Śpioch, Matka i syn, Spotkanie. Utwory sceniczne

Śpioch, Matka i syn, Spotkanie. Utwory sceniczne

Autorzy: Rafał Andrusiewicz

Wydawnictwo: Novae Res

Kategorie: Powieść, opowiadanie, poezja

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 21.00 zł

O trudnych występach na scenie zwanej życiem.


Cykl trzech sztuk traktujący o spotkaniach – łatwiejszych i trudniejszych, dłuższych i krótszych. Bo przecież człowiek nieustannie się z kimś spotyka – najczęściej z innymi ludźmi, z bliskimi, z ich wyobrażeniami na jego temat, z oczekiwaniami i niespełnionymi ambicjami, z uczuciami i chęciami. Ale nieustannie musi się także mierzyć z samym sobą – ze sobą takim, jakim zawsze chciał być, i ze sobą takim, jakim jest, ze wszystkimi swoimi niedoskonałościami i życiowymi potknięciami. Bo życie to cykl spotkań. Które z nich jest najtrudniejsze? Bohaterowie tej książki – uwikłani w różne problemy i relacje, krytyczni wobec siebie oraz innych – cały czas poszukują odpowiedzi na to pytanie.

SPIS TREŚCI

ŚPIOCH

Akt I

Akt II

MATKA I SYN

Akt I

Akt II

Akt III

SPOTKANIE

Akt I

Akt II

Akt III

Śpioch

Osoby:

W

SILNIEJSZY

BABCIA

OJCIEC

MATKA

MENADŻER

MĘŻCZYZNA

DZIEWCZYNA I

DZIEWCZYNA II

ZNAJOMY

STRAŻNIK

WIĘŹNIARKI

KOBIETA

AKT I

SCENA I

W, DZIEWCZYNA I

W łóżku pod kołdrą leży trzydziestoletni mężczyzna. Budzi się, poprawia poduszkę i przez dłuższą chwilę patrzy przed siebie. Zakłada pierzynę na głowę. Ponownie znika w pościeli. Po chwili wraca do poprzedniego ułożenia. Kładzie głowę na poduszce i patrzy przed siebie.

W

Wstałem już. Już nie śpię. Która jest godzina? Jedenasta? Trzeba wstawać, jest późno. Ale jest późno. Zaraz wstaję. Dzisiaj jest wtorek i marzec.

Mężczyzna wstaje i w podkoszulce i majtkach, na bosaka idzie w kierunku kuchni. Zjada kawałek chleba, który leżał na blacie kuchennym. Wkłada skarpetki i tak stoi przez chwilę. Opuszcza głowę, dotyka ręką skroni. Bierze karton z sokiem z blatu i pije go duszkiem. Sok leje mu się po brodzie i po podkoszulce. Poirytowany ociera sobie brodę. Widzi, że na podłodze jest plama z soku. Patrzy przez chwilę na podłogę. Idzie z powrotem do łóżka, ale po chwili cofa się w kierunku plamy. Ma znowu iść do łóżka, ale tuż przed nim wraca w miejsce, gdzie został rozlany sok. Zdejmuje skarpetkę. Rzuca ją na podłogę. Wyciera stopą kałużę. Zostawia skarpetkę na podłodze i wraca do łóżka w jednej. Po chwili wstaje i wraca do kuchni, przesuwa skarpetkę w kierunku szafki, jakby ją uprzątając. Kładzie się do łóżka.

Zaciemnienie. Rozjaśnienie.

Mężczyzna leży w łóżku. Podnosi się na ramionach. Patrzy przed siebie. Potem zaczyna mówić.

W

Miałem dzisiaj wstać wcześniej przecież. Miałeś dzisiaj wstać wcześniej. Ech… Co ja dzisiaj mam zrobić? Miałem coś zrobić. Wczoraj się zastanawiałem nad tym. Miałem to na kartce. Zresztą nie muszę chyba dzisiaj, nic nie mam do roboty. Jest weekend. Mogę trochę poleżeć, nabrać sił. Ostatnio miałem dużo spraw. Dużo załatwień. Krowodrza – Urząd Miasta. Trzeba było tam w końcu iść. Skreślam „Krowodrza – Urząd Miasta”. Mam na ten temat swoje zdanie. Nie powinienem o tym mówić. Nie myśl o tym. To nic takiego. Nic się przecież nie stało. Nic się nie stało.

(sięga po gazetę, która leży na podłodze pod łóżkiem)

Rewolucja w Azji. Mój konflikt międzynarodowy się rozgrzewa. Może nie powinienem tak myśleć. Mój konflikt. W tym sensie „mój”, że śledzę, co się dzieje. Jak się rozwija. Jakie są nowe kierunki.

Mogę również czytać o sporcie. Ze sportem jest tak, że można go czytać tylko raz. Potem się zużywa. O konfliktach międzynarodowych można czytać po wielokroć. Można czytać w odcinkach. Jeżeli dobrze do tego podejść, może to być niekończąca się historia o wielu zdarzeniach, z mnóstwem bohaterów i farbowanych lisów. O wielu barwach. Na przestrzeni lat zmieniają się premierzy. Uzupełniane są składy oddziałów wojskowych. Pojawiają się nowe gwiazdy na ekranie. Kawa jest sucha. Rano potrzebna jest woda, żeby się umyć, i suchy ręcznik.

Gazeta leży obok mężczyzny. Bohater odwraca głowę na bok. Zasypia.

Zaciemnienie. Rozjaśnienie.

Mężczyzna siedzi na brzegu łóżka. Patrzy przed siebie przez dłuższą chwilę. Wstaje. Wkłada kapcie. Idzie parę kroków. Odwraca się, cofa się z powrotem do łóżka i z kapciami na stopach wchodzi pod kołdrę.

W (energicznie)

Skończyłem dobre studia. Mam jeszcze chwilę, żeby zacząć. Właściwie to już zacząłem. Jestem mężczyzną. Dzisiaj to czuję, jestem mężczyzną. Mogę ci dużo powiedzieć. Nie jestem świnią. Jestem raczej rybakiem. Łowię piękne chwile. Nie ruszam się stąd, ale nie muszę, żeby robić to, na co mam ochotę. Łóżko w swoim pokoju jest, gdyby się temu dokładniej przyjrzeć, czymś naturalnym i właściwym. Powiem o tym później. Nie myśl o tym. Nie myśl o tym! Nie chce mi się o sobie mówić. Ja sam przed sobą wiem, że… wstanę może. Zaraz wstanę. Skończę mówić. Mówię do siebie. To nic. Jeżeli jestem tutaj długi czas sam ze sobą.

(Słychać dźwięk telefonu. W podnosi słuchawkę)

Cześć, mamo. Tak, dobrze. Fajnie.

(po chwili)

Aha. Cześć.

(odkłada słuchawkę)

Jestem utalentowany. To wiem na pewno. Nie wiem, czy powinienem mówić o sobie. Nic nie mów. Słabo się czuję. Nie mam poczucia winy. Poczucie winy mają tylko słabi ludzie. A ja przemyślałem swój los. Wiem, jak do tego podejść.

(ściszonym, słabym głosem)

Może już wstanę, za długo tu leżę. Coś mam zrobić? Czymś mam się zająć? Nie mam ochoty teraz wstawać, mam jeszcze trochę czasu. Może wstałbym wcześniej, gdybym nie wypił paru piw przed snem. Mogłem tam nie iść. Wystarczyło, żebym nie poszedł. To jest chwila. Decyzja. Można się przecież zaprzeć. Mogę być silny. To nie jest przecież taka sprawa. Muszę wstać. Jest już dwunasta. I jest późno. Może uda mi się coś jeszcze zrobić.

Wchodzi młoda, ładna DZIEWCZYNA I. Jest kobieca, akuratna i energiczna.

DZIEWCZYNA I

Dlaczego nie wstaniesz? Przyszłam do ciebie. Mam sobie iść? Trochę… głupio to wygląda. Wstajesz? … Noo…

W

Wstaję, zaraz, połóż się. Chodź, połóż się tutaj.

DZIEWCZYNA I

Nie, ty wstań. Nie wygląda to najlepiej. Otworzę okno, dobrze? Przewietrzę tutaj.

W

Nie wiem, może źle, nie chce mi się wstawać. A co właściwie będziemy robić? Mamy jakieś plany, co? Może coś wymyśliłaś? Ja mam wymyślać? Ja zawsze wymyślam. Jesteś przecież kobietą, możesz też wymyślić. Połóż się ze mną.

DZIEWCZYNA I

Nie mam ochoty.

(siada naprzeciwko na krześle i patrzy na mężczyznę)

W

Leżę, bo jestem chory – to grypa żołądkowa.

DZIEWCZYNA I podchodzi wolno do łóżka. Poprawia W poduszkę. On podnosi głowę. Całuje ją. Ona obnaża piersi. On dosięga ich ustami. Ona śmieje się cicho, nie wiadomo dlaczego i w jakim kierunku.

Zaciemnienie. Rozjaśnienie.

DZIEWCZYNA I

Co się z tobą właściwie dzieje? Od paru tygodni leżysz prawie cały czas. Nie ruszasz się z łóżka. Co się dzieje?

W

Wskakuj do łóżka, kochanie.

DZIEWCZYNA I

Nie śmieszy mnie to, kochanie.

W

Ja mówię poważnie.

DZIEWCZYNA I

Ja też, całkowicie poważnie. Dzwoniła do mnie twoja matka.

W

Tak, a po co?

DZIEWCZYNA I

Spytać, jak jest między nami, no i co z tobą.

W

Ja też rozmawiałem dzisiaj z mamą.

DZIEWCZYNA I

No i co?

W

Nie pytała, co z nami.

DZIEWCZYNA I

Śmieszne, dobry żart.

W

Znany jestem z dobrego żartu.

DZIEWCZYNA I

Takiego cię zapamiętam.

W

To jest groźba?

DZIEWCZYNA I

Nie, refleksja.

W

Nie przesadzaj dzisiaj z myśleniem, jest popołudnie. Trzeba coś zjeść może. Jesteś głodna?

DZIEWCZYNA I

Nie wiem, czy dzisiaj porozmawiamy, wychodzę.

W

Zostań, jestem już poważny i wstaję.

DZIEWCZYNA I

Nie jesteśmy już razem, przecież się rozstaliśmy. Idę.

W

Zostań, zaraz porozmawiamy. Zrobię coś do jedzenia… Podaj mi wodę mineralną.

DZIEWCZYNA I

Nie jesteś chory, nic się nie stało. Nie masz depresji, żartujesz przecież, nie jest to nawet lenistwo, po prostu leżysz…

W (błaznując)

No bo wiesz, nie jest lekko, rzeczywistość nie nastraja.

DZIEWCZYNA I (przerywa mu)

I leżysz, tak po prostu. Zapraszasz mnie, a znajduję cię w takim półśnie, w totalnym bałaganie.

W

To nie jest śmieszne, po prostu leżę.

DZIEWCZYNA I

Leżysz… Mężczyzna leży.

W

A kobieta stoi… A w ogóle mam parę refleksji… Czegoś się o was dowiedziałem, miła. Otóż… Nastawione jesteście na manipulację i wykorzystywanie mężczyzn. Ha! Prawda?! Wykorzystujecie nas… Kurczę… Albo raczej na dzieci i na wykorzystywanie mężczyzn. Najpierw zdobyć mężczyznę, a potem mieć dziecko. W tym się najlepiej realizujecie. Faceci tak naprawdę niewiele was interesują. Dzieci to jest temat. Prawda. To jest to. Wasza misja. Tu jesteście bezwarunkowe i wielkie. To jest wasza przestrzeń. Mężczyzna się przydaje. Nie jesteście za bardzo romantyczne. Właściwie w ogóle nie jesteście romantyczne. To mężczyźni są romantyczni. Wy jesteście praktyczne. Pragmatyczne. Ziemia, sprawy codzienne. To, co trzeba zrobić, załatwić, zorganizować, przeprowadzić i uzyskać. Te rzeczy są właściwą przestrzenią. Są tym, co jest, w przeciwieństwie do tego, czego nie ma. Kupić, posprzątać, dopilnować, dojść. Przypilnować, żeby naprawić. Przenieść. Urządzić, wyszykować, doprowadzić, posprzątać, uzyskać. To są pojęcia właściwe. To są ojczyzny właściwe, tylko możliwe. Słowa zrozumiałe. Na swoim miejscu. Co nie?

To faceci kupują kwiaty i piszą wiersze. Kobiety potrzebują ich jako dowodu, jako najpewniejszego potwierdzenia uczucia, czyli czegoś kategorycznego, intencji albo znaków uczucia, który symbolizuje zamiar. Mocny zamiar. Tyle wam wystarcza, a potem zaczyna się praktyczne działanie. Cały ocean praktyczności. Dlatego tak gardzicie mężczyzną, który nie potrafi przykręcić gniazdka, ponieważ nie ma najważniejszej umiejętności, tej najpotrzebniejszej, samej esencji, symbolu wszystkich rzeczy. Kobiety są fachowcami od gniazdek, więc zupełnie nie potrafią zrozumieć, że ktoś może nie umieć przykręcić gniazdka. Mężczyzna z książką, jeżeli nie jest pisarzem albo dziennikarzem, jeżeli książka nie jest pociskiem, który z hukiem rozerwie się nad światem, taki mężczyzna po prostu z książką też nie jest nic wart. Książka – zawsze, inteligencja – całkowicie, tak, ale tylko wtedy, kiedy jej owoce mają praktyczny wymiar. Pieniądze albo prestiż. I to może nawet jest w jakiejś mierze słuszne. Prawda. Bezradny mężczyzna „Pod Losem” czytający książkę i lekceważący kontakt. Czy może być coś bardziej niepachnącego i zdrożnego?

Mężczyzna jest tylko gorszo-lepszą stroną kobiecej praktyczności. Jest właśnie taką emanacją. Z jakim lekceważeniem odnosicie się do sportu, który jest fałszywą praktycznością… Mężczyzna ma dojrzeć, donieść. Umieścić przedmiot we właściwym miejscu. Ale po co tak po nic kładzie piłkę w pewnym miejscu i wariuje z radości? Głupie, bezecne i niepotrzebne. Nikomu niepotrzebne. Sport jako praktyczność na opak. Praktyczność jak u Alicji z Krainy Czarów. Nie. Jeżeli się maluje, to można to podziwiać i sprzedać. Jeżeli się pisze, to można to kupić albo sprzedać. Jeżeli się jest trenerem piłki nożnej, to można za to mieć pieniądze. Jeżeli się biega dla rekreacji, to ma się lepsze zdrowie. Ale po co patrzeć na sport w telewizji?

Wszystko jest cudownie obliczone i precyzyjne, kiedy chcecie nas mieć, i przeprowadzacie te specjalne wysiłki. To się nie mieści w naszych romantycznych głowach! Kiedy my poddajemy się emocjom i chuci, wy odmierzacie, naprowadzacie na cel, na właściwą drogę. Kontrolujecie, stymulujecie. Wiecie, kiedy poprawić lot, kiedy zwolnić. Korekty są chłodne. Precyzyjne i naturalne. Popatrzycie na nas z zainteresowaniem, kiedy będziemy mieli w dłoniach wiertarkę albo pióro. To drugie bez kontekstu nic nie jest warte.

To mężczyźni są delikatni i wrażliwi. Kobiety są ze stali. Są mocne i bezwzględne. W mieście idą najkrótszymi, sprawdzonymi drogami. Nie widziałem wałęsającej się kobiety. Kobieta w mieście jest żołnierzem w polu walki. Nie dywaguje. Ma zadanie do spełnienia. Prostytutka, co oczywiste, wałęsa się tylko pozornie. Pod wałęsaniem ukryta jest przecież zamierzona, wyrachowana przechadzka.

Kobiety idą po coś. Nie z pustymi rękami chcą wracać z pola. Nie o czyste bagnety tu chodzi.

My, mężczyźni, jesteśmy tylko drżącymi, wrażliwymi kobietami w wyrośniętych, zadaniowych ciałach, które spalamy w sporcie.

Kobiety są twardymi ze stali mężczyznami, muszą motywować i nakierowywać nas – prawdziwe kobiety w wyrośniętych ciałach. Kobiety, ci przefarbowani faceci, zapędziły nas do ciężkiej ponad siły pracy, kiedy my, prawdziwe kobiety w ciałach mężczyzn, myślimy o miłości. I wrażliwie odbieramy świat. Jesteśmy delikatnymi romantykami. Poruszamy się niezgrabnie na tęczy. One nadzorują nas i odciągają od zachodów słońca. Od uderzeń serca, od spadających z gór białych wodospadów.

DZIEWCZYNA I siedzi przed łóżkiem i nie patrzy na mężczyznę. Podczas jego monologu milczy. Robi parę kroków po pokoju. Wraca na swoje miejsce.

DZIEWCZYNA I

Dużo wiesz o kobietach.

W

A po co?

DZIEWCZYNA I

Słucham?

W

Aa… Po co? Chodź do łóżka.

DZIEWCZYNA I

Nie przyjdę, daj spokój, przecież się rozstaliśmy.

W

Tak czy inaczej, chodź. Słodka jesteś, wiesz? Możesz mi mówić to samo, albo jeszcze więcej.

DZIEWCZYNA I

Co ty mówisz? Żartujesz sobie ze mnie. Ja wychodzę.

(po chwili)

Zostanę, jeżeli wstaniesz. Wstajesz czy nie? Jak to wygląda?

Zaciemnienie. Rozjaśnienie.

Noc. W budzi się. Przeciąga. Automatycznie sięga po coś pod łóżkiem. Wyjmuje stamtąd pomiętą gazetę. Odkłada ją na bok. Sadowi się wygodniej.

SCENA II

W, SILNIEJSZY, KOBIETA

W

Mam sobie coś do zarzucenia. Cały czas mam sobie coś do zarzucenia. Męczy mnie to. Cały czas mam sobie coś. Wyrzucanie sobie. Wojna wewnątrz. Niesłodkie sam na sam. Z tornistra wystają narzędzia do udręczania się. Może to przez to, że cały czas śpię. A więc nie jestem. Czy śpiąc tutaj, w łóżku, łóżkiem oddychając, nie jestem?

Naprawdę łatwo sforsować ostatnią przeszkodę przede mną. I pobawić się w sędziego. Zabawić się zwłaszcza w pierwszego pomagiera, który nęka lekką błahostką, nie wystającym cierniem, ale czymkolwiek, co da się wbić w to delikatne ciało. W brzuch.

Dzisiaj nie miałem dnia. Chociaż to z Anią to było chyba coś. Mówiliśmy do siebie. Była tutaj. Siedziała na tym krześle. Ładnie.

Ładnie było. Duża z niej kobieta. W sensie biologicznym.

Muszę wstać. Jest noc. Nie, muszę zasnąć. Jutro muszę wstać. Jutro rano. Jutro mam załatwienia. Mam kilka ważnych spraw do załatwienia, które muszę załatwić. Taka jest kolej rzeczy, wstaje się rano i załatwia się rzeczy, żeby nie było. Ma się załatwić i już. Jutro rano pójdę do sklepu spożywczego. Kupię coś na śniadanie. Ale żeby nie było tak jak ostatnio, że zjem śniadanie i wrócę do łóżka. Żeby nie było tak jak ostatnio, że z połowy utnę jeszcze połowę. Że z tej reszty też poucinam jakieś sprawy aż do ostatecznego minimum, to znaczy do kupienia rzeczy na śniadanie. Do jedynej rzeczy, którą zrobię. Kiedy będę ucinał, to będę też jadł, ale tego nie chcę. Jutro chcę zacząć nowe życie, które będzie takie, jakie chcę. Na przykład takie, jakie widziałem wczoraj w TV. Młody mężczyzna ze swoją dziewczyną w samochodzie. Jadą na wakacje do Włoch. Widać, że on ma dobrą pracę – na przykład w Warszawie – a ona jest niezła. Razem w samochodzie tworzą prawie idealną parę, w całości odpowiadającą potrzebom naszych czasów. Ona zaraz urodzi mu dziecko, ale najpierw doświadczą trochę przyjemności w klubach i w innych przystosowanych do tego miejscach. On jest silny. Nie macho, ale silny, pewny swego, ma też dobre serce. Ona jest na pozór zimna, ale jak przyjdzie co do czego, to też może się rozkleić.

Wiem, że trzeba się starać, żeby to osiągnąć, dlatego jutro wstanę do życia. Kupię jedzenie na śniadanie w sklepie spożywczym. Sklep spożywczy jest tak daleko. Wyjście do sklepu jest tak daleko. Wszystko jest daleko. Nie mogę marzyć, tylko muszę to zrobić. Pierwszy krok do sklepu spożywczego. Jestem.

Chyba nie służę dzisiaj sobie. Ale gdyby spojrzeć na to inaczej, to jednak służę. Sam sobie jestem kelnerem. Sam również dla siebie myślę i to, co wymyślę, sam wypowiem i sam wysłucham. Mam duży plan. Mam obmyślony plan. Mam go jednak. Nieprzypadkowo spędzam tutaj całe dnie. Właśnie po coś. To nie jest zmarnowany czas. Tak sobie mogę mówić. To nie jest zmarnowany czas. Będzie, jeżeli jutro rano nie zrobię wszystkiego. Mam duże szanse. Gwiazda zeszłego sezonu, która w tym roku również jest gwiazdą. Może tak. Może tak właśnie jest. Mam szansę na pewne rzeczy.

Myślenie nic nie zmienia. Chciałbym wstać. Pójść do sklepu spożywczego. Zrobić sobie śniadanie i wyjść.

Odległość od kuchni do drzwi wejściowych. Odległość od drzwi do schodów.

To jest jednak wyprawa. Trzeba zejść na dół. Od schodów do drzwi kamienicy.

Żeby tam dojść, muszę iść od drugich drzwi aż do końca ulicy, do muru, za murem trzeba skręcić. Odległość od zakrętu do ulicy. Przejść przez ulicę.

Odległość od ulicy do drzwi sklepu. Odległość od wejścia do półek, od półek do kasy.

Odległość od drzwi sklepu do zakrętu. Odległość od końca ulicy do pierwszych drzwi na klatkę. Odległość do schodów. Odległość od drzwi mieszkania do kuchni.

Muszę wstać i to zrobić. Chyba tak, to nie jest trudne. Jest to zwykłe. Osiągalne.

W usypia.

Ściemnienie.

SILNIEJSZY, ubrany w efektowną koszulę, wchodzi na scenę. Razem z nim pojawiają się dwaj podobni do niego mężczyźni. Stają na środku sceny. Zaczynają tańczyć, wykonują dynamiczny, dyskotekowy układ. Towarzyszy im muzyka. Układ choreograficzny jest oryginalny, groteskowy. Muzyka cichnie. Na scenie pojawia się KOBIETA. SILNIEJSZY idzie w jej stronę.

SILNIEJSZY (mocnym głosem)

Właśnie tutaj siądziemy. Kelner, podaj nam wino! I zaraz zagra muzyka, która tutaj zawsze jest bardzo dobra. Wyszukana. Jak ci jest i jak się bawisz? Będzie można się rozerwać. Mieszkam tu od lat i wiem, co to dobra zabawa. Wiem, jak się tobą zająć. Znam twój typ na wylot. Już zamieszkałem w twojej duszy. To tylko takie słowa. Kunsztowne słowa w kunsztowny wieczór. Dosyć żartów, chodź poskakać. W tańcu lepiej mnie zrozumiesz. Taniec to tajemne serce. Z jego bicia będziesz mogła wszystko wyczytać. Odgadnąć. Poznamy się lepiej. Kiedy jesteś bliżej mnie. Kiedy ja jestem bliżej ciebie. Jesteś jak ciastko, ja jestem jak alkohol. Stanowimy doskonałą parę, à propos alkoholu.

KOBIETA jest zainteresowana SILNIEJSZYM. Uśmiecha się, kokietuje go.

Ściemnienie. Rozjaśnienie.

SCENA III

W, BABCIA

W budzi się. Jest dzisiaj wyjątkowo blady. Ma nową pasiastą piżamę. Nalewa sobie piwa do zwykłej szklanki i pije je jak herbatę.

W

Nie jestem. Oj, jak ja nie jestem. Może nawet nie jestem. Będę prowadził ze sobą wojnę. Słyszysz?! Będę z tobą prowadził wojnę! Bo tak to nie może wyglądać. Tu sam siebie pokonam, bo muszę w końcu żyć tak, jak należy. Muszę albo nie muszę, a inni żyją lepiej. Trochę nerwów… Co tam? Wygląda się przez okno, a tu nic się nie dzieje. Czym jest życie innych? Jak wygląda ich życie? Żyje się dla szczęścia. Ludzie chcą być szczęśliwi, dlatego pracują, mają dzieci i się zakochują. Ale nie są szczęśliwi. Właściwie to szczęście jest podejrzane. Dawniej – na przykład w średniowieczu – nikt nie mówił: „Wiesz, chciałbym być szczęśliwy, wiesz, myślę, że w tym roku będę już szczęśliwy, ten związek powoduje wreszcie, że jestem szczęśliwy”. Nie pojawiała się taka fraza w renesansie czy w baroku. Teraz perspektywa osiągnięcia szczęścia jest warunkiem podjęcia jakiegokolwiek działania. Okazuje się, jak donoszą pisma, że jest jednak niedługotrwałe. Albo jest krótkotrwałe. Nie ma go w czystej postaci. I co teraz? Klops.

Do pokoju wchodzi BABCIA. Wygląda jak typowa starsza pani: niemodnie, ale porządnie. Jest raczej gruba i całkowicie staroświecka i widać, że niespecjalnie się tym przejmuje.

BABCIA

Ty jesteś łajza, wstawaj!

W

Cześć, babciu, co słychać? Widzę, że przyszłaś.

BABCIA

Ty jesteś łajza. Ile ty masz lat? Masz trzydzieści lat i życie ci ucieka. Ty już jesteś pod czterdziestkę. Idzie ci czterdziestka. Wstawaj natychmiast! Mówię ci: wstawaj!

(groźnie, płaczliwym tonem, z dramatycznym krzykiem, w którym mieści się całe jej oburzenie)

Zgnijesz w tym łóżku!

W

Zaraz wstanę. Nie zgniję. Przestań… Nie spałem w nocy, muszę odespać.

BABCIA

Wstawaj, mówię ci… Już, wstawaj, bo zaraz tam przyjdę.

(stoi z siatką pełną zakupów. Odwrócona bokiem, prezentuje profil)

BABCIA

Ja w twoim wieku już miałam troje dzieci i musiałam je wychować.

(spokojniej)

Musiałam się nimi zająć. I nie było łatwo!

(głos znowu jej się załamuje, mówi z przejęciem, agresywnie i prawie płacze, chcąc wyrazić swoje pretensje)

Ty masz wszystko i gnijesz w tym łóżku. Ty cholero! Ja ci pokażę!

W

Cholero? … Nie przesadzasz. Zaraz wstanę.

W wstaje i idzie do łazienki. Słychać, jak z kranu leci woda. BABCIA siada na brzegu łóżka.

Zaciemnienie. Rozjaśnienie.

W siedzi przy stole i je zupę. BABCIA siedzi naprzeciwko i uśmiecha się zadowolona.

W

Babciu, powiedz mi, jeżeli masz ochotę… Jak było podczas wojny? Opowiedz, okej? Kto was wyzwalał z obozu? Amerykanie? … Tak?

BABCIA

No dwóch żołnierzy, dwóch amerykańskich Murzynów.

W

Aha.

BABCIA

Kiedy rano wstaliśmy, było cicho. Zupełnie nie jak w obozie. Nie było Niemców. Wyszliśmy i nie było ani jednego Niemca. Nagle do obozu wjechało w gaziku dwóch żołnierzy w amerykańskich mundurach, dwóch uśmiechniętych Murzynów.

W

Nieźle…

BABCIA

A potem był obóz przejściowy, jeszcze przez długi czas. Bardzo długo nas tam trzymali. Potem wróciłam do Polski.

W

Nie chciałaś zostać na Zachodzie?

BABCIA

Wracali do Polski. Ja też wracałam. Mówili, że możemy zostać, bo tam będzie komunizm. Mogłam zostać.

W

Podobno odbierałaś poród w więzieniu?

BABCIA

A no odbierałam. Kiedyś nie przyczepiłam sobie P do ubrania. I strażnik spytał: „Gdzie masz P?”. Powiedziałam, że w dupie, i zamknęli mnie na Gestapo.

W

Na Gestapo! Nieźle…

BABCIA

Tam była dziewczyna w ciąży, i pomogłam jej urodzić.

W

To chyba niezbyt dobrze było… Gestapo…

BABCIA

Dowódca obozu był Austriakiem. Miał córkę, która była chora na gruźlicę i umarła. Ja byłam do niej podobna. Przychodziłam co parę dni do nich i robiłam pierzynę z żoną dowódcy obozu. Kiedy wychodziłam, na kredensie leżało zawsze coś do jedzenia.

Zaciemnienie. Rozjaśnienie.

W leży w łóżku. Słychać pracujące maszyny fabryczne. Na scenie stoją poustawiane w równych rzędach pociski. WIĘŹNIARKI ubrane w obozowe fartuchy przynoszą je i układają. Niektóre stoją przy pracujących maszynach. BABCIA W – ładna, młoda kobieta w obozowym ubraniu zajęta jest układaniem pocisków. W wstaje z łóżka i podchodzi do niej szybko.

W

Babciu, zdejmuj to szybko! Zdejmuj!

Kobieta jest przestraszona. Zdejmuje z siebie ubranie. Zostaje w samej bieliźnie. Chowa się za maszynę. W ubiera się w więzienny drelich. Pojawia się STRAŻNIK w niemieckim mundurze. W odwraca się gwałtownie w jego stronę.

W (krzyczy)

Gdzie mam P? W dupie. Pytasz, gdzie mam P, otóż w dupie. Nie rozumiesz, co do ciebie mówię. Mówię niewyraźnie? I ciebie też mam w dupie. Rozumiesz? Ja zaraz stąd wyjdę i będę walczył. Rozumiesz? Wyjdę stąd, przedrę się przez to, co tam wymyśliliście, i dołączę do równej kolumny. To ja się będę odznaczał. Rozumiesz? I ja spokojnie na emeryturze w wolnym kraju będę oglądał filmy o swoim bohaterstwie. Nie wiem, dlaczego tak długo tu wysiedziałem. Może po prostu magazynowałem siły. Ale zaraz z niespotykaną energią wzbiję się w niebo, w szybkim angielskim samolocie albo amerykańskim transportowcu. Będę nadawał ton. Zaraz pod nagłówkiem znajdzie się moje zdjęcie i spory artykuł. Zrozumiałeś mnie? Pytam, czy mnie zrozumiałeś?

W zostaje na scenie sam. Znikają pozostałe postacie. Kładzie się do łóżka.

Powolne ściemnienie.

W leży w łóżku – śpi. Jest noc.

Powolne rozjaśnienie.

Bohater budzi się i idzie do lodówki. Mocne światło z jej wnętrza oświetla scenę. W ma na sobie podkoszulkę i majtki. Staje przy otwartej lodówce i zaczyna się kurczyć, jakby się czegoś bał. Trzyma uchwyt i osuwa się, jakby klęczy. Z lewej strony wchodzi na scenę SILNIEJSZY. Wygląda tak, jakby był sobowtórem W. Jest energiczny. Ma śmiesznie wysoko podciągnięte ciemne spodnie i niemodną koszulę z podwiniętymi rękawami. Podchodzi szybko do W, chwyta go i ciągnie w stronę środka sceny. W stara się opierać, patrzy zaskoczony i przestraszony. SILNIEJSZY ciągnie go w kierunku okna. W coraz mocniej stawia opór. SILNIEJSZY podnosi go tuż przed otwartym oknem. W konwulsyjnie stara się wyrwać. SILNIEJSZY wyrzuca W przez okno. Słychać krzyk W.

Ściemnienie.

Znowu krzyki. Potem cisza. Głos W.

W

Doskonale. Doskonale. To jest doskonałe. Jadę tam.

AKT II

SCENA I

W, MENADŻER

Biuro. Korporacja. W nowoczesnym, jasno oświetlonym pomieszczeniu siedzi dobrze ubrany, przystojny MENADŻER. Jego równo ułożone czarne włosy lśnią od substancji umożliwiającej ich układanie. W wchodzi szybkim, energicznym krokiem. Jest starannie uczesany. Ma na sobie garnitur. Jest uśmiechnięty, promieniuje energią i pewnością siebie.

W

Dzień dobry.

MENADŻER

Dzień dobry.

(po chwili)

Nie miał pan problemu z parkowaniem? Mało tutaj miejsca. Samo centrum.

W

Nie, zaparkowałem bez przeszkód.

(cisza)

MENADŻER

Jest śnieg. Jeździ pan na nartach? Jeszcze można pojeździć. Teraz są warunki.

W

A… Tak, jeżdżę. Ale nie byłem nigdzie w tym sezonie. Być może uda mi się jeszcze gdzieś pojechać.

MENADŻER

Ja jeżdżę do Austrii.

W

Ja w Polsce.

MENADŻER

Chciałbym panu pogratulować. Przeszedł pan pierwszy etap rekrutacji.

W

Cieszę się.

MENADŻER

Mam nadzieję, że kolejne stopnie przejdzie pan równie pomyślnie.

W

Liczę na to.

MENADŻER

Na dzisiejszym spotkaniu chciałbym, żebyśmy się lepiej poznali.

W

Rozumiem.

MENADŻER

Co pan chce wnieść do naszej firmy?

W

Trudne pytanie. Na pewno kompetencje, które zdobyłem na podobnym stanowisku w innej firmie. Odwagę i innowacyjność w rozwiązywaniu problemów. Jestem osobą, która lubi pracować w grupie. Kooperację. Unikam rywalizacji.

MENADŻER

Czy jest pan gotowy na ciężką pracę?

W

Wytrwałość i konsekwencja jest tym, co – jak sadzę – cechuje moje podejście do pracy. Mam opinię osoby odpowiedzialnej i pracowitej. Chyba ważne są również nowe wyzwania. Chcę się rozwijać, dlatego jestem tu i rozmawiam z panem.

MENADŻER

Co pan chce osiągnąć w naszej firmie?

W

Chcę pracować z zaangażowaniem i dzięki temu osiągnąć… stabilizację życiową. Traktuję pracę tutaj jako inwestycję w siebie. Rozwiązanie na dłuższy czas. Nie ukrywam, że chciałbym również w przyszłości awansować.

MENADŻER

Dlaczego chce pan pracować w naszej firmie?

W

Państwa firma umożliwia rozwój, daje realną szansę awansu. Słyszałem dużo dobrych rzeczy. Lubię profesjonalizm i odpowiedzialność. Odnajduję siebie jako osobę solidną i pracowitą. Państwa organizacja daje możliwość realizacji takim osobom jak ja. Traktuję to jako spełnienie przepowiedni. Obie części jabłka szczęśliwie znalazły się i połączyły.

MENADŻER (spoglądając na papier)

Przez trzy lata pan nie pracował. Co się wtedy z panem działo, z czego pan żył?

W

Szukałem. Rozglądałem się. Zdobywałem doświadczenie. Sprawdzałem, w czym mógłbym być dobry. Pracowałem non profit. Dobra sytuacja materialna mojej rodziny umożliwiła mi rozwój, dała pewien rodzaj swobody, który stymulował i otwierał nowe horyzonty.

MENADŻER

Jeżeli pan będzie na „tak”, i my również, wtedy chciałbym się z panem umówić na ciężką pracę. Zgoda?

W

Myślę, że to jest bardzo dobra umowa. Postaram się dać z siebie wszystko. Chciałbym być pożyteczny i twórczy. Praca w państwa organizacji to prestiż i zobowiązanie. Chciałbym je przyjąć i włożyć maksimum wysiłku w rozwój własny oraz rozwój firmy. Chciałbym, aby cele i zasady, którymi się kierujecie, stały się również moimi. Dając pole do profesjonalnego działania, firma gwarantuje również, przy odpowiednim zaangażowaniu, godziwe życie i realizację marzeń. Myślę, że to jest właśnie to, o co mi chodzi.

MENADŻER

Jaki pan jest? Proszę odpowiedzieć w dwóch słowach.

W

Robię to, co do mnie należy.

MENADŻER

Zamierzam się jeszcze z panem skontaktować.

W

Dziękuję, do zobaczenia.

W wychodzi sprężystym krokiem. Jest uśmiechnięty.

Zaciemnienie. Rozjaśnienie.

SCENA II

W, SILNIEJSZY, MATKA, OJCIEC

Kuchnia. Stół i krzesła. SILNIEJSZY krząta się po kuchni. W siada za stołem i patrzy na niego. Obserwuje jego energiczne, pewne ruchy. Przygląda się temu, w jaki sposób SILNIEJSZY przygotowuje jedzenie.

W

Co z ciebie za jeden?

SILNIEJSZY pozostawia pytanie bez odpowiedzi.

W

Głupi.

(po chwili)

A sytuacja? Nie myśl tak. Jego nie ma. A nawet jeżeli jest, powinieneś myśleć, że jego nie ma. Zajmij się czymś. Przestaniesz o nim myśleć. No właśnie. Jesteś osłabiony, bo ciągle leżysz w łóżku i wyobrażasz sobie, że widzisz tego Silniejszego. Nic tu po nim. Idź zaczerpnąć powietrza. Od razu ci przejdzie. Dobra rada od siebie. Trzeba sobie dawać dobre rady. Trzeba sobie pomagać. Mówić do siebie na głos. Artykułować najważniejsze. Dobra.

(kładzie się do łóżka)

W

Chyba nie chce mi się leżeć w łóżku. Przestaje mnie to interesować. No tak. Trzeba się zebrać. Wstanę i pójdę pod prysznic. Potem coś zjem. Kupię gazetę. W przyszłym tygodniu zacznę już szukać pracy. Zakładam sobie, że od poniedziałku. Biuro to jest jakaś okropna rzecz chyba. Co ci ludzie tam robią? Wszyscy siedzą przed komputerami i przygryzają wargi, narzekając na los. Nikt nic nie mówi. A szef niczym czarne słońce, nigdy nie zachodzi, dławiąc i zmuszając do dławienia się. Straszne. Ustawieni są w rzędy. I nie patrzą na siebie, bo jest im wstyd, i jest im straszno. A kiedy wychodzą z pracy, to nie mogą do siebie dojść, i trwa to do następnego dnia. Siedzą niemo przed telewizorem, przygryzają wargi. Nic. Tak wygląda świat. Pewnie tak właśnie wygląda. A może się mylę, a może się nie mylę. Ale mają też samochody, może więc dobrze im idzie. Mają, mają. Nie wszyscy mają się źle. Chyba tak, są tacy, których nie widzę, którzy idą chodnikiem z drugiej strony, i im się powodzi.

(zasypia)

Słabe światło. Widać tylko zarysy łóżka. W śpi. Pojawiają się dwie postacie – kobieta i mężczyzna. Energicznie wkraczają na scenę. Otwierają szuflady, zaglądają pod łóżko. Przerzucają książki. Gorączkowo czegoś szukają, ale tak, aby nie budzić W, albo jakby obok niego. Sprawdzają w pudełkach i podnoszą talerze. Kobieta znajduje kartkę. Czyta. Mężczyzna podchodzi do niej szybko. Sprawiają wrażenie, jakby znaleźli to, o co im chodziło. Mężczyzna próbuje wyrwać kartkę, kobieta cofa rękę i dalej czyta. Mężczyzna zbliża się i czytają razem.

Ściemnienie. Rozjaśnienie.

W budzi się. Jest jasny dzień. Słychać dźwięki ulicy. Samochody i ludzie. Patrzy przed siebie. Rozbrzmiewa ostry dźwięk dzwonka.

W (cicho, do siebie)

Kto tam?

Na scenie pojawiają się rodzice W. Ta sama para, która szukała czegoś w nocy. MATKA wchodzi pierwsza, za nią OJCIEC. Bardzo blisko niej. Zachowują się podobnie, prawie te same gesty. Razem wstają i razem siadają. Są dobrze odżywieni, porządnie ubrani, energiczni i uśmiechnięci. Cały czas wymieniają spojrzenia. Przyglądają się miejscu. MATKA otwiera szafkę kuchenną, coś z niej wyjmuje. Po chwili coś do niej wkłada i ją zamyka.

MATKA

Jak ci tu jest? Przyjechaliśmy do ciebie.

W

A dobrze.

MATKA

Dlaczego jeszcze nie wstajesz? Chory jesteś?

(przykłada dłoń do jego czoła)

Zostań w łóżku. Nie wstawaj. Zrobię ci śniadanie i tu przyniosę. Chcesz? Mam pyszną szyneczkę.

W

Chcę.

MATKA przynosi śniadanie do łóżka.

MATKA (do OJCA)

To jest dobre rozwiązanie, rok temu było tak samo.

OJCIEC

On jest… nie jest solidny. Udaje, udaje, bo nie ma pieniędzy ani pomysłów. Zobaczysz. Od razu mówiłem, że źle robisz z tą inwestycją. I to jest moje ostatnie słowo. Nie mówmy już o tym.

MATKA

Ale ja chcę porozmawiać.

OJCIEC

Dobrze, nieważne. Takie jest moje zdanie.

MATKA

Ojciec kupił ci gazetę.

W

Dziękuję.

MATKA

Otworzę ci okno. Mamy dla ciebie propozycję. To pomysł ojca.

OJCIEC (zdziwiony)

Mój?

MATKA

Jeżeli zrobisz prawo jazdy, zafundujemy ci wycieczkę zagraniczną. Gdzie byś chciał pojechać?

W (bez namysłu)

Do Neapolu.

MATKA

Dobrze. Kiedy zrobisz?

W

Niedługo.

OJCIEC

Nie jesteś aż tak chory, wstań.

MATKA

Przecież jest chory, ma rozgrzane czoło…

(milknie na chwilę, potem zwraca się do OJCA)

Ja bym się nie… Można tam zainwestować pod warunkiem, że będzie tak, jak się umawialiśmy wcześniej. Posłuchaj mnie.

OJCIEC

Nie chcę do tego wracać, już o tym rozmawialiśmy… Mówiłem ci: uważam co innego. Nie teraz.

MATKA

Ale tak naprawdę już się zdecydowaliśmy, oni biorą kredyt.

OJCIEC

O przepraszam, nic nie deklarowaliśmy, można jeszcze się z tego śmiało wycofać. Bez problemu.

MATKA

Zobaczysz, będzie dobrze, zawsze, jak mówiłam, to było dobrze. Posłuchaj mnie.

OJCIEC

Ryzyko jest, i to spore.

(po chwili milczenia odwraca się do syna i mówi do niego)

Ale ty nie jesteś aż tak chory, żeby nie wstawać. Wstawaj! Wstałbyś.

(do MATKI)

Nie możesz go w ten sposób… On nic nie robi, a ty mu dajesz pieniądze. Jak on wygląda?

(do W)

Wstałbyś.

MATKA

Chory jest. To jest dobry sposób, tak się właśnie robi.

(po chwili do syna)

Zaraz idziemy, mamy tutaj jeszcze coś. Co byś chciał?

(do OJCA)

Zaraz idziemy. Nie denerwuj się. Idź już na dół. Pojedziemy przez Gertrudy. Zawieziemy babci rzeczy. Masz, weź jeszcze to.

OJCIEC

Poczekam na ciebie. Jak jest chory, to może trzeba kupić jakieś lekarstwa.

MATKA (do W)

Co byś chciał jeszcze? Chcielibyśmy cię zaprosić…

(do OJCA)

Ten kwiatek ma sucho. Podlej go.

OJCIEC

A on nie ma rąk?

MATKA

Chory jest.

OJCIEC

On może wstać i podlać, nic mu się nie stanie. Co to ma być? Jak się jest chorym, to nie można cały czas leżeć w łóżku. Bo wtedy będzie jeszcze gorzej. Ten kwiatek nie był podlewany od miesiąca…

MATKA (do OJCA)

Dzwoniłeś do nich? Nie możemy się spóźnić. Miałeś zadzwonić.

OJCIEC

Zdążę.

MATKA

Zadzwoń. Jak będziemy wyglądać? Przecież powiedziałeś, że zadzwonisz przed dwunastą. Może ja mam zadzwonić?

(po chwili)

Już jedziemy. Podlej jeszcze tam. Weź śmieci. Nie denerwuj się. O co ty się tak denerwujesz?

OJCIEC

Nie denerwuję się.

MATKA

Denerwujesz się.

(odwraca się do syna)

Chcielibyśmy, żebyś przyszedł do nas w przyszły piątek na małą uroczystość. Chcielibyśmy z tatą, żebyś był. Mamy takie małe przyjęcie związane z MAX Export, podpisaliśmy kontrakt. Przyjdziesz?

W

Dobrze.

Rodzice W siedzą po dwóch stronach łóżka. Matka się uśmiecha, jest zwrócona do wnętrza swojej biznesowej sprawy. Do biznesowego powodzenia.

MATKA (do OJCA)

Ciekawe, jak sprawdziłby się w biznesie.

OJCIEC

Nie wiem. Jedźmy już.

MATKA (do W)

Ale najpierw musi zrobić prawo jazdy. Kiedy zrobisz?

W

Niedługo.

MATKA (do W)

Jeszcze ma trochę czasu.

(do OJCA)

Która jest godzina?

OJCIEC

Piąta. Daj mu to.

MATKA (zdziwiona patrzy na OJCA)

Co? Aha…

(orientuje się w sytuacji i mówi do syna)

Tak, kupiliśmy ci coś.

MATKA wyciąga z plastikowego kosza niezbyt duże, srebrne radio. Włącza je. Słychać popularną amerykańską piosenkę, miłosny przebój. OJCIEC z MATKĄ patrzą na siebie z uśmiechem. Wymiana spojrzeń.

MATKA (dotykając czoła W)

Faktycznie jest rozgrzany.

(do W)

Nie pij zimnego piwa, dobrze?

W

Dobrze.

MATKA

Jak ci idzie pisanie pracy?

W

Dobrze.

MATKA

O… bardzo ważne. Tego nie można zlekceważyć. Dopiero zaczynasz życie. Wszystko przed tobą. A to jest tylko krótki etap, który trzeba skończyć. Praca magisterska to dopiero początek. Po tym się dopiero zaczyna.

(do OJCA)

Mam rację?

OJCIEC kiwa głową.

MATKA (do W)

Siedzisz za nisko.

(wchodzi na łóżko, niezgrabnie, nienaturalnie, podnosi syna wyżej)

OJCIEC

Poradzi sobie.

MATKA

Jest chory i słaby. Pomogę mu. Chory jest. Pomożemy mu. Pomogę mu. W końcu od tego jesteśmy. Jesteśmy rodzicami, jesteśmy dorośli, on jeszcze nie. Mamy doświadczenie. Wiemy, co to życie. Ma prawie trzydzieści lat. Jest jeszcze dzieckiem. Student. Dopiero wchodzi w życie. Trzeba mu pomóc. My dźwigamy ten ciężar pomocy i odpowiedzialności.

(gramoli się na łóżku i stara się podnieść syna jeszcze wyżej)

On jeszcze ma czas, niech rozejrzy się w życiu.

OJCIEC

Dorosły już jest, a gwoździa nie potrafi wbić. Jak to możliwe, żeby w tym wieku nie potrafił trzymać młotka? Ja w jego wieku… To tu, to tam, wiedziałem, tu i tam się dowiedziałem. Samochodem jeździłem od siedemnastego roku życia. Nie wiem… Nie wiem, nie wyobrażam sobie. I nikt mnie nie uczył, jakoś sam wszystko wiedziałem. Bo mi się chciało. Ale w tym wieku! Dorosły chłop…

MATKA

Nie jest, my jesteśmy dorośli, i póki co kierujemy… Nakładamy sobie jeszcze ten ciężar.

OJCIEC

A tak…

Wymiana spojrzeń między OJCEM i MATKĄ.

MATKA

Ja mu pomogę.

(do W)

Dobrze ci teraz?

W

Tak.

MATKA

Ojciec kupił ci to radio. Nie… Radio postaw tutaj.

(przechodzi niezdarnie przez łóżko, pomagając sobie rękami, przekłada radio na drugą stronę)

OJCIEC

Tutaj jest lepiej, bliżej łóżka.

MATKA

Nie, tutaj lepiej.

OJCIEC (podenerwowany)

Tutaj jest kontakt i lepiej jest słuchać.

MATKA

Tutaj jest lepiej, lepiej sięgnąć. Tam jest w przejściu.

OJCIEC

No jak… Przecież tam nie sięgnie, bez sensu.

MATKA

Tutaj jest lepiej.

(unosi się, mówi głośno, chrapliwie)

Z szafą było podobnie.

OJCIEC (podniesionym głosem)

Z szafą to ja miałem rację. Teraz też mam.

MATKA (krzyczy)

Szafa ma być tam, a radio tu. Nie kłóć się ze mną. I tak mam dużo na głowie. Głowa mi pęka.

OJCIEC

Nic nie mówię.

MATKA staje na krześle. Zamyka okno. Mówi do siebie, patrzy za okno.

MATKA

Tam jest miejsce na szafę. Tu ma stać radio. Nie można przecież inaczej.

(po chwili milczenia – spokojnej)

Można by zrobić tu taki blat kuchenny. Albo w przyszłości wybić tę ściankę. Zrobi się więcej miejsca.

OJCIEC

Blat tak, ale ścianę bym zostawił. Mamy drzwi zasuwane, wtedy zrobi się oddzielna sypialnia.

MATKA

Gdybyśmy wybili ściankę, można by było zrobi coś w rodzaju salonu, będą dwa okna i będzie jaśniej.

OJCIEC

Pokój z kuchnią to zupełnie nietrafiony pomysł. Za małe jest to pomieszczenie, żeby móc je połączyć z aneksem kuchennym. Byłaś w łazience? Zobacz.

MATKA

Co?

OJCIEC

Urwana szyba od prysznica.

MATKA (do W)

Co się stało?

W

Urwała się…

OJCIEC

Sama się urwała?

W

Nie, urwała się po prostu.

OJCIEC

Sama się nie urwała.

MATKA (przesuwając stolik, mówi do OJCA)

Pomóż mi.

Rodzice razem przesuwają stolik. Wędrują z nim po pokoju w dziwnym zygzaku. Przesuwają się, trzymając mebel na przeciwległych końcach.

MATKA

Tu będzie miał lepiej.

OJCIEC

Posuń w tę stronę.

MATKA

Tak jest dobrze, będzie wystawał.

OJCIEC

Nie będzie… Jak to będzie wyglądało…?

MATKA

Tak zostawimy.

OJCIEC

A spróbujmy pod tamtą ścianą.

MATKA

Możemy spróbować, ale tam nie pasuje. Zupełnie. Posłuchaj mnie.

OJCIEC (ciągnąc stolik i MATKĘ razem z nim)

Tu pasuje.

MATKA

Nie pasuje!

(ciągnie stolik w swoją stronę)

OJCIEC (podnosząc głos)

To rób, jak chcesz.

MATKA przesuwa stolik w upatrzone miejsce, ciągnąc razem z nim OJCA. Siadają na krzesłach. Chwila ciszy. OJCIEC z MATKĄ wstają równocześnie. MATKA zanosi coś do kuchni. OJCIEC bierze pusty plastikowy kosz.

MATKA (do OJCA)

Weź to. Weź do kosza brudne rzeczy. Idziemy.

(do W)

Pa, syneczku.

Rodzice wychodzą. W wstaje, idzie do kuchni. Nalewa do szklanki soku i pije. Stoi chwilę przy blacie kuchennym. Włącza radio. Słychać rytmiczną muzykę. Kładzie się. Usypia. Za oknem ten sam ładny, słoneczny dzień. Trąbiące auta, słychać głosy przechodzących ludzi.

Ściemnienie. Rozjaśnienie.

Śpioch, Matka i syn, Spotkanie – utwory sceniczne

Wydanie pierwsze, ISBN: 978-83-8083-881-9

© Rafał Andrusiewicz i Wydawnictwo Novae Res 2017

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, reprodukcja lub odczyt jakiegokolwiek fragmentu tej książki w środkach masowego przekazu wymaga pisemnej zgody wydawnictwa Novae Res.

REDAKCJA: Maria Zając

KOREKTA: Emilia Kapłan

OKŁADKA: Wiola Pierzgalska

KONWERSJA DO EPUB/MOBI: InkPad.pl

WYDAWNICTWO NOVAE RES

al. Zwycięstwa 96/98, 81-451 Gdynia

tel.: 58 698 21 61, e-mail: sekretariat@novaeres.pl, http://novaeres.pl

Publikacja dostępna jest w księgarni internetowej zaczytani.pl.

Wydawnictwo Novae Res jest partnerem

Pomorskiego Parku Naukowo-Technologicznego w Gdyni.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Śpioch, Matka i syn, Spotkanie. Utwory sceniczne 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Magnes Góra Tajget Sześć światów Hain