możliwość, że starzenie się w głębokim sensie może zachodzić na każdym etapie naszej drogi życiowej. Możemy liczyć sobie, powiedzmy, 35 lat i przeżyć jakieś ważne doświadczenie, poznać nowe fakty lub spotkać fascynującą osobę, która pomoże nam ewoluować, wykonać kolejny krok naprzód. W takich właśnie momentach starzejemy się, w moim rozumieniu tego słowa. Nasza dusza się starzeje. Wykonujemy kolejny krok ku temu, by być osobą w pełni żywą, zaangażowaną w życie i zespoloną ze światem. W tym sensie nawet niemowlęta już się starzeją. Niektóre małe dzieci są już całkiem postarzałe. Z kolei niektórzy starzy ludzie w swoim procesie starzenia się wcale nie zaszli daleko.

Stawanie się starszym, ale nie starzenie się

Niektórzy ludzie stają się starsi (ang. grow older) w miarę upływu lat, jednak ich interakcje ze światem pozostają niedojrzałe. Osoby takie są skupione wyłącznie na sobie. Wykazują brak empatii i awersję do życia wspólnotowego. Nie potrafią otworzyć serca dla drugiej osoby. Zdarza się, że bywają pełne złości i gniewu oraz innych negatywnych emocji, które zawładnęły nimi na wcześniejszym etapie życia. Mimo że miewają różnego rodzaju doświadczenia, nie rozwijają się, nie dojrzewają. Obchodzą wprawdzie kolejne urodziny, ale tak naprawdę się nie starzeją (ang. age).

Jako autor książek stykam się czasami z ludźmi, którzy nie chcą zawracać sobie głowy trudnym procesem starzenia się. Niedawno pewna ambitna i nawet publikująca już swoje utwory autorka poprosiła mnie, żebym rzucił na nie okiem i je ocenił. Po przeczytaniu sporej masy słów zorientowałem się, że nie udało im się jeszcze dojrzeć do tego, by stanowić wyraz idei i kunsztu pisarskiego. Powiedziałem tej kobiecie, że mogłaby dużo skorzystać, czytając fachowe opracowania na temat stylu pisania, a nawet zasad gramatyki. Odniosłem wrażenie, że poczuła się urażona. Powiedziała mi, że brała udział w warsztatach, których organizatorzy zapewniali, że nie będzie się na nich mówiło o podstawach sztuki pisarskiej, lecz wyłącznie o sposobach jak najskuteczniejszego doprowadzenia do opublikowania swoich utworów.

Zaintrygowany, zajrzałem oczywiście na stronę internetową owych warsztatów, na której znalazłem następujące stwierdzenie: „Nie będziemy zajmować się nudnymi podstawami i zasadami sztuki pisarskiej, lecz skupimy się na technikach kreowania pełnej sukcesów kariery pisarskiej”. Poczułem, że ten materiał reklamowy został napisany z pozycji przeciwnych starzeniu się. Bez względu na to, jaki zawód wykonujesz, musisz nauczyć się podstawowych umiejętności niezbędnych do wykonywania danej pracy. Nie możesz po prostu tego pominąć, pogrążając się w czczych fantazjach dotyczących przyszłych sukcesów i sławy. Nawiązując do tego, co napisał Emerson – nie można wznieść się z jednego poziomu na drugi bez przejścia wymagającej i trudnej inicjacji. Najpierw musisz sumiennie odrobić swoją pracę domową.

Mam świadomość tego, że te ostatnie słowa zostały wypowiedziane z perspektywy osoby starszej, wiem też ze swojego własnego doświadczenia, że młodsza, bardziej zuchwała pisarka mogła pragnąć od razu, jak najszybciej, sięgać po sukcesy i sławę. Mogę mieć tylko nadzieję, że mój bagaż doświadczenia nie jest na tyle ciężki, by zniechęcić do działania młodą osobę. W idealnym przypadku starszy człowiek może dzielić się swoimi dojrzałymi wglądami i spostrzeżeniami z młodszą osobą, nie raniąc przy tym jej młodzieńczego entuzjazmu.

Sztuka niepozostawania obojętnym

Żeby dobrze się starzeć, nie wystarczy mieć różnego rodzaju doświadczenia; trzeba jeszcze pozwolić im na siebie oddziaływać, wpływać. Jeśli idziesz przez życie i nic cię nie dotyka, nie kształtuje, możesz żyć w ciągłej nieświadomości, nigdy tak naprawdę nie zastanawiając się nad tym, co się wokół ciebie dzieje. Jesteś impregnowany na wiedzę, odrętwiały mentalnie lub po prostu niedostatecznie inteligentny, by rozumieć, co ci się przytrafia. Niektórzy ludzie wydają się woleć uczucie beztroski i lekkości, jakie rodzi się w ich pustej głowie, od świadomości ciężaru i obowiązku związanego z byciem rzeczywistą osobą.

Ci, którzy potrafią powiedzieć życiu „tak” i angażować się w sprawy tego świata, dorastają i dojrzewają z każdym krokiem, od najmłodszych do najstarszych lat. Możemy mieć zaledwie sześć miesięcy, kiedy przytrafi nam się coś, co pozwoli ujawnić się naszej osobowości i indywidualności (ang. personhood). Możemy być dziewięćdziesięciodziewięcioletnim starcem, kiedy wykonamy w końcu skok w poważne życie – możliwości starzenia się nigdy się nie wyczerpują. Można by pomyśleć, że jesteśmy za starzy na dorastanie i dojrzewanie (ang. grow up), jednak starzenie się, tak jak ja je rozumiem, nie ma żadnych ograniczeń czasowych. Jeśli jednak nigdy się nie zestarzejesz, to stanowi to problem. Podobnie jak ugrzęźnięcie na którymś z etapów życia, zatrzymanie się w rozwoju. Często odwołuję się w tym kontekście do słynnego powiedzenia wyjątkowo głębokiego greckiego filozofa Heraklita: Pantha rhei, czyli „Wszystko płynie”6.

Nigdy nie zapomnę pewnej zbliżającej się do siedemdziesiątki kobiety, która pewnego dnia wpadła do mojego gabinetu terapeutycznego, żeby mi powiedzieć, że ma już dosyć. Wychowywała się w bardzo religijnej rodzinie, w której obowiązywały surowe zasady, i nigdy nie miała o sobie dobrego mniemania, nie czuła się ze sobą dobrze. Bez względu na to, jak bardzo się starała, żeby być dobrą, zawsze miała poczucie, że jest grzesznicą. Zdawała sobie również sprawę z tego, że była nazbyt twarda i wymagająca wobec swojego męża, krytykując każde jego zachowanie, które było choćby w najmniejszym stopniu śmieszne czy niepoważne. Była zagorzałą przeciwniczką picia alkoholu, chodzenia na tańce, uprawiania sportu i w ogóle jakiejkolwiek rozrywki i dobrej zabawy.

– Ale to się skończyło – stwierdziła tamtego dnia. – Znów zobaczyłam światło i widzę świat w innych kolorach. Nie zamierzam dłużej się chować i być tylko sumieniem mojego męża. Chcę sama żyć pełnią życia i pozwalać żyć innym.

Tamtego dnia, jak sądzę, kobieta ta zaczęła w końcu starzeć się w pozytywny sposób. Podjęła decyzję, którą większość ludzi podejmuje pod koniec okresu adolescencji: postanowiła przestać dawać sobą rządzić ciasnym ideom i poglądom wyznawanym w jej rodzinnym domu. Wkroczyła w dorosłość, decydując, że nie pozwoli już dłużej kontrolować się przez surowe zasady i reguły wpajane jej w okresie, kiedy była dzieckiem.

– Przez całe życie byłam pięciolatką – powiedziała. – Najwyższy czas wydorośleć.

Taki rodzaj wyzwolenia się spod wpływu rodzinnej mitologii jest jednym z kluczowych czynników warunkujących w procesie starzenia się. Wielu dorosłych nie zdołało jeszcze tego dokonać i cierpi z powodu konsekwencji tego faktu. Choć na pozór mogą oni wydawać się osobami dorosłymi, w pełni dojrzałymi, ich życie uczuciowe mogło zatrzymać się na poziomie sześcio-, dwunasto- lub dwudziestotrzylatka.

Dlatego zdarza się, że niektóre osoby dopiero po sześćdziesiątce czy siedemdziesiątce w końcu decydują się na zrzucenie jarzma wpływu swoich rodziców, które stanowi dla nich źródło lęków, niepokojów i stresu oraz nieznośnie im ciąży. Przez całe lata tkwią w odrętwieniu, całkowicie zamknięte na możliwość rozwoju, dorośnięcia. Kiedy jednak w końcu zrozumieją, co się z nimi przez cały ten czas działo, z pasją porzucają swoje stare utarte wzorce i sposoby zachowania. W ten sposób zyskują przedsmak tego, co to znaczy być w pełni sobą, czując się niczym nowo narodzone.

Radość starzenia się

Bądźmy realistami w kwestii negatywów związanych ze stawaniem się coraz starszymi, zachowujmy jednak pozytywne nastawienie do kwestii radości starzenia się. Jeśli uważasz, że starzenie się jest czymś przygnębiającym, niepokojącym czy nawet odrażającym, być może twoje wyobrażenia z tym związane wymagają rewizji. A wtedy będziesz mógł odkryć sens i znaczenie w tym, co wcześniej postrzegałeś jako smutek i rozpacz. Będziesz w stanie zanurzyć się w siebie nieco głębiej i uchwycić znaczenie przypowieści zen o rozrzuconych liściach – zły czas może uczynić dobry czas pięknym. Stajesz się rzeczywistą osobą, kimś, kto dysponuje swoim własnym, indywidualnym osądem, specyficznym światopoglądem i spojrzeniem na życie, a także zestawem wartości, w które wierzy i którym hołduje.

Kiedy otwierasz się na doświadczenie o charakterze transformacyjnym, bez względu na to, czy wydaje się ono mieć charakter pozytywny czy negatywny, twoja dusza rozkwita. Rodzi się w tobie ciągle na nowo. Dusza odnosi się do naszej tajemniczej osobowej głębi i substancji, do tego, co pozostaje po tym, kiedy medycyna i psychologia zdążą już nas zanalizować i objaśnić. Jest to swoiście głębokie poczucie własnego „ja”, wykraczające daleko poza to, co zwykło się określać terminem ego, i pozwalające nam na nawiązywanie bliskich kontaktów z innymi osobami. Dusza daje nam silne poczucie własnej odrębności, tożsamości i indywidualności, jednocześnie obdarzając nas silną świadomością bycia częścią całej ludzkości. W jakiś tajemniczy sposób my i inni dzielimy ze sobą doświadczenie tego, co to znaczy być człowiekiem, i jest to do tego stopnia głębokie przeżycie, że, według wielu dawnych tradycyjnych świadectw, odnosimy wrażenie, że wszyscy mamy udział w jednej wspólnej duszy.

Niektórzy ludzie nie mają tak bardzo ekspansywnego i rozległego poczucia swojego „ja” i nie potrafią pozytywnie komunikować się i nawiązywać wspólnotowych więzi z innymi. Są bardziej maszynami niż osobami. W dzisiejszych czasach, kiedy eksperci prawie zawsze oferują nam mechaniczne wyjaśnienia tego, czego doświadczamy, ludziom tym łatwiej przychodzi wyrabiać w sobie mechaniczne spojrzenie na samych siebie. Dlatego takie osoby, kiedy w końcu mają jakieś w pełni rzeczywiste doświadczenie, przeżywają coś naprawdę, a nawet kiedy tylko zapoznają się z wnikliwą i głęboką interpretacją jakiegoś doświadczenia, czują się tak, jakby na nowo wkraczały w życie.

Od czytelników moich książek otrzymuję wiadomości, w których informują mnie, że odkryli swoją duszę i że stało się to dopiero po tym, kiedy się o tym dowiedzieli, przeczytali. Tak więc potrzebowali słowa na opisanie tego, czego istnienie sami przeczuwali w sposób intuicyjny. Musieli się dowiedzieć, że od wieków ludzie humanizują kulturę, mówiąc o duszy. Kiedy odkryli tę duszę, zaczęli inaczej żyć, a także inaczej pojmować samych siebie, mieć odmienne wyobrażenie własnej osoby.

Dusza nie jest terminem technicznym ani naukowym. To prastare pojęcie, zakorzenione w idei oddychania i bycia żywym. Kiedy ludzie umierają, nagle coś znika, czegoś zaczyna brakować – źródła życia i osobowości – i właśnie ów brakujący element nazywany jest duszą. Znajduje się on na głębszym poziomie niż osobowość, ego, świadomość i to, co poznawalne. Ponieważ jest tak rozległy i głęboki, żeby go poznać, zrozumieć i docenić, potrzeba zarówno duchowej, jak i psychologicznej wrażliwości umysłowej.

Jeśli nie dbasz o swoją duszę, nie pielęgnujesz jej, wówczas się nie starzejesz. Możesz się czuć niczym maleńki trybik w wielkiej machinie świata i społeczeństwa. Możesz być aktywny, jednak twoja aktywność nie będzie generować głębokiej świadomości i bliskich, twórczych relacji z otaczającym cię światem. Kiedy rzeczywiście się starzejesz (ang. age), angażujesz się (ang. engage) w życie, a owo głębsze i pełniejsze poczucie bycia aktywnym uczestnikiem życia sprawia, że twoje własne życie odnajduje swój cel, sens i znaczenie – dary duszy. Starzenie się może być radosnym doświadczeniem wtedy, kiedy pragniesz być jak najbardziej otwarty na uczenie się, poznawanie i doświadczanie nowych rzeczy, czując, że nasiona twojego „ja” kiełkują i rozkwitają w twoim nieustannie ewoluującym życiu.

CZĘŚĆ I

OBRZĘDY PRZEJŚCIA

Gdy Laozi [Lao-tsy] powiada: „Ludzie – wszyscy pełni są światła, tylko ja jeden jestem pogrążony w mroku”7, wyraża to, co odczuwam na starość. Laozi to przykład człowieka mającego najwyższy wgląd – kogoś, kto widział i doświadczył wartości i jej braku, a pod koniec życia pragnie powrócić do swojej właściwej formy istnienia – w wieczny, niepoznawalny sens8.

C.G. Jung

ROZDZIAŁ 1

Pierwszy posmak starzenia się

Osoby w okresie adolescencji zaczynają coraz bardziej percypować swój wiek w kategoriach społecznych oraz psychologicznych i w rzeczy samej często stwierdzają, że czują się znacznie starsze, niż wskazywałby na to ich chronologiczny wiek. Proces ten trwa we wczesnym i średnim okresie dorosłości, potem jednak subiektywne odczuwanie wieku zaczyna zmierzać w przeciwnym kierunku – ludzie stwierdzają, że czują się młodsi, niż wskazywałby na to ich chronologiczny wiek9.

Pierwszy posmak starzenia się może sprawiać niepokojące wrażenie. Wcześniej nawigowałeś przez życie, nie przywiązując większej wagi do swojego wieku. Teraz jednak, zwłaszcza po intensywnych ćwiczeniach fizycznych, zaczynasz odczuwać dziwną sztywność i bolesność mięśni i stawów. Skłonów i przysiadów nie potrafisz już wykonywać równie łatwo i sprawnie jak kiedyś. Na twarzy dostrzegasz nowe zmarszczki i bruzdy. Ludzie traktują cię inaczej niż dotąd, oferują ci pomoc i pytają o zdrowie, o to, jak się czujesz, zapewniając cię jednocześnie, że dobrze się trzymasz, słowami: „Świetnie wyglądasz – jak na swój wiek!”.

Każda dekada życia zdaje się inna. Kiedy skończyłem 30 lat, nie zdawałem sobie sprawy z tego, że jestem młody. Nigdy nie myślałem o swoim wieku. Po czterdziestce po raz pierwszy odczułem coś w rodzaju wstrząsu, uświadamiając sobie, że jestem starszy od niektórych z moich przyjaciół. Delikatny przedsmak starzenia się. Kiedy stuknęła mi pięćdziesiątka, nie mogłem już dłużej zaprzeczać temu, że staję się coraz starszy. Dostarczająca listy i przesyłki na mój adres firma pocztowa uznała, że należę do kategorii senior citizens10. Byłem jednak w dobrej formie i nie zauważałem u siebie zbyt wielu fizycznych zmian świadczących o starzeniu się. Sześćdziesiąte urodziny wyglądały już jednak inaczej i nie była to łatwa sprawa. Przebywałem wówczas w Irlandii, a jeden z moich sąsiadów obchodził w tym samym czasie czterdzieste urodziny. W porównaniu z nim czułem się starcem i zaczynałem życzyć sobie, żebym to ja urodził się dwadzieścia lat później. Nasze dobre samopoczucie związane z wiekiem to bardzo delikatna kwestia, która łatwo może ulec diametralnej zmianie.

Kiedy zastanawiam się nad tym, czym jest starzenie się, myślę o moim przyjacielu Jamesie Hillmanie11, który był jednym z najbardziej niezwykłych ludzi, z jakimi kiedykolwiek miałem okazję się zetknąć. Zaczął swoje życie jako autor książek, by następnie zostać psychoanalitykiem, w swojej pracy opierającym się głównie na teoriach i koncepcjach stworzonych przez pioniera badań w dziedzinie psychoanalizy, Carla Gustava Junga – przez wiele lat był nawet dyrektorem programowym Instytutu Junga w Zurychu.

James poszedł jednak własną drogą, odróżniając się od pozostałych członków społeczności jungistów, którzy z niemal nabożną atencją traktowali każde wypowiedziane i napisane przez Junga słowo. Dokonał licznych rewizji idei i koncepcji Junga tam, gdzie uważał to za wskazane czy wręcz za niezbędnie konieczne. Był oryginalnym myślicielem, zawsze przenikającym na wskroś i wywracającym na nice stare i dobrze nam znane idee, starającym się z pasją dawać duszę każdemu aspektowi naszego życia. Nie chciał definiować psychoterapii jako tylko i wyłącznie zajmowania się procesami psychicznymi zachodzącymi głęboko wewnątrz człowieka. W późniejszych latach życia interesowały go przede wszystkim takie zagadnienia, jak dusza świata. Pisywał także dużo, z niezwykłym znawstwem i elokwencją, na takie tematy, jak komunikacja miejska i środki transportu, polityka, urbanistyka, rasizm, architektura i kwestie związane z gender12.

Kiedy James skończył sześćdziesiąt lat, urządził duże przyjęcie urodzinowe, by uczcić tę wielce znaczącą cezurę i zwrot w swoim życiu. Powiedział mi prywatnie, że kiedy stuknęła mu sześćdziesiątka, zapragnął wkroczyć w ten wiek w pełni świadomie i nie pozwolić na to, żeby kolejne lata po prostu tylko przemijały. Na małej estradzie ustawionej w ogrodzie jego domu położonego w wiejskim regionie Connecticut zorganizował dla zaproszonych gości coś w rodzaju talent show, któremu towarzyszył piknik z grillem. On sam dał pokaz stepowania.

Po przyjęciu jednak, na pozór, wcale bardzo się nie zmienił. Nadal pozostał osobą niezwykle energiczną, pełną wigoru, aktywną i twórczą. Czułem, że wielka i szumna impreza, jaką zorganizował z okazji swoich urodzin, była pod pewnymi względami przedwczesna, a jednak dla niego samego sześćdziesiątka była bardzo znaczącą granicą. Być może przyjęcie urodzinowe stanowiło nieświadomą próbę trzymania na dystans czy nawet odsunięcia od siebie starości.

Kiedy ja miałem 65 lat, zdarzyło się coś, co zmusiło mnie do poważnych rozmyślań nad starzeniem się. Przebywałem akurat w San Francisco, jeździłem bowiem po kraju i uczestniczyłem w spotkaniach autorskich z czytelnikami mojej ostatniej książki. Któregoś dnia, chodząc po tamtejszych stromych wzgórzach, poczułem nagle niezwykle silny ból w plecach. Potem, w Seattle, znów poczułem ten sam ból, zrobiło mi się też słabo, a tym razem szedłem po całkowicie płaskim odcinku chodnika. Stałem na rogu jakiejś ulicy, pośród tłumu przechodniów i mnóstwa przejeżdżających w pobliżu samochodów, przez kilka minut trzymając się kurczowo latarni z powodu silnych zawrotów głowy. Pomyślałem, że to może być zapalenie płuc, którego nabawiłem się już dwukrotnie podczas moich poprzednich podróży autorskich po kraju. Kiedy wróciłem do domu, mój lekarz, podejrzewając jakiś problem z sercem, zlecił mi wykonanie testu wysiłkowego.

Badanie wykazało, że jedna z głównych arterii serca jest poważnie zablokowana. Choć jej udrożnienie, przeprowadzone za pomocą maleńkich chirurgicznych narzędzi wiertniczych oraz dwóch stentów13, nie było bolesne, to po operacji miałem spore trudności z odzyskaniem pełni równowagi emocjonalnej. Kiedy tylko wróciłem do domu ze szpitala i wyciągnąłem się wygodnie na moim ulubionym fotelu z odchylanym oparciem i podnóżkiem, poczułem ciężar Saturna przygniatający mi klatkę piersiową. Określiłbym mój stan w tamtym czasie jako lekką depresję. Moja żona mówi, że stałem się inną osobą, bardziej delikatną i spokojniejszą. Z pewnością czułem się starszy.

Nawet teraz, dziesięć lat później, wydaje mi się, że tamte dni, kiedy dochodziłem do zdrowia, były punktem zwrotnym, od którego zacząłem rzeczywiście odczuwać swój wiek. Szalki wagi wychyliły się w przeciwną stronę. Droga zaczęła wyraźnie schodzić w dół. Depresja nie trwała jednak długo. Zresztą po zabiegu czułem się tak dobrze, że odzyskałem nawet nieco swojego dawnego młodzieńczego wigoru. Przez lata, jakie upłynęły od tego czasu, prowadziłem i nadal prowadzę aktywne i twórcze życie, zarówno jeśli chodzi o moją karierę zawodową, jak i rodzinę.

Żeby zwiększyć aktywność fizyczną, zacząłem grywać w golfa i odkryłem, że jest to bardzo przyjemne i relaksujące zajęcie. Golf, chociaż przez wielu jest uważany za nudny i monotonny sport, któremu oddają się tylko bogaci, dobrze sytuowani ludzie, wprowadził w moje życie nieco rozrywki, a w pełnej swobody atmosferze, jaka panuje zwykle na lokalnych polach golfowych, nawiązałem kilka nowych, ciekawych przyjaźni. Poznałem tam sporo osób wywodzących się z bardzo różnych środowisk, przedstawicieli wszelkiego rodzaju zawodów, z którymi miałem okazję odbyć wiele głębokich i poruszających rozmów. Poza tym, grając w golfa, wprowadzam swój umysł w stan przypominający medytację, a po powrocie do domu nierzadko mam w głowie gotową ciekawą historię. Zebrałem i opublikowałem osiemnaście takich opowieści, z których każda dotyczy jednego, subtelnego aspektu ludzkiej natury14.

Jak jeszcze zobaczymy, jednoczesne przeczuwanie starości i pozostawanie w kontakcie ze swoją młodością jest jednym z sygnałów, że dobrze się starzejemy. Po operacji czułem się zarówno starszy, jak i młodszy, ciesząc się pożytkami płynącymi z jednego i z drugiego. Mój nowy spokój serca brał się po części stąd, że swobodnie wkraczałem w nowy strumień starzenia się, nie próbując za wszelką cenę pozostawać nieadekwatnie młodym. Wszelkie cechy i właściwości ambitnego herosa zdawały się ostatecznie mnie opuszczać.

Dziś, kiedy mam 76 lat, zwracam uwagę na to, kiedy ktoś po pięćdziesiątce albo ledwie po czterdziestce narzeka, że staje się coraz starszy. Bardzo chciałbym mieć znów 55 lat i być ojcem czteroletniej córki. Kiedy pytała mnie, ile mam lat, mówiłem jej, że tyle co two nickels15, czyli pięć i pięć. Czułem się wtedy dobrze i byłem w doskonałej formie fizycznej. Nie niepokoiłem się swoim sercem ani niczym innym, co może się zepsuć i przestać funkcjonować. Rozumiem jednak, że świadomość starzenia się przychodzi do nas krok po kroku w następujących po sobie fazach. Zdobywamy kolejne wglądy w to, czym jest starzenie się, i wiadomości te kumulują się w świadomość bezpowrotnej utraty młodości. Zawodowi psychologowie mówią w takim wypadku o „subiektywnym starzeniu się”. Ja myślę o tym jako o starzeniu się duszy.

Ulotna młodość

Mówi się, że młodość jest ulotna. Zwykle rozumiemy przez to, że nasza młodość szybko przemija i znika, nim zdążymy się nią nacieszyć. Jednak w mitologii, w opowieściach pełnych głębokich wglądów w to, co odwieczne i stanowiące esencję ludzkiego życia, młodzi ludzie są zwykle bardzo delikatni, podatni na zranienia i często żyją krótko. Nie chodzi więc tylko o to, że lata tak szybko mijają; w samej młodości tkwi coś, co jest krótkie, bezradne i bezbronne. Dobrze znane określenie „wieczna młodość” odnosi się do stanu, w którym, będąc młodzi, czujemy, że nasza młodość nigdy się nie skończy, że będzie trwała zawsze. Dlatego, kiedy dostrzegamy pierwsze objawy tego, że stajemy się coraz starsi, przeżywamy silny szok. Na połyskującej, nieskazitelnie gładkiej powierzchni szklanej kuli wiecznej młodości pojawiają się rysy i pęknięcia.

W mitologii greckiej młodych ludzi często spotyka szybki koniec; ów mit ożywa za każdym razem, kiedy słyszymy o jakiejś młodej osobie, która nagle straciła życie. Jak wiadomo, Ikar założył skrzydła skonstruowane przez [swojego ojca] Dedala, żeby wzlecieć wysoko w niebo, po czym runął w dół, kiedy promienie słońca stopiły wosk spajający pióra. Spadł prosto do morza. Z kolei Faeton był młodzieńcem, którego ambicją było powożenie słonecznym rydwanem swojego ojca [Heliosa], którym ten każdego ranka o świcie wjeżdżał na niebo. Spróbował – jednak bez powodzenia. Spłoszone rumaki poniosły, a płonący rydwan runął z nieba i roztrzaskał się o ziemię. Aktorzy filmowi, którzy, będąc „gwiazdami”, umarli młodo, stają się naszymi idolami, a los bliskich nam młodych osób, których życie przedwcześnie się skończyło, wywołuje w nas głęboki smutek i żal.

Lekcje, jakich udziela nam niemająca wieku dusza (ang. ageless soul), bywają bardzo gorzkie. Moja córka straciła przyjaciela, bardzo zdolnego, bystrego młodzieńca, należącego, podobnie jak ona, do wspólnoty sikhów. Chłopak spadł ze skalnej grani podczas zwykłej godzinnej górskiej wycieczki. Choć od wypadku minęły już dwa lata, cała społeczność jest wciąż w szoku. Bardzo obiecujący młody człowiek, który nagle stracił życie, pogrążył swoich przyjaciół i znajomych w głębokim i bolesnym smutku, skłaniając ich do refleksji nad naturą otaczającego ich świata.

Każdy z nas musi znaleźć własny sposób na to, by zrozumieć i docenić niemającą wieku duszę oraz znaczenie życia, któremu nie dane było osiągnąć pełnej dojrzałości, nie mówiąc już o starości. Zmuszeni jesteśmy do rozważenia tego, że życie duszy może być kompletne i pełne, mimo że nie trwało zwykłej liczby lat i nie obejmowało okresu stawania się starym. Starzenie się (ang. aging), w znaczeniu stawania się pełną osobą, nie jest tym samym co stawanie się coraz starszym (ang. growing old).

Mitologiczne opowieści o młodzieńcach mogą udzielić nam kilku ważnych lekcji. Jedna z nich mówi o potrzebie kontrolowania i powściągania naszych ambicji. Nazbyt ostre wzbicie się w górę może doprowadzić do bolesnego upadku i katastrofy. Może to oznaczać, z psychologicznego punktu widzenia, że młodość i starość powinny tak długo, jak to tylko możliwe, pozostawać ze sobą w zespoleniu, by element dojrzałości utrzymywał w ryzach tę jakże cenną niedojrzałą część nas, która pragnie sięgać zbyt wysoko, oraz by pełen werwy i zapału element młodzieńczości, który nieustannie popycha nas do poszukiwania nowych przygód i wrażeń, nie dawał za wygraną tylko dlatego, że stajemy się coraz starsi.

Kiedy jako dwudziestoparolatek studiowałem muzykologię, uczyłem się u profesora, który miał w sobie coś z Ikara. Donald Martin Jenni od najmłodszych lat wyróżniał się wyjątkowym talentem muzycznym oraz był osobą wybitnie uzdolnioną językowo. Kiedy go poznałem, pracował nad zdobyciem stopnia naukowego z literatury światowej, czytając w oryginalnych językach wszystkie teksty zalecane jako lektura. Pamiętam okres, gdy czytał Wojnę i pokój po rosyjsku. Opowiadano też, że pewnego razu, kiedy nasz college odwiedzał wykładowca z Wietnamu, dosłownie w ostatniej chwili zastąpił przydzielonego mu tłumacza, doskonale wywiązując się z powierzonego zadania. Był także geniuszem muzycznym dysponującym słuchem absolutnym przewyższającym wszelkie ludzkie normy w tym zakresie. Czasami zastanawiam się, czy powodem, dla którego postanowiłem nie kontynuować swojej kariery muzycznej – moim głównym przedmiotem studiów była kompozycja – nie było to, że czułem się zdeprymowany, mając za nauczyciela takiego wszechstronnego geniusza. Dobrze wiedziałem, że nigdy nie zdołam mu dorównać.

Don stanowił ucieleśnienie wybijającego się wysoko ponad przeciętność, wzlatującego pod niebo wyjątkowego młodzieńca z mitów. Został obdarzony niezwykłymi wprost zdolnościami i talentami. Zwykle jednak nie sięgał zbyt wysoko, przynajmniej ja tego nie dostrzegałem. Przy wszystkich swoich niesamowitych zdolnościach miał dość dyscypliny, by z zapałem uczyć się i studiować oraz równoważyć swój geniusz ciężką pracą. Miał nieco wyniosły, niektórzy powiedzieliby nawet, że arogancki sposób bycia, ja jednak uważałem go za człowieka zdumiewająco zwyczajnego i skromnego. Choć przez sześć lat byłem jego przyjacielem, nie potrafiłem dotrzymywać mu kroku. Po prostu byłem tylko zwykłym śmiertelnikiem, a on urodził się na Olimpie.

Z tego, co słyszałem, w późniejszym życiu Don starał się nadmiernie nie wyróżniać, mimo że ciągle zaskakiwał i zdumiewał wszystkich swoimi rozlicznymi talentami. Jego studenci uwielbiali go jako profesora, on sam zaś wniósł znaczący wkład w rozwój edukacji i sztuki muzycznej. Wspominam o nim jako o wyjątkowym przykładzie kogoś, kto od urodzenia był przepełniony duchem młodości, a jednak zdołał nasycić tego kreatywnego ducha cechami i właściwościami człowieka dorosłego. Ty też możesz dokonać tego samego.

Będzie to możliwe nie wtedy, gdy zrezygnujesz ze swojego ducha młodzieńczej przygody i zuchwałości w imię dojrzałej powściągliwości, lecz kiedy będziesz traktował swoją młodzieńczą wizję poważnie i wykonywał ciężką pracę niezbędną, by podtrzymywać ją przy życiu, rozwijać i efektywnie wykorzystywać. Wzlatująca pod niebo imaginacja Dona inspirowała go do ciężkich studiów i nauki, do nieustannych badań i eksploracji, a także do przygotowań do wymagających i stanowiących poważne wyzwania występów na koncertach.

Choć możesz nie być geniuszem, nic nie stoi na przeszkodzie, byś kultywował w sobie silnego młodzieńczego ducha oraz korzystał z jego inspiracji. Musisz tylko tak wcześnie, jak tylko się da, wzbogacać tego młodzieńczego ducha o odpowiadającą mu i równoważącą go powagę oraz chęć angażowania się w sprawy tego świata, bycia blisko innych ludzi, a także zajmowania się ciężką, a czasami również monotonną i mało interesującą pracą. Kiedy pojawi się pierwszy posmak starzenia się, możesz poczuć się tym zaniepokojony, pamiętaj jednak, żeby być również otwartym na to nowe doznanie i przyjąć je jako coś pożądanego i oczekiwanego. Zrozum, że starzenie się ma ci wiele do zaoferowania i może być sposobem zaspokajania potrzeb pojawiających się w drugiej połowie życia, którą dotąd zaniedbywałeś, oddając się bez reszty sprawom swojej młodości.

Wraz z pierwszym posmakiem starzenia się możesz uświadomić sobie po raz pierwszy w życiu, poprzez doznania w swoim własnym ciele i duszy, że młodość, którą dotąd traktowałeś jako coś oczywistego i stałego, jest czymś ulotnym i przemijającym. Nie wiedziałeś tego, kiedy pozostawałeś pod władzą młodości, teraz jednak już nigdy o tym nie zapomnisz. Ów pierwszy posmak starzenia się jest punktem zwrotnym, wyznacza granicę, po której przekroczeniu nie można już się cofnąć. Teraz zaczniesz zapewne cenić swoją młodość o wiele bardziej niż wcześniej, jednak nie poddawaj się i niczego nie żałuj. Albowiem możesz zatrzymać swoją młodość już na zawsze.

Pewnego razu, na przyjęciu składkowym u sąsiadów, na które każdy z gości przyniósł coś do zjedzenia i wypicia, stałem w kolejce do bufetu, głęboko pogrążony w myślach nad tematem, o którym tu rozmawiamy. Stojący przede mną mężczyzna odwrócił się do mnie i przedstawił się. Zauważyłem, że miał skronie przyprószone siwizną, a jego żona wyglądała młodziej od niego. Powiedziałem mu, że właśnie piszę książkę o starzeniu się. Słysząc to, natychmiast zmarszczył brwi i oświadczył: „Mam czterdzieści pięć lat i właśnie zacząłem sobie uświadamiać, że nieuchronnie robię się coraz starszy. Postanowiłem więc, że muszę poważnie zabrać się za siebie, żeby być w dobrej formie na starość. Muszę dobrze się odżywiać, dużo ćwiczyć i cieszyć się młodością, póki jeszcze mogę”.

Kolejka po jedzenie zatrzymała się, kiedy podenerwowany mężczyzna opowiadał mi o swoim problemie ze starzeniem się. Nie był to najlepszy moment, by uświadomić mu, że wcale nie musi aż tak agresywnie walczyć ze starzeniem się. Najwyraźniej był bardzo zaniepokojony perspektywą utraty młodości i dlatego robił wszystko, co tylko mógł, by jej przeciwdziałać.

Często próbujemy odsuwać od siebie starość i jak najbardziej się od niej dystansować, robiąc to, co zgodnie z powszechną opinią pozwala wciąż czuć się młodym i zachowywać młodość. Być może jednak lepiej byłoby przygotowywać się na powitanie starości i jednocześnie szanować młodość. Poznany przeze mnie na przyjęciu mężczyzna starał się przechytrzyć los i zablokować proces starzenia się. Wychwalał zalety młodości, chcąc zaburzyć naturalny przebieg procesu starzenia się. Cały czas miałem jednak nadzieję, że w końcu powie coś pozytywnego o tym, że robi się coraz starszy. Czyżby zapomniał, że również młodość ma swoje negatywne strony?

Na tym samym przyjęciu odbyłem długą rozmowę z moim starym przyjacielem Garym. Obaj postrzegamy życie w taki sam sposób i często porównujemy poczynione przez siebie spostrzeżenia, śmiejąc się ze stanu, w jaki popadli współcześni ludzie. Jego interesuje to, co zrobimy jako społeczeństwo, kiedy obecny system gospodarczo-finansowy oparty na pracy i zysku ulegnie załamaniu w wyniku tego, że nie wykazujemy należytej troski o naszą planetę i większość zamieszkujących ją ludzi.

– Wiesz, piszę właśnie o starzeniu się jako o sprawie czysto osobistej, ale kwestia ta dotyczy również całego społeczeństwa. Ponieważ na ogół nie jesteśmy przygotowani na nadejście starości, nie starzejemy się dobrze zgodnie z moim rozumieniem tego terminu. Nie dojrzewamy, nie dorastamy we właściwy sposób i nie potrafimy radzić sobie inteligentnie z naszymi problemami. Po prostu zakładamy, że w przyszłości wszystko samo, niejako automatycznie, dobrze się ułoży – powiedziałem.

– Zaprzeczanie rzeczywistości, wyparcie – stwierdził Gary.

– Głowa w piasek.

– Tragedia.

Gary powiedział, że musi iść do domu, po czym, sięgając po płaszcz, wymienił tytuły kilku dobrych książek traktujących o kwestiach kulturowych związanych z rozpadającym się systemem. Postanowiłem jednak, że w centrum mojej uwagi nadal będzie pozostawać przede wszystkim starzenie się jednostki. Miałem nadzieję, że jakiś ruch do przodu w tej sprawie może dopomóc również całemu społeczeństwu.

Etapy starzenia się

Starzenie się przebiega stopniowo, etapami. Jego pierwszy posmak daje początek tego procesu, który rozgrywa się na kilku płaszczyznach. W pewnym momencie zauważasz u siebie kilka pierwszych siwych włosów albo orientujesz się, że nie możesz już chodzić czy biegać równie szybko i daleko jak zwykle. Choć czujesz się lekko zaniepokojony, nie odczuwasz jeszcze zapewne pełni przytłaczającej mocy starzenia się. Zaczynasz wypatrywać innych jego oznak. W rozmowach stajesz się wyjątkowo wyczulony na wszystko, co dotyczy starzenia się i starości. Słuchasz z uwagą tego, co mają na ten temat do powiedzenia inni. Zaczynasz się zastanawiać, być może po raz pierwszy w życiu, w jakim właściwie wieku są twoi przyjaciele i znajomi. Wyliczasz różnice wieku między małżonkami. Starzenie staje się dla ciebie problemem – świadczą o tym dotyczące go natrętne myśli, których nie możesz się pozbyć.

Jak każdy z nas wie intuicyjnie i jak wykazały wyniki wielu badań, to co konstytuuje starość, zmienia się w zależności od kultury i epoki. Współcześnie uważa się, że dawnej pięćdziesiątce odpowiada dziś sześćdziesiątka i że prawdziwa starość zaczyna się dopiero, kiedy kończymy 74 lata, który to wiek niektórzy nazywają „starą starością” (ang. old-old age)16. Jak jednak próbuję powiedzieć tu na różne sposoby, określenie właściwej starości jest znacznie bardziej skomplikowane. W miarę zbliżania się do niej każdy zdobywa własne, subiektywne poczucie starzenia się. A poczucie bycia młodszym lub starszym ulega zmianie w trakcie przechodzenia z jednego okresu do następnego pod wpływem wiążących się z tym zmian warunków i okoliczności życia.

W okresie, kiedy pisałem tę książkę, przeprowadziłem dyskusję z grupą psychiatrów. Na początku spotkania gospodarz, niewątpliwie chcąc sprawić, bym poczuł się wyróżniony, przedstawił mnie jako jednego z seniorów (ang. elders17) mojej dziedziny [czyli psychoterapii]. Mówiąc szczerze, nie spodziewałem się słowa senior w odniesieniu do mojej osoby. Przeżyłem lekki szok – był to pierwszy raz, kiedy ktoś użył tego określenia w stosunku do mnie. Był to mój pierwszy posmak „starej starości”. W odpowiedzi rzuciłem wtedy niepewnym głosem jakąś żartobliwą uwagę, co tylko pogorszyło sprawę.

Wcześniej myślałem, że całkiem dobrze radzę sobie ze świadomością, że robię się coraz starszy. Tymczasem to nieprzyjemne wrażenie, jakie wywarło na mnie jedno całkiem pozytywne i niekontrowersyjne słowo, sprawiło, że zrozumiałem, iż mam przed sobą jeszcze dużo pracy. Zastanawiam się zresztą, czy ona się kiedykolwiek skończy, czy też już zawsze będę przeżywał nowe, niespodziewane doświadczenia związane ze starzeniem się. Mój przyjaciel dr Joel Elkes – powiem o nim więcej w dalszej części książki – oświadczył kiedyś, że nie może się doczekać, kiedy skończy sto lat, żeby móc w końcu ostatecznie pogodzić się z życiem i przestać skupiać się na starości. Kiedy mój ojciec obchodził setne urodziny, zdawał się naprawdę znakomicie bawić na wydanym z tej okazji przyjęciu. Zauważyłem jednak, że potem natychmiast z wielką ochotą powrócił do swojego zwykłego, codziennego życia. Starzenie się to pewnik. Możesz je uhonorować i uczynić przedmiotem refleksji, nie musisz jednak obsesyjnie się nim zajmować i poświęcać mu zbyt wiele uwagi.

Fazy starzenia się

Istnieje bardzo wiele sposobów wyznaczania etapów starzenia się, ale dla moich potrzeb wyróżniam pięć podstawowych faz:

Poczucie nieśmiertelności.

Pierwszy posmak starzenia się.

Osiągnięcie stanu pełnej dojrzałości.

Przesunięcie w kierunku starości.

Niezakłócanie naturalnego biegu rzeczy.

Przez jakieś ćwierć wieku nie myślałem prawie w ogóle o starości i nie wyobrażałem sobie swojego końca. Pierwszy posmak starzenia się jest swoistym szokiem – orientujemy się, że młodość jest już za nami. Następną fazą jest trwający szereg lat stopniowy proces, kiedy to tworzymy struktury naszego dalszego życia i stajemy się kimś innym, niż dotąd byliśmy. W czwartej fazie z wolna zaczynamy zdawać sobie sprawę z tego, pod jak wieloma względami nie jesteśmy już młodzi, i musimy przystosowywać się do wielu zmian. W końcu możemy wejść w starość tak, jakbyśmy wkładali na siebie dobrze skrojony i szyty na miarę płaszcz. Wtedy tak naprawdę stajemy się seniorem i w pełni utożsamiamy z tą rolą. Ostatnia faza ma charakter quasi-mistyczny: zapominamy o starości, traktując wszelkie problemy natury fizycznej jako coś całkowicie normalnego i oczywistego, oraz pozwalamy sobie na pełną wolność polegającą na nieosądzaniu niczego i wyzwoleniu się z wszelkich ograniczeń. Często rozwijamy wtedy w sobie bardziej mistyczne podejście do życia i starzenia się, a także mniej przejmujemy się tym, co myślą o nas inni.

Pewien mój znajomy, 45-letni mężczyzna, opowiedział niedawno o tym, w jaki sposób zauważył u siebie pierwszą oznakę starzenia się. Otóż żeby móc cokolwiek przeczytać, na przykład w książce czy gazecie, musi trzymać tekst daleko od siebie, na długość wyciągniętej ręki. Mówił o tym tak, jakby przydarzyła mu się właśnie jakaś mała tragedia. W rzeczy samej, to doświadczenie bardzo osobiste, takie, które nagle i niespodziewanie wytrąca nas ze stanu młodzieńczości oraz brutalnie konfrontuje z upływem czasu, a także obdarza świadomością, że życie, które tworzy rodzaj wielkiego łuku, nieuchronnie przemija. Z takiej dramatycznej zmiany w naszym życiu, czyli uświadomienia sobie, że się starzejemy, pozornie może nie wynikać nic więcej poza tym, że po prostu pójdziemy do okulisty po receptę na okulary do czytania. Jednak na głębszym poziomie takie momenty, choć mogą wydawać się trywialne i mało znaczące, są w istocie prawdziwymi obrzędami przejścia.

Według starożytnych Greków naszym towarzyszem w podróży przez życie jest Hermes, który pomaga nam rozwijać się, dorastać i dojrzewać głównie przez zaskoczenie. Dlatego z mitologicznego punktu widzenia szok, jaki przeżywasz za każdym razem, kiedy uświadamiasz sobie, że stajesz się coraz starszy, jest darem Hermesa, kolejnym krokiem na drodze twojego losu. Przy czym doznanie szoku może pomóc ci starzeć się z większą świadomością i poczuciem kontroli nad sytuacją.

Potrzebujesz przynajmniej małego wstrząsu, żebyś mógł odczuć wagę tego zdarzenia i żeby nie minęło ono niezauważone. Każdy szok jest małym przebudzeniem. To prawda, że bez wstrząsów moglibyśmy tkwić w nieświadomości, pozwalając przemijać kolejnym latom całkowicie bezrefleksyjnie, nie podejmując żadnego konstruktywnego działania.

W takich na pozór mało znaczących punktach zwrotnych, kiedy naprawdę czujesz, że zaczynasz się starzeć, łatwo jest pogrążyć się w rozpamiętywaniu smutnej rzeczywistości starzenia się. Tymczasem może to być najlepszy moment na to, żeby w pełni docenić młodzieńczość, którą wciąż jeszcze w sobie masz. Pierwszy posmak starzenia się jest jak ukłucie, pobudzający bodziec ze strony psyche, która pragnie ci uświadomić, że życie przemija i że coś ważnego się z tobą dzieje. Osiągnąłeś znaczący punkt na swojej drodze życia – pierwszy przebłysk, wstępną świadomość starzenia się. Teraz możesz zacząć myśleć o swoim życiu jako o wielkim łuku oraz przygotować się na znaczące zmiany, które się zbliżają.

Pierwszy posmak starzenia się może być szokiem, ponieważ wcześniej beztrosko zakładałeś, że będziesz wiecznie młody, co ci niewątpliwie bardzo odpowiadało. Jak już wiemy, należy to do archetypu młodości – wyobrażamy sobie, że będzie ona trwała wiecznie. Kiedy wyczuwasz nadchodzącą starość, uświadamiasz sobie, że coś się zmienia. Świadomość ta inicjuje proces poważnych zmian dotyczących ogólnej postawy wobec życia. Doznanie takie może przypominać lekkie porażenie prądem i wytrącić cię z równowagi. Nie musisz jednak oddawać się temu doświadczeniu całym sobą. Potraktuj je jak najbardziej poważnie, a następnie dalej ciesz się swoją młodością i korzystaj z niej. Rozciągaj tę młodzieńczość, jak tylko się da – aż do samego końca, jeśli to możliwe.

Niedawno siedziałem na fotelu u dentysty, czekając na założenie implantu, który miał mi zastąpić mleczny ząb, który był ze mną od ponad siedemdziesięciu lat. Lekarz stwierdził, że to najstarszy mleczny ząb, jaki zdarzyło mu się kiedykolwiek widzieć. Ta wiadomość wcale mnie nie ucieszyła, zwłaszcza w obecności znacznie młodszego ode mnie mężczyzny. Spóźnił się trochę na umówioną wizytę. Lekarz już miał przystąpić do wwiercania się w moją szczękę, gdy ten wszedł i wskazał na opatrunek na swoim policzku. Powiedział nieco poirytowany:

– Dziś rano usunęli mi stąd niewielką rakową narośl. Mam dopiero 46 lat. Jestem o wiele za młody na coś takiego. Będę musiał chować się przed słońcem i stosować kremy z filtrem przeciwsłonecznym.

Pomyślałem, że to pierwszy posmak starzenia się. Rodzaj inicjacji. Głęboka zmiana. Niektórym potrzeba trochę czasu, żeby się do tego przyzwyczaić.

Z tego, co pisałem, mogłoby wynikać, że pierwszy posmak starzenia pojawia się automatycznie mniej więcej po czterdziestce. Mam jednak takie wspomnienie z wczesnego dzieciństwa, jak to moja ciocia pewnego dnia zaczęła strasznie płakać i rozpaczać. Cała rodzina próbowała ją pocieszać, ona jednak długo nie mogła się uspokoić. Opanowała ją bolesna świadomość, że robi się coraz starsza. A miała wtedy dokładnie szesnaście lat.

Kiedy urodziła się moja córka, byłem na sali porodowej razem z jej mamą. Pamiętam, że trzymając malutką na rękach, kiedy miała zaledwie kilka minut, pomyślałem, że ona przecież już teraz, w tej chwili, robi się coraz starsza, że w życiu będzie musiała stawić czoło wielu wyzwaniom, zmagać się z chorobami, a ostatecznie oczywiście umrzeć. Takie myśli po prostu przyszły mi do głowy. Pierwsze spojrzenie ojca na pełen łuk życia córki.

W tamtym momencie myśli, że moja nowo narodzona córka nieuchronnie się zestarzeje, sprawiły, że tym bardziej doceniałem piękno i szczęście tej chwili ledwie parę minut po jej przyjściu na świat. Starannie zapakowałem tamte myśli, doznania i emocje i odłożyłem na półkę ze wspomnieniami. Teraz, dwadzieścia pięć lat później, mogę wciąż z nich korzystać i czerpać z nich wielką radość.

Jedną z rzeczy, które moja córka i ja szczególnie lubimy robić, jest oglądanie starego nagrania wideo z naszego domowego archiwum. Na filmie ona, mała dziewczynka, bierze kąpiel w wielkiej wannie w naszej ówczesnej pięknej, obszernej łazience. Nad brzegiem perłowobiałej wanny widać jej małe, skrzyżowane stopy. Ja wyglądam przez okno, napawając się pięknym widokiem, który wówczas rozciągał się z naszych okien. Córka pyta mnie, jakie jest moje ulubione zwierzątko, i rozmawia ze mną osobliwym, zabawnym dialektem czterolatki.

Tak bardzo kochałem tę małą dziewczynkę, że oglądanie tego, jak wspólnie spędzamy czas w łazience, zawsze sprawia mi niezmierną przyjemność. Pozwala nam wrócić do tych pięknych, rajskich momentów z przeszłości. Teraz też bardzo ją kocham, jednak możliwość przechowywania w pamięci i odświeżania wspomnień niezapomnianych momentów jej narodzin czy kąpieli przypomina mi o bezczasowości miłości ojcowskiej. Jeśli ów moment w kąpieli nie jest głęboko poruszający emocjonalnie (ang. soulful)18, to już zupełnie nie wiem, co mówię.

Moje myśli w momencie narodzin córki złożyły się na obraz życia jako całości, czegoś od samego początku pełnego i kompletnego. Dziś mamy tendencję do postrzegania wszystkiego w sposób linearny, horyzontalny. Myślimy o istocie ludzkiej jako o punkcie na numerycznym diagramie, który przemieszcza się z lewej strony na prawą, od wartości zero do wartości mniej więcej sto. Jednak moje myśli nie umieściły córki w punkcie zero. W cudownym momencie swoich narodzin, w tej jednej chwili, była już ona dla mnie istotą w każdym wieku.

Dziś myślimy w sposób linearny. Wykazujemy skłonność do traktowania dzieci tak, jakby były niczym, zerem, a ludzi starych, jakby znajdowali się już poza skalą, a więc byli bezwartościowi. Boimy się zestarzeć, a tymczasem z bardziej subtelnego punktu widzenia jesteśmy starzy już od samego początku. W ciągu życia tylko coraz bardziej odkrywamy nasz wiek, czyniąc z niego właściwy użytek. Przedstawiając sobie całą sprawę w ten właśnie sposób, można powiedzieć, że starzenie się jest wypełnieniem, urzeczywistnieniem tego, kim jesteśmy, a nie zużywaniem się i wyczerpywaniem.

Mimo to pierwszy posmak starzenia się to bolesne ukłucie, szok. Jak długo utożsamiasz się ze swoją młodością, nie musisz poważnie myśleć o starzeniu się. Jednak posmak starzenia się wyznacza początek procesu wychodzenia z młodości, którego większość nas wolałaby nie dokonywać. Ludzie na całym świecie rozpoznawali wagę i znaczenie tego specyficznego przejścia z młodości w dojrzałą dorosłość i urządzali różne rytuały, które pomagały w transformacji.

My też mamy swoje rytuały, takie jak zdobywanie prawa jazdy, głosowanie po raz pierwszy w wyborach czy uzyskiwanie dyplomu ukończenia szkoły średniej19. Każde z tych doświadczeń jest silnym przeżyciem, które informuje cię, że na swojej drodze życia wykonałeś właśnie kolejny duży krok, skręciłeś za róg, wkroczyłeś na nieznane terytorium.

Moglibyśmy wykorzystywać takie rytuały przez całe życie, ponieważ przejście w dojrzałość i starość zdarza się na wielu etapach, przy czym z tą transformacją może wiązać się wiele różnych doświadczeń. Choroba, nowa praca, nowy związek, śmierć bliskiej osoby lub przyjaciela, a nawet jakieś ważne wydarzenie społeczne mogą przenieść cię w inne, nowe miejsce w twojej podróży przez życie. Zwróćmy uwagę, że z każdym z tych wydarzeń może wiązać się ból i cierpienie.

To bolesne ukłucie jest ważną częścią dojrzewania, niekoniecznie starzenia się. Jeśli nie zostaniemy boleśnie ukłuci, w pewnej chwili uświadamiając sobie własne ograniczenia, nasza osobowość ulegnie jednostronnemu skrzywieniu, wypaczeniu. Będziemy utożsamiać się wyłącznie z młodością, nie korzystając z mocy płynącej z archetypu starego człowieka zawierającego mądrość, prestiż i autorytet. Zapewne każdy nas zna kogoś, kto pozostał zbyt młody emocjonalnie. Ktoś taki nie zdążył jeszcze dorosnąć, dojrzeć. Nie traktuje życia poważnie. Nie wie, w jaki sposób odpowiednio zachowywać się w świecie, wykonywać jakiś poważny zawód, traktować uprzejmie i z szacunkiem innych ludzi.

Każdy postęp na drodze życia związany jest z bolesnym ukłuciem. Służy ono temu, byś się przebudził i zwrócił na coś baczną uwagę. Jeśli za wszelką cenę unikasz takiego ukłucia, starasz się je zbagatelizować i jak najszybciej o nim zapomnieć albo znieczulić się na jego skutki, wówczas się nie starzejesz – i to jest dopiero prawdziwa tragedia.

Opowieść o dwóch hydraulikach

Akurat kiedy kończyłem pisać kilka ostatnich akapitów, w naszym domu zjawili się dwaj hydraulicy, którzy przyszli naprawić jakąś usterkę w bezprzewodowym systemie regulacji ogrzewania. Jeden, starszy, ale jeszcze nie stary mężczyzna, przywitał się, przedstawił i zaproponował, że sprawdzi działanie skraplacza. Jego młodszy partner nie odezwał się ani słowem – żadnego przywitania się, żadnej rozmowy. Zauważyłem, że zaglądał do pomieszczeń, w których nie miał nic do roboty. Po prostu był wścibski czy może ciekawski, przez cały czas jednak nic nie mówił. Starszy spytał, czy może sprawdzić działanie urządzeń w sypialni, podczas gdy młodszy wśliznął się po cichu do łazienki. Przestraszyłem się, że zastanie tam moją żonę, która mogła się w tym czasie ubierać – było wcześnie rano. Rozejrzał się, nic nie mówiąc, co nie było zaskakujące, bo nie miał żadnego powodu, żeby być w tym miejscu.

Po wyjściu hydraulików miałem ochotę zadzwonić do szefa firmy, w której byli zatrudnieni, i powiedzieć mu, że nie życzę sobie, żeby ten młody mężczyzna kiedykolwiek w przyszłości zjawiał się w naszym domu i cokolwiek naprawiał. Wnosił on ze sobą element niepewności i zagrożenia, choć w rzeczywistości mógł być po prostu jedynie niedojrzały. Na czym polegał jego problem? Wydaje mi się, że nie został jeszcze boleśnie ukłuty i nie wszedł w pełni w dorosłość. Pławił się w poczuciu wiecznej młodości i nie miał okazji, by wykształcić w sobie cechy charakterystyczne dla osób dojrzałych, takie jak ogłada towarzyska, uprzejmość, odpowiedzialność, wyczucie granic i takt. Chciałbym mieć nadzieję, że starszy mężczyzna nauczy młodszego, jak należy zachowywać się w świecie dorosłych. Niestety, chociaż był on bardziej dojrzały od swojego partnera, nie wyglądał mi na kogoś, kto ma zadatki na nauczyciela czy mentora. Nie był chyba jeszcze w stanie doradzić młodemu i pokierować nim. Tak więc wizytę w naszym domu złożyło dwóch hydraulików, wiecznych młodzieńców w różnym wieku, którzy nie przeszli jeszcze pełnej inicjacji w dorosłość.

Może nasz świat w ogóle cierpi z powodu powszechnej niemożności poradzenia sobie z problemem przedłużającej się ponad miarę młodzieńczości. Bojąc się starości, zdajemy się niezdolni do wejścia w nią z wdziękiem i dlatego tkwimy uparcie na pozycjach młodości, co nas spłyca, banalizuje i nie pozwala się rozwijać. Starość jest nam żywotnie potrzebna. Musimy w sposób naturalny wyjść ze stanu permanentnej młodzieńczości i wykształcić w sobie bardziej złożoną i bogatą osobowość, w której jest miejsce zarówno na starość, jak i młodość. Starzenie się pozwala nam mocniej i trwalej zaistnieć w świecie jako osobom w pełni dojrzałym, zdolnym do wchodzenia w głębsze relacje oraz zmotywowanym, by wnosić swój wkład w rozwój społeczeństwa.

Starzenie się nie jest tylko dodawaniem kolejnych lat do sumy czasu przeżytego przez nas na ziemi. To również swoisty proces humanizacji, stawania się osobą bardziej duchowo i kulturowo złożoną i bogatą. Pozwala nam z determinacją stawiać czoło wyzwaniom i odpowiedzialnie robić to, co do nas należy, co sprawia, że życie staje się cenniejsze i bardziej warte przeżycia. W miarę upływu lat starzenie się sprzyja również temu, że ważne doświadczenia łączą się w naturalny, organiczny sposób z młodzieńczą nadzieją i ambicją. Jest to proces, w którym naturalne talenty i potencjał danej osoby zostają wykorzystane w celu wytworzenia czegoś realnego, subtelnego i głębokiego. Jung nazywa to „indywiduacją”. Keats „stwarzaniem duszy” (ang. soul-making). Ja myślę o tym jako o kreatywnej obróbce i przepracowywaniu surowego materiału osobowości.

Jak już powiedziałem, pierwszy posmak starości jest jak delikatne wezwanie czy też napomnienie – widok kilku zmarszczek czy siwych włosów przeradza się w większą troskę o zdrowie, sprawność i mobilność. Podobnie jak wszelkie lęki, także takie niepokoje szybko się potęgują, tak że po niedługim czasie czujemy, że życie jako takie jest już za nami. Dla niektórych osób starzenie wiąże się z zaburzeniem nastroju o podłożu lękowym, które może zdominować wszelkie inne emocje i doznania. Musimy znajdować sposoby łagodzenia tego lęku, najlepiej już od momentu, kiedy poczujemy pierwszy posmak starzenia się, zanim ów niepokój się zwiększy i przerodzi w całkiem realne, poważne zaburzenie.

Możemy radzić sobie z lękiem indywidualnie, przeżywając w pełni i do końca każdy kolejny dzień, będąc w pełni obecni tu i teraz i korzystając z tego, co ma nam do zaoferowania dana chwila. Jeśli jesteśmy zdrowi i nie mamy żadnych innych problemów, możemy w pełni cieszyć się życiem każdego dnia. Niektórzy projektują swoje lęki i obawy na przyszłość, wyobrażając sobie wszystko, co tylko najgorszego może ich spotkać, oraz żyjąc w oczekiwaniu jakiejś strasznej wyimaginowanej katastrofy. Jak już powiedziałem we Wstępie, pierwszą regułą w radzeniu sobie ze starzeniem się jest świadome bycie z tym, co jest, nawet jeśli jest to coś złego czy niepożądanego. Czasami jednak odzywa się w nas masochista, a więc ktoś, kto rozkoszuje się bólem, i dlatego wolimy się lękać i niepokoić, zamiast czerpać z życia radość.

Inną ważną zasadą w tej grze jest prosta idea, zgodnie z którą młodość i starość zawsze, w każdej chwili, powinny być obecne razem, oddziałując na siebie nawzajem tak, byśmy nie popadali z jednej strony w przesadną naiwność właściwą wyizolowanej młodości, z drugiej zaś w rozpacz, zrzędliwość i nieustanne narzekania pozbawionej wszelkich złudzeń, pospolitej starości.

Pierwszy posmak starzenia się nigdy nie przemija

Wrażenie związane ze świadomością, że robisz się coraz starszy, nigdy nie przemija. Nawet jako starszy człowiek możesz pewnego dnia przebudzić się i nagle zdać sobie sprawę, że nie jesteś już młody. Mając 60 lat, chciałbyś mieć 50, a kiedy masz 70, wolałbyś mieć 60. Owszem, doznanie starzenia się nawiedzało cię już wielokrotnie wcześniej, wciąż jednak powraca na nowo. Jest ono poza czasem, ma charakter archetypowy, jest jednym z tych bezczasowych sygnałów przypominających ci o tym, czym jest życie i na czym ono polega.

Owo doznanie stawania się coraz starszym jest głębsze, niż myślisz. Jest ono związane z odkryciem swojej śmiertelności i fundamentalnych praw rządzących życiem. Musisz stawić temu czoło, w przeciwnym bowiem razie, jak mówią psychologowie, dokonasz wyparcia i zaczniesz zaprzeczać rzeczywistości. Trwając w nieświadomości, będziesz odcięty od niezwykle ważnego faktu, że mimo iż jesteś młody i młodo się czujesz, nieuchronnie się starzejesz.

Oto jedno z fundamentalnych praw życia. Urodziłeś się, żyjesz swoim życiem i starzejesz się. Iluzją jest myślenie, że można w pełni cieszyć się życiem i nie starzeć się. Jeśli potrafisz uwolnić się od tej iluzji, być może uda ci się czerpać radość i przyjemność ze starzenia się, zwłaszcza jeśli będziesz dostrzegał oznaki tego, że życie przez cały ten czas uczy cię czegoś i że stajesz się nie tylko coraz starszym, ale także coraz lepszym człowiekiem.

Jeden z bardziej osobliwych aspektów starzenia się ma związek z seksualnością. Twoje doświadczenia mogą być oczywiście różne od moich, kiedy jednak ja teraz, kiedy mam już 76 lat, widzę piękną młodą kobietę, potrafię docenić jej atrakcyjność i urodę w sposób obiektywny, czuję jednak, że nie jestem nią zainteresowany. Kiedyś byłbym. Dziś jednak uważam za bardziej atrakcyjne starsze kobiety, po sześćdziesiątce i siedemdziesiątce. Dużo się nad tym zastanawiałem. Kiedy robisz się starszy, czy chcesz być z kobietą w twoim wieku? Ja – tak. Uważam moją żonę, osobę po sześćdziesiątce, za niezwykle atrakcyjną kobietę. Spoglądam na młode studentki college’u, po czym wracam do tego, czym jestem akurat zajęty.

Uznaję starsze kobiety za atrakcyjne, choć sam bardzo zazdroszczę mężczyznom z płaskimi brzuchami i ciemnymi włosami. Kiedy dziś oglądam swoje zdjęcia, widzę na nich osobnika z masą połyskliwie siwych włosów na głowie i brodzie, co jest dla mnie nie lada szokiem. Wyglądam jak męska wersja Narzeczonej Frankensteina (nawiązanie do tytułu filmu z 1935 roku – przyp. red.). Przez jakiś czas myślałem nawet o tym, żeby zacząć farbować włosy na ciemnobrązowo, teraz jednak jest już zdecydowanie za późno. Wyglądałbym po prostu śmiesznie. Dlatego staram się przyzwyczajać do tej neonowej bieli na głowie. Widzisz, jak własne starzenie się potrafi czasami doprowadzać mnie niemal na skraj szaleństwa?

Starzenie się może być niepokojące, jeśli zaczniemy ulegać dzikim fantazjom, jakbyśmy nagle dostali się pod władzę jakiegoś psychologicznego kompleksu. W takim wypadku starzenie się może mieć wiele wspólnego z zazdrością. Racjonalne myśli odpływają od nas, a władzę nad nami przejmują emocje. Tracimy zdolność do chłodnego i rzeczowego oglądu spraw oraz kontrolowania uczuć.

Zawsze intrygowały mnie słynne trzy siostry z mitologii greckiej zwane Grajami (inaczej Forkidy – przyp. red.). Jak głosi podanie, są tak stare, że nie pamiętają swojej młodości. Mają tylko jedno wspólne oko i jeden wspólny ząb, z których korzystają na zmianę. Heros Perseusz, który przygotowywał się do konfrontacji ze straszliwymi Gorgonami, wykradł im oko, a następnie zmusił do udzielenia cennych wskazówek. Dla Junga Graje stanowią ucieleśnienie mrocznego, negatywnego obrazu matki.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

. Słowo wabi było początkowo nacechowane negatywnie i opisywało biedę, smutek i porzucenie czegoś. Z czasem zaczęło być używane również w kontekście samotności pustelnika, który porzucił dotychczasowe życie wraz z jego powierzchownością i pogonią za zaszczytami, wybierając proste życie w odosobnieniu… Potem wabi nabrało nowego znaczenia – zaczęło opisywać coś, co ma najwyższą uniwersalną wartość, chociaż nie jest popularne w danym czasie. W końcu znaczenie tego słowa ewoluowało i zaczęto używać go jako określenia prawdziwego piękna, które nie ma nic wspólnego z przemijającymi kanonami i nie jest powierzchowne, ale sięga głębiej i dotyka samego sedna rzeczywistości. Wabi to zadowolenie z prostych rzeczy i niezależność od dóbr materialnych, ascetyczny sposób życia oraz duchowa droga… Sabi to słowo, które ma związek ze starością, samotnością i wyciszeniem. W poezji oznacza piękno duchowej izolacji, odosobnienie, a także dysonans. Często odnosi się też do uczucia wywoływanego przez rzeczy, które straciły z czasem swoją formę i witalność. Można powiedzieć, że sabi jest uzewnętrznieniem ascetycznych wartości, ich przełożeniem na walory artystyczne. Cenione obiekty to takie, które powstają w wyniku naturalnych procesów, są nieregularne, bezpretensjonalne i niejednoznaczne. Odzwierciedlają nietrwałość i zmuszają odbiorcę do refleksji nad przemijaniem. Zbieżność wabi i sabi doprowadziła do użycia tych pojęć jako jednego wspólnego terminu wabi-sabi. Reprezentuje on takie cechy, jak nietrwałość, pokorę, asymetrię i niedoskonałość. Jest to przeciwieństwo tego, co Zachód zaczął cenić już w czasach starożytnych, a mianowicie trwałości, wzniosłości, symetrii i perfekcji. Wabi-sabi to rodzaj uznania dla nietrwałego piękna, które przejawia się w świecie materialnym i jest odbiciem świata duchowego; za: K. Rokita: Japońska estetyka wabi-sabi, artykuł z 8 października 2016 roku na portalu Centrum Studiów Polska – Azja: http://www.polska-azja.pl/k-rokita-japonska-estetyka-wabi-sabi/(przyp. tłum.). [wróć]

. Ops była pierwotnie sabińską, a następnie rzymską boginią płodności, urodzaju, plonów, bogactwa i wszelkiej obfitości; słowo „optymizm” (ang. optimism) zostało urobione od łac. słowa optimus, czyli „bardzo dobry, najlepszy, najznakomitszy” (por. pol. „optymalny, optymalizacja”), które z kolei pochodzi od ops/opis, czyli „moc, możność, możliwość, środki, zasoby, majątek, bogactwo”; za: Słownik łacińsko-polski, red. Józef Korpanty, Warszawa 2003 (przyp. tłum.). [wróć]

. Ralph Waldo Emerson, Oversoul, The Portable Emerson, red. Carl Bode i Malcolm Cowley, New York: Penguin, 1981, s. 214; wyd. pol. Ralph Waldo Emerson, Naddusza, w: Eseje [1], tłum. Andrzej Tretiak, Lublin 1997, s. 244-245. [wróć]

. Przeobrażenie niezupełne u owadów: jajo → larwa (gąsienica) → nimfa → imago (osobnik dorosły); przeobrażenie zupełne owadów: jajo → larwa (gąsienica)→ poczwarka (łac. pupa)→ imago (przyp. tłum.). [wróć]

. Ang. brush of time – wyrażenie Shakespeare’a ze sztuki Henryk VI (część 2), gdzie mamy (Akt V, Scena 3): Aged contusions and all brush of time, „Dolegliwości wieku i wszystkie przeciwności czasu”, tłum. Maciej Słomczyński (przyp. tłum.). [wróć]

. Co ciekawe, wbrew powszechnemu mniemaniu wśród zachowanych, cytowanych przez starożytnych autorów fragmentów wypowiedzi Heraklita nie ma powyższego stwierdzenia, mamy za to: „Wszystko się porusza (gr. panta chorei) i nic nie stoi w miejscu” oraz „Nie wejdziesz dwa razy do tej samej rzeki” – Platon, Kratylos, 402a, tłum. Witold Stefański (przyp. tłum.). [wróć]

. Tłum. Anna Iwona Wójcik, za: Laozi, Księga dao i de, Kraków 2006 (przyp. tłum.). [wróć]

. C.G. Jung, Memories, Dreams, Reflections, red. Aniela Jaffé, tłum. Richard i Clara Winston, New York: Pantheon Books, 1963, s. 359; wyd. pol. C.G. Jung, Wspomnienia, sny, myśli, tłum. Robert Reszke i Leszek Kolankiewicz, Warszawa 1997, s. 312. [wróć]

. Manfred Diehl, Hans-Werner Wahl, Allyson F. Brothers, Martina Gabrian, Subjective Aging and Awareness of Aging: Toward a New Understanding of the Aging Self, „Annual Review of Gerontology & Geriatrics” 35, no. 1 (kwiecień 2015), 1-28.

Jeśli nie podano inaczej, przekłady pochodzą od tłumacza. [wróć]

. „Emeryci”; dosł. „obywatele w podeszłym wieku” (przyp. tłum.). [wróć]

. James Hillman (1926-2011) – amerykański psycholog, jeden z najwybitniejszych współczesnych myślicieli, uczeń C.G. Junga, w latach 1959–1969 dyrektor programowy Instytutu Junga w Zurychu, uważany za najoryginalniejszego „heretyka” szkoły jungowskiej, twórca tzw. psychologii archetypowej, w Polsce jak dotąd ukazało się sześć jego książek (przyp. tłum.). [wróć]

. W tym miejscu warto dodać, że James Hillman pod koniec życia napisał książkę traktującą o starzeniu się i starości, wyd. pol. Siła charaktru. O sensie i wartości długiego życia, Warszawa 2017, która niewątpliwie zainspirowała Moore’a do napisania niniejszej książki (przyp. tłum.). [wróć]

. Rodzaj „sprężynki” umieszczanej we wnętrzu naczynia krwionośnego w celu jego udrożnienia (przy. tłum.). [wróć]

. Autor ma na myśli książkę The Guru of Golf and Other Stories About the Game of Life (2011), dosł. „Guru golfa i inne opowieści o grze życia” (przyp. tłum.). [wróć]

. Am. nickel to potoczna nazwa pięciocentówki (przyp. tłum.). [wróć]

. Według ekspertów Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) umowny podział grup wiekowych osób starszych przedstawia się następująco: 45. – 59. rok życia to wiek przedstarczy; 60. – (65.) – 74. rok życia to wczesna starość, tzw. młodzi starzy (ang. young old), trzeci wiek, lata wieku podeszłego; 75. – 89. rok życia to wiek starczy, późna starość, tzw. starzy starzy (ang. old old); powyżej 80. roku życia zaczyna się starość sędziwa, czwarty wiek; 90 lat i więcej to długowieczność (ang. oldest old) (przyp. tłum.). [wróć]

. Dosł. „starszych” (przyp. tłum.). [wróć]

. Dosł. „pełen duszy” (przyp. tłum.). [wróć]

. W europejskich/polskich realiach: uzyskanie matury; zdanie „egzaminu dojrzałości” (przyp. tłum.). [wróć]

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Dusza nie ma wieku Raj i Peri Zakwefiony prorok Korazanu : poemat wyjęty z Lalli-Ruk P. Tomasza Moore Raj i Pery : poemat wyjęty z Lalli Ruk Pana Tomasza Mora, z jego popiersiem Powieści lorda Byrona Lalla-Rukh, xiężniczka mongolska. T. 2 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Góra Tajget Wybieraj wystarczająco dobrze Seks się liczy. Od seksu do nadświadomości To tylko dzieci