Lenin. Dyktator

Lenin. Dyktator

Autorzy: Victor Sebestyen

Wydawnictwo: Prószyński i s-ka

Kategorie: Biografie Historia

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

cena od: 49.89 zł

Lenin wymyka się schematom, którym podlegali wszyscy późniejsi dyktatorzy. Nie działał wyłącznie za pomocą terroru. Pod wieloma względami był fenomenem politycznym, demagogiem, szafującym obietnicami bez pokrycia, kłamstwami i wyznającym prostą zasadę, że cel uświęca środki. Nie był sadystą, szaleńcem ani nawet fanatykiem. Przedkładał taktykę nad doktrynalną czystość i potrafił diametralnie zmieniać zdanie, gdy było to opłacalne. W kontaktach osobistych uprzejmy dżentelmen z wyższej klasy średniej, nigdy nie zakładał mundurów ani nie pytał o szczegóły śmierci ofiar, które miały dla niego jedynie wymiar liczbowy. Stworzył system oparty na idei, że terror jest usprawiedliwiony wyższymi racjami, który został następnie udoskonalony przez Stalina. Pragnął władzy i pragnął zmienić świat. Osiągnął jedno i drugie. Bolszewicki przewrót 1917 roku postawił świat na głowie, a jeszcze sto lat później Rosja i wiele innych krajów pozostaje pod przemożnym wpływem komunizmu.

Biografia Lenina autorstwa Victora Sebestyena to nie tylko wnikliwe studium dyktatury. To także – a może przede wszystkim – głęboki, intymny portret człowieka odpowiedzialnego za największy horror ludzkości.

Victor Sebestyen - brytyjski dziennikarz pochodzenia węgierskiego. Pracował m.in. dla "London Evening Standard", "The Times", "Daily Mail" i "Newsweeka". Jako zagraniczny korespondent opisywał upadek komunizmu i wojnę w Jugosławii. Jest autorem książki poświęconej węgierskiemu powstaniu 1956 r. i upadkowi sowieckiego imperium w 1989 r.

Tytuł oryginału

LENIN THE DICTATOR

Copyright © Victor Sebestyen 2017

All rights reserved

First published by Weidenfeld & Nicolson,

an imprint of the Orion Publishing Group, London

Projekt okładki

Prószyński Media

Zdjęcie na okładce

© Fine Art Images/Indigo Images

Zdjęcia na wkładce

BEW; East News; Forum; Getty Images; Indigo Images

Redaktor prowadzący

Adrian Markowski

Redakcja

Renata Bubrowiecka

Korekta

Małgorzata Denys

ISBN 978–83–8123-763-5

Warszawa 2018

Wydawca

Prószyński Media Sp. z o.o.

02–697 Warszawa, ul. Gintrowskiego 28

www.proszynski.pl

Pamięci C.H.

Wprowadzenie

Po jednej ze stron placu Czerwonego w Moskwie nadal można zobaczyć widok dobrze znany każdemu, kto odwiedził Związek Radziecki w ostatnich latach komunizmu. Każdego dnia ludzie w długiej kolejce cierpliwie czekają na bilet wstępu do Mauzoleum Lenina, potężnej marmurowej budowli wzniesionej pod koniec lat dwudziestych XX wieku. Czekanie może trwać całe wieki, sama wizyta – ledwo chwilę. Zwiedzający schodzą do podziemia i kilkumetrowym, pogrążonym w półmroku korytarzem o nagich ścianach docierają do trumny. Na zabalsamowane ciało, które spoczywa w niej na czerwonym aksamicie niemal od dziewięćdziesięciu lat, pada silne światło. Tłum jest tu taki, że każdy ma najwyżej pięć minut na oddanie hołdu – albo po prostu na pogapienie się. Wśród odwiedzających to miejsce są nieliczni cudzoziemcy. Ogromna większość to Rosjanie.

Mauzoleum sprawia makabryczne wrażenie, niezależnie od tego, kto jest w nim złożony. Ale największym anachronizmem wydaje się to, że dwadzieścia pięć lat po rozpadzie Związku Radzieckiego Włodzimierz Iljicz Lenin nadal przyciąga takie tłumy. Wszyscy wiedzą, jakie spustoszenie uczynił; niewielu podziela jeszcze wiarę, której był orędownikiem. Lecz w Rosji Lenin nadal przykuwa uwagę, a nawet jest przedmiotem uwielbienia.

Obecny przywódca Rosji, Władimir Putin, nie miał najmniejszego zamiaru pozbywać się grobowca. Wręcz przeciwnie, w 2011 roku zatwierdził ogromne wydatki na naprawę mauzoleum, kiedy pojawiło się zagrożenie, że się zawali. Kult Lenina przetrwał więc, nawet jeśli w zmienionej postaci. Dziadek Putina, Spiridon, był kucharzem Lenina po rewolucji październikowej, ale to nie rodzinne uczucia obecnego prezydenta Rosji sprawiły, że szczątki Lenina nadal spoczywają w tym miejscu. Putinowi chodziło raczej o pokazanie historycznej ciągłości, jasny sygnał, że Rosja nadal potrzebuje – tak jak zawsze potrzebowała – dominującego, bezwzględnego, autokratycznego przywódcy, szefa czy – jak to się mówi po rosyjsku – wożda. Grobowiec Lenina symbolizował kiedyś ideologię internacjonalistyczną, jaką był komunizm. Teraz stał się ołtarzem zmartwychwstającego rosyjskiego nacjonalizmu.

Zabalsamowane zostało nie tylko ciało Lenina. „Zachowany” został również jego charakter; jego osobowość, motywacje i zamiary rzadko poddawano po 1991 roku ponownej ocenie, nawet w świetle nowych informacji o nim, jakie pojawiły się, gdy Rosjanie zaczęli otwierać swoje archiwa. W Związku Radzieckim wszystkie biografie Lenina były hagiografiami, których lektura była obowiązkowa w szkołach, a dzieci uczono nazywać założyciela państwa radzieckiego dieduszką (dziadkiem) Leninem. Nawet ostatni pierwszy sekretarz partii komunistycznej Michaił Gorbaczow nazywał go wyjątkowym geniuszem i często cytował. Lenin był filarem bolszewickiej ortodoksji pod wszystkimi względami.

W obozie przeciwników komunizmu głoszono coś dokładnie przeciwnego. Lenin mógł wprawdzie nie być tak zły jak Stalin, ale stworzył przecież jedną z najbardziej okrutnych tyranii w historii – oraz model państwa, który w pewnym momencie był kopiowany przez niemal pół świata. Najczęściej – choć istnieją tu pewne wyjątki – gdy trwała jeszcze zimna wojna, biografowie Lenina sytuowali się po jednej lub drugiej stronie tego ideologicznego podziału. Ale te teoretyczne spory straciły na znaczeniu, kiedy zburzony został mur berliński, a Związek Radziecki się rozpadł.

Świat komunistyczny, który stworzył Lenin – w znacznej mierze na podobieństwo do ascetycznego obrazu samego siebie – mógł pokryć się kurzem historii. Ale nadal ma on dziś duże znaczenie. Po zakończeniu zimnej wojny zatriumfował neoliberalizm wraz z ideą demokracji; socjalizm w różnych jego odmianach został zdyskredytowany. Wydawało się, że nie ma alternatywnej koncepcji wobec politycznych i gospodarczych rozwiązań oferowanych przez zglobalizowane rynki. Ale po kryzysie bankowym i recesji z lat 2007–2008 świat się zmienił i znaczna część społeczeństw zachodnich straciła zaufanie do samego procesu demokratycznego. Dla milionów ludzi założenia, które dwa pokolenia traktowały jako pewniki, podstawę życia, całkowicie się zdewaluowały. Gdyby Lenin żył, najprawdopodobniej uznałby świat z 2017 roku za znajdujący się na krawędzi momentu rewolucyjnego. Jego postać zyskuje na znaczeniu nie ze względu na błędne, krwawe i prowadzące do morderstw decyzje, lecz ze względu na to, że zadawał te same pytania, jakie my stawiamy dziś sobie w odniesieniu do podobnych problemów.

Miliony ludzi i niebezpieczni populistyczni przywódcy z lewej i prawej strony sceny politycznej powątpiewają, czy liberalnej demokracji udało się stworzyć sprawiedliwe społeczeństwo oraz umocnić wolność i dobrobyt lub też poradzić sobie z narastającą nierównością i niesprawiedliwością. Takie określenia jak „globalna elita” i „1 procent” używane są dziś w zdecydowanie Leninowski sposób. Oczywiście trudno zakładać, że rozwiązania Lenina zostaną znów gdzieś wprowadzone w życie, ale stawiane przez niego pytania są nadal aktualne i ciągle można na nie odpowiedzieć za pomocą równie krwawych metod.

Lenin przejął władzę w drodze przewrotu, ale nie działał wyłącznie za pomocą terroru. Pod wieloma względami był całkowicie współczesnym fenomenem politycznym – tego rodzaju demagogiem, jakich dobrze znamy z zachodnich demokracji, jak również dyktatur. Kiedy dążył do władzy, obiecywał ludziom wszystko. Oferował proste rozwiązania skomplikowanych problemów. Bezwstydnie kłamał. Wskazywał kozłów ofiarnych, którch mógł później nazwać „wrogami ludu”. Usprawiedliwiał swoje działania tym, że zwycięstwo jest wszystkim: cel uświęca środki. Każdy, kto śledził ostatnie wybory w rzekomo rozwiniętych kulturach politycznych Zachodu, mógłby rozpoznać jego metody. Lenin bowiem jest ojcem tego, co obecni komentatorzy, niemal sto lat po jego śmierci, nazywają polityką postprawdy.

Lenin uważał siebie za idealistę. Nie był potworem, sadystą albo nikczemnikiem. W relacjach osobistych był niezmiennie uprzejmy i zachowywał się tak, jak go wychowano, jak dżentelmen z wyższej klasy średniej. Nie był próżny. Potrafił się śmiać – czasami nawet z samego siebie. Nie był okrutny: w przeciwieństwie do Stalina, Mao Zedonga albo Hitlera nigdy nie pytał o szczegóły śmierci swoich ofiar, napawając się tą chwilą. Dla niego niemal każda ofiara była jedynie abstrakcją, wyłącznie liczbą w rachunku. Nigdy nie przyodziewał się w mundury albo tuniki w wojskowym stylu, co uwielbiają inni dyktatorzy. Ale w czasach, gdy mścił się na innych rewolucjonistach, i później, gdy kurczowo trzymał się władzy, nigdy nie okazał wspaniałomyślności pokonanemu przeciwnikowi ani nie dokonał żadnego humanitarnego czynu, jeśli nie było to politycznie opłacalne.

Zbudował system oparty na idei, że terror polityczny wobec oponentów jest usprawiedliwiony większym celem. Później koncepcja ta została udoskonalona przez Stalina, ale sama idea usprawiedliwienia tych czynów była Leninowska. Lenin nie zawsze był złym człowiekiem, lecz robił straszliwe rzeczy. Andżelika Bałabanowa, jedna z jego starych towarzyszek, która go podziwiała, ale z czasem coraz bardziej się go bała i nienawidziła, stwierdziła – z dużą dozą przenikliwości – że tragedią Lenina było to, że (jak ujął to Goethe w odniesieniu do swego Fausta) – pragnął dobra, ale... czynił zło. Największym złem, jakie Lenin wyrządził, było to, że pozostawił człowieka takiego jak Stalin na stanowisku przywódcy Rosji po swojej śmierci. Była to historyczna zbrodnia.

Lenina często przedstawia się jako zatwardziałego ideologa, komunistycznego fanatyka i jest to do pewnego stopnia prawdą. Nieustannie perorował o teorii marksistowskiej – „Bez teorii nie może być partii rewolucyjnej”, mawiał po wielekroć. Ale zapomina się o tym, co znacznie częściej mówił swoim zwolennikom: „Teoria jest wskazówką, a nie Pismem Świętym”. Kiedy ideologia zderzała się z oportunizmem, niezmiennie przedkładał ścieżkę taktyki nad doktrynalną czystość. Potrafił całkowicie zmienić zdanie, jeśli sprzyjało to jego celowi. Poza tym w równym stopniu jak ideologia napędzały go emocje. Pragnienie zemsty za śmierć starszego brata, straconego za udział w spisku mającym na celu zabicie cara, motywowało Lenina równie mocno jak jego wiara w Marksowską teorię wartości dodatkowej.

Pragnął władzy i pragnął zmienić świat. Zachował osobistą władzę tylko przez nieco ponad cztery lata, zanim pogarszające się zdrowie uczyniło go fizycznie i umysłowo niesprawnym. Ale zgodnie z jego słowami rewolucja bolszewicka z 1917 roku postawiła świat na głowie. Ani Rosja, ani wiele innych państw od Azji po Amerykę Południową nie otrząsnęło się z jej skutków do dzisiaj.

Dla biografa kwestie polityczne stają się kwestiami osobistymi, jak Lenin sam miał niekiedy stwierdzać. Był więc on dzieckiem swoich czasów i swojego miejsca: pełnej przemocy, tyrańskiej i skorumpowanej Rosji, a państwo rewolucyjne, które stworzył, było nie tyle socjalistyczną utopią, jaką sobie wymarzył, ile zwierciadlanym odbiciem samodzierżawia Romanowów. Fakt, że Lenin był Rosjaninem, jest równie ważny jak jego marksistowska wiara.

Leninowi rzadko pozwalano pojawiać się w zimnowojennych wersjach jego biografii jako zwykłej osobie. Żadna ze stron bowiem nie chciała, żeby okazał się ludzki, ponieważ nie zgadzałoby się to z jej ideologią. Nie był zimny, racjonalny i jednowymiarowy, jak często go przedstawiano. Często ulegał emocjom i wpadał w taki gniew, który niemal czynił go niezdolnym do działania. Napisał bardzo wiele tekstów poświęconych filozofii i ekonomii marksistowskiej, z których część jest obecnie niezrozumiała. Kochał jednak góry niemal równie mocno jak rewolucję i pisał lirycznie o wędrówkach po Alpach i przechadzkach po wiejskich okolicach. Lubił przyrodę, polowanie, strzelanie i łowienie ryb. Rozpoznawał setki gatunków roślin. „Notatki z natury” i listy do rodziny ukazują tę stronę Lenina, która zaskoczyłaby ludzi wyobrażających go sobie jako odległą i pozbawioną uczuć postać.

Jedną z niespodzianek, na jakie natknąłem się, prowadząc badania do tej książki, było odkrycie, że niemal wszystkie ważne relacje w życiu Lenina łączyły go z kobietami. Ukazuje to kolejną jego mało znaną stronę: Lenina zakochanego. Jego żona Nadieżda – Nadia – pozostawiła wygładzone i bezbarwne wspomnienia o ich wspólnym życiu; ale z nowych materiałów i poskładanych fragmentów historii, pochodzących z różnych źródeł, wyłania się jej obraz jako kogoś znacznie ważniejszego niż zwykła ciężko pracująca gospodyni domowa i sekretarka, jak się o niej zazwyczaj mówi. Lenin nigdy nie osiągnąłby tego, co osiągnął, bez niej. A przecież przez dekadę miał tajemny romans z czarującą, inteligentną i piękną Inessą Armand, której historia przewija się niemal przez połowę tej książki, ponieważ miała zasadnicze znaczenie dla emocjonalnego życia Lenina – oraz dla emocjonalnego życia Nadii. Jest to rzadki przykład romantycznego miłosnego trójkąta, którego uczestnicy zachowywali się tak, by niczego nie zdradzić. Jedynym momentem, w którym Lenin w widoczny sposób załamał się publicznie, był pogrzeb Armand, na trzy lata przed jego śmiercią.

Jeszcze w czasach Związku Radzieckiego, gdy wysłano mnie do Moskwy jako dziennikarza, mogłem osobiście zwiedzić gabinet i pokoje na Kremlu, które kiedyś zajmował Lenin. Niczego w nich podobno nie zmieniono, w każdym razie tak zapewniał oprowadzający mnie po nich wyższy aparatczyk partii komunistycznej. Uderzyło mnie to, jak zwykły był ich wystrój, jak banalny, jak mieszczański i – zupełnie niedyplomatycznie – palnąłem to, używając właśnie tych słów. Ku mojemu zaskoczeniu, ponieważ partyjne szychy rzadko w tamtych czasach wygłaszały heretyckie myśli, mój przewodnik wyznał: „Tak. Zawsze zastanawiałem się, jak mógł dokonać tak niezwykłych rzeczy”. Nigdy nie zapomniałem tego stwierdzenia. Oto jest próba odpowiedzi.

Victor Sebestyen

Londyn, październik 2016

Prolog

Coup d’état1

Powstanie jest sztuką, tak samo jak wojna.

Fryderyk Engels,

Rewolucja i kontrrewolucja w Niemczech,

1852

Są całe dekady, kiedy nic się nie dzieje – i są tygodnie, kiedy dzieją się całe dekady.

Włodzimierz Iljicz Lenin,

Najważniejsze zadanie naszych dni,

marzec 19182

Martwiła go peruka – kędzierzawa, siwoszara czupryna, która nieustannie zsuwała się z jego łysej jak kolano czaszki, grożąc zepsuciem przebrania. Włodzimierz Iljicz Uljanow – lepiej znany pod pseudonimem Lenin – walczył przez całe swoje dorosłe życie o tę chwilę. I oto był o krok od zdobycia absolutnej władzy w Rosji i wzniecenia rewolucji, która miała zmienić świat. Teraz zaś mocował się z tą żałosną czupryną, zaszyty w ciasnym mieszkanku na pierwszym piętrze budynku leżącego na robotniczych przedmieściach Piotrogrodu, podczas gdy kilka kilometrów dalej, w centrum miasta, inni tworzyli historię.

Dłużej nie mógł już znieść frustracji i niepewności. Wiedział, że wraz z małą grupą fanatycznych socjalistów, bolszewików, wzbudzał umiarkowaną sympatię ludu żyjącego w stolicy Rosji, a jeszcze mniejszą w pozostałej części kraju. Ich jedyną szansą na zdobycie pozycji było „przejęcie władzy od ulicy”, teraz, za pomocą powstania przeciwko słabemu rządowi, który mógł liczyć na jeszcze mniejsze poparcie. Odpowiednia chwila była wszystkim, jak Lenin zwykł powtarzać z monotonną regularnością. Ogłosił, że przewrót musi nastąpić w środę 25 października 1917 roku albo jego wrogowie przejmą i c h moment i pokrzyżują mu szyki. Miał czterdzieści siedem lat, nie był już najlepszego zdrowia, a gdyby poniósł porażkę, taka szansa mogła się już więcej nie pojawić.

Teraz był wtorkowy wieczór 24 października i Włodzimierz Iljicz nie miał pojęcia, czy którykolwiek aspekt planu wzniecenia powstania, jaki przygotowali jego towarzysze, był rzeczywiście wprowadzany w życie. Był dowódcą odciętym od swojego sztabu generalnego i swoich oddziałów. Mianował Komitet Wojskowo-Rewolucyjny do opracowania taktycznych szczegółów przewrotu, ale jego siedziba znajdowała się po drugiej stronie miasta, w kwaterze głównej bolszewików w Instytucie Smolnym, wielkim budynku, który dawniej był szkołą dla szlacheckich córek.

To towarzysze Lenina nalegali, żeby ze względów bezpieczeństwa pozostał w schronieniu wybranym dla niego w robotniczej dzielnicy Wyborskiej, w domu Margarity Fofanowej, lojalnej członkini partii, której nakazano pilnować, aby Lenin nie opuszczał mieszkania. Spędził więc większą część dnia na przemierzaniu z narastającą irytacją dużego pokoju tam i z powrotem. Niemal nikt go nie odwiedzał i nie dochodziły do niego żadne wieści mniej więcej do osiemnastej, kiedy to Fofanowa wróciła i powiedziała mu, że wydaje się, iż nigdzie w mieście nie ma ani śladu bolszewickich oddziałów szturmowych i czerwonogwardzistów. „Nie rozumiem ich – powiedział Lenin. – Czego, do cholery, się boją? Zapytaj po prostu, czy mają stu zaufanych żołnierzy albo czerwonogwardzistów z karabinami. To wszystko, czego mi trzeba”.

Zniecierpliwiony Lenin martwił się, że jego Komitet Wojskowy, którego niewielu członków miało jakiekolwiek doświadczenie bojowe, sfuszeruje przewrót. Gorzej – wyobrażał sobie, że jego cywilni towarzysze pod jego nieobecność w ogóle zrezygnowali z powstania. Wiedział, że wielu, nawet w jego najbliższym kręgu, wątpiło, że bolszewicy mogą przejąć władzę, nie mówiąc już o jej zachowaniu; niektórzy obawiali się też, że zawisną na latarniach, jeśli spróbują tego dokonać. Lenin, niemal jak zawsze od blisko dwóch dekad przewodzenia podziemnemu ruchowi rewolucyjnemu, narzucił im swoją wolę. Straszył ich, przymilał się, a wreszcie zaszantażował, że zrezygnuje, pozostawiając bolszewików bez sternika. Wreszcie dwa tygodnie temu uzyskał potwierdzenie, że większość ważnych figur partyjnych pójdzie za nim. Nadal jednak istniało ryzyko, że zmienią zdanie i odwołają przewrót. Władza mogła mu umknąć.

Lenin pośpiesznie nagryzmolił poruszającą prośbę do swoich towarzyszy: „Jasne jak słońce, że teraz już zwlekanie z powstaniem równa się śmierci – napisał. – Z całą mocą zapewniam towarzyszy, że teraz wszystko wisi na włosku (…). (…) czekać nie wolno. Trzeba za wszelką cenę dziś wieczorem, dziś w nocy aresztować rząd (…). Czekać nie wolno!! Można stracić wszystko!! (…) Historia nie wybaczy zwłoki rewolucjonistom, którzy mogli zwyciężyć dzisiaj (i na pewno zwyciężą dzisiaj), ale ryzykują, że jutro stracą wiele, ryzykują, że stracą wszystko. (…) Rząd chwieje się. Trzeba go d o b i ć za wszelką cenę” – po czym kazał Fofanowej zanieść notatkę do lokalnej siedziby partii i przekazać swojej żonie, Nadieżdzie Konstantinownej Krupskiej, „i nikomu innemu”. Miała się ona upewnić, że notatka dotrze do najwyższych urzędników partyjnych.

Lenin był zdesperowany, by dostać się do Smolnego. Dowódca powinien dowodzić, a nie się ukrywać. Wydano jednak nakaz jego aresztowania i znajdował się w niebezpieczeństwie. Żył w ukryciu od początku lipca, przez trzy miesiące w Finlandii, a przez ostatnie trzy tygodnie w Piotrogrodzie. Na początku władze bez przekonania podejmowały starania, by go schwytać, ale przed kilkoma dniami ostrzeżono bolszewików, że rząd jest teraz znacznie bardziej zdeterminowany, by go wytropić. Ryzyko utraty życia dodatkowo zwiększał fakt, że w Piotrogrodzie załamały się rządy prawa, a wzrost przemocy ze strony różnej maści kryminalistów sprawiał, że w niektóre rejony miasta niebezpiecznie było się zapuszczać. „Rabunki tak się rozpowszechniły, że spacerowanie po przedmieściach było niebezpieczne… – napisał pewien reporter. – Któregoś wieczoru widziałem, jak na ulicy Sadowej tłum złożony z kilkuset ludzi pobił i stratował na śmierć żołnierza schwytanego na kradzieży”3.

* * *

Niedługo po dwudziestej pierwszej w mieszkaniu pojawił się ochroniarz Lenina, Eino Rahja. Był to fiński bolszewik, który stał się bliski Leninowi w ciągu wielu lat spędzonych na wygnaniu. Powiedział, że rząd nakazał podniesienie wszystkich mostów na Newie. Gdyby się to udało, dzielnica Wyborska zostałaby odcięta od centrum, a jeśli rząd zmobilizowałby odpowiednią liczbę żołnierzy, mógłby dzielnica po dzielnicy przejąć kontrolę nad Piotrogrodem, odcinając oddziały Czerwonej Gwardii od siebie nawzajem i przecinając linie komunikacyjne. „Dobrze, zatem ruszamy do Smolnego” – powiedział Lenin. Rahja ostrzegł go, że nie ma transportu i będą musieli iść pieszo. „To zajmie całe godziny – i jest bardzo ryzykowne”. Obaj nie mieli przepustek, które pozwalałyby im wejść do centrum miasta. Lenin uznał więc, że w takim razie powinni wyruszyć natychmiast. Znalazł kawałek papieru i zostawił wiadomość dla Fofanowej: „Poszedłem tam, dokąd nie chcieliście, abym chodził. Do widzenia. Iljicz”.

Lenin przywdział swoje przebranie – stare ubranie robotnika, okulary i perukę, która nie chciała trzymać się na głowie, nawet gdy włożył robotniczą czapkę z daszkiem, która miała stać się znana w nadchodzących latach. Wcześniej tego lata zgolił charakterystyczną rudą bródkę. Teraz owinął jeszcze twarz brudną chustką i w razie zatrzymania miał mówić, że boli go ząb.

Wyszli w zimną, wietrzną noc. Lenin uważał, że będzie padać, dlatego włożył dodatkowo kalosze na buty. Przeszli kilkaset metrów, ale mieli szczęście, gdyż nadjechał na wpół pusty tramwaj. Pokonali nim kilka kilometrów i wysiedli na rogu piotrogrodzkiego Ogrodu Botanicznego, blisko Dworca Fińskiego, gdzie linia kończyła bieg. Autorzy wielu późniejszych radzieckich opracowań historycznych podają, że Lenin rozmawiał w tramwaju z konduktorką, która zapytała go: „Skąd jesteście? Nie wiecie, że będzie rewolucja? Wyrzucimy panów!”. Na co Lenin miał się roześmiać z całego serca i wyjaśnić kobiecie, jak przebiega rewolucja – ku wielkiej irytacji Rahji, który obawiał się, że Lenin się zdemaskuje.

Była już niemal północ, gdy tramwaj zatrzymał się przy moście Litiejnym. Wędrówka stała się trudna i niebezpieczna. Jeden koniec mostu był strzeżony przez Czerwoną Gwardię, której członkowie uwierzyli, że para to prawdziwi proletariusze, i przepuścili ją. Drugi koniec znajdował się wciąż w rękach oddziałów rządowych, które sprawdzały przepustki. Ale dwaj mężczyźni mieli znowu szczęście, bo dokładnie w tej chwili grupa robotników kłóciła się z żołnierzami, wykorzystali więc okazję, żeby minąć cichcem żołnierzy.

Ruszyli Prospektem Litiejnym – blisko Smolnego – ale wpadli na dwóch kadetów, młodych oficerów, którzy poprosili ich o dokumenty. Rahja był uzbrojony w dwa rewolwery i jeśli byłoby to konieczne, był gotów walczyć. Wpadł jednak na lepszy pomysł. Wyszeptał do Lenina: „Dam sobie z nimi radę, wy idźcie” – i Lenin ruszył dalej. Rahja odciągnął uwagę żołnierzy, wdając się z nimi w sprzeczkę, chwiejąc się na nogach i obrzucając ich obelgami. Kadeci początkowo sięgnęli po pistolety, ale w końcu pozwolili im przejść, myśląc, że to jedynie dwóch nieszkodliwych starych pijaków. Marksiści nie powinni wierzyć w szczęśliwy traf, przypadek albo zbieg okoliczności, tylko raczej wyjaśniać swoje życie za pomocą szerszych sił historycznych. Ale drugi z najbardziej wpływowych przywódców bolszewickich w 1917 roku, Lew Trocki, stwierdził po prostu, że gdyby Lenin został aresztowany, zastrzelony albo nie byłoby go w Piotrogrodzie, nie byłoby rewolucji październikowej.

Dotarli do „wielkiego Smolnego”, ogromnego budynku w stylu palladiańskim i w kolorze ochry, z kolumnową fasadą szeroką na ponad sto pięćdziesiąt metrów. Była to „wewnętrzna scena rewolucji”. Tej nocy „cały jaśniał od świateł i z daleka przypominał oceaniczny liniowiec na ciemnym morzu”. Gdy podeszło się bliżej, „brzęczał jak gigantyczny ul”. Młodzi czerwonogwardziści stali przed budynkiem, „stłoczona grupa chłopców w robotniczych ubraniach, którzy nosili karabiny z nasadzonymi bagnetami i rozmawiali między sobą nerwowo”, ogrzewając dłonie nad ogniskami. Lenina nie rozpoznano, ale jego problemy się nie skończyły. Wraz z Rahją mieli nieaktualne przepustki – białe zamiast nowych, czerwonych, wydanych rankiem tego dnia. „To śmiechu warte, co to za bałagan! – wykrzyknął Rahja. – Nie chcecie wpuścić członka Piotrogrodzkiej Rady!” Kiedy to nie zadziałało, Lenin również zaczął wykłócać się ze strażnikami. Dopiero gdy ludzie stojący za nim w kolejce zaczęli narzekać na zwłokę, napierać i przepychać się, strażnicy wpuścili ich do środka. „Lenin wszedł, śmiejąc się” – wspominał później pewien mężczyzna znajdujący się w tłumie. Kiedy uchylił czapki strażnikom, spadła mu peruka.

Lenin nigdy wcześniej nie był w tym budynku i nie wiedział, dokąd iść. Od tygodni w Smolnym koczowali żołnierze śpiący na korytarzach, rewolucyjni politycy, konspirujący w labiryncie stu dwudziestu pokojów, i dziennikarze przyglądający się, jak tworzy się historia rewolucji październikowej. Wszędzie panował przytłaczający smród. „Powietrze było gęste od dymu papierosów; podłogi zasłane były śmieciami i wszędzie było czuć zapach uryny. Na ścianach zawieszono nic niedające napisy: «Towarzysze, proszę zachować czystość»”. Rahja zaprowadził Lenina, nadal starającego się ukryć swoją tożsamość, na piętro, gdzie było równie wielu jego przeciwników co przyjaciół.

Na szczycie schodów mężczyźni spotkali Trockiego, przewodniczącego Komitetu Wojskowo-Rewolucyjnego, człowieka odpowiadającego za planowanie przewrotu. „Przebranie Włodzimierza Iljicza stanowiło osobliwy widok” – powiedział później Trocki. Gdy się witali, dwaj prominentni przedstawiciele opozycyjnej grupy socjalistycznej uważnie przyjrzeli się Leninowi, uśmiechnęli się i spojrzeli porozumiewawczo na siebie. „Cholera, rozpoznali mnie, dranie” – wymamrotał.

Lenina zaprowadzono do pokoju numer dziesięć, gdzie od wielu dni nieustannie obradował Komitet Wojskowo-Rewolucyjny. „Zobaczyliśmy trochę siwiejącego starszego mężczyznę, noszącego pince-nez – wspominał Władimir Antonow-Owsiejenko, który niebawem miał zostać jednym z najbardziej bezlitosnych bolszewickich cyngli. – Można było go wziąć za nauczyciela albo antykwariusza. Zdjął perukę… i wtedy poznaliśmy jego oczy, jarzące się jak zwykle iskierką humoru. «Jakieś wieści?» – zapytał”.

Lenin przebywał w ukryciu i nie znał szczegółów przewrotu. Artysta powstania malował szerokimi pociągnięciami pędzla. Teraz zobaczył plany miasta rozpostarte na stołach i posłuchał o tym, jak kluczowe punkty Piotrogrodu do rana znajdą się w rękach bolszewików. Do dyspozycji mieli około dwudziestu pięciu tysięcy uzbrojonych czerwonogwardzistów, ale potrzebowali tylko niewielkiego ułamka tej liczby, stwierdził Trocki. Rewolucjoniści mieli przejąć władzę bez jednego wystrzału.

W rogu sali położono kilka koców i poduszek i Lenin wraz z Trockim z nich skorzystali. Ale obaj nie mogli zasnąć. O drugiej nad ranem Trocki spojrzał na zegarek i powiedział: „Zaczęło się”. Lenin odpowiedział: „Kręci mi się w głowie. Od ucieczki do najwyższej władzy – to za dużo” i – jak twierdził Trocki – zrobił znak krzyża4, 5.

Mit głosił, że rewolucja była operacją nienagannie zorganizowaną przez grupę wysoce zdyscyplinowanych spiskowców, którzy przez cały czas wiedzieli dokładnie, co robią. Taka wersja wydarzeń odpowiadała obu stronom. Historycy radzieccy w kolejnych dekadach przedstawiali „sławetny październik” jako powstanie mas w błyskotliwy sposób poprowadzonych przez mistrza chwili i taktyki Włodzimierza Iljicza Lenina oraz jego zręcznych, bohaterskich pomocników z partii bolszewickiej, którzy ściśle trzymali się planu. Pokonani biali, jak niebawem zaczęto ich nazywać, nie podważali tego mitu, bo był dla nich wygodny: stracili władzę w wyniku precyzyjnie obmyślanego przewrotu wojskowego, kierowanego przez złego geniusza, który w swoich planach, niezależnie od tego, jak bardzo diabolicznych, sprytnie uwzględnił chaos panujący na ulicach Piotrogrodu. Zwolennicy lojalistów nie byliby pod wrażeniem – a i uraziłoby to ich miłość własną – gdyby rozgłaszano, że zostali pobici przez grupę spiskowców, którzy niemal sfuszerowali swoją rewolucję. Bolszewicy bowiem mogli z łatwością przegrać, gdyby w pewnych kluczowych momentach spotkali się z nieco silniejszym oporem.

W rzeczywistości spisek był najgorzej chronioną tajemnicą w historii. Każdy w Piotrogrodzie słyszał, że bolszewicy przygotowują przewrót. Dyskutowano o tym w prasie przez dziesięć poprzedzających go dni. Główna prawicowa gazeta „Riecz” („Mowa”) ujawniła nawet datę, 25 października, a lewicowa „Nowaja Żizń” („Nowe Życie”), prowadzona przez pisarza Maksyma Gorkiego, przestrzegała bolszewików przed użyciem przemocy i „dalszym rozlewem krwi w Rosji”.

Rzekomo doskonały terminarz powstania był tak nieprecyzyjny, że nikt nie potrafił powiedzieć, kiedy dokładnie się ono zaczęło. W pewnym momencie gubernator Piotrogrodu wysłał delegację do przedstawicieli obu stron, próbując ustalić, czy powstanie już się nie rozpoczęło. Nie mógł jednak dostać dokładnej odpowiedzi. Bolszewicy mieli niewielkie doświadczenie wojskowe. Aleksander Genewski, jeden z ich głównych dowódców na miejscu wydarzeń, był przez pewien czas porucznikiem w carskiej armii uznanym za niezdolnego do służby po zatruciu podczas ataku gazowego na początku pierwszej wojny światowej. Poproszono go, żeby został „generałem” w siłach buntowników. Zgodnie z jego rozkazami rewolucjoniści mieli informować na bieżąco planujących działania wojskowe w Smolnym o wydarzeniach za pomocą telefonu pod numerem, który – jak mu powiedziano – miał być zawsze wolny: 148–11. Te kilka razy, kiedy numer działał, był zajęty. Bolszewikom bowiem nie udało się opanować piotrogrodzkiego systemu telefonicznego i musieli wysyłać gońców ulicami miasta. A kluczowe siły marynarzy z floty kronsztadzkiej – godnych zaufania zwolenników bolszewików – przybyły do Piotrogrodu dzień za późno.

Zwyciężyli, ponieważ druga strona, Rząd Tymczasowy i jego stronnicy – koalicja centroprawicy, liberałów i umiarkowanych socjalistów – była jeszcze bardziej niekompetentna i podzielona, poza tym nie traktowała bolszewików poważnie do momentu, gdy było już za późno. Ale główny powód ich zwycięstwa był taki, że większości ludzi nie obchodziło, która strona zwycięży. W rzeczywistości niewielu zdawało sobie sprawę, że dzieje się coś istotnego, aż było już po wszystkim6.

W Smolnym Lenin nie mógł w nocy spać. Nieustannie ślęczał nad mapami i z niepokojem oczekiwał na wieści. Był zapalczywy, ciągle domagał się bardziej wiarygodnych informacji i skuteczniejszego działania, nalegając na przyśpieszenie rewolty. „Pracował w szaleńczym tempie, rozsyłając na wszystkie strony zdyszanych kurierów i odprawiając adiu­tantów (…) wśród stukotu telegrafów”. Pośpiesznie przygotowywał oświadczenia i dekrety, które miał ogłosić, kiedy władza zostanie już przejęta. Przemieszczał się długim korytarzem, na którym ludzkie wyziewy mieszały się z zapachem gotowanej kapusty z jadalni znajdującej się na parterze budynku, między salą numer dziesięć, gdzie spotykał się Komitet Wojskowo-Rewolucyjny, i „maleńkim pokojem” numer trzydzieści sześć, gdzie obradowała reszta przywództwa Komitetu Centralnego partii „wokół słabo oświetlonego stołu z płaszczami rozrzuconymi na podłodze. Ludzie nieustannie pukali do drzwi z wiadomościami”.

W pewnej chwili, niedługo po wschodzie słońca, towarzysze zaczęli omawiać formę nowego rządu. Lenin zastanawiał się, jak powinni się nazywać jego członkowie. „Aby tylko nie ministrami – stwierdził. – Wstrętna, zużyta nazwa”. „Może komisarzami – zasugerował Trocki – tylko że teraz zbyt wielu jest komisarzy. (…) A może komisarzami ludowymi?” „Komisarze ludowi? No cóż, to chyba nieźle brzmi. A rząd jako całość?” „Rada Komisarzy Ludowych, co?” „To świetne: okropnie pachnie rewolucją”7.

Później nastąpiła farsa udawanej skromności wśród rewolucjonistów, którzy w ciągu kilku godzin mieli stać się najwyższymi oligarchami sprawującymi niesamowitą władzę nad życiem milionów ludzi. Lenin zaproponował, żeby Trocki był szefem rządu, podczas gdy on sam miał pozostać przywódcą partii bolszewickiej. Nikt nie wiedział, czy mówi poważnie, ale nieco się zdziwił, kiedy Trocki odmówił. „Wiecie bardzo dobrze, że Żyd nie może być premierem w Rosji – powiedział. – A poza tym nieustannie byście się ze mną nie zgadzali. Wy jesteście przywódcą. To musicie być wy”. Decyzja była jednogłośna8.

W ciągu nocy mała grupa czerwonogwardzistów przejęła nadzór nad strategicznymi miejscami w Piotrogrodzie. Do świtu zabezpieczono wszystkie mosty przez Newę, poza mostem Mikołajewskim przy Pałacu Zimowym. Wcześniej opanowano Twierdzę Pietropawłowską, położoną bezpośrednio za rzeką, której działa spoglądały w kierunku pałacu, gdzie rezydował premier Aleksander Kiereński i gdzie spotykał się rząd. Dało się słyszeć kilka wystrzałów, ale walki nie rozgorzały. „Stało się to, gdy miasto było pogrążone w głębokim śnie – zanotował Nikołaj Suchanow, którego opis rewolucji pozostaje najlepszym świadectwem wydarzeń. – Bardziej przypominało to zmianę warty niż powstanie”. O szóstej rano padł Bank Państwowy, godzinę później – centrala telefoniczna, poczta i budynek telegrafu. Do ósmej rebelianci zajęli wszystkie dworce kolejowe. Niemal bez jednego wystrzału opanowali środki komunikacji w całym Piotrogrodzie. Nie było ofiar. Teoretycznie rząd mógł wezwać do wsparcia oddziały garnizonu miejskiego, liczącego około trzydziestu pięciu tysięcy ludzi. Jak jednak przewidział Trocki, nawet jeśli większość żołnierzy nie wzięłaby strony bolszewików, nie byli oni również gotowi walczyć z nimi.

* * *

Moment wybuchu powstania miał kluczowe znaczenie w politycznej strategii Lenina. Ponieważ car abdykował dziewięć miesięcy wcześniej, władza była podzielona między kolejne rządy koalicyjne, które stawały się coraz słabsze, i sowiety. W języku rosyjskim słowo „sowiet” znaczy po prostu „rada” i były to pośpiesznie wybrane delegacje robotników i żołnierzy, przypisujące sobie wzniecenie rewolucji lutowej, która obaliła samodzierżawie Romanowów.

Lenin wykluczył uczestnictwo bolszewików w rządzie, ale przez kilka miesięcy mieli oni niewielką większość w Piotrogrodzkiej Radzie Delegatów Robotniczych i Żołnierskich. Plan Lenina zakładał obalenie rządu i ogłoszenie, że teraz bolszewicy działają w imieniu rad, co miało zapewnić im polityczną przykrywkę i pozory poparcia ze strony ludu, choć realna władza spoczywałaby w rękach Lenina i jego popleczników. Był tylko jeden poważny szkopuł. Tego dnia w południe miał się odbyć zjazd rad – we wspaniałej biało-złotej sali balowej Smolnego, bezpośrednio pod labiryntem pokojów, w których bolszewicy planowali przewrót. Lenin miał zakomunikować na nim przejęcie władzy jako fakt dokonany i ogłosić zwycięstwo rewolucji. Ale rząd nadal trwał, a Pałac Zimowy – symbol władzy w Rosji od czasów Katarzyny Wielkiej – nie upadł.

Lenin dowiedział się od swojego Komitetu Wojskowego, że przejęcie pałacu będzie proste i potrwa od pięciu do sześciu godzin. Ale cała operacja miała zająć ponad piętnaście godzin z powodu całego ciągu błędów, które można by uznać za groteskowe, gdyby stawka nie była tak wysoka.

* * *

O godzinie dziewiątej Lenin zażądał, by rząd ustąpił. Nie dostał żadnej odpowiedzi. Premier Kiereński wyjechał zaraz po świcie do kwatery głównej armii, próbując nakłonić lojalne wobec rządu oddziały do stłumienia rebelii. Bolszewicy zaś nie poczynili żadnych kroków, żeby go powstrzymać, choć ucieczka Kiereńskiego nie była łatwa. Przed pałacem stało bowiem trzydzieści samochodów, ale żaden z nich nie był na chodzie. Premier nie mógł nawet znaleźć taksówki, która zawiozłaby go na miejsce. Nakazano więc posłańcowi, żeby zorientował się, gdzie szef rządu może zarekwirować jakiś działający pojazd. Ambasada brytyjska odmówiła, ale urzędnik z poselstwa amerykańskiego dał się przekonać i oddał Kiereńskiemu do dyspozycji do swojego powrotu swój samochód marki Renault9. Innemu urzędnikowi udało się skombinować luksusowy kabriolet Pierce-Arrow i trochę paliwa. Kiereńskiego wieziono więc przez plac Pałacowy i ulice z otwartym dachem, przez co łatwo było go rozpoznać.

Kiedy ministrowie zebrali się w południe w Sali Malachitowej Pałacu Zimowego, odmówili podania się do dymisji i zdecydowali pozostać przy władzy dopóty, dopóki będzie to możliwe; „Skazani na przegraną, samotni i porzuceni, chodziliśmy w kółko w tej wielkiej pułapce na myszy” – napisał w swoim dzienniku Pawieł Malantowicz, minister sprawiedliwości.

Lenin wpadał w gwałtowny, nieposkromiony „gniew”, jak często mówiła jego żona Nadia, a ataki te stawały się coraz częstsze, w miarę jak jego zdrowie się pogarszało. Do tego dochodziły bezsenność i coraz silniejsze bóle głowy, które zawsze go nękały. Przez większość dnia był więc wściekły, ponieważ wydawało się, że jego plany wojskowe się rozsypują. Przesunął swoje pojawienie się na Zjeździe Rad z południa na piętnastą, ale gdyby musiał odłożyć je na jeszcze późniejszą godzinę, cała jego strategia polityczna mogłaby upaść. Najważniejsze bowiem było to, by przedstawić zamach stanu jako pełen sukces, dobrze przeprowadzoną akcję. W sali numer dziesięć Smolnego wyszczekiwał więc rozkazy swoim adiutantom i dowódcom Czerwonej Gwardii i rozsyłał dziesiątki not, prosząc o szybsze działania w celu przejęcia pałacu. Prośby te wkrótce zmieniły się w żądania, a później w groźby. Chodził po pokoju jak lew w klatce, wspomina Nikołaj Podwojski, jeden z wyższych urzędników Komitetu Wojskowo-Rewolucyjnego: „Włodzimierz Iljicz łajał, krzyczał. Potrzebował pałacu za wszelką cenę. Mówił, że jest gotów nas zastrzelić”10.

Ministrowie trwali w ogromnym, ale ponurym symbolu imperialnej Rosji, który był siedzibą Rządu Tymczasowego, od lipca. W tym liczącym wtedy tysiąc pięćset pomieszczeń pałacu, ciągnącym się przez dwieście metrów budynku, którego front wychodził na Newę, rozegrała się większa część carskiej historii. Kiereński wprowadził się do położonych na drugim piętrze pokoi, należących kiedyś do imperatora, z panoramicznymi oknami, z których podziwiać można było gmach Admiralicji. W czasie pierwszej wojny pałac wykorzystywano jako szpital dla rannych, a tego dnia znajdowało się w nim około pięciuset pacjentów. Na ogromnym wewnętrznym dziedzińcu trzymano setki koni należących do dwóch kompanii Kozaków odpowiedzialnych za obronę rządu. Poza Kozakami na terenie budowli przebywało jeszcze dwustu dwudziestu kadetów ze szkoły wojskowej w Oranienbaumie, czterdziestu żołnierzy z oddziału rowerowego piotrogrodzkiego garnizonu i dwieście kobiet z uderzeniowego batalionu śmierci11. Takie wsparcie Rząd Tymczasowy mógł wykorzystać do obrony stolicy – i samego siebie – spośród dziewięciu milionów Rosjan stanowiących siły zbrojne w tym kraju.

Szturm na Pałac Zimowy – najważniejsze wydarzenie rosyjskiej rewolucji – był tak niedopracowany, że amerykański dziennikarz John Reed i jego żona Louise Bryant mogli w jego trakcie spacerować po budynku przez nikogo niezatrzymywani. Służba w niebieskich carskich uniformach odebrała od nich jak zwykle wierzchnie okrycia, a kilku kadetów ze szkoły wojskowej oprowadziło ich po wnętrzach. Na parterze: „Korytarz kończył się wielkim pięknym pokojem o złoconych gzymsach i ogromnych kryształowych żyrandolach – pisał Reed. – Po obu stronach na posadzce szeregi brudnych materaców i prześcieradeł. Tu i ówdzie leżeli na nich żołnierze. Wszędzie kupki niedopałków, kawałki chleba, części garderoby i puste butelki po drogich francuskich winach. Im dalej, tym więcej żołnierzy z czerwono-złotymi naramiennikami szkoły junkrów. Powietrze było ciężkie od dymu tytoniowego i odoru niemytych ciał. Jeden z żołnierzy trzymał butelkę białego burgunda, widocznie wyciągniętą z pałacowej piwnicy. (…) Wszystko to zostało zamienione na wielkie koszary”.

O piętnastej Lenin nie mógł już zwlekać. Pojawił się przed Zjazdem Rad w Smolnym i bezczelnie ogłosił zwycięstwo, choć rząd jeszcze nie upadł, ministrowie nie zostali aresztowani, a Pałac Zimowy ciągle nie znajdował się w rękach bolszewików. Było to pierwsze wielkie kłamstwo reżimu radzieckiego. Lenin odczytał oświadczenie, które przygotował wczesnym rankiem, kiedy sądził, że powodzenie przewrotu jest już zupełne.

Do obywateli Rosji!

Rząd Tymczasowy został obalony. Władza państwowa przeszła w ręce organu Piotrogrodzkiej Rady Delegatów Robotniczych i Żołnierskich – Komitetu Wojskowo-Rewolucyjnego, który stoi na czele piotrogrodzkiego proletariatu i garnizonu.

Sprawa, o którą walczył lud: niezwłoczne zaproponowanie demokratycznego pokoju, zniesienie obszarniczej własności ziemi, kontrola robotnicza nad produkcją, utworzenie rządu radzieckiego – ta sprawa jest zagwarantowana.

Niech żyje rewolucja robotników, żołnierzy i chłopów!

Ogłoszenie, że bolszewicy przejęli władzę, było tak ważne dla jego planu, że był gotów to wymyślić12.

Kiedy Lenin wrócił na górę, nie mógł opanować gniewu. Nakazał ostrzelać pałac z Twierdzy Pietropawłowskiej, ale tragikomedia i absurd tego oblężenia miały się dopiero rozpocząć. Wraz z upływem dnia zaplanowane działania coraz bardziej się opóźniały i trudno było się trzymać jakichkolwiek terminów. Bolszewiccy artylerzyści byli zupełnie niekompetentni. W twierdzy znajdowało się pięć ciężkich dział polowych, ale były to okazy muzealne, z których od lat nie strzelano i których od miesięcy nie czyszczono. Znaleziono jakieś lżejsze działa szkoleniowe, ale nikt nie wiedział, gdzie znajdują się trzycalowe pociski do nich. Później okazało się, że broń pozbawiona jest też celowników. I tak późnym popołudniem komisarze w końcu zrozumieli, że działa, na które zwrócono uwagę w pierwszej kolejności, trzeba jednak wyczyścić.

Sprawy przybierały coraz bardziej surrealistyczny obrót. Nawet proste zadanie polegające na wciągnięciu czerwonej latarni na szczyt fortecznego masztu flagowego – sygnał do rozpoczęcia ostrzału i ataku z ziemi – przekraczało możliwości powstańców. Nie można bowiem było znaleźć czerwonej latarni. Bolszewicki dowódca twierdzy Gieorgij Błagonrawow poszedł do miasta poszukać odpowiedniej lampy, ale zgubił się i ugrzązł w błocie. Gdy w końcu wrócił z purpurową latarnią, nie mógł przymocować jej do masztu flagowego. I tak buntownicy zarzucili pomysł nadania sygnału.

O wpół do dziewiętnastej powstańcy, którzy od kilku dni kontrolowali pobliską bazę marynarki w Kronsztadzie, rozkazali krążownikom Aurora i Amur popłynąć w górę rzeki i zacumować naprzeciwko Pałacu Zimowego. Dziesięć minut później wysłali ultimatum: „Rząd i oddziały muszą skapitulować. To ultimatum wygasa o 19.10. Po upływie tego terminu natychmiast otworzymy ogień”.

Ministrowie odrzucili ultimatum. O 18.50 zasiedli do kolacji – barszczu, duszonej ryby i karczochów. W tym momencie obrońcy byli gotowi się poddać i ugiąć przed nieuniknionym. „Żołnierze chcieli tylko palić, pić i przeklinać swoją beznadziejną sytuację” – wspominał jeden z oficerów. Większość z nich zniknęła, gdy nadszedł wieczór. Spora część kadetów poszła poszukać czegoś na kolację, a niektóre członkinie batalionu kobiecego również się oddaliły. Kozacy, jedyni żołnierze z przeszkoleniem wojskowym, opuścili posterunki z godnością, „zniesmaczeni Żydami i dziwkami znajdującymi się w środku”. Pozostało mniej niż dwustu pięćdziesięciu obrońców. Czerwona Gwardia mogła z łatwością wkroczyć w każdej chwili.

Rząd nadal ogłaszał edykty i dokonywał zmian na stanowiskach w gabinecie; minister, któremu Kiereński wcześniej tego ranka powierzył dowodzenie, postanowił, że muszą omówić mianowanie „dyktatora” w Rosji. Nigdy nie wyjaśnił, dyktatora czego, poza Salą Malachitową z jej wielkimi kolumnami, ozdobnymi kominkami i wielkimi wazonami stołowymi. Postanowiono po prostu nie poddawać się dopóty, dopóki będzie to możliwe, bo obalenie przez siły bolszewików oznaczało zgubę13.

Większość mieszkańców Piotrogrodu nie wiedziała, że dokonuje się rewolucja. Banki i sklepy były otwarte przez cały dzień, kursowały tramwaje, wszystkie fabryki działały jak zwykle – robotnicy nie mieli pojęcia, że Lenin wyzwala ich właśnie z kapitalistycznego wyzysku. Tego wieczoru Szalapin występował w Don Carlosie przed pełną salą w Domu Ludowym, a w Teatrze Aleksandryjskim grano Śmierć Iwana Groźnego Aleksieja Tołstoja. Kluby i sale koncertowe były czynne. Prostytutki przechadzały się po ulicach odchodzących od Prospektu Newskiego jak w każdy normalny środowy wieczór. Restauracje były pełne. John Reed z grupą innych amerykańskich i brytyjskich reporterów jadł kolację w Hôtel de France, blisko placu Pałacowego. Wrócili oglądać rewolucję po entrée.

W radzieckiej mitologii w kolejnych dekadach rewolucję przedstawiano jako ludowe powstanie mas. Nic nie mogło być dalsze od prawdy. Ówczesne fotografie ukazują kilka izolowanych miejsc w mieście, w których garstka czerwonogwardzistów łaziła bez celu tu i tam. Nigdzie nie było wielkich tłumów, żadnych barykad, żadnych walk ulicznych. Nie można ustalić, ilu ludzi wzięło udział w wydarzeniach w tych kilku miejscach Piotrogrodu, które miały znaczenie dla powstania. Trocki szacował, że „nie więcej” niż dwadzieścia pięć tysięcy, miał jednak na myśli czerwonogwardzistów, których mógł zmobilizować. Realna liczba była znacznie mniejsza – prawdopodobnie najwyżej dziesięć tysięcy osób w mieście liczącym dwa miliony mieszkańców.

Nie było szturmu na pałac, który przedstawił Siergiej Eisenstein w swoim epickim i błyskotliwym, jeśli chodzi o sztukę filmową, ale w dużej mierze fikcyjnym obrazie Październik z 1927 roku. Do jego nakręcenia zatrudniono więcej osób, niż wzięło udział w prawdziwym wydarzeniu14, 15.

O godzinie 21.40 dano sygnał do rozpoczęcia ataku za pomocą strzału ze ślepaka oddanego z Aurory, która cumowała przy Nadbrzeżu Angielskim naprzeciwko pałacu. Ministrowie padli na podłogę; wszystkie kobiety z batalionu uderzeniowego były tak przerażone, że trzeba było zabrać je do pomieszczenia na tyłach budynku, żeby się uspokoiły. Dwadzieścia minut później działa Twierdzy Pietropawłowskiej zaczęły strzelać ostrą amunicją. W stronę pałacu posłano trzy tuziny pocisków, ale tylko dwa trafiły w ten olbrzymi budynek, odłupując jakieś gzymsy. Jednemu udało się chybić nawet o kilkaset metrów16. Podwojski i Antonow-Owsiejenko, którym Lenin groził rozstrzelaniem kilka godzin wcześniej, poprowadzili do ataku na budynek małą grupkę marynarzy i czerwonogwardzistów i szybko zdali sobie sprawę, kiedy tylko zaczęli przeszukiwać pomieszczenia, że nie natrafią na niemal żaden opór. W Sali Malachitowej „strach ścisnął nas jak gwałtowna fala zatrutego powietrza” – powiedział później minister sprawiedliwości Malantowicz. „Było jasne, że koniec jest bliski”.

Około godziny drugiej nad ranem niski mężczyzna z długimi rudymi włosami, kapeluszem z szerokim rondem i zwiotczałym czerwonym krawatem wkroczył do sali, „za nim tłoczył się uzbrojony tłum”. Nie wyglądał na żołnierza, ale wykrzyknął piskliwym głosem: „Jestem Antonow-Owsiejenko, przedstawiciel Komitetu Wojskowo-Rewolucyjnego. Informuję wszystkich członków Rządu Tymczasowego, że są aresztowani!”. Pomaszerowali do Twierdzy Pietropawłowskiej między tłoczącymi się grupami czerwonoarmistów, którzy wykrzykiwali: „Skończyć z nimi!”, „Wrzucić ich do rzeki!”. Antonow ostrzegł, że każdy, kto spróbuje ich skrzywdzić, zostanie zastrzelony. Bilans ofiar tego dnia wyniósł sześć osób zabitych i mniej niż dwudziestu rannych, wszyscy dostali się w krzyżowy ogień.

Komitet Wojskowo-Rewolucyjny miał teraz problem z kontrolowaniem własnych oddziałów. Salę po sali pałacu zapełniano skrzyniami zawierającymi skarby byłego cara, które miały zostać wywiezione do Moskwy dla bezpieczeństwa. Czerwonogwardziści jednak mieli inny pomysł. „Jeden zarzucił na ramię brązowy zegar, drugi zatknął na czapce znalezione strusie pióro i miała się na dobre rozpocząć grabież, gdy ktoś zawołał:

– Towarzysze! Nie zabierajcie niczego! Wszystko jest własnością ludu!

Dwadzieścia głosów podchwyciło od razu:

– Stać! Odłożyć wszystko! Nic nie brać! Własność ludu!

Dziesiątki rąk wyciągnęły się ku grabieżcom, wyrwano im złotogłowia i gobeliny, a dwóch ludzi odebrało rabusiowi brązowy zegar. Pośpiesznie i niedbale pakowano rzeczy na powrót do skrzyń, przy których samorzutnie stanęli wartownicy. Wszystko to odbywało się spontanicznie i w korytarzach, i klatkach schodowych długo jeszcze słychać były cichnący w oddali okrzyk:

– Dyscyplina rewolucyjna! Własność ludu!….

Inni skierowali się prosto do carskiej piwnicy z winami, jednej z najlepiej wyposażonych na świecie. Znajdowały się w niej skrzynie tokaju z czasów Katarzyny Wielkiej i Château d’Yquem rocznik 1847, ulubione wino cara Mikołaja II. „Sprawa wina (…) nabrała krytycznego znaczenia – wspominał Antonow. – Wysłaliśmy strażników z wybranych jednostek. Upili się. Postawiliśmy straże z komitetów pułkowych. Również padły. Po czym nastąpiły rozpasane bachanalia”. Antonow wezwał więc piotrogrodzką straż pożarną, żeby zalała celę wodą, „ale strażacy (…) upili się, zamiast to zrobić”17.

Prawdziwy dramat natomiast rozgrywał się w Smolnym. To właśnie tam rewolucja zwyciężyła. Zjazd Rad zebrał się znów o 22.30, a wypełniona dymem sala balowa kipiała gniewem. Lenin miał nadzieję, że przewrót zostanie przypieczętowany, ale został potępiony przez wielu delegatów. Nawet kilku bolszewików miało zastrzeżenia. Oponenci Lenina strzelali prosto do jego bramki. Inne grupy socjalistyczne oświadczyły, że nie chcą mieć nic wspólnego z tym kryminalnym przejęciem władzy, i wyszły z sali, żeby już nigdy nie powrócić na jakiekolwiek wpływowe pozycje w Rosji. Mogły one skomplikować sytuację Lenina, gdyby pozostały mocną siłą opozycyjną zjednoczoną przeciwko bolszewikom. Mogły nawet zapobiec zbudowaniu dyktatury przez Lenina. Wyjście z sali było fatalnym błędem, jak niedługo potem przyznało wielu z nich. „Zrobiliśmy z bolszewików panów sytuacji – powiedział Suchanow, przeciwnik Lenina. – Opuszczając zjazd, daliśmy im monopol w radach. To nasza irracjonalna decyzja zapewniła Leninowi zwycięstwo”.

Około piątej nad ranem, kiedy opozycja rozpoczynała właśnie swój marsz ku przepaści, najbardziej porywający mówca bolszewików, błyskotliwy, próżny i bezlitosny Trocki, wygłosił jedno z najsłynniejszych przemówień XX wieku. Powstanie „nie potrzebuje usprawiedliwienia – stwierdził. – To, co nastąpiło, to było powstanie, a nie spisek. (…) Masy ludzi podążyły za naszym sztandarem. Co jednak oni [wskazując na innych socjalistów] nam proponują? Mówi się nam: odwołajcie swoje zwycięstwo, idźcie na ustępstwa, na kompromis. Z kim? – pytam. Tym, którzy nas opuścili, muszę powiedzieć: jesteście żałosnymi bankrutami, wasza rola się skończyła. Idźcie tam, gdzie wasze miejsce – na śmietnik historii”.

Dwie godziny później przed członkami zjazdu pojawił się Lenin. Pewien teraz zwycięstwa i już bez przebrania, promieniował radością. Stronił w swej przemowie od wszelkich retorycznych ozdobników. Odczytał Dekret o pokoju, który napisał rano, obiecujący zakończenie wojny, oraz Dekret o ziemi, obiecujący odebranie gospodarstw właścicielom ziemskim. Niektórzy starzy bolszewicy, twardzi mężczyźni i kobiety, którzy nie wierzyli, że ten moment kiedykolwiek nadejdzie, płakali. Tym, którzy zetknęli się z nim wówczas po raz pierwszy, nie przypominał rewolucjonisty mogącego stworzyć nowego rodzaju społeczeństwo i zmienić bieg historii, stwierdził John Reed. „Niewysoki, krępy, wielka łysa głowa mocno osadzona na barkach, małe oczy, duży nos, szerokie szlachetne usta i wydatna szczęka. (…) W znoszonym ubraniu, w mocno przydługich spodniach człowiek ten nie wyglądał na bóstwo tłumu (…). Niezwykły to przywódca narodu, przywódca zawdzięczający wszystko własnemu intelektowi, pozbawiony wszelkiego pozerstwa, nieulegający nastrojom, nieugięty, bezkompromisowy, nieuciekający się do żadnych efektownych chwytów – ale za to obdarzony wspaniałą umiejętnością objaśniania najgłębszych idei najprostszymi słowami i wyjątkową zdolnością analizowania konkretnych sytuacji, łączący to wszystko z niepospolitą odwagą myślenia i ogromną przenikliwością”.

Niedługo po „wspaniałym październiku” Lenin powiedział, że przejęcie władzy było proste, „znaczyło to tyle, co podnieść piórko”. Było to złośliwe i kłamliwe. W rzeczywiści była to długa, ciężka droga18.

1 Najlepszymi opisami rewolucji październikowej pozostają sprawozdania naocznych świadków: Nikolai Sukhanov, The Russian Revolution 1917: A Personal Record, Londyn 1955 (tłum. z rosyjskiego Zapisok o riewoluciji, opublikowanych w 1922 roku), John Reed, Dziesięć dni, które wstrząsnęły światem, tłum. Aleksander Dobrot (Wiktor Grosz), wyd. 4, Warszawa 1970, oraz pomimo widocznych miejscami stronniczych zniekształceń Leon Trotsky, The History of the Russian Revolution, Londyn 1934 [wyd. pol. Historia rewolucji rosyjskiej, 1932–1934, tłum. Stanisław Łukomski; cytaty z Trockiego według tekstu autora – przyp. tłum.]. Najlepszym współczesnym ujęciem w języku angielskim jest Orlanda Figesa Tragedia narodu. Rewolucja rosyjska 1891–1924 [tłum. pol. Beata Hrycak, Wrocław 2009, Wydawnictwo Dolnośląskie]. Opierałem się tutaj na wszystkich tych pracach.

2 Zdanie często przypisywane Leninowi, jednak nie ma go w artykule cytowanym przez autora (przyp. tłum.).

3 Dzieła zebrane Lenina – liczące w sumie około 9,5 miliona słów – były wielokrotnie publikowane w dawnym Związku Radzieckim. Najnowsze wydanie liczy 45 tomów i ukazywało się w latach 1965–1973. W przypisach będę cytował je jako PSS (Połnoje sobranie soczinienij). [Polskie wydanie, z którego korzystam – W.I. Lenin, Dzieła wszystkie, t. 1–55, Warszawa 1983–1990, Książka i Wiedza – opiera się na wydaniu radzieckim z lat 1958–1965 – przyp. tłum.] Listy Lenina do Fofanowej i do Komitetu Centralnego bolszewików: W.I. Lenin, 437 Notatka do M.W. Fofanowej, w: Dzieła wszystkie, t. 49, Warszawa 1989, s. 448: W.I. Lenin, List do członków KC, w: Dzieła wszystkie, t. 34, Warszawa 1987, s. 412.] Niebezpieczeństwa na ulicach Piotrogrodu: John Reed, Dziesięć dni, które wstrząsnęły światem, dz. cyt., s. 60.

4 Trockiego wielokrotnie pytano, czy jest absolutnie pewien, że taki ateista jak Lenin naprawdę przeżegnał się w tym uroczystym momencie. Odpowiedział, że był zaskoczony tym, co zobaczył. Nie wymyślił tego ani pamięć go nie zawodziła. Trocki był również zaskoczony tym, że kiedy Lenin powiedział, że kręci mu się w głowie, celowo użył niemieckiego wyrażenia „es schwindelt” – przypuszczalnie w celu większego nacisku.

5 Przybycie Lenina do Smolnego: Harrison Salisbury, Black Night, White Snow: Russia’s Revolutions 1905–1917, Nowy Jork 1978, s. 434–442; Lew Trocki, dz. cyt., s. 288.

6 Chaos przewrotu październikowego: O. Figes, dz. cyt., s. 504–508; Nikołaj Podwojski, Lenin w oktiabrie, „Krasnaja Gazieta”, 6 listopada 1927.

7 Zarówno Lenin, jak i Trocki dokładnie studiowali dzieje rewolucji francuskiej i czerpali z niej inspirację. Nazwa ta celowo pobrzmiewała echem jakobińskich commissaires, rzekomych obrońców ludu. Słowo to wywodzi się z łacińskiego commissarius, które oznacza pełnomocnika najwyższej władzy – w tym przypadku obywateli.

8 Szaleńcze tempo pracy Lenina: Nikołaj Podwojski, Lenin w oktiabrie, dz. cyt. Wybór nazwy „komisarze ludowi”: Lew Trocki, Moje życie. Próba autobiografii, tłum. Jan Barski i Stanisław Łukomski, Warszawa 1990, Dom Księgarski i Wydawniczy Fundacji Polonia, s. 376.

9 Ani właściciel, amerykański dyplomata Sheldon Whitehouse, ani kierowca nie wiedzieli, jak zdemontować z błotnika flagę z paskami i gwiazdami. Wypożyczenie samochodu doprowadziło do formalnego protestu dyplomatycznego skierowanego do rządu amerykańskiego przez reżim bolszewicki – pierwszego z wielu w nadchodzących dekadach.

10 Gniew Lenina: N. Podwojski, Lenin w oktiabrie, dz. cyt.; ministrowie w Pałacu Zimowym: H. Salisbury, dz. cyt., s. 440–446; O. Figes, dz. cyt., s. 507–509; Richard Pipes, Rewolucja rosyjska, tłum. Tadeusz Szafar, Warszawa 2006, Wydawnictwo Mag­num, s. 520–522.

11 Pomimo mrożącej krew w żyłach nazwy w ich skład wchodziły w większości dziewczęta z prowincji, które nie były szczęśliwe z tego powodu, że są częścią sił podejmujących rozpaczliwe wysiłki w celu utrzymania Rządu Tymczasowego, gdyż go nie popierały. Wyróżniały się wzrostem i krótko przystrzyżonymi włosami. Fotografowie, którzy robili im zdjęcia dla prasy dzień przed przewrotem, zauważyli, jak małe wydawały się w porównaniu z Kozakami. „W nocy mężczyźni stukali do naszych koszar i wykrzykiwali przekleństwa”. Kiedy rozkazano im przenieść się do pałacu, usłyszały, że będą brały udział w paradzie regimentu. Nie były przygotowane na strzelanie do innych Rosjan. Również oblegający pałac bolszewicy nie byli zadowoleni z ich obecności w środku: „Ludzie powiedzą, że strzelamy do kobiet” – powiedział jeden z nich.

12 W.I. Lenin, Do obywateli Rosji!, w tegoż: Dzieła wszystkie, dz. cyt., t. 35, s. 3; oświadczenie Lenina na Zjeździe Rad: W.I. Lenin, Posiedzenie Piotrogrodzkiej Rady Delegatów Robotniczych i Żołnierskich 25 października (7 listopada) 1917 r., tamże, s. 4–5.

13 Rząd Tymczasowy w Pałacu Zimowym: R. Pipes, dz. cyt., s. 520–522.

14 A jeszcze więcej wzięło udział w odtworzeniu zajęcia pałacu w piątą rocznicę rewolucji w 1922 roku.

15 Piotrogród podczas przewrotu: N. Sukhanov, dz. cyt., s. 392–394; J. Reed, dz. cyt., s. 141–152.

16 Wybuchy przestraszyły Władimira Nabokowa, ośmioletniego syna sekretarza gabinetu, wyższego urzędnika państwowego Rządu Tymczasowego, w jego domu leżącym przy ulicy Morskiej, zaraz obok pałacu. Próbował w tym czasie napisać wiersz.

17 Szturm na Pałac Zimowy: N. Podwojski, dz. cyt.; O. Figes, dz. cyt., s. 511–512; Trocki, dz. cyt., s. 313–315; N. Sukhanov, dz. cyt., s. 396–399.

18 Przemówienie Trockiego na Zjeździe Rad: Isaac Deutscher, The Prophet Armed: 1879–1921, Nowy Jork 1954, s. 397; przemówienie Lenina: J. Reed, dz. cyt., s. 158–160.

I

Szlacheckie gniazdo19

Ten Lenin (…) on nie jest niebezpieczny.

Książę Gieorgij Lwow,

pierwszy premier Rosji po upadku caratu

Najważniejsze związki w życiu Lenina dotyczyły kobiet. Miał bardzo niewielu przyjaciół wśród mężczyzn i stracił ich niemal wszystkich – albo poszli w zapomnienie, albo poróżniła go z nimi polityka. Mężczyźni musieli zgadzać się z nim w zupełności i podporządkować się jego woli albo byli usuwani z najbliższego kręgu. Jak wspominał powiernik Lenina podczas wielu lat spędzonych na wygnaniu: „Zacząłem odseparowywać się od ruchu rewolucyjnego (…) a tym samym przestałem zupełnie istnieć dla Włodzimierza Iljicza”. Kiedy Lenin miał trzydzieści trzy lata, jedynym mężczyzną, z którym był na ty, był jego młodszy brat Dmitrij20.

Przez większość życia Lenin był otoczony przez kobiety – matkę, siostry, żonę Nadię, z którą spędził ćwierć wieku, oraz swoją kochankę Inessę Armand, z którą łączył go skomplikowany romantyczny związek, jak również bliskie stosunki wynikające z działalności w jednej strukturze, których intensywność nasilała się i słabła przez wiele lat. Przez półtorej dekady spędzonej na wygnaniu, kiedy mieszkał w różnych ciasnych wynajmowanych mieszkaniach w całej Europie, żył bez problemów w przyjaznej bliskości ze swoją teściową, osobą o zdecydowanych przekonaniach, odmiennych od jego własnych.

Kobiety Lenina niezmiennie traktowano lekceważąco, jak zwykłe woły robocze, które wykonywały dla niego uciążliwe prace domowe, albo pozwalano im zajmować się stosunkowo prostymi i przyziemnymi zadaniami politycznymi. To błąd. Lenin miał bardziej postępowe poglądy na rolę kobiet niż większość współczesnych mu mężczyzn działających w ruchu rewolucyjnym – choć jest prawdą, że nie oznaczało to zawieszenia poprzeczki szczególnie wysoko.

Lenin, wielki radykał, miał zasadniczo tradycyjne mieszczańskie poglądy, właściwe dla tej warstwy społecznej u końca XIX wieku: z pewnością nie był feministą we współczesnym tego słowa znaczeniu. Oczekiwał, że otaczające go kobiety będą go rozpieszczać, cackać się z nim i troszczyć o niego, co rzeczywiście robiły. Ale słuchał ich i traktował ich głos w sprawach politycznych równie poważnie jak mężczyzn.

Jego żonę Nadię często przedstawia się jako zaledwie jego osobistą sekretarkę, pozbawioną własnych opinii. Lecz była ona kimś więcej. Była rewolucjonistką, kiedy poznała Lenina; siedziała w więzieniu i została zesłana na Syberię, zanim wyszła za niego za mąż. Odegrała też istotną rolę u jego boku w podziemnej pracy konspiracyjnej, która podtrzymywała płomień rewolucji w Rosji przed 1917 rokiem. Nie napisała żadnej pracy poświęconej marksizmowi albo filozofii, nieczęsto też wypowiadała się o taktyce albo programie politycznym i rzadko sprzeciwiała się mężowi, ale Lenin polegał na jej praktycznych umiejętnościach i zdrowym osądzie. „Prowadziła” dziesiątki tajnych bolszewickich agentów w całym Imperium Rosyjskim i znała każdy aspekt organizacji partii. Co najważniejsze, Nadia pohamowywała napady gniewu swojego męża i kontrolowała jego błyskawicznie zmieniający się nastrój, co często wymagało ogromnego taktu.

Inessa Armand była kolejną kobietą w życiu Lenina, której rolę błędnie rozumiano czy też – w przypadku władz radzieckich po śmierci Lenina – celowo pomijano. Przez dziesięć lat aż do jej śmierci w 1920 roku miała z Leninem nawracający romans. Była również najbardziej znaną socjalistką swojego pokolenia, jedną z jego najbliższych współpracownic, zaufaną osobą od najbardziej poufnych zadań. Często reprezentowała Lenina na międzynarodowych zgromadzeniach rewolucjonistów, który to obowiązek delegował na bardzo niewiele osób. Zajmowała stanowiska u boku Lenina w Moskwie po rewolucji. Często nie zgadzała się z nim i otwarcie mu to mówiła, ale byli nierozłączni. Każdy, kto ich znał – również Nadia, która została bliską przyjaciółką Inessy, godząc się na ten osobliwy i przejmujący trójkąt – rozumiał, jak ważna była dla Lenina. Jednak po śmierci przywódcy jego następcy stworzyli kult, który skłaniał do czczenia Lenina jako świeckiego świętego, ikonę bolszewickiej prawości, i Inessa zniknęła z radzieckich książek historycznych, choć przez pięć lat, do roku 1917, Lenin pisał do niej znacznie więcej listów – w sprawach osobistych i politycznych – niż do kogokolwiek innego. Ich korespondencja i jej dzienniki były objęte zakazem publikacji przez ponad siedemdziesiąt lat, dopóki państwo komunistyczne założone przez Lenina nie upadło i nie zniesiono cenzury.

Dwie siostry Lenina dożyły pełnoletności i współpracowały z nim blisko w rewolucyjnym podziemiu. Anna Iljiniczna Uljanowa, urodzona w 1864 roku, była starsza od niego o sześć lat; Maria była o osiem lat młodsza. Obie były wielokrotnie aresztowane za czasów reżimu carskiego za działania wywrotowe; pomagały przemycać agentów podziemia i socjalistyczną literaturę do Rosji i poza jej granice. Po rewolucji pełniły odpowiedzialne funkcje w reżimie radzieckim. Przez wiele lat wygnania w różnych krajach Europy mieszkały z bratem, Nadią i jego teściową21.

Przez całe swoje życie Lenin polegał na wsparciu oddanych mu kobiet, które były całkowicie lojalne wobec niego – a większość z nich również wobec jego rewolucyjnej sprawy. Były gotowe na wielkie poświęcenia dla jego kariery i czasami podejmowały dla niego ogromne ryzyko osobiste. Lenin mógł śmiało brać ich wiarę w niego za rzecz oczywistą. Trzeba jednak powiedzieć, że ich lojalność była obustronna.

Wielu bezlitosnych i cynicznych mężczyzn uderza w sentymentalny ton, gdy mówi o swojej matce. Lenin też często stwierdzał: „Matka… no cóż, ona po prostu jest święta”. Przez ostatnie dwanaście lat jej życia rzadko ją widywał – zmarła w 1916 roku, gdy przebywał na wygnaniu w Szwajcarii – jednak z wielkim oddaniem, a nie tylko z pilnością z nią korespondował. Listy rzadko kiedy dotyczyły polityki albo jego pracy pisarskiej czy też dziennikarskiej. Szczegółowo relacjonował w nich sytuację w domu, swoje podróże i stan swego zdrowia. Sporo miejsca poświęcał też „opisom przyrody” w trakcie jego wypraw myśliwskich albo wycieczek w Alpy, ponieważ jedną z jego największych pasji było chodzenie po górach i dziewiczych terenach wiejskich. Jego listy posyłane do domu są niezmiennie adresowane do „Kochanej Mamy” albo „Najukochańszej Mamusi”. Ostatni, napisany kilka tygodni przed jej śmiercią, kończy się: „Całuję Cię mocno, Moja Kochana, i życzę zdrowia”. Lenin był drażliwy, nieopanowany i wybuchowy, zwłaszcza w starszym wieku, ale jego matka była jedyną osobą, na którą nigdy się nie skarżył, i jedyną, której zawsze okazywał nieograniczoną miłość.

Maria Aleksandrowna Blank urodziła się w 1835 roku w Sankt Petersburgu. Jej ojciec był ekscentrykiem, służbistą i – ten fakt trzymany był po śmierci Lenina przez władze radzieckie w ścisłej tajemnicy – Żydem. Urodził się jako Srul (forma imienia Izrael w jidysz) Mojsiejewicz (Mojżesz) Blank w Odessie, ale podczas studiów medycznych nawrócił się na prawosławie i zmienił imię i otczestwo na Aleksander Dmitrijewicz. Po zdaniu egzaminów doktorskich podróżował dużo po Europie i ożenił się z córką zamożnego niemieckiego kupca, Anną Groschopf. A ponieważ była ona protestantką, zgodnie z rygorystycznymi prawami religijnymi carskiej Rosji powinna przejść na prawosławie. Odmówiła jednak i sześcioro swoich dzieci wychowała na luteranów22.

Aleksander Blank zaczął karierę zawodową jako chirurg wojskowy, później został lekarzem policyjnym i wreszcie inspektorem szpitali w mieście Złatoust, w ogromnej prowincji czelabińskiej w zachodniej Syberii. Dało mu to rangę urzędniczą radcy stanu, co uprawniało go do uzyskania statusu szlacheckiego. Kiedy po pięćdziesiątce przeszedł na emeryturę, zarejestrował się jako członek stanu szlacheckiego Kazania i kupił majątek Kokuszkino, oddalony o jakieś trzydzieści kilometrów na północny wschód od miasta, z ładnym dworem i czterdziestoma poddanymi, którzy pracowali na polu23.

Matka Marii Aleksandrowny zmarła, gdy ta miała trzy lata. Ojciec zamieszkał wtedy z siostrą swojej zmarłej żony, Jekatieriną von Essen, która sama owdowiała. Był to szokujący związek jak na tamte czasy, dlatego Blank chciał, aby jego szwagierkę traktowano jak uczciwą kobietę, i próbował ją poślubić. Ale małżeństwo było nielegalne w oczach Cerkwi i parze odmówiono zezwolenia na ślub. To dzięki pieniądzom Jekatieriny Aleksander Blank mógł kupić Kokuszkino i pozostali parą aż do jej śmierci w 1863 roku24.

Spokojna, obdarzona silną wolą introwertyczna matka Lenina miała ciemnobrązowe włosy i szczupłą figurę, ubierała się elegancko, choć rzadko w najmodniejsze stroje. W domu nie było pocałunków ani uścisków, a Maria Aleksandrowna, ogólnie rzecz biorąc, zniechęcała do okazywania emocji. Była postacią dominującą, cieszącą się głębokim szacunkiem i poważaną przez wszystkie swoje dzieci. „Miała naszą miłość i posłuszeństwo – wspominała później najstarsza córka Uljanowów, Anna. – Nigdy nie podniosła głosu i niemal nigdy nie uciekała się do kar”25.

Była cierpliwa i zawsze chroniła swoje dzieci przed ubóstwem, z jakim miały się zmierzyć po śmierci najbliższych i przy nieustannej uwadze ze strony tajnej policji. Była oszczędna, ale nigdy skąpa. Inteligentna i dobrze wykształcona, nie popierała – a często nie rozumiała – radykalnych poglądów politycznych swoich dzieci. Z pewnością nie była marksistką ani żadnego rodzaju rewolucjonistką. Była jednak za mądra, żeby kłócić się z nimi o kwestie polityczne albo zadawać za wiele pytań o ich nielegalne działania, niezależnie od tego, jakie cierpienia mogły im przynieść ich przekonania. Przetrwały jej nieliczne listy do syna Włodzimierza, ale w nich wspomina o polityce zaledwie raz. Dla Marii Aleksandrowny rodzina była na pierwszym miejscu.

Wszystkie jej dorosłe dzieci w pewnym momencie trafiły do więzienia albo na zesłanie, niekiedy kilkoro jednocześnie. Zawsze wtedy przeprowadzała się w pobliże więzienia, w którym przebywały, albo do miasta najbliższego miejscu ich zesłania. Często musiała się poniżać, błagając urzędników o zwolnienie jednej z córek albo synów lub też o ich lepsze traktowanie. Choć nigdy nie była bogata, była na tyle zamożna, że wszystkie jej dzieci przez długie okresy żyły z jej pieniędzy. Wysyłała im gotówkę, ubrania, książki, paczki z jedzeniem. I wydaje się, że nigdy na to nie narzekała. Włodzimierz miał prosić ją o pomoc częściej niż którekolwiek z jego rodzeństwa, choć czasami dostawał skromne fundusze skądinąd. Przez kilka lat przyznawał sobie pensję z funduszy partii bolszewików, zarabiał też – choć niewiele – na swoich książkach i artykułach. Życie zawodowego rewolucjonisty potrafiło być niepewne do tego stopnia, że jeszcze po czterdziestce nie mógłby przeżyć bez regularnej pomocy od matki.

Trudno znaleźć we Włodzimierzu tę łagodność i cierpliwą wyrozumiałość Marii Aleksandrowny Uljanowej, ale odziedziczył on inne cechy jej charakteru. „Gdy tylko poznałem jego matkę, odkryłem sekret uroku Włodzimierza Iljicza” – powiedział Iwan Baranow, towarzysz z wczesnych lat rewolucyjnych Lenina26.

Korzenie ojca Lenina były dla radzieckich historyków równie kłopotliwe jak jego matki. Ostatnia oficjalna biografia przywódcy opublikowana w Związku Radzieckim, która ukazała się w latach pięćdziesiątych, stwierdzała, że jego ojciec, Ilja Nikołajewicz Uljanow, wywodził się z „ubogiej niższej klasy średniej z Astrachania”, co więcej ukrywa, niż ujawnia. Babka Lenina ze strony ojca, Anna Aleksiejewna Smirnow, była niepiśmienną typową Kałmuczką z Azji Środkowej. I choć większość opisów wyglądu zewnętrznego Lenina zawiera wspomnienie o jego „mongolskich oczach” i wystających kościach policzkowych, to w Związku Radzieckim konsekwentnie ukrywano informacje o jego dziadkach. Nie pasowaliby oni do wygładzonego oficjalnego obrazu założyciela bolszewizmu, który musiał być prezentowany jako na wskroś wielkorosyjski27.

Ilja urodził się w 1831 roku, a oboje jego rodzice zmarli młodo. Wychowywał go i zapewnił mu dobre wykształcenie jego wuj Wasilij, zamożny krawiec i kupiec, który prowadził dobrze prosperującą firmę w Astrachaniu, śmierdzącym rybackim mieście położonym w delcie Wołgi, wpadającej do Morza Kaspijskiego. Ilja wykształcił się na nauczyciela nauk przyrodniczych i pracował w wielu szkołach średnich w prowincjonalnych miastach południowej Rosji. Ożenił się w 1863 roku i uczył w Niżnym Nowogrodzie do 1869 roku, kiedy awansował na inspektora szkół w regionie symbirskim, która to praca dała mu rangę dziedzicznego szlachcica.

Ze wszystkich dzieci Uljanowów Włodzimierz był najbardziej podobny do ojca. Ilja Uljanow miał skośne oczy o bursztynowym połysku, duże wypukłe czoło i rudawe włosy, które zaczęły mu wypadać tuż po dwudziestce. Podobnie jak syn, nie wymawiał prawidłowo głoski „r” i niekiedy trochę seplenił. Był bardziej towarzyski od swojej żony i lubił kompanię. Większość czasu spędzał w podróżach po ogromnym okręgu szkolnym znajdującym się pod jego nadzorem. Matka Lenina, choć nominalnie luteranka, rzadko chodziła do kościoła. Jego ojciec był religijny i dopilnował, żeby dzieci zostały wychowane według prawosławnej rosyjskiej tradycji.

Był bardzo przyzwoitym mężczyzną o liberalnych poglądach, który wierzył w stopniową reformę i ewolucyjne zmiany dzięki edukacji – typem burżuja o dobrych zamiarach, jakim jego syn miał pogardzać i lekceważyć go mocniej niż zapiekłych reakcjonistów. Ilja podziwiał Aleksandra II, cara wyzwoliciela, który uwłaszczył chłopów w 1861 roku i przeprowadził serię umiarkowanych reform, mających ograniczyć samodzierżawie Romanowów. Po zabiciu go w 1881 roku przez terrorystów z rewolucyjnej grupy Narodnaja Wola Ilja szlochał całymi dniami. W pełnym uniformie urzędniczym wziął udział w nabożeństwie żałobnym w katedrze Trójcy Świętej w Symbirsku. Był dumnym przedstawicielem establishmentu. Z tego co wiadomo, miał kontakt tylko z jednym znanym „wywrotowcem”, lekarzem rodzinnym Uljanowów, Aleksandrem Kadianem, który został aresztowany przez tajną policję i zgodnie z warunkami wyroku nie mógł opuszczać miasta. Ale ta znajomość miała charakter wyłącznie zawodowy.

„Nasz ojciec nigdy nie był rewolucjonistą – napisała Anna w krótkiej historii swojej rodziny. – W tych latach, gdy był już po czterdziestce i był głową rodziny, chciał chronić nas, swoje dzieci, przed tym sposobem myślenia”. Jej siostra Maria zgadzała się z tą opinią: „Ojciec był całkowicie lojalny wobec carskiego reżimu, z pewnością nie był rewolucjonistą – powiedziała młodszemu towarzyszowi. – Tak naprawdę nie wiemy dość, by stwierdzić, jaka była jego postawa wobec radykałów wśród młodzieży”.

Sam Lenin nigdy nie próbował zataić albo fałszować swojego pochodzenia, chociaż w Związku Radzieckim obowiązywał później mit, iż założyciel pierwszego państwa robotników na świecie pochodził z ludu. Dla wielu, którzy go znali, jego maniery i zachowanie były wymowne. Maksym Gorki, przekonany socjalista, który naprawdę urodził się w głębokiej biedzie, powiedział, że Włodzimierz Iljicz miał pewność przywódcy, „rosyjskiego szlachcica nie bez pewnych psychologicznych cech tej klasy”28.

CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ, PŁATNEJ WERSJI

PEŁNY SPIS TREŚCI:

Wprowadzenie

Prolog. Coup d’état

I. Szlacheckie gniazdo

II. Idylla dzieciństwa

III. Wisielec

IV. Państwo policyjne

V. Edukacja rewolucyjna

VI. Włodzimierz Iljicz – adwokat

VII. Nadia – marksistowskie zaloty

VIII. Język, prawda i logika

IX. Obce strony

X. Więzienie i Syberia

XI. Narodził się Lenin

XII. Życie w podziemiu

XIII. Anglia, ich Anglia

XIV. Co robić?

XV. Wielka schizma – bolszewicy i mienszewicy

XVI. Wzloty i upadki

XVII. Samodzierżawie bez samodzierżcy

XVIII. Powrót do kraju

XIX. Wywłaszczyć wywłaszczycieli

XX. Genewa – „ohydna dziura”

XXI. Inessa – zakochany Lenin

XXII. Zdrady

XXIII. Miłosny trójkąt – dwoje z trojga zostanie

XXIV. Katastrofa – świat pogrążony w wojnie

XXV. W zawieszeniu

XXVI. Ostatnia emigracja

XXVII. Rewolucja – część pierwsza

XXVIII. Zaplombowany pociąg

XXIX. Na Dworzec Fiński

XXX. Interregnum

XXXI. „Pokoju, ziemi i chleba”

XXXII. Łupy wojenne

XXXIII. Postawić wszystko na jedną kartę

XXXIV. Dni lipcowe

XXXV. Ucieczka

XXXVI. Rewolucja – część druga

XXXVII. Władza – w końcu

XXXVIII. Człowiek u władzy

XXXIX. Miecz i tarcza

XL. Wojna i pokój

XLI. Państwo jednopartyjne

XLII. Bitwa o zboże

XLIII. Królobójstwo

XLIV. Kule zamachowców

XLV. Proste życie

XLVI. Czerwoni i biali

XLVII. Pogrzeb w Moskwie

XLVIII. Międzynarodówka

XLIX. Buntownicy na morzu i lądzie

L. Przejawy moralności

LI. Rewolucja – ponownie

LII. Ostatnia bitwa

LIII. „Eksplozja hałasu”

LIV. Lenin żyje

Główne postaci

Wybrana bibliografia

Podziękowania

Ilustracje

19 Najlepsze opisy rodziny i dzieciństwa Lenina pozostawiły dwie jego siostry – Anna Jelizarowa-Uljanowa (Wospominanija ob Ilicze, Moskwa 1934 r., przekład na angielski jako The Childhood and School Years of Vladimir Ulyanov, Moskwa 1988) oraz Maria Uljanowa (O Leninie i siemje Uljanowych: wospominanija oczerki pisma, Moskwa 1978). Poza tym Robert Service, Lenin. Biografia, tłum. Marek Urbański, Warszawa 2003, Iskry; Dmitrij Wołkogonow, Lenin. Prorok raju, apostoł piekła, tłum. Maciej Antosiewicz, wyd. 2, Warszawa 2006, Amber; Louis Fischer, The Life of Lenin, Londyn 1995, oraz Ronald Clark, Lenin: The Man Behind the Mask, Londyn 1988.

20 Mężczyźni musieli zgadzać się z nim: Michaił Silwin cyt. za Adam Ulam, Lenin and the Bolsheviks, Londyn 1966.

21 Lenin miał jeszcze dwie siostry o imieniu Olga. Pierwsza, urodzona w 1868 roku, zmarła, zanim skończyła rok. Najbliżej był z drugą Olgą, urodzoną jesienią 1871 roku, która była o osiemnaście miesięcy młodsza od niego. Jako dzieci byli nierozłączni. Według wielu przyjaciół rodziny Olga była cudownym dzieckiem rodu Uljanowów, utalentowana intelektualnie i artystycznie, przeznaczona do wielkich osiągnięć, ale zmarła na tyfus w wieku zaledwie dziewiętnastu lat. Rodzeństwo dzieliło w tym czasie pokoje w Sankt Petersburgu i Lenin opiekował się siostrą w jej ostatnich dniach. Był zrozpaczony, że nie mógł jej ocalić, a po jej śmierci miesiącami słał do domu listy przepełnione poczuciem winy i przygnębieniem.

22 Lenin niemal na pewno nie zdawał sobie sprawy ze swojego po części żydowskiego pochodzenia. Jego siostra Anna odkryła część tej historii po trzydziestym roku życia, gdy po raz pierwszy wyjechała do Szwajcarii i poznała rodzinę Blanków. Powiedziano jej, że niemal wszyscy Szwajcarzy noszący to nazwisko najprawdopodobniej są Żydami. Potem odkryła, że srebrny kubek, dziedzictwo rodziny Blanków, który przeszedł w ręce jej matki, był naczyniem używanym zazwyczaj podczas żydowskich świąt religijnych. Niedługo po śmierci brata Anna została poproszona przez Instytut Lenina, utworzony w 1924 roku w celu zachowania jego „dziedzictwa”, o napisanie pełnej historii rodziny Uljanowów. Przeprowadziła więc gruntowne badania i znalazła wiele szczegółów dotyczących życia swojego dziadka, które były całkowicie dla niej nowe. Przez wiele lat nie wspominała o swojej pracy nikomu spoza rodziny. Jednak w 1932 roku, krótko przed śmiercią, napisała do Stalina i ujawniła swoje odkrycia. Poszła do jego biura na Kremlu i osobiście przekazała mu list. „Nie jest prawdopodobnie dla was tajemnicą, że nasze badania dotyczące naszego pradziadka wskazują, że pochodził on z biednej żydowskiej rodziny” – powiedziała Stalinowi. Opublikowanie tych faktów, dodała, „mogłoby pomóc zwalczyć antysemityzm. (…) Włodzimierz Iljicz zawsze cenił Żydów wysoko i był przekonany o ich wyjątkowych zdolnościach”. Stalin przeczytał list dokładnie i odpowiedział natychmiast, nakazując jej: „Absolutnie ani słowa o tym nikomu”. Stalin sam fanatycznie nienawidził Żydów i doskonale rozumiał, że nie pomogłoby to sprawie bolszewickiej, gdyby ujawniono, że założyciel państwa radzieckiego miał żydowskie korzenie. Gdyby Lenin o tym wiedział, prawdopodobnie podszedłby spokojnie do tych rewelacji. Jak powiedział kiedyś pisarzowi Maksymowi Gorkiemu: „Nie mamy wielu inteligentnych ludzi. [Rosjanie] są utalentowani. Ale są leniwi. Błyskotliwy Rosjanin to niemal na pewno Żyd albo osoba z domieszką krwi żydowskiej”.

23 Matka Lenina i pochodzenie rodziny Blank: D. Wołkogonow, dz. cyt., s. 38–40.

24 Aleksander Blank często szokował klasę średnią. Ścierał się ze swoimi przełożonymi, przerażał swoich podwładnych i głosił wysoce nieortodoksyjne poglądy na to, co dziś nazwalibyśmy medycyną alternatywną. Był wielkim zwolennikiem balneologii, która polegała na owijaniu pacjentów od stóp do głów w mokre koce i ręczniki. Sądził, że takie wodne okłady są dobre dla higieny i zabijają zarazki. Taka metoda leczenia wprawdzie nie ma żadnej podstawy naukowej, ale prawdopodobnie zabiła mniej pacjentów niż regularne puszczanie krwi i używanie pijawek, co w tamtym czasie było wciąż powszechną praktyką.

25 Miłość matki do dzieci: A. Jelizarowa-Uljanowa, The Childhood..., dz. cyt., s. 33.

26 Urok Marii Aleksandrowny: cyt. w: R. Clark, dz. cyt., s. 64.

27 Za panowania Stalina dowody dotyczące kałmuckiego pochodzenia Lenina zostały zniszczone. Prawda wyszła na jaw przypadkiem. Armeńska pisarka Marietta Szaginian natknęła się na jeden z ocalałych dokumentów, gdy pracowała nad swoją książką Rodzina Uljanowów, która ukazała się w małym wydawnictwie w 1937 roku i natychmiast nie spodobała się władzom. Została wydana dopiero w 1957 roku po śmierci Stalina, podczas krótkiej odwilży kulturalnej w Związku Radzieckim.

28 Ilja Uljanow, ojciec Lenina, pochodzenie i polityka: A. Jelizarowa-Uljanowa, dz. cyt., s. 21 oraz Maria Uljanowa, dz. cyt., s. 17. Gorki o szlacheckich cechach Lenina: kolumna Niewczesne myśli, „Nowaja Żizń”, 17 listopada 1917.

Spis treści

Wprowadzenie

Prolog. Coup d’état

I. Szlacheckie gniazdo

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Lenin. Dyktator 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Czapkins Becoming Pierwszy człowiek. Historia Neila Armstronga Komeda Jan Karski. Jedno życie. Tom 2. Inferno. Inferno (1939–1945) Lem. Życie nie z tej ziemi