Jak w raju

Jak w raju

Autorzy: Anne Mather Elizabeth Power Robyn Donald

Wydawnictwo: HarperCollins

Kategorie: Romans / Erotyka

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

cena od: 15.49 zł

 

Raj na Seszelach. Riva i Damiano przeżyli burzliwy romans zakończony równie burzliwym rozstaniem. Damiano zarzucił Rivie kłamstwo, chociaż sam też często mijał się z prawdą. Po pięciu latach spotykają się ponownie. Damiano proponuje Rivie atrakcyjną pracę na Seszelach. To dla niej szansa na zawodowy sukces, ale też igranie z własnymi uczuciami, bo dawny kochanek nadal nie jest jej obojętny. Kolory Polinezji. Taryn nie domyśla się, że biznesmen Cade Peredur oferuje jej pracę sekretarki, bo ma w tym ukryty cel. Chce ją bliżej poznać i dowiedzieć się, czy jest winna tragicznej śmierci jego przybranego brata. Cade zabiera Taryn w podróż służbową na polinezyjską wyspę, by tam zrealizować swój plan. Nie wszystko jednak idzie po jego myśli. Spotkanie na Karaibach. Rachel jedzie na Karaiby, by odnaleźć matkę, która podobno ma tam romans z młodym mężczyzną – Mathew Brodym. Nie odnajduje jej, ale poznaje Mathew – przystojnego Antylczyka, właściciela hotelu, w którym zamieszkała. Liczy na to, że on naprowadzi ją na ślad matki. Nie zdradza, kim jest i zaczyna się z nim umawiać…

Elizabeth Power, Robyn Donald, Anne Mather

Jak w raju

Tłumaczenie:

Iwa Pilawska, Natalia Wiśniewska, Janusz Maćczak

Elizabeth Power

Raj na Seszelach

Tłumaczenie:

Iwa Pilawska

PROLOG

Santo cielo! Toż to ona!

Damiano D’Amico nawet pozostając w głębokim skupieniu, nie przestawał bacznie obserwować wszystkiego, co się wokół niego dzieje. Odpowiedział rzeczowo kobiecie siedzącej za biurkiem, ale jego lśniące czarne oczy utkwione były w dziewczynie, która przystanęła w korytarzu za szklaną przegrodą.

Miała rude włosy – nie długie, jakie zapamiętał, ale krótsze, modnie uczesane. Z naturalnym grymasem na ustach i drobną twarzą o wyrazistych rysach wyglądała jak psotny elf. A przecież, pomyślał, za tą słodką minką kryły się obłuda i zachłanność…

– Czy coś się stało?

Na jego twarzy zagościł surowy wyraz. Jak mógł pozwolić, by jeden rzut oka na tego rudzielca tak go zdekoncentrował? Miał przecież ważne sprawy na głowie. Uruchamiał nową sieć ośrodków rekreacyjno-sportowych. Jednak gdy umawiał się na ustalenie ostatnich szczegółów w biurze projektowania wnętrz, któremu powierzał wszystkie swoje angielskie inwestycje, nie spodziewał się, że nawiedzi go duch z przeszłości.

– Tamta dziewczyna…

Nie dostrzegła go! A on zdążył jeszcze zauważyć miękkie kosmyki włosów opadające na jej białą szyję, zanim weszła do gabinetu naprzeciwko i zniknęła mu z oczu.

– Panna Singleman? – Rozmówczyni Damiana, pięć­­­dziesięciokilkuletnia bizneswoman o upiętych czarnych włosach i krwistoczerwonych ustach, podążyła za jego wzrokiem. Wiedziała, kto odciągnął jego uwagę. – Riva?

Riva… A więc nie wyszła za mąż!

– Si. – Choć próbował zachować pozory obojętności, widać było po nim, że chce usłyszeć więcej.

Kobieta uśmiechnęła się.

– To jeden z naszych najnowszych nabytków. Aktualnie specjalizuje się w aranżacji mieszkań i domów. Jest młoda, pełna zapału, czasami trochę niekonwencjonalna w swym podejściu, ale bardzo, bardzo utalentowana.

A do tego jest niegodną zaufania, podstępną kłamczuchą!

Przez chwilę korciło go, by trzasnąć drzwiami i zwrócić się do jakiejś innej firmy, by nie powierzać swych pieniędzy przedsiębiorstwu, które zatrudniło kogoś tak nieuczciwego jak Riva Singleman. Zwyciężyła w nim jednak ciekawość, jakim cudem taka osoba znalazła pracę w cenionym biurze – ciekawość, którą podsyciło wspomnienie smaku jej kłamliwych ust…

Nie był tchórzem. Dlaczego więc nie miałby załatwić swoich spraw, a jednocześnie wykorzystać podsuniętej mu przez los okazji, by zaspokoić ciekawość?

Słuchał zapewnień władczyni Redwood Interiors, że prace przebiegają zgodnie z harmonogramem, wszystkie jego wymagania zostają spełnione, a każdy z członków zespołu zagwarantuje mu nie mniej niż dwieście procent satysfakcji.

Bez wątpienia! – pomyślał i obdarzył ją olśniewającym uśmiechem, którym oczarowywał kobiety od trzydziestu dwóch lat. W głowie zrodził mu się przebiegły, błyskotliwy plan.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Riva zatrzymała samochód przed kamiennym budynkiem znajdującym się na skraju tętniącej niegdyś życiem wiejskiej posiadłości. W oddali dostrzegła stary, opuszczony dwór o zabitych deskami oknach. Na zardzewiałej bramie wisiała tabliczka z napisem „Na sprzedaż’’.

Jednak gdy wyszła z samochodu na wysypany żwirem dziedziniec, jej uwagę przykuł dom stojący bezpośrednio przed nią. Budynek dawnej wozowni wyglądał na jak najbardziej zamieszkany. Stało przed nim kilka innych samochodów, wśród nich lśniące czarne porsche.

Pogodny nastrój Rivy umocniły ćwierkające ptaki i promienie późnowiosennego słońca przebijające się przez liście drzew. Zamknęła swój mały samochód i ruszyła przez dziedziniec. To pierwsze zlecenie, przy którym będzie miała wolną rękę! Powierzono jej aranżację wyjątkowego pokoju w tym wspaniałym starym domu. Co za szansa!

Dłonie drżały jej z podekscytowania, gdy naciskała mosiężny przycisk dzwonka. Jej portfolio najwyraźniej wywarło na kimś tak wielkie wrażenie, że postanowił wynająć akurat ją. A jeśli stanie na wysokości zadania, może być to początek wielkiej kariery. Skoro doceniono ją na tyle, by powierzyć taki projekt, być może pewnego dnia marzenia o posiadaniu własnego studia aranżacji wnętrz staną się rzeczywistością, a zmartwienia, jak związać koniec z końcem, odejdą w zapomnienie.

– Madame Duval?

Szykowna blondynka w grafitowym kostiumie, która otworzyła drzwi, zmierzyła wzrokiem o wiele mniej elegancki strój Rivy, uśmiechając się zagadkowo.

– Nie. Madame nie ma w domu, ale czekamy na panią. Panna Singleman, prawda?

Riva skinęła głową i podążyła za zapachem egzotycznych perfum kobiety po schodach, do głównej części domu. Dopóki blondynka nie otworzyła drzwi, Riva uważała, że wygląda elegancko w czarno-szarej tunice, którą zestawiła z krótką czarną spódnicą, ciemnymi legginsami i butami na płaskim obcasie. Teraz zaczęła się zastanawiać, czy nie powinna była włożyć elegantszych butów lub żakietu.

– Proszę chwilkę zaczekać…

Rozejrzała się i odkryła, że jest sama w dużym, słonecznym salonie z widokiem na dziedziniec. Ktoś, kto urządzał ten znajdujący się w sercu domu pokój, miał dobry gust i wyczucie stylu. Był pełen eleganckich mebli, a ściany zdobiły fotografie, na których widniały tropikalne wyspy z lotu ptaka, kolorowe ryby i najpiękniejsza okolona palmami plaża, jaką można sobie wyobrazić.

– Czy mnie oczy nie mylą? Przecież to Riva Singleman!

Głęboki, aksamitny głos z silnym akcentem poruszył każdy nerw jej ciała. Był niebezpiecznie znajomy.

Obróciła się tak szybko, że uderzyła trzymaną w dłoni torebką o nogę stolika. O mało nie zrzuciła przy tym stojącego na nim delikatnego wazonu, wyglądającego na bardzo cenny.

– Mam nadzieję, że to nie jest zapowiedź przyszłych wypadków.

Stojący w drzwiach wysoki, śniady mężczyzna w ciem­­­nym garniturze, o zbyt ostrych rysach, by można go było nazwać konwencjonalnie przystojnym, wyglądał dokładnie tak, jak go zapamiętała: nieskazitelnie ubrany, z ciemnymi włosami gładko zaczesanymi do tyłu. Jego twarz była znajomym labiryntem ostrych kątów: od wysokiego czoła i wydatnych kości policzkowych aż po arogancki nos i usta, które wykrzywił z dezaprobatą na widok jej niezdarności.

– Damiano!

Nawet jeśli był zaskoczony jej widokiem, nic po sobie nie pokazał. Każdy centymetr jego smukłego, zdyscyplinowanego ciała emanował dumą i pewnością siebie.

Wszedł do pokoju, studiując ją przenikliwymi ciemnymi oczami, które niegdyś zdołały ją przekonać, by mu zaufała. A to bardzo wiele ją kosztowało…

– Myślałam, że… – Nerwowo obracała w palcach szaro-czarne koraliki, które zwisały z jej szyi. Co on tutaj robi? Z tego, co ostatnio czytała, wynikało, że jego angielską przystanią było obecnie mieszkanie na najmodniejszym londyńskim przedmieściu, a nie to wiejskie ustronie.

– Co myślałaś? – Zerknął przez ramię, podążając za jej wzrokiem. – To moja sekretarka – odpowiedział na jej milczące pytanie. – Jej zadaniem było umówienie twojej wizyty.

I prawdopodobnie nie tylko to, pomyślała Riva, wspominając sznur znanych, olśniewających kobiet, które pojawiały się obok jego nazwiska w rubrykach plotkarskich. Szczególnie zapadł jej w pamięć wywiad z pewnego brukowca, w którym Magenta Boweringham – królowa śmietanki towarzyskiej i dziedziczka imperium spożywczego, a zarazem ostatnia z kochanek porzuconych przez jurnego Włocha – oznajmiła, że choć w innych dziedzinach życia wielokrotnie udowadniał cierpliwość i konsekwencję, to gdy przychodziło do płci pięknej, Damiano D’Amico wyjątkowo szybko się nudził.

Pokręciła głową, starając się zrozumieć coś z tej sytuacji. Wpadające przez wysokie okno promienie porannego słońca tańczyły w jej zmierzwionych rudych włosach.

– A Madame Duval…?

– To moja babcia – poinformował. – Najwyraźniej nie powiedziano ci, że wyjechała.

– Nie, nie powiedziano! – Oblała się gorącym rumieńcem i gwałtownie opuściła dłoń, gdy wzrok Damiana padł na koraliki, którymi bawiła się nerwowo. Czyżby jego babka była Francuzką? Nie przypominała sobie, by kiedykolwiek jej o tym mówił.

– Wiedziałeś o tym? – zapytała. – Wiedziałeś, że Redwood przyśle akurat mnie? – Jej nazwisko musiało przecież przynajmniej wzbudzić w nim ciekawość!

Wzruszył jedynie szerokimi ramionami.

– Zastanawia mnie – zaczął, nie odpowiadając na jej pytanie – jak to się stało, że dziewczyna, która zaledwie parę lat temu była handlarką na straganie, znalazła się na takim stanowisku.

– Dzięki własnej pracy, Damiano! – Purpura na policzkach Rivy rywalizowała z kolorem jej włosów. – Ta dziewczyna ciężko pracowała! Ale dla ciebie pracować nie będzie! Powiem pani Redwood, że to była jedna wielka pomyłka. A teraz, jeżeli pozwolisz, już sobie pójdę.

Rozgoryczenie ścierało się w niej z innymi, bardziej złożonymi emocjami. Zdecydowanym krokiem ruszyła korytarzem w stronę schodów. Powstrzymał ją dopiero głęboki, egzotyczny głos dobiegający zza jej pleców.

– Na twoim miejscu nie robiłbym tego, Rivo.

– Co chcesz przez to powiedzieć?

Obróciła się. Damiano zdawał się przytłaczać wąski korytarz prowadzący do salonu, a ona mimo swych dwudziestu czterech lat poczuła się równie zmieszana jak wtedy, gdy była nieporadną dziewiętnastolatką zachwyconą jego głosem, zniewalającą urodą, inteligencją i nieodpartym kontynentalnym urokiem.

– Przysłano cię tu w konkretnym celu, a ja oczekuję, że spełnisz swoje zadanie. W przeciwnym razie bez wahania poinformuję twoją twardo stąpającą po ziemi pracodawczynię, że rezygnuję z usług jej firmy.

Ciszę, która zapadła między nimi, zburzył warkot silnika odjeżdżającego samochodu.

Jego sekretarka odjechała. Zostali sami!

Krew pulsowała jej w uszach jak grzmiący bęben.

Przecież to oczywiste. Damiano był dla Redwood cenniejszy niż ona. Jeśli odmówi współpracy z nim, a on doniesie o tym jej szefowej, zostanie zwolniona za utratę tak znakomitego klienta.

– Sprawisz, że mnie zwolnią?

Znów wzruszył ramionami.

– Sama do tego doprowadzisz. Albo nie. Wybór należy do ciebie.

A jeśli dokona niewłaściwego wyboru, nie posłucha go, Damiano ją zniszczy. Tak samo, jak zniszczył jej ukochaną matkę. Bo gdyby nie jego okrucieństwo, Chelsea Singleman z pewnością wciąż by żyła…

– Wracaj do salonu – polecił, całkowicie pewien władzy, którą dzierży.

Wspominając, jak ciężko pracowała, by zdobyć to stanowisko, i jak wiele miała do stracenia, gdyby się teraz wycofała, Riva przepchnęła się obok niego. Ponieważ Damiano nie przesunął się, by ją przepuścić, otarła się ramieniem o rękaw jego marynarki.

– Jeśli zrobisz to jeszcze raz, uznam, że zachęcasz mnie do czegoś więcej niż skorzystanie z twoich usług przy aranżacji pokoju. A oboje pamiętamy, jak skończyło się to ostatnim razem, prawda?

Wykorzystał ją – bezwzględnie, z zimną krwią – używając zabójczej mieszanki nonszalanckiego uroku i magnetyzmu. Była zbyt naiwna i niedoświadczona, by zorientować się, że prowadzi z nią wyrachowaną grę. Zdała sobie z tego sprawę dopiero wtedy, gdy jej duma i godność były już w strzępach!

– Nie zachęcam cię do skorzystania z moich usług. Ty mnie do tego zmuszasz.

– Tak samo pewnie wmówiłaś sobie, że to ja zmusiłem cię… ile to już minęło?… Cztery i pół… prawie pięć lat?

Ku jej zaskoczeniu obrazy, które przywołały te słowa, wciąż przyspieszały jej tętno. Wspomnienie dotyku ciepłych, wprawnych dłoni sprawiło, że zarumieniła się ze wstydu.

Dlatego że nie opierała się wtedy jego wprawnym rękom, z radością przyjmowała ich pieszczoty, biorąc delikatność za czułość, a zimne, wyrachowane uwodzenie – za coś o wiele poważniejszego.

– Nie. Po prostu byłam wtedy głupia – wymamrotała gorzko. W kącikach ust mężczyzny majaczył pozbawiony humoru uśmiech.

– Trudno mieć mi za złe, że chciałem poznać prawdę.

Bo Riva okłamała go – i to poważnie! Ale tylko dlatego, że było jej wstyd, tak potwornie wstyd. Rozzłościł się na nią, podejrzewała jednak, że jeszcze bardziej wściekły był na siebie. Być może odkrycie, że wykorzystał dziewicę, chcąc zniszczyć Chelsea Singleman, przyprawiło go o wyrzuty sumienia. Jeżeli, oczywiście, posiadał sumienie!

W jej zielonych oczach lśnił cały wachlarz emocji. Wydusiła oskarżycielskim tonem:

– Zniszczyłeś życie mojej mamie.

Usta Damiana wykrzywił ponury grymas.

– Bo nie dopuściłem do jej małżeństwa z moim wujem? Byłbym winien zaniedbania, gdybym tego nie zrobił. Zresztą jestem pewien, że prędko o tym zapomniała. Kobiety takie jak Chelsea i, co przykro mi stwierdzić, takie jak ty, cara, nie rozpaczają długo nad jedną utraconą możliwością. Jeśli twoja mama jeszcze tego nie zrobiła, z pewnością szybko znajdzie jakiegoś innego bogatego frajera, który padnie ofiarą jej chytrych sztuczek.

Serce Rivy przeszył ból tak ostry jak smagnięcie biczem. Musiała się bardzo postarać, by nie rzucić się na niego i nie zetrzeć mu z twarzy pogardliwej miny.

– Moja mama nie żyje!

Ta wiadomość zszokowała Damiana.

– Przykro mi – wykrztusił.

Mogłaby przysiąc, że naprawdę zrobiło mu się smutno, gdyby nie wiedziała, że nie jest zdolny do współczucia. Jak śmiał w ogóle tak mówić, skoro to przez niego mama pogrążyła się w rozpaczy, która doprowadziła ją do śmierci, i to w tak młodym wieku?

– Jak to się stało? – zapytał.

– A co cię to obchodzi?

Na jego twarzy malowało się zniecierpliwienie.

– Powiedz mi.

Nie chciała, bo zbyt wiele bólu sprawiało jej opowiadanie o mamie, tryskającej życiem młodej kobiecie, która kazała Rivie mówić do siebie po imieniu. Zwłaszcza nie uśmiechało jej się opowiadanie o niej mężczyżnie, którego miała nadzieję już nigdy nie zobaczyć.

Jego spojrzenie jednak dawało jej do zrozumienia, że nie zniesie sprzeciwu. Wreszcie uległa i powiedziała:

– Jeśli naprawdę musisz wiedzieć, przez pomyłkę przedawkowała leki, które brała na depresję. – Nie dodała, że mama popiła je alkoholem. Lekarze stwierdzili, że była to zabójcza mieszanka.

– Kiedy to się stało?

– Ponad rok temu.

– Naprawdę bardzo mi przykro.

Zaśmiała się gorzko.

– Daj spokój. To przez ciebie wpadła w depresję po zerwanych zaręczynach z mężczyzną, którego kochała!

– Uważasz, że to ja jestem za to odpowiedzialny?

– Nie ma co się oszukiwać.

– Otóż to. Dobrze wiesz, dlaczego Marcello zerwał zaręczyny. Przyjrzeliśmy się twojej matce i okazało się, że pozostawia wiele do życzenia. Tak samo zresztą jak i ty.

– Tylko ty tak uważałeś!

– Marcello był zbyt oczarowany ładną buzią i błękitnymi oczami, by dostrzec, co kryje się pod promiennym uśmiechem i chytrze obmyśloną maską. Ale choć twoja matka uraczyła wuja nieco podkoloryzowaną wersją prawdy, to nie on usłyszał najbardziej rażące kłamstwa!

Riva wzdrygnęła się na wspomnienie pajęczyny kłamstw, którą utkała wokół siebie, swojego pochodzenia i przeszłości. Naiwnie myślała, że Damiano nigdy nie pozna prawdy.

– A teraz, jeśli nie masz nic przeciwko, zajmijmy się pracą – zarządził, przepuszczając ją w drzwiach.

Riva podporządkowała się, zadowolona, że porzucił przykry temat.

Obserwował jej ruchy, gdy schodziła po schodach do pokoju, który chciał urządzić. Nie mógł nie zauważyć jej dumnie zadartej głowy i prostych jak struna pleców.

Miała charakter, to trzeba jej było przyznać.

Ze swymi ognistymi włosami, mlecznobiałą cerą i biustem, który trudno byłoby nazwać obfitym, nie przypominała wysokich, długonogich blondynek, z którymi zwykle się spotykał. A mimo to było w niej coś… coś, co pociągało go i drażniło jednocześnie. Musiał przyznać przed sobą, że wciąż pragnął tej istotki, tak jak pragnął jej od chwili, gdy po raz pierwszy ujrzał ją w willi wuja.

Gdy Marcello oznajmił mu, że zamierza wziąć ślub, Damiano ucieszył się. Wuj, brat jego nieżyjącego ojca, od dziesięciu lat był wdowcem. Przyjął więc zaproszenie Marcella i wybrał się do willi, w której miał poznać jego wybrankę. Nie spodziewał się jednak kobiety o połowę młodszej od wuja, w dodatku z dorosłą córką!

Na początku sądził, że są siostrami. Mówiły sobie po imieniu, ubierały się w takie same długie kwieciste spódnice i obie miały długie, proste włosy, tyle że jedna z nich była ognistym rudzielcem, a druga – platynową blondynką.

Od początku wydawały mu się podejrzane. Kim były? Skąd się wzięły te kobiety z kadzidełkami, sznurami koralików i ręcznie robionymi sandałami, które zresztą młodsza chętnie zrzucała ze stóp? Poza tym która kobieta, nie mając jeszcze czterdziestu lat, chciałaby się związać z co prawda przystojnym, ale już niemłodym wdowcem? Chyba że pociągały ją nie tyle jego ciepło i serdeczność, co pozycja głowy jednego z najstarszych włoskich rodów, a także duże pieniądze i ogromne wpływy, które ten status za sobą pociągał.

Marcello wyznał Damianowi, że poznał je, gdy sprzedawały ręcznie robioną biżuterię na straganie w angielskiej nadmorskiej miejscowości, a Damiano natychmiast postanowił, że musi dowiedzieć się o nich czegoś więcej. Wuj był zbyt zadurzony w młodej narzeczonej, by przejmować się takimi sprawami.

Damiano zaangażował w śledztwo swoich pracowników, a sam zajął się wydobywaniem informacji od córki. Był przy tym zdecydowany nie dopuścić, by w jakikolwiek sposób go otumaniła.

Jej ojciec, jak mu wyznała, był oficerem Królewskiej Marynarki Wojennej. Dzielnym człowiekiem, odznaczonym za służbę ojczyźnie, którego często nie było w domu, gdy dorastała. Chelsea – jak przekonywała go Riva – mogłaby z powodzeniem wykorzystać talent plastyczny na przykład w dziedzinie grafiki reklamowej, ale ojciec sprzeciwiał się podjęciu przez nią pracy, uważając, że żona mężczyzny o jego pozycji nie powinna pracować. Jak wyznała z dumą, ojciec zapewnił Rivie doskonałe wykształcenie. Zginął w wypadku samochodowym podczas przepustki. Zostawił je – zaręczała – w dostatku, choć piękny dom, w którym mieszkali, po jego śmierci okazał się za duży dla niej i matki.

Riva dała Damianowi więcej, o wiele więcej, niż się spodziewał, i to nie tylko informacji, o które mu chodziło.

W jego policzku zadrżał nerw, gdy o tym pomyślał. Wciąż bowiem dręczyło go, że w pogoni za poznaniem prawdy pozbawił dziewictwa młodą dziewczynę. Uspokajał jednak sumienie powtarzaniem sobie, że idąc z nim do łóżka, ta wiedźma z pewnością starała się wcielić w życie jakiś własny chytry plan. Wzdrygnął się na myśl, co mogłoby się stać, gdyby uwierzył w jej opowieści. Zespół, któremu zlecił sprawdzenie przeszłości Rivy i Chelsea, potwierdził jego wątpliwości.

Były kobietami z marginesu. Regularnie uczestniczyły w demonstracjach, co według Damiana jednoznacznie wskazywało na to, że ma do czynienia z wichrzycielkami. W dodatku, jak od początku podejrzewał, polowały na pieniądze. W opowieściach Rivy nie było ani grama prawdy.

Jej rodzice nigdy nie zadali sobie trudu, by się pobrać. Riva wychowywała się w biednej okolicy, chodziła do przeciętnych szkół. Matka, której daleko było do kobiety sukcesu, imała się różnych zajęć, choć z trudem przychodziło jej utrzymanie najprostszej pracy. Ojciec najwięcej wspólnego z ,,marynarzem’’ – jak określała go zarówno Riva, jak i Chelsea – miał wtedy, gdy zajmował się rozładowywaniem barek. Przez wiele lat nosił nie mundur, a więzienne drelichy, odsiadywał bowiem zasłużoną karę za wyłudzenie. Zgodne z prawdą było jedynie to, że faktycznie zginął w wypadku samochodowym – w tym samym roku, gdy wyszedł z więzienia, w dodatku będąc pod wpływem alkoholu!

Damiano wciąż był dumny z tego, że udało mu się wyrwać wuja ze szponów tych podejrzanych kobiet. A zarazem zasmuciła go wieść o śmierci Chelsea Singleman. Per amor di Dio! Nie byłby człowiekiem, gdyby w ogóle go to nie poruszyło! Strach było jednak pomyśleć, że gdyby poślubiła jego wuja, który zmarł półtora roku temu po krótkiej chorobie, a ten zostawiłby wszystko żonie, to po śmierci Chelsea cały majątek Marcella D’Amico przypadłby tej rudej oszustce!

– I jak? – zapytał ostrym tonem. Riva rozglądała się po pomieszczeniu, które miało się stać pokojem do odpoczynku i robótek ręcznych. – Myśleliśmy o czymś w stylu śródziemnomorskim. Poradzisz sobie?

Riva omiotła wzrokiem dość nieciekawy wystrój. Stojące w pokoju meble w większości przykryte były pokrowcami, z wyjątkiem wysokiego regału i dużego prostokątnego stołu ustawionego pod ścianą. Znajdujący się z tyłu domu pokój najwyraźniej został pomyślany jako zaciszny azyl. Widać było, że ktoś – być może sama Madame Duval – próbował nadać mu odpowiedni klimat, ale nie osiągnął celu. Najciekawszym elementem były wysokie, sięgające od podłogi do sufitu drzwi wychodzące na cichy taras, choć część płytek, którymi był wyłożony, popękała ze starości. Kolejną zaletą był widok na stare drzewa i znajdujący się za nimi dwór.

– To pytanie czy rozkaz? – odezwała się Riva, widząc jego wrogie spojrzenie.

– Rozumiem, że urządzenie pokoju leży w zakresie twoich możliwości? – ciągnął, zignorowawszy pytanie.

Riva przeszła na środek pokoju, studiując jego układ, wymiary, nasłonecznienie. Nie znalazła nic, również na pustych półkach, co zdradzałoby charakter kobiety, która miała z niego korzystać.

– Czym interesuje się twoja babcia? – zapytała.

Niemal niezauważalnie wzruszył ramionami.

– Czyta. Wyszywa i… ricamare…

– Haftuje? – Riva odgadła, że właśnie tego słowa szukał. – Czyli lubi robótki ręczne.

Uśmiechając się do siebie, odwróciła się tyłem, by uciec od jego przeszywającego wzroku.

– Okna wychodzą na północ, więc światło się nie zmienia… Moglibyśmy pomalować jedną ze ścian na delikatny kolor… – Już obmyślała projekt, czując, jak mimo woli wzbiera w niej entuzjazm. Zawsze tak było, gdy dostawała nowe zlecenie. Nawet teraz, gdy zleceniodawcą okazał się mężczyzna, którego nienawidziła najbardziej na świecie. Była profesjonalistką i nie zamierzała dopuścić, by osobiste urazy zaprzepaściły jej karierę. – Jeśli zdecydujemy się na śródziemnomorski wystrój… – myślała głośno. – Czy twoja babcia lubi grecki styl?

– Jak najbardziej.

Spojrzała na niego, zastanawiając się, dlaczego w jego głosie nie ma ani cienia zainteresowania. Być może uważał potrzebę posiadania pokoju do robótek ręcznych za fanaberię. Postanowiła dołożyć starań, by sprawić starszej pani radość, choćby nawet jej wnuk miał zanudzić się przy tym na śmierć!

– Trzeba będzie doświetlić pokój. – Spojrzała w drugą stronę. – Jest długi i szeroki. Może coś na tamtej ścianie… jakiś wyrazisty obraz… – Zaczęło ją ponosić. Urwała gwałtownie i zatrzymała się z dłonią w powietrzu. – Czy coś cię śmieszy?

Damiano oparty o regał, z rękami skrzyżowanymi na piersi, patrzył na nią zuchwałym wzrokiem.

– Wręcz przeciwnie. Jestem pod wrażeniem.

– A czego się spodziewałeś? – wypaliła. – Że będę zbita z tropu? Tak jak pięć lat temu? – Opuścił ręce i odsunął się od regału. – To było wtedy, Damiano, a teraz jest teraz. Jeśli nie masz nic przeciwko, chciałabym zająć się pracą, za którą płaci mi studio!

Obróciła się do niego plecami, ale wciąż poirytowana ponownie spojrzała na niego i rzuciła:

– Właściwie dlaczego ja? Czy w świetle tego, co, jak ci się wydaje, wiesz na mój temat, nie martwi cię, że uznam to zlecenie za niewarte zachodu? Że stwierdzę, że bardziej mi się opłaci wynieść stąd kilka bezcennych antyków twojej babci?

– Po pierwsze, niezależnie od tego, co mówisz, sądzę, że za bardzo cenisz swoją pracę. Po drugie, w tym domu nie ma nic wartego więcej niż zaspokojenie mojej ciekawości. I po trzecie… – zniżył głos – …nie myśl, że okażę się pobłażliwy, jeśli przyjdzie mi cię ścigać, Rivo. Pamiętaj, że już miałem z tobą do czynienia i nie miałbym skrupułów, by ponownie się tobą zająć.

Nie była pewna, co Damiano rozumie przez „zająć się’’, ale nie zamierzała ryzykować, by się tego dowiedzieć. Był bezwzględnym przeciwnikiem; o jego okrutnych metodach zdążyła się już przekonać.

To wspomnienie sprawiło, że zapłonęły jej policzki. Starała się zwalczyć w sobie stłumioną złość i poczucie klęski.

Damiano. Kiedyś sprawdziła znaczenie tego imienia. Oznaczało „tego, który ujarzmia i poskramia’’.

Mnie nie poskromisz, D’Amico! – zawołała w duchu.

– Pytałaś, dlaczego właśnie ciebie wybrałem. – Wsunął dłoń do kieszeni idealnie skrojonych spodni i przysiadł na skraju biurka. – Oprócz tego, co już ci wyjaśniłem, gorąco cię polecano, gdy moja sekretarka zadzwoniła do studia. Podano jej zresztą wiele interesujących informacji o tobie.

Tylko nie to!

Zdenerwowała się. Co powiedziano o niej w biurze?

– Jak rozumiem, pracujesz tam niecały rok. Ukończyłaś zdalny kurs projektowania i masz więcej talentu i zdolności, niż miał na tym etapie cały zespół Redwood razem wzięty.

– Coś jeszcze?

– To, że masz dryg do sztuki. Ale to już wiedziałem.

Wiedział, bo rozmawiali ze sobą przez długie tygodnie, podczas których czuła, że w jego towarzystwie rozkwita, otwiera się przed nim, sądząc, że może mu zaufać. Choć tak naprawdę przez cały ten czas nieświadomie pogrążała się w jego oczach, przy okazji pogrążając także mamę.

– Coś więcej? – ciągnęła ironicznym tonem. – Jaki jest mój ulubiony kolor? Jakie filmy oglądam? Jakie płatki jem na śniadanie?

– Nic z tych rzeczy – zapewnił ją z rozbawieniem. – A na pewno nie o śniadaniu. Ale skoro mamy ze sobą pracować, być może w ciągu następnych tygodni na nowo dowiemy się… ciekawszych rzeczy o sobie nawzajem.

Całe jej ciało napięło się. Być może miał inne plany, ale ona nie zamierzała dopuścić, by wtargnął w jej życie prywatne.

– Nie licz na to, Damiano. Dla mnie jesteś najpodlejszym z podłych. Może i nie dajesz mi wyboru, jeśli chodzi o pracę z tobą, ale nadal mam coś do powiedzenia w kwestii towarzystwa, z którym spędzam czas po godzinach. A jeśli chodzi o twoje miejsce w tym towarzystwie… cóż, wolałabym spędzić popołudnie ze szczurem!

– Interesujące. – Wciąż wydawał się rozbawiony, jak gdyby jej wybuch ani trochę go nie poruszył. – W takim razie… – Wstał, a jego siła i urok sprawiły, że Rivie zaschło w gardle. – Zabieramy się do pracy?

I to tyle? Żadnych innych pytań? Żadnych rewelacji na jej temat, którymi uraczono go w biurze?

– Po to tu jestem. – Uśmiech, którym okrasiła to zdanie, jej samej wydał się boleśnie wymuszony.

Nic nie wiedział! Zresztą, skąd miałby wiedzieć? Opuściła napięte ramiona, ogarnięta ulgą. Teraz pozostawało tylko wykonać pracę i zmykać stąd. A z tym, że jego przyciąganie, któremu nie była w stanie oprzeć się przed pięcioma laty, zdawało się teraz tysiąc razy silniejsze, będzie się musiała po prostu pogodzić. Wiedziała, że będzie musiała bronić się przed nim i nie może stracić czujności ani na chwilę. Ale nie była już dziewiętnastolatką, która zadurzyła się w nim po uszy. Była kobietą; miała dom, pracę, a także na tyle mądrości i rozsądku, by oprzeć się mężczyznom takim jak Damiano D’Amico.

Teraz liczyło się jedynie to, by jakimś cudem nie dowiedział się o niej najważniejszej rzeczy. Zamierzała zrobić wszystko, co w jej mocy, by nigdy jej nie poznał.

ROZDZIAŁ DRUGI

– Czyżbym widziała szczęściarę, która pracuje dla Damiana D’Amico? – wykrzyknęła z zazdrością jedna z bardziej doświadczonych projektantek, gdy Riva wpadła do biura.

– Słucham? – Riva zmarszczyła brwi. Skąd wszyscy wiedzieli to, czego ona nie wiedziała jeszcze do wczoraj?

– Co ona ma takiego, czego nam brakuje? – zapytała inna kobieta nieco mniej serdecznym tonem.

– Tajemnicę, złotko – wtrącił jeden z grafików, przechodząc obok. – Mężczyzn fascynują tajemnice. Poza tym wyzwala opiekuńcze odruchy, w przeciwieństwie do was, amazonek!

Riva skarciła go w żartach i, zostawiając za sobą salwy śmiechu, ruszyła do gabinetu szefowej.

– Jak poszło wczoraj?

Olivia Redwood, dynamiczna, przebojowa i jak zwykle wyraziście umalowana, pochyliła się nad biurkiem, chcąc usłyszeć relację z poprzedniego dnia.

– Nie zdawałam sobie sprawy, że ta Madame Duval jest krewną Damiana D’Amico – oznajmiła ostrożnie Riva.

– Sama o tym nie wiedziałam, dopóki nie zadzwonił wczoraj po południu. Ale najwyraźniej to Damiano D’Amico poprosił o ciebie, a nie jego babka, jak wcześniej sądziłam. Gdy był tu w ubiegłym tygodniu, wydawał się tobą oczarowany.

– Słucham?

– Powinnaś czuć się zaszczycona – ciągnęła kobieta, nie zauważając, jak bardzo wstrząśnięta jest Riva. – Czyż nie jest sympatyczny? – Nawet twardo stąpająca po ziemi władczyni Redwood Interiors nie kryła się z podziwem dla Damiana. – I taki przystojny!

Riva wzruszyła ramionami. Kipiała z wściekłości.

– I obrzydliwie bogaty. Co jest niekwestionowaną zaletą dla każdego, kto przyjmuje jego zlecenia – dodała tonem bardziej jadowitym, niż powinna.

– Nie wydajesz się zachwycona. – Przenikliwe ciemne oczy przyglądały jej się bacznie. – Każda kobieta w tym biurze oddałaby rękę za możliwość pracy dla tego rodu, nie mówiąc już o roli wybranki samego Damiana.

Riva ponownie wzruszyła ramionami, starając się obrócić to w żart.

– Obawiam się, że do pracy potrzebuję obu rąk.

Olivia uśmiechnęła się słabo.

– Rozumiesz chyba, że pan D’Amico jest jednym z naszych najcenniejszych klientów. Dlatego uważaj na to, co mówisz.

– Tak jest.

– Słyszałam, że bywa trudnym pracodawcą i że to perfekcjonista. Z drugiej strony, nie odniósłby sukcesu, gdyby nie trzymał wszystkiego silną ręką. O jakości naszych usług zawsze świadczy ostatnie zlecenie, które dla niego wykonaliśmy, więc to na tobie spoczywa odpowiedzialność za to, by pozostał naszym klientem. Pamiętaj o tym.

– Tak jest – powtórzyła Riva, zastanawiając się, jak zareagowałaby szefowa na wieść o tym, co jej najmłodsza pracownica powiedziała wczoraj najcenniejszemu klientowi. Olivia była wielkoduszna względem swoich pracowników; wprowadziła Rivę w świat projektowania wnętrz, bo dostrzegła w niej potencjał. Była jednak również rozważną bizneswoman. Riva zdawała sobie sprawę, że gdyby naraziła firmę na straty, nie mogłaby liczyć na łagodne potraktowanie.

Była już przy drzwiach, gdy odwróciła się ponownie. Jej palce zacisnęły się na klamce.

– Wyglądało na to, że wiele o mnie wie.

– Jest bardzo ważnym człowiekiem. To naturalne, że chciał wiedzieć, jak długo pracujesz i jakie są twoje kwalifikacje.

– Ale nie powiedziałaś mu o mojej… sytuacji?

– A powinnam? Nie wydaje mi się, by interesowało go twoje życie prywatne. Możesz mu sama powiedzieć, jeśli zajdzie taka potrzeba. Poza tym nie chciałam mówić nic, co mogłoby go zniechęcić do zatrudnienia cię. Daję ci szansę, Rivo. Nie zaprzepaść jej. Mamy pewne cele, które musimy osiągnąć. Liczę na ciebie.

Resztę poranka Riva spędziła na przygotowywaniu dokumentacji związanej z projektem, który kończyła. Po lunchu, uzbrojona w laptop i aparat fotograficzny, ruszyła zrobić zdjęcia pokoju w Starej Wozowni, zgodnie z tym, jak umówiła się poprzedniego dnia z Damianem.

Otworzyła drzwi kluczem, który jej dał. Choć mówił, że tego dnia znów tu przyjedzie, odkryła, że dom jest pusty. Dzięki temu mogła w spokoju przystąpić do pracy. Jej uwagi nie rozpraszała obecność mężczyzny.

Późnym popołudniem usłyszała turkot samochodu na żwirowym dziedzińcu. Instynktownie napięła wszystkie mięśnie. Choć korciło ją, by wyjść na korytarz i wyjrzeć przez okno, powstrzymała ją świadomość, że Damiano może ją zobaczyć. Bo ryk potężnego silnika niezbicie świadczył o tym, że przyjechał właśnie on.

Chwilę pó niej usłyszała zamykanie drzwi, a następnie miarowe kroki na korytarzu. Jej palce wystukiwały bzdury na ekranie komputera, starała się bowiem nie przerywać pisania, udając całkowitą obojętność wobec jego przyjazdu.

– Buon giorno.

Słysząc aksamitny ton jego głosu, uniosła wzrok. Natychmiast tego pożałowała. Męski urok sprawił, że zaschło jej w ustach. Lśniące czarne włosy, wilgotne, jak gdyby niedawno brał prysznic, podkreślały nieskazitelną biel niedopiętej koszuli, która odsłaniała pokryty ciemnymi włosami śniady tors.

– Czyżby tak bardzo pochłonęły cię twoje przełomowe pomysły, że nie słyszałaś, jak wchodzę? A może celowo starasz się pokazać, że moja obecność jest ci całkowicie obojętna?

Zadrżała, zdawszy sobie sprawę, jak łatwo ją przejrzał.

– Nie powiedziałeś mi prawdy – wydusiła. Nie trzeba było dalszych wyjaśnień. Wiedział, co ma na myśli.

– Wobec tego jest nas już dwoje.

Wszedł do pokoju, nie okazując ani cienia skruchy. Gdy podszedł, odwróciła wzrok, niepewna, na którą część imponującego ciała może bez obaw patrzeć. Skoro wciąż tak reagowała na jego obecność, czy miała szansę oprzeć mu się, będąc zaledwie naiwną dziewiętnastolatką?

– Już myślałam, że się dziś nie zjawisz.

Nie pytała go, dlaczego skłamał. Znała jego powody. Damiano wiedział, że wykręciłaby się od zlecenia, gdyby ją uprzedzono.

– Zapomniałem powiedzieć ci, że umówiłem się na kilka wyczerpujących godzin squasha.

– Czyżby? – Nie wierzyła, że tak potężny i wpływowy człowiek jak Damiano mógłby o czymkolwiek zapomnieć. Prawdopodobnie chciał potrzymać ją w niepewności co do godziny swojego przyjazdu. – I co, wygrałeś? – Sama nie wiedziała, dlaczego zadała mu to pytanie. Nie potrafiła sobie wyobrazić, że ktokolwiek mógłby go pokonać, w jakiejkolwiek dziedzinie. Jego ciało było hołdem złożonym zdrowiu, sile i sprawności fizycznej; biada także temu, kto śmiałby zmierzyć się z jego potężnym umysłem!

– Wynik był zadowalający.

– Dla ciebie czy dla przeciwnika? – Odpowiedź była oczywista. Ale Riva nie mogła powstrzymać się od docinków. A przecież to mogło doprowadzić do katastrofy. Damiano podszedł do stołu, przy którym siedziała, i wziął do ręki szkice. W jej nozdrza wdarł się świeży zapach żelu pod prysznic.

– Gram, żeby wygrać. Sądziłem, że już się o tym przekonałaś.

– Niezależnie od tego, komu stanie się przy tym krzywda?

– Nikomu nie stanie się krzywda pod warunkiem, że każdy z graczy zna granice swoich możliwości i nie ściera się z zawodnikiem z nie swojej ligi. Ale jeśli masz na myśli gierkę, którą kiedyś ze mną prowadziłaś, a jestem pewien, że właśnie o to ci chodzi, to nie udawaj, że cię skrzywdziłem, Rivo. Być może odrobinę, fizycznie, ale z drugiej strony, nie przygotowałaś mnie na swoją… niewinność – dodał kpiąco. Riva zdała sobie sprawę, że postrzegał jej poświęcenie i wszystko, co zdarzyło się wcześniej, wyłącznie jako część wyrachowanego planu. – W przeciwnym razie nie pozwoliłbym, by sprawy wymknęły się spod kontroli.

– A co byś zrobił? – zapytała urażonym tonem. – Zamknąłbyś mnie w pokoju i świeciłbyś lampą w oczy jak na przesłuchaniu? Jeśli chcesz wiedzieć, nigdy bym się z tobą nie przespała, gdybym zdawała sobie sprawę, że idę do łóżka z wężem!

– A czego się spodziewałaś? Że zadurzę się tak jak Marcello? Prawda jest taka, że będziemy musieli z tym żyć. Ale gwoli ścisłości, nie pamiętam, byśmy wyjątkowo długo wtedy spali…

Jej blade policzki zapłonęły; poczuła, że pod jedwabną bluzką oblepia ją pot. Wstała, przeszła przez pokój, by zachować pewną odległość między nimi, i zaczęła ostentacyjnie mierzyć pokój.

– Jeśli mam być szczera, Damiano, byłeś w moim życiu zaledwie niefortunnym epizodem.

– A ile było bardziej fortunnych?

– Nie twoja sprawa!

– Czy też powinienem powiedzieć: bardziej dochodowych?

– Za kogo ty mnie uważasz?

Stał oparty o stół. Riva ostentacyjnie zebrała papiery, uporządkowała je i odłożyła na miejsce. Miała zamiar usiąść, wrócić do pracy, i chciała, by się przesunął.

– W porządku. A zatem jest to epizod, o którym oboje chcemy zapomnieć. Oboje próbowaliśmy coś osiągnąć. Ty przegrałaś. Takie jest życie. Ale niezależnie od naszych motywów, nie możesz zaprzeczyć, że było to niezmiernie przyjemne doświadczenie.

– Chyba żartujesz! Jeśli sądzisz, że mi się podobało, jesteś jeszcze bardziej próżny, niż sądziłam. Jeśli chcesz usłyszeć prawdę, byłam zdegustowana!

– Nie jestem tyranem, cara, ale jeśli zamierzasz mnie w ten sposób traktować, nasza współpraca nie zapowiada się obiecująco. Lepiej połóżmy temu kres już teraz.

Przez jedną straszliwą chwilę myślała, że zaraz się z nią pożegna. Powie szefowej, że projektantka nie spełniła jego oczekiwań, i zatrudni kogoś innego.

Wyciągnął rękę i zręcznym ruchem chwycił ją za nadgarstek. Poczuła, jak w delikatnej niebieskiej żyłce pod jego kciukiem zaczyna pulsować krew. Wiedziała, że on też to czuje.

– Nie boję się ciebie – wyszeptała. Ale drżenie głosu zadawało kłam słowom. Uśmiechnął się chłodno.

– To dobrze.

Jego oczy lśniły jak lustro wody w świetle księżyca, a spojrzenie było tak hipnotyzujące, że Riva poczuła, że zamienia się w roztrzęsioną galaretę. Gdy przyciągnął ją do siebie, złapała go za rękaw, by zachować równowagę. Czuła, że tonie w niebezpiecznej otchłani oczu Damiana.

Głosem równie drżącym jak ona sama, zapytała:

– Co ty wyprawiasz?

– Zawsze staram się przekuwać teorię w praktykę – odparł. Długie czarne rzęsy opadły i zanim zdążyła zapytać, o jakie teorie chodzi, wpił się ustami w jej wargi.

Poczuła, że wszystkie zmysły rozpalają się od ciepła jego mocnego ciała, od drgania mięśni pod delikatnym materiałem marynarki, od coraz intensywniejszego pocałunku. Musiała się wyrwać! Cichy głos rozsądku próbował ostrzec ją, że Damiano ma na celu wyłącznie poniżenie jej, odpłacenie za to, co przed chwilą mu powiedziała. Ale jej ciało nie zważało na tę przestrogę. Rozchyliła usta i objęła go za szyję, a palce, jak gdyby obdarzone własną wolą, zatopiły się w ciemnych, wilgotnych włosach na jego karku. Nie mogła się nadziwić, jaką moc doznań wywołuje w niej dotyk ust i dłoni tego mężczyzny – mężczyzny, który był jej pierwszym i ostatnim kochankiem!

Ponownie odezwał się w niej cichy wewnętrzny głosik. Przypomniał jej, dlaczego nie zaufała już więcej żadnemu mężczyźnie: Damiano uwiódł ją, zanim zdążyła zdać sobie sprawę, że ją wykorzystuje.

Wyrwała się z jego objęć i przez zaciśnięte zęby wycedziła:

– Ty zarozumiały bufonie!

Choć odsunął się od niej, wciąż trzymał dłonie na jej ramionach.

– Możesz zaprzeczać, ile wlezie – oznajmił – ale oboje wiemy, że twoje ciało nie zgadza się z twoją chytrą główką. Udało mi się zdemaskować ciebie i twoją matkę, ale to chyba nie jest jedyna przyczyna niechęci do mnie, prawda? Nie lubisz mnie, cara, bo zmieniłem cię w kłębek zmysłów, który błagał mnie, bym go wziął w ramiona. A to kłóciło się z planem, by rzucić mnie na kolana i urabiać jak miękką glinę w twych zachłannych dłoniach.

Odepchnął ją od siebie. Mamma mia! Wystarczył jeden pocałunek, by przekonać się, jak bardzo wciąż jej pragnie.

– Wierz w to, jeśli chcesz – odparła Riva. Wzięła głęboki oddech, starając się opanować. – Jeśli skończyłeś już mnie poniżać, może zechciałbyś zobaczyć wstępne projekty, które mam na komputerze? – zapytała, prostując się. Zdjął marynarkę i rzucił na krzesło. Riva odwróciła wzrok od jego mocnego, opalonego torsu, wyraźnie zarysowanego pod delikatnym materiałem koszuli, gdy pochylał się nad laptopem.

– Olivia miała rację – oznajmił po kilku chwilach. – Jesteś bardzo dobra.

Gdyby usłyszała tę pochwałę kilka lat wcześniej, nie posiadałaby się z radości. Teraz czuła jednak tylko ulgę i dziwny, niewytłumaczalny żal.

– Czasem myślę, że lepiej znam się na kształtach i kolorach niż na ludziach – stwierdziła i zerknęła ukradkiem na zegarek, sądząc, że Damiano tego nie widzi.

– Spieszysz się gdzieś? – zapytał, nie odrywając wzroku od ekranu.

Temu mądrali nic nie umknie, pomyślała Riva.

– Jestem umówiona.

– Umówiona? Na gorącą randkę?

Nie zamierzała przyznać się do tego, że nie chodzi na randki, ani że tamtego lata we Włoszech sparzyła się tak dotkliwie, że już nigdy nie pozwoliła sobie zbliżyć się do żadnego mężczyzny. Skoro Damiano chciał myśleć, że w jej życiu jest ktoś inny, niech myśli! Być może to ją przed nim uchroni. I przed nią samą!

– Damiano…

Myśl, że będzie musiała bronić się również przed samą sobą, przeraziła ją. Czyżby chciała, by ją pocałował? Na pewno nie! W przeciwnym razie oznaczałoby to, że dopuściła się zdrady. Jak mogła zapomnieć o cierpieniu mamy, do którego on doprowadził? O jej bólu, alkoholizmie, depresji?

Damiano nic nie odpowiedział. Wciąż oglądał szkice, które wykonała na kartkach, bez wątpienia uzupełniając je w myślach o własne pomysły.

– Damiano… – Jej głos zabrzmiał teraz o wiele bardziej rozpaczliwie. Bezwzględnie musiała wyjść o czasie.

– Kim jest ten wyjątkowy człowiek, przez którego tak błagasz?

Na jego usta wrócił drwiący uśmiech, a przenikliwe oczy były pełne ciekawości.

– Nie błagam! Po prostu muszę wyjść.

Oparł się o stół i skrzyżował ramiona, skupiając na niej całą uwagę.

– To nie może być zwykłe spotkanie. Na pewno jakaś szczególna randka. Ale nie martw się. Jeśli jest coś wart, to poczeka.

Riva pokręciła głową, starając się nie pokazać po sobie, jak bardzo jest zaniepokojona.

– Obiecałam. Muszę dotrzymać słowa.

Wziął do ręki jej telefon komórkowy, który leżał na stole.

– W takim razie zadzwoń do niego – polecił, podając aparat Rivie.

Chwyciła go gwałtownie.

– Nie – burknęła, niezadowolona, że Damiano się z nią drażni. – Muszę po prostu być o czasie!

– Jakie poświęcenie! To musi być ktoś naprawdę wyjątkowy.

– Jest! – warknęła, choć natychmiast tego pożałowała.

– A czy on wie, że wystarczy, by dotknął cię inny mężczyzna, a zapomnisz o jego wyjątkowości? – drwił, a wspomnienie tego, co stało się przed chwilą, rozpaliło jej policzki ognistym rumieńcem.

– Jeśli masz na myśli twój atak na mnie, byłam zupełnie zaskoczona. To wszystko.

– Doprawdy? W takim razie chciałbym zobaczyć, jak zareagowałabyś, gdybym… przygotował cię, carissima.

Przypomniała sobie, jak fachowo „przygotował’’ ją ostatnim razem. Podniecenie uczyniło ją niezdolną do odpowiedzi. Była cała spięta, gdy odezwał się ponownie głosem, w którym nie brzmiało już nic prócz profesjonalizmu.

– Mam się spodziewać, że będziesz uciekać z każdego naszego spotkania? I to informując mnie w ostatniej chwili?

– Oczywiście, że nie. Zresztą nie wydawałoby ci się to ostatnią chwilą, gdybyś zjawił się tu wcześniej i pozwolił mi uprzedzić cię, że muszę dziś wyjść punktualnie.

– W porządku – zgodził się wreszcie. – Ale na przyszłość pamiętaj, że na czas tego zlecenia to mnie w pierwszej kolejności należy się twoja lojalność.

Akurat! – pomyślała, zamykając laptop. Chwyciła torbę i papiery i czmychnęła.

ROZDZIAŁ TRZECI

Zegar na tablicy rozdzielczej wskazywał dziesięć po piątej, gdy wyjechała z dziedzińca na zacienioną drzewami uliczkę prowadzącą do dwupasmowej jezdni.

– Jak to się mogło stać? – zapytała na głos. Jak to możliwe, że pracuje dla niewidzianego od pięciu lat Damiana D’Amico? Ba, nie tylko pracuje – jest na każde jego zawołanie!

Wyjechała na ruchliwą ulicę i choć z całych sił starała się skupić na jeździe, wspomnienia pochłonęły ją jak wy-

sokie fale.

Riva urodziła się, gdy jej mama miała zaledwie osiemnaście lat. Ojciec, którego pamiętała jak przez mgłę, raz po raz pojawiał się w ich życiu i znikał z niego. Zanim podrosła, trafił do więzienia, a jego śmierć wkrótce po wyjściu zza krat sprawiła, że Riva i jej mama nieuchronnie popadły w ubóstwo.

Młoda, uzdolniona i piękna Chelsea miała wielu adoratorów, którzy chętnie zadbaliby o nią i jej córkę. Ale uparta, niezależna kobieta była zdecydowana poradzić sobie sama.

Chelsea, nieufna i rozgoryczona przykrym doświadczeniem z ojcem Rivy, zawsze przestrzegała córkę przed uleganiem cielesnym żądzom. Nic więc dziwnego, pomyślała, że Damiano tak łatwo zdołał wykorzystać jej brak doświadczenia do własnych celów. Nigdy nie zapomniała wrażenia, jakie wywarł na niej, gdy po raz pierwszy ujrzała go w willi Marcella. Intrygujących rysów jego śniadej twarzy, olśniewającego uśmiechu, zapierającej dech zmysłowości. Ani ognia w jego oczach, który rozpalił wszystkie części jej niewinnego ciała. W tych oczach czaiła się jednak także podejrzliwość, której Riva nie rozpoznała. Swój prawdziwy zamiar ukrył pod maską czaru, który mylnie zinterpretowała jako odwzajemnione przyciąganie. Bowiem pod pretekstem uczczenia zaręczyn wuja przyjechał tu, by prześwietlić jego narzeczoną i jej córkę.

W głowie Rivy mignął obraz łagodnego mężczyzny o srebrnych włosach, który zdobył serce Chelsea i po raz pierwszy, odkąd sięgała pamięcią, uczynił jej mamę całkowicie szczęśliwą. Był od niej niemal dwukrotnie starszy, ale Rivie to nie przeszkadzało. Mama była w nim zakochana po uszy, on w niej, a Riva cieszyła się ich szczęściem, ani przez chwilę nie myśląc o tym, jaki Marcello jest bogaty. Była po prostu zadowolona, że samotność i depresja Chelsea wreszcie odejdą w zapomnienie.

Po uroczystym obiedzie, na lekkim rauszu po wypiciu szampana, udały się na przechadzkę po imponujących ogrodach Marcella. Był to jeden z ostatnich parnych, błogich dni, zanim rozpętała się burza.

– Widziałam, jak na ciebie patrzy – powiedziała Chelsea, gdy ich rozmowa nieuchronnie zeszła na temat Damiana. – Widziałam i mogę powiedzieć tylko, że niezłe z niego ziółko. Nie, nie takie jak twój ojciec. Chodzi mi raczej o typ, którego pragnie wiele kobiet, ale wszystkie później gorzko tego żałują, zwłaszcza gdy porzuca je dla kolejnego łatwego podboju. Jestem pewna, że niejedna się o tym przekonała na własnej skórze.

Rivia miała wrażenie, że słowa matki wyczarowały go spod ziemi. Damiano pojawił się przed nimi na rozpalonej ścieżce.

– Dzień dobry, Damiano!

– Marcello pani szuka – oznajmił, ignorując serdeczny ton Chelsea. – Chyba czuje się opuszczony.

Dźwięk imienia narzeczonego wystarczył, by oczy Chelsea rozbłysły. Chcąc jak najprędzej znaleźć się przy nim, obróciła się odrobinę za szybko i potknęła na nierównej ścieżce. Riva wyciągnęła ramię, by ją podtrzymać.

Chelsea zachichotała, wyraźnie zawstydzona swoją niezdarnością w obecności tego eleganckiego mężczyzny.

– Chodź, Riva – powiedziała, chcąc oddalić się od niego. – Wracamy.

– Ty nie, signorina.

To polecenie zaskoczyło Rivę, sprawiło, że przeszył ją dreszcz. Jeszcze bardziej zaskakująca była ciepła, śniada dłoń, która gwałtownie chwyciła ją za rękę. Miała wrażenie, że znalazła się w pułapce. Gdyby tylko posłuchała wtedy instynktu i uciekła od niebezpieczeństwa, przed którym ostrzegała ją Chelsea!

– Twoja mama chyba wypiła za dużo szampana – stwierdził, patrząc, jak Chelsea wraca chwiejnym krokiem do willi z rozwianymi blond włosami. Riva wyczuła w jego tonie dezaprobatę.

– Wcale nie. Po prostu jest szczęśliwa. – Natychmiast stanęła w obronie Chelsea. – A nawet gdyby za dużo wypiła, to co? Cieszy się nadchodzącym ślubem, to wszystko. Nie podoba ci się, że ktoś jest szczęśliwy? – zapytała wyzywająco, po czym, rzucając mu spojrzenie spod rzęs, dodała nieco bardziej kokieteryjnie, niż zamierzała: – Nie lubisz czuć się szczęśliwy, Damiano? – Zdała sobie sprawę, że jego palący wzrok przeniósł się z jej twarzy na dekolt.

– Si. Lubię – wyszeptał, a opadające brwi nie były w stanie ukryć pożądania w jego oczach. Poczułby się szczęśliwy, gdyby pociągnął sznurki jej zwiewnej bluzki i dał jej przyjemność, jakiej nigdy dotąd nie zaznała. – A ty, Rivo? A może, jeżeli twoja matka wyjdzie za Marcella, powinienem nazywać cię kuzynką? – Poufały ton, którym wypowiedział te słowo, świadomość, że w wyobraźni już pieści ją swymi długimi palcami, i ten głos, stworzony do mówienia czułości ukochanej kobiecie, rozpaliły krew w jej żyłach.

– Jak to: „jeżeli’’? Chyba chciałeś powiedzieć „kiedy’’?

Obdarzył ją leniwym uśmiechem, na widok którego poczuła, że tonie w jego niesamowitych hebanowych oczach. Przyciągnął ją delikatnie do siebie, muskając ustami wargi w leciutkim pocałunku, który doprowadził jej zmysły do szaleństwa, po czym, starając się ją udobruchać, wyszeptał uwodzicielskim głosem:

– Si. Kiedy.

Były to pierwsze z wielu błogich chwil, które spędzili tylko we dwoje. Riva nie przestawała jednak denerwować się w jego obecności; była zdumiona, że tak zabójczo atrakcyjny mężczyzna mógł się nią zainteresować.

Chciał wiedzieć o niej wszystko. Skąd pochodzi, kim jest, co jest dla niej ważne. Nikt dotąd nie sprawił, że poczuła się taka wyjątkowa, ani tak świadoma tego, że jest kobietą. Jednak wiedząc, że bez wahania odtrąciłby ją, gdyby znał prawdę, nakreśliła przed nim wymyślny, efektowny obraz samej siebie, łącząc fakty i fikcję w opowieść, która zdołała oszukać nawet tak doświadczonego mężczyznę jak Damiano D’Amico. Ani przez chwilę nie przypuszczała, że zastawia na nią pułapkę.

Gdy postanowił przedłużyć swój pobyt w willi, uznała, że to ze względu na nią.

– Uważaj, Rivo – przestrzegła ponownie Chelsea, zdając sobie sprawę, jak bardzo podekscytowana jest jej córka. Znajdowały się w pokoju Rivy. Eksperymentowały z makijażem, bo Marcello zabierał Chelsea na kolację. Mama pożyczyła wtedy od niej sukienkę, która tak jej się podobała. Wyglądała młodo, nowocześnie, zjawiskowo…

– Wiem, że jest przystojny, dojrzały i o wiele ciekawszy niż chłopcy, z którymi się dotąd spotykałaś, ale jest zbyt doświadczony dla kogoś w twoim wieku. Może i jesteśmy do siebie podobne, ale żyję nieco dłużej niż ty i nie chciałabym, żeby ktoś skrzywdził moją dziewczynkę.

– Nie jestem już twoją dziewczynką, Chelsea. Nie wiem, czy zauważyłaś, ale dorosłam.

– Wiem. – Stojąc za siedzącą przy toaletce córką, Chelsea pochyliła się i ucałowała ją w czubek głowy. – Zauważyły to też takie niebezpieczne stwory jak Damiano D’Amico. I to mnie niepokoi.

Och, mamo! – rozpaczała w duchu Riva. Gdybym tylko cię wówczas posłuchała!

– Nie martw się. Dam sobie z nim radę – odpowiedziała wtedy. Jak bardzo się myliła! Tak naprawdę nawet nie zdawała sobie sprawy, że racząc Damiana coraz to nowymi kłamstwami, igra z ogniem…

– Wiesz, co robisz, prawda? – wyszeptał Damiano pewnej nocy w swoim pokoju, gdy sprawy wymknęły im się spod kontroli, a jej dłonie wkradły mu się pod koszulę. Pragnęła zsunąć ją z jego ramion, by móc go zobaczyć, dotykać, poczuć pod palcami ciało, w którym kryła się potężna siła. Tego wieczoru pozwoliła mu zaprowadzić się do sypialni, świadoma, że nie ma już odwrotu. Chyba że wyzna mu prawdę.

Choć obawiała się tego, do czego prowadziły ich pieszczoty, jeszcze bardziej bała się, że Damiano odtrąci ją z odrazą i wyśmieje jej niewinność i brak doświadczenia, jeśli pozna prawdę. Dlatego gdy zapytał, czy bierze tabletki antykoncepcyjne, gorączkowym głosem odparła, że tak.

Niemal od razu zorientował się, że to kłamstwo, ale żar namiętności strawił nawet jego żelazną siłę woli. Sprawy zaszły zdecydowanie za daleko…

Gdy po wszystkim wyczerpana Riva opadła na poduszki, łapiąc z trudem powietrze, Damiano odskoczył od niej z prędkością szalejącego w górach wiatru i – takie odniosła wrażenie – z równie przenikliwym chłodem.

– Co to, u licha, było?

Riva wzdrygnęła się na dźwięk jego pełnych złości słów.

– Kłamałaś! Sądziłaś, że ujdzie ci to na sucho?

Był wściekły. Zupełnie tego nie rozumiała. Jeśli ją ko-

chał, powinien być zadowolony, dumny…

– Nie sądziłam, że będziesz miał mi to za złe.

– Nie sądziłaś, że będę miał ci to za złe! – Damiano wstał i odwrócił się od łóżka. Otwartą dłonią uderzył się w czoło. - Mamma mia! Czy ty w ogóle pomyślałaś?

Zawstydzona jego niespodziewaną reakcją i tym, że uznał ją za nierozsądną, zasłoniła się prześcieradłem i zapytała szczerze:

– Dlaczego to, że byłam dziewicą, wywołuje w tobie taki niesmak? Nie powinieneś się raczej z tego cieszyć?

– Nie, nie powinienem! Wyobrażałaś sobie, że będzie inaczej? Że powiem: „Grazie, signorina! To bardzo miłe z twojej strony’’?

– Przestań! – Nie mogła dłużej tego znieść. Ani jego nastroju, ani przykrych słów, które sprowadzały to, co zaszło między nimi, do nic nieznaczącego zdarzenia. A nawet, gorzej – do czegoś plugawego. Poczuła się jak panienka lekkich obyczajów.

– A jeśli zaszłaś w ciążę? Wzięłaś to pod uwagę?

Tak, myślała o tym, ale tylko przez chwilę, zatracona w wirze emocji: pożądania, namiętności, zawstydzenia, lęku przed odrzuceniem.

– Naprawdę uważasz, że będę miał dla ciebie choć odrobinę współczucia, jeśli za kilka tygodni przyjdziesz do mnie i oznajmisz, że spodziewasz się dziecka?

Zdrętwiała, zdawszy sobie sprawę, co oznaczały te słowa. Nie kochał jej! Wydawało jej się, że Damiano nie jest w stanie zranić jej jeszcze mocniej, dopóki nie zapytał:

– A może to wszystko było częścią jakiegoś planu?

Zmarszczyła czoło z bólu i zażenowania.

– Co? – Nie rozumiała, o co mu chodzi. – Jakiego planu?

– To dlatego skłamałaś, że się zabezpieczasz? – Z każdą sylabą jego rysy stawały się coraz surowsze. – Miałaś nadzieję, że usidlisz mnie tak samo, jak twoja matka podporządkowała sobie biednego, nic niepodejrzewającego Marcella? Czyżby wspaniałomyślny podarunek w postaci twojego dziewictwa był przebiegłą sztuczką? Starsza bierze wuja, młodsza zwodzi jeszcze bogatszego bratanka!

Nawet teraz Riva skrzywiła się na wspomnienie jego okrutnych słów. Mimo że to on ją wykorzystał, z czego nie zdawała sobie wtedy sprawy, nie mógł znieść myśli, że sam mógłby stać się ofiarą podobnego traktowania.

– Nie! – rzuciła, nie zgadzając się z żadnym z bezwzględnych oskarżeń, które rzucił. – Zresztą naprawdę się zabezpieczam! – Nie mogła zdzierżyć świadomości, że Damiano wie, jak lekkomyślnie postąpiła. – A moja mama nie usidliła Marcella! Jak w ogóle możesz tak mówić?

Puszczając mimo uszu ostatnie pytanie, stwierdził jedynie:

– Byłaś dziewicą.

Wzruszyła żałośnie ramionami.

– No to co? Wiedziałam, że jadę do Włoch – ciągnęła, mnożąc kłamstwa i pogarszając swoją sytuację. Nie chciała, by myślał, że jest głupia i nierozważna, a przede wszystkim, że może być w nim zakochana. – Każda dziewczyna musi kiedyś zacząć.

– I wybrałaś do tego mnie? – Zaczął się ubierać. – Pochlebia mi to! – Jego głos, mina i gwałtowne ruchy nie pozostawiały wątpliwości, że jest wprost przeciwnie. – Mam szczerą nadzieję, że cię nie rozczarowałem. Chyba że okrzyki rozkoszy, którymi mnie uraczyłaś, były tak samo fałszywe jak ty sama.

Nie zapiąwszy nawet koszuli, wypadł z pokoju i zatrzasnął drzwi.

Kilka dni później do Rivy przyszła z płaczem mama. Marcello zerwał zaręczyny. Jak się okazało, Damiano kazał prześwietlić obie kobiety i przekonał wuja, że ich dołączenie do rodu D’Amiców byłoby niestosowne. Dowiedział się o ojcu Rivy, o demonstracjach, na które chodziła Chelsea, o jej pracy w obskurnych pubach i knajpach. O jej załamaniach emocjonalnych. Mieszkaniu, które opuściła niegdyś pod osłoną nocy, ciągnąc za sobą zaspaną sześciolatkę, nie zapłaciwszy czynszu.

Choć nigdy nie zdradziła mu żadnej z tych tajemnic, Riva zdała sobie sprawę, że to ona, w czasie ich długich rozmów, podsyciła w nim podejrzenia, które miał od początku. Aż wreszcie odkrył prawdę o wszystkich rzeczach, które mama i ona starały się ukryć, a raczej o których chciały zapomnieć.

Gdy stanęła z nim twarzą w twarz, trzęsąc się ze złości i rozgoryczenia, z ogromną satysfakcją nazwał ją oszustką. Nie miała nic na swoją obronę.

– Wybacz, jeśli nie będę rozpaczał, że nazwisko mojego rodu nie zostanie zbrukane przez osoby takie jak ty i twoja matka, carissima.

Sarkazm, z jakim wypowiedział to słowo, ugodził ją niczym ostrze. Przypomniała sobie, jak czule szeptał do jej ucha, gdy wierzyła, że mówi szczerze.

– Wykorzystałeś mnie.

Odniosła wrażenie, że na jego surowej twarzy mignęło jakieś tłumione uczucie. Ale chłodnym, obojętnym tonem powiedział jedynie:

– A ty się nie opierałaś.

Powstrzymała się przed spoliczkowaniem go. Odebrał jej wszystko: dziewczęce marzenia, dumę, niewinność, a przede wszystkim rzecz najważniejszą: szczęście mamy. Nie zamierzała pozwolić, by odarł ją również z godności.

– Wygląda na to, że oboje mieliśmy swoje cele – dodał. – Moim było podtrzymanie dobrego imienia własnej rodziny.

– Nie masz żadnych skrupułów – wydusiła. Wciąż nie wierzyła własnym uszom. Gorączkowo szukała w jego oczach choćby cienia skruchy. Nic jednak nie znalazła. – Wobec tego najwyraźniej jesteśmy ulepieni z tej samej gliny. A teraz muszę wracać do pracy.

Dobrze pamiętała ich wyjazd tego popołudnia. Pożegnał je tylko służący. Wkrótce potem Chelsea popadła w depresję. Bywały tygodnie, gdy wydawało się, że jej stan się poprawia, ale nadzieje Rivy, że wyjdzie z tego, okazały się płonne.

Gdy pewnego dnia wróciła z zakupów i na próżno starała się obudzić leżącą w pokoju mamę, nie musiała nawet zadawać sobie pytania, dlaczego to się stało.

Damiano! Zniszczył szczęście jej mamy, a ból spowodowany stratą doprowadził do tragedii. Riva nie miała wątpliwości, że to on jest winien.

Tygodniami płakała do poduszki, żałując, że go poznała, że Chelsea poznała Marcella, że pojechała z nią do Włoch.

Trudno, pomyślała teraz, zatrzymując samochód przed domem z kolorowym szyldem. Była jedna dobra rzecz, która wynikła z tego ponurego okresu w jej życiu.

Tytuł oryginału: Sins of the Past

The Far Side of Paradise

Innocent Virgin, Wild Surrender

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2011

Harlequin Mills & Boon Limited, 2011

Harlequin Mills & Boon Limited, 2010

Opracowanie graficzne okładki: Emotion Media

Redaktor prowadzący: Grażyna Ordęga

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

Korekta: Ewa Wójcik

© 2011 by Elizabeth Power

© 2011 by Robyn Donald

© 2010 by Anne Mather

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2012, 2013, 2018

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

HarperCollins jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce: 123.rf.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

ul. Starościńska 1B lokal 24-25

02-516 Warszawa

www.harpercollins.pl

ISBN: 978-83-276-3968-4

Konwersja do formatu EPUB:

Legimi Sp. z o.o.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Jak w raju Zakochani na Karaibach - Tylko w Legimi możesz przeczytać ten tytuł przez 7 dni za darmo. Dziewczyna z baru Miłosne ryzyko Grecka przygoda Brazylia, moja miłość 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Mroczny las Sztuka kochania Kocham Rzym Czas pokaże Nie tacy oni straszni After 4. Bez siebie nie przetrwamy