Immersja

Immersja

Autorzy: Erick Pol

Wydawnictwo: Uroboros

Kategorie: Dla młodzieży Fantastyka / SF

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 30.59 zł

 

Czy ludzki umysł jest w stanie bezbłędnie odróżnić rzeczywistość od fikcji?

Niedaleka przyszłość, czas sztucznych inteligencji. Ben, pracownik instytutu badawczego, bierze udział w eksperymencie naukowym, dzięki któremu jego umysł wkroczy w świat Fajstos, 1627 lat p.n.e. System AIAM, do którego zostały wprowadzone dane archeologiczne, tworzy świat, jaki istniał wiele lat temu na Krecie. Dla Bena ma to być niczym udział w doskonałej grze komputerowej, w której będzie mógł badać przeszłość wszystkimi zmysłami, a zdarzenia będą się toczyć w interakcji wirtualnego świata z nim jako uczestnikiem gry.

Tymczasem do gry wkraczają kolejni uczestnicy: wybitna sportsmenka Arnike, zaproszona przez instytut, wysłannik wojska John, agentka Kiri Nakai oraz wirtualni turyści, wśród których jest Luigi Badson, jeden z najbardziej wpływowych ludzi na świecie, wcześniej hierarcha, później likwidator majątku kościelnego.

Idylliczny, wydawałoby się, świat rozsypuje się jak domek z kart, gdy wybucha wulkan na wyspie Thera (obecnie Santoryn). Dotychczasowe zasady, którymi kierowała się społeczność, zaczynają tracić swą moc, a do głosu dochodzą przemoc oraz strach…

Erick Pol

IMMERSJA

Fajstos – opowieść o przyszkości

Copyright © 2018 by Erick Pol

Wydanie I

Warszawa, MMXVIII

Spis treści

Dedykacja

Immersja

Wszystkie rozdziały dostępne w pełnej wersji książki.

Książkę poświęcam mojej Mamie.

Dziękuję mojej żonie Justynie, bez której ta powieść by nie powstała.

*

Ben zauważył ją pierwszy. Pola weszła do kawiarni, rozglądając się po stolikach. Najwyraźniej jeszcze go nie dostrzegła. Uśmiechnął się w jej stronę i pomachał. Zauważyła. Odwzajemniła się szerokim uśmiechem i ruszyła w jego kierunku. Pożerał ją wzrokiem. Była drobną blondynką z wąskimi ramionami i szerokimi krągłymi biodrami, które kołysały się miarowo i przyciągały spojrzenia mężczyzn. Włosy zebrane do tyłu licznymi warkoczykami odsłaniały miłą twarz o łagodnych rysach. Jasnofioletowy kostium ściśle przylegał do ciała, opinając ledwie zarysowane piersi. Na nadgarstkach jarzyły się własnym światłem trzyczęściowe, szerokie bransolety. Na czole błyszczała cienka, złota opaska ozdobiona w kilku miejscach ledwo widocznymi czerwonymi światełkami.

Była już blisko. Wstał z krzesła. Wyższy od niej, szatyn o owalnej twarzy, z fryzurą na jeża. Miał na sobie buty i garnitur wykonane z dopasowującej się do ciała granatowej, błyszczącej tkaniny. Nad brwiami widać było coś jakby złotą nić opasującą czoło.

– Cześć.

– Cześć. Randka jak wtedy, gdy poznaliśmy się na konferencji – odpowiedziała.

Wziął jej dłonie w swoje. Schylił się ku niej i pocałowali się w usta.

– Chciałem, żeby było miło. Specjalnie zarezerwowałem ten stolik. Nasze ulubione miejsce.

– Kiedyś – zauważyła.

– Tak, kiedyś. Ale jesteśmy tu znowu – powiedział radośnie. – Nasze magiczne wzgórze. A w dole cała panorama Madrytu. Twoja ulubiona.

– Uwielbiam to miejsce. Lubię stąd patrzeć na regularny układ ulic dawnego miasta. Na piramidy cyberwież otoczone morzem starych budynków… Wyglądają jak olbrzymy stojące wśród liliputów…

– O, jaki poetycki nastrój – zażartował Ben.

– A co? Są takie kolorowe. Zobacz, te wszystkie windy i pojazdy na zewnętrznych ścianach piramid ciągle się poruszają. Migoczą światłami. Zawsze mam wrażenie, że te cyberwieże pulsują, żyją własnym życiem.

– Trochę tak jest – wtrącił Ben cicho. – Przecież są tam tysiące mieszkań, firm, instytucji.

– Ten widok nastraja mnie melancholijnie – ciągnęła swoją myśl zapatrzona w dal. – Popatrz na lśniący w słońcu strunowiec. O tam, w całej swej okazałości. Połączenie pomiędzy Ziemią a kosmosem. Pępowina… Zamawiałeś coś? – spytała niespodziewanie i popatrzyła na Bena z uroczym uśmiechem.

– Kawę i lody. Dla ciebie oczywiście z owocami. Takie jak lubisz.

– Super. O, widzę, że kelner już niesie. Lubię te tradycyjne knajpki. Jeszcze nie do końca zrobotyzowane. Miła odmiana względem tego, co mamy w naszej cyberwieży… Eee… cieszę się, że tutaj jestem, ale czuję mały niepokój, bo już dawno nie wychodziliśmy, żeby być gdzieś tylko we dwoje… – powiedziała, patrząc mu prosto w oczy.

Ben kątem oka zauważył tuż obok postać kelnera.

– Dziękuję. Proszę postawić – zwrócił się do niego, odsuwając ręce ze stolika. – Czasami jednak człowiek chce być tylko z drugą osobą – odpowiedział Poli. – Z nikim więcej. Nie dzielić się swoim życiem z całym światem… Przede wszystkim chciałem, żebyśmy miło spędzili wieczór.

Uśmiechnął się, zaglądając jej w oczy. Pola patrzyła na niego wyczekująco. Lubiła kontemplować owal jego twarzy. Piwne oczy. Dołki w kącikach ust skorych do uśmiechu.

– No dobra – ciągnął. – Mam pewne przemyślenia. Chciałem się nimi z tobą podzielić. A tutaj może łatwiej złapać dystans do naszej cyberrzeczywistości. Ale najpierw spróbuj lodów.

– Mniam, nic się nie zmieniły – powiedziała, smakując. – Dalej robią takie same.

– Hmm, naprawdę pyszne – potwierdził Ben, zlizując przysmak z łyżeczki. – Tego mi było trzeba. Teraz mogę mówić… Szykują się zmiany u nas, w instytucie. Teraz, kiedy już tyle pracy włożyliśmy w ten projekt archeowizji tworzonej przez IAM…

– Przez co?

– IAM to sztuczna inteligencja najnowszej generacji. Od angielskiego Immersive Almighty Multimachine. Wspominałem ci o tym.

– A tak. Rzeczywiście. Ten wirtualny, starożytny świat?

– To nie takie proste. IAM dał nam możliwość stworzenia wirtualnej czasoprzestrzeni, która w pewnym sensie żyje.

– Jak to żyje? – spytała zaciekawiona. – Biologicznym życiem to akurat ja się zajmuję.

– Jako całość to nie jest struktura biologiczna, chociaż wykorzystuje też biologiczne procesory. Ale nie o to chodzi. Dla celów naukowych powstała supergra, która w momencie uruchomienia tworzy nieodróżnialną od rzeczywistości wirtualną przestrzeń z własną strzałką czasu. Nazwaliśmy ją Maya Virtual Reality. Od sanskryckiego słowa Maya. Wiesz, iluzja absorbująca świadomość, zakrywająca rzeczywistość, prawdę. Będąc wewnątrz, gracz nie znajdzie dowodów na to, że to tylko projekcja. Oczywiście poza swoim umysłem. No, chyba że utożsami się ze swoim awatarem, przywiąże do rzeczy posiadanych w MayaVR, a wtedy się zakotwiczy i…

– Czyli taka doskonała gra. To chyba dobrze?

– Hm, uważam, że to już nie jest gra, ale fantastyczne narzędzie do różnego rodzaju badań nad człowiekiem i jego historią oczywiście.

– Nie rozumiem. To w czym problem? Chyba odnieśliście sukces.

– Tak, tylko że tam, gdzie jest sukces, pojawia się zaraz wielu jego ojców. Wcześniej niewidzianych. Każdy z nich ma oczywiście pomysł, co należy z tym zrobić. Każdy uważa, że to jego zabawka. A jeśli w grę wchodzą pieniądze, jakie można na tym zarobić? To…

– No nie wiem. Instytut jest finansowany centralnie. Ty jesteś pracownikiem naukowym. Robisz habilitację. Uczestniczysz w projekcie od początku. Dalej nie wiem, czym się martwisz.

– Krótko mówiąc, zmienił się przewodniczący Federacyjnej Komisji do spraw Badań Naukowych. Nowy dyrektor instytutu, który jest z jego nadania, nie kryje się z tym, że chce skomercjalizować projekt. Będą wymieniać ludzi i zatrudniać nowych do obsługi projektu. Wszystko po to, żeby mieć kontrolę i zarabiać na czymś, nad czym ciężko pracowaliśmy. Stan mówi, że to pewne. Wiesz, jest profesorem i znaną osobą. Ma swoje dojścia. Jego nie ruszą.

– Jak to możliwe?

– Polityka. I partykularne interesy.

– I co? Chcą cię zwolnić?

Ben przełknął lody, które miał w ustach.

– Podobno jest taki plan. Chcą mnie zaangażować do zajęć dydaktycznych i serii jakichś wykładów pilotażowych – odparł z westchnieniem.

– I Stan na to pozwoli? To niemożliwe. Zaraz mu powiem, co o tym myślę.

– Zaczekaj. To między nami. Jest rozwiązanie. Muszę w projekcie pełnić funkcję, której nikt inny się nie podejmie ze względu na wiedzę i przygotowanie… O, popatrz na strunowiec. Światełka na krawędzi. Schodzi winda kosmiczna. Może wymieniają ekipę na stacji? I pomyśleć, że kiedyś, aby sięgnąć kosmosu, ludzie musieli wystrzeliwać rakiety. Teraz jadą tam windą…

– Jaką funkcję? – spytała Pola, przerywając mu.

– Co? A, funkcję. Tak. Musiałbym się bezpośrednio zaangażować w badania tam, na miejscu, to znaczy przez zanurzenie w MayaVR. Taka podróż do przeszłości. Archeologia i etnografia bezpośrednia, jeśli można tak powiedzieć.

– Czyli miałbyś brać udział w grze? To chyba nic takiego?

– Niby nie, ale to wymaga czasu. Musiałbym zostawić inne rozpoczęte sprawy w instytucie. A co z habilitacją?

– Dasz radę. Co to dla ciebie taka gra? Wyluzuj!

– To jest bardziej złożone. Musiałbym przejść specjalne szkolenie dotyczące przebywania w konsoli i sterowania awatarem. Odpowiedni trening fizyczny i psychologiczny specjalną metodą. No i później, żeby być w grze, muszę być w konsoli, czyli nie ma mnie w pracy albo w domu.

– To uzgodnisz prowadzenie tych wirtualnych badań w czasie godzin pracy. A z tą całą Mayą dasz sobie radę. Przecież jesteśmy wychowani na wirtualu.

– Dla ciebie to takie proste. A ja wiem, że MVR to będzie wielkie wyzwanie dla psychiki. Te projekcje, to znaczy to, co będę tam widział i czuł, będą angażowały w zachodzące zdarzenia jak prawdziwe życie. Szczególnie że system bazuje na sprzężeniu zwrotnym. Jeśli pojawi się gracz, czyli obserwator, to każdym swoim działaniem spowoduje odpowiedź sztucznej inteligencji. Interakcja będzie dotyczyła nawet przesunięcia ziarenka piasku, a co dopiero zetknięcia z „żyjącymi” tam istotami.

– Czyli z tymi, którzy nie grają?

– Hm, sam już nie wiem… Roboczo nazywamy je DIF-ami, od Dynamic Interactive Figure. Są tak skonstruowane, że zachowują się dokładnie jak ludzie lub zwierzęta. O wyglądzie nie wspomnę. Różnią się między sobą w reakcjach. Jeśli spotkam tam postać o wyglądzie człowieka, to w żaden sposób, czy to w rozmowie, kłótni, czy walce lub poprzez dowolną inną interakcję, nie będę w stanie rozróżnić, czy to awatar, czy DIF. I w każdym przypadku zaobserwuję wpływ tej postaci na zmiany w otaczającej nas rzeczywistości. Wirtualnej rzeczywistości. Takie pełne zaangażowanie, odczuwalne psychicznie i fizycznie, potencjalnie może spowodować konflikt świadomościowy.

– Przecież mówisz, że można się do tego przygotować. Szczególnie jeśli mógłbyś to zrobić w czasie pracy. Podejdź do tego inaczej. Pomyśl, że twoja praca teraz będzie dobrą zabawą, a instytut jeszcze ci będzie za to płacił. Popatrz: robi się ciemno, a miasto jaśnieje. Co za piękny widok!

– Uhm. Pogadam jeszcze z Davidem, kierownikiem sekcji informatyków realizującej eksperyment.

Ben zmarszczył czoło, zastanawiając się nad czymś. Pola siedziała zapatrzona w światła aglomeracji. Wzięła do ust łyk kawy i uśmiechnęła się do siebie.

– I z Nadieżdą, drugą asystentką Stana – dodał, dojadając lody. – Przydzielili mu ją do obsługi projektu.

***

Ben razem z Davidem zjechał na poziom minus pięć w budynku Instytutu Historii Ziemi i Planowania Przyszłości, gdzie pracował. Drzwi rozsunęły się bezszelestnie i weszli do dużego pomieszczenia Centrum Zarządzania Projektem. Rozejrzał się. Urządzenie sali głównej było nowoczesne, ale bardziej przypominało halę w budynku administracji publicznej niż centrum naukowe.

– Niewiele się zmieniło od ostatniego razu – zagadnął Davida.

– Tak. Doszło tylko parę ścianek i nanokurtyny o zmiennej kolorystyce przy konsoli. – Usłyszał odpowiedź.

Na sali było teraz wiele osób, których wcześniej nie widział.

– Maszyny kwantowe macie na minus sześć? – zagadnął znowu.

– Tak, bez zmian. A reszta, wiesz, w chmurze. Widzę, że się denerwujesz – zauważył David.

– Hm, właściwie to sam nie wiem, czego się spodziewałem – odpowiedział Ben. – Czuję się jak na jakiejś inauguracji. Widzę, że większość osób już nas zauważyła.

– Tak – odpowiedział David cicho. – Witam wszystkich – powiedział już bardzo głośno, zwracając na siebie uwagę. – Dzisiaj wielki dzień.

– Witam – powiedział również Ben, przybierając zadowolony wyraz twarzy, po czym skłonił kilka razy głowę w kierunku różnych osób, które wydawały mu się znajome lub uśmiechały się życzliwie.

Podeszła Nadieżda i podała mu rękę. Ukłonił się.

– Doktorze Atkins – powiedziała oficjalnie. – Davidzie, ty też. Podejdźmy do pulpitu operacyjnego. Tam czekają członkowie Zespołu Prowadzenia Awatara. Doktor Atkins nie miał okazji poznać wszystkich wcześniej.

Ben uśmiechnął się sam do siebie.

– Czuję się chyba jak pierwszy kosmonauta – powiedział do Nadieżdy, sam nie wiedząc dlaczego. – Nawet skafander mam już na sobie.

– Coś w tym jest – odparła. – W końcu jest pan pierwszym naukowcem archeologiem, który będzie prowadził badania unikatową, dotąd niestosowaną metodą. Czy właściwą, to się okaże.

Popatrzył na nią zaniepokojony, ale ona już uśmiechała się do czterech osób, do których podeszli.

– Witam państwa. – Jej ton był wciąż oficjalny, choć uprzejmy. – Oto doktor Ben Atkins, nasz królik doświadczalny.

Skinęła głową w stronę Bena.

– Ben – powiedział, wskazując na siebie. – Mówcie mi Ben, proszę. Przepraszam, że przeszkodziłem – dodał w kierunku Nadieżdy, która patrzyła na niego zdziwiona.

– Współpracownik profesora Worskiego w katedrze archeologii i modelowania cyfrowego zdarzeń – kontynuowała prezentację. – Można powiedzieć nasz „agent specjalny” w MayaVR, przygotowany zarówno merytorycznie, jak i pod względem sprawności fizycznej i odporności psychicznej. Skoro doktor Atkins, przepraszam, Ben, zmienił oficjalną formułę, pozwólcie, że przedstawię was po imieniu.

Zawiesiła głos, czekając na ewentualny protest. Nikt jednak nie zgłaszał zastrzeżeń.

– Oto nasz interdyscyplinarny zespół. Zacznijmy od lewej – mówiła dalej. – To jest Aki. Doktorat z archeologii, historii, socjologii i zarządzania, będzie z tobą cały czas w kontakcie, będzie miał ogląd całej sytuacji z zewnątrz, aby w razie potrzeby podsunąć ci rozwiązanie i ewentualnie zapobiec nagłemu i niepożądanemu zakończeniu eksperymentu.

– Miło mi poznać najwyższą instancję – odezwał się Ben żartobliwie.

– Poprowadzę cię jak po sznurku – odpowiedział Aki wesoło.

– To jest Jasmin – prezentowała dalej Nadieżda. – Doktorat z psychologii i psychiatrii. Będzie dbała o twoją równowagę psychiczną przed wejściem do MVR, w trakcie twojej obecności tam i po wyjściu z niej.

– Miło mi. My się już znamy – wtrącił się Ben z uśmiechem. – Pani doktor prowadziła ćwiczenia na kursie, w którym uczestniczyłem.

– Myślę, że jesteś gotowy – odpowiedziała Jasmin.

– To jest Jan. Profesor nauk medycznych, będzie czuwał nad twoim ciałem i pracą wszystkich fizjodetektorów, przekaźników i biostymulatorów w trakcie eksperymentu.

– Ciekawe, jak będę się czuł w tym nowym ciele? Cieszę się, że trafiam w takie doświadczone ręce – dorzucił Ben. – Bo jeśli wszystko będzie tak realne jak w testach, to mój organizm będzie działał na najwyższych obrotach.

– Będę cię pilnował – odpowiedział Jan. – W najgorszym razie zawsze można odciąć świadomość… To miał być żart – dodał, widząc, że nikt się nie śmieje.

– To Yao, nasz główny informatyk, wirtuoz inteligentnych systemów projekcyjnych, będzie czuwał nad niezawodną pracą systemu IAM, utrzymaniem i bieżącą modyfikacją MVR.

– Też się znamy. – Ben uśmiechnął się do Yao. – Chodziłem na wykłady z zasad interakcji ze sztuczną inteligencją. Było też o tym, jak IAM generuje projekcje, wykorzystując jakieś macierze i rozkłady prawdopodobieństwa. Cokolwiek to znaczy, to, co robi ten facet, to magia.

– To tylko teoria informacji – odezwał się Yao. – Musiałem powiedzieć o entropii, ponieważ…

– Nie, nie. Tylko nie zaczynaj znowu, proszę! – zawołał Ben, żartobliwie zasłaniając się przy tym rękami.

– A oto Nadieżda – wtrącił się nieoczekiwanie i wesoło David, o którym wszyscy zapomnieli. – Prawa ręka profesora Stanleya Worskiego i wybitna znawczyni historii i kultury starożytnej. Będzie czuwała nad zgodnością projekcji i modyfikacji MayaVR, zachodzących w sprzężeniu zwrotnym, z dowodami naukowymi. Będzie decydowała na bieżąco o zakresie modyfikacji, które mogłyby zmienić historię.

Skończył mówić i najwyraźniej zadowolony ze swojej elokwencji i znajomości rzeczy, uśmiechnął się szeroko, jak gdyby oczekiwał braw. Jednak członkowie zespołu zachowali się nieco flegmatycznie, choć sympatycznie, mówiąc zwyczajowe: witam, miło mi, no to bierzmy się do roboty.

Ben podszedł z Janem i jednym z techników do konsoli.

– Wygląda na to, że ta konsola będzie dużo wygodniejsza niż treningowa – zauważył.

– Bez dwóch zdań – zapewnił technik. – Nie będzie pan chciał z niej wyjść.

Kurtyny stały się pomarańczowe i nieprzezroczyste. Ben powoli zaczął zdejmować ubranie. Przypomniał sobie swój wczorajszy wywiad dla głównego dziennika.

– W okresie istnienia Federacji Europejskiej – mówił – świat się bardzo zmienił w swym podejściu do historii. Historia stała się źródłem obiektywnej wiedzy, przedmiotem dociekań i kluczem do prognozowania zdarzeń. Obecny świat jest dużo bardziej zintegrowany społecznie niż kiedyś, dzięki czemu zrezygnowano z utrzymywania dawnych tajemnic, tabu czy przekłamań, na rzecz dociekania prawdy. O ile jednak dzieje wieków dwudziestych znamy doskonale, między innymi z powodu niezliczonych materiałów zawierających obrazy i dźwięk przeróżnych zdarzeń, o tyle zamierzchła przeszłość, a szczególnie początki starożytnych cywilizacji na różnych kontynentach, wciąż daje możliwości stawiania nowych tez i szukania dowodów na ich poparcie.

– Tak, ale co można jeszcze zrobić? – spytał dziennikarz. – Archeologia stanęła już chyba w miejscu?

– Rozważamy różne możliwości. Na przykład: tak jak w kryminalistyce od dawna jako jedną z metod badawczych pozwalających na zweryfikowanie zeznań świadków, potwierdzenie logiki i możliwości zajścia zdarzeń stosuje się wizję lokalną, tak dzięki maszynom cyfrowym i technologiom informatycznym do badań historii można by zastosować archeowizję realizowaną w trójwymiarowej wirtualnej czasoprzestrzeni, świecie skrupulatnie odtworzonym na podstawie dostępnych danych. Wystarczy stworzyć wirtualny model lokalnej starożytnej rzeczywistości, który w trakcie eksperymentu polegającego na zadaniu warunków brzegowych i uruchomieniu rozwoju zdarzeń będzie podlegał obserwacji i korektom w działaniu.

– Nie rozumiem. To znaczy, że jakiś inteligentny system będzie tworzył zdarzenia?

– Tak, w czasie eksperymentu system pracowałby samodzielnie, realizując własny scenariusz wydarzeń wynikający z zachodzących korelacji, oddziaływań, ludzkich zachowań, zjawisk naturalnych i tysięcy innych czynników.

– Dobrze. A gdzie w tym element wizji lokalnej?

– To tak jakby możliwa była podróż w czasie. Od uruchomienia w jednym dobrze znanym punkcie czasoprzestrzeni historycznej aż do przejścia do następnego z góry wyznaczonego punktu następowałaby weryfikacja zgodności modelu z uznaną wiedzą historyczną.

– W porządku, ale gdzie tu jest rola badacza?

– To funkcjonowałoby jak gra, a gracz badacz byłby równocześnie obserwatorem, bez którego nic by się nie mogło wydarzyć. Wszystkie dane przetwarzałyby na bieżąco złożone maszyny cyfrowe, aby w odpowiedzi na jakiekolwiek działanie natychmiast wprowadzać korekty. Kształtować wirtualną czasoprzestrzeń tak, by z pozycji uczestnika gry do złudzenia przypominała ona świat realny.

– Czyli gracz mógłby wpłynąć na przebieg zdarzeń chociażby swoim zachowaniem?

– Tak, ale nie bardziej niż każda inna istota wygenerowana przez grę. Podobnie jak w realnym życiu tak i w tym doskonałym świecie wirtualnym splot, wydawałoby się, drobnych czynników mógłby, czasem nawet dramatycznie, wpłynąć na końcowy kształt zdarzeń. Tak jak to się dzieje w klasycznym efekcie motyla Lorenza.

– Bardzo to skomplikowane. Sądzi pan, że jest to wykonalne? Że można stworzyć taki „prawdziwy” sztuczny świat?

– Myślę, że tak. Proszę pamiętać, jakimi maszynami teraz dysponujemy. Wszystkie szczegóły wirtualnego archeoświata, takie jak położenie geograficzne, topografia terenu, zabudowa, flora i fauna, sposób życia ludności, system polityczny, życie społeczne, ówczesna wiedza i wiele innych byłyby wprowadzone do systemu wraz z doskonałymi animacjami postaci ludzkich będących w interakcji z pozostałymi postaciami i elementami przestrzeni. Wejście do takiej VR przypuszczalnie mogłoby zszokować i odurzyć, a nawet doprowadzić do utraty świadomości, dlatego gracze, a ściślej osoby kierujące awatarami, musieliby być specjalnie przeszkoleni i przygotowani psychicznie.

Ben był taką osobą, a testy potwierdzały, że radził sobie najlepiej spośród kilku pracowników instytutu, którzy zgłosili się na ochotnika. Wprowadzenie awatara było próbą zajrzenia w sam środek akcji związanej z danym wydarzeniem historycznym, spojrzenia od wewnątrz na wykreowaną przez sztuczną inteligencję rzeczywistość, a jednocześnie wnosiło element niepewności, jak zmieni się MayaVR tworzona przez IAM pod wpływem interakcji awatara z różnymi jej elementami.

Jeszcze raz rozejrzał się po pomieszczeniu, w którym znajdowała się jego konsola, i teraz dopiero dostrzegł, że dookoła, za przezroczystymi przegrodami, znajdowały się stanowiska operacyjne większych zespołów ludzi podległych poznanym przez niego specjalistom.

Oczywiście komputery, serwery i maszyny do przetwarzania grafiki znajdują się w bezpiecznym i niedostępnym stąd miejscu – pomyślał. – Widać za to pulpity bezdotykowe i ekrany holograficzne. Robią wrażenie.

Operatorzy komunikowali się z maszyną, a właściwie z systemem komputerów tworzących sztuczną inteligencję za pomocą zakładanych na głowę opasek zwanych koronami. Na pierwszy rzut oka przypominały one misternie zdobione złote paski. Ludzie nie musieli używać dłoni czy głosu, wystarczyły precyzyjne komendy mentalne i ruchy gałek ocznych, aby wykonywać operacje obserwowane na pulpitach, nad którymi pojawiały się holograficzne obrazy. To znacznie przyspieszało pracę i dawało możliwość jednoczesnego wykonywania kilku działań, w zależności od umiejętności operatora. Czasami któryś z pracowników używał dodatkowo funkcji dotykowych lub głosowych.

Ben wiedział, że eksperyment był pilnie obserwowany przez różnego rodzaju służby i wojsko, gdyż testowane tu technologie, a także wyniki badań socjologicznych i psychologicznych mogły być przydatne do budowania specjalistycznych symulatorów, a także tworzenia precyzyjnych modeli przyszłych procesów społecznych. Dlatego ograniczano wystąpienia profesora Worskiego i współpracowników w sieci, a dziennikarz, z którym Ben rozmawiał, nie miał pojęcia, że IAM, sztuczna inteligencja nowej generacji, już istnieje.

Kombinezon Bena nie przypominał żadnego ze współczesnych ubrań, był raczej cienką warstwą, nanopowłoką precyzyjnie naniesioną przez napylanie na całe jego ciało. Gdy cząsteczki substancji budującej utworzyły wiązania, powstało coś w rodzaju drugiej, tylko znacznie cieńszej skóry, na którą naniesiono nanoobwody. Ten nanokombinezon mógł funkcjonować bez względu na porost włosów czy wydzielanie potu. Głowa wymagała większej liczby mikrourządzeń, stąd dodatkowy czepek połączony na stałe z obwodami kombinezonu oraz przypominające szkła kontaktowe, ale wyposażone w wyświetlacze i układy elektroniczne nakładki na gałki oczne. Aby wykluczyć możliwość zakłóceń, całość była podłączona kablem bezpośrednio do wiązki głównej.

Ben leżał zanurzony w cieczy wypełniającej konsolę i czuł się trochę jak w stanie nieważkości. Myślał o tym, że po zamknięciu pokrywy konsoli wszystkie jego zmysły nie będą odczuwać żadnych zewnętrznych bodźców. Jego umysł będzie szukał jakiegoś punktu zaczepienia, ale go nie znajdzie. Do czasu, aż otworzy się przed jego wzrokiem MayaVR, wtedy jego awatar wejdzie w interakcję z otoczeniem i Ben zacznie znowu widzieć, słyszeć i czuć, a wszystko wokół, choć inne, będzie tak samo namacalne jak dotychczas w rzeczywistości.

Kopuła konsoli zamknęła się z cichym szumem. Nadieżda poczuła się przez chwilę tak, jakby patrzyła na jeden ze starożytnych sarkofagów, które widziała niejeden raz, a które miały przenosić władców przeszłości do innego świata.

– Szanowni państwo!

Usłyszała uroczysty głos profesora Worskiego i skierowała spojrzenie w jego stronę. Holograficzna postać Stanleya Worskiego unosiła się w powietrzu około metra nad podłogą w centralnym miejscu hali.

Wyprostowana dumnie sucha sylwetka profesora w luźnych spodniach i długiej tunice promieniowała bielą stroju i platyną włosów, które wyglądały jak siwe, dodając mu lat. Jego prawe oko było lekko przymrużone. Drobna twarz z szerokim czołem, wąskimi wargami i prostym nosem wyrażała dumę. Na czole jak diadem błyszczała wąska złota opaska.

– Oto nadeszła długo oczekiwana chwila – kontynuował profesor, gestykulując i powoli obracając się dookoła, aby nie stać do nikogo tyłem. – Jest poniedziałek, 25 września 2322 roku. Rozpoczynamy eksperymentalny projekt archeowizji realizowanej poprzez zanurzenie w MayaVR. Cieszę się, że udało mi się skompletować tak wspaniały interdyscyplinarny zespół naukowców. Opracowanie metody, przygotowanie baz danych i narzędzi badawczych opierających się na najnowszych niewiarygodnych wręcz technologiach trwało latami. Dziś możemy zajrzeć w przeszłość… Yao, twój ruch.

Po tej zapowiedzi oczy wszystkich obecnych zwróciły się w kierunku głównego ekranu. W miejsce postaci Worskiego pojawił się wyglądający całkowicie realnie widok na świat z dalekiej przeszłości. Była to projekcja wygenerowana przez IAM. Efekt wizualny był tak doskonały, że po sali przeszedł szmer podziwu. Teraz mogli z pozycji obserwatorów oglądać rozpoczynającą się właśnie grę.

Redakcja: Jerzy Wachowski

Korekta: Julia Celer / Słowne Babki, Artur Kaniewski, Anna Salwa

Ilustracja na okładce i pozostałe ilustracje: Wacław Wysocki

Skład i łamanie: Dariusz Ziach

Grupa Wydawnicza Foksal Sp. z o.o.

02-672 Warszawa, ul. Domaniewska 48

tel./faks (22) 826 08 82, 828 98 08

biuro@gwfoksal.pl

www.gwfoksal.pl

ISBN 978-83-280-5988-7

Skład wersji elektronicznej: Michał Olewnik / Grupa Wydawnicza Foksal Sp. z o.o.

i Michał Latusek / Virtualo Sp. z o.o.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Immersja 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Bad Mommy. Przeklęta korona Zakazane życzenie Noah ucieka Never Never Chłopak, który stracił głowę