Rozmaryn i róże

Rozmaryn i róże

Autorzy: Agnieszka Maciąg

Wydawnictwo: Otwarte

Kategorie: Hobby

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 26.25 zł

Spójrz na swoją mapę marzeń i odważ się zrobić pierwszy krok.

 

Dawno temu marzyliśmy, że pewnego dnia wsiądziemy do auta i wyruszymy przed siebie. Gdzie nas oczy i serca poniosą. Spełnienie tego marzenia przekładaliśmy z roku na rok. Zawsze było coś ważniejszego i pilniejszego do zrobienia. Gdy moja córeczka skończyła pięć lat, marzenie o podróży znów się we mnie odezwało: „Nie odkładaj życia na później. Nie czekaj na lepszy czas. Marzenia się nie spełniają – to ty je spełniasz”. Podjęłam decyzję: jedziemy!

Wraz z moimi bliskimi wyruszyłam do Ligurii, na Lazurowe Wybrzeże i do Prowansji, aby odnaleźć piękno i inspirację. Nie wszystko przebiegało tak, jak to sobie zaplanowałam. Odkryłam jednak o wiele więcej, niż się spodziewałam. To, co ziemskie, i to, co boskie, splotło się ze sobą w osobistą opowieść o podróży do… kobiecej duszy.

Agnieszka Maciąg

 

 

„Rozmaryn i róże. Podróż do samej siebie” to książka o życiu, tej najważniejszej podróży – do swojego serca. Agnieszka Maciąg dzieli się z czytelniczkami przemyśleniami i inspiracjami dotyczącymi wewnętrznego rozwoju, aby mogły odnaleźć w sobie siłę do spełniania marzeń i potrafiły dostrzec w każdym zdarzeniu, nawet trudnym, wartość i sens.

Zamknęła oczy.

Dotknęła swojego serca

i w ciszy podziękowała

za drogę, którą przebyła.

Poczuła, że ta droga ją prowadzi,

że ta droga ją uczy.

W tej krótkiej chwili poczuła,

że ona sama

stała się podróżą.

Spoglądam na swoją mapę marzeń. Znalazło się na niej to, czego w głębi serca pragnęłam od dawna. Niemal cała jest zaklejona zdjęciami pięknych miejsc, do których od długiego czasu chciałam pojechać. Barwne kamieniczki Portofino wtopione w surowe skały, białe grzbiety fal rozbijających się o brzeg Lazurowego Wybrzeża, pola Prowansji utkane z dzikich ziół. Zapachy, kolory, światło, wiatr. Marzenia wpisane w duszę kobiety. W moją duszę… Złożyłam sobie kiedyś przyrzeczenie o dobrym życiu, w którym będę podążać za cichymi podszeptami swojego serca.

Z biegiem czasu zamieszkały we mnie nowe głosy – miłości, ale i troski o innych, obowiązków, codzienności. Długie listy ważnych spraw do załatwienia. Wszystko takie pilne i takie konieczne. Gdy dowiedziałam się, że po raz drugi zostanę mamą, pojawił się we mnie inny, mocny głos – ogromnej odpowiedzialności. Jako kobieta daję życie we wszystkich jego przejawach. Daję życie mojemu dziecku, domowi, mężczyźnie, rodzinie, mojej pracy. Daję życie i sama jestem życiem. A czym to życie sycę?

Była ponura, długa zima. Karmiłam Helenkę piersią, w dzień i w nocy, marząc o odrobinie snu i wypoczynku. Czułam się niemal uwięziona w swoim ciele karmiącej matki, w domu, w obliczu obowiązków i wielkiej odpowiedzialności. Wtedy przyszły do mnie te zdjęcia, jak ciche podszepty duszy – przypominały o obietnicy, którą złożyłam sama sobie. Znaleźć się w tym świetle, w tej przestrzeni, oddychać ciepłym wiatrem Południa. Patrzeć na wodę, czuć na skórze jej słone krople. Być. Po prostu tam być. Zatrzymałam te fotografie, choć tamte miejsca wydawały mi się nieskończenie odległe, wręcz nierealne. Zresztą tyle spraw było do załatwienia.

Kiedyś, dawno temu, marzyliśmy z Robertem, aby pewnego dnia wsiąść w samochód i wyruszyć przed siebie na kilkutygodniową wyprawę. Włochy, Lazurowe Wybrzeże, Prowansja… gdzie nas oczy i serca poniosą. Pragnęliśmy zatrzymywać się w miejscach, w których nie ma turystów, chodzić rzadko uczęszczanymi drogami. Spotykać prawdziwych ludzi i poznawać ich historie. Przekładaliśmy to nasze marzenie z roku na rok. Zawsze było coś ważniejszego i pilniejszego do zrobienia – praca, zobowiązania rodzinne i zawodowe.

Żyłam w złudnym przeświadczeniu, że na wszystko mam jeszcze dużo czasu. Aż do chwili, gdy w naszym życiu pojawiła się Helenka. Ta maleńka dziewczynka zawładnęła naszą przestrzenią i naszym czasem, zaczęła wyznaczać rytm naszego życia. Było to wzruszające, ale bywało też trudne. Nie mogłam nagle spakować walizki i wyruszyć przed siebie. Małe dziecko potrzebuje bliskości, spokojnego, bezpiecznego gniazda. Potrzebuje szczęśliwego, stabilnego domu.

Gdy Helenka skończyła pięć lat, marzenie o podróży odezwało się znowu. Tym razem było to głośne wołanie: Nie odkładaj życia na później. Nie czekaj na lepszy czas. Marzenia się nie spełniają – to my je spełniamy. Podjęłam decyzję: jedziemy! Helenka ma już pięć lat, nieraz z nią wyjeżdżaliśmy, wprawdzie nie na tak długo, ale zawsze świetnie się sprawdzała jako towarzyszka podróży. Właśnie skończyłam pracę nad nową książką, spędziłam nad nią długie godziny przy komputerze. Czas wyruszyć w stronę słońca. Czas wyruszyć w drogę, aby spełniać swoje marzenia. I aby być w tych marzeniach razem – tam gdzie szumią fale, pachną zioła i kwitną róże. To będzie nasza długo odkładana podróż poślubna, pojedziemy w nią z naszą Helenką. Ciche podszepty serca zostaną nareszcie wysłuchane…

Nasz wyjazd zaplanowaliśmy na początek maja. Miało być już ładnie i ciepło, jednak teraz, pod koniec kwietnia, ku zaskoczeniu synoptyków padał gęsty śnieg. Zrobiło się zupełnie biało, wielkie płatki śnieżnego puchu zasłaniały wszystko wokół. Prognozy pogody na najbliższe dni również nie były optymistyczne – zapowiadano intensywne opady deszczu. Z jednej strony każda podróż jest nieprzewidywalna i właśnie na tym polega jej piękno! Z drugiej – z uwagi na Helenkę starałam się zaplanować ją jak najlepiej. Wyznaczałam trasy, sprawdzałam odległości, szukałam noclegów. Miałam jeszcze tyle do zrobienia! Zaległe zobowiązania zawodowe, które piętrzyły się podczas pisania Smaku zdrowia, codzienne sprawy rodzinne i domowe, wiele tematów „na już”. Chciałam to wszystko pogodzić, więc planowaniem naszej wyprawy zajmowałam się w nocy, gdy Helenka już spała. To pochłaniało mnóstwo energii. Jeszcze przed wyjazdem zaczęłam się czuć tą podróżą zmęczona.

Wyjeżdżaliśmy na prawie cały miesiąc, zamykanie wszystkich spraw i planowanie najbliższych tygodni sprawiało, że spałam krótko, po kilka godzin. Wieczorami wciąż myślałam, co jeszcze muszę załatwić, wysłać, kupić, spakować, dokończyć, opłacić… Gdy którejś nocy spojrzałam na mapę marzeń, zaczęłam się zastanawiać, czy warto jechać. A przecież byłam niemal gotowa do tej podróży.

Gdy spełnienie marzenia jest już tak blisko, niemal na wyciągnięcie ręki, zaczynamy kwestionować jego sens. Często dzieje się tak ze sprawami, które są dla nas ważne. Spełnienie jest tuż za rogiem, ale właśnie wtedy wiele osób rezygnuje – bo najtrudniej zrobić ten ostatni krok. Odkładane na później kursy, warsztaty, wyjazdy czekają przez całe długie lata… Zrób to. Zaryzykuj, idź, rozwijaj się. Nie można wszystkiego przewidzieć i zaplanować. Nie można wszystkiego kontrolować. Właśnie na tym polega tajemnica życia, jego niezwykłość.

Ustalając trasę podróży, starałam się szerokim łukiem omijać duże miasta, a zwłaszcza metropolie. Nie szukałam też ekstremalnych przeżyć i doświadczeń. Codzienne życie jest wystarczającym wyzwaniem, dodatkowe wrażenia nie są mi potrzebne. Jestem poszukiwaczem szczęścia, spokoju i wytchnienia. Podczas tej wyprawy pragnęłam zobaczyć, jak żyją inni ludzie, co jedzą, o czym rozmawiają, o czym marzą. Chciałam odpocząć i zwyczajnie cieszyć się bliskością Roberta i Helenki. Jestem też nieustającym poszukiwaczem piękna. Doświadczając go, czuję się częścią czegoś większego niż ja sama. Uwielbiam to uczucie.

Celem pierwszego etapu naszej podróży miało być Como (Lago di Como), jedno z najpiękniejszych jezior świata, położone w malowniczej scenerii włoskich Alp. Moja mapa marzeń była niemal wytapetowana zdjęciami Como, wklejałam je też do notesów z planami na dobrą przyszłość. Następnego dnia po przyjeździe zamierzaliśmy się udać do Bellagio – miejsca moich marzeń.

Bellagio wydaje się kwintesencją doskonałości, a przynajmniej tak wygląda na zdjęciach. Ta mała miejscowość położona nad rozległym, spokojnym jeziorem i otoczona ramionami gór jest dowodem wspaniałej współpracy natury i człowieka. Przyciąga poszukiwaczy piękna z całego świata. Miałam nadzieję, że w maju nie będzie ich zbyt wielu, tym bardziej że prognozy pogody na najbliższe dni i tygodnie zapowiadały niskie temperatury i deszcze. Wolałabym wprawdzie, by Como i leżące nad nim Bellagio przywitały nas promieniami słońca, ale cóż. Nie zamierzaliśmy rezygnować z naszej wyprawy i mimo wszystko byliśmy dobrej myśli.

Mieliśmy do przejechania ponad tysiąc pięćset kilometrów. Nie byłam pewna, jak daleko uda się nam dotrzeć z małą Helenką pierwszego dnia podróży, dlatego nie zarezerwowałam dla nas żadnego hotelu – liczyłam, że zrobimy to w trasie, i zaznaczyłam kilka opcji na smartfonie. Okazało się jednak, że w nocy przed wyjazdem Robert zrobił dla nas rezerwację w Bawarii, w hotelu Joga i Ajurweda (znajdującym się mniej więcej w połowie drogi nad Como). Chciał sprawić mi przyjemność i mu się udało – nie mogłam się doczekać, kiedy tam dotrzemy!

A jednak pada! – pomyślałam, gdy w dniu naszego wyjazdu wyjrzałam przez okno. Gorączkowe pakowanie trwało już od kilku dni. Bagażnik samochodu był mocno wypchany, a na dachu zamontowaliśmy dodatkowy pojemnik. Znalazły się w nim rzeczy, które zabraliśmy na „wszelki wypadek” – należało przewidzieć różne sytuacje, przecież wybieraliśmy się w długą i daleką podróż z małym dzieckiem. Mam duszę artystki, potrzebuję przyborów do pisania i malowania, notesów i kilku przedmiotów do zaczarowywania przestrzeni – dlatego zabrałam ze sobą także kadzidełka, dzwonki, szale, świeczki i olejki eteryczne na różne okazje (miętowy orzeźwia i dodaje wigoru, ten z rozmarynu pomaga w koncentracji podczas długiej drogi). Przedmioty te sprawiają, że życie staje się piękniejsze i przyjemniejsze.

Jednak najważniejszy podręczny bagaż to jedzenie dla Helenki. Moja córeczka jest szczuplutka, ale ma ogromny apetyt. Na każdy wyjazd zabieramy ze sobą zdrowe przekąski, które dają nam poczucie niezależności, zwłaszcza podczas wizyt na stacjach benzynowych. Tak było i teraz.

Odżywiamy się z dbałością o zdrowie. Lubię inwestować w zdrowie swój czas, energię i uczucia; gotuję z miłością. Dzień przed wyjazdem upiekłam warzywa, które spakowane w termosach świetnie sprawdzają się podczas podróży zamiast kanapek. Ugotowałam kaszę gryczaną i makaron żytni, upiekłam też domowe ciasto, zrobiłam hummus i musy. Wzięliśmy ze sobą marchewkę pokrojoną w słupki, świeże i suszone owoce. Byliśmy ciekawi, czy podczas i tej podróży Helenka zażyczy sobie przysmaku, którego akurat przy sobie nie mamy! Już się to wcześniej zdarzało i zawsze szczerze nas to bawi.

W drogę, do słońca!

Tego ranka razem wyruszamy w świat! Będę się starała otwierać na jego piękno i czuć się w nim szczęśliwa – aby móc nasycić się tym stanem, później się nim dzielić, a przez to pomnażać. Tylko osoba szczęśliwa może uszczęśliwiać innych. To oczywiste, ponieważ nie możemy dać innym tego, czego sami nie mamy. Radość jest naszym naturalnym stanem, ale wymaga świadomości i nieustającej pielęgnacji. Czy mi się to uda?

Na dworze było szaro i zimno. Padał na przemian deszcz i śnieg. Na całym odcinku trasy zapowiadano intensywne opady, co mogło się wiązać z utrudnieniami na drodze. Nie przejmowałam się tym jednak. Wierzyłam, że wbrew przeszkodom podróż przebiegnie pomyślnie, i postanowiłam „zaprojektować” ją w swoim sercu i wyobraźni. Ta metoda sprawdzała się w moim życiu wiele razy i chętnie z niej korzystam. Wymaga wewnętrznego skupienia. Koncentruję się nie na problemie, a na rozwiązaniu – i ufam, a nawet mam pewność, że stanie się tak, jak pragnę.

Stosowałam tę metodę nawet podczas trudnych wyzwań życiowych, w sytuacjach, które zdawały się wręcz beznadziejne. Pomagały mi wówczas modlitwy, mantry i dużo pozytywnego myślenia (opisałam to w książce Pełnia życia. Jak odnalazłam i pokochałam swoją duszę). Te wewnętrzne praktyki przynoszą prawdziwe cuda. Doświadczam tego już od wielu lat, lecz niezmiennie przyjmuję każdy taki dar ze wzruszeniem i ogromną wdzięcznością.

Oczywiście, czasem zdarzają się w życiu sytuacje, na które nie mamy wpływu. Są to tak zwane sytuacje karmiczne – nie możemy ich zmienić, ponieważ musimy przez nie przejść i je w sobie przepracować (jest to ważne dla naszego uzdrowienia, przemiany i wzrostu). Modlitwy, mantry, dobre nastawienie również są wtedy ważne. Pozwalają przetrwać trudny czas, dzięki czemu zamiast pozwolić cierpieniu ściągnąć się na dno, możemy zaufać życiu i iść naprzód mimo przeciwności.

Robert radosnym klaksonem ogłosił początek naszej podróży. Codzienność oddalała się od nas z każdym kilometrem. Zorganizowałyśmy sobie z Helenką nasz mały podróżny świat w tylnej części samochodu. Poduszki, szale i koce ocieplały deszczową szarość za oknem. Miałyśmy pyszne domowe jedzenie, książki, zabawki, przybory do rysowania i tablet z naszymi ulubionymi bajkami, przy których obie śmiejemy się i wzruszamy.

Różaniec z mojej kieszeni powędrował w bardziej widoczne miejsce – zaczepiłam go o zagłówek kierowcy, aby pamiętać, że zawsze jesteśmy chronieni. W duchu poprosiłam o dobrą podróż i opiekę nad nami. Zwróciłam się do Marii, kobiety, matki Jezusa. Maj jest jej miesiącem. W moim życiu Maria, Jezus, joga, mantry, modlitwy i medytacje stanowią integralną całość. Dla mnie sprawa jest prosta – jest jeden Stwórca, jeden duch święty, który przenika wszystko. Jestem przekonana, że otrzymałam dar jogi i medytacji w odpowiedzi na moje modlitwy o pomoc w najtrudniejszym okresie swojego życia. Wyszłam do światła. Uratowałam siebie i swoje życie.

Przez całą drogę mocno padało, a prognozy pogody nie dawały nadziei nawet na krótką przerwę. Wyobraziłam sobie, że przestaje lać, chociaż na chwilę, byśmy mogli spokojnie rozpakować bagaże, gdy dotrzemy do hotelu. Nauczyłam się wizualizować sobie to, czego pragnę – w moim umyśle ten obraz staje się bardzo realny, a ja czuję w sobie radość i wdzięczność. To jest właśnie ten klucz do projektowania rzeczywistości – nasze dobre, żywe emocje zaangażowane w pragnienie.

Helenka chłonęła te dobre wibracje, podczas całej trasy świetnie się czuła, często się śmiała. Ominęło nas słynne pytanie: daleko jeszcze? Od kilku dni uprzedzaliśmy ją, że jedziemy „baaaaardzo” daleko. Podczas drogi bawiłyśmy się razem, śpiewałyśmy. Widać było, że Helenka cieszy się, że będzie mieć mamę i tatę przez co najmniej trzy tygodnie nieustannie tylko dla siebie.

Co jest za rogiem?

Późnym popołudniem dotarliśmy do naszego bawarskiego hotelu. Gdy stanęliśmy na parkingu, niebo się przejaśniło i… naprawdę przestało padać! W ogromnych, ciężkich chmurach zrobiła się „dziura”, przez którą prześwitywały jaskrawe promienie słońca. Robert uśmiechnął się do mnie. Przez ostatnie lata wielokrotnie udawało mi się przyciągnąć do nas dobre zdarzenia. Ich intensywność sprawiała, że trudno mówić o przypadku.

Hotel był raczej niewielki, kameralny, w sam raz na jedną noc. Robert, omijając wielkie kałuże, udał się do recepcji, aby nas zameldować, a my z Helenką zaczęłyśmy pakować rzeczy, których było sporo. Gdy mój mąż wrócił, widać było po jego minie, że jest zniechęcony.

– Co się stało? – zapytałam zaniepokojona. – Coś nie tak z hotelem?

– Najwyraźniej. Recepcjonista powiedział do mnie po angielsku: „Jesteś w Niemczech, mów po niemiecku”. I dalej zwracał się do mnie po niemiecku, choć przecież widział, że nic z tego nie zrozumiem!”.

Widziałam, że Robert stara się być opanowany i walczy z wybuchem złości. Na co dzień oboje pracujemy nad sobą, ponieważ jesteśmy osobami bardzo żywiołowymi. W ajurwedzie każde z nas to typ pita, co oznacza, że dominuje w nas energia ognia, przez co bywamy skłonni do wybuchów. Jestem odbierana jako osoba bardzo spokojna i opanowana, Robert przyjmuje to z uśmiechem. On doskonale wie, ile musiałam w ten mój spokój włożyć pracy, ile to wymaga ode mnie dojrzałości i codziennej praktyki. Ja taka nie jestem tak po prostu – ja się taka stałam i codziennie się staję, ponieważ właśnie taka pragnę być. Pragnę mieć świadomość siebie i kontrolę nad swoimi emocjami.

Wiemy, że złość nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem. A jednak teraz był ku niej racjonalny powód – przejechaliśmy kilkaset kilometrów w deszczu, z małym dzieckiem, byliśmy zmęczeni, chcieliśmy wypocząć i zjeść coś ciepłego. Ludzie w hotelach tak się nie zachowują, to niedopuszczalne i niedorzeczne. Robert wybrał, jak by się mogło wydawać, przyjazne i otwarte miejsce, bądź co bądź hotel miał w nazwie: „Joga i ajurweda”. Tymczasem spotyka nas… zaskakująca dyskryminacja. W filozofii jogi i ajurwedy w ogóle nie do pomyślenia! W jodze szacunek dla wszystkich osób, niezależnie od płci, narodowości czy wyznawanej religii jest kluczowy.

– Co robimy? – zapytał Robert. Wiem, że najchętniej wsiadłby w samochód i ruszył przed siebie w poszukiwaniu innego hotelu, ale Helence naprawdę nie posłużyłaby dalsza jazda.

– Czy możemy tu zostać? – zapytałam. – Dostałeś klucz do pokoju?

– Tak, mam jakiś klucz.

– W takim razie idziemy! – powiedziałam, uśmiechając się.

Jaka niespodziewana lekcja, pomyślałam. I zapytałam się w duchu: czego tym razem mamy się nauczyć? Przyszło mi na myśl, że może to kolejna lekcja pokory, jedna z tych, których życie udziela nam niemal każdego dnia. Z boskiego punktu widzenia wszyscy jesteśmy sobie równi i tak samo istotni, niezależnie od pozycji zajmowanej w ziemskim świecie. Dlatego tak ważne jest, byśmy nie wywyższali się ponad innych, ale również nie umniejszali własnej wartości.

Natychmiast pomyślałam też: nie oceniaj! Czy to bawarska dyskryminacja Polaków? Nie wiem. Jako modelka wiele razy pracowałam w Monachium i zawsze byłam traktowana bardzo dobrze. Spotkałam tam mnóstwo serdecznych i przyjaznych osób, które okazywały mi szacunek i wsparcie. Wiem natomiast, że niektórzy Polacy dokładnie to samo mówią do obcokrajowców: „Jesteś w Polsce, mów po polsku”. Co myślę o takich osobach? Każda agresja jest oznaką słabości, kompleksów i wewnętrznego lęku. Osoby małe duchem atakują; osoby obdarzone wewnętrzną siłą są życzliwe, hojne i pomocne. Być może ten człowiek nie zna języków obcych, nikt nie zadbał o jego naukę i rozwój i zwyczajnie jest mu z tego powodu wstyd. Czuje się gorszy, więc atakuje. Nie wiem, jakie miał dzieciństwo, może trudne… Może nie dostał w życiu miłości…

Wyjmowaliśmy bagaże z auta.

– Kochanie, jak wygląda ten recepcjonista? – zapytałam Roberta.

– Pan po siedemdziesiątce, z wąsami, nie sprawia wrażenia osoby, która ma cokolwiek wspólnego z jogą. Nie pasuje do tego miejsca. To w ogóle bardzo dziwny hotel, wszystko jest tu zamknięte, sprawdziłem, restauracja też już nie działa.

– Może ten człowiek jest tu na zastępstwie? – zastanawiałam się głośno. To była dla nas nieprzyjemna sytuacja, recepcjonista wciąż zajmował moje myśli.

Wtedy przypomniałam sobie rady Don Miguela Ruiza (znalazłam je jakiś czas temu w jego książce Cztery umowy). Przede wszystkim: nie traktuj niczego zbyt osobiście. Nic, co robią ludzie wokół mnie, nie dzieje się z mojego powodu – ludzie oceniają innych poprzez siebie, przypisują im własne cechy (często negatywne). Ruiz mówi, że jeśli będziemy odporni na cudze opinie i działania, nie staniemy się ofiarami niepotrzebnych emocji, które źle wpływają na nasze samopoczucie, a nawet powodują wewnętrzne cierpienie.

Zgadzam się z tym. Nasze ego bardzo źle reaguje na wszelkie oznaki braku szacunku lub próby poniżenia. Czuje się zranione i cierpi. Buntuje się. Aby się pozbyć bólu, reaguje agresją i złością. Ale czy ktoś może nas poniżyć, jeśli sami siebie darzymy szacunkiem? Nieraz potrafimy uznać swój dzień za zmarnowany tylko dlatego, że rano kierowca taksówki – człowiek, którego widzimy pierwszy i ostatni raz w życiu – był dla nas niemiły. A przecież to, co mówił, nie było o nas – to było o nim! O jego świecie wewnętrznym.

Osoba o postawie reaktywnej odpowiada na takie sytuacje złością, wzburzeniem, ma zepsuty nastrój. Reaguje negatywnie. Jest marionetką w świecie okoliczności i własnych, nieświadomych emocji. Osoba o postawie proaktywnej tworzy swój świat: gdy spotyka ją przykra sytuacja, reaguje w sposób opanowany. Tworzy przestrzeń pomiędzy bodźcem a reakcją. Im ta przestrzeń jest większa, tym więcej możliwości wyboru reakcji. To właśnie w tym wyborze jest wolna wola i wolność. W tym wyborze jest dobre życie.

Na tę przestrzeń pomiędzy bodźcem i reakcją trzeba sobie zapracować – samopoznaniem, samoświadomością, opanowaniem, cierpliwie, dzień za dniem. Oto szkoła życia. Po to tu jesteśmy – aby się rozwijać i wzrastać. Aby nauczyć się panować nad naszą energią, myślami i naszymi emocjami.

Nie ma takiej możliwości, aby jakiś niemiły człowiek z recepcji zniszczył nam dzień!

Wnieśliśmy bagaże i postanowiliśmy ruszyć „w miasto”. Miejscowość była niewielka, niczego na jej temat nie wiedzieliśmy. Moja wymodlona przerwa

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej.

Żeby się chciało

Dostępne w wersji pełnej.

I woda, i góry

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

Dzień dobry, dniu!

Dostępne w wersji pełnej.

Tylko tu i teraz

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

Oddychaj!

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

Zawsze może być pięknie

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

Spacer – jakie to inspirujące

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

Lekcja cierpliwości

Dostępne w wersji pełnej.

Po co czekać do jutra!

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

Im więcej daję…

Dostępne w wersji pełnej.

Z dobrą intencją

Dostępne w wersji pełnej.

Biały i błękitny

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

Więcej ciszy

Dostępne w wersji pełnej.

Piękny widok

Dostępne w wersji pełnej.

Maria

Dostępne w wersji pełnej.

Łagodnie, z miłością

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

Nie jestem sama

Dostępne w wersji pełnej.

W zgodzie ze sobą

Dostępne w wersji pełnej.

Aromaty Ziemi

Dostępne w wersji pełnej.

Jasna energia

Dostępne w wersji pełnej.

Aby nas wzmacniać

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

Mamy szczęście, wiem o tym

Dostępne w wersji pełnej.

Serdecznie, z uwagą

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

Byleby być razem!

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

Poranna modlitwa oddania

Dostępne w wersji pełnej.

Modlitwa o dobrą podróż

Dostępne w wersji pełnej.

Medytacja słońca

Dostępne w wersji pełnej.

Medytacja ziemi

Dostępne w wersji pełnej.

Medytacja wody

Dostępne w wersji pełnej.

Medytacja przestrzeni

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

Copyright © by Agnieszka Maciąg

Opieka redakcyjna: Maciej Migda

Redakcja tekstu: Lucyna Olszewska / RedaktorOlszewska.pl

Adiustacja: Joanna Mika

Korekta: Joanna Mika, Aneta Wieczorek

Projekt graficzny wnętrza książki, ilustracje i wyklejki: Ewelina Bocian-Świątek

Fotografie © Agnieszka Maciąg;

fotografie w książce i na okładce – © Robert Wolański

Projekt graficzny okładki: Ewelina Bocian-Świątek, Nikola Hahn

ISBN 978-83-7515-621-8

www.otwarte.eu

Wydawnictwo Otwarte sp. z o.o., ul. Smolki 5/302, 30-513 Kraków

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Katarzyna Rek

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Twój dobry rok Rozmaryn i róże Smak życia Smak zdrowia Pełnia życia Smak szczęścia, czyli o dietach, pielęgnacji urody w zgodzie z naturą i szukaniu piękna w sobie 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Food Pharmacy Porąb i spal Jeszcze jedna mila Kuba. Autobiografia